Programowanie społeczne

To, jak żyjemy i to, jak myślimy jest w większości wynikiem tego, co nam włożono do głowy w trakcie naszego dzieciństwa. Ile było tam wartościowych i budujących przekazów, a ile szkodliwych wzorców, przez które nie umiemy żyć w zgodzie ze sobą?

Mamy wielkie szczęście, że było nam dane urodzić się w takich, a nie innych czasach. Mamy prąd, dzięki któremu nasze lampy świecą. Mamy sklepy, w których wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Mamy szpitale i leki, dzięki którym możemy pozostać w zdrowiu.

Społeczny, kulturowy i technologiczny dorobek, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenia pozwala nam na życie w komforcie, z zaspokojonymi wszystkimi najważniejszymi potrzebami. Dzięki zjawisku społecznego uczenia się, każdy młody człowiek stający się częścią naszego społeczeństwa dowiaduje się o tym, jak działa świat. Nie musi więc poznawać wszystkiego od zera, popełniając wszystkie te błędy, które już zostały przez kogoś popełnione.

Jest jednak ciemna strona miejsca, w którym jesteśmy jako społeczeństwo. Ciemna strona tego, że przekazujemy naszym potomkom gotowy model rzeczywistości, nie zawsze zgodny z tym, jaka ta rzeczywistość jest. Sposób myślenia każdego z nas jest uzależniony od tego, co w dzieciństwie zostało nam “włożone” do głowy - a często były to rzeczy, które nie tylko nie wspierają, ale wręcz blokują nasz osobisty rozwój.

W tym artykule chcę pokazać Ci czym jest programowanie społeczne i wyjaśnić kilka destrukcyjnych mechanizmów, które są jego częścią.

Puste szafki

Gdy się rodzimy, nasz mózg jest jak wielka hala z milionem pustych szafek, które niebawem zaczną wypełniać się wiedzą na temat otaczającego nas świata. Treść tych książek i dokumentów, które wylądują w tych szafkach zadecyduje o tym, jak będziemy patrzeć na rzeczywistość. Jako bezbronne i w pełni uzależnione od rodziców istoty nie mamy żadnego wpływu na to, czym nasze szafki zostaną wypełnione.

W większości będą to kopie dokumentów, które kiedyś wylądowały w szafkach naszych rodziców, opiekunów i nauczycieli. Nasz sposób myślenia stanie się wypadkową tego, jak rozumieją świat Ci, którzy nas będą wychowywać. Na dalszych etapach życia będzie on “wzbogacony” o setki i tysiące wzorców płynących do nas z ekranu telewizora, monitorów komputerów, gazet i czasopism i innych mediów.

Aż pewnego dnia ten unikalny bałagan upchnięty do rozmaitych szafek w naszych głowach zaczniemy wkładać do umysłów swoich własnych dzieci, kontynuując przekazywanie skryptu rodzinnego, który wędruje sobie z pokolenia na pokolenie, mniej lub bardziej ewoluując.

Abyśmy mogli funkcjonować w tym świecie, nasz mózg musi zostać zaprogramowany. Nie oznacza to, że cała nasza osobowość jest uzależniona od treści, które zostaną włożone do naszej głowy. Nasza genetyka niesie w sobie zestaw tendencji i preferencji, które w dużej mierze zadecydują o tym, jaką będziemy mieć osobowość. Można powiedzieć, że to ta nasza “prawdziwa natura”. To, czy będziemy żyć w zgodzie z tą naturą, w dużej mierze zależy od jakości programów, które zadomowią się w naszych sieciach neuronalnych.

Niestety, ogromna część tego warunkowania płynie do nas z rozmaitych struktur społecznych, które celowo lub z powodu ignorancji programują człowieka w określony, często bardzo szkodliwy dla niego sposób.

Programowanie społeczne

Programowanie społeczne (z ang. “social conditioning”) to proces kształtowania jednostek w społeczeństwie tak, aby reagowały w sposób ogólnie aprobowany przez społeczeństwo i grupy społeczne.

Do dwóch najczęściej stosowanych mechanizmów społecznego programowania należą nagroda i kara oraz powtarzanie tych samych komunikatów.

Ten pierwszy polega na nagradzaniu pewnych zachowań (wzmacniając je), przy jednoczesnym karaniu innych (osłabiając je). Przykładowo - posłuszeństwo w szkole jest nagradzane, a brak posłuszeństwa jest karany. Drugi mechanizm polega na wielokrotnym (czasami setki lub tysiące razy) powtarzaniu określonych komunikatów, zwykle przez autorytety, aż w końcu nasz umysł uzna je za niepodważalną prawdę. Przykładem takiego działania są nadawane w czasie wojny propagandowe komunikaty w mediach, które określają jeden kraj jako agresora, a inny jako ofiarę.

Być może na tym etapie pojawia się w Tobie bunt i stwierdzasz, że jesteś odporny na takie manipulacje. Gratuluję Ci optymizmu, ale tutaj niestety się mylisz. Niejedno badanie pokazało, jak łatwo ulegamy przeróżnym mechanizmom wpływu, nawet wtedy, gdy jesteśmy ich świadomi. Uwierz mi, do projektowania komunikatów znajdujących się w reklamach telewizyjnych zatrudniane są osoby, które o funkcjonowaniu Twojej podświadomości wiedzą więcej niż Ty kiedykolwiek będziesz wiedział.

Świadomość bycia podatnym na programowanie społeczne jest najlepszym sposobem na uchronienie się od niego. Wiem, że gdybym oglądał wieczorne wiadomości kilka dni z rzędu, moje samopoczucie i mój sposób myślenia o świecie zaczęłyby się wyraźnie zmieniać. Dlatego w swoim mieszkaniu nie posiadam telewizora.

Dokąd nas to prowadzi?

Stan psychiczny ludzi i kondycja naszej planety wyraźnie pokazują, że nasze społeczeństwo zmierza do... samozagłady. To mocne słowa, ale mają one potwierdzenie w tym, co dostrzegają naukowcy badający upadki poprzednich cywilizacji. Niedawno opublikowane wyniki badania ufundowanego przez NASA mówią o tym, że wśród społeczeństw, które do tej pory upadły, powtarzały się dwa schematy - przesadne wykorzystanie zasobów naturalnych i rozwarstwienie społeczeństwa (rosnąca nierówność między elitami a niższymi klasami społecznymi). Brzmi znajomo?

A to dopiero początek. Statystyki chorób cywilizacyjnych, poziomu stresu, przemocy, głodu i wielu innych patologii są wyższe niż kiedykolwiek. Wiele problemów nowoczesnego świata mogłoby być w prosty sposób rozwiązane, ponieważ mamy już wszystkie odpowiedzi, metody i technologie, które nam to umożliwiają.

Gdybyśmy tylko te ogromne pieniądze przeznaczane na wojny, eksploracje kosmosu i olimpiady włożyli w technologie umożliwiające radzenie sobie z najważniejszymi problemami tego świata, być może kondycja naszego gatunku byłaby nieco lepsza. Niestety tak powszechny brak świadomości w naszym społeczeństwie sprawia, że brniemy ślepo ku jeszcze głębszym patologiom, ryzykując dojście do punktu, w którym nie będzie już odwrotu.

Ma to również bardzo negatywne konsekwencje dla naszego życia osobistego. Życie w zgodzie ze sobą w obliczu społecznego programowania i wszystkich tych zasad, wzorców i “powinności” jest w dzisiejszym świecie dużym wyzwaniem. Jak odnaleźć swój głos w całym tym chaosie i nabrać dystansu do jedynego “prawidłowego” modelu życia, który jest na nas na każdym kroku wymuszany? Jak zrozumieć tą narzuconą nam z góry, sztywną narrację społeczną, która ogranicza nasze pole manewru?

Odklejenie się od tych tak głęboko wdrukowanych wzorców i uczynienie swojego umysłu na powrót “czystą kartą” wymaga często lat pracy nad sobą. Wymaga to dużej odwagi, samodzielnego myślenia i umiejętności podważania oczywistych prawd.

Warto jednak iść tą ścieżką, bo stawka jest ogromna.

W tym miejscu chciałbym przytoczyć słowa filozofa Alana Wattsa, który dość zgrabnie ujmuje “chorobę”, która spowiła naszą kulturę. Jest to krótki film “Co jest nie tak z naszą kulturą” z fragmentem jednej z jego wypowiedzi (5 minut, polskie napisy):

Wolność od programowania społecznego

Dotarcie do swojego własnego głosu, do głosu serca i intuicji, do swojej własnej prawdy - jest według mnie jednym z naszych najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) zadań w życiu. Dlaczego? Ponieważ tylko wtedy, gdy dobrze znamy i rozumiemy siebie jesteśmy w stanie żyć w zgodzie z naszą naturą. A gdy się to nam uda, to większość problemów z lękami, brakiem sensu, motywacją i poczuciem własnej wartości się automatycznie rozwiązuje. Zaczynamy czuć się świetnie we własnej skórze i dobrze wiemy, dokąd w życiu idziemy.

Głęboko czuję, że ostatnie lata mojej pracy doprowadziły mnie właśnie do takiego punktu. Mam poczucie większej niż kiedykolwiek do tej pory swobody w decydowaniu o swoim losie i mam duży dystans do tego, co “powinno” się w życiu robić oraz do tego, co myślą o mnie inni ludzie (wyłączając z tego oczywiście moich bliskich). Czuję, że mam dobry kontakt ze swoją intuicją i wiem, czego chcę od życia. Zdarza mi się robić rzeczy sprzeczne ze społecznymi normami, czasami spotykając się ze zdziwieniem moich bliskich.

Oczywiście nie przychodzi mi to łatwo. Każda decyzja podejmowana “pod prąd” budzi we mnie mniejszy lub większy strach przed odrzuceniem.

Potrzeba przynależności jest jedną z najbardziej podstawowych potrzeb każdego człowieka. Strach przed odrzuceniem jest głosem tej potrzeby. To jeden z największych motywatorów do tego, aby wpasować się do panujących wzorców. Panicznie boimy się samotności i tego, że staniemy się wyrzutkami. Dlatego samodzielne myślenie, podważanie utartych schematów i wyrażanie własnego zdania jest tak trudne w dzisiejszych czasach.

Ludzie boją się utraty poczucia bezpieczeństwa i będą robić wszystko, aby sprowadzić Cię do swojego poziomu. Dlatego to kluczowe, aby stale nad sobą pracować. Gdy uwolnisz się od strachu przed odrzuceniem i nauczysz się mówić głośno o tym, co myślisz, będziesz mógł żyć w zgodzie ze sobą, wciąż mając dobre relacje z innymi.

Jeszcze 10 lat temu sam miałem ogromną potrzebę wpasowania się w panujące normy, panicznie bojąc się odrzucenia. W mojej głowie kotłowało się mnóstwo głosów, często zupełnie się wykluczających. Były to głosy moich rodziców, znajomych, nauczycieli, polityków, autorytetów, a nawet głosy z reklam i wieczornych wiadomości. Każdy chciał pokierować moim życiem w inny sposób. Wśród tylu pomysłów na to, co powinienem zrobić na każdym obszarze mojego życia, podejmowanie świadomych decyzji było po prostu niemożliwe. Zawsze, gdy coś chciałem dokonać wyboru, pojawiała się myśl - a może powinienem jednak zrobić coś innego? Długo nie miałem tego głębokiego spokoju, który mam w sobie teraz.

Jednym z najważniejszych etapów uwalniania się od tego bałaganu było uzmysłowienie sobie tego, jak dokładnie wpływa na nas nasza kultura i społeczne programowanie. Gdy zrozumiałem, w jaki sposób zachodni model życia kształtuje nasze myślenie, stało się dla mnie jasne, dlaczego tak trudno jest mi doświadczać szczęścia i satysfakcji z życia. Odklejanie się od społecznych wzorców i schematów było dla mnie ogromnym krokiem w stronę wolności umysłu.

W tym artykule chcę Ci przedstawić kilka elementów życia w społeczeństwie, które z mojej perspektywy mogą (choć nie zawsze muszą) być dla nas ograniczające i destrukcyjne. Jestem głęboko przekonany, że bezrefleksyjne branie tych wzorców za oczywistość i nieodłączny element życia każdego z nas jest często źródłem frustracji, cierpienia i wielu mentalnych i emocjonalnych blokad.

Na tym etapie jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, że społeczne programowanie to nie czyste zło, które niszczy wszystkie ludzkie dusze i umysły. To naturalne i potrzebne zjawisko, które jest nieodłącznym elementem każdego społeczeństwa. Przyswajanie kolektywnej wiedzy i doświadczeń sprawia, że nie musimy popełniać tych błędów, które inni już popełnili. Nie musimy doświadczać wszystkiego na własnej skórze. Dzięki temu, że tak szybko uczymy się pewnych struktur i zasad możemy żyć w społeczeństwie, które zapewnia nam wszystko to, co jest nam potrzebne, co czyni życie dużo wygodniejszym i bardziej komfortowym. I choć w tym artykule chcę się skupić tylko i wyłącznie na tym negatywnym aspekcie społecznego programowania, jest też wiele jego dobrych stron, które warto dostrzegać i doceniać.

Zdaję sobie sprawę z tego, że treść tego artykułu może w naturalny sposób rodzić u Ciebie, Czytelniku, pewien wewnętrzny sprzeciw. Jest to jak najbardziej na miejscu w sytuacji, gdy trafiasz na niepopularną i kontrowersyjną opinię. Niemniej proszę Cię o wstrzymanie swojej oceny na te kilka chwil. To zbyt ważny temat i nie warto bez głębszej refleksji odrzucać czegoś, co po prostu nie zgadza się z Twoim światopoglądem. Jeśli po zakończeniu lektury pojawią się w Tobie pewne sprzeciwy czy wątpliwości, podziel się nimi proszę w komentarzach. Czuję, że potrzebujemy w tym zakresie aktywnej dyskusji, która doprowadzi nas wszystkich do owocnych wniosków i konstruktywnych działań.

To, o czym tutaj piszę jest moją subiektywną opinią. Nie chcę, abyś wierzył mi na słowo. Nie traktuj tego jako prawdę objawioną. Potraktuj te punkty jako okazję do podważenia czegoś, co być może do tej pory było dla Ciebie oczywistością. A potem daj sobie czas na refleksję. Włącz samodzielne myślenie i sprawdź, jak się czujesz z tym, co przeczytałeś.

Muzyka

Żeby było jasne - sam jestem zakochany w muzyce (niemal każdego gatunku) i uważam, że jest to jedno z najcudowniejszych narzędzi zmieniania naszego stanu świadomości.

Jednocześnie trudno jest mi być obojętnym wobec tego, co robi się z muzyką podawaną w mainstreamowym nurcie. Muzyka pop najczęściej przekazuje ludziom puste i szkodliwe wartości. Nietrudno jest zauważyć, że największa rzeka pieniędzy płynie do “artystów”, których utwory zostały zdominowane przez takie tematy jak imprezy, narkotyki, podrywanie, seks, przedmiotowe traktowanie kobiet, złamane serce.

Muzyka jest niezwykłym medium, które może być przekaźnikiem życiowych mądrości. Niestety w obecnej pop kulturze jest czymś, co bezlitośnie kaleczy nasze umysły jak kropla, która drąży skałę (pojedyncze odsłuchanie utworu napakowanego szkodliwymi przekazami jeszcze nikomu krzywdy nie zrobi, ale słuchanie takiej muzyki codziennie przez kilka godzin już jak najbardziej).

Być może powiesz, że na taką muzykę jest popyt. Owszem, jest, ale jest to popyt, który w dużej mierze jest kreowany. Z moich 5-letnich studiów z zarządzania i marketingu najbardziej zapamiętałem to, że za pomocą odpowiednio zaprojektowanej komunikacji możesz kształtować nie tylko postawy i sposób myślenia, ale potrzeby i pragnienia ludzi, a nawet ich gusta.

Ludziom więc najczęściej podoba się to, co im się podaje na tacy. Tam, gdzie płyną największe pieniądze i tam, gdzie jest najwięcej reklamy, tam jest kierowane największe zainteresowanie społeczeństwa. Dokładnie tak samo jest z kinem, które jest bohaterem następnego punktu.

Kino

Z kinem jest podobnie, jak z muzyką. Film jest niezwykle skutecznym narzędziem edukacji i kształtowania światopoglądu (nie mówiąc już o tym, że często staje się ucztą dla zmysłów i źródłem zachwytu). Istnieje mnóstwo cudownych, ważnych i wartościowych filmów. Niemniej w głównym nurcie, do przeciętnego odbiorcy kierowane są śmieciowe obrazy, które kreują destrukcyjne i patologiczne postawy u ludzi.

Robiąc sobie przegląd filmów, które w ostatnich latach zostały zasilone największymi budżetami, przez nasze oczy przewija się zestaw powtarzających się motywów: przemoc, nienawiść, zdrada, zabijanie, strach, i tak dalej. Wystarczy spojrzeć na popularność takich seriali jak Gra o Tron czy Narcos. Oglądanie takich obrazów na porządku dziennym nie może pozostawać bez wpływu na to, jak widzisz otaczającą Cię rzeczywistość.

Inny trend można zaobserwować w filmach dla młodzieży. Prekursorem i legendą jest tutaj bez wątpienia film American Pie, który pokazywał jego fanom jak powinna wyglądać dobra impreza. W jego ślady poszło mnóstwo innych filmów, które powielały schemat pełnych alkoholu i seksu imprez.

Warto też wspomnieć o tym, jak z perspektywy psychologicznej filmy kreują pewne postawy i zachowania. Przykładowo, obecnie reklama papierosów w telewizji jest zakazana, ale w dużej większości filmów i seriali widzimy, jak bohaterowie, z którymi się identyfikujemy, palą papierosa za papierosem. Taki “product placement” również nie pozostaje bez wpływu na nasze postawy.

Potwierdzają to badania dotyczące teorii społecznego uczenia się. Jednym z nich był eksperyment z lalką Bobo. Był to duży, nadmuchiwany, kolorowy klaun. Zanim dzieci mogły się pobawić tą lalką, oglądały pokaz modela, który zachowywał się wobec lalki wyjątkowo agresywnie (model między innymi bił pięściami i kopał klauna). Gdy po takiej prezentacji dziecko mogło samodzielnie pobawić się lalką, w dużej większości robiły to w bardzo podobny sposób do wcześniej zaobserwowanego (pomimo, że nie były instruowane do przemocy). Dzieci kopały klauna i biły go pięściami w ten sam sposób, co model.

Dokładnie taki sam wpływ mają na nas filmy, nawet jeśli uważamy, że jest inaczej. Programujemy się w ten sposób na określone punkty widzenia, postawy, zachowania, a nawet na sposób komunikacji czy reagowania na określone sytuacje. Dlatego zachęcam do uważnego wybierania tego, co oglądasz w jesienne wieczory lub podczas wypadów do kina.

“Nawet patrząc przez różowe okulary, widzimy w tej telewizji, że to zupełnie normalne pokazywać ludzi bijących i zabijających się. Ale nie, nie ludzi, którzy kochają się wzajemnie, za wyjątkiem dość powściągliwych sposobów. Można z tego wyciągnąć wniosek, że ukrytym tutaj założeniem jest to, że fizyczne wyrażanie miłości jest dużo bardziej niebezpieczne, niż fizycznie wyrażona nienawiść.” ALAN WATTS

Edukacja

Tutaj bałagan jest chyba największy… O 13 błędach systemu edukacji pisałem już na tym blogu i wciąż jest to jeden z najpopularniejszych tekstów tutaj. Poniżej pozwolę sobie natomiast przytoczyć krótki fragment z mojej książki “Insight. Droga do mentalnej dojrzałości”:

“Nasz system edukacji jest oparty na wielu błędnych założeniach, czego wynikiem jest „okaleczenie” osobowości setek tysięcy młodych i chłonnych jak gąbka umysłów. Funkcjonujący obecnie system powstał 200 lat temu w Prusach na potrzeby gospodarki industrialnej ubiegłych wieków. Co ciekawe, twórcy tego systemu wcale nie byli zadowoleni z ostatecznej formy, w jakiej był on wprowadzany. Musieli jednak iść na kompromis w wyniku nacisków Kościoła i wojska. System edukacji w takiej formie ma na celu szkolenie pozbawionych umiejętności samodzielnego myślenia ludzi, którzy będą posłusznie pracować na rzecz prężnie rozwijającej się gospodarki.”

Dotyczy to oczywiście każdego etapu edukacji, nie tylko szkoły podstawowej. Coś, co ma uczyć, rozwijać i inspirować, zniechęca do nauki skuteczniej niż cokolwiek innego. “Produkuje” ludzi, którzy nie będą w stanie podważyć obecnego stanu rzeczy i będą posłusznie grać w grę, którą się nam serwuje.”

Podobnych głosów na temat systemu edukacji pojawiało się i wciąż pojawia bardzo wiele. Niektóre są bardziej, a niektóre mniej wyważone. Jestem zwolennikiem tych drugich. Przykładowo, Noam Chomsky, znany amerykański językoznawca, filozof i działacz polityczny powiedział, że system edukacji to system indoktrynacji młodych i że jego celem jest trenowanie ludzi do bycia posłusznymi, pasywnymi, nie myślącymi zbyt wiele członkami społeczeństwa. Według mnie warto mówić głośno i odważnie o tym, co się w w edukacji dzieje, bo wiele obecnych praktyk jest niedopuszczalnych i zbyt ostrożne podejście do potencjalnych zmian nie pozwoli nam zebrać wystarczającej siły, aby faktycznie coś w tym zakresie zrobić.

Program nauczania jest jednym z najważniejszych narzędzi społecznego programowania. To pewnie dlatego niemal na całym świecie jest on obowiązkowy i egzekwowany prawem (w moich poszukiwaniach znalazłem tylko jeden (jeden!) kraj, w którym jest inaczej. Są to wyspy Saint Vincent i Grenadyny. Nie ma wątpliwości, że pewnego dnia się tam wybiorę.

"Pozwólcie mi kontrolować podręczniki, a będę miał kontrolę nad krajem." ADOLF HITLER

To w dużej mierze w szkole dowiadujemy się jak funkcjonuje świat. Przykładowo, uczymy się o hiszpańskich bohaterach, którzy odkryli Amerykę. Nikt jednak nie wspomina o ludobójstwie rdzennych Amerykanów, które można przyrównać do tego, czego podjął się Hitler. Dostajemy więc na tacy jedną z opinii, stronniczych perspektyw, która jest nam przymusem wkładana do głowy (dosłownie, ponieważ jeśli tego nie zrobimy to wylecimy ze szkoły).

Szkoła jest sposobem na odsiew tych ludzi, którzy są wystarczająco zbuntowani, aby nie dać się społecznemu programowaniu (oni lądują na ulicy jako margines). Jeśli podważasz system i nie jesteś posłuszny, niemal na pewno zostaniesz oceniony jako głupi i opóźniony w rozwoju.

Telewizja

Jak w przytoczonym wcześniej filmie powiedział Alan Watts, telewizja jest elektroniczną reprodukcją życia, której nie można dotknąć i która nie pachnie i nie ma smaku.

O szkodliwości tego urządzenia nie muszę chyba zbyt wiele opowiadać, bo coraz więcej ludzi świadomie rezygnuje z oglądania telewizji. Co prawda czas spędzony przed ekranem telewizora teraz jest przeznaczany na ekran monitora w poczuciu, że w internecie sami możemy wybierać informacje, które konsumujemy. Takie założenie jest w dużej mierze pułapką, bo internet również jest skutecznym narzędziem społecznego warunkowania (tak naprawdę znacznie skuteczniejszym niż telewizja), ale to temat na osobny artykuł.

Jak pewnie sam już wiesz, wieczorne wiadomości pokazujące w 90% informacje o negatywnym zabarwieniu, programują nasz umysł na patrzenie na świat przez pryzmat właśnie tego negatywizmu. Zakres różnych spojrzeń na rzeczywistość jest w telewizji niezwykle wąski, ponieważ właścicielami zdecydowanej większości mediów jest zaledwie kilka firm prywatnych mających bezpośredni wpływ na zawartość tego, co jest tam serwowane.

Wspomniany wcześniej Noam Chomsky powiedział kiedyś, że podstawową funkcją mass mediów jest kreowanie publicznego wsparcia interesów rządów i sektora prywatnego. Widać to bardzo wyraźnie gdy przełączamy między poszczególnymi kanałami, które wspierają interesy różnych partii politycznych. Jeśli znasz angielski i chcesz dowiedzieć się o tym więcej, zobacz krótki film, w którym omówione jest 10 strategii manipulacji mediów według Noama Chomskiego.

Innym absurdem jest według mnie niemal całkowite pomijanie tego, co na świecie jest naprawdę ważne, na rzecz pustej i taniej rozrywki. Ludziom podaje się na tacy igrzyska, olimpiady, programy typu reality show, podczas gdy wartościowe filmy dokumentalne i wiadomości o światowym głodzie czy o hektarach wycinanych lasów można zobaczyć jedynie na programach, które są gdzieś daleko na liście wszystkich stacji. I podczas gdy płuca naszej planety są bezlitośnie niszczone, my oglądamy jak gwiazdy tańczą na lodzie. Poniżej zdjęcie z Brazylii, gdzie od roku 1970 wycięto już ponad 700 tysięcy kilometrów kwadratowych lasów deszczowych. Pomiędzy rokiem 2000 a 2006 wycięto tam 150 tysięcy kilometrów kwadratowych, co daje powierzchnię większą niż... Grecja.

Konsumpcjonizm

Poznań, moje rodzinne miasto, ma pierwsze miejsce w Polsce jeśli chodzi o liczbę centrów handlowych (jest ich tutaj już 19). Taki krajobraz to znak czasów, w których gromadzenie przedmiotów stało się sposobem na rozwiązanie wszystkich naszych problemów.

Zawdzięczamy to w dużej mierze Edwardowi Bernays’owi, austriacko-amerykańskiemu pionierowi public relations i propagandy (pojęcie “public relations” zastąpiło na początku zeszłego wieku słowo “propaganda”, gdyż to drugie źle się ludziom kojarzyło). Bernays był pierwszym człowiekiem, który wykorzystał teorie Freuda o naturze ludzkiej, aby manipulować masami. Pokazując korporacjom w jaki sposób powiązać produkty z nieuświadomionymi pragnieniami, nauczył ich sprawiać, aby ludzie pragnęli rzeczy, które nie były im potrzebne. Wiem, brzmi to jak jakaś teoria spiskowa... ale takie właśnie były początki świata reklamy. Jeśli chcesz poznać i zrozumieć całą historię Bernay’sa, zobacz koniecznie wielokrotnie nagradzany film dokumentalny Adama Curtisa “The Century of Self”.

Edward Bernays w swojej książce “Propaganda” napisał: “Pojedyncza fabryka, potencjalnie zdolna do zaopatrzenia całego kontynentu w konkretny produkt, nie może sobie pozwolić na czekanie aż ludzie sami zapytają o ten produkt; musi ona pozostać w stałym kontakcie, poprzez reklamę i propagandę, z szeroką publiką, tak aby zapewnić sobie stały popyt, który uczyni drogą fabrykę zyskowną.”

To jednak nie wszystko. Jeśli korporacje mają się bogacić, to muszą znaleźć nie tylko sposób na to, aby klient kupił, ale również, aby kupował wiele razy. Na tym etapie rozwoju technologii nie powinno być to absolutnie żadnym problemem, aby produkować urządzenia, które będą solidne, trwałe i niezniszczalne na długie, długie lata. Okazuje się jednak, że do tego nam bardzo daleko. Ja obecnie jestem posiadaczem już 6 czy 7 drukarki, bo gdy oddawałem do naprawy każdą poprzednią, zawsze słyszałem tą samą odpowiedź: “Bardziej się opłaca kupić nową, niż naprawiać tę”.

Okazuje się, że drukarki są zaprogramowane w taki sposób… aby po określonym czasie się po prostu psuć. Nazywa się to “planowanym postarzaniem produktów”. W 1924 roku takie firmy jak Osram, Philips i General Electric umówiły się tak, aby wszystkie żarówki pracowały maksymalnie 1000 godzin (zamiast dotychczasowych 2000). Natomiast w artykule opublikowanym przez The Economist (link) pada przykład nylonowej pończochy. Ciągłe “puszczanie oczek” zmuszało kobiety do kupowania w kółko kolejnych pończoch.

Pomyśl o tym, jak tragiczne ma to skutki dla naszej planety. Do produkowania nowych urządzeń, ubrań i innych produktów jest potrzebne mnóstwo energii i zasobów, które w naszym środowisku powoli się kończą. Badania, które były przeprowadzone w Niemczech w 2013 roku pokazały, że uszkodzenia sprzętu AGD i elektroniki wynikające z planowanego postarzania produktów wynoszą w tym kraju kilka miliardów euro rocznie (więcej w artykule na stronie Business Insider). A to nie wszystko - miliony ton elektronicznych śmieci jest porzucanych w Afryce (na zdjęciu poniżej widzimy technologiczne wysypisko śmieci w Ghanie). Wiele z nich ma w sobie toksyczne substancje, które wyciekają, zanieczyszczając środowisko i zagrażając zdrowiu okolicznych mieszkańców.

Tam, gdzie o zaplanowane uszkodzenia produktów nie jest tak łatwo, są inne sposoby na motywowanie do powtarzających się zakupów. Świetnym przykładem jest tutaj świat mody. Sezonowość w tej branży nie pojawiła się przez przypadek. Im więcej okazji do kupienia różnych ubrań w zależności od pory roku, modnego koloru, najnowszych trendów i przeznaczenia stroju - tym więcej firma produkująca ubrania zarobi. To naturalne - firmy te będą stawać na rzęsach, aby przekonać każdego swojego klienta, że musi mieć inną kreację na każdą okazję i na każdą porę roku. Ludzie, którzy chcą podbudować swoją samoocenę poprzez wpasowanie się w panujące trendy są najłatwiejszym celem branży modowej.

Nie mógłbym też nie wspomnieć o okrutnej, przemysłowej produkcji mięsa i nabiału. Jestem wegetarianinem, ale szanuję wybory osób jedzących mięso. Jest wiele miejsc, w których można kupić mięso pozyskane ze zwierząt, które są traktowane w odpowiedni sposób. Nie mogę jednak zgodzić się na okrutne i bestialskie traktowanie zwierząt w wielkich "fabrykach", w których liczy się tylko zysk kosztem ogromnego cierpienia tych stworzeń.

“Jesteśmy niewolnikami w białych kołnierzykach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami. Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić gówno, którego nie potrzebujemy.” TYLER DURDEN, "PODZIEMNY KRĄG"

Zastanów się w najbliższych dniach nad tym, na co wydajesz swoje pieniądze. Czy są to rzeczy, których naprawdę potrzebujesz? Czy przyczyniasz się do dbania o planetę, czy do niszczenia jej? Co kieruje Twoimi decyzjami zakupowymi?

Używki i narkotyki

Polityka narkotykowa jest kolejnym przykładem tego, jak bardzo miesza się nam w głowach oddalając nas od tego, co dla nas dobre i zdrowe.

The Lancet, naukowe czasopismo medyczne (jedno z najdłużej wydawanych tego typu czasopism na świecie) opublikował w 2010 roku badanie mające na celu określenie poziomu szkodliwości 20 narkotyków (legalnych i nielegalnych). Oto wyniki:

Co ciekawe, jako najbardziej niebezpieczny narkotyk został uznany alkohol, który nie tylko jest w pełni legalny, ale jest nieodłączną częścią całej naszej kultury. Jednocześnie, takie substancje jak grzybki halucynogenne czy LSD, które są na samym dole tej tabeli, są uznawane przez rządy jako najbardziej niebezpieczne narkotyki.

Obecnie prowadzonych jest wiele badań na temat potencjału LSD oraz psylocybiny (znajdującej się we wspomnianych grzybkach) w leczeniu rozmaitych zaburzeń psychicznych, w tym odpornej na terapię, głębokiej depresji. Już teraz pojawiają się głosy, że mikrodawkowanie LSD jest bezpieczeniejsze w leczeniu depresji niż leki psychotropowe (głos profesora neurobiologii Davida Presti z University of California). Z kolei psychodelik MDMA (znane potocznie jako “ecstasy”) jest obecnie w 3 fazie prób klinicznych w leczeniu PTSD (zespół stresu pourazowego). Okazuje się, że skuteczność takiej terapii znacząco przewyższa dotychczasowe sposoby leczenia i wygląda na to, że MDMA niebawem będzie legalne dla specjalnie przeszkolonych psychoterapeutów.

Psychodeliki nie są czymś, co się bierze dla rozrywki. To środki, które pozwalają nam wejść bardzo głęboko w świat naszego własnego umysłu. Bez odpowiedniej wiedzy i przygotowania takie doświadczenie może być niezwykle trudne a czasami wręcz traumatyczne. Jeśli jednak poddamy się odpowiednio przygotowanej sesji psychodelicznej, pod okiem przeszkolonego specjalisty, taka podróż w głąb siebie  pomaga nam w pewien sposób na wyjście poza nasze własne “ja”. Gdy doświadczamy rozpadającego się ego i uwalniamy się od wdrukowanych nam wzorców, możemy uzdrowić swój umysł na wielu różnych poziomach. Niektórzy naukowcy twierdzą, że pojedyncza sesja z substancją psychodeliczną może zastąpić wiele miesięcy regularnej psychoterapii.

Z jakiegoś powodu jesteśmy trzymani z daleka od tych naturalnych środków psychoaktywnych, które są nieodłączną częścią naszego świata natury (substancje psychodeliczne występują między innymi w kaktusach San Pedro, afrykańskiej roślinie o nazwie Ibogaina, czy w Ayahuasce, popularnym wywarze przygotowywanym przez szamanów w amazońskiej dżungli). W książce “Stealing Fire” przeczytałem, że psychofarmakolodzy od lat obserwują zwierzęta, które sięgają po substancje psychoaktywne (delfiny gustują w rybach rozdymkowatych, kozy zajadają grzybki psychodeliczne, ptaki żują nasiona marihuany, a słonie upijają się sfermentowanymi owocami).

Amerykański psychofarmakolog Ronald Keith Siegel powiedział, że “szukanie i spożywanie narkotyków to biologicznie normalne zachowania... w sensie, że dążenie za środkami odurzającymi u zwierząt jest raczej regułą niż wyjątkiem.” Badacze również uznali, że takie zachowania dają zwierzętom znaczącą przewagę ewolucyjną, ponieważ odurzanie się narkotykami jest dla nich sposobem na tzw. “odprogramowywanie się” (z ang. “depatterning”). To droga do przerywania nawykowych, schematycznych zachowań, w które zwierzęta wpadają, dokładnie tak samo jak my, ludzie.

Podobnie to działa w przypadku gatunku ludzkiego. Jest mnóstwo badań ukazujących terapeutyczny potencjał tych substancji. Ja również miałem okazję doświadczyć tego w krajach, gdzie psychodeliki są legalne i głęboko wierzę w ich terapeutyczny potencjał.

Na szczęście na horyzoncie widać pierwsze zmiany. Marihuana, która zgodnie z badaniami jest 114 razy bezpieczniejsza niż alkohol, jest już legalna w niektórych stanach w USA. W Polsce wciąż jest do tego daleka droga, ale dla zainteresowanych taką eksploracją swojego umysłu zawsze pozostaje wypad do Amsterdamu.

Każdy powinien mieć wolność do decydowania o tym, co robi ze swoim ciałem i umysłem. Sytuacja, w której alkohol, który w dużych dawkach może powodować (i wielokrotnie powoduje) śmierć jest w pełni legalny, podczas gdy grzybki halucynogenne czy LSD, które nigdy nie spowodowały ani jednej śmierci są tak bardzo nielegalne, jest po prostu absurdalna.

Kropla w morzu

Jak się czujesz po przeczytaniu tych wszystkich przykładów społecznego warunkowania? Zastanów się nad tym przez chwilę. Czy czujesz bunt i niezgodę? A może strach i niepewność? Być może jesteś zafascynowany tą wiedzą lub masz poczucie “faktycznie tak jest!”.

Niezależnie od tego czego teraz doświadczasz, musisz wiedzieć, że to wszystko to tylko kropla w wielkim morzu tego typu praktyk. Poziomów “społecznego matrixa” jest naprawdę wiele i mógłbym jeszcze długo o tym pisać, choć sam zapewne widzę tylko wierzchołek góry lodowej. Moglibyśmy poświęcić drugie tyle miejsca na mechanizmy pojawiające się w świecie opieki zdrowotnej, dietetyce i żywieniu, polityce, społecznie uznanym modelu rodziny, i na wielu, wielu innych obszarach. Jeśli któreś z nich Was szczególnie interesują (lub chcielibyście, abym rozwinął te, które już poruszyłem w tym artykule), dajcie znać w komentarzach - chętnie napiszę o tym więcej.

W jaki sposób społeczne warunkowanie wpływa na nasze życie?

  • Wydajemy pieniądze na rzeczy, które nie są nam naprawdę potrzebne, nie mając przez to pieniędzy na to, co może nam pomóc,
  • Tracimy czas na aktywności, które nic nie wnoszą do naszego życia,
  • Angażujemy się w aktywności, które są dla nas szkodliwe na wielu poziomach (jedzenie fast-foodów, picie alkoholu),
  • Stajemy się ofiarami zaburzeń psychicznych, które wynikają z konfliktów wewnętrznych pomiędzy tym, co w głębi siebie czujemy i myślimy, a tym co “powinniśmy” czuć i myśleć,
  • Stajemy się wyizolowani pod wpływem nieufności i sztucznego dystansu, jaki tworzymy w relacjach z innymi.
  • Co ciekawe, “nowoczesny” styl życia jest na tyle wrogi ludzkiej naturze, że nawet jeśli nie próbujemy w sposób świadomy się z niego wydostać, nasza podświadomość znajduje najróżniejsze (często niestety destrukcyjne) drogi do uwolnienia się od niego. Świetnie ujmuje to następujący cytat:

“Uzależnienia, autosabotaż, prokrastynacja, lenistwo, złość, chroniczne zmęczenie i depresja są różnymi sposobami, za pomocą których wycofujemy swoje zaangażowanie w programie życia, jaki jest nam oferowany. Gdy świadomy umysł nie może znaleźć powodu, dla którego może powiedzieć “nie”, podświadomy umysł mówi “nie” na swój własny sposób.” - Charles Eisenstein

Światełko w tunelu

Nie napisałem tego artykułu po to, abyśmy teraz wszyscy stwierdzili, że “społeczeństwo jest do bani”, a więc powinniśmy wynieść się na bezludną wyspę i zacząć tam od nowa (choć nie ukrywam, że jest to kusząca alternatywa...). Życie w tym społeczeństwie w sposób świadomy i w zgodzie ze sobą jest jak najbardziej możliwe - choć nie zawsze łatwe. Będąc odpowiednio zdystansowanym do wymienionych “patologii” zachodniego modelu życia możemy chodzić własnymi ścieżkami, uwalniając się od tego szkodliwego wpływu.

Co ważne, nie chcę wskazywać tutaj domniemanych winowajców takiego stanu rzeczy, ponieważ z mojego punktu widzenia nie jest to takie proste. Dlatego nie powiem Ci, że to wszystko wina rządowego spisku przeciw ludzkości, albo że to wynik czystej głupoty polityków lub zupełnie naturalny proces ewolucji społeczeństw.

Oczywiście znalezienie odpowiedzi na to pytanie jest bardzo ważne, niemniej na tym etapie ważniejsze jest uświadomienie sobie tego, że możemy być od tego wszystkiego wolni. Przynajmniej w pewnym zakresie, bo są elementy życia w społeczeństwie, od których nie uciekniesz (na przykład przymusowa danina zwana powszechnie podatkami).

"Uwolnijmy się od mentalnej niewoli, nikt oprócz nas samych nie może uwolnić naszych umysłów." BOB MARLEY

Jak więc uwolnić się od społecznego warunkowania? Jak pozbyć się tych wdruków, które są z nami od wielu lat i które kierują całym naszym życiem? Jak odnaleźć swój głos i zacząć żyć w zgodzie ze sobą?

W przyszłości napiszę o tym osobny tekst (dajcie mi tylko znać w komentarzach czy jest w Was taka potrzeba), a na ten moment podzielę się kilkoma prostymi wskazówkami, które pozwolą się Wam powoli dystansować do destrukcyjnych wzorców i schematów społecznych:

  • Nie zakładaj, że jesteś poza wpływem warunkowana społecznego. Po pierwsze, nie jest to możliwe, a po drugie, to tylko sprawia, że przestajesz być uważny i świadomy tego wpływu. Co z kolei czyni Cię na niego jeszcze bardziej podatnym.
  • Podważaj autorytety. To, że ktoś jest politykiem, księdzem, gwiazdą pop czy doktorem nauk społecznych nie znaczy, że ma monopol na prawdę. Każdy uważa, że wie jak żyć, ale tak naprawdę nikt nie ma uniwersalnych odpowiedzi na najważniejsze pytania. Zawsze szukaj odpowiedzi w sobie, bo to co dobre dla kogoś innego, wcale nie musi być dobre dla Ciebie.
  • Podważaj swoje reakcje, nawyki, przekonania. Nie zakładaj, że to, jak zostałeś nauczony żyć to jedyny i prawidłowy sposób na życie. Istnieją setki możliwych scenariuszy Twojej przyszłości i im bardziej uwolnisz się od ścieżki, która została Ci narzucona, tym większa szansa, że znajdziesz swoją własną drogę.
  • Podróżuj. To najlepszy sposób na zrozumienie tego, jak bardzo kultura wpływa na naszą psychikę. Tylko w ten sposób poznasz zupełnie inne perspektywy i sposoby patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość.
  • Ogranicz konsumpcję mediów. Im mniej będziesz bombardować swój umysł stronniczymi opiniami, tym bardziej pozostaniesz otwarty na różne możliwości.
  • Rozwijaj swoją empatię, aby otwierać się na zrozumienie innych ludzi, nawiązywać głębsze więzi i uczyć się od każdego, kto ma inną perspektywę na życie. W ten sposób uwalniasz się od wąskiego patrzenia na świat i wzbogacasz swój punkt widzenia.

Cieszę się, że dobrnąłeś do końca tego artykułu. To był długi tekst, ale pisząc te słowa mam silne odczucie, że to dopiero początek rozmowy na ten temat. To, co napiszę dalej zależy już od Was. Dlatego bardzo proszę - przewiń tę stronę na dół i pozostaw tam swój komentarz. Opisz swoje odczucia, niezależnie od tego, jakie są. Dziękuję. Zachęcam też do lektury tych komentarzy, które już się pojawiły. Wnoszą one bardzo dużo i z pewnością będą dla Ciebie dalszą inspiracją do refleksji.

Napisz komentarz

  • Tych z Was, którzy są zainteresowani pogłębieniem wiedzy na temat programowania społecznego oraz uwalnianiem się od tych wzorców, może zainteresować informacja, że w najbliższy wtorek ruszam z 4-tygodniowym cyklem warsztatów online na żywo "4 kroki do życia w zgodzie ze sobą".

    Podczas warsztatów mocno rozwinę tematy poruszone w tym artykule, podając przy tym wskazówki pozwalające odnaleźć w tym wszystkim siebie i uwolnić się od tych najbardziej szkodliwych elementów społecznego programowania.

    Program i zapisy: https://lifearchitect.pl/warsztaty/4kroki-w-zgodzie/

    • gosc123

      No i po to byl Twoj artykul.... Propaganda... Zareklamowales swoj warsztat....

  • Mateusz Wąsowski

    Bardzo dobry tekst poszerzający horyzonty.
    Jedynie odczułem pewną stronniczość w UŻYWKACH - uzależnienie od stałego odkrywania własnego "ja" również może nastąpić. Nie jestem zagorzałym fanem alkoholu, ale również poprzez niego można w pewien sposób szukać czegoś w sobie. Rozumiem, że polecana forma zażywania LSD, to przy opiece lekarza, jednak mam wrażenie, że i taka aktywność może być silnie uzależniająca. Chwilowe rozluźnienie, zresetowanie umysłu - kusi. Jak zostało w powyższym artykule pokazane, zwierzęta stale się odurzają. Nie uważam, aby taka forma pójścia na skróty jest dobra (pomijam choroby typu stresu pourazowego), własnego ja powinniśmy szukać we własnym umyśle, bez żadnych wspomagaczy.

    • Justyna Gajewska

      Justyna

    • Dziękuję Justyna za komentarz i miłe słowa :-)

    • Mateusz, wklejam poniżej treść komentarza, który umieściłem kilka komentarzy wyżej:

      "Psychodeliki mają to do siebie, że nie są uzależniające. Winny jest temu efekt tolerancji, zgodnie z którym, jeśli weźmiesz tego typu substancję kilka dni po doświadczeniu psychodelicznym, aby osiągnąć ten sam efekt, musiałbyś spożyć dwa razy większą dawkę. Aby osiągnąć pożądany efekt warto odczekać nawet miesiąc.

      W praktyce okazuje się, że po doświadczeniu z psychodelikami ludzie wcale nie mają ochoty tak szybko tam wracać. Jest to na tyle głębokie i poruszające przeżycie, że przed następnym "razem" potrzebują poukładać sobie w głowie to, co się tam wydarzyło.

      Oczywiście zdarzają się osoby, które "odlatują" i nadużywają tych substancji, ale najczęściej są to osoby, które mają na tyle dużo problemów w świecie rzeczywistym, że są podatne na każdego rodzaju uzależnienie i mogą się uzależnić od każdego środka, który pozwoli im na ucieczkę od codziennego życia."

      Dodam jeszcze, że to nie jest "droga na skróty". Sesja psychodeliczna pokazuje Ci wiele rzeczy o samym sobie, o których wcześniej nie miałeś pojęcia. Ale sama wiedza nie sprawi, że Twoje życie się zmieni (choć uleczenie pewnych ran jak najbardziej wpłynie pozytywnie na Twoje życie). To duży i ważny bodziec do pracy nad sobą, ale to nie oznacza, że nie będzie to od Ciebie później wymagało wysiłku i dalszej pracy w życiu codziennym.

    • Joanna

      Rozumiem Michale, że jesteś za stosowaniem psychodelicznych substancji w TERAPII różnych schorzeń? Nie widzę sensu (a raczej niepotrzebne ryzyko) stosowania grzybków, LSD czy kanabinoidów, bo "taka moda" czy "żeby odkryć swoje ja". Osobiście jestem za stosowaniem tylko u ludzi chorych - np. lecznicza marihuana w padaczce, zespole stresu pourazowego, depresji, chorobach neurodegeneracyjnych, jaskrze, bólu itd...

  • Kamil Kordos

    Ciekawe ujęcie tematu :) Wydaje mi się, że wiele osób ma świadomość tego, że jest manipulowana przez reklamy, telewizję itd, ale niestety to akceptują, bo...tak jest łatwiej. Dostają wzorzec życia do jakiego mają dążyć, dostają podane "metody" jakimi mogą to osiągnąć i to im wystarcza. Nie zastanawiają się nad tym czy tego chcą, bo widzą, że wszyscy inni tak robią, więc i dla nich musi być to odpowiednie. Najgorsze jest, że takiemu złudzeniu ulegają młodzi ludzi, którzy dopiero będą wchodzić w dorosłość. Widzą wyidealizowane obrazy życia, że: najważniejsza jest popularność, odmienność jest tępiona, picie alkoholu nie kończy się kacem i innymi nieprzyjemnościami, a każdy seks wygląda jak w filmach porno. Kiedy uświadamiają sobie, że tak nie wygląda prawdziwe życie, dochodzi do wielu rozczarowań, które mogą zaważyć na ich przyszłości i zdrowiu.

    • Barbara Szulc

      i życiu

  • Leszek Malczuk

    Cześć Michał,
    !! nie patrz na błędy mam dyslekcje, poprosu ich nie widzę!! Artykuł genijalny i nie jest za długi część już wiedziałałem o tym co piszesz, a część bardziej czuje iż wiem. Szczegulnie czuje że niektóre zagadnienia dotykają mnie osobiście. Jednym a zarazem głównym jest procrastination w tym co mam robić, Z tergo teksu wnioskuje że to nie zemną jest coś nie tak ja po prostu robię to czego nie chcę, a po części jest coś ze mną nie tak bo nie robię tego co czuję lub powinienem robić.
    A pod względem używek to jestem na tak oczywiście z dużym umiarem. Jak podałem wyżej mam dysleksje i to ma wpływ, po zapaleniu małej dawki trawy dzieją się niesamowite rzeczy głównie z opreowaniem dwoma językami angielski rozumiem jak polski, ale do wymowy zamieniam języki i w konsekwencji nie wiem w którym mówie. Zaznaczam że 1gram wystarcza mi na około pół roku.
    ps. może z tą trawą nie na temat, ALE niech ludzie więdzą że to otwiera umysł bo alkohol odwrotnie, to jest ogłupiacz.
    Dzięki za naprawde dobry artykuł

    • Leszek, marihuana ma wiele właściwości leczniczych i w odpowiednich dawkach może zrobić naprawdę wiele dobrego (nie tylko dla zdrowia, ale również dla kreatywności czy pracy nad sobą). To absurd, że jest nielegalna.

  • Sabina Urban

    Podoba mi się Twój tekst i pomimo faktu tłumaczenia się z jego długości i tak jest dość krótki - widać ulegasz społecznemu warunkowaniu pisz krótko i treściwie czyli SMS. (albo znasz realia czytania tekstów o długości przekraczającej rozmiar jednego monitora - tak to nazywam )Taki świat sms. Ostatnio jedna z żon wielkich gwiazd była w bluzie którą "pokochały fanki" i "teraz nosimy takie bluzy" No i poszła seria "gwiazd "w bluzach jakie "tej jesieni nosimy". Dyskutowałam z koleżanka na temat tego fenomenu że ludziom należy powiedzieć nie tylko co maja myśleć ale tez co nosimy, co kupujemy, co jemy. Jak zeszłej wiosny pani sprzedawczyni zareklamowała mi komin na wyprzedaży tekstem "Panią się podoba dużo ich sprzedajemy " to pomyślałam ze będę mieć komin jak jak połowa miasta i podziękowałam. Ale historia komina znowu pokazuje niepewność jednostki co do własnego wyboru i Pani sprzedawczyni utwierdza klientów - tak to jest "cool" to się podoba ludziom możesz to nosić. Jeśli ten tekst działa na klientki, a pewnie działa skoro tak reklamuje towar, to tez jest dowód na to jak bardzo ulegamy programowaniu aby mieć to co podoba się innym. I ten pęd podświadomy "bądź jak inni". Choć teoretycznie kształtuje się indywidualność. Ale jak słusznie zauważyłeś często nie chcemy przyjąć do wiadomości ze pozory są inne niż rzeczywistość i niemal nad każdym zakupem należałoby oddać się refleksji. Taki cytat Twaina Marka mi wpadł kiedyś "ilekroć znajdziesz się po stronie większości zastanów się przez chwilę" i to nie tylko w kwestii zakupów ale tez poglądów opinii itp czy one na pewno są moje czy zostały mi przekazane i ubite wielokrotnie abym nie zapomniała. Tekst przyszłościowy jak się uwolnić - czekam.

    • Sabina, długość tego artykułu była zdecydowania podyktowana realiami czytania tekstów o długości przekraczającej rozmiar jednego monitora ;-)

      Dziękuję za świetny przykład z ubraniami. Sam spotkałem się z zachęcaniem do zakupu jakiegoś ciucha bo "jest chętnie kupowany przez innych". I miałem podobne odczucia do Ciebie.

      Bardzo trafny cytat Marka Twaina!

  • Bartek Mysiala

    Witam,
    Bardzo świetny artykuł, o tym, że media i w książkach nie ma prawdy dowiedziałem się od rodziców, którzy chodząc w młodości do szkoły byli uczeni fałszywej historii. Mówili, że na lekcjach historii było zabronione mówienie o drugiej Wojnie Światowej(były to czasy PRLu). Dobrze do tego pasuje cytat Hitlera z artykułu. Nawiazując do używek to nie jestem jakoś przekonany. Oczywiście pomagają przy pomocy specjalisty powinny byc podawane osoba, które maja głęboką depresje albo stres pourazowy. Ale jeśli mogę dość do poprawy mojego stanu to wolałbym pominąć wzięcie używki(jak każda inna uzależnia). Bardzo zaskoczył mnie ten krótki film, który pokazuje "jak żyje społeczeństwo". Po tym krótkim filmie doszedłem do wniosku ze wolałbym nie mieć telewizora w domu. Tem krótki artykuł, a uświadomił mi, ze jestem, a może raczej byłem nieświadomy tym, ze na moje zachowania aż tyle "zmiennych" wpływa.

    • Bartek, psychodeliki mają to do siebie, że nie są uzależniające. Winny jest temu efekt tolerancji, zgodnie z którym, jeśli weźmiesz tego typu substancję kilka dni po doświadczeniu psychodelicznym, aby osiągnąć ten sam efekt, musiałbyś spożyć dwa razy większą dawkę. Aby osiągnąć pożądany efekt warto odczekać nawet miesiąc.

      W praktyce okazuje się, że po doświadczeniu z psychodelikami ludzie wcale nie mają ochoty tak szybko tam wracać. Jest to na tyle głębokie i poruszające przeżycie, że przed następnym "razem" potrzebują poukładać sobie w głowie to, co się tam wydarzyło.

      Oczywiście zdarzają się osoby, które "odlatują" i nadużywają tych substancji, ale najczęściej są to osoby, które mają na tyle dużo problemów w świecie rzeczywistym, że są podatne na każdego rodzaju uzależnienie i mogą się uzależnić od każdego środka, który pozwoli im na ucieczkę od codziennego życia.

  • Adrian

    Taki troche tekst zeby odsiac tych, ktorzy beda dalej zainteresowani opinia oraz tych co na tym poziomie podziekuja. Chetnie przeczytam wiecej, ale pod jednym warunkiem: prosze odczepic sie od Olimpiady! :)

    • Jowita

      Właśnie, łapy precz od Olimpiady! ;) :D
      A serio, sama idea Olimpiady jest ok, sama uwielbiam oglądać . Chodzi pewnie o ilosć pieniędzy jaka jest wpompowywana w budowe obiektów sportowych w krajach, których na to nie stać, a które to obiekty bardzo często potem niszczeją nieuzywane.

    • Joanna

      +marnowanie pieniędzy na tzw. wioski olimpijskie(brak pomysłu co z tym potem zrobić) + zaśmiecanie miast + handel żywym towarem - burdele liczą wtedy duże zyski + zadłużenie całego kraju, bo trzeba przecież się "pokazać"...
      No dobra, trochę pieniędzy pójdzie na remonty i nowe drogi, to się przyda, ok.
      A sam sport? Czysty sport to jest na szkolnym boisku albo w parku... :/

    • Joanna Gągała

      Jowita, gdybyś znała kulisy drogi wielu sportowców do medali (w tym też nacisków politycznych) i miała świadomość tego jak wielu okalecza się w pogoni za zwycięstwem (ma to niewiele wspólnego ze zdrową rywalizacją), to nie pisałąbyś tylko o pieniądzach. Polecam obejrzeć parę dokumentów na ten temat :)

    • Adrian, a dlaczego chciałbyś, żebym się odczepił od Olimpiady? :-) Jest dla mnie zrozumiałe, że w tekście poruszyłem kilka przykładów, które są przez wiele osób lubiane i że trudno im będzie w tych przykładach dostrzec jakieś wady.

      Jednocześnie trudno jest mi zrozumieć, jak można tak ogromne pieniądze przeznaczać na igrzyska, które mają dostarczyć ludziom rozrywki (choć prawdziwym celem jest po prostu zrobienie na tym wielkiej forsy), podczas gdy te pieniądze można by było wydać na edukację czy nakarmienie dzieci, które walczą o życie. Nie wspominając już o tym, o czym napisała Jowita i Joanna w odpowiedzi na Twój komentarz.

  • Anna

    Ja poczulam przerazenie, gdy przeczytalam ze swiat dazy do samozaglady.

    • Joanna

      W pewnym sensie tak, jest to nawet potwierdzone badaniem na gryzoniach -> eksperyment Calhouna
      Jednak świat rozwija się w różnym tempie, bo kraje są na różnym etapie rozwoju, dlatego do tej samozagłady jeszcze daleko (taką mam nadzieję)

  • Katarzyna Żubrzycka

    Taaaaa. Ja już od dawna przerabiam temat inżynierii społecznej, a konkretnie od afery taśmowej. Dzięki niej dowiedziałam się o Pro Civili, FOZZ, powiązaniach polityków z pruszkowską mafią i tak dalej.Ponieważ w temat wgryzam się od czerwca 2014 r. do dziś, a końca nie widać, moje oczy otworzyły się bardzo szeroko i tak zostały. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że jedynym gatunkiem, który nie powinien istnieć na tej planecie jest rasa ludzka, a przynajmniej znaczna jej część. W szczególności przeraża mnie zjawisko znęcania się nad zwierzętami, a jeszcze bardziej zjawisko bierności tych, którzy mają na to wpływ. W jednym z programów satyrycznych, nadawanych o godz. 21:50 pani prowadząca była oburzona faktem, że ktoś ośmielił się pokazać zmaltretowane zwierzęta w czasie największej oglądalności i akurat wtedy, kiedy ona przygotowywała kolację dla swoich dzieci ( i rzecz jasna dzieci zmuszone były oglądać te wszystkie okropieństwa). Nie no - lepiej w tym czasie oglądać reklamy kondomów, podpasek i leków na choroby odbytu puszczane jedna po drugiej, czego konsekwencja i tak będzie utrata apetytu co bardziej wrażliwych i żwawiej myślących widzów.Powiem szczerze - chce mi się rzygać!!!!!! Zwierzęta cierpią, bo jest na to nie tyle przyzwolenie społeczne, co aprobata nadzwyczajnej kasty społeczeństwa. Jeżeli nadzwyczajny przedstawiciel puszcza zwyrodnialca wolno, to co myśli sadysta? Skoro tak niezwykły człowiek zdecydował, że nic złego nie zrobiłem to znaczy, że nic złego nie zrobiłem i......zrobię to jeszcze raz!!!! I jeszcze raz i jeszcze.......... I tak jest ze wszystkim. Niestety,żeby wyrwać się z objęć matrixa trzeba być właścicielem ogromnej siły przebicia i samozaparcia, ponieważ nierzadko próba opuszczenia ciepłego grajdołka kończyła się powrotem do niego i mentalności niewolnika. Tak jest po prostu wygodniej. Temat rzeka.

    • Katarzyna, zgadzam się z Tobą w 100%. Aż trudno mi uwierzyć, że nie pomyślałem o tym, aby wspomnieć o krzywdzeniu zwierząt w tym artykule. Dziękuję za przypomnienie.

    • Katarzyna Żubrzycka

      Hej hej Michał. Z tym "wspomnieć" to chyba nieco przesadziłeś. Ten temat zasługuje nie tylko na serię artykułów, ale i na serię opasłych ksiąg. Mentalności sadysty zmienić się nie da, ale można uświadomić część społeczeństwa, co się dzieje, jak duża jest skala okrucieństwa, jak reagować itd. Ty starasz się zmieniać negatywne "wdruki" u ludzi, jednak to również przekłada się na faunę i florę - człowiek szczęśliwy nie krzywdzi zwierząt, nikogo nie krzywdzi. Tak więc super robotę robisz,ale nie ukrywam,że BAAAAARDZO chętnie przeczytam osobny artykuł na na wyżej wspomniany :) temat.

    • Barbara Szulc

      Kasiu, w życiu nie da się nikogo nie krzywdzić. Kiedy będziesz miała rzesze adoratorów zobaczysz o czym mówię :)

    • Katarzyna Żubrzycka

      Dziękuję za odpowiedz, niestety nie mogę się zgodzić. Ludzi mi nie szkoda, przynajmniej większości, a główną przyczyną takiego stanu jest właśnie to, o czym napisałaś-ludzie ranią świadomie, nierzadko z premedytacją. Zwierzę jest nieświadome okrucieństwa, jakie może mu zadać człowiek, jest ufne i bezbronne. Nas broni wiedza o tym, że ludzie to sadyści - pastwią się, jeśli nie fizycznie, to psychicznie. Zwierzę nigdy, przenigdy nie skrzywdzi człowieka z premedytacją. Zrobi to jedynie w obronie własnej bądz z głodu.

  • kometa

    Dzięki za tekst, nie było to dla mnie szczególnie nowe, ale warto sobie o takich rzeczach przypominać. Piszesz: "Stajemy się ofiarami zaburzeń psychicznych, które wynikają z konfliktów wewnętrznych pomiędzy tym, co w głębi siebie czujemy i myślimy, a tym co “powinniśmy” czuć i myśleć,". Do zaburzeń jeszcze mi daleko, ale konflikty wewnętrzne przeżywam dość często. Podam przykład:stosunek do kobiet. Z jednej strony mamy popkulturę, instagramy, tindera - narzędzia i bodźce, które utwierdzają nas w tym, że kobiety są obiektami seksualnymi i to okej, a celem mężczyzny jest ich zdobywanie. Z drugiej wartości katolickie wmawiane od dzieciństwa, i pomimo tego, że deklaruję się jako ateista to wciąż odczuwam wpływ tego "słusznego" modelu rodziny. I tu jest pytanie: pierwszy model jest znów nie tak świeży, bo przecież starożytni mieli podobne, wyzwolone podejście do uciech fizycznych. Kościół znów za bardzo je stłamsił i wypaczył - moim zdaniem, ludzie nie są stworzeni do monogamii, gdy mają 20pare, 30 lat. I tu pytanie: jak żyć, który model przyjąć, czy może prawda leży po środku?
    Chyba sam sobie właśnie odpowiedziałem.Pozdrowienia Michale!

    • Faktycznie monogamia jest stosunkowo nowym "wynalazkiem" w naszym społeczeństwie i wielu psychologów i innych badaczy mówi o tym otwarcie, że człowiek z natury nie jest monogamistą. W dzisiejszym świecie jest to niestety temat tabu i na tych, którzy myślą o zmienianiu partnerów lub o posiadaniu większej liczy partnerów na raz czeka ostracyzm społeczny.

      Jeśli będzie zainteresowanie ze strony Czytelników rozwinę ten temat zarówno pod kątem historycznym, jak i pod kątem biologii/psychologii.

    • Mnie też ten temat interesuje, jestem ciekawa Twojej opinii Michał :)

  • jenny

    Mnie to wszytko przygnębia. Leczę się na depresję, próbowałam różnych metod leczenia, ale nie daję rady odstawić leków. Zmieniłam pracę po 10 latach ale w tej drugiej też mi było źle. W pracy dziewczyny tylko o ciuchach i makijażach mowią, co jeszcze muszą kupić itp.Czuję sprzeciw wobec tego co się z nami dzieje, ludzie obcy dla siebie, z telefonami chodzą po ulicach jak zombie, nic nie widząc. Nie wiem co chcę dalej robić, staram wsłuchać się w siebie, ale nie słyszę.
    Dal mnie najbardziej przerażające to wysypisko śmieci...
    "What have we done to the world?"

    • racjona

      witam w klubie ;(

    • Czasami duchowy kryzys wynikający między innymi z trudności wpasowania się w ciasne struktury i normy społeczne jest najlepszą okazją do odnalezienia siebie i znalezienia własnej drogi. Nie próbuj się wpasować w coś, co nie jest Twoje.

    • Joanna Gągała

      jenny, nie jesteś sama - wiele osób (w tym ja) czuje głęboką niezgodę na taki stan rzeczy i na takie "standardy życia". To nie jest złe, że tak czujesz - wręcz przeciwnie. Tylko szukaj swojej drogi. To co czujesz jest jedną z najbardziej wartościowych rzeczy, wyraża Twoją niezgodę na to, co tak naprawdę jest przeciwko ludziom. Zmień sposób myślenia o swojej niechęci do przystosowania się i odwróć się w swoją stronę - tam znajdziesz wszystkie odpowiedzi. Początki nie są łatwe, ale dasz radę! Z czasem na pewno i leki będziesz mogła odstawić, ale nie wszystko na raz. Najpierw postaw siebie na pierwszym miejscu. Powodzenia!

  • Paulina Kuzmicz

    Artykuł bardzo ciekawy i pouczajacy, nie mniej jednak jeden z działów mi nie bardzo odpowiada poniżej uzasadnie dlaczego.
    Dział narkotyki i używki - jest dla mnie nie dokonca jasny ponieważ co do narkotyków podaje Pan konkretne badania, których brak na temat alkoholu (po za Lancet'em). Alkohol nie jest dobry ani narkotyki nie są dobre ani złe nie pamiętam kto to powiedział ale zacytuję "czy coś jest trucizna czy lekiem zależy od dawki". Więc bez pewnych dopowiedzeń w tym dziale wygląda to na propagande lub podprogowe chwalenie narkotyków na rzecz jakże złego alkoholu. (Tu jakby kijek i marchewka). Ważny jest umiar. Doceniam zaznaczenie, że ważne by to było dopuszczone przez doświadczonych psychoterapeutów - zlewa jednak się to zdanie i znika w całym tym dziale dając lub sugerując to co powyżej napisalam

    • Paulina, zgadzam się z cytatem, który przytoczyłaś. To, czy coś jest trucizną czy lekiem zależy od dawki. Jednocześnie prawdą jest, że przy bardzo dużych ilościach alkoholu człowiek może umrzeć. Natomiast w przypadku LSD przedawkowanie jest praktycznie niemożliwe. Mamy wystarczająco dużo danych badawczych ukazujących szkodliwy wpływ alkoholu na nasz organizm, przy braku toksyczności w przypadku większości psychodelików. Te substancje są po prostu bezpieczniejsze, co nie znaczy, że powinno się z nich korzystać dla rozrywki. Ich spożywanie generuje potężne doświadczenia (w tym np. ponowne przeżywanie traum) i robienie tego bez odpowiedniego przygotowania może mieć negatywne konsekwencje.

  • Eva

    Bardzo ciekawy artykuł, wszystko w nim wymienione to niestety prawda. Smutno mi, że nasz świat tak wygląda. Wiem, że to niemożliwe, żeby każdy człowiek na ziemi był tego świadomy i uwolnił się od szkodliwego programowania. Na szczęście jest grupa ludzi, którzy dzięki artykułom takim jak ten może zrobić krok ku życiu w zgodzie ze sobą. Dziękuję. Chętnie dowiedziałabym się jeszcze, jak wpływa na nas ''boom'' na zdrowe odżywanie i kreowanie wizerunku kobiety i mężczyzny.

  • Ludmiła Kobeszko

    „Better said than done” Panie Michale.
    Promuje Pan niebezpieczną wizję człowieka świadomego, myślącego, szczęśliwego, a taki człowiek nie popadnie, przykładowo, w uzależnienie od zakupów. Nie będzie idealnym konsumentem.
    Ani idealnym pracownikiem, uważającym, że bezmyślne klepanie w klawisze komputera to szczyt jego możliwości intelektualnych.
    Przytoczę słowa z encykliki Laborem exercens:
    „(...)Technika, w pewnych wypadkach, ze sprzymierzeńca może przekształcić się jakby w przeciwnika człowieka, jak w wypadku, gdy mechanizacja pracy „wypiera” człowieka, odbierając mu wszelkie zadowolenie osobiste oraz podniety do działania twórczego i do odpowiedzialności; gdy pozbawia zajęcia wielu zatrudnionych dotąd pracowników lub, na skutek przesadnej fascynacji maszyną, czyni człowieka swoim niewolnikiem.”
    Rozwój techniki przyczynił się do zniknięcia wielu zawodów. Maszyny zaczęły produkować to, co wcześniej było dziełem rąk człowieka. Być może jest to jeden z elementów wojny o czas i przestrzeń, wspomnianego w Pańskim artykule filozofa Alana Wattsa.
    W świecie globalnych korporacji, tam gdzie nie da się jeszcze zastąpić człowieka maszyną (oczywiście po to, żeby skrócić czas wykonywanej czynności), dąży się do tego, żeby każda praca ludzka wykonywana była jak najszybciej. Poczynając od pracy kasjerski w sklepie, która musi skanować towary w takim tempie, że (mam wrażenie) czasem najchętniej wrzuciłaby nam wszystko prosto do koszyka a kończąc na pracy biurowej, gdzie stale dąży się do „maksymalizacji efektywności” itd., ponieważ- z punktu widzenia firmy- lepiej za tę samą pracę płacić jednemu człowiekowi niż dwóm.
    Oprócz ewidentnego stresu i złego samopoczucia, jaki to wywołuje, zauważyłam również inną niepokojącą prawidłowość. Większość osób zatrudnionych w korporacjach to ludzie młodzi, bardzo rzadko można zobaczyć kogoś w wieku 50-60 lat. Myślę, że może to być bezpośrednio powiązane z czasem reakcji, który często wydłuża się u starszych osób. Oraz mniejszą „elastycznością” na poganianie (ASAP, immediately!, RUSH, depeche toi! w przypadku pracy w języku obcym).
    Ostatnio widziałam statystyki z portalu Goldenline- dotyczące wyszukiwania przez rekruterów profili potencjalnych kandydatów. W kategorii „wiek” ostatni przedział kończył się na 45 latach. Do emerytury następne 20 lat…a przy odrobinie szczęścia życie do 90-tki. Chyba, że też mamy zaprogramowany termin psucia się….
    Generalnie rzecz ujmując, współczesne tempo rozwoju gospodarczego powoduje większe bezrobocie, a wśród osób pracujących- większy stres.
    Wypracowany dochód pozostaje jednak w rękach niewielkiego procenta najbogatszych, co może tłumaczyć dlaczego, przy wyższym niż kiedykolwiek rozwoju gospodarczym, jest tak dużo ubogich.
    Dużo można byłoby pisać na ten temat, o wielu kwestiach poruszających problemy globalnej ekonomii można poczytać w bibliotece czasopisma „Nowy Obywatel”.

  • Świetny i w 100% prawdziwy post!!
    Ja jestem za rozwinięciem tematów: opieki zdrowotnej, dietetyce i żywieniu, modelu rodziny!

    • Dzięki za sygnał informację zwrotną, na pewno wezmę pod uwagę te tematy!

  • Wow, dług, ale naprawdę świetny wpis. Muszę przyznać, że w zupełności się z Tobą zgadzam. Ja właśnie próbuję jakoś uciec z tego kręgu bycia zaprogramowanym.

  • Justyna P.

    Michał, dzięki za świetny artykuł, poruszający najważniejsze kwestie tego świata.

    O większości spraw takich, jak: postarzanie produktów, wysypiska śmieci technologicznych, czy badania nad LSD, wiedziałam.

    Natomiast o reklamie i jej początkach – pojęcia bladego, nie miałam. Na pewno „wgryzę się” w ten temat.

    Jak zwykle Zmuszasz do zatrzymania się i zastanowienia się nad tym, gdzie ludzkość podąża, jaki kierunek obierze w przyszłości.

    Dla mnie „światełkiem w tunelu” takiej dyskusji jest coraz większa świadomość „mas”.

    Moja ścieżka życiowa na pewno nie jest pogonią szczurów i dlatego już się cieszę na warsztaty z Tobą.

    • Cześć Justyna, dziękuję za komentarz. Cieszę się, że znalazłaś w tym artykule coś nowego dla siebie!

    • Battlecake

      Niepokojące jest jednak to, że dla "mas" świadomość powoli robi się trendem, a krąg zatacza koło.

  • Fanka

    Dzięki za artykuł, mam 1 telewizor w domu którego staram się unikać, wszyscy znajomi mają 2 w sypialni juz się podlamywalam żeby do tego pomieszczenia tez kupić, dzięki artykułów nie zrobię tego i bardziej polubienia gotowanie, by mieć jak najmniej przetworzone produkty. KOLEŻANKI SIĘ ŚMIAŁY ZE NIE POTRZEBNIE ROBIE WEKI, PRZECIEŻ WSZYSTKO JEST NA PÓŁCE W SKLEPIE I WYSTARCZY SIĘGNĄĆ, ALE JA WIEM CI JEST W MOICH SLOIKACH.

  • Michał, to co piszesz i czym się dzielisz na co dzień w Twoich prelekcjach, działaniach i propagowaniu świadomości, jest po prostu świadome! Cieszę się, że coraz więcej ludzi jest "z innej bajki", czytaj z nonkonformistycznym podejściem do rzeczy oczywistych. Rzeczy, które od zawsze były takie jakimi być "powinny". Na urodziny zażyczyłem sobie "Insight", która idealnie wpasowała się w mój styl życia, potwierdzając tym samym, że środowisko ludzi świadomych fizycznie, duchowo i mentalnie zaczyna się poszerzać.

    Programowanie o którym piszesz powyżej jest typową częścią świata, systemu czy też kontroli, zwał jak zwał. Nie ma znaczenia nazewnictwo. Praktycznie opisałeś całą gamę przestrzeni w których człowiek powinien być uważny! Tylko tyle. Nie podejrzliwy, w sensie żeby uważać na to, że coś nam może zaszkodzić. Tylko uważny tego, że te zjawiska występują. Samo to, moim skromnym zdaniem, na dzień dzisiejszy wiem, że jest ogromnym krokiem do samo-rozpoznania. Kiedyś gdzieś czytałem, że właśnie rozpoznanie "czegoś" co nam nie pasuje, w 90% prowadzi do przezwyciężenia tego czegoś. Nie do walki z tym, a do zaakceptowania, które samo w sobie jest uwalniające - bez emocji, bez szarpaniny, bez poczucia wstydu, bycia gorszym, depresji, apatii.

    Cała Twoja twórczość to totalnie mój świat, więc jeszcze raz gratuluję podejścia a to, że rezonuje to nie tylko ze mną, potwierdza czystość intencji.

    Pozdrawiam.

  • Frank

    Jestem pod wrażeniem, że mimo tak ogromnego doświadczenia i wiedzy Twoje artykuły są pełne pokory i świadomości, że wszelkie sposoby programowania mają na nas wpływi musimy być krytyczni wobec tego co jest nam serwowany. Dziękuję za przypomnienie o tym! Czekam na artykuły dotyczące funkcjonowania wszystkich gałązi programowania społęczeństwa ( opieka zdrowtna, dietetyka i żywienie etc.).
    Pozdrawiam

  • Piotr

    Niesamowite, że o tym napisałeś, dziękuję za tak całościowo potraktowany temat. Tak się składa, że pisałem pracę mgr na UAM na temat dyscyplinowania społeczeństwa w zachodniej demokracji za pomocą JĘZYKA, czyli określania pojęć i kategorii w oparciu o które myślą ludzie. W ten sposób sami dla siebie poprzez zaprogramowanie naszych umysłów jesteśmy klawiszami we własnym więzieniu a władza polityczna religijna korporacji może się udać na papieroska ;) Jest to forma władzy kapilarnej (przesączającej się niepostrzeżenie). Na przykład mało kto wie o czymś takim jak astroturfing, jak struktura własnościowa ogólnoświatowych marek itd. itp. Temat jest niezwykle szeroki, podziwiam, że się za niego zabrałes w formie artykułu. Obok Wattsa i Marleya (wow, że sie odwołujesz do nich!) dodałbym klasyka - Morfeusza ;) gdybyśmy po prostu jako ludzie mieli świadomość, że jest to NIEWOLA, że to działa tak ewidentnie przeciwko nam ludziom, którzy mamy niesamowity potencjal do kreacji i ekspresji, a boimy się wyrażać, to byśmy się ocknęli. To byśmy zapragnęli WOLNOŚCI. A potem systematyczna praca, żeby warstwa po warstwie zdjąć z siebie to, co nie jest nasze. Bo to jest tak wielopiętrowe, że na raz się nie da :) Mega, że działasz (i Angelika z Poznania też) na polu edukacji. To na pewno wyda zajebiste owoce. Dziękuję za wpis. Niesamowicie motywujący, żeby zrobić co trzeba ze swoim życiem :)

  • PunkDżentelmen1917

    Przy okazji tak ciekawego artykułu, w który autor zapewne włożył wiele wysiłku, podzielę się swoimi skromnymi uwagami.
    Jeśli dobrze rozumiem, autor co najmniej neutralnie odnosi się do tzw. społecznego programowania/warunkowania. Jeśli myśl ta jest trafiona, to chciałbym zauważyć, że społeczne warunkowanie nie musi być złe. Sądzę wręcz przeciwnie:
    społeczne warunkowanie pozwala nam wyrażać emocje, rozumieć je, poznawać siebie i świat. Z tym, że ma ono też i swą ciemną stronę, którą obnaża w artykule M.
    Pasterski. Gwoli dygresji terminologicznej: wolę określenie społeczne WARUNKOWANIE: programowanie można zrozumieć jako jakiś zaplanowany, świadomy projekt działania, a tym samym miałby istnieć prosty mechanizm, "magiczny suwak", który programuje społeczeństwa a nawet jednostki! - przyznacie, duże uproszczenie, preferuję oglądać świat przez bogatszy zestaw narzędzi.
    Inspiracji do tej uwagi o pozytywnej stronie społecznego warunkowania dostarczył mi sam autor artykułu. W jednym ze swych wpisów Pan Michał Pasterski zauważył, że to, co określamy jako negatywne emocje (gniew, zazdrość etc.) pełni dla nas bardzo ważna funkcję samopoznawczą. Idąc jego tropem zauważam, że społeczne warunkowanie pozwala nam posługiwać się dla nas ważnymi kategoriami (tworzy je!): czasem, przestrzenią, związkiem przyczynowo-skutkowym; kreuje też wartości naszą osobowość (osobowości, persony), charakter - nic w tym złego. Zobaczymy przykłady dzieci, które nie miały okazji wychować się w społeczeństwie (tzw. dzikie dzieci). Być może niektórzy powiedzą, że taki człowiek jest bardziej naturalny; być może, to temat na inną dyskusję, jednak nie zna on sam siebie; na ten wynalazek pozwala nam dopiero społeczeństwo i jego "programowanie". Może poszukiwanie siebie (to "mistyczne" i to bardziej "racjonalne") powinniśmy zacząć od otoczenia, a nie od nas samych. Tutaj inspiracji dostarcza mi ktoś inny: J. Nash i jego teoria gier. Nie bądźmy indywidualistami, którzy myślą, że skupiając się na sobie działamy lepiej dla wszystkich (wszechświata, Matki Natury itd), ale róbmy to, co jest najlepsze dla nas I społeczeństwa. Którego jak sądzę, wielu tu piszących ma stosunek co najmniej chłodny.

    • Katarzyna Żubrzycka

      Szczerze mówiąc mam gdzieś społeczeństwo. Wzoruję się na panach z Brukseli- władcach i cesarzach. Żaden z nich nie robi nic dla społeczeństwa. Ich czyny podyktowane są tylko i wyłącznie pragnieniem niekończącej się władzy. Jaki jest tego efekt? Dlaczego niby ja mam robić coś dla społeczeństwa. Niech społeczeństwo zrobi coś dla mnie.

    • PunkDżentelmen1917

      Dziękuję Pani za szczerość. Odpowiedź krótka na Twoje pytanie: warto działać z myślą o społeczeństwie, bo to najefektywniejszy - w sensie długofalowym - (także, albo przede wszystkim) dla nas sposób na życie. Odpowiadając dłużej, musiałbym zacząć, że inaczej rozumiemy społeczeństwo i inaczej widzę motywacje "panów", których wymieniłaś. To wybiorę jeszcze inną metodę. Jeśli nie chcemy działać dla społeczeństwa to zacznijmy działać od podstaw: dla naszych mikrospołeczeństw (rodziny, związku, miejsca pracy etc.). Jednak ich pełne zrozumienie (potrzebne szczególnie, gdy czujemy do tych mikro-wspólnot jakąś urazę) może być tylko oparte na zauważeniu skali makro: ich przeszłości (tak indywidualnej, jak i zbiorowej), aktualnych związków w jakie wchodzą...Nie chcę się rozpisywać. Po prostu może w tym miejscu skończę, a co z tego wykiełkuje, społeczeństwo pokaże :)

    • Katarzyna Żubrzycka

      Ok, niech i tak będzie........

    • Katarzyna Żubrzycka

      A " Pani" w zdaniu pierwszym i " Twoje" w drugim to jakiś zabieg stylistyczny? Pytam, bo nie chcę być "do tyłu". Chyba, że to styl indywidualny. Tak z ciekawości.

    • Frank

      Moim zdaniem ludzie coraz bardziej są zamknięci i skupiają się na sobi, ale w ogóle nie są indywidualistami.

  • Sceptyczny

    Michał świetny artykuł! Wszystko to co odpisałeś zacząłem dostrzegać od około roku i jest to rok który zmienił moje życie, w końcu zacząłem podejmować moje własne decyzje :) myślę że warto byłoby wspomnieć w tym momencie również o wpływie religii na ograniczanie ludzkiego potencjału gdyż jest to chyba najstarsza i najbardziej rozwinięta forma społecznego programowania i zastraszania. Pozdrawiam!

  • AC

    Bardzo wartościowy, konkretny artykuł Michale. Wróciłam na Twojego bloga po dłuższej przerwie, ale widzę, że niesamowicie się rozwijasz. Twoje artykuły mają niepodważalną wartość. Ja chętnie dowiedziałabym się więcej na temat społecznie uznawanego modelu rodziny. I Twojej opinii na ten temat. Pozdrawiam serdecznie! Jestem pełna podziwu i szacunku do Ciebie jako osoby.

    • Dziękuję za miłe słowa! Z pewnością poruszę temat modelu rodziny.

  • Izabela Joanna Sarna

    Jakbym czytała swoje własne myśli, tyle tylko, że ja nie napisałabym tego tak ściśle i merytorycznie, raczej bardziej jako luźne wnioski. Jaką ulgę sprawia mi to, że ktoś tak mądry jak Ty uwalnia mnie od myślenia, że jestem szalona. Patrzę na świat, deprogramuję się, jestem coraz bardziej wolna, ale czasami się boję, że nas, zdeprogramowanych (częściowo przynajmniej) jest tak mało, że potoczymy się z całą resztą na dno, jak dinozaury, gdy nadszedł ich czas. A piosenka Niemena „Dziwny jest ten świat” brzęczy mi teraz w głowie, dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam

  • Weronika

    Bardzo, bardzo wartościowy artykuł. Zawiera w sobie informacje, których spora część społeczeństwa nie jest świadoma i super byłoby gdyby właśnie do nich dotarł! Dlatego cieszę się, że poruszyłeś ten temat i rozpocząłeś dyskusję, która jest potrzebna. Chętnię dowiem się więcej na temat modelu rodziny.
    Staram się żyć świadomie i jest to dla mnie bardzo ważne, ale mimo wszystko bodźce programowania są silne i są niemal wszędzie i chcąc nie chcąc czasami nieświadomie im ulegam, dlatego dla mnie również kuszącą alternatywną byłaby bezludna wyspa. Jednak nie jest to rozwiązanie, dlatego super, że napisałeś artykuł, który pomoże nam świadomie funkcjonować w społeczeństwie :)

  • feegloo

    Psychodeliki amplifikują obecny stan. Jeśli masz ukrytą depresję, ryzykujesz bad tripem. Jeśli jesteś zdrowy i szczęśliwy, to też zobaczysz to jak pod lupą. Dlatego warto brać je z doświadczoną osobą i dzielić się wrażeniami. Samotna podróż wymaga dużo odwagi i dobrze rozwiniętej świadomości.

  • Adam Rozmiarek

    Dziękuję. Większości poruszonych tu rzeczy byłem świadom, z wyjątkiem tej chyba najważniejszej... Zakładałem, że nie jestem podatny na wspomniane wpływy. Dowiedziałem się od Ciebie, ze to niemożliwe i ze tym bardziej siebie krzywdzę. Chciałem się w jednym momencie porzygać i popłakać :) Mam nadzieję że to długo zapamiętam, gdyż pomogło i z pewnością pomoże mi w przyszłości w zrozumieniu siebie i w funkcjonowaniu zgodnie z samym sobą. Jesteś rebelem XXI wieku.

  • Michał, świetny i potrzebny wpis, z przyjemnością go czytałam.
    Zgadzam się w pełni z tym, co opisujesz w kontekście programowania społecznego. Kilka lat temu zaczęłam myśleć bardziej samodzielnie i podważać praktycznie wszystko, czego zostałam nauczona w rodzinie i kulturze.... Teraz nazywam siebie świadomym buntownikiem, który chodzi własnymi ścieżkami i próbuje opierać się wpływom obecnej rzeczywistości w każdej możliwej dziedzinie życia. Choć to bardzo trudne i wymaga ogromnej odwagi, by dać sobie prawo i przestrzeń na usłyszenie własnego wewnętrznego głosu i działanie zgodnie z nią, pomimo lęku przed odrzuceniem i przed pomyłką.
    Bardzo smutno i melancholijnie mi się robi, by obserwuję ten cały nasz świat, który sobie stworzyliśmy, oparty w dużej mierze na chciwości, żądzy władzy i pieniędzy, doprowadzający do (samo)zagłady siebie nawzajem i naszej planety.
    Pozytyw jest taki, że coraz więcej ludzi to widzi, jest świadomych tych procesów i głośno o tym mówi.
    To wszystko ostatecznie doprowadza mnie do zadawania sobie nieustannie pytania na temat natury człowieka: Na ile rodzimy się okrutni, bezwzględni czy samolubni z natury, a na ile jesteśmy wynikiem programowania i ofiarami systemu i kultury, w którym się wychowaliśmy?
    Jednocześnie wierzę, że każdy dorosły człowiek jest zdolny do wyboru i podejmowania mądrych decyzji niezależnie od stopnia tragicznych doświadczeń w dzieciństwie.

    • Jestem głęboko przekonany, że każda istota jest z natury dobra. Agresja, krzywdzenie, inne podobne patologie wynikają ze negatywnego programowania, cierpienia i ignorancji.

  • Dominika

    Mocny tekst, ale prawdziwy, łzy same lecą. Przeraża mnie to, w którą stronę idzie swiat, chociaż głęboko wierzę, że ten cały burdel to nie wszystko, co na nim istnieje. Cieszy mnie ekologizm, minimalizm, zainteresowanie kulturą wschodu u coraz większej liczby ludzi, idea zero waste wszystkie te szlachetne ruchy, coraz więcej nonkonfirmistycznych jednostek.Może jest jakaś nadzieja. W sumie "dopiero" od 5500 tys. lat potrafimy pisać, a homo sapiens są na Ziemi od 200 tys. Może dopiero się uczymy. Najważniejsze, moim zdaniem, to pozbyć się tego uczucia bezradności, przeświadczenia, że ja jako jednostka niewiele mogę. Wszystkie najmniejsze działania w dobrą stronę mają przecież sens.

  • Wiesia Drewniak

    Dzięki Michale, zgadza się, mam podobne spostrzeżenia. Kiedyś będąc w Montrealu natrafiłam na broszurkę informacyjną o festiwalu FTA. Na pierwszej stronie była informacja, która jakoś mocno dotarła do mnie, cytuję:

    ” Sztuka jest naszą nadzieją na lepszy świat. Obecna era została zdominowana przez pieniądze, które stały się bronią masowej zagłady, a ta siła stanowi marnotrawstwo dla natury i tradycji przodków, niszcząc piękno i dobro wspólne. W czasach, gdy logika zysku usprawiedliwia najgorsze rodzaje nadużyć i konstruowanie myślenia z narzucaniem obłąkanego sposobu życia, w czasach, gdy demokracja zbyt często traci godność i szlachetnego ducha, artyści przedstawiają zarówno naszą kruchość, jak i naszą utopię. W obliczu świata pozbawionego złudzeń artyści zachęcają nas do wyobrażenia sobie innej przyszłości. ………Sztuka jest dialogiem”.

    Według mnie przyszłość człowieka będzie głównie zależała od komunikacji.
    Nie wierzę, że sztuczna inteligencja będzie w stanie nas zdominować, przynajmniej nie przez następne kilka pokoleń. Człowiek na tej ziemi ma głos dopuki nosi w swoim sercu miłość połączoną z respektem, odpowiedzialnością i odwagą. Te wartości powinno się rozwijać i pielęgnować już od dzieciństwa. Jak? Kiedy? No właśnie, poszukuj i odkrywaj.

  • Roksana Nowak

    Jestem rozdarta. Absolutnie do mnie przemawia wszystko co zawarłeś w swoim artykule. Nie posiadam telewizora, nie słucham radia, nawet internetu stałego nie mam. Rozdarcie wynika chyba z braku wiary w siebie. Czuję, że to co mnie otacza nie jest dla mnie dobre. Hedonizm i wyścig szczurów nie napawa mnie optymizmem. Nie potrafię się odnaleźć w rzeczywistości, którą widzę. Z drugiej jednak strony, każde moje odstępstwo od norm nie sprawia, że mam się lepiej. Dziwne spojrzenia i komentarze na temat moich działań potęgują wrażenie o bezradności w obcowaniu w takim społeczeństwie. Jak być szczęśliwym widząc co się dzieje na świecie? Piękność natury jest niszczona przez gatunek ludzki bez mrugnięcia oka. Zwierzęta, te biedne zwierzęta...O stosunkach międzyludzkich nie wspomnę. Chyba czas zacząć patrzeć na świat z innej perspektywy, albo w inną stronę, w głąb siebie? Dla mnie osobistą tragedią jest to, że żyjąc jak "należy" staję się osobą, którą przestaję szanować. Żyjąc jak inni wyzwala się we mnie agresja, krytycyzm w stosunku do otoczenia(brak cierpliwości z mojej strony), uczucie potrzeby ciągłej walki o swoje życie. Można być częścią spoleczności (czuć, że się do niej należy) i nie zgadzać się z jej mechanizmem?

  • Sebastian

    - Czuję, że autor nie bardzo rozumie, że świat zawsze będzie nas w jakiś sposób warunkował; albo autor chciałby ten świat uwarunkować zgoła inaczej - zgodnie z tym, co wydaje mu się słuszne - tylko że problem polega na tym, że każdemu wydaje się słuszne co innego. Z tego też powodu świat wydaje się w wielu aspektach chaotyczny i absurdalny, bo jego aktualny kształt jest wypadkową różnych, często zwalczających się wzajem wartości i ideologii.
    Moim zdaniem na aktualną kondycję świata nie ma co narzekać - on jest jedyną prawdą o człowieku, z jego dobrymi i złymi stronami. Jest w tym świecie wiele szlachetności i wiele podłości, wiele wspaniałych uczynków oraz wiele zbrodni. Na tym polega wspaniałość i doskonałość świata - wszystko w nim jest potrzebne i inspirujące. Na przykład, gdyby każdy człowiek był doskonały - autor powyższego wpisu nie miałby jak realizować swojego powołania, którym jest naprawianie świata ;-)

    • Sebastian, w artykule wspomniałem o tym, że warunkowanie jest nieuniknione. Jestem tego świadom. Jednocześnie nie mam sobie zgody na te szkodliwe i negatywne aspektyw tego warunkowania. Istnieje możliwość, że jest to naturalna część społeczeństw, które się rozwijają do takich rozmiarów. Jednak nawet jeśli tak jest, głęboko czuję, że nie musi to wyglądać w ten sposób. Myślę, że jesteśmy gotów na to, aby porzucić rasizm, ignorancję, podziały, kulturę materializmu i wiele innych wzorców (nie zgadzam się z Tobą, że wszystko jest w naszym świecie potrzebne i inspirujące. To, co wymieniłem, z pewnością takie nie jest) na rzecz dążenia do lepszej kondycji naszego społeczeństwa.

      Moim powołaniem nie jest naprawianie świata i w związku z tym, gdy z naszym społeczeństwem będzie absolutnie wszystko w porządku, z pewnością nadal będę miał co robić ;-)

  • Tomasz Olejek

    Drogi Michale!
    Mam 27 lat, jestem obecnie w punkcie, w którym odnalazłem swoją pasję. Miejsce w życiu, do którego chcę zmierzać. Potrzebuję przejść jeszcze kawałek drogi, żeby domknąć wszystkie tematy, sprawy, w które teraz jestem zaangażowany, a potem odejść w moją wymarzoną stronę, aby realizować pasję. Jak kupiec, który w przypowieści znalazł drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał i kupił ją.
    Chciałbym, żebyś napisał artykuł dla osób, które już znalazły swoją drogę. Poruszyłbyś w nich kwestie wytrwałości, aby osoby, które dopiero rozpoczęły proces i zaczynają ugruntowywać swoją samodzielność w myśleniu, nie zeszły z obranej drogi na skutek wpływu programowania, czy też warunkowania społecznego, o którym piszesz w niniejszym poście. Nie ulega przecież wątpliwości, że i Ty, i ja, i każdy człowiek codziennie z tym programowaniem się zmaga.
    Pozdrawiam serdecznie, Tomek.
    P. S. Zrobiłeś kawał dobrej roboty.

    • Cześć Tomek, dziękuję za inspirację, wezmę to pod uwagę :)

  • Amelia

    Dziękuję Michale za świetny artykuł. W wielu punktach zgadzam się z Tobą, ale chciałabym się odnieść do odmiennych stanów świadomości, które można uzyskać, między innymi, za pomocą LSD.
    Można je uzyskać również w sposób całkowicie naturalny, np. w wyniku różnorakich kryzysów życiowych, co przydarzyło się mi i spowodowało zupełnie inne spojrzenie na życie i otaczający mnie świat. Urodziłam dziecko i to, co nastąpiło potem było jednocześnie najgorszym i najwspanialszym zdarzeniem w moim życiu. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale doświadczyłam czegoś co nazwałabym "ponownymi narodzinami" (podejrzewam, że w Polsce zostałabym zamknięta na oddziale psychotycznym z tymi objawami). Najlepiej opisuje to Stanislav Grof w swojej książce "Najdalsza podróż", na którą ostatnio przypadkiem trafiłam. Nazywa to psychoduchową śmiercią i odrodzeniem. To zdarzenie całkowicie przeorganizowało moją osobowość, otworzyło oczy i przede wszystkim serce na wszystko, co dookoła.
    Wcześniej borykałam się z wieloma lękami, nawracającą depresją i ogólnym poczuciem bezsensu życia. Miałam bardzo ograniczone postrzeganie rzeczywistości, ogromny sceptycyzm wobec wszystkiego, co nie było "prawidłowe".
    Ten stan zmienionej świadomości uzdrowił mnie. Istnieją środki, które mogą go w bezpieczny sposób wywoływać i myślę, że byłby to najwspanialszy lek dla osób cierpiących psychicznie.
    I jeszcze jedno - wcześniej niewierząca, a wtedy poczułam obecność Boga...

    • Joanna Gągała

      Amelia, bardzo mnie tym zaintrygowałaś. Wiem o jakiej zmianie piszesz, ale w jakim czasie się to stało - wnioskuję, że w dość krótkim. Czy możesz coś dopowiedzieć?

    • Amelia

      Joanno, zaczęło się od stanòw lękowych, a w następstwie - depresji poporodowej z myślami samobójczymi. Po ok. 3 tygodniach tej męczarni pojawił sie stan odmiennej świadomosci. Trwał ok. 3 dni. Podczas nich działałam zupełnie intuicyjnie, bo myślenie praktycznie zniknęło. Wszystko po prostu działo się bez wysiłku. Następnie umysł zaczął pracować ponownie, ale już w zupełnie inny sposòb. Depresja i lęki zaczęły powoli znikać. Zmieniła się całkowicie perspektywa wszystkich moich doświadczeń i poglądów. Poczułam, że jestem na swoim miejscu. Ta zmiana trwa już ponad rok. A czy Tobie przydarzyło się coś podobnego? Pozdrawiam serdecznie

    • Amelia, dziękuję za wartościowy komentarz i podzielenie się swoim doświadczeniem. Miałaś wielkie szczęście, że przeżyłaś coś tak pięknego.

      Oczywiście zgadzam się z tym, że alternatywne, leczące stany świadomości możemy uzyskać również innymi metodami niż za pomocą środków psychoaktywnych. W Twoim przypadku stało się to spontanicznie i niestety mało ludzi ma tego typu doświadczenia. Można natomiast je świadomie pobudzać. Wspomniany przez Ciebie Grof opracował metodę oddychania holotropowego, które pozwala wejść w stany podobne do tych po LSD, bez spożywania żadnych środków psychoaktywnych. Miałem okazję tego doświadczyć i były to głębokie i wartościowe przeżycia.

      Nie oznacza to jednak, że powinniśmy pomijać to, co stworzyła dla nas natura. Jeśli przez setki lat różne plemiona stosowały niektóre rośliny w celu łączenia się z czymś, co jest ponad/poza nami, dlaczego nie mielibyśmy pójść w ich ślady w celu przekraczania naszego ja?

  • Joanna Gągała

    Świetny temat i pięknie poprowadzony artykuł. Jednak odnośnie fragmentu „Statystyki chorób cywilizacyjnych, poziomu stresu, przemocy, głodu i wielu innych patologii są wyższe niż kiedykolwiek.” zastanawia mnie w jaki sposób statystyki mogą pokazać, że wymienione (i inne) patologie są wyższe niż KIEDYKOLWIEK. Według mnie nie jest możliwe stwierdzenie, w tym statystyczne, że poziom przemocy jest dziś większy niż np. 200 lat temu. Raz, że statystyk dotyczących przemocy zapewne nie prowadzi się od tak dawna, a dwa, co zalicza się do przemocy (dziś również werbalna, emocjonalna itp.)? Dzisiejsza przemoc seksualna wobec żony jeszcze nie tak dawno nie była uznawana za przemoc. Poziom stresu też nie jest wyższy moim zdaniem, jedynie my reagujemy mniej adekwatnie na czynniki „stresogenne”. Poziom głodu… w Europie nie sądzę, że jest obecnie na poziomie wyższym niż kiedykolwiek. No nie! Mogę się zgodzić jedynie co do poziomu eksploatowania zasobów Ziemi oraz poziomu chorób cywilizacyjnych, i to bez żadnej statystyki. Jednakże moja zgoda wynika z tego, co wiem o świecie obecnym (a moja wiedza nie jest wcale pewna, bo znam bezpośrednio jedynie niewielki wycinek świata, a nie jestem w stanie sprawdzać wszystkich informacji, jakie do mnie docierają), a tym bardziej o świecie w większym przekroju czasowym (tu mogę się opierać jedynie na informacji innych osób, a te informacje są często jedynie interpretacjami, często naukowymi, ale jednak tylko interpretacjami, przekazów oraz pozostałości historycznych). Moim zdanem informacje zawarte w cytacie wynikają wciąż powtarzanych informacji, które są znamienitą częścią programowania społecznego :) i polecam Ci na to też być uważnym.
    Dziękuję za artykuł. Uwielbiam Twój sposób opracowania i podawania treści. Tematy najczęściej zgodne z moimi obszarami zainteresowań. Pozdrawiam!

  • Joanna Gągała

    Dodam jeszcze, że jakiś czas temu rozpoczęłam drogę uwalniania od uwarunkowań - na tyle, że jestem już bardziej świadoma, a przede wszystkim uważna. Daje to faktycznie poczucie większej przestrzeni (jeszcze szału nie ma, ale już czuć powiew świeżości ;) i już mam na koncie małe oswobodzenia :) Przede wszystkim często zadaję dopowiadam (także do własnych myśli, czy postrzegania - bo one są wynikiem programowania) "a może wcale nie" "a co jeżeli nie?" czasem otwierają się przestrzenie do tej pory zamknięte. Pozbywanie się programów i dokopanie do siebie, świadome życie jak największej liczby ludzi wydaje mi się jedyną drogą ratunku dla ziemi. To ważne i warto zacząć od siebie i pielęgnować. Jeżeli napiszesz artykuł dotyczący uwalniania od społecznego uwarunkowania, bardzo chętnie przeczytam, bo wiem, że sporo mogę z niego wynieść.

  • Marta

    Czesc Michal. Bardzo ciekawy artykul, i latwy do czytania mimo dlugosci. Wszystkie poruszone tematy dobrze sa mi znane, ale bardzo sie ciesze ze zaczynaja byc wreszcie dostrzegane przez szersze grono ludzi. Wkradl ci sie jeden blad - w Brazylii, co roku wycina się o wiele wiecej niz ponad 2 tysiące metrów kwadratowych lasów...
    Pozdrowienia z Kopenhagi,
    Marta

    • Hej Marta, dziękuję za komentarz i wskazanie błędu, już poprawione!

  • Warto zwracać uwagę na to co czytamy, czego słuchamy itd. Nie mówię oczywiście, żeby słuchać tylko muzyki klasycznej albo czytać literaturę która jest lekturami w szkołach ;) Chodzi o to by otaczać się ciekawą, przystępna i przydatną wiedzą. Myślę, że my sami również mamy wielki wpływ na to w jaki sposób programujemy swój mózg. Dlatego też tak ważne jest by czerpać wiedzę w odpowiedni sposób :)