Doskonała niedoskonałość

W społeczeństwie panuje przekonanie, że starzenie się człowieka to jego największa niedoskonałość. Ludzie robią wszystko, aby ten proces zatrzymać – albo poprzez wydłużanie życia...

W społeczeństwie panuje przekonanie, że starzenie się człowieka to jego największa niedoskonałość. Ludzie robią wszystko, aby ten proces zatrzymać – albo poprzez wydłużanie życia, albo poprzez stosowanie środków odmładzających.

Jeśli również postrzegasz starzenie się i umieranie jako naszą słabość – przeczytaj ten artykuł aby poznać niesamowity cel, jaki ma w tym proces ewolucji gatunków. Otwórz swój umysł i przygotuj się na gimnastykę Twoich przekonań :)

 

 

Z każdym dniem tyka nasz zegar biologiczny. Dla wielu jest to nieodwracalny proces, który by chcieli zatrzymać. Ta intencja może jednak mieć miejsce tylko w sytuacji niezrozumienia tego, jak działa ewolucja gatunków. Rzadko kiedy bowiem bierzemy pod uwagę jeden niezwykle istotny fakt…

Andre C. R. Martins, profesor nadzwyczajny na Wyższej Szkole Sztuk Pięknych, Nauk Przyrodniczych i Humanistycznych w Sao Paulo mówi: „Organizmy żywe nie powinny się starzeć, jeżeli tylko można temu zapobiec. Wykazują przecież nadzwyczajne zdolności regeneracyjne, które umożliwiają likwidację skutków różnego typu uszkodzeń, i nie ma żadnych fizjologicznych powodów, by uszkodzenia powstające w wyniku zwyczajnego upływu czasu nie mogły zostać naprawione w podobny sposób.” (źródło cytatu tutaj)

Pomyśl tylko co się dzieje gdy się skaleczysz w palec krojąc bułkę na śniadanie – na początku leci krew i szczypie, ale po kilku godzinach… rana się goi. Nasz organizm ma niezwykłą zdolność samoleczenia (o czym niestety zapomnieliśmy wypełniając nasze apteczki dziesiątkami leków, które zamiast pomagać tak naprawdę upośledzają tę umiejętność wyręczając układ odpornościowy i faszerując nas chemią, ale to temat na inny artykuł).

 

A to jeszcze nie wszystko - czy wiesz, jak powstaje rak? Jeśli nie, wyjaśnienie będzie dla Ciebie nie lada zaskoczeniem. Zdrowe komórki w naszym organizmie posiadają enzym informujący o długości życia tej komórki. Każda z nich ma więc przewidzianą długość istnienia. Dzielą się one określoną ilość razy, po czym obumierają. Natomiast komórki nowotworu są nieśmiertelne – posiadają ten sam enzym, przy czym mają dodatkowo zdolność do jego reprodukcji. W związku z tym mogą dzielić się w nieskończoność.

Odkrycie to naukowcy zawdzięczają Henriettcie Lacks, której komórki nowotworowe badali jeszcze długo po jej śmierci. Mieli do tego okazję, bo po pobraniu ich z organizmy chorej – rozmnażały się bez przerwy, nie obumierając. Jak pisze polski biolog Dr. hab. Jacek Kubiak, „(…) komórki Henrietty utraciły cechy zwykłych komórek i uzyskały nieśmiertelność pozwalającą na namnażanie się bez końca.” (link do pełnego artykułu)

 

Skoro komórki mogą być nieśmiertelne, to w teorii istoty żywe również mają taką możliwość. Jednak z konkretnego powodu ewolucja wybrała inną, znacznie skuteczniejszą w kontekście przetrwania gatunku drogę.

Jaką?

Starzenie się i umieranie. Jest to dla nas tak bardzo oczywisty proces, że mało kto zastanawia się nad jego ewolucyjnym sensem. W końcu organizmy żywe, które się starzeją, prędzej czy później powinny zostać wyparte przez takie organizmy, które mają umiejętność długowieczności. Chyba, że… starzenie się i umieranie ma jakiś konkretny cel.

I rzeczywiście – okazuje się bowiem, że gatunek, którego jednostki umierają są lepsze w adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. Występują bowiem mutacje, które umożliwiają istocie ludzkiej zawsze być „na bieżąco”. Każde kolejne pokolenie jest lepiej przystosowane do istniejących warunków otoczenia.

 

Dzięki temu gatunek, który jest śmiertelny jako całość ma dużo większe szanse na przetrwanie niż gatunek nieśmiertelny, który po dłuższym czasie pozostałby nieprzystosowany do warunków – a więc w końcu wymarłby na skutek zmian w środowisku (taką tezę zamieścił Andre C. R. Martins w swoim artykule Change and Aging Senescence as an Adaptation).

Aby to zrozumieć, musisz zacząć patrzeć na ludzkość jako na całość, nie jako na zlepek pojedynczych osobników. Ewolucja to proces, który inteligentnie kieruje gatunkiem ludzkim tak, aby przetrwał. Jesteśmy więc pod każdym kątem zaprojektowani w celowy sposób – dzięki naszej śmiertelności gatunek przetrwa.

 

Co ta wiedza Ci może dać oprócz głębszego zrozumienia procesu ewolucji?

- Zupełnie inne spojrzenie na to, czym jest życie i śmierć. Okazuje się, że nasza niedoskonałość jest bardzo doskonała. Daje bowiem naszemu gatunkowi dużo większą szansę na przetrwanie. Fakt, że się starzejemy nie jest naszą słabością! Wręcz przeciwnie – organizm, którego jesteśmy częścią ma się naprawdę dobrze.

- Zaczynasz patrzeć szerzej – nie tylko na dobrobyt jednostki, ale na dobrobyt gatunku. Możesz bowiem stać się nie podrzędną komórką, której zależy tylko na swoich własnych celach, ale ważną częścią całego organizmu. Gdy patrzymy na komórki naszego ciała, jako organizm nie dbamy o to czy kilka komórek obumrze czy nie – dbamy o to aby te najważniejsze komórki były dobrze odżywiane, chronione, itp. Czy Ty będziesz ważną komórką dla organizmu gatunku ludzkiego?

- Biorąc pod uwagę perspektywę procesu, który ma na celu ewoluowanie przez wiele pokoleń, Twoje codzienne problemy tak jakby… przestają mieć znaczenie :) Ważne już nie będzie to jak wypadniesz przed innymi jednostkami, ale na ile będziesz istotną jednostką dla całości. Zmieniają się priorytety, zmieniają się wartości.

- Otwierasz swój umysł na to, czego jeszcze nie znasz. Czy wszyscy ludzie są częściami jednego, inteligentnego organizmu? Czy łączy nas jakaś wyższa świadomość? Co jeszcze jest możliwe?

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że podobny mechanizm funkcjonuje na poziomie ludzkiej psychiki. Czasami gdy tracimy bliską nam osobę lub się z kimś rozstajemy, coś musi w nas umrzeć, abyśmy mogli dokonać adaptacji do nowych warunków. Jeśli opieramy się zmianie, nasza ewolucja, nasz rozwój na tym cierpi i jesteśmy słabszymi jednostkami. Nowa perspektywa pokazuje natomiast, że to jest naturalny proces, którego nie trzeba się bać – możesz zatem pozwolić aby w pewnych sytuacjach coś w Tobie umarło, bo zaraz narodzi się nowe, które w nowych warunkach będzie z pewnością lepsze dla Ciebie.

 

Otwarte umysły zapraszam do dyskusji :)

Napisz komentarz

  • Łukasz Mrozek

    Wnioski bardzo ładne, ale sam artykuł nie za bardzo mnie przekonuje... może jestem egoistą:)

  • Bardzo fajny wpis - czekam na artykuł o wpływie leków na układ immunologiczny :)

  • Kornel Szatkowski

    Niestety - chyba pierwszy raz na tym blogu - jestem trochę zawiedziony. :) Według mnie tytuł jest trochę mylący i nadawał by się na świetny nagłówek dla innego artykułu.

    Temat jest bardzo ciekawy, jednak nie przekonują mnie "argumenty" podane przez Ciebie, choć ja sam zaakceptowałem moją śmiertelność w dość zadowalającym stopniu i jestem zwolennikiem teorii ewolucji. Po prostu nie trafia do mnie hasło "Umieramy w imię ewolucji - to cudowne". Czemu miałbym chcieć się poświęcać w imię jakiejkolwiek idei? Fakt, że moja śmierć ma znaczenie nie bardzo mi pomaga - chyba zbytnio jestem przywiązany do tego świata. ;)

    Artykuł wyjaśnia czemu umieramy, podaje pozytywne tego konsekwencje, pozwala spojrzeć na proces starzenia się z innej perspektywy, ale nie sprawia, że jest mi z tym faktem lżej - ani trochę. Mam jednak nadzieję, że będę tutaj wyjątkiem. :)

    Zaintrygowała mnie ciekawostka na temat nieśmiertelności komórek nowotworowych za co szczerze dziękuję.

    Wolności i sukcesów, Kornel.

  • Jakub Królikowski

    Ewolucyjne podejście do problemu śmierci ma te same wady i zalety co ewolucyjne podejście do wszystkiego:
    -Pozwala wyjaśnić absolutnie wszystko i podeprzeć to faktami
    -To wyjaśnienie nigdy, przenigdy nas nijak nie urządza poza względami filozoficznymi ;)

    Akurat problemem śmiertelności interesuję się dość mocno i staram być na bieżąco(inne podejście uważam ze delikatną formę samobójstwa, trochę jak palenie papierosów).
    Samo zjawisko nieograniczonego podziału nie jest nowe. Wszystkie pierwotniaki tak funkcjonują. To rzecz jasna dodatkowo spowalnia ich ewolucję i ogranicza poziom skomplikowania.
    Jednak jako zadeklarowany darkworker skupiam dokładnie odwrotną stronę medalu ;), która pewnie dostrzegają wszyscy - a gdyby to kontrolować? Możemy ręcznie, z pewnym wyprzedzeniem, selekcjonować komórki, stopniowo możemy też dokładnie je modyfikować...

    Artykuł, ani Twój ani źródła, nie porusza tematu, który jak mnie zawsze uczono jest podstawą starzenia. Pomijając szczegółową terminologię, przy każdym podziale tracimy końcówkę DNA. Nie jest to większy problem, ponieważ w zasadzie mamy więcej końcówki niż DNA. A potem przychodzi starość. Jak mają się komórki HeLa do tego?

  • pitos

    Ewolucja sprawiła, że zaczęliśmy wierzyć w to, że musimy umrzeć, chociaż wcale tak nie musi być. Bogowie nie umierają, kiedy znowu zdamy sobie sprawę z tego, że to każdy z nas jest Bogiem wtedy przestaniemu umierać.

    • Do artykułu dopisałem jeden myślnik na końcu tekstu - ważna rzecz przyszła mi do głowy :)

      Kornel - Gatunek ludzki jest wielkim, żyjącym systemem i każdy z nas jest jego częścią. Nie chodzi o to aby umierać w imię jakiejś idei - chodzi o to, abyś zyskał nową perspektywę na to na czym to wszystko polega. Artykuł ma otwierać na nowe perspektywy, sprawić, że się przez chwilę zastanowimy nad mechanizmami kierującymi rozwojem naszego gatunku - co niekoniecznie musi sprawić, że będziemy czuć się dużo lepiej. Pisząc go chcę pobudzić do myślenia, a nie pocieszyć czytelnika. Jednocześnie jeśli wyjdziemy poza nasze drobne z perspektywy ewolucji życiowe cele (chcę więcej zarobić, chcę mieć fajne wakacje) możemy zacząć zauważać nowe, większe, które będą niektórych bardziej motywować (chcę nauczyć ludzi jak mogą żyć lepiej, jak mogą być zdrowsi, itp.).

      Jakub - Komórki HeLa to komórki, które właśnie miały możliwość odbudowywania końcówek DNA. Dlatego były nieśmiertelne. A skoro istnieją w środowisko naturalnym takie komórki lub istnieje możliwość, aby powstały, teoretycznie mogłyby istnieć całe organizmy funkcjonujące w ten sposób. Jednak taki projekt zapewne by był ewolucyjnie bezużyteczny - właśnie ze względu na fakt, iż nie byłoby adaptacji do zmieniających się warunków.

      Bartek - Nasz umysł też wytworzył się na drodze ewolucji i to dzięki niemu jesteśmy tym kim jesteśmy, choć niewątpliwie w pewnych aspektach również nas ogranicza. Ograniczenia te dopiero jednak zauważamy gdy wszystkie nasze podstawowe potrzeby są zapewnione - bo gdy chcemy się spełniać i czuć się szczęśliwi, wtedy umysł często stoi na drodze.

      Zgadzam się Bartek z tym, że to ego często nie pozwala nam przyjąć do świadomości, że istnieje coś dużo, dużo więcej, niż my sami. Człowiek ma tendencję do stawiania samego siebie na miejscu Pana Wszechświata :)

      A jeśli chodzi o pustkę, która pozostaje po śmierci kogoś innego - zobacz, mechanizm jest bardzo podobny: coś umiera, bo coś innego musi się narodzić. Pewna część nas musi umrzeć abyśmy się adaptowali do zmieniających się warunków - jeśli opieramy się zmianie, nasza ewolucja na tym ucierpi.

  • Bartosz Jezierski – rozwój osobisty na jezierskibartosz.pl

    Hej,
    ciekawy artykuł, nawet intrygujący, w bardziej... hm, technicznym (?) stylu - znaczy się, odmienny niż większość tego, co miałem okazję przeczytać do tej pory na Twoim blogu.

    Zgadzam się z opinią co do tytułu wpisu - osobiście też myślałem o czymś innym niż rzeczywista treść, gdy go przeczytałem - ale to szczegół.

    Natomiast samym wpisem poruszyłeś temat rzekę, a właściwie to nawet kilka takich tematów.

    Umiejętności regeneracyjne organizmu? Są wspaniałe, jednak Jakub Królikowski wspomniał wcześniej o tym, iż z każdym podziałem tracimy końcówkę DNA. Też o tym czytałem artykuł ostatnio (niestety, nie pamiętam gdzie) i warto byłoby się temu przyjrzeć bliżej.

    Czy starzenie się to nasza doskonałość? Z pewnością. Człowiek jest doskonały, od samego początku do końca, a w moim mniemaniu jedyną rzeczą, jaka stoi na drodze do doskonałości jest nasz umysł. To w nas są wszystkie odpowiedzi na wszelkie pytania, czasem tylko nie potrafimy ich dostrzec.

    Jeśli chodzi o sam fakt tego, iż nie jest dane nam żyć wiecznie, myślę, że słowa Kornela Szatkowskiego "Czemu miałbym chcieć się poświęcać w imię jakiejkolwiek idei?" są ciekawym "dowodem" na to, że jest w człowieku coś takiego jak ego - a ono bardzo lubi się rozwijać i rządzić naszym życiem, a przez to może zniekształcić nam obraz tego, czym jest wszechświat i na jakich zasadach działa. Poza tym, nikt nie wie, czy np. nasz pobyt na Ziemi nie jest tylko częścią podróży naszej duszy, może istnieje coś takiego jak reinkarnacja (jako np. przepływ energii, którą jesteśmy) - kto wie?

    Poza tym, często nie możemy zaakceptować śmierci z powodu tego, że tracimy bliskich. Przywiązujemy się do innych, czasami uzależniamy nasze szczęście od nich - a wtedy, gdy odchodzą czujemy pustkę. A gdyby tak można było cieszyć się każdą relacją, czerpać z niej i dawać ile tylko się da i po wszystkim być po prostu szczęśliwym, że miało się okazję poznać taką osobę?

    Pozdrawiam,
    Bartosz Jezierski

  • Kasia eM

    Wydaje mi się, że takie podejście do tematu śmierci może trafiać głównie do ateistów i nie wiem, do kogo poza tym.. Do mnie zupełnie nie trafia i zupełnie nie potrzebuję takiego ewolucyjnego podejścia, przede wszystkim dlatego, że nie zadaję sobie w kółko pytania "dlaczego umieramy?". Nasze życie tutaj jest dla mnie etapem rozwoju naszej nieśmiertelnej duszy, a śmierć naturalnym zakończeniem tego etapu, ale bynajmniej nie zakończeniem istnienia. Co nie znaczy oczywiście, że jest mi obojętne, kiedy umrę albo że nie boję się śmierci bliskich. Wiem jednak, że wynika z to z bardzo zawężonej perspektywy, ograniczonej przez naszą materialną gęstość.
    Nawet gdybym jednak miała założyć, że nie mamy nieśmiertelnej duszy, cała ta "wyższa idea", którą ma być ewolucja dalej nic dla mnie nie znaczy. Skoro umrę i mnie nie będzie, to co mnie obchodzi, czy dzięki mojej śmierci gatunek ludzki będzie lepiej się rozwijał? I czemu cele gatunku mają być wyższe i lepsze niż moje osobiste? Cele jednostki to niekoniecznie, jak piszesz, "chcę więcej zarobić", "chcę mieć fajne wakacje", ale np. "chcę mieć więcej empatii dla innych", "chcę nie ulegać lękom" czy "chcę okazywać więcej pozytywnych emocji". A rozwój duchowy jednostek też prowadzi do rozwoju ludzkości. Wystarczy spojrzeć na to, jak teraz w niebywałym tempie wznosi się nasza ludzka świadomość - co zaczyna się na poziomie jednostki.

    Co do wpływu śmierci bliskich na nas, to się w sumie zgadzam - jest to okazja do tego, żeby się uczyć, doświadczać, otwierać na nowe i przede wszystkim przestać uzależniać swoje szczęście i byt od obecności innych...

  • Michał: o, to bardzo sympatycznie. Nie wiem jak Ty i reszta czytelników, ale z przyjemnością byłbym tego typu ewolucyjną porażką :P

  • Kornel Szatkowski

    @Michał: W takim razie nie jestem targetem tego artykułu. Do podobnych wniosków doszedłem już sam jakiś czas temu i choć to coś wyjaśnia, daje szansę na egzystencjalne rozważania i otwiera umysł (jednak moim zdaniem w niewielkim stopniu), nie polepsza to jakości mojego życia w żaden zauważalny sposób.

    Najwidoczniej uprzedziłem się do tego postu, uznając po przeczytaniu pierwszych zdań, że ma on na celu pomóć w akceptacji procesu starzenia i naszej śmiertelności. Bywa. ;)

    Piszesz, że umysł często stoi na drodze do szczęścia i spełnienia. Słuszna refleksja.

    @Bartek: Nawet jeśli istnieje coś takiego jak reikarnacja czy dusza to co to cokolwiek zmienia?

    @Michał i Bartek: Ego. Niedoskonała część niedoskonałego mechanizmu - umysłu, który jak wszystko ma swoje wady i zalety. Jednak cel tego małego mentalnego trybiku uważam za co najmniej szczytny: chce dla mnie jak najlepiej - a czy liczy się coś innego? Czy tendencja do stawiania się na miejscu Pana Wszechświata jest czymś negatywnym? Ja w to szczerze wątpię.

    Pozdrawiam, Kornel.

  • Orricht

    Dziwny ten wpis, bo zasadniczo nic nie wnosi do życia. Świadomość trwałości gatunku (co jest oczywiście prawdą) zupełnie nie pomaga w zrozumieniu trudności dnia codziennego.

    Ostatni myślinik - nasuwa się się taki cytat:
    "Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity."

  • Paul

    Wydaje mi się, że takie podejście do tematu śmierci może trafiać głównie do ateistów i nie wiem, do kogo poza tym.. Do mnie zupełnie nie trafia i zupełnie nie potrzebuję takiego ewolucyjnego podejścia, przede wszystkim dlatego, że nie zadaję sobie w kółko pytania „dlaczego umieramy?”. Nasze życie tutaj jest dla mnie etapem rozwoju naszej nieśmiertelnej duszy, a śmierć naturalnym zakończeniem tego etapu, ale bynajmniej nie zakończeniem istnienia. Co nie znaczy oczywiście, że jest mi obojętne, kiedy umrę albo że nie boję się śmierci bliskich. Wiem jednak, że wynika z to z bardzo zawężonej perspektywy, ograniczonej przez naszą materialną gęstość.
    Nawet gdybym jednak miała założyć, że nie mamy nieśmiertelnej duszy, cała ta „wyższa idea”, którą ma być ewolucja dalej nic dla mnie nie znaczy. Skoro umrę i mnie nie będzie, to co mnie obchodzi, czy dzięki mojej śmierci gatunek ludzki będzie lepiej się rozwijał? I czemu cele gatunku mają być wyższe i lepsze niż moje osobiste? Cele jednostki to niekoniecznie, jak piszesz, „chcę więcej zarobić”, „chcę mieć fajne wakacje”, ale np. „chcę mieć więcej empatii dla innych”, „chcę nie ulegać lękom” czy „chcę okazywać więcej pozytywnych emocji”. A rozwój duchowy jednostek też prowadzi do rozwoju ludzkości. Wystarczy spojrzeć na to, jak teraz w niebywałym tempie wznosi się nasza ludzka świadomość – co zaczyna się na poziomie jednostki.

    +1

  • Jakub Mikołajczak

    Kasia Em - "Skoro umrę i mnie nie będzie, to co mnie obchodzi, czy dzięki mojej śmierci gatunek ludzki będzie lepiej się rozwijał?"

    Napisałaś, że ludzka świadomość wznosi się w niebywałym tempie, a wcześniej, że nie obchodzi Cię gatunek ludzki po Twojej śmierci. Moim zdaniem jeżeli większość ludzi myślałoby w taki sposób jak Ty, to nie możemy mówić o rozwoju naszej świadomości.

    Wyższa świadomość to więcej współczucia. Człowiek świadomy chce jak najlepiej dla każdego drugiego człowieka - nawet jak już go nie ma na tym świecie :)

  • Bartosz Jezierski – rozwój osobisty na jezierskibartosz.pl

    @Michał - rzeczywiście, może być tak, że aby coś w nas się narodziło, coś musi umrzeć.

    @Kornel - jeśli istnieje reinkarnacja czy dusza, to zmienia to bardzo wiele :). Chociażby to, że pobyt na Ziemi jest przygodą w 3 wymiarze. Kto wie, jak może wyglądać przygoda w 4, 5 czy 17? A może Twoja dusza zaplanowała sobie takie życie, jakie wiedziesz, aby zrozumieć pewne kwestie?

    Co do ego - ja sądzę, że człowiek jest doskonały. Wszystko na naszym świecie jest doskonałe. Nóż jest doskonały i zabójstwo nim wykonane też. Tak samo jak przekrojenie nim chleba też będzie doskonałe. "Zło" i "dobro" w to wszystko wplątuje umysł, kierując się sumieniem, które jest częścią większej idei będącej "spoza" umysłu, czyli moralności - bynajmniej ja to tak odbieram. Dlatego "ego" jest produktem naszego umysłu, a nie umysłem - z tego powodu w przyszłości mam nadzieję się od niego uwolnić i dlatego uważam je za zbędne, mimo tego, że obecnie w zupełności je akceptuje i faktu jego "bycia" nie uważam za niedoskonałość (a wręcz przeciwnie, co już wspomniałem).

    Poza tym pozostaje pytanie - czy rzeczywiście ego chce najlepiej? Bo wydaje mi się, że ego ma bardzo duże ograniczenie - subiektywność oceny.

    @Kasia eM - "Wydaje mi się, że takie podejście do tematu śmierci może trafiać głównie do ateistów i nie wiem, do kogo poza tym" - nie jestem ateistą, nie jestem też teistą (w moim mniemaniu są to niemalże identyczne idee). A podejście "ewolucyjne" według mnie wcale nie wyklucza rozwiniętej duchowości. Powiedziałbym nawet, że duchowość jest ewolucją - i oczywiście byłoby to moje bardzo subiektywne zdanie :)

    Ciekawie czyta się Wasze komentarze, sądzę, że może się tutaj pojawić bardzo interesująca i wiele wnosząca dyskusja.

    @Jakub - z chęcią przyłączam się bycia ewolucyjną porażką ;)

    Pozdrawiam,
    Bartosz Jezierski

  • Paweł O.

    Ciekawe artykuł zahaczający o tematy z pogranicza biologii molekularnej oraz ewolucjonizmu:

    Dla ciekawskich wiedzy rozwinę kilka pojęć (tudzież naprostuję błędnie użyte pojęcia):
    - Rakiem nazywamy nowotwory tkanki nabłonkowej (dziwnie utarło się w języku potocznym określenie raka jako synonimu nowotworu);
    -Te końcówki DNA, które skracają się podczas podziałów naszych komórek to telomery
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Telomer_(genetyka)

    @Łukasz Matusik:
    - Jest dużo czynników wpływających na nasz układ immunologiczny, poza lekami. Leki "pomagają" naszemu organizmowi zwalczać obce dla naszego organizmu cząstki, które negatywnie wpływają na naszą fizjologię - homeostazę. Tak w uproszczeniu leki są cząstkami chemicznymi wchodzącymi w interakcje z naszym organizmem za pomocą receptorów rozmieszczonych w naszym organizmie, ale nie tylko, bo np. takie antybiotyki mają za zadanie oddziaływać z receptorami konkretnych drobnoustrojów (bakterii/grzybów), ale nie mieć wpływu na organizm ludzki - czyli nie być dla niego toksyczne. I tak antybiotyki mogą powodować u drobnoustrojów np. rozpad ich ściany komórkowej (antybiotyki z rodziny B-laktamów) co powoduje ich lizę. Po więcej informacji zapraszam na blogi tematyczne prowadzone przez specjalistów, tudzież na portale naukowe.

    @Kasia eM
    Jako ateista w pełni zgadzam się z wnioskami tego artykułu. Nie można zamykać się na własny egoizm wobec swojego gatunku, przecież nie kto inny jak ewolucja człowieka doprowadziła do tego, kim teraz jesteśmy, a jesteśmy zwierzętami, stojącymi na szczycie drabiny ekologicznej. Natomiast z drugiej strony, dobór naturalny, który ma miejsce cały czas, zmusza nas do rywalizowania miedzy sobą, po to, by nasze geny, a nie kogoś innego, dały podwalinę przyszłym pokoleniom.

    Pozdrawiam i przepraszam za skróty myślowe i pewne uproszczenia.

  • Mystic

    Większość z was chyba nie zrozumiała co tu jest istotne.

    Nie chodzi o pocieszenie was ani o technikę na polepszenie nastroju, ale o wyzwanie dla waszego umysłu:

    Jako jednostki macie instynkt samozachowawczy i śmierć jest dla was czymś wzbudzającym same negatywne uczucia - dość oczywiste, nie musicie tego powtarzać. Ale czy potraficie się na tyle myślowo ZDYSTANSOWAĆ od swojej osoby, bo dostrzec piękno i skuteczność mechanizmu ewolucji, choć na chwilę odkładając swoją wrogość wobec tego, co sprawia, że ludzie umierają?

    Sam wasz instynkt przetrwania i negatywne emocje wobec śmierci i ewolucji są częścią mechanizmu ewolucji - dogłębne uświadomienie sobie tego jest uczące niczym zagadka zen.

    • Bardzo się cieszę, że rozwinęła się tutaj taka dyskusja - to był jeden z celów umieszczenia na blogu takiego tekstu.

      Kasia eM - Zrozumienie mechanizmów ewolucji i tego jakie procesy rządzą rozwojem gatunku ludzkiego to według mnie nieodłączna część rozwoju duchowego. To dzięki chęci odkrywania zwiększa się zbiorowa świadomość ludzka - świadomość tego kim jesteśmy, dlaczego tu jesteśmy, po co tu jesteśmy i jak funkcjonujemy. Nie muszę wierzyć w biblijnego boga aby rozwijać się duchowo - nie muszę też być ateistą aby cieszyć się większym zrozumieniem.

      "I czemu cele gatunku mają być wyższe i lepsze niż moje osobiste?" - Wciąż patrzysz ze swojej jednostkowej perspektywy. Jak inaczej byś patrzyła na swoje życie na tej Ziemi, gdybyś na chwilę odłożyła na bok "JA jestem najważniejsza!" i spojrzała na wszystko z perspektywy jednego wielkiego systemu, którego jesteś częścią?

      Jakub - to nie oglądałeś filmów, w którym ludzie stawali się nieśmiertelni? Z tego co ja pamiętam, zawsze było to dla nich wielkie przekleństwo :)

      Kornel

      "Czy tendencja do stawiania się na miejscu Pana Wszechświata jest czymś negatywnym?"

      Nie jest czymś negatywnym, ale z drugiej strony też nie jest niczym pozytywnym. Takie podejście połączone z cierpieniem to niestety w wielu przypadkach rak naszej ludzkości - bo ludzie stawiając siebie na najwyższym miejscu ranią wiele innych istnień, nie tylko zwierząt, ale również jednostki własnego gatunku. Ponadto często ma to odzwierciedlenie w relacjach międzyludzkich, gdy zależy nam na tym, aby wszyscy zwracali na nas uwagę, abyśmy to my byli najważniejsi (bo jeśli ktoś uważa człowieka za Pana Wszechświata to zazwyczaj uważa również siebie samego za kogoś bardzo ważnego w swoim środowisku). Oczywiście to nie musi tak funkcjonować w Twoim przypadku, ale możesz się zastanowić jak to podejście materializuje się w Twoim życiu.

      Paweł - Dzięki za uzupełnienie i ciekawe informacje!

      Mystic - Dzięki za Twój komentarz, ująłeś to niezwykle trafnie. Chodzi dokładnie o nabranie tego dystansu do samego siebie.

  • paulina

    Jako jednostki macie instynkt samozachowawczy i śmierć jest dla was czymś wzbudzającym same negatywne uczucia – dość oczywiste, nie musicie tego powtarzać.

    Myślę, że nie śmierć, a umieranie. Boimy się tego, jakie to uczucie umierać, a jak już umrzemy będzie po krzyku.

    Ponura perspektywa. Mogę dla dobra ludzkości nie rozsiewać swoich genów ;)

  • Nasze organizmy są cudownymi biomaszynami :)

    Setki tysięcy procesów, które odbywają się z każdym naszym oddechem, mechanizmy regeneracji, przystosowywanie się do warunków otoczenia itd. nawet nie zagłębiając się szczególnie w kwestie medyczne, jest w pewnym sensie cudem.

    Dlatego też starzenie się oczywiście jest również w pewnym sensie cudownym procesem. Zwróćmy poza tym uwagę jak bardzo w przeciągu ostatnich stuleci rozciąga się średnia długość życia ludzi. W tym momencie medycyna idzie do przodu w ogromnym tempie (pewnie jej najbardziej zaawansowane technologie byłyby dawno dostępne dla przeciętnych ludzi gdyby nie silne lobby "określonych środowisk" :).

    Nie mamy pojęcia w tym momencie o ile dłużej w stosunku do np. naszych dziadków będzie żyć, przeciętnie, nasze pokolenie.

    Tak, umrzemy. Ale tak na prawdę, co z tego? Każdy dzień zbliża nas do śmierci, każde urodziny są przybliżeniem końca. Jeżeli ktoś obawia się śmierci to czy żyje na prawdę? Czy nie jest tak, że żyjesz na prawdę dopiero gdy wyzbywasz się jakiegokolwiek strachu?

    Gdy przestajesz się lękać śmierci i akceptujesz ją w stu procentach zaczynasz w pełni oddychać i przeżywać.

    Najwyższe techniki medytacyjne opierają się w założeniu na odcięciu od ego i odczuciu intuicyjnej więzi i jedności z całym wszechświatem. Wszystko jest jednym, przybiera tylko różne formy. Czy nie jest to w pewnym sensie zbliżone do perspektywy, którą Michał proponuje?

    Odczuwając jedność z absolutem automatycznie odczuwasz wolność, radość i spokój wewnętrzny. Śmierć i życie stają się częścią tego samego przepływu, w którym wszyscy uczestniczymy i zaczynamy go akceptować.

    Dzięki Michał za ten artykuł :)

    Każde poszerzenie mapy rzeczywistości i każda nowa perspektywa prowadzi do rozwoju.

    Każdy z nas jest Panem Wszechświatem. Wszyscy nim jesteśmy, jednocześnie paradoksalnie będąc całkowitymi indywidualnościami :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Rafał Cupiał

  • oj tam oj tam

    Czytał ktoś z was "Samolubny gen" ? Zdecydowanie warto!

  • Mery

    Jesli chodzi ewolucji o PRZYSTOSOWANIE, i dlatego umieramy, to jak to sie ma do ELASTYCZNOSCI mozgu o ktorym piszesz w innym artykule ?? czy to ze korzystamy z niego tylko w kilku procentach, to tez jakas droga na skruty do niesmiertelnosci gatunku ? czy "inteligentna ewolucja" lubi trwonic potencjal ? Wogule do mnie nie trafia ta teoria.Pozdrawiam.

  • Candies

    A idac w druga strone, wielu trenerow mowi o tym ze niektore rzeczy zanizaja poczucie wlasnej wartosci, takie jak zabijanie, klamanie. Czy sam fakt ze ktos kogos zabil, np. ostatnio Breivik ktory zabil kilkadziesiat osob oznacza ze jest gorszy? ...

  • lusy

    Polecam książkę "Boska Matryca", mówiącą między innymi o tym, jak wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni!
    Pozdrawiam.