Akceptacja – klucz do pewności siebie

2998557845_fc9dd4dfaa

Pewność siebie jako emocja jest bardzo ulotna. Możesz jednak nauczyć się jak być pewnym siebie tak po prostu, będąc prawdziwie spokojny i wyluzowany w każdej sytuacji.

Kluczem do tego jest akceptacja czarnych scenariuszy, które ma zwyczaj tworzyć Twój umysł. W tym artykule wyjaśnię Ci mechanizmy o których nie miałeś pojęcia, a których świadomość da Ci możliwość uwolnienia się od jakiejkolwiek niepewności.

 

Raz jest, raz jej nie ma

Pewność siebie zazwyczaj jest definiowana jako konkretna emocja, dzięki której czujesz, że możesz wszystko i nic nie stanie Ci na przeszkodzie. Warto jednak wiedzieć, że taka emocja jest po prostu ulotna i w jednej chwili możesz być napompowany odwagą a w drugiej wszystko może z Ciebie wyparować. Dlatego dzisiaj napiszę o pewności siebie z trochę innego punktu widzenia. Nauczysz się osiągać ten stan na znacznie głębszym i trwalszym poziomie.

 

Na początek chcę Ci wyjaśnić kilka mechanizmów zachodzących w umyśle. Pierwsza ważna rzecz, którą musisz wiedzieć to fakt, że drogą do zdobycia pewności siebie nie jest wywołanie tej konkretnej emocji. Oczywiście można ją osiągnąć na różne sposoby, jednak nie będzie to wtedy stan trwały. Brak pewności siebie to tak naprawdę stan, w którym czegoś się boisz lub czujesz się zagrożony. W momencie gdy ten strach czy uczucie zagrożenia usuniesz, automatycznie będziesz całkowicie spokojny i wyluzowany. I to jest pewność siebie, która pojawia się sama- gdy pozbędziesz się negatywnych emocji.

Taka pewność siebie jest znacznie trwalsza niż specjalnie wywołana emocja. Emocja pozwala Ci na chwilę przezwyciężyć strach, który i tak gdzieś tam będzie. Natomiast kluczem do prawdziwego spokoju i pewności jest pozbycie się tego strachu czy wątpliwości. Wtedy nie musisz wywoływać żadnego stanu emocjonalnego. Pewność siebie cały czas tam jest. Jak w teatrze- gdy opadnie kurtyna ujawni się coś, co już wcześniej tam było.

 

Nadopiekuńczy umysł

Z czego dokładnie więc wynika brak pewności siebie? Umysł jest tworem, który uwielbia bezpieczeństwo. Robi więc wszystko abyś uniknął zagrożenia. Niestety w większości przypadków robi znacznie więcej, niż jest to konieczne. Aby uchronić Cię przed niekorzystnym dla Ciebie obrotem spraw w wielu sytuacjach życiowych uruchamia różnego rodzaju mechanizmy.

Mechanizmy takie jak strach, stres, trudności z zaufaniem drugiej osobie, negatywne obrazy w głowie, paraliżujące dialogi wewnętrzne. To dlatego niektórzy ludzie gdy poznają nowe osoby nagle nie wiedzą co powiedzieć. Innym razem gdy mają wystąpić przed dużą grupą osób, nagle czują paraliżujący stres w całym ciele. Gdy mają przystąpić do egzaminu, zaczynają sobie wyobrażać co się stanie, gdy nie uda im się go zdać. A gdy mają podjąć jakieś wyzwanie, głos wewnętrzny wymienia im wszystkie wymówki, które jest wstanie wymyślić.

Zastanów się przez chwilę jak objawia się Twój brak pewności siebie? Czy to jest rzeczywiście tak, że po prostu jej nie posiadasz? Czy może jednak w danej sytuacji wyobrażasz sobie czarne scenariusze, mówisz do siebie bojaźliwym głosem, wymyślasz setki wymówek, myślisz co może pójść nie tak?

Jednym ze sposobów na pozbycie się tego typu blokad jest zmiana negatywnych dialogów wewnętrznych. O tym jak to robić przeczytasz w artykule Zabawy z dialogiem wewnętrznym.

 

Ważne jest abyś w tym momencie zrozumiał, że intencja Twojego umysłu jest jak najbardziej pozytywna. Wywołując te wszystkie rzeczy, które pozbawiają Cię pewności siebie umysł chce chronić Cię przed zagrożeniami. Jednak w większości sytuacji źle rozpoznaje te zagrożenia i chroni Cię znacznie na wyrost. Zupełnie niepotrzebnie. Bo czy poznawanie nowych ludzi może być poważnie niebezpieczne? Czy występowanie przed grupą ludzi doprowadzi do tego, że wyciągną z kieszeni jajka i trafią Ci nim prosto w czoło? Czy nawet jeśli nie zdasz egzaminu, to świat się zawali?

Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że te zbyt często uruchamiane mechanizmy obronne nie pozwalają wielu osobom normalnie funkcjonować w tym świecie!

 

Akceptacja

Jak więc się ich pozbyć i przywrócić swoją pewność siebie? Zaakceptować. Po prostu, zaakceptować wszystkie rzeczy, które tworzy Twój umysł aby Cię uchronić przed zagrożeniem. W momencie gdy poczujesz prawdziwą akceptację odnośnie czarnych scenariuszy, które pojawiają się w głowie, cały opór zniknie. Jak ręką odjął.

Akceptacja w kontekście umysłu jest synonimem bezpieczeństwa. Gdy całkowicie zaakceptujesz to, że przykładowo publiczność Cię wyśmieje gdy przemawiasz do nich, zagrożenie z punktu widzenia umysłu znika. Brak akceptacji jest źródłem zagrożenia. Jej obecność sprawia, że potencjalnego niebezpieczeństwa nie ma. I nie chodzi tutaj o akceptację siebie. Ona przychodzi automatycznie, gdy zaakceptujesz negatywne scenariusze pojawiające się w Twojej głowie.

Jak taka akceptacja wygląda w praktyce? Chodzi o to, abyś szczerze pogodził się z jakąkolwiek negatywną konsekwencją stworzoną przez Twój własny umysł. Abyś po prostu stwierdził „ok, jeśli tak się stanie, ja to rozumiem, akceptuję to”. Masz poczuć, że rzeczywiście się z tym godzisz, że już nie potrzebujesz oporu. Że może się tak stać, a na Ciebie to i tak nie wpłynie w żaden sposób.

 

Procedura jest więc prosta. Gdy Twój umysł stworzy negatywną konsekwencję jakiegoś Twojego działania lub faktu zaistnienia konkretnej sytuacji, Ty ją akceptujesz. Tyczy się to każdej sytuacji życiowej. Ludzie tworzą w głowie negatywne scenariusze gdy spotykają się z innymi ludźmi, gdy mają poznawać nowe osoby, gdy przemawiają publicznie, gdy chcą założyć firmę, gdy uczą się do egzaminów, gdy jadą na wakacje, gdy idą na randkę, gdy… Można by tak wymieniać bez końca. Te negatywne scenariusze, gdy nie są zaakceptowane, są stałym źródłem negatywnych emocji. A te emocje zabierają Ci Twój spokój i powodują brak pewności siebie. Zaakceptuj każdy negatywny scenariusz, a zobaczysz zaskakującą zmianę.

Jakiś czas temu pracowałem z osobą, która podczas rozmowy z innymi ludźmi bała się tego, co Ci ludzie sobie o niej pomyślą. Utrudniało to bardzo jej relacje z innymi osobami, gdyż stres i uczucie niepewności nie pozwalało tej osobie zachowywać się naturalnie. Strach był wywoływany przez tą jedną, konkretną myśl pojawiającą się podczas rozmowy-„ta osoba pewnie sobie pomyśli o mnie coś złego”. W momencie gdy określiliśmy jakie mogą być negatywne konsekwencje faktu, że rzeczywiście ludzie będą sobie o niej myśleć złe rzeczy, a następnie wywołaliśmy akceptację tych konsekwencji, cały strach zniknął.

 

Pogromca zmartwień

Aby więc łatwiej Ci było wprowadzić tą koncepcję w życie, mam dla Ciebie niezwykle skuteczne ćwiczenie. To ćwiczenie nazywa się „pogromca zmartwień”, i rzeczywiście nim jest. Wypróbuj je na sobie, bo efekty są natychmiastowe. Całe ćwiczenie jest zawarte w czterech poniższych krokach:

 

1. Na kartce jasno opisz sytuację, które Cię stresuje,

2. Określ najgorszy możliwy rezultat/scenariusz, który może się wydarzyć,

3. Zaakceptuj ten rezultat,

4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.

 

Ważne jest opisanie wybranej sytuacji na kartce. Już ten krok sprawi, że się poczujesz trochę lepiej. Wykonując drugi punkt możesz naprawdę puścić wodze fantazji. Wymyśl coś, co naprawdę jest najgorsze. Niech to będzie najczarniejszy z możliwych scenariuszy, nawet jeśli jest bardzo mało prawdopodobny. Wyobraź sobie ten scenariusz, tak abyś miał jego jasny obraz. Zobacz co się stanie, jak się będziesz zachowywać w tej sytuacji, jak się będą zachowywać inni, jak Ty się będziesz czuć.

Trzeci krok jest najważniejszy. Skup się na tym, aby zaakceptować ten scenariusz. Jeśli masz z tym problem, mam na to rozwiązanie. Zastanów się czy miałeś w życiu jakąś konkretną sytuację, gdy coś całkowicie akceptowałeś. Może to być doświadczenie, w którym przykładowo rozmawiałeś z jakimś specjalistą, który ma na dany temat znacznie większą wiedzę od Ciebie, a Ty go uważnie słuchałeś i akceptowałeś bez wątpliwości każde słowo przez niego wypowiadane. Wyobraź sobie teraz to konkretne doświadczenie najdokładniej, jak potrafisz. Poczuj intensywnie to uczucie akceptacji, które pojawiło się w tym doświadczeniu. Dopiero gdy będziesz miał tą emocję, wróć do wyobrażenia swojego najgorszego scenariusza. Teraz razem z uczuciem, które przed chwilą w sobie wywołałeś, całkowicie spójnie i szczerze zaakceptuj ten scenariusz.

Czwarty krok jest opcjonalny. Może być wzięty pod uwagę jednak nie musi, w dużej mierze zależy to od charakteru sytuacji, nad którą pracujesz.

 

Praktykuj tą technikę najczęściej jak tylko możesz, a po jakimś czasie będziesz mógł o niej zapomnieć. Wyrobisz w sobie nawyk akceptowania i będziesz robił to automatycznie. Stanie się to Twoim podejściem do życia i nawet nie będziesz musiał o tym myśleć. Pewność siebie tam będzie, w swojej najczystszej postaci. A jeśli wciąż Ci będzie mało, sięgnij głębiej – wiele książek o rozwoju oferuje rozwiązania, które mogą być dla Ciebie kluczem do wolności emocjonalnej.

Miesiąc temu gdy prowadziłem szkolenie i akurat omawiałem koncepcję akceptacji jeden z uczestników zadał mi pytanie: „Wszystko to wygląda na bardzo logiczne i rozsądne, ale czy nie przestanie mi zależeć na rozwoju i dokonywaniu zmian, gdy po prostu wszystko zaakceptuje?”. Odpowiedziałem mu wtedy, że fakt pogodzenia się z tym, że wdepłeś w błoto wcale nie oznacza, że nie wyczyścisz butów. Oznacza to natomiast, że nie będziesz z tego powodu cierpiał. Czy cierpienie ułatwi Ci wyczyszczenie butów i zrobienie kolejnego kroku z podniesioną głową? Wręcz przeciwnie. Dopiero gdy będziesz się czuł dobrze, w skuteczny sposób zareagujesz na zaistniałą sytuację. Tak samo jest w życiu. Okazuje się, że dzięki akceptacji pojawia się jeszcze więcej motywacji do rozwoju i dokonywania zmian. I jest to motywacja o wiele prawdziwsza i silniejsza, bo nie jest wywołana niechęcią do tego co jest źle, ale chęcią do tego aby było jeszcze lepiej.

Ten artykuł poza wyjaśnieniem Ci pewnych mechanizmów dał Ci do zrozumienia jedną bardzo ważną w rozwoju osobistym rzecz. Nie jesteś swoim umysłem. Umysł to narzędzie, które zostało stworzone po to aby normalnie funkcjonować w tym świecie. Nie jest to narzędzie idealne, bo jak widzisz czasem płata Ci figle. Ty, w swojej czystej postaci jesteś człowiekiem naturalnie pewnym siebie, ciekawym, chcącym poznawać świat. Twój umysł chce Ci w tym pomagać, czasami jest jednak zbyt opiekuńczy. Otrzymałeś dzisiaj możliwość pozbycia się tej nadopiekuńczości i zbliżenia się do tego, kim naprawdę jesteś.

 

Korzystaj więc z umiejętności akceptowania wybryków umysłu i bądź wreszcie prawdziwym sobą, żyjącym tak jak tylko tego chcesz. Gdy znika strach, pojawia się prawdziwa pewność siebie. Nie sztucznie wywołana emocja, tylko głęboki, fundamentalny spokój.

Jak już doświadczysz tego, jak działa akceptacja – podziel się swoimi wrażeniami w komentarzach!

 
A jeśli chcesz dokonać gruntownej zmiany w zakresie swojej pewności siebie w ciągu 30 dni, koniecznie zobacz zestaw Life Architect – Zbuduj Prawdziwą Pewność Siebie.


Chcesz wiedzieć więcej?
+ Otrzymuj raz na dwa tygodnie skuteczne techniki, przydatne
sposoby i rozwojowe porady - prosto na Twojego maila,


+ Dodatkowo, za darmo dostajesz 18 minutowe nagranie audio prowadzonego przeze mnie ćwiczenia na motywację do działania!


 
Dbamy o Twoją prywatność

Subskrybuj artykuły:


Komentarze (78)

  1. ref:

    a jak to zaakaceptowac?

  2. Jakubzza:

    Świetny artykuł! Naprawdę daje wiele do myślenia. Sam mam często problemy z pewnością siebie, lecz coraz bardziej realne wydaje mi się pokonanie tego problemu. Między innymi dzięki Twoim artykułom;)

    Pzdr.

  3. algerii:

    Ale fajnie – mam problem wchodzę na tę stronę i po problemie ;)

  4. Kiedyś byłem chorobliwie wręcz nieśmiałym człowiekiem. Przypadkiem trafiłem na książkę Philipa Zimbardo „Nieśmiałość”. Dowiedziałem się, że wbrew pozorom nie jestem inny, gorszy a ludzi takich jak ja jest zdecydowana większość. Wielu znanych aktorów miewa straszne tremy przed wystąpieniami publicznymi (jako przykład był podanych chyba nawet Tom Cruise, ale nie dam sobie ręki za to uciąć). Było też takie ciekawe zdanie, że kiedy rozmawiam z obcą osobą i czuję się nieswojo, to w 80% przypadków ta osoba też się tak czuje, tylko ja tego nie widzę. I od tamtej pory zupełnie inaczej podchodzę do sytuacji, kiedy muszę porozmawiać z obcą osobą. Mam oczywiście gorsze i lepsze dni, ale wtedy sobie myślę o tych nieśmiałych aktorach i innych ludziach, którzy odnieśli sukces i od razu czuję się lepiej.

    Trochę może zamotałem, ale kto czytał tą książkę P. Zimbardo, wie, co mam na myśli :)

    A już zupełnie odmieniła moje życie książka Nikodema Marszałka „Motywacja be granic”. Pod jej wpływem bez żadnego lęku odszedłem z pracy i będę kombinował z własnym biznesem (w zasadzie tylko z wielkim pokładem motywacji i wiary w siebie). A ślub, o którym się mówi, że stres i takie tam, to był pryszcz.

  5. Krzysiek:

    Jakieś 2 godziny temu miałem sen, po którego interpretacji stwierdziłem, że potrzebuję więcej samoakceptacji. Odbieram rano pocztę i widzę tytuł artykułu Akceptacja – klucz do pewności siebie :) Dzięki Michał! Świetny artykuł.

  6. Ewa R.:

    Mi akceptacja czarnych scenariuszy przyszło z czasem.
    Często znajduję sobie dobrą stronę w ciemnych scenariuszach. Nie możliwe? Możliwe!
    W pracy moja szefowa często manipuluje (win-lose) pracownikami, co sprawiło, że od roku jak tam pracuję pracę rzuciło ponad 20 osób (!). Nie pozwalam sobą manipulować, często dochodzi do kłótni z szefową. Ciemny scenariusz: zwolni mnie. Jasna strona: będę wolna od manipulacji, będę miała większe doświadczenie. Znajdę sobie mniej stresującą pracę.
    Dalej: projekt na studiach (graficznych). Ciemny scenariusz: prowadzący go odrzuci. Jasna strona odrzucenia: będę musiała zrobić nowy, co pozwoli mi zauważyć wcześniejsze błędy, co w końcu sprawi, że będę dobra w tym co robię.
    Niedawno złożyłam wniosek o stypendium na studia za granicą. Co jeśli mi się nie uda? Nic, świat się nie zawali. Co jeśli się uda? Będę się cieszyć (:

    Podsumowując: moim kluczem do akceptacji siebie jest akceptacja czarnych scenariuszy poprzez znalezienia dobrej strony złego skutku. Zawsze jest jakiś (;

    PS. Dziś się dowiem, czy otrzymałam stypendium. Zaakceptowałam już każdy wariant, ale denerwuję się jak cholera! (-:

  7. Stachuuu:

    Bardzo dobry artykuł. Zawsze myślałem, że aby pozbyć się strachu, trzeba stać się pewnym siebie, a nigdy nie przyszło mi do głowy, że aby być pewnym siebie, trzeba pozbyć się strachu. Może jedno i drugie brzmi trochę podobnie, ale w rzeczywistości jest między nimi ogromna różnica. Myślę, że takie spojrzenie może bardzo dużo w moim życiu zmienić. Dzięki ogromne!

    ps. Ciekawą techniką, z która się kiedyś spotkałem jest wymyślanie różnych śmiesznych wersji wydarzeń przed czymś czego się boimy. Np jeśli chcesz się z kimś spotkać i odczuwasz stres, to wyobraź sobie, że np w trakcie rozmowy z tą osobą dzieje się coś na prawdę zabawnego, wręcz głupiego, co raczej nie może się przydarzyć w rzeczywistości. Powtórz to kilka razy i zamiast odczuwać stres, podczas spotkania będzie ci się chciało śmiać. ;)

    pozdro

  8. Norbi:

    Heh , Michale Michale potężne narzędzia tu rozdajesz !!
    Potęga tkwi w prostocie !

  9. waldek:

    Michał, jedna z lepszych treści jakie ostatnio przeczytałem. Mam wrażenie, że metoda będzie mi bardzo pomocna. Dodam, że fajnie działa (przynajmniej u mnie) codzienne parominutowe wizualizowanie sobie kogoś, kto jest wg mnie bardzo pewnym osobnikiem, jego zachowania, głosu, etc. Następnie wyobrażam sobie jak w niego wnikam i odczuwam to samo co on, tak samo się zachowuję w nieciekawych dla mnie sytuacjach. Po miesiącu stosowania tego modelowania zauważyłem spore zmiany na plus. A Twoją metodę na pewno wypróbuję:) Pozdrawiam!

  10. Piszesz, aby zaakceptować najczarniejszy scenariusz, a do tego wyraźnie go sobie wizualizować. Nie sądzisz, że prowadzi to do sytuacji, której nie chcemy, czyli realizacji tego czarnego scenariusza? Nie wierzę w moc negatywnej motywacji, a tak wygląda akceptacja najgorszej opcji. Czy nie lepiej jest sobie wyobrażać, że publiczność będzie nas słuchać w pełnym skupieniu, a potem będziemy słyszeć długie oklaski? Po co dodatkowo się stresować wyobrażając sobie co może się stać?

    Czym innym jest akceptacja porażki, czym innym akceptacja możliwości porażki, a czym innym wizualizacja porażki. Akceptacja porażki oznacza, że nie wpływa ona na nasz stan emocjonalny, akceptacja możliwości porażki to nic innego jak część planowania, a wizualizacja porażki to nic innego jak jej przyciąganie. Chyba nie o to chodzi, aby ją przyciągać.

  11. ref- Pomyśl sobie, że się z tym godzisz, poczuj, jak to akceptujesz. W zależności od rodzaju scenariusza oczywiście może być Ci łatwiej lub trudniej daną sytuację zaakceptować, jednak postaraj się. Jeśli włożysz w to wysiłek, z pewnością Ci się uda. W miejscu, gdzie omawiam trzeci krok ćwiczenia „pogromca zmartwień”, znajdziesz bardzo skuteczny sposób, który pomoże Ci zaakceptować swój czarny scenariusz, jeśli masz z tym trudności.

    Jakubzza, algerii- Dzięki za miłe słowa, cieszę się, że ta wiedza Wam się przydaje!

    Andy- Bardzo fajna strategia, ta, w której myślisz sobie, że ludzie z którymi rozmawiasz prawdopodobnie się stresują tak jak Ty a nawet bardziej. Sam kiedyś ją stosowałem i całkiem dobrze działała. Gratuluję decyzji o własnym biznesie a także gratuluję ślubu! :)

  12. Ewa R.- W żargonie NLP nazywa to się przeramowaniem treści i rzeczywiście jest świetnym sposobem na zmianę sposobu postrzegania konkretnego doświadczenia. Co więcej z pewnością jest to bardzo przydatne przy akceptacji czarnych scenariuszy tworzonych przez umysł!

    Trzymam kciuki za stypendium!

    Stachuuu- Technika, o której piszesz, swojego czasu była przeze mnie testowana- efekty zakomite, tylko że czasami wybuch śmiechu następował w niezbyt stosownych momentach ;)

    Norbi- Dokładnie, potęga tkwi w prostocie :)

    waldek- Pisałem na blogu kiedyś już o tej technice i rzeczywiście jest bardzo skuteczna. Gratuluję efektów!

    Marcin- Dobrze, że poruszyłeś ten temat. Aby zaakceptować czarny scenariusz, rzeczywiście musisz sobie go wyraźnie wyobrazić. Jednak nie prowadzi to do przyciągnięcia tego scenariusza- nie masz go wizualizować i wczuwać się w niego zbyt mocno. Wyraźnie wyobrażasz sobie co się może najgorszego stać, tak aby odczuć emocje z tym związane, i akeptujesz- emocje znikają. I ta kwestia nie ma nic wspólnego z negatwyną motywacją- tu zupełnie nie chodzi o motywowanie się do czegokolwiek, tu chodzi o akceptację.

    Oczywiście, możesz sobie wizualizować tylko pozytywne scenariusze wmawiając sobie, że na pewno tak się stanie. Jednak zauważ, że dopóki nie uwierzysz w to w 100%, dopóty głębokiego, prawdziwego spokoju nie osiągniesz. Wizualizowanie pozytywów jest świetne i polecam je każdemu, ale ono nie wywołuje akceptacji tego, że coś może pójść nie tak. I nawet jeśli zrobisz dużo pozytywnej wizualizacji, to umysł i tak będzie podsuwać Ci myśli: „a co, jeśli…?”.

    Akceptacja gwarantuje Ci absolutny luz i pewność siebie. Oczywiście jeśli jesteś już pewny siebie i nie masz sytuacji, w których jej Ci wyraźnie brakuje, możesz śmiało stosować tylko pozytywną wizualizację. Jeśli natomiast pewności siebie Ci brakuje, wykorzystaj pogromcę zmartwień, zaakceptuj najgorszy scenariusz, a potem możesz sobie pozytywnie powizualizować- to Ci pomoże poczuć się jeszcze lepiej i na pewno również będzie bardzo korzystne.

    I pamiętaj- tu nie chodzi o wizualizację negatywnego scenariusza. Ty masz go sobie po prostu raz wyobrazić i go zaakceptować, koniec kropka. Nie bój się, w ten sposób niczego negatywnego nie przyciągniesz :)

  13. Ok, dzięki za wyjaśnienie. Rozumiem Twój punkt widzenia. Myślę, że to już zależy od tego jak wolimy radzić sobie ze stresem.

  14. Abery:

    Ta strategia jest łudząco podobna do tej, którą w jednej ze swojej książek opisuje Dale Carnegie. Zwłaszcza stwierdzenie: „4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.” wygląda jak kalka bez podania źródła…

  15. pakistan:

    „Ta strategia jest łudząco podobna do tej, którą w jednej ze swojej książek opisuje Dale Carnegie. Zwłaszcza stwierdzenie: “4. Podejmij działanie, pierwszy krok ku temu aby zminimalizować straty.””

    I co z tego?

  16. HombreXXX:

    Ciekawy tekst, temat jest o wiele szerszy ale konkretnie ujęty został w formie artykułu. Widzę że zawarłeś nute filozofii dalekiego wschodu że „Nie jesteś swoim umysłem” jeśli się posuwasz do takich stwierdzeń to koniecznie musisz uzupełnić o kolejny artykuł związany ze Świadomością. Jeśli chodzi o rozszerzenie obecnego artykułu polecam wszystkim niezwykłą książkę OSHO – Odwaga. Otwiera oczy na nowe horyzonty. :) Dobry artykuł, ale tego o nawyku odwlekania jeszcze nic nie pobiło. Pozdrawiam :)

  17. Abery- Technika „Pogromca zmartwień” nie jest techniką mojego autorstwa i nigdzie nie napisałem, że jest. Strategia ta przewija się w różnych książkach i w różnych miejscach w internecie. Książek Dale’a Carnegiego nie znam żadnych, natomiast wiem, że technikę tą opisał również Brian Tracy. Tak czy inaczej, czy ma to jakieś znaczenie? Zamiast doszukiwać się pierwotnego autora techniki i podobieństw w poszczególnych krokach tych technik, proponuję skorzystać i docenić, że dostajesz okazję do nauki.

    HombreXXX- Dobry trop, rzeczywiście książki Osho są mi znane, a temat Świadomości w tej chwili sam zgłębiam i kiedyś z pewnością też o nim napiszę :)

  18. Ewa R.:

    Nie rozumiem tych ataków. Czy Wasze spostrzeganie świata, przekonanie i wiedza wysysacie z palca czy z głowy? Nie. Czytacie, słuchacie, doświadczacie i często bierzecie za swoje.
    Michał robi świetną sprawę, bo przekazuje nam to, co sam doświadczył i się nauczył.
    Ja, szarak, który często nie zagląda do książek biorę świetną naukę z bloga, który autor chce przekazać. Czy pisze o sobie, czy o doświadczeniach innych ludzi – wszystko jedno. Ważne, że pisze. A jeśli Wam, oczytanym umysłom przeszkadza ten fakt, to przestańcie subskrytować tego bloga i inne najlepiej też. Przecież tak dużo już wiecie.

    Pozdrawiam i przepraszam za ataki jednocześnie.

    PS. Dziękuję Michał za kciuki, niestety wciąż nie wiem jaka jest decyzja władz uczelni. Podobno mam dowiedzieć się pod koniec tygodnia.

  19. Abery:

    „Skorzystać i docenić, że dostaję okazję do nauki” – cóż za przejaw przerostu ego;) No cóż, na pewno zależy Panu, żeby docenili domniemaną Pańską wiedzę potencjalni kupcy Pańskiej książki… natomiast w dobrym zwyczaju leży podawanie źródeł informacji, zwłaszcza jeśli ktoś chciałby sięgnąć po więcej danych danego autora – chyba że nie zależy Panu na tym, co jestem w stanie zrozumieć, jeśli patrzeć z marketingowego punktu widzenia :)

  20. Marketingowy punkt widzenia? Spójrz na tego bloga, widzisz jakieś reklamy? Poczytaj artykuły, czy w choć jednym namawiam kogoś do kupna ebooka? Myślisz, że jestem osobą, której zależy na skłonieniu do tego ludzi? :)

    No cóż, nie będę dalej komentować Twojej wypowiedzi…

    P.S. Nie jestem Panem, mam na imię Michał ;) Jeśli jesteś zainteresowany dalszą dyskusją, zapraszam na maila- tutaj komentujemy artykuł.

  21. Michale,
    Napisałeś wiele cennych rzeczy. Z wieloma się zgadzam. Ale z jednym nie. Napisałeś: „kluczem do prawdziwego spokoju i pewności jest pozbycie się tego strachu czy wątpliwości”. Tu pojawia się subtelna kwestia intencji. Gdy starasz się zaakceptować, to czego się boisz z intencją uspokojenia się, wchodzisz w dosyć pokręconą pętlę, w której uwaga wzmacnia negatywne objawy. To tak, jak np. z bezsennością. Im bardziej zależy ci by zasnąć, tym trudniej to osiągnąć.

    Rozwiązaniem jest przestać przywiązywać wagę do tego czy jesteś pewny czy nie. Akceptować siebie znaczy przyjmować także złe emocje. Po prostu nie przywiązuj wagi do tego czy je masz czy nie. Gdy np. denerwujesz się przed wykładem – przestań krążyć myślami wokół siebie, a skup się na ludziach, do których mówisz. Najwyżej będziesz spięty. Przestać się o to troszczyć.

    A nawet wzbudź intencję paradoksalną (to świetna technika Frankla) – życz sobie czegoś przeciwnego. Np. powiedz sobie – no to mnie wygwiżdżą i skup się na świecie zewnętrznym.

    Pisałem ostatnio wiele u siebie na ten temat. Zapraszam.
    Pozdrawiam serdecznie :-)

  22. Zbyszek- Dzięki za ciekawy komentarz.

    „Gdy starasz się zaakceptować, to czego się boisz z intencją uspokojenia się, wchodzisz w dosyć pokręconą pętlę, w której uwaga wzmacnia negatywne objawy.”

    Zgadzam się z tym, że aby myśl przetrwała potrzebuje uwagi, jednak zauważ, że ludzie martwiący się o coś tak czy inaczej poświęcają uwagę wymyślaniu negatywnych scenariuszy. Fakt, że zrobią jeszcze raz, świadomie, nie spotęguje negatywnych emocji.

    „Akceptować siebie znaczy przyjmować także złe emocje.”

    Z tym zdaniem się nie zgadzam. Negatywne emocje takie jak stres wynikają z oporu przed czarnym scenariuszem, który pojawił się w głowie. Jeśli na głębokim poziomie coś zaakceptujesz, opór znika. Prawdziwa akceptacja nie może istnieć jednocześnie z oporem, ponieważ są to pojęcia wykluczające się.

    Ludzie nie potrafią na tyle kontrolować swoich myśli, żeby po prostu skupić się na czymś innym. Zauważ jak zachowują się ludzie przed egzaminami. Nawet jak im powiesz, żeby skupili się np. na wakacjach, i nawet jeśli to zrobią, to myśl o egzaminie będzie wracać co 15 sekund. Taka reakcja wynika z oporu przed ewentualnym nie zdaniem egzaminu. Gdyby jego oblanie nie było obarczone żadnymi konsekwencjami, nikt nigdy by się tym egzaminem nie stresował, bo by nie było oporu.

    P.S. Gratuluję Ci ciekawej strony :-)

  23. Marlon:

    A jeśli chciałbym uzyskać pewność siebie podczas prowadzenia auta? Mam na myśli lęki przed tymi wszystkimi nieprzewidywalnymi sytuacjami, które mogą nas spotkać podczas kierowania. Czy akceptowanie np. tego, że mogę zginąć w wypadku nie byłoby zbyt ‘radykalne’? I czy po zaakceptowaniu czegoś takiego, w sytuacji gdzie śmierć mi nie straszna, nie stałbym się wariatem drogowym, który nie dba o jakiekolwiek bezpieczeństwo jazdy?

  24. Marlon- Zaakceptowanie możliwości wypadku sprawi, że pozbędziesz się strachu. A jakikolwiek strach jest Twoim przeciwnikiem gdy prowadzisz samochód, bo nie pozwala Ci się skupić na jeździe. Tym samym strach przed wypadkiem sprawia, że jesteś gorszym kierowcą.

    To, że zaakceptujesz wypadek nie znaczy, że będzie Ci obojętne, czy on się wydarzy czy nie! Akceptacja w tym momencie nie sprawi, że zaczniesz jeździć brawurowo, bo dopóki jesteś rozsądnym kierowcą, będziesz wiedział jak jeździć bezpiecznie. Wręcz przeciwnie, brak strachu i stresu sprawi, że Twój umysł będzie mógł skupić wszystkie swoje siły na prowadzeniu, wyostrzając Twoje zmysły i wykorzystując umiejętność prowadzenia najlepiej, jak może.

  25. adriano:

    dobre dobre!

  26. Maciej:

    Mam ogromny problem z akceptacją , poprostu nieumiem się pogodzić z tym że coś pójdzie nie tak , niepotrafie wytworzyć w sobie tego stanu zgody że coś pojdzie żle , zawsze odkąd pamiętam gdy coś szło nie po mojej myśli to buntowaem się przeciw temu i tworzyłem wręcz w sobie alternatywną rzeczywistość w której było zawsze tak jak chciałem , chyba jestem beznadziejnym przypadkiem…

  27. Maćku, obejrzyj film „Zmęczenie mentalne i fizyczne” z tej strony, zastanów się nad tym co ten gość mówi. Zdaję sobie sprawę że moja odpowiedź nie jest do końca tym czego oczekujesz, ale to jak na razie jedyna rzecz która przychodzi mi pod rogi. Osobiście podchodzę do tego w ten sposób, że nie ma po co się denerwować – i to jest moja podstawa. Michał zresztą pisał w którymś wpisie o stresie że nie zawsze ma wpływ na to co się wokół niego dzieje. Nie czuję się specjalnie kompetentnym aby udzielać tego typu rad, ale wygląda mi na to że w swoim „beznadziejnym” (a przynajmniej tak uważasz) przypadku możesz się czymś niepotrzebnie stresować.

    Nie wiem na ile moje słowa będą dla Ciebie pomocne, w każdym razie myślę że (raz jeszcze to mówię) nie ma co przejmować się niepotrzebnie wszystkim dookoła. To samo mówię ludziom wokół mnie.

    Pozdrawiam księżycowo. :)

  28. Kasia:

    Dziękuję Ci za ten artykuł. To mi było potrzebne.

  29. Maciej- Czy kiedyś w życiu zdarzyło Ci się, że coś poszło nie tak? Czy teraz patrząc w przeszłość na którąś z tych sytuacji, akceptujesz to co się wydarzyło? Jeśli tak, co sprawia, że ją akceptujesz? I co musiałoby się stać, abyś zaakceptował hipotetyczną sytuację w przyszłości, gdy coś może pójść nie tak?

    Akceptowanie to też umiejętność, poćwicz ją. Zacznij od scenariuszy średnio groźnych, takich, z którymi łatwiej będzie Ci się pogodzić. Pracuj nad tym aby spójnie i całkowicie je zaakceptować. W momencie gdy pogodzisz się z takim scenariuszem, pod warsztat weź trochę większe wyzwanie, i ćwicz dalej. Naucz się akceptacji.

  30. Maciej:

    Jedynym powodem dla jakiego godze sie z niepowodzeniami z przeszłości jest właśnie to że to przeszłość której i tak nie zmienie , ja chyba nie potrafie pojąć tej akceptacji ,człowiek dąży przecież do sukcesu w każdej dziedzinie życia , a tu nagle trzeba zaakceptować porażkę , nie potrafie wytworzyć w swoim umyśle takiego stanu.

  31. R.:

    Witam Autora i Czytelników.
    Mam 26 lat i jestem osobą lekko niepełnosprawną. Mam wadę wymowy, objawiającą się tym, że dość często jestem niezrozumiały dla otoczenia.
    Poza swoją wadą jestem, jak mi się wydaje, zwykłym chłopakiem, ani wysokim ani niskim (wzrost między 160 a 170 cm), ani bardzo grubym ani chudym… krótko mówiąc, przeciętny facet. Co wydaje mi się oczywiste, pracuję. Nie mam full wypasionych zarobków, powiedziałbym, że nawet skromne. Ale to jak przypuszczam jest normą w polskim społeczeństwie. Myślę, że w głowie mam w miarę równo poukładane, w sensie takim, że moja niepełnosprawność, wygląd czy zarobki nie jest pretekstem do całkowitego zamykania się w sobie, robienia z siebie odludka czy jakiegoś innego dziwoląga.
    W artykule spodobała mi się wypowiedź na temat zapisywania wszelkich swoich obaw, „czarnych scenariuszy”, na kartce, zaakceptowanie ich. Oraz podjęcie działań zmierzających do „zminimalizowania strat”, wynikłych z ich ewentualnego dojścia do skutku.
    Hmm.. Mianowicie mój umysł ma taki scenariusz. Scenariusz bardzo realistyczny, który kilkukrotnie miałem okazję obrabiać w rzeczywistości.
    Mianowicie, kikukrotnie spotkała mnie sytuacja, że w związku z moją wadą wymowy, ludzie do których miałem jakiś interes (np. kasjerka w sklepie, nauczyciel/wykładowca w szkole itp.) wprost lub w mniej jawny sposób dali mi do zrozumienia, że jestem osobą chorą / upośledzoną umysłowo lub psychicznie, ewentualnie pijaną bądź naćpaną.
    Podobnym schematem jest też sytuacja pomagania na siłę w czymś, ewentualnie dyrygowania moją osobą (myślę, że jedno z drugim ma dużo wspólnego).
    Jeśli chodzi o inny schemat, który mógłbym wskazać, jest nazwany na mój użytek schemat wykluczenia. Polega to mniej więcej na tym, że słyszę często od ludzi komunikat w
    stylu: „Masz sprawne ręce, nogi i głowę, nie wyrózniasz się od ogółu, więc jesteś ok.” Z drugiej strony po bliższym zapoznaniu słyszę: „Nie rozumiem cię, nie mam czasu , muszę zająć się sobą….” itp., itd. Od pewnego czasu mam kontakt z innymi ludźmi o obniżonej sprawności. Kiedyś, po opowiedzeniu na czym polega mój problem, usłyszałem odpowiedź od jednej z tych osób: „Nie jeździsz na wózku inwalidzkim, masz sprawne ręce i nogi, więc czego się czepiasz? Wielu z nas marzyło byotym, abybyć na twoim miejscu” Hmm.. w sumie ta osoba miała rację. Nie zamieniłbym się z żadną z osób, kóra jeździ na wózku, jest ciężko niepełnosprawna czy chora. Ale…
    Jakie są wg. mnie wnioski z mojego wynurzenia?
    Takie, że:
    a) ciężko jest zaakceptować fakt, że ktoś traktuje cię jak debila, choć jesteś przeciętnie inteligentnym człowiekiem;
    b) ciężko jest mi, pomimo upływu lat i powtarzalności sytuacji, znaleść sensowne rozwiązanie (w sensie zastosowania jakiś „pozytywnych” schematów myślowych) zaistniałych sytuacji;
    c)c) opieranie się na „własnoręcznie” zdobytej wiedzy i doświadceniu jest bardzo cenną formą wspierania samego siebie;
    d) czasami zdobywanie tychże doświadczeń i wiedzy nie przekłada się bezpośrednio na jakieś przemyślenia, w związkuz czym:
    e) czasami warto poświęcić chwilę czasu, aby opublikować swoje wynurzenie na forum i poczytać ewentualnych odpowiedzi internautów, dotyczących ich wizji zmiany mojego podejścia do moich być może subiektywnych problemów. O co niniejszym proszę.

    Pozdrawiam.

  32. DrRobol:

    Myślę, ze powinieneś podchodzić do reakcji różnych ludzi z większym dystansem, po prostu „olewać” ich ignorancję w stosunku do osoby niepełnosprawnej.
    Akceptacja w tym przypadku pomoże Ci tylko pozbyć się strachu, w Twoim przypadku chodzi bardziej o zaakceptowanie reakcji innych, bez względu na to, jak bardzo frustrująca by ona nie była.
    Takie jest przynajmniej moje zdanie :]

  33. Maciej

    człowiek dąży przecież do sukcesu w każdej dziedzinie życia

    Skąd wiesz? Każdy człowiek? W każdej dziedzinie życia? Byłbym ostrożny wydając takie osądy.

    Poza tym- dopóki nie zrozumiesz, że nie osiągniesz sukcesu nie będąc przygotowanym na porażkę, nigdy go nie osiągniesz, strach Cię zje. Co więcej, nie odnosząc nigdy żadnej porażki nie będziesz mieć doświadczeń, które są niezbędne do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu. Akceptacja odniesienia porażki (która zawsze zdefiniowana jest jako porażka tylko i wyłącznie przez Twoją własną, subiektywną ocenę!) jest KLUCZEM do Rozwoju przez duże R.

  34. Marlon:

    Michale, a czy drugi punkt „Pogromcy Zmartwień” też przydałoby się opisać na kartce czy chodzi w nim tylko o wizualizację?

  35. Marlon- Nie jest to absolutnie konieczne, jednak jak najbardziej da lepsze efekty.

  36. Spider:

    Zaebyste! :) samo przeczytanie tego posta to juz polowa sukcesu. Pozdrawiam

  37. Ew:

    staram się czytać te wszystkie artykuły i czerpań z nich cokolwiek. zapewne czytając je powinnam czuć jakąś pozytywną energię w sobie, chęć to zmian, motywacje, a tymczasem mam wrażenie, że i tak nic się w mym życiu nie zmieni. Staram się nawiązywać nowe kontakty, jednak zauważam, że po paru zdaniach ludzie odwracają się bo po prostu wolą rozmawiać z kimś innym. Wydaje mi się, że zadaje ciekawe pytania, próbuje ciągnąc temat, a jednak tak czy owak po 5 minuta i tak nie wiem o czym mam rozmawiać. Czuję duże stresy o blokadę przed swobodnym podejściem do kogoś i nawiązaniem znajomości. Jak nie wiem co mam mówić to na mojej twarzy zaczynają się pojawiać dziwne grymasy i zaczynam sobie myśleć że wyglądam jak idiota i ta druga osoba pewnie tak sobie myśli, robię się czerwona i pragnę znaleźć się w domu. Kiedyś byłam dużo bardziej rozmowna, ciekawsza, ludzie uwielbiali ze mną rozmawiać, uwielbiali mi się żal, opowiadać o swoich problemach, teraz tamci ludzie już odeszli, a ja nie potrafię już tak przekonywać do siebie i wzbudzać ich zaufanie do mnie. Czuję się pusta w środku, czuje się jak osoba osamotniona, nie mająca nic ciekawego do powiedzenia, nudna, niepewna siebie, bez jakiejkolwiek kreatywności… nie mam po prostu ochoty nic robić. Kiedy urządzałam sobie pokój, przerabiałam ubrania, malowałam, przepisywałam wiersze z internetu, robiłam własnoręczne pocztówki, a teraz nie chce mi się robić żadnej z tych czynności. ani myślę do tego wrócić bo nie widzę w tym żadnego sensu… w ogóle nie widzę sensu w moim bycie. nic nie zmieniam, nic dla nikogo nie robię wartościowego. Kiedyś nie potrafiłam odpędzić się chociażby od wiadomości na gg, a teraz siedzie 8 godzin i nikt nawet mi :) nie wyśle…po prostu straciłam znaczenie dla kogokolwiek. nie wiem na prawdę czego mi brakuje i jak to zmienić… chciałabym być zupełnie inną osobą. zupełnie… chciałabym być lubiana, zapraszana, mile widziana, żeby ktoś kiedyś w grupie ludzi, znajomych odczuł brak mojej osoby… a jest tak, że gdy ja jestem jest po prostu mega nudno. i dlatego nikt mnie nie potrzebuje… nie wiem jak mam ze sobą żyć. Nic w sobie nie lubię, jak patrze na siebie w lustrze to widzę krzywe grymasy na twarzy i osobę bez charakteru. no właśnie, jestem bez charakteru, jestem zwykła, szara, nijaka… wiem że to miejsce na komentarze, a nie na żale i smuty, ale chciałam wykorzystać ten kawałek przestrzeni aby wypisać wszystko co mnie przytłacza i ciągnie w dół. pozdrawiam.

  38. Magdalena Paduchowska:

    zgadzam się z wami akceptując własne porażki ułatwiamy sobie życie. szczerze mówiąc ja tak nie robie bo jak już dostane pożądnie w tyłek trudno mi się z tym pogodzić długo nie mogę wstać. Wręcz zniechęca mnie to do dalszych działań. Jednak z czasem tzn. potrzebuje więcej czasu do akceptacji klęski. Muszę nad tym popracować i wydaję mi się że ten artykuł mi to ułatwi, a także wasze doświadczenia z góry dziękuję

  39. Anonimeek:

    Więc w gruncie rzeczy chodzi o to, co nieświadomie kiedyś sam robiłem – o odpowiedzenie sobie na pytanie „a co jeśli?”. Odpowiedzią na takie pytanie jest: „Nic, świat się nie zawali”. Tak? Mam rację?

    Pytam, gdyż utraciłem swoją pewność siebie kilka lat temu, prawdopodobnie wtedy, gdy zacząłem się jąkać.
    (Gdy myślałem o owym jąkaniu i przejmowałem się opinią innych, automatycznie pogrążałem się i jeszcze bardziej się jąkałem – taka pętla. Odpowiedzią okazały się bliższe kontakty z rówieśnikami – oni mi pokazali, że mnie akceptują i tak naprawdę im to wisi, czy się jąkam. Wtedy do mojego mózgu dochodziło, że tak naprawdę wcale się nie jąkam, że to tylko blokada i że mogę to zwalczyć… I co? Przestałem się jąkać! Czasami jeszcze mi się to zdarza, ale znacznie rzadziej. ;))

    Wracając do poprzedniej myśli – staram się wrócić do poprzedniego stanu, ale mój mózg jest chyba odporny na wszelkie autosugestie itp.. Zamierzam spróbować Demonic Confidence, mam nadzieję, że to coś pomoże!

    Dzięki za artykuły, są świetne!!!

  40. Anonimeek:

    „Wracając do poprzedniej myśli – staram się wrócić do poprzedniego stanu, ale mój mózg jest chyba odporny na wszelkie autosugestie itp.. Zamierzam spróbować Demonic Confidence, mam nadzieję, że to coś pomoże!”

    Tu chodzi mi o to, że zamierzam na nowo poprawić swoją pewność siebie. ;)

  41. Milutka:

    Panie Michale, przed wczoraj zawzięcie czytałam ten artykuł, ponieważ brakuje mi wiary w siebie i pewnosci siebie. Wczoraj miałam egzamin na prawo jazdy i dzięki tej opisanej tu akceptacji w samochodzie czułam się tak pewnie i spokojnie jak nigdy! Zdałam za 1 razem :)
    PS. Jeśli pan na zdjęciu to Pan, to jest Pan baardzo przytsojny :)
    Pozdrawiam i dzieki za artykuły!

  42. Ola:

    z pewnością siebie mam bardzo duże problemy, ale czytając artykuł i komentarze aż chce sie coś z tym zrobić, mam nadzieje ze to nie będzie tylko słomiany zapał…a własnie o tym zapale też byś mógł coś napisać bo te twoje artykuły ułatwiają zrozumienie wielu rzeczy.

  43. Piotrek:

    Witam (Panie) Michale!
    Przypadkowo trafiłem na tą stronę, ale znalazłem naprawdę wiele ciekawych informacji tutaj. Szczególnie ten artykuł trafił do mnie, lecz powiem szczerze mam duże problemy z realizacją go w życiu(lub za szybko oczekuję efektów). Moje życie zostało ogarnięte przez dużą ilość strachu i lęków. Próbowałem uciec od tego, chować to jak najgłębiej, zwalczać, ale teraz, gdy poznałem takie podejście tj. akceptacja, to staram się stawić czołom wszystkim problemom, a to dosyć ciężkie jest dla mnie. Staram się jedno zaakceptować to zaraz po tym pojawia się następny negatywny scenariusz, któremu muszę stawić czoła i zaakceptować, kosztuje to naprawdę wiele wysiłku. Jednak wierzę, ze to wszystko przyniesie efekt ; )
    Pozdrawiam
    Piotrek

  44. PASZCZAK:

    Rozumiem że czerwienienie też idzie tak zaakceptować?
    kiedys nie miałem z tym problemu ale sie przejełem i tak juz jest. Wydaje mi sie że ciezko to zaakceptowac. Moze polecasz jakies ksiazki? Jakies B dobre?

  45. Najszer:

    Michał dzięki za super artykuł to jest właśnie bardzo mądra treść,która według mnie da ludziom szansę na zyskanie pewności siebie którą naprawdę warto mieć i która jest dla mnie bardzo ważna i napewno dla wielu też,każdy powinień ją mieć,ażeby przy końcu swojej dzierżawy na tej ziemi powiedzieć sobie. Tak to było prawdziwe życie i nie żałuję żadnego przeżytego dnia .Mając pewność siebie człowiek,wie że naprawdę żyję i cieszy się egzystencją.Osobiście kiedyś byłem pewny siebie i to było życie,ale niestety gdzieś ją zagubiłem przez to wiem,że muszę ją odzyskać i właśnie dzięki Bogu mamy takiego gościa jak ty Michale który chce pomóc ludziom cieszyć się życiem,a pewność siebie to jest radość egzystencji.Wtedy życie wydaję sie poprostu inne niż to w którym tej pewności nie ma.Przeczytawszy ten artykuł,czuję że ziarenko zostało zasiane i teraz wystarczy czekać na plon w międzyczasie dbać o nie.

  46. LARA:

    SWIETNY ARTYKUL, PRAKTYKUJE TA METODE PRZEZ 3 DNI I MUSZE POWIEDZIEC, ZE JUZ ODCZULAM ZMNIEJSZENIE STRACHU, MAM NADZIEJE ZE WKROTCE ZUPELNIE ZNIKNIE I PZRESTANE MYSLEC O PORAZCE!
    POZA TYM WSZYSTKIE ARTYKULY SA NIESAMOWICIE CIEKAWE, NALADOWUJA POZYTYWNA ENERGIA:) DZIEKI :)

  47. kozi:

    Ja mam ten problem, ze wlasnie podczas rozmowy z druga osoba boje sie co ona o mnie pomysli i ten strach powoduje, ze zachowuje sie nienaturalnie. Drugim problemem jakby stowarzyszonym z pierwszym jest to, ze slucham jakby pojedynczych slow, ktore moj rozmowca wypowiada i przez to nie moge objac calosci wypowiedzi; mam problem ze sluchaniem innych ludzi. Dlatego bardzo nie chetnie poznaje nowych ludzi bo skupienie uwagi na tym co mowia jest poprostu dla mnie bardzo trudne. Czesto rowniez mam problemy z zapamietaniem wypowiadanych przez innych slow; lepiej mi idzie zapamietywanie rzeczy na pismie – mam pamiec raczej wzrokowa.
    Bardzo mi to wszystko utrudnia prace i zycie, a do tego ten brak pewnosci siebie. Wpadlem w zamkniety krag.

  48. Natalia:

    Boje sie rozmawiac z moja matka,ponieważ obawiam sie,ze pomyśli w zły sposób o mnie a co najgorsze to mi coś wytknie i nawrzeszczy i wyzwie ;/ Jak mam to zaakceptować ? Ktoś odpowie ? Ktoś by to zaakceptował ? ( nie potrafie wykonać tego ćwiczenia…..)

  49. milutka:

    Natalia, właśnie spróbuj zaakceptować, ze mama może krzyczeć, ale też może się ucieszyć, że przyszłaś z nią pogadać. Nie da się przewidzieć co się stanie, dlatego lepiej to zaakceptować i po prostu zobaczyć co się wydarzy, niż zamartwiać się na zapas i np. w ogóle nie próbować.:)

  50. MK:

    Niestety zaakceptować w praktyce jest bardzo trudno :(

  51. Doti:

    Świetny artykuł. Ja też mam w zwyczaju tworzyć negatywne scenariusze i to mnie paraliżuje w życiu codziennym, staram się to przezwyciężać, ale czasami mi się to nie udaje. Mam nadzieję, ze twoja technika akceptacji tych negatywnych scenariuszy mi pomoże:)

  52. Bardzo podobają mi się Twoje blogi;) od jutra zaczne w pełni korzystać z tych porad:) Mam ogromną nadzieję że mi to pomoże a raczej lepiej byłoby mieć taką PEWNOŚĆ być może dzięki temu zyskam więcej PEWNOŚCI;) Pozdrawiam gorąco:) i życzę powodzenia wszystkim którzy chcą być pewniejsi siebie:)

  53. Magda:

    A mi, po przeczytaniu tekstu, pojawiła się taka myśl: a co z zasadą samospełniającej się przepowiedni? Czy w momencie, gdy skupię się na akceptowaniu najczarniejszego scenariusza, nie skupię się jednocześnie na tej właśnie najgorszej sytuacji w takim stopniu, żeby ją wywołać?

  54. BB:

    Magda dosłownie wyjełaś mi to z klawiatury ;) też to miałem napisać. Technika wywoływania konkretnego uczucia poprzedzona wcześniejszym rozluźnieniem się bardzo przypomina stan autohipnozy a według mnie to jest autohipnoza. Jedną z głównych zasad autohipnozy jest że każde plastyczne wyobrażenie pragnie się spełnić. Czy w takim razie częste praktykowanie „pogromcy zmartwień” nie spowoduje tego że będzie się w rzeczywistości dążyć do tych czarnych scenariuszy jednak odczuwając akceptację ??

  55. BB:

    Magda odpowiedzi na nasze pytania są we wcześniejszych komentarzach :)

  56. Magda:

    BB dzięki ;) Jasne!! Dopiero teraz to zauważyłam ;)

  57. Pawel:

    A ja się nie zgadzam z tym, tzn na mnie nie działa wyobrażanie sobie najczarniejszego scenariusza sytuacji i akceptowanie go. Gdy tak robię, to… jeszcze bardziej się stresuję. Przecież to będzie straszne jeśli tak a tak się stanie, jeśli faktycznie wydarzy się taki scenariusz, to by była dla mnie porażka – wtedy to się nazywa czarnowidztwo, a coś takiego jeszcze bardziej mnie stresuje. Więc ta technika, Michale, na mnie nie działa. (Fakt, próbuję jej dopiero od wczoraj, ale wizualizacje najgorszych scenariuszy przyprawia mnie o jeszcze większy stres).
    Bardziej na mnie działa racjonalizacja i optymizm. Zdawanie sobie sprawy co się stanie jeśli faktycznie coś złego się wydarzy, i optymistyczne myślenie, że dam sobie radę w tej sytuacji i optymistyczne myślenie, że będzie dobrze.

  58. Pawel:

    P.S.
    No, zresztą sam piszesz w innym artykule, „Pozbądź się strachu przed porażką”:
    „Dlatego teraz zaczniesz wyobrażać sobie najbardziej pozytywny przebieg danej sytuacji jaki może mieć miejsce. Zawsze wizualizuj sobie tą sytuację kończącą się sukcesem. Usiądź na parę minut, odpręż się, zamknij oczy, i zacznij sobie to wyobrażać. Zobacz, jak egzaminator się uśmiecha i mówi „gratuluję, zdałeś”. Poczuj jak Ty się zaczynasz uśmiechać i czuć niesamowitą radość. Wyobraź sobie, jak znajomi Ci gratulują i jak odbierasz swoje prawo jazdy. Takie ćwiczenie da Ci masę motywacji i wiary w siebie, a strach przed porażką szybko zniknie.”

    Moim zdaniem, jedno kłóci się z drugim. To w końcu radzisz rysowań pozytywne czy negatywne scenariusze?

  59. Paweł – Zajrzyj wyżej do komentarza numer 12.

    Pogromca zmartwień polega tylko na jednorazowym wyobrażeniu sobie negatywnego scenariusza i zaakceptowaniu go – tak aby nieprzyjemne emocje zniknęły. Wcale nie chodzi tu o to abyś go dłużej wizualizował i wczuwał się w te emocje!

    Natomiast wizualizacja pozytywnych scenariuszy ma na celu wczucie się w te przyjemne emocje, które motywują do działania i nastawiają pozytywnie. Tutaj już mówimy o poświęceniu kilku minut na takiej wizualizacji, a nie tylko jednorazowym wyobrażeniu sobie takiego pozytywnego efektu.

    Teraz widzisz różnicę? Zarówno jedna jak i druga strategia jest dobra i wcale się one nie kłócą – ze spokojem możesz korzystać z obu, najpierw akceptując negatywny scenariusz, a potem wczuwając się w motywujące emocje tego pozytywnego.

    Jeśli tak jak to opisujesz dużą trudnością jest dla Ciebie akceptacja tego negatywnego scenariusza, oznacza to, że masz tam pare przekonań do przerobienia zanim będziesz gotowy osiągnąć stan akceptacji. Zastanów się czym dla Ciebie jest porażka i dlaczego jest to tak „katastroficzna” rzecz. Zmień przekonania na temat porażki i dopiero wtedy podejdź do kwestii akceptowania negatywnych scenariuszy.

  60. Bogger:

    „Jak w teatrze- gdy opadnie kurtyna ujawni się coś, co już wcześniej tam było.”
    Chyba chodziło Ci o gdy podniesie się kurtyna, wtedy sie coś ujawni.

    Pozatym świetny artykół często doń wracam.

  61. Kulaf:

    Miałem kiedyś dylemat, jak pogodzić zmianę z akceptacją? Tak go rozwiązałem:
    Akceptuję siebie w pełni, mogę mnie nie zadowalać efekty moich działań, wtedy uczę się czegoś nowego z radością, że moje życie będzie lepsze.

  62. Ania:

    Michale,
    Twoje teksty są świetne, samo czytanie ich sprawia, że czuję jak wraca mi energia do życia, a stres odpływa.

    Pragnę odwołać się do komentarzy nr 23 i 24. Przypominają mi pewne zdarzenia z mojego życia. Jestem instruktorem żeglarstwa. Zanim do tego doszłam zdarzyło się kilka nieprzyjemnych rzeczy. Rok wcześniej nie zdałam egzaminu na ten stopień. Brakowało mi pewności siebie, przejmowałam się tym, że jak zrobię coś nie tak, zostanę skrytykowana, mój ton głosu będzie niewłaściwy albo wpłynę na mieliznę, zrobię „niekontrolowaną rufę”,uderzę dziobem w keję. To ostatnie wydawało mi się tamtego roku czymś strasznym. Tak bardzo chciałam uniknąć sytuacji problemowych, że unikałam ćwiczeń. Efekt był taki, że na egzaminie wpłynęłam na mieliznę, z której nie umiałam się wydostać, poddałam się, rozpłakałam i oblałam.

    Teraz myślę, że przejmowałam się bez sensu. Nabrałam pewności siebie i wiem, że z każdej sytuacji jest wyjście. Uderzę w keję przy podchodzeniu? ok, to nic takiego. Wpłynę na mieliznę? to może być niezła zabawa, która sprawi, że wypracuję sobie nowe techniki. Wypadek? Wsiadając na jacht trzeba się z tym liczyć i po prostu zachowywać według pewnych zasad, a będzie bezpiecznie:)

  63. Julka:

    Nie sądziłam, że droga do zaakceptowania siebie ma tak prostą konstrukcję. Baardzo powinno mi się to przydać, bo (co prawda raz jest to nasilone, a raz prawie niewidoczne) miewam uczucie wewnętrznej blokady. Spowodowane jest to notoryczną myślą, że może ‘ta chwila’ zmieni nastawienie otoczenia do mojej osoby, i przez długi czas (bądź nawet nigdy) nie będę mogła tego zmienić.
    PS: Zawsze marzyło mi się być takim człowiekiem sukcesu, niestety z powodu własnej osobowości obawiam się, że to prawdopodobnie nie nadejdzie. Czytając tego bloga jestem pełna podziwu dla Twojej osoby. Gratuluję dokonań i pozdrawiam.

  64. Aj:

    Ew – mam identycznie tak samo…

  65. Tomcio:

    Michał, wedlug mnie to jeden z Twoich lepszych wpisow :) Duzo mi wyjasnil.

    Chociaz z drugiej strony wole sie na razie zdystansowac do tej opinii, poki nie sprawdze tego w praktyce ;)

  66. Maja:

    A ja już 8 razy zdawałam na prawo jazdy i za każdym razem trzęsłam się jak osika a po ocenie negatywnej ryczałam jak bóbr – nie zdawałam egzaminów bo ogólnie nawet w szkole egzaminy to dla mnie dramat i nawet wspomniany gdzieś wyżej ślub był zdarzeniem mniej stresującym niż jakikolwiek uczelniany egzamin (nie mówiąc już o ustnych) – i już miałam się poddać gdy ten artykuł podpowiedział mi że przecież po nie oblanym egzaminie nic złego się nie dzieje- wszak mam już doświadczenie i… spróbuję jeszcze raz, myślę że ze stoickim spokojem :)

  67. WayOfTheJourney:

    Witam!
    Dzięki za post, bardzo mi pomógł. Trochę do tych artykułów podchodziłem z przymrużeniem oka, ale dziś mi pomógł!
    WIELKIE DZIĘKI!
    Pozdrawiam!
    wayofhejourney

  68. gaga:

    Witam. Czytajac artykul mam wrazenie ze moze mi pomoc. Ale co jesli sytuacja ktora sobie wyobrazilam pojawi sie bo w danym momencie zaczne o niej myslec?? Moj problem dotyczy czerwienienia sie podczas rozmowy z innymi. Czerwienie sie w roznych sytuacjach

  69. Pozytywka:

    Wszystko fajnie ale co jeśli pewne sytuacje mają miejsce bez jakiejś konkretnej przyczyny? Chodzi mi o to, że nie towarzyszą im żadne czarne scenariusze. Jak wtedy zmienić przekonania. Przykład: poznaję nową osobę i momentalnie mnie zatyka i nie wiem co mówić albo nawet nie wiem co mam odpowiadać na zadawane mi pytania przy czym nie towarzyszy temu żadna myśl, żaden czarny scenariusz. Jest po prostu pustka nie wiadomo czym spowodowana. Odblokowuję się dopiero w zaciszu domowym i wtedy nagle z dużym opóźnieniem dociera do mnie, że jest tyle pytań jakie można zadać nowo poznanej osobie i dlaczego wtedy gdy sytuacja tego wymagała nie przyszły mi one do głowy a zamiast tego się po prostu zacięłam. Myślę, że jakaś przyczyna takiego mojego zachowania może być ale nie potrafię do niej dotrzeć by następnie móc ją zwalczyć poprzez zaakceptowanie.

  70. Margof:

    Zastanawia mnie jeden fakt : czytając różne książki i artykuły o osiąganiu sukcesów itp. otrzymałam wiele informacji o tym iż nie możemy wyobrażać sobie złych scenariuszy, gdyż to co sobie wyobrażamy definiuje to co naprawdę przytrafia się nam w życiu. Należy więc myśleć bardzo pozytywnie i niczego nie negować( to z negowaniem było trochę dziwne, bo raczej się tak nie da) natomiast w akceptacji należy właśnie wyobrażać sobie najczarniejsze scenariusze, więc trochę się w tym pogubiłam .

  71. Pozytywka – zamknij oczy i wyobraź sobie część siebie, która jest odpowiedzialna za tą „blokadę” jako żywą osobę. Porozmawiaj z nią i zapytaj, dlaczego Cię blokuje. Co chce przez to osiągnąć? Ta rozmowa powinna dać Ci wyczerpujące odpowiedzi na temat przyczyn problemu i wskaże Ci przekonania, które są do zmiany.

    Margof – była już o tym mowa, zajrzyj do komentarzy nr. 12 oraz 59 :)

  72. Cała niepewność wynika po prostu z braku akceptacji swojej osoby. Prowadzi do walki ze światem, w której jesteśmy z góry skazani na porażkę.

  73. Magdalena:

    Dodaję do ulubionych. Dawno nie czytałam tak ciekawych rzeczy!

  74. FoudraX:

    Moim zdaniem, należy zaakceptować siebie a nie czarne scenariusze. należy zaakceptować siebie ze swoimi wadami. Nie swoje wady, lecz siebie. To jest bardziej korzystniejsze moim zdaniem. Warto również pozbyć się kontroli jak się jest postrzeganym przez innych, oraz zbudować przekonanie ze pomimo swoich wad, jestem wartościowym i cennym człowiekiem. To wszystko można osiągnąć pisząc odpowiednie afirmacje.
    Oczywiście dróg do celu jest wiele, podążając w stronę celu zawsze się do niego dotrze. Ja jednak cenie sobie czas i wole tam lecieć samolotem niż jechać rowerem.

  75. TOMek:

    Przeczytałem ten artykuł jakiś czas temu i bardzo mi się spodobał, ostatnio wróciłem do niego.. Pogromca zmartwień jest bardzo dobrą metoda która sam stosowałem za która Ci dziękuje Michale, niestety niekiedy akceptacja jest bardzo trudna, można zaakceptować porażkę, wyśmianie czy innych rzeczy ale co wtedy gdy sami potrzebujemy akceptacji. Umiemy zaakceptować porażkę gdy mamy „podparcie” że wiemy że nawet jak się nie uda to nic się nie stanie, że mam „coś” jeszcze oprócz tego. Ale co wtedy gdy tego czegoś nie mamy, ciężko wyrzec się (w sensie zaakceptować) wszystkiego, na czym nam w tym monecie zależy, czego nam brakuje i co jest fundamentalne . Mając już taki swój zalążek bezwarunkowego szczęścia akceptacja przychodzi o wiele łatwiej. Czy masz Michale/macie jakąś dobra metodę akceptacji czy też sugestie?

  76. Marek Gigoń:

    Artykuł, w zasadzie jest dość konkretny. Dlaczego ? Dlatego, że pod tą pewność siebie układa fundamenty, w efekcie tego człowiek nie broni się, nie jest ograniczony, nie jest zamknięty, nic nie wpływa na jego pewność siebie i, że tak powiem nie można go w żaden sposób podłamać. Tak jak napisał autor, jeśli wywołamy to sztucznie, to szybko zniknie bo będzie sztuczne, jeśli chcemy coś zmienić, musimy zagłębić się parę warstw głębiej dojść do źródła, i zmienić coś na stałe. Dopiero wtedy wywołamy zmianę, trwałą zmianę. Żeby coś trwało musi mieć solidne fundamenty, ponieważ musi to mieć jakiś punkt odniesienia, musi z czegoś wynikać, za danym słowem musi podążać solidny fundament, wtedy to słowo nabiera ogromnej siły.

  77. Patryk:

    Witajcie :)
    Pierwszy raz jestem na tym blogu i to mój pierwszy przeczytany artykuł…
    Niestety, to co pisze Michał nie ma prawa działać
    Dlaczego?

    (…)
    2. Określ najgorszy możliwy rezultat/scenariusz, który może się wydarzyć,
    3. Zaakceptuj ten rezultat,
    (…)

    Ja mam taką sytuację, której rezultatem może być samotność, brak przyjaciół, stoczenie się, problemy finansowe, choroba a nawet śmierć!! I co najważniejsze – nie że każdy z nich z osobna, tylko wszystkie na raz…. :(

    Jak niby mam zaakceptować coś takiego????

  78. Human:

    Witam wszystkich,
    Fajny artykuł.
    Dajmy na to, że stresują mnie myśli o starości, o tym że będę chory i zaniedbany, ostatecznie umrę. Boję się nieuniknionej starości i śmierci. Jak zrealizować pkt.3?

Zostaw komentarz