Ten artykuł jest gościnnym wpisem Michała Maja — autora bloga zyciejestpiekne.eu. Michał zajmuje się takimi zagadnieniami jak produktywność, realizacja swoich celów i marzeń oraz życie w zgodzie z samym sobą. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego artykułów zapraszam na blog zyciejestpiekne.eu.
Nieśmiałość i brak pewności siebie to dość spory problem, z którym boryka się wiele osób. Kto z Was nie chciałby czuć się niesamowicie pewnie we wszystkich sytuacjach życiowych? Wyobraź sobie, że idąc na rozmowę kwalifikacyjną lub randkę tryskasz energią i radością a twoja pewność siebie rozpiera Cię od wewnątrz.
Zanim zaczniemy wpis chcę napisać o paru zasadach. Po pierwsze piszę z własnego doświadczenia. Nie jestem „demonem” pewności siebie, nie jestem w tym mistrzem. Kiedyś sam miałem z tym problemy, jednak udało mi się to zwalczyć. Po drugie informacja dla Panów: ten artykuł to nie poradnik jak wyrwać laski. Kursy uwodzenia są strasznie popularne i wiele osób zbiło na tym ostatnio bardzo duże pieniądze. I bardzo dobrze, bo skoro jest zapotrzebowanie na tego typu materiały, to czemu takich informacji nie sprzedawać?
Moim zdaniem wszystko sprowadza się do wiary w siebie i uważam, że jeżeli ktoś jest „pewny siebie” w życiu to i z „poderwaniem” dziewczyny nie będzie miał problemu. Zanim zaczniesz wyrywać dziewczyny na ulicy naucz się rozmawiać z panią z warzywniaka koło twojego domu. Wyłączamy więc panowie Word of warcraft, counter strike’a i wychodzimy do ludzi. Przepraszam, ale musiałem to napisać :)
Gdzie podzialiśmy się „my”?
Z pewnością siebie i nieśmiałością kwestia jest dziwna, bo zauważcie, że kiedyś nie mieliśmy z tym problemu. Będąc dzieckiem nie przejmowaliśmy się opiniami innych, mogliśmy latać na golasa, bez większych problemów nawiązywaliśmy kontakt z obcym dzieckiem w piaskownicy i wymyślaliśmy wspólne zabawy. Potem otoczenie pokazało nam, że trzeba się hamować a pokazywało w sposób brutalny — drwiąc z nas. Jesteśmy tego nieświadomi, ale jakieś proste wydarzenie z naszego dzieciństwa ma ogromny wpływ na nasze życie dziś.
Przyznaj szczerze, że gdy ktoś Cię kpi i szydzi z ciebie to czujesz się źle — prawda? Dlatego starasz się tego unikać i czasem lepiej dostosowywać się do otoczenia, niż zostać wyszydzonym. W ten sposób przez lata, dostosowujemy się do innych, aż nawet nie zauważamy, że jesteśmy całkiem innym człowiekiem. Przez takie dostosowywanie się z czasem tracimy nasze własne „ja”. Zauważamy, że udajemy kogoś kim nie jesteśmy. To jest wg mnie największym powodem braku pewności siebie. Gramy kogoś kim nie jesteśmy i boimy się, że zostanie to zdemaskowane. Warto więc usiąść i zastanowić się w jakiś leniwy weekend „kim jestem”. Bycie sobą — to przynosi największe rezultaty. To jest takie banalnie proste, a sam z własnego doświadczenia wiem, że trudne do wdrożenia i trzeba to szkolić latami. Pomocne może być jednak kilka kwestii:
Poczucie własnej wartości
Pewnie nie raz słyszałeś, że nie jesteś w stanie czegoś zrobić, jesteś za słaby i nie nadajesz się do tego. Mówią nam to od najmłodszych lat– w szkole, na podwórku, potem w pierwszej pracy. Pewnie nie raz porządnie zgnojony czułeś się bardzo źle i masz chwile, że czujesz się „beznadziejny”. Wcale tak nie jest. Każdy z nas ma ogromną paletę zalet i umiejętności, tylko tego nie zauważamy. Skupiamy się na tym czego nam brakuje, zamiast doceniać to co jest w naszym posiadaniu.
Kiedyś na pierwszym roku studiów miałem przedmiot „psychologia społeczna”. Na jednych z zajęć prowadząca zaproponowała nam wykonać pewne ćwiczenie: „Weźcie kartkę papieru i napiszcie 50 swoich zalet”. Wiecie co się stało? Ludzie dochodzili do maksymalnie 10 i nie potrafili dalej nic wymyślić. Część grupy w ogóle doszła do zdania, że to bez sensu i wyszli, żeby nie tracić swojego czasu. Czuli się sfrustrowani, że muszą wykonywać takie ćwiczenia.
Spróbuj ty również zrobić to ćwiczenie. Weź kartkę papieru, napisz 50 numerków i przy każdym dopisz swoje zalety. To wcale nie jest tak dużo i zauważysz, że jesteś w stanie je znaleźć. Przefiltruj to co potrafisz, co wiesz, jakie masz umiejętności i za co cenią Cię ludzie. Uwierz mi, masz dużo więcej zalet niż to 50. Dlaczego to ćwiczenie jest takie dobre? Ponieważ pokaże Ci, że tak naprawdę jesteś coś wart. Nie omiń tej części i na naprawdę wykonaj to ćwiczenie. Musisz wiedzieć kim jesteś i że jesteś kimś.

Naucz się przyjmować porażki
Kolejna rzecz, którą nam wmówiono, to że przegrywanie to coś złego. Nauczono nas w szkole dając złe oceny, karząc za porażki itp. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że jeżeli chcesz zwiększyć ilość sukcesów i zwycięstw, musisz też zwiększyć ilość porażek. Czasem w życiu trzeba po prostu zaryzykować, odważyć się i żyć przekonaniem, że nawet jak nam nie wyjdzie to świat się nie zawali. Ponadto uświadom sobie, że porażki to także świetna lekcja życia. Wyrabiają charakter, możesz z niej wyciągnąć wnioski na przyszłość, zdobyć doświadczenie i nauczyć się walki do końca.
Dlaczego jest to tak ważne w relacjach z ludźmi? Ponieważ czasem boimy się zrobić czegoś w towarzystwie, ponieważ jesteśmy przekonani, że będzie to porażką. Tak jak napisałem wyżej — unikamy „wyśmiania” i „szydzenia” w towarzystwie a przecież to jest totalnie bez sensu. Co to za towarzystwo, które będzie śmiało się z tego, co robisz? Warto odpowiedzieć sobie na to pytanie, kim dla Ciebie są ci ludzie z którymi spędzasz czas, skoro boisz się przy nich czegoś? Naprawdę dużo lepiej jest wrzucić na luz, sytuacje, które mogą cię zawstydzić obracać w żart i też się z tego śmiać. Spróbuj, a zobaczysz jakie przyniesie to efekty.
Nie jesteś ideałem
Kiedyś pewna osoba powiedziała mi słowa, które bardzo na mnie wpłynęły: „Nie jesteś 100 dolarowym banknotem, że musisz podobać się każdemu”. Takie proste, a takie prawdziwe. Nie jesteś perfekcyjny i musisz być tego świadom. Ciesz się tym jaki jesteś, co umiesz, co potrafisz i baw się tym.
Trenuj pewność siebie
Myślę, że pewność siebie to pewnego rodzaju umiejętność „okiełznania” swojej psychiki, którą można wytrenować, tak jak jazdę na nartach czy pływanie. Na początku może to być bolesne tak jak pierwsze upadki podczas próby jazdy po śniegu, ale trzeba zdać sobie sprawę, że wszystko jest kwestią doświadczenia. Jesteś w stanie nauczyć się wszystkiego– potrzebujesz tylko cierpliwości i czasu. Jak wytrenować pewność siebie?
- Zmień swoje przekonanie. Nasza nieśmiałość siedzi w naszej głowie. Większość to tylko nasze przekonania o nas samych. Mamy takiego wewnętrznego krytyka, który dostrzega wady a nie widzi zalet. Spróbuj go wyłączyć i przestań oceniać poprawność swoich zachowań. Najpierw ty sam uwierz, że brak pewności Ciebie nie dotyczy. Jeżeli ty sam w to uwierzysz– uwierzą też inni.
- Zmień postawę. Kiedyś gdzieś przeczytałem, że osoby pewne siebie mają całkiem inny sposób poruszania się. Zacząłem to analizować na przykładzie moich znajomych i faktycznie to działa. Osoby pewne siebie chodzą z głową na wprost, nie wbijają tępo wzroku w Ziemie. Ponadto chodzą dużo szybciej od innych. Rób tak i ty! Zacznij chodzić odrobinę szybciej i zawsze patrz z odwagą przed siebie. Nie garb się, głowa do góry i rusz przed siebie :)
- Patrz ludziom w oczy. Niesamowita magia jest w ludzkich oczach. Kiedyś nie potrafiłem tego robić, podczas kontaktu wzrokowego czułem się, jakby ktoś mnie „przeglądał” od wewnątrz. Podczas rozmowy patrzyłem na wszystko tylko nie na oczy mojego rozmówcy. Błąd! Patrząc w oczy wykazujesz zainteresowanie, między rozmówcami tworzy się jakaś więź. Teraz nawet idąc ulicą potrafię patrzeć w oczy przypadkowym przechodniom i potrafią z tego wyniknąć ciekawe sytuację. Nie stosuj tej zasady do gości w dresie, którzy chodzą i szukają komu tutaj dzisiaj ukraść komórkę :)
- Stawiaj się w trudnych sytuacjach społecznych. Pamiętasz artykuł Michała o strefie komfortu? Pisał tam o pokonywaniu swoich kolejnych barier i celowym stawianiu się w trudnych momentach. To działa nie tylko w przypadku podróży czy realizacji celów zawodowych, ale też w sytuacji kontaktów z innymi ludźmi. Jeżeli w szkole/ na uczelni/ pracy szukają chętnego do wykonania np. jakiejś prezentacji to zgłoś się ty. To będzie kolejna okazja do potrenowania pewności siebie.
Spróbuj uciąć sobie krótką pogawędkę ze sprzedawczynią sklepu zaczynając od czegoś prostego. Robiąc zakupy zapytaj, która wędlina jest lepsza i dlaczego poleca właśnie tą. Wyjdź po za standardowe „dzień dobry, ile płace, do widzenia”. Zacznij od czegoś małego i zobaczysz, że stopniowo przełamiesz kolejne „lody”.
W dużych miastach polski odbywają się spotkania Toastmasters. Jest to międzynarodowa organizacja, której celem jest nauka przywództwa i wystąpień publicznych. Jeżeli masz lęk przed wyjściem na środek i opowiadaniem czegoś przed publiką to koniecznie idź na spotkanie Toastmasters. Poprzez kolejne mowy wytrenujesz się i wyrobisz pewność siebie. Musisz tylko odważyć się na pierwszy ruch.
Bardzo dużą dawkę pewności siebie dają podróże. Na początku jest to niesamowicie trudna sytuacja, ale nie masz wyjścia– jeżeli się zgubisz musisz zaczepić przypadkową osobę i zapytać o drogę, w dodatku czasem w obcym języku. Gdy wrócisz do Polski poczujesz ile Ci to dało.

- Bądź organizatorem.
Spróbuj stopniowo przyjmować kierownictwo w niektórych kwestiach. Jeżeli umawiasz się gdzieś ze znajomymi to zaproponuj miejsce. Zaplanuj gdzie pójdziecie i to Ty sugeruj godzinę i dzień. Staraj się przewodzić takiej grupie. Na początku będzie trudno, ale z czasem wyrobisz to w sobie i zauważysz, że ludzie w jakiś sposób Cię słuchają.
To była pierwsza część artykułu na temat relacji z innymi ludźmi. Drugą część możesz przeczytać na blogu Michała — Jak rozbudować sieć kontaktów?




Super wpis, właśnie biore się za wypisywanie 50 zalet w moim pamiętniku :) Pozdrawiam Was Michały :)
Damian– Zachowaj sobie potem tą listę i za jakiś czas wróć do niej. Jesteśmy lepsi niż nam się wydaje, co udowadniamy sobie w sytuacjach bez wyjścia :)
Kursy uwodzenia są strasznie popularne i wiele osób zbiło na tym ostatnio bardzo duże pieniądze. I bardzo dobrze, bo skoro jest zapotrzebowanie na tego typu materiały, to czemu takich informacji nie sprzedawać?
Szkoda tylko, że duża część osób które z nich korzystała wyniosła z nich bardzo mało patrząc na statystyki jakie ostatnie zrobił jeden z trenerów relacji damsko-męskich. ;)
To jest wg mnie największym powodem braku pewności siebie.
Jak dla mnie najważniejszym powodem braku pewności było wychowanie przez rodziców. Ciągłe przypominanie bądź grzeczny, nie wychylaj się bo dostaniesz „po głowie”, nie miej swojego zdania, idź z tłumem. Myślę, że to miało większy wpływ na to jacy jesteśmy. Na pewno szkoła też miała na to wpływ bo pamiętam, że przez połowę podstawówki każdy był na równi i wszyscy musieli się w takim samym tempie rozwijać.
Jeżeli chodzi o ćwiczenie z 50 zaletami kiedyś wykonałem podobne ale z mniejszą ilością zalet. ;) Niestety kartkę gdzieś zgubiłem (albo sama się zgubiła? :D ) i tyle z zalet ale znam swoją wartość i myślę, że nie muszę robić tego ćwiczenia.
Masz racje pewność siebie da się wytrenować. Osobiście wytrenowałem ją na przekonaniach i właśnie na patrzeniu ludziom w oczy. Teraz sam się na siebie łapie, że się nieświadomie patrze na ludzi. Śmiesznie to musi wyglądać ale cóż.
Na pewno rady które dałeś pomogą ludziom zwiększyć swoją pewność.
Pozdrawiam,
Daniel.
Mi pewnosc siebie kojarzy jakoś negatywnie, z wygórowaną pewnoscią siebie, te osoby są głośne i trudno z nimi prowadzic dialog-zazwycza to monolog, chcą byc w centrum uwagi-ja sie wtedy wycofuje jak spotykam takie osoby. Z kolei to super sprawa jak sie widzi gdy niesmiała osoba zaczyna się powoli przed nami otwierac-takie osoby sa świetnymi-uważnymi sluchaczami i ja nie uwazam by w niesmialosci było cos złego, jak dla mnie ma to swój urok (: nie każdy musi byc liderem przeciez.
50 zalet — powiem Wam, że kiedyś będąc na terapii pani psycholog podała mi kartkę i mówi, żebym wypisał 5 zalet własnych. Wypisałem 3 i więcej nie umiałem — siedziałem nad tym kilkanaście minut.
Teraz z łatwością wypisałem ponad 50 zalet w kilka minut i mógłbym więcej. :) Gdy siadałem do pisania nawet nie wierzyłem, że wypiszę więcej niż 15.
[i]Osoby pewne siebie chodzą z głową na wprost, nie wbijają tępo wzroku w Ziemie.[b] Ponadto chodzą dużo szybciej od innych[/b][/i]
Moim zdaniem osoby pewne chodzą wolniej od innych. Ich ruchy są wolniejsze i płynniejsze. Szybkie ruchy pozostawiłbym nieśmiałym i nerwowym.
Daniel– Myślę, że to nie tylko wpływ rodziców ale całego środowiska. Po prostu szereg przypadków i sytuacji tworzy nasze życie :)
Malwa– wszystko jest dobre z umiarem. Przesadzanie na którąś ze stron nie jest wskazane. Taką wygórowaną pewność siebie to ja nazywam cwaniactwem :)
„Osoby pewne siebie chodzą z głową na wprost, nie wbijają tępo wzroku w Ziemie. [b]Ponadto chodzą dużo szybciej od innych.[/b]”
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że osoby pewne siebie chodzą szybciej. Wręcz przeciwnie. Osoby, które chodzą szybciej (o ile się gdzieś nie spieszą) zazwyczaj nie czerpią przyjemności z przebywania wśród ludzi i chcą jak najszybciej „zniknąć z oczu innym”.
Z kolei osoby, które są pewne siebie, które tak jak wspomniałeś lubią patrzeć innym ludziom w oczy, właśnie chodzą spokojnie. Wręcz nonszalancko spokojnie, są wyciszone wewnętrznie w zgodzie z samym sobą i przekonane o własnej wartości. Nie boją się konfrontacji z drugim człowiekiem na żadnym podłożu.
Z innej beczki podobało mi się nawiązanie do tego aby [u]ruszyć dupę sprzed komputera.[/u] Głównie komputer właśnie skutecznie hamuje rozwój pewności siebie (szczególnie u młodych). Człowiek zadawala się substytutem jakim jest satysfakcja z respektu innych wirtualnych geeków bo spędził x godzin więcej przy farmieniu po to aby mieć bardziej świecące ciuszki z lepszymi statystykami oręża. Masakra.. Wiem o czym mówie, bo sam kiedyś byłem takim geekiem. Rozwijałem wirtualnego „hipka” zamiast siebie. Brzmi cholernie żałośnie. Ale jest jeszcze bardziej prawdziwe.
Poza tym, należałoby wspomnieć o tym jak ważne jest aby się nie poddawać. Ludzie bardzo szybko się zniechęcają. Szczególnie Ci którzy nie znają jeszcze własnej wartości. Dostają dwa kopy w dupe, chylą głowe i zawracają żeby wybrać łatwiejszą ścieżkę. Snują się przez życie, w cieniu innych czy też w cieniu własnych porażek. Co gorsza, utożsamiają się z nimi przez co ich życie rzadko jest szczęśliwe. A jeśli nawet, to krótko.. Z mojego doświadczenia powiem, że bardzo pomogło mi właśnie zmienienie nastawienia. Kiedy pojawiała się próba (np przed tym aby przed grupą studencką coś zaprezentować, czy też zagadać do onieśmielającej urodą kobiety) to wewnętrznie wyobrażałem sobie że życie to właśnie gra. Po prostu inny rodzaj od których byłem uzależniony (mmorpg). Nawet gdybym musiał przy tym zginąć (metaforycznie) to w końcu z nabywanym doświadczeniem będe coraz lepszy. I patrząc z perspektywy czasu, mówiąc nieskromnie czuje i wiem że jestem.
Pozdrawiam wszystkich
steve1989 & wojownik– widzę, że kwestią sporną jest to chodzenie ;) Trudna sprawa, może macie rację. Ja to analizuje na moim otoczeniu. Może macie rację…
steve1989– ja tez kiedyś byłem geekiem i siedziałem głównie przy komputerze. Potem było ciężko mi wejść znów w otoczenie ludzi. Co do nie poddawania się to temat na drugi artykuł w sumie.
Malwa — Ktoś, kto tak bardzo stara się aby pokazać na zewnątrz, że jest absolutnie najlepszy z najlepszych robiąc to w sposób arogancki, nie do końca jest pewny siebie. Wygląda jakby był, ale musisz wiedzieć, że to jego strach przed brakiem wyjątkowości i przed tym, że może być gorszy od innych, jest źródłem tych aroganckich zachowań. Ktoś, kto jest pewien swojej wartości nie ma potrzeby zachowywać się w ten sposób. To nie jest tak, że pewność siebie ma skalę, w której wysokie wartości oznaczają bycie hamskim. Dlatego stwierdzenie „za dużo pewności siebie nie jest dobre” jest nie na miejscu — bo to nie wygórowana pewność siebie powoduje takie zachowania, ale coś zupełnie innego. Możesz być pewny siebie w 100% i być najbardziej sympatyczną, otwartą i życzliwą osobą na świecie — wszystko zależy od Twojego podejścia i intencji :) Wojownik, stev1989 — Zgadzam się z tym, że osoby pewne siebie chodzą wolniej. Wynika to głównie z fizjologii ciała. Głębszy oddech i zrelaksowane ciało pozwalają na spokojne, rytmiczne chodzenie.
tak, pewność siebie w bardzo dużej mierze zależy od wychowania, jednak nie jest na stałe określona, nie jesteśmy naznaczeni przez dzieciństwo w taki sposób alby nie można było tego zmienić!
Oczywiście łatwiej byłoby być od razu wyposażonym w ogromną dawkę wiary w siebie. Jednak nic do stracenia, musimy tylko pracować nad sobą i zmieniać nasze postawy, które są przeszkodą w pełnym korzystaniu z życia. Najtrudniejsze jest właśnie głębokie, ugruntowione przekonanie o sobie samym, że: tak ja się do tego nadaję, potrafię to zrobić. Poza tym uważam że efekty naszych działań są podyktowane tym co o sobie myślimy, nasza produktywność, efektywność wynika z oceny naszych własnych możliwości. Np efekty projektu który prwadzę będą się różnić nie tylko w zależności od czynników zewnętrznych ale także od tego na ile ja sama uważam że potrafię ten projekt wykonać źle, dobrze, średnio, czy doskonale. Za moją włąsną oceną będą podążać wydarzenia zewnętrzne. A zmiana zdania o włąsnej osobie i własnych możliwości to chyba najtrudniejsza zmiana. Więc do pracy nad sobą, bo warto! :)
W sumie są na ten temat specjalistyczne książki pisane przez ludzi, którzy takie zachowania śledzili przez wiele lat, jak chociażby np. Alan i Barbara Pease — Mowa ciała
A nie lepiej byłoby przyjąć takie przekonanie — „Nawet jak jestem do niczego to jestem w porządku i czuję się z tym dobrze” i wypisać 50 odniesień do tego. Próbował ktoś w ten deseń ?
Osoby nieśmiałe według mnie boją się poniżenia a z tym przekonaniem nikt nie może ich urazić.
Świetny wpis, dziękuję! Właśnie jestem przed egzaminem na studia (będę się i swoje prace prezentować przed mądrą komisją, przede mną mnóstwo świetnych, uzdolnionych osób), od paru dni bardzo spięta. Obmyślałam różne niepotrzebne strategie, w końcu mam spójną wizję siebie: od teraz luz, pewność siebie, dystans i radość. Dzięki za przypomnienie, Michale! :D
Dokładnie 3 lata temu byłem 21-letni skromnym, zakompleksionym i nieśmiałym chłopakiem. Jakimś cudem znalazłem pracę, która zupełnie przeczyła moim umiejętnościom. Chodzi tu o wystąpienia publiczne. Po roku bez trudu wychodziłem na scenę przed publiczność liczącą 200–300 nieznanych mi osób i potrafiłem bez problemu mówić, to co mam do powiedzenia.
Automatycznie przerzuciło się to na moje życie osobiste, bo z samotnika stałem się otwartą na nowe znajomości osobą, która zna swoją wartość.
Mi na początku bardzo pomagała dobrze dobrana afirmacja — którą to właśnie zmieniałem nawyki i przekonania zebrane w dzieciństwie tak więc polecam
@Janek: A nie lepiej byłoby przyjąć takie przekonanie – „Nawet jak jestem do niczego to jestem w porządku i czuję się z tym dobrze” i wypisać 50 odniesień do tego. Próbował ktoś w ten deseń ?
Osoby nieśmiałe według mnie boją się poniżenia a z tym przekonaniem nikt nie może ich urazić.
To jest ucieczka. To nie zadziała na dłuższą metę. Osoby nieśmiałe wyobrażają sobie że inni ich wyśmieją, urażą itd. Wyolbrzymiają to, zakładają że tak się stanie (niepotrzebnie!).
Tutaj trzeba na to spojrzeć. NA SWOJE MYŚLI, DIALOG WEWNĘTRZNY.
Metoda bezkompromisowa: mogę Cię teraz obrazić i wyśmiać na forum. Mogę do Ciebie zadzwonić i Cię wyśmiać. I teraz zobacz co się stanie:
1. Przeżyjesz to. Chociaż w myślach boisz się smiertelnie, Ty jednak to przeżyjesz. Umysł Cię nabrał. Warto mu bezgranicznie wierzyć? :)
2. Jeżeli bym tak zrobił — to świadczyłoby tylko o moich kompleksach, a nie o tym że z Tobą jest coś nie tak. Kiedy ktoś Cię wyśmiewa — to ta osoba ma problem ze sobą.
@Andrzej — czyli tak naprawdę zastosowałeś w praktyce to o czym pisze Michał, i co jest głównym motorem każdej zmiany — zrobiłeś coś NOWEGO.
Wyszedłeś ze strefy komfortu, rzuciłeś się na głęboką wodę. Przeszedłeś swój (pozorny) strach w myślach, i zrobiłeś to.
Gratuluję, jesteś praktykiem, o to chodzi!
Łukasz Jamrożny, to o czym pisałem jest podejściem specjlisty od nieśmiałości Artura Króla (wpisz w google to znjadziesz), który twierdzi że zazwyczaj osoby nieśmiałe mają zawyżone poczucie własnej wartości.
Michał Pasterski, znasz Artura Króla ale nie wiem czy znasz jego poglądy co do poczucia własnej wartości osób nieśmiałych. Jeżeli się im przyjrzałeś to nie zgadzasz się z nimi że piszesz odwrotnie niż on ??
Ja też mam problem z nieśmiałością. Ostatnio nawet czesto się czerwienię.. doszło już do tego stopnia, że wystarczy że jakaś osoba (nawet znajoma) sie mnie o coś zapyta i na mnie spojrzy, ja już czuję że krew mi napływa i cała twarz się czerwieni. Boję się spojrzeń. Wcześniej tak nie miałam.. tylko w liceum tez sie czerwieniłam, ale potem mi przeszło na klika lat, a teraz znów wróciło, bo znalazłam się w niewygodnej sytuacji — zaczerwieniałam się a ta osoba świdrowała mnie wzrokiem.. Denerwuje mnie to bardzo, bo nawet przy osobie znajomej mi sie tak zdarza, chociaż nie odczuwam żadnego stresu przy niej.. Myslę, że to przez tamtą sytuację. Wystarczy też że ktoś nieznajomy podejdzie, zapyta się mnie o coś a ja już czuje że zaraz się zaczerwienię i to spojrzenie! najlepsze jest to, że w zasadzie nie jestem aż tak bardzo nieśmiała, potrafie uśmiechnąć się do pani w sklepie, zagadać, ogólnie uważana jestem za osobe wesołą, uśmiechniętą…Tylko coś sobie wkręciłam w głowę i teraz nie wiem jak nad tym zapanować? ;(
Bardzo ciekawy artykuł, w ogóle od dłuższego czasu, to jak mam jakiś problem natury psychologicznej to zaglądam na Twój blog. Pozdrawiam
@Andrzej — jak dostać taką pracę :) ? Uwielbiam występować publicznie!
Miałem lęk przed podejściem do dowolnej osoby na ulicy i powiedzeniem — na przykład — dzień dobry. Tak samo z dziewczynami. Przy tak głębokich lękach czuję że odkopuję prawdziwego siebie spod ton gruzów.
Wspaniały artykuł, po raz pierwszy w życiu znalazłem 50 swoich zalet, a to już chyba pięćdziesiąta pierwsza :) ?
@Janek: „zazwyczaj osoby nieśmiałe mają zawyżone poczucie własnej wartości.”
Zawyżone czy zaniżone — tutaj można sporo teoretyzować, szklanka w połowie pełna czy w połowie pusta? Kto ma rację? :)
Natomiast jedno jest pewne:
„Nawet jak jestem do niczego to jestem w porządku i czuję się z tym dobrze” i wypisać 50 odniesień do tego.”
Takiego podejścia używałbym z rozwagą, i głębszym zrozumieniem — bo jeżeli nieodpowiednio użyte może spowodować więcej szkody niż pożytku. Czyli właśnie ucieczkę, i podejście na zasadzie: ’taki jestem, i nie mogę się zmienić.’
Oczywiście na każdego działa co innego, także tutaj nie ma monopolu na rację:)
Janek — przekonanie „jestem do niczego” nie będzie źródłem emocji wspierających pewność siebie. Dlaczego ktoś miałby wierzyć w to, że jest do niczego?
Znamy się z Arturem, jednak nie przyjrzałem się jego poglądom na temat pewności siebie. P.S. Zaznaczam też, że powyższy artykuł jest wpisem gościnnym, nie mojego autorstwa.
sunny — zachęcam do tego, abyś przerobiła tą sytuację, w której znowu zaczęłaś się czerwienić za pomocą ćwiczenia, które znajdziesz w artykule Jak poradzić sobie z przeszłością.
Ale przekonanie ” Jestem największym idiotą na świecie, stało się trudno i nic tego nie zmieni” ma już duży wpływ na śmiałość, bo już nikt nie może mnie urazić jeżeli zaakceptowałem to że jetsem najgłupszy i spoko :) I w tym momencie mogę robić co chcę w każdym miejscu bez obawy że wypadnę gorzej niż jestem.
Łukasz Jamrożny, gdyby osoby nieśmiałe miały niskie poczucie wartości, nie interesowałoby ich to co inni o nich myślą bo wkońcu są nie warci tego że inni o nich myślą.
Osoba nieśmiała uważa że jest dużo warta i wtedy boi się że ktoś może mieć inne zdanie o niej jako o głupiej lub mało wartej.
Łukasz Jamrożny — bez n :)
Idąc tym tropem, możnaby podejść do porażek w ten sposób:
„Jestem tak beznadziejny że bardziej już się nie da, więc każda porażka potwierdza tylko moją beznadziejność, a że jestem na samym dnie beznadziejności, to jest spoko, gorzej już nie będzie :)”
„Sadomasochizm pełną gębą, mimo powyższego zdania uważam że jestem sporo warty” :)
Jak dla mnie zdecydowanie zdrowsze jest podejście:
„Jestem człowiekiem, pozwalam sobie na porażki, bo są one naturalną częścia mojego (i nie tylko mojego) życia, dzięki nim się uczę, i jest spoko, luz :)”
I teraz co ja widzę między Twoimi słowami:
„I w tym momencie mogę robić co chcę w każdym miejscu bez obawy że wypadnę gorzej niż jestem.”
Czyli zakładasz że jest źle, a nawet bardzo źle. Bo przecież już gorzej nie wypadniesz. Pytanie czy o to chodziło?
Dość specyficzne podejście prezentujesz, skoro jednak dla Ciebie się sprawdza, to ok.. :)
Jakoś nie mam śmiałości żeby się wpełni zgrać z tym podejściem :) Ale na pewno w końcu to zrobie.
Podejście pochodzi konkretniej od Andrew Austina i jest potwierdzine przez Artura który specjalizuje się w nieśmiałości i twierdzi że sprawdza się u ponad 200 osób z którymi pracował.
„Jestem człowiekiem, pozwalam sobie na porażki, bo są one naturalną częścia mojego (i nie tylko mojego) życia, dzięki nim się uczę, i jest spoko, luz :)”
A jeżeli porażki byłyby częścią tylko Twojego życia to już nie było by tak różowo ? Zdanie w nawiasie moim zdaniem mówi że na szczęście inni z Twojej grupy też mają porażki to Ty też możesz ale jakby nie mieli to już by nie było tak wesoło ;)
„Czyli zakładasz że jest źle, a nawet bardzo źle. Bo przecież już gorzej nie wypadniesz. Pytanie czy o to chodziło?”
Chodzi o to że uważam się za osobę która źle wypada i czuje się z tym ok. Wiec jak mam jakiś cel np. sprzedać jakiś produkt to skupiam się np. na mówieniu o tym produkcie w superlatywach z uśmiechem na ustach, a nie na tym jak wypadnę.
Co odrazu daje mi więcej luzu bo nie martwię się że mogę źle wypaść.
To tak jak z pozwoleniem sobie na bycie heteroseksualnym facetem nie znaczy, że będziesz próbował przespać się z każdą kobietą, którą spotkasz na swojej drodze i tak samo zaakceptowanie siebie jako idioty nie oznacza że będziesz się zachowywał jak idiota.
głównie sposób wychowania przez rodziców
@Janek: „A jeżeli porażki byłyby częścią tylko Twojego życia to już nie było by tak różowo ? Zdanie w nawiasie moim zdaniem mówi że na szczęście inni z Twojej grupy też mają porażki to Ty też możesz ale jakby nie mieli to już by nie było tak wesoło ;)”
I tutaj wchodzą filtry percepcyjne — każdy ma inne :) Porażki są naturalne w życiu każdego człowieka, i powiem więcej — gdybym tylko ja miał do czynienia z porażkami, a inni nie.. to byłoby to bardzo niesprawiedliwe w stosunku do innych. Dlaczego?
Bo porażki są bezcenne (wiedza i doświadczenie), i mimo że bywają czasem męczące — nie zrezygnowałbym z nich za nic, niezależnie czy inni by je mieli, czy też nie. :)
„zaakceptowanie siebie jako idioty nie oznacza że będziesz się zachowywał jak idiota.”
Ok, mnie się kłóci to podejście — „zaakceptowanie siebie jako idioty” ale to być może jeden z etapów przejściowych, i sam odkryjesz inne :)
[…] chwili możemy go zrzucić, trzeba tylko odważyć się na to i pokonać pewne bariery strachu. Śmiałość do ludzi trenuje się, tak jak mięśnie na siłowni. Co zrobiłeś w ostatnich tygodniach ty, aby taki mięsień rozwijał […]
Rozumiem, że Janek podpiera się wiedzą specjalisty więc trzeba przyznać, że poniżanie samego siebie może działać. Nie jestem tylko pewny czy interpretacja Janka jest na pewno zgodna z intencjami.
Rozumiem, że wmówienie sobie, że jest tak źle, że gorzej być nie może chroni przed upadkiem (zranieniem) ale czy taka osoba będzie miała siłę by podejmować wyzwania. Jeżeli szef zapyta kto przygotuje prezentacje na nowe spotkanie to kto się zgłosi? Ten który uważa, że jest zupełnie beznadziejny czy, ten który uważa, że nawet jeśli nie zrobi idealnej prezentacji to nic strasznego się nie stanie?
Myślę, że ten drugi. Zrobi, uda się lub nie. Może dostanie awans, podwyżkę albo uznanie szefa. Może dostanie naganę i będzie go to kosztowało trochę stresu — w zamian doświadczenie na przyszłość i większa szansa na sukces kolejnym razem.
Dlatego do mnie przemawia ten drugi model.
Kacper:
„Ten który uważa, że jest zupełnie beznadziejny czy, ten który uważa, że nawet jeśli nie zrobi idealnej prezentacji to nic strasznego się nie stanie? ”
Wyobraź sobie dwie sytuacje:
I. Ale jedno wychodzi z drugiego bo jak wychodzę na scenę to pojawiają się myśli „jak wypadnę ?„i od razu moje: „hujow*” :) i jest spokój z myśleniem o mnie jak wypadne bo już wiem jak wypadne i się na tym nie skupiam a skupiam się na tym co mam do powiedzenia.
Po przedtawieniu widz podchodzi do mnie i mówi „Ale wypadłeś h**owo”. A ja się nie dziwie nic nowego i nic strasznego się nie stało :D
II. Wychodzę na scenę, pojawia się myśl „jak wypadnę ?” i od razu moje: „zajebiście” :) i jest spokój z myśleniem o mnie jak wypadne bo już wiem jak wypadne i się na tym nie skupiam a skupiam się na tym co mam do powiedzenia.
Po przedtawieniu widz podchodzi do mnie i mówi „Ale wypadłeś h**owo”. A ja się dziwie przecież miało być zajebiście : / Wszyscy mówią że h*jowo wypadłem i że jestem h*jem, bo to jakaś rozwydrzona młodzież była ;) i co wtedy…
ps. tak oczywiście ja widze wejście na scenę z myślą: „wypadam źle” i „wypadam zajebiście”, zobacz jak to wygląda u Ciebie, z chęcią przeczytam jak Ty to zobaczyłeś, tylko wyobraź to sobie a nie tylko przeczytaj co jest napisane.
Łukasz: „gdybym tylko ja miał do czynienia z porażkami, a inni nie.. to byłoby to bardzo niesprawiedliwe w stosunku do innych. Dlaczego?
Bo porażki są bezcenne (wiedza i doświadczenie), i mimo że bywają czasem męczące – nie zrezygnowałbym z nich za nic, niezależnie czy inni by je mieli, czy też nie. :)”
Dalej nie rozumiem dlaczego byłoby to niesprawiedliwe w stosunku do innych :/ Po co im niby miały by być porażki jak mogą ZAWSZE wygrywać ?
„Ok, mnie się kłóci to podejście – „zaakceptowanie siebie jako idioty” ale to być może jeden z etapów przejściowych, i sam odkryjesz inne :)”
Etap przejściowy ? do czego ?
Kacper: „Nie jestem tylko pewny czy interpretacja Janka jest na pewno zgodna z intencjami.”
Moja interpretacja tego jest taka, że akceptuje to że zawsze wypadam źle. I wtedy już się nie skupiam na tym jak wypadnę tylko na tym co mam do powiedzenia itp. Wtedy paradoksalnie wypadam za zwyczaj dobrze bo znika napięce z myślą „jak wypadnę”.
Łukasz: „@Janek: „A jeżeli porażki byłyby częścią tylko Twojego życia to już nie było by tak różowo ? Zdanie w nawiasie moim zdaniem mówi że na szczęście inni z Twojej grupy też mają porażki to Ty też możesz ale jakby nie mieli to już by nie było tak wesoło ;)”
I tutaj wchodzą filtry percepcyjne – każdy ma inne :) ”
Może filtry percepcji każdy ma inne ale jesteśmy genetycznie uwarunkowani do dążenia do największego statusu w swojej grupie, ma to swój początek 100 000 lat temu za czasów sawanny gdzie człowiek o większym statusie miał lepszy dostęp do żywności i samicy :) Dlatego teraz milioner w dzielnicy miliarderów czuje się biedakiem, a milioner w dzielncy tysięczników :P czuje się bogaczem.
„Po przedtawieniu widz podchodzi do mnie i mówi „Ale wypadłeś ***owo”. A ja się dziwie przecież miało być zajebiście : / Wszyscy mówią że **jowo wypadłem i że jestem **jem, bo to jakaś rozwydrzona młodzież była ;) i co wtedy…”
Pytanie jest jedno — czy pewna siebie osoba przejmuje się tym co ktoś powiedział? Jezeli byla to konstruktywna krytyka (’sluchaj: to bylo dobre w Twoim wystapieniu, jednak to i tamto jeszcze trzeba poprawic) to wtedy ok, ja bym podziekowal za feedback :)
A jezeli to krytyka dla samej krytyki, to wtedy szkoda Twojego czasu i mysli zeby sie na tym skupiac.. zapytaj znanych osob, ludzi ktorzy osiagneli sukces w swojej dziedzinie, ile slysza obelg, krytycznych wypowiedzi od zazdrosnikow itd.. Mnostwo, i maja to gdzies, bo i po co sie tym przejmowac ;)
„Dalej nie rozumiem dlaczego byłoby to niesprawiedliwe w stosunku do innych :/ Po co im niby miały by być porażki jak mogą ZAWSZE wygrywać ?”
Zawsze wygrywać? To mocno nierealne podejscie. :) Co wiecej, kiedy ktos zawsze wygrywa, znaczy ze robi tylko to w czym jest dobry, i nie probuje czegos nowego.. :)
Porazki, nieprzyjemnosci, dyskomfort — to wielki skarb i wartosc, mimo ze dostrzegamy to dopiero po czasie. I to calkowicie normalne, bo kto by sie cieszyl kiedy sie nie uklada..
Ale po czasie, okazuje sie, ze cos zrozumielismy, i ze te porazki byly po cos. Małysz nie wygrywał zawsze. W biznesie rowniez sa wzrosty, i gorsze momenty. Wszystko zalezy jak te gorsze momenty przejdziemy, co z tego wyciagniemy dla siebie, co na tym zyskamy.
Muszę przyznać, że czytając artykuł zdecydowałam się napisać 50 zalet. Powiem szczerze, że jak zaczynałam , to przy kilku zaczęłam się obawiać że nie dam rady. Ale jak przez chwilę zastanowiłam się nad sobą to kolejne przychodziły już z większą łatwością. Jest dobrze. Teraz będę do tej listy wypisywać kolejne:-)
Nie jest to wszystko takie proste. Ten kto jest niesmiały — wie, jak ciężko jest ze sobą wygrać choćby w najmniejszej walce, podczas gdy gla osoby odważnej jest to pikuś.
a moim zdaniem nieśmiałość nie istnieje. Jeżeli wstydzisz się podejść do kobiety to znaczy że to nie ta kobieta. Ja też myślałem, że jestem nieśmiały a jak zobaczyłem żonę to wszystkie nieśmiałości natychmiast znikły i zaatakowałem skutecznie jesteśmy małżeństwem nic ją nie bajerowałem po prostu mówiłem to co mi ślina na język przyniosła. Po prostu jak widzisz tą właściwą kobietę to jest kop testosteronu taki że na nic się nie oglądasz.
Super artykuł, już same przeczytanie go zwiększyło moją pewność siebie i podniosło chęć do działania ;) Czas teraz wdrożyć porady w życie ;) Pozdrawiam wszystkich ;D
Jak wszystkie artykuły na tym blogu ten także jest świetny ALE — co do ucinania sobie pogawędek z panią w sklepie nie byłbym taki pewien… rzuciło mi się to od razu w oczy : P robiłem kiedyś sezonowo jako pomoc w sklepie i wiem jak takie gadanie potrafi denerwować… koleś zamiast powiedzieć co chce , zapłacić , wziąć i wyjść gada przez 20 minut o jakiś kompletnych bzdurach , a jeżeli przez cały dzień trafi się paręnaście takich gagatków to pani ze sklepu wychodzi z pracy nabuzowana jak nikt : P Nic na siłę.
Dlatego jako rozmówca musisz mieć oczy i uszy szeroko otwarte, cały czas kalibrując reakce potencjalnego rozmówcy. Zadając jakieś niezobowiązujące pytanie puszczasz pewnego rodzaju sonar, dzięki któremu szybko się dowiesz czy osoba jest zaintersowana pogawędką, czy nie. Jeśli nie, nie warto na siłę ciągnąć rozmowy :)