Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Studia czy samoedukacja? Inne spojrzenie na edukacyjną ścieżkę

Studia czy samoedukacja? Inne spojrzenie na edukacyjną ścieżkę

Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że jako umysł wyjątkowo ścisły i analityczny poświęcę swoje życie nauce humanistycznej. Jak to się stało, że mimo studiów z zarządzania zająłem się psychologią? Ile w dzisiejszym świecie znaczy tytuł magistra i dlaczego powinniśmy uwolnić się od schematycznego myślenia o naszej ścieżce edukacji?

Ten artykuł jest przeznaczony dla osób, które:

– wybierają się na studia,
– obecnie studiują,
– już ukończyły studia.

Na każdym etapie ten tekst pomoże Ci zrozumieć w jakiej jesteś sytuacji i jak możesz podjąć odpowiednie dla siebie decyzje o dalszej ścieżce edukacyjnej i zawodowej.

Moja droga samoedukacji

W szkole średniej świetnie radziłem sobie z matematyką. Rozwiązywanie równań sprawiało mi autentyczną przyjemność, a po sprawdzianach było mi głupio, gdy otrzymywałem najlepszy wynik w klasie.

Było dla mnie oczywiste, że moim przeznaczeniem jest ścisły kierunek studiów. Zresztą nie tylko dla mnie, moi rodzice i nauczyciele również zdążyli przywiązać się do tej szufladki.

W końcu miałem “ścisły umysł”.

Ta etykieta przyczepiła się do mnie wyjątkowo mocno i nawet do głowy by mi nie przyszło, aby rozważyć nauki humanistyczne. Co prawda w drugiej klasie liceum zafascynowała mnie psychologia, jednak jeszcze wtedy traktowałem to jako coś nowego, ciekawego. Było jeszcze za wcześnie, aby myśleć o tej dziedzinie jako poważnej konkurencji dla matematyki.

Zacząłem więc studia na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Kierunek – zarządzanie i marketing. Na początku – dużo przestarzałej wiedzy, sporo suchej teorii, statystyka i finanse, które okazały się dla mnie dużym wyzwaniem. Mnóstwo nauki. Poprawka z makroekonomii. Fakt, że byłem wtedy zakochany (bynajmniej nie w liczbach, ale w Marysi, mojej obecnej żonie) uczynił to wszystko dużo łatwiejszym.

Później już było tylko lepiej, bo na kolejnych etapach nauki sporo się zmieniło – wspaniali wykładowcy, fascynująca wiedza o psychologii biznesu, mnóstwo kreatywnej praktyki i pobudzających znajomości.

 

photo-1455849318743-b2233052fcff

 

Gdzieś na drugim roku studiów zdecydowałem, że będę robić w życiu to, co kocham.

Psychologia, ludzki mózg, rozwój osobisty i edukacja były moją pasją od około 3 lat. Nie miałem wątpliwości, że chciałem temu poświęcić każdy następny dzień. Zacząłem więc równolegle swoje własne studia. Czytałem całe mnóstwo książek i zdobywałem wiedzę, którą być może powinienem zdobywać na psychologicznych studiach. Założyłem tego bloga i zacząłem dzielić się zdobytą wiedzą i przemyśleniami.

Gdy rozwijałem swoją działalność jako coach oraz trener i organizator warsztatów z rozwoju osobistego miewałem wątpliwości – czy nie powinienem mieć dyplomu magistra psychologii? Nie chciałem być psychologiem, ale chciałem zajmować się psychologią. Chciałem znaleźć swój własny sposób na pomaganie ludziom w radzeniu sobie ze swoim życiem. Czy ludzie mi zaufają? Co, jak ktoś podważy moje doświadczenie i mój autorytet?

Na szczęście wątpliwości nie miały wystarczającej siły, aby zatrzymać ogień, który palił się w moim sercu.

Zdecydowałem się kontynuować studia z zarządzania bez rozpoczynania studiów psychologicznych. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ potrzebowałem psychologii jako ważnego wsparcia w mojej pracy, a nie jako obowiązkowej podstawy (która jest potrzebna, gdy chcemy być psychologiem z zawodu).

Wady i zalety samoedukacji

Pójście ścieżką samoedukacji w tej dziedzinie miało swoje wady i zalety. Dlaczego?

1. Program nauczania. Z jednej strony, nie miałem bezpośredniego dostępu do gotowego, przemyślanego programu edukacji psychologicznej. Musiałem włożyć wysiłek w zdobycie odpowiedniej literatury i w ułożenie procesu nauki w jakiś sensowny proces.

Z drugiej strony nie musiałem iść tą samą drogą, którą idą setki i tysiące studentów psychologii. Zdaję sobie sprawę z tego, że pierwsze lata na tego typu studiach stanowią pewien fundament i to normalne, że wszyscy uczą się tego samego. Później są specjalizacje i każdy wybiera odpowiedni dla siebie kierunek, ale to wciąż ograniczona liczba z góry narzuconych, ustalonych ścieżek.

W efekcie wielu absolwentów psychologii w żaden sposób nie wyróżniają się unikalną wiedzą i doświadczeniem (oczywiście nie dotyczy to studentów, którzy aktywnie poszerzają swoje zainteresowania – niestety tych jest zdecydowana mniejszość). A szkoda, bo spektrum ludzkich osobowości i zaburzeń mentalnych jest tak bardzo zróżnicowane, jak wiele jest ludzi na świecie.

Brak tej różnorodności wśród specjalistów sprawia, że czasami trudno jest znaleźć osobę lub metodę, która pomoże nam poradzić sobie z tym, co nas gryzie.

Plusem mojej sytuacji był fakt, że mogłem samodzielnie dobierać sobie program samo-nauczania. Mogłem wybrać te koncepcje i teorie, o których na studiach z psychologii w ogóle nie ma mowy. Jednym z przykładów jest teoria subosobowości, której poświęciłem w swojej książce cały rozdział i która stała się podstawą dla mojej ulubionej metody pracy indywidualnej.

Podobnie było z moimi studiami z zarządzania. Dopiero, gdy skończyłem studia i miałem więcej czasu na rozwój w zakresie rozwijania swojej firmy, poznałem mnóstwo wartościowych i odkrywczych koncepcji dotyczących zarządzania firmą, o których nigdy nie usłyszałem na uczelnianych wykładach.

Są też kierunki studiów, w ramach których program nauczania jest wręcz szkodliwy dla młodych adeptów danej dziedziny.

Dobrym przykładem tego mogą być niektóre uczelnie prowadzące studia z pedagogiki. Znam kilku studentów, według których ich studia mają w dużej mierze na celu wtłoczyć do głów przyszłych nauczycieli zasady obecnego, beznadziejnego systemu edukacji. Zamiast uczyć o tym jak działa psychika dzieci i czego one naprawdę potrzebują w świetle najnowszych badań, uczy się tam o tym, w jaki sposób niszczyć ich osobowość za pomocą przestarzałych metod dydaktycznych. Na szczęście są również studia pedagogiczne przepełnione dobrymi i wartościowymi ideami.

 

12

 

2. Aktualna wiedza. Wymagana na studiach literatura nie jest aktualizowana na bieżąco i na wielu kierunkach ludzie uczą się z książek sprzed wielu, wielu lat. Najnowsze badania często są pomijane i absolwenci opuszczają mury uczelni z przestarzałą wiedzą. Podobnie jest z psychologią, przynajmniej na większości znanych mi uczelni. Neuronauki przeżywają rozkwit i praktycznie każdego dnia dowiadujemy się czegoś nowego o ludzkiej psychice.

To samo tyczy się ekonomii i zarządzania.

Na pierwszym i drugim roku musiałem uczyć się na pamięć przestarzałych koncepcji, które niewiele mają wspólnego z tym jak działają innowacyjne firmy w dzisiejszym świecie. Nikt nie opowiedział nam na przykład o koncepcji samozarządzania czy turkusowych firmach, w których nie ma hierarchii czy tradycyjnie rozumianego szefa.

Oczywiście nie oznacza to, że “stare” książki są złe.

Jest wśród nich mnóstwo perełek. Sam bardzo sobie cenię pracę Fritza Perlsa, twórcy psychologii i terapii Gestalt, którą sformułował już w latach 50’. Wiele takich książek stało się fundamentem tego, jak dzisiaj rozumiem ludzką psychikę. Nie zmienia to jednak faktu, że bez aktualnej wiedzy nasze zrozumienie człowieka jest bardzo ograniczone. Ucząc się psychologii samodzielnie miałem więc wolność w dobieraniu materiałów merytorycznych – zarówno tych, które budują podstawy tej dziedziny, jak i tych, które w obecnych czasach zmieniają nasze spojrzenie na nią.

3. Interdyscyplinarność. Mocno wierzę w to, że zgłębianie różnych dziedzin życia jest podstawą ludzkiej inteligencji. Oddzielanie od siebie poszczególnych przedmiotów w szkołach jest błędem, bo gdy nie widzimy jak na przykład biologia łączy się z psychologią, mamy bardzo ograniczoną perspektywę i trudno jest nam zrozumieć istotę tego, jak działa ludzka psychika.

W moim przypadku biegłość w matematyce również okazała się niezwykle przydatna. Matematyka uczy logicznego myślenia, a gdy przyjrzymy się bliżej mechanizmom leżącym u podstaw naszej psychiki – logiczne myślenie bardzo ułatwia ich zrozumienie.

Wiedza na temat zarządzania i biznesu pozwala mi natomiast tworzyć i realizować projekty, dzięki którym mogę wprowadzać moje idee związane ze światem psychologii w rzeczywistość. Świat potrzebuje teraz interdyscyplinarnych umysłów i warto, abyś rozważył łączenie wiedzy i umiejętności, które niekoniecznie na pierwszy rzut oka muszą do siebie idealnie pasować.

Zbyt często ograniczamy się do wiedzy z dziedziny, która jest zgodna z naszą ścieżką edukacji. Gdy studiujemy, wymaga się od nas poświęcania mnóstwa czasu na tę jedną dziedzinę i brakuje nam przestrzeni do odkrywania innych nauk.

 

Fist Bump Colleagues Collaboration Teamwork Concept

 

Są jeszcze dwie rzeczy, które uznałbym za wady wybranej przeze mnie ścieżki. Po pierwsze, nie miałem bezpośredniego dostępu do wiedzy autorytetów w tej dziedzinie (dotyczy tylko dobrych uczelni). Po drugie, nie miałem bieżącego kontaktu z innymi studentami, dla których psychologia jest interesująca. Na szczęście udało mi się te braki zastąpić w inny sposób. Z autorytetami rozmawiałem na warsztatach o tej tematyce, a ludzi zainteresowanych ludzkim umysłem poznawałem na organizowanych przeze mnie spotkaniach i mini-szkoleniach.

Ktoś mógłby zapytać – jaką mamy pewność, że studiując samodzielnie, wybierzemy odpowiednie, rzetelne materiały? Nie mamy. Napiszę o tym więcej w dalszej części artykułu.

Ktoś inny mógłby zapytać – czy żałuję tego, że przez 5 lat studiowałem coś, czym ostatecznie się nie zająłem? Nigdy w życiu. Moje studia były wspaniałym doświadczeniem. Nauczyłem się mnóstwa rzeczy, które stosuję w swojej codziennej pracy. Wiedza na temat psychologii biznesu, marketingu i zarządzania przedsiębiorstwem pozwoliły mi zbudować świetnie funkcjonującą firmę (Life Architect) i dotrzeć ze swoim przekazem do setek tysięcy ludzi.

Studiowanie dwóch dziedzin równolegle dało mi unikalne połączenie umiejętności, dzięki którym mogę spełniać się w swojej pracy.

O czym świadczy tytuł magistra?

Przenieśmy się w czasie o parę lat do przodu. Obecnie zatrudniam 8 osób i regularnie odbywam rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami na staż lub pełnoetatową pracę w Life Architect. Co dla mnie, jako dla pracodawcy, oznacza tytuł magistra?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, pozwól że zadam inne pytanie – o czym świadczy oraz o czym nie świadczy fakt, że ukończyłeś studia?

To, o czym piszę piszę poniżej nie dotyczy wszystkich zawodów i kierunków studiów. W niektórych przypadkach ze względu na charakterystykę zawodu studia są absolutnie konieczne i samoedukacja nie byłaby wystarczająca. Przykładem mogą być studia medyczne i zawód lekarza.

Chciałbym jeszcze dodać, że celem tego artykułu nie jest zachęcanie przyszłych lub obecnych studentów do rezygnowania ze studiów. Wręcz przeciwnie, jego celem jest zachęcenie do podejmowania świadomych, dobrych dla siebie decyzji. W dalszej części artykułu opowiem o tym, w jaki sposób podjąć decyzję o tym, jaką ścieżkę edukacji dla siebie wybrać.

Zacznijmy od tego, o czym zwykle świadczy posiadanie tytułu “magistra”:

  • O tym, że chodziłeś na zajęcia (przynajmniej częściowo), trochę się uczyłeś i zdałeś egzaminy oraz napisałeś pracę magisterską.

I to by było na tyle. NIC WIĘCEJ. Całe reszta to tylko zestaw wyuczonych skojarzeń i społecznie kultywowanych założeń, które równie dobrze mogą okazać się zupełnie błędne.

Żeby było jasne – nie chodzi mi o to, że wszyscy robią na studiach tylko i wyłącznie to, o czym wspomniałem wyżej. Studia dają spore możliwości. Niestety wielu z nich nie korzysta ograniczając swoją uczelnianą przygodę do “odklepywania” zajęć. W związku z tym fakt, że studiowałeś, nie mówi Twojemu pracodawcy o tym, co tak naprawdę z tych studiów wyciągnąłeś.

 

Celebration Education Graduation Student Success Learning Concept

 

O czym natomiast NIE świadczy fakt, że jesteś (lub będziesz) “magistrem”?

  • Nie świadczy o tym, czy temat Twoich studiów był dla Ciebie interesujący, czy nie. Tak naprawdę nie wiadomo czy wybrana dziedzina jest czymś, czego lubisz się uczyć. Równie dobrze możesz mieć jej dość i uczysz się tylko po to, aby mieć w przyszłości dyplom i jakąś w miarę przyzwoitą pracę. Nie wiadomo, czy w swojej pracy będziesz poszerzał swoją wiedzę (a co jest absolutną koniecznością w dzisiejszym świecie), czy raczej będziesz się opierał na przestarzałej wiedzy akademickiej.
  • Nie świadczy również o tym, czy miałeś dobre oceny czy może wręcz beznadziejne. Równie dobrze mogłeś przecież uczyć się tylko potrzebnego minimum, które po każdym egzaminie znikało z Twojej pamięci krótkotrwałej równie szybko, jak się tam pojawiło. Być może w trakcie ćwiczeń grupowych polegałeś na towarzyszach ze swojej grupy, podpisując się pod pracą zespołu swoim nazwiskiem. Znałem wiele osób, które ukończyły studia dokładnie w taki sposób.
  • Nie świadczy o tym, że masz aktualną wiedzę. Pisałem już o tym wcześniej, ale powtórzę – w programach nauczania uczelni wyższych rzadko kiedy bierze się pod uwagę najnowsze badania z danej dziedziny (chyba, że mamy szczęście trafić na dobrego wykładowcę), a posiadanie tytułu “magistra” nie oznacza, że brakującą wiedzę zdobywaliśmy na własną rękę.

Biorąc to wszystko pod uwagę ktoś, kto nie był na studiach, a przez 5 ostatnich lat zgłębiał z pasją swoje zainteresowania, zdobywał wiedzę na tyle skutecznie, że szczęśliwie trafiała ona do pamięci długotrwałej oraz aktywnie działał i praktykował wszystko, czego się nauczył, może (choć nie musi) mieć istotną przewagę nad kimś, kto po prostu – był na studiach.

Bądźmy ze sobą szczerzy – to, że byłeś / jesteś / będziesz na studiach NIE ŚWIADCZY o tym, czy jesteś lub będziesz wartościowym pracownikiem.

Zaufanie pracodawcy / klientów

W jaki sposób możesz więc przekonać swojego pracodawcę lub swoich klientów, aby Ci zaufali? To ważne pytanie, bo jeśli poznasz na nie odpowiedź, będziesz mógł trafniej odpowiedzieć na pytanie “czy studia są dla mnie?”.

Opowiem Ci, jak wygląda to u mnie. Przede wszystkim, w ogóle nie skupiam się na tym, aby kogokolwiek do czegokolwiek przekonywać. Zamiast tego, kieruję całą swoją uwagę na rozwój swoich własnych kompetencji i na to, aby robić to, co robię, najlepiej, jak potrafię.

Już się przyzwyczaiłem do tego, że osoby decydujące się na współpracę ze mną prawie nigdy nie pytają mnie o moje wykształcenie. To nie ma dla nich znaczenia, ponieważ większość z nich, zanim zapisała się na sesję coachingową lub warsztat, poświęciła czas na to, aby poznać moją pracę. Moja wiedza, moje podejście oraz moje metody pracy są dostępne na wyciągnięcie ręki – za darmo, na tym blogu.

 

123

 

Fundamentem dla zaufania są więc realne umiejętności, etyka oraz efekty w mojej pracy, a nie pusta etykieta, papier czy błyszczące odznaczenie. Nie jestem psychologiem, a w przypadku innych form pomocy psychologicznej wystarczy mi konkretny certyfikat (np. akredytacja dla coacha) czy rzetelnie udokumentowane, wieloletnie doświadczenie w pracy z ludźmi.

Co ciekawe, nie spotkałem się jeszcze z tym, aby dla kogoś problemem był fakt, że nie ukończyłem studiów psychologicznych. Odpowiedź: “jestem magistrem ekonomii, a psychologię studiuję we własnym zaciszu domowym od ostatnich 10 lat” jest dla wszystkich w pełni satysfakcjonująca (nie zmienia to faktu, że chcę się dalej kształcić). Chcę zostać psychoterapeutą i mieć możliwość jeszcze głębszej pracy z ludźmi. Aby to robić, potrzebne mi jest odpowiednie wykształcenie (4-letnie studia) i z pełną świadomością chcę iść tą drogą).

To samo podejście towarzyszy mi gdy jako przedsiębiorca prowadzę rozmowy rekrutacyjne.

Zawsze zachowuję odpowiedni dystans do tego, co widzę w CV. Najważniejszy jest człowiek, który przede mną siedzi. Oczywiście tytuł magistra to coś, co mogę liczyć jako “plus”, jednak osoby bez tego tytułu w żadnym wypadku nie są na straconej pozycji. Ukończenie studiów przez kandydata na określone stanowisko jest dla mnie punktem odniesienia do rozmowy o zainteresowaniach, planach zawodowych i aktywności w czasie studiów. W ten sposób mogę dowiedzieć się, jak ktoś traktował ten czas i co faktycznie udało mu się z tej przygody wyciągnąć.

Niestety wciąż istnieje wielu pracodawców, dla których taki tytuł będzie wyznacznikiem “wartości” pracownika. Pytanie tylko, czy u takiego pracodawcy chcesz pracować. Jakiego wolałbyś mieć szefa – takiego, którego interesuje tylko to, czy ukończyłeś studia, czy takiego, który zwraca uwagę na Twoją osobowość i umiejętności?

Dlaczego masowo studiujemy?

Kluczem do mądrego wyboru swojej edukacyjnej ścieżki jest świadome spojrzenie na swoją obecną sytuację. Spojrzenie z perspektywy tego, czego tak w ogóle chcemy od naszej przyszłej kariery. Dopiero taka perspektywa pozwoli nam zdecydować, czy studia to coś dla nas, czy niekoniecznie.

Zacznijmy więc od tego, dlaczego w ogóle większość z nas decyduje się na studia? Najczęściej są to trzy powody:

1. Bo jest to dla nas naturalna kolej rzeczy. To ścieżka, którą w oczywisty sposób idą wszyscy. Jest to pewnego rodzaju owczy pęd – niektórym jest wręcz głupio się wyłamać z tego trendu. A często po prostu nie wiemy co innego mielibyśmy ze sobą zrobić.
2. Bo warto mieć dyplom, który jest potwierdzeniem wiedzy i kompetencji. To coś, czego zwykle oczekuje pracodawca, więc skoro chcemy mieć dobrą pracę to musimy mieć tytuł magistra / inżyniera / itp.
3. Bo wymagają tego od nas rodzice i inne bliskie nam osoby. Wywierają na nas presję, a niekiedy nawet szantażują nas emocjonalnie.
4. Bo naprawdę chcemy się czegoś nauczyć.

Z moich obserwacji wynika, że najsilniej wpływają na nas pierwsze trzy powody. Często podejmujemy przez to błędne decyzje, nie tylko co do tego czy faktycznie iść na studia czy nie, ale również jeśli chodzi o wybór konkretnego kierunku studiów.

 

321

 

Pierwszy powód zmusza nas do pójścia ścieżką edukacji, którą już rozpoczęliśmy (na przykład jeśli byliśmy w klasie biol./chem., mamy dość ograniczony wybór kierunków studiów związanych z tymi dziedzinami). Drugi powód sprawia, że nie przykładamy aż tak dużej wagi do wyboru, bo przecież potrzebujemy tylko dyplomu. Trzeci powód natomiast jest związany często z tym, jakie wyobrażenie na temat naszej przyszłości mają w głowach nasi rodzice i inne bliskie nam osoby.

Spróbujmy teraz rozprawić się ze wspomnianymi wyżej punktami.

1. Pierwszy powód w oczywisty sposób nie jest żadnym argumentem za tym, aby iść na studia. Jakiekolwiek życiowe wybory nie powinny być efektem owczego pędu, który pozbawia nas zdolności do świadomej refleksji i samoobserwacji. Wyłamanie się z masowego trendu może być początkowo trudne, ale ostatecznie przynosi nam wielką wolność i swobodę w decydowaniu o swoim własnym życiu.

2. Jak już wcześniej wspominałem, w dzisiejszych czasach sam dyplom tak naprawdę o niczym nie świadczy. Ważniejsze są Twoje realne umiejętności i zaangażowanie w to, co robisz. Ważna jest Twoja osobowość – to, czy jesteś osobą otwartą, komunikatywną, zmotywowaną, z dużą inicjatywą i chęcią rozwoju. W wielu miejscach pracy to kluczowe cechy osobowości.

Dlatego praca nad sobą i rozwijanie umiejętności psychospołecznych mogą (ale nie muszą, dużo zależy od konkretnego zawodu) mieć dużo większe znaczenie w rozwijaniu swojej kariery niż zdobywanie kolejnego, mało znaczącego papieru. W rozwijaniu tych kompetencji, które dla pracodawcy okazują się często kluczowe, mogą Ci pomóc te kursy: Uwolnij się od stresu (15-dniowy), Trening asertywności (10-dniowy), Inteligencja emocjonalna (15-dniowy).

3. Rodzinnym wpływom często ulegamy dlatego, że A) łatwiej jest nam posłuchać kogoś innego i zrzucić odpowiedzialność za ten wybór na niego, zamiast podjąć samodzielną, świadomą decyzję o sobie; B) traktujemy innych jako osoby, które lepiej niż my sami wiedzą, co jest dla nas dobre; C) pragniemy akceptacji naszych bliskich, a niezaspokojenie oczekiwań innych może sprawić, że zabraknie akceptacji z ich strony; D) rodzice stawiają nam ultimatum mówiąc, że zapewnią nam dach nad głową i kieszonkowe tylko wtedy, gdy będziemy studiować.

Jak możemy na to spojrzeć w inny sposób?

A) Decyzję ostatecznie i tak podejmujesz Ty. Na samym początku decydujesz o tym, czy wybierzesz swoją ścieżkę sam, czy może posłuchasz kogoś innego. W tym drugim przypadku pozbawiasz się kontroli nad swoim życiem. Dlatego zanim wybierzesz kierunek edukacyjnej ścieżki, zrób krok w tył i zastanów się, w jaki sposób chcesz poznać odpowiedzi na swoje pytania. Czy będziesz szukał odpowiedzi w sobie, czy u innych?

B) Nikt nie zna nas lepiej, niż my sami. Nikt nie ma dostępu do naszych pragnień, zapomnianych marzeń i osobistych preferencji. Rady i sugestie innych ludzi są jedynie ich własną projekcją tego, co w ich rozumieniu jest dobrą dla nas decyzją.

C) Brak akceptacji przy braku posłuszeństwa to zwykły szantaż emocjonalny, na który nie powinieneś się godzić. Jeśli ta osoba faktycznie przestanie Cię lubić po tym, jak pokażesz jej, że masz odwagę do bycia sobą, proponuję odpuścić sobie tę relację. W większości przypadków jednak odpuści fochy, gdy tylko zobaczy, że w ten podstępny sposób nie wpłynie na Twoją decyzję.

D) Tutaj konieczna jest rozmowa (czy raczej seria długich rozmów) z rodzicami, w trakcie których wytłumaczysz im od A do Z motywy swojej decyzji i przedstawisz im dokładny i sensowny plan swoich działań. Pomóż im zrozumieć, że to co robisz jest przemyślane i że to dobra droga dla Ciebie.

 

2

 

Z trzech wyżej opisanych powodów (owczy pęd, dyplom jako potwierdzenie kompetencji i bliscy), tylko ten środkowy jest warty uwagi, i to tylko w niektórych przypadkach. Jeśli charakter Twojego wymarzonego zawodu rzeczywiście tego wymaga i nie ma opcji, aby dostać dobrą pracę bez ukończonych studiów (gdy przykładowo chcesz zostać lekarzem lub inżynierem) – wtedy studia są bez wątpienia dobrą decyzją.

“Chcę się czegoś nauczyć”

We wszystkich pozostałych przypadkach, jedynym powodem, który Cię powinien interesować przy podejmowaniu decyzji o pójściu na studia jest powód nr. 4, który dotyczy naszej naturalnej motywacji do tego, aby się czegoś nauczyć. Pytanie więc brzmi, czy studia, o których myślisz, faktycznie pomogą Ci w rozwoju swojej wiedzy i umiejętności, czy Ci to jedynie utrudnią? To pytanie, na które znalezienie odpowiedzi nie jest takie proste.

Jeśli nie znasz jeszcze konkretnego kierunku rozwoju, który chciałbyś obrać, zawsze możesz skupić się na różnych dziedzinach i umiejętnościach, które czujesz, że mogą Ci być w przyszłości przydatne. Nie zmuszaj siebie na tym etapie do podejmowania decyzji o ścieżce kariery, jeśli jeszcze nie jesteś na to gotowy. Skup się na tym, co w danej chwili Cię naturalnie interesuje i tam skieruj całą swoją uwagę.

Studia mogą być świetnym sposobem na wniesienie swojego rozwoju na nowy poziom. Mogą być przestrzenią poznawania nowych ludzi, angażowania się w różne projekty i uczenia się wartościowych rzeczy od inspirujących ludzi.

Niestety mogą też być dla Ciebie hamulcem. Mogą być nudne i niepraktyczne. Mogą pożerać mnóstwo czasu, który mógłbyś poświęcić na dynamiczny rozwój osobisty i zawodowy.

Ma na to wpływ wiele czynników:

  • Ludzie, którzy na danej uczelni pracują,
  • Forma zajęć, które prowadzą,
  • Wsparcie lub jego brak w znalezieniu miejsca na dobre praktyki,
  • Opcje zaangażowania się w dodatkowe projekty i organizacje studenckie,
  • To, na ile Ty sam wykorzystasz dostępne w trakcie studiów okazje.

Przed podjęciem decyzji o złożeniu papierów na daną uczelnię warto dowiedzieć się, jak to wygląda w rzeczywistości. Nie ma lepszej drogi do zrealizowania tego celu, niż rozmowa ze studentami z różnych grup, specjalności i kierunków. Jeśli nie chcesz wybrać się do budynku uczelni i zagadywać przypadkowych studentów, możesz równie dobrze znaleźć uczelniane grupy na Facebooku i zadać tam parę pytań. Im więcej informacji zdobędziesz, tym lepszą decyzję będziesz w stanie podjąć.

Nie-studiowanie

Jeśli nie czujesz, aby pójście na studia było dla Ciebie dobrą drogą, poważnie rozważ zrezygnowanie z tej opcji. To nic wielkiego. To nie jest tak bardzo odjechany pomysł, jak mogłoby się wydawać jeszcze kilkanaście lat temu. Możesz zagospodarować ten czas w bardzo mądry sposób i wycisnąć z niego wszystkie soki. Poza murami uczelni znajdziesz mnóstwo okazji do wartościowego rozwoju. Możesz między innymi:

  • pojechać w krótszą lub dłuższą podróż (najlepsza szkoła życia, jaką możesz sobie wymarzyć),
  • wybrać się na praktyki do kilku miejsc i dowiedzieć się, w jakiej pracy czujesz się najlepiej,
  • przeczytać tony interesujących Cię książek,
  • zaangażować się w działalność organizacji pozarządowych,
  • zacząć prowadzić swojego bloga lub zrobić pierwsze kroki we własnym biznesie.

 

4

 

Dla wielu taka droga może wydawać się wręcz przerażająca, co zwykle wynika ze strachu przed koniecznością samodzielnego organizowania swojego czasu. Niestety nie wszyscy będą gotowi na świadome i sensowne planowanie tak ogromnej ilości wolnego czasu.

Dla innych jest to po prostu niemożliwe ze względów finansowych. Nie wszyscy rodzice będą skorzy do wspierania pomysłów, które leżą tak daleko poza ich własną strefą komfortu. Poza tym, poza murami uczelni nie masz dostępu do stypendiów, które mogą Ci pomóc opłacić czynsz za mieszkanie czy poradzić sobie z innymi kosztami codziennego życia.

Dlatego nie-studiowanie nie jest dla wszystkich.

Wybierz tę drogę tylko w sytuacji, w której wiesz, że możesz sobie na to pozwolić i naprawdę dobrze wykorzystasz te 5 lat. Że nie będzie to czas zmarnowany. Że zgromadzisz mnóstwo doświadczeń, które wypełnią Twoje serce wspomnieniami a umysł nowymi horyzontami. Które uczynią Cię wewnętrznie bogatym.

Żeby było to możliwe, będziesz potrzebował sporych pokładów motywacji do samodzielnej nauki, rozwoju i aktywnego działania. Jeśli jej nie masz, zastanów się, dlaczego Ci jej brakuje? Czy Twoją energię życiową blokuje Twoje myślenie? Niewyrażone emocje? Brak atrakcyjnego celu? Zastanów się, czego naprawdę chcesz od życia i dopiero potem zajmij się za decyzje związane ze ścieżką edukacji.

W innym przypadku lepiej będzie przerzucić organizację Twojej nauki na zewnątrz (na uczelnię) i faktycznie coś zrobić, zamiast spędzić 5 lat na graniu w gry komputerowe i oglądaniu seriali.

Co teraz?

1. Jako osoba, która dopiero wybiera się na studia (lub nie) – przeanalizuj swoją obecną sytuację (czy wiem, w jakim kierunku chcę się rozwijać? Czy wolę to robić sam, czy wolę, aby ktoś dał mi edukację w tym zakresie?) i pomyśl o planach, jakie masz wobec przyszłości.

Daj sobie czas na refleksję i skup się na tym, czego chcesz Ty sam. Podejmij decyzję o tym, czy iść na studia czy nie. Jeśli tak – jakie? Jeśli nie, jak zagospodarujesz ten czas?

2. Jako osoba, która już studiuje – nie przywiązuj się tak bardzo do tego, że Twój kierunek studiów determinuje to, co będziesz robić później. Może tak być, ale nie musi. Równie dobrze możesz wziąć ze sobą zestaw nowych umiejętności i wnieść go do zupełnie innej, nowej dziedziny. Możesz (tak jak ja) studiując jedno, samodzielnie uczyć się czegoś innego.

Możesz też zmienić studia, jeśli to konieczne. Nie bój się odważnych kroków, jeśli będą miały zbawienny wpływ na całą Twoją przyszłość. Przed Tobą kilkadziesiąt lat pracy i gwarantuję Ci, że będziesz dużo szczęśliwszy, jeśli nie będzie to dla Ciebie tylko praca, ale również przyjemność.

Aby zaplanować swoją dalszą drogę jeszcze w trakcie studiowania, koniecznie przeczytaj artykuł 7 sposobów na zaplanowanie ścieżki kariery na studiach lub rozpocznij 30-dniowy program planowania swojej przyszłości Life Architect BOX – Zaprojektuj swoje życie i działaj.

3. Jako osoba, która już jest po studiach – jeśli lubisz swoją pracę, gratuluję! Należysz do wyjątkowo małego procenta ludzi zawodowo szczęśliwych.

Jeśli nie, nie bój się zmian, niezależnie od tego, ile lat zainwestowałeś w edukację w określonym kierunku. Prawdopodobnie masz przed sobą jeszcze dobre paręnaście lub parędziesiąt lat pracy i szkoda byłoby marnować się w miejscu, w którym nie czujesz się dobrze.

Przygotowanie się do pracy w innej branży to kwestia od roku do trzech lat edukacji (nawet, gdybyś miał poświęcić na to tylko pół godziny dziennie lub dwie godziny tygodniowo). W wielu przypadkach taka edukacja nawet nie jest konieczna, bo Twoja komunikatywność, otwartość i chęć do rozwoju może sprawić, że świadomy pracodawca zatrudni Cię, inwestując w wieloletniego i wartościowego pracownika, który może się nauczyć wszystkiego. Osobowość jest ważniejsza od treści CV.

 

3212

 

Na koniec mam jeszcze dla Ciebie kilka luźnych refleksji:

– Minusem studiów jest też to, że musisz wybrać swoją ścieżkę życiową na etapie, na którym możesz wcale nie wiedzieć co chcesz w życiu robić. W pewien sposób skazujesz się na daną ścieżkę (choć oczywiście nie jesteś skazany na nią, ale wiele osób tak to traktuje i w ich głowach niemożliwe jest skierowanie się na inną ścieżkę po wyborze kierunku studiów) co jest głupotą. Dlatego jeśli chcesz iść na studia to wybieraj nie tyle to co chcesz w życiu robić, ale to czego na dany moment chcesz się w życiu nauczyć. Rozważ też opcję zrobienia 3 lat licencjatu z czegoś, + 2 lat magistra z czegoś innego.

– Prawdą jest, że studiowanie daje Ci dużo większe możliwości niż tylko uczęszczanie na wykłady. Zaangażowanie w rozmaite projekty to prawdziwa szkoła życia (sam spędziłem rok w parlamencie studenckim), a organizacje studenckie często umożliwiają podróżowanie i poznawanie ciekawych ludzi.

Jednak nie jest to prawda, że bez studiów takich możliwości zupełnie nie ma. Na każdym etapie swojego życia możesz zostać wolontariuszem w organizacjach zajmujących się najróżniejszymi, ważnymi dla ludzi i świata sprawami. To niezwykle wzbogacające i pouczające doświadczenie. Możesz też pomagać znajomym w ich projektach i w ten sposób uczyć się w praktyce nowych umiejętności. Zaangażowanie to sposób myślenia i działania i to, czy zaczniesz uczyć się poprzez praktykę zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, a nie od tego, czy ktoś zaoferuje Ci takie możliwości.

– Niezależnie od tego jaką ścieżkę edukacji wybierzesz, zawsze pamiętaj o samoedukacji. Jakiś czas temu stworzyłem o tym wpis na blogu, który jest zbiorem najróżniejszych miejsc w internecie, w których możesz znaleźć wartościowe, darmowe kursy. Dotyczą one tematyki języków obcych, informatyki, biznesu i tak naprawdę każdej dziedziny, którą możemy znaleźć w szkolnym czy uczelnianym programie. Zajrzyj do artykułu Samoedukacja w praktyce, czyli skąd czerpać wiedzę?

 

Mam nadzieję, że ta garść refleksji pomoże Ci podjąć świadomą i dobrą dla siebie decyzję o tym, co dalej z Twoją edukacyjną i zawodową ścieżką. Pamiętaj o tym, aby najpierw odciąć się od tego, co “powinno” się robić, a następnie zajrzeć w głąb siebie i znaleźć odpowiedź na pytanie – “co jest dla mnie dobre?”.

Podziel się w komentarzach swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Twoje refleksje bez wątpienia mogą się okazać bardzo pomocne dla tych, którzy stoją przed wyborami, które Ty już masz za sobą.

Zostaw komentarz

  • Cały problem ze studiami jest taki, że jesteśmy zbyt mało doświadczeni życiowo w momencie podejmowania decyzji o wyborze kierunku studiów. W krajach zachodniej Europy lub w USA popularne jest zrobienie sobie roku przerwy między ich odpowiednikiem liceum i studiami. Ludzie wtedy podróżują i próbują różnych zawodów. Doświadczają dorosłego życia na własnej skórze i łatwiej im podjąć decyzję. W naszym kraju głownie ze względów ekonomicznych jest to raczej mało popularne. Dużo ludzi traktuje studia jak odłożenie dorosłości o kilka lat.

    • Zgadza się, rok przerwy to świetny pomysł dla osób, które chcą studiować, nie tracąc jednocześnie możliwości zrobienia czegoś dla siebie.

  • Ewa

    Ja próbowałam kilku kierunków studiów i wszystkie porzucałam po jakimś czasie, bo czułam, że to nie jest to, co chcę robić do końca życia, a nie interesuje mnie robienie czegoś dla samego ‚papierka’. Faktem jest, że najlepiej wspominam organizacje studenckie, w których działałam. Niesamowita przygoda, niezapomniane chwile i odnalazłam tam swoją pasję do Wolontariatu. Obecnie mam 25 lat, pracuję w handlu (za coś muszę żyć) i oczywiście nienawidzę tej pracy. Nie poddaję się jednak, dalej szukam swojej pasji w życiu, ale już nie na uczelniach, ale właśnie w samokształceniu i rozwoju osobistym. Na studia pójdę tylko wtedy, kiedy dojdę co tak naprawdę chcę w życiu robić i będę chciała tam pogłębić swoją wiedzę.
    Na pierwsze studia poszłam oczywiście w owczym pędzie, bo szli wszyscy i żeby zaimponować Tacie, który pchał mnie na ‚przyszłościowe’ studia, jak np. matematyka, którą w liceum lubiłam, ale nie jest to coś, czemu chcę się poświęcić.
    Osobiście nie miałam pomysłu, co chcę w życiu robić, więc słuchałam się innych. Na szczęście zaczęłam interesować się rozwojem osobistym i przemyślałam wiele rzeczy w moim życiu.
    Co najśmieszniejsze, po porzuceniu studiów, Tata obraził się na mnie na kilka miesięcy, jednak potem mu przeszło :)
    Bardzo polecam próbowania różnych rzeczy w życiu, szukania pasji, popełniania wielu błędów i nie żałowania niczego :)
    Z mojego punktu widzenia: nawet jeśli te poszukiwania zajmą mi w sumie 10 lat, to i tak zostanie mi prawdopodobnie jeszcze ok. 50 lat szczęśliwego życia :)

    • Ewa, i to jest dobre podejście! Poszukiwania mogą trwać, ale jeśli mamy perspektywę tego ile jeszcze przed nami, nawet jeśli znajdziemy dopiero za parę lat, odnajdziemy w sobie cierpliwość i spokój i zaczniemy czerpać radość z każdego etapu drogi, na której jesteśmy.

  • Długo, ale za to podszedłeś do tematu z każdej strony. Ja również studiowałam zarządzanie, później marketing, a psychologia jest moją pasją. Co mnie teraz boli – jedna z trzech wspomnianych przez Ciebie rzeczy: dyplom jako potwierdzenie kompetencji. Na szczęście udało mi się połączyć wiedzę marketingową z psychologią i znaleźć coś, co zaczynam tworzyć z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. Dyplomy dorabiam, a dodam, że nie jest mi łatwo, czterdziestka czai się za zakrętem :-) To czego się nauczyłam, doświadczyłam jest już moje i zamierzam to wykorzystać.
    A skoro wracasz do regularnego pisania – może coś dla malkontentów, którzy uważają, że w pewnym wieku nie warto się już uczyć?

    • Magda, wygląda na to, że Ty takiego artykułu wcale nie potrzebujesz, ale dziękuję za pomysł i inspirację. Faktycznie ciekawy pomysł na tekst :)

  • SyntiaPisze by Syntia Grochows

    Ten wpis spadł mi z nieba! :) Niesamowite, wszystko idealnie opisane! Jestem pod mega wrażeniem, naprawdę. Ja niedawno skończyłam szkołę, zdałam maturę, ale do pracy nie poszłam bo zaszłam w ciążę i tak już minie niedługo 3 lata jak ‚siedzę w domu’. To najlepsze trzy lata mojego życia ponieważ skupiłam się na sobie, postawiłam na samorozwój, ustaliłam sobie jak chcę się rozwijać. Przez najbliższe lata mam zamiar pracować jako copywriter i jednocześnie nadal poszerzać swoją wiedzę na temat psychologii, ponieważ jest to coś co po prostu kocham całą sobą. Równocześnie prowadzę bloga o tematyce lifestyle/rozwój osobisty/psychologia. Traktuję to jako dzielenie się swoją pasją, motywuję, otwieram oczy, a także w przyszłości będzie on moją wizytówką oraz swego rodzaju portfolio. Jak uda mi się zarobić jako copywriter, a później z bloga to w przyszłości niewykluczone, że pójdę na studia psychologiczne, lecz na razie leże to w odległych planach ponieważ studia nigdy nie leżały w obrębie moich ambicji. Psychologię zamierzam nadal zgłębiać aby realizować się w przyszłości jako coach. To moje przeznaczenie, wiem to i zamierzam je realizować :)

    Pozdrawiam Cię Michale i skromnie zapraszam Ciebie do odwiedzin mojego bloga :)

    Ps. Jeszcze raz dziękuję za ten wpis, i za każdy inny. Są skarbnicą wiedzy!

    • Syntia, gratuluję ciekawych pomysłów na siebie i trzymam kciuki, aby wszystko się udało :)

  • Ponieważ studiowanie jest czynnością masową, dyplom uczelni ma dużo mniejszą rangę niż 30 lat temu. Jednak, mimo wszystko, poradziłbym młodym ludziom, aby studiowali. Żyjemy w Polsce, gdzie dla większości firm dyplom wyższej uczelni jest niezwykle ważny. Można wypaść z procesu rekrutacyjnego, gdy tego dyplomu się nie ma. Natomiast poradziłbym też aby wybrali kierunek studiów w dziedzinie, która ich interesuje, nie patrząc na to czy po tych studiach jest praca, czy jej nie ma. Znam filozofów, którzy robią fantastyczne rzeczy, przyzwoicie zarabiają i pracują w dziedzinie bliskiej ich kierunkowi studiów. Z drugiej strony po studiach i tak prawdopodobnie kilkakrotnie zmieni się nie tylko pracę, ale i zawód, więc na studia trzeba patrzeć, jako na etap nauki, a nie jej finał. We współczesnym świecie trzeba się cały czas rozwijać, a przekwalifikowanie się nie jest problemem. Ja zmieniałem zawód już czterokrotnie

    • Dawid, bardzo cenna wskazówka, aby iść na studia zgodne ze swoimi zainteresowaniami, nawet jeśli nie są „przyszłościowe”. Jeśli uczymy się tego, co nam naprawdę sprawia przyjemność, będziemy w tym dobrzy, a to podstawa do tego, aby znaleźć ciekawą i satysfakcjonującą pracę – nawet, jeśli nie będzie to standardowy zawód będący naturalną kontynuacją naszych studiów. Jest mnóstwo ciekawych dziedzin związanych z pozornie nie przyszłościowymi studiami i wszystko jest kwestią zaangażowania w poszukiwaniu inspirującego miejsca pracy.

    • Znam kilka osób, które po takich „nieprzyszłościowych” studiach pracują na wysokich stanowiskach w „przyszłościowych” branżach, często w marketingu. Pracodawcy bardzo cenią u nich szerokie spojrzenie, kreatywność, umiejętność wychodzenia poza schematy i wszystkim znane prawdy. U Kena Robinsona czytałem, że w USA niemały procent menedżerów zatrudnionych w firmach technologicznych w Dolinie Krzemowej ma wykształcenie humanistyczne lub nawet artystyczne.

  • Golden

    Studiowałem zarządzanie przez półtorej roku, jednak rzuciłem to, bo decyzja była podjęta pod wpływem oczekiwań względem mojej osoby, które miał każdy poza mną. Teraz wróciłem do domu rodzinnego, gdzie cieszę się życiem: tworzę wiersze, teksty, artykuły, uczę się gry na gitarze, medytacji, wyrabiania nawyków oraz, mówiąc kolokwialnie, samego siebie. Czasem pomagam mojemu tacie w pracy, ale wiele czasu spędzam też z niezwykłymi ludźmi, których miałem okazję niedawno poznać. Odkryłem także, że świetnie czuję się w mojej samotni.

    Szczerze mówiąc: w głowie mam co najmniej osiem pomysłów na to co dalej. I mimo, że nie jestem pewien, w którą stronę moje życie się potoczy: ubóstwiam ten czas młodości, w którym mogę po prostu cieszyć się życiem. W tej chwili mam ochotę nigdy nie wyrosnąć z tego. Nie mogę się doczekać co dalej.

    Aha – mam 22 lata, chociaż czuję jakbym miał maksymalnie 15. I jestem z siebie dumny. Najbardziej z faktu, że jestem wciąż zmuszony do poszukiwania pieniędzy i kombinuję jak mogę. To wspaniałe. Pozdrawiam wszystkich.

    • Gratuluję decyzji i odwagi do życia w zgodzie ze sobą. Tak trzymaj!

  • BM

    Niesamowite. Odwiedzam Twoją stronę już od kilku lat i ciągle brakowało mi właśnie TEGO wpisu, za który dziękuję i który bardzo mi pomógł. Jako osoba o wielu różnych zainteresowaniach zawsze się panicznie bałam, że studia zamkną mnie w jednej, określonej „szufladzie”. Wiem, że to może dziwne, ale trochę czasu zajęło mi pełne uświadomienie sobie, że studia to nie wyrok :-) Dziękuję za Twoje rady i sugestie, za spojrzenie na problem przez pryzmat własnych doświadczeń i za potwierdzenie, że studia wcale nie muszą determinować naszej ścieżki kariery. Uważam, że ten artykuł jest bardzo cenny i powinno go przeczytać jak najwięcej młodych ludzi, którzy wciąż są na uwięzi przestarzałych przekonań. Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia i życzenia kolejnych wspaniałych artykułów! :-)

    • Cześć,

      dziękuję za komentarz i cieszę się, że artykuł okazał się dla Ciebie tak pomocny. Studia wcale nie muszą determinować naszej ścieżki kariery, mogą ją natomiast bardzo skutecznie wspierać i wzbogacać :) Pozdrawiam!

  • Paula

    Dzięki Michał za super wpis :) Rodzina często bardzo na nas wpływa, ludzie często bardzo się dziwią gdy mówię im że prawdopodobnie nie będę robić tego czego uczyłam się na studiach. Jest to dla nich niewyobrażalne. Po 5 latach, chcę zupełnie się „przebranżowić”, choć nadal nie wiem czy to jest to co chciałabym robić w życiu. Myślę że cały czas trzeba próbować, zmieniać, szukać, aż w końcu trafi się na coś odpowiedniego dla nas (co nie zwalnia nas z powinności dalszego rozwijania się). Pozdrawiam serdecznie :)

  • Olga

    Dziękuje bardzo za kolejny, fajny i wartościowy wpis. Drugi raz z rzędu wstrzelił się w moje aktualne dylematy :). Jestem na etapie przekwalifikowania się i wymyślam co raz to nowe kursy z zakresu medycyny naturalnej, ostatnio myślałam nawet o studiowaniu psychologii (mam już magistra i podyplomówkę z innych dziedzin). Ale po twoim artykule zdecydowałam się olać to wszystko i kontynuować samokształcenie ze zdwojoną siłą. W moim przypadku chęć odbywania kursów i studiowania, jak to teraz zobaczyłam, to usprawiedliwienie dla braku działania, bo KTOŚ mnie nauczy i zrobi ze mnie specjalistę, a inni w to uwierzą, bo mam dyplom ;). A przecież w dobie internetu samemu można się tym specjalistą stać. Studiowanie to fajna przygoda, dużo znajomych zainteresowanych podobną branżą, potencjalnych partnerów biznesowych w przyszłości, ale jeśli nie jest wynikiem spełniania obowiązku czy normy społecznej. Pozdrawiam!

  • Eva

    Bardzo dziękuję za ten wpis, dał mi do myślenia. Dopiero zaczęłam studiować Biotechnologię, ale po miesiącu mogę powiedzieć, że nie podoba mi się ten kierunek, nie lubię swoich przedmiotów i nie odczuwam naturalnej motywacji do nauki. Chciałabym zmienić ten kierunek, ale nie wiem na jaki. Interesuję się psychologią i rozwojem osobistym (jestem w trakcie czytania Insight i regularnie czytam Pańskiego bloga), ale nie widzę siebie w zawodzie psychologa. Nie ma chyba takiego kierunku studiów, który by mnie całkowicie interesował. Mam dylemat czy zostać na Biotechnologii i dać szansę temu kierunkowi i jednocześnie zdobywać wiedzę z innych dziedzin czy poszukać innego kierunku, który byłby trochę bardziej interesujący i pasujący do mnie.

    Czekam na Pana kolejny wartościowy i dający do myślenia artykuł :)

  • M

    Świetny artykuł. Wiąże się z nim tyle przemyśleń, że na pewno jeszcze do niego wrócę.

  • Anna

    Skończyłam pierwszy stopień dobrych studiów, miałam praktyki w ich trakcie w kilku dużych, znanych korporacjach. Tuż po obronie uznałam, że… to serio nie jest to, co chcę robić. Wzięłam się za programowanie i poczułam, że to jest to. Bardzo szybko, bo po dwóch miesiącach mój obecny pracodawca dał mi szansę rozwijać się pod jego skrzydłami – nie mam póki co z tego kokosów, ale za to jestem wręcz zalana ilością przydatnej wiedzy. Takiej satysfakcji nie miałam zbyt często w trakcie studiów (nie powiem, że wcale, lubiłam to co studiowałam). Poświęciłabym się pewnie temu jeszcze bardziej, ale rodzina przymusza mnie do zrobienia drugiego stopnia (no jak to ja mogę nie mieć magistra?!). Uległam i poszłam na studia jak najbliżej spokrewnione z tym, czym chcę się zajmować. Nie jest to jednak czas stracony, bo poznaję różnych ludzi z różnymi doświadczeniami oraz mam pole do dyskusji z dość ogarniętymi wykładowcami. Czas pokaże, czy skończę te studia – w tej chwili ich kontynuacja to bardziej mój świadomy wybór niż przymus. Rodzina jednak nie powinna próbować decydować za mnie. A rozmowy i tłumaczenia nie docierają, jak o ścianę.

  • Michał, genialnie ująłeś cały temat studiów i samoedukacji. Ja prowadzę samoedukację z psychologii i pokrewnych tematów od 10 lat, czerpiąc wiedzę m. in. od kilku wspaniałych mentorów, których spotkałam na swojej drodze. Bardzo się cieszę, że zaraz po szkole nie poszłam na studia psychologiczne ani na żadne inne. Oparłam się całej presji z wielu stron. Jeśli kiedykolwiek się na nie wybiorę, będzie to moja świadoma decyzja z nastawieniem, że w każdej chwili mogę je zakończyć, jeśli stwierdzę, że to nie dla mnie. Jeśli już studia, to na pewno nie w Polsce ;)
    Strasznie się cieszę, że w czasach kultu wyższego wykształcenia mówisz głośno, że ukończenie studiów o niczym nie musi świadczyć. Nagminnie byłam świadkiem historii, gdy rodzice wymuszali na swoich dzieciach studiowanie, żyjąc w głębokim przekonaniu, że tylko człowiek po studiach (jakichkolwiek) to człowiek wykształcony.
    Chciałabym, by każdy młody człowiek przeczytał Twój artykuł i szczerze ze sobą ustalił, jaką drogę obierze.

  • Dom

    w moim życiu naturalne okazało się ukończenie studiów(kiedyś) i samoedukacja (nadal aktualne…). Jeśli rozwój(w każdej dziedzinie) porównać do ciągłego stawiania kroków, to najefektywniej i najprzyjemniej idzie się na obu nogach (na przemian). Ważne aby dla siebie odkryć co jest dla ważne w życiu i w czym chcielibyśmy się spełniać, wzrastać itp. Na drodze kluczowe dla mnie w tym są: ‚akceptacja’, ‚uważność’, ‚wdzięczność’ i coś jeszcze.
    Fajnie Michał, że zająłeś się edukacją bo ona najbardziej potrzebuje nauczycieli świadomych (i na drodze ciągłego rozwoju).

  • Polka

    Dzięki Michał, właśnie uświadomiłam sobie, że jak niewiele znaczy mój tytuł magistra… A tak na serio- z tyłu głowy krążyły mi już takie myśli. Jak na razie po 5 latach od skończenia 5-letnich studiów, dyplom w niczym mi nie pomógł. Pozostała mi tylko wewnętrzna satysfakcja z samodzielnie napisanej (nie kupionej) pracy magisterskiej i kilka fajnych znajomości.
    W swoim artykule zadajesz nam pytanie czy chcielibyśmy pracować u pracodawcy, dla którego ważny jest dyplom. Stale obserwuję oferty pracy i zauważyłam, że coraz więcej firm w swoich wymaganiach zamieszcza wpis, że dane wykształcenie będzie „dodatkowym atutem” a nie niezbędnym kryterium- moim zdaniem idą w dobrym kierunku.
    Może niedługo forma CV wzbogaci się o nową zakładkę „Przeczytane książki” ? :)
    Piszesz również, że idziemy na studia, bo tego oczekują od nas nasi rodzice. W moim przypadku też tak było, ale zapewniam, że swoich dzieci do niczego zmuszać nie będę.

  • Marcin Miłko

    Fantastyczny tekst! Bardzo za niego dziękuję, przyda mi się w mojej pracy zawodowej i wolontariackiej. Skończyłem studia (5 lat) z filologii polskiej, pracuję w zawodzie jako lektor języka polskiego jako obcego, ale postanowiłem pójść dalej i zacząłem studia z coachingu i psychologii społecznej. Odkryłem, że można połączyć te dwie ścieżki i świetnie to sprawdza się w działaniu. Interdyscyplinarność nie jest jakimś truizmem, trzeba być otwartym i łączyć ze sobą wiele rzeczy, bo to przynosi naprawdę świetne efekty. Dzięki temu tekstowi rozwiałem również pewne swoje wątpliwości – jeszcze raz za niego bardzo dziękuję.

  • Samo edukacja z pewnością wymaga większego samozaparcia i dyscypliny. Z drugiej strony podchodząc do dziedziny, w której chcemy się samo edukować, z pasją i zaangażowaniem można stać się lepszym fachowcem niż osoby z dyplomem wyższej uczelni.

    • Wystarczy przytoczyć wielkich odkrywców i biznesmenów. Bill Gates rzucił studia.

  • Juliusz Borysek

    Dzień dobry,
    Bardzo dziękuję za wpis oraz cenne komentarze!
    Pisząc ten komentarz mam 18 lat, za chwilę zdaję maturę (uważam, że w naszym kraju robi się wokół niej zbyt dużo szumu, który wzmaga stres wśród maturzystów). Jestem w dosyć ciekawym punkcie mojego życia…jeszcze jakiś miesiąc temu miałem plan na najbliższe 5 lat, który w kilka sekund runął jak domek z kart. Pustka w głowie i niezrozumienie. Ale ta „pustka” była bardzo przydatna. Postanowiłem, że chcę studiować to co mnie na prawdę interesuję, to z czym mogę powiązać moją przyszłość zawodową. Otóż wielu ludzi, znajomych, najbliższych gdy dowiedzą się o moich planach śmieje się gdzieś pod nosem, że chcę studiować coaching, kształcić się by potem móc uczyć innych, przemawiać czy pracować z ludźmi. Na chwilę obecną widzę siebie w tej dziedzinie i uważam ją za słuszną!
    Ścieżka samoedukacji jest bardzo ważna. Osobiście wśród natłoku zajęć klasy maturalnej staram się czytać książki, magazyny, strony Internetowe, które mówią o coachingu i wszystkim tym co się wokół niego kręci. To chyba też dobra droga : )
    Pozdrawiam serdecznie!

    • W tym wieku wpływ czynników zewnętrznych na nasze decyzje jest ogromny (telewizja, rodzice, koledzy) później już czynniki zewnętrzne mają mniejszą moc. Wiadomo ludzie są różni i rozkład będzie z jednej skrajności do drugiej jednakże gratulacji z odważnej decyzji. Warto robić to co się lubi, gdyż wówczas osiąga się najlepsze rezultaty.

  • Iwona R

    A ja właśnie rozpoczęłam studia, zaczynając od nowa i całkowicie przemeblowując życie zawodowe. Prawie dekadę spędziłam z dziećmi w domu, empatia wobec małego człowieka nie dała mi wyboru i powrót na rynek pracy rozpoczęłam od zapisania się na studia na wydziale Psychologii, by w niedalekiej przyszłości móc wspierać również inne dzieci, pokazując im inne drogi podążania do szczęścia niż tradycyjna, niemal wyprana z dobrych emocji, za to pełna opresji szkoła. Mam tu na myśli szkoły alternatywne wobec tej tradycyjnej. Wiek 40 lat wydaje się nie stanowić przeszkody, bo tym razem doskonale rozumiem swoje życiowe ,,DLACZEGO?” :-) Myślę, że wykształcenie psychologiczne tylko mi w tym pomoże.

    Można powiedzieć, że połączyłam jedno i drugie. Samokształcenie, które rozpoczęłam 2-3 lata wcześniej, pozwoliło mi znaleźć swoją życiową drogę. Teraz tylko to co pokochałam rozszerzam o wiedzę zdobywaną na wykładach.

  • Piotrus N

    Michale, chciałbym dokształcić się w stronę coachingu, zrobić certyfikat ICF, itp. ale na początku chciałbym nieco poczytać literatury coachingowej, żeby mieć 100 % pewność że to naprawdę jest dla mnie. Mógłbyś przesłać chociaż kilka pozycji, które są żelazną lekturą początkującego coacha ?

  • Adam Daktera

    Pozdrawiam wszystkich:)

    Moja historia jest taka:
    Jedyna srednia szkole ktora mam ukonczona to ZSZ dla Doroslych o kierunku Mechanik Pojazdow Samochodowych. W tamtym czasie jeszcze nie wiedzialem co chce w zyciu robic. Mialem dosc intensywna przeszlosc. Problemy w szkole, w domu…nauka w szkole mnie zbytnio nie interesowala. Zawsze bylem po za Swiatem tak jak by gdzies w innej czasoprzestrzeni taka moja Introwersja. Oczywiscie moje otoczenie i rodzina nie rozumieli mnie i ze moge byc inny niz wszyscy dlatego dostawalem krytyke i uwagi w formie „dlaczego nie jestes taki jak Swoi rowiesnicy, ktorzy sie dobrze ucza, ktorzy chca sie uczyc” wtedy sam niewiedzialem dlaczego tak jest i uwierzylem ze jestem dziwny, ze jest cos zemna nie tak i stracilem poczucie wlasnej wartosci…dzieki temu nabylem wiele doswiadczenia, ktore mnie uformowalo. Po skonczeniu ZSZ wyprowadzilem sie z rodzina do Wrocvlawia i tam jeszcze mieszkalem rok po czym wyjechalem do Angli, a to byl rok 2006…i mialem 21 lat.

    Teraz mam 32 lata…10 lat doswiadczen z calkiem innego kraju gdzie codziennie spotykam sie z ludzmi gdzie kazdy jest z innego kraju i jest wychowany w odmiennej kulturze. Do tego dochodzi tesknota za Polska bo jest i zawsze byla odkad opuscilem nasz kraj. Wiec teraz do sedna…w ciagu tych 10 lat kwitla we mnie potzreba zmiany mojego zycia na lepsze i szukalem, duzo czytalem…na temat Psychologi, samorozwoju, NLP i dzieki temu odkrylem w Sobie pasje do Psychologi czlowieka i otaczajacego Swiata. Uswiadomilem Sobie ze to jest to co chce robic w zyciu. Chce pomagac innym zmieniac ich zycia na lepsze. Chce pomagac ludziom, ktorzy nie maja w zyciu celu, ktorzy sie gdzie po drodze zagubili. Dlatego moim marzeniem jest zostac Nauczycielem rozwoju i studiowac Psychologie poznawcza, Leczyc ludzi poprzez Medytacje i ostatnio odkrylem ze poprzez umysl mozna leczyc przewlekle choroby. Chce polaczyc te wszystkie dziedziny aby stworzyc cos co pomoze innym. Dlatego artykul Michala dal mi duzo do myslenia, poniewaz bylem swiecie przekonany ze musze skonczyc studia abym robil to co kocham.
    Chociaz nie ukrywam bo chce isc na studia z Psychologi w Polsce.
    Mam plan wrocic za 5 lat do Polski i przez ten okres chce zrobic mature Polska i studiowac na wlasna reke Couching, Psychologie Poznawcza, Medytacje, Yoge. Wierze ze mimo tego ze nie mam Sredniego wyksztalcenia i Studiow uda mi sie osiagnac sukces w tym co Kocham robic.

    Bardzo dziekuje Michale za ten ciekawy artykul! Mam nadzieje ze ten artykul pomoze wielu osobom, ktore sie wachaja podjac decyzje i ruszyc z miejsc!

  • Michale! Dziękuję ci najserdeczniej, najmocniej, najgoręcej jak tylko potrafię za ten wpis!!! W mojej sytuacji jest MEGA przydatny. Uważałam się za osobę w miarę świadomą, a jednak mój egotyczny umysł wpadał w różne pułapki, od poddaniu się presji wywieranej przez rodzinę po strach przed zmianami i wyjściem ze strefy komfortu… Poszłam na studia, które po tygodniu rzuciłam i wyjechałam na jakiś czas do Szkocji. Teraz siedzę w Edynburgu. Chcę odpocząć chwilę od natarczywych myśli, spojrzeć na wszystko jeszcze raz z dystansem i w końcu wybrać mądrze. Wybrać to, co czuję ja jako ja, na pewno wiesz o czym mówię ;-) Jest to dla mnie chwila na złapanie oddechu i zastanowienie się, kim jestem. Bez utożsamiania się z moimi myślami, emocjami, z oczekiwaniami innych, z powszechnymi wyborami… Bez spinania się. Remontuję cały swój światopogląd, burzę dotychczasową hierarchię wartości i nareszcie czuję, że zmierzam w dobrym kierunku… Obieram zupełnie nowy kurs :) A do tego wpisu będę jeszcze wracać wielokrotnie. Dzięki Ci za niego! Bo przecież świat stwarza teraz tyle możliwości…!

  • Z dużą uwagą przeczytałam ten tekst. Jestem już osobdojrzałą i w zasadzie rozważania na temat studiowania nie powinny mnie już chyba zbytnio dotyczyć. A jednak jest inaczej i ma to związek ze zmianą ścieżki zawodowej. Wyznaję zasadę, że lepiej kilka lat pracować robiąc to, co się lubi niż do emerytury wstawać rano z niechęcia do wykonywanej pracy. Mówiąc w skrócie – ukończyłam studia mgr z psychologii, jako osoba dorosła i świadoma swojego wyboru i w dniu odbioru dyplomu uświadomiłam sobie, że dopiero teraz zaczyna się moje studiowanie psychologii. Jeszcze kilka lat temu każdemu młodemu człowiekowi doradzałabym studia, jako kolejny, naturalny etap w życiu – dziś już tak jednoznacznie tego nie postrzegam. Samokształcenie też jest obarczone pewnym ryzykiem – zwłaszcza w takich dziedzinach jak psychologia. Na rynku jest cała masa pseudopsychologów, którzy bezkarnie wydają książki, głoszą swoje niepotwierdzone teorie – trzeba sporo przeczytać i poświęcić dużo więcej czasu studiując samodzielnie zanim człowiek nauczy się rozpoznawać pewne treści. Z przykrością muszę stwierdzić, że posiadanie tytułu mgr świadczy tylko o tym, że dobrze przystosowaliśmy się do sytemu, (czyli opanowaliśmy pewną wiedzę i zdaliśmy egzaminy – najlepiej bez zadawania pytań i wchodzenia w polemiki z wykładowcami). Psychologia to wg mnie dodatkowo dziedzina, która oprócz wiedzy książkowej wymaga czegoś więcej. Na moich studiach jakoś mało było odniesienia do umiejętności pracy z człowiekiem (na różnych płaszczyznach) i tego czy wszyscy studiujący taką umiejętność posiadają lub będą umieli kiedyś posiąść. Ogólnie uważam, że studia (każde) poszerzają horyzonty więc każdy powinien indywidualnie podejść do wyboru: co i czy wogóle studiować. Jednak zalecałamby dystans do swojego wyboru. Renoma wybranej Uczelni też nie jest gwarantem tego, że otrzymamy to czego oczekiwaliśmy. Pozdrawiam

  • WKKal

    Poprosiłbym rozpiskę na pytanie: „O czym świadczy tytuł doktora?”