Zmiana toru

W każdej chwili Twojego życia możesz zdać sobie sprawę z tego, że to co do tej pory robiłeś to jednak nie „to”. W takiej sytuacji zmiana swojego zajęcia na inne może być sporym wyzwaniem.

W każdej chwili Twojego życia możesz  zdać sobie sprawę z tego, że to, co do tej pory robiłeś, to jednak nie „to”. W takiej sytuacji zmiana swojego zajęcia na inne może być sporym wyzwaniem. Jednak czy jesteś skłonny skazać siebie na to, aby tkwić już zawsze w zawodzie, który nie daje Ci przyjemności?

W tym artykule na przykładzie moich własnych doświadczeń pokażę Ci, w jaki sposób możesz podjąć decyzję o obraniu innego życiowego kierunku i jakie kroki podjąć dalej. Do zyskania masz naprawdę wiele – całe, pasjonujące życie z każdym dniem wypełnionym rzeczami, którymi zajmowanie się będzie dawać Tobie masę frajdy.

 

 

O tym, co zrobić, gdy pojawiają się wątpliwości związane z wykonywanym zawodem, pisałem niedawno w artykule „Czy to jest ‘TO’”. Był on skierowany do osób, które nie są pewne czy to czym się zajmują jest tym, co chcą robić przez resztę swojego życia. Wynik procesu, który zaproponowałem w tamtym artykule mógł być dwojaki – albo znikają wątpliwości i upewniasz się w tym, że to, co robisz teraz jest strzałem w dziesiątkę, albo zdajesz sobie sprawę z tego, że to po prostu nie „to”.

W komentarzach do tamtego artykułu pojawiły się głosy osób, które trafiły na tą drugą opcję. Na takim etapie powstaje ważne pytanie – co dalej? Co gdy jesteś pewien, że to co w tej chwili robisz to nie jest zajęcie, któremu chciałbyś poświęcić każdy dzień swojego życia?

Pozwól, że Ci opowiem, jak to wyglądało w moim przypadku.

 

Moja zmiana toru

Przez długi czas mojej działalności w branży rozwoju osobistego byłem przekonany o jedynej słusznej dla mnie „ścieżce kariery”. Zaczynała się ona od prowadzenia małych, jednodniowych szkoleń, zbierania doświadczenia i uczenia się na wartościowych treningach. Kolejnym krokiem było staranne szlifowanie umiejętności trenerskich, prowadzeniu 2-3 dniowych szkoleń, a docelowo prowadzenie wielodniowych, dużych treningów. Było to dla mnie tak oczywiste, że nawet tego nie podważałem.

W mojej działalności ważne było również dla mnie prowadzenie indywidualnych coachingów oraz sklepu rozwoju osobistego Neureka, ale w stosunku do działalności szkoleniowej traktowałem te projekty trochę jako drugoplanowe, co się zresztą później znacznie zmieniło.

 

Kilka miesięcy temu zaczął pojawiać się w mojej głowie cichy głos podpowiadający mi, że kierunek w którym zmierzam (czyli kierunek „szkoleniowca”) nie jest tym, co chcę robić w życiu. Że nie chcę spędzać połowy swojego czasu jaki mam na tej planecie prowadząc wielogodzinne szkolenia. Głos ten był bardzo cichy i na początku zupełnie go ignorowałem.

Gdy zaczął pojawiać się częściej, postanowiłem poświęcić mu trochę uwagi. Jednak od razu przyjąłem wtedy jedyną dla mnie możliwą interpretację – najwyraźniej w wyniku jakichś ograniczających przekonań mam wątpliwości odnośnie tego co robię, a więc trzeba nad sobą popracować. Zacząłem więc zmieniać mało korzystne przekonania na temat prowadzenia szkoleń.

 

Po jakimś czasie, gdy nie byłem w stanie już znaleźć nic „ograniczającego” w swojej głowie w kontekście prowadzenia długich szkoleń, zdałem sobie sprawę, że jest lepiej – prowadzenie szkoleń znowu stało się czymś, co lubię robić i co daje mi dużo przyjemności i satysfakcji. Ale…. To było za mało. Wciąż nie czułem, że to jest „to” (chodzi tu głównie o szkolenia dłuższe niż jednodniowe – krótkie to coś, co nadal uwielbiam robić).

Wiem, że wiele osób by na tym poprzestało, bo zajęcie, które jest związane z pasją i które daje sporo przyjemności i satysfakcji, to naprawdę rewelacyjna opcja. Ja jednak mam silne przekonanie, że każdy człowiek może mieć od życia tak naprawdę wszystko, co sobie wymarzy – dlatego postanowiłem celować znacznie wyżej.

 

Zdecydowałem więc jeszcze raz się temu przyjrzeć i w wyniku kolejnych przemyśleń powstał artykuł „Czy to jest ‘TO’”. Zdałem sobie sprawę, ze prowadzenie wielogodzinnych i wielodniowych szkoleń po prostu nie jest dla mnie. To po prostu nie jest to, co chcę w życiu robić :)

Co ciekawe, na początku ten wniosek był dla mnie nie do przyjęcia! Wcześniej ten kierunek był dla mnie tak oczywisty i tak niepodważalny, że niezwykle trudno było mi z niego zrezygnować. Tkwiłem w silnym schemacie, że to jest dla mnie jedyna możliwa opcja przyszłości. Zainwestowałem w ten kierunek naprawdę dużo swojego czasu i energii, a tu nagle takie coś?

 

Przestałem tłumić głos, który wątpił w dotychczasowo obrany kierunek i pozwoliłem nowej idei rozprzestrzenić się w mojej głowie. Okazało się, że po prostu potrzebuję trochę czasu, aby się do tego przyzwyczaić. Dopiero po kilkunastu dniach od momentu, w którym uświadomiłem sobie swoje ślepe dążenie w utarty schemat „szkoleniowca” byłem gotów podjąć decyzję o zmianie toru życiowego.

Ulga była niesamowita. Tak jakbym zrzucił z siebie kilkadziesiąt kilo (nie żebym czuł się wcześniej ciężko, ale nagle udzieliła mi się wyjątkowa lekkość :). W mojej głowie zaczęły pojawiać się dziesiątki obrazów zapełnionych tym, co mogę fascynującego zrobić w najbliższym czasie, co związane jest z moją pasją do rozwoju osobistego, a co niekoniecznie powiązane jest z prowadzeniem wielogodzinnych szkoleń. Otworzyły się ogromne wrota nowych możliwości. Jeszcze nie wiedziałem, co konkretnie będę robić w przyszłości, ale byłem pewien, że to będzie coś absolutnie wyjątkowego.

 

Co dalej?

Zacząłem więc szukać i myśleć o tym, czym mogę się zająć. Oczywiście byłem w 100% pewien, że chcę, aby to była działalność nadal związana z rozwojem – to jest coś, co uwielbiam robić i pasjonuje mnie dzielenie się tym z innymi. Musiałem tylko znaleźć nową formę, nowy sposób na przekazywanie swojej wiedzy i umiejętności ludziom, którzy chcą mnie słuchać. Nie chciałem już spędzać wielu godzin w sali szkoleniowej, potrzebowałem nowych dróg na realizowanie swojej pasji.

Pomysły zaczęły się pojawiać jak tylko zadałem sobie jedno pytanie: „Co byłoby dla mnie absolutnie najbardziej wyjątkowym i najbardziej atrakcyjnym zajęciem?”, „Co da mi całą masę frajdy, przyjemności i spełnienia?”.

Po długich burzach mózgów znalazłem kilka nowych idei związanych z rozwojem i ustaliłem plan działania na najbliższe dwa lata. Plan jest tak dla mnie odlotowy, że nie mogę się doczekać każdej sekundy zbliżającego się czasu. Teraz wiem, że stworzenie tak atrakcyjnego planu jest podstawą realizacji swoich celów – bo dzięki temu masz naprawdę dużo motywacji, aby działać w tym kierunku.

 

Co to za plan? Najogólniej mówiąc, mam zamiar dzielić się wiedzą i doświadczeniem o rozwoju w bardzo innowacyjny sposób. Mam przy tym na myśli dwa duże projekty, które w tej chwili kształtują się w mojej głowie i którymi póki co jeszcze nie będę się z Wami dzielić. Mogę jedynie powiedzieć, że z pewnością będzie to coś, co w dużym stopniu zmieni rynek rozwoju osobistego w Polsce. Jestem już zdecydowany, aby te projekty wdrożyć, dlatego pochłoną one większość mojego czasu w przyszłym roku.

[AKTUALIZACJA 18.05.2011] - Wyżej opisany projekt został już przeze mnie zrealizowany. Zobacz czym jest 30-dniowy, multimedialny program rozwoju osobistego Life Architect BOX - Zaprojektuj swoje życie i działaj.

Obok tego chcę mocno skoncentrować się na coachingach indywidualnych. Uwielbiam pracę w cztery oczy i to będzie w tej chwili jeden z głównych kierunków mojego rozwoju. Do tego często będę organizować szkolenia online – jako niezwykle ciekawą formę przekazywania wiedzy i umożliwiania rozwoju tym, którzy z powodów lokalizacji nie mogli się pojawiać na szkoleniach w Poznaniu lub Warszawie.

Raz na jakiś czas na pewno będę również prowadzić pojedyncze, jednodniowe szkolenia stacjonarne. Nie będzie to jednak rdzeń mojej działalności. Chętnie będę szkolić w ramach różnego rodzaju eventów czy konferencji.

 

O dwóch nowych projektach, które w tej chwili są na etapie planowania, prawdopodobnie niedługo Was poinformuję, ale teraz jeszcze nie chcę obiecywać konkretnych terminów (choć nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo chciałbym się tymi pomysłami podzielić!). Potrzebuję czasu, aby wybrać najbardziej odpowiednią formę dla tych idei i stworzyć dokładny plan ich realizacji.

W tej chwili już wiem, że mój proces zmiany toru dobiegł końca. Przynajmniej ten konkretny proces – nigdy nie wiadomo, czy za jakiś czas znów to nie nastąpi :) Dopuszczam taką możliwość i wydaje mi się, że to jest w życiu najbardziej fascynujące – na pewnym etapie po prostu możesz wybierać, czym się chcesz w najbliższym czasie zająć.

Teraz więc już mogę skupić się na nowym kierunku i zaczynam realizować nowe cele. Cieszę się, że miałem odwagę dokonać tej zmiany toru i wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

 

Krótki przepis na zmianę toru

Poniżej zebrałem kilka wniosków wynikających z tego co doświadczyłem w ostatnich miesiącach oraz parę wskazówek, które mogą Tobie pomóc przejść przez podobną zmianę toru tak, aby wybrać nowy, fascynujący kierunek w życiu.

 

1. Pierwszym krokiem zawsze jest odkrycie tego, czy to czym się zajmujesz jest tym, co na pewno chcesz robić. Do tego potrzebujesz artykułu „Czy to jest ‘TO’”.

2. Jeśli jesteś pewien, że to co robisz to nie „to”, zacznij podważać obraz jedynego słusznego według Ciebie kierunku, który masz w głowie. Podważ całą swoją dotychczasową wizję przyszłości. Zacznij przyzwyczajać się do myśli, że ona wcale taka nie musi być. Myśl o tym każdego dnia.

3. To może trochę potrwać i pewnie nie stanie się z dnia na dzień. W końcu jednak będziesz gotów do tego, aby „oficjalnie” zrezygnować z dotychczas obranego kierunku. Podejmij tą decyzję mimo, że jeszcze nie wiesz, co będziesz robić zamiast tego.

4. Jeśli pojawi się myśl „straciłem X lat swojego życia”, spójrz na to z innej strony. Każde doświadczenie jest nam w życiu potrzebne i widocznie to był jeden z ważnych etapów Twojego życia. To ukształtowało Cię tym, kim jesteś teraz – doceń każdą chwilę tego, co robiłeś wcześniej, nawet jeśli nie zawsze było to pasjonujące. I pamiętaj, nigdy nie jest za późno, aby zmienić zajęcie. Poświęcając odpowiednią ilość czasu jesteś w stanie się nauczyć wszystkiego.

 

5. Zadaj sobie pytanie „Co byłoby dla mnie absolutnie najbardziej wyjątkowym i najbardziej atrakcyjnym zajęciem?” i zacznij szukać pomysłów. NIE zadawaj sobie pytania „Do czego się najbardziej nadaję?”, bo to pytanie może nie dać Ci odpowiedzi, która będzie dla Ciebie wyjątkowo atrakcyjna. A tylko takiej odpowiedzi chcesz szukać!

Taki brainstorming również może potrwać kilka, czasami nawet kilkanaście dni. Jeśli mimo to nie jesteś w stanie znaleźć pomysłu na siebie – zacznij próbować różnych rzeczy, które mogą Cię zainteresować. Przeczytaj też artykuł Jak odnaleźć swoją pasję.

6. Gdy już znajdziesz nowy kierunek, nowe zajęcie, nowy pomysł na swoją przyszłość – usiądź i przelej to na papier. Postaw sobie konkretne i ambitne cele, nadaj każdemu swój deadline. Podejmij decyzję o wyruszeniu w nową podróż.

7. Zacznij realizować nowy plan i baw się dobrze! Pamiętaj, że nie podejmujesz decyzji na całe życie – w każdej chwili będziesz mógł znowu zmienić kierunek. Nie ma potrzeby, abyś zobowiązywał się tylko do jednego zawodu na zawsze. Odkrywaj życie i rób to, co odpowiada Tobie najbardziej.

Pamiętaj, że Twój sposób na zmianę kierunku może wyglądać inaczej niż mój. Zawsze świadomie obserwuj swoje życie i podejmuj decyzje adekwatnie do tego, co sądzisz, że jest dla Ciebie najlepsze.

 

Jeśli stoisz w tej chwili przed podobną decyzją, co ja całkiem niedawno – trzymam za Ciebie kciuki i jestem pewien, że zdobędziesz się na odwagę, aby sięgnąć po to, co w życiu najlepsze. Pamiętaj, że jesteśmy na tej planecie bardzo krótko i nie warto marnować tych dni na robienie czegoś, co nie sprawia Ci frajdy. Znajdź zatem coś, czym będziesz się zajmować z uwielbieniem i podejmij decyzję, że właśnie to będziesz robić… każdego dnia całej reszty Twojego życia!

Napisz komentarz

  • Cinex

    Świetny wpis :) najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie jest się nigdzie przywiązany i zobowiązany do niczego! Zawsze możesz zakończyć swoje sprawy w jednej branży tematyce i zacząć przygodę w innej i to jest właśnie wspaniałe!

    Nigdy nie marnuje się swojego czasu, bo wszystkie konstruktywne zajęcia jakie wykonywaliśmy, wykonujemy i będziemy kiedyś wykonywać dają nam doświadczenie i wiedzę. Jak coś Ci się znudziło, bądź nie sprawia Ci takiej frajdy jak kiedyś, można zrobić sobie dłuższą przerwę i powrócić do tego kiedyś, albo zrezygnować zupełnie. To jest w tym wszystkim właśnie cudowne, że wszystko zależy od nas samych!

    Istnieje oczywiście jeden warunek, trzeba po prostu chcieć i myśleć nieszablonowo, żeby znaleźć to co się kocha robić :)

    Pozdrawiam Michale!

  • e-l

    Mi bardzo pomogło ostatnio ustawienie swojego celu życiowego na proces: "przede wszystkim dobrze się bawić". I o to chodzi w życiu, nie o miliard baksow.

    Ważne jest też przekonanie na temat tego, że to co robiłeś to nie był stracony czas, no bo przecież jak ? (nawet w szkole poznałeś fajnych ludzi, wyrwałeś jakąś fajną laskę, wpadłeś na niezły pomysł na PO (lol)) ,

    Tak jak mówił @Cinex, zebrałeś doświadczenie, całkiem niezłe żniwo.

    Świetnie się bawiłeś, teraz już nie jest tak fajnie jak kiedyś, zmieniam tor i bawię się dalej . Tak można dowolną ilość razy.

    Teraz zrozumiałem głupotę w kategoriach "o kurde czy to jest naprawdę to , ojeejjej".
    Do wszystkiego można mieć ale. Baw się, jeśli przestało cię bawić, idź bawić się gdzie indziej, ale baw się, nie podpieraj ścian ...

  • acwo

    it's gonna be legen-dary?

  • Michu

    Gratulacje Michał!
    Skądś znam to uczucie ulgi- absolutnie piękne.
    Jesteśmy tu rzeczywiście bardzo, bardzo krótko, dlatego tak bardzo uwielbiam sypowiedź Steve'a Jobs'a:
    Remembering that you are going to die is the best way I know to avoid the trap of thinking you have something to lose. You are already naked. There is no reason not to follow your heart.
    - Steve Jobs
    Pozdrawiam!

  • W sumie pozostajesz w otoczeniu samorozwoju i przekazywania wiedzy i rozwiązań. Więc to bardziej taka korekta toru niż jego zmiana. Co nie zmienia faktu, że warto dokonywać takich korekt, gdy obrany cel przestaje być atrakcyjny a obok pojawia się lepszy :)

    To pisząc mam za sobą kilka takich korekt - żadne szkolenia w grupie :)

    Sukcesów życzę :)

  • Ada$

    Bardzo podobał mi się dzisiejszy wpis ;) Osobiście mam problem z wykonywaniem działań. Chodzi mi o ten szeroko rozumiany "słomiany zapał". Jak ktoś mnie pochwali np. w szkole (jeszcze kilka miesięcy i ją skończe) to osiadam na laurach, prawie zawsze tak mam. Oczywiście jest to w pewnym sensie motywacje, jak ktoś mi mówi że robie coś dobrze, ale jest takie coś we mnie, że później nie chce mi się już, bo nie mam tego zapału do wykonania zadania bo już jestem w tym "dobry". Może zna ktoś rade na to ;)

  • Bardzo mądry wpis. Problem w tym, że łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Wystarczy popatrzeć na otaczający nas świat. "Jesteśmy niewolnikami w białych koszulach.Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami.Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno." Czy ten cytat z 'Podziemnego kręgu' nie oddaje rzeczywistości? Trzeba bardzo dużo odwagi, aby powiedzieć DOŚĆ. Nie o tym marzyłem, nie to chcę robić. Jestem teraz na początku swojej drogi, za kilka miesięcy matura, potem studia. Wiem, że muszę znaleźć coś, co mnie będzie interesowało, aby nie zmarnować tych lat. Z tym, że cały czas szukam TEGO. Bardzo mi pomógł Twój wpis o poszukiwaniu pasji w życiu.

  • Orest - w moim odczuciu jest to zdecydowanie zmiana a nie korekta, bo w konsekwencji zupełnie zmienia się to jak chcę żyć w przyszłości. Ale owszem, wciąż ta sama branża :)

    Wasp - Cytat w pewnym sensie jest ok, ale pamiętaj, że to ludzie sami siebie czynią niewolnikami; ludzie sami się zmuszają do wykonywania pracy, której nienawidzą. Najważniejsze jest to aby pamiętać o tym, że jesteś całkowicie odpowiedzialny za swoje życie.

    Nie potrzebujesz wcale bardzo dużo odwagi, potrzebujesz zmienić swój sposób myślenia. Bo gdy zrozumiesz jak głupie jest podążanie za społecznym dogmatem "sukcesu" a jak przyjemne może być realizowanie swoich pasji, wtedy po prostu podejmujesz decyzję o rezygnacji z wyścigu szczurów i zaczynasz robić coś co daje Ci frajdę. W pewnym momencie jest to po prostu inteligentna decyzja a nie akt odwagi.

  • W pewnym momencie to będzie inteligenta decyzja, ale przecież nie wszystkim tak łatwo przychodzi zerwanie z dogmatem 'sukcesu'. Dużo ludzi wpadło w pewnie schemat, z góry wie jak ma wyglądać ich życie, aby byli szczęśliwy. Tylko gdzieś po drodze zagubili siebie. Tak, masz racje świadomość tego, że jestem całkowicie odpowiedzialna za swoje życie, ma tu duże znacznie. Dzięki temu wiem, że mogę zmieniać kierunek swojego życia, kiedy tylko będę tego chciała, będę tego potrzebowała. Ucieczka z wyścigu szczurów chyba nie jest tak prosta dla wszystkich, jak była np dla mnie. Ja już wiem, że szczęśliwszym człowiekiem jest drwal, który wykonuje swoją pracę z radością, niż prezes wielkiej firmy, który swojej pracy nienawidzi. Odwaga czy inteligenta decyzja? Moim zdaniem tutaj duże znaczenie ma świadomość świata, ale też siebie, swoich pragnień, marzeń etc. Dużo ludzi zostało już w dzieciństwie zaprogramowanych przez swoich rodziców, opiekunów, nauczycieli. Nikt nie mówi im rób to co lubisz, ale rób to co daje duże pieniądze. A gdzie tu satysfakcja, radość z życia? Nie wiem. Moja ucieczka z wyścigu szczurów, to moja świadoma decyzja, jestem świadoma konsekwencji jakie z tego wynikają. 'Sternikiem swoich losów jesteś sam, własnej duszy kapitanem'. Pozdrawiam ;)

  • Michał: To posłużę się obrazowym przykładem :) Ostatnio japońska agencja kosmiczna kapkę pomyliła się w kursie i ich sonda "nie trafiła" w orbitę Wenusa. Nici z badania, trzeba czekać na następną okazję 6 lat. Niby niewielka różnica w kursie, a efekt zupełnie inny :)

    Zmianą toru dla mnie byłoby gdybyś zajął się np... garncarstwem ;)

  • emily

    Jestem w trakcie realizacji 4 pkt :)
    zaczęło się tak...
    od kilku miesięcy czułam się znudzona swoją pracą, po czym dość szybko moje znudzenie zaczęło przeistaczać się w frustrację.Praca którą wykonywałam kompletnie mnie nie interesowała, nie zgadzałam sie z jej założeniami,czułam sie wykorzystywana.Dlatego postanowiłam odejść,zerwać raz na zawsze z ówczesną branżą.Od dwóch dni jestem bez pracy i bez jakiegoś konkretnego pomysłu na przyszłość.Mam 27 lat i nie czuję się z tym dobrze tzn bez pracy. Jednakże wiem że inaczej zrobić nie mogłam bo byłam nieszczęśliwa. Teraz wszystko zależy ode mnie, ponieważ jeśli sama nie zatroszczę się o siebie to nikt tego za mnie nie zrobi:)
    trzeba słuchać głosu wew.
    wartościowy artykuł :)

  • ClinkZ

    Witam! świetne wpisy godne uwagi i zastanowienia się nad życiem,jednak po przeczytaniu wszystkich postów dalej stwierdzam że nie potrafie wprowadzić tej wiedzy w życie - wiadomo rzeczy typu lenistwo zwycięża nad człowiekiem czy brak czasu, przez co jestem nieszczęśliwy i chciałbym by było tu napisane jak zastosować to w życiu codziennym podać jakiś przykład, aby nigdy nie odczuwał już częstego uczucia i myśli po co mi żyć gdy jestem nieszczęśliwy i marnuje swoje życie ? Pozdrawiam

  • e-l

    @ClinkZ
    jeżeli są godne uwagi i zastanowienia, to może czas się nad nimi zastanowić ? (lubię czy, aczkolwiek raczej, może nie lubię ... swojej pracy)

    Jeżeli lenistwo nad tobą zwycięża, to może nie masz dobrego powodu aby się od niego oderwać ? A brak czasu wynika z lenistwa, bo spędzasz go na lenistwu.

    hmm... coś w tym jest, nieprawdaż ?

  • ClinkZ

    Taaa niby coś w tym jest ale uważam że tematy te są po to by to w każdym z nas odmienić co mi się raczej nie udaje ;/

  • ClinkZ

    a brak czasu wynika też z takich czynników jak uzależnienia np.komputer,spanie itp... jak i dużo zajęć.

  • e-l

    brak czasu i brak pieniędzy to 2 największe wymówki społeczeństwa.

  • Martin

    Artykuł dał mi wiele do myślenia. Powodzenia Michał!!

    @ClinkZ na co czekasz? Nie siedź tyle na kompie, ogranicz spanie i potem jeszcze raz przeczytaj ten artykuł.

  • ClinkZ

    Gadanie... też sobie wiele rzeczy mówiłem że zrobie i jakoś potem tego nie robie np. przez miesiąc będę chodził na basen chodziłem tydzień i tak ze wszystkim nauka,pasja, co kolwiek.

  • e-l

    Jesteś na razie po ciemnej stronie mocy.
    I co chcesz tak zostawić to wszystko ?
    Czy podoba ci się to ?
    Mniemam, że nie, szukałeś zmian, dlatego tu jesteś, a wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.

    Może zacznij od:
    http://michalpasterski.pl/2010/07/szczescie-w-12-dni/

    Poza tym zajrzyj na forum i inne posty bloga (zwłaszcza przewodnik po prawej).

    Kiedy wejdziesz na ten link nagle odmieni się całe twoje życie, wszystko się zmieni na lepsze, będziesz miał chęci i motywacje, poznasz sens swojego życia - NIE kurde, tu nie ma magicznego guzika, jeżeli nie zaczniesz KONSEKWENTNIE działać, nic się nie zmieni.

    ;)

  • Martin

    ClinkZ hahaha to sobie nie mów, tylko rób

    Jak myślisz, kto jest za to odpowiedzialny? Ty czy posty o rozwoju osobistym

    ;D

  • ClinkZ: Nie jesteś ciężkim przypadkiem jak Ci się wydaje :) Napisz do mnie maila i będziemy działać.

  • Waldemar

    Witam. Na początku Michale chcę napisać, że bardzo cenię to co robisz i podziwiam. Co więcej z chęcią zaglądam na Twój blog. Także już w paru miejscach widziałem posty Oresta.

    Zajmujemy się dość podobną branżą, lecz niestety obcując z innymi trenerami mam przykre wrażenia, że większość z nich to niestety teoretycy, po kursach NLP lub innych mniej lub bardziej udanych szkoleniach. Z drugiej strony poznałem wielu ludzi, szkoleniowców (mówimy tutaj o porządnej kadrze), którzy parę razy ścierali się z rzeczywistością, która nie zawsze traktowała ich lekko: bankrutowali, lądowali na ulicy, mieli próby samobójcze itp., lecz zamieniali porażkę w niesamowity sukces i teraz zmieniają życie i trenują innych.

    Moje pytanie brzmi: czy także miałeś jakieś doświadczenia (przeważnie bardzo bolesne w praktyce), które pomogły Ci przetestować to o czym piszesz i mówisz.

    Z chęcią też usłyszę opowieść Oresta jak to wyglądało u niego.

    Podziwiam Cię za to, że idziesz własną drogą i robisz to co kochasz, a przynajmniej szukasz tego co kochasz. Tak trzymać.

  • Waldemar: O ciekawą rzecz pytasz. Paręnaście dni temu miałem podobne przemyślenia. U mnie to wygląda tak:

    Do tej pory obyło się bez spektakularnych klęsk i upadków. Również żadnej szkoły pod górkę czy wiatru w oczy - nic bolesnego. Więc nie wiem na pewno jak moje osobiste podejścia sprawdzą się w sytuacjach naprawdę ekstremalnych. Mogę tylko przypuszczać, że raczej sobie poradzę, bo w sytuacjach mniejszego kalibru potrafię przejąć stery i skorygować co trzeba.

    Natomiast mam na koncie wiele błędów czy też "dostałem po łapkach" od różnych osób za przegięcia. Testując na sobie czy innych różne style życia czy podejścia do różnych spraw takie wpadki mi się zdarzają.

    Ciekawi mnie także jak to u Ciebie jest.

    Uśmiechy!
    Orest

  • Marcin

    "Ulga była niesamowita. Tak jakbym zrzucił z siebie kilkadziesiąt kilo (nie żebym czuł się wcześniej ciężko, ale nagle udzieliła mi się wyjątkowa lekkość :). W mojej głowie zaczęły pojawiać się dziesiątki obrazów zapełnionych tym, co mogę fascynującego zrobić w najbliższym czasie co związane jest z moją pasją do rozwoju osobistego a co niekoniecznie powiązane jest z prowadzeniem wielogodzinnych szkoleń. Otworzyły się ogromne wrota nowych możliwości. Jeszcze nie wiedziałem co konkretnie będę robić w przyszłości, ale byłem pewien, że to będzie coś absolutnie wyjątkowego."

    Oj dobrze wiem o czym piszesz.
    Gdy podjąłem decyzję o porzuceniu pracy, która nie dawała mi satysfakcji i kosztowała przy tym mnóstwo nerwów niewiele dając w zamian czułem się podobnie.
    Sama decyzja to nie wszystko - to co dało mi tego kopa to swoiste sformalizowanie jej, czyli złożenie wypowiedzenia z konkretną datą rozwiązania mojej umowy. Tego samego dnia czułem wręcz huraoptymizm, w nocy wyskoczyłem z łóżka, gdyż miałem zastrzyk niesamowitych pomysłów. Stan ten utrzymywał się bardzo długo.

    Niestety w chwili obecnej coraz więcej chwil czegoś w rodzaju zwątpienia. Moim głównym problemem jest mnogość różnych inicjatyw i zbytnie rozproszenie mojej uwagi. Grunt, że każdego dnia robię choć mały krok ku realizacji moich celów i wiem, że uda mi się je zrealizować.
    Pomimo braku stałego dochodu w chwili obecnej, nie ma dnia ani godziny kiedy żałowałbym swojej decyzji. Nie żałuję też ani jednej odrzuconej przeze mnie oferty pracy. Wytrwale dążę do realizacji swojej wizji.

    Pozdrowienia z nowego toru.

    PS
    Na Twojego bloga Michał trafiłem bardzo niedawno - jestem pod wrażeniem!

  • Waldemar

    Witam Oreście.

    Co do mnie to mam parę swoich porażek życiowych mniej lub bardziej poważnych. Swego czasu zbankrutowałem, zakończyłem długoletni związek opuściła mnie rodzina (bo nie miałem pieniędzy i skończyło się darmowe finansowanie ich życia) co w konsekwencji doprowadziło mnie do myśli o popełnieniu samobójstwa itd.

    Gdy już stałem "nad przepaścią" sam nie wiem co spowodowało, że powiedziałem sobie, że jak i tak chciałem skończyć ze sobą to rownie dobrze moge teraz robic w zyciu co zechce bo mi wszytko jedno. Moja przygoda z rozwojem osobistym rozkwitła na dobre. Postanowiłem, że będe jeszcze bardziej szalony niż kiedykolwiek wcześniej i działał odważniej jak nigdy w życiu (bo i tak nie miałem nic do stracenia).

    Moje bolesne doświadczenia pomagają mi w coachowaniu innych ludzi bo tez kiedyś byłem w takiej sytuacji jak oni.

    Dlatego też moje pytanie, ponieważ jest wielu trenerów (szczególnie goldenline), którzy chcą coachować ludzi, a sami nie zostali przetestowani przez życie. W efekcie często czynią więcej szkody niż pożytku.

    Michale??

  • Waldemar - Chcesz przez to powiedzieć, że dobrym coachem może zostać tylko osoba, która została przetestowana przez życie? Absolutnie nie zgadzam się z tezą, że jeśli ktoś nie miał prób samobójczych, bankructwa i innych ciężkich doświadczeń życiowych, to nie będzie dobrym coachem. Pomaganie ludziom wcale nie polega na powiedzeniu "ja też tak miałem, oto co zrobiłem". Najważniejsze jest aby rozłożyć sposób myślenia osoby na czynniki pierwsze i pomóc jej sobie uświadomić błędy w tym myśleniu. Jeśli masz odpowiednie umiejętności, możesz pomóc komuś nie załamać się podczas rozwodu, mimo że sam się nigdy nie rozwodziłeś.

    Oczywiście każde takie doświadczenie, przez które przejdziesz - stanie się cenną cegiełką do wachlarza tego, co możesz zaoferować osobie coachowanej. Warto jednak pamiętać, że to jest dodatek, nie warunek.

    Ja przeszedłem długą drogę radzenia sobie z rozmaitymi problemami, które niejednokrotnie były dla mnie trudne do przeskoczenia, uniknąłem jednak "ciężkich" doświadczeń życiowych, o których piszesz. Nie przeszkadza mi to jednak w pomaganiu innym z najlepszą jakością.

    Ostatnio prowadziłem coaching z osobą, która miała paraliżujący stres na egzaminie z prawa jazdy. Ja na swoim egzaminie byłem spokojny, więc sam nie miałem takiego doświadczenia jak osoba, którą miałem coachować. Mimo to po 3 godzinach współpracy przez Skype'a osiągnęliśmy cel coachingu, a paraliż zniknął bez śladu. Nie ma potrzeby, abym przeszedł przez każde "trudne" doświadczenie, aby umieć sobie z nim poradzić.

  • Waldemar: Dzięki za tak szczerą opowieść. Moje przeżycia więc nie równają się z Twoimi.
    Szczerze cieszę się, że wyszedłeś z tego obronną ręką.

    Co do GoldenLine to mam wrażenie, że tam jest raczej plebiscyt na piękne nazwy i tytuły. Sam w to dałem się wciągnąć (to jeden z moich testowania różnych rzecy). I fakt, że jakoś branża szkoleniowo/coachingowa jest tam baardzo widoczna. Ile z tych osób zajmuje się tym na poważnie i wysokim poziomie, a ile dorywczo i na słabym poziomie to się nie dowiemy tak łatwo.

  • Waldemar

    Michale piszesz:
    "że dobrym coachem może zostać tylko osoba, która została przetestowana przez życie?"

    Zauważ, że nigdy tego nie powiedziałem. ;] Psiałem, że w mojej praktyce wygląda to inaczej i często pracuję z klientami, którzy są po różnych coachingach i gdy mówią mi jak coaching wyglądał załamuję ręce. Psuje nam także to trochę branżę nie sądzisz?

    Nie zapominaj Michale, że odwiedzam Twojego bloga ponieważ uważam za wartościowe rzeczy, które przestawiasz na blogu. A na następne szkolenie sam z ciekawości pofatyguję się osobiście gdzie będziemy mogli się poznać.

    Życzę Ci sukcesów w nowym roku!! :D Jak to napisał Orest: Uśmiechów :D

  • Psiałem, że w mojej praktyce wygląda to inaczej i często pracuję z klientami, którzy są po różnych coachingach i gdy mówią mi jak coaching wyglądał załamuję ręce. Psuje nam także to trochę branżę nie sądzisz?

    Zgadzam się z tym, że bardzo często jakość pomocy coachów jest niedostateczna. Co do tego, czy nam to psuje branżę... Wierzę, że rynek zawsze sam weryfikuje kto powinien na nim pozostać :)

  • Ewelina

    Jestem na studiach , kierunku turystyka i rekreacja , ale chyba jest to nie to o czym marzę... Drzemie we mnie dusza artysty i chciałabym coś w tym kierunku zrobić, aktorstwo mnie bardza pasjonuje, uważam że jest to rozwijający człowieka zawód.
    Chętnie bym spróbowała się dostać , ale nie mam pieniędzy , a rodziców nie stać niestety na moje marzenia ...

  • Ewelina: Uczęszczasz może na zajęcia teatralne organizowane w teatrach? Są one najczęściej darmowe i oprócz nauki można potestować swoje marzenia.

  • kashoonya

    dla mnie to brzmi po prostu jak dopasowywanie filozofii do porażki czy niezadowolenia z życia - bez wątpienia jednak taka strategia odbudowuje zniszczone ego