Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Bliskość i pogłębianie relacji

Bliskość i pogłębianie relacji

Co by się stało, gdyby grupę 20 dzieci wychowywano bez żadnego kontaktu, dotyku i interakcji z dorosłymi? Niemiecki cesarz Fryderyk II (jeden z najbardziej wykształconych ludzi średniowiecza) postanowił to sprawdzić już 800 lat temu. Przeprowadził tzw. “eksperyment deprywacyjny”, którego efekty były… bardziej niż zaskakujące.

 

Celem cesarza było sprawdzenie, jakim językiem posługiwali się Adam i Ewa. Chciał dowiedzieć się, w jaki sposób będą komunikować się dzieci, które nie są uczone języka dorosłych.

Eksperyment był bardzo prosty. 20 niemowlaków zostało umieszczonych w klasztorze. Razem z nimi – opiekunki, które miały zakaz rozmawiania i mówienia do dzieci. Nie mogły ich przytulać, okazywać czułości, uśmiechać się do nich. Miały za zadanie robić tylko podstawowe rzeczy, których celem było zaspokojenie najważniejszych potrzeb dzieci. Karmienie, przewijanie i parę innych czynności.

 

f7bksvogwu-bonnie-kittle

 

Według założeń eksperymentu dzieci miały zacząć mówić językiem biologicznych rodziców lub językiem identycznym z językiem pierwszych ludzi, którymi zgodnie z wierzeniami cesarza byli Adam i Ewa. Fryderyk II dopuszczał też inne wyniki eksperymentu i był ciekaw, czy może językiem pierwotnym okaże się język hebrajski, starogrecki, łaciński czy arabski.

Niestety ta historia nie ma happy endu. Eksperyment się nie udał… bo wszystkie dzieci zmarły. Powodem ich śmierci był właśnie brak kontaktu i interakcji w okresie, gdy dla organizmu ludzkiego jest to absolutnie kluczowe do przetrwania.

Psychologiczne konsekwencje braku bliskości

Okazuje się, że bliskość i intymność są dużo ważniejsze, niż mogłoby się nam wydawać. Profesor psychologii Dacher Keltner podkreśla, że „w ostatnich latach fala badań udokumentowała niezwykłe dla emocjonalnego i psychicznego zdrowia korzyści, które płyną z dotyku. Te badania sugerują, że dotyk jest prawdziwie fundamentalny dla ludzkiej komunikacji, budowania więzi i zdrowia.”

Podobne korzyści płyną z rozwijania bliskich relacji, w których jest przestrzeń na intymność, ważne rozmowy i coś tak mogłoby się wydawać prozaicznego, jak przytulanie.

W październiku 2016 roku po raz pierwszy poprowadziłem warsztat tylko dla mężczyzn – Męska Strona Mocy, którego celem jest nawiązanie kontaktu ze swoją męską naturą. Mężczyźni poznają na nim sposoby na zbudowanie porozumienia, rozwijanie relacji rodzinnych, przyjacielskich oraz tych z kobietami.

Byłem w szoku, gdy po jednym z ćwiczeń większość grupy zwierzyła się z tego, że nigdy nie doświadczali ze strony swojego taty czegoś tak oczywistego, jak przytulenie. Nie mieli też okazji zbyt często usłyszeć zwykłego “kocham cię”. Ja mam podobne doświadczenia, jednak nigdy nie sądziłem, że jest to aż tak powszechne.

U wielu osób, z którymi pracowałem indywidualnie, tej bliskości, dotyku i kontaktu brakowało również ze strony matki, co zwykle miało szereg negatywnych konsekwencji w dorosłym życiu.

 

m9jrkdxoqou-harli-marten

 

Zastanów się teraz przez chwilę, jak to wyglądało u Ciebie:

  • Jak często byłeś przytulany przez swoich rodziców?
  • W jaki sposób Twoi rodzice okazywali Ci miłość?
  • Czy czułeś się kochany, gdy byłeś dzieckiem?
  • Jak reagowali Twoi rodzice, gdy płakałeś, lub gdy było Ci smutno?
  • Czy obecnie bliskość i intymność jest dla Ciebie czymś naturalnym?
  • Czy czujesz się swobodnie będąc blisko innych ludzi?

O psychologicznych konsekwencjach braku bliskości w okresie dzieciństwa mógłbym pisać bez końca. Najciekawsze jest jednak to, że niedobór kontaktu ma również wpływ na sferę fizyczną. Tym, co mnie wyjątkowo zaskoczyło, gdy zgłębiałem ten temat, był związek chorób układu krążenia ze społeczną izolacją (sytuacją, w której dana osoba ma niedobór kontaktów z innymi ludźmi).

Za główne czynniki ryzyka w kontekście takich chorób zwykle uważa się brak aktywności ruchowej (osoby, które się nie ruszają chorują na takie schorzenia 1,9 raza częściej) czy palenie (2,5 raza częściej). Nikt jednak nie mówi o tym, że osoby z niedoborem społecznych kontaktów cierpią na choroby układu krążenia aż 2,8 częściej.

Wygląda więc na to, że bliskie relacje są nie tylko kluczem do szczęścia, ale przede wszystkim do emocjonalnego i fizycznego zdrowia.

Bliskość

Czym w ogóle jest bliskość? Ma ona wiele definicji i można ją rozumieć na kilka sposobów:

– Realna bliskość polega na byciu z kimś, kto nie jest idealny, ale mimo tego przeważa rodzaj sympatii i czegoś dobrego, co się między ludźmi wydarza (Mieczysław Jaskulski, psychoterapeuta);

– Bliskość to jest taki moment, w którym ja mogę Ciebie o coś poprosić bez lęku w sercu, i przyjąć Twoją odpowiedź, zarówno pozytywną jak i negatywną, bez złości w sercu (Jacek Masłowski, psychoterapeuta);

– Bliskość między ludźmi jest wtedy, gdy znają swoje wady i zalety, ale nie wykorzystują ich przeciwko sobie,

– Bliskość to wspólna swoboda do bycia sobą i do pełnego wyrażania siebie przy drugim człowieku.

– Bliskość oznacza odłożenie na bok wszelkich mechanizmów obronnych i zrzucenie własnych masek. Oznacza pokazanie siebie takim, jakim naprawdę jesteś.

 

npcecwx6-d0-andrew-branch

 

Każdy z nas w naturalny sposób pragnie bliskości. Jednocześnie, większość z nas ma przed nią równie naturalny lęk. Bliskość to pokazanie innym swoich słabości, a przecież tak często staramy się ukryć je przed ludźmi. Chowamy je nawet przed samym sobą. Z tego samego powodu bliskość jest tak bardzo emocjonalnie uzdrawiająca. Wydobywa z nas to, czego często sami nie chcemy o sobie wiedzieć.

Dotyk i fizyczna intymność nie jest warunkiem bliskości, ale jest jej ważnym elementem. To często jest świetny sposób na przełamanie emocjonalnych barier. Oczywiście dotyczy to również relacji w ramach tej samej płci.

Przykładowo, dla trzeźwych facetów dotyk wydaje się zwykle dziwny i niezręczny. Jednak już po dwóch piwach mężczyźni ochoczo się do siebie przytulają, przybijają piątki i krzyczą “kocham Cię stary!”. Alkohol rozluźnia mechanizmy obronne i pozwala mężczyznom być blisko bez poczucia, że coś jest nie tak w przytulaniu innego faceta.

 

6uii2wcauac-cole-hutson

Zaspokajanie potrzeby bliskości

Niestety większość z nas jest nauczona zaspokajania potrzeby bliskości w zupełnie nietrafiony sposób.

Wydaje nam się, że posiadanie jak największej liczby znajomych i tworzenie wizerunku osoby towarzyskiej i popularnej da nam szczęście i poczucie wspólnoty. Niestety ma to swoją nieuniknioną wadę – im większą liczbę znajomych mamy, tym zwykle płytsze są to relacje (niestety nie dysponujemy nieograniczonymi zasobami czasowymi i musimy dzielić swoją uwagę na wszystkie znajomości, które chcemy utrzymać przy życiu). A to od głębokości poszczególnych więzi zależy, czy nasza potrzeba bliskości i przynależności faktycznie zostanie zaspokojona.

Badania jednoznacznie pokazują, że osoby, które mają jednego lub więcej bliskiego przyjaciela są szczęśliwsze od tych, którzy takich osób w swoim życiu nie mają. Pokazują również, że dzielenie się osobistymi uczuciami z osobą, której możemy ufać, uwalnia nas od stresu i przygnębienia (tak często szukamy wyrafinowanych technik na radzenie sobie z destrukcyjnymi emocjami, podczas gdy najprostsza technika – telefon do przyjaciela – jest zawsze w zasięgu ręki).

Dlatego niewątpliwie lepszą drogą do dbania o relacje w swoim życiu jest rozwijanie i pogłębianie tych relacji, które są dla nas najważniejsze, zamiast ciągłego nawiązywania nowych znajomości, które na zawsze pozostaną powierzchowne.

 

pexels-photo-165805

 

Oczywiście nie zawsze jest to takie proste.

Po pierwsze dlatego, że nikt nas nie nauczył tego, jak pogłębiać nasze relacje. Niektórzy robią to intuicyjnie, inni nie mają zielonego pojęcia, jak to robić.

Po drugie dlatego, że nie wszystkie relacje nadają się do pogłębienia. W wielu przypadkach, gdy zaczniemy być sobą przy naszych znajomych… oni przestaną nas lubić. To dlatego tak często udajemy kogoś innego, niż w rzeczywistości jesteśmy. Zaspokojenie potrzeby przynależności i akceptacji jest dla nas ważniejsze, niż pozwolenie sobie na bycie autentycznym i naturalnym.

Pogłębianie relacji

Bez wątpienia warto zacząć od próby pogłębienia bliskości w tych relacjach, które już mamy. Wielu Twoich przyjaciół i znajomych bardzo pozytywnie odbierze Twoją inicjatywę rozwijania danej relacji. Być może im samym brakuje odwagi, aby z taką inicjatywą wyjść. Być może sami przyzwyczaili się do powierzchownych relacji, nie szukając w nich niczego więcej niż rutynowe rozmowy o codzienności.

Jak to zrobić? Poniżej dzielę się kilkoma pomysłami na pogłębianie relacji. Możesz je zastosować zarówno do związku partnerskiego, jak i do każdej innej relacji.

1. Spędzajcie razem więcej czasu. Najwięcej wartości do Waszej relacji wniosą długie, nawet wielogodzinne rozmowy (świetnie sprawdzi się wspólny wyjazd w góry lub pod namiot). Jednak już regularne, cotygodniowe spotkania na kawę lub wspólny trening uczynią wielką różnicę.

2. Stosujcie pytania pogłębiające relację. Dowiedz się, co może stać na przeszkodzie do większej bliskości lub co może sprawić, że będziecie się czuli ze sobą lepiej. Oto kilka pomysłów na takie pytania:

  • Co musiałoby się stać, abyś mógł być przy mnie bardziej sobą?
  • Co Cię we mnie najbardziej wkurza?
  • Jaka jest jedna rzecz, którą najbardziej chciałbyś zmienić w naszej relacji?
  • Czego najbardziej potrzebujesz ode mnie w tym momencie?
  • Jakie 3 regularne praktyki czy aktywności mogą nas według Ciebie najbardziej zbliżyć do siebie?

 

landing-stage-sea-holiday-vacation

 

3. Bądźcie ze sobą w 100% szczerzy. To nie znaczy, że masz mówić drugiej osobie o wszystkim. Ważne jest aby mieć swoją przestrzeń i możesz mieć dla siebie swoje tajemnice. Nie zmienia to faktu, że warto zawsze mówić prawdę o tym, jak się czujesz i co myślisz. Pozwól sobie na pełne wyrażenie tego, kim jesteś i jaki jesteś. Jeśli tego nie robisz, wpuszczasz do swojej relacji fałsz, który jest jak wirus psujący ten związek od środka.

4. Akceptujcie siebie bezwarunkowo. Akceptacja drugiej osoby niezależnie od tego, co siedzi w środku jej duszy jest kolejnym kluczem do pogłębiania bliskości. Pamiętaj, że akceptacja nie oznacza, że pewne zachowania czy opinie drugiej osoby muszą się Tobie podobać. Nadal możesz myśleć inaczej i nadal możesz wyrażać to, co czujesz wobec tych zachowań i opinii. Jednak warto, abyś robił to z akceptacją i szacunkiem do odmienności drugiej osoby.

5. Miejcie wobec siebie kreatywną inicjatywę. Nie bój się proponować szalonych i spontanicznych aktywności, wyjazdów, zabaw. Robienie nowych rzeczy razem jest zawsze świetnym sposobem na odświeżenie relacji i poznanie siebie w nowych okolicznościach.

Co zrobić, gdy:

  • Pomimo Twojej inicjatywy brakuje reakcji i wzajemności z drugiej strony?
  • Okazuje się, że nie jest to osoba, z którą chcesz być blisko?

Przede wszystkim nigdy nie zmuszaj się do relacji, w której wymiana nie jest dla Ciebie wystarczająco obustronna, oraz do relacji, z których nie jesteś przekonany do drugiej osoby. Ja popełniłem ten błąd wiele lat temu i przez długi czas ciągnąłem relacje, które nic nie wnosiły do mojego życia. Głupio mi było zakończyć stare znajomości i czułem, że mogę zranić tym drugą stronę. W końcu jednak zdałem sobie sprawę z tego, że przez utrzymywanie przy życiu tych powierzchownych relacji nie mam w swoim sercu i kalendarzu miejsca na nowe, głębsze przyjaźnie. Postanowiłem więc odpuścić to, co przestało wnosić wartość do mojego życia i otworzyć się na nowych ludzi.

 

pexels-photo-26135

 

Oczywiście na początku pojawiła się w mojej głowie naturalna obiekcja. Przecież to niemożliwe, aby ot tak nawiązać relacje, w których osiągnę ten sam poziom bliskości, który miałem w związkach budowanych przez kilka ostatnich lat. To długotrwały proces, który wymaga dziesiątek, a nawet setek spotkań i rozmów.

Okazało się, że to wcale nie jest prawda.

Wszystko zależy od tego, z jaką perspektywą wchodzisz w nowe relacje:

1. Jeśli spotykając nowych ludzi od razu dajesz sobie przyzwolenie na bycie prawdziwym i autentycznym – już na starcie budujesz bliskość, która dla wielu osób jest osiągalna dopiero po wielu miesiącach (a czasami nawet latach) znajomości. Z mojego punktu widzenia to jedyne sensowne podejście, bo po co wchodzić w relacje, w których nie możesz być sobą?

2. Jeśli zamiast owijać w bawełnę komunikujesz się w sposób szczery i bezpośredni – od razu omijasz szereg barier i dowiadujesz się, czy chcesz spędzać z tą osobą więcej czasu. Jeśli bowiem akceptuje to, kim jesteś i to, co myślisz – i wciąż chce (ze wzajemnością) poznać Ciebie bliżej – bez wątpienia jest to relacja, w którą warto zainwestować swój czas i energię.

3. Jeśli zamiast rozmawiać o pogodzie i mało istotnych dla Ciebie rzeczach, od razu przechodzisz do tematów, które są dla Ciebie ważne i pasjonujące, dość szybko dowiesz się, czy interesują Was podobne tematy. Powierzchowne rozmowy można prowadzić z każdym, natomiast długie i interesujące konwersacje już niekoniecznie.

 

e5eiobqmh8c-cristina-cerda

 

Zachęcam Cię do pracy nad pogłębianiem swoich relacji nawet wtedy, gdy czujesz, że Twoja potrzeba bliskości jest całkiem dobrze zaspokojona. Z doświadczenia wiem, że pewien poziom bliskości daje nam odpowiedni komfort w życiu i pozwala zapomnieć o strachu przed samotnością (który swoją drogą jest naturalnym wyrazem potrzeby przynależności i bliskości). To nas w pewien podstępny sposób “usypia” i sprawia, że nie eksplorujemy świata relacji w głębszy sposób.

Zarówno w nawiązaniu, jak i pogłębianiu relacji partnerskiej pomoże Ci 10-dniowy kurs Jak znaleźć miłość podczas, którego dowiesz się w praktyce, jak otworzyć swoje serce na miłość i co zrobić, aby Twój przyszły związek był oparty na głębokim porozumieniu i prawdziwej bliskości. W szczególności jest on skierowany do singli, którzy chcą zmienić swój status.

Pierwszego grudnia obchodziłem z Marysią 10 rocznicę dnia, w którym zostaliśmy parą. Czuję się dumny z tego, jaki poziom bliskości udało nam się przez ten czas osiągnąć. Wiem, że zdecydowana większość mojej potrzeby bliskości jest zaspokajana przez ten związek i dobrze mi z tym.

Jednocześnie zauważyłem, że ta relacja nie jest w stanie zaspokoić mojej potrzeby bliskości w 100%. Nadal czuję chęć do pogłębiania innych relacji i do nawiązywania nowych znajomości. Czerpię mnóstwo energii z bliskich kontaktów z rodziną i przyjaciółmi. Nie chcę rezygnować z rozwijania swoich relacji będąc uśpiony przez komfort, który daje mi mój związek partnerski.

Muszę przyznać, że bliskich relacji nie ma w moim życiu zbyt wiele – czuję, że nie byłbym w stanie mieć więcej niż kilka bliskich przyjaźni. Jednak teraz, gdy pamiętam o trzech zasadach, o których wspomniałem wyżej – każda znajomość, nawet zupełnie świeża wydaje mi się bliższa i głębsza niż kiedyś. Z każdego spotkania czerpię radość, bo zamiast spinać się i próbować zrobić określone wrażenie, po prostu jestem sobą i cieszę się każdą chwilą takiej interakcji.

 

Pozwól sobie na kilka chwil refleksji nad światem własnych relacji i zastanów się nad tym, które z nich możesz odświeżyć, które odpuścić, oraz jakich relacji Ci brakuje i jak je możesz zbudować. Podziel się w komentarzach swoimi przemyśleniami.

Życzę Ci z całego serca, abyś doświadczał jak najwięcej radości i przyjemności z pogłębiania relacji obecnych w Twoim życiu. To bez wątpienia jeden z najlepszych sposobów na wpuszczenie do swojego serca większych pokładów szczęścia.

Zostaw komentarz

  • Katarzyna

    Piękny artykuł i bardzo potrzebny. Uświadamia nam potrzebę z której braku nie zdajemy sobie sprawy, a jest dla nas mega ważna. Dziękuję

  • Adam

    Michale,
    Przepiekny artykuł.
    Dziękuję Ci bardzo.
    Pozdrawiam

  • Marcin

    Mnie tak samo przez dlugie lata nie przytulal ojciec, w pierwszych latach tylko matka ale malo ze mna rozmawiali i w cokolwiek wtajemniczali , raczej zamykalem sie i zajmowalem soba. mieli inne ważniejsze rzeczy na głowie. mam 30 lat i tylko kilka razy ktokolwiek mial ochote na takie rzeczy jak przytulanie, nie powiem ze mi tego bardzo nie brakuje ale nie wiem czy to takie bardzo wazne.

  • Anna Maria

    Bardzo ciekawe i potrzebne wiadomości.Dziękuję :)

  • Anna

    Dobry artykuł !

  • Świetny wpis! Jak zawsze dobra robota ;)

  • Sara

    Witam, mimo, że zdaje sobie sprawę z braku bliskości w moim życiu od dawna, nie potrafię odnaleźć osób, które też tego potrzebują. Nie wiem co robię nie tak. Kiedy jestem sobą ….. natomiast kiedy gram są chętni do interakcji, z tym, że nie ma w tym prawdziwej mnie. No i mam taką zagwozdkę :)

  • Krzysiek

    Michał, świetny artykuł. Ale to chyba nie jest takie proste jak piszesz, przynajmniej częściowo. Jestem osobą BARDZO szczerą i bezpośrednią. Cenię też tą cechę u innych. Ostatnio (przy okazji rekrutacji) dostałem jednak feedback, że w mojej postawie brakuje dyplomacji. Gdy to przeanalizowałem uświadomiłem sobie, że faktycznie, moja szczerość może często razić lub ranić innych, bo nawet najbliżsi nie zawsze chcą usłyszeć szczerą opinię, a w niektórych sytuacjach szczerość może okazać się także brakiem kultury. Dochodzimy więc do połączenia szczerości z taktem czyli asertywności ale to już nie jest bezwarunkowa szczerość – bo za każdym razem analizuję, czy mogą TO TAK powiedzieć.
    Jak to wszystko poukładać?

    • Cześć Krzysiek! Świetnie Cię rozumiem. Ale powiem Ci, że warto w sobie wypracować szczerość, ale przedstawianą inaczej. Też należę do bezpośrednich osób i zawsze myślałam, że moje mówienie prawdy bezpośrednio jest w porządku. Ludzie okazywali mi szacunek i wiedzieli, że moje zachowanie nie jest niekulturalne. Całkowicie inaczej zostałam odbierana, gdy przeprowadziłam się do Ekwadoru. Inna kultura, inne spojrzenie na życie. Tutaj ludzie wolą kłamać, niż powiedzieć komuś przykrą prawdę. To mnie zmusiło do tego, by hamować swoją bezpośredniość, ale nie zrezygnowałam z bycia szczerą. Nauczyłam się wyrażam swoje zdanie w stosownym miejscu i czasie, szczególnie jakąkolwiek krytykę i wypowiadać to w taki sposób, by nikt się nie obraził. Jedna ważna zasada: Lepiej być szczerym w 4 oczy z kimś, niż w dużym towarzystwie, szczególnie gdy ta szczerość jest wyrazem opinii na czyjś temat lub tego co ta osoba zrobiła. I zawsze staram się unikać komunikatów oceniających. Wolę być szczera poprzez wyrażanie swoich uczuć. Zamiast mówić np. Zawsze się spóźniasz!; to warto to samo powiedzieć inaczej: „Źle się czuję, gdy się spóźniasz i przykro mi bardzo, gdyż to się powtarza. Czuję się przez Ciebie ignorowana.”

      Dzięki takiemu podejściu zdobyłam prawdziwą przyjaźń i moi Ekwadorscy przyjaciele wiedzą, że nie muszą mnie okłamywać. Swoją szczerą postawą nauczyłam również ich szczerych odpowiedzi. Nauczyłam ich, że jak coś im się nie podoba mogą ze spokojem to wyrazić, bez konsekwencji społecznych.

      Powodzenia w pracy nad swoją szczerością :)

    • Krzysiek, to co chciałbym Ci przekazać świetnie ujęła w swoim komentarzu Lidia, dlatego pozwól, że przekieruję Cię do jej przemyśleń ;-)

      Ze swojej strony tylko dodam, że bycie szczerym nie oznacza tego, że zawsze masz mówić to, co myślisz. Oznacza tylko tyle, że gdy już mówisz, to nie mówisz nieprawdy. Natomiast czasami warto zachować pewne rzeczy dla siebie.

  • Danuta Sachaj

    Dziękuję Michał za rozjaśnienie mi spraw związanych z bliskością. Nie byłam ani kochana, ani lubiana przez moich rodziców, więc nie było też bliskości…nie wiem jak to jest być przytulanym, jako dziecko. Teraz też nie jest lepiej, bo zwyczajnie tego nie lubię, a dlaczego?, bo nie znam i tak naprawdę to nie wiem jak to przyjmować. Pocieszające jest to, że nie jestem w tym odosobniona.
    Nie ma bliskości bez szczerości, ale i to jest zwodnicze. Pamiętam sytuację, gdy bliska koleżanka zapytała mnie, czy dobrze wygląda w nowym żakiecie. Wyglądała okropnie i było to nie tylko moje zdanie. Delikatnie wyjaśniłam jej, że ten żakiet szpeci ją…i co?…zostałam zwyzywana, inwektyw było masa i zostałam poinformowana, że kompletnie się nie znam. Zrozumiałam, że tej dziewczynie trzeba kadzić, czy jest dobrze czy jest źle i nauczyłam się, że wartość szczerości zależy od potrzeby chwili… Nie lubię kłamać bo nie mam takiej potrzeby, ale znam ludzi, których szczerość zabija i właśnie zdałam sobie sprawę (dzięki Tobie), że muszę pokończyć te nieszczere znajomości, bo ja za bardzo musiałam naginać siebie. Wyznaję, czasami taką zasadę, że jak wejdziesz między wrony to udawaj, żeś zadowolony. Czasami to zdaje egzamin, ale w większości bardzo męczy i zaczynam wszędzie widzieć fałsz i obłudę. A przecież przez to i ja jestem fałszywa. Wychodzi na to, że wokół nas same maski. Pozdrawiam.

  • Dominika

    Świetny artykuł! Super

  • Aanka

    Pułapki (i inne aspekty) bliskości

    Jestem jedynaczką. Książki takie jak „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Pollyanna”, „Tajemniczy ogród” to kilka przykładów książek, których bohaterki zmagały się z niezaspokojoną potrzebą bliskości. Ania szukała bratniej duszy, Pollyanna pomagała bezinteresownie, Sara znalazła równowagę. Wszystkie były sierotami. Nie pamiętam chłopięcych książek, które poruszałyby ten problem. Jestem z pokolenia Pana rodziców. Wtedy nie zajmowano się takimi drobiazgami. Mężczyźni w ogóle.

    Bliskość to jedna z najważniejszych potrzeb, ale bardzo trudno o zachowanie symetrii i równowagi. Często potrzeba jednych bywa cynicznie wykorzystywana przez innych. Kto został zraniony poszukując bliskości prawie nigdy nie uwolni się od lęku, że to się powtórzy. Buduje mur.

    Pisze Pan „W wielu przypadkach, gdy zaczniemy być sobą przy naszych znajomych… oni przestaną nas lubić. To dlatego tak często udajemy kogoś innego, niż w rzeczywistości jesteśmy. Zaspokojenie potrzeby przynależności i akceptacji jest dla nas ważniejsze, niż pozwolenie sobie na bycie autentycznym i naturalnym.”

    Dlatego zawsze jestem sobą, choć nie zawsze mi to służy. Szkoda mi czasu na pomyłki. Albo zostanę zaakceptowana, albo nie. To dobra metoda, choć ma słabe strony. Ludziom się nie mieści w głowie, że można być sobą i tę autentyczność interpretują dwojako: jedni wietrzą podstęp „ona musi kłamać, coś kombinuje”, inni wychodzą z założenia, że każdy udaje, więc skoro jestem tak beznadziejna (udając), w rzeczywistości jestem jeszcze bardziej beznadziejna ;)
    I kiedy osiągam sukces, nie mogą wyjść ze zdziwienia. Mówią „trafiło się ślepej kurze ziarno”. I są zniesmaczeni.

    Dobrą stroną jest to, że od razu wiem z kim mam do czynienia i nie inwestuję uczuć w takie osoby. Ot, znajomi.

    Ma Pan rację, bliskość nie jest wprost proporcjonalna od ilości spędzonego razem czasu. Mam bliskich znajomych, których nie widziałam wiele lat i takich których poznałam kilka dni wcześniej.
    Z większością osób, które znam od lat, nie mam żadnych bliskich relacji.

    „Wszystko zależy od tego, z jaką perspektywą wchodzisz w nowe relacje:
    1. „przyzwolenie na bycie prawdziwym i autentycznym” to warunek konieczny.
    2. Gram w otwarte karty, następuje szybka ocena. Tak/nie
    3. „zamiast rozmawiać o pogodzie i mało istotnych dla Ciebie rzeczach, od razu przechodzisz do tematów, które są dla Ciebie ważne i pasjonujące.”

    Tak robię. Niestety z tego powodu, jestem „trudna” towarzysko. Idę na wernisaż, spotykam znajomego i rozmawiamy 3 godziny nie zmieniając miejsca. Wernisaż się kończy, a odbyliśmy podróż dookoła świata. Znajomi sobie poszli, galerię zamykają, obrazy nie zobaczone. Ale jaka satysfakcja. A potem nie widujemy się miesiącami i po roku to samo. Nie jesteśmy przyjaciółmi, wiele nas różni, chodzimy własnymi ścieżkami, a kiedy się przypadkowo spotykamy zawsze mamy o czym rozmawiać – bratnia dusza. To jest o wiele lepsze niż 100 spotkań z pogodą w tle. Daje kopa obojgu.

    Inne pułapki.
    1. Interesowność – Wielu ludzi manipuluje nami posługując się bliskością. Potrafią odczytywać nasze potrzeby i grają na nich. Mówią to, co chcemy usłyszeć, tak jak radzą poradniki interesują się nami, słuchają nas. Starają się pomóc. Łapiemy się tego, odkrywamy się, a potem się okazuje, że oni mają sprawę, albo w inny sposób żerują na nas. Ponieważ mąż zajmuje ważne stanowisko, większość osób, które są mi „bliskie”, są takie bo wkupiły się w moje łaski, żeby mieć dojście do mojego męża. Teraz odgradzam się od nich murem, ale to sprawia, że jestem sama.

    2. Niezależność – część bliskich osób oplata nas jak bluszcz. Nie uznają naszych ograniczeń czy możliwości. Mają swoje potrzeby i własną wizję nas. I oczekują, że będziemy tacy jakimi nas widzą. I nie pomogą żadne słowa. Nigdy nikogo nie wprowadzam w błąd. Mimo to ludzie ignorują informacje jakich im udzielam. Jestem artystką, więc raz mam czas, a raz nie (bo natchnienie). I np. nie mogę się spotykać zawsze o tej samej porze… więc są dąsy, pretensje.

    3.Władza – przekonanie, że „jestem lepszy” a bliskość to otwartość, szczerość. A potem się okazuje, że nasz sukces ich tak boli, że wykorzystują wiedzę o nas przeciwko nam, żeby poczuć się lepiej. Takie doświadczenie: Twój Styl lata temu napisał o mnie duży artykuł. To, że zabolało to kolegów artystów rozumiałam. Niestety artykuł zabolał także moich przyjaciół (nie artystów, bliskich, którzy dążyli do bliskości, kupowali moje prace). Sądziłam, że ich ucieszy (ceny idą w górę, kupili tanio), a tymczasem nie mogli tego znieść. Kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że budowali pozorną bliskość, żeby kupić tanio, oraz żeby „mi pokazać”, że oni mogą kupić moje obrazy, mogą kupić tanio, a ja im sprzedaję tanio, bo nie mam za co żyć (oni są lepsi, bogatsi). Artykuł sprawił, że zaczęli wykorzystywać moje słabe strony przeciwko mnie. Dziś znajomi dostają podwójną cenę.

    4. szczerość’ – jest rozumiana jak spowiedź. Nie ma zgody na intymność, na własną sferę. O wszystkim zawsze trzeba powiedzieć „bliskiej przyjaciółce”, bo jak nie, to jesteś „nieszczera”. A jak powiesz, to wie całe miasto, bo chciała się poradzić, żeby pomóc. Brr. Nie mam przyjaciółki.
    Szczerość nie polega na tym, że mówimy wszystko co myślimy. To spójność.

    Mówię to co robię, robię to, co mówię. Każdy ubiera się tak jak lubi, to jego ocena i jego wybór. Nie mam prawa wyrokować czy to jest OK, czy nie, nawet jeśli moim zdaniem jest nie OK. Nie należy komplementować kiedy ktoś (naszym zdaniem) wygląda źle, bo to kłamstwo, ale nie mamy obowiązku odpowiadać na pytanie „jak wyglądam?”. No chyba, że relacja jest sprawdzona i wiemy, że to pytanie o prawdę, a nie o komplement.

    Taki przykład: wiele kobiet z mojego punktu widzenia ubiera się okropnie. Ale ten styl im służy. Strój to komunikat. Przyciągają osoby, które do nich pasują. przykład w drugą stronę. Znam kobiety, które świetnie się ubierają (gustownie, modnie, elegancko z klasą), ale to „kłamstwo” – kiedy idę do nich do domu widzę kicz wszędzie. Ta niespójność pokazuje mi, że ich styl to tylko wynik dobrych żurnali. Przyciągają mnie (bo to mój styl), a w rzeczywistości okazuje się, że są tylko naśladowcami, że to nie ich styl, tylko ich „elastyczność”, „oportunizm”. Więc wolę te pierwsze, źle ubrane, są szczere, autentyczne i choćby dlatego są mi bliższe. I nie widzę nic złego w tym, że nie powiem złego słowa o tym, jak wyglądają. Nie komplementuję. Jestem szczera.

    Bez bliskości trudno, a za blisko, kiedy jest się typem ofiarnym, jak ja, to ryzykowne. Zawsze więcej daję niż otrzymuję. Nie winię drugiej strony. Nie potrafię wyznaczać granic. Tego się dopiero uczę.
    A wszystko zaczęło się od „Obudź w sobie olbrzyma”. Tak książka pokazał mi, że pewne cechy można zmienić. No i najważniejsze: nie można zmienić innych, można tylko zmienić się samemu.
    przepraszam za długi wywód, ale jak pisze to pisze, tak mam. Jeśli nie pasuje, proszę usunąć. Pozdrawiam

    • Anna

      A mnie się podoba co i jak napisałaś. Mam podobne odczucia, podobną wrażliwość. Jestem artystką, albo próbuję nią być pomiędzy byciem mamą, „żoną”, kobietą – SOBĄ.
      Rozbawił mnie fragment o naliczaniu podwójnie znajomych :) Ludziom, ktorzy nie żyją ze sztuki wydaje się, że my nie robimy nic, a bycie artysktą to fanaberia znudzonej żoneczki.
      Z przyjemnością sięgnę po ksiązkę „Obudź w sobie olbrzyma” bo jestem obecnie na rozdrożu, i niczego tak nie potrzebuje, jak drogowskazu.
      Powodzenia i pozdrawiam