Szkoła życia, czyli o czym zapomina edukacja?

Szkoła nie przygotowuje ludzi do życia, ale do wejścia na rynek pracy. Obecna edukacja pomija umiejętności, które są nam potrzebne do prowadzenia satysfakcjonującego i owocnego życia. Jakie umiejętności zostały pominięte i jak w swoim dorosłym życiu możesz to nadrobić?

Jednym z najpopularniejszych artykułów na tym blogu jest tekst o 13 błędach systemu edukacji. Ostatnim wymienionym przeze mnie błędem jest “Pomijanie kluczowych umiejętności”. W tym artykule szerzej opiszę ten błąd, zaprezentuję listę takich umiejętności i spróbuję Cię przekonać do tego, abyś rozpoczął praktyczną samoedukację tych, które są dla Ciebie najważniejsze.

O czym zapomina szkoła?

Każdego dnia dostaję dziesiątki maili od czytelników. Czytam komentarze pod artykułami na blogu. Rozmawiam z ludźmi na szkoleniach, konferencjach i różnych spotkaniach związanych z psychologią i rozwojem osobistym. Moi rozmówcy pytają mnie o to, jak radzić sobie ze stresem, jak zaplanować swoją przyszłość, jak uzyskać spokój wewnętrzny, jak rozwiązywać konflikty z partnerem.

Rozpiętość tematyczna pytań jest tak szeroka jak sam Wszechświat. Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, że tak wielu z nas nie zostało nauczonych podstawowych umiejętności potrzebnych do prowadzenia świadomego, spełnionego i szczęśliwego życia. Coś, co powinno być nieodłączną częścią naszej szkolnej edukacji, jest w obecnym systemie całkowicie pomijane.

Wymagająca szkoła życia

W artykule o błędach edukacji przytoczyłem cytat prof. dr hab. Doroty Klus-Stańskiej, która podkreśla, że obecna szkoła nie zapewnia nabywania kompetencji potrzebnych nam do radzenia sobie we współczesnej rzeczywistości. Większość z nas dobrze o tym wie, ale co z tego? Co to zmienia, skoro rozwijanie tych brakujących nam umiejętności nadal jest traktowane jako coś dodatkowego, coś zarezerwowanego tylko dla osób interesujących się rozwojem osobistym?

Dlaczego nie jest to dla wszystkich oczywiste, że skoro nie umiemy planować przyszłości, organizować swojej pracy, rozwijać zdrowej relacji z partnerem, to warto tą umiejętność nabyć, a nie liczyć na to, że wszystko się jakoś ułoży?

Bez tych umiejętności prowadzimy tylko życie cienia osoby, jaką moglibyśmy być.

Codziennie zmagamy się z problemami, których w ogóle by nie było, gdybyśmy byli wyposażeni w życiowe, potrzebne nam każdego dnia umiejętności. Gdyby natomiast były one nieodłączną częścią naszego życia, nasza codzienność stałaby się znacznie łatwiejsza, pełniejsza i bardziej owocna.

W jednym z wywiadów zostałem zapytany o to, jak dzisiejsza młodzież powinna być przygotowywana do rynku pracy. Odpowiedź jest bardzo prosta - dzisiejsza młodzież nie powinna być przygotowywana do rynku pracy, ale przede wszystkim do życia. To najważniejszy cel edukacji, który w obecnym systemie jest prawie całkowicie pomijany.

Lista życiowych umiejętności

O jakie umiejętności tak w ogóle chodzi? Oto lista umiejętności, które (według mnie) powinniśmy nabyć w pierwszych piętnastu latach naszego życia (są tutaj najważniejsze umiejętności, ale z pewnością nie wszystkie):

  • Planowanie przyszłości
  • Motywowanie się do działania
  • Organizacja swojej pracy
  • Relaks i odpoczynek
  • Radzenie sobie ze stresem
  • Uwalnianie się od destruktywnych emocji
  • Efektywna nauka
  • Kreatywność i twórcze myślenie
  • Samodzielne i krytyczne myślenie
  • Zmiana nawyków myślenia, zmiana przekonań
  • Inteligencja emocjonalna, empatia
  • Inteligencja finansowa (oszczędzanie, inwestowanie)
  • Przedsiębiorczość
  • Asertywność
  • Rozwiązywanie konfliktów międzyludzkich
  • Komunikacja międzyludzka
  • Współpraca w zespole
  • Budowanie zdrowych związków partnerskich
  • Kultura osobista
  • Mowa ciała
  • Medytacja
  • Szczęście
  • Dbanie o swoje ciało
  • Dbanie o swoje zdrowie

Oczywiście niektóre z tych umiejętności są poruszane w szkołach.

Jednak po pierwsze, jest to bardzo mała część z powyższej listy, a po drugie - nawet jeśli są takie lekcje, to najczęściej mają one mało wspólnego z rzeczywistą nauką danej umiejętności. W moim liceum przedsiębiorczość była bardziej związana z ekonomią, a praktyka polegała na wycinaniu i malowaniu kartek świątecznych (a zajęcia były oczywiście prowadzone przez kogoś, kto nigdy nie miał nic wspólnego z prawdziwą przedsiębiorczością). Są wyjątki - szkoły, które z powodzeniem kształcą u swoich podopiecznych część tych umiejętności. Niestety, jest to zdecydowana mniejszość.

Typowa polska szkoła wymaga, aby uczeń miał większość z tych umiejętności w małym palcu. Taka szkoła wcale nie zajmuje się ich kształceniem. Nie zajmuje się przygotowywaniem ludzi do życia, a skupia się tylko i wyłącznie na indoktrynacji i wychowywaniu pracowników, którzy będą kolejnym trybikiem w gospodarczej maszynie.

Tak naprawdę niektóre z tych umiejętności wykształciłyby się u dzieci w sposób naturalny, gdyby szkoła tego nie utrudniała. Na przykład umiejętność budowania relacji opartych na zaufaniu i współpracy jest hamowana poprzez promowanie ciągłej rywalizacji (“tylko nieliczni osiągnąć sukces”) i atmosfery porównywania się (“kto ma lepsze oceny ten jest lepszy, kto ma gorsze oceny ten jest gorszy”).

Gdy tylko szkoła stworzy dla uczniów odpowiednie warunki, spora część wypisanych przeze mnie umiejętności wykształci się w sposób zupełnie naturalny, poprzez w wyniku interakcji między dziećmi lub w wyniku realnej potrzeby (jako następstwo wyzwania lub dużego projektu, który dzieci mają za zadanie zrealizować).

Tak, wiem, przytoczona lista umiejętności jest długa i ktoś mógłby pomyśleć, że włączenie tego do programu szkolnego nie jest możliwe. Uważam jednak, że spora część obecnego programu jest bezużyteczna. Zastąpienie choćby 50% teorii (która potem i tak wyparowuje z naszych głów) praktyką powyższych umiejętności zmieniłaby naszą edukację nie do poznania. W szkole, którą ja planuję zbudować, praktyka tych umiejętności będzie stanowić podstawę programową, wraz z najważniejszymi zagadnieniami psychologii i nauk o mózgu.

Rozwój umiejętności to nie zadanie dla chętnych

Celem tego artykułu jest uświadomić Ci, że rozwój tych umiejętności nie powinien być czymś ”dodatkowym”, wynikającym z zainteresowania rozwojem osobistym lub szczególnych ambicji. Ich nabywanie powinno być jednym z najważniejszych zadań w Twoim życiu (lub w życiu Twojego dziecka). Jeśli co najmniej połowa z powyższych umiejętności nie jest dla Ciebie czymś zupełnie naturalnym - brakuje Ci tego, co jest potrzebne, abyś mógł wieść owocne i satysfakcjonujące życie.

Dziecko, które w swojej młodości nabędzie wszystkie te umiejętności, nie będzie miało w życiu tylu problemów, ile ma większość ludzi na świecie. Utworzenie szczęśliwego, spełnionego i bogatego emocjonalnie życia będzie dla niego czymś łatwym i naturalnym. Obecnie rozumiany “sukces”, do którego prowadzi tylko ciężka i wyboista droga, będzie dla niego normalnym stanem rzeczy. Będzie mogło skupić się na życiu pełnią życia, a nie ciągłej walce z codziennością.

To samo tyczy się ciebie, niezależnie od tego, jak wyglądała twoja edukacja.

Umiejętności zapomniane w polskich szkołach

Co ciekawe, nawet wśród osób interesujących się rozwojem osobistym nabywanie takich umiejętności nie jest tak powszechne, jak mogłoby się wydawać. Inaczej - może i jest powszechne, ale jest też bardzo powierzchownie. Nie nauczysz się przecież asertywności czytając artykuł na temat asertywności. Nie nauczysz się jej nawet wtedy, gdy wybierzesz się na całodniowe szkolenie o asertywności!

Nabycie takiej umiejętności wymaga rozłożonej w czasie praktyki - tak jak nauka jazdy samochodem lub nauka gotowania. Jeden dzień nie wystarczy. Większość ludzi myśli, że skoro wie, to również umie. Nic bardziej mylnego. Wiedza nie równa się umiejętności.

Jak zatem skutecznie nabywać nowe umiejętności, jeśli nie zostaliśmy w nie wyposażeni w szkolnych latach? Przygotowanie dobrej odpowiedzi na to pytanie zajęło mi aż 10 miesięcy... Spędziłem ten czas na tworzeniu wraz ze swoim zespołem platformy z 5, 10 i 15-dniowymi kursami, których celem jest systematyczna praktyka życiowych umiejętności. Nie mamy jeszcze wszystkich umiejętności z powyższej listy, ale znaczną część - jak najbardziej. Zajrzyj na stronę platformy LifeArcadia i wybierz kurs dla siebie.

Zapraszam każdego do dyskusji na temat tego artykułu. Napisz, co o tym myślisz i razem wypracujmy kolejne ważne wnioski.

Napisz komentarz

  • Żółty

    Myślę, że podstawowym problemem jest to, że społeczeństwo nie jest świadome tego, że umiejętności które zostały wymienione trzeba się uczyć. Większość jest przekonana, że albo przyjdą do nas same w trakcie naszego życia, albo że już w nas są i jedni je maja lepsze a inni gorsze. Nie wiedzą, że można ich się nauczyć, tak samo jak czytania i pisania, nie wiedzą że wymagają dalszego treningu.

    • marta

      część też nie uważa ich za istotne, a przynajmniej nie wszystkie wypisane w artykule.
      Ludzie różne mają poglądy np. co do medytacji.

    • Marta, tu już nie chodzi o poglądy, ale o konkretne wyniki. Medytacja nie musi być uczona wraz z filozofią buddyjską, ale tylko jako ćwiczenie dla umysłu, którego korzyści są potwierdzone przez dziesiątki badań neuropsychologów.

    • marta

      Tak nie musi być. Chodzi tylko o to, że jak nie uważa się czegoś za ważne to tym się nie zajmuje i nawet podawanie wyników i różnych danych nie musi przekonywać. Choć faktycznie podparcie takimi danymi część osób może przekonać.
      Tak czy inaczej chodziło mi o to, że nie chodzi tylko o świadomość, że trzeba się czegoś nauczyć, ale także świadomość, że dane rzeczy są korzystne i potrzebne oraz warto się tym zajmować bo to nie jest 'strata czasu na głupoty'.

    • Marta

      ...pewnie starłabym się z kimś takim, wytykając stratę czasu wykorzystywanego na lekcje religii, ale OK, komuś jest to pewnie potrzebne (choć nie jestem pewna, czy dzieciakom w szkole).

      Ale, odnosząc się do Twoich słów, imienniczko, chyba wszystkie wprowadzane nowości wymagają mnóstwo czasu, by zostały zaakceptowane. Gdyby medytacja była w szkołach od dawna, nikt by się nad nią nie zastanawiał - tak właśnie jest z całym zakresem materiału, jakiego uczy się obecnie. Czasem ktoś bąknie - "Po co mi będą całki w życiu?", ale skoro już tak jest, to jest. A Michał bierze sprawy w swoje ręce :D

      Ale matematyka akurat jest chyba pożyteczna dla mózgu, hm? Całe to wkuwanie chyba także przynosi pewne korzyści, ale domyślam się, że przy rozwijaniu innych możliwości mózgu tych korzyści byłoby znacznie więcej.

      (Chyba wprowadzam chaos do dyskusji, ale wiele miniwątków przychodzi do głowy)

    • pow3r_shell

      Rozwiązywanie zadań matematycznych też, tak jak gra w szachy. Je też chcesz wprowadzić ? I obowiązkowe zajęcia z NLP. Przepraszam nie mogłem się powstrzymać :)

    • Świetne spostrzeżenie. Brak świadomości jest bardzo powszechny i dlatego też powstał ten artykuł. Nauka tych umiejętności powinna stanowić nieodłączny element życia każdego z nas, nie tylko i wyłącznie osób, które interesują się rozwojem osobistym.

  • Zosia

    Cześć :)
    Mam wrażenie, że szkoła zbyt koncentruje się na teorii (w wielu wypadkach zbędnej) przez co odrywa się od życia. Mam na myśli to, że np. ucząc się historii nie trzeba wcale siedzieć godzinami w książkach wkuwając dany materiał, można przecież poznawać ją na milion innych sposobów - chociażby wycieczki w różne miejsca itd. Uważam też, że np. szkoły muzyczne biją wszelkie rekordy ucząc w oderwaniu od istoty rzeczy. Jestem z wykształcenia muzykiem i myślę, że szkoły muzyczne w takiej postaci w jakiej funkcjonują obecnie wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Z natury ciekawe świata i wrażliwe na muzykę dzieci (mam na myśli te, które same garną się do muzyki) zostają konsekwentnie "sprowadzane do parteru". Już samo zaczynanie edukacji muzyki od nauki nut jest, moim zdaniem,średnio trafione. Najpierw trzeba się nauczyć słuchać muzyki, nauczyć się ją rozumieć, nuty to coś wtórnego. Czy naukę mówienia zaczynamy od nauki liter?
    Zresztą, można by pisać, a pisać... Myślę, że podobnych przykładów z innych dziedzin jest mnóstwo.

    Pozdrawiam.

    • Kasia

      Co do szkół muzycznych, w pełni się zgadzam. Sama miałam możliwość nauki, co prawda tylko przez dwa lata, ponieważ za późno już było dla mnie na studia muzyczne, postanowiłam zająć się czym innym, ale widziałam nie raz jak dzieciaki chodziły jedynie z przymusu na lekcje, bojąc się złych ocen. Zdarzało się też, że jakiś dzieciak płakał, niekiedy wręcz spazmatycznie, tylko z powodu niespełnienia oczekiwań nauczyciela. Szkoła tego typu wymaga dyscypliny i systematyczności, ale twardy system zabija tę muzyczną ciekawość u dzieci...

    • Marta

      Myślę, że ludzie przestają coś lubić, kiedy staje się to obowiązkiem, przymusem. Znam to z doświadczenia (narzucanie sobie celów w nieodpowiedni sposób, poczucie pt. "powinnam"), ale mam też wrażenie, że wiele osób decydujących się np. na kierunek studiów/pracę związaną z ich pasją, szybko tracą doń sympatię i chęć do nauki.

      Pewnie trzeba by zapytać najpierw o rzeczywistą siłę tej pasji, ale chyba racja tkwi również w tym obrzydzaniu sobie ulubionych zajęć zmuszaniem się do nich.

      A przecież wszyscy wiemy, że Jaś przy pożarze szkoły sięgnąłby po wiadro z benzyną ;) Czymś cudownym byłaby więc zmiana powszechnego postrzegania nauki, zmiana znanej nam szkoły na świątynię rozwoju ;) I cholernie trudnym! Trzymam więc kciuki za Twój projekt, Michale, i - choć niektóre fragmenty powyższego artykułu brzmią utopijnie - wierzę w Twoje umiejętności i wiedzę. Jesteś jednym z nielicznych coachów w sieci, którzy wzbudzają zaufanie i nie są nawiedzeni :D

  • IAM

    W nowej podstawie programowej w pierwszej klasie liceum jest przedmiot "podstawy przedsiębiorczości". Osobiście już jestem z rocznika, który przez to przechodził i sam zamysł przedmiotu i niektóre tematy rzeczywiście są ciekawe i przydatne w życiu - było coś o rozwiązywaniu konfliktu, o firmach, ekonomia itd itp. Jednakże bardzo wiele zależy od nauczyciela - u nas teoretycznie lekcje prowadziła nauczycielka, która była szefem w jakichś międzynarodowych firmach (przynajmniej tak twierdziła) i miała trochę wiedzy praktycznej: mówiła nam z własnego doświadczenia co jest ważne na rozmowach kwalifikacyjnych, jakie zadania czasami otrzymują osoby ubiegające się o dane stanowisko w firmach. Na jednej z pierwszych lekcji dała nam zadanie na kreatywność: mieliśmy na narysowanym kwadracie i kółku dorysować cokolwiek, w określonym czasie. Wielu z nas wyszło z założenia, że narysowanie domku i słoneczka jest mimo wszystko na poziomie osób o wiele młodszych od nas, więc głowiliśmy się, co by tu dorysować. Po określonym czasie nauczycielka przejrzała nasze prace, wyróżniła może 3 (na 40) z których wyszedł rzeczywiście jakiś obrazek (w tym domek i słoneczko, ale mniejsza z tym) i powiedziała, że reszta osób nie jest kreatywna. Mimo, że (jak to uczniowie) opinią nauczyciela nie za bardzo się przejęliśmy, zauważyłam po sobie, że ta opinia gdzieś się we mnie zakorzeniła i cały czas twierdzę, że nie jestem kreatywna i nie potrafię nic stworzyć. Uważam, że tego typu stwierdzenia, że ktoś nie jest kreatywny nie powinny być używane przez nauczycieli, w szczególności takiego przedmiotu. Do tego stopnia nauczycielka potrafiła nas zniechęcić, że większość klasy nie brała tego przedmiotu na poważnie i mimo zdania go nie wyniosła z tych lekcji nic - a przecież to miało nam pomóc. Ogólnie fakt, że na wcześniejszych etapach edukacji nie było uważane za naturalne nauczanie rzeczy, o których wspominasz na późniejszych etapach jest przyjmowane przez uczniów jako śmieszne i niepotrzebne - wychodzą z założenia, że przecież to jest wszystko oczywiste. Uczniowie przyzwyczajeni są, że szkoła oferuje nam tylko wiedzę w kategoriach przedmiotów, których musimy się uczyć - konkretne fakty z historii, matematyki, biologii, fizyki, polskiego itd. Każda próba przekazania wiedzy z dziedzin jak kultura osobista, planowanie, efektywna nauka spotyka się z wyraźnym zniechęceniem większości uczniów - stwierdzam to na podstawie własnych obserwacji. Wydaje mi się, że brakuje nauczycieli, którzy przekażą to wszystko młodym osobom w sposób ciekawy i pokażą, że to na prawdę jest przydatne w życiu. O ile ktoś się tym interesuje i we własnym zakresie zagłębia tą wiedzę, to powinien dać sobie radę. Jest jednak wiele osób, które nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić po szkole - jakie studia, a może od razu praca. Takie osoby czują się jeszcze bardziej zagubione, bo nikt ich nie nauczył życia. Można się wzbraniać, że to nie wina szkoły, przecież była ona od czegoś innego - przekazania nam wiedzy. Jednakże szkoła powinna zapewnić młodym ludziom rozwój w wielu kierunkach, a tego większości placówek edukacyjnych brakuje.

  • Michał, słuszne uwagi. Zgadzam się z Tobą w 100%. Mam córkę, która za kilka lat pójdzie do szkoły i ta myśl wraca do mnie dosyć często. Zastanawiam się jak można zmienić obecną sytuację. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się wyjazd za granicę i wybór szkół i środowiska, które kształtują i wspierają dzieci, i przygotowują je do świadomego życia, a nie do pracy w szklanych domach jako pracowników działów jeszcze nieznanych...

  • marta776230

    Całkowicie się z Tobą zgadzam. System edukacji zabija w nas kreatywność, asertywność, w ogóle nie uczy tolerancji i szacunku do drugiego człowieka i zamiast uczyć nas jak radzić sobie ze stresem tylko go pogłębia, wszelkie wyzywanie (ile to ja się w życiu nasłuchałam od nauczycieli, że nasza klasa, że pełna debilów, kretynów i nikt nic nie umie), wzbudzanie strachu (bo przecież koniecznie trzeba bać się nauczyciela) co potem rodzi agresję i skrajne zachowania wśród dzieci. Odkąd pamiętam lekcje polskiego były koszmarem, nauczycielka, która tylko straszyła i wręcz biła od niej nienawiść i którą zupełnie nie obchodziło twoje własne zdanie - trzeba myśleć jak ona - bo przecież nauczycielka wie najlepiej co autor miał na myśli, ewentualnie dopuszczalna jest odpowiedź z podręcznika, słowo w słowo). Jak można tak dzieci zrażać do własnego, ojczystego i pięknego języka? Już nawet nie wspominając o wszelkich zajęciach 'wychowanie do życia w rodzinie', które były i pewnie nadal są żenujące. U nas na takich zajęciach nauczycielka nie robiła nic, poza puszczaniem filmików na temat współżycia nagranych z 30 lat temu i powtarzaniem o rodzinie (a czy zamiast uczyć się wychowania do życia w rodzinie, nie powinniśmy najpierw nauczyć się jak żyć z samym sobą? I uzmysłowić młodzieży, że ich celem w życiu nie jest dziecko, że najpierw trzeba pokochać siebie, rozwijać się, a świat jest pełny różnych, cudownych możliwości, i nie tylko marzyć ale wpajać nam aby te marzenia spełniać, a dziecko jest ewentualnym kolejnym dodatkiem i dobrowolnym wyborem w naszym życiu). A jakby tak od małego, stopniowo uczyć dzieci zdrowego podejścia do seksu i własnego ciała. To może młodzież na słowo 'penis' w gimnazjum - ba, w liceum - nie wybuchałaby głupim śmiechem i ludzie, od małego szanowaliby drugiego człowieka, bez względu na jego kolor skóry czy preferencje seksualne. I może dzięki temu nasze relacje byłyby zdrowsze i wreszcie umielibyśmy rozmawiać o 'tych sprawach', które bardzo często są problemem w związku. O błędach naszego systemu edukacji można pisać i pisać i pisać. Tak na koniec wspomnę, że wyjazd na studia do Anglii był najlepszą decyzją jaką do tej pory w życiu podjęłam. Po paru miesiącach studiowania w Polsce i zrozumienia, że nic mi to nie da zdecydowałam się na studia w Anglii. System nauczania, podejście wykładowców do studentów - zupełnie inny świat. Zajęć nie mamy tak cholernie dużo jak w Polsce, mamy prezentacje, prace w grupach polegająca na np. zbudowania czegoś, zorganizowania realnej imprezy, oferowana nam jest pomoc - jak pisać, jak mówić, zawsze będą starali Ci się pomóc, nie ma jakiegoś wyzywania czy wywyższania się nauczycieli (do których mówi się po imieniu i można porozmawiać jak ze znajomym), nikt cię nie gnębi bo jesteś gruby, chudy, czarnoskóry czy homoseksualistą. Tutaj nie ma strachu przed odezwaniem się (no może ja jeszcze go mam, bo przecież całe życie mi wbijano do głowy, że i tak to co powiem, będzie złe więc po co się odzywać). Wiadomo, że też nie wszystko tutaj jest idealne i cudowne, też zdarzają się gorsi nauczyciele i sposób prowadzenia wykładu czy nietolerancyjni ludzie, ale ogólne podejście do człowieka jest zupełnie inne i o wiele lepsze, bardziej ludzkie. Tak bardzo się cieszę, że są osoby takie jak ty, które zaczną to zmieniać. Wszystkiego najlepszego i powodzenia. Wiem, że Ci się to uda :)

  • Macienty_y

    Nie do końca zgodzę się, że szkoła nie uczy niczego, bo to właśnie w szkole człowiek staje się istotą społeczną, uczy się nawiązywać i kształtować relacje z innymi ludźmi, a to bardzo ważna lekcja życia :)

    • Pawel

      Ciężko jest stawiać jednoznaczne opinie - to, czy ucz się nawiązywać i kształtować relacje z innymi ludźmi uwarunkowane jest wieloma czynnikami. Poza tym jest to metoda prób i błędów, nie zachodzi to świadomie.

    • Zgadzam się, ale to akurat nie jest zasługa programu nauczania (nie ma w szkole przedmiotu "relacje" czy "komunikacja międzyludzka"). To naturalny efekt tego, że dzieci zbierają się w grupę i spędzają ze sobą czas. Gdyby spotykali się regularnie na placu zabaw to też uczyliby się nawiązywania i kształtowania relacji. Szkoła mogłaby wspierać proces, który i tak zachodzi, ale niestety go blokuje (co nie znaczy, że hamuje całkowicie, na szczęście dzieci i tak w pewnym zakresie rozwijają się jeśli chodzi o nawiązywanie kontaktów).

  • RK

    No to juz wiemy jak bylo i jak jest. Teraz pytanie: co mozemy zrobic, zeby zmienic edukacje na lepsza w przyszlosci?

    Na pewno nie nalezy rezygnowac z nauki obecnych przedmiotow w szkolach (choc pewnie mozna by pomyslec nad poprawa efektywnosci tej nauki).

    Moim zdaniem najlatwiej jest wykorzystac godziny wychowawcze, albo wprowadzic dodatkowy przedmiot o nazwie "Nauki o zyciu" lub cos w ten desen. Z tym, ze prowadzacy te zajecia powinien byc wyposazony nie tylko w wiedze i umiejetnosci pedagogiczne, ale tez w pewne doswiadczenie couchingowe i zyciowe :)

    Jak tak patrze na wymienione przez Michala dziedziny, to chetnie bym sie podjal nauczania nastepujacych:

    Samodzielne i krytyczne myślenie
    Inteligencja finansowa (oszczędzanie, inwestowanie)
    Asertywność
    Dbanie o swoje zdrowie
    ... bo co nieco z tych piecow chleba jadlem ;)

    • Pewien szczery uczeń

      "Z tym, ze prowadzacy te zajecia powinien byc wyposazony nie tylko w wiedze i umiejetnosci pedagogiczne, ale tez w pewne doswiadczenie couchingowe i zyciowe :)"
      Bardzo chcialbym podkreślić to zdanie u mówcy, bo dzisiejsi pedagodzy ... jakich do tej pory nie spotkałem, mam wrażenie, że to pierwsza lepsza osoba wzięta z miasta czy ochotników do "telefonu zaufania". Zero podejścia do młodego człowieka, zero metod wychowawczych. A kiedy trzeba pomocy - często szpila w gardło.

    • Marek

      Szczerze to w większości przedmiotów w szkole zmniejszyłbym zakres materiału do minimum niezbędnego, a resztę zainwestował w to co pisze Michał ;)

  • Ania

    To nie tylko szkoła powinna uczyć takich umiejętnośći, ale także ogromną rolę w kształtowaniu naszych umiejętności mają rodzice - to z nimi spędzamy w dzieciństwie najwięcej czasu i to w nich widzimy autorytety.

    • Marek

      Tylko jeśli rodzice tego nie wiedzą, a w większości przypadków niestety tak jest bo społeczeństwo jest zacofane, to nie można tego oczekiwać, ja osobiście jestem młodym człowiekiem i mam 22 lata i zaufaj moi rodzice nie nauczyli mnie raczej takich umiejętności, sam musiałem się tego nauczyć ze względu na swoją ciekawość i chęci żeby osiągnąć "coś" więcej, pozdrawiam :)

    • Ania, oczywiście masz rację, jednak jak wiadomo - większość rodziców też nie miała okazji w sobie wykształtować tych umiejętności, więc tak naprawdę nie mają czego przekazywać swoim dzieciom. Skoro nie ma publicznej edukacji dla rodziców (dzięki której nauczyliby się tych umiejętności oraz nauczyliby się jak ich uczyć dzieci), tych umiejętności powinna uczyć każda szkoła dla dzieci - tak, aby gdy dorosną mogły przekazać je swoim dzieciom.

    • Gosia

      Zgadzam się, ze rodzice mają ogromną role w edukowaniu dzieci ale w obecnym systemie nawet jakby chcieli to im brakuje czasu, i to nie dlatego, że są zapracowani ale dlatego, że dzisiejsze dzieci są obciążone masa obowiązków - 6-8 godzin szkoła, odrabianie lekcji, zajęcia dodatkowe, relaks (internet, znajomi, filmy, gry) do tego czynnosci zwiazane z fizjologia i nagle brakuje doby. Nie ma tu miejsca na relacje rodzinne z prostej przyczyny braku czasu. A w szkole juz nie chodzi mi o sama podstawe programowa ale tez o biurokracje/ lista obecosci, odpytywanie, inne formalnosci/. Okazuje się, że tak naprawdę w szkole czas dzieciaków jest jedynie efektywnie marnotrawiony. Mam nadzieję, że dyskusja jaka się zaczeła toczyć na różnych forach coś zmieni ale ja nie licze by stało się to w najbliższym dziesiecioleciu dlatego moje maluchy mam zamiar edukować w domu.

  • belferka

    A ja uczę prawie wszystkich tych umiejętności ( może poza finansami i przedsiębiorczością) swoje dzieciaki już od zerówki. Przez 4 lata. Czasem poświęcamy tym zagadnieniom całą lekcję, a czasem przemycam te treści na przy okazji różnych innych.W każdym dziecku można znaleźć jego mocne strony, które przydadzą się w grupie przy realizacji jakiegoś projektu. Wydaje mi się, że wszyscy nagle zaczęli demonizować szkołę :-(
    swoje dz

    poza może finansami i przedsiębiorczością)

  • belferka

    Przepraszam, coś mi tu poprzeskakiwało w treści.

  • Tomek

    W pełni się zgadzam z artykułem. Nasz system edukacyjny jest nastawiony na masówkę, ciężko w nim w jakikolwiek indywidualny sposób się rozwijać. Przez nadmiar materiału uczniowie są notorycznie zniechęcani do nauki, uczą się na zasadzie "wykuć, zdać, zapomnieć". Maturę pisałem w zeszłym roku. W tamtym czasie się jeszcze łudziłem, że 5 z podstaw przedsiębiorczości i 4 z polskiego czy matematyki coś mi dadzą w przyszłości, że ma sens się uczyć rzeczy, nawet jeżeli są one nudne i mało interesujące. Teraz, kiedy jest już na studiach, wiem, że popełniłem błąd. Za dużo czasu poświęcałem na naukę przedmiotów, które mnie nie interesowały, przez co zaniedbałem rozwój umiejętności wymienionych w artykule. Mam wiele problemów w kontaktach międzyludzkich, z poczuciem własnej wartości czy z wyrażaniem uczuć.
    Dlatego z niecierpliwieniem czekam na następny artykuł. Wydaję mi się, że jestem coraz bardziej świadomy swoich potrzeb, więc może trochę późno, ale zaczynam rozumieć istotę moich problemów i chcę zacząć je rozwiązywać. Wyrażania swoich uczuć czy bezstresowej rozmowy nie nauczę się w jeden dzień, dobrze o tym wiem, ale dzięki takim artykułom jak ten, wiem, że jeśli poświęcę swój czas i energię na nadrobienie tych zaległości, to zdołam posiąść umiejętności, które dla wielu ludzi są bardzo trywialne. Michał odwalasz kawał dobrej roboty, oby tak dalej!

  • Trafiłeś w sedno moich ostatnich przemyśleń, zwłaszcza na temat rozwijania inteligencji finansowej. Ja z zajęć przedsiębiorczości wyniosłam wiedzę o piramidzie potrzeb Maslowa i niewiele więcej. Nikt nie uczy jak zarządzać budżetem domowym, jak planować swoją finansową przyszłość, choćby odkładać na emeryturę. Wierzę w to, że wiele problemów społecznych takich jak np.nadmierne i nieodpowiedzialne zadłużanie się można by minimalizować, gdyby wprowadzić do szkoły odpowiednią edukację finansową.

    • pow3r_shell

      No dobrze to czym mieliby się zajmować rodzice kiedy wszystko to zrobi szkoła ?

    • Oczywiście, wyrobienie dobrych nawyków finansowych u dzieci, to przede wszystkim zadanie rodziców. Ale moim zdaniem, szkoła powinna ich w tym wspierać. Nie wszystkie dzieci mają też rodziców, którzy potrafią zarządzać swoimi finansami, wtedy chociaż w szkole dziecko mogłoby zaczerpnąć trochę edukacji finansowej.

    • pow3r_shell

      Tak samo jak tańca i samoobrony , oraz gry na jakimś instrumencie. I co to też ma być uczone w szkole ?

    • Ja bym to jednak rozróżniła. Według mnie, są pewne umiejętności niezbędne do dobrego życia, np. zarządzanie budżetem i są takie, które to życie mogą po prostu wzbogacić, ale nie są niezbędne, np. taniec.

    • pow3r_shell

      Uczenie zarządzania budżetem domowym "na sucho" jest bez sensu. Dodatkowo kwestia oceniania z tego przedmiotu jest mocno umowna, tak jak pozostałych przedmiotów "miękkich". Poza jak myślisz, że nie robiono by tego wszystkiego "pod zaliczenie" ? Ostatnie zdanie w tym temacie bo ta dyskusja przypomina mielenie kołem w miejscu. Do kształtowania charakteru i umiejętności interpersonalnych nie może być przymusu !

      "No więc powiedział kiedyś, że jeżeli starasz się zbyt mocno zmieniać warunki wewnętrzne, nie pomagasz, a jedynie komplikujesz. Nie powinno się tego robić, jeśli
      nie ma się ku temu cholernie ważnego powodu. Albo jeżeli naprawdę nie lubisz siebie. " Parafraza "Szalonego" generała MacKenzie .
      Z mojej strony EOT.

  • marta

    "Szkoła nie przygotowuje ludzi do życia, ale do wejścia na rynek pracy. "

    nie byłabym co do tego taka pewna, czy rzeczywiście przygotowuje do wejścia na rynek pracy... może stara się przygotowywać... no ale to nie to samo :)

    • marta

      Ach i jeszcze:
      "Wiedza nie równa się umiejętności"

      Prawda, warto to podkreślać bo można o tym zapomnieć.

      A tak w ogóle ciekawy artykuł.
      Dużo to wszystko też zależy od nauczycieli, niektórzy potrafią wpleść różne ciekawe rzeczy do lekcji czy nauczyć myślenia, zauważania różnych rzeczy. Trudno więc generalizować i pisać ogólnie o 'polskiej szkole', która jest różna.
      Np. istnieje kilka placówek, które kształcą wg zasad Rudolfa Steinera (szkoły waldorfskie), które z założenia mają bardzo ciekawe pomysły związane z edukacją (pedagogika waldorfska).

  • Basia Animucka

    Michał czekam z niecierpliwością na otwarcie takiej szkoły, z taką podstawą programową.

    • Basia, mam głowę pełną pomysłów i planów, potrzebuję tylko czasu, aby to zbudować od podstaw. Wkrótce ruszę z pierwszymi społecznościowymi działaniami w tym zakresie.

    • Arek

      Michał, pomysł odważny, a zarazem wzbudzający ciekawość, "nie tak dawny uczeń" nurtuje mnie pytanie - w jaki sposób jest możliwe pogodzenie podstawy programowej oraz dodatkowo programu szkoły wg Twojego pomysłu?

      Pozdrawiam i pomyślnego wdrożenia pomysłu!

    • Arek, to największe wyzwanie, mam na to kilka pomysłów i alternatywnych rozwiązań, ale cały czas są na etapie koncepcyjnym. Wkrótce napiszę więcej :)

    • Karolina Rogóz-Namiotko

      A mi się wydaje, że to wcale nie będzie takie trudne. Kiedyś Prof.Dorota Klus-Stańska prowadzila szkołę "Żak" opartą na podobnych zasadach. Uczestniczyłam nie raz w jej wykładach i wierzę, że się da. Potrzeba tylko ludzi, którzy mają wspólny cel i wspólną wizję. Jestem nauczycielem plastyki i na moich zajęciach oprócz malowania i rysowania, uczę dzieci kreatywności i krytycznego myślenia. Nie oceniam prac. Dzieci mają oceny, bo taki jest wymóg, ale jest to ocena za wkład i zaangażowanie w pracę nad konkretnym tematem a nie ocena samego rysunku.
      Trzymam kciuki za Pana szkołę.

    • Basia Animucka

      Kibicuję gorąco! Jak tylko będę mogła to dorzucę swoją "cegiełkę" :)

    • john50side

      Panie Michale, wielce cieszy mnie ta wiadomość. Życzę panu sukcesów z tym zadaniem! PS: Jest pan wielki, bo mówi pan prawdę.

  • Radek

    "Szkoła nie przygotowuje ludzi do życia, ale do wejścia na rynek pracy."
    Niestety nawet do tego szkoła nie przygotowuje. Szkoła jest miejscem, gdzie przyswajamy olbrzymią wiedzę, zgodnie z zasadą zakuć, zdać, zapomnieć
    i mentalnie przygotowuje do myślenia w kategoriach "wyścigu szczurów".
    A nauka jak sobie poradzić w życiu i jak być szczęśliwym człowiekiem to już zupełna abstrakcja dla systemu edukacji.

    • Radek, zgadzam się w 100%, niewiele jest szkół, które rzeczywiście przygotowują do wejścia na rynek pracy na tyle, aby jej absolwenci mogli znaleźć satysfakcjonującą i dobrze płatną pracę.

  • gość

    "umiejętność budowania relacji opartych na zaufaniu i współpracy jest hamowana poprzez promowanie ciągłej rywalizacji" - zwolniłam się po 2tyg pracy w jednej korpo, bo ciągle porównywali mnie z laską, z którą się zatrudniłam.Rozmowy nic nie dały-umysł lidera został w podstawówce...

  • Myślę, że jedym pełnym przedmiotem powinno być zarządzanie czasem i wyznaczanie celów, ponieważ w dzisiejszych czasach mało kto czas ma i faktycznie w dorosłym życiu ciężko zbudować sobie umiejętność wyznaczania jedynie tych najważniejszych celów i ogarnięcia ich czasowo. U mnie jest przeważnie jeden wielki misz masz, rzeczy, których deadline się zbliża wielkimi krokami mieszają mi się ze sprzątaniem w domu (bo przecież też ważne, a sprzątać nie mogę po nocach). To są takie niuanse myślę codzienności. Prócz tego radzenie sobie z negatywnymi emocjami (uzewnętrzniając je i radzenie sobie z nimi w środku), ponieważ zauważyłam, że ludzie coraz częściej na drobne przeciwności dnia codziennego reagują agresją bądź atakiem. To dla mnie najważniejsze rzeczy, które powinnam wynieść ze szkoły a teraz próbuję je ogarniać po swojemu z pomocą fachowej literatury, ćwiczeń i tak dalej, a zmarnowałam prawie cały miesiąc życia na lekcje religii, gdzie przez bite 12 lat przypominali w jakiej kolejności jest dekalog. O miesiącach życia poświęconych na gadanie po raz 3 o tym samym nie wspomnę, ponieważ choćby edukacja liceum wyglądała w skrócie tak: 1kl - powtórka gimnazjum 2kl-nowe rzecz, 3kl - powtórka całości liceum.
    Btw. uważam, że przeciętny polak po naszej edukacji nie będzie umiał napisać samodzielnie CV, listu motywacyjnego, a o korespondencji urzędowej nie wspomnę. Nasz program edukacji nie wiadomo nawet na czym się skupia, bo na pewno na niczym pożytecznym

  • Mateusz C

    Mam nadzieje, że uda się Panu zrealizować cel jakim jest utworzenie alternatywy dla obecnego systemu edukacji i chciałbym kiedyś dołączyć do tego projektu wraz z moim dzieckiem, ktorego jeszcze nie mam niestety.... ;D

  • Michał

    dziękuje ze istnieje Twój blog potrafisz pokazać inną lepszą perspektywę inny punky widzenia na wiele dziedzin życia :)

  • Ciekawy wpis :) Zgadzam się, że szkoła nie daje tyle ile powinna, zwłaszcza jeśli chodzi o praktyczne umiejętności :) Dobrze jest brać edukację w swoje ręce i przekazać wiedzę swoim najbliższym w możliwie najciekawszy i najbardziej wartościowy sposób.

    Pozdrawiam

  • Klaudia

    Michał, twój kolega po fachu - Mateusz Grzesiak właśnie ma plan zbudowania takiej szkoły, o której ty mówisz. (niedawno powiadomił o tym projekcie).Szuka ludzi takich jak ty. Zachęcam cię do połączenia wspólnych sił, a nie "każdy sobie rzepkę skrobie" nie o to tutaj chodzi! Żeby to się udało wszyscy musimy połączyć siły! Pozdrawiam

  • Kasia

    Współczesna edukacja zapomina o bardzo wielu rzeczach. Zamiast kształcić umiejętności zmusza uczniów do nieefektywnego nabywania zbyt dużych ilości wiedzy. Co gorsza, nie wszyscy nauczyciele zadają sobie pytanie "po co tego uczę", "czego ma nauczyć ta praca domowa", "co chcę, żeby uczeń wyniósł z tego zadania", w wyniku czego znaczna część dzieciaków bardzo szybko zniechęca się do nauki jako takiej. Dobrze, że o tym piszesz, Michale. Mam nadzieję, że z czasem myśl o kształceniu umiejętności z zakresu rozwoju osobistego przeniknie również do podstaw programowych. Chociaż mam nieodparte wrażenie, że jeszcze długo będziemy musieli na to czekać.

  • Ania Pitroch

    Czasami nie wiem w jakie słowa ubrać moje myśli odnośnie szkoły. Ten artykuł jest moimi myślami. Tak bardzo chciałabym się na pierwszy miejscu uczyć rzeczy, które sprawiają, że naprawdę się rozwijam. Takich, które mają sens i rzeczywiście czynią moje życie lepszym i wartościowszym. Obecnie jestem w drugiej liceum i męczę się psychicznie, chodząc do szkoły. Jest to teraz kwestia przetrwania. A można by tak pięknie i owocnie wykorzystać ten czas. Pragnę, żeby powstała taka szkoła, o której Pan pisze. Chciałabym mieć w tym swój wkład. Chciałabym uczestniczyć w takiej niesamowitej zmianie. Chciałabym pracować w takiej szkole i pomagać ją tworzyć. Kiedy będę miała już odpowiednio dużo lat i potrzebną wiedzę, będę ubiegać się o pracę w tej szkole. Jestem pełna optymizmu, myśląc o tym przedsięwzięciu, i wierzę, że to się uda. Pozdrawiam :)

  • O to chodzi

    Zgadzam się z tym w 100 %... i zacznę już od przedszkola :)

  • Karolina Furtak

    Nic dodać nic ująć. Szkoła to jedna wielka instytucja stworzona do prania mózgów i wybielania potencjału. Michale, dzięki Twoim artykułom na temat (anty)szkolnictwa wiem, ze najlepsze co mogę dla siebie i innych zrobić, to zająć się swoją pasją ;) (czyli ludzkim mózgiem, a takiego przedmiotu niestety nie uczą) :) Jestem Ci za to niezmiernie wdzięczna i mocno trzymam kciuki za Twój pomysł stworzenia szkół przyjaznym wszystkim - rodzicom, dzieciom i nauczycielom. Może nareszcie ktoś nauczy dzieciaki czym są prawdziwe wartości i że życie, a co za tym idzie szkoła wcale nie musi być męczarnią, ale dobrą zabawą.

  • pkin

    Do ukończenia szkoły średniej pozostał mi rok, więc życzę przynajmniej młodszym rocznikom jakiejś zmiany w przyszłość w procesie edukacji, bo obserwując siebie jak i swoich kolegów można dojść do wniosku, że ze szkołą wiąże się niestety dużo, za dużo negatywnych odczuć. Jak świetnym uczuciem byłoby rano wstać i ze szczerą energią wsiąść do autobusu z przekonaniem, że te godziny w szkole naprawdę nas udoskonalą? Że zdobędziemy wiedzę, której pewność zastosowania w przyszłości jest niemalże 100 procentowa? No właśnie, bardzo świetnym i ogromna szkoda, że tak nie jest. Bo siedząc w ławce widzę ludzi znudzonych i ludzi, którzy wydają się angażować w lekcje, walczyć o dobre oceny itd. Tych drugich również mi szkoda, bo jest to bezsensowne i mimo obecnego zadowolenia ucznia odkryje on później, że przez wiele lat jego niektóre działania w szkole mijały się z celem, został ogłupiony, a jego słuch przez przebywanie w ciągłym hałasie został uszkodzony ;) Życzę więc powodzenia w tworzenia alternatywnego systemu edukacji.

  • Mad

    Całkowicie zgadzam się z wszystkimi Pana poglądami i marzę o tym, aby w przyszłości moje dzieci mogły uczyć się szkołach zreformowanych według Pana wizji. Za dwa tygodnie piszę maturę, więc teraz mogę śmiało podzielić się doświadczeniami związanymi z edukacją. Zacznijmy od tego, że szkoła nie motywuje do nauki. Może gdyby ktoś na początku wytłumaczył nam po co się uczymy, zachęcił do zdobywania wiedzy, pokazał korzyści z bycia mądrym, to nawet to wkuwanie regułek miałoby większy sens. Ale ja przez całą podstawówkę i gimnazjum nie wiedziałam PO CO się uczę. To wydaje się być błahe, ale takie dziecko naprawdę nie rozumie, dlaczego ma siedzieć nad książkami. Dopiero w liceum zrozumiałam jak ważne jest zdobywanie wiedzy, a stało się za to za sprawą mojej polonistki, która jako osoba wykształcona, elokwentna i kulturalna, stała się moim autorytetem. Kolejnym wielkim ubytkiem jest niepokazywanie uczniom JAK się uczyć. Pamiętam jak któregoś razu przyszła do nas pani, która prowadziła warsztaty z metod zapamiętywania i skutecznej nauki. Wszystkie dzieci, łącznie ze mną, były zachwycone tą reklamą, a gdy chcieliśmy się zapisać, to warsztaty okazały się być tak drogie, że niczyich rodziców nie było na nie stać. Jeśli chodzi o radzenie sobie ze stresem, to w ogóle nie ma o czym mówić. Wręcz przeciwnie, nauczyciele próbują motywować nas powtarzaniem, że nie damy rady, że i tak nie ma sensu nas uczyć, albo np. zmuszaniem do pisania próbnych matur na ocenę. Sama teraz, zamiast chodzić do szkoły, uczę się do matury w domu, między innymi dlatego, że szkoła wywołuje u mnie zbyt duży stres.Nie mówię, że wszyscy nauczyciele są źli, chodzi bardziej o to, że sami są nieuświadomieni i nie wiedzą jak motywować i wspierać uczniów. Myślę, że wraz z gruntowną reformą systemu edukacji powinny również zajść poważne zmiany w szkoleniu nauczycieli. Martwi mnie też brak rozwijania w uczniach patriotyzmu, brak nauczania o zdrowym trybie życia, całkowite ignorowanie filozofii (która moim zdaniem powinna stać się osobnym przedmiotem), czy zniechęcanie do kultury (osobiście bronię lektur, ale od niektórych naprawdę może się człowiekowi odechcieć czytania do końca życia). Oczywiście brakuje tego wszystkiego, co Pan wymienił, przez co ludzie wychodzący ze szkoły kompletnie nie wiedzą, co dalej mają zrobić ze swoim życiem. Smutne jest to, że najbardziej pożyteczną wiedzę zdobywam z internetu, a czas spędzony w szkole (mówię konkretnie o mojej, gdzie indziej może być inaczej) jest w większości czasem zmarnowanym. Na szczęście żyjemy w czasach, w których mamy nieograniczone możliwości samokształcenia. :)

    • Marta

      Jejku, czy ja parę lat temu miałam tyle świadomości i mądrości w sobie? Nie! Jak miło burzysz mój obraz nastolatka :)

      Ja chyba właściwie zazwyczaj uczyłam się dla ocen, dla dumy rodziców... Niewiele ma to wspólnego z rozwojem. Prawdopodobnie dużo zawdzięczam po prostu czytaniu książek.

      Nie studiuję dopiero od niecałego roku i trochę brakuje mi nauki, ale bardzo chciałam skończyć już i pozbyć się stresu, o którym mówisz. To jest tak, że żyjesz w jakimś napięciu. Niby nic, ale cały tydzień jest rozsypany. Powinieneś odpoczywać, ale myślisz o pracy do napisania, o kserówce do przeczytania, o nadchodzącym kole. Zapyta, czy nie zapyta? I tak dalej.

      I oczywiście, gdyby nie przypadkowa propozycja pracy, nadal także nie wiedziałabym, co zrobić ze swoim życiem.

      Pozdrawiam Cię, Mad, i życzę zadowolenia z matury :) (jakoś jestem o to spokojna)

    • Mad

      To baaardzo miłe, dziękuję! Również pozdrawiam i życzę... cudownego życia :))

    • Marta

      Wzajemnie! Stwórzmy je sobie :))

  • Beata

    Michał bardzo dobra inicjatywa. Brawo! Jestem w trakcie nauki na Terapeutę. W czasie spotkań z pedagogami, którzy mnie uczą, mocno dyskutuję na temat edukacji w szkole. Przedstawiłam im Twój punkt widzenia i propagowania systemu nauczania, pod którym podpisuję się obiema rękami. Zauważyłam, że są bardzo zaskoczeni. Mówią jednak, że byliby za tym, aby tak nauczać. Z moich obserwacji wynika, że oni sami nie są przystosowani do radzenia sobie w życiu po za "systemem". Jestem osobą z bogatym doświadczeniem życiowym i zawodowym. Nie uznaję słowa wychowanie. Moje córki (już dorosłe) nabierały życiwych mądrości z nami rodzicami na zasadzie partnerstwa. Uczyłam się od Nich jak sobie radzić (i nadal to robię). One chętnie rozmawiają na każdy temat ze mną. Moim zdaniem naukę umiejętności, które wymieniłeś należy rozpocząć w domu. Przygotowując moje córki do dorosłości, uczyłam tych wszystkich umiejętności życiowych. Jednak w rozmowie zaznaczałam, aby były wyczulone na to o czym rozmawiają z nauczycielami lub rówieśnikami. To było jedyne możliwe rozwiązanie w tamtym czasie. Poradziły sobie doskonale i teraz mogę powiedzieć, że moja misja spełniona. Dałam światu dobrze przygotowane do życia następne pokolenie. Pragnę teraz nauczać młodzież tych wartości zyciowych. To jest moja misja, którą czuję głęboko w sercu.

    • Marta

      Jak cudownie, że są tacy ludzie :) Gratuluję wiedzy, odwagi i cierpliwości w wykraczaniu poza schematy. Pozdrawiam

    • Brawo! :)

  • Komandor REK

    Michale myślę, że ciekawa zarówno dla mnie, jak i reszty czytelników byłaby seria artykułów dotycząca poszczególnych najważniejszych umiejętności wymienionych powyżej. Fajnie byłoby też, jakbyś podał jakąś ciekawą literaturę dotyczącą poszczególnych dziedzin. Tak, wiem że były już artykuły dotyczące książek polecanych, ale chodzi mi tu o najlepsze według ciebie książki dotyczące danej umiejętności.

  • Kazimierz Polak

    Szanowny Panie Michale! Choć nie mogę się bezkrytycznie zgodzić z całością Pańskich twierdzeń, to jednak uważam, że ze względu na otwartość myślenia i ogólnie przyjęty kierunek działania, Pańskie artykuły na temat szkoły czyta się miło. To znaczy, generalnie zgadzam się z przedstawianą diagnozą i w dużej mierze ją podzielam, jednak nie mógłbym podpisać się pod Pańską receptą. Moja jest trochę inna, kiedyś już o niej Panu trochę pisałem. To jednak nie szkodzi.

    Właściwie, o to właśnie chodzi, aby mogły być szkoły z Pańską podstawą programową i z moją podstawą programową, i jeszcze inne. Faktycznie obecnie na przeszkodzie temu stoi system, w którym państwo (władza polityczna) ma monopol na świadczenie usług edukacyjnych. Każdy zaś monopol państwowy ma to do siebie, że nie jest do pokonania. Wszak nawet szkoły prywatne muszą podlegać programowo ministerstwu oświaty, które jest kołłątajowsko-stalinowskim kołchozem, niestety już z wielopokoleniową tradycją. Inaczej nie byłyby szkołami dającymi państwowe uprawnienia, które z kolei są niezbędne - między innymi na rynku pracy... Ale kiedyś tak nie było!

    Nie trzeba, więc wymyślać nowych rzeczy i robić na bliźnich doświadczeń. Wystarczy po kilkuset chorych latach wrócić do normalności. Postawić sposób życia z głowy na nogi. Nie uciekając przy tym, broń Boże, od nowoczesnej techniki, ale jak najbardziej wywalając radykalnie i bezlitośnie na śmietnik historii wszelkie "zdobycze" światowej Rewolucji, włącznie z przesądem demokratyzmu, prowadzącym wprost do takich socjalistycznych wynaturzeń, które skutkują opisywanymi przez Pana terminalnymi schorzeniami szkolnictwa.

    Trzeba, po prostu, przywrócić Polakom wolność. Także w sferze edukacji. Ostatecznie zawsze wygrają takie szkoły, które są dobre, najlepsze. Wygra taka podstawa programowa, która się sprawdza: dobrze owocuje w życiu we wszystkich wymiarach.

    Szanowny Panie Michale, dopóki to się nie stanie, to możemy dobrze uczyć nie dzięki istniejącemu systemowi, a jedynie z dużym wysiłkiem, pomimo tego systemu. Jeśli zaś taki stan rzeczy się utrzyma jeszcze dłużej, to jestem przekonany, że za jakiś niedługi czas, prawdziwa, dobra szkoła będzie mogła się zaczynać dla małolicznych grup, dopiero po lekcjach, gdzieś w całkowicie prywatnych, rodzinnych, pilnie zabezpieczonych przed opresyjnym prawem, spokojnych miejscach, których może nie być wiele...

    Pozdrawiam Pana i życzę powodzenia w realizacji zamierzeń!

    Kazimierz Polak

    • Marta

      Co to znaczy "ostatecznie"? Dziś słuchałam wywiadu z prof. Bartoszewskim - powiedział coś typu "ostatecznie dobro zwycięża, choćby po naszej śmierci, ale jednak"; w kontekście wojny czy systemu, ale nie to jest ważne. Zauważam, że używanie tego słowa nie ma większego sensu, bo przecież stanu ostatecznego nie ma. Kiedy będzie czas na "ostateczną" wygraną "dobrze owocujących szkół"? I czy rzeczywiście wygrywa to, co jest najlepsze? (pomijając wielką problematyczność pojęć dobro/zło, norma itp.)

    • Kazimierz Polak

      Owszem, łaskawa Pani, SĄ rzeczy, właściwie nawet stany, ostateczne: śmierć, sąd, niebo, piekło. A w wymiarze doczesnym jako "ostateczny" rozumiem potocznie stan rzeczy, jaki przyjmuje się dla danego rachunku czy porównania, będący wynikiem pewnych procesów - w tym konkretnym przypadku procesów, po prostu, rynkowych.
      Jeśli zaś idzie o dobro i zło, to są to kategorie moralne, jak najbardziej, obiektywne. Problem może stanowić ludzka niedoskonała percepcja rzeczywistości, brak wiedzy, ograniczona zdolność rozumu lub wadliwe sumienie, które to zaburzają lub czasem uniemożliwiają trafną ocenę wytworów ludzkiego ducha jako dobrych lub złych.

      Na marginesie zaś: znajdzie się, owszem, wiele różnych słów, których używanie, a zwłaszcza nadużywanie, trudno racjonalnie usprawiedliwić. Cóż, jednak - koloryt, osobisty charakter i poezja języka nie zawsze musi się przeciwić logice wywodu...

      Pozdrawiam Szanowną Panią!

    • Dziękuję Panie Kazimierzu za wartościowy i dużo wnoszący komentarz.

      Absolutnie się zgadzam, że kluczem nie jest teraz wybór najlepszego programu nauczania czy formy edukacji, ale przywrócenie Polakom wolności i uczynienie możliwym tworzenie się różnych szkół z różnym programem. Wygrają te, które są najlepsze.

  • Błażej

    Michale, zgadzam się z tobą i trzymam kciuki za realizacje Twoich planów. Tyle tylko, że ten i poprzedni artykuł o błędach systemu edukacji doprowadził mnie do trudnego pytania. Jak wytrwać w szkole, mając przed sobą ponad rok nauki w LO, mając świadomość tego, że 90% wiedzy z przedmiotów jest dla mnie bezużyteczna?

    • Marta

      Smutne - mieć świadomość marnotrawienia czasu czy wręcz szkodzenia sobie. Ale może pomyśl, że mimo wszystko ćwiczysz mózg i dowiadujesz się (czasem) czegoś interesującego :P Przy okazji rozwijaj się na własną rękę.

      Prawdopodobnie Michał odpowie Ci bardziej profesjonalnie :) Pozdrawiam i gratuluję odkrycia uroków rozwoju osobistego w tym wieku (masz przewagę nad masą ludzi!).

    • Błażej

      Dziękuję za odpowiedź :)

    • Mad

      Jako tegoroczna maturzystka mogę powiedzieć Ci: przetrwaj to. Brzmi okropnie, ale uwierz mi, na rok przed maturą nie ma sensu się buntować przeciwko systemowi. Proponowałabym Ci skupić się maksymalnie na przedmiotach maturalnych i uczyć się z nich jak najlepiej (akurat matematyka, j.polski i j.obcy są bardzo przydatne i nie mam im wiele do zarzucenia, a przez wybrane rozszerzenia musisz przebrnąć :)), natomiast z całej reszty wybierać to, co TY uważasz za ważne, a resztę traktować po macoszemu. Przykład: nigdy nie zapamiętywałam nazw i dat z historii, i nawet gdy nauczyłam się bardzo dobrze na sprawdzian, to i tak od razu wszystko zapominałam. Dlatego ostatecznie (szkoda, że wpadłam na to tak późno) pomijałam królów, którzy niczego nie wnieśli oraz nic nieznaczące wydarzenia, bitwy czy traktaty, za to wydarzenia (według mnie) ważne starałam się opanować do perfekcji, szukałam wiedzy z innych źródeł itd. Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku, tak żeby mieć względne świadectwo i brać pod uwagę, że to co teraz wydaje się nieprzydatne może mieć jednak duże znaczenie. Trzeba po prostu myśleć samodzielnie. :) A zaoszczędzony czas warto poświęcić na rozwój osobisty. :)

    • Błażej

      Dziękuję za pomocne słowa :)

    • pow3r_shell

      przecież nie musiałeś iść do Liceum ? przecież mogłeś skończyć na gimnazjum.

    • Błażej

      Presja społeczeństwa, oceniającego człowieka w dużej mierze przez pryzmat wyników w szkole. To oczywiście nie znaczy, że buduję poczucie własnej wartości na takich ocenach, ale gdybym zrezygnował ze szkoły średniej to z miejsca miałbym pod górkę.

    • pow3r_shell

      Tutaj zgodzę się z Michałem - wystraczy zaliczać przedmioty na 2 lub więcej a skoncentruj się na tym co Ciebie interesuje. Jednak za kilka lat dojdziesz do wniosku, że teraz jak byś chodził do szkoły.. .Do tego trzeba dojść samemu.

    • pow3r_shell

      BTW jak myślisz dlaczego w jednostkach wojskowych, każdy oficer ma wykształcenie wyższe ?

    • Błażej, ucz się tego co uważasz, że może Ci się przydać w życiu + ucz się na tyle, aby zdać. Resztę czasu poświęć na zdobywanie wartościowej wiedzy i umiejętności na własną rękę.

  • lols95

    Jestem w czwartej klasie technikum, pisze egzamin zawodowy z kierunku z ktorego zdalam sobie sprawy, ze nie lubie. Mature tez pisze, ale tak na prawde nie wiem nawet po co. Nie mam pojecia co bede robic po szkole, a mysl ze mialabym po 8 godz dziennie pracowac, w dodatku w pracy, ktorej nie lubie mnie przytlacza. Ten caly ped, ktory narzuca ci wiekszosc, te zycie utartymi schematami i tak wielu, ktorzy nie zdaja sobie z tego sprawy jest smutne.
    Ostatnio zmagalam sie z problem z polskiego, a mianowicie w ostatnim okresie mialam blokade, gdy pisalam wypracowania i przez to albo oddawalam puste kartki, albo jedynie z samym wstepem, ktorego nauczylam sie pisac na pamiec, tylko zmienialam tyt lektur i autorow. Sprawilo to, ze nauczycielka postawila mi ultimatu, ze albo napisze jej wypracowanie, albo moge sie pozegnac z matura, bo postawi mi jedynke z polskiego (nie wspomne o tym jaki to wywolalo stres u mnie i co bylam zaskoczona, strach), a to tez sie wiazalo z tym, ze z egzaminami z zawodowego moge sie pozegnac. Oczywiscie glosila jakies dywagacje, czemu pisze, a wlasciwie nie pisze tak, a nie inaczej, z tym, ze ja po prostu nie bylam zadowolona z tego co chcialam napisac. Podczas dyskusji z klasa, ktora mnie w tym okresie wsparla (co mnie milo zaskoczylo, gdyz jestem przyzwyczajona z radzeniem sobie z problemami sama) i ktora udzielila mi rad jak im sie udaje pisac wypracowania za kazdym razem i za kazdym razem starczy im tyle czasu, co mi czasami nie. Bylam zaskoczona co sie dowiedzialam, ze oni po prostu analizujac ten tekst czesto pisza, o tym samym, tylko ubieraja w inne slowa, ze kolega z mojej klasy, ktory napisal wypracowanie przy ktorym juz zwacal uwage nad sensem tego co pisze dostal gorsza ocene nizeli z wypracowania przy ktorym jak to okreslil pisal jak maszyna ( jest to jeden z najinteligentniejszych uczniow z klasy). Oczywiscie po skorzystaniu z tych rad napisalam wypracowanie z ktorego nie bylam zadowolona, ale ktore oddalam, a zeby nie oblac polskiego, co zaowocowalo tym, ze mnie przepuscila do matury i jak to okreslila, ze jako dowod wdziecznosci mam jej nie oblac. Z kolei nie dawno przy wystawianiu ocen, powiedziala, ze by mi dala 3 (taka ocena mi wychodzila), ale jak nie zdam tej matury z polskiego, to jak to bd wygladac, ze mam 3 z polskiego.Nie dosc, ze system nauczania jest jaki jest, to jeszcze nauczyciele moga cie dobic.
    A i jeszcze tak w skrocie przytocze historie swojej przyjaciolka, ktora w dniu probnej matury z matematyki zatrula sie czadem i jedynie minuty ja uratowaly od smierci i w szpitalu w ktorym odzyskala swiadomosc, powiedziala " musze isc pisac mature z matematyki", spawa jest powazniejsza niz sie niektorym wydaje.

  • Krystian

    Osobiście jak widzę studentów, to myślę, ze oni studiują nie zastanawiając się, ze to do czegoś ich prowadzi, ze będąc w pracy będą ponosić odpowiedzialność. Studenci rzadko kiedy, przynajmniej moim zdaniem, lubią to co robią, a potem będzie cięzko w świecie, w którym ciągle trzeba się rozwijać...

  • Milosz

    Trzymam kciuki za zrealizowanie Twego marzenia Michał !!! Bardzo proszę o podobny artykuł ale na temat kościoła katolickiego jako instytucji w naszym kraju. Uważam że w naszym państwie jest to ważny temat, choć może być bardzo kontrowersyjny....

  • pow3r_shell

    Ja się nie zgadzam z pojęciem, gdzie szkoła " ma nas przygotować do wejścia na rynek pracy". Moim zdaniem szkoła ma nam przekazać wiedzę. Jak sam nazwa wskazuje "ogólnokształcąca" czyli poszerzyć nasze horyzonty z wiedzy oraz wykształcić umiejętność logicznego myślenia. Jak mi wiadomo są 3 rodzaje "inteligencji" ( to jest moje nazewnictwo) 1) wiedza - tą zdobywamy w szkole 2) mądrość czyli stosowanie wiedzy 3) praktyka czyli zastosowanie mądrości to już powinno zależeć od nas lub od rodziców.

    Szkoła ma nam przekazać podstawy wiedzy które potem rodzice lub sami przekuwamy w mądrość lub jeśli tego potrzebujemy w praktykę. Przykład ?
    Chociażby liczenie procentów. W szkole przekazują nam wiedzę jak je liczyć oraz przekazują mądrość w postaci informacji gdzie ma to zastosowanie. Czy wykorzystam to praktycznie - zależy tylko ode mnie.

    Inaczej, nie muszę budować statków aby wiedzieć jak one działają, ale muszę wiedzieć jak one działają aby budować statki.

    Drugą kwestią jest to, że tak na prawdę w szkole to jeszcze nastolatkowie mają pstro w głowie. Do prawdziwego myślenia dochodzi dopiero na przełomie średnia/studia wtedy już wiesz w czym chcesz się specjalizować i jak chcesz pracować.
    Trzecią i ostatnią kwestią jest to, że moim zdaniem wszystkie te "zarzuty" w stosunku do szkoły powinny być zapewnione przez rodziców. Bardzo dobrze to widać w książce Roberta Kyosakiego "Bogaty ojciec, Biedny ojciec". A teraz sadzają rodzice przed komputerem , telewizorem , zapewniają szkołę z internatem, byle by się dziećmi nie zjamowac " przecież ma to robić szkoła !"

    • "Moim zdaniem szkoła ma nam przekazać wiedzę."

      Po co nam wiedza, skoro nie wiemy jak ją wykorzystać? Po co na wiedza, skoro nie wiemy jak rozmawiać z ludźmi, jak radzić sobie z emocjami, jak budować swoją karierę? Nie to według mnie powinno być celem edukacji.

      "Jak stwierdzić, że dana wiedza nigdy nam się nie przyda?"

      Wystarczyłoby zrobić szeroko zakrojone badania wśród absolwentów dotyczące tego, jaka dokładnie wiedza ludziom się faktycznie przydaje w życiu codziennym.

    • pow3r_shell

      "Po co nam wiedza, skoro nie wiemy jak ją wykorzystać?" To jest właśnie mądrość której uczymy się lub nie, przez całe życie. Poza tym skąd wiesz, ze nie wykorzystamy zgromadzonej wiedzy wtedy, kiedy będzie taka potrzeba ? Ktoś powiedział „najłatwiej manipuluje się ludźmi głupimi”. Pisałeś jeszcze o umiejętności wyrabiania własnego zdania. Zapytam Ciebie jak mam sobie wyrobić zdanie o czymś jak nie mam pojęcia o tym, bo w szkole zajmowaliśmy się Medytacją. :P Jak mam znaleźć z kimś temat do rozmowy, skoro jestem płytki i ograniczony ?

      Zapytam się Ciebie, czy chciałbyś aby operował Ciebie lekarz bez wiedzy i studiów ? Prowadzisz samochód bez znajomości przepisów? No niby można ale… :)

      „Po co na wiedza, skoro nie wiemy jak rozmawiać z ludźmi, jak radzić sobie z emocjami, jak budować swoją karierę?” Wolę iść do lekarza chama posiadającego wiedzę niż umiejącego rozmawiać z ludźmi, ale bez wiedzy  .

      Zapytam trochę filozoficznie „ Kto będzie oceniał, czy już umiemy rozmawiać z ludźmi, czy nie ?” „Czy Ty umiesz radzić sobie z emocjami – sprawdziłeś to w każdej sytuacji ?” „Czy jak się nauczymy radzić z emocjami to nadal będziemy sobą, czy nie będziemy robotami ?” „Czy Ty umiesz budować swoją karierę ?” Jeśli tak to dlaczego nie jesteś np. Buffetem lub Gatesem. Co z ludźmi którzy nie potrzebują budować kariery, bo „liczy się tylko tu i teraz”. Jeśli jednak nie umiesz budować kariery, to dlaczego chcesz tego nauczać ? I ostatnie pytania czy jak już wszyscy będą tacy „ idealni” to czy to coś zmieni ? Czy jak będzie to robiła szkoła to będziesz miał pracę ? Co dalej jak już posiądziemy te umiejętności ?

    • Mam wrażenie, że założyłeś, że skoro napisałem "Po co nam wiedza, skoro nie wiemy jak ją wykorzystać?" to oznacza, że jestem za tym, aby szkoła w ogóle nie dawała żadnej wiedzy ;)

      Zgadzam się z tym co piszesz odnośnie szerokiego światopoglądu, samodzielnego myślenia, itp. Po prostu uważam, że szkoła powinna mieć inny program nauczania niż ma teraz. Jest ogrom wiedzy, który jest dużo ważniejszy do prowadzenia mądrego, świadomego, owocnego i spełnionego życia, niż to, co aktualnie jest wkładane dzieciom do głowy.

      Napisałeś „najłatwiej manipuluje się ludźmi głupimi” i to jest strzał w dziesiątkę. Dlatego teraz w szkole ogłupia się ludzi zbędną wiedzą, która nigdy im się w życiu nie przydaje.

      Skąd to wiem? Bo uczę tego od lat ludzi, którzy po szkolnej edukacji czuli się ze swoim życiem beznadziejnie, a po tym jak dowiedzieli się jak działa ich mózg i psychika, jak myśleć świadomie i jak radzić sobie na różnych płaszczyznach życia, ich codzienność nabrała zupełnie innych kolorów.

      Nie interesują mnie filozoficzne pytania, które wypisałeś na końcu swojego komentarza, bo mogę napisać drugie tyle przeciwstawnych pytań i skończy się na gdybaniu. Interesuje mnie praktyka i realne efekty, które mogę zaobserwować i które od lat obserwuję u ludzi, z którymi pracuję.

    • pow3r_shell

      "Skąd
      to wiem? Bo uczę tego od lat ludzi, którzy po szkolnej edukacji czuli się ze swoim życiem beznadziejnie..." Wszystkich ? Sorry, ale mówisz zbyt
      ogólnikowo. Tak potrafi każdy. Nasi rodzice, żyli bez tego psychologicznego mieszania w głowach i mieli tyle samo problemów jak nie więcej. Uważam ,że takie zajęcia z medytacji itp. to dla tych co sądzą, że tego potrzebują.

      Wyznaję taką teorię - jest to tylko moja teoria- że życie to jest jak skrzynka narzędziowa. Szkoła wkłada narzędzia ( wiedzę) do naszej skrzynki. Każdy dostaje podstawowe narzędzia, które każdy wykorzystuje inaczej. Daje nam takie narzędzia, bo nie wiemy które wykorzystamy. Fajnie to pokazują wszelkiego rodzaju filmy o rozbitkach. Jeśli czujemy, że w "skrzynce" nie ma np."wiertarki" to idzie do "sklepu" i kupuje. Sam też jesteś"sklepem" bo nie rozdajesz "narzędzi" za free tylko"sprzedajesz". Przychodzą więc ludzie którzy uważają, że potrzebują "wiertarek". Ja nie potrzebuję.

      Co do ostatniego akapitu to GRATULUJĘ umiesz unikać niewygodnych pytań. Jeszcze bardziej niewygodnych
      odpowiedzi.

  • Tatiana Zalewska

    Wiedza jest potrzebna i jak ktoś już stwierdził, nie da się określić które 50% jest bezużyteczne. Szkoła ma przekazać informację. Na początku ma za zadanie pokazać podstawy funkcjonowania świata i języka. Późnej tematy są coraz bardziej rozszerzane. Właśnie skończyłam szkołę (dokładnie trzy dni temu). Chodziłam do liceum ogólnokształcącego o profilu humanistyczno-społecznym (rozszerzone przedmioty: język polski, wiedza o społeczeństwie, geografia i elementy filozofii). W gruncie rzeczy ostatnie dwa lata rzetelnej pracy dają mi poczucie pewności, że na maturze sobie poradzę. Uczyłam się tego, co mnie interesuje: tego jak funkcjonuje państwo, poznałam podstawy socjologii, prawa i ekonomi. Miałam też okazję obcowania ze wspomnianą już filozofią. Wiem też, że będę dalej wgłębiała się w te dziedziny na studiach bez względu na to, czy dostanę się na prawo czy stosunki międzynarodowe.

    Przejdę może do meritum. Po 12 latach edukacji (najbardziej we znaki dał mi się ostatni rok) doszłam do ważnego wniosku. Wiedza przekazywana w szkole jest potrzebna. Największy problem pojawia się, gdy mówimy o jej przekazywaniu. Teoretycznie, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Edukacji na wszelkie zaliczenia przedmiotów powinny się składać testy wiedzy oraz PROJEKTY. Chodziłam do jednego z najbardziej renomowanych liceów w Warszawie, a żaden nauczyciel owe projektu ode mnie nie wymagał. Przepraszam, oprócz polonistki. Będę jej za to dozgonnie wdzięczna. Wymusiła ona na nas duże prace pisemne średnio co 2 miesiące, które napisać musieliśmy na podstawie przeczytanych książek (Schopenhauera na przykład) czy obejrzanych filmów i obrazów.

    Problem leży więc w nudnych pogadankach nauczycieli i braku inwencji.

  • D.

    Cześć,
    Już od dawna czytam Twojego bloga i wracam do niego gdy mi ciężko. Może tego nie przeczytasz, ale jeśli to... dziękuję. Bardzo Ci dziękuję za to, że piszesz rzeczy, które mnie motywują i pozwalają się zmieniać. Podziwiam to jak dużo udało Ci się osiągnąć i sama chcę osiągnąć, nie wiem jak to nazwać, emocjonalny spokój [?]. Czytając Twoje posty wierzę, że wszystko jest możliwe, i choć jestem jeszcze młoda, bardzo potrzebuję autorytetu i osoby, która właśnie by mnie zmotywowała. Wierz lub nie, tymi kilkoma postami stałeś się ważną częścią w moim życiu. Jeszcze raz dziękuję.

    • Dziękuję za ten komentarz i cieszę się, że moje teksty są dla Ciebie pomocne!

  • Dominik

    Szkoła nic nam nie zapewni, a już na pewno nie otworzy nowych dróg w kierunku spełnienia naszych życiowych marzeń. Kluczem do sukcesu jest samoedukowanie. Świetny wpis ;]

  • LucyOpole

    Dzisiejsza szkoła nie potrafi przekazywać wiedzy, nauczać. Sposób w jaki nauczyciele (czyli Ci którzy powinni dawać wskazówki przy wyborze drogi), edukują terazniejszą młodzież jest wiele gorszy niż za czasów komuny czy z przed 40 lat. W szkole teraz na palcach jednej ręki można wyliczyc nauczycieli, którzy przekazują wiedzę z pasja czy z powołania. Pedagog, który nie ma doświadczenia życiowego nie potrafi zapanowac nad własnym życiem, a w jaki sposób ma pomóc młodzieży?? Szkoła staje się miejscem do którego trzeba iśc jako przykry, męczący obowiązek,a powinno sprawiac to przyjemność satysfakcje i czerpanie korzyści z pobytu w szkole. Po wyjściu ze szkoły należy przekładac doświadczenia otrzymane w niej na własne ścieżki życiowe i ułatwiac sobie życie. Szkoła ma być drugim domem dla młodego człowieka, ma pokazać haryzme życia!! Gdyby było więcej pedagogów którzy wiedza dlaczego i w jaki sposób uczyć młodzież czy dzieci; Polska ale nie tylko polska - edukacja nabrałaby sensu i odpowiedniego toku :)

    Pozdrawiam nauczycieli którzy kochają to co robią i zbieraja ze swojej pracy dojrzałe owce!

  • asia

    Panie Michale, a co zrobić gdy już tkwi się w tym systemie, ma się dzieci a one zdobywają na co dzień oceny. Mam mówić dzieciom, że wysokość stopnia nie jest dla mnie ważna? Że nie muszą się uczyć, nie istotna jest dla mnie średnia ich wyników? Czy często motywacją dla tych maluchów nie są właśnie rodzice? Nie mówię tu oczywiście od razu o tym by wywierać jakąś presje, mam bardziej na myśli motywację do zdobywania lepszych wyników. pozdrawiam

    • Asia,

      samo powiedzenie dziecku, że jego wartość nie jest uzależniona od ocen, jakie dostaje, nie wystarczy. Przede wszystkim rodzic sam się powinien doedukować - poznać błędy, które popełnia szkoła i dowiedzieć się jak one wpływają na psychikę dziecka. Dopiero wtedy można "uodpornić" dziecko na błędy systemu edukacji. W kontekście ocen ważne jest, aby równocześnie z uwalnianiem dziecka od przywiązania do systemu oceniania uczyć go pozytywnej motywacji do nauki, która będzie oparta o ciekawość świata i możliwość zgłębiania swoich pasji, a nie przymus.

    • asia

      dziękuje za odpowiedź ;)

  • Marlena

    Panie Michale,
    Czy powstał już, a jeżeli nie, to kiedy można spodziewać się artykułu o alternatywnych do obecnego systemach nauczania szkolnego?
    Ostatnio zainteresowała mnie ta tematyka, a w szczególności model demokratyczny i jestem bardzo ciekawa Pana opinii na temat tego systemu.

    • Artykuły o poszczególnych alternatywach będą się wkrótce pojawiać, zapewne na przełomie czerwca i lipca (aktualnie mam parę innych planów na maj i czerwiec).

  • Mariusz

    Zgadzam się z tym artykułem w 100%, w mojej szkole dochodzi do sytuacji, gdzie niektórzy nauczyciele mówią nam wprost, że jesteśmy "leniwymi głąbami".... Niejednokrotnie dają nam do zrozumienia, gdy nie odrobimy zadań domowych, że nie poradzimy sobie w życiu, nie dostaniemy żadnej pracy, a moi rodzice powinni się zawodowo zająć obniżaniem mi samooceny i poczucia własnej wartości, gdy powtarzają mi, że jestem "debilem" bo nie uczę się tak dobrze, jak moja kuzynka... Która tak naprawdę, moim zdaniem, nie wie czego chce w życiu i będzie żyła jak najbardziej przeciętnie. Ale nikt z mojej rodziny nie docenia mojej inteligencji i geniuszu, gdy mówię im o swoich planach na przyszłość, wyznają jedynie zasadę "albo będziesz się uczył, albo pójdziesz do łopaty"... Więc system edukacji w tym kraju to dla mnie czysty żart i nikt nie chce się przyznać do tego, że polega to na "Naucz, zalicz, zapomnij"...

  • Ola

    Hej, tez musze wtrącić swoje pięć groszy z racji tego, że kończę niedługo gimnazjum.
    Nasz ksiądz dyrektor ma identyczne zdanie, jak Ty, Michale (mam nadzieje, że możemy byc per ty ;)) To on wykształcił we mnie motto "nie wolno się ograniczać, trzeba marzyć i spełniać marzenia!" :D
    Jeszcze wiedza z podstawówki mi się przydaje. Wiadomo, czytanie, pisanie, dodawanie, mnożenie, dzielenie i tak dalej. Przyroda też coś dała, choć nie tak dużo. Mam za to wrażenie, że wiedza w gimnazjum jest "dla szpanu". Wiedzą na temat kwasów karboksylowych mogę co najmniej pochwalić się rodzinie. Rodzaje zdań złożonych? Dziewczyno, nie przeżyjesz bez tego! Oh, to co, że chcesz być artystką i założyć swoją oryginalną firmę.
    Nie skaczę po całej formie dzisiejszej edukacji, są rzeczy, które chcę wiedzieć. Są rzeczy, które rzeczywiście się przydają. Jednak jestem zdania, że skoro gimnazjum napełnia nas ogromem wiedzy, ktore nie pokrywają się z naszymi marzeniami o przyszłej pracy, to czemu jest ono oddzielone od podstawówki? Dopiero od liceum robimy pierwsze kroki w stronę naszego celu, więc...?
    A jak wyglada życie w gimnazjum? Wolny czas - zapomnij, całe trzy lata tylko testy, testy, TESTY!!! A potem ojc, po testach nie mamy co robić, więc filmy, heh. I siedź bez celu osiem lekcji dziennie. Marnotrastwo mojego czasu, którego nie mam i tak za wiele (opieka nad rodzeństwem i domem, bo rodzice zonk, też nie mają czasu, ponieważ cały dzien są w pracy by zarobić chleb).
    Cóż, ale trzeba wytrzymać liceum, a w międzyczasie budować sobie przyszłość. Bardzo ciekawi mnie świat, nie boje się ryzyka, kocham próbować nowych rzeczy, wiec sądzę, że dam radę.
    Ktos kiedyś powiedział, że człowiek nie żyje by pracować, ale pracuje by żyć. Chce się powiedzieć absurd, lecz widzę swoich rodziców i bulwersuje mnie taka rzeczywistość.
    Pozdrawiam i przepraszam za długą wypowiedź.

  • Ewa

    Bardzo ważne informacje. Ja cały czas mam przekonanie, że to w nas rodzicach jest nadzieja szkoła szkoła a prawdziwa nauka tego co najważniejsze dzieci uczą się od ludzi dla dzieci najważniejszych czyli rodziców :)

  • Krzysztof

    Dodałbym do tych umiejętności

    "Szacunek dla starszych"

  • Angelika

    Trafiłam tutaj zupełnie przypadkiem i chyba zostanę na dłużej :)
    Jak najbardziej zgadzam się we wszystkim zamieszczonym we wpisie, ale zastanawia mnie, co autor mógłby poleć licealistom, którzy w tym chorym systemie tkwią. Możemy wytykać minusy edukacji w szkołach, ale co zrobić, żeby wyjść z tej 'fabryki' obronną ręką z jak największą ilością umiejętności przydatnych w życiu? Bardzo nurtuje mnie to pytanie, bo nie chcę być tylko elementem kolejnego pokolenia ''wypuszczonego na rynek'' z suchą wiedzą. Niestety sama nie znajduję na nie odpowiedzi...

  • Moja rezygnacja ze studiów była jak dotąd jednym z najlepszych wyborów w życiu. Od razu zacząłem rozwijać się zawodowo. Zupełnie nie zapomniałem o edukacji - ale moja wiedza jest znacznie bardziej praktyczna. Nie narzekam na rynek pracy. Rozwijam własne projekty! JEST SUPER!

  • aga3344

    Myślę,że jest to wielki problem i zgadzam się,że takich rzeczy powinni uczyć już małe dzieci,jakże byłoby łatwiej iść w dorosłe życie.Jestem tego najlepszym przykładem.Szkołę podstawową wspominam bardzo zle,miałam poważne problemy z nauką,zwłaszcza z przedmiotami ścisłymi,nauczyciele mnie gnębili bo nie potrafiłam się nauczyć pewnych rzeczy,przeżyłam traumę z tego powodu.Również w szkole średniej miałam problemy z matmą co wpłynęło na moją psychikę bardzo negatywnie.Moje poczucie pewności siebie spadło prawie do zera.Michał trzymam za Ciebie kciuki oby Ci się udało zrealizować i wdrożyc do programu edukacji te ważne życiowe umiejętności.

  • Mirosława Ceglińska

    Szkoła to jeden aspekt,a drugi to rodzice,którzy nie wpajali nam tych drogocennych lekcji jak panowanie nad emocjami lub okazywanie emocji.Ja mam problem do tej pory,ponieważ nie umiem pokazać uwielbienia,które jest pozytywną emocją, a przeważają u mnie emocje negatywne.Jak pozbyć się tych drugich a pokazywać te pierwsze? Proszę o pomoc.

  • Jako uzupełnienie kilka słów na temat tego, co dzieje się od niedawna na naszym podwórku. Od kilkunastu miesięcy obserwuję dynamiczne poszerzanie się świadomości naszego społeczeństwa na tematy związane z edukacją.

    Moje serce rośnie. Najwyższy czas, aby zacząć publicznie rozmawiać na temat mądrej edukacji w naszym kraju. Widzę powstające społeczności, kolejne szkoły demokratyczne, wywiady i audycje, artykuły w gazetach, dyskusje i rzeczowe rozmowy.

    Działanie na rzecz świadomej edukacji w Polsce powoli staje się jednym najważniejszych obszarów mojej pracy. Po napisaniu artykułu 13 błędów systemu edukacji (www.michalpasterski.pl/2014/04/13-bledow-polskiego-systemu-edukacji) odezwało się do mnie wiele osób, które chcą pomóc w realizacji mojego marzenia, którym jest utworzenie szkoły będącej alternatywą dla obecnego systemu edukacji.

    Od jakiegoś czasu rozwijam internetowy ruch "Świadoma Edukacja", którego celem jest popularyzowanie wiedzy na temat alternatyw dla obecnego systemu edukacji. Wciąż za mało ludzi jest świadoma tego, w jaki sposób obecna szkoła okalecza osobowość dzieci. Za mało ludzi wie o istniejących alternatywach (edukacja demokartyczna, Montessori, waldorfska). Ci, którzy znają alternatywy, często nie rozumieją w jaki sposób te szkoły działają i jak taka forma edukacji wpływa na psychikę dziecka.

    Pierwszym krokiem jest rozwijanie internetowych społeczności, które będą miejscem wymiany idei, konstruktywnych dyskusji i dzielenia się praktycznymi pomysłami. Jeśli interesuje Cię edukacja dla dzieci i dla dorosłych, dołącz - niezależnie od tego, czy będziesz tylko obserwatorem, czy aktywnym członkiem społeczności.

    1. Fanpage Świadoma Edukacja: http://www.facebook.com/swiadomaedukacja

    Na tej stronie publikujemy aktualności i badania oraz dzielimy się wiedzą na temat alternatyw dla obecnego systemu edukacji.

    2. Grupa Świadoma Edukacja: http://www.facebook.com/groups/swiadomaedukacja

    Grupa jest miejscem dla Was. To miejsce wymiany doświadczeń, przemyśleń, pomysłów. Miejsce rozmów i burz mózgów. Z przyjemnością będę brać udział w inicjowanych przez Was dyskusjach.

  • Anna96

    ale zazdroszczę tym dzieciom, które będą się uczyły w tych stworzonych przez Michała szkołach !!!! je*** aktualny system !