Akceptacja – klucz do pewności siebie

2998557845_fc9dd4dfaa

Pewność siebie jako emocja jest bardzo ulotna. Możesz jednak nauczyć się, jak być pewnym siebie tak po prostu, będąc prawdziwie spokojny i wyluzowany w każdej sytuacji.

Kluczem do tego jest akceptacja czarnych scenariuszy, które ma zwyczaj tworzyć Twój umysł. W tym artykule wyjaśnię Ci mechanizmy, o których nie miałeś pojęcia, a których świadomość da Ci możliwość uwolnienia się od jakiejkolwiek niepewności.

Raz jest, raz jej nie ma

Pewność siebie zazwyczaj jest definiowana jako konkretna emocja, dzięki której czujesz, że możesz wszystko i nic nie stanie Ci na przeszkodzie. Warto jednak wiedzieć, że taka emocja jest po prostu ulotna i w jednej chwili możesz być napompowany odwagą, a w drugiej wszystko może z Ciebie wyparować. Dlatego dzisiaj napiszę o pewności siebie z trochę innego punktu widzenia. Nauczysz się osiągać ten stan na znacznie głębszym i trwalszym poziomie.

 

Na początek chcę Ci wyjaśnić kilka mechanizmów zachodzących w umyśle. Pierwsza ważna rzecz, którą musisz wiedzieć to fakt, że drogą do zdobycia pewności siebie nie jest wywołanie tej konkretnej emocji. Oczywiście można ją osiągnąć na różne sposoby, jednak nie będzie to wtedy stan trwały. Brak pewności siebie to tak naprawdę stan, w którym czegoś się boisz lub czujesz się zagrożony. W momencie gdy ten strach czy uczucie zagrożenia usuniesz, automatycznie będziesz całkowicie spokojny i wyluzowany. I to jest pewność siebie, która pojawia się sama- gdy pozbędziesz się negatywnych emocji.

Taka pewność siebie jest znacznie trwalsza niż specjalnie wywołana emocja. Emocja pozwala Ci na chwilę przezwyciężyć strach, który i tak gdzieś tam będzie. Natomiast kluczem do prawdziwego spokoju i pewności jest pozbycie się tego strachu czy wątpliwości. Wtedy nie musisz wywoływać żadnego stanu emocjonalnego. Pewność siebie cały czas tam jest. Jak w teatrze- gdy opadnie kurtyna ujawni się coś, co już wcześniej tam było.

Nadopiekuńczy umysł

Z czego dokładnie więc wynika brak pewności siebie? Umysł jest tworem, który uwielbia bezpieczeństwo. Robi więc wszystko abyś uniknął zagrożenia. Niestety w większości przypadków robi znacznie więcej, niż jest to konieczne. Aby uchronić Cię przed niekorzystnym dla Ciebie obrotem spraw, w wielu sytuacjach życiowych uruchamia różnego rodzaju mechanizmy.

Mechanizmy takie jak strach, stres, trudności z zaufaniem drugiej osobie, negatywne obrazy w głowie, paraliżujące dialogi wewnętrzne. To dlatego niektórzy ludzie, gdy poznają nowe osoby, nagle nie wiedzą co powiedzieć. Innym razem gdy mają wystąpić przed dużą grupą osób, nagle czują paraliżujący stres w całym ciele. Gdy mają przystąpić do egzaminu, zaczynają sobie wyobrażać, co się stanie, gdy nie uda im się go zdać. A gdy mają podjąć jakieś wyzwanie, głos wewnętrzny wymienia im wszystkie wymówki, które jest w stanie wymyślić.

Zastanów się przez chwilę, jak objawia się Twój brak pewności siebie? Czy to jest rzeczywiście tak, że po prostu jej nie posiadasz? Czy może jednak w danej sytuacji wyobrażasz sobie czarne scenariusze, mówisz do siebie bojaźliwym głosem, wymyślasz setki wymówek, myślisz co może pójść nie tak?

Jednym ze sposobów na pozbycie się tego typu blokad jest zmiana negatywnych dialogów wewnętrznych. O tym jak to robić, przeczytasz w artykule Zabawy z dialogiem wewnętrznym.

 

Ważne jest, abyś w tym momencie zrozumiał, że intencja Twojego umysłu jest jak najbardziej pozytywna. Wywołując te wszystkie rzeczy, które pozbawiają Cię pewności siebie, umysł chce chronić Cię przed zagrożeniami. Jednak w większości sytuacji źle rozpoznaje te zagrożenia i chroni Cię znacznie na wyrost. Zupełnie niepotrzebnie. Bo czy poznawanie nowych ludzi może być poważnie niebezpieczne? Czy występowanie przed grupą ludzi doprowadzi do tego, że wyciągną z kieszeni jajka i trafią Ci nim prosto w czoło? Czy nawet jeśli nie zdasz egzaminu, to świat się zawali?

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że te zbyt często uruchamiane mechanizmy obronne nie pozwalają wielu osobom normalnie funkcjonować w tym świecie!

Akceptacja

Jak więc się ich pozbyć i przywrócić swoją pewność siebie? Zaakceptować. Po prostu zaakceptować wszystkie rzeczy, które tworzy Twój umysł, aby Cię uchronić przed zagrożeniem. W momencie gdy poczujesz prawdziwą akceptację odnośnie czarnych scenariuszy, które pojawiają się w głowie, cały opór zniknie. Jak ręką odjął.

Akceptacja w kontekście umysłu jest synonimem bezpieczeństwa. Gdy całkowicie zaakceptujesz to, że przykładowo publiczność Cię wyśmieje, gdy przemawiasz do nich, zagrożenie z punktu widzenia umysłu znika. Brak akceptacji jest źródłem zagrożenia. Jej obecność sprawia, że potencjalnego niebezpieczeństwa nie ma. I nie chodzi tutaj o akceptację siebie. Ona przychodzi automatycznie, gdy zaakceptujesz negatywne scenariusze pojawiające się w Twojej głowie.

Jak taka akceptacja wygląda w praktyce? Chodzi o to, abyś szczerze pogodził się z jakąkolwiek negatywną konsekwencją stworzoną przez Twój własny umysł. Abyś po prostu stwierdził „ok, jeśli tak się stanie, ja to rozumiem, akceptuję to”. Masz poczuć, że rzeczywiście się z tym godzisz, że już nie potrzebujesz oporu. Że może się tak stać, a na Ciebie to i tak nie wpłynie w żaden sposób.

 

Procedura jest więc prosta. Gdy Twój umysł stworzy negatywną konsekwencję jakiegoś Twojego działania lub faktu zaistnienia konkretnej sytuacji, Ty ją akceptujesz. Tyczy się to każdej sytuacji życiowej. Ludzie tworzą w głowie negatywne scenariusze, gdy spotykają się z innymi ludźmi, gdy mają poznawać nowe osoby, gdy przemawiają publicznie, gdy chcą założyć firmę, gdy uczą się do egzaminów, gdy jadą na wakacje, gdy idą na randkę, gdy… Można by tak wymieniać bez końca. Te negatywne scenariusze, gdy nie są zaakceptowane, są stałym źródłem negatywnych emocji. A te emocje zabierają Ci Twój spokój i powodują brak pewności siebie. Zaakceptuj każdy negatywny scenariusz, a zobaczysz zaskakującą zmianę.

Jakiś czas temu pracowałem z osobą, która podczas rozmowy z innymi ludźmi bała się tego, co Ci ludzie sobie o niej pomyślą. Utrudniało to bardzo jej relacje z innymi osobami, gdyż stres i uczucie niepewności nie pozwalało tej osobie zachowywać się naturalnie. Strach był wywoływany przez tą jedną, konkretną myśl pojawiającą się podczas rozmowy – „ta osoba pewnie sobie pomyśli o mnie coś złego”. W momencie gdy określiliśmy, jakie mogą być negatywne konsekwencje faktu, że rzeczywiście ludzie będą sobie o niej myśleć złe rzeczy, a następnie wywołaliśmy akceptację tych konsekwencji, cały strach zniknął.

Jeśli interesuje Cię tematyka pewności siebie, to skorzystaj z mojego autorskiego programu rozwoju osobistego Life Architect BOX – Zbuduj Prawdziwą Pewność Siebie. Jest to szczegółowo zaplanowany, 30-dniowy proces, w którym za pomocą różnych ćwiczeń pracujesz nad swoją samooceną i poczuciem własnej wartości. Program podzielony jest na 10 etapów i składa się z materiałów video, audio i zadań w zeszycie ćwiczeń.

Pogromca zmartwień

Aby więc łatwiej Ci było wprowadzić tę koncepcję w życie, mam dla Ciebie niezwykle skuteczne ćwiczenie. To ćwiczenie nazywa się „pogromca zmartwień”, i rzeczywiście nim jest. Wypróbuj je na sobie, bo efekty są natychmiastowe. Całe ćwiczenie jest zawarte w czterech poniższych krokach:

 

1. Na kartce jasno opisz sytuację, która Cię stresuje;

2. Określ najgorszy możliwy rezultat/scenariusz, który może się wydarzyć;

3. Zaakceptuj ten rezultat;

4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.

 

Ważne jest opisanie wybranej sytuacji na kartce. Już ten krok sprawi, że poczujesz się trochę lepiej. Wykonując drugi punkt, możesz naprawdę puścić wodze fantazji. Wymyśl coś, co naprawdę jest najgorsze. Niech to będzie najczarniejszy z możliwych scenariuszy, nawet jeśli jest bardzo mało prawdopodobny. Wyobraź sobie ten scenariusz tak, abyś miał jego jasny obraz. Zobacz, co się stanie, jak się będziesz zachowywać w tej sytuacji, jak się będą zachowywać inni, jak Ty się będziesz czuć.

Trzeci krok jest najważniejszy. Skup się na tym, aby zaakceptować ten scenariusz. Jeśli masz z tym problem, mam na to rozwiązanie. Zastanów się, czy miałeś w życiu jakąś konkretną sytuację, gdy coś całkowicie akceptowałeś. Może to być doświadczenie, w którym przykładowo rozmawiałeś z jakimś specjalistą, który ma na dany temat znacznie większą wiedzę od Ciebie, a Ty go uważnie słuchałeś i akceptowałeś bez wątpliwości każde słowo przez niego wypowiadane. Wyobraź sobie teraz to konkretne doświadczenie najdokładniej, jak potrafisz. Poczuj intensywnie to uczucie akceptacji, które pojawiło się w tym doświadczeniu. Dopiero gdy będziesz miał tą emocję, wróć do wyobrażenia swojego najgorszego scenariusza. Teraz razem z uczuciem, które przed chwilą w sobie wywołałeś, całkowicie spójnie i szczerze zaakceptuj ten scenariusz.

Czwarty krok jest opcjonalny. Może być wzięty pod uwagę, jednak nie musi; w dużej mierze zależy to od charakteru sytuacji, nad którą pracujesz.

 

Praktykuj tą technikę najczęściej jak tylko możesz, a po jakimś czasie będziesz mógł o niej zapomnieć. Wyrobisz w sobie nawyk akceptowania i będziesz robił to automatycznie. Stanie się to Twoim podejściem do życia i nawet nie będziesz musiał, o tym myśleć. Pewność siebie tam będzie, w swojej najczystszej postaci. A jeśli wciąż Ci będzie mało, sięgnij głębiej – wiele książek o rozwoju oferuje rozwiązania, które mogą być dla Ciebie kluczem do wolności emocjonalnej.

Miesiąc temu gdy prowadziłem szkolenie i akurat omawiałem koncepcję akceptacji jeden z uczestników zadał mi pytanie: „Wszystko to wygląda na bardzo logiczne i rozsądne, ale czy nie przestanie mi zależeć na rozwoju i dokonywaniu zmian, gdy po prostu wszystko zaakceptuje?”. Odpowiedziałem mu wtedy, że fakt pogodzenia się z tym, że wdepnąłeś w błoto wcale nie oznacza, że nie wyczyścisz butów. Oznacza to natomiast, że nie będziesz z tego powodu cierpiał. Czy cierpienie ułatwi Ci wyczyszczenie butów i zrobienie kolejnego kroku z podniesioną głową? Wręcz przeciwnie. Dopiero gdy będziesz się czuł dobrze, w skuteczny sposób zareagujesz na zaistniałą sytuację. Tak samo jest w życiu. Okazuje się, że dzięki akceptacji pojawia się jeszcze więcej motywacji do rozwoju i dokonywania zmian. I jest to motywacja o wiele prawdziwsza i silniejsza, bo nie jest wywołana niechęcią do tego co jest źle, ale chęcią do tego, aby było jeszcze lepiej.

Ten artykuł poza wyjaśnieniem Ci pewnych mechanizmów, dał Ci do zrozumienia jedną bardzo ważną w rozwoju osobistym rzecz. Nie jesteś swoim umysłem. Umysł to narzędzie, które zostało stworzone po to, aby normalnie funkcjonować w tym świecie. Nie jest to narzędzie idealne, bo jak widzisz czasem płata Ci figle. Ty, w swojej czystej postaci, jesteś człowiekiem naturalnie pewnym siebie, ciekawym, chcącym poznawać świat. Twój umysł chce Ci w tym pomagać, czasami jest jednak zbyt opiekuńczy. Otrzymałeś dzisiaj możliwość pozbycia się tej nadopiekuńczości i zbliżenia się do tego, kim naprawdę jesteś.

 

Korzystaj więc z umiejętności akceptowania wybryków umysłu i bądź wreszcie prawdziwym sobą, żyjącym tak jak tylko tego chcesz. Gdy znika strach, pojawia się prawdziwa pewność siebie. Nie sztucznie wywołana emocja, tylko głęboki, fundamentalny spokój.

Zachęcam Cię również do przeczytania artykułu Samoocena. Dowiesz się z niego, w jaki sposób dawać sobie feedback, który pozwoli Ci się rozwijać oraz pozytywnie wpłynie na Twoją pewność siebie.

Jak już doświadczysz tego, jak działa akceptacja – podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach!

 

 

Warsztat 'Self - Coaching'

Zostaw komentarz

  • ref

    a jak to zaakaceptowac?

    • Ona

      Przeczytałam ten artykuł chyba ze 4 razy i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę…. Od 2 miesięcy pracuję nad sobą idzie różnie :) ale co dzień zaczynam od nowa. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu okazało się a w zasadzie wyszło na jaw ( przyznałam się przed samą sobą ) że nie lubię/ nie kocham / nie akceptuję samej siebie, że nie znoszę być sama ze sobą i że koniecznie potrzebuję potwierdzenia swojej wartości z męskich ust . Z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły z tego zakresu :) Dziękuję :D

  • Jakubzza

    Świetny artykuł! Naprawdę daje wiele do myślenia. Sam mam często problemy z pewnością siebie, lecz coraz bardziej realne wydaje mi się pokonanie tego problemu. Między innymi dzięki Twoim artykułom;)

    Pzdr.

  • algerii

    Ale fajnie – mam problem wchodzę na tę stronę i po problemie ;)

  • Andy

    Kiedyś byłem chorobliwie wręcz nieśmiałym człowiekiem. Przypadkiem trafiłem na książkę Philipa Zimbardo „Nieśmiałość”. Dowiedziałem się, że wbrew pozorom nie jestem inny, gorszy a ludzi takich jak ja jest zdecydowana większość. Wielu znanych aktorów miewa straszne tremy przed wystąpieniami publicznymi (jako przykład był podanych chyba nawet Tom Cruise, ale nie dam sobie ręki za to uciąć). Było też takie ciekawe zdanie, że kiedy rozmawiam z obcą osobą i czuję się nieswojo, to w 80% przypadków ta osoba też się tak czuje, tylko ja tego nie widzę. I od tamtej pory zupełnie inaczej podchodzę do sytuacji, kiedy muszę porozmawiać z obcą osobą. Mam oczywiście gorsze i lepsze dni, ale wtedy sobie myślę o tych nieśmiałych aktorach i innych ludziach, którzy odnieśli sukces i od razu czuję się lepiej.

    Trochę może zamotałem, ale kto czytał tą książkę P. Zimbardo, wie, co mam na myśli :)

    A już zupełnie odmieniła moje życie książka Nikodema Marszałka „Motywacja be granic”. Pod jej wpływem bez żadnego lęku odszedłem z pracy i będę kombinował z własnym biznesem (w zasadzie tylko z wielkim pokładem motywacji i wiary w siebie). A ślub, o którym się mówi, że stres i takie tam, to był pryszcz.

    • http://allegro.pl/show_user.php?search=morskieoko_pl MorskieOko_pl

      Wow! Też inspirujesz!

  • Krzysiek

    Jakieś 2 godziny temu miałem sen, po którego interpretacji stwierdziłem, że potrzebuję więcej samoakceptacji. Odbieram rano pocztę i widzę tytuł artykułu Akceptacja – klucz do pewności siebie :) Dzięki Michał! Świetny artykuł.

  • Ewa R.

    Mi akceptacja czarnych scenariuszy przyszło z czasem.
    Często znajduję sobie dobrą stronę w ciemnych scenariuszach. Nie możliwe? Możliwe!
    W pracy moja szefowa często manipuluje (win-lose) pracownikami, co sprawiło, że od roku jak tam pracuję pracę rzuciło ponad 20 osób (!). Nie pozwalam sobą manipulować, często dochodzi do kłótni z szefową. Ciemny scenariusz: zwolni mnie. Jasna strona: będę wolna od manipulacji, będę miała większe doświadczenie. Znajdę sobie mniej stresującą pracę.
    Dalej: projekt na studiach (graficznych). Ciemny scenariusz: prowadzący go odrzuci. Jasna strona odrzucenia: będę musiała zrobić nowy, co pozwoli mi zauważyć wcześniejsze błędy, co w końcu sprawi, że będę dobra w tym co robię.
    Niedawno złożyłam wniosek o stypendium na studia za granicą. Co jeśli mi się nie uda? Nic, świat się nie zawali. Co jeśli się uda? Będę się cieszyć (:

    Podsumowując: moim kluczem do akceptacji siebie jest akceptacja czarnych scenariuszy poprzez znalezienia dobrej strony złego skutku. Zawsze jest jakiś (;

    PS. Dziś się dowiem, czy otrzymałam stypendium. Zaakceptowałam już każdy wariant, ale denerwuję się jak cholera! (-:

  • Stachuuu

    Bardzo dobry artykuł. Zawsze myślałem, że aby pozbyć się strachu, trzeba stać się pewnym siebie, a nigdy nie przyszło mi do głowy, że aby być pewnym siebie, trzeba pozbyć się strachu. Może jedno i drugie brzmi trochę podobnie, ale w rzeczywistości jest między nimi ogromna różnica. Myślę, że takie spojrzenie może bardzo dużo w moim życiu zmienić. Dzięki ogromne!

    ps. Ciekawą techniką, z która się kiedyś spotkałem jest wymyślanie różnych śmiesznych wersji wydarzeń przed czymś czego się boimy. Np jeśli chcesz się z kimś spotkać i odczuwasz stres, to wyobraź sobie, że np w trakcie rozmowy z tą osobą dzieje się coś na prawdę zabawnego, wręcz głupiego, co raczej nie może się przydarzyć w rzeczywistości. Powtórz to kilka razy i zamiast odczuwać stres, podczas spotkania będzie ci się chciało śmiać. ;)

    pozdro

    • http://allegro.pl/show_user.php?search=morskieoko_pl MorskieOko_pl

      Super!

    • Nicky ;-)

      o nie, nie… ja kiedyś sobie tak wyobraziłam…bałam się pewnego spotkania i sobie wyobraziłam strasznie głupią sytuację z tym związaną, i na spotkaniu umierałam ze smiechu, dodam jeszcze że w najgorszym momencie prychnełam śmiechem bo już nie mogłam. Wyszłam na jakąś wariatkę, ale miło to wspominam, zawsze się smieję i znajomym opowiadam jaka to wtopa była.

  • Norbi

    Heh , Michale Michale potężne narzędzia tu rozdajesz !!
    Potęga tkwi w prostocie !

  • waldek

    Michał, jedna z lepszych treści jakie ostatnio przeczytałem. Mam wrażenie, że metoda będzie mi bardzo pomocna. Dodam, że fajnie działa (przynajmniej u mnie) codzienne parominutowe wizualizowanie sobie kogoś, kto jest wg mnie bardzo pewnym osobnikiem, jego zachowania, głosu, etc. Następnie wyobrażam sobie jak w niego wnikam i odczuwam to samo co on, tak samo się zachowuję w nieciekawych dla mnie sytuacjach. Po miesiącu stosowania tego modelowania zauważyłem spore zmiany na plus. A Twoją metodę na pewno wypróbuję:) Pozdrawiam!

  • Marcin

    Piszesz, aby zaakceptować najczarniejszy scenariusz, a do tego wyraźnie go sobie wizualizować. Nie sądzisz, że prowadzi to do sytuacji, której nie chcemy, czyli realizacji tego czarnego scenariusza? Nie wierzę w moc negatywnej motywacji, a tak wygląda akceptacja najgorszej opcji. Czy nie lepiej jest sobie wyobrażać, że publiczność będzie nas słuchać w pełnym skupieniu, a potem będziemy słyszeć długie oklaski? Po co dodatkowo się stresować wyobrażając sobie co może się stać?

    Czym innym jest akceptacja porażki, czym innym akceptacja możliwości porażki, a czym innym wizualizacja porażki. Akceptacja porażki oznacza, że nie wpływa ona na nasz stan emocjonalny, akceptacja możliwości porażki to nic innego jak część planowania, a wizualizacja porażki to nic innego jak jej przyciąganie. Chyba nie o to chodzi, aby ją przyciągać.

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    ref- Pomyśl sobie, że się z tym godzisz, poczuj, jak to akceptujesz. W zależności od rodzaju scenariusza oczywiście może być Ci łatwiej lub trudniej daną sytuację zaakceptować, jednak postaraj się. Jeśli włożysz w to wysiłek, z pewnością Ci się uda. W miejscu, gdzie omawiam trzeci krok ćwiczenia „pogromca zmartwień”, znajdziesz bardzo skuteczny sposób, który pomoże Ci zaakceptować swój czarny scenariusz, jeśli masz z tym trudności.

    Jakubzza, algerii- Dzięki za miłe słowa, cieszę się, że ta wiedza Wam się przydaje!

    Andy- Bardzo fajna strategia, ta, w której myślisz sobie, że ludzie z którymi rozmawiasz prawdopodobnie się stresują tak jak Ty a nawet bardziej. Sam kiedyś ją stosowałem i całkiem dobrze działała. Gratuluję decyzji o własnym biznesie a także gratuluję ślubu! :)

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Ewa R.- W żargonie NLP nazywa to się przeramowaniem treści i rzeczywiście jest świetnym sposobem na zmianę sposobu postrzegania konkretnego doświadczenia. Co więcej z pewnością jest to bardzo przydatne przy akceptacji czarnych scenariuszy tworzonych przez umysł!

    Trzymam kciuki za stypendium!

    Stachuuu- Technika, o której piszesz, swojego czasu była przeze mnie testowana- efekty zakomite, tylko że czasami wybuch śmiechu następował w niezbyt stosownych momentach ;)

    Norbi- Dokładnie, potęga tkwi w prostocie :)

    waldek- Pisałem na blogu kiedyś już o tej technice i rzeczywiście jest bardzo skuteczna. Gratuluję efektów!

    Marcin- Dobrze, że poruszyłeś ten temat. Aby zaakceptować czarny scenariusz, rzeczywiście musisz sobie go wyraźnie wyobrazić. Jednak nie prowadzi to do przyciągnięcia tego scenariusza- nie masz go wizualizować i wczuwać się w niego zbyt mocno. Wyraźnie wyobrażasz sobie co się może najgorszego stać, tak aby odczuć emocje z tym związane, i akeptujesz- emocje znikają. I ta kwestia nie ma nic wspólnego z negatwyną motywacją- tu zupełnie nie chodzi o motywowanie się do czegokolwiek, tu chodzi o akceptację.

    Oczywiście, możesz sobie wizualizować tylko pozytywne scenariusze wmawiając sobie, że na pewno tak się stanie. Jednak zauważ, że dopóki nie uwierzysz w to w 100%, dopóty głębokiego, prawdziwego spokoju nie osiągniesz. Wizualizowanie pozytywów jest świetne i polecam je każdemu, ale ono nie wywołuje akceptacji tego, że coś może pójść nie tak. I nawet jeśli zrobisz dużo pozytywnej wizualizacji, to umysł i tak będzie podsuwać Ci myśli: „a co, jeśli…?”.

    Akceptacja gwarantuje Ci absolutny luz i pewność siebie. Oczywiście jeśli jesteś już pewny siebie i nie masz sytuacji, w których jej Ci wyraźnie brakuje, możesz śmiało stosować tylko pozytywną wizualizację. Jeśli natomiast pewności siebie Ci brakuje, wykorzystaj pogromcę zmartwień, zaakceptuj najgorszy scenariusz, a potem możesz sobie pozytywnie powizualizować- to Ci pomoże poczuć się jeszcze lepiej i na pewno również będzie bardzo korzystne.

    I pamiętaj- tu nie chodzi o wizualizację negatywnego scenariusza. Ty masz go sobie po prostu raz wyobrazić i go zaakceptować, koniec kropka. Nie bój się, w ten sposób niczego negatywnego nie przyciągniesz :)

  • Marcin

    Ok, dzięki za wyjaśnienie. Rozumiem Twój punkt widzenia. Myślę, że to już zależy od tego jak wolimy radzić sobie ze stresem.

  • Abery

    Ta strategia jest łudząco podobna do tej, którą w jednej ze swojej książek opisuje Dale Carnegie. Zwłaszcza stwierdzenie: „4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.” wygląda jak kalka bez podania źródła…

  • pakistan

    „Ta strategia jest łudząco podobna do tej, którą w jednej ze swojej książek opisuje Dale Carnegie. Zwłaszcza stwierdzenie: “4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.””

    I co z tego?

  • HombreXXX

    Ciekawy tekst, temat jest o wiele szerszy ale konkretnie ujęty został w formie artykułu. Widzę że zawarłeś nute filozofii dalekiego wschodu że „Nie jesteś swoim umysłem” jeśli się posuwasz do takich stwierdzeń to koniecznie musisz uzupełnić o kolejny artykuł związany ze Świadomością. Jeśli chodzi o rozszerzenie obecnego artykułu polecam wszystkim niezwykłą książkę OSHO – Odwaga. Otwiera oczy na nowe horyzonty. :) Dobry artykuł, ale tego o nawyku odwlekania jeszcze nic nie pobiło. Pozdrawiam :)

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Abery- Technika „Pogromca zmartwień” nie jest techniką mojego autorstwa i nigdzie nie napisałem, że jest. Strategia ta przewija się w różnych książkach i w różnych miejscach w internecie. Książek Dale’a Carnegiego nie znam żadnych, natomiast wiem, że technikę tą opisał również Brian Tracy. Tak czy inaczej, czy ma to jakieś znaczenie? Zamiast doszukiwać się pierwotnego autora techniki i podobieństw w poszczególnych krokach tych technik, proponuję skorzystać i docenić, że dostajesz okazję do nauki.

    HombreXXX- Dobry trop, rzeczywiście książki Osho są mi znane, a temat Świadomości w tej chwili sam zgłębiam i kiedyś z pewnością też o nim napiszę :)

  • Ewa R.

    Nie rozumiem tych ataków. Czy Wasze spostrzeganie świata, przekonanie i wiedza wysysacie z palca czy z głowy? Nie. Czytacie, słuchacie, doświadczacie i często bierzecie za swoje.
    Michał robi świetną sprawę, bo przekazuje nam to, co sam doświadczył i się nauczył.
    Ja, szarak, który często nie zagląda do książek biorę świetną naukę z bloga, który autor chce przekazać. Czy pisze o sobie, czy o doświadczeniach innych ludzi – wszystko jedno. Ważne, że pisze. A jeśli Wam, oczytanym umysłom przeszkadza ten fakt, to przestańcie subskrytować tego bloga i inne najlepiej też. Przecież tak dużo już wiecie.

    Pozdrawiam i przepraszam za ataki jednocześnie.

    PS. Dziękuję Michał za kciuki, niestety wciąż nie wiem jaka jest decyzja władz uczelni. Podobno mam dowiedzieć się pod koniec tygodnia.

  • Abery

    „Skorzystać i docenić, że dostaję okazję do nauki” – cóż za przejaw przerostu ego;) No cóż, na pewno zależy Panu, żeby docenili domniemaną Pańską wiedzę potencjalni kupcy Pańskiej książki… natomiast w dobrym zwyczaju leży podawanie źródeł informacji, zwłaszcza jeśli ktoś chciałby sięgnąć po więcej danych danego autora – chyba że nie zależy Panu na tym, co jestem w stanie zrozumieć, jeśli patrzeć z marketingowego punktu widzenia :)

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Marketingowy punkt widzenia? Spójrz na tego bloga, widzisz jakieś reklamy? Poczytaj artykuły, czy w choć jednym namawiam kogoś do kupna ebooka? Myślisz, że jestem osobą, której zależy na skłonieniu do tego ludzi? :)

    No cóż, nie będę dalej komentować Twojej wypowiedzi…

    P.S. Nie jestem Panem, mam na imię Michał ;) Jeśli jesteś zainteresowany dalszą dyskusją, zapraszam na maila- tutaj komentujemy artykuł.

  • http://www.energiawewnetrzna.pl Zbysze Ryżak

    Michale,
    Napisałeś wiele cennych rzeczy. Z wieloma się zgadzam. Ale z jednym nie. Napisałeś: „kluczem do prawdziwego spokoju i pewności jest pozbycie się tego strachu czy wątpliwości”. Tu pojawia się subtelna kwestia intencji. Gdy starasz się zaakceptować, to czego się boisz z intencją uspokojenia się, wchodzisz w dosyć pokręconą pętlę, w której uwaga wzmacnia negatywne objawy. To tak, jak np. z bezsennością. Im bardziej zależy ci by zasnąć, tym trudniej to osiągnąć.

    Rozwiązaniem jest przestać przywiązywać wagę do tego czy jesteś pewny czy nie. Akceptować siebie znaczy przyjmować także złe emocje. Po prostu nie przywiązuj wagi do tego czy je masz czy nie. Gdy np. denerwujesz się przed wykładem – przestań krążyć myślami wokół siebie, a skup się na ludziach, do których mówisz. Najwyżej będziesz spięty. Przestać się o to troszczyć.

    A nawet wzbudź intencję paradoksalną (to świetna technika Frankla) – życz sobie czegoś przeciwnego. Np. powiedz sobie – no to mnie wygwiżdżą i skup się na świecie zewnętrznym.

    Pisałem ostatnio wiele u siebie na ten temat. Zapraszam.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Zbyszek- Dzięki za ciekawy komentarz.

    „Gdy starasz się zaakceptować, to czego się boisz z intencją uspokojenia się, wchodzisz w dosyć pokręconą pętlę, w której uwaga wzmacnia negatywne objawy.”

    Zgadzam się z tym, że aby myśl przetrwała potrzebuje uwagi, jednak zauważ, że ludzie martwiący się o coś tak czy inaczej poświęcają uwagę wymyślaniu negatywnych scenariuszy. Fakt, że zrobią jeszcze raz, świadomie, nie spotęguje negatywnych emocji.

    „Akceptować siebie znaczy przyjmować także złe emocje.”

    Z tym zdaniem się nie zgadzam. Negatywne emocje takie jak stres wynikają z oporu przed czarnym scenariuszem, który pojawił się w głowie. Jeśli na głębokim poziomie coś zaakceptujesz, opór znika. Prawdziwa akceptacja nie może istnieć jednocześnie z oporem, ponieważ są to pojęcia wykluczające się.

    Ludzie nie potrafią na tyle kontrolować swoich myśli, żeby po prostu skupić się na czymś innym. Zauważ jak zachowują się ludzie przed egzaminami. Nawet jak im powiesz, żeby skupili się np. na wakacjach, i nawet jeśli to zrobią, to myśl o egzaminie będzie wracać co 15 sekund. Taka reakcja wynika z oporu przed ewentualnym nie zdaniem egzaminu. Gdyby jego oblanie nie było obarczone żadnymi konsekwencjami, nikt nigdy by się tym egzaminem nie stresował, bo by nie było oporu.

    P.S. Gratuluję Ci ciekawej strony :-)

  • Marlon

    A jeśli chciałbym uzyskać pewność siebie podczas prowadzenia auta? Mam na myśli lęki przed tymi wszystkimi nieprzewidywalnymi sytuacjami, które mogą nas spotkać podczas kierowania. Czy akceptowanie np. tego, że mogę zginąć w wypadku nie byłoby zbyt ‚radykalne’? I czy po zaakceptowaniu czegoś takiego, w sytuacji gdzie śmierć mi nie straszna, nie stałbym się wariatem drogowym, który nie dba o jakiekolwiek bezpieczeństwo jazdy?

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Marlon- Zaakceptowanie możliwości wypadku sprawi, że pozbędziesz się strachu. A jakikolwiek strach jest Twoim przeciwnikiem gdy prowadzisz samochód, bo nie pozwala Ci się skupić na jeździe. Tym samym strach przed wypadkiem sprawia, że jesteś gorszym kierowcą.

    To, że zaakceptujesz wypadek nie znaczy, że będzie Ci obojętne, czy on się wydarzy czy nie! Akceptacja w tym momencie nie sprawi, że zaczniesz jeździć brawurowo, bo dopóki jesteś rozsądnym kierowcą, będziesz wiedział jak jeździć bezpiecznie. Wręcz przeciwnie, brak strachu i stresu sprawi, że Twój umysł będzie mógł skupić wszystkie swoje siły na prowadzeniu, wyostrzając Twoje zmysły i wykorzystując umiejętność prowadzenia najlepiej, jak może.

  • adriano

    dobre dobre!

  • Maciej

    Mam ogromny problem z akceptacją , poprostu nieumiem się pogodzić z tym że coś pójdzie nie tak , niepotrafie wytworzyć w sobie tego stanu zgody że coś pojdzie żle , zawsze odkąd pamiętam gdy coś szło nie po mojej myśli to buntowaem się przeciw temu i tworzyłem wręcz w sobie alternatywną rzeczywistość w której było zawsze tak jak chciałem , chyba jestem beznadziejnym przypadkiem…

  • http://kozlov.prv.pl/ Paweł „Kozioł” Kozłowski

    Maćku, obejrzyj film „Zmęczenie mentalne i fizyczne” z tej strony, zastanów się nad tym co ten gość mówi. Zdaję sobie sprawę że moja odpowiedź nie jest do końca tym czego oczekujesz, ale to jak na razie jedyna rzecz która przychodzi mi pod rogi. Osobiście podchodzę do tego w ten sposób, że nie ma po co się denerwować – i to jest moja podstawa. Michał zresztą pisał w którymś wpisie o stresie że nie zawsze ma wpływ na to co się wokół niego dzieje. Nie czuję się specjalnie kompetentnym aby udzielać tego typu rad, ale wygląda mi na to że w swoim „beznadziejnym” (a przynajmniej tak uważasz) przypadku możesz się czymś niepotrzebnie stresować.

    Nie wiem na ile moje słowa będą dla Ciebie pomocne, w każdym razie myślę że (raz jeszcze to mówię) nie ma co przejmować się niepotrzebnie wszystkim dookoła. To samo mówię ludziom wokół mnie.

    Pozdrawiam księżycowo. :)

  • Kasia

    Dziękuję Ci za ten artykuł. To mi było potrzebne.

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Maciej- Czy kiedyś w życiu zdarzyło Ci się, że coś poszło nie tak? Czy teraz patrząc w przeszłość na którąś z tych sytuacji, akceptujesz to co się wydarzyło? Jeśli tak, co sprawia, że ją akceptujesz? I co musiałoby się stać, abyś zaakceptował hipotetyczną sytuację w przyszłości, gdy coś może pójść nie tak?

    Akceptowanie to też umiejętność, poćwicz ją. Zacznij od scenariuszy średnio groźnych, takich, z którymi łatwiej będzie Ci się pogodzić. Pracuj nad tym aby spójnie i całkowicie je zaakceptować. W momencie gdy pogodzisz się z takim scenariuszem, pod warsztat weź trochę większe wyzwanie, i ćwicz dalej. Naucz się akceptacji.

  • Maciej

    Jedynym powodem dla jakiego godze sie z niepowodzeniami z przeszłości jest właśnie to że to przeszłość której i tak nie zmienie , ja chyba nie potrafie pojąć tej akceptacji ,człowiek dąży przecież do sukcesu w każdej dziedzinie życia , a tu nagle trzeba zaakceptować porażkę , nie potrafie wytworzyć w swoim umyśle takiego stanu.

  • R.

    Witam Autora i Czytelników.
    Mam 26 lat i jestem osobą lekko niepełnosprawną. Mam wadę wymowy, objawiającą się tym, że dość często jestem niezrozumiały dla otoczenia.
    Poza swoją wadą jestem, jak mi się wydaje, zwykłym chłopakiem, ani wysokim ani niskim (wzrost między 160 a 170 cm), ani bardzo grubym ani chudym… krótko mówiąc, przeciętny facet. Co wydaje mi się oczywiste, pracuję. Nie mam full wypasionych zarobków, powiedziałbym, że nawet skromne. Ale to jak przypuszczam jest normą w polskim społeczeństwie. Myślę, że w głowie mam w miarę równo poukładane, w sensie takim, że moja niepełnosprawność, wygląd czy zarobki nie jest pretekstem do całkowitego zamykania się w sobie, robienia z siebie odludka czy jakiegoś innego dziwoląga.
    W artykule spodobała mi się wypowiedź na temat zapisywania wszelkich swoich obaw, „czarnych scenariuszy”, na kartce, zaakceptowanie ich. Oraz podjęcie działań zmierzających do „zminimalizowania strat”, wynikłych z ich ewentualnego dojścia do skutku.
    Hmm.. Mianowicie mój umysł ma taki scenariusz. Scenariusz bardzo realistyczny, który kilkukrotnie miałem okazję obrabiać w rzeczywistości.
    Mianowicie, kikukrotnie spotkała mnie sytuacja, że w związku z moją wadą wymowy, ludzie do których miałem jakiś interes (np. kasjerka w sklepie, nauczyciel/wykładowca w szkole itp.) wprost lub w mniej jawny sposób dali mi do zrozumienia, że jestem osobą chorą / upośledzoną umysłowo lub psychicznie, ewentualnie pijaną bądź naćpaną.
    Podobnym schematem jest też sytuacja pomagania na siłę w czymś, ewentualnie dyrygowania moją osobą (myślę, że jedno z drugim ma dużo wspólnego).
    Jeśli chodzi o inny schemat, który mógłbym wskazać, jest nazwany na mój użytek schemat wykluczenia. Polega to mniej więcej na tym, że słyszę często od ludzi komunikat w 
    stylu: „Masz sprawne ręce, nogi i głowę, nie wyrózniasz się od ogółu, więc jesteś ok.” Z drugiej strony po bliższym zapoznaniu słyszę: „Nie rozumiem cię, nie mam czasu , muszę zająć się sobą….” itp., itd. Od pewnego czasu mam kontakt z innymi ludźmi o obniżonej sprawności. Kiedyś, po opowiedzeniu na czym polega mój problem, usłyszałem odpowiedź od jednej z tych osób: „Nie jeździsz na wózku inwalidzkim, masz sprawne ręce i nogi, więc czego się czepiasz? Wielu z nas marzyło byotym, abybyć na twoim miejscu” Hmm.. w sumie ta osoba miała rację. Nie zamieniłbym się z żadną z osób, kóra jeździ na wózku, jest ciężko niepełnosprawna czy chora. Ale…
    Jakie są wg. mnie wnioski z mojego wynurzenia?
    Takie, że:
    a) ciężko jest zaakceptować fakt, że ktoś traktuje cię jak debila, choć jesteś przeciętnie inteligentnym człowiekiem;
    b) ciężko jest mi, pomimo upływu lat i powtarzalności sytuacji, znaleść sensowne rozwiązanie (w sensie zastosowania jakiś „pozytywnych” schematów myślowych) zaistniałych sytuacji;
    c)c) opieranie się na „własnoręcznie” zdobytej wiedzy i doświadceniu jest bardzo cenną formą wspierania samego siebie;
    d) czasami zdobywanie tychże doświadczeń i wiedzy nie przekłada się bezpośrednio na jakieś przemyślenia, w związkuz czym:
    e) czasami warto poświęcić chwilę czasu, aby opublikować swoje wynurzenie na forum i poczytać ewentualnych odpowiedzi internautów, dotyczących ich wizji zmiany mojego podejścia do moich być może subiektywnych problemów. O co niniejszym proszę.

    Pozdrawiam.

    • Ewa Bartosik

      R.: w Twojej historii nie przywiązuję dużej uwagi do tego, że masz wadę wymowy, przyjmuję to za fakt, nie przywiązuję również uwagi do tego, że funkcjonujesz w życiu tak jak standardowy Kowalski – pracujesz, spotykasz się z ludźmi, również przyjmuję to za fakt.

      To co mnie w Twojej historii zaciekawiło to Twoje myśli i uczucia: na swój temat i na temat innych i świata. Gdybyś miał narysować siebie i swoją niepełnosprawność na kartce papieru, jak myślisz jaki byłby efekt. Czy narysowałbyś siebie jako duży okrąg, w którym byłby czarny punkcik symbolizujący Twoją niepełnosprawność, czy może wada wymowy byłaby tym wielkim kołem, w którym wpisany byłby mały punkcik jako JA.

      To jak o sobie myślimy wpływa na to jak postrzegamy innych i świat. Mam wrażenie, że napotykając sprzeczne komunikaty z otoczenia, sam naturalnie zaczynasz mieć wątpliwości. Popracowanie nad samoakceptacją (w moim przypadku) pozwoliło mi na przyjęcie tego, że problemem nie jestem ja, bo ja jestem w porządku, jestem tylko wyuczona (na podstawie jakiś tam sytuacji z ludźmi) wiary w to, że jestem słaba i nic nie warta. Problemem był mój sposób myślenia a nie ja jako osoba.

      Dzisiaj mam przekonanie, że jestem dobrą osobą z wadami:) pozwalam sobie na bycie ułomną, pozwalam sobie na bycie nie dość dobrą, jednocześnie dbam o siebie, mówię innym o osiągnięciach. na myślenie innych nie mamy wpływu, mamy wpływ na nasz stosunek do wykluczenia. serdecznie Ciebie pozdrawiam.

  • DrRobol

    Myślę, ze powinieneś podchodzić do reakcji różnych ludzi z większym dystansem, po prostu „olewać” ich ignorancję w stosunku do osoby niepełnosprawnej.
    Akceptacja w tym przypadku pomoże Ci tylko pozbyć się strachu, w Twoim przypadku chodzi bardziej o zaakceptowanie reakcji innych, bez względu na to, jak bardzo frustrująca by ona nie była.
    Takie jest przynajmniej moje zdanie :]

  • http://michalpasterski.pl Michał Pasterski

    Maciej

    człowiek dąży przecież do sukcesu w każdej dziedzinie życia

    Skąd wiesz? Każdy człowiek? W każdej dziedzinie życia? Byłbym ostrożny wydając takie osądy.

    Poza tym- dopóki nie zrozumiesz, że nie osiągniesz sukcesu nie będąc przygotowanym na porażkę, nigdy go nie osiągniesz, strach Cię zje. Co więcej, nie odnosząc nigdy żadnej porażki nie będziesz mieć doświadczeń, które są niezbędne do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu. Akceptacja odniesienia porażki (która zawsze zdefiniowana jest jako porażka tylko i wyłącznie przez Twoją własną, subiektywną ocenę!) jest KLUCZEM do Rozwoju przez duże R.

  • Marlon

    Michale, a czy drugi punkt „Pogromcy Zmartwień” też przydałoby się opisać na kartce czy chodzi w nim tylko o wizualizację?

  • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

    Marlon- Nie jest to absolutnie konieczne, jednak jak najbardziej da lepsze efekty.

  • Spider

    Zaebyste! :) samo przeczytanie tego posta to juz polowa sukcesu. Pozdrawiam

  • Ew

    staram się czytać te wszystkie artykuły i czerpań z nich cokolwiek. zapewne czytając je powinnam czuć jakąś pozytywną energię w sobie, chęć to zmian, motywacje, a tymczasem mam wrażenie, że i tak nic się w mym życiu nie zmieni. Staram się nawiązywać nowe kontakty, jednak zauważam, że po paru zdaniach ludzie odwracają się bo po prostu wolą rozmawiać z kimś innym. Wydaje mi się, że zadaje ciekawe pytania, próbuje ciągnąc temat, a jednak tak czy owak po 5 minuta i tak nie wiem o czym mam rozmawiać. Czuję duże stresy o blokadę przed swobodnym podejściem do kogoś i nawiązaniem znajomości. Jak nie wiem co mam mówić to na mojej twarzy zaczynają się pojawiać dziwne grymasy i zaczynam sobie myśleć że wyglądam jak idiota i ta druga osoba pewnie tak sobie myśli, robię się czerwona i pragnę znaleźć się w domu. Kiedyś byłam dużo bardziej rozmowna, ciekawsza, ludzie uwielbiali ze mną rozmawiać, uwielbiali mi się żal, opowiadać o swoich problemach, teraz tamci ludzie już odeszli, a ja nie potrafię już tak przekonywać do siebie i wzbudzać ich zaufanie do mnie. Czuję się pusta w środku, czuje się jak osoba osamotniona, nie mająca nic ciekawego do powiedzenia, nudna, niepewna siebie, bez jakiejkolwiek kreatywności… nie mam po prostu ochoty nic robić. Kiedy urządzałam sobie pokój, przerabiałam ubrania, malowałam, przepisywałam wiersze z internetu, robiłam własnoręczne pocztówki, a teraz nie chce mi się robić żadnej z tych czynności. ani myślę do tego wrócić bo nie widzę w tym żadnego sensu… w ogóle nie widzę sensu w moim bycie. nic nie zmieniam, nic dla nikogo nie robię wartościowego. Kiedyś nie potrafiłam odpędzić się chociażby od wiadomości na gg, a teraz siedzie 8 godzin i nikt nawet mi :) nie wyśle…po prostu straciłam znaczenie dla kogokolwiek. nie wiem na prawdę czego mi brakuje i jak to zmienić… chciałabym być zupełnie inną osobą. zupełnie… chciałabym być lubiana, zapraszana, mile widziana, żeby ktoś kiedyś w grupie ludzi, znajomych odczuł brak mojej osoby… a jest tak, że gdy ja jestem jest po prostu mega nudno. i dlatego nikt mnie nie potrzebuje… nie wiem jak mam ze sobą żyć. Nic w sobie nie lubię, jak patrze na siebie w lustrze to widzę krzywe grymasy na twarzy i osobę bez charakteru. no właśnie, jestem bez charakteru, jestem zwykła, szara, nijaka… wiem że to miejsce na komentarze, a nie na żale i smuty, ale chciałam wykorzystać ten kawałek przestrzeni aby wypisać wszystko co mnie przytłacza i ciągnie w dół. pozdrawiam.

  • Magdalena Paduchowska

    zgadzam się z wami akceptując własne porażki ułatwiamy sobie życie. szczerze mówiąc ja tak nie robie bo jak już dostane pożądnie w tyłek trudno mi się z tym pogodzić długo nie mogę wstać. Wręcz zniechęca mnie to do dalszych działań. Jednak z czasem tzn. potrzebuje więcej czasu do akceptacji klęski. Muszę nad tym popracować i wydaję mi się że ten artykuł mi to ułatwi, a także wasze doświadczenia z góry dziękuję

  • Anonimeek

    Więc w gruncie rzeczy chodzi o to, co nieświadomie kiedyś sam robiłem – o odpowiedzenie sobie na pytanie „a co jeśli?”. Odpowiedzią na takie pytanie jest: „Nic, świat się nie zawali”. Tak? Mam rację?

    Pytam, gdyż utraciłem swoją pewność siebie kilka lat temu, prawdopodobnie wtedy, gdy zacząłem się jąkać.
    (Gdy myślałem o owym jąkaniu i przejmowałem się opinią innych, automatycznie pogrążałem się i jeszcze bardziej się jąkałem – taka pętla. Odpowiedzią okazały się bliższe kontakty z rówieśnikami – oni mi pokazali, że mnie akceptują i tak naprawdę im to wisi, czy się jąkam. Wtedy do mojego mózgu dochodziło, że tak naprawdę wcale się nie jąkam, że to tylko blokada i że mogę to zwalczyć… I co? Przestałem się jąkać! Czasami jeszcze mi się to zdarza, ale znacznie rzadziej. ;))

    Wracając do poprzedniej myśli – staram się wrócić do poprzedniego stanu, ale mój mózg jest chyba odporny na wszelkie autosugestie itp.. Zamierzam spróbować Demonic Confidence, mam nadzieję, że to coś pomoże!

    Dzięki za artykuły, są świetne!!!

  • Anonimeek

    „Wracając do poprzedniej myśli – staram się wrócić do poprzedniego stanu, ale mój mózg jest chyba odporny na wszelkie autosugestie itp.. Zamierzam spróbować Demonic Confidence, mam nadzieję, że to coś pomoże!”

    Tu chodzi mi o to, że zamierzam na nowo poprawić swoją pewność siebie. ;)

  • Milutka

    Panie Michale, przed wczoraj zawzięcie czytałam ten artykuł, ponieważ brakuje mi wiary w siebie i pewnosci siebie. Wczoraj miałam egzamin na prawo jazdy i dzięki tej opisanej tu akceptacji w samochodzie czułam się tak pewnie i spokojnie jak nigdy! Zdałam za 1 razem :)
    PS. Jeśli pan na zdjęciu to Pan, to jest Pan baardzo przytsojny :)
    Pozdrawiam i dzieki za artykuły!

  • Ola

    z pewnością siebie mam bardzo duże problemy, ale czytając artykuł i komentarze aż chce sie coś z tym zrobić, mam nadzieje ze to nie będzie tylko słomiany zapał…a własnie o tym zapale też byś mógł coś napisać bo te twoje artykuły ułatwiają zrozumienie wielu rzeczy.

  • Piotrek

    Witam (Panie) Michale!
    Przypadkowo trafiłem na tą stronę, ale znalazłem naprawdę wiele ciekawych informacji tutaj. Szczególnie ten artykuł trafił do mnie, lecz powiem szczerze mam duże problemy z realizacją go w życiu(lub za szybko oczekuję efektów). Moje życie zostało ogarnięte przez dużą ilość strachu i lęków. Próbowałem uciec od tego, chować to jak najgłębiej, zwalczać, ale teraz, gdy poznałem takie podejście tj. akceptacja, to staram się stawić czołom wszystkim problemom, a to dosyć ciężkie jest dla mnie. Staram się jedno zaakceptować to zaraz po tym pojawia się następny negatywny scenariusz, któremu muszę stawić czoła i zaakceptować, kosztuje to naprawdę wiele wysiłku. Jednak wierzę, ze to wszystko przyniesie efekt ; )
    Pozdrawiam
    Piotrek

  • PASZCZAK

    Rozumiem że czerwienienie też idzie tak zaakceptować?
    kiedys nie miałem z tym problemu ale sie przejełem i tak juz jest. Wydaje mi sie że ciezko to zaakceptowac. Moze polecasz jakies ksiazki? Jakies B dobre?

  • Najszer

    Michał dzięki za super artykuł to jest właśnie bardzo mądra treść,która według mnie da ludziom szansę na zyskanie pewności siebie którą naprawdę warto mieć i która jest dla mnie bardzo ważna i napewno dla wielu też,każdy powinień ją mieć,ażeby przy końcu swojej dzierżawy na tej ziemi powiedzieć sobie. Tak to było prawdziwe życie i nie żałuję żadnego przeżytego dnia .Mając pewność siebie człowiek,wie że naprawdę żyję i cieszy się egzystencją.Osobiście kiedyś byłem pewny siebie i to było życie,ale niestety gdzieś ją zagubiłem przez to wiem,że muszę ją odzyskać i właśnie dzięki Bogu mamy takiego gościa jak ty Michale który chce pomóc ludziom cieszyć się życiem,a pewność siebie to jest radość egzystencji.Wtedy życie wydaję sie poprostu inne niż to w którym tej pewności nie ma.Przeczytawszy ten artykuł,czuję że ziarenko zostało zasiane i teraz wystarczy czekać na plon w międzyczasie dbać o nie.

  • LARA

    SWIETNY ARTYKUL, PRAKTYKUJE TA METODE PRZEZ 3 DNI I MUSZE POWIEDZIEC, ZE JUZ ODCZULAM ZMNIEJSZENIE STRACHU, MAM NADZIEJE ZE WKROTCE ZUPELNIE ZNIKNIE I PZRESTANE MYSLEC O PORAZCE!
    POZA TYM WSZYSTKIE ARTYKULY SA NIESAMOWICIE CIEKAWE, NALADOWUJA POZYTYWNA ENERGIA:) DZIEKI :)

  • kozi

    Ja mam ten problem, ze wlasnie podczas rozmowy z druga osoba boje sie co ona o mnie pomysli i ten strach powoduje, ze zachowuje sie nienaturalnie. Drugim problemem jakby stowarzyszonym z pierwszym jest to, ze slucham jakby pojedynczych slow, ktore moj rozmowca wypowiada i przez to nie moge objac calosci wypowiedzi; mam problem ze sluchaniem innych ludzi. Dlatego bardzo nie chetnie poznaje nowych ludzi bo skupienie uwagi na tym co mowia jest poprostu dla mnie bardzo trudne. Czesto rowniez mam problemy z zapamietaniem wypowiadanych przez innych slow; lepiej mi idzie zapamietywanie rzeczy na pismie – mam pamiec raczej wzrokowa.
    Bardzo mi to wszystko utrudnia prace i zycie, a do tego ten brak pewnosci siebie. Wpadlem w zamkniety krag.

  • Natalia

    Boje sie rozmawiac z moja matka,ponieważ obawiam sie,ze pomyśli w zły sposób o mnie a co najgorsze to mi coś wytknie i nawrzeszczy i wyzwie ;/ Jak mam to zaakceptować ? Ktoś odpowie ? Ktoś by to zaakceptował ? ( nie potrafie wykonać tego ćwiczenia…..)

  • milutka

    Natalia, właśnie spróbuj zaakceptować, ze mama może krzyczeć, ale też może się ucieszyć, że przyszłaś z nią pogadać. Nie da się przewidzieć co się stanie, dlatego lepiej to zaakceptować i po prostu zobaczyć co się wydarzy, niż zamartwiać się na zapas i np. w ogóle nie próbować.:)

  • MK

    Niestety zaakceptować w praktyce jest bardzo trudno :(

  • Doti

    Świetny artykuł. Ja też mam w zwyczaju tworzyć negatywne scenariusze i to mnie paraliżuje w życiu codziennym, staram się to przezwyciężać, ale czasami mi się to nie udaje. Mam nadzieję, ze twoja technika akceptacji tych negatywnych scenariuszy mi pomoże:)

  • http://michalpasterski.pl/2009/07/akceptacja-klucz-do-pewnosci-siebie/ lulek2009

    Bardzo podobają mi się Twoje blogi;) od jutra zaczne w pełni korzystać z tych porad:) Mam ogromną nadzieję że mi to pomoże a raczej lepiej byłoby mieć taką PEWNOŚĆ być może dzięki temu zyskam więcej PEWNOŚCI;) Pozdrawiam gorąco:) i życzę powodzenia wszystkim którzy chcą być pewniejsi siebie:)

  • Magda

    A mi, po przeczytaniu tekstu, pojawiła się taka myśl: a co z zasadą samospełniającej się przepowiedni? Czy w momencie, gdy skupię się na akceptowaniu najczarniejszego scenariusza, nie skupię się jednocześnie na tej właśnie najgorszej sytuacji w takim stopniu, żeby ją wywołać?

  • BB

    Magda dosłownie wyjełaś mi to z klawiatury ;) też to miałem napisać. Technika wywoływania konkretnego uczucia poprzedzona wcześniejszym rozluźnieniem się bardzo przypomina stan autohipnozy a według mnie to jest autohipnoza. Jedną z głównych zasad autohipnozy jest że każde plastyczne wyobrażenie pragnie się spełnić. Czy w takim razie częste praktykowanie „pogromcy zmartwień” nie spowoduje tego że będzie się w rzeczywistości dążyć do tych czarnych scenariuszy jednak odczuwając akceptację ??

  • BB

    Magda odpowiedzi na nasze pytania są we wcześniejszych komentarzach :)

  • Magda

    BB dzięki ;) Jasne!! Dopiero teraz to zauważyłam ;)

  • Pawel

    A ja się nie zgadzam z tym, tzn na mnie nie działa wyobrażanie sobie najczarniejszego scenariusza sytuacji i akceptowanie go. Gdy tak robię, to… jeszcze bardziej się stresuję. Przecież to będzie straszne jeśli tak a tak się stanie, jeśli faktycznie wydarzy się taki scenariusz, to by była dla mnie porażka – wtedy to się nazywa czarnowidztwo, a coś takiego jeszcze bardziej mnie stresuje. Więc ta technika, Michale, na mnie nie działa. (Fakt, próbuję jej dopiero od wczoraj, ale wizualizacje najgorszych scenariuszy przyprawia mnie o jeszcze większy stres).
    Bardziej na mnie działa racjonalizacja i optymizm. Zdawanie sobie sprawy co się stanie jeśli faktycznie coś złego się wydarzy, i optymistyczne myślenie, że dam sobie radę w tej sytuacji i optymistyczne myślenie, że będzie dobrze.

  • Pawel

    P.S.
    No, zresztą sam piszesz w innym artykule, „Pozbądź się strachu przed porażką”:
    „Dlatego teraz zaczniesz wyobrażać sobie najbardziej pozytywny przebieg danej sytuacji jaki może mieć miejsce. Zawsze wizualizuj sobie tą sytuację kończącą się sukcesem. Usiądź na parę minut, odpręż się, zamknij oczy, i zacznij sobie to wyobrażać. Zobacz, jak egzaminator się uśmiecha i mówi „gratuluję, zdałeś”. Poczuj jak Ty się zaczynasz uśmiechać i czuć niesamowitą radość. Wyobraź sobie, jak znajomi Ci gratulują i jak odbierasz swoje prawo jazdy. Takie ćwiczenie da Ci masę motywacji i wiary w siebie, a strach przed porażką szybko zniknie.”

    Moim zdaniem, jedno kłóci się z drugim. To w końcu radzisz rysowań pozytywne czy negatywne scenariusze?

  • http://michalpasterski.pl Michał Pasterski

    Paweł – Zajrzyj wyżej do komentarza numer 12.

    Pogromca zmartwień polega tylko na jednorazowym wyobrażeniu sobie negatywnego scenariusza i zaakceptowaniu go – tak aby nieprzyjemne emocje zniknęły. Wcale nie chodzi tu o to abyś go dłużej wizualizował i wczuwał się w te emocje!

    Natomiast wizualizacja pozytywnych scenariuszy ma na celu wczucie się w te przyjemne emocje, które motywują do działania i nastawiają pozytywnie. Tutaj już mówimy o poświęceniu kilku minut na takiej wizualizacji, a nie tylko jednorazowym wyobrażeniu sobie takiego pozytywnego efektu.

    Teraz widzisz różnicę? Zarówno jedna jak i druga strategia jest dobra i wcale się one nie kłócą – ze spokojem możesz korzystać z obu, najpierw akceptując negatywny scenariusz, a potem wczuwając się w motywujące emocje tego pozytywnego.

    Jeśli tak jak to opisujesz dużą trudnością jest dla Ciebie akceptacja tego negatywnego scenariusza, oznacza to, że masz tam pare przekonań do przerobienia zanim będziesz gotowy osiągnąć stan akceptacji. Zastanów się czym dla Ciebie jest porażka i dlaczego jest to tak „katastroficzna” rzecz. Zmień przekonania na temat porażki i dopiero wtedy podejdź do kwestii akceptowania negatywnych scenariuszy.

  • Bogger

    „Jak w teatrze- gdy opadnie kurtyna ujawni się coś, co już wcześniej tam było.”
    Chyba chodziło Ci o gdy podniesie się kurtyna, wtedy sie coś ujawni.

    Pozatym świetny artykół często doń wracam.

  • Kulaf

    Miałem kiedyś dylemat, jak pogodzić zmianę z akceptacją? Tak go rozwiązałem:
    Akceptuję siebie w pełni, mogę mnie nie zadowalać efekty moich działań, wtedy uczę się czegoś nowego z radością, że moje życie będzie lepsze.

  • Ania

    Michale,
    Twoje teksty są świetne, samo czytanie ich sprawia, że czuję jak wraca mi energia do życia, a stres odpływa.

    Pragnę odwołać się do komentarzy nr 23 i 24. Przypominają mi pewne zdarzenia z mojego życia. Jestem instruktorem żeglarstwa. Zanim do tego doszłam zdarzyło się kilka nieprzyjemnych rzeczy. Rok wcześniej nie zdałam egzaminu na ten stopień. Brakowało mi pewności siebie, przejmowałam się tym, że jak zrobię coś nie tak, zostanę skrytykowana, mój ton głosu będzie niewłaściwy albo wpłynę na mieliznę, zrobię „niekontrolowaną rufę”,uderzę dziobem w keję. To ostatnie wydawało mi się tamtego roku czymś strasznym. Tak bardzo chciałam uniknąć sytuacji problemowych, że unikałam ćwiczeń. Efekt był taki, że na egzaminie wpłynęłam na mieliznę, z której nie umiałam się wydostać, poddałam się, rozpłakałam i oblałam.

    Teraz myślę, że przejmowałam się bez sensu. Nabrałam pewności siebie i wiem, że z każdej sytuacji jest wyjście. Uderzę w keję przy podchodzeniu? ok, to nic takiego. Wpłynę na mieliznę? to może być niezła zabawa, która sprawi, że wypracuję sobie nowe techniki. Wypadek? Wsiadając na jacht trzeba się z tym liczyć i po prostu zachowywać według pewnych zasad, a będzie bezpiecznie:)

  • Julka

    Nie sądziłam, że droga do zaakceptowania siebie ma tak prostą konstrukcję. Baardzo powinno mi się to przydać, bo (co prawda raz jest to nasilone, a raz prawie niewidoczne) miewam uczucie wewnętrznej blokady. Spowodowane jest to notoryczną myślą, że może ‚ta chwila’ zmieni nastawienie otoczenia do mojej osoby, i przez długi czas (bądź nawet nigdy) nie będę mogła tego zmienić.
    PS: Zawsze marzyło mi się być takim człowiekiem sukcesu, niestety z powodu własnej osobowości obawiam się, że to prawdopodobnie nie nadejdzie. Czytając tego bloga jestem pełna podziwu dla Twojej osoby. Gratuluję dokonań i pozdrawiam.

  • Aj

    Ew – mam identycznie tak samo…

  • Tomcio

    Michał, wedlug mnie to jeden z Twoich lepszych wpisow :) Duzo mi wyjasnil.

    Chociaz z drugiej strony wole sie na razie zdystansowac do tej opinii, poki nie sprawdze tego w praktyce ;)

  • Maja

    A ja już 8 razy zdawałam na prawo jazdy i za każdym razem trzęsłam się jak osika a po ocenie negatywnej ryczałam jak bóbr – nie zdawałam egzaminów bo ogólnie nawet w szkole egzaminy to dla mnie dramat i nawet wspomniany gdzieś wyżej ślub był zdarzeniem mniej stresującym niż jakikolwiek uczelniany egzamin (nie mówiąc już o ustnych) – i już miałam się poddać gdy ten artykuł podpowiedział mi że przecież po nie oblanym egzaminie nic złego się nie dzieje- wszak mam już doświadczenie i… spróbuję jeszcze raz, myślę że ze stoickim spokojem :)

  • WayOfTheJourney

    Witam!
    Dzięki za post, bardzo mi pomógł. Trochę do tych artykułów podchodziłem z przymrużeniem oka, ale dziś mi pomógł!
    WIELKIE DZIĘKI!
    Pozdrawiam!
    wayofhejourney

  • gaga

    Witam. Czytajac artykul mam wrazenie ze moze mi pomoc. Ale co jesli sytuacja ktora sobie wyobrazilam pojawi sie bo w danym momencie zaczne o niej myslec?? Moj problem dotyczy czerwienienia sie podczas rozmowy z innymi. Czerwienie sie w roznych sytuacjach

  • Pozytywka

    Wszystko fajnie ale co jeśli pewne sytuacje mają miejsce bez jakiejś konkretnej przyczyny? Chodzi mi o to, że nie towarzyszą im żadne czarne scenariusze. Jak wtedy zmienić przekonania. Przykład: poznaję nową osobę i momentalnie mnie zatyka i nie wiem co mówić albo nawet nie wiem co mam odpowiadać na zadawane mi pytania przy czym nie towarzyszy temu żadna myśl, żaden czarny scenariusz. Jest po prostu pustka nie wiadomo czym spowodowana. Odblokowuję się dopiero w zaciszu domowym i wtedy nagle z dużym opóźnieniem dociera do mnie, że jest tyle pytań jakie można zadać nowo poznanej osobie i dlaczego wtedy gdy sytuacja tego wymagała nie przyszły mi one do głowy a zamiast tego się po prostu zacięłam. Myślę, że jakaś przyczyna takiego mojego zachowania może być ale nie potrafię do niej dotrzeć by następnie móc ją zwalczyć poprzez zaakceptowanie.

  • Margof

    Zastanawia mnie jeden fakt : czytając różne książki i artykuły o osiąganiu sukcesów itp. otrzymałam wiele informacji o tym iż nie możemy wyobrażać sobie złych scenariuszy, gdyż to co sobie wyobrażamy definiuje to co naprawdę przytrafia się nam w życiu. Należy więc myśleć bardzo pozytywnie i niczego nie negować( to z negowaniem było trochę dziwne, bo raczej się tak nie da) natomiast w akceptacji należy właśnie wyobrażać sobie najczarniejsze scenariusze, więc trochę się w tym pogubiłam .

  • http://michalpasterski.pl Michał Pasterski

    Pozytywka – zamknij oczy i wyobraź sobie część siebie, która jest odpowiedzialna za tą „blokadę” jako żywą osobę. Porozmawiaj z nią i zapytaj, dlaczego Cię blokuje. Co chce przez to osiągnąć? Ta rozmowa powinna dać Ci wyczerpujące odpowiedzi na temat przyczyn problemu i wskaże Ci przekonania, które są do zmiany.

    Margof – była już o tym mowa, zajrzyj do komentarzy nr. 12 oraz 59 :)

  • http://pokonaj-bezsennosc.interkursy.pl Bezsenność

    Cała niepewność wynika po prostu z braku akceptacji swojej osoby. Prowadzi do walki ze światem, w której jesteśmy z góry skazani na porażkę.

  • Magdalena

    Dodaję do ulubionych. Dawno nie czytałam tak ciekawych rzeczy!

  • FoudraX

    Moim zdaniem, należy zaakceptować siebie a nie czarne scenariusze. należy zaakceptować siebie ze swoimi wadami. Nie swoje wady, lecz siebie. To jest bardziej korzystniejsze moim zdaniem. Warto również pozbyć się kontroli jak się jest postrzeganym przez innych, oraz zbudować przekonanie ze pomimo swoich wad, jestem wartościowym i cennym człowiekiem. To wszystko można osiągnąć pisząc odpowiednie afirmacje.
    Oczywiście dróg do celu jest wiele, podążając w stronę celu zawsze się do niego dotrze. Ja jednak cenie sobie czas i wole tam lecieć samolotem niż jechać rowerem.

  • TOMek

    Przeczytałem ten artykuł jakiś czas temu i bardzo mi się spodobał, ostatnio wróciłem do niego.. Pogromca zmartwień jest bardzo dobrą metoda która sam stosowałem za która Ci dziękuje Michale, niestety niekiedy akceptacja jest bardzo trudna, można zaakceptować porażkę, wyśmianie czy innych rzeczy ale co wtedy gdy sami potrzebujemy akceptacji. Umiemy zaakceptować porażkę gdy mamy „podparcie” że wiemy że nawet jak się nie uda to nic się nie stanie, że mam „coś” jeszcze oprócz tego. Ale co wtedy gdy tego czegoś nie mamy, ciężko wyrzec się (w sensie zaakceptować) wszystkiego, na czym nam w tym monecie zależy, czego nam brakuje i co jest fundamentalne . Mając już taki swój zalążek bezwarunkowego szczęścia akceptacja przychodzi o wiele łatwiej. Czy masz Michale/macie jakąś dobra metodę akceptacji czy też sugestie?

  • Marek Gigoń

    Artykuł, w zasadzie jest dość konkretny. Dlaczego ? Dlatego, że pod tą pewność siebie układa fundamenty, w efekcie tego człowiek nie broni się, nie jest ograniczony, nie jest zamknięty, nic nie wpływa na jego pewność siebie i, że tak powiem nie można go w żaden sposób podłamać. Tak jak napisał autor, jeśli wywołamy to sztucznie, to szybko zniknie bo będzie sztuczne, jeśli chcemy coś zmienić, musimy zagłębić się parę warstw głębiej dojść do źródła, i zmienić coś na stałe. Dopiero wtedy wywołamy zmianę, trwałą zmianę. Żeby coś trwało musi mieć solidne fundamenty, ponieważ musi to mieć jakiś punkt odniesienia, musi z czegoś wynikać, za danym słowem musi podążać solidny fundament, wtedy to słowo nabiera ogromnej siły.

  • Patryk

    Witajcie :)
    Pierwszy raz jestem na tym blogu i to mój pierwszy przeczytany artykuł…
    Niestety, to co pisze Michał nie ma prawa działać
    Dlaczego?

    (…)
    2. Określ najgorszy możliwy rezultat/scenariusz, który może się wydarzyć,
    3. Zaakceptuj ten rezultat,
    (…)

    Ja mam taką sytuację, której rezultatem może być samotność, brak przyjaciół, stoczenie się, problemy finansowe, choroba a nawet śmierć!! I co najważniejsze – nie że każdy z nich z osobna, tylko wszystkie na raz…. :(

    Jak niby mam zaakceptować coś takiego????

    • Mateusz

      Michał tutaj pisze o sytuacjach takich jak wdepnięcie w błoto, przemowa przed grupą osób, rozmowa z kimś kogo się nie zna. Są to sytuacje, które tak na prawdę nie mogą doprowadzić do choroby, czy śmierci. Oczywiście jeśli jest to sytuacja na którą można się zgodzić lub nie to moim zdaniem po prostu tego nie robisz. Chyba, że musisz to zrobić, wtedy o wiele prościej będzie Ci zastosować tą technikę i poczuć się lepiej i pewnym siebie podejmując ją.

  • Human

    Witam wszystkich,
    Fajny artykuł.
    Dajmy na to, że stresują mnie myśli o starości, o tym że będę chory i zaniedbany, ostatecznie umrę. Boję się nieuniknionej starości i śmierci. Jak zrealizować pkt.3?

  • laurul

    Czy sam wyjdziesz na ring czy zostaniesz na niego siłą wciągnięty ?? dla kogos mogłoby sie wydawac ze to jedno i to samo ale to jest najwieksza róznica pod słoncem :))

  • tomi

    Zdecydowanie dobry artykul pozwolil mi zrozumiec co mam robic gdy sie czuje nie pewnie ciekawe jak bedzie w praktyce mimo wszystko jestem dobrej mysli bo bez tego sie to nie uda dzieku feeest ziomus ;)

  • ikoiko

    kurde szkoda że dopiero teraz przeczytałem ten artykuł :) a nie jak wyrabiałem swoje prawko-zdane dopiero za 6 razem .Z jakiego powodu? Oczywiście braku pewności siebie. Mój instruktor chciał mnie zastrzelić bo na kursach byłem jednym z lepszych uczniów- radziłem sobie za kółkiem, a na egzaminach klapa… przy ostatnim i udanym podejściu egzaminator krzyczał na mnie cały czas, że robię błędy i w ogóle był mało miły… Na jednym ze skrzyżowań wziąłem głęboki oddech i sobie powiedziałem „no to sobie pojeździłem…” i teraz po przeczytaniu artykułu, już wiem dla czego potem nie popełniłem ani jednego błędu:) po prostu zaakceptowałem najgorszą opcję i jechałem bez negatywnych emocji, panikowania, było na luzie jak ze swoim instruktorem na kursie:) więc coś w tym artykule jest na rzeczy;p

    • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

      ikoiko, jak widzisz 99% stresu powodowane jest przez nasze własne, wyobrażone historie jakie tworzymy na temat tego co być może się kiedyś stanie.

  • http://www.strategmlm.pl Łukasz

    Fajny art. Od siebie dodam, że brak pewności siebie często wynika z pewnej popularnej potrzeby: potrzeby bycia akceptowanym.

    Jeśli powiemy czy zrobimy coś, co boimy się, że nie zostanie zaakceptowane, to naturalnie łamie się pewność siebie. Recepta? Dać odejść potrzebie bycia akceptowanym. :)

    Można to zrobić, bo potrzeba nie jest do nas uwiązana. Podobnie jak można puścić chwycony w rękę ołówek, tak i można puścić potrzebę i się od niej zwyczajnie uwolnić. Wtedy to, co zostaje, jest tym, czym jesteśmy — naturalnym „JA”. Naturalne „JA” jest niewzruszone, nie jest niepewne. :)

  • e

    Niesamowite, dokładnie tego potrzebowałam od paru hmm nawet tygodni albo miesięcy. Ostatnio za bardzo się wszystkiego boję, przez co miałam zakneblowane ręce, często nie wychodziło mi w kontaktach z ludźmi (rzeczywiście- tylko z tymi nowo poznanymi, ze starymi czułam komfort ze względu na brak strachu). Moje obawy po jakimś czasie automatycznie przechodziły na rozmówcę i tym sposobem rozmowa stawała się jednym wielkim ograniczeniem, a my, rozmówcy kłębkami niepewności. Teraz już wiem, o co chodzi i będę traktować swój strach jako coś namolnego, co nie jest i nie powinno być częścią mnie. Dzięki wielkie!

  • Bogger

    „gdy opadnie kurtyna ujawni się coś, co już wcześniej tam było.”

    Może się czepiam, ale wydaje mi się że powinno być ‚gdy podniesie się kurtyna’
    No bo gdy opadnie kurtyna to zasłania nam coś co jest na scenie, a nie odwrotnie :)

    • nester

      hehe, też o tym pomyślałem … o co chodzi z tą kurtyną ?! … nie jestem częstym gościem teatrów, ale z technicznego punktu widzenia … :)

  • Sympatyczny

    W punkcie nr.2 przy wizualizacji najgorszego scenariusza mam wyobrażać sobie złe uczucia związane z tym obrazem ?

  • http://allegro.pl/show_user.php?search=morskieoko_pl MorskieOko_pl

    Wspaniałe artykuły, komentarze też bardzo interesujące – czytam, czytam i nie mogę przestać. Myślę już o tym by wybrać się na jakieś szkolenie do pana Michała…

  • nester

    wszystko ładnie pięknie, ale w innym artykule na tym blogu przeczytałem, że mam sobie wyobrażać pozytywny skutek jakiejś sytuacji np. jak bardzo będę szczęśliwy gdy zdam egzamin, mam widzieć zadowolenie egzaminatora gdy mówi:”gratulacje, zdał Pan bardzo dobrze” … a tu czytam, że mam sobie wyobrazić porażkę i pogodzić się z nią !!

  • Nicky ;-)

    trafiłam tu przypadkowo właściwie szukałam innego artykułu ale może i ja mogę pomóc, kilka lat temu miałam 18 lat i miałam pisać maturę, żeby dostać się na ten kierunek na który chciałam musiałam napiasać 3 rozszerzone przedmioty na ponad 90%, bo chodziło jeszcze żeby studiować w moim mieście. Więc myślę sobie niemozliwe, nie dam rady co się będe spinać może jeden sobie tak napiszę, dwa dorobię za rok i już, albo teraz dwa tak wysoko a za rok dopiszę ten trzeci przedmiot. No i zaakceptowałam to, żyłam sobie spokojnie, nie przeuczałam się, bo wszyscy których znam tu na studiach, poświęcili cały czas na naukę, zrezygnowali ze wszystkiego, a ja wręcz przeciwnie, jeszcze się pozapisywałam na róźne zajęcia, bo się uczyłam ale żeby za rok mieć mniej do nauki, a nie wierzyłam, że zdam tak wysoko. Wysypiałam się, na każdy egzamnin szłam na tak zwanym „lighcie”, bez stresu i co… oczywiście dostałam się i to już w pierwszym rzucie. A gdybym się stresowała, wypruwała sobie żyły to wątpię czy by mi się udało. Dodam, że na pierwszym roku studiów sters mnie zżerał i ledwo dałam radę przejść, a na drugim już sobie odpuściłam bo pomyślałam, że już mnie chyba nie wywalą, uczyłam się ale bez stresu i jaki efekt – piąteczki, a o nie trudno naprawdę na tych studiach. Na kolejnym roku znów mnie strach zjadł, że nie dam rady tak dobrze jak w poprzednim roku pozdawać i mi nie szło, więc wszystko się zgadza. Wrzuć na luz i wszystko osiągniesz, tylko łatwo się mówi trudno to zrobić. Jak tak robię podświadomie to ok, ale nie umiem sama sobie wmówić, teraz się nie przejmuj.

  • thomas

    Kwestia jest taka iż czasami myślimy tak dużo o porażkach że nie pozwalają one nam na uwolnienie sie od tych myśli i tu żeby sie uwolnić trzeba najzwyczajniej powiedziec sobie ok jeśli tak sie stanie to co wymysle coś innego zawsze jest wyjście i wtedy czujesz sie lepiej czyli chodzi o to żeby nie był tak do końca od czegoś zależny i kropka. Ale trzeba pamietac żeby nie stawać sie przy tym zbyt neutralnym czyli nie zapominać o rozwoju osobistym hej.

  • sebaa

    fajny artykul, ja mam ogromny problem z niesmialoscia, w pracy bardzo czesto mam kontakt z ludzmi i dopoki rozmawiam z chlopakami to jest ok ale jak tylko podejdzie jakas dziewczyna i zada mi pytanie odrazu czuje jakby moja twarz plonela, bardzo niezrecznie sie czuje w takiej sytuacji a do okola pytania: seba co takiego buraka pusciles itd. niby to znajomi ale wiadomo kazdy powod do posmiania sie jest dobry a ja wtedy chcialbym zapasc sie pod ziemie, jak sobie z tym poradzic? czytam troche te artykuly i chcialbym w koncu nabrac pewnosci siebie, duzym probleme jest to ze mam cere naczynkowa i policzki mam czerwone caly czas, to mnie tez dodatkowo krempuje i wystarczy ze nawet jak koledzy zapytaja co masz takie czerwone policzki odrazu burak gwarantowany, a czasami po zlosci to robia bo wiedza ze czuje sie nie swojo, ale dopoki rozmowa jest na normalny temat i nikt z nikogo sie nie nabija to sie nie czerwienie, co robic? pomocy!

  • stokrotka

    Bardzo mądra rada. Dla mnie jest to trudne do zrealizowania

  • nikodem

    cześć, chciałbym Wam streścić moją historię. Studiuję w dużym mieśćie od dwuch lat. Jestem starszy od moich rówieśników. Właściwie, to nie mam przyjaciół oprócz jednego starego kumpla z mojego rodzinnego miasta, który też studiuje tutaj. Wydaje mi się, że mam bardzo duże problemy z pewnością siebie. Gdy skończyłem szkołę, po pewnym czasie wyjechałem za granicę do ojca. Tam się usamodzielniłem, szybko poznałem partnerkę, ale dużo starszą ode mnie, więc siłą rzeczy nic z tego nie mogło wyjść. W końcu jednak wróciłęm do Polski, w sumie dlatego, że pociągnęła mnie przyjemna wymiana maili z pewną dziewczyną, na której kiedyś mi zależało. Umówiłem, się z nią. To byłą tragedia. Wtedy się załamałem. Potem poszedłęm na wspomniane studia. Z rówieśnikami byłem na zaledwie kilku spotkaniach integracyjnych. W dodatku mam ogromny strach przed kobietami, pragnę im zaimponować , ale mi to nie wychodzi. Poza tym, gram na gitarze. Co tydzień chodze do klubu na jamy, bardzo to lubieale mi nie idzie, choc zebrałem kilka sympatycznych komentarzy. Żadko potrafie sie naprawde wczuc w to co robie. Jakiś czas temu poszedłem na randkę z pewna kobietę (pierwszy raz od dwuch lat, nie liczac paru wypadow, ktore ostatecznie zakonczyly sie wstydem i tragedia). nie wyszlo, i teraz trudno mi sie pozbierac.

    We wszystkich aspektach zycia (poza moja obecna praca) dopadaja mnie czarne mysli, nie widze sensu w życiu i nie czuje sie prawdziwym meszczyzna. Czy macie jakieś pomysły jak wyjść z tego bagna? może macie podobne doświadczenia?

  • TOM ek

    Hej, chyba nie mogłeś spać Nikodemie ;) Też mam problem z tą przypadłością robię postępy ale to dalej nie to, stanęło na tym że największym chyba moim problemem jest to, że gdy się denerwuje zaciska mi się krtań i nie do końca płynnie mówię. Strach przed tym, że tak się stanie jest chyba moją największą blokadą w tym momencie, i utrudnia ma kontakt. Doła też mam co jakiś czas.

    Nie chce robić reklamy :P ale może pomyśl o produkcie Michała pt. „Zbuduj prawdziwa pewność siebie” ;) Naprawdę warty jest polecenia, mam go osobiście niestety nie wykonałem wszystkiego.. mimo to czuje zmienne i planuje powtórzyć ten cykl skupiając się na tych rzeczach których nie zrobiłem.

    Szkoda że tego procesu nie można zacząć w większej grupie osób jednocześnie, żeby można było się wspierać i przełamywać blokady.

  • http://www.danielkotowski.pl Daniel Kotowski

    Akceptacja… Do podobnych wniosków wniosków dochodzi się w pracy, gdzie narażeni jesteśmy na szereg odmów. Przykład? Akwizycja, agenci ubezpieczeniowi, doradztwo finansowe… W tych zawodach odmowa to część procesu, a każde „nie” w końcu prowadzi do „tak”.
    W takich sytuacjach musi nastąpić akceptacja, szybkie powstanie wyciągnięcie wniosków i działanie.

  • Marcus

    1. Czekam na przystanku, przychodzi kilku „pakerów” pijanych-taka dzielnica u mnie, czasem zaczepiają innych
    2. Możliwość to zaczepienie mnie, porządne oberwanie, a najgorszy scenariusz to albo zostanie kaleką albo pobicie na śmierć.
    3. Nie jestem Chuckiem Norrisem i nie poradzę sobie z nimi, zresztą mnie agresja zawsze paraliżuje, jestem bardzo spokojnym człowiekiem.
    Jak mam zaakceptować ze spokojem to że wyląduję sparaliżowany na wózku albo w kostnicy? Wiem że uogólniam ale mam takie dręczące myśli i codzienne przychodzenie na przystanek kosztuje mnie dużo nerwów. Miejsca zmienić się nie da. Podobno żołnierze na wojnie mają lepiej jeśli zaakceptują możliwość śmierci, ale jak to zrobić w normalnych warunkach, w sytuacji codziennej?

  • Zedyir

    Świetny artykuł!!!!

    Znalazłem go przed chwilą i jestem zaskoczony prostotą tej techniki.
    Działała już podczas czytania….zatrzymywałem się i myślałem o różnych sytuacjach życiowych i śmiałem się na głos jak nigdy =)
    Cieszę się, że znalazłem tę metodę bo pozwoli mi na dużo więcej swobody życiowej.

    Pozdrawiam Cię Panie Michale i życzę jak najwięcej pewności siebie :)

    P.S.

    Piszę to ogromnie podekscytowany

  • radek2212

    Fajna, skuteczna metoda. Podoba mi się, że napisałeś o NAJGORSZYM scenariusz, a nie NAJGORSZYCH. Chociaż może to zmęczenie a tak to bez znaczenia :) przerabiałem ostatnio przekonanie, np. jedno nowe brzmi: „Rozwój osobisty jest łatwy i przyjemny” (tą drugą techniką z nlp, a nie ta pierwszą) i rzeczywiście tak jest czuję to. a napisałem wyżej, że podoba mi sie, bo to oszczedność czasu jednak.. W takim przerabianiu przekonań należy 3-krotnie powtarzac ostatnie punkty, ale nie piszę tego z neg. emocjami. Wrecz przeciwnie. j/w naprawdę chcę się rozwijać.

  • Świeży

    Świetny artykuł no i kolejny raz dziękuję serdecznie za pomoc. ;)
    Kurczę jak ja Ci się odpłacę dobry człowieku?
    Super, jak ręką odjął i co najważniejsze lepiej zrozumiałem samego siebie, dlaczego robię pewne rzeczy i dlaczego czuję się z nimi dobrze bądź źle. Gdy mój umysł zmuszał mnie do robienia ich, by znaleźć rozwiązanie z sytuacji, raz z pomocą dla mnie raz nie. Ale ważne by robić to świadomie.
    Pozdrawiam!

    • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

      Gratuluję!

  • Kate

    Witam , zapoznałam się z wieloma pańskimi artykułami i są one bardzo motywujące, dawały mi dużo siły i chęci do pracy nad sobą , jednak mam pewien problem.
    Nie potrafię w pełni zaakceptować siebie , próbowałam wielu sposobów, analizowałam swoją przeszłość ,próbowałam ją zaakceptować ( inni uważają,że przesadzam ,że przejmuję się wydarzeniami bez znaczenia, jednak one dla mnie mają sens) i nic z tego nie wychodziło. Po dniu oczyszczonych myśli nadchodził nowy z towarzyszącym lękiem ,mówiącym do mnie ,że nie jestem dobrym człowiekiem . Nie potrafię cieszyć się życiem tak jak moi rówieśnicy , a wszelkie wyjścia budzą we mnie lęk ,że stanie się coś wbrew mnie czego będę żałować.
    Bardzo proszę o pomoc.

    • http://michalpasterski.pl/ Michał Pasterski

      Kate, w tej sytuacji przyda się konsultacja lub coaching. Zajrzyj do działu Coaching.

  • Domino

    Dla mnie super miałem duży problem stresowałem się w nowo poznanym towarzystwie i nie tylko. Zacząłem nową pracę i nie nawiązałem z nikim kontaktu wręcz czułem ich niechęć do mojej osoby wyobrażałem sobie najgorsze rzeczy, które mogą sobie o mnie myśleć. Każdy dzień był koszmarem chodziłem strasznie spięty w pracy kiedy musiałem z nimi przebywać po pracy myślałem i zadręczałem dlaczego muszę tak cierpieć i że mogli uznać mnie bóg wie kogo co mnie dobijało. Jak dawałem sobie radę z tymi myślami to przychodzi następne że żona mnie już nie kocha już nawet w jej towarzystwie zaczynałem czuć się czasami dziwnie,czułem że jestem do niczego miałem już nawet myśli samobójcze. Nie wiem obudziłem się z rana pomodliłem się do Jezusa Chrystusa dręczony tymi wszystkimi myślami poprosiłem o łaskę, usiadłem przed komputerem czując się psychicznie bardzo źle wszedłem na forum by poczytać o innych tego typu przypadkach no i trafiłem na ten blog, po prostu jestem w szoku wykonałem to ćwiczenie tylko w głowie akceptowałem wszytko co negatywne szczerze się z tym godziłem i akceptowałem tak jak opisano w artykule. Wiec ulga straszna już po chwili czułem się dużo lepiej, w pracy zacząłem normalnie rozmawiać jak podczas rozmowy dopadały mnie głupie myśli od razu je akceptowałem. Wiec pierwszy raz od nie pamiętnych czasów wyszedłem z pracy z dobrym humorem i wyluzowany nawet inni sami zagadywali do mnie i nie miałem takiego już stresu by z nimi rozmawiać po prostu jestem w szoku z takiego koszmaru, który miałem odmieniło się po prostu diametralnie bardzo dziękuje Michałowi Paschalskiemu za ten świetny artykuł, który odmienił moje życie. Dziś już trzeci dzień praktykuje to ćwiczenie negatywna myśl akceptuje i czuje się super polecam wszystkim tą metodą by ją dokładnie przeczytali i zaczęli ją stosować TO DZIAŁA!!! Problem jest w tym że kiedy walczymy z tymi negatywnymi myślami, które budzą w nas strach to one non stop powracją a jak je zaakceptujemy to strach mija i powracją coraz rzadziej aż w końcu znikną bo już nie będzie czuł się zagrożony tą myślą, wiec nie będziesz o tym myśleć. Jeszcze raz dziękuje bardzo Panu Michałowi świetny blog Pozdrawiam !!!

  • Stresssol

    Witam, a co jeżeli wejde w bloto a tych butów nie bedzie dało się do końca domyć ? Jeżeli ja zaakceptuję te wszystkie negatywne rozwiązania to nie wpłynie to za bardzo na moją psychikę , tzw czy nie zniszczy to jej za bardzo czy będę w stanie się odbić od dna po przegranej , czy się nie załamie psychicznie ? Nie jestem pewnie czy do końca ta akceptacja nie obniży naszego zaangażowania w walkę o daną sprawę co zarazem mnie bardzo przeraża .

  • es.

    Bardzo dobry artykul! Bardzo pomogl mi z moja niesmialoscia. Jestem osoba ktora rumieni sie ( ale jest to piekne! ) przy byle jakiej okazji, ale wlasnie zaakceptowanie tego faktu dalo mi duza ulge :)
    Zalecenia z tego artykulu + pozytywne mysli ( tj tzn afimcje) moga zdzialac cuda :)
    Poprostu zaakceptowac zle mysli oraz siebie, a bedziemy szczesliwsi :D

    • Małgosia

      mam to samo, ale nie uważam tego za piękne kiedy słyszę do tego komentarze otoczenia, wtedy jest mi głupio jeszcze bardziej . Podnosi mnie na duchu fakt, że można coś z tym zrobic (zaakceptowac )…..ja właśnie zaczynam :) pozdrawiam

  • Dominik

    Jestem w trakcie realizacji tego procesu pewności siebie i mam malutkie pytanie czy słuchanie muzyki w trakcie jazdy autobusem czy pociągiem jest czymś nie dobrym na stan mojej pewności siebie ? Jestem skrytym i nie pewnym człowiekiem i gdy zakładam słuchawki czuje się dużo pewniej i czasami fantazjuje podczas tego słuchania.

  • http://oprocentowanielokat.com.pl Szymon

    Stosowanie się do tak trywialnej reguły jak wewnętrzna akceptacja negatywnych scenariuszy, może odmienić los wielu ludzi. Osoba pewna siebie może osiągnąć w życiu zdecydowanie więcej. Bycie osobą odważną, otwartą i pewną siebie nie jest wcale takie trudne. Wszystkich nie przekonanych gorąco namawiam do przetestowania na sobie sposobu opisanego przez autora.

  • Beata

    No i to jest wartościowy artykuł :) Dziękuję Ci za niego :)

  • Małgosia

    Postanowiłam w końcu coś zrobic ze swoim problemem, brakiem pewności siebie i wiecznym „co sobie o mnie pomyślą”, czytając artykuły na tym blogu …to ja, moje życie. Masakra. Dlaczego? :/
    W przyszłym roku ślub, jak tylko sobie pomyślę o gościach każdy wlepia we mnie wzrok…czy dam radę? chyba, że na jakiś tabletach. Czeka mnie także egzamin na uczelni…czy dam radę? znowu prochy?
    Dlaczego we mnie tyle niepewności ? braku wiary w swoje możliwości. Wiem, że odpowiedź znajdę tutaj. WIELKIE dzięki Michale :)

  • Anna

    A co z akceptacją twarzy? swojego wyglądu? (artykuł dotyczył raczej akceptacji „sytuacji” ) Czy ćwiczenie pogromcy zmartwień odnosi się tez do czegoś na kształt dysmorfofobii? czy jest tu jakiś inny artykuł z tym związany?

    Napisałeś gdzieś powyżej: „to, że akceptujesz kogoś kto zachowuje się ..(niewłaściwie, żle).. nie znaczy, że musisz z nim przebywać..” – a ja z twarzą muszę przebywać .. :/, zresztą – świadomość twarzy zaburza mój stan emocjonalny, budzi opór – więc nie osiągnełam żadnej akceptacji..

    A blog piękny bo treściwy, teksty – sama esencja; żal że dopiero teraz znalazłam..

  • Iwona

    Gdy chcę wykonać ćwiczenie, zaczynam prokrastynować ..
    ledwo przeczytałam artykuł o proskrastynacji, a teraz po kilku chwilach od przeczytania nie mogłam go sobie przypomnieć.
    Ilość myśli, które przewinęły mi się przez głowę w trakcie czytania tych artykułów jest zawrotna. Eh od jednego mechanizmu obronnego do drugiego i tak przez cały dzień!!!
    Głowa mnie boli od myślenia, a i tak nic nie zrobiłam :)
    Pozostaje mi się uśmiechnąć do siebie. :)

  • Dawid

    Dzięki wielkie Michał za tak prowadzonego bloga!!!
    Od siebie dodam, że warto obejrzeć film pt. Być jak John Malkovich, chociaż trochę trudny jest, to wiele może nauczyć.

  • Anon

    Co masz na myśli przez „Nie jesteś swoim umysłem”?

  • VickyPhoenix

    Dziendobry :)
    Jestem vicky…opowiem w skrocie. Mialam wielki problem z pewnoscia siebie. Nie moglam przelamac strachu by rozmawiac z obcymi, zglaszac sie w szkole…albo by akceptowac siebie. To doprowadzalo do bardzo silnych depresji; gdyby nie jedno wydarzenie moglo by to sie skonczyc tragicznie.
    Dzieki temu artykulowi pojawil sie malutki ogieniek w moim brzuchu gdzies…ktory mowi :”uda ci sie. Wierz w siebie jak kiedys! Bedziesz taka jak bylas tylko wierz w siebie!”. Naprawde dziekuje. Wspaniale uczcie siebie zaakceptowac i nie miec strachu. Chociazby na chwile.

  • Kinga

    Witam, poszukując dla siebie ratunku, natknęłam się na szczęście na tę stronę. Nurtuje mnie jednak pewne pytanie. A co jeśli mój brak pewności siebie jest spowodowany kompleksami, jak sobie z tym radzić? Jak zaakceptować niedoskonałości wyglądu? To wcale nie jest takie łatwe

  • paulina

    Czytam i rycze..ale pojawilo sie cos we mnie takiego po przeczytaniu tego artykulu…to nie koniec przeczytam reszte i jeszcze sie odezwe.. bo cos czuje ze dzieki Tobie znaczy dzieki tym artykulom, dzieki temu blogowi wszystko zmienie..i w koncu odnajde siebie:) dziekuje:)

  • Mariusz

    Witam, mam problem z pewnością siebie, niszczy mnie od środka, głęboko w mojej głowie, w psychice, mianowicie niszczy mi mózg i normalne funkcjonowanie gdy ubiorę się elegancko w dżinsy, tracę pewność siebie, tracę prawdziwego JA, to już nie ten sam człowiek, negatywne spojrzenia, nadwrażliwy na wszystko , szczególnie na otoczenie, jak ludzie na mnie patrzą, czuję się strasznie otępiały.

  • Mariusz

    Witam,

    Ppiszę swój problem, nie wiem czy znajdzie Pan czas na przeczytanie mojego głownego problemu życiowego, mianowicie jest nim:
    Brak pewnosci Siebie, gdy „UBIORĘ SIĘ ELEGANCKO W DŻINSY”, może jest to smieszne, ale nigdy takiego problemu nie mialem wcześniej w życiu, ten problem trwa juz dlugi okres czasu – okolo ponad ROK. Mam 27 lat,
    Mam problem z pewnością siebie, niszczy mnie od środka, głęboko w mojej głowie, w psychice, mianowicie niszczy mi mózg i normalne funkcjonowanie gdy ubiorę się elegancko w dżinsy, tracę pewność siebie, tracę prawdziwego JA, stan ten pogarsza się im, jestem dłużej ubrany w eleganckie ubranie, nie mogę na Siebie patrzeć, to już nie ten sam człowiek, negatywne spojrzenia, nadwrażliwy na wszystko, zachmurzony, obrażony, szczególnie na otoczenie, również na wszystko, myśl, gdy ludzie na mnie patrzą, wstydzę się samego Siebie, czuję się strasznie otępiały, moja mowa z drugim człowiekiem jest dziwna, jakbym zjadł flaki z olejem- tak ostatnio usłyszałem od kolegi, gdy odpowiedzialem tylko na jego pytanie. Gdy przebiorę się w dres W dresie czuję się ze sobą dobrze, swobodnie, bez stresu, lecz wstyd mi chodzić do pracy w dresie,
    jednak bardzo ważna sprawa – POWRÓT DO MOJEGO STANU NORMALNEGO TRZEŹWEGO UMYSŁU I PSYCHIKI TRWA DO WIECZORA DNIA NASTĘPNEGO – BARDZO DŁUGI OKRES.. Powtórzę, wczesniej takiego stanu nigdy nie mialem, faktem jest, że jestem z natury osobą bardzo nieśmiałą, nie wiem skąd ten stan się wziął, ale gdy straciłem pracę 2 lata temu strasznie się załamałem, długi okres czasu nie pracowałem i rozmyślałem co dalej, chciałbym ruszyć do przodu, jednak ten stan mnie ogranicza, nie potrafię się wówczas rozwijać i trzeźwo patrzeć na świat.

    Pozdrawiam serdecznie!!!

  • Dan

    Świetna technika!
    Mam problem z pozwalaniem sobie na to czego na prawdę chcę co, jak się okazało, wynika z niskiego poczucia wartości. Co ciekawe, wśród znajomych nikt by nawet tego nie podejrzewał, tak jak ja sam się zdziwiłem, że mogę mieć taki problem. Po przeprowadzeniu wielu dialogów wewnętrznych odkryłem, że pod maską zabawnego i niezrównanego bohatera kryje się niedowartościowane dziecko. Przejąłem się strasznie i zacząłem kombinować jak to zmienić.
    Szukając rozwiązania trafiłem tutaj i wypróbowałem pogromcę zmartwień. Od razu poczułem jak stopniowo odblokowuje się mój upór w wymaganiach wobec siebie. Akceptując po kolei każdy czarny scenariusz i mówiąc sobie „OK. Niech tak będzie” zacząłem czuć, że to co się dzieje na zewnątrz NA PRAWDĘ nie ma znaczenia. Skoro akceptuje te scenariusze, które są masakryczne i tylko wariat by się na to zgodził, i mnie to przestało ruszać to musi być coś ważniejszego i silniejszego od tego co mnie spotyka w życiu. Wtedy zaczęło mi świtać, że to bezwarunkowa miłość do samego siebie. Co by się nie działo jest ok bo to akceptuję. Nawet jak zrobię najgorsze świństwo albo byłbym obrzucany oszczerstwami do końca życia to i tak nie ma znaczenia. Bo to co się dzieje na zewnątrz to tylko ludzie. I to tylko moje myśli karzą mi się tym przejmować, żeby mnie chronić. Ale jak czuję spokój wewnętrzny to nie czuję potrzeby chronienia się. Kocham wszystko i wszystkich, łącznie z moim niedoskonałym oprogramowaniem! Mówię to po drugim dniu stosowania:) Mam nadzieję, że będzie działało przez resztę życia! Dzięki i polecam!

  • angelikaglods

    Ciekawy artykuł. Sama w tym roku doświadczyłam pewnych zdarzeń, w których akceptacja, myślę, że pełniła główną rolę. Na ogół staram się nie myśleć negatywnie i odrzucam od siebie negatywne myśli, zastępując je pozytywnymi. Byłam troche wykończona tym podejściem, bo miałam nadzieję, że zgodnie z prawem przyciągania powinnam osiągać sukcesy. W większości przypadków gdy starałam się przyciągać cokolwiek dobrymi myślami to zawsze mi to wychodziło na odwrót i byłam później rozczarowana rezultatem. Jednak gdy dopadały mnie te czarne scenariusze i przyjmowałam je do świadomości (tak jakby poddawałam się, ,,trudno, nie uda mi się”), a nawet próbowałam dopatrzyć się w nich pozytywnych stron to osiągałam sukces o jaki mi chodziło, więc myślę, że coś w tym jest. Tylko nie wiem jak to możliwe, że wizualizując ten ,,czarny scenariusz” go nie przyciągam, a gdy staram się myśleć pozytywnie to wychodzi na odwrót. Coś jest z pewnością nie tak. Czy ktoś ma jakąś teorię na ten temat?

  • Ali

    Jednak uważam że ta metoda może zadziałać z tego względu iż miałam podobną sytuacje… Bałam się czegoś bardzo… ( że chłopak mnie zdradza ) ponad miesiąć ten strach zabierał mi radość życia a gdy już wydarzyła się ta rzecz której się bałam (dowiedziałam się o zdradzie) o dziwo poczułam ulgę zaakceptowałam ten fakt i już nie muszę się bać. :)