Jak uzdrowić toksyczny związek

Brak komunikacji, toksyczne zachowania i szkodliwe nawyki wyniesione z domu rodzinnego mogą skutecznie zepsuć wspólne życie nawet najbardziej dopasowanym parom. Jeśli jednak jest między Wami „to coś”, nie wszystko stracone. Oto jak odbudować więź, wzajemne zrozumienie i wspólne szczęście.

Ten artykuł jest trzecim tekstem o toksycznych związkach. Cała seria składa się z trzech artykułów:

Wskazówki zawarte w tym artykule w żaden sposób nie zastąpią profesjonalnego wsparcia psychologa lub terapeuty, które w przypadku pracy nad toksycznym związkiem powinno być pierwszym i podstawowym krokiem. Zachęcam, aby potraktować poniższy tekst jako wsparcie w procesie terapii dla par.

1 grudnia mija 9 lat, odkąd „oficjalnie” rozpoczęła się moja wspaniała przygoda z Marysią, moją obecną żoną. Nasza relacja nigdy nie była toksyczna, ale pierwsze lata naszego związku bywały burzliwe. Kilka razy byśmy się prawie rozstali, bo brakowało nam dojrzałości i zamiast rozmawiać i dążyć do porozumienia, niepotrzebnie się raniliśmy i oddalaliśmy od siebie.

Dojście do miejsca, w którym jesteśmy teraz (półtora roku po ślubie, szalenie w sobie zakochani), kosztowało nas ogromną ilość pracy. Oboje musieliśmy wyjść poza swoje egoistyczne nawyki myślenia i zachowania, starając się porozumieć z drugą stroną.

W tych trudniejszych chwilach eksperymentowaliśmy z najróżniejszymi sposobami na dogadywanie się. Wiele z nich działało beznadziejnie, ale niektóre były strzałem w dziesiątkę. Na podstawie naszych doświadczeń chciałbym podzielić się z Tobą prostymi wskazówkami, dzięki którym będziesz mógł (razem ze swoim partnerem) uzdrowić swój związek - jeśli nie działa jeszcze tak, jak byś tego chciał.

Opisane przeze mnie wskazówki nie dotyczą tylko i wyłącznie relacji toksycznych. Doskonale się nadają do ulepszania związków, które już teraz działają całkiem nieźle. Dla mnie i Marysi te dobre związkowe nawyki nadal są sposobem na pogłębianie wzajemnego zrozumienia, bo każde z nas cały czas się zmienia i zapotrzebowanie na zdrową komunikację nigdy się nie kończy.

Proces uzdrawiania toksycznego związku podzieliłem na 5 etapów. Każdy z nich zostanie opisany poniżej, wraz z prostymi sposobami na przejście przez dany etap.

5 etapów uzdrawiania toksycznej relacji:

1. Wybaczenie i gotowość do pracy nad związkiem
2. Nauczenie się komunikacji w związku
3. Wzajemne zrozumienie
4. Poradzenie sobie z toksycznymi nawykami
5. Wspólna praca nad związkiem

1. Wybaczenie i gotowość do pracy nad związkiem

Chęć zmiany w relacji najczęściej pojawia się wtedy, gdy mamy już dość tych wszystkich destrukcyjnych emocji, które zbyt często pojawiają się w kontaktach z naszym partnerem. Męczy nas poczucie winy i złość na drugą osobę, mamy w sobie duże pokłady żalu i frustracji.

Zrobienie pierwszego kroku to zawsze uwolnienie się od tych emocji, przynajmniej na tyle, na ile jest to dla nas możliwe. Trudno będzie nam przystąpić do konstruktywnej pracy nad uzdrawianiem związku, gdy mamy w sobie tyle blokujących nas emocji.

Dlatego zacznij od wybaczenia sobie i swojemu partnerowi wszystkiego tego, co sobie do tej pory zrobiliście. Potraktuj te wszystkie trudne chwile jako coś, co doprowadziło Cię do tego momentu - momentu, w którym zdecydowałeś się zmienić swój związek raz na zawsze. To początek nowego, od teraz będzie już tylko lepiej.

Wybaczenie to nie tylko uwolnienie partnera od toksycznego poczucia winy. Wybaczenie jest dobre przede wszystkim dla Ciebie. Nie oznacza ono, że od teraz będziesz się zgadzać na różne przykre zachowanie drugiej strony. Tu chodzi tylko i wyłącznie o to, abyś nie utrzymywał w sobie niepotrzebnego cierpienia, bo Ty na tym tracisz w pierwszej kolejności. Żal jest bardzo kiepskim sposobem na zmotywowanie drugiej strony do zmiany zachowania. A gdy umiesz rozmawiać z partnerem, jest to sposób zupełnie niepotrzebny. W odpowiednim momencie zakomunikujesz drugiej stronie co sprawia Ci największy ból i czego od niego oczekujesz.

A teraz po prostu wyrzuć ten ciężki kamień ze swojego serca i daj Wam szansę.

Przerwa?

Kilka tygodni przerwy to pomysł, o którym pisałem już w artykule o toksycznych związkach. To dobry sposób na zdystansowanie się od tego całego ładunku emocjonalnego, który jest między Wami. Z zewnątrz może to wyglądać na "separację" czy gorszy okres dla związku (wydaje się raczej, że taka rozłąka to zły znak dla związku). Jednak według mnie jest to świetny sposób na uleczenie i ulepszenie relacji, nawet dla tych zdrowych związków.

Gdy jesteś sam, siłą rzeczy musisz skupić się na sobie - na tym, czego Ty potrzebujesz i co jest ważne dla Ciebie. Gdy już odnajdziesz w sobie spokój, możesz chłodnym okiem spojrzeć na swój związek i dobrze przemyśleć to, co chcesz powiedzieć swojemu partnerowi po powrocie.

Ćwiczenie 1: Symbol gotowości

Żeby uzdrowienie toksycznej relacji mogło nastąpić, potrzebna jest gotowość obu stron. Taka deklaracja to podstawa. Dopóki druga strona nie widzi sensu robienia czegokolwiek w tej relacji, nie warto iść dalej. Nie zmusisz nikogo do zmiany. Albo podejmujecie się tego wyzwania wspólnie, albo w ogóle.

Jeśli nie widzisz u partnera wystarczającej motywacji do pracy nad relacją, zaproponuj mu przeczytanie wszystkich trzech artykułów z serii o toksycznych związkach. Powiedz mu, że to dla Ciebie bardzo ważne. Gdy to zrobi, porozmawiaj z nim i powiedz mu szczerze co myślisz o Waszej relacji i dlaczego widzisz potrzebę zmian. Daj drugiej stronie szansę na uświadomienie sobie sensu podjęcia próby uzdrowienia tej relacji.

Gdy dojdziecie do porozumienia („tak, chcemy razem pracować nad naszą relacją”), uściśnijcie sobie dłoń na znak wspólnej gotowości do pracy nad związkiem. Być może brzmi to głupio, ale taki symbol może mieć większe znaczenie, niż Ci się wydaje - "publiczna deklaracja", wyrażenie swojej chęci do uzdrowienia związku to pierwszy, ważny krok.

toksyczny_zwiazek

Pamiętaj też, że w żadnym momencie uzdrawiania związku tak naprawdę nie będzie pracować nad związkiem… ale tylko i wyłącznie nad sobą. Każde z Was będzie musiało spotkać się ze swoimi własnymi problemami, oczekiwaniami i emocjami. Nie macie patrzeć sobie na ręce, ale skupić się tylko i wyłącznie na sobie. Weź odpowiedzialność za swoją połowę tej relacji i zajmij się tylko i wyłącznie nią.

Nawet jeśli jesteś przekonany, że to Twój partner jest toksyczny i możesz mi udowodnić czarno na białym, że to on wywołuje większość kłótni i niezdrowych sytuacji, nie łudź się, że to TYLKO ON musi się zmienić. Związek zawsze składa się z (co najmniej...) dwóch osób. Skoro jesteś jedną ze stron w tej relacji, to w jakiś sposób w tym całym bagienku uczestniczysz. Reagujesz na jego zagrywki, dajesz sobą manipulować, zapewne masz też swoje za uszami. Tak samo jak druga strona, Ty masz swoją pracę do wykonania.

2. Nauczenie się komunikacji w związku

Szczera i bezpośrednia komunikacja to chyba najważniejsza umiejętność w budowaniu każdej relacji. To fundament, bez którego nawet nie masz się co zabierać za kolejne kroki. Uczenie się bezkonfliktowej komunikacji z partnerem będzie dla Was prawdopodobnie największym wyzwaniem. Niewielu z nas zostało w dzieciństwie nauczonych prawidłowych wzorców komunikacji. W toksycznych związkach najczęściej jest ona tak naprawdę parodią prawdziwej komunikacji, czymś co ze szczerą i autentyczną rozmową nie ma wiele wspólnego.

Komunikacja oznacza komunikowanie tego, co czujesz i myślisz, w sposób szczery i bezpośredni. To nie jest łatwe zadanie, bo będzie to wymagało od Ciebie również szczerości wobec samego siebie. Zanim opowiesz partnerowi o tym, co czujesz, musisz sam najpierw sięgnąć do swojego wnętrza, a potem wyrazić to w prostych, zrozumiałych słowach.

Celem komunikacji jest umożliwienie drugiej stronie zrozumienia tego, co czujemy i myślimy.

Odpowiedzialność bycia zrozumianym ciąży więc również na Tobie. Kluczem jest tutaj nawiązanie kontaktu z tym co faktycznie jest dla Ciebie prawdziwe i odważne zakomunikowanie tego partnerowi. Co on z tym zrobi to już jego sprawa - Ty skup się na tym, aby najpierw być szczerym ze sobą, a następnie z drugą stroną.

Regularne i szczere rozmowy to najważniejszy nawyk zdrowej relacji! Zapamiętaj to bardzo dobrze. Większość problemów w związkach wynika właśnie z braku komunikacji.

Poniżej 5 prostych wskazówek na to, jak się dobrze komunikować, unikając przy tym niepotrzebnych kłótni:

- Zawór bezpieczeństwa. Jak byś ocenił intensywność swoich kłótni z partnerem na skali od 1 do 10? Załóżmy, że 1 to bardzo spokojna rozmowa, a 10 to wielka kłótnia z wrzaskami i „rzucaniem talerzami”. Na jakim poziomie rozmowa zamienia się w kłótnię? Kiedy argumenty przestają mieć znaczenie, a konflikt polega tylko na obrzucaniu się błotem?

Pierwszą i najważniejszą zasadą komunikacji w toksycznej relacji jest nie dopuszczanie do eskalacji konfliktu podczas rozmowy z partnerem. Czyli jeśli zwykła rozmowa o trudnych rzeczach zaczyna zamieniać się w kłótnię, kończycie tę rozmowę natychmiast. Wracacie do niej dopiero wtedy, gdy wszystkie emocje opadną (nawet, jeśli rozmowa będzie musiała poczekać 24 godziny lub więcej).

Ustal wcześniej z partnerem, że aby uniknąć bezsensownych krzyków i ranienia się nawzajem, w momencie zbliżania się do kłótni po prostu przerywacie rozmowę. Każdy z Was ma możliwość powiedzenia „STOP” i druga strona musi uszanować taką przerwę, rozumiejąc, że w innym wypadku doszłoby do kolejnej dużej afery.

- Nie oceniaj. Ocenianie drugiej osoby prawie zawsze uruchomi u niej mechanizm obronny. Gdy ktoś jest atakowany, automatycznie się broni - taka jest nasza natura. Dlatego praktycznie każda Twoja ocena („jesteś beznadziejny”, „nie nadajesz się do tego”, „zachowujesz się jak dziecko”) wywoła reakcję, której celem nie będzie wcale dojście do porozumienia. Będzie nim raczej odbicie piłeczki, czyli atak który ma na celu chronienie swojego ego. Komunikacja na takim poziomie prowadzi tylko i wyłącznie do eskalacji konfliktu i nigdy nie pozwala uzyskać wzajemnego zrozumienia.

- Mów o swoich uczuciach i potrzebach. Wyrażanie swoich uczuć oraz oczekiwań jest istotą metody "Porozumienie bez przemocy, której autorem jest M. B. Rosenberg. Zgodnie z tym sposobem komunikacji zamiast oceniać drugą osobę, mówimy o sobie - o tym, co się w nas dzieje. Wyrażamy to, co czujemy i co myślimy, w sposób szczery i bezpośredni. Taka komunikacja nie wywołuje mechanizmu obronnego u naszego rozmówcy, bo nie ma tutaj żadnego ataku. Co więcej, mówienie o swoich uczuciach pozwala drugiej osobie lepiej nas zrozumieć, spojrzeć na sytuację z drugiej perspektywy.

Dlatego zamiast powiedzieć „jesteś beznadziejnym mężem bo spędzasz każdy wieczór z kumplami” powiedz „czuję się zaniedbana, gdy nie wracasz tak długo do domu”. Jak widzisz, w tym drugim komunikacie nie ma oceny, jest tylko określenie swojego stanu wewnętrznego i wskazanie zachowania, które na ten stan wpływa.

- Warunki do rozmowy. Umówcie się na konkretny dzień i godzinę, aby mieć czas dla siebie. Potraktujcie to jak coś niezwykle ważnego, odpocznijcie, zamknijcie tematy związane z pracą, skupcie się na sobie. Zadbajcie o wygodną przestrzeń i dobrą atmosferę. Zacznijcie od powtórzenia podstawowych zasad komunikacji (poprzednie punkty) i idźcie dalej dopiero wtedy, gdy obie strony się na nie zgodzą.

Jeśli macie problemy ze słuchaniem siebie i ciągle sobie przerywacie, weźcie do ręki jakiś długopis lub inny przedmiot i ustalcie, że mówi tylko i wyłącznie ta osoba, która ma w danej chwili ten przedmiot. Przekazujcie go sobie dopiero wtedy, gdy mieliście możliwość pełnego wyrażenia tego, co mieliście do powiedzenia.

- Deska ratunkowa. Czasami się zdarzy, że emocje przejmą nad Wami kontrolę i wszystkie wcześniejsze, piękne założenia staną się tylko wyblakłym wspomnieniem. Znowu zacznie się emocjonalna jazda bez trzymanki, kłótnia w której jedno rani drugiego, a drugie pierwszego. Warto się przygotować na takie sytuacje.

Taką deską ratunku może być kartka, którą stworzycie wcześniej razem. Kartka, na której napiszecie - co robić w sytuacji, gdy zaczyna się kłótnia? Zastanów się teraz, jakie są Twoje najlepsze sposoby na ucięcie lub wyjście z kłótni. Być może warto wyjść na spacer i przewietrzyć głowę? Być może trzeba się po prostu zamknąć i nie reagować na zaczepki partnera? Zapiszcie kilka takich sposobów, schowajcie kartkę do koperty i wspólnie ustalcie, że wyciągacie ją w momencie, gdy robi się "gorąco".

Załóżmy, że jesteście już gotowi do rozmowy i otwarci na wzajemne zrozumienie. O czym tak właściwie macie rozmawiać? Jaką formę może mieć taka rozmowa? O tym mówi kolejny punkt.

toksyczne_zwiazki

3. Wzajemne zrozumienie

Każde z Was ma swoje oczekiwania wobec partnera. To normalne. Jednak nie jest normalne to, że często nie znamy oczekiwań bliskich nam osób, jak również one nie wiedzą jakie my mamy oczekiwania wobec nich. Komunikowanie tego, co jest dla nas ważne, jest podstawą zdrowej relacji.

Gdy już zbudujecie fundament dobrej komunikacji godząc się na zasady z poprzedniego punktu, czas na kilka(naście?) długich, i często niełatwych rozmów. Będą to rozmowy, które czasami mogą prowadzić do kłótni (chyba, że będziecie pamiętać o zaworze bezpieczeństwa), płaczu czy innych trudnych emocji. Jednak najczęściej ich efektem będzie wyjątkowa ulga, większe zaufanie do partnera i głębsze poczucie duchowej bliskości.

Ćwiczenie 2: Godzina szczerości

Zachęcam Was do tego, abyście opierali te rozmowy na prostym schemacie. Niech każde z Was zapisze na kartce papieru 3 rzeczy, które lubi w drugiej osobie, oraz 3 rzeczy, które najbardziej go wkurzają. Lub po prostu bolą, martwią, itp. Najlepiej zróbcie to w ciągu dnia, przez rozmową (dzięki temu każdy będzie miał czas na przemyślenie swojego wyboru).

Gdy już usiądziecie do rozmowy, ustalcie, że przez najbliższą godzinę będziecie w 100% szczerzy wobec siebie. Zacznijcie od tych pozytywnych rzeczy. To pomoże Wam zbudować pozytywną atmosferę i przygotuje Was na tą trudniejszą część rozmowy.

Następnie (pamiętając o zasadach komunikacji z punktu 2.) opowiedzcie o tym, co Was wkurza w drugiej osobie (lub co Wam nie pasuje, co Was boli, itp.). Na każdy z tych tematów porozmawiajcie tyle, ile potrzebujecie, aby dojść do wzajemnego zrozumienia. Ważne jest, aby każda ze stron dała sobie szansę na wysłuchanie i zrozumienie punktu widzenia drugiej osoby. W tym ćwiczeniu interesuje Cię tylko i wyłącznie pełne zrozumienie tego, co czuje i myśli twój partner, oraz pomoc drugiej osobie aby zrozumiała co czujesz i myślisz ty sam.

Rozmawiajcie o każdej kwestii tak długo, jak trzeba. Nawet jeśli przegadacie dwie godziny o tylko jednym punkcie z jednej listy, nic nie szkodzi. Tutaj liczy się jakość, nie ilość. Wrócicie do kolejnych punktów następnym razem. Waszym celem jest dojście do pełnego, wzajemnego zrozumienia, a najlepiej - do porozumienia.

Wiele osób gra w związkach różne role, po to aby dopasować się do oczekiwań swojego partnera. Często zakładamy fałszywe maski zapominając zupełnie o tym, że osoba, którą udajemy, nie ma wiele wspólnego z tym, kim jesteśmy naprawdę. Taka szczera rozmowa to dla Ciebie okazja do tego, aby zdjąć maski i pokazać partnerowi to, kim rzeczywiście jesteś, co naprawdę czujesz, co naprawdę myślisz. Jeśli myślisz o uzdrowieniu swojego związku na poważnie, nie uciekniesz od pokazania partnerowi swojej "prawdziwej twarzy".

Dobra, załóżmy, że zaczynacie rozumieć siebie, wraz ze wszystkimi emocjami, motywami, zachowaniami i różnymi mniej lub bardziej dziwnymi nawykami. Kolejnym krokiem jest porozumienie. Na czym ono polega? Efektem takich rozmów często są wzajemne deklaracje dotyczące tego, że coś w sobie zmienimy. Gdy widzimy i rozumiemy, jak nasze zachowanie wpływa na drugą stronę, łatwiej jest nam znaleźć motywację do zmiany.

Jeśli jednak czegoś nie chcesz w sobie zmieniać, bo oznaczałoby to zrezygnowanie z czegoś co w sobie lubisz lub czegoś ważnego dla ciebie, powiedz to. Powtórzę - bądź szczery ze sobą i z twoim partnerem, zawsze. Jeśli to dla drugiej strony jest na tyle ważne, że nie będzie chciała kontynuować związku - zastanów się na ile ta część Ciebie lub Twojego życia jest dla Ciebie ważna.

Czasami może to wyglądać trochę jak negocjacje. Oczywiście interesuje Was tylko i wyłącznie wynik musi wygrana-wygrana, bo przegrana jednej strony to przegrana całej relacji. Dogadajcie się i ustalcie, co dalej z tą kwestią, którą właśnie omawialiście. Zróbcie tak, aby zamknąć dany temat i przejść do kolejnego.

Na etapie budowania wzajemnego zrozumienia ważne jest, abyś wyraził jasno i klarownie swoje potrzeby i oczekiwania wobec drugiej osoby i wobec Waszej relacji. Nie bój się mówić tego, co czujesz nawet, gdy się boisz, że druga strona na początku tego nie zrozumie, lub gdy boisz się, że ją to zrani. Może się tak zdarzyć. Jednak ważniejsze jest poznanie prawdy o sobie i nawet jeśli kosztem będzie kilka gorszych dni dla związku, w długim terminie to zawsze najlepsze rozwiązanie.

4. Poradzenie sobie z toksycznymi nawykami

Każda toksyczna relacja jest zbudowana z zestawu szkodliwych postaw, zachowań, zagrywek i wzajemnych manipulacji. Gdy jesteśmy złapani w sieć takich negatywnych nawyków, trudno jest nam uzyskać pewną stabilność i poczucie równowagi, potrzebne do pracy nad relacją.

Często takie zachowania tworzą samonapędzającą się pętlę destruktywnych emocji, ciągłego wzajemnego obwiniania się i przerzucania odpowiedzialności na drugą stronę. Ktoś musi tę pętlę przerwać. A skoro Ty czytasz ten artykuł... to tą osobą zapewne będziesz Ty. To nie będzie łatwe zadanie, bo dopóki Twój partner to robi, łatwo jest dać się wciągnąć w tą gierkę i aktywnie w niej uczestniczyć. Jednak dla wytrwałych czeka nagroda. Jeśli wytrzymasz i nie będziesz dolewać paliwa do tego ognia, prędzej czy później ogień zgaśnie.

Ćwiczenie 3: Lista toksycznych zachowań

Zróbcie wspólnie listę takich toksycznych zachowań - zachowań, które sprawiają, że czujecie się ze sobą źle. Dobrze się zastanów nad tym, które z Waszych zachowań mają tak naprawdę na celu wpłynąć na partnera w jakiś sposób. Czy któreś z Was robi z siebie ofiarę po to, aby druga strona się nad nim zlitowała? Czy obwiniacie się nawzajem w celu wywołania poczucia winy? Czy krytykujecie się i nie pozwalacie sobie być sobą w swoim towarzystwie? Czy podcinacie sobie skrzydła lub osłabiacie poczucie własnej wartości? Czy bezustannie próbujecie zwrócić na siebie uwagę?

Które zachowania sprawiają, że się czujecie źle? Które zagrywki odbierają Wam energię życiową? Które działania sprawiają, że macie drugiej osoby dość?

Zapiszcie na kartce wszystkie zachowania, które przychodzą Wam do głowy (usiądźcie do tego zadania razem), po czym uzupełniajcie tą listę za każdym razem, gdy coś Wam przyjdzie do głowy.

Wspólnie ustalcie, że jak jedna ze stron takie zachowanie zrobi, to ta druga je wskaże: "Zobacz, znowu podcinasz mi skrzydła i burzysz moją wiarę w siebie!"; "Właśnie próbujesz we mnie wywołać poczucie winy"; "Robisz z siebie ofiarę". I róbcie tak do upadłego. Zawsze, gdy partner zachowa się w jeden z opisanych sposobów - głośno zwróć na to uwagę. To jednak nie wszystko - bardzo ważne, abyś przy takim zachowaniu nie zareagował tak, jak zwykle reagujesz. Abyś nie dał się wciągnąć w sieć toksycznych zachowań. Mając świadomość tego, że jest to pewna forma manipulacji, po prostu się jej nie poddawaj. Przerwij tę pętlę.

Po pewnym czasie wspólnego wyłapywania toksycznych zachowań będzie się ich pojawiało coraz mniej. Po prostu będziecie bardziej świadomi zagrywek, które stosujecie, plus nie będą one działać tak  dobrze, jak do tej pory. Rany się zaczną wreszcie goić, a Wy zbudujecie fundament wzajemnego zaufania. Na tej podstawie łatwiej będzie o szczerą i dobrą komunikację, która ma poprowadzić Was do wzajemnego zrozumienia.

toksyczna_relacja

5. Wspólna praca nad związkiem

To punkt, którego treść zależy od Was. Najlepiej, gdy ten etap nigdy się nie kończy. Tutaj jesteście już mniej lub bardziej wolni od toksycznych zachowań i manipulacyjnych gierek. Umiecie się komunikować i robicie to w trybie bieżącym, regularnie rozmawiając o tym, co dla Was w związku ważne. Myślicie o swoich wzajemnych potrzebach, rozumiecie je i szanujecie. Każdy z Was pracuje nad sobą, tak aby Wasza relacja mogła się rozwijać i kwitnąć na wielu różnych płaszczyznach. Od czasu do czasu siadacie do dłuższej rozmowy, po to aby przegadać swoje oczekiwania, potrzeby i uczucia.

Kiedy następuje "uzdrowienie" toksycznej relacji? Nie ma jednego konkretnego momentu, w którym związek można uznać za zdrowy. Dla każdej relacji "zdrowy związek" będzie oznaczał coś innego. Dla niektórych to brak wielkich i intensywnych kłótni, dla innych brak obwiniania się i krytykowania, dla jeszcze innych bliskość i rozpalony ogień wzajemnej miłości.

Pamiętaj, aby nie rezygnować z pracy nad związkiem wtedy, gdy po prostu jest "trochę lepiej". Może się tak zdarzyć, że jeśli uda się Wam lepiej dogadywać i mieć mniej kłótni to przestaniesz widzieć sens w dalszej pracy nad relacją. Nie wpadnij w tę pułapkę!

To, do czego dążycie to prawdziwa, szczęśliwa relacja, w której obie strony się wspierają, dodają sobie sił, ładują siebie pozytywną energią i wspólnie się rozwijają. Być może osiągnięcie takiego stanu zajmie Wam nawet kilka lat, ale to nic w porównaniu do całego życia w przeciętności. Szczególnie w kontekście tego, że możesz przecież stworzyć rodzinę z osobą, którą wprawdzie kochasz, ale Wasza komunikacja jest daleka od ideału. Warto o to zadbać już od samego początku. Dlatego właśnie serdecznie polecam Ci 10-dniowy kurs Szczęśliwa rodzina. Pozwoli Ci uniknąć niechcianych błędów i zbudować zdrowe relacje rodzinne.

Na koniec odniosę się do kilka sytuacji, które czasami mają miejsce podczas pracy nad relacją.

A co jeśli...

- podczas uzdrawiania relacji okaże się, że związek nie ma przyszłości? Niektórzy już teraz o tym wiedzą w głębi serca i właśnie strach przed odkryciem tej prawdy sprawia, że nie chcą brać się za pracę nad związkiem. Wolą tkwić w toksycznym związku niż przeżywać ból rozstania.

Jednak ważne jest abyś wiedział, że jeśli tak właśnie się stanie - że podczas prób uzdrawiania związku dojdziecie do wniosku, że jednak nic z tego - jest to najlepszy możliwy sposób na zakończenie relacji. Odbędzie się to w atmosferze większego zrozumienia i akceptacji, niż rozstanie w trybie wybuchowym. Mimo, że będziesz traktował to jako życiową tragedię - zakończenie toksycznego związku, którego nie da się uzdrowić jest najlepszym, co Cię może spotkać.

- partner nie chce pracować nad relacją? Sam zdecyduj, co z tym zrobisz. Zastanów się, na ile jesteś w stanie zgodzić się na trwanie w takim związku, a na ile ważne jest dla Ciebie uwolnienie się od tego, co Ci nie służy. Zacznij od rozmowy z partnerem i dowiedz się, czy ta niechęć wynika z braku wiary, że to cokolwiek da, ze strachu przed odkryciem jakichś trudnych obszarów swojej osobowości, a może ze zwykłego braku „zależy mi na nas”.

- znasz potrzeby i oczekiwania partnera i dbasz o nie, ale skreślasz siebie i swoje potrzeby w tej relacji? W takiej sytuacji Twoim podstawowym zadaniem jest przede wszystkim odkrycie własnych potrzeb, a następnie wyraźne ich zakomunikowanie partnerowi. Trwanie w relacji, w której nie dbasz o samą siebie to najlepszy przepis na nieszczęście i przeciętne życie. A jeśli Ty nie znasz swoich potrzeb, jak możesz się spodziewać, że Twój partner będzie je znał?

- wasze starania nie dają efektów? Cierpliwości. Czasami oczyszczenie relacji z tej całej toksyczności może trwać tygodnie, a nawet miesiące. Wszystko zależy od tego, ile uwagi poświęcicie walce z toksycznymi zachowaniami i długim, szczerym rozmowom. Jeśli uzdrawianie związku będzie dla Was polegać na sporadycznych działaniach, tylko oszukujecie samych siebie. Albo w jedną, albo w drugą. Rozważcie też zapisanie się na terapię dla par. To świetny sposób na zbudowanie dobrej podstawy pod wzajemne zrozumienie i skuteczną komunikację w relacji.

Jeśli znasz (ze swojego doświadczenia lub z obserwacji innych) jakieś inne metody radzenia sobie z takimi relacjami - opisz je w komentarzach. Na pewno będzie to pomocne dla osób, które chcą odzyskać więź ze swoim partnerem i na nowo cieszyć się wspólnym życiem.

Jeśli ten artykuł był Ci potrzebny i podejmujesz się uzdrawiania swojego związku - trzymam kciuki i życzę powodzenia. Pamiętaj, że to praca obu stron, nie tylko jednej. Najlepiej przeczytaj ten artykuł razem z partnerem, daj mu czas na refleksję i zaproponuj wspólny wysiłek w uzdrawianiu Waszej relacji.

Napisz komentarz

  • poza

    Michal piszesz, że Twoja relacja nie byla nigdy toksyczna i na przykładzie własnych doświadczeń dasz rady co zrobić aby uzdrowić toksyczną relację? Toksycznego człowieka nie sposób zadowolić, awanturuje sie baz różnicy czy w domy czy na ulicy czy w miejscu imprezy. Wyzywa, obraża, poniża jesli nie spełniasz jego oczekiwać. Tak to są sposoby zachowania może wyniesione z domu a może zaburzenia psychiczne. Próbowałam uleczyć tą relacje przy pomocy terapeutów i psychiatrów bo sama nie dawałam rady a czułam ze bylo to coś. Nie udalo się i dla własnego bezpieczeństwa musiałam wyjść z relacji i do dzis jestem śledzona i otrzymuje smsy i maile z pogróżkami. Wybacz ale bzdury piszesz i porady nieużyteczne w relacjach toksycznych. Na pewno Twoje rady nie pomogą jesli relacja jest toksyczna.

    • Forgetmenot

      100% racji. Ważne jest nasze zdrowie, a nie zadowalanie na siłę kogoś.

    • Moje doświadczenia pomogły już osobom w toksycznych relacjach, dlatego zdecydowałem się opublikować takie, a nie inne wskazówki.

      Nie wszystkie toksyczne relacje wyglądają tak, jak to opisujesz. Istnieje wiele toksycznych związków, w których ta "toksyczność" jest bardziej subtelna, ukryta, nie tak intensywna.

      Jeśli dostajesz smsy z pogróżkami to pojęcie "toksyczny" to według mnie trochę za mało jak trafne określenie Twojego partnera.

    • Urszula Kuśmierczyk

      Człowiek wie co pisze. Wszystko zależy co rozumiecie pod pojęciem "toksyczny". Mimo, że w moim związku nie było przemocy fizycznej i chciałam z całego serca, żeby było dobrze, to było toksyczne. Najlepsze, że każde z nas nie zachowywalo się jak to powinno być w zdrowym związku. Obustronne poczucie winy, niska samoocena, nieumiejętność komunikacji, brak szczerości wobec siebie samych, wzorce wyniesione 100% z domu, jak całe nasze osobowości... długo by wymieniać i choć każde się stara, to nikt nie wiedział, co jest nie tak. Przykre, ale prawdziwe i toksyczne ze względu na to, że nasza relacja zamiast dać, że tak ujmę 2+2=5 w nieszczegolnych przypadkach zwykłe 2+2=4 to tu było poniżej 4, jeżeli ktoś rozumie, co chcę przez to powiedzieć (ciągną się w dół oboje). Także artykuł trafny, poprostu zależy jak zawsze od odbiorcy i jego osobistego odbioru...

  • Demonic

    Rady do spełnienia dla osób, które są gadułami. Przegadajcie, rozmawiajcie, mówcie, omawiajcie itd., itp. A co jeśli i ja i on należymy do osób powściągliwych, wyważonych, ceniących sobie konkret, a nie paplanie (nie cierpię takich ludzi, którzy potrafią nawijać jak najęci 24h o pierdylionach). Dla takich osób będzie to trudne, a jednak kochają i swoją miłość pokazują w czynach, a nie słowach.

    • Nie musicie paplać, jeśli nie macie na to ochoty. Rozmawiajcie o konkretach. Nigdzie nie napisałem, że rozmowy muszą być długie.

      Z drugiej strony fakt, że rozmowa jest dla Ciebie trudna może oznaczać (nie musi), że wyrażanie swoich uczuć i oczekiwań jest dla Ciebie sporym wyzwaniem i dlatego na co dzień tego nie robisz. To może być jeden z powodów problemów w relacji. Jeśli nie lubisz rozmawiać, zachęcam mimo wszystko do wypróbowania tej strategii pracy nad związkiem. Może się okazać, że wspólne życie stanie się dużo łatwiejsze.

    • Lidija Łaskarzewska

      Czasami warto napisać list do drugiej osoby - szczególnie jeśli adresatem będzie mężczyzna. Łatwiej uporządkować wypowiedź ( można ją poprawiać - słowa wypowiedzianego nie można cofnąć ). W ten sposób wykonać chociażby ten pierwszy krok. Adresat może analizować treść do woli - dopytywać jeśli będzie taka potrzeba. To może być "baza" do rozpoczęcia dialogu.
      Polecam też pisanie listu jako prezent u (załącznika) Swego czasu napisałam do dzieci - jakie są dla mnie ważne, wyjątkowe itd. To było to! Co innego mieć " na piśmie" , że się jest wyjątkowym ;)

    • Sara H

      Ktoś już o to pytał wcześniej - a co gdy jesteśmy w związku z osobą która nie umie rozmawiać, nie potrafi albo boi się wyrażać swoje problemy, jak próbować jej w tym pomóc albo jak taka osoba może działać żeby coś zmienić?

  • Forgetmenot

    Wszystko pięknie, ale to są rady dla ludzi żyjących w normalnych związkach, mających jakieś problemy komunikacyjne, lub drobniejsze emocjonalne. Uzdrowienie toksycznej relacji jest niemożliwe. Nie ma czegoś takiego jak "to coś" w takim związku, Tam jest tylko chora zależność, a z drugiej strony chęć władania drugim człowiekiem. Relacja kat i ofiara. Po co to uzdrawiać, i przede wszystkim czy jest co? Mam wrażenie, że autor nigdy nie przeżył niczego takiego na własnej skórze, a to co pisze, to rady dla ludzi, którzy się szczerze kochają, ale na chwilę gdzieś zagubili, Także sugeruję zmianę tytułu artykułu, bo nijak się to ma do toksycznych związków, gdzie przede wszystkim kobiety są poniżane i psychicznie bądź fizycznie maltretowane, Taki tytuł może dać niepotrzebną nadzieję dziewczynom, które są beznadziejnie zakochane w "palantach" i desperacko chcą ich wychować lub pomóc. Nie da się... Dziewczyny poszukajcie sobie porządnych chłopaków, a najpierw pomóżcie sobie :)

    • Wszystko sprowadza się do tego, jak rozumiesz pojęcie "toksycznego związku". W psychologii to pojęcie jest bardzo nieostre i może mieć wiele znaczeń, ale najczęściej jest to sytuacja, w którym jedna z osób w relacji czuje się ze sobą i w życiu coraz gorzej, odkąd w tę relację weszła.

      Owszem, ten artykuł nie dotyczy skrajnych przypadków, w których jedna strona to niemal psychopatyczna osobowość, która wyżywa się na partnerze, poniżając go i fizycznie maltretując. Jednak toksyczność w związku to dużo bardziej powszechne zjawisko i często bardziej ukryte, niż tylko te wyjątkowo wyraźne, jawne przypadki.

    • Forgetmenot

      To ponawiam pytanie, po co uzdrawiać "związek", w którym czujemy się źle, odkąd go rozpoczęliśmy? :) Czy to nie paranoja? Skoro coś nas ściąga w dół, ewidentnie nie pasujemy to tej relacji, to po co sobie zawracać głowę? :) Co to jest "to coś", które ludzi trzyma przy sobie? Pociąg fizyczny? Przecież to ulotne, i nie jest żadną trwałą podstawą do budowania poważnych związków.

    • Ponieważ jest wiele toksycznych relacji, których toksyczność wynika ze szkodliwych i destrukcyjnych nawyków, przyzwyczajeń wyniesionych z domu rodzinnego. Bardzo często partnerzy nie ranią siebie nawzajem z intencją ranienia, po prostu nie umieją tworzyć relacji w inny sposób. Podświadomie naśladują wzorce wyłapane z zachowania rodziców.

      Też jestem zdania, że jeśli coś nam nie służy, to lepiej zostawić to za sobą, ale to nie jest takie proste - powiedz to osobie, która faktycznie czuje coś do partnera i marzy o tym, aby mogło być normalnie.

      Jako pierwszy powstał artykuł o tym, jak zakończyć toksyczny związek - a ten jest efektem żywego zainteresowania drogami uzdrawiania relacji, która ma szansę na normalność.

    • Forgetmenot

      Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, bo żyjemy w czasach, gdzie mało jest porządnych mężczyzn, i zdecydowana większość ma jakieś odchyły :) Wiem co to znaczy czuć coś ,do kogoś, do kogo nie powinno się niczego czuć, bo jestem trzecim pokoleniem kobiet w mojej rodzinie, które były w toksycznych związkach. Udało mi się z tego w miarę szybko wyplątać, ale było to bardzo trudne. I będę się upierać przy tym, że tkwienie w takich relacjach to brak poczucia własnej wartości, lęk, brak miłości w dzieciństwie i i brak pasji, ciekawego zajęcia. To nie jest miłość, to jest strach, że nikogo innego już nie będzie, więc bijmy się po głowach, ale bądźmy razem, bo tak trzeba- to jest motto takich osób.

    • damkoBC

      Zgadzam się z Forgetmenot. Zacznijmy od tego czym jest związek. Czy jest on po to aby nas uszczęśliwiać i budować czy po to aby nas ranić i dołować. Jeżeli ewidentnie ktoś nas rani i nie ma zamiaru się zmieniać mimo wszystko to nie widzę innej opcji jak zakończyć związek a przede wszystkim nauczyć się żyć z samym sobą w zgodzie. Po co tkwić w takim związku.
      Z tego co mi się wydaje to artykuł ma pomagać w naprawieniu relacji ale jeżeli obie strony tego chcą. W innym przypadku związek nie ma sensu. Jak dla mnie artykuł pomocny. Pozdrawiam wszystkich :)

    • Czasami toksyczność związku wynika z problemów psychicznych partnera/partnerki. Może to być np. nerwica. W takiej sytuacji pomocne mogą być leki od psychiatry. Tylko ta osoba musi chcieć pójść do takiego lekarza. Czasami warto dać szansę. Coś się przecież wspólnie budowało i przeżyło. Oczywiście nie mówię tu o psychopatach.

    • Toyad Mordovnick

      Niestety, ale muszę się zgodzić z Forgetmenot. Zagadnienie toksycznej relacji dane było mi zgłębić zarówno empirycznie, jak i od strony teoretycznej - jeśli mamy do czynienia z socjopatą w związku (wcaaale nie taka rzadkość, jak by się wydawało!), to przykro mi, ale będziemy nieuchronnie gasnąć... A socjopacie bardzo "w smak" cykliczne pozorowanie "naprawiania" relacji... przy czym ten typ osobowości to geniusz manipulacji i zrobi wszystko, żeby to "ofiara" miała poczucie winy, odpowiedzialności za związek, poczucie bycia nieadekwatną, wiecznie niedoskonałą itp. Psychopaci, socjopaci to nie tylko damscy bokserzy - większość z nich "ogranicza się" do maltretowania psychicznego i cierpienie partnera/partnerki takiej osoby jest ciężkie do "udowodnienia", nawet sama ofiara wmawia sobie, że przecież "nic się takiego nie dzieje". Dlatego podzielam sceptycyzm przedmówcy odnośnie dawania nadziei na uzdrowienie tego typu toksycznej więzi (powtarzam - bynajmniej nie jest to zjawisko marginalne), gdyż można komuś zaszkodzić, przedłużając jego miotanie się w krzywdzącej relacji, lub - niechcący - przyczyniając się do wtórnej wiktymizacji ofiar, które rzekomo "nie zawalczyły o związek"... Reasumując - jestem ZA uzdrawianiem nawet bardzo trudnych relacji, pod warunkiem, że obydwie strony związku cechuje EMPATIA. Związku z psycho/socjopatą nie da się uzdrowić, mało tego - im szybciej się z niego uwolnimy, tym mniejsze prawdopodobieństwo zjawiska PTSD, nerwicy, depresji itd.

    • Toyad, dziękuję za komentarz. Oczywiście się zgadzam, że uzdrawianie związku z socjopatą to nie jest najlepszy pomysł. Jednak związki z socjopatami to tylko część związków toksycznych, zdecydowanie mniejsza część w morzu ukrytej i często nieuświadomionej toksyczności w wielu relacjach.

  • Dominika

    Mój problem jest taki, że pozornie mam świetny związek - doskonale się rozumiemy i komunikujemy. Wiem, że to jest osoba, z którą dogadam się w każdej sytuacji, gotowa pójść na kompromis. Lubimy te same rzeczy, mamy te same poglądy i poczucie humoru. Nigdy z nikim się tak nie dogadywałam. Tylko, że... on jest przede wszystkim moim przyjacielem. Nie czuję do niego "chemii", nie cieszą mnie zachowania typowe dla par.
    Nie wiem, czy to kwestia tego, że jesteśmy już razem kilka lat, czy tego, że to osoba nie dla mnie...

  • Rapid

    Z mojego doświadczenia wynika, że jeden z najtrudniejszych etapów to jest kwestia wyrwania się ze szponów nawyków niszczącego reagowania na siebie, na różne sytuacje. Czasem te nawyki przechodzą w tryb "alergii", gdzie ciężko to nawet na poziomie świadomym skontrolować, bo samo przebywanie z sobą staje się w pewnym sensie udręką.
    Mi bardzo pomogła lektura książki "Radykalne wybaczanie". Po pierwsze chodzi tam o to, żeby się uwolnić od schematu ofiary, kiedy się żyję ciągle w poczuciu krzywdy, żalu i obwiniania drugiej strony za coś, co często samemu się niejako sobie robi. A druga rzecz to jest dostrzeżenie, że ta sytuacja toksyczna jest doskonała z punktu widzenia skonfrontowania nas z naszymi głębokimi przekonaniami i ich manifestacją w życiu w zachowaniu partnera. Np. jeśli mam silne przekonanie nikt mnie nie kocha, to jakim cudem partner/partnerka mi tego nie będzie potwierdzać swoim zachowaniem. Innego zachowania być może nawet nie zauważę. Zmiana przekonania pociąga zmianę otoczenia. Coś w tym stylu. Bardzo dobry tekst Michale, bardzo dziękuję.

  • Glenda

    Michale, dziękuję Ci za ten artykuł. Wiem co masz na myśli pisząc w komentarzach, że są różne rodzaje toksycznych związków i że czasami owa toksyczność nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. Tak jest w moim związku. Jesteśmy ze sobą od ponad ośmiu lat, a poznaliśmy się będąc jeszcze nastolatkami. Znajomi, rodzina, a nawet najbliżsi przyjaciele uważają, że nasz związek jest idealny. Nic dziwnego, skoro tak świetnie sobie radzimy. Oboje dobrze zarabiamy, mamy przytulny dom z ogródkiem, i do tego ciągle gdzieś jeździmy. To są jednak tylko pozory, bo w rzeczywistości czuję się bardzo samotna. Mój mąż podąża za mną jak cień. Cokolwiek zaplanuję, on się na to zgadza. Idealna sytuacja, pomyślicie. Ale to nie jest łatwe być ciągle silnikiem napędowym związku. Ja mam mnóstwo pasji, zainteresowań i ciągle się rozwijam. Mój mąż z kolei stanął w miejscu i nawet nie myśli, żeby się z niego ruszyć. Pomyślałam, że to może być depresja, więc próbowałam namówić go na terapię, nie był jednak tym zainteresowany. Sama więc porozmawiałam z psychoterapeutą i dostałam od niego do wykonania trzy zadania. Zrobiliśmy dwa z trzech. Trzecie polegało na zaplanowaniu idealnego dnia dla swojego partnera. Ja wykonałam swoje zadanie kilka miesięcy temu, a mój mąż nadal jest 'zbyt zmęczony', żeby się tym zająć. Czy jest coś jeszcze, co mogłabym zrobić? Czy może jest to już ten moment, w którym powinnam zrozumieć, że jemu nie zależy na naszej relacji?

  • Kamila

    Muszę się zgodzić z przedmówcami, że toksycznego związku moim zdaniem nie warto naprawiać. Byłam przez 10 lat w związku z typowym manipulantem - socjopatą, który co prawda nie maltretował mnie fizycznie, ale za to wykończył psychicznie, emocjonalnie i finansowo. Za każdym razem gdy wyrażałam jakieś negatywne emocje (np. okazałam smutek, że nie wywiązał się ze wspólnych ustaleń), zabraniał mi ich przeżywania, urządzał sceny, że się wyprowadza, a na koniec zawsze kazał mi przepraszać za to, że byłam smutna. Często stosował szantaż emocjonalny, powoływał się na swoją nieuleczalną chorobę (już później dowiedziałam się że to było kłamstwo). Na pierwszy rzut oka był bardzo czarujący i elokwentny, ale tak naprawdę to wszystko było tylko maską służącą do realizacji jego celów. Utrzymywałam go finansowo, przez kilka lat (ciągle znajdował "przekonujące" wymówki czemu nie może znaleźć pracy, albo dlaczego z poprzedniej odszedł - jeśli już pracował, to krótko - maksymalnie wytrwał w jednej kilka miesięcy, zawsze wchodził w konflikt z przełożonymi). W tym czasie ja sama zajmowałam się domem, organizowałam wspólne wyjazdy, rozrywki, a on tylko zgłaszał listę życzeń, a gdy zrobiłam coś inaczej niż tego oczekiwał, karał mnie (np. przez parę tygodni się do mnie nie odzywał, dopóki w jego mniemaniu wystarczająco mu nie zadośćuczyniłam "krzywdy" - przy czym krzywdą mogło być krzywe powieszenie ręcznika w łazience lub wyjście na kawę z przyjaciółką, której nie lubił). Po pewnym czasie kazał mi zerwać kontakty z rodziną, ze znajomymi - "albo oni, albo ja". Nie wspomnę o zdradach, które zawsze mi tłumaczył jako "to nie to co myślisz" i kazał mi przepraszać za podejrzliwość, a potem okazywało się, że coś jednak było. Wszystko to jednak działo się na tyle powoli i stopniowo, na przestrzeni 10 lat, że zupełnie nie zauważyłam, co się dzieje. Np. najpierw oczekiwał, że zerwę kontakt tylko z jedną osobą wmawiając mi, że jest dla mnie toksyczna, poprosił o pomoc finansową tylko w formie pożyczki, potem o mieszkanie u mnie przez jeden miesiąc, itd. a po kilku latach ani się spostrzegłam, a mieszkał u mnie za darmo, ja robiłam wszystko, płaciłam za wszystko, moja energia gasła, moje potrzeby leżały, a ja nie byłam świadoma co się dzieje. Gdy oznajmiłam mojemu teraz już ex-partnerowi, że coś jest nie tak, tłumaczył mi, że to moja wina i to ja powinnam się bardziej starać o nasz związek, a on zachowuje się tak, jak powinien. Jednak gdy powiedziałam, że może ma rację i w takim razie zapiszę się do psychologa, to i tego mi zabronił. Gdy opowiadam innym osobom jak wyglądało nasze wspólne życie, to się dziwią, że się na coś takiego godziłam, a ja naprawdę tego nie widziałam dopóki nie znalazłam się daleko poza tą relacją. Nie zgadzam się więc z większością rad z artykułu - są na pewno bardzo cenne, ale w przypadku normalnego (tylko nieco popsutego) związku, a nie takiej prawdziwie toksycznej relacji. A toksycznej relacji się nie naprawia, z niej się ucieka - i to najlepiej z pomocą dobrego psychologa i mocnego wsparcia z zewnątrz - przyjaciół i rodziny, bo samemu strasznie trudno się z tego wydostać. W toksycznej relacji traci się granice co jest normalne, a co nie. Dochodzi też uzależnienie od osoby, która świadomie nas niszczy i wykorzystuje. Niemniej artykuł wartościowy i przeczytałam go z zainteresowaniem, ale zdecydowanie w innym kontekście - w kontekście pracy nad uzdrowieniem względnie normalnej relacji dwójki gotowych do otwarcia się na siebie ludzi, z problemami, lecz i dobrymi intencjami. :)

    • Toyad Mordovnick

      Kamila, mam analogiczne doświadczenia, wręcz lustrzane... Te same wątki dotyczące skakania z firmy do firmy i pozostawiania za sobą "smrodu" konfliktów, uporczywe pozostawanie na cudzym (partnerki lub schorowanej starej matki) utrzymaniu bez odrobiny krępacji ani wdzięczności, zamiłowanie do niezdrowej adrenaliny (bójki, nałogi, skoki w bok), izolowanie od rodziny i znajomych i szczucie na najbliższych, teatralne przeskalowane emocje połączone z brakiem elementarnej wrażliwości na cudzą krzywdę, kłamstwa, manipulacje, a to wszystko połączone z inteligencją jak brzytwa, pozorną charyzmą i krasomówstwem... Związki z socjopatami mają określoną, żenująco sztampową (teraz to wiem) dynamikę. Z tym, że ja uciekłam po trzech latach. "Tylko" trzech, a i tak o trzy za wiele. Reperkusje zdrowotne odczuwam jeszcze niestety do dziś. I choć szczerze doceniam wartość tekstu Michała dla "trudnych" związków, to cieszę się, że kilka lat temu zamiast na ten artykuł trafiłam na książkę Mai Friedrich "Moje dwie głowy", która bezlitośnie odarła mnie z resztek złudzeń i zapoczątkowała... DETOKS. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, gdzie bym dzisiaj była, gdyby nie ta radykalna decyzja (wtedy wydawała mi się natrudniejszą w moim życiu... dziś wiem, że była najlepszą) i olbrzymie wsparcie moich bliskich. Czy w ogóle jeszcze by coś ze mnie we mnie zostało - tak skuteczna (w swoim zawoalowaniu) jest degradacja psychiki w destrukcyjnej relacji.

      Cóż... dziś jestem w dobrym, bezpiecznym, szczęśliwym, ciepłym i pozytywnie stymulującym związku, w którym zamiast ciągłej emocjonalnej szarpaniny, poniżania, krytykowania i piętrzenia coraz bardziej absurdalnych roszczeń dominuje "nadawanie na tych samych falach" i spontanicznie realizuje się zasada wzajemności (nie ma podziału na drzewo i jemiołę, jak w związku z pasożytem - socjopatą). Da się? Da się. Czego wszystkim życzę i pozdrawiam :)

    • Kamila

      Czytałam "Moje dwie głowy", to bardzo wartościowa książka o toksycznych związkach i wiele na niej skorzystałam. Tak samo w procesie wychodzenia z toksycznego bagna pomogły mi materiały Michała. Z toksycznego związku wychodzi się na tyle rozchwianym emocjonalnie, pozbawionym celów i woli życia, że trzeba od nowa zdefiniować kim się w ogóle jest i jakie się ma potrzeby. W tym miejscu bardzo pomogły mi materiały o określaniu celów, ale i o spokoju wewnętrznym, o pozbyciu się negatywnych myśli, o medytacji. Ale też się cieszę, że nie trafiłam wtedy na ten artykuł, bo moje uzależnienie od toksycznej osoby było tak silne, że gotowa byłam w każdej chwili wrócić i gdybym miała sygnały z zewnątrz, że toksyczne relacje w ogóle można uzdrawiać, to na pewno bym próbowała to robić. Przecież to nie jest tak, że kobieta uzależniona od partnera w toksycznej relacji wie/czuje (nawet i podświadomie), że powinna ją zakończyć. Najgorsze jest to, że zazwyczaj czuje, że partner to książę z bajki, jakieś wielkie marzenie, niedościgniony ideał, który rani mnie dlatego, że ja na to zasłużyłam (albo niedostatecznie zasłużyłam na jego miłość). Dlatego w takiej relacji tak nie do końca można ufać swoim uczuciom, bo to tak jakby jako narkoman "na haju" oceniać czy warto wychodzić z nałogu.

    • Enigma

      Ja również zgadzam się, że toksycznego związku nie da się naprawić, nawet gdy się z całych sił próbuje. Przez 6 całkiem niezłych jeszcze wtedy jak się wydawało lat stosowałam wiele opisywanych przez Ciebie Michale metod, a w siódmym i ostatnim roku, gdy sytuacja była już całkowicie beznadziejna, a ja miałam Dziecko w drodze, zintensyfikowałam działania, by za wszelką cenę ratować mój związek. Nie pomogło, bo pomóc nie mogło. Dokładnie podzielam doświadczenia przedmówczyń, a szczególnie to, o wpędzaniu w gigantyczne poczucie winy nawet za to, że zbyt głośno wzięło się wdech. A gdy w związku jedna osoba już jest zniewolona tym poczuciem winy, nic absolutnie nie naprawi tej relacji, bo druga strona z kolei beznamiętnie wykorzystuje najtrudniejsze w życiu momenty (u mnie to był trudny poród, a dwa tygodnie później śmierć mojego ukochanego Taty), by głosząc hasła o naprawie związku zniszczyć partnera psychicznie absolutnie doszczętnie. Po prostu nie można ratować czegoś, gdy po drugiej stronie nie ma krzty empatii.
      Gdy już moje oczy otworzyły się (moje przedmówczynie pewnie potwierdzą, że jest to moment znamienny i jedyny w swoim rodzaju i - no właśnie - moment, a nie proces, kiedy człowiek jakby przebudził się oblany zimną wodą), mnie również pomogły "Moje dwie głowy", jednak nie książka a blog. A ponieważ na początku jest szalenie trudno uciec z takiej relacji, szczególnie będąc w trudnych życiowych momentach i będąc osamotnionym, czytałam historie kobiet w podobnej do mojej sytuacji codziennie.
      Reasumując - opisane przez Ciebie metody sprawdzą się na pewno, ale w związkach trudnych, a nie toksycznych opartych na psychicznej przemocy.

    • Rita

      U mnie sytuacja podobna 7 lat tłumaczenia sobie ze wciąż robię coś nietak. Gdy urodziłam Dziecko zrozumiałam że tak naprawdę dla niego jestem nikim. 4 miesiace po porodzie musiałam się wyprowadzić. Niebylo dnia żebym niezrobila czegoś źle. Codzienna krytyka brak szacunku i kary wykonczylyby mnie. Jak później wyglądały wasze relacje jeżeli chodzi o wychowanie Dziecka? Mam z tym ogromny problem, każda wizyta to ogromny stres nietylko dla mnie ale również dla Dziecka chciałabym to zmienić.

    • Monika

      Super....dziękuję za te słowa.....

    • Urszula Kuśmierczyk

      Nie zgadzam się, to zależy wszystko od tej drugiej strony... Dlaczego niby twierdzisz, że taki przypadek, jak Twój, to już reguła? A jak by się wtedy twój partner zgodził na psychologa i jeszcze sam by poszedł...? Dotarło by w końcu, że oboje jesteście odpowiedzialni za to co komu kto zrobił, a na co komu kto pozwalał? Ja mam własne doświadczenia i nigdy nie ma winy ewidentnie jednostronnej. Ktoś krzywdzi-> a ktoś inny na to pozwala. Nie ważne czy świadomie, czy nie. A autor wyraźnie pisze, że warto się starać, gdy dwoje się stara, nie że Cb olsnilo i Ty sama naprawisz wszystko.

  • Aga

    Muszę przyznać, ze cykl artykułów niesamowity! Bardzo pomógł mi zdać sobie sprawę z faktu, że mój trwający prawie 6 lat związek jest "toksyczny". Krok po kroku stosowałam porady i wskazówki opisane w tekstach. Podjęłam decyzję żeby naprawić, spróbować polepszyć relacje między nami. Problem jednak tkwi w tym, że cały ten cykl naprawczy opiera się na rozmowie... Ja staram się mówić partnerowi czego mi brakuje, z czym jest mi źle i czego oczekuje, jednocześnie pytając o to co sama robię źle. Niestety mój partner nie potrafi rozmawiać na "poważne" tematy .Każda nasza rozmowa to mój monolog. Wiem, że naszym największym problem jest brak komunikacji, który z dnia na dzień coraz bardziej nas niszczy, ale jak ratować związek z kimś kto nie potrafi rozmawiać?

    • Urszula Kuśmierczyk

      Nie potrafi, czy nie chce? Jak ktoś chce, to bynajmniej próbuje i to wtedy widać. Nie można się zasłaniać nieumiejętnością... którą każdy może wypracować. A Ty zawsze umiałaś? Podjelas decyzję o naprawie, a twój partner? Oznajmił, że coś zrobi? Jakieś konkrety,?

  • Barbara Kirszniok

    Bardzo przydatny i wyczerpujący artykuł. Oby takich więcej.

    Szczerość w związku to podstawa. Jak pojawia się problem,
    to trzeba o nim rozmawiać. A nie dusić wszystko w sobie i udawać, że
    nic złego się nie dzieje.

    Wolę szczerość do bólu, niż słodkie kłamstewka.

  • sqby21

    Dziękuję Mateusz! Jestes wielki! :)

  • Anis

    Ja od 3 lat tkwię w takim związku, zerwaliśmy właśnie trzeci raz. Dalej gadamy, obiecałam, że będę silna pokażę mu, że mogę. W końcu wymiękłam i po jego "to nie ma sensu" wybłagałam spotkanie. wszyscy mi mówią, że to nie ma przyszłości. Że ja i tak jestem sama w tym związku. On mnie nie chce widywać bo się z nim kłócę, ja się z nim kłócę bo on nie chce się ze mną widywać. Często przyłapuje go na kłamstewkach. A on mi wtedy mówi, że nie chciał o tym gadać bo wiedział, że się wścieknę i zrobię awanturę. Dobija mnie, że nie widzieliśmy się od ponad miesiąca. Co gorsza dostałam przez to wszystko nerwicy żołądka. Całą winę zwalam na siebie i zaczynam wierzyć w jego słowa że jestem wariatką i powinnam się leczyć. Mam swoje lata ale to był mój pierwszy facet. Nie wiem czy to miłość czy boję się samotności. Ale nie chce żeby dotykał mnie kto kol wiek inny... Jak się uwolnić. Na prawdę potrzebuję pomocy. Miewam już myśli samobójcze. Nie jestem jakąś rozhisteryzowaną nastolatką. Jestem po studiach, pracuje i dobija mnie to, że sama nie umiem się z tym uporać...