
Photo by Conor Keller
Podstawą budowania zdrowych relacji międzyludzkich jest skuteczna komunikacja. Zbyt często jednak jest ona utrudniona, gdy podczas rozmowy z bliskimi zwracamy uwagę tylko na to, co jest na powierzchni.
Z tego artykułu dowiesz się jak patrzeć głębiej i dostrzegać prawdziwe intencje ludzi, z którymi się komunikujesz. Pozwoli Ci to tworzyć związki, które są trwałe i oparte na zaufaniu do drugiej osoby.
Czy miałeś w swoim życiu sytuację, w której osoba z którą rozmawiałeś zupełnie nie zrozumiała tego co masz na myśli, co później było przyczyną konfliktu?
Ja takich momentów miałem w życiu całkiem sporo. Za każdym razem zastanawiałem się jak to możliwe, żeby to co powiedziałem było odebrane tak negatywnie. Niejednokrotnie wtedy czułem złość i na siebie i na tą drugą osobę, co stanowiło przeszkodę dla rozwiązania konfliktu.
Z pewnością bliski jest Ci obraz, w którym mówisz ważnej dla Ciebie osobie, że nie to miałeś na myśli, że tak naprawdę to chciałeś dobrze. I rzeczywiście, miałeś pozytywną intencję, lecz przekaz został źle zrozumiany przez odbiorcę. Być może chciałeś komuś pomóc, lecz on uznał, że podważasz jego kompetencje. Być może miałeś zamiar kogoś pocieszyć, a wyszło na to, że lekceważysz problem. Może chciałeś kogoś nauczyć ważnej rzeczy, a ta osoba poczuła się zraniona Twoimi słowami.
Cokolwiek by to było, brak zrozumienia prawdziwych intencji drugiej osoby prowadzi za sobą wiele konsekwencji. Kłótnie, niezaspokojone potrzeby, wszystko to uniemożliwia budowanie związku opartego na zaufaniu i zrozumieniu. Budując trwałą relację musisz nauczyć się skutecznej komunikacji. Możesz uniknąć wielu niepotrzebnych nieporozumień. Po co wchodzić w konflikty z innymi ludźmi, gdy możesz razem z nimi się radować i cieszyć każdym dniem?
Najpierw Ty
Odwróćmy teraz sytuację z powyższych akapitów. Jakakolwiek zmiana zawsze zaczyna się od Ciebie, dlatego ważne jest abyś to Ty nauczył się patrzeć głębiej. Wyobraź sobie sytuację, w której odczuwasz negatywne emocje w odniesieniu do wypowiedzi lub działań drugiej osoby. Z czego wynikają te emocje i czy rzeczywiście ta osoba miała na myśli to, co odebrałeś? Nawet jeśli Twoja odpowiedź brzmi tak, to czy jesteś tego absolutnie pewien?
Język, którego używamy do komunikowania się z innymi ludźmi bardzo ogranicza to co możemy im przekazać. Aby zbudować zrozumiały i w miarę możliwości krótki przekaz słowny zawsze usuwamy wiele informacji, które często mogą okazać się kluczowe. Co więcej, każda osoba w inny sposób widzi rzeczywistość i inaczej rozumie konkretne słowa. W ten sposób siłą rzeczy każdy przekaz narażony jest na brak zrozumienia z drugiej strony. Nigdy nie możesz być na 100% pewny, czy dobrze zrozumiałeś intencję osoby, z którą się komunikujesz.
Teraz spójrz na to z boku. Wyobraź sobie siebie i jakąś osobę, z którą ostatnio miałeś okazję się pokłócić. Patrząc na tą sytuację z perspektywy obserwatora, zapytaj się siebie, jakie pozytywne intencje mogła mieć ta druga osoba? Co tak naprawdę mogła mieć na myśli, mówiąc te słowa, które wtedy tak na Ciebie wpłynęły? Zadawaj sobie to pytanie do momentu, gdy nie znajdziesz jakiejś pozytywnej intencji, ponieważ…
„Każde zachowanie ma pozytywną intencję”
Powyższy cytat to jedno z podstawowych założeń NLP. Oznacza to, że każdy człowiek podejmując jakąś decyzję, wybiera najlepszą dla niego możliwą w danej chwili opcję. Gdyby nie chciał dobrze, nie wybrałby takiej drogi. Nawet zachowania, które z zewnątrz wyglądają na naganne i karygodne, zawsze wynikają z pozytywnej intencji.
Aby było to dla Ciebie całkowicie jasne, podam kilka przykładów. Weźmy osoby agresywne. Co może być ich pozytywną intencją? Na przykład chęć rozładowania napięcia emocjonalnego. Być może nie potrafią tego zrobić w żaden inny sposób, więc zachowują się agresywnie, aby sobie ulżyć. Innym przykładem mogą być rodzice, którzy biją swoje dzieci. Prawdopodobnie nikt ich nie nauczył jak wychowywać swoje pociechy. Skoro więc wykorzystują przemoc, najwyraźniej w ich głowie jest to jedyny dobry sposób na nauczenie dziecka posłuszeństwa. Ich intencja jest pozytywna, bo według nich robią dla dziecka coś dobrego. Jeszcze jednym przykładem może być kłócące się małżeństwo, w którym żona ciągle krytykuje męża, że ten wraca późno, że jest zapatrzony w swoją pracę i że nie dba o dom. On gotując się ze złości może nawet nie wpaść na to, że jego żona po prostu czuje się samotnie i chciałaby być bliżej męża. On z kolei również może mieć pozytywne intencje, pragnąc zarobić na dom i zapewnić mu dobrobyt.
Gdybyś prawdziwie wierzył w to, że zabijanie niewinnych ludzi da Ci zbawienie, prawdopodobnie byś to robił. Twoja intencja byłaby jak najbardziej pozytywna. Gatunek ludzki został tak stworzony, żeby w każdej chwili dbać przede wszystkim o swój interes, dopiero później o interes innych osób.
Jeśli ludzie robią rzeczy uważane za „złe”, w ich rozumieniu jest to zawsze najlepszy lub jedyny możliwy dla nich wybór. Każde zachowanie jest kierowane pozytywną intencją.
Przyjęcie tego założenia będzie miało bardzo korzystne efekty podczas komunikowania się z innymi ludźmi. Jak z tego korzystać? Gdy w najbliższym czasie ktoś zachowa się w określony sposób lub powie coś, co wywoła w Tobie negatywne emocje, zadaj sobie proste pytanie: Jaka jest pozytywna intencja tego zachowania? Szukając odpowiedzi patrz na tą osobę z perspektywy obiektywnego obserwatora, nie biorąc pod uwagę swojego punktu widzenia. Będziesz zaskoczony, bo zawsze znajdziesz jakąś pozytywną intencję. A gdy już ją znajdziesz, wszystko może się potoczyć zupełnie inaczej. Jedną z możliwości jest powiedzenie drugiej osobie o tym, że zna się jej prawdziwą intencję. Możesz powiedzieć łagodnym tonem „wiem jaka jest Twoja intencja, jednak swoim zachowaniem wywołujesz odwrotny efekt”. Po czym zaproponuj rozwiązanie, które będzie zaspokajało pragnienie tej osoby.
Zrozumienie intencji ludzi wokół Ciebie zmieni Twoje nastawienie do nich i sprawi, że zyskasz kontrolę nad swoimi emocjami. A to stanowi klucz do mądrego rozwiązywania konfliktów, lub w ogóle zapobiegania ich powstawaniu. Szybko odczujesz, że regularne zadawanie sobie tego pytania umożliwi bycie spokojnym w momentach, w których wcześniej niepotrzebnie czułeś się źle.
Pytanie „jaka jest pozytywna intencja tego zachowania?” przyda Ci się w bardzo wielu kontekstach. Korzystaj z niego za każdym razem, gdy zachowanie jakiejkolwiek osoby wywoła w Tobie negatywne emocje. Dzięki temu będziesz patrzeć głębiej i staniesz się lepszym komunikatorem. Bo to jest umiejętność gdzie ważne jest nie tylko nadawanie komunikatów, ale przede wszystkim mądre ich odczytywanie. Stań się odpowiedzialny za swoje relacje z innymi ludźmi, bo tylko tak będziesz miał nad nimi kontrolę.
Zawsze szukaj pozytywnej intencji. Życzę Ci sukcesów w tworzeniu trwałych i szczęśliwych relacji! :)
Spodobał Ci się ten artykuł?
- Po więcej, subskrybuj kanał RSS | 
- Przedyskutuj ten artykuł na forum | 
- Zainwestuj w książkę ze sklepu |





Ebook mojego autorstwa, w którym opisuję techniki na szybkie i efektywne zapamiętywanie każdego rodzaju informacji.
11 Sep 2009 o 11:42
Bardzo ciekawy artykuł i cenne uwagi. Będąc dzieckiem zawsze się zastanawiałem czy rzeczywiście można przekreślać czyjeś zachowania, bo uważa się je za niesłuszne. Przecież to, co ktoś robi zawsze w jego głowie ma jakieś dla niego uzasadnione przyczyny.
Najważniejsze wg mnie tutaj jest to, że wiedza i doświadczenie zmieniają decyzje powstające w umyśle. Najlepiej jeśli się już trafiło na ścieżkę otwartej postawy, w której “optymalnym zachowaniem” jest uczenie się i udoskonalanie swoich zachowań. To świetnie, że w NLP się temu przypisuje taką wagę, nie wiedziałem o tym.
11 Sep 2009 o 15:03
O tak… takie problemy z komunikacją potrafią człowieka skołować. Ja najczęściej miewam je, gdy wdaje się w polemiki z wierzącymi :) Gdy tylko zaczynam cytować straszliwe czyny Boga Jedynego opisane w Księdze wówczas wierzący mówią coś w rodzaju – i tak tego nie zrozumiemy, trzeba wierzyć i dialog się kończy pozostawiając poczucie litości wobec mojego straszliwego losu – czekającego mnie piekła wieczystego. (“Z przygód Syrgiusza Jacentego Moreno” :) )
11 Sep 2009 o 16:58
Jacenty: Bo widzisz niektórzy wierzący, tak naprawdę niewiele wiedzą o swojej religii i boja się podejmować ten temat. Dlatego ciągle zbywają kogoś kto zadaje niewygodne pytania, na które oni(wstyd się przyznać nie znają odp.) Są to ludzie, którzy ślepo wierzą w coś, co dyktują im inni. Jest to po prostu wygodne. Zamiast próbować samemu odkryć prawdy związane z istnieniem Boga i wziąć odpowiedzialność za swoje życie, podążają za tłumem, bo to nie wymaga samodzielnego myślenia. Równocześnie ci ludzie wstydzą się swojego wyznania, są rozchwiani wewnętrznie. Dlatego unikają rozmów z ateistami, agnostykami lub poszukującymi odpowiedzi wątpiącymi.
11 Sep 2009 o 19:01
Pozytywna intencja to zła nazwa, ponieważ jeżeli czyjaś intencja jest dla niego korzystna, ale moim kosztem – dla mnie jest niekorzystna, tak więc nie mogę jej nazwać pozytywną.
11 Sep 2009 o 21:03
Witaj Gosiu,
tak właśnie to wygląda jak piszesz. Ja osobiście najbardziej lubię pomykać w agnostycznym tunelu rzeczywistości. Obsesyjny racjonalizm jawi mi się, tak samo jak ślepa wiara, jako kompletny dramat rozgrywający się w ludzkiej umysłowości. Modlitwa to ponoć rozmowa z Bogiem (o ile ten w ogóle istnieje) :) Ciekawe jak jawią mu się te miliardy monologów, które sobie do niego płyną od wierzących wszelkich wyznań. Czy ON potrafi zrozumieć nasze intencje a my jego zamysł? A może popadł w pułapkę komunikacyjnej niedoskonałości? :)
Pozdrawki :)))
11 Sep 2009 o 22:32
Jacenty- Jaka może być pozytywna intencja ludzi, z którymi rozmawiasz na takie tematy? Prawdopodobnie w momencie gdy ktoś chce ich przekonać swoimi argumentami, oni czują się zagrożeni, i ich zachowanie wynika ze strachu i pragnienia bycia bezpiecznym w swoim dotychczasowym światopoglądzie. Zauważ, że im bardziej oczywiste i przekonujące będą Twoje argumenty, tym bardziej ich system przekonań będzie zagrożony, i tym bardziej będą się bronić. Ego zrobi wszystko aby przetrwać.
papsi- I właśnie o to chodzi abyś nie patrzył ze swojej perspektywy, bo wtedy Twoje pole widzenia jest bardzo ograniczone. Masz spojrzeć wgłąb drugiej osoby i zastanowić się jaka jest jej intencja, pozytywna dla niej, nie dla Ciebie.
12 Sep 2009 o 15:40
Zgadzam się z praktycznością przyjmowania punktu widzenia 2 osoby, ale po prostu ta nazwa jest moim zdaniem logicznie niepoprwana, bo sugeruje wprost, że jest pozytywna dla mnie. W ogóle to określenie, nawet przyjmując za punkt odniesienia autora intencji jest błędne, ponieważ w tym wypadku wyklucza możliwość istnienia negatywnej intencji – tak więc skoro nie istnieje alternatywa nie określa ono nic – jest nadmiarową informacją.
12 Sep 2009 o 16:31
papsi
No właśnie, i tego się trzymajmy- cała idea zawarta w tym artykule polega na przyjęciu punktu widzenia drugiej osoby. Ty natomiast cały czas trzymasz się swojej perspektywy. Założeniem tego artykułu jest teza, że patrząc na to jakie intencje ma druga osoba, a nie my, negatywna intencja nie istnieje! A słowo pozytywna jest tutaj jak najbardziej przydatne, bo informuje czytelnika, że każde zachowanie wynika z tego, że ludzie dokonują najbardziej dla siebie korzystnych wyborów.
Jeśli mimo to wciąż chciałbyś przekonać mnie do swojego zdania, zapraszam na maila, chętnie podyskutuję.
12 Sep 2009 o 21:44
Michale,
myślę, że odnosząc się do mojego komentarza zwróciłeś moją uwagę na bardzo ważną kwestię. Te osoby być może same nie podejmują głębszych poszukiwań w obawie przed tym, że to w co wierzą i co nadaje sens ich życiu mogłoby się zachwiać a nawet zawalić. Bardzo ważny mechanizm w komunikacji ten, o którym piszesz. Dzięki :)))
13 Sep 2009 o 20:31
Jacenty: Mnie rowniez agnostycyzm wydaje sie najrozsadniejszym rozwiazaniem, poki nie odnajde odpowiedzi na nurtujace pytania. Ale nie twierdze ze wszyscy wierzacy sa rozchwiani duchowo, bo mozna spotkac osoby, ktore dokonaly SWIADOMEGO wyboru. Nie rozumiem jednak dlaczego wszyscy ciagle boja sie poruszac frapujace ich tematy, a wrecz uciekac od wszelkich watpliwosci(ktore wg mnie sa oznaka myslenia:) Coz taka widocznie mentalnosc Polakow. Co do modlitwy zastanawia mnie, czy gdyby Bog istnial chcialby abysmy mowili mu to co On juz wie (wszechwiedzacy, zna mysli) zamiast w tym czasie zjac sie swoim zyciem? Czy to nie jest strata czasu? I co to w ogle za komunikacja, kiedy drugi rozmowca nie odpowiada?
Sory za brak polskich zankow
Pozdraiam ;))ciao
13 Sep 2009 o 21:21
Gosiu: Myślę, że za jeden z podstawowych problemów, który utrudnia dialog z wierzącymi można uznać religijność mityczną. W mojej opinii najsilniej dotyka on główne nurty wielkich religii monoteistycznych. Np. Buddyzm to już zupełnie “inna liga”. Wielkie religie monoteistyczne komunikują mity jako rzeczywiste wydarzenia historyczne. Trudno oczywiście ostatecznie orzekać o “prawdzie historycznej” tych czy innych wydarzeń (w tym kontekście związanych z konkretną religią). Ważne jednak, by zachować otwartość na wyniki badań, bez względu na to, jaki wynik one ostatecznie przyniosą. Instytucje religijne w zdecydowanej większości nie wydają się być do tego zdolne. Zdecydowana większość praktykujących Buddystów nie wierzy w mity dotyczące narodzin, życia i śmierci Buddy. Mogą jednak z powodzeniem praktykować nauki. Chrześcijanie tracą sens wiary w obliczu uznania zmartwychwstanie za mit. Świetnie odnosi się do tego problemu Uta Ranke Haineman (niewierzący teolog). Nieszczęściem Chrześcijaństwa zdaje się być przesłanie Św. Pawła – “Czymże byłaby nasza wiara, gdyby Pan nie zmartwychwstał”. Czy jednak nauki Jezusa tracą sens w oderwaniu od mitu zmartwychwstania. Zdają się wnosić wiele bardzo ważnych idei, bez względu na to czy zmartwychwstanie rzeczywiście miało miejsce, co wydaje się bardzo wątpliwe, czy też Jezus umarł i na tym koniec. Czy możliwa jest duchowość bez wiary? Myślę, że jak najbardziej. Co do Boga słuchającego modłów – bardzo fajnie to ujęłaś – “I co to w ogle za komunikacja, kiedy drugi rozmowca nie odpowiada?”
Pozdrawki ;)))
14 Sep 2009 o 2:32
Ogłaszam, że do czasu powstania forum nie będę ograniczał swoich offtopów (choć i tak wszystko nawiązuje do artykułu). Jeśli uznasz to za stosowne, Michał, możesz je kasować i nie będę miał ci tego za złe :)
Po tym małym wstępie chcę się odrobinę rozpisać i poruszyć kilka spraw:
1. Papsi – Z pewnego (oczywiście opcjonalnego i tendencyjnego) punktu widzenia, ewolucyjnie każdy jest egoistą, a jeśli nawet pomaga innym to dlatego, że to poprawia jego samopoczucie, realizuje swoje potrzeby biologiczne lub w inny sposób sobie pomaga (nie akceptowanie tego i uważanie się za prawdziwego altruistę też może być komfortowe jeśli tylko wartość prawdziwego altruizmu jest głęboko zakorzeniona w umyśle).
2. Jacenty, “obsesyjny racjonalizm” oznacza po prostu konsekwentny, całkowicie kierujący się logiką sposób myślenia? Jeśli tak, to się z tobą nie zgadzam, bo jeśli nie logika, to co może być “światłem” w naszych poszukiwaniach, byśmy nie błądzili w bezkresnej ciemnocie? Sceptyczna postawa, dopuszczająca istnienia zjawisk, których nie zrozumieliśmy jest jak najbardziej racjonalna (jeśli wolisz, obsesyjnie racjonalna, nie boję się doprowadzać racjonalnego myślenia tak daleko, jak tylko potrafię). Nie jest to oczywiście akceptacja bezsensownych, nielogicznych WYJAŚNIEŃ zjawisk.
3. Co do modlitwy, to mnie niepokoi taka rzecz: Po co właściwie się modlić do boga wszechwiedzącego i wszechpotężnego? Rozumiem politeistów, którzy musieli “przekupić” swoich bogów ofiarami, wyjaśnić im czego chcą, okazać szacunek, bo ci bogowie byli niedoskonali, czegoś potrzebowali od ludzi – taki handel. Ale to? Po co komuś wszechsprawiedliwemu modlitwa? Niczego się nie dowie, już wszystko wie z wiecznym wyprzedzeniem, wie doskonale czy komuś się należy spełnienie prośby czy nie, wie, czy komuś się należy zbawienie i czego dokładnie pragnie. Kiedyś pytałem księdza o to, czy sprawiedliwym jest, że modląc się za czyjąś duszę można uprawdopodobnić jej przejście do raju, kiedy to, czy ktoś się modli o dusze zmarłej osoby X zależy od tego, czy akurat przeżyła jakaś bliska mu osoba. Wyszło na to, że ja “kompletnie nie rozumiem głębokiego sensu modlitwy” i musiałbym wysłuchać bardzo długich nauk o absolutnych podstawach, na co akurat nie było czasu.
4. Trochę pokrytykowałem, więc wypadałoby coś wnieść od siebie, zamiast tylko negować cudze :) To może być niepotrzebne przedłużenie przegiętych już rozmiarów offtopującego komentarza, ale przecież nie musicie tego czytać :)
Ludzie nie znoszą niepewności i nieznanego. Bardzo mało znam osób, które prawdziwie akceptują swoją niewiedzę i nieznane, każdy prawie (mówię o ludziach, którzy w ogóle mają potrzebę myślenia o świecie), niezależnie od tego, czy wierzy w jakieś siły nadprzyrodzone, ma jakieś swoje poglądy i teorie (często na wszystkie możliwe tematy). Coś, czemu przypisuje prawdziwą, niezniszczalną wartość i sens, żeby czuć się pewnie. Może być to Bóg, dusza, wolność, wolna wola, życie, prawda, miłość, dobro, przyjaźń itp itd itd.
Teorie mogą być na różnym poziomie skomplikowania. Jeśli teorie te są niepełne (a pełne, spójne jeszcze chyba nie powstały), to po prostu podświadomie unika się myślenia o ich słabych punktach.
I z pewnego punktu widzenia można by powiedzieć, że ja też mniej więcej tak robię, ale w inny sposób.
Otóż moją teorią jest brak teorii, uważam, że akceptacja niepewności i niewiedzy jest dla mnie optymalna. Dotyczy to też wartości, bo nie sądzę, by były jakieś wartości obiektywne, niezniszczalne, nadrzędne i pewne, w rzeczywistości pewność jest zawsze wątpliwa, istnieje prawdopodobieństwo (i to najczęściej tzw. “prawdopodobieństwo subiektywne”).
To dla wielu na pewno odpychający wręcz światopogląd, ale ja wreszcie zrozumiałem, że wartościowe może być wszystko, a nawet nic, po prostu. Wartość jest w głowie, mogę ją nadać wszystkiemu, nawet samemu istnieniu i nie istnieniu. Wiem bardzo niewiele i nadałem swojej niewiedzy (i wiedzy też) wartość. Nadałem wartość poznawaniu rzeczywistości, nadałem wartość samej rzeczywistości oraz temu, że nic w niej nie jest mi narzucone i stuprocentowo pewne.
Mój pogląd nie jest lepszy niż jakikolwiek inny, takie stwierdzenie zresztą byłoby z nim sprzeczne. On jest dla mnie najlepszy (wreszcie nawiązanie do artykułu :P ), bo wynika z mojego sposobu rozumowania, który z kolei wybrałem arbitralnie, bo mam takie cudowne prawo :)
14 Sep 2009 o 8:48
Mystic,
mówiąc “obsesyjny racjonalizm” mam na myśli postawę, która jako racjonalne uznaje wyłącznie to co mierzalne i weryfikowalne empirycznie przy użyciu współcześnie dostępnych metodyk i narzędzi badawczych nie pozostawiając przestrzeni dla nieznanego (w przyszłości z pewnością pojawią się nowe paradygmaty, metodyki i w efekcie narzędzia badawcze). Aby lepiej to zilustrować posłużę się przykładem. Weźmy na warsztat problem “życia po śmierci”. Otóż postawa obsesyjnie racjonalna zakłada w sposób dogmatyczny, że nic takiego nie istnieje. Ja nie mówię, że życie po śmierci istnieje. Mówię natomiast, że nie da się jednozmacznie tego stwierdzić, gdyż nie wiemy tak naprawdę, czym do końca jest rzeczywistość, w której żyjemy. Być może to wyłącznie holograficzną wizją? Być może podkreślam. Logika to jeden z ważnych instrumentów, który pozwala nam wnioskować o rzeczywistości, ale czy jedyny? Otóż takie twierdzenie zdaje się mieć bardzo słabe podstawy. O jakiej logice mówimy? Czy mamy na myśli logikę w rozumieniu arystotelesowskim, czy nie-arystotelesowskim (tak zwaną logikę wielostanową, logikę spektrum). Kolejne pytanie, czy konceptualny twór, który nazywamy logiką może opisać w wyczerpujący sposób rzeczywistość? Wątpię. Możemy mówić raczej o neuro-logice – logice, która powstaje jako wynik zdolności percepcyjnych ludzkiego umysłu. Czy logika nietoperza wygląda tak samo jak logika człowieka? Kolejny problem to sama matematyka. Czy za prawdę należy uznać koncepcję w myśl, której to nasz umysł wymyślił matematykę, czy raczej odkrył on pewną naturę rzeczywistości, która istnieje niezależnie od naszych zdolności percepcyjnych? Pisałem o tym u siebie w krótkiej notce – “Wszechświat idei”. Jeśli idzie zaś o poruszony przeze mnie wcześniej przykład “życia po śmierci” popełniłem notkę “Uchwycić świadomość”, w której patrzę na to w szerszej perspektywie. Zapraszam do poczytania :) Piszesz “Sceptyczna postawa, dopuszczająca istnienia zjawisk, których nie zrozumieliśmy jest jak najbardziej racjonalna” i tu w pełni się zgadzam z Twoim poglądem. Takiej postawy nie uważam za obsesyjny racjonalizm. Guru Kościoła Redukcjonistów – Martin Gardner wypowiedział kiedyś takie zdanie – jeśli nawet będą istnieć 100% dowody potwierzdajace zjawiska parapsychiczne i tak nie przyjmę tego do wiadomości. Taką postawę nazywam Religią Obsesyjnego Redukcjonizmu, która w zasadzie nie różni się niczym od wiary w Boga Jedynego, tak jak noszenie na procesjach obrazów świętych przypomina noszenie na pochodach obrazów wodzów narodu :)))
Pozdrawki :)))
14 Sep 2009 o 13:08
Ok, postaram się odpowiedzieć w miarę możliwości jak to widzę:
“O jakiej logice mówimy? Czy mamy na myśli logikę w rozumieniu arystotelesowskim, czy nie-arystotelesowskim (tak zwaną logikę wielostanową, logikę spektrum).”
Masz rację, nie zdefiniowałem o co mi dokładnie chodzi, a logika może być różnie rozumiana. Bardziej tutaj spróbuję wyjaśnić co mam na myśli niż stworzyć doskonałą, maszynową definicję:
Nasz sposób myślenia i wiedza, w tym rozumienie logiki ma swój początek w obserwacji świata rzeczywistego. “Logiką” w tym kontekście nazywałem logikę dwuwartościową, a nie tzw. logikę rozmytą, która to jest (użyteczną i bardzo ciekawą) techniką do opisu i przetwarzania niepełnej wiedzy.
W zasadzie racjonalizmem nazywam pogląd, że nie ma istniejących, wykluczających się sprzeczności, że są różne hipotezy, a do wybrania najbardziej prawdopodobnej należy się kierować logiką – zasadami, których prawdziwości dowodzi rzeczywistość, bo są one jedynym “drogowskazem” w myśleniu. Oczywiście, zasady te nie są 100,000 % pewne, ale są nieporównywalnie bardziej prawdopodobne, albo bliższe rzeczywistym niż poglądy, które emocjonalnie przeczą rzeczywistości. Taki coraz bardziej logiczny sposób myślenia uzyskaliśmy metodą ewolucji (nie tylko biologicznej, ale także takiej, gdzie osobnikami podlegającymi selekcji są różne sposoby myślenia i “wymierają” te mniej użyteczne) i jak najbardziej służy przetrwaniu.
W przypadku nietoperza nie można mówić oczywiście o tej samej logice, ale naszą logiką możemy obserwować celowość jego zachowania i stwierdzać, że to co się z nim dzieje jest niesprzeczne. “Logiczne” jest zatem trzymanie się właśnie tych prawie pewnych zasad, które tworzą system aksjomatów, a resztę traktowanie jako bardziej lub mniej uzasadnionych w.w. aksjomatami możliwości. Aksjomatów z definicji się nie dowodzi, czerpie się je wprost z rzeczywistości.
To, co nazywam logiką, to coś bardziej podstawowego od praw przyrody (albo i jest “pierwszym” prawem przyrody) i nawet nie umiem tego słowami wypunktować jako zbioru twierdzeń, choć próbowali to robić inni, bo, żeby potem na nim bazować albo w ogóle go zrozumieć, już musielibyśmy się posługiwać właśnie logiką.
Podam zamiast tego przykład w tym sensie logicznego rozumowania: Czy istnieje wszechmogąca istota?
Początkowo istnienie takiej istoty wydaje się być twierdzeniem możliwym, zatem logicznym. Idźmy dalej: Wszechmogąca istota może zrobić absolutnie wszystko. Może więc (stosuję przejście od ogółu do szczegółu) stworzyć absolutnie niezniszczalny obiekt. Absolutnie niezniszczalny obiekt to taki, który trwa wiecznie i nic nie może go zniszczyć, zatem w szczególności wszechmogąca istota też nie może go zniszczyć (znów od ogółu do szczegółu). Jest więc coś, czego wszechmogąca istota nie może zrobić, zatem nie jest wszechmogąca (to było przejście od szczegółu do ogółu). Stwierdziliśmy więc, że jeśli istota jest wszechmogąca, to nie jest wszechmogąca. Można powiedzieć, że po prostu jest coś, czego nie może zrobić bez utraty wszechmocy, ale w takim razie sama niemoc zrobienia tego przy zachowaniu wszechmocy jest dowodem na jej brak.
To właśnie nazywam rozumowaniem logicznym i tu wkracza moja definicja racjonalnego(po części rekurencyjnego) wyboru spośród bardziej lub mniej prawdopodobnych opcji: Z jednej strony mam niczym nie uzasadnioną hipotezę o istnieniu istoty wszechmocnej, a z drugiej mam obalające ją aksjomaty rzeczywistości, o których słuszności przekonywałem się w każdej milisekundzie swojego życia. Co jest bardziej prawdopodobne, jaki będzie mój wybór?
“Kolejne pytanie, czy konceptualny twór, który nazywamy logiką może opisać w wyczerpujący sposób rzeczywistość?”
To zależy od kilku rzeczy: Przede wszystkim od tego, czy rzeczywistość jest skończona w swojej złożoności. I tutaj na pozór paradoksalna konkluzja: jeśli jest skończona, to najpewniej nie można jej opisać całościowo, jeśli jest nieskończona, być może tak. Dlaczego? Bo informacja musi być gdzieś wewnątrz rzeczywistości zapisana, model tutaj jest zawsze częścią modelowanego obiektu: rzeczywistości. Jeśli złożoność rzeczywistości jest skończona i istnieją najmniejsze nośniki informacji (np superstruny, kwarki, brany), to przechowując informację o innych obiektach, nie mogą przechować informacji o sobie i swoim stanie, bo to by wymagało co najmniej tyle samo dodatkowych nośników informacji (które pozostałyby nieopisane). Wyjściem wydaje się sytuacja, kiedy pewne obszary rzeczywistości są do siebie identyczne lub doskonale uporządkowane i można skrótowo, ale kompletnie je opisywać. Jeśli jednak nośniki informacji mają faktycznie coś przechowywać, to w ich stanie nie może być upraszczalnych zależności i to problem, chyba że sam stan traktujemy jako taką “autoinformację”. Nie jest to dlatego wykluczone, ale skrajnie wysublimowane :) Jeśli rzeczywistość jest nieskończenie złożona, to nie musi mieć takich ograniczeń.
Pozostaje druga ważna kwestia: jakie jest twoje pojęcie tej logiki i czy zamykasz je niezmiennie, czy też tak jak ja, nazywasz logiką rozumowanie oparte na obserwacji rzeczywistości? Kurt Godel udowodnił matematycznie, że żaden złożony, “zamknięty” system matematyczny nie jest zupełny…
Osobiście nie mam potrzeby szukać “całkowitego”, “wyczerpującego”, “absolutnego” – to by było nudne i najpewniej sprzeczne samo w sobie, wystarczy mi “optymalne” :)
Btw fajny blog, Jacenty.
14 Sep 2009 o 21:41
Mystic
jeśli chodzi o logikę to skłaniam się ku podejściu nie-arystotelesowskiemu (logika wielostanowa, logika spektrum, logika rozmyta), gdyż w moim przekonaniu takie podejście bardziej oddaje naturę świata, w którym żyjemy. Rozumiem poprzez to odniesienie do procesowej natury zjawisk. Przez wieki, zwłaszcza na zachodzie, koncentrowaliśmy się na próbach opisu rzeczywistości głównie poprzez odniesienie do wyodrębnionych obiektów. Nie uważam takiego podejścia za złe. Uważam, że w pewnych określonych sytuacjach się sprawdza, niemniej jednak niesie dość spore ograniczenia rzutujące na rozumienie rzeczywistości. Obserwacja na pewnym bardzo pierwotnym poziomie sprzyjała jak się wydaje powstaniu języka, który operował silnymi kategoryzacjami obiektowymi (odnoszącymi się do dychotomii), np. góra – dół, bóg – szatan, dobro – zło. Im nasze obserwacje świata stają się bardziej złożone, tym bardziej język, który to wyraża i logika, którą się posługuje stają się bardziej subtelne (dostrzeganie sieci wzajemnych współzależności). Myślę, że potrzebujemy bardziej procesowego punktu widzenia w naszych opisach rzeczywistości. To dzieje się mocno we współczesnej nauce, nie można tego niestety powiedzieć o religiach (może za wyjątkiem filozofii Buddyjskich osadzonych w dialektyce).
Osobiście, podobnie jak Ty, nie mam potrzeby szukać całkowitego, wyczerpującego obrazu świata, gdyż uważam, że jego uzyskanie w ogóle nie jest możliwe. W swoim komentarzu zwróciłeś uwagę na problem niepewności, moje podejście w tej materii bardzo przypomina Twoje. Wielu ludzi rozpaczliwie poszukuje poczucia pewności. Ja osobiście najlepiej czuję się w agnostycznym tunelu rzeczywistości, gdzie niepewność wyziera zza rogu na każdym kroku :)
Pozdrawki :)))
14 Sep 2009 o 22:59
To prawda, logika dwuwartościowa ma ograniczone zastosowanie – do niektórych tylko, w pełni definiowalnych zjawisk. Ja ją po prostu lubię bo tam, gdzie działa, jest potężna :) Logika rozmyta ma źródło inspiracji w naszym “przybliżonym” rozumowaniu i jak najbardziej jest podstawą także mojego myślenia.
Ostatnio intensywnie się uczę technik sztucznej inteligencji, w tym teorii zbiorów przybliżonych i logiki rozmytej (obecnie to jedno z trzech najważniejszych narzędzi uogólniania wiedzy), która mnie fascynuje i, choć mniej precyzyjna, jest niesamowicie pożyteczna w technice. Już mi świta projekt programu, gdzie zastosuję wnioskowanie rozmyte :)
14 Sep 2009 o 23:16
Mystic
bardzo podoba mi się Twoje podejście. Fakt, w niektórych zastosowaniach logika dwustanowa może być potężnie wykorzystana. Z kolei inna klasa zjawisk lepiej nadaje się do opisania w kategoriach logiki wielostanowej. Otwarty umysł i wybieranie tych “narzędzi”, które w danym działaniu najlepiej się sprawdzają, bez dogmatycznej obrony takiego, czy innego podejścia teoretycznego.
Pozdrawki :)))