Cele stawiane sercem

Dokładne, mierzalne, ambitne, pełnozmysłowe… Tradycyjne modele stawiania celów są doskonałym narzędziem dla osób, które dopiero zaczynają projektować swoje życie i realizować sporządzone plany.

Dokładne, mierzalne, ambitne, pełnozmysłowe… Tradycyjne modele stawiania celów są doskonałym narzędziem dla osób, które dopiero zaczynają projektować swoje życie i realizować sporządzone plany. Jednocześnie dają zbyt wąskie możliwości, jeśli chcesz od życia więcej niż tylko odhaczanie kolejnych osiągnięć.

W tym artykule zaproponuję Ci alternatywny model stawiania celów – taki, który wreszcie bierze pod uwagę głos serca. Gdy zaczniemy go słuchać, możemy o wiele szybciej i sprawniej trafić tam, gdzie tak naprawdę chcemy w życiu być. W sam raz na nadchodzący 2012 rok!

Stawiania celów uczą nas setki książek, dziesiątki trenerów i cała masa blogów o rozwoju osobistym. Każdy zna już na pamięć zasady SMART i inne, które mają pomóc określić konkretny, solidny cel. Są one niezwykle przydatne dla osób, które są początkujące w realizowaniu swoich celów – pomagają ruszyć z działaniem nawet mimo początkowych zmagań z brakiem motywacji.

Dla osób, które są już trochę doświadczone w stawianiu celów, a co najważniejsze w ich osiąganiu, SMART i inne tego typu zasady określania celów mogą w pewnym momencie po prostu już nie wystarczać.

Warto wtedy wypróbować inny model planowania swojej przyszłości. Potrzebne jest nowe, świeże spojrzenie, zupełnie nowy paradygmat projektowania swojego życia.

Wybór modelu planowania definiuje to, jak Twoje życie może wyglądać w przyszłości. Przy określaniu dokładnych, mierzalnych, ambitnych celów związanych z jednym, konkretnym zadaniem, przywiązujesz się do jednego celu – co ma swoje zalety ale również i wady.

Niewątpliwą zaletą jest to, że ucząc się osiągania celów z pewnością wyćwiczysz swoją umiejętność konsekwentnego działania, pobudzania motywacji, a także zarządzania sobą w zakresie pewnej grupy działań, mających na celu np. zwiększyć Twoje zarobki o konkretną sumę.

Jeśli jesteś początkujący w zakresie stawiania i osiągania swoich celów idź w tym właśnie kierunku, najlepiej zaczynając od artykułów Jak stawiać sobie cele, które osiągniesz (część 1) | (część 2). Do tego artykułu wróć dopiero za jakiś czas, gdy odniesiesz sukcesy z tradycyjnym modelem osiągania celów (oczywiście jeśli czujesz, że jesteś na to gotowy, możesz skorzystać z opisanego w tym artykule modeli bez zapoznawania się z podejściem klasycznym).

Dość ważną wadą takiego podejścia jest to przywiązanie, które trochę obdziera Cię z elastyczności. Brakuje tu szerszego spojrzenia, dzięki któremu ujrzałbyś co tak naprawdę stoi za danym, konkretnym celem – i jaki wpływ to szersze spojrzenie będzie miało na cały proces.

Brakuje pytania „Po co tak właściwie chcę zwiększyć swoje zarobki?”. Po co, do cholery, chcesz osiągać te cele, które chcesz osiągać?! Pomyśl o tym.

Dzisiaj opiszę Ci nowe podejście na stawianie sobie celów, wiążące się właśnie z tym szerszym spojrzeniem. Polecam Ci je jeśli masz już jakieś doświadczenie w osiąganiu celów w „tradycyjny” sposób, potrzebujesz bowiem pewnej dozy samodyscypliny i umiejętności podejmowania sprawnych działań, aby to podejście okazało się dla Ciebie skuteczne. A gdy tak będzie, efekty będą naprawdę wyjątkowe – o czym przekonasz się za chwilę.

Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Do tej pory cele były bardzo silnie połączone z treścią – czyli z konkretną czynnością czy osiągnięciem (wejście na szczyt, założenie firmy, zwiększenie swoich zarobków).

Jakie to daje efekty? Skupiamy się wtedy tylko na jednej z możliwych dróg do osiągnięcia danego celu. Jeśli droga okazuje się niewygodna, pojawia się frustracja – bo nie udaje się osiągnąć tego, co tak bardzo chcieliśmy mieć. Jeśli nie ma możliwości osiągnięcia tego celu w inny sposób, jesteśmy w kropce – możemy jedynie zmienić cel albo dalej zmagać się z osiąganiem tego samego.

Photo by Valentina_A

Steve Pavlina w swoim wpisie Why Logic Always Fails You pisze o przekonaniu, które jest częścią światopoglądu większości ludzi, a które jest zupełnie fałszywe. Chodzi o przekonanie mówiące o tym, że najlepszym sposobem na określanie priorytetów jest robienie tego przy pomocy logicznego myślenia, czyli poprzez tradycyjny model określania celów. Tak jak już napisałem wyżej, to podejście nie pozwala rozwinąć skrzydeł w tworzeniu dokładnie takiego życia, jakie sobie wymarzyłeś.

Steve proponuje inny model – stawianie celów słuchając swojego serca. Takie cele będą bardziej ogólne, ale będą się wiązać z ważnymi dla Ciebie pragnieniami i wartościami – co pozwoli Ci łatwiej do nich trafić.

Przejdźmy od razu do praktyki.

Pomyśl przez chwilę o tym co chcesz zrobić w nadchodzącym roku. Teraz zastanów się co chcesz osiągnąć dzięki temu, że te cele zrealizujesz? Ekscytację, poczucie, że żyjesz, spokój? Pomyśl o tym czego pragniesz najbardziej – co jest dla Ciebie ważne, gdy już osiągasz swoje wszystkie konkretne cele. Co z tego masz?

Za każdym celem stoi coś większego:

Wejście na szczyt – duma, radość

Założenie własnej firmy – niezależność

Zwiększenie swoich zarobków – wolność, przyjemność, radość, spokój

Posłuchaj swojego serca! Zamknij oczy i zapytaj się siebie – jak chcę się czuć za rok od teraz?

Zapisz to na kartce obok – w formie celu na kolejny rok. Na przykład: „Poczucie głębokiego spokoju.”

Teraz zobacz – możliwości realizacji takiego celu jest dużo więcej niż celu, który brzmi przykładowo „Do końca lutego zapisuję się na lekcje relaksacji”. W zakresie osiągania życiowego spokoju istnieje całe spektrum możliwości, które warto wziąć pod uwagę. Możesz ćwiczyć medytację, pracować z oddechem, zmieniać nieprzydatne przekonania, stosować inne techniki NLP na radzenie sobie ze stresem, itp.

Minusem może być to, że mniej skoncentrujesz się na jednym – ale jeśli masz już doświadczenie w osiąganiu swoich celów, nie będzie to dla Ciebie problemem. Tutaj właśnie jest potrzebna ta pewna doza samodyscypliny. Musisz być gotowy na to aby skupić się na jednym składowym kroku (np. zapisanie się na lekcje relaksacji) do osiągnięcia większego celu („Poczucie głębokiego spokoju.”).

Jednocześnie jesteś na tyle elastyczny, że w razie gdy krok z relaksacją nie wypali, możesz szybko i sprawnie zmienić swoją koncentrację na inny cel (np. ćwiczenie medytacji).

To daje również sporą wolność emocjonalną, bo biorąc pod uwagę cele związane z takimi wartościami jak przykładowo „niezależność” porażka na płaszczyźnie zawodowej będzie dużo mniej dotkliwa – bo wiesz, że niezależność możesz osiągnąć na kilka sposobów, a nie tylko i wyłącznie poprzez awansowanie i zarabianie większych ilości pieniędzy.

Otwierasz sobie nowe drzwi i zdajesz sobie sprawę z tego, że aby czuć się w życiu tak jak chcesz, wcale nie musisz realizować dokładnie tej ścieżki, którą idziesz teraz. Jeśli masz taką potrzebę, możesz ją w każdej chwili zmienić. Zostawić za sobą jedno, spotkać drugie – zupełnie nowe. Zmienić pracę, zmienić miejsce zamieszkania, nawiązać nowe przyjaźnie.

W każdej chwili możesz zmienić ścieżkę, którą idziesz.

Gdy stawiasz sobie cele idąc za głosem serca i formułując je w ten sposób, pojawiają się setki dróg, którymi możesz iść aby je osiągnąć. Możesz być pewien, że wtedy znajdziesz dla siebie tą najbardziej odpowiednią.

Gdy ostatni raz stawiałem w ten sposób cele wśród rzeczy, które pojawiły się na liście było na przykład poczucie ekscytacji - związane z robieniem rzeczy, których do tej pory nie robiłem i poznawaniem tego, co nowe. To dla mnie bardzo ważna rzecz, bo dzięki temu czuję, że żyję. Mam dziesiątki pomysłów na to jak realizować ten cel i wiem, że to uczucie mogę osiągnąć nie tylko realizując jakieś większe kroki, ale robiąc nawet bardzo małe, pozornie nieistotne rzeczy, na przykład spotykając się nowo poznanymi ludźmi w restauracji, w której jeszcze nigdy nie byłem.

Biorąc pod uwagę to i inne cele postawione przy pomocy głosu serca mam poczucie znacznie większej pewności, że je osiągnę, niż gdy stawiam sobie cele w sposób tradycyjny. Wiem, że jak jedna droga się nie powiedzie to inna na pewno się uda – i pozostawia mi to dużą elastyczność przy podejmowaniu decyzji i przy wyborze strategii działania.

Często to również pomaga mi szybko znaleźć dużo lepsze formy realizacji danego celu/uczucia, bo jestem cały czas otwarty na to szerokie spektrum możliwych scenariuszy. Opisana tutaj metoda jest poszerzona i wzbogacona o inne, równie przełomowe w procesie Life Architect – Zaprojektuj Swoje Życie i Działaj, do którego przejrzenia gorąco Cię zachęcam.

Zrób teraz listę kilku swoich najważniejszych celów, wiążących się z uczuciami, które chcesz mieć w nadchodzącym roku. Następnie zastanów się jak je możesz osiągnąć i sporządź wstępny plan zapisując już cele w tradycyjny sposób, pamiętając, że jest to tylko jedna z możliwych dróg.

Tych dróg jest zawsze dużo więcej, niż Ci się wydaje. Dlatego znalezienie tej jednej, najlepszej, Twojej drogi to tylko kwestia czasu.

Napisz komentarz

  • a co zrobić gdy pojawia się w nas konflikt pomiędzy tym co czujemy, a tym co każda logiczna osoba zrobiła by bez większego zastanawiania się? Gdy wielu znajomych i przyjaciół podpowiada ci rozwiązania, a mimo to nie jesteśmy w stanie z tego skorzystać.

    • Patrycja

      Mariusz: każdy z nas jest inny, ma inne cele i w różny sposób podchodzi do każdego z nich.
      Mamy różne predyspozycje dotyczące emocji i logiki.
      Radzę nie sugerować się innymi. To co dla innych będziesz najlepsze nie koniecznie sprawdzi się w Twoim przypadku. Zaufaj swojej intuicji.
      Powodzenia!

  • acwo

    „Zapisz to na kartce obok – w formie celu na kolejny rok. Na przykład: „Poczucie głębokiego spokoju.” ”

    W konsekwencji programujemy swój umysł, że prawdziwe „„Poczucie głębokiego spokoju” uzyskamy w momencie zewnętrznego celu (np. założenia firmy).

    Ciekawy model działania. Ciekawe wykorzystanie tej funkcji mózgu :)

    PS Większość mężczyzn korzysta z tego w sposób: ->edukacja->praca->pieniądze->pozycja społeczna->kobiety

  • Jest coś niesamowitego w tym, jak bardzo zgrywają się czasem tematy o których piszesz Ty, ja i inni blogerzy. Aczkolwiek tym razem fakt, ma to uzasadnienie w porze roku ;)
    Za to tego, że w artykule na ten sam temat korzystałem z inspiracji od tego samego człowieka, czyli Steve’a Pavlina, się nie spodziewałem.

    W każdym razie, warto też spojrzeć na wyższym poziomie ogólności na to, co tutaj Steve proponuje.

    Wszyscy znamy pola Diltsa, od duchowości wewnątrz, przez tożsamość, wartości, umiejętności, zachowania po efekt zewnętrzny w świecie. Im bardziej będziemy na zewnątrz, tym bardziej nasze zadania są „proste” i jednoznaczne, na przykład.

    W tym momencie Steve stwierdza, aby dać sobie cel na wyższym poziomie. I tu zaczyna się mnóstwo ciekawych rzeczy.
    Przede wszystkim to, na czym się skupiłeś, czyli każdej wartości odpowiada wiele zachowań, a każdemu zachowaniu wiele efektów zewnętrznych, dostajemy więc elastyczność. Tylko czy nie będzie ciekawiej dopasować poziom do sytuacji?

    Nie wyobrażam sobie współpracy z ludźmi określając cele inaczej, niż przez świat zewnętrzny. W pokera chcę grać tylko określając swoje zachowania itd. itd. Wszystko dzieje się w kontekście.

    I na koniec mysl, która krąży już u mnie od wielu lat.
    Nie chcę dawać sobie celów z czuciem się w sposób X.
    Z jednego bardzo prostego powodu. Jeśli będę chciał czuć się jakoś, to tak jak siedzę mogę zacząć się tak czuć. Jeśli uczymy się też kontroli emocji, to trzeba zaakceptować korzystanie z celów mocno zakorzenionych w rzeczywistości (zewnętrznej ;) ), a z upływem czasu, moim zdaniem, warto też zacząć przyjmować kary.

    Enjoy ;]

  • Mikołaj Kowalski

    Zgadzam się z Jakubem.

    Jeśli mam cel aby czuć się później w jakiś sposób to może znaczyć, że teraz się tak nie czuję, co znaczy, że teraz może mi być źle (bo czegoś nie mam).

    Ale myślę, że to kwestia dopracowania celu.

    Zawsze zapisując cele lub gdy pomagam zapisywać je innym skupiam się na szerszym kontekście.
    Cel bez kierowania się „sercem” to cel bez „życia”.

    • Damian Szorc

      A ja się nie zgadzam dlaczego? Dlatego, że według mnie, każdy cel nie jest celem samym w sobie tylko dążeniem do uczucia, które wywoła osiągnięcie celu.

      Dla mnie nie istnieją cele same z siebie, tylko cele które dają uczucie. Bo po co właściwie osiągać cel? dla pieniędzy ? dla kogoś?

      Nadajemy celowi znaczenie które wywołuje w nas pewne uczucie.

      Kontrola emocji jest ok. Cele dla mnie są wzmacnianiem emocji które chcę czuć wraz z efektem który jest widoczny na zewnątrz (nie tylko wewnętrzna zmiana emocji).

      Kontrola emocji też nie do końca do mnie przemawia. Bardziej jestem za obserwacją i otwarciem na emocje. Nie coś w stylu NLP , że : "Aha, teraz czuje złość, a nie chce tego czuc więc biorę technikę i zmieniam złość w radość"

      A potem złość znowu wróci w podobnym kontekście i pętla będzie się zaciskać.

      Wole obserwować emocje i dochodzić do ich źródła. Potem kiedy już wiem o tej emocji wszystko w danym kontekście pytam siebie czy rzeczywiście chcę i czy to jest dla mn dobre by tak się czuć w tej sytuacji i zmieniam caly ten program na korzystniejszy.

      Kontrola emocji magicznym przyciskiem znanym ze starych czasów NLP już do mnie nie przemawia. Nie wiem jak do was :)

  • paulina

    Tak, czytam już któryś art inspirowany tym człowiekiem i jego przekonania trafiają do mnie. Wszyscy mówią o tym, że trzeba wyznaczyć sobie cele i w jaki sposób to zrobić, nikt tak de facto nie mówi o metodologii – bo to, że rozpiszę cele na za 5lat nie daje mi żadnej gwarancji, że to jest właśnie to, co chcę robić. Mogę sobie wziąć cel z księżyca, nie mam realnych narzędzi do wyłuskania celu, który będzie adekwatny do moich potrzeb.

  • Grzegorz :: programowanierozwoju.pl

    Jedną z moich ulubionych „zasad”, które wyznaję jest ta, iż cele wyznaczone zgodnie z głosem mojego serduszka (czyli wszystkie poza szkołą i zdrowiem) i tak będą sukcesem, bo nawet jeśli ich nie osiągnę to znaczy, że idę w kierunku czegoś lepszego. Ta strategia daje mi ogromnego powera i przeświadczenie, że idę w dobrym kierunku. Bo jaki kierunek może być lepszy od tego, który wywołuje we mnie niemożliwą do osiągnięcia gdzie indziej ekscytację, motywację i jest moją pasją? :)

  • Gosia

    tak, zbieżność tematu z porą roku zapewne nie jest przypadkowe.
    w związku z nadchodzącym nowym rokiem postanowiłam usiąść wygodnie w fotelu i spisać wszystkie biegające po mojej głowie myśli.
    otóż, chciałam zrobić to inaczej niż dotychczas. zostawić SMARTA i inne techniki, a zrobić to „po swojemu”. dopiero po spisaniu moich pragnień i marzeń na najbliższy czas, a także całej melodii, która w duszy gra, przeczytałam post Michała. uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy zauważyłam podkreślenie :”(…) stawianie celów słuchając swojego serca”.
    to jest kwintesencja tego, co w życiu robimy i co chcemy robić. intuicja wskaże nam właściwą drogę. a dalej będziemy już wiedzieć jak iść.
    pytanie: „którędy?” – Michał ma rację pisząc, że tę drogę zawsze można zmienić, ale ta droga zawsze będzie tylko nasza.

    dziękuję za inspirację.

  • SteV

    Ciekawe podejście.. Rzeczywiście jest tak, że kiedy człowiek chce sobie ustanowić cele na przyszłość to w jakiś sposób musi dojść do tego jakie one mają dla niego być… Kłopot jest taki, że większość ludzi nie wie jakie lub nie jest ich pewna i nie potrafi zdecydować jednoznacznie… Osobiście jestem taką właśnie osobą. W moim życiu musze mieć poczucie, że to co robie ma dla mnie sens. Kiedy tego nie czuje automatycznie zaczynam wątpić i często kończy się na „słomianym zapale”.

    Sposób który tutaj jest opisany wydaje mi się kapitalny! Bo zamiast szukania najlepszych wizji dla siebie skupiamy się na tym co chcemy dzięki nim osiągnąć.

    Czyli de facto podsumowując: kiedy myślimy jaki stan ducha chcemy osiągnąć a nie stricte główkujemy nad samymi celami to wtedy paradoksalnie znacznie łatwiej jest je dla siebie ustalić.. Genialne!

    Sposób wydaje się idealny dla osób, które jeszcze nie ustaliły co chcą w życiu robić lub nie są pewni tego co robią aktualnie. Bo te które już wiedzą oczywiście nie potrzebują takich metod.

    Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za świetną metodę;)

    SteV

  • Ania

    Bardzo ciekawy, inspirujący artykuł. Tak myślę, że to świetna alternatywa dla tych tradycyjnych i jednocześnie sztywnych metod stawiania/osiągania celów w życiu. Bo tak już jest, że nie dla wszystkich jednakowo skuteczne są te same metody działania.
    Dla mnie najlepsza ta z serduchem :) Choć jako nadrzędna, nie alternatywna.
    I jak się okazuje, stosowałam ją nieświadomie, intuicyjnie i wtedy faktycznie udawało mi się uzyskać określony, pożądany stan, zmieniając wprawdzie drogę, ale udawało się – tylko, że nie nazywałam tego w żaden sposób.
    A tu tak technicznie, o metodach, sposobach, rozkładanie ich na czynniki pierwsze i omawianie…
    A ja pozwolę sobie jeszcze podzielić się z wami pierwszą myślą jaka mi wpadła do głowy gdy zaczęłam czytać ten artykuł… to wiersz Adama Asnyka „bez granic”:

    Potoki mają swe łoża –
    I mają granice morza
    Dla swojej fali –
    I góry, co toną w niebie,
    Mają kres dany dla siebie,
    Nie pójdą dalej!

    Lecz serce, serce człowieka,
    Wciąż w nieskończoność ucieka
    Przez łzy, tęsknoty, męczarnie,
    I wierzy, że w swoim łonie
    Przestrzeń i wieczność pochłonie
    I niebo całe ogarnie.

    Życzę wszystkim w Nowym Roku, aby stawiając sobie cele i realizując swoje marzenia „niebo całe ogarniali” :)

    Pozdrawiam serdecznie

  • Przemysł Kajak

    Super. Już nie muszę być ściśle i konkretnie Policjantem, trenerem bramkarzy, przedsiębiorcą, aktorem, ani coachem.

    Chodzi o to, aby iść aktualnie za melodią serca.
    Jeszcze jej nie znam, a chciałbym już być pewien, że się nie zmieni, żeby od razu stać się na prawdę mistrzem w tym co robię. To było bardzo nie fair w stosunku do mnie i do serca.

    Michał, możliwe, że na to czekałem cały rok!
    Pozdr!

  • Flaw0ur

    Dzieki za ten wpis, swietny txt, podczas czytania nagle sobie uswiadomilem, ze uzywam tego systemu z powodzeniem od dawna.
    Nigdy nie czytalem o stawianiu celow, klasyczna metoda jest mi obca (albo tez stosowalem kiedys nieswiadomie).

    Txt jeszcze bardziej utwierdzil mnie w tym, ze jestem na dobrej drodze, caly czas to czuje.
    Osiagam predzej czy pozniej wszystkie wyznaczone cele, a sa one coraz bardziej ambitne. Zarabianie pieniedzy (na tym pewnie wiekszosci zalezy) to tylko srodek, maly kamyczek wielkiej skaly.
    Zawsze jest jakies rozwiazanie i okazja, by isc dalej, nie warto sie poddawac i zmieniac celow na polsrodki.

  • Magda Bednarczyk

    A ja sobie celów „noworocznych” nie stawiam. Może tylko bardziej zmotywowałam się i uświadomiłam sobie te, które już mam. 1 stycznia jest tak samo dobrą datą jak 25 maja. Myślę, że to jest problem wielu osób. Wiara w to, że nowy rok to będzie przełom i przyniesie pasmo sukcesów.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim realizacji marzeń w nadchodzącym roku! :)

  • cele i wartości

    Wielu z Was pisze, że chcieli postawić w tym roku swoje cele inaczej. Kurcze, ja też. I o czymś podobnym, jak pisze Michał słyszałem jakieś trzy miesiące temu. Dokładniej to, że cele są czymś podrzędnym, a nadrzędny jest motyw, czyli właściwie wartości, które nami kierują, czyli tak jak ładnie mówi ten post – serce.

    Moja kartka z celami z tamtego roku, nie pokrywa się nijak z realnymi osiągnięciami. Dlatego w tym roku zmiana podejścia. Choć jak Ty napisałeś Michale, technika „cele od serca” jest dla tych, którzy są już zaawansowani w normalnym (hasłowym) stawianiu sobie celów.

  • Flaw0ur

    W moim przypadku tak jest, nieodparta chec rozwoju powoduje, ze gdzies od 2008 roku kazdy kolejny rok jest przelomowy. Jestem nieustannie podekscytowany tym, co mnie jeszcze czeka i przez to nie moge zwolnic.
    Widze wszystkie scenariusze.

    Kim chcesz byc? Odpowiedz sobie na to trudne pytanie i zrob to. Bo czemu nie?

  • Rafał Wołowicz

    Wierzę, że serce zawsze wygra z logiką. Możemy realizować różne cele i często mamy do tego siłę… Ale jeśli one nie będą „nasze” w końcu w coś nas wygaśnie. Nawet, gdy będą stały za tym duże pieniądze i inne „zabawki”.

    Trzeba często pytać serca… Czego chcesz ? Czego Ci potrzeba ? Dopiero po tym, warto dobierać do tego odpowiednie środki. Takie jest moje zdanie.

    Pozdrawiam serdecznie =)

  • A ja proponuję podejść do tego od tyłu. Serce nie przystaje do rozumu. Rozum używa logiki, mierzy, sprawdza, przewiduje, ustala prawdopodobieństwa, na koniec stara się znaleźć złoty środek. Serce czuje i wie tylko że jest dobrze albo nie jest dobrze. To wkurza rozum który próbuje przekonać serce – no słuchaj, ale to, to, tamto – samo widzisz że tak będzie najlepiej. A serce na to – przecież czuję że będzie źle, weź idź na drzewo.

    Więc co z tą metodą „od tyłu”?

    Po prostu – jak już rozumowo zaplanujesz, zdecydujesz – zwizualizuj sobie że to osiągnąłeś, że właśnie to uzyskałeś. I wsłuchaj się w swoje odczucia w tym momencie. Jeżeli czujesz jakiś niedosyt, jakiś dyskomfort wewnętrzny, cień wewnętrznego sprzeciwu oznacza to że ten cel „nie leży” twojemu sercu. Można to wyczuć dużo wcześniej – kiedy złapiesz się że usiłujesz sam siebie przekonać do tego planu – bo serca nie można przekonać, można je tylko zamknąć w ciemnej komórce i realizować plan pomimo stłumionych odgłosów jego dobijania się do drzwi.

    Najważniejszą korzyścią z realizacji planów które powodują że twoje serce krzyczy „TAK!” jest to że kiedy umysł i serce pracują razem, można przenosić góry, rzeczy dzieją się niemal same, bez wysiłku, natomiast kiedy zamkniesz serce, umysł musi wciąż pilnować żeby się nie wydostało, wciąż uzasadniać, przekonywać, zapewniać że słońce nie zajdzie.

  • Przemysław Bajno

    Dobrze opisane Michale. Ja identycznie robię planowanie w grę wchodzi cały rok. Wyznaczam sobie wartości które definiują moje emocje i dążę do nich. Dążysz przecież nie do celów samych w sobie tylko do emocji, to one są PRAWDZIWYM CELEM, to one Cię napędzają, to one daję motywację. Sposób który opisałeś jest dobry, bo daje Ci elastyczność, a jej nie zyskasz stosując tradycyjne metody. Oczywiście dobrze jest planować w tradycyjny sposób, jednak co jeśli plan nie wypali? Nic. W momencie gdy wiesz do czego dążysz gdy wiesz jakie wartości i emocje Cię napędzają - dążysz do nich.

    Lubisz spotykać się ze znajomymi bo sprawiają że się dobrze czujesz, ale co jeśli znajomych nie ma? Robisz coś innego co sprawi że się dobrze poczujesz, jednocześnie zachowując ekologię i dobre samopoczucie.

    Masz zamiar wyciszyć swój umysł i masz zaplanowaną poranną yogę, ale do współlokatora przyszedł znajomy z którym się dawno nie widział? Nie ma problemu, możesz wyjść z mieszkania i zrobić sobie spacer. Możesz zacząć uprawiać medytację dynamiczną. Dróg do spokoju umysłu jest wiele i nie pozwól by cel je ograniczył.

    Dróg do PRAWDZIWEGO CELU jest wiele i gdy zdasz sobie z tego sprawę osiągasz wolność emocjonalną.

  • B.

    Witaj. A co jeśli napotykamy osobę, która wmawia nam, że tylko życie bez celów jest słuszne, bo jesteśmy nieograniczeni?
    Osobiście podzielam zdanie autora, jednak nie potrafie przemówić do tejże osoby...

  • Patrycja

    B.: Każdy ma prawo do własnego zdania i życia według własnego pomysłu, jednak nikt nie ma prawa narzucać Tobie jak powinieneś żyć.
    Zastanów się czy jesteś, aż tak podatny/podatna na słowa tej drugiej osoby? Może powinieneś/aś popracować nad pewnością siebie i kwestią wywierania na Ciebie wpływu.

    Jeżeli uważam, że życie, w którym wyznaczasz cele/doskonalisz się jest ok, zyj nim! Tylko Ty decydujesz o sobie i swoim losie. Jesteś wolną jednostką.

    Czy musisz przemówić do rozsądku tej drugiej osoby? Może lepiej zostawić jej przekonania i zająć się swoim "Ja"?

  • W swojej praktyce widziałem wiele razy, że gdy klient miał kontakt ze swoją hierarchią wartości, wyznaczanie celu wg. SMARTów i tym podobnych było o wiele prostsze. Dzięki temu klient miał świadomość co jest pod spodem jego celu (np. chęć bycia niezależnym), na czym naprawdę mu zależy i znajdywał potem po prostu praktyczny sposób realizowania swoich wartości (np. oszczędzenie pewnej sumy pieniędzy).