Śmierć = Życie

Jakie emocje pojawiły się w Tobie czytając tytuł tego artykułu? Niepokój, lekki dyskomfort, strach, zdziwienie? Jeśli była to któraś z wymienionych reakcji, ten artykuł bardzo Ci się przyda.

Jakie emocje pojawiły się w Tobie czytając tytuł tego artykułu? Niepokój, lekki dyskomfort, strach, zdziwienie? Jeśli była to któraś z wymienionych reakcji, ten artykuł bardzo Ci się przyda.

Na całym świecie kultury i społeczeństwa wciąż negują śmierć, bojąc się tej naturalnej części naszej egzystencji i traktując ją jak temat tabu. Ma to swoje konsekwencje psychologiczne – gdy boimy się śmierci, boimy się życia. Konfrontacja z faktem umierania to proces odrodzenia, czytaj więc uważnie.

Strach przed śmiercią jest szczególnie widoczny w naszej kulturze, gdzie podczas pogrzebów wypada być smutnym, mieć spuszczoną głowę i uronić kilka łez. Nie wszędzie tak jest – są kultury, które potrafią się cieszyć żegnając swoich bliskich. Źródło takiego podejścia tkwi w sposobie postrzegania śmierci.

Musisz zrozumieć, że prawdziwy smutek i rozpacz na pogrzebach to czynnik czysto egoistyczny – bliscy zmarłego płaczą, bo odszedł ktoś, kto był dla nich bardzo ważny. Był częścią ich życia, częścią ich samych. I takie odczucia są tutaj zupełnie naturalne.

Chodzi jednak o to, że w większości przypadków taki stan emocjonalny nie wynika ze współczucia zmarłemu. Ludzie więc nietrafnie przywiązują te wszystkie egoistyczne, negatywne odczucia do pojęcia śmierci i sami boją się swojej własnej.

Zobacz też jak śmierć jest przedstawiana w mediach. Obrazy, które pojawiają się na ekranie telewizora i słowa, które płyną z jego głośników nie pozostają bez znaczenia dla Twojego umysłu, uważaj więc, co oglądasz. Kulturowych i społecznych przyczyn strachu przed śmiercią oczywiście jest znacznie więcej, ale w tej chwili to nie jest istotne.

Gdyby na pogrzebie bliscy zmarłego w pełni akceptowali własne poczucie straty, zamiast rozpaczać mogliby z uśmiechem na twarzy wspomnieć bliską im osobę i ucieszyć się na myśl, że odkrywa to co jest po śmierci. Ludzie są coraz bardziej tego świadomi, bo coraz częściej można usłyszeć: „Chcę, aby na moim pogrzebie wszyscy tańczyli!” :-)

Najwyższa pora porzucić przekonanie, że śmierć to coś złego. Że śmierci należy się bać. Strach przed śmiercią to strach przed życiem. Śmierć jest faktem. Dlaczego miałbyś ją odrzucać? Dlaczego miałbyś się jej bać?

Poniżej bardzo trafny tekst autorstwa Kena Wilbera z książki „Śmiertelni Nieśmiertelni”:

„Rozwój naszej kultury osiągnął punkt, w którym śmierć jest rozumiana lepiej niż kiedykolwiek. Wykształciliśmy więc jeszcze silniejsze i bardzo subtelne sposoby zaprzeczania jej, unikania myśli o jej nieuchronności. Filozofowie egzystencjalni dostrzegli, że to zaprzeczenie śmierci owocuje życiem mniej aktywnym. W istocie jest to zaprzeczenie życia, gdyż życie i śmierć idą ramię w ramię. Boję się śmierci, więc będę niezwykle ostrożnie żyć, bo coś może mi się przydarzyć. Im bardziej zatem boję się śmierci, tym bardziej boję się życia – i tym mniej żyję.”

Wykreowany obraz śmierci

Photo by jasohill

Warto też wspomnieć o kwestiach religijnych – większość religii tworzy bowiem iluzję zysku i straty, czyli np. niebo i piekło. Jeśli ktoś wierzy w instytucję piekła, będzie się go bać i nie poradzi sobie ze swoim strachem przed śmiercią. Nie będzie też umiał w pełni żyć, bo cały czas musi kontrolować czy nie popełnia zbyt wiele grzechów (bo jeśli popełnia, to wtedy pójdzie do piekła).

Idąc jeszcze dalej, im bardziej ktoś chce się kontrolować, tym bardziej ma potrzebę wyrwania się z tej kontroli (dualizm rodzi konflikt osobowości). Taki wewnętrzny konflikt utrudnia radowanie się życiem.

Człowiek najbardziej boi się nieznanego, a śmierć jest nam bardzo nieznana. Nie wiemy, co będzie potem. Nie wiemy, czy któraś z religii mówi prawdę, czy może po śmierci nie ma nic, czy rodzimy się jako inny człowiek, czy może jest coś, o czym w ogóle nie mamy pojęcia.

Najbardziej bym się skłaniał ku tej ostatniej odpowiedzi. Jedno jest pewne – nic nie jest pewne! A skoro wiemy, że tak naprawdę nie wiemy, co będzie po śmierci, to skąd założenie, że miałoby nam się tam stać coś złego?

Jeśli mimo wszystko potrzebujesz pewnego rodzaju filozofii związanej z pojęciem śmierci – polecam zapoznanie się z podejściem buddyjskim. Reinkarnacja i karma wydają się być bardzo sensownym podejściem i jednocześnie wzmacniają umiejętność zaakceptowania śmierci.

Tworzenie jakichkolwiek historii na temat tego co będzie po śmierci jest niepotrzebne. Wiele przypadków snucia takich teorii kończy się bowiem na strachu przed nią. Zło tkwi tylko w naszych umysłach, jego źródłem jest cierpiące ego. W rzeczywistości poza ego zło nie istnieje, bo tylko nasz umysł tworzy ten dualizm (dobro-zło). Poza tym poza domysłami i teoriami nie mamy pojęcia, co tak naprawdę dzieje się gdy umrzemy.

Gdy już odrzucasz wszelkie historie, pojawia się ciekawość. WIELKA ciekawość tego, co będzie potem. Zaczynasz akceptować śmierć… i zaczynasz żyć. Poczuj teraz jak bije Twoje serce. Poczuj ciepło w różnych częściach Twojego ciała. Płynie przez Ciebie życie, zacznij je dostrzegać. :-)

Ktoś kiedyś powiedział, że śmierć jest piękną częścią życia. Co chwilę na świecie ktoś dowiaduje się, że z powodu choroby zostało mu na przykład 6 miesięcy życia. Najpierw jest szok – brak akceptacji tego, że osoba umrze. Walczy z całych sił, broni się przed tym.

Ale po jakimś czasie niektórym udaje się zaakceptować fakt nieuchronnej śmierci. I tacy ludzie wtedy dopiero zaczynają żyć, tak jak nigdy dotąd. Czerpią oni często dużo więcej radości z życia w ciągu tych kilku miesięcy niż większość ludzi na świecie kiedykolwiek w swoim całym życiu.

Śmierć jest piękną częścią życia. To zdanie uspokaja, pomaga akceptować. Sprawia, że na twarzy pojawia się uśmiech i ciekawość gdy myślisz o śmierci. Sprawia, że przestajesz żyć w strachu i zaczynasz jeszcze bardziej doceniać życie. :-)

Warto też pamiętać o tym, co powiedział Steve Jobs. Zwróć uwagę na to, że jego słowa w żadnym miejscu nie mówią o strachu przed śmiercią. Steve mówi o pamiętaniu o tym, że umrzesz.

„Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec Ciebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne. Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce.”

Nie rozłączysz śmierci od życia. Gdy negowałeś śmierć, negowałeś życie. Gdy akceptujesz i pamiętasz o śmierci, akceptujesz i pamiętasz o życiu.

Świadomość śmierci to świadomość życia!

Napisz komentarz

  • Ostry

    Świetny artykuł ;) Sam też tak robię, kiedy mam jakieś wątpliwości, myślę, że przecież i tak kiedyś umrę i w tym życiu nie mam praktycznie nic do stracenia ;] Nie podoba mi się jednak, że wspomniałeś o tej całej reinkarnacji. Jeśli coś takiego rzeczywiście istnieje, to jaki sens ma to kim jesteśmy ? Osobiście, sam nie wierzę w piekło i niebo, ale gdzieś w głębi duszy wiem, że na tym życiu się to wszystko nie skończy, choć nie chciałbym nagle pojawić się w jakimś innym ciele, czy olaboga zwierzęciu :P

  • Agnieszka Wojciechowska

    Wydaje mi się, że śmierci najbardziej boją się osoby, które niepewne są życia. Mam tu na myśli ludzi, którzy gonią głównie za dobrami materialnymi, wierząc że muszą to zrobić szybko aby mogli dłużej się nimi cieszyć. Śmierć postrzegają jako utratę kontroli, jako brak wpływu na cokolwiek co wcześniej było dla nich ważne. A były to przede wszystkim status społeczny, praca, pieniądze etc.

  • Andrzej

    Bardzo ciekawy artykuł.

    Od jakiegoś czasu interesuję się tą tematyką, Chciałbym napisać coś od siebie.

    Nie wiem czy to trafny przykład, ale weźmy pod uwagę sporty ekstremalne. Pomimo tego, że ludzie którzy je uprawiają, często ocierają się o śmierć, to traktują to jako nieodłączny element życia. Mógłbym powiedzieć że tak oczywisty jak jedzenie.

    Ponadto można obserwować ich reakcje, po śmierci kolegi/koleżanki "po fachu", często, ku uczczeniu pamięci zmarłego, dokonują rzeczy niemożliwych, mrożących krew w żyłach "zwykłego śmiertelnika". Rzeczy o których nigdy by nie pomyśleli. Jestem pewien, że nachodzą ich refleksje, czemu nie dokonali tego, kiedy ich towarzysz był wśród nich.

    Każda śmierć kogoś bliskiego mnie bardzo smuci, ale jest jednocześnie bardzo cenną nauczką. To jest jedyna niepowtarzalna okazja, żeby na spokojnie pomyśleć o jego osobie. Dla mnie takie doświadczenia były najbardziej cenne, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że mogą tak wpłynąć na moje życie.

  • kooolega

    Witaj :). Odważny temat - śmierć i życie.

    Zgadzam się co do sedna tematu - strach przed śmiercią może (jak na ironię) odbierać nam radość życia.

    Piszesz, że wiele/większość snucia historii o tym co jest po śmierci "kończy się bowiem na strachu przed nią". Jeśli spojrzeć na to pod względem statystycznym, to pewnie tak jest. Mówiąc wprost: pewnie większość np. chrześcijan boi się śmierci i tego co będzie po niej. Jednak nie mylmy tutaj przyczyn ze skutkami (o czym zaraz).

    Dalej piszesz, że "Gdy już odrzucasz wszelkie historie, pojawia się ciekawość". Myślę, że w tym przypadku jest statystycznie dokładnie tak samo jak z (przeciwstawianymi tutaj) ludźmi religijnymi - ludzie po odrzuceniu religii statystycznie też najczęściej boją się śmierci. To o czym piszesz to bardziej coś w rodzaju "dojrzałego agnostycyzmu" (choć nie wiem czy to jest trafne określenie) - takiego, w którym ktoś się nie boi, ale jest ciekaw. Jednak w religii jest tak samo - przyczyną strachu np. chrześcijanina nie jest ta religia/wiara/filozofia, ale właśnie nie życie nią w pełni, traktowanie ją niepoważnie. Chrześcijanin, który żyje w pełni tym, w co wierzy nie boi się śmierci, nie boi się piekła, nie ma w sobie żadnego strachu co do tej kwestii. I mówię tu po sobie - ja sam tak mam, bo jestem wierzący.

    To tak jak z jazdą samochodem. Jeśli ktoś jest bardzo początkujący w tym, to często boi się, często patrzy na znaki, jest spięty, nie potrafi się cieszyć jazdą, boi się wypadku. Ale nie jest tu przyczyną jazda samochodem, ani rozwiązaniem odrzucenie jej. Gdy natomiast jest "dojrzały" w umiejętności jazdy, to nie musi już wytężać wzroku wypatrując każdego pojedynczego znaku (bo zauważa je jakby automatycznie), nie jest spięty, cieszy się jazdą. W wierze jest analogicznie.

    Piszesz: "Tworzenie jakichkolwiek historii na temat tego co będzie po śmierci jest niepotrzebne.". Rozumiem, że jest to jedno z założeń agnostycyzmu (lub czemuś mu bliskiego) i wynika z jego założeń (np. takiego, że to ludzie sami tworzą religie). Nie dziwne więc, że agnostyk tak będzie uważał. Jednak ponownie - wierzący ma inne założenia, więc zupełnie inaczej to postrzega. Wierzący przeważnie wierzy dlatego, że uważa, że wiara nie jest jedynie jakąś historią tworzoną przez ludzi, ale czymś co w wiarygodny sposób pochodzi od Boga.

    Podsumowując, myślę, że ani wiara ani agnostycyzm nie sprawiają same w sobie, że ktoś boi się śmierci, tylko nasza "dojrzałość". A na tę dojrzałość wpływa głównie skłonność do przemyśleń podstawowych spraw naszego życia, do których zachęca m.in. Twój post na blogu.

    Pozdrawiam serdecznie

  • Mateusz Trzyna

    Czy płacz rodziców na pogrzebie swojego dziecka jest egoistycznym podejściem? Osobiście nie chciałbym przeżyć czegoś takiego. Śmierć jest piękna, gdy przychodzi podczas snu, mając 90-100 lat, a nie jeśli ginie się, będąc nastolatkiem, pod kołami samochodu prowadzonego przez pijaka.

  • Po raz kolejny w swoim wpisie pokazujesz odmienny punkt widzenia na rzeczy wszystkim dobrze znane. Świadomość śmierci pozwoliła mi docenić, jak cenna jest każda minuta naszego życia. Miałem dzięki temu szanse stać się osobą, która cieszy się każdą chwilą, docenia to, co ma i nie boi się spojrzeć w przyszłość. Pozwoliła zacząć żyć tu i teraz.

  • Martin Rasiak

    Cóż za piękny wpis :) Poleciłem już paru znajomym.

    Bardzo trafny cytat Paulo Coelcho:

    "Co jest najśmieszniejsze w ludziach:

    Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."

  • Radek Słowik

    Podoba mi się ten wpis. Co ciekawe temat śmierci jest mi ostatnio bliski - to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że podobne przyciąga podobne.

    @Mateusz
    "Czy płacz rodziców na pogrzebie swojego dziecka jest egoistycznym podejściem?" Ależ oczywiście, że tak! Przecież to ONI cierpią z powodu straty. Tak uważam. Dziecko w najgorszym razie już nic nie czuje a w najlepszym ma lepsze rzeczy do robienia niż opłakiwanie własnej śmierci. Niemniej sam wolę aby moje dzieci żyły jak najdłużej. Jeśli tylko tego będą chciały.

    Dla mnie na przykład piękną śmiercią jest odejście z tego świata gdy robi się to co się kocha. Niedawno, podczas luźnych gadek z rodziną i przyjaciółmii, ktoś poruszył temat narciarza, który zmarł na stoku. Chyba na zawał. Dla mnie to jest COŚ.

    Ciekawe rzeczy na temat śmierci - nie wnikając czy to prawda czy nie - można znaleźć chociażby w książkach Roberta Monroe czy Bruca Moena. No, ale komu w dzisiejszych czasach chciałoby się czytać, nieprawdaż?

  • Jones

    W końcu przychodzimy z niczym i odchodzimy z niczym.
    Ja myślę, że jesteśmy częścią kosmosu i płynnie nasza świadomość przechodzi w inny stan albo odradzamy się w innym wymiarze. To by było coś. Uważam, że połączenie kosmos i śmierć jest nie bez znaczenia. To dwie rzeczy o których wiemy najmniej.

    Czasami myślę sobie, że choroba ograniczająca mój czas na ziemi mogła by pozytywnie wpłynąć na jakość mojego życia. Zmieniło by się na lepsze.

    Co do Jobsa, ta myśl musiała być naprawdę silna,

    Bo ..jakby to powiedzieć, gdybyś Michale dowiedział się, że zostało ci tyle czasu ile dni w twoim nowym kalendarzu, to czy prowadził byś jeszcze tego bloga ?

  • Krystian Kwieciński

    Jest! Jest! Jest! W końcu M. Pasterski idzie tą drogą, której sobie w duchu życzyłem. :)
    Coraz więcej wpisów dot. duchowości. :)

  • Pallas

    Jak twierdzi Epikur, nie powinniśmy bać się śmierci, ponieważ „póki jesteśmy, nie ma śmierci, gdy jest śmierć, nie ma nas”. Ja na szczęście nie mam problemu ze strachem przed śmiercią, ale bardzo dobry i przekonujący artykuł :)

  • Pallas

    @Mateusz Trzyna:
    Niekoniecznie. Sama swiadomosc, ze smierc nie nadeszla przez przypadek i ze tak mialo byc, lagodzi bol. Widocznie mialo to cos uswiadomoc rodzicom lub otoczeniu. ''Gdy sprawy w Twoim życiu wyglądają tak jakby się rozpadały, to faktycznie może schodzą się razem, tylko tego nie dostrzegasz''.

  • Mikołaj Kowalski

    "A skoro wiemy, że tak naprawdę nie wiemy, co będzie po śmierci, to skąd założenie, że miałoby nam się tam stać coś złego? "

    Bo większości ludzi, zawsze pierwsze co przychodzi do głowy to strach i coś złego. :)

    DODAM JESZCZE, ŻE CZŁOWIEK JEST EGOISTĄ I TO JEST DOBRE.

    "Jeśli nie kochasz siebie, nie możesz kochać innych.
    Jeżeli nie masz współczucia dla siebie, nie możesz
    rozwinąć współczucia wobec innych" DALAJLAMA

    Nawet gdy komuś pomagamy to robimy to dlatego, ze mamy taką potrzebę np chcemy się dobrze czuć.

    A co do odrzucania śmierci.
    Ja to porównuje do osiągania swoich celów.

    Już pisałem na jednym blogu jak wielu "trenerów" każe nam negować porażki. Nie myśleć o nich, w końcu prawo przyciągania mówi, że to o czym myślimy pojawia się w naszym życiu.
    Nie możesz też zakładać porażki, musisz być w 100 % skoncentrowany na sukcesie, dopiero wtedy się uda.

    Już mi się rzygać chce jak tego słucham. Potem pojawia się, rozczarowanie, strach, ból, zdziwienie i cała masa innych tego typu emocji.

    "Jedno jest pewne – nic nie jest pewne!"

    Ahhh ten strach, wyłączcie telewizje, wyłączcie radio, nie czytajcie gazet a dużo strachu odejdzie. :)

  • Sajmon

    Śmierć jest częścią nas samych lecz niektórzy tego nie dostrzegają ,może nie to ze nie widza jej tylko nie chcą o niej wspominać.Jest to ciężki temat bo wręcz smutny.Dlatego jest tak mało wywierany w tematach codziennego życia , rzeczywistości.
    Niektórzy twierdza ze trzeba żyć ,być szczęśliwym ,cieszyć się ,ale nie wiedza ze ciesząc się życiem cieszą się tez śmiercią.
    Ja osobiście już doznałem tego stanu ze nie ma ucieczki i nie boje się umrzeć.
    Ostatnio nawet myślałem zęby odejść z tego świata.Moja sytuacja się pogorszyła bylem w tak ciężkim stanie psychicznym ze nie docierało już do mnie nawet ze chodzę ,widzę a nawet ze korzystam z toalety.Nie jadłem,nie spałem i myślałem tylko o jednej rzeczy -śmierć.Jak się tam dostać ,jakie tam są ścieżki przez które mogę pójść żeby było lepiej.Moze by się coś tam ułożyło.Tylko po co tam uciekac skoro jeszcze mozna zostawic czesc siebie tutaj na ty swiecie-stwierdzilem.Lubie zycie i tez polubilem smierc bo wiem ze i tak kiedys do niej dotre ze od niej nie uciekne.
    Podoba mi sie temat smierci i zycia.Chwilami sobie siedze i mysle jak by to bylo porozmawiac ze smiercia.

  • SteV

    Michał... Absolutnie najlepszy artykuł jaki kiedykolwiek u Ciebie przeczytałem!! A przeczytałem wszystkie jakie wypuściłeś...

    Myśle, że wiele razy do niego wróce. Zamieszczenie słów Stev'a Jobbsa było świetnym posunięciem. On poświadczył swoim życiem, świadczy sukcesem życia. Tak więc wiarygodność tego o czym napisałeś diametralnie jeszcze wzrasta.

    Po prostu kapitalny tekst! Medytacja świadomości śmierci jest wg mnie drugą najważniejszą po medytacji uważności. Połączenie tych dwóch sprawia, że doceniamy życie niesamowicie bardziej..

    O ile moge Ci polecić Michał - bo w komentarzach ten filmik się nie wyświetli - (jeżeli uznasz, że pasuje) to wrzuciłbym go do tego artykułu:

    http://www.youtube.com/watch?v=ppYgIkPd5aI

    Nie wiem dlaczego, ale automatycznie skojarzył mi się z tym co napisałeś..

    "Ale po jakimś czasie niektórym udaje się zaakceptować fakt nieuchronnej śmierci. I tacy ludzie wtedy dopiero zaczynają żyć, tak jak nigdy dotąd. Czerpią oni często dużo więcej radości z życia w ciągu tych kilku miesięcy niż większość ludzi na świecie kiedykolwiek w swoim całym życiu. "

    Ten fragment filmu (My Sister's Keeper) właśnie to obrazuje.. Dziewczynka która ma umrzeć i którą rodzice porwali ze szpitala na wybrzeże..na plaże.. i jej uśmiech kiedy już wraca.. jej szczęście z tak prostej rzeczy którą każdy z nas może doświadczyć tyle przecież razy..

  • Camillus

    Bardzo ciekawy wpis, dający wiele do myślenia.

    Z pewnymi elementami się nie zgadzam, ale początek jest sednem tego samego co ja uważam.

    Tylko zastanawia mnie jak to zrobić:"Gdyby na pogrzebie bliscy zmarłego w pełni akceptowali własne poczucie straty(...)mogliby z uśmiechem na twarzy wspomnieć bliską im osobę i ucieszyć się na myśl, że odkrywa to co jest po śmierci."?
    Dla osoby, która straciła oparcie, poczucie bezpieczeństwa, bliskości to może być bardzo trudne.

    Pozdrawiam
    Kamil Kuczyński

  • eve

    Ja sadze ze po smierci nie ma nic tylko piach, robale i smrod. Tak, boje sie smierci ale dlatego bo czuje, ze jako jedna z niewielu mysle trzezwo i sie nie oszukuje wedrowka dusz, niebem/pieklem itp. Ludzie juz od zarania dziejow wymyslali rozne wersje, religie i mity byle tylko odpowiedziec sobie jakos na to pytanie, byle sie pocieszyc i dodac otuchy, aby sie nie bac tak bardzo.

    Mamy tylko jeden jedyny czas na tej ziemi wlasnie teraz, wiecej juz nie bedzie. Z jednej strony nie chce go zmarnowac bo wiem, ze zycie jest krotsze niz nam sie wydaje,cenie to ze moge byc i chce wykorzystac go w pelni, z drugiej boje sie go utracic dlatego zyje ostrozniej niz inni. Zazdroszcze ludziom wierzacym (w cokolwiek) poczucia odrobiny spokoju w glowie, nie zazdroszcze swiadomosci.

    • Ostry - zachęcam do poczytania o idei reinkarnacji w celu głębszego zrozumienia sensu tego mechanizmu. Oczywiście jest to jedna z wielu możliwości.

      Agnieszka - bardzo trafne spostrzeżenie. Jeśli człowiek opiera swoją wartość na dobrach materialnych, do których po śmierci z pewnością nie będzie mieć dostępu, pojawia się strach przed umieraniem.

      Anrzej - poczynania zwolenników sportów ekstremalnych są rzeczywiście bardzo ciekawe - wydaje mi się nawet, że oni tak bardzo zbliżają się do swojej śmierci, aby... zbliżyć się do życia :) Niejednokrotnie słyszałem, że tak duże ryzyko i tak wysoka adrenalina sprawiają, że takie osoby naprawdę czują, że żyją.

      kooolega - dzięki za Twój komentarz. Zgadzam się z tym co napisałeś. Rzeczywiście pisząc ten post trzymam się mojej agnostycznej perspektywy, a to podejście wcale nie musi być jedynym kluczem do zaakceptowania własnej śmierci.

      Mateusz - pisząc o egoistycznych zachowaniach nie mam na myśli tego w negatywnym wydźwięku. Patrzę z perspektywy ewolucyjnej - każdy dba o własne dobro, bo tak jesteśmy zaprogramowani. Rodzice, którzy tracą dziecko cierpią, bo stracili coś dla nich najbardziej cennego. Cierpią z powodu własnej straty i to jest całkowicie normalne, egosityczne w absolutnie naturalnym rozumieniu tego słowa.

      Martin - bardzo lubię ten cytat, dzięki :)

      Radek - ja czytałem o jeszcze piękniejszych przypadkach śmierci - takich, w której to osoby same, swoją świadomą decyzją decydowały o dokładnym momencie odejścia z tego świata (np. osoby chore na raka, którym już nie zostało wiele czasu). Potrafiły wybrać ten moment i odejść z uśmiechem na twarzy. Dla mnie jest to absolutnie fascynujące.

      Jones - oczywiście, że tak!!! :) Uwielbiam to robić więc pewnie robiłbym to jeszcze częściej.

      Mikołaj - dokładnie tak samo rozumiem pojęcie egozimu. To jest dobre, bo tacy jesteśmy. A do ostatniego zdania dodałbym - zacznijcie wyłączać komputer! :)

      Sajmon - trafny wniosek - i tak kiedyś dojdziesz do śmierci. A skoro tak, po co się spieszyć?

      SteV - dzięki za motywujące słowa! Medytacja śmierci faktycznie pozwala wyraźniej poczuć życie. A film, do którego link zamieściłeś rzeczywiście bardzo trafnie obrazuje to o czym pisałem. Zostawiam go w Twoim komentarzu do odnalezienia dla tych, którzy będą szukać więcej inspiracji w komentarzach :)

      Camillus - z pewnością nie jest to łatwe. Dlatego warto już teraz zacząć szukać oparcia w samym sobie, a nie tylko w innych ludziach. Możesz być zawsze i wszędzie oparciem dla samego siebie.

      eve - Twoje przekonania nie różnią się niczym od innych wyznań - również są wyznaniem. Wyznajesz umysł racjonalny, wierzysz w podejście - wierzę tylko w to co widzę. To też jest wiara - wiara w umysł racjonalny. Im bardziej ktoś jest zamknięty w swojej wierze, tym mniej jest świadomy. Świadomość to otwarcie się na niewiedzę, na to, że tak naprawdę nie mamy pojęcia co jest po śmierci.

  • Jacek Siewierski

    "Ludzie żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."

    — Paulo Coelho
    Być jak płynąca rzeka

  • Jarek

    Czytałem o przypadku faceta, który dowiedział się, że jest chory na raka i zostało mu pół roku życia. Najpierw był w szoku ale później stwierdził, że skoro zostało mu tylko te 6 miesięcy to zrobi wszystko to co do tej pory chciał zrobić ale się bał. Zwiedził świat, pływał statkiem itp aż w końcu się okazało, że choroba zniknęła. Wiadomość o śmierci tak naprawdę podarowała mu życie.

    • Patrycja

      I tu pojawi się pytanie ... Dlaczego żyjąc codziennością nie mamy odwagi, aby żyć życiem, o którym zawsze marzyliśmy? Czy punktem zapalnym musi stać się tragiczna dla nas wiadomość o chorobie? Czytając o takich historiach stawiam siebie do pionu i przypominam sobie, że warto żyć tu i teraz :)

  • Arek.Zawada.tv

    Jako człowiek który wie kiedy zyskujemy i tracimy świadomość, i jaka ma to korelacje z aktywnością mózgu, rozprawiając o reinkarnacji przejawiasz myślenie życzeniowe.

    Dlaczego mamy "zakładać że po śmierci spotka nas coś złego"? A dlaczego mamy cokolwiek zakładać? może zamiast gdybać i zdawać się na niczym nieuzasadnioną wiarę w coś tam, lepiej opierać swoje przekonania na jakichś przesłankach i doświadczeniu empirycznym?

    Racjonalizm eve, określany przez ciebie jako wyznanie, różni się od innych "wyznań" tym, że nie opiera się na kreatywności, wyobrażeniach i gdybaniu, tylko na dowodach empirycznych i logicznym wnioskowaniu, a twierdzenie że racjonalizm jest wiarą , jest próbą przedefiniowania obu tych słów.

    duchowość w erze, kiedy "wolną wolę" można stymulować laboratoryjnie do z góry określonych działań, w erze eksperymentów Persingera?

    Strach przed śmiercią ma dość banalne podłoże.
    Pozwala nam widzisz przetrwać, nie wpadać np pod ciężarówkę z ciekawości jak to jest, pozwala tez szanować cudze życie, bo gdyby śmierć nie była złem, czy zabójstwo by było?

  • Mikołaj Kowalski

    Dla mnie sprawa jest prosta. :)

    Jeśli coś jest po śmierci, to biorę z życia ile wlezie, bo niczym nie ryzykuje.

    Jeśli niczego nie ma po śmierci, to biorę z życia ile wlezie... bo niczym nie ryzykuje. :)

    Życie jest krótkie, więc czy będzie genialne czy do dupy w obu przypadkach to bez znaczenia.
    A teraz wybierajmy.

  • osi

    Po co myśleć o śmierci? Tak kiedyś ona nastąpi, bo wszystko się zmienia. Ale po co dywagować na ten temat? Myślenie o tym co kiedyś się stanie, odrywa nas do tego co jest najważniejsze, od tego co jest Tu i Teraz. A tylko tu i teraz jest prawdziwe życie. Zapraszam na thelinked.pl

  • Ciekawe spojrzenie, chociaż nie do końca się zgadzam. Podoba mi się u Ciebie, więc dodałam do polecanych blogów.

  • Corleone

    Świetny wpis! Jakoś nie potrafię bać się śmierci. Po prostu mi nie wychodzi. :) Dzięki niej wiem, że każda sekunda życia jest niepowtarzalna i powonieniem cieszyć się nią ze wszystkich sił, oraz dobrze ją wykorzystać.

    Swoją drogą:
    "Człowiek najbardziej boi się nieznanego, a śmierć jest nam bardzo nieznana. "
    Co jest w sumie zabawnym paradoksem, bowiem gdyby zestawić istnienie i nie stnienie, to okazałoby się, że w tym drugim mamy nieporównywalnie większe doświadczenie. :)

    @Arek.Zawada.tv:
    Z tą ciężarówką, to myślę że ratuje nas prędzej instynkt samozachowawczy, niż głębszy strach przed śmiercią. W chwili bezpośredniego zagrożenia każdy boi się śmierci i nie zastanawia się nad jej filozoficznym aspektem. Pozdrawiam.

    • Arek - doświadczenie empiryczne jednostek ludzkich jest ograniczone przez mózg, za pomocą którego poznają otaczający ich świat. Czy wychodzisz z założenia, że ludzki mózg jest tak doskonały, że może poznać całą istotę i strukturę rzeczywistości? To by było dopiero narcystyczne spojrzenie ;)

      Moje myślenie jest wbrew pozorom bardzo racjonalne. Spójrz, nie posiadasz dowodów na to, że po śmierci jest tylko piach, robale i smród (chyba, że posiadasz, wtedy chętnie je poznam). Skoro ich nie masz, to znaczy, że Twoje podejście nie jest wiedzą, ale wiarą. Tak jak każda wiara opiera się na pewnych przekonaniach. W tym wypadku mniemam, że jednym z ważniejszych jest: "Prawdą jest tylko to, czego mogę empirycznie doświadczyć". No cóż, uważam, że to przekonanie jest bardzo dalekie od prawdy.

      Weźmy choćby pole elektromagnetyczne - czy możesz teraz je zauważyć? Nie. Ok, powiesz, że mamy aparaturę, która może je zmierzyć. Świetnie, ale czy wszystkie aparatury naszego świata są już doskonałe i mogą zmierzyć i zbadać całą strukturę rzeczywistości? Nie sądzę. Przyznasz, że w ciągu kolejnych lat, być może za 3, być może za 30, będą powstawać nowe aparatury, które odkryją zupełnie nowe rzeczy. Rzeczy, o których nigdy byśmy nie pomyśleli. W astronomii to się dzieje cały czas, wystarczy poczytać o ciemnej materii. Na razie to tylko teorie (choć całkiem zaawansowane), ale powoli wszystko układa się w jedną całość - wkrótce może to zupełnie zmienić nasze postrzeganie o funckjonowaniu Wszechświata. Kolejnym przykładem jest fizyka kwantowa (i nie mam tutaj na myśli popularnonaukowego czary-mary, ale konkretne namacalne badania opisujące rzeczy co najmniej niesamowite).

      To samo tyczy się tego, co będzie po śmierci. Upieranie się przy przekonaniu, że na pewno tam nic nie ma to z mojej perspektywy brak otwartości na zmiany w rozumieniu, które w świecie nauki już są powszechnie akceptowane. Te zmiany w rozumieniu jasno wskazują, że to co wiemy, to tylko kropla w wielkim oceanie tego, co jest. Nie możemy dokładnie zbadać tego co jest po śmierci, a więc nigdy na 100% nie będziemy wiedzieć co tam jest. Dlatego najbardziej racjonalnym podejściem jest podejście wiem, że nie wiem.

  • Grzegorz :: programowanierozwoju.pl

    Hej

    Od pewnego czasu mam wrażenie, że żałoba po śmierci, podobnie jak np ból przy zdradzie jest wynikiem warunkowania społecznego i różnego rodzaju wymagań od drugiej osoby. Świat mówi nam, że trzeba płakać, gdy ktoś umrze - ale czemu? Religia twierdzi, że życie po śmierci jest lepsze, a sama nakazuje żałobę.

    Podobnie przy zdradzie - czy gdyby społeczeństwo przez tyle lat nie ładowało nam do głowy, że mamy mieć kogoś na całe życie, wchodzić w związki, małżeństwa itp - czy wtedy zdrada byłaby tak bolesna? Czy w ogóle byłoby coś takiego jak zdrada? :) Jesteśmy zwierzętami, ciekaw jestem czy np kot cierpi, gdy samiczka pójdzie w tango z innym. Aspekt śmierci i zdrady to moim zdaniem idealne przykłady na to, jak wiele rzeczy możemy sobie wmówić i uznać za naturalne, choć wcale takie nie są (lub nie wiemy czy są). Podobno człowiek jest jednym z bardzo niewielu stworzeń na świecie, które utrzymują przy życiu stare osobniki. Sporo rzeczy robimy inaczej, bo ktoś powiedział że tak trzeba. Czy na pewno?

    Nie mamy pojęcia co jest po śmierci, więc skąd ten strach? Boimy się zagrożenia, to naturalne. Ale umysł podkłada nam od razu różne wersje tego, co jest później - to już z naturą nie ma nic wspólnego, jest po prostu halucynacją. Przekonanie, że koniecznie musi tam być jakieś "cos". Jestem zdania, że równie dobrze mogę być tam szczęśliwszy, jak i po prostu się skończyć. Nie było mnie w roku 1000 i nie płaczę z tego powodu. Nie będzie mnie w 3000 i prawdopodobnie nawet nie będę tego świadomy. Może po prostu jest tak, że w każdym "życiu" jesteśmy świadomi od nowa nie pamiętając nic, co było wcześniej i zwyczajnie zmieniamy miejsca pobytu ;) Możliwości jest masa, a nie ma nic gorszego niż bać się i wymyślać scenariusze nie mając możliwości ich potwierdzenia.

  • An

    Świetny artykuł!
    Spodobały mi się słowa, które powiedział Steve Jobs:„Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia"-rzeczywiście warto o tym pamiętać, gdy mamy jakieś wątpliwości w podjęciu trudnych decyzji.

  • Henryka

    Śmierć i życie, to dwa najpewniejsze wydarzenia w tym wymiarze fizycznym i z pewnością nie przychodzimy tu z niczym, każde życie ma cel, a każdy z nas - tak samo ważny, jest narzędziem w ręku Stwórcy, z którym mamy kontakt nadal na poziomie podświadomości - to niewidzialna strona naszego życia, ale sterująca nim. Świadomość potrzebna jest nam do poruszania się= życia tu i teraz. Jaki cel ma to życie? życie jest miłością i jeśli ona dominuje w tym życiu jest ono piękne, a kiedy takie nie jest i dlaczego pojawiają się choroby, nieszczęścia i niepowodzenia? wtedy gdy zapominamy, że życie jest miłością i skupiamy się tylko na tym co ludzkie, materialne - może inaczej kiedy człowiek to co ludzkie, chce uczynić ważniejszym od tego co Boskie, a gdy następuje korekta: choroba, niepowodzenie itp - nie jako kara, ale wskazówka, żeby człowiek nie szkodził nadal sobie, aby"złapał wiatr w żagle", aby wyciszył świadomość i dał głos podświadomości, aby to co Boskie nie zostało zdominowane przez to co ludzkie, bo człowiek pracuje na rzecz wszechświata, nie odwrotnie, zatem w tym życiu powinniśmy pamiętać tylko o tym, aby żyć z wolą Boga, a nasza wolna wola na poziomie świadomości ma temu służyć, a nie ulepszać świat.
    Wniosek - możemy walczyć ze złem, sprzeciwiać się w świecie zewnętrznym, ale w wewnętrznym nikogo nie osądzamy, nie krytykujemy, tam wznosimy się ponad to co ziemskie i doświadczamy tylko uczucia miłości i akceptacji. Każdy ma w sobie Dusze/Boga i jeśli ją widzimy to rozumiemy, że piękno rodzi się z miłości, nie ideałów itp.

  • Arek.Zawada.tv

    Ok, może dla ciebie nie będą to dowody, ale są pewne wyraźne i ważne przesłanki.

    Jak zapewne wiesz, można dość łatwo pozbawić człowieka świadomości. Wystarczy ingerencja w mózg.
    możesz pozbawić go woli (przez lobotomię) można wpłynąć na jego wolę (pobudzając odpowiednie rejony prądem, wystarczy że wcześniej ustalisz eksperymentalnie które rejony są odpowiedzialne za jakie decyzje) możesz sprawić że za każdym razem kiedy wciśniesz przycisk, osoba będzie miała poczucie czyjejś obecności czy "przeżycie duchowe"
    (eksperyment persingera)
    możesz przeciąć jej ciało modzelowate (kiedyś wykonywano takie zabiegi przy leczeniu epilepsji) co może doprowadzić do powstania dwóch, niezgodnych ze sobą świadomości.
    Możesz ograniczyć działanie płatów skroniowych, żeby osoba straciła poczucie swojej rozdzielności od świata ( podobny efekt można uzyskać za pomocą medytacji czy w wyniku epilepsji)

    prawie każdy aspekt naszej osobowości można modyfikować fizycznie, można go utracić w wyniku fizycznego uszkodzenia mózgu. podobni ze świadomością.
    dlaczego zatem mam zakładać, że mimo że kolejne etepy śmeirci i uszkodzenia mózgu prowadzą do coraz większej utrety świadomości i kolejnych aspektów mojej osobowości, śmierć mózgu ma doprowadzić do jakiegos "odrodzenia"?

    jeśli "dusza" samoświadomość, osobowość ni epotrzebuja fizycznie mózgu, dlaczego w znanym nam świecie sa z nim tak ściśle powiązane? każda twoja nowa myśl to nowe połączeni między neuronami, po śmierci zasada się zmieni?

    mogę zakładać że jest nikłe prawdopodobieństwo że coś jednak przejmie role która dotąd spełniał mózg, ale nie mam ku temu podstaw, a jeśli ich nie mam, wszystko co uznam będzie tylko gdybaniem.

    Tak więc jestem otwarty na nowe teorie, i nowa wiedzę, nie zamykam sie na nią, ale nie interesuje mnie gdybanie i zmyślanie, i nie uważam ich za racjonalne.

    Pozdrawiam :)

  • Radek Słowik

    @ Arek
    Można też wyłączyć mózg (pod kątem "mierzalnych funkcji metabolicznych") i... jednocześnie zachować świadomość.

    A tu link: http://youtu.be/ottik_j3RxE - ta konkretnie część filmu ale polecam cały.

    Jednego jestem pewien: wszechświat nas jeszcze nieraz zaskoczy.

  • Arek.Zawada.tv

    @Radek Słowik
    w skrócie-
    znam ten przypadek. Po pierwsze lekarze nie mieli wszelkiej aparatury która mogła by ocenić czy 
    mózg jest wyłączony pod kątem „mierzalnych funkcji metabolicznych, samo EEG do tego nie wystarczy.

    Po drugie wizje i to co słyszała pacjentka nastąpiło jeszcze przed trepanacją, i przed wychłodzeniem mózgu, i jest możliwe że pacjentka wybudziła się częściowo z narkozy

    Po trzecie wszystkie jej reakcje są typowe dla mózgu o niskiej aktywności neuronalnej.

    najdziwniejszym jest fakt że mózg był zatrzymany na tak długo, samo to że jakiś neurochirurg zdecydował się na coś takiego jest szokujące, ale jak możesz sobie sprawdzić szperając głębiej w internecie, wszystkie wizje i wskakiwania do głowy, odbywały się poza tym czasem. przed (slyszała piłę, widziała wiertło)
    i po (wujek światło i wskakiwanie do głowy jak do basenu)

    Pozdrawiam.

  • Radek Słowik

    Fakt, że "zamrozili" ją na tak długo i że się później wybudziła bez większych powikłań, że w ogóle to przeżyła jest rzeczywiście wstrząsający. Grunt, że się udało... i mamy teraz o czym rozmawiać ;)

    Poszperałem trochę i rzeczywiście znalazłem nieco informacji. Np. na angielskojęzycznej wiki, o tutaj:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Pam_Reynolds_(singer)

    na samym dole znajduje się tabela, zaczerpnięta z książki "Light & Death" Michaela Saboma, pokazująca prawdopodobny rozkład wydarzeń.

    Co ciekawe nie ma żadnego wyjaśnienia tego, że p. Reynolds była w stanie opisać narzędzie chirurgiczne które stosowano, a którego wcześniej nie widziała, ani dowodów na to, że była źle znieczulona.

    Być może czepiam się dziury w całym i rzeczywiście teoria, że wkładki przeciwhałasowe umieszczone w jej uszach były niedopasowane lub że dźwięki rozmowy zespołu przenosiły się przez stół operacyjny do wnętrza jej czaszki jest wystarczająca aby obalić tezę o istnieniu świadomości po zaniku funkcji mózgu.

    Cytując klasyka - "Ostatecznie udowodnić można wszystko, nawet i to, że człowiek jest niczym więcej, jak kilkoma wiadrami zanieczyszczonej wody."

  • Mystic

    Artykuł bardzo ciekawy, inspirujący.

    Warto jednak pamiętać, że strach przed śmiercią jest czymś naturalnym i wspólnym dla wszystkich bardziej rozwiniętych istot żywych.

    To strach przed śmiercią utrzymuje nas przy życiu (jak wspomniał Arek) - i nie rozdzielałbym go na "instynkt" i "filozoficzny" strach, bo wszystkie nasze myśli mają podłoże biologiczne.

    Strach może stać się przesadzony, nieadekwatny do sytuacji i wtedy przeszkadza żyć w pełni, ale wydaje mi się, że całkowita jego eliminacja znacznie obniża szanse na przeżycie. Na przykład w moim przypadku właśnie niechęć do śmierci powstrzymuje mnie przed rozpędzaniem się do 200km/h lub łażeniem po parapetach na wysokości - robiłbym to gdybym się nie bał i jest szansa na to, że bym zginął.

    Życie jest zjawiskiem, które ma unikalną właściwość "chęci" zachowania swojej formy. I dzięki tej właściwości może trwać dalej. Nie znaczy to jeszcze oczywiście, że "powinniśmy" starać się przeżyć - to już zależy od uznania.

    Ja to widzę tak: Życie mi odpowiada i póki żyję, gram swoimi kartami najlepiej jak potrafię. Nie gdybam na temat tego, o czym nie wiem nic.

    Teraz żyję i to mnie interesuje. Nie potrzebuję ciągłego myślenia Jobsa o śmierci. Jest to coś sztucznego, co prawdopodobnie robią tylko ludzie. Dla żywej istoty śmierć jest czymś abstrakcyjnym - stworzonym bez wiedzy i kultywowanym wyobrażeniem.

  • Arek.Zawada.tv

    @Radek
    Historia Pameli Reynolds jest historią dziwną i jednostkową, nie ma pewności co do wielu czynników, czyli jako taka nie za bardzo może być traktowana jako dowód na coś, co więcej nawet jeśli była by opisana dokładnie zgodnie z prawdą, nadal pokazuje ona że im mniejsza fizyczna aktywność mózgu, tym słabsza świadomość, i ze świadomość powiązana jest z działaniem neuronów.

    Z drugiej strony właściwie cala wiedza na temat neurobiologi, wskazuje na to ze nie ma innej opcji, np pamięć to fizyczna struktura, konkretne połączenia miedzy neuronami, osuwając je, usuwasz wspomnienie, wspomnienie może się tez zmienić pod wpływem dodawania później nowych , wymyślonych danych, co zmienia fizyczna strukturę wcześniej opisywanej sieci.

    mózg nie jest przekaźnikiem, tylko tworzy świadomość, ponieważ uszkadzając mózg, wyłączając go, nie sprawiamy ze świadomość jest ale nie może się komunikować z ciałem, tylko sprawiamy ze świadomość znika, co oznacza ze nie ma innego źródła, z którego używała by tylko mózgu jako przekaźnika.

    Tak wiec może moje przesłanki jednak sa dosc mocne, i pozwalają mi twierdzić ze to nie wyznanie, i nie wiara.

    Natomiast teorie o reinkarnacji, rożnych rajach, piekłach, itd itp, są bardzo ciekawe z punktu widzenia kreatywności, ale nie maj żadnego poparcie w racjonalnym czy logicznym myśleniu.

    ale to nie znaczy ze kreatywność jest gorsza niż racjonalizm, każde ma swoje miejsce.

    Pozdrawiam.

  • Bartosz Jezierski – jezierskibartosz.pl

    Cześć Michał,

    trochę trzeba było poczekać na Twój kolejny artykuł, jednak było warto. Naprawdę, świetnie jest czytać tak rozwijające przemyślenia, jakie zaprezentowałeś w tym artykule.

    Oczywiście, wszystko zamieszczone powyżej jest tylko pewnym sposobem patrzenia na świat - bo nikt z nas nie jest Alfą i Omegą i nie zjadł magicznej pigułki mądrości, by móc teraz ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że "jest tak i tak". Natomiast z pewnością można stwierdzić, że pewne sposoby postrzegania rzeczywistości mogą być bardziej rozwijające niż inne.

    Mi osobiście podoba się metafora życia jako biura podróży dla naszej duszy (pierwszy raz spotkałem się z nią bodajże w książce AlphaHuman).

    Otóż jakbyśmy wyobrazili sobie, że nasza dusza zanim uzyskała ziemską postać człowieka, w miarę szczegółowo przejrzała katalog, w którym było bardzo wiele wypisanych możliwych wydarzeń, które mogła przeżyć w naszym świecie - a następnie wybrała te, na które akurat miała ochotę... i one właśnie są realizowane przez nas, przez Ciebie... To nagle okazałoby się, że wszelkie iluzoryczne "zło", wszelkie wzloty i upadki są tylko pewną przygodą, pewną "wycieczką fakultatywną"...

    I tak "naprawdę" to niedługo potem będziemy mogli wybrać sobie zupełnie inne "doznania" - a nawet wybrać zupełnie inną planetę, inny wymiar, inną rzeczywistość...

    To mimowolnie, po prostu gdy o tym rozmyślam w tym momencie sprawia, że i tak pojawia się na mojej twarzy uśmiech, cokolwiek by się miało nie wydarzyć dzisiejszego dnia, tygodnia, miesiąca czy w ciągu najbliższych lat.

    Dla mnie takie spojrzenie jest bardzo uwalniające, bo nagle okazuje się, że nic nie "muszę", a po prostu wiele "chcę". I moje pragnienia realizuję!

    Pozdrawiam,
    Bartosz Jezierski

  • Radek Słowik

    @Arek

    "pamięć to fizyczna struktura, konkretne połączenia miedzy neuronami, osuwając je, usuwasz wspomnienie". Gdzieś spotkałem się ze stwierdzeniem, że pamięć ma charakter hologramu i jeśli usunąć część neuronów, to wspomnienie zostanie przywrócone. Jeśli oczywiście usuniemy wszystkie (mózg) może to stanowić problem ;)

    Gdyby dopuścić jednak, że mózg jest przekaźnikiem to po uszkodzeniu go świadomość nie ma jak skomunikować się ze światem fizycznym. To trochę tak jak z radioodbiornikiem - fale radiowe są wokół nas ale w głośniku uszkodzonego radia nie usłyszymy dźwięków radiostacji (albo szumy i trzaski). Czy wyłączając radioodbiornik sprawiamy, że radiostacja znika? Taka daleko posunięta analogia...

    Ja wiem, że kiedyś uważano, że nie da się wymyśleć, odkryć nic nowego i w związku z tym zgadzam się, że i kreatywność i racjonalizm są bardzo istotne. Byle tylko ten drugi nie zahamował pierwszego.

    Czołem.

  • Mystic

    Kombinując z duszą, reinkarnacją, radiostacją, itd, itp Wy nie akceptujecie śmierci, lecz ją negujecie. Zabezpieczacie się przed nią, zapewniając, że wasza świadomość będzie dalej istnieć.

    Z ludzkiego doświadczenia wynika, że ośrodkiem świadomości, osobowości i wspomnień jest mózg. Nie można tego stwierdzić z absolutną pewnością (tak jak wszystkie inne rzeczy), lecz czym są poparte teorie o przekaźniku? Moim zdaniem tylko właśnie strachem przed śmiercią.

    Mamy to wrażenie istnienia, swój punkt widzenia, który jest pojęciem zrozumiałym tylko dla samego siebie. Pozostawiam pytanie bez odpowiedzi: czym dla tego "punktu widzenia" jest śmierć?

  • Magda Bednarczyk

    Ja się po części zgodzę, a po części nie zgodzę.

    Jeśli chodzi o kwestie religijne, to niekoniecznie jest tak, że człowiek mając świadomość piekła, boi się go. Inna kwestia, że trzeba było sprecyzować, co to właściwie znaczy "człowiek wierzący". Natomiast ja znam wiele osób, które nie boją się. Jest akceptacja.
    Dalej, co to właściwie jest grzech? Ja zauważam taką właściwość, że ludzie wyznaczają grzechy według własnych wyznaczników, sumienia (jakkolwiek to nazwać). Nawet jeśli są one sprzeczną z ogólnie przyjętym systemem wierzeń w danej wierze. "Nie będzie też umiał w pełni żyć, bo cały czas musi kontrolować czy nie popełnia zbyt wiele grzechów" - według mnie nie chodzi o grzech sam w sobie, ale o poczucie wewnętrznej niespójności, niezgodności, pewnego rodzaju dyskomfort. A tak ma każdy człowiek (wierzący, niewierzący, agnostyk). Do czego zmierzam - oczywiście bojąc się piekła, kary itd., ludzie ujmują sobie sporo radości i spokoju z życia. Natomiast każdy jest "narażony" na to uczucie niepokoju, będąc niezgodnym z sobą.

    Ktoś kiedyś powiedział "nie płaczemy nad tym, kto umarł, ale płaczemy nad samym sobą". To takie podsumowanie ważnej rzeczy, która została zauważona w artykule.

    Pozdrawiam,
    Magda Bednarczyk

  • Flaw0ur

    Widze, ze mamy bardzo podobny swiatopoglad. Od dawna wierze w reinkarnacje i od dawna daje mi to ekscytacje na mysl o tym, co jeszcze piekniejszego czeka mnie po smierci.
    Dzieki temu odczuwam spokoj i nie boje sie umrzec, a takze nie boje sie wykorzystywac zycia w 100%. Patrzac w perspektywie kolejnych zyc i karmy, mozemy wejsc duzo szybciej na kolejny poziom rozwoju.

    Jeszcze tak w skrocie dla innych, gwoli scislosci:
    1. Zwierzeta sie nie inkarnuja, bo nie maja cial astralnych,
    2. Zawsze odradzasz sie jako czlowiek,
    3. Samobojstwo to ucieczka i skutkuje powtorzeniem zycia (tych samych problemow w zyciu, do skutku az sie je pokona),
    4. Jesli zyjesz, to znaczy ze jeszcze nie nadszedl twoj czas i masz dalsza szanse na rozwoj. Nie skupiaj sie na przetrwaniu, tylko na rozwoju.

    Ogolnie polecam bardzo dobra ksiazke, oparta na faktach. Nazywa sie "Misja" Michela Desmarqeta i jest dostepna w formie ebooka za darmo, z oficjalnej witryny autora.
    Nawet jesli nie bedziecie wierzyc w to, co tam jest napisane, to przyswoicie wiele logicznych zasad zycia, ktore wiele wam pomoga.

    Pozdrowienia

  • flaw0ur

    Ludzie ogólnie bardzo zrażają się do inkarnacji, bo wszystkim kojarzy się ona w odżywaniu jako robal lub zwierzę, a to nieprawda.

  • Michu

    Wpis genialny, a skojarzył mi się z poczatkiem książki Richarda Dawkinsa pt. Rozplatanie Tęczy:

    "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi. Ludzi, którzy potencjalnie mogliby teraz być na moim miejscu, ale w rzeczywistości nigdy nie przyjdą na ten świat, jest zapewne więcej niż ziaren piasku na pustyni. Wśród owych nienarodzonych duchów są z pewnością poeci więksi od Keatsa i uczeni więksi od Newtona. Wiemy to, ponieważ liczba możliwych sekwencji ludzkiego DNA znacznie przewyższa liczbę ludzi rzeczywiście żyjących. Świat jest niesprawiedliwy, ale cóż, to właśnie myśmy się na nim znaleźli, ty i ja, całkiem zwyczajnie."

  • Feud

    Świetny artykuł, mam podobne przekonania, aby obiektywnie spojrzeć na życie i śmierć, trzeba umieć odróżnić co jest tylko naszą 'wiarą' i pragnieniem, aby coś było tak, a nie inaczej... a jak wiadomo, człowiekowi łatwo jest uwierzyć w coś, w co bardzo chciałby wierzyć:)
    Też pozwolę sobie odnieść się do wpisu eve, który/a twierdzi, że jest jedyną racjonalną tu osobą - pisze "Mamy tylko jeden jedyny czas na tej ziemi wlasnie teraz, wiecej juz nie bedzie. " - w logice takie stwierdzenie wymaga dowodu, bez tego nie można stwierdzić czy to prawda czy fałsz. To jest racjonalne podejście, a nie zakładanie z góry prawdziwości nieudowodnionych hipotez. W takim kontekście, zacytowane zdanie brzmi równie prawdziwie, jak każda doktryna religijna. To tylko hipoteza...
    Choć fakt, że za wszystkim stoją nasze ograniczone zmysły, które natura wykształciła tylko do takiego stopnia, aby człowiek umiał zdobyć pokarm, przeżyć. Ale z czasem nauka wszystko zmieni, rozwieje nasze wątpliwości, obali błędne przypuszczenia. Tylko dzięki nauce będziemy w stanie dostrzec jaki ten świat jest naprawdę. Póki co wciąż widzimy niewiele (skoro nie umiemy odpowiedzieć na tak podstawowe pytania ad. życia i śmierci, to można powiedzieć, że wciąż jesteśmy ślepi).

    Believe in Science, not religion. Science will always progress, religions will always collapse.

  • MarcinS

    Michał, piszesz wiele rzeczowych postów i byłem wielkim fanem Twojego bloga, ale ten wpis, jak i kilka pozostałych nie jest chyba przeznaczony dla chrześcijan.

    Sam dopiero w komentarzach (a nie w artykule) przyznajesz, że propagujesz agnostyczne podejście do życia i świata. W dodatku inspirujesz się filozofią wschodu, która w kontakcie z ochrzczonym człowiekiem może przynieść katastrofalne skutki. Dlaczego to piszę? Niestety miałem to szczęście słyszeć na żywo opętaną osobę (która właśnie praktykowała takie dziwne rzeczy). Ja sam czytałem już też u Ciebie o medytacjach, nawet miałem się za to zabierać. Stosowałem bardzo skuteczne i fajne techniki programowania mózgu, o których piszesz (tak potwierdzam, one działają), ale kilka miesięcy temu moje życie się odwróciło, a kiedy niedługo potem zacząłem się dowiadywać w co się pakowałem, po prostu odetchnąłem z ulgą, że nie zrobiłem kilku kroków dalej.

    Michał, nie chcę robić wcale złej reklamy Twojemu blogowi, bo przez Twoje zaangażowanie jest bardzo popularny. Ale pamiętaj też, że jest on popularny także dlatego, że ludzie się gubią w swoim życiu i szukają u Ciebie oparcia (tak jak ja wcześniej), a to oparcie na np buddyźmie, medytacjach kultury wschodniej nie musi, ale może się źle skończyć.

    Zważywszy na to, że żyjemy w kraju w którym 90% ludzi jest katolikami, wchodząc na Twojego bloga powinniśmy mieć szansę zauważenia ostrzeżenia, jak na papierosach typu: "To co robię, jest fajne i skuteczne, ale uważaj, może w dłuższym czasie przynieść poważne skutki uboczne". Myślę, że te zagubione często osoby, mają do tego prawo. Mają też prawo wiedzieć, że ich dotychczasowa kultura, którą może praktykowali z przyzwyczajenia lub pobieżnie, ma naprawdę sporą moc i ciekawe narzędzia do tego, by wyrwać nas z letargu, lęku o przyszłość, a nawet lęku związanego ze śmiercią o którym piszesz.

    • Marcinie, skąd takie podejście do filozofii buddyzmu? Czy znasz ją na tyle, aby wydawać osąd, że jest niebezpieczna?

      Nie piszę ani do katolika, ani do agnostyka, ani do buddysty. Piszę do człowieka.

  • Flaw0ur

    MarcinS, musisz zdecydowanie popracować nad poprawnym wnioskowaniem. Widzisz, twoja dedukcja nie jest trafna. Chodzi mu tutaj o zdanie:

    "Niestety miałem to szczęście słyszeć na żywo opętaną osobę (która właśnie praktykowała takie dziwne rzeczy)"

    To tak, jakbym napisał:

    "Widziałem, jak samolot uderzył w budynek. A więc budynki są złe, bo przyciągają do siebie samoloty."

    Dodatkowo jesteś jak małe dziecko:
    - Zjedz pomidor,
    - Nie, bo nie lubię,
    - A próbowałeś?
    - Nie, bo nie lubię.

    Podrośnij trochę, zmierz się z życiem, nabierz charakteru i przede wszystkim silnej oraz poprawnie wnioskującej psychiki, potem bierz się za tematykę rozwoju osobistego (tutaj przyda się jeszcze ściągnięcie klapek z oczu "jestem katolikiem" - zapamiętaj, że każda religia jest zła, bo każda prowadzi do konfliktów).
    Jak to mówią, czasem niewiedza jest błogosławieństwem - wiedza kosztuje i niejednego zniszczyła.

  • Mikołaj Kowalski

    To ja coś dodam od siebie, może też zostanę zaatakowany jak Michał.

    Nie mam jednak na celu nikogo obrazić, przekonywać do innych religii itd. Raczej zależałoby mi na uruchomieniu guziczka, który sprawia, że zaczynamy myśleć, sami za siebie.

    http://www.youtube.com/watch?v=JzqY8anUCn4

  • MarcinS

    "Czy znasz ją na tyle, aby wydawać osąd, że jest niebezpieczna?"

    Nie Michale, sam nie robiłem żadnych poszukiwań w temacie buddyzmu, ponieważ jakoś w żadne praktyki z nim związane raczej się mocno nie zaangażowałem (tak mi się przynajmniej wydaje). Swoje wnioski i obecne asekuracyjne podejście do tego typu technik opieram np. na tym: http://www.youtube.com/watch?v=3oLuzJpyAd8 oraz innych źródeł, które wypowiadają się o zagrożeniach duchowych i ostatecznie przyjmuję to za prawdę.

    Napisałem swój wcześniejszy komentarz, ponieważ rozwijałem się razem z Twoim blogiem. Zacząłem go czytać w 2008 roku, kiedy w okienku "readers" miałeś bodajże 115 osób, albo nawet 95. Teraz jest ich tysiące. Cieszę się z tego, że udało Ci się zainspirować do rozwoju tylu ludzi. Ale teraz uważam, że dlatego, że część z nich jest, tak jak ja, katolikami, mają prawo dowiedzieć się także z Twojego bloga o innym spojrzeniu na te kwestie. Mogą wiedzieć, że ktoś uważa, że filozofia buddyzmu, a także techniki władania swoim umysłem mogą chrześcijanom czasem przynieść więcej szkody i korzyści, nawet jeśli się z tym nie zgadzasz. A podejrzewam, że wielu ludzi czytających ten blog jest chrześcijanami (nawet jeżeli są tzw. niepraktykującymi katolikami).

    Oczywiście to nie jest temat na jeden komentarz, a nie będziemy pewnie robić też offtopic'u w dyskusji o śmierci. Zawsze ceniłem Cię za to, że jako jeden z pierwszych w internecie dawałeś wiele cennych rad za darmo. Wierzę, że nadal jesteś człowiekiem, któremu najbardziej zależy na tym, żeby pomóc drugiemu człowiekowi. Dlatego, jeżeli uważasz to za stosowne, to daj ludziom możliwość zapalenia lampki w głowie, aby widzieli możliwość rozwoju także jako katolicy.

    Oczywiście to jest Twój blog i masz całkowite prawo do pisania subiektywnych artykułów opartych na książkach z danej dziedziny. Jednak hasło bloga jest takie: "Świadomie o rozwoju osobistym", natomiast kiedy dowiedziałem się jakieś 8 miesięcy temu o tym, że rozwijałem się jednak w nieświadomości i niewiedzy o fakcie, że moja religia też daje mi warunki do rozwoju osobistego (a nie tylko zakazy - jak to postrzegamy), to byłem po prostu zaskoczony.

    A czy jestem bez charakteru, niepoprawnie wnioskującym człowiekiem, który jest jak małe dziecko, jak określił to Flaw0ur? Pewnie tak. Gdybym nim nie był, nie szukałbym informacji o rozwoju osobistym i duchowym. Natomiast między innymi ten blog nauczył mnie tego, by nie oceniać i w rozmowie nie posługiwać się inwektywami.

    Także powtórzę, żeby było jasne, że Michała nie atakuję:
    Michał, wiele postów jest bardzo wartościowych i budujących, jednak niektóre z nich pokazują jak fascynujące jest postrzeganie świata w sposób inny niż dała nam to nasza europejska kultura. A jako, że na pewno wielu ludzi trafiających na tego bloga, są to właśnie osoby bez charakteru, słabe (czy też po prostu szukające pomocy dla siebie w pokonaniu swoich słabości) i może bez poprawnego wnioskowania, które dużo łatwiej chłoną informacje, które przekazujesz. Dajesz im we wpisach przecież swoistą receptę na to jak być lepszym. Efekt może być taki, że wypierają się swoich europejskich korzeni na rzecz dalekowschodnich - jeżeli chodzi przynajmniej o wiarę. Wiem, że dla niektórych nie jest ona istotna i olewają ją całkowicie. Ale myślę, że jednak dla pewnego procenta użytkowników jest ważna i oni angażują się w nową religię mocniej. A liczby pokazują jasno - w Polsce jest coraz więcej buddystów. To oznacza, że takie blogi chwalące techniki dalekowschodnie oraz bezkrytyczne chwalenie uspakajających filozofii wschodnich i karcenie "zgrubiałej i zacofanej" religii europejczyków, także w dużych mediach przynoszą skutek.

    Na przykład poprzez takie stwierdzenie z Twojego artykułu (żeby zakończyć komentarz zgodnie z tematem wpisu): "Jeśli ktoś wierzy w instytucję piekła, będzie się go bać i nie poradzi sobie ze swoim strachem przed śmiercią." - przecież katolik nie boi się śmierci, bo wie że "po" będzie jeszcze lepiej niż tu. "Nie będzie też umiał w pełni żyć, bo cały czas musi kontrolować czy nie popełnia zbyt wiele grzechów" - i tu zależy, co oznacza "życie w pełni". Bo okazuje się, że można żyć w pełni i umierać z uśmiechem na twarzy także będąc chrześcijaninem (piszę o chrześcijanach, bo nie wiem, jak umierają islamiści oraz jaka inna religia ma jeszcze niebo i piekło). Długi temat ogólnie. Przyznamy wszyscy rację, że można o tym całe dnie i noce prowadzić dyskusje. Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie za ten komentarz. Już dawno zdążyłem się przekonać, że poziom większości użytkowników jest tu sto razy wyższy niż na najpopularniejszych polskich portalach :) Pozdrawiam.

    • ola

      Ja się z Tobą zgadzam i komentarz jest bliski mojemu zagubionemu sercu, zaś artykuł wprawił mnie w jeszcze większy strach i brak gruntu pod nogami.

  • Flaw0ur

    Zamykanie się na jedną religię to zawsze ignorancja i to zawsze rodzi konflikty. Też byłem kiedyś "katolikiem", teraz nie identyfikuję się z żadną religią, mimo że wierzę w reinkarnację. Nie nazwałbym siebie np. buddystą, bo to nie będzie prawda.
    Nie ma więc w tym żadnej sprzeczności, że ktoś podchodzi do tematu jako agnostyk, a jednak najbardziej przekonują go nauki wschodu.

    Odpowiednie wierzenia są OK (sam będę wychowywał swoje dzieci wg dekalogu, który nadal jest uniwersalny), ale instytucje religii już nie, a na pewno nie w obecnych czasach.

  • Arek Zawada

    @MarcinS-
    Jeśli ten wpis miałby być zagrożeniem dla czyjejś wiary, lub miałby kogoś przekonać do np Buddyzmu, to światopogląd takiej osoby jest oparty na naprawdę słabych przesłankach.

    Rozmawiaj ze sceptykami, poddawaj swoje przekonania próbie, tylko tak przekonasz się czy są wystarczająco mocne. Bo czego możesz się bać, że trafisz na argument który cie przekona, i wreszcie się dowiesz że nie miałeś dotąd racji? czy to było by coś złego?

    Pozdrawiam.

  • MarcinS.

    Sądzę, że w niektórych kwestiach powinniśmy zachować stałość osądów, nawet jeżeli nie da się ich racjonalnie wyjaśnić.

    A czy ten post jest zagrożeniem dla przekonań? Przeczytanie jednego wpisu raczej niczego nie zmieni. Chociaż z drugiej może zasiać pewne ziarno niepewności. Ktoś może pomyśleć: "Hmm, my rzeczywiście niepotrzebnie boimy się piekła. Może rzeczywiście to olać" (podczas gdy tak naprawdę katolik raczej nie boi się piekła), a czytając kolejne posty i uświadamiając sobie, co traci taka osoba postrzegając świat w sposób, który przekazali mu jego rodzice, w końcu może odrzucić swoją (chrześcijańską) przeszłość. Nie wierzę, że nie ma tu ani jednej osoby, która czytając tego bloga od kilku lat, nie miała chwili zwątpienia, czy to w co dotąd wierzyła ma rzeczywiście sens, jeżeli Michał pisze świetne artykuły o tym jak udoskonalić swoje życie w nieco inny sposób.

  • leon

    Bardzo mądry artykuł, ale człowiekowi wychowanemu wg danego systemu trudno będzie się przemienić.

  • lukas

    Arek
    Historia Pameli Reynolds nie jest historią jednostkową,jest wiele osób które potrafią opisać co się z nimi i wokół nich działo kiedy były nie przytomne.Choćby 6 letni Colton Burpo http://www.youtube.com/watch?v=DaIzqofwdpo

    wątpię żeby dziecko taką historie zmyśliło

    • flaw0ur

      "wątpię żeby dziecko taką historie zmyśliło"

      Ta, jasne, najlepiej powtarzać komentarze innych.

      Historia z tym dzieckiem jest prosta do wytłumaczenia, a rodzice tego dziecka to idioci (ale to nie do końca ich wina).

      Dla mnie wytłumaczenia są dwa. Oba logiczne, tylko nie zagłębiałem się w tę sprawę tak konkretnie, by wybrać jedno:

      1. Dziecko zwyczajnie blisko śmierci zaczęło myśleć o wielu sprawach (pojawia się to u wielu pacjentów) i przekazało rodzicom informacje, które wcześniej zebrało (akurat dziecko nie przekazało żadnych info, o których nie mogło by się dowiedzieć, a wbrew pozorom dzieci nie są głupie),

      2. Klasyczny przykład z książki "Wędrówka Dusz" i jej kontynuacji - dziecko faktycznie podczas śmierci klinicznej wróciło do swojej Wyższej Jaźni i zapamiętało sytuację, ale przykład z Jezusem i całą resztą bajerów był tylko wizualizacją dla tego dziecka dla zrozumienia sytuacji (najprostszą opcją dla dziecka wychowywanego w katolickiej wierze).

      Oba przykłady nie potwierdzają, że to było niebo, bo nie ma czegoś takiego jak niebo i piekło. A owszem, życie poza śmiercią istnieje i nie ma tam cierpienia.
      Tak czy siak, jeśli z tym dzieckiem to była wersja nr 2, to tylko potwierdza istnienie reinkarnacji (ale to by już długo tłumaczyć dlaczego potwierdza).

  • zosia

    Boje sie jedynie samego procesu umierania - poprostu bolu!! A pozniej- no coz... albo dopiero sie zdziwie jak nigdy albo poprostu nic-zero-nul-niebyt.

    • flaw0ur

      Zośka, weź się w garść, bo takie gadanie "zobaczę co będzie" świadczy tylko o twojej niepewności co do siebie i świata.

      Wcale nie boisz się procesu umierania (ból pojawia się tylko w jakichś poważniejszych chorobach, a obecne leki potrafią go praktycznie kompletnie wyłączyć).
      Boisz się śmierci, bo jesteś ignorantką i nie potrafisz jednolicie skierować myśli. A to znaczy, że kompletnie nie zrozumiałaś tego tekstu.

  • zosia

    flawour- czesc! Tekst zrozumialam a byc moze troszke odbieglam od tematu wpisujac swoj komentaz. Nie boje sie, ze umre, nie boje sie co bedzie dalej - wprost przeciwnie jestem bardzo ciekawa, ktora to z teorii sie sprawdzi. Boje sie bolu a to juz jest zwykla ludzka na nia reakcja w ktorej za grosz nie widze zadnej ignorancji.. Mam do tego swoje ludzkie prawo. Nie wiem ile masz lat czlowieku ale jak ci wejdzie 7 krzyzyk na kark to te teorie, ze "nie jestem pewna siebie ani swiata " wezma poprostu w leb. Kazde pokolenie ma swoje prawa i to absolutnie akceptuje. Jakies 40-50 lat temu to byla dla mnie jakas "abstrakcja" cos tak odleglego, ze malo realne. Wtedy mozna bylo mowic to i owo. Gdy przychodzi czas dla wielu smierc jest poprostu wybawieniem, czekaja na nia bo cierpia. Nie boja sie jej, maja tylko dosc obolalego wlasnego ciala. Czy byles kiedys w hospicjum? No i co? powiedz tym ludziom, ze sa ignorantami gdy boja sie nastepnego ataku bolu, cierpienia, ze sa niepewni siebie i swiata? W tym temacie przyda sie poprostu odrobina empatii i zwyklej ludzkiej serdecznosci bo tego wtedy ci ludzie najbardziej potrzebuja. Na koniec akceptuje inne teorie na ten temat bo kazdy wiek je ma. Mlodzi maja swoje my starzy swoje. Wcale nie chce przekonac nikogo, ze moja teoria jest jedyna i niepodwazalna. To sa tylko moje przemyslenia. Wiec osadzanie mnie o ignorancje jest troszke nie na miejscu.

    • flaw0ur

      Jesteś ciekawa, która z teorii się sprawdzi = jesteś niepewna i zapewne czujesz strach (dziwne byłoby nie czuć strachu biorąc pod uwagę, że po śmierci może nie być nic).

      To, że jesteś dużo starsza ode mnie nie znaczy, że jak będę w Twoim wieku to "teorie wezmą w łeb", ponieważ po pierwsze ja nie żyję teoriami, tylko prawdą, a po drugie coraz wyższy poziom rozwoju pozwala mi nabrać jeszcze większej pewności co do słuszności mojej przekonań, a więc do tego czasu będę miał je tylko silniejsze.
      Widzisz, tu jest Twój problem - żyjesz teoriami, możliwościami, co by było gdyby, co będzie gdyby. Może to bardziej realistyczne podejście, ale sama widzisz najlepiej, jakie daje efekty u Ciebie.

      Cierpienie jest częścią naszego życia na Ziemi, możemy je ograniczyć do minimum, ale nigdy nie wyeliminować kompletnie.

      Zastanawiałaś się jeszcze czemu starzy ludzie, obolali żyją? Widocznie mają czas, by coś jeszcze zrobić w swoim życiu, w jakiś sposób się rozwinąć (może poprzez zmianę przekonań na temat śmierci?). Postawa "mam dość obolałego ciała i cierpienia" wprowadzi tylko frustrację, a poza tym nie zmieni nic. Wielu ludzi ma dość wielu rzeczy i niczego z tym nie robią, po prostu się poddają.

      Czekać na śmierć?

      Widzisz, tym się różnimy. Ja mam świadomość, że każdego dnia umieram, że mogę umrzeć w każdej chwili i jestem na to gotowy, nie czuję żadnego strachu. Jak będę miał umrzeć to umrę, ale do tego czasu daję z siebie 300%, by rozwinąć się w społeczeństwie, które ze wszystkich stron stara się to blokować.

      Dlatego nie pouczaj mnie o empatii i serdeczności, bo tego na pewno nie udzielę ludziom, którzy się poddali, nic ze sobą nie robią i są _ignorantami_.
      Ludzi, którzy sami sobie szkodą, nie głaszcze się z miłym uśmiechem i współczuciem, tylko daje się im wędkę i kopa do łowienia ryb.

      Ktoś jeszcze sądzi, że moje komentarze są nie na miejscu?

  • zosia

    Michal - dobrze, ze poruszyles temat zycia i smierci, choc jest to temat kontrowersyjny jak rozmowy o polityce czy religii-Bog.Z mojej strony jest to ostatni wpis na ten temat gdyz chce przerwac dyskusje aby nie przeobrazila sie ona w "debaty polskiego sejmu". To co teraz napisze nie jest odnosnikiem do Twojego tekstu ale dotyczy zycia i smierci. Tak wiec do wszystkich na przemyslenie i ku przestrodze. Przyszedl czas gdy moi rodzice zdecydowali sie isc do domu opieki. Bardzo starannie szukali dla siebie miejsca i moj tata pojechal m,innymi-pod Warszawa- do domu prowadzonego przez ksiezy. W trakcie wstepnej informacyjnej rozmowy - teraz zacytuje relacje mojego taty "naraz otwieraja sie drzwi i na chwiejnych nogach, zgiety ,prawie wczolgujac sie wszedl staruszek, ktory placzac jak dziecko i skomlac prosil o jakies proszki przeciwbolowe bo juz nie moze wytrzymac. No i ten.......ksiadz z pelnym nadeciem i pogarda powiedzial temu biednemu czlowiekowi aby bol ofiarowal Bogu, ktory za niego umarl na krzyzu". Nie cytuje, co tata mu powiedzial o takiej opiece, ale rozmowa kwalifikacyjna natychmiast zostala przerwana. Tak wiec jesli ktos z waszych bliskich bedzie kiedys szukal domu opieki niech zasiega opini ludzi, ktorzy tam mieszkaja/nie personelu/ a szerokim lukiem omijaja to wskazane przeze mnie miejsce. Pisze to ze zwyklej zyczliwosci dla wszystkich ludzi. Ps. Temat strachu przed bolem o ktorym pisalam nie jest moja obsesja, zasypiam i spie spokojnie, mam w sobie dosc sporo radosci zycia i powodow aby zyc jak najdluzej szczegolnie gdy patrze na usmiechniete buzie moich wnuczat czy przebywajac wsrod rodziny i wyprobowanych wieloletnich przyjazni. Swiat jest bardzo ciekawy, tyle jest miejsc, ktore swoim pieknem zachwycaja i ktore to warto zobaczyc.. To, ze czasem mysl o koncowce zycia i jego przebiegu przeleci przez glowe to jest ludzkie i wcale nie mam powdu aby sie tego wstydzic.

  • Natalia

    Strasznie dziwnie się czuję czytając te artykuły. Przeczytałam chyba trzy i w kazdym z nich jest cos co ja juz dawno sama sobie uświadomiłam. Bez czytania żadnych przemyśleń innych ludzi. Nie myślałam, że to są jakieś sposoby na życie, że można doskonalić swój umysł poprzez takie myślenie. Dawno temu uświadomiłam sobie że kiedyś umrę i to właśnie pomaga mi żyć, przezwyciężać strach, wstyd, a teraz dopiero czytam, że już wcześniej wymyślił to jakiś koleś. Wiele innych moich przemyśleń wyczytałam też w artykule o pieniądzach. To strasznie dziwne. Nawet do głowy mi nie przyszło, że inni ludzie też myślą w podobny sposob. Ludzki umysł jest fascynujący! Takie myślenie pomaga zwalczyć depresję. Ja chciałam sobie pomóc i wiele razy pomoglam, bo czuję, że już dawno wylądowałabym u psychiatry.

  • Kamil

    Mam podobne zdanie do MarcinaS.

    Każdy ma prawo wyrażania swojej opinii, ale nie musimy od razu ośmieszać innych. Sam jestem katolikiem, który pewnie jak większość osób ma czasem chwile zwątpienia i pewnie jak większość szuka w takich sytuacjach potwierdzenia swoich racji czy wierzeń. Michał -napisałeś wiele wspaniałych postów, ale wydaje mi się, żę ten nie jest obiektywny i podobnie jak Marcin czuję się trochę dotknięty, ponieważ odniosłem wrażenie jakbyś uderzał w nasze wartości, w które wierzymy, jako katolicy...Ten blog jest poświęcony rozwojowi osobistemu, więc trafiają tu osoby, które chcą coś zmienić. Szanuję twoje poglądy, bo każdy ma prawo wierzyć w to co chce, ale skoro piszesz, że nikt nie wie tak na prawdę co jest po śmierci i nie wiemy, która religia jest tak na prawdę słuszna to dlaczego krytykujesz wierzenia katolików (np. jeśli chodzi o piekło).

    • Flaw0ur

      >Każdy ma prawo wyrażania swojej opinii, ale nie musimy od razu ośmieszać innych. Sam jestem katolikiem, który pewnie jak większość osób ma czasem chwile zwątpienia i pewnie jak większość szuka w takich sytuacjach potwierdzenia swoich racji czy wierzeń.

      O, to świetny z Ciebie katolik! Jeśli ktoś nie jest pewny swoich poglądów i szuka potwierdzeń poza sobą, to:
      – Albo poglądy te nie trzymają się kupy,
      – Albo poglądy te nie są zgodne z własnym systemem wartości, wewnętrznym „ja”,
      – Albo jedno i drugie.

      > Michał –napisałeś wiele wspaniałych postów, ale wydaje mi się, żę ten nie jest obiektywny i podobnie jak Marcin czuję się trochę dotknięty, ponieważ odniosłem wrażenie jakbyś uderzał w nasze wartości, w które wierzymy, jako katolicy…

      Ale moment, przed chwilą napisałeś, że nie jesteś przekonany do swoich wierzeń, a wiara to chyba mocne słowo?

      Widzisz, to jest to, o czym pisałem wcześniej — każda religia prowadzi do konfliktu. Dlatego ja nie utożsamiam się z żadną, mimo że mam obraz świata z uwzględnieniem Stwórcy (do którego jestem w 100% przekonany i raczej inne źródła próbują mnie od tego odwlekać, bezskutecznie).
      Napisać cokolwiek o swoich poglądach to zaraz jest już „uderzanie w czyjeś wartości”, nie ma tu dyskusji, tutaj zawsze wszyscy katole i wyznawcy innych religii widzą atak.
      Dlatego religie same w sobie nie mają sensu, a budowanie świątyń i przygotowywanie kalendarza pod różne „święta” religijne to już przesada i podpada pod zaburzenia psychiczne.

      > Ten blog jest poświęcony rozwojowi osobistemu, więc trafiają tu osoby, które chcą coś zmienić. Szanuję twoje poglądy, bo każdy ma prawo wierzyć w to co chce, ale skoro piszesz, że nikt nie wie tak na prawdę co jest po śmierci i nie wiemy, która religia jest tak na prawdę słuszna to dlaczego krytykujesz wierzenia katolików (np. jeśli chodzi o piekło).

      Teraz to nie wiem czy jesteś głupi, czy tylko takiego udajesz. Tak naprawdę wiem, tylko sobie jaja robię (oczywiście jesteś głupi). Czy Cię obrażam? Zależy na ile bierzesz to do siebie, na moje to powinna być dla Ciebie konstruktywna krytyka i pobudka do rozwoju, ponieważ nadal:
      – Nie zauważasz, że piszesz sprzeczne rzeczy (co oznacza, że twoje poglądy nie trzymają się kupy i sam ich do końca nie rozumiesz, więc jest to jedynie religia wpojona przez rodzinę i czujesz się obudzany kiedy ktoś ją atakuje, bo inni cię tego uczyli),
      – Piszesz, że każdy ma prawo wierzyć w co chce, a więc i mówić o tym, ale chwilę wcześniej odebrałeś inne poglądy jako uderzanie w katolickie…
      – Nie wiesz co jest po śmierci i jak jest naprawdę? Więc nie wierzysz w info z Biblii? Zobacz co sam napisałeś. Gdybyś był przekonany do tego, co jest tam opisane, napisałbyś „tak naprawdę nikt prócz katolików nie wie…” i to nie byłaby przechwałka czy atak, tylko pewność w wyrażaniu swoich poglądów. Kolejny raz potwierdziłeś, że nie jesteś katolikiem i daleko Ci do wiary wyznawanej w Biblii (i słusznie, bo to bzdurna koncepcja, bardzo mocno przeredagowana na potrzeby kościoła w stosunku tego, jak jest naprawdę),
      – Krytyka piekła w tym tekście to nie jest krytyka wierzeń katolików tylko krytyka głupoty ludzi (a w nich wliczają się też katolicy). Jeśli w Biblii byłoby napisane, że np. kradzież albo zabijanie dla wspinania się po drabinie sukcesu jest OK, to gdybym powiedział, że nie jest to nadal uderzałbym w Twoje poglądy?

      Moja propozycja: pomyśl nad tym jak bardzo jesteś niepewny swoich przekonań i zacznij od życia wg swojego systemu wartości, odkładając religię na margines. Zobaczysz jak szybko wszystko się wyklaruje i zobaczysz, że nie ma czegoś takiego jak YOLO, jest tylko reinkarnacja. A będziesz to widział wtedy, kiedy będziesz dużo bardziej rozwiniętym człowiekiem.

      Fakt, to blog o rozwoju osobistym, a on jest ściśle związany z naszymi wierzeniami, więc tematyka pasuje jak najbardziej.

      Jak mogę podsumować w jednym zdaniu ten post? Jesteś ignorantem, ale takim z typu „nieświadomej niekompetencji”.

    • Flaw0ur

      Poza tym nie widzę podobieństwa Twojego zdania z tym od MarcinaS, który bardziej między wierszami poparł moje myślenie.

      Także może warto wpierw zacząć od nauki podstaw dedukcji i wnioskowania?

  • Flaw0ur

    >Każdy ma prawo wyrażania swojej opinii, ale nie musimy od razu ośmieszać innych. Sam jestem katolikiem, który pewnie jak większość osób ma czasem chwile zwątpienia i pewnie jak większość szuka w takich sytuacjach potwierdzenia swoich racji czy wierzeń.

    O, to świetny z Ciebie katolik! Jeśli ktoś nie jest pewny swoich poglądów i szuka potwierdzeń poza sobą, to:
    - Albo poglądy te nie trzymają się kupy,
    - Albo poglądy te nie są zgodne z własnym systemem wartości, wewnętrznym "ja",
    - Albo jedno i drugie.

    > Michał –napisałeś wiele wspaniałych postów, ale wydaje mi się, żę ten nie jest obiektywny i podobnie jak Marcin czuję się trochę dotknięty, ponieważ odniosłem wrażenie jakbyś uderzał w nasze wartości, w które wierzymy, jako katolicy…

    Ale moment, przed chwilą napisałeś, że nie jesteś przekonany do swoich wierzeń, a wiara to chyba mocne słowo?

    Widzisz, to jest to, o czym pisałem wcześniej - każda religia prowadzi do konfliktu. Dlatego ja nie utożsamiam się z żadną, mimo że mam obraz świata z uwzględnieniem Stwórcy (do którego jestem w 100% przekonany i raczej inne źródła próbują mnie od tego odwlekać, bezskutecznie).
    Napisać cokolwiek o swoich poglądach to zaraz jest już "uderzanie w czyjeś wartości", nie ma tu dyskusji, tutaj zawsze wszyscy katole i wyznawcy innych religii widzą atak.
    Dlatego religie same w sobie nie mają sensu, a budowanie świątyń i przygotowywanie kalendarza pod różne "święta" religijne to już przesada i podpada pod zaburzenia psychiczne.

    > Ten blog jest poświęcony rozwojowi osobistemu, więc trafiają tu osoby, które chcą coś zmienić. Szanuję twoje poglądy, bo każdy ma prawo wierzyć w to co chce, ale skoro piszesz, że nikt nie wie tak na prawdę co jest po śmierci i nie wiemy, która religia jest tak na prawdę słuszna to dlaczego krytykujesz wierzenia katolików (np. jeśli chodzi o piekło).

    Teraz to nie wiem czy jesteś głupi, czy tylko takiego udajesz. Tak naprawdę wiem, tylko sobie jaja robię (oczywiście jesteś głupi). Czy Cię obrażam? Zależy na ile bierzesz to do siebie, na moje to powinna być dla Ciebie konstruktywna krytyka i pobudka do rozwoju, ponieważ nadal:
    - Nie zauważasz, że piszesz sprzeczne rzeczy (co oznacza, że twoje poglądy nie trzymają się kupy i sam ich do końca nie rozumiesz, więc jest to jedynie religia wpojona przez rodzinę i czujesz się obudzany kiedy ktoś ją atakuje, bo inni cię tego uczyli),
    - Piszesz, że każdy ma prawo wierzyć w co chce, a więc i mówić o tym, ale chwilę wcześniej odebrałeś inne poglądy jako uderzanie w katolickie...
    - Nie wiesz co jest po śmierci i jak jest naprawdę? Więc nie wierzysz w info z Biblii? Zobacz co sam napisałeś. Gdybyś był przekonany do tego, co jest tam opisane, napisałbyś "tak naprawdę nikt prócz katolików nie wie..." i to nie byłaby przechwałka czy atak, tylko pewność w wyrażaniu swoich poglądów. Kolejny raz potwierdziłeś, że nie jesteś katolikiem i daleko Ci do wiary wyznawanej w Biblii (i słusznie, bo to bzdurna koncepcja, bardzo mocno przeredagowana na potrzeby kościoła w stosunku tego, jak jest naprawdę),
    - Krytyka piekła w tym tekście to nie jest krytyka wierzeń katolików tylko krytyka głupoty ludzi (a w nich wliczają się też katolicy). Jeśli w Biblii byłoby napisane, że np. kradzież albo zabijanie dla wspinania się po drabinie sukcesu jest OK, to gdybym powiedział, że nie jest to nadal uderzałbym w Twoje poglądy?

    Moja propozycja: pomyśl nad tym jak bardzo jesteś niepewny swoich przekonań i zacznij od życia wg swojego systemu wartości, odkładając religię na margines. Zobaczysz jak szybko wszystko się wyklaruje i zobaczysz, że nie ma czegoś takiego jak YOLO, jest tylko reinkarnacja. A będziesz to widział wtedy, kiedy będziesz dużo bardziej rozwiniętym człowiekiem.

    Fakt, to blog o rozwoju osobistym, a on jest ściśle związany z naszymi wierzeniami, więc tematyka pasuje jak najbardziej.

    Jak mogę podsumować w jednym zdaniu ten post? Jesteś ignorantem, ale takim z typu "nieświadomej niekompetencji".

  • Daga

    FlawOur czy ty jesteś już po reinkarnacji????Ja się nie wstydzę że jestem egoistka, czasem rozczulam się nad sobą. Bo niektóre teksty i te z książek De Melo maja wydźwięk , że jesteś nic nie wart jeśli nie myślisz jak on czy Wy. Gówno wiecie i ja tez czym jest życie i co jest po zyciu. Praktycznie nic nie jest pewne.Flawor jesteś oświecony?? przebudzony?? a może już z bogiem za zycia się spotkałeś, połączyłeś.Widzę, że Ty też masz problemy z przyjęciem zdania innych ludzi, no bóg. Czuć agresję od Ciebie, obudź się i zobacz czemu tak walczysz o swoje przekonania.

    • Flaw0ur

      Oczywiście, że jestem już po reinkarnacji :P

      Ja nie czytam książek tego typu i nie wiem kto to De Melo, ale na pewno nie skłaniam się ku postawie "ludzie, którzy myślą inaczej, są nic niewarci", bo to jest już bez sensu.

      Przeczytaj mój post jeszcze raz to może zrozumiesz, że ja WIEM w co wierzę/jakie są moje przekonania, a Ty i inne osoby do których tutaj się odnosiłem jesteście nijacy "nic nie jest pewne", "nie wiem tak do końca", albo "chodzę do kościoła, ale nie wiem czy tak jest naprawdę".

      To samo jest z celami w życiu.

      Co to za życie i rozwój, skoro nie wiesz co chcesz robić i nie wiesz w co wierzysz? Czekacie na to, aż ktoś wam to powie? Albo ślepo będziecie wykonywać polecenia autorytetów religijnych?

    • Sonia

      A może te Twoje przekonania to Twój sen, iluzja tego czego byś chciał?

  • Daga

    I powiedz mi jeszcze co to jest miłość i po co ogólnie kultura międzyludzka, w dupie masz czy ktoś jest tu nowy i szuka jakiś przemyśleń i ze możesz go zranić.Ja jak natrafiłam na Przebudzenie to włśnie jak niechciany bachor się poczułam, że wszystko jest moją wina jaka jestem i, ze muszę się zmienić.Jeśli masz już tak wielka świadomość że ludzie nie są aż tak oświeceni jak Ty i nie sa dojrzali, to miej na uwadze innych i to co piszesz i jak piszesz. Jeszcze raz pytam , co to jest miłość??pogląd, stan umysłu??A mój pogląd jest taki, ze jeżeli robię coś i poprawia mi to humor to gdzieś ma leszczy którzy krytykują mnie i moje postępowanie,Ty jak chcesz rób po swojemu.Każdy ma ego, a ja jestem EGOistką i mam prawo do rozwoju w swoim tempie i czasie. A myślałam, że jak człowiek oświecony i swiadomy jest i wie że może zranić drugąosobe ponieważ nie jest oświecona, nie zrobi tego.Znowu zonk

  • Sonia

    A może wszyscy żyjemy iluzją, porzućmy poglady dobra i zła i kierujmy się uczuciami.Czuje się źle przy tobie to Cię zabiję.A kto powiedział, że zabijanie jest złe/? A kto powiedział , że wojny są złe, a kto nazwał to krzywdą, olać to.Po co pracować jak mogę ukraść przecież to tylko ktoś określił, że to jest zło .Materializm też jest zły, porzućmy wzystko, po co nam samochody, domy do grobu nie zabierzemy.I takich argumentów można przytaczać wiele.Maryśka do palenia, pokój i miłość.Cokolwiek do głowy przyjdzie można podważyć.FlawOur ktoś kiedyś powiedział, że wszyscy są idiotami a ja mam swoje zdanie i poglądy i wiarę to ma schizofrenię.Napoleonów wsród nas jest mnóstwo.pozdrawiam z ludzkim, nieludzkim podejściem do życia.

  • Ktoś

    Życie jest zbyt trudne żeby żyć i się męczyć ale gdy się żyje z poczuciem strachu , burzą myśli s*m*b*j*z*c* i jesteś już do nich przyzwyczajony to żyjesz tak długa aż ktoś albo coś cię nie zniszczy twojego szczęście , męczarni , burzy po raz kolejny ;)