Programowanie społeczne: Odżywianie

“Jesteś tym, co jesz”. Być może to trochę daleko idące stwierdzenie (w końcu nie staję się ogórkiem, gdy go zjem), ale jeśli nie będziemy go brać dosłownie - z pewnością znajdziemy w nim sporo prawdy.

To, co jemy, ma bowiem kluczowy wpływ zarówno na kondycję naszego organizmu, jak i na jego zdrowie i nasze samopoczucie na co dzień. Niestety w dzisiejszym świecie jedzenie stało się biznesem, w którym od jakości i zdrowia ważniejszy jest pieniądz. Czego nie wiemy o odżywianiu? W jaki sposób jesteśmy wprowadzani w błąd? Jak odżywiać się świadomie?

Jakiś czas temu opublikowałem obszerny i kontrowersyjny artykuł Programowanie społeczne, w którym pisałem ograniczających i szkodliwych wzorcach mentalnych, które poprzez wychowanie i komunikaty medialne są nam wkładane do głowy przez całe życie. Pojawiło się pod nim mnóstwo komentarzy, w tym wiele próśb o rozwinięcie tematu i zajęcie się poszczególnymi aspektami programowania społecznego. Na pierwszy ogień biorę więc kwestię odżywiania.

Słowem wstępu

Jest to trudny temat i chyba jeden z niewielu, w ramach którego można znaleźć tak wiele zupełnie sprzecznych informacji w książkach i internecie. Dotyczy to nawet badań naukowych, które często dowodzą zupełnie przeciwnym stwierdzeniom na temat tego, co powinniśmy jeść, a od czego powinniśmy stronić.

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest lobby dużych firm produkujących żywność, które fundują badania i projektują je w taki sposób, aby dawały one wyniki przychylne ich celom biznesowym. Dowody na takie praktyki są już powszechnie znane i będzie to jeden z tematów poruszonych w tym artykule.

Ustalenie tego, co naprawdę jest zdrowe, a co nie, jest niezwykle trudne nawet dla osób, które aktywnie poszukują informacji i testują różne podejścia do stylu odżywiania. Ten artykuł z pewnością nie rozwiąże dla Ciebie tego problemu, ale mam nadzieję, że rozjaśni kilka ważnych spraw i błędów, które popełniamy. Dzięki temu Twoje wybory mogą stać się łatwiejsze i bardziej trafne.

Wszystko, o czym napisałem w tym artykule to tylko mała kropla w wielkim oceanie… Gdy poszukiwałem informacji do tego artykułu ciągle odkrywałem kolejne fascynujące lub druzgocące wieści, którym można by było poświęcić osobne, długie artykuły. Dlatego moim celem podczas pisania tego tekstu było zainteresowanie Cię tematyką świadomego żywienia, przekazanie najważniejszych według mnie problemów, o których większość z nas nawet nie wie, i zachęcenie do samodzielnego poszukiwania i odkrywania kolejnych informacji na ten temat. Na końcu artykułu zamieściłem linki do wartościowych filmów dokumentalnych, które wiele uświadamiają.

Dlaczego zdecydowałem się napisać o żywieniu w kontekście programowania społecznego? Co w ogóle ma jedno do drugiego?

Nie ma się co oszukiwać - to dziedzina życia społecznego, która jest w dużym stopniu kontrolowana zarówno przez władze każdego kraju, jak i przez firmy, które produkują żywność. W wielu przypadkach decyzje tych organizacji nie mają na celu naszego zdrowia i dobrobytu, ale rosnący zysk. Choć brzmi to trochę jak teoria spiskowa, praktyki wielkich korporacji są już powszechnie znane, choć wciąż mało się o tym mówi. My, konsumenci, płacimy za to ogromną cenę. Od słabej kondycji fizycznej i gorszego samopoczucia, przez rozmaite zaburzenia psychiczne, aż po poważne i nawet śmiertelne choroby.

Wiedząc i rozumiejąc to, o czym się publicznie nie mówi, możemy chronić siebie i dostarczać sobie takiej żywności, która będzie nas faktycznie odżywiać, a nie obciążać.

Pisząc ten artykuł dołożyłem wszelkich starań, aby wszystkie podane tutaj informacje były sprawdzone i rzetelne. Jednocześnie jestem w pełni świadom, że ze względu na chaos informacyjny i mnóstwo sprzeczności mogą się w nim pojawić pojedyncze błędy. Gdybyś taki spostrzegł, mając jednocześnie dostęp do źródła potwierdzającego Twoją tezę - proszę, napisz o tym w komentarzach lub skontaktuj się ze mną przez formularz kontaktowy.

Zaczniemy od mojej osobistej historii sprzed 13 lat...

Jak poradziłem sobie z trądzikiem

Jakieś 13 lat temu, gdy chodziłem do szkoły gimnazjalnej, zmagałem się z dość powszechnym dla nastolatków problemem. Niemal każdy centymetr kwadratowy mojej twarzy był wtedy pokryty trądzikiem. Na tamten czas była to dla mnie dość duża trudność, bo nie było to kilka drobnych pryszczy, ale raczej naście (a może nawet dziesiąt). Byłem dość mocno zdeterminowany, aby jakoś sobie z tym poradzić. Chodziłem więc od dermatologa do dermatologa, szukając wsparcia w znalezieniu rozwiązania dla tego problemu.

W około dwuletnim okresie przerobiłem chyba z 5 czy 6 specjalistów, w tym polecane i popularne w tej dziedzinie nazwiska. Ich porady różniły się wyłącznie nazwą leku, który na koniec wizyty pojawiał się na recepcie. Tabletki, które dostawałem, były dość obciążające dla organizmu, ale czego się nie robi dla wyglądu gdy jest się nastolatkiem? Niestety - żaden z tych leków mi nie pomógł. Nawet w najmniejszym stopniu.

Już wtedy miałem przeczucie, że mój trądzik może być związany z moim sposobem odżywiania. Codziennie rano (bez wyjątku!) jadłem mleko z Chocapicami. To czekoladowe płatki od Nestle (tej firmie oberwie się jeszcze w dalszej części artykułu). Ponadto w moim menu regularnie pojawiało się śmieciowe jedzenie (pizza, kebab, hot-dogi) a pomiędzy posiłkami - czekolada w najróżniejszej postaci. Na każdej wizycie pytałem więc dermatologów, czy odżywianie może mieć jakiś wpływ na mój trądzik. Wszyscy, jak jeden mąż, powtarzali: “Nie ma takiej opcji!”.

Przez jakiś czas im wierzyłem z nadzieją łykając kolejne tabletki, jednak na pewnym etapie, gdy sprawa wydawała się być beznadziejna (“skoro żaden lek mi nie pomaga, to pewnie będę tak miał do końca życia”), postanowiłem na własną rękę poszukać informacji na ten temat w internecie. Jak się wtedy okazało, dieta może mieć, a według niektórych, ma kluczowy wpływ na tego typu problemy ze skórą. Trądzik jest bowiem objawem głębszego problemu, a nie problemem samym w sobie. Może być na przykład objawem przeciążenia naszego organizmu toksynami, które jakoś się muszą z naszego ciała wydostać. Jeśli leczymy tylko objawy i zapominamy o przyczynie, efekt zawsze będzie tylko krótkotrwały, a problem szybko wróci. Dla dermatologa, który zarabia na każdej przypisanej recepcie, jest to układ idealny. Sprzedając produkt, który nie rozwiązuje problemu, zyskuje “stałych klientów”.

Wszystkie leki, które mi pozostały, trafiły natychmiast do kosza. Gdy tylko zacząłem eksperymentować z oczyszczaniem organizmu z toksyn (post, dieta warzywno-owocowa) i porzuciłem na jakiś czas słodycze i nabiał, mój problem z trądzikiem zniknął niemal całkowicie. Żaden lek nie dał mi takich efektów, jak zmiana sposobu odżywiania.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są różne rodzaje trądziku i nie wszystkie mogą być związane z dietą (winne mogą być szalejące w okresie dojrzewania hormony czy jakieś ukryte dolegliwości), ale moim celem nie jest podzielić się z Tobą sposobami na poradzenie sobie z trądzikiem, a raczej przedstawić pewien problem obecny w naszym społeczeństwie.

To, że indywidualne jednostki nie rozumieją tego, jak wielki wpływ na nasze zdrowie ma odżywianie, jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Trudno mi natomiast zaakceptować fakt, że tak wiele autorytetów zajmujących się pomaganiem i leczeniem nie jest lub nie chce być tego świadoma. Zbyt wielu lekarzy pomija aspekt odżywiania i zdrowego stylu życia, lub przykłada do niego zdecydowanie za małą wagę. Niestety to się nie zmieni, dopóki będą oni uzyskiwać korzyści z przypisania określonej ilości danego leku od jego producenta.

Brak edukacji

Jako społeczeństwo jesteśmy wyjątkowo nieświadomi wagi odpowiedniego odżywiania. W szkole nie mówi się o tym ani słowa. Jest to zrozumiałe gdy uświadomimy sobie fakt, że szkoła nie jest zaprojektowana po to, aby uczyć nas życia, ale po to, aby uczynić z nas posłuszne trybiki wspierające nieskończony rozwój naszej gospodarki. A że nasze zdrowie, szczęście i dobrobyt wpływa negatywnie na rozwój gospodarki (gdy czujemy się dobrze, mniej kupujemy), lepiej nas nie edukować w temacie zdrowego odżywiania.

Im mniejszą świadomość mają ludzie na temat roli żywienia w ogólnym stanie naszego zdrowia, tym mniejszą wagę będą przykładać do tego, co wkładają na swój talerz. To dlatego na rynku tak świetnie sobie radzi McDonalds, KFC, Burger King i wiele innych tego typu knajp ze śmieciowym jedzeniem. Osoba, która rozumiałaby jakie konsekwencje może mieć regularne jedzenie tego typu rzeczy, nigdy by nie się nie pojawiła w takim miejscu.

Uważam, że to rolą rządu jest edukowanie społeczeństwa o tym, jak żyć zdrowo, jak unikać chorób i jaki styl życia może przyczynić się do naszego dobrego samopoczucia.

Dlaczego tak szkodliwe jedzenie jest dopuszczane do sprzedaży? Dlaczego skierowana do dzieci reklama pełnych chemii i cukru produktów jest legalna? Dlaczego władze nie organizują darmowych szkoleń ze zdrowego odżywiania? Dlaczego nie ma żadnych kampanii społecznych mających na celu uświadomić nam co jeść, a czego nie?

Niestety tego typu edukacja oznaczałaby malejące zyski firm produkujących niezdrową żywność i lekarstwa czy suplementy. Dlatego nie tylko brakuje dobrej edukacji w tym kierunku, ale wręcz istnieje szkodliwa i wprowadzająca w błąd edukacja, która ma na celu skierować nas ku błędnym wyborom żywieniowym. Rządy wielu państw współpracują z największymi firmami produkującymi żywność i leki, na czym najgorzej wychodzą konsumenci.

Przyjrzymy się takim praktykom bliżej.

Lobby korporacji

Niedawno opublikowany przez New York Times artykuł obnaża nieetyczne praktyki Nestle, największej na świecie firmy żywieniowej. Już sam tytuł tego artykułu jest bardzo wymowny: “W najgrubszym kraju Azji, specjaliści od żywienia biorą pieniądze od gigantów żywienia”.

Tekst opowiada o Malezji, w której niemal połowa społeczeństwa ma nadwagę lub cierpi na otyłość. To właśnie tam, kilka lat temu, organizacja Nutrition Society of Malaysia postanowiła wykonać szeroko zakrojone badania nawyków żywieniowych mieszkańców Malezji. Okazuje, się, że badanie było finansowane przez… wspomniane wcześniej Nestle.

Jedną z konkluzji badania było to, że dzieci, które regularnie piły słodzone napoje, były bardziej skłonne do aktywności fizycznej i spędzały mniej czasu przed telewizorem. W Malezji najbardziej popularnym produktem tego typu był napój Milo (firmy Nestle), który składa się w 40% z… cukru. To jednak nie wszystko. Nestle zapłaciło ministrowi zdrowia Malezji setki tysięcy dolarów, aby na części z ich produktów pojawiła się czerwona naklejka, zgodnie z którą dany produkt jest “zdrowszym wyborem”.

Innym przykładem takich praktyk jest firma Ferrero, która produkuje uwielbianą przez tak wielu ludzi Nutellę. Kilka lat temu kobieta z Californi pozwała Ferrero za promowanie Nutelli jako zdrowego produktu, który jest nieodłączną częścią zbilansowanego posiłku. Ferrero przegrało w sądzie i musiało zapłacić 3 miliony dolarów.

Ścisła współpraca pomiędzy naukowcami zajmującymi się żywieniem, a największymi firmami sprzedającymi żywność to praktyka, która od lat jest powszechna również w wielu rozwiniętych krajach na zachodzie. Finansowane są nie tylko badania, ale również największe konferencje dotyczące żywienia.

Mamy tu więc globalny problem - śmieciowe i szkodliwe jedzenie jest promowane (nie tylko w reklamach, ale również w czasopismach żywieniowych czy na konferencjach) jako zdrowe i potrzebne do prawidłowego rozwoju.

Wszystko to sprawia, że musimy mieć bardzo ograniczone zaufanie do wszelkiego rodzaju badań na temat tego, co jest zdrowe, a co nie. Powinniśmy też uczynić czytanie etykiet wszystkich produktów naszym nowym nawykiem. Wciąż mało osób to robi, a na całe szczęście jest to dla nas ważna wskazówka na temat tego, czy coś włożyć do koszyka, gdy robimy zakupy. Pomocna może być tutaj aplikacja Zdrowe Zakupy, która po zeskanowaniu kodu kreskowego produktu pokaże nam, które składniki w danym produkcie mogą być szkodliwe dla naszego zdrowia, a które są całkiem w porządku (do pobrania na iOS lub Android).

Zastanówmy się jeszcze nad tym, skąd w produktach Nestle tyle cukru. Czy oprócz dobrego smaku jest w nim coś jeszcze, co zapewnia producentom słodyczy tak stabilny wzrost?

Najbardziej popularny narkotyk

Badania z ostatnich lat są bezlitosne dla słodyczy, które wszyscy tak bardzo kochamy. Cukier uzależnia silniej niż kokaina czy heroina, a jego długoterminowe spożywanie ma katastrofalne skutki dla naszego organizmu. Naukowcy z Saint Luke’s Mid America Heart Institute in Kansas piszą: “Spożywanie cukru daje efekt podobny do tego, który jest osiągany dzięki kokainie, zmienia nasze samopoczucie, zapewne poprzez jego zdolność do indukowania ośrodka nagrody i przyjemności, prowadząc do dalszego poszukiwania cukru.”

W badaniach, w których szczury miały do wyboru słodzoną wodę lub kokainę, 94% zwierząt wybierały cukier. Nawet wśród szczurów, które wcześniej zostały celowo uzależnione od kokainy, większość wybierała cukier.

Pomyśl teraz o tym, jaka jest Twoja relacja ze słodyczami. Co czujesz, gdy myślisz o czekoladzie? Jak byś się czuł, gdybyś przez tydzień nie zjadł nic słodkiego? Być może wydaje Ci się, że nie byłby to żaden problem. Jeśli tak, spróbuj. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że dość szybko poczujesz to specyficzne łaknienie, które przypomni Ci ten artykuł i wyświetli na ekranie Twojego umysłu słowo “uzależnienie”.

Oczywiście regularne spożywanie cukru nie niszczy naszego organizmu w tak spektakularny sposób jak kokaina czy heroina. Nie jest to jednak duże pocieszenie, ponieważ szkodliwość tej substancji jest bardziej ukryta niż w przypadku “klasycznych” narkotyków. Cukier nie ma wielu destrukcyjnych krótkoterminowych skutków ubocznych (poza spadkami energii w kilka chwil po tym, jak dostajemy wystrzału glukozy gdy zjemy coś słodkiego). To, co najgorsze, dzieje się powoli i nie jesteśmy w stanie tego zauważyć.

Słynny amerykański pediatra i specjalista od walki z otyłością, profesor Robert Lustig z University of California w San Francisco napisał ostatnio na łamach magazynu “Nature”: Zagrożenie zdrowia wywołane nadmierną konsumpcją cukru jest tak wielkie, że usprawiedliwia to wprowadzenie regulacji podobnych do tych, na jakie zdecydowano się w przypadku alkoholu czy nikotyny.”

Liczne badania wskazują na związek cukru z otyłością, chorobami serca czy cukrzycą. Niektórzy specjaliści twierdzą, że do 2030 roku aż 42% amerykanów ma być otyłych. Ponadto, cukier wpływa negatywnie na działanie naszego układu odpornościowego i przyspiesza proces starzenia. Jak wiadomo, powoduje też próchnicę na zębach. Sprawia, że rośnie poziom hormonów stresu. Kilka badań w tym temacie: 1, 2, 3, 4, 5.

Uzależnienie od słodyczy to bardzo podstępna sprawa. Wydaje nam się, że to nic takiego. Prawda jest jednak taka, że bardzo trudno jest się uwolnić od tego nawyku. Sam walczę z tym silnym pożądaniem, które rodzi się gdy tylko zjem trochę więcej słodyczy niż to, na co zwykle sobie pozwalam. Doskonale rozumiem, jak trudno jest oprzeć się tej pokusie. Jednak będąc świadomym ogromnej szkodliwości cukru i faktu, że jestem od niego uzależniony - łatwiej jest mi kontrolować ilość spożywanych słodyczy i wybierać zdrowsze alternatywy. Niestety złe wieści są takie, że nawet te zdrowsze źródła cukru (miód czy syrop klonowy), jeśli spożywane regularnie i w dużych ilościach, są prawie tak samo szkodliwe co biały cukier.

Najsmutniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że posiadanie kontroli nad ilością spożywanego cukru jest niemal niemożliwe. Cukier jest dzisiaj dodawany do wszystkiego, w najróżniejszych postaciach. Tak zwane cukry dodane (mono- i disacharydy, takie jak fruktoza, glukoza czy sacharoza) można odnaleźć w produktach, w których nigdy byś nie pomyślał, że mogłyby się tam w ogóle znaleźć. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ cukier w takiej formie polepsza smak, a w wielu przypadkach nawet zwiększa szansę na to, że będziesz chciał ponownie sięgnąć po dany produkt.

Dość wymowne jest to, że jeszcze na początku XX wieku średnie spożycie cukru w Europie wynosiło jakieś 5 kg rocznie na osobę. Dzisiaj, dla przeciętnego Polaka są to aż… 42 kilogramy.

Zwróć również uwagę na to, jak ważną pozycję mają słodycze w sklepach, w których robimy zakupy. Szczególne miejsce zajmują tutaj chyba stacje benzynowe, na których półki przy kasach wyglądają mniej więcej tak jak poniżej (nie jest to zdjęcie z polskiej stacji paliw, ale poza markami słodyczy nie odnajduję tutaj żadnych różnic).

Kończąc wywód o cukrze, chciałbym Cię uspokoić. Te wszystkie doniesienia to nie powód do paniki. Jeśli jesteś jak większość ludzi na tej planecie, to jeszcze słodycze regularnie i nie jest dla Ciebie zbyt komfortowe czytać o tego typu doniesieniach. Ja też podjadam słodycze i dla mnie również nie było to wygodne. Pamiętaj, że poczucie winy tutaj w niczym nie pomoże. Nie chodzi o to, abyś do czegokolwiek się teraz zmuszał. Nie chodzi o to, abyś rzucił słodycze raz na zawsze. Jednak będąc świadom tego, jaki wpływ na Twój organizm ma cukier, możesz powoli robić małe kroki w kierunku zmniejszenia jego udziału w Twojej diecie. Daj sobie na to tyle czasu, ile potrzebujesz.

Jeśli chcesz poczytać więcej o tym, jak cukier uzależnia, polecam bogaty w informacje na ten temat artykuł w Newsweeku.

Kropla w morzu

Poza wyżej, bardziej szczegółowo opisanymi problemami jest jeszcze kilka takich, o których nie napiszę szerzej ze względu na chęć utrzymania sensownej długości tego artykułu. Niemniej są to kwestie równie istotne i odniosę się do nich krótko, bo być może będziesz chciał się w nie zagłębić i poszukać więcej informacji na ten temat.

Suplementy diety

Z jednej strony suplementy są w wielu przypadkach bardzo potrzebne i czasami się bez nich po prostu nie obejdzie. Z drugiej strony czasami bierzemy ich zdecydowanie za dużo, co może mieć efekt odwrotny od oczekiwanego. Intensywna reklama suplementów może rodzić u ludzi przekonanie, że z ich pomocą mogą uzupełnić najróżniejsze braki związane z kiepskim odżywianiem się.

Oczywisty powinien być fakt, że nie ma suplementów, które powinien brać każdy tak po prostu. Dobór odpowiednich witamin czy innych źródeł składników odżywczych powinien każdorazowo opierać się o dokładne badania krwii i konsultację z dobrym dietetykiem (najlepiej takim, który stale się szkoli, ponieważ jest to dziedzina, w której cały czas dowiadujemy się nowych rzeczy).

Tymczasem nowe produkty tego typu mnożą się jak grzyby po deszczu. Większość tych, które są dostępne w naszych aptekach to zupełnie bezwartościowe, a często nawet szkodliwe produkty (często sprawdza się tutaj zasada, że im suplement droższy, tym jest lepszy). Warto też nadmienić, że wiele suplementów diety dostępnych w aptekach to czysty absurd. To tylko kilka przykładów:

  • Prognostil - suplement na dyskomfort związany… ze zmianami pogody;
  • Perspiblock - preparat na pocenie (nie róbcie sobie tego, zaburzenie termoregulacji ciała może być dla nas szkodliwe);
  • Limitki - zmniejsza apetyt na słodycze u dzieci;
  • Apetizer - pobudza apetyt u dzieci.

W zeszłym roku Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, w którym po przebadaniu kilkudziesięciu dostępnych na rynku suplementów stwierdzono bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia konsumentów. Przykładowo, aż w 4 na 11 badanych próbkach probiotyków ujawniono obecność szkodliwych szczepów drobnoustrojów. Z 45 kontrolowanych suplementów, które zawierały w sobie niedopuszczalne składniki, aż 38 w czasie prowadzenia badań kontrolnych były w sprzedaży. Cześć z nich nadal jest. Najciekawsze jest jednak to, że NIK nie zdecydował się ujawnić nazw tych suplementów. Ciekawe dlaczego?

Masowa produkcja mięsa

Pomimo tego, że nie jem mięsa, nie uważam, że bycie mięsożernym to coś złego. Każdy ma prawo wybrać dobrą dla siebie dietę i nie jestem zdania, że wegetarianizm czy weganizm jest dobry dla wszystkich. Odnosząc się do masowej produkcji mięsa chcę poruszyć tylko i wyłącznie charakter powstawania tego, co jest dostępne na półkach sklepowych.

Przemysł odpowiedzialny za produkcję mięsa jest przemysłem skrajnie nieetycznym i pozbawionym empatii. Jest zoptymalizowany tak, aby bez względu na nasze zdrowie generować jak największą ilość pieniędzy. Do przemyślenia pozostawiam poniższe zdjęcie z jednej z kurzych ferm. Dla mnie jest to bardzo niepokojący widok, a i tak zdecydowałem się nie wrzucać tutaj zdjęć, które są wielokrotnie bardziej poruszające (przedstawiające choćby tysiące poranionych kur uwięzionych w bardzo ciasnych klatkach).

Wszystkie kury, które tutaj widzicie, są faszerowane antybiotykami i sterydami - tak, aby rosły jak najszybciej (im szybciej rosną, tym szybciej idą na mięso, tym więcej producent zarobi). Waga takiego kurczaka jest na tyle nienaturalna, że jego kości nie mogą nadążyć za tym przyspieszonym wzrostem. Kurczaki hodowane w ten sposób może wykonać maksymalnie kilka kroków, po czym upada pozbawiony sił. W głowie mi się nie mieści, że takie praktyki są dopuszczane w naszym świecie.

Przejście na wegetarianizm nie zawsze będzie tutaj dobrym rozwiązaniem, ponieważ uciekając od pełnych chemii piersi z kurczaka możemy trafić na pełne chemii pomidory czy banany. Tematem na osobny artykuł są praktyki związane z transportem owoców i warzyw oraz moczeniem ich w różnych chemikaliach tak aby szybciej dojrzewały i były dłużej “świeże”. Musimy być jednak świadomi tego, że ta najbardziej powszechnie dostępna żywność jest niemal w każdym przypadku “wzbogacona” o środki, których nasze ciało wcale nie lubi.

Dlatego niezależnie od diety jest to niezwykle ważne, aby szukać jak najlepszych źródeł produktów, które wkładamy na swój talerz. W wielu miastach organizują się społeczności i tzw. kooperatywy współpracujące z lokalnymi rolnikami, którzy nie stosują szkodliwej chemii (lub chociaż stosują jej absolutne minimum).

Jedzenie w szpitalach

Nie mogę się nadziwić, że w miejscach, które mają leczyć ludzi z chorób, podaje się posiłki, które same w sobie przyczyniają się do rozwijania się najróżniejszych schorzeń. Już Hipokrates głosił, że jedzenie może być lekarstwem. Odpowiednie posiłki mogłyby być w szpitalach nieocenionym wsparciem w procesie zdrowienia. Nie tylko ten potencjał nie jest wykorzystywany, ale podaje się tam jedzenie, które może hamować procesy zdrowienia. Oczywiście nie wszędzie jest tak źle jak na załączonym poniżej zdjęciu.

Jedzenie organiczne, ekologiczne i bio

Moda ostatnich lat, która w wielu przypadkach może być dla nas dobrym i trafnym wyborem, ale w równie wielu nie jest niczym więcej niż modą. Okazuje się bowiem, że często tak oznaczone jedzenie wcale nie jest zdrowsze od tego, które takich oznaczeń jest pozbawione. Rolnicy uprawiający ekologiczną żywność stosują naturalne pestycydy, które wcale nie muszą być zdrowsze od tych syntentycznych.

Nie ma wątpliwości, że produkcja takiego jedzenia wiąże się z mniejszą szkodliwością dla środowiska naturalnego i warto o tym pamiętać. Niestety nie zawsze wiąże się to ze znaczącą przewagą jakości takiej żywności nad “zwykłymi” produktami. Niech nie zniechęca Cię to do szukania żywności lepszej jakości. Po prostu pamiętaj, że modna etykieta to nie zawsze gwarancja tego, że kupujemy coś lepszego.

Moje doświadczenia

Od kilku lat eksperymentuję z odżywianiem i na własnej skórze doświadczam tego, jak duży wpływ na moje zdrowie i samopoczucie ma to, co jem. Swoje eksperymenty opieram na analizie dostępnych badań, regularnym badaniu krwii i wizytach u dobrego dietetyka. Zawsze daję sobie na tyle dużo czasu na wypróbowanie różnych opcji, aby mieć możliwie jak największą pewność tego, co jest dla mnie dobre, a co niekoniecznie.

Poniżej dzielę się z Tobą moimi własnymi refleksjami na temat żywienia. Być może będzie to dla Ciebie inspiracją, aby wypróbować te pomysły na własnej skórze. Chcę jednak tutaj podkreślić, że wszystko co opisuję poniżej, działa dla mnie i WCALE NIE MUSI TAK BYĆ W TWOIM PRZYPADKU. Pamiętaj, aby zawsze obserwować siebie i słuchać swojego ciała, a poważniejsze decyzje dotyczące zmiany diety opierać na rzetelnych badaniach krwii i konsultacjach z dobrym dietetykiem.

Poszczenie

Jakieś 3 lata temu robienie sobie dłuższych przerw w jedzeniu stało się niezwykle modne w Dolinie Krzemowej. Innowatorzy, ludzie pracujący kreatywnie i założyciele rozmaitych startupów zaczęli odkrywać korzyści płynące z robienia sobie postów (czasami nawet kilkudniowych). Istnieje wiele badań wskazujących na to, że posty mogą przyczynić się do utraty wagi, poradzenia sobie z cukrzycą,  czy zmniejszenia ryzyka chorób serca. Najbardziej interesujące jest jednak to, jak bardzo takie praktyki mogą wpłynąć na wydajność naszego mózgu. Poziom koncentracji i kreatywności, jaki można osiągnąć dzięki 2- lub 3-dniowemu poszczeniu to coś, co trudno jest osiągnąć w inny sposób, nie sięgając po żadne używki. Ja dopiero zaczynam swoje eksperymenty z postem. Zdążyłem już jednak doświadczyć tego, jak 24 godziny niejedzenia mogą pozytywnie wpłynąć na moje samopoczucie i poziom skupienia w pracy.

Od niedawna też unikam objadania się. Zauważyłem, że czasami po posiłku mam potrzebę “dopchania się” tak, aby czuć się naprawdę pełnym. Nie zawsze było to dla mnie dobre. Gdy uda mi się powstrzymać od wpychania w siebie jedzenia, na które już niekoniecznie jest miejsce w moim żołądku, czuję się znacznie lepiej.

Surowe warzywa

“Jedz dużo warzyw”. Brzmi jak banał, prawda? Ja to potraktowałem całkiem serio i od kilku miesięcy jem naprawdę dużo warzyw i głównie są to surowe warzywa. Po każdym takim posiłku odczuwam znaczący przypływ energii i przyjemną lekkość w ciele. Swojego czasu czytałem trochę o całkowicie surowej diecie i choć ostatecznie się na nią nie zdecydowałem, odnalazłem w niej wiele dobrego i uczyniłem całkowicie surowe posiłki częścią mojego sposobu odżywiania się.

Gluten

Choć nie jestem uczulony na gluten ani nie mam nietolerancji, staram się ograniczyć jego spożycie. Zauważyłem, że gdy zjem danie obfite w gluten, czuję się po nim wyraźnie gorzej, niż po większości innych posiłków, które jem a w których w ogóle go nie ma. Jestem przeciwny modzie na walkę z glutenem, choć z drugiej strony dociera do mnie sporo informacji na temat tego, że nawet przy braku alergii spożycie dużych jego ilości może być w mniejszym lub większym stopniu szkodliwe. Tak jak ze wszystkim, również tutaj warto obserwować siebie i samemu zdecydować, czy produkty z glutenem będą stanowić część naszej diety.

Słodycze

Staram się bardzo ograniczać spożycie cukru. Jeśli już jem niemal wyłącznie “zdrowe” i naturalne słodycze (daktyle, wyroby bez cukru, syrop klonowy) i w małych ilościach. Nie umiem zupełnie się powstrzymać od sięgania po takie produkty, choć gdy kiedyś zrobiłem sobie dłuższy detoks od cukru (miesiąc) zauważyłem, że silna chęć sięgania po słodycze zupełnie zniknęła.

Dalsza edukacja

Cały czas się edukuję, czytam i oglądam o zdrowym odżywianiu. Tak jak obiecałem, chciałbym polecić Ci filmy dokumentalne, które rozwijają niektóre z tematów, które poruszyłem w tym artykule. Szczególnie polecam dokument “Food INC. - Korporacyjna żywność” (z polskim lektorem).  Warto też obejrzeć emitowane również w polskiej telewizji filmy Zaprogramowana otyłość, Ciemna strona produktów light, czy Cała prawda o taniej żywności.

Ponadto, już dawno temu zdecydowałem, że sam dołożę swoją cegiełkę do świadomej edukacji żywieniowej. Obecnie mamy na naszej platformie z kursami online 3 kursy, które mogą być dla Ciebie wsparciem w poszerzaniu wiedzy na ten temat: 5-dniowy kurs Antydieta o zdrowym podejściu do odchudzania, 10-dniowy Zmiana nawyków żywieniowych. Pożegnanie ze słodyczami o radzeniu sobie z uzależnieniem od słodyczy, oraz 15-dniowy Zdrowe odżywianie, który jest kompleksowym kursem o tym, jak się dobrze odżywiać. Wszystkie kursy są autorstwa Zuzanny Anteckiej, naszej zaprzyjaźnionej psychodietetyczki.

Światełko w tunelu

Pomimo tych wszystkich pesymistycznych wieści widzę światełko w tunelu. Świadomość społeczeństwa stale rośnie, a w naszych miastach pojawia się coraz więcej sklepów ze zdrową żywnością. Powstają nowe blogi, a na półkach księgarni pojawiają się książki, które pomogą nam dokonywać dobrych wyborów żywieniowych. Pojawiają się również restauracje pełne zdrowych dań i aplikacje, dzięki którym możemy lepiej zrozumieć wszystko to, co jest napisane na enigmatycznych etykietach najróżniejszych produktów.

W drodze do zdrowszego społeczeństwa każdy z nas pełni niezwykle ważną rolę. Jeśli połączymy nasze siły i wspólnie będziemy szerzyć sprawdzone i wartościowe informacje na temat żywienia, prędzej czy później nie będzie już miejsca na szkodliwe praktyki firm produkujących żywność.

Jeśli czujesz, że ten artykuł wniósł wartość do Twojego życia - proszę, podziel się nim ze znajomymi. Opublikuj go na Facebooku lub wyślij link w komunikatorze, z którego na co dzień korzystasz. Sprawmy, aby jak najwięcej ludzi miało okazję zrozumieć, jak działa przemysł żywieniowy i czego warto unikać.

Podziel się w komentarzach swoimi przemyśleniami i doświadczeniami w tym temacie. Dziękuję!

Napisz komentarz

  • Agnieszka C.

    Dziekuję za ten artykuł Michał. Robisz niesamowicie ogromną przysługę społeczeństwu tym co robisz. Podziwiam Twoją pracę ! Zgadzam się w 100 %. Sama doszłam do większości tych informacji i czasem nie mogę uwierzyć, że nasz świat tak wygląda. Jedyna nadzieja w propagowaniu zdrowych nawyków i uświadamianiu ludzi.

  • Gosia

    Polecam też film dokumentalny na temat uzależnienia od cukru "cały ten cukier"

  • Uczono mnie, że "dawka czyni truciznę" i tego się trzymam. Niestety w obecnych czasach raczej nie znajdziemy niczego, co jest w 100% zdrowe. Raz mamy smażyć na oleju kokosowym, innym razem rzepakowym, ale pączki to tylko i wyłącznie na smalcu - ogromna ilość łatwej informacji o "zdrowej żywności" z jednej strony jest dobra, ale bardzo łatwo się w tym wszystkim pogubić. Czasem jak czytam w internecie zaciekłe dyskusje pt. co jest zdrowe, to przeraża mnie ilość złej energii, która tam się przewija. I najzdrowiej w świecie zamykam laptopa i idę na spacer ;)

    • Emilka, oczywiście "dawka czyni truciznę" - zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niemniej wielu z nas je produkty, które nam szkodzą, w większych dawkach niż nasz organizm może to znieść, nie mając pojęcia o tym, że te dawki są dużo za duże. Trudno jest określić jaka dawka jest w porządku, a jaka nie. Potrzebujemy w tym zakresie lepszej edukacji.

  • Agata Żyła

    Świetny artykuł! Od lat interesuje się zdrowym żywnieniem i zgłebiam się w wiedzy na temat leczenia pożywieniem. Z tego też względu zdecydowałam się studiować kierunek żywienie człowieka.. Z przykrością musze stwierdzić, że na państwowej uczelni nie usłyszy się o tym, o czym piszesz z powyższym artykule... Dużo zajęć jest nudnych, a wykładowcy podają przedawnione informacje. Nie dowiem się tam raczej o postach, dietach owocowo-warzywnych, lewatywach z kawy,mega dawkach witamin itd... Na szczęście jest wiele swietnych blogow i badan, filmów, które mozna znalezc w internecie. Nie jest łatwo się przekopać przez przeklamanie, ale dla chcącego... ;)
    Pozdrawiam i dziekuję za świetnego bloga Michale :)

    • Agata, przykro mi słyszeć, że nawet na takich studiach brakuje tak ważnych i podstawowych informacji. Trzymam kciuki, aby to się jak najszybciej zmieniło.

  • whomanista

    Michał na prezydenta! a przynajmniej medal Ci się należy za ten artykuł :)
    Mam jedną uwagę techniczną dotyczącą mobilnej wersji strony. Czy nie było by lepiej gdybyś zmniejszył marginesy? Czasem w jednej linii tekstu są 4 wyrazy, a to utrudnia czytanie. Z tego co wiem 7-9 wyrazów to optymalna ilość do komfortowego czytania. A to tylko moja subiektywna ocena.

    • Dziękuję! Zarówno za medal i nominację na prezydenta, jak i sugestię dotyczącą urządzeń mobilnych ;-)

  • Zielona_żyrafa

    Michale, wspaniale, że poruszasz temat produkcji żywności. Mi tez nei meiszczą się w głowie te wszystkie praktyki, które opisałes, a które niestety są postrzegane jako norma. :-( Chciałabym dodać swoje trzy grosze i poruszyć temat zaburzeń odżywiania, które w dużej mierze wynikają nie tylko ze zmiany wzorca idealnej sylwetki, ale też własnie z tego, jaką żywnośc jemy! Liczba osób cierpiących na ED rośnie w zatrważajacym tempie.W dużej mierze to związek z dodawaniem do produktów uzależniającego cukru oraz chemicznych dodatków (typu glutaminian sodu), które powodują, że jeden batonik nie wystarcza. Producenci robią wiele, abyśmy sięgnęli po kolejny. Naprawde, anoreksja i bulimia nie musza mieć związku (i raczej wg mnie nie mają, ale to temat na oddzielną dyskusję) z jakimiś wyjątkowymi problemami z emocjami, ale są wynikiem zaburzania sobie sposobu odzywiania, zaczynając od zwykłych diet (często, o zgrozo, zalecanych przez dietetyków), podążania za coraz to nowszymi pomysłami na odżywianie bez słuchania własnego organizmu i jedzenia żywności, która rozregulowuje nam odczuwanie głodu i sytości. Najsmutniejsze jest, jak napisałeś, że jest to tak wszechobecne, że cięzko jest od tego uciec.
    Chciałabym rówiez zwrócic uwagę na to, ze sposoby odzywiana, które opsiałeś (posty, dieta surowa itp.) są może i bardzo zdrowe, ale często ludzie nie sa w stanie się ich trzymac. Powoduje to wyrzuty sumienia, negatywne myśli, a następnie nakładanie sobie jeszcze większych restrykcji, co z kolei często kończy się poważnymi zaburzeniami odzywiania, po których organizm dochodzi do siebie przez wiele lat. Byłoby to o wiele prostsze, gdyby otoczenie (media, dostępność produktów w sklepach, większa kontrola nad produkowaną zywnoścą) nie utrudnialo nam wytrwania w tego typu postanowieniach.

    • Dziękuję za wkład odnośnie zaburzeń odżywiania. Odnosząc się do Twojego komentarza na temat tego, że anoreksja i bulimia nie mają związku z problemami emocjonalnymi - nie do końca mogę się tutaj zgodzić. Bardzo często mają. Inna sprawa, że te emocjonalne braki w wielu przypadkach mogą wynikać z innych aspektów społecznego programowania, takich jak na przykład promowany model urody.

  • Monika

    Bardzo dobry artykuł. Również porzuciłam kilka lat temu kolorowe napoje, słodycze oraz sporadycznie jedzone pizze i zapiekanki, a zaczęłam pić więcej wody i jeść więcej warzyw i owoców. Wydawało mi się, że moje odżywianie jest w porządku, bo nie chodzę do lokali z burgerami, a i te zapiekanki jadałam nieczęsto. Jednak nigdy nie czułam się lekko. Przez większość czasu byłam zmęczona i przygnębiona. To wszystko zmieniło się dzięki obserwacji reakcji własnego organizmu po zjedzeniu czegoś z zestawu śmieciowego. To był główny powód złego samopoczucia i wystarczył, by zmienić sposób odżywiania.
    Najlepiej przyjrzeć się samemu sobie, by zrozumieć, że jedzenie może być dla nas albo przekleństwem albo błogosławieństwem.

    • Monika, dziękuję za komentarz i gratuluję dobrych decyzji żywieniowych! :-)

    • Nora

      Witam! Hm , dużo można byłoby pisać , ale pokrótce posłużę sie przykładem mojej siostry, która od lat szuka dobrego sprawdzonego sposobu odżywiania 20 lat temu była to dieta Diamondow , potem normalne jedzenie , odkrył dietę pięciu smaków , obecnie je tylko warzywa owoce , jajek nie , rybę sporadycznie , cukru nie używa ale miód i to nawet sporo ale przy tym zdarza sie ze jak jest okazja to i ciastko zje nie jakieś dietetyczne tylko ze sklepu delicje i tym podobne czekoladę i tak szuka sposobu n zdrowe jedzenie i sposobu na schudnięcie a efektów nie ma , podam jeszcze ze nas wszystkich poucza jak to my zle sie odżywiamy mimo ze żaden z nas nie ma nadwagi a jemy wszystko oprócz śmieciowych obiadów w barach, zdrowy chleb , biały ser od gospodyni ze wsi, zdrowe soki, nie z kartonika, dużo wody, w sumie aż wszystko ale z umiarem jedynie z czym walczę z teściowa która przynosi swoje słodkie wypieki i to w sporych ilościach o tydzień musi byc ciasto to jej maksyma i to jest moja walka z wiatrakami , Michale super artykuł i chylę głowę to ci robisz dla Polaków którzy chcą byc zdrowi przez odpowiednie odżywianie !!! Życzę sukcesów !!

  • nradko

    Hej Michał czy dobrze zrozumiałeś to co Ci się przytrafiło i jaka dla Ciebie lekcja płynie z tego wydarzenia i co Ci świat pokazywał?
    Bo fałszywie oceniając lekarzy i głosząc nieprawdę, że przepisują dane leki bo mają z tego korzyści albo doszukując sie że Nestle wpływa na rząd (to akurat może być prawda) nie powoduje zwiększenia Twojego zrozumienia tej sytuacji :)
    Pozdrawiam Konrad

  • nradko

    Hej Michał piszac fałszywie, że lekarze przepisują dane leki bo mają z tego korzyści to jest tak jak pisać że psychologowie i trenerzy manipulują.
    Pozdrawiam Konrad

  • Aliz Rat

    Ja juże jakiś czas temu oglądałam program o tym jak w siedzibie UE politycy są przekupywani przez firmy,żeby tylko przepchneli jakaś ustawę korzystna dla koncernów.

  • Monika

    Cześć Michale, wciągnęłam się w już drugi artykuł z serii "programowanie społeczne", oczywiście czekam na kolejne, dobrze sobie to wszystko przypomnieć bo myślę, że część czytelników zetknęło się już wcześniej z tematem, a jednak na co dzień zapominamy i często funkcjonujemy jak trybiki w maszynie, także uważam że temat jest godny dalszego rozwijania, mnie osobiście skłania do refleksji. Zawsze bardzo chętnie dowiem się czegoś więcej na temat odżywiania i produkcji żywności ale również zboczenie zawodowe każe mi prosić o rozwinięcie tematu dotyczącego mechanizmów działających w opiece zdrowotnej, uważam że to daje dużą władzę nad społeczeństwem, może ktoś jeszcze zainteresuje się tematem i napiszesz parę zdań o tym, pozdrawiam serdecznie ;)

  • Agnieszka Sacha

    Ja chciałabym się podzielić tylko jednym wnioskiem :) Przede wszystkim to MY jako dorośli i świadomi ludzie mamy wpływ na to jak będą odżywiały się nasze dzieci i jakie nawyki będą miały. I tak jak nasi Rodzice w dużej mierze zapewne tej świadomości nie posiadali , choć produkty wtedy były lepszej jakości i niestety czasami przez tą nieświadomość zaburzyli nam co nieco :) ale da się prawie wszystko odwrócić , tak teraz nasza kolej aby uświadamiać i uczyć jak słuchać siebie. Uważam,że dzieci są super wyznacznikiem dla samego siebie i nie ingerując i nie narzucając im pewnych naszych naleciałości możemy się od nich wiele nauczyć. Każdy człowiek ma trochę inne potrzeby żywieniowe i inny rytm życia co za tym idzie inaczej powinien się odżywiać , co innego w danym momencie będzie mu służyło :) uczmy dzieci słuchać swojego organizmu, a będziemy mieli zdrowsze społeczeństwo :)

  • Zbyszek

    Polecam Książki Profesora nauk medycznych Iwana Pawłowicza Nieumywakina : Woda źródłem życia, Woda utleniona , Sól , Soda .jest ich około 20 . A prof. ma 90 lat i zajmował się zdrowym stylem życia przez wiele lat ponad 60 Pozdrawia Zbyszek K