Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Rozwiązywanie konfliktu wewnętrznego

3530133273_7dd0824be6_z

Photo by Jeff Bauche

Ludzki umysł często zawiera w sobie dość absurdalne sprzeczności. Te wewnętrzne konflikty są znacznym utrudnieniem na drodze do osiągania naszych celów. Na szczęście podświadome części, z których jedna może pragnąć zjedzenia kawałka pysznego tortu, a inna woli stracić kilka kilogramów, mogą być zintegrowane w celu rozwiązania takiej sprzeczności.

Integracja części pozwala pozbyć się wielu wewnętrznych rozterek i wątpliwości. Ucinając sobie pogawędkę ze swoją podświadomością, możesz dojść do porozumienia z częściami, a dzięki temu osiągniesz wewnętrzną spójność, zmienisz swoje emocje i wyzwolisz energię do działania.

 

„Część” to metaforyczne określenie na zbiór pewnych przekonań i postaw, z którymi wiążą się konkretne kotwice emocjonalne i określone zachowania. Części są w większości podświadome, co oznacza, że po prostu nie zdajesz sobie sprawy z ich istnienia. Korzystanie ze schematu części pozwala nam w dużo łatwiejszy sposób „złapać” za kawałek Twojego umysłu, który jest odpowiedzialny za dany problem i skutecznie rozwiązać tą kwestię na Twoją korzyść.

Konflikt części najczęściej polega na sprzeczności przekonań, w które wierzysz. Okazuje się bowiem, że możliwa jest wiara w dwa zupełnie przeciwne przekonania! Przykładowo, Twoim przekonaniem może być zarówno „Warto jeść słodycze” jak i „Nie warto jeść słodyczy”. Wszystko zależy od tego, co stoi za tym „warto” i „nie warto”, czyli jaki jest cel jedzenia lub niejedzenia słodyczy.

 

Każda część ma więc jakiś konkretny cel istnienia. Jedząc słodycze, możesz osiągać na przykład przyjemność i uczucie odprężenia. Natomiast nie jedząc ich – szczupłą sylwetkę i atrakcyjność. Ten dość popularny konflikt wewnętrzny rodzi u ludzi całą masę wątpliwości, gdy tylko mają sięgnąć po pączka lub kawałek świątecznego ciasta.

Taka podświadoma sprzeczka ma znane już Tobie efekty. Najczęściej pojawiają się dwa dialogi wewnętrzne, z których jeden mówi „mmmmm, to wygląda smakowicie, wezmę sobie tylko jeden kawałeczek…” a drugi przekonuje „no nie wiem, to raczej nie jest dobry pomysł… będę gruby, więc chyba jednak sobie odpuszczę…”. Wewnętrzne sprzeczności są w stanie utrudnić podejmowanie nawet tych najprostszych decyzji!

 

Oto przykłady innych, dość powszechnych konfliktów wewnętrznych:

Chcę ćwiczyć, iść na siłownię, pobiegać na dworze – Wolę posiedzieć w domu i odpocząć

Chcę iść ze znajomymi na imprezę – Chcę spędzić spokojny wieczór w domu, obejrzeć film

Chcę jechać z przyjaciółmi na działkę na weekend – Chcę uczyć się na zbliżający się egzamin

Chcę mieć pewną, bezpieczną pracę na etacie – Chcę wyjechać i realizować swoje marzenia

 

Na pierwszy rzut oka pogodzenie sprzecznych części może być sporym wyzwaniem, ale okazuje się, że jest to łatwiejsze, niż mogłoby się wydawać. Możesz wynegocjować z nimi takie porozumienie, aby współpracowały ze sobą wspierając Twoje decyzje i działania. Ta wewnętrzna spójność da Ci więcej pewności siebie w życiu i pozwoli bez żadnych przeszkód osiągać swoje cele. Jak więc integrować części? Za chwilę przedstawię Ci metodę, dzięki której będziesz rozwiązać każdy konflikt wewnętrzny.

Okazuje się, że za tymi podstawowymi celami wewnętrznych części stoi coś więcej. Są to tak zwane „meta cele”, czyli cele na wyższym poziomie. Meta cel to odpowiedź na pytanie: „Co daje mi osiągnięcie tego celu?”

 

Przykładowo, meta celem do osiągania przyjemności poprzez jedzenie słodyczy może być radość, a na jeszcze wyższym poziomie szczęście. Natomiast meta celem do osiągnięcia szczupłej sylwetki może być atrakcyjność, a na kolejnych poziomach: powodzenie wśród płci przeciwnej -> akceptacja ze strony innych -> akceptacja siebie -> szczęście.

Jak widzisz, zarówno w jednym jak i w drugim przypadku tym celem ostatecznym jest szczęście. I warto abyś wiedział, że w dużej większości konfliktów wewnętrznych pozornie sprzeczne części mają identyczne meta cele. Jedyne czego potrzebujesz, aby odkryć meta cel, jest zadawanie sobie pytania „Co Ci da … ?”.

Przykładowo – Co Ci da niejedzenie słodyczy? Szczupłą sylwetkę. A co Ci da Twoja szczupła sylwetka? Będę atrakcyjnie wyglądać. Co Ci zatem da, że będziesz atrakcyjnie wyglądać? Będę mieć powodzenie wśród kobiet/facetów. I tak dalej, aż dojdziesz do punktu, w którym nie ma dalszej odpowiedzi na to pytanie. Więcej o odkrywaniu łańcucha celów dowiesz się z artykułu o metodzie Core Transformation.

 

 

Identyfikacja tych wyższych celów jest rdzeniem procesu, który przedstawiam Ci krok po kroku poniżej. To metoda integracji części, która opiera się na dokonywaniu wewnętrznych negocjacji. Za każdym razem gdy odkryjesz w sobie jakiś wewnętrzny konflikt, wykonaj następujące kroki:

1. Wybierz zachowanie. Może to być cel, który budzi wątpliwości, konkretne zachowanie, które nie jest spójne z Twoimi wartościami lub po prostu kwestia, wobec której czujesz się „rozdarty”.

 

2. Zidentyfikuj części. Określ część Ciebie, która wywołuje negatywne zachowanie, a także część, która jest przeciwna temu zachowaniu. Nazwij te części jednym słowem lub całym zdaniem i zapisz to na kartce papieru. Przykłady: „imprezowicz” i „domator”, „łakomczuch” i „dbający o zdrowie”, „szukający bezpieczeństwa” i „ryzykant”.

 

 

3. Określ podstawowe cele części. Zastanów się, co chce osiągnąć każda z nich. Pamiętaj, że szukasz pozytywnej intencji – czyli tego, jaką korzyść chce odnieść każda część za pomocą swojego istnienia. Czasami te korzyści mogą być nieco ukryte, ale zawsze tam są. Zadaj sobie na przykład pytanie „Co mi to daje, gdy zostaję w domu zamiast iść na imprezę?”. Odpowiedzią może być bezpieczeństwo, czas dla siebie, odpoczynek, itp. Gdy znajdziesz ten podstawowy cel, zapisz go na kartce.

 

4. Zidentyfikuj meta cele. Co pozytywnego chcesz osiągnąć poprzez dążenie do podstawowego celu, który znalazłeś w trzecim punkcie? Co Ci to daje, gdy już ten cel osiągniesz? Zyskując więcej czasu dla siebie otrzymujesz możliwość realizowania swoich celów? Co Ci to daje, że realizujesz swoje cele? Zadawaj sobie takie pytania, aż dojdziesz do najwyższego celu, za którym już nic więcej nie będzie. Zapisuj wszystkie odpowiedzi na kartce.

 

 

5. Wynegocjuj zgodę i dojdź do porozumienia. Wytłumacz wewnętrznym częściom, w jaki sposób przeszkadzają sobie na drodze do osiągnięcia swoich (często wspólnych) celów. W jaki sposób szkodzą sobie nawzajem? Następnie wynegocjuj zgodę, pytając „Jeśli druga część zgodzi się powstrzymać od szkodzenia tobie, czy i ty powstrzymasz się od szkodzenia jej?”.

 

Poczekaj, aż pojawi się jakaś odpowiedź (w formie dialogu wewnętrznego lub odczucia) i jeśli będzie potrzeba negocjuj dalej. Bądź pośrednikiem komunikacji obu części. Zastanów się, jak inaczej mogą osiągać swoje cele i znajdź takie rozwiązanie, które będzie zadowalające zarówno dla jednej jak i dla drugiej. Rozmawiaj ze swoimi częściami i dojdź do porozumienia.

6. Zaproponuj okres próbny. Będzie to czas, gdy obie części będą współpracować. Zaproponuj tydzień próbnej współpracy i obserwuj przez ten czas efekty dojścia do porozumienia.

 

7. Sprawdź efekt. Po kilku dniach sprawdź, co się zmieniło w kontekście tej kwestii. Jeśli będzie potrzeba, przeprowadź negocjacje jeszcze raz i ponownie zaproponuj okres próbny.

 

 

Ta metoda z początku może wydawać się trudna, ale jest prostsza niż Ci się wydaje. Tu po prostu chodzi o rozmawianie ze sobą samym – odkrywanie swoich nieświadomych części i sprawdzanie, w jaki sposób jesteś w stanie się z nimi komunikować.

Jaki mógłby być finisz konfliktu z jedzeniem słodyczy? „Łakomczuchowi” można by zaproponować zmniejszenie liczby spożywanych smakołyków na rzecz innych, bardziej zdrowych produktów, które również dadzą przyjemność (np. ulubione owoce). Natomiast „dbającemu o zdrowie” można zaproponować pozwalanie sobie od czasu do czasu na słodkości przy jednoczesnym zwiększeniu ruchu fizycznego na co dzień. Wtedy już tylko wystarczy zaproponować okres próbny takiej ugody i obserwować skutki zmiany.

 

Efekty dojścia do porozumienia potrafią być zaskakujące. W wyniku tego znika konflikt wewnętrzny i co najważniejsze zachowanie zmienia się na bardziej korzystne.

Przećwicz tą metodę na jakimś konflikcie wewnętrznym i sprawdź, co się zmieni po dojściu do porozumienia między częściami. Jeśli pojawią się jakieś pytania w trakcie wykonywania ćwiczenia, napisz koniecznie o tym w komentarzach, a z pewnością udzielę Ci odpowiedzi.

Ponieważ źródłem Twoich konfliktów są Twoje myśli, warto wiedzieć, jak sobie radzić z ich nadmiarem. W tym właśnie celu przygotowałem 5-dniowy kurs Myśli pod kontrolą. Pomoże Ci pozbyć się myślowego chaosu i uwolnić od pesymistycznych nawyków myślenia.

Aby wzmocnić siebie i swoją wewnętrzną spójność zajrzyj do mojego autorskiego programu rozwoju osobistego Life Architect BOX – Zbuduj Prawdziwą Pewność Siebie. To kompleksowy proces pracy nad sobą, dzięki któremu poprawisz swoją samoocenę i poczucie własnej wartości za pomocą kilkudziesięciu metod i ćwiczeń coachingowych.

Życzę powodzenia w rozwiązywaniu konfliktów!

Zostaw komentarz

  • brtsos

    Muszę przyznać, że pomysł niezły ;) Zobaczymy czy daje radę ;)

  • ronaldo

    dobry artykuł. oczywiście kluczem jest uświadomienie sobie tego co jest dla nas najważniejsze i skuteczna ignorancja pozostałych

  • radosna_ja

    Michał, do jakiego konkretnego konfliku wewnętrznego Ty zastosowałeś tą metodę ostatnio ? Dzięki za cenne info, mam nadzieję, że moje „my” jakoś się wkrótce dogadamy. Prowadzenie negocjacji i walczenie ze sobą za każdym razem kiedy pojawia się „pokusa” bywa bardzo męczace na dłuższą metę. Z całą pewnością warto bardziej zagłębić się i dość do sedna problemu.

  • ontoni

    Ja nie rozumiem punktu negocjacji , czy jest możliwy do tego przykład ? Skoro i to i to daje mi szczęście to jak mam wynegocjować ?

  • stev1989

    Osobiście wydaje mi się niepotrzebne mechanizowanie każdej czynności umysłu. Wymyślanie metod, pisanie książek, systemów do czegoś co jest naturalne u człowieka. Pokusa, pragnienie są to rzeczy wszechobecne praktycznie codziennie w życiu każdego z nas. Tylko własna dyscyplina i konsekwentność w dążeniu do konkretnego „meta-celu” (jak to tutaj jest nazwane) tak właściwie się liczy.

    Jeżeli człowiek odczuwa silniejszą potrzebę bycia atrakcyjnym, a przez to np. zwiększenia częstotliwości przygodnego seksu, aniżeli lubowaniu się w chwilowej przyjemności jaką daje obżarstwo słodyczami, to wie co powinien zrobić.
    Jeżeli człowiek uważa, że nie interesuje go pierwsza opcja i nie ma zamiaru rezygnować ze smakowych dobrodziejstw tego świata to również wie co robić.
    Dla innego będzie to złoty półśrodek.

    Nie wiem dlaczego, ale akurat ta metoda wydaje mi się stworzona troche na siłę. Dla przykładu powiem, że przezwyciężone pokusy własnym „orężem” dają o wiele większą satysfakcję. Jest to jednak tylko moje zdanie.:)

    Pozdrawiam ciepło

  • anetka18

    Czy mozna ta metode stosowac do takiego zachowania: gdy ktoś powie mi coś ja zaraz chce się odpłacić – jak nawet troche wydaje mi sie to zlosliwe czuje sie zaatakowana i chce się „bronić” muszę coś odpowiedzieć komuś złośliwie. Za bardzo przejmuje się tym i nie chce byc gorsza.Nie wiem czy to zrozumiesz oco mi chodzi.Ale czesc mnie tego nie chce robić bo wiem gdzies ze ktos nie chciał powiedziec zlosliwie ale np. zarcik czy ironia a ja i tak komuś musze odpalić i mieć pretensje. Może źle zrozumiałam artykuł, ale w takich sytuacjach wlaczają się moje dwa Ja :)

  • radosna_ja – Jedna z części chciała jak najczęściej sprawdzać skrzynkę e-mail aby „być na bierząco”, a druga chciała zwiększyć swoją produktywność i sprawdzać maila tylko raz na jakiś czas. Dogadaliśmy się ;)

    ontoni – To i to daje Ci szczęście tylko w teorii. Taka jest intencja obu części, ale w związku z tym, że ich działania są sprzeczne, swojego (nawet gdy jest wspólny) celu nie osiągają. No bo jak możesz być szczęśliwy cały czas martwiąc się tym, że zjadłeś kawałek ciasta?

    Negocjujesz rozmawiając z metaforycznymi częściami. Po prostu zwracasz się do nich i mówisz np.: „Co powiesz na zrezygnowanie ze sprawdzania skrzynki mailowej co 10 minut, w zamian za to, że sprawdzisz ją raz na 2 godziny, ale za to porządnie?” Czekasz na odpowiedź z wnętrza. Pojawi się od razu. Następnie zwracasz się do drugiej, mówiąc: „Może zwiększymy produktywność wyłączając wszystkie komunikatory, a maila będziemy sprawdzać raz na 1,5h?” I tak dalej, kombinujesz, tak, aby obie części były zadowolone z jednego, wspólnego rozwiązania.

    stev1989 – Co jest w tej metodzie mechanicznego? Modele są po to aby strukturyzować pewne procesy, czyli przede wszystkim je ułatwiać.

    Jeżeli człowiek odczuwa silniejszą potrzebę bycia atrakcyjnym, a przez to np. zwiększenia częstotliwości przygodnego seksu, aniżeli lubowaniu się w chwilowej przyjemności jaką daje obżarstwo słodyczami, to wie co powinien zrobić.

    Pracowałem z wieloma osobami na konfliktach wewnętrznych i to nie jest dla nich takie proste jak piszesz. Gdyby wiedzieli co robić to by ten artykuł nie powstał. Czasami wewnętrzne rozdarcie uniemożliwia podjęcie decyzji a ludzie nie są wstanie sami dojść do punktu „wiem co robić”.

    Jeśli masz już spore doświadczenie pracy ze swoim umysłem to tego typu struktury rzeczywiście nie są Tobie potrzebne, ale pamiętaj, że dla większości ludzi przeprowadzenie takiego samego procesu bez żadnych wskazówek jest praktycznie niemożliwe. Potrzebne jest do tego sporo świadomości intencji umysłu, świadomości przekonań, umiejętności dojścia do porozumienia z podświadomością. Dlaczego nie mielibyśmy sobie ułatwiać komunikacji ze sobą samym? :)

    anetka18 – Jak najbardziej. Nazwij obie części i wykonaj proces opisany w artykule.

  • karoska

    Hej świetny artykuł, tego mi było trzeba! Dzięki.
    Zdałam sobie sprawę że to nie zwykłe lenistwo przemawia za tym żeby czegoś nie robić ale moja druga część;)
    Na pewno wypróbuję tę metodę.

  • Iga

    Genialne..dało mi bardzo do myślenia. Mój konflikt: zainteresowanie innym mężczyzną a chęć pozostania w obecnym związku. (Nazwałam to „stałość-zmieność”) Mój meta-cel: radość z życia. Rozwiązanie: postaram się wprowadzić do mojego obecnego związku elementy, które ułatwią i zachęcą mego partnera do tych zachowań, których mi ewidentnie brakuje, z drugim mężczyzną utrzymam kontakty, tak jak do tej pory koleżeńskie….To tak w dużym skrócie, bo wiadomo, że nt związków to można pisać i pisać…w każdym razie Michał, Twój artykuł pozwolił mi lepiej zrozumieć siebie. Dzięki

  • Geografka

    Czytam wszytskie Twoje artykuły z zapartym tchem. Dużo rzeczy staram się wcielać w swoje życie.
    Jednak mam problem który nie daje mi spokoju, a jak dotąd nie znalazłam na jego rozwiązaie odpowiedzi.
    9 na 10 decyzji które podejmuje w swoim życiu są decyzjami fatalnym. Zawsze gdy muszą podjąć jakąś decyzję, żałuję… Zaczynam dostrzegać zalety tego co odtrąciłam i wady tego co wybrałam. Nieważne jak dłużo czasu miała bym na przemyślenia, kiedy już dokonam wyboru żałuję. I żałuję w sposób podrązający mnie, taki że niesutannie myślę co by było gdybym wybrała tą drugą opcję. Te myśli wciąż do mnie powracają, nie mogę się od nich odpędzić. Gdzie popełniam błąd, w czym tkwi problem? Wiem że głównie we mnie, ale nie mam pojęcia dlaczego nawet po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw gdy cos wydaje mi sie słuszne i tak prędzej czy później jestem na siebie zła z podjętej decyzji…

  • Iga – To świetnie, bo właśnie o to tutaj chodzi – aby lepiej zrozumieć siebie. Bardzo wiele z naszych zachowań ma motywy, o których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Gdy już sobie je uświadomimy, o wiele łatwiej jest nam podejmować dobre dla nas decyzje.

    Geografka

    9 na 10 decyzji które podejmuje w swoim życiu są decyzjami fatalnym.

    To nie decyzje są fatalne. Fatalne jest Twoje myślenie o tych decyzjach.

    Zaczynam dostrzegać zalety tego co odtrąciłam i wady tego co wybrałam.

    A to jest Twoja bardzo nieskuteczna strategia myślowa, którą uskuteczniasz po podjęciu decyzji. Co by było, gdybyś zrobiła na odwrót? Po podjęciu decyzji wypisała sobie tylko zalety wybranej decyzji oraz wady tej nie wybranej?

    Niepotrzebnie zatapiasz się w alternatywnym świecie niepodjętej decyzji, gdy wybrałaś inną. W tym momencie tracisz wszystko – jednej decyzji nie wybrałaś, a ta wybrana traci w Twoich oczach sens. Popracuj z przekonaniami typu „Lepiej by było, gdybym wybrała tamtą opcję”, „Powinnam była zrobić inaczej”. Najlepiej wypisz wszystkie pojawiające się wątpliwości i zacznij je podważać jedna po drugiej. Następnie wypisz pozytywy wybranej decyzji. Możesz też zastosować proces integracji części z częścią, która chce się skupić na wybranej decyzji i częścią, która przywołuje myśli „co by było gdyby…”.

  • Iza

    Macie rację – może to faktycznie lenistwo jest tą „złą stroną”… Mi też nie jest łatwo się czasami zmotywować. Mimo tego, że mam świadomość, iż wszystkie moje decyzje zależą właśnie ode mnie samej, od mojego wewnętrznego „JA” które nieraz kłoci się z moim rzeczywistym „JA” nie zawsze podejmuje trafne decyzje. Te, które uważam za „niewypalone” zawsze mnie czegoś uczą. Na tej podstawie mam świadomość, że na przyszłość tak/czy nie tak postępować opłaca/nie opłaca mi się. Więc jest też jakiś pozytywny plus tego mojego „gdybania”:)

  • Ewa

    Dzieki Michal za to miejsce w sieci :)
    Probowalam z pieniedzmi-doszlam do wspolnego mianownika jakim jest: bycie szczesliwa-tak z jednej strony (lepiej nie miec pieniedzy) jak i z drugiej (chce dostatecznej ilosci pieniedzy) i teraz jaki kompromis ? W jaki sposob przekonywac obie strony? Co im zaproponowac?
    Pozdrawiam

    • Ewa – najpierw trochę porozmawiaj z jedną i drugą częścią. Dlaczego pierwsza uważa, że posiadając pieniądze nie może być szczęśliwa? Dlaczego druga uważa, że potrzebuje mieć dostateczną ilość pieniędzy aby być szczęśliwa? Czy pierwsza pójdzie na taki układ, że nauczysz się szczęścia mając pieniądze? Czy druga pójdzie na układ, że nauczysz się szczęścia bez pieniędzy? Co zadowoli obie? Być może zarabianie tyle pieniędzy ile będzie potrzebne na takie życie jakie chcesz mieć, skupiając się w pierwszej kolejności na umiejętności bycia szczęśliwym a nie na zarabianiu pieniędzy?

  • Ewa

    No wlasnie porozmawialam i ostateczny rozrachunek to szczescie tak z ,jak i bez pieniedzy. Teraz nie wiem jak to ugryzc. A ogolnie nie mam na mysli szczescia tego, ktore w sobie nosimy-jak to Grzes pisze na blogu swym- to be happy. Chodzi o komfort zycia, o problemy zwiazane z i bez posiadania pieniedzy. Wypadkowa okazalo sie szczescie w pewnym sensie. Albo cos pokrecilam…. :PP

  • Daro

    Dobra technika ;) dowiedziałem się, dlaczego mam pewnego rodzaju blok pojawiający się systematycznie przy osiąganiu swoich celów. Taka niewidzialna ściana mówiąca – nie tędy droga.
    Częściami składowymi u mnie były – proaktywność i lenistwo. Celem pierwszego jest większy wpływ na życie, prowadzący do pewności swoich sił następnie do bezpieczeństwa, spokoju wewnętrznego aż w końcu do uczucia szczęścia:) Drugi pomija kawałek drogi dając mi bezpieczeństwo, spokój wewnętrzny co prowadzi też do szczęścia;) Konsensusem tego konfliktu jest zatem proaktywne dążenie do swoich celów z nastawieniem na zabawę a nie na przymus i poważne wypełnianie zadań.
    Zauważyłem, że zawsze jak traciłem chęć zabawy w przeszłości, lub jakąś przyjemność z wykonywania zadań to traciło dla mnie także sens dążenie do danego celu – coś nie współgrało. Teraz już wiem o co kaman ;)

  • Nida

    ja mam chyba znacznie trudniejszy problem z którym nie umiem sobie poradzić juz ponad 3 lata. Zdecydowałam się na związek w którym nie do końca jestem szczęśliwa ponieważ mój chłopak ma dziecko i miał kiedyś żonę. Niby nie liczy się przeszłość, bo i tak jej nie zmienię. Myślałam że się tym pogodzę, zaakceptuję….ale do tej pory nie potrafię. Jest we mnie cały czas pewna blokada, nie potrafię się przez to w pełni zaangażować w związek i czuję że idę do nikąd. Cały czas myślę że może powinnam odpuścić, poszukać kogoś innego, mieć normalny związek o jakim zawsze marzyłam, ale odrazu robi mi się przykro na samą myśl ze go zostawię. Bo jest wpaniałym partnerem i wiem ze mnie kocha.
    Nie wiem czy jest możliwe zeby w takim przypadku dojść do jakiegoś porozumienia z „częściami”. Jedna część mówi „zostań z nim” a druga „odejdź”

    • Kasia

      Witam. Sama się w życiu pogubiłam i tak trafiłam na te strony. Zmagam się ze sobą od zawsze ale od 3 lat po przeczytaniu książki De Mello Przebudzenie wpadłam w silne lęki i jakby rozczepienie-koszmar. nie mogę pogodzić się z faktem , że mam zaakceptować wszystko, że wszystko to kwestia naszej wyobraźni, że czegoś żądamy od kogoś i to budzi frustracje. Sama zadaje sobie pytanie to wcale mam nie marzyć, nie pragnąć, zaakceptować fakt , że zamordowano mi dziecko i jeszcze zaakceptować tego człowieka i wzbudzić w sobie pozytywne uczucia i do tego człowieka też?? o co chodzi a może wybrykiem mojej głowy jest nazwanie faceta zbrodniarzem i złym człowiekiem a może to ja chora jestem że kochałam swoje dziecko i zbyt dużo od życia wymagałam?? jestem głupsza niż byłam, pozdrawiam

  • Pingback: Jak stać sie asertywnym – 6 sposobów | Sekrety Rozwoju - Coaching&Szkolenia()

  • Katarzyna

    Dzień dobry:) Widzę, że artykuł został dodany 3 lata temu, ale mam nadzieje, że ktoś mnie tu odkopie i pomoże. Metoda wydaje się być bardzo fajna, ale właśnie co zrobić gdy jedna z tych części ma negatywny, destrukcyjny wpływ na nasze życie?
    Np. Gdy umrze nam bliska osoba i jedna część zupełnie nie przyjmuje tego do wiadomości, a druga chce żyć dalej, bo wie, że nie może ciągle trwać w rozpaczy.
    Albo gdy rzuci nas partner/partnerka/mąż/żona ect. i jedna część mówi by się otrząsnąć i żyć samemu a druga chce rozpaczać, upokarzać się i błagać o powrót.
    Myślę, że w takich sytuacjach trudno jest znaleźć kompromis, więc co zrobić by nie czuć tego rozdarcia? Jak to pokonać?

    • Katarzyna, wszystkie, nawet te destruktywne części nas mają jakąś intencję, jakiś cel, coś chcą osiągnąć. Drogą do znalezienia kompromisu jest głębsze zrozumienie tej intencji. Na tą chwilę jesteś na powierzchni, bo zauważasz tylko „ona chce rozpaczać i upokarzać się”. Dlaczego? Co jej to daje? Jaki jest cel? Co chce przez to osiągnąć? Drąż głębiej!

    • Helena Cichowicz

      Myślę że częścią odpowiedzi jest akceptacja tego co nam się wydarza. I zaprzestanie walki. W ogóle słowo walka z losem, walka z samym sobą itd powinno być wycofane.. W złych momentach po prostu dajmy się ponieść emocjom, płakać, krzyczeć, trzeba poznawać się i znaleźć sposób na siebie. Każdy jest inny i musi na swój sposób sobie wytłumaczyć i przyswoić proponowane metody. Pewien hiszpański mistrz Chi Kong powiedział, usiądź samotnie w pokoju i pozwól żeby to co czujesz przyszło do ciebie, oddychaj spokojnie przez 20 minut i pozwól na tą konfrontację, ale nigdy nie uciekaj przed swoimi emocjami

  • Tez mam pytanie odnośnie konfliktów. Mam taki problem. Czy lepiej być szczęśliwy i nie zarabiać pieniędzy w zwykłej pracy (czyli takiej, której z pewnością nie lubimy) czy być szczęśliwy, robić to co się lubi tylko…no nie bardzo udaje się to spieniężyć. Jak znaleźć na to złoty środek?
    Jeśli wypisze sobie zalety tych dwóch celów, to mam: praca na etacie: samodzielność, dorosłość, rodzina, szczęście
    Brak pracy na etacie: wolność, radość, zdrowie, szczęście. Bardzo proszę o odpowiedź

    • Liliana

      „samodzielność, dorosłość, rodzina” brzmi mniej przekonująco gdyż rzeczy na drugiej szali są uniwersalne a te wydają się tylko środkiem do osiągnięcia uniwersalnych. zadaj sobie pytanie po co Ci samodzielność, dorosłość, rodzina, jakie są Twoje osobiste cele i wartości stojące za nimi

  • kasia

    w artykule w przykładzie zrezygnowano ze słodyczy. Ja mam inną opinię na ten temat. Uwielbiam słodycze i sprawia mi radość jedzenie ich, ale dbam też o ciało, sylwetkę, zdrowie. Z jednej strony jest więc chęć uszczęśliwienia umysłu i duszy, z drugiej ciała. Musiałam więc wybrać o co chcę dbać, na której części mnie samej mi zależy i pomyślałam wtedy, że to nie tak działa. Lubię słodycze ale to nie znaczy że mam gdzieś swoje ciało i zdrowie. Zaczęłam więc sama robić domowe, zdrowe słodycze [np ciasteczka owsiane z bakaliami, bardzo zdrowe i nie szkodzące sylwetce i zdrowiu], a od czasu do czasu pozwalam sobie na coś ze sklepowej półki, [rzadko więc nie wpływa ani na zdrowie ani sylwetkę]. W ten sposób nie odbieram sobie prostej radości na co dzień. Ustaliłam sama ze sobą kompromis dzieki czemu jestem zadowolona. Bo według mnie nie chodzi o to żeby z czegoś rezygnować, tylko żeby znaleźć taki sposób, który nadal będzie nas satysfakcjonował, ale i będzie „w naszym interesie”. Mam problem z kolanami, a marzył mi się zawsze jogging. Nie będę więc zajeżdzać ich bieganiem na siłę, ale i nie legnę na kanapie do końca życia. Wybieram coś pośrodku, spacery i marsze, które nie szkodzą kolanom a także są profesjonalnym sportem. Rozmowa ze sobą samą, kompromis to według mnie sens bycia w zgodzie ze sobą bez rezygnacji z marzeń.

    • Kamil

      Kasiu, mam podobne przemyślenia do Twoich. I również zamieniłem bieganie na marsze choć mam tutaj kłopot z utrzymaniem systematyczności;) Ale pewnie sobie poradzę z tym, wysłuchałem audycji Michała „nawyk samodyscypliny” i będę pracował z tabelą nawyków:)

  • Kamil

    Coś mi tak do końca nie pasuje ta metoda. Np. konflikt słodycze – ćwiczenia. Jedzenie słodyczy jest o wiele prostsze i samo wykonywanie tego działania jest przyjemne. Natomiast do regularnych ćwiczeń większość ludzi musi się wdrożyć i polubi je dopiero po pewnym czasie (albo i nie polubi).

  • Lelouch Lamperouge

    Utknąłem na punkcie 5.

    Moim „problemem”/problemem jest to, że bardzo bardzo często zatrzymuję się przed wykonaniem jakiegoś działania. Na przykład wysłania komentarza, naciśnięcia klamki, itp. Powodem tego jest część dominująca, która nie chce działać pochopnie. Nazywam ją Strażnikiem. Takie czekanie chroni mnie przed lekkomyślnością. Co mi to daje? Bezpieczeństwo, Zachowanie tożsamości, Utrzymanie Status Quo, Zapobieżenie niepotrzebnym stratom, Zachowanie poczucia względnej kompletności, Uniknięcie poczucia porażki, Uniknięcie złości na siebie, Uniknięcie żalu, Uniknięcie dezorientacji i konfuzji. Można by to sprowadzić do zachowania względnie dobrego samopoczucia, ale ja bym to raczej określił jako chęć uniknięcia odczuć i przekonań postrzeganych jako negatywne i niepożądane. A poza tym z jakiegoś powodu taka postawa wydaje mi się być wartością samą w sobie. Nie widzę innego sposobu zaspokojenia tych potrzeb, bo to jest „droga” do tego, żeby czegoś nie stracić, a nie do tego, żeby coś zyskać (co można by wówczas uzyskać pewnie także jakoś inaczej). Jestem pod tym względem perfekcjonistą. Ta część mnie nie chce się zgodzić na prawie żadne ustępstwa. Jest bezlitosnym, despotycznym dyktatorem. Ale pod wpływem silnych wymuszonych buntów drugiej części, udało się wypracować pewne drobne ustępstwa.

    Druga część to Wewnętrzne Dziecko – miłośnik swobody i wolności. Ma ochotę kierować się swoimi zachciankami. Daje to korzyści w postaci poczucia swobody, flow, wolności, radości, i tak dalej. Cenię to wszystko na ogół niżej niż korzyści pochodzące z pierwszej części. Ale chyba jest tu jakaś niejasność w moim postrzeganiu swojego systemu wartości, bo dochodzi do frustracji podczas czekania. (czasem zamiast czekania jest coś w rodzaju fiksacji, czyli na przykład chodzenie w te i we w tę; lub wybieranie bardziej zachowawczej czynności zamiast tej, którą chce wewnętrzne dziecko; w głębi duszy chciałbym spotkać się z kolegą, ale pierwsza część mnie nie jest na to gotowa i wybiera na przykład grę na komputerze).

    Pierwsza część mnie stara się być jak najbardziej zachowawcza, utrzymywać status quo. Druga część mnie chce być jak najbardziej swobodna, realizować swoje zachcianki.

    Obecnie panuje następujący kompromis: zatrzymuję się i czekam, aż frustracja będzie na tyle silna, że nie wytrzymam i pęknę i w końcu zrobię to, czego chce Wewnętrzne Dziecko. Wówczas zaspokojone zostają potrzeby obu części. Ale chciałbym jakiegoś lepszego kompromisu niż obecny, bo teraz doświadczam ogromnego bólu psychicznego i frustracji i jest to bardzo frustrujące. To czekanie aż frustracja narośnie jest strasznie frustrujące. Czasem pozwalam sobie na „pęknięcie” zanim dojdzie do progu wytrzymałości. To jest taki trochę wcześniejszy próg. Ten wcześniejszy próg oscyluje w czasie pod wpływem poziomu nagromadzonej frustracji. Uczę się dobrze go wyczuwać, bo jeśli przerwę czekanie za wcześnie, to pierwsza część mnie będzie bardzo wysoce nieusatysfakcjonowana. A – jak już mówiłem – skupiam się głównie na niej, a to Wewnętrzne Dziecko traktuję trochę…właściwie to bardzo…po macoszemu. Jestem głównie swoim Ochroniarzem, a Wewnętrzne Dziecko ma bardzo mało do powiedzenia.

    Miałem też konflikt, czy zapisać się na zbliżający się kurs. Wewnętrzne Dziecko chciało, zachowawczy Strażnik stawiał opór, ale w końcu uległ. Choć nie było łatwo. I czuję w sumie teraz lekki strach.

    I jeszcze jedno: albo jestem jakiś wewnętrznie głuchy, albo u mnie to nie są jednak „głosy”, tylko raczej jakieś energie.

    • Lelouch Lamperouge

      Yyy…teraz widzę, że moim problemem jest problemem z tym, by robić to na co mam ochotę…tak jakbym nie traktował tego, jako wystarczającego powodu, by coś zrobić. Tak jakbym chciał ignorować swoją ochotę na zrobienie lub uniknięcie czegoś, tak jakbym uważał, że lepiej się tym nie kierować, bo powoduje niepotrzebne zagrożenia.

      Czy ktoś wie jak takie coś się może nazywać?

  • Kasia

    Panie Michale a jak rozwiązać taki konflikt wewnętrzny. Z jednej strony coś wewnątrz mówi mi, że na nic nie zasługuję a z drugiej strony uważam, że zasługuję na to wszystko co inni ludzie, czyli na radość, szczęście, szukanie miłości itd. Jak poradzić sobie z takim konfliktem? Pierwsza część nie ma pozytywnej intencji, prowadzi jedynie do autodestrukcji. Jak rozwiązać taki konflikt? Jak wygrać z tą pierwszą częścią, żeby raz na zawsze zniknęła?

    • Marta

      Myślenie, że na nic się nie zasługuje, jest może wynikiem nieuświadomionej niechęci do działania, strachu przed zmianą, czyli – pierwotnie – chęcią spokoju, stabilizacji? Lubimy się czasem zaszyć w naszej „bezpiecznej”, znanej bańce, w której możemy użalać się nad sobą. Przepraszam za takie słowo, ale sama tego doświadczam. Czasem doprowadzanie do takiego „użalania się” może być powodowane nieuwolnionymi emocjami, bo wówczas płyną łzy itp. – mogące mieć zupełnie inne źródło.

  • Jakub

    Michale, od pół roku czytam Twój blog i jest on dla mnie skarbnicą niezwykłych wniosków i przemyśleń na drodze do kształtowania swojego życia. Czytam niektóre wpisy parokrotnie, jedne opuszczam nie ciekawiąc się nimi a po jakimś czasie wybieram te właśnie, które opuściłem. Ostatnio przeczytałem ten artykuł i od razu zacząłem ćwiczyć. Zacząłem dostrzegać, że wiele moich trudności w kontaktach z innymi to właśnie wynik konfliktów wewnętrznych. Od paru dni o tym myślę i czuje się taki swobodny kiedy dostrzegam konflikt to sama świadomość ze nie potrzebuje konfliktu w sobie mieć często go rozwiązuje(ale i tak je przepracowuje by wzmocnić efekt wyzwolenia). Moje jednak pytanie dotyczy wpływu wieloletniego konfliktu na rozumienie samego się i kształtowanie osobowości. Wszyscy postrzegają mnie jako wybuchowego i drażliwego człowieka i mamy na to masę dowodów, wciąż mam pretensje i robie wyrzuty ludziom agresywnie je czasem wykrzykując. Jak dzisiaj patrze na siebie to nigdy w tych sytuacjach nie rozumiem skąd we mnie aż taka złość, czuje że była ona za każdym razem nie adekwatna. Przed chwilą myśląc o tym wpadłem na pomysł i dostałem olśnienia. Całe moje dzieciństwo było mnie wszędzie pełno, szkoła była dla mnie placem zabaw a nie miejscem nauki i skupie – co odbijało się na ocenach:P(miałem zwykle 3-4, co było dla moich rodziców niedopuszczalne) i zawsze, ale to zawsze mówiono mi: Jesteś nie głupi ale leniwy… Stało się to sloganem mojej matki wtórowanej przez nauczycieli a potem sam zawsze sobie to powtarzałem kiedy coś mi się nie udało albo brakowało mi motywacji do czegoś. Nie wiem jeszcze czy to to. Ale czy konflikt wewnętrzny może definiować to jacy jesteśmy dla siebie i innych do tego stopnia że palimy wszystkie mosty dokładając sobie drwa do ognia palącego nasze poczucie własnej wartości?

  • Anushia

    Hej rozumiem tok doswiadczenia, ale kwestii mojego palenia papierosow nie udaje mi sie tu odniesc. Konflikt 1.matka 2 malych dzieci i zona przeciwnika palenia (ukrywam to a przy nim pale e-papierosa) chcaca skonczyc z nalogiem 2.zestresowana dziecmi, pelnoetatowa praca i konfliktami malzenskimi neurotyczka i hipochondryczka. Prosze o naprowadzenie i wskazowki

  • aga3344

    Witam,ja ciągle mam wewnętrzny konflitk,który dotyczy róznych dziedzin życia,czesto nawet błahych,to jest dla mnie wyczerpujące.Mimo ,że prowadze ze sobą taki dialog nie dochodze do jakichs konkretnych wnioskow,zwykle działam chaotycznie.

  • Pingback: Lubię palić ale teraz chcę przestać | LesWen()