Od werbalizowania do doświadczania

Co by się stało gdybyś umiał poznawać otaczający Cię świat bez nazywania tego, co widzisz? Umysł ma nawyk opisywania wszystkiego co poznaje. Utrudnia to doświadczanie życia w pełni...

3204930348_972ff53483_z

Photo by stuant63

Co by się stało gdybyś umiał poznawać otaczający Cię świat bez nazywania tego, co widzisz? Umysł ma nawyk opisywania wszystkiego co poznaje. Utrudnia to doświadczanie życia w pełni – przyklejając bowiem plakietki do każdego przedmiotu i zjawiska obdziera go ze wspaniałości, która przez nie przemawia.

Zrobimy doświadczenie, które pozwoli Ci na chwilę zapomnieć o słowach, które opisują daną rzecz –zaczniesz uczyć się odbierać rzeczywistość taką, jaka jest. Ujrzysz co jest za zasłoną utworzoną przez język, którym się posługujemy.

 

“Zauważasz kwiat i od razu werbalizujesz swoje uczucia, dostrzegasz człowieka przechodzącego przez ulicę i natychmiast opisujesz to, co widzisz. Umysł potrafi przekształcić każdą istniejącą rzecz w słowa. (...) Pozwól istnieć rzeczom, ludziom i sytuacjom bez nazywania ich. (...) Widzisz wschodzące słońce, czujesz je i natychmiast to werbalizujesz, gdzieś umyka ci przerwa pomiędzy widzeniem a opisywaniem. Spróbuj ją sobie uświadomić, odkryj, że wschód słońca to nie jest słowo, ale fakt, obecność, zjawisko.” OSHO, “Medytacja”

 

Nieopisane

Każda rzecz i zjawisko zostały już opisane przez umysł.

Monitor, który widzisz, klawiatura, w którą klikasz – mają już swoje nazwy. Maja definicje. Gdyby ktoś Cię spytał czym jest klawiatura – wiedziałbyś, jak odpowiedzieć.

Co by się jednak stało, gdybyś trzymał w rękach przedmiot, którego nigdy nie widziałeś? Przedmiot, który niczym nie przypomina Ci nic, co do tej pory widziałeś? Dziwny kształt, który wiesz, że do czegoś ma służyć, ale nie masz pojęcia co to jest.

 

Żeby go nazwać, najpierw musiałbyś go poznać. Dotknąć, obejrzeć, powąchać, postukać w niego, zważyć w dłoniach, być może nawet posmakować.

Pomyśl o tym i złap te kilka chwil, w których jeszcze nie zdążyłeś zacząć przypisywać słów temu co masz w dłoniach. Złap ten moment, w którym widzisz go takim, jakie jest. Bez ingerencji języka, który za chwilę zacznie tworzyć opisy tego co widzisz.

Umysł już szuka kategorii, którą może przypisać do tego przedmiotu. W kilka, może kilkanaście sekund zaszufladkuje ten przedmiot. Wciąż będzie zdziwiony nowością, ale wymyśli kilka możliwych definicji. Wszystko w umyśle ma swoją nazwę. Do opisywania rzeczywistości służy nam język, który jest naszym zbawieniem i jednocześnie przekleństwem.

 

Język

Z jednej strony stworzył naszą cywilizację. Pozwala nam istnieć w społeczeństwie, pozwala nam na nieustanny rozwój. Kształtuje ludzką świadomość, poczucie własnego JA. Umożliwia nam komunikowanie się z innymi ludźmi. Dzięki niemu nasz gatunek opanował planetę, na której mieszkamy. Pozwala nam opisać nasze wewnętrzne doświadczenia.

Z drugiej jednak strony język odbiera nam możliwość odbierania zjawisk takimi, jakie w rzeczywistości są.

Bo czy nasze wewnętrzne doświadczenia mogą być opisane? Czy gdy jesteś rozwścieczony na swojego szefa, słowo „rozwścieczony” wystarczy aby opisać bogactwo i intensywność emocji, które szaleją w Twoim ciele (nie mówiąc już o dziesiątkach przelatujących w Twojej głowie obrazów, na których szef zmywa naczynia w budce z kebabem)?

 

Różne oblicza języka

Photo by Jill

 

Gdy się śmiejesz, czy wystarczy powiedzieć „rozśmieszyło mnie to” aby opisać setki przyjemnych odczuć, które tańczą w Twoim brzuchu lub w klatce piersiowej? Opisując takie zjawiska pojedynczymi określeniami często tracimy możliwość odczucia ich w pełni, bo zaszufladkowanie ich to sygnał, że to jest coś już nam dobrze znane.

Tak samo jest z poznawaniem otaczającej nas rzeczywistości – wszystko jest przez umysł określane i definiowane.

 

Bez werbalizowania

Czym będzie wschód słońca, gdy zapomnisz o słowach i po prostu popatrzysz na niego odbierając go całym sobą? Czym jest kwiat, gdy nie masz słów aby go opisać? Czym jest śmiech, kiedy nie wiesz jak go nazwać? Czym jest ulubione danie, gdy poznajesz je nie słowami, a tylko zmysłem smaku?

Czy jest możliwe poznawanie świata bez plakietek?

Tak! Chociaż…

…nie jest to łatwe zadanie :) Umysł złożony jest z nawyków myślowych, które kształtowały się przez lata naszego życia. Patrząc na rzecz w sposób otwarty wciąż będzie chciał rzucić parę słów, które ją określą. Będzie oceniał to co znajome i odbierał to w sposób, do którego się przyzwyczaił.

 

Ćwicząc świadomość, wchodzenie w stan tu i teraz oraz bycie obecnym jesteś wstanie zacząć się otwierać na rzeczywistość taką jaka jest – jesteś wstanie zapomnieć o słowach i odkrywać na nowo.

Zachęcam do praktykowania stanu obecnościmedytowania. Niedługo po rozpoczęciu regularnej praktyki nauczyłem się „wyłączać” umysł na dłuższe chwile co otworzyło mi oczy nie tylko na wiele wspaniałości tego co mnie otacza, ale również na pewne mechanizmy działania naszego umysłu.

 

Doświadczanie

Pozwól, że Ci pokażę, jak można nauczyć się doświadczać rzeczy materialne i zjawiska.

Chwyć teraz coś, co masz w zasięgu ręki – długopis, szklankę, kartkę papieru. Zamknij oczy. Weź głęboki oddech i wyobraź sobie, że na chwilę odkładasz wszystkie swoje myśli na bok. Zapomnij czym jest to, co masz w dłoniach, do czego służy i co o tym sądzisz. Teraz otwórz oczy i spójrz na to tak, jak byś zobaczył tę rzecz pierwszy raz w życiu. Poczuj kształt i ciężar tego przedmiotu. Odczuj go całym sobą.

 

Różne strony postrzegania rzeczywistości

Photo by optick

 

Zaczynając od rzeczy i kontynuując na zjawiskach, możesz wyćwiczyć patrzenie na rzeczywistość, które jest wolne od definicji. Już niedługo będziesz mógł patrzeć na zachód słońca obserwując go bez ani jednego słowa wypowiedzianego przez swój dialog wewnętrzny. Zapewne czujesz, jak odmienne będzie to doświadczenie od tego co do tej pory miałeś okazję doświadczyć.

 

Komórki pełne rzeczywistości

Werbalizowanie, czyli używanie języka do bieżącego poznawania i określania otaczającej nas rzeczywistości ma nad niektórymi pełną kontrolę. Takie osoby są niewolnikami swojego umysłu, w wielu przypadkach nigdy nie budząc się z tego snu ani na chwilę. Uwierzyli w to, że są swoimi problemami, swoją pracą, swoimi podatkami, swoimi myślami i emocjami. Uwierzyli, że są swoim dialogiem wewnętrznym, który nigdy nie przestaje do nich mówić.

Są też osoby, takie jak Ty, które pielęgnują swoją świadomość – patrząc czasem z boku na swoje życie i zastanawiając się co można zrobić, aby było lepsze. Tworzysz nowe definicje, zmieniasz swoje emocje, patrzysz inaczej na świat. Czujesz się lepiej. Teraz możesz jednak wejść o poziom jeszcze wyżej – wychodząc na chwilę poza umysł, który czasami Cię ogranicza. Zobacz rzeczywistość taką, jaka jest. Bez słów.

 

Świetnie ujęła to ostatnio jedna Czytelniczka komentując mój wpis na facebooku (był to cytat z początku tego artykułu):

„Patrzę tak na świat od jakiegoś czasu. Wtedy prawie każda nasza komórka wypełnia się otaczającą rzeczywistością ;-)”

Właśnie o to chodzi, aby każda nasza komórka wypełniła się rzeczywistością, która nas otacza. Odczuwasz ją całym sobą – nie tylko umysłem, nie tylko rozumem.

Praktykuj wchodzenie w stan tu i teraz oraz medytację, a coraz łatwiej będzie Ci przychodziło doświadczanie rzeczywistości taką, jaka jest.

Wrażenia są… no cóż… nie do opisania ;)

Napisz komentarz

  • Świetny wpis Michał :)

    To niesamowite :), napisałem jakiś miesiąc temu artykuł o tej samej idei, jednak spojrzałem na nią z nieco innej perspektywy i zwróciłem uwagę na inne kwestie.

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany to zapraszam do lektury:
    http://natural-revolution.blogspot.com/2011/08/jak-uzyskac-autentyczny-obraz-swiata.html

    Uważam, że oczyszczenie się i przekroczenie umysłu jest podstawą rozwoju i naturalności. Wtedy patrzymy na świat rześko i autentycznie a wszystkie nasze złości, smutki, żale, problemy, gniewy ustępują miejsca prawdziwej obecności.

    Mamy dostęp do nieskażonego przekonaniami, wartościami, tożsamościami doskonałego rdzenia.

    Nie ma wspanialszego uczucia niż po prostu bycie.

    Ważne jest by umieć przebywać zawsze w stanie obecności i świadomie "transować" w świecie słów i idei w zależności od naszych potrzeb i celów, wracając do czystej teraźniejszości kiedy tylko chcemy.

    Poza koncentrowaniu się na zewnętrznych odczuciach wszystkich zmysłów w danej chwili, przydatne było dla mnie również jakościowe zrozumienie pewnego nihilizmu idei. Skoro wszystkie idee i słowa są wytworem umysłu - materialnie nie istnieją. Cały świat idei nie istnieje. To wszystko jest tak bardzo w Twojej głowie :)

    W żaden sposób Cie nie ogranicza ani nie krzywdzi.

    Możesz go tworzyć gdy tego potrzebujesz ale kiedy chcesz zanurzasz się znowu w pełną świadomość. Pozytywny Nihilizm jest tematem na dłuższy artykuł.

    Jakiś czas temu znalazłem również cytat Osho, który świetnie podsumowuje treść Twojego wpisu:

    "Umysł - nie jest medytacyjny (...) zawsze werbalizuje (...) potrafi zamienić każde egzystencjalne zdarzenie w słowa. I słowa stają się barierą, więzieniem. Przeszkodą dla umysłu medytacyjnego jest właśnie to nieustanne zamienianie zdarzeń w słowa i zamienianie egzystencji w słowa (...) Pierwszym wymogiem dla umysłu medytacyjnego jest więc bycie świadomym tego nieustannego werbalizowania i zdolność do zatrzymania tego procesu. Patrz na zdarzenia - nie werbalizuj ich (...) Medytacja oznacza życie bez słów, ponad słowami."

    Wydaję mi się, że pochodzi nawet z tego samego fragmentu tej samej książki co cytat przytoczony na początku artykułu.

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na jak najwięcej artykułów poświęconych obecności i autentycznemu postrzeganiu świata :)

    Rafał Cupiał

  • Oj, tu jest dużo więcej zabawy :)

    Na początek są poważne dyskusje naukowców na ile możemy w ogóle percypować bez słów. Czy jesteśmy w stanie tworzyć wtedy jakiekolwiek poważniejsze konstrukty?

    Dalej wydaje mi się, że utożsamiasz generalizacje(czyli wrzucenie do kategorii) z werbalizowaniem. Czy samo podłączenie do gestaltu nie jest już kategoryzowaniem?
    Od tego miejsca mamy już zautomatyzowaną reakcję emocjonalną, fizyczną.

    Dalej :)
    Mózg wrzuca w kategorie z automatu. Przystosowanie ewolucyjne, którego po prostu nijak i za nic nie obejdziemy. To nie będzie przedmiot X, ale będzie to przedmiot należący do grup A, B, C. Czyli coś czego należy się bać lub nie, coś co jest bolesne lub nie, coś pociągające seksualnie lub nie, coś ciężkiego lub nie, coś ruchomego lub nie.

    Pare lat temu ćwiczyłem niewebralizowanie myśli i doszedłem do wniosków przedsawionych powyżej. Analogiczne zresztą wyciągali naukowcy ;)

  • Emilia

    Michale dziękuję za kolejny dobry wpis :) to wszystko co piszesz działa na mnie niczym bomba zegarowa...czytam, staram się, myślę że nic..aż tu nagle ni to gruszki ni z pietruszki zauważam zmianę. Jest coraz lepiej.A medytacja...hmm to jest to :)
    Pozdrawiam i przesyłam najlepsze życzenia z okazji dnia chłopaka :)

  • Jakubie :)

    Czy zanim ludzie nie wykształcili języka jako formy porozumiewania się i nie mieli wyartykułowanych dialogów wewnętrznych nie "percypowali" świata :)?

    Nie wydaję mi się żeby Michał utożsamił werbalizację z kategoryzowaniem. Możliwe, że zastosował skrót myślowy - możesz, będąc obecnym, wyjść również poza kategoryzowanie.

    Gdy jestem obecny i patrzę np. na długopis to nie mam absolutnie żadnych myśli. Po prostu patrzę. To nie jest dla mnie ani coś ani nic. Dotykam go ale nie mam żadnej refleksji na temat jakiegokolwiek bodźca.

    Jest to wyjście poza umysł, poza gestalt, poza kategorie, szuflady, etykiety. Nie wrzucasz tego w schematy. To jest coś poza słowami, więc nawet słowa, których teraz używam są wyłącznie drogowskazem do zjawiska, doświadczenia, nieopisywalnego.

    Do czystej obecności.

    Bez jakiejkolwiek zautomatyzowanej reakcji emocjonalnej.

    I tak: mózg wrzuca w kategorię z automatu. Nie obejdziemy funkcji mózgu. Ale tutaj chodzi o to żeby wyjść poza mózg i poza umysł. Przywiązanie się do mózgu jest dużym ograniczeniem. Wyjście poza niego uwalnia Cię w pełni.

    Nie trzeba ćwiczyć werbalizowania myśli. Skup się na teraźniejszości. Wszystko co jest wytworem umysłu odpłynie i zatopi się w "teraz".

    Miło byłoby przeczytać Twój komentarz i oddać się dyskusji :)

    Pozdrawiam
    Rafał Cupiał

  • Rafał: pytanie pozostaje otwarte.
    Temat reprezentacji umysłowych jest ciekawy niesamowicie, zresztą właśnie o nim piszę coś dłuższego.

    Czy percypowali tak jak my teraz? Czy może jest to jeden z iluś czynników arunkujących samoświadomość? W końcu bez tego nie bardzo możemy pomyśleć o myśleniu.

    Jeśli chodzi o szersze spojrzenie program porusza m. in. Nęcka, Orzechowski i Szymura w Psychologii Poznawczej. Sprawa jest dalece mniej oczywista niż się wydaje i jest na bieżąco badana z uzyciem cudownej technologii :)

    Co do długopisu.
    Możesz nie mieć dialogów, ale myśli masz. Sam fakt, że widzisz długopis, Twoje qualia jego długopisowatości to jakaś myśl. A ja pytam, czy gdybyś nie wiedział, że to dlugopis dalej byś je miał takie jakie masz.
    Będą istniały też ograniczenia stricte biologiczne. Mózg i oczy w określony sposób osobno analizują kształt, osobno kolor itd. Czy jeśli coś nie będzie można uznać za przynależące do kształtu, który możemy percypować to w ogóle do nas dotrze?
    Tylko obawiam się, że tego dyskusja nie załatwi i poczekamy na badania ;)

  • problem, nie program* ech, Freud pewnie by mi coś powiedział ;]

  • Ciekawie :)

    Czyli wychodzisz z założenia, że nie mieli świadomości swojej odrębności jako jednostki?

    Czy rozpoznawali w swoim odbiciu w tafli wody siebie, czy też myśleli, że ktoś jest na dnie jeziora?

    Z pewnością nie odbierali go jak człowiek dzisiejszy, gdyż nie posługiwali się słowami.

    Możliwe jednak, że myśleli intuicyjnie, bardziej kinestetycznie. Sam przez dużą część czasu, której nie spędzam w obecności myślę raczej intuicyjnie bez wewnętrznego werbalizowania, w ten sposób też czasami czytami (nie wymawiając słów w myślach ale odbierając ich znaczenie).

    Gdy idziemy zaparzyć sobie kawę robimy to z automatu, nie zastanawiamy się: " biorę filiżankę, wsypuję kawę, jeszcze łyżeczkę, jeszcze, zalewam wrzątkiem itd."

    Nie sądzę, że myśleli o myśleniu. Może po prostu czuli intuicyjnie. Nie zdając sobie sprawy z procesu.

    Właśnie o to chodzi, że gdy patrzę autentycznie nie wrzucam długopisu w szufladkę "długopisów". Jest nieznanym mi przedmiotem. Nie odbieram go jako długopis. Nie odbieram go jako nic. Po prostu.

    To jest poza słowami :)

    Nie mam dostępu do quale długopisu, bo jestem jakby odcięty od przeszłych doświadczeń.

    Tak jakbym się w tej sekundzie narodził, bez żadnej wiedzy o świecie, po prostu patrząc.

    "Czy jeśli coś nie będzie można uznać za przynależące do kształtu, który możemy percypować to w ogóle do nas dotrze?"

    To w jaki sposób dotarły do nas pierwsze rzeczy, które zobaczyliśmy w życiu?

    Wydaję mi się, że rozumiem do czego zmierzasz i w pełni to akceptuje. Ale uważam, że można wyjść w swoim doświadczeniu świata jeszcze ponad to.

    Pozdrawiam :)

  • Staram się nie wychodzić z założenia i nie bronię swoich poglądów. W ramach dyskusji uważam, że ważne aby każdy bronił jak może poglądu jaki przyjął na daną chwilę tak mocno jak może bez względu na to co uważa, bo tak można zdobyć lepsze wnioski. Tak gwoli wstępu tylko :)

    Zaraz zacznie nam się zabawa, gdzie dokładnie zaczynają się słowa. Znasz pewnie wrażenie, kiedy bardzo intensywnie dyskutujesz ze sobą albo liczysz w pamięci coś skomplikowanego. Słowa nie pojawiają się w całości, ale informacje są indeksowane i istnieje "dialog".

    Z pierwszych kilku lat nie mamy wspomnień. Co ciekawe badania wykazują, że pewien czas dzieci w lustrze nie widzą siebie tylko "coś" obcego.

    Może nie mają samoświadomości i dopiero po nadbudowaniu odopowiedniej ilości suchych danych pojawiają się bardziej abstrakcyjne obiekty? Miałoby to sens biorąc pod uwagę najaktualniejsze teorie na temat istoty świadomości(mało jasne stwierdzenia, że zbiera się dużo informacji i nagle "jest". Tak, wszyscy czekają aż Google zdobędzie własną ;)).

    W tej sytuacji można powiedzieć, że nie percypujemy, ponieważ nie ma kto percypować, nie ma "ja". Pasowałoby to do chyba każdej ideologii jaką znam, od Zen po twarde badania.

    Test z taflą jeziora od kilku lat jest kwestionowany(naturalnie na przykładzie lustra), tak swoją drogą :P

    Nie mam opinii, czy percepcja bez kategoryzowania jest w ogóle możliwa. Ja czekam na badania.

    Enjoy ;)

  • Bartosz Jezierski – rozwój osobisty na jezierskibartosz.pl

    Hej,
    świetny artykuł! Potrafi skłonić do głębszej refleksji.

    Od jakiegoś czasu oglądam z zaciekawieniem The Dog Whisperer (Zaklinacz Psów), w którym to Cesar Millan (tytułowy zaklinacz) jeździ po całym USA i pomaga ludziom zapanować nad ich czworonogami.

    Co jednak jest najciekawsze, to wcale nie psy potrzebują zmiany. Gdy tylko Cesar zaczyna pracę z jakimkolwiek przypadkiem, pies niemalże automatycznie zmienia swoje zachowanie - po prostu, adaptuje się do przewodnika stada i tyko niekiedy by utrwalić zmianę potrzeba zwierzakowi nieco więcej czasu (psiaki chyba też kształtują w sobie nawyki).

    Dla mnie niesamowitym "odkryciem" było to, że to ludzie potrzebują pracy nad swoimi przekonaniami, aby mogli oderwać się od przeszłości. A pies - on jak inne zwierzęta po prostu "jest", w pełnym stanie obecności. Zmienia się przywódca, zmienia się zachowanie.

    Człowiek dostał bardzo cenne narzędzie - z naciskiem na słowo narzędzie - jakim jest umysł. Wielu się z nim utożsamia i przez to cierpi. Jednak, tak jak napisałem - umysł nie jest nami, to tylko narzędzie, które umożliwiło nam rozwój i po prostu niektórzy nie potrafią się nim sprawnie posługiwać, tak jak nie każdy kierowca jest dobrym kierowcą. Co jednak nie oznacza, iż takim się stać nie można ;)

    Jakiś czas temu na swoim blogu pisałem również o teraźniejszości i obecności, myślę że dla zainteresowanych może to być ciekawe uzupełnienie tematu: http://jezierskibartosz.pl/index.php/2011/08/11/jak-zyc-w-terazniejszosci-i-nie-zwariowac/

    Pozdrawiam,
    Bartosz Jezierski

  • Istnieje możliwość uzyskania dostępu do wspomnień z pierwszych lat Twojego życia. Prawdopodobnie nie wszystkich, ale zawsze jest.

    Do tych niezwerbalizowanych, intuicyjnych wspomnień.

    Sam pamiętam rzeczy, które dopiero teraz jestem w stanie kategoryzować i określić słowami, a które byłyby datowane na 2, 3 rok mojego życia.

    To ciekawe co piszesz, mógłbyś podesłać jakieś źródła? Bo ja spotkałem się z nieco innymi badaniami na ten temat :) Ale było to dosyć dawno temu, możliwe, że dużo zmieniło się w tej kwestii.

    A właśnie, zmieniło. Paradygmaty świata nauki się zmieniają. Coś jest najprawdziwszą prawdą a potem pojawiają się kolejne eksperymenty, ukazujące jeszcze inne mechanizmy, lub dające zupełnie inną interpretację zjawisk.

    Wystarczy zainteresować się tym co też "wyprawiają" z biedną fizyką :)

    Zgadzam się ze zdaniem o percypacji :) ale z drugiej strony czy jakiekolwiek zmysłowe odbieranie świata pod nią nie podchodzi :)

    W jaki sposób jest podważany? W sensie jakie argumenty przykładowo go obalają :)

    Prosiłbym o materiały/linki, nie jako udowodnianie jakichkolwiek racji czy nie-racji, ale jest to po prostu niezmiernie interesujące i z chęcią o tym więcej poczytam.

  • Nie miałem na mysli, że nie pamiętamy nic. Też kojarzę to i owo. Chodzi mi o gigantyczną różnicę jakościową. Ciągłość, utożsamienie i takie tam. Obstawiam, że ze stwierdzeniem, że miałeś suche dane, które dopiero teraz zostały uzupełnione o autorefleksję i podmiot się zgodzisz ;)

    Co do których? Że dzieciaki oblewają badania samoświadomości z lustrem czy na temat modelu pochodzenia świadomości? Obydwa będzie mi ciężko odkopać i na pewno nie zrobię już tego dziś ani jutro, ale jak czy to we współczesnej psychologii rozwojowej czy to po kognitywistyce powinno się udać. Naturalnie szukaj po anglojęzycznych bazach danych. Bazuje na tym co w tym roku głosili wykładowcy UJ.

    Oj, współczesna fizyka to w ogóle bajka i osobny temat :P

    Kwestionuje się konkretnie na ile wyniki były dobrze interpretowane(czy może gołąb po prostu się nauczył, że ten na przeciwko robi to co on), na ile cały test w ogóle miał sens(jak się ma odbiór obrazu z lustra do samoświadomości tak naprawdę) i jak się mają tego typu testy do różnic w "hardware" różnych gatunków.

    Sum up: z przykrością muszę Cię odesłać do google(za to z radą, że na pewno nie po polsku), ponieważ nie znajdę tego od ręki a muszę zająć się w końcu światem po drugiej stronie monitora.

    Jeśli nie uda Ci się złapać badań to daj znać i w wolnej chwili(3-4 dni) się do tego dokopię:)

  • a

    Kiedy w końcu jakaś rada jak wyjść z depresji dzięki NLP ?

    A.

  • Tak, zgadzam się ze stwierdzeniem :)

    Chodziło mi o dzieciaki z lustrem głównie, bo kiedyś czytałem na ten temat oddzielną opinię właśnie w artykule poświęconym poczuciu odrębnej tożsamości u gatunku ludzkiego :)

    Dzięki, odnośnie materiałów, jak coś, będę się już odzywał na privie :)

    Pozdrawiam

  • Magda Bednarczyk

    Ciekawy wpis - otwierający oczy i pokazujący, że istnieje więcej perspektyw, że można patrzeć szerzej, więcej dostrzegać, a przy tym świetnie się bawić tu i teraz!
    Pozdrawiam

    • Emilia - dziękuję za życzenia :)

      Bartosz - bardzo ciekawa rzecz z psami, które adaptują się do zmiany zachowania swojego pana.

      Jakub, Rafał - interesująca dyskusja. U podstaw wszystkiego pozostaje pytanie, na ile jako istoty żywe mamy możliwość poznania samego siebie. Zbieramy dane na temat własnego mózgu, ale tak jak wiedza o wszystkim innym - ta o percepcji, kategoryzowaniu i funkcjach poznawczych może daleko różnić się od rzeczywistości, którą żyjemy. Niemniej jednak fascynujące jest odkrywanie tego, bo nawet jeśli nigdy nie poznamy całej prawdy (bo czy mózg mający pewne ograniczenia w sensie biologicznym jest wstanie poznać całą prawdę o sobie?) to na pewno będziemy bliżej tej prawdy.

  • Mystic

    Inspirujące :)

    @Jakub: Czy to ważne, czy zawyrokujemy, czy formalnie człowiek może lub nie może pozbyć się kategoryzacji? Dla mnie ważne jest to, że odbierając rzeczywistość w ten sposób jestem w stanie napełnić się odczuwaniem podziwu i piękna - o to przecież tu chodzi! :)

  • Michał: siebie samego z definicji nie. Ale kogoś innego? ;]

    Mystic: pozwolę sobie twierdzić, że nie ma obiektywnego "o to tu chodzi". Osobiście preferuję wiedzieć i rozumieć niż być i odczuwać na przykład(a już wyjątkowo to i to, ale to inny temat). Ot, kwestia preferencji :) I wtedy to ważne w przeciwieństwie do piękna itd.

    • Jakub - Pisząc "siebie samego" pisałem z poziomu ogólności człowieka jako reprezentanta gatunku, a więc tak samo się to odnosi do rozumienia innej istoty ludzkiej. Nie jesteśmy wstanie spojrzeć obiektywnie na mózg kogoś innego gdy patrzymy z perspektywy dokładnie tego samego narzędzia. To tak jakbyś będąc marchewką chciał zrozumieć istotę innych marchewek :) Na poziomie zrozumienia marchewki nie ogarniesz tej istoty.

  • Rafał Wilkosz

    Witam :)

    Michał dawno temu miałem przeczytać ten wpis, ale jakoś nie miałem czasu teraz, gdy już go przeczytałem wiem jak wiele straciłem, że nie znalazłem dla niego wcześniej czasu.
    Na pewno spróbuję.

    Powodzenia :)

  • Maciej

    Dlatego najfajniej mają dyslektycy. :D Myślimy obrazami - no a przynajmniej większość z nas w tym ja.

  • Ela

    Tak, takie postrzeganie świata bez werbalizowania jest naprawdę niesamowitym uczuciem. Na pewno pomaga w tym praktykowanie medytacji i bycia "tu i teraz". Ja od kilkunastu dni wprawdzie dopiero ćwiczę medytację (taką skupioną na oddechu, Vipassana) - swoją drogą, dzięki Twoim wpisom na temat medytacji, Michale, dziękuję bardzo - ale już zauważam efekty. Nabieram dystansu, uczę się doświadczania rzeczywistości, i wszystko staje się prostsze. O wiele łatwiej jest np. panować nad emocjami w trudnych sytuacjach. Poza tym - nie istnieje już dla mnie nic takiego jak "szara rzeczywistość". Każda chwila jest niepowtarzalna, nigdy już takiej nie będzie. Co by się nie działo, warto jest tego doświadczać, bo przecież to jest właśnie życie. Przynajmniej takie są moje subiektywne odczucia (:
    Pozdrowienia dla Ciebie Michale i dla Czytelników tego bloga.