Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Czy to jest „TO”?

581950_68201558

Być może dopiero planujesz znalezienie pracy lub założenie biznesu, albo już od dłuższego czasu wykonujesz konkretne zajęcie. Kto wie, może nawet próbowałeś w swoim życiu wielu zawodów. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, na ile Twoje zajęcie jest tym, co chcesz robić przez resztę swojego życia?

Znam sporo osób, które ciągle zadają sobie to jakże istotne, tytułowe pytanie. Żyjąc jednak przez cały czas w tych wątpliwościach nie robią ani kroku w jedną ani kroku w drugą stronę. Jak zatem trafnie określić czy to czym się zajmujesz na co dzień jest właśnie dla Ciebie? Czytaj uważnie dalej aby poznać prawdziwe odpowiedzi na te pytania i raz na zawsze zyskać pełną pewność lub zdobyć odwagę na duże zmiany.

 

Z mojego punktu widzenia nie ma czegoś takiego jak zawód stworzony dla Ciebie (lub Ty stworzony dla jakiegoś zawodu) – są natomiast pewne czynniki, które wpływają na to, że dane zajęcie Ci odpowiada albo nie. Że coś uwielbiasz robić, a czegoś innego już nie ruszysz. Być może masz jakieś doświadczenia, które się do tego przyczyniły, być może kiedyś miałeś w ręku aparat fotograficzny i coś zaskoczyło, być może widziałeś film który Cię zainspirował do bycia strażakiem.

Nie ma znaczenia skąd się wzięło Twoje „powołanie”, pytanie brzmi czy jesteś gotów robić to przez całe swoje życie.

A uwierz mi, że tak jak każdy możesz robić wiele rzeczy – możesz śmiało zmienić zawód o 180 stopni i zafascynować się czymś, na co do tej pory nie zwróciłbyś uwagi. Znam wiele osób, które odważyły się odejść od pracy, w której się męczyli, krótko po tym znajdując coś co ich całkowicie pochłonęło. Pracowałem również z ludźmi, których wątpliwości okazały się tylko brakiem wiary w siebie – co po rozwiązaniu tej kwestii umożliwiło im w pełni oddanie się zajęciu, który od zawsze robili z brakiem pewności.

Jeśli jesteś osobą, której nie wystarczy przeciętność a która celuje w wyjątkowe i niepowtarzalne życie, ten artykuł będzie dla Ciebie dużym krokiem w dobrym kierunku. Pomyśl tylko, że każdego dnia możesz robić coś co sprawia Ci całe pokłady frajdy i przyjemności!

Świadome określenie odpowiedzi na pytanie „Czy to jest TO?” daje Ci jedną z najważniejszych informacji w życiu, którą powinien znać każdy z nas.

 

„Będzie dobrze”

Po co miałbyś odkrywać czy dany zawód, pomysł na biznes lub hobby to zajęcie, w które warto inwestować swój czas?

Widzisz, korzyści z sięgnięcia głębiej i uzyskania odpowiedzi na te pytania są ogromne. Istnieją przecież dwie opcje. Pierwsza możliwość jest taka, że dowiesz się, że to czym się zajmujesz to naprawdę to, co chcesz robić. Wtedy z jeszcze silniejszym przekonaniem, że idziesz w dobrym kierunku ruszysz do kontynuowania swojego dzieła. Da Ci to motywację do aktywniejszego działania i energię do skupienia się na tym co robisz, co będzie źródłem znacznie lepszych efektów.

Druga możliwość jest taka, że zdasz sobie sprawę z tego, że to nie jest „to”. Co wtedy? W takiej sytuacji masz jedyną w swoim życiu okazję, aby podjąć decyzję o zmianie zawodu lub przedmiotu zainteresowania. Dla wielu będzie to duże wyzwanie, ale już tłumaczę dlaczego warto mu sprostać.

Stawka jest duża – w końcu chodzi tutaj o całe Twoje życie, każdy pojedynczy dzień, w którym robisz daną czynność czy masz kontakt z danym tematem. Mógłbyś pracować przykładowo w biurze księgowym, cały czas wmawiając sobie, że „będzie dobrze”, przecież nieźle płacą, i tak naprawdę to nawet lubisz te numerki. Ale jeśli w głębi serca czujesz, że to nie jest to co chcesz robić, nie oszukasz siebie. Nie zagłuszysz tych sygnałów tanimi afirmacjami, które mają Cię przekonać, że przecież lubisz liczyć.

 

Oczywiście możesz również zastosować różne techniki NLP, zmieniając swoje emocje i przekonania tak, aby praca w księgowości była dla Ciebie frajdą. Jest to możliwe i nie wymaga nawet wielkich umiejętności. Będziesz czuł się lepiej i efektywność Twojej pracy wzrośnie. Ale… znowu, nigdy nie oszukasz siebie. Jeśli to nie jest „to”, będziesz o tym wiedzieć mimo skutecznego działania technik na zmianę emocji. Co wtedy?

Może w takiej sytuacji po prostu warto przestać siebie oszukiwać? Może warto spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie „nie chcę już tego robić”, nawet jeśli zajmowałeś się tym przez ostatnie kilka lat? Nie ma znaczenia ile czasu w coś zainwestowałeś – liczy się tylko dzień jutrzejszy i to co będziesz robić przez kolejne lata Twojego życia.

Na swoich szkoleniach poznałem wiele osób, które chciały nauczyć się jak osiągać swoje cele tak naprawdę w głębi nie chcąc robić tego, czym się zajmowały. W tej sytuacji trudno jest mówić o osiąganiu celów, bo aby to robić skutecznie musisz chcieć je osiągać „całym sobą”. Dlatego zawsze na początku odkrywamy ścieżkę, którą chcą te osoby szczerze podążać.

 

Nasłuchuj sygnałów

Niejednokrotnie miałem w planach projekty, które z początku dawały mi kopa motywacyjnego i sprawiały, że inwestowałem w coś całą masę swojego czasu i energii. Jednym z nich był plan robienia serii szkoleń dla pewnej firmy z tematyki, która interesowała mnie tylko w pewnym stopniu. W pewnym momencie, gdy już włożyłem trochę swojej pracy w ten projekt, pojawiła się wątpliwość podpowiadająca mi, że to nie jest to czym chcę się teraz zajmować.

Zawsze miałem zwyczaj zagłuszać te głosy, wierząc w to, że to zapewne odzywają się jakieś negatywne, sabotujące przekonania. Robiłem tak aż do momentu, gdy sygnał od mojej podświadomości był na tyle silny, że pojawiła się druga myśl – „a co jeśli rzeczywiście to nie jest coś, co jest dla mnie w tej chwili odpowiednie?”. I wtedy zacząłem kopać głębiej. W końcu działając w sposób, który opiszę w dalszej części artykułu udało mi się ustalić, że rzeczywiście – to nie jest to czego chcę.

Odkryłem coś co siedziało głęboko we mnie i po prostu wysyłało mi sygnały o braku spójności między mną a projektem, który miałem zamiar realizować. Zrezygnowałem z projektu i natychmiast odczułem wielką ulgę. Mimo, że włożyłem w ten projekt tyle energii, byłem niesamowicie zadowolony, że udało mi się podjąć taką decyzję i nie poświęcając więcej czasu na tamten plan mogłem zabrać się za coś, co naprawdę mi odpowiada.

 

Pamiętaj – w każdej chwili możesz podjąć decyzję o zmianie kierunku swoich działań i nadać nowy sens swojemu życiu.

To o czym piszę głównie tyczy się osób, które mają wątpliwości co do tego czym się zajmują na co dzień. Mimo to ta wiedza z pewnością przyda się również tym, którzy są pewni swojego zawodu lub swojej pasji.

To co tutaj robimy to odkrywanie prawdy, która tkwi w Tobie i być może jest przykryta pewnymi niepotrzebnymi rzeczami. Ta prawda da Ci więcej spokoju i pewności w życiu, dzięki czemu będziesz mógł albo bardziej poświęcić się temu co robisz na co dzień, albo podjąć wyzwalającą decyzję o zmianie zawodu.

 

Skąd się biorą wątpliwości?

Jeśli jesteś w sytuacji, w której masz wątpliwości co do swojego zajęcia, istnieją dwie możliwe przyczyny takiego stanu rzeczy:

1. Masz przekonania, które Cię ograniczają i wywołują wątpliwości,

2. To zajęcie na pewnym poziomie po prostu nie jest z Tobą spójne – to nie jest „to”.

Pierwsza przyczyna to bardzo popularna kwestia, która objawia się na najróżniejsze sposoby. Wyobraźmy sobie, że Franek chce założyć swoją własną firmę. Krótko po podjęciu decyzji o takim działaniu, zaczęły pojawiać się u niego wątpliwości w stylu „nie dam sobie rady”, „biznes jest zbyt trudny”, „potrzebuję ogromnych nakładów finansowych”, „nie mam żyłki do biznesu”.

Takie przekonania będą sabotować jego działania bez względu na to, czy tak naprawdę jest dobrym przedsiębiorcą czy zupełnie się do tego nie nadaje. Będą również sprawiać, że być może Franek w ogóle zrezygnuje z biznesu i nigdy się nie dowie czy była to trafna decyzja.

Druga przyczyna to brak spójności, której nie zawsze jesteśmy świadomi jeśli taka istnieje. Nie jest łatwe zdefiniowanie tej kwestii bo pojęcie braku spójności jest dość płynne. Najczęściej jest to pewnego rodzaju przeświadczenie, uczucie, wątpliwość wypływająca z intuicji, sygnał od podświadomości.

Mówimy tutaj o braku spójności na głębokim poziomie, gdy już nie ma negatywnych przekonań – po prostu to czym się do tej pory zajmowaliśmy nie jest odpowiednim dla nas zajęciem i czujemy to szczerze i prawdziwie.

Bardzo łatwo pomylić jedną przyczynę z drugą.

Ważne jest abyś to zrozumiał, dlatego przeczytaj ten akapit w skupieniu. Łatwo jest wziąć sabotujące przekonania za niespójność i zrezygnować z zawodu, podczas gdy tak naprawdę byliśmy „stworzeni” do danego zajęcia. Łatwo jest również wziąć szczerą niespójność za negatywne przekonania i tkwić w zawodzie, mimo że w głębi nie chcemy tego robić ale próbujemy zagłuszyć ważne sygnały.

Jak widzisz opcję są różne. Może być tak, że prawdziwa jest tylko przyczyna związana z ograniczającymi przekonaniami – wtedy chcesz się ich pozbyć aby zdać sobie sprawę, że idziesz w dobrym kierunku. Może być również tak, że prawdziwa jest tylko przyczyna z niespójnością – wtedy chcesz się upewnić, że tak właśnie jest i zmienić swoje zajęcie na inne.

Jest jeszcze trzecia opcja – obie przyczyny mogą być prawdziwe – wtedy poprzez usunięcie negatywnych przekonań odkryjesz niespójność i również będziesz mieć okazję podjąć ważną dla Ciebie decyzję.

 

W końcu to jest „to”, czy to nie jest „to”?

Oczywiście jak się pojawiają wątpliwości to trudno jest na początku określić, skąd się tak naprawdę biorą. Czy to tylko negatywne przekonanie, czy niespójność? Jak trafnie określić czy Twój zawód jest tym, czym chcesz się zajmować przez resztę swojego życia?

Poniżej proponuję Ci metodę, którą utworzyłem przy okazji sprawdzania kwestii spójności projektu szkoleniowego, o której pisałem wcześniej. Kroki są bardzo proste – wykonanie tego procesu da Ci pewność na temat tego jak dalej chcesz działać.

 

1. Pierwszy etap to sprawdzenie, czy masz jakieś negatywne przekonania na temat zawodu, projektu lub zajęcia co do którego masz wątpliwości. W tym celu przygotuj pustą kartkę i zacznij szukać przekonań. Zadaj sobie pytania: „co myślę o tym zajęciu?”, „jakie są moje możliwości względem tego zawodu?”, itp. Zastanów się jakie są Twoje przekonania względem tej kwestii i jeśli odnajdziesz takie, które są ograniczające, zapisz je na kartce. Jeśli żadnych nie znalazłeś, przejdź od razu do 1.1. Jeśli przekonania się pojawiają, przejdź do punktu 2.

1.1. Jeśli nie znajdziesz żadnych negatywnych przekonań, daj sobie jeszcze trochę czasu. Przemyśl sprawę i poszukaj głębiej.  Wróć do tej kwestii następnego dnia i jeszcze raz sprawdź, jakie masz przekonania na ten temat. Możesz skorzystać z nagrania o odkrywaniu przekonań. Jeśli mimo to wciąż nic takiego nie znajdziesz a wątpliwości związane z Twoim zajęciem występują, przejdź do scenariusza B.

2. Gdy już masz zapisane wszystkie ograniczające przekonania, które odnoszą się do Twojego zajęcia, zacznij je zmieniać na bardziej korzystne. Na takie, które są bardziej prawdziwe. Tutaj istnieje dużo możliwości i ten punkt może Ci zająć trochę więcej czasu, w zależności od tego ile przekonań masz do zmiany. Zajrzyj na artykuły związane ze zmianą przekonań, jeśli jeszcze nie wiesz jak to zrobić: Wpływ przekonań na Twoje zachowanie, Zmiana przekonań, Czy ta myśl jest zgodna z prawdą?

3. Gdy pozbędziesz się sabotujących przekonań, czas sprawdzić drugą kwestię – czy mimo braku tych przekonań nadal pojawiają się jakieś wątpliwości. To już jest rzecz bardzo indywidualna – możesz po prostu sprawdzić jak się czujesz myśląc o tym zajęciu. Jakie emocje się pojawiają, czy jest to motywacja czy raczej niechęć? Zamknij oczy i sprawdź reakcję Twojego ciała, aby dokładnie określić Twoje nastawienie do zawodu czy projektu, o którym myślisz. Jeśli wątpliwości zniknęły a Ty czujesz się dobrze, przejdź do scenariusza A. Jeśli mimo zmiany przekonań wciąż czujesz brak spójności, zajrzyj do scenariusza B.

Scenariusze, czyli co dalej

Scenariusz A – Twoje wątpliwości wynikały tylko z ograniczających przekonań. Teraz gdy ich już nie ma, masz większą pewność swojego zawodu czy zajęcia i możesz poświęcić mu więcej uwagi. Prawdopodobnie również pojawiła się nowa energia do wykonywania tego co robiłeś do tej pory – skieruj ją w odpowiedni sposób od razu tworząc plan działań na najbliższe dni.

Scenariusz B – Możesz z dużym prawdopodobieństwem określić, że wątpliwości wynikają z wewnętrznej niespójności. Niech to będzie dla Ciebie ważna informacja – zastanów się, czy jest sens brnąć dalej w robienie tego co do tej pory robiłeś, czy może lepszym pomysłem będzie zmiana zawodu na bardziej dla Ciebie interesujący. Być może będziesz chciał poszukać swojej pasji – jeśli tak, zajrzyj do artykułu Jak odnaleźć swoją pasję.

Póki co nie musisz podejmować jeszcze żadnych decyzji, daj sobie czas na obserwację Twojego stosunku do tego zajęcia i rozważ możliwe opcje. Pamiętaj jednak aby też nie odwlekać decyzji w nieskończoność. Zaplanuj, że za kilka dni od teraz wrócisz do tematu i podejmiesz ostateczną decyzję.

Cały ten proces jest pewnego rodzaju podróżą w głąb siebie. Potraktuj to z ciekawością jako odkrywanie a nie ze strachem jako oczekiwanie na wyrok. Bez względu na to co odkryjesz będziesz zdecydowanie bliżej takiego życia, jakiego pragniesz, dążąc do pełnej spójności Twojego zajęcia z Twoim systemem wartości. Jeśli w trakcie procesu będą pojawiać się jakieś wnioski, ciekawe przemyślenia – najlepiej zapisuj je na kartce, aby nie stracić czegoś ważnego.

Gdy już będziesz pewien tego co chcesz robić w życiu, polecam Ci zajrzeć do Life Architect BOX – Zaprojektuj swoje życie i działaj – 30-dniowego programu rozwoju osobistego, który pomoże Ci stworzyć i zrealizować projekt swojej wymarzonej przyszłości. Przeprowadzę Cię w nim przez wszystkie etapy odkrywania tego, czego pragniesz od życia, tworzenia wizji przyszłości, stawiania celów, sporządzania planu działania i budowania trwałej motywacji do działania.

A jeśli szukasz czegoś krótszego, poświęconego wyłącznie tematyce pracy – serdecznie polecam Ci 5-dniowy kurs Jak zdobyć pracę marzeń?, dzięki któremu dowiesz się, co jest Twoją rzeczą i w jaki sposób zaprojektować stanowisko pracy dające Ci 100% zawodowej satysfakcji.
 

Jeśli w komentarzach pojawi się kilka głosów zapotrzebowania, za jakiś czas napiszę również artykuł na temat tego co zrobić dalej, gdy już się podjęło decyzję o zmianie swojego zajęcia (aktualizacja – taki artykuł powstał tutaj: Zmiana toru).

Opisz w komentarzach Twoje doświadczenia z powyższym tematem i daj znać jakie otrzymałeś efekty wykonując ćwiczenie na szukanie przyczyn wątpliwości. Czego się dowiedziałeś o sobie? Co z tą wiedzą dalej zrobisz?

 

Zostaw komentarz

  • e-l

    Artykuł przydatny, ponownie powróciłem do sprawy tego co robię i uświadomiłem sobie kilka ważnych rzeczy.

    Jestem związany z komputerami od 10 lat. Wiedziałem od małego, że moja przyszłość będzie z nimi związana, nie widziałem innej opcji, tak mnie to ekscytowało.

    Najpierw oczywiście były gry, później, całkiem przypadkiem z powodu problemów jakie miałem z komputerem przerzuciłem się na tematykę bezpieczeństwa windows, co pochłonęło mnie na ok 2 lata. Przez ten czas, ogromnie się rozwijałem z dnia na dzień, pomagałem bezinteresownie na różnych forach, badałem działanie malware na własnym komputerze, poświęcałem na to baardzo dużo czasu, wciągało mnie to. I była jedna ważna rzecz – NIE MARTWIŁEM SIĘ O PIENIĄDZĘ, nie myślałem o nich. Co najlepsze, nagrody same do mnie przychodził jako efekt uboczny za pomoc na forum, otrzymywałem różne zaproszenia oraz oprogramowanie od firmy antywirusowej w ramach podziękowania, kiedyś przysłali mi nawet kosz łakoci na wielkanoc co mnie rozbroiło :)

    Kiedy osiągnąłem już wszystko co mogłem na polskich forach, gdyż więcej nie znalazłem tu informacji, przeniosłem się na zagraniczne community. Znalazłem masę informacji, byłem bardzo podekscytowany, pomimo bariery językowej, przeszedłem specjalny kurs kierowany przez najlepszych MVP od security i twórców oprogramowania, które przyczyniło się w znacznej mierze do zwalczania złośliwego oprogramowania na całym świecie.

    Niestety coraz bardziej byłem tym znużony, dlatego przerwałem to z braku motywacji. A muszę powiedzieć, że byłem naprawdę od tego uzależniony (trudno mi było wyobrazić sobie CO JA DALEJ BĘDĘ ROBIŁ ?), jednak jedna decyzja i ogromna wolność jaką otrzymałem, dziś uważam, ze była słuszna a informacje które zdobyłem i tak bardzo mi pomagają cały czas w pracy z komputerami

    Następną rzeczą jaką się zająłem było tworzenie stron www. Tematyka wiele razy przeze mnie przerabiana jednak zawsze odpadałem z niechęci. Usłyszałem jednak, że kilka osób robi na tym całkiem niezłą kasę, a w tym czasie przydało by się kilka groszy. Ok, kolejne 2 lata , jednak zdecydowanie nie był to czas wielkiej ekscytacji jak w moje pierwszej pasji, nie ma mowy. Były chwile ogromnej motywacji jednak niechęć przeważała. Pomimo tego zdobyłem całkiem dobry poziom umiejętności, który pozwolił mi na zarobek kilku groszy.

    Nie dawało mi to jednak spokoju , nie mogę się zmusić do zakończenia projektów jakie chciałem wysłać w sieć, co jest grane ? Dzisiaj spisałem sobie przekonania co myślę o tej „pasji”.

    Po pierwsze wyszło, że błędem jest nazywanie tego pasją. Okej, jestem w tym dobry, ale nie oznacza to zaraz, że to lubię. Pierwszy dzwonek.

    Po drugie uważam, że jest to nudne i monotonne.
    Nie mam chęci iść do przodu, gdyż uważam, że będzie to niezbyt przyjemna przygoda.

    I ostatnia rzecz, A CO GDYBYM MIAŁ TO ROBIĆ ZA DARMO ? Zdecydowanie odpowiedziałem NIE.
    Co to oznacza ? W moje pierwszej pasji nie było pieniędzy, robiłem to za darmo z wielką chęcią. Tutaj jest na odwrót. PIENIĄDZE były czynnikiem motywacyjnym.

    Wiedziałem to nawet, wcześniej i pomimo wątpliwości brnąłem dalej. W sumie poznanie „rozwoju osobistego” rok temu namieszało mi nieźle w głowie.

    Cała idea porażek, cierpliwości i determinacji sprawiła, że pomimo wątpliwości, jeszcze troszeczkę posuwałem się do przodu, próbowałem się motywować na różne sposoby. W końcu sobie odpuściłem, kiedy otrzymałem pewien projekt do zrealizowania za $, zamknąłem portfolio. Kolejna decyzja dająca mi wolność, czułem się po prostu dobrze.

    Nie były to całkiem stracone lata, dały mi dużo doświadczenia i umiejętności. Jednak czasami trzeba sobie odpuścić, jeżeli nie chcesz tego robić, jeżeli drzwiami i oknami z podświadomości dochodzi jedno NIE, a ty chcesz uświadomić sobie, to tylko chwilowe, później będzie lepiej, lepiej, do sukcesu droga długa … i jest coraz gorzej.

    Zwłaszcza, że trudno jest się wyrwać. W obu przypadkach spędzałem 2 lata i naprawdę myśl, że poświęciłem na to w cholerę czasu trzymała mnie przy tych zajęciach, twarde NIE pozwoliło mi dopiero wyjść na wolność.

    Dziś błąkam się testuje kolejne rzeczy szukając swojej nowej pasji. Spędziłem już wiele czasu z komputerami, myślałem, że tak będzie zawsze.

    Przeczytałem jednak pewną rzecz w jakiejś książce „czy myślisz, ze umierający biznesmen żałuję, że nie spędził więcej czasu w biurze przy pracy czy raczej przy zabawie ?”. Dlatego też postanowiłem, że moja pasja musi być dla mnie zabawą, sprawiać mi przyjemność.

    W tej chwili jestem na drodze nowej pasji związanej z biznesem i rozwojem osobistym, NLP. Powoli schodzę z drogi informatyka, za którego każdy mnie uważał.

    Co ty na to ? Nie warto ? Warto !

  • Mystic

    Mnie też kilka razy się zdarzyło poczuć, że „to nie jest to”, a czasem także, że „to jest to!”. U mnie tego typu sygnały są bardzo wyraźne, wręcz jaskrawe – może dlatego, że zawsze się z nimi zgadzam i nie próbuje ich tłumić. Znam za to parę osób, którym przydałyby się takie techniki dochodzenia do porozumienia z samym sobą .

    @e-l: ciekawie mi się czytało twoją historię. Dzięki :)

  • Heh, ja nie miałem takich problemów ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie zajęcia. Po prostu, gdy zacząłem wykonywać „TO”, wtedy poczułem wszechogarniające szczęście i uczucie spełnienia. W branży jestem już od kilku lat, a to uczucie dalej nie zanika, więc mogę uznać, że naprawdę robię w życiu to, co kocham.

  • anetka18

    Jestem obecnie studentką 3 roku ,jakby się wydawało mojego dobrze rzeczywiscie wybranego kierunku studiów administracja.Wiem ze ludzie mają do tego uprzedzenia,urzędasy itp. a ja się tym glupio przejmuję.Nie chce się widzieć w urzędzie miasta w mały mieście ,gdzie będe robiła ciagle to samo.Bardzo lubie przedmioty na studiach prawie wszystkie z małymi wyjątkami.Dlatego martwie mnie to ,że mam takie myśli.Kiedyś marzyłam o tym by wstąpić do jakieś organizacji studenckiej działac,by potem pracowac w organizacjach pozarządowych- bardzo chciałam odnośnie ochrony środowiska.Miałam tez duzo innych planów – głownie chodzi o rozne kursy doskonalace umiejetnosci.Natomiast zmarnowalam 3 lata i się nie zapisałam do organizacji i mimo że tego że chciałam bo niby nie będe miała czasu(taki mam argument).Bo mam dodatkowy j.niemiecki,prawo jazdy,pisanie pracy licencjackiej i gdzie zmiescze to dzialalnosc?Teraz w dodatku chcialabym bardzo swoją przyszłość związać z NLP , naprawdę bardzo.
    Chciałam tyle rzeczy zrobić w ciągu lat studenckich i nic z tego nie wychodzi,bo albo za mao czasu albo odwagi .I wciąż nie wiem do końca czy moje studia to jest to,czy te moje marzenia.Wciaz mam jakies nowe pomysly.
    Artykuł dał mi troche do myslenia,może w marcu zapiszę się tam gdzie chce mimo moich wszystkich ale.Chyba też takie sygnały staram się spychać na dalszy plan.Popracuje nad sobą :) a raczej juz to robie :)

  • Ten post upewnił mnie tylko w postanowieniu podjętym ok 2 lat temu. Moja praca (branża farmaceutyczna-kontrola jakości) to nie to. „To” natomiast to taniec. Pomimo tego, że mam teraz 30 lat rozwijam się wciąż w tym kierunku. Przyjęłam strategię małych kroczków. Cały czas pracuję jak do tej pory, ale jest to dla mnie tylko praca na utrzymanie i dalszy rozwój-czyli po prostu zarabiam pieniądze, a za kilka lat mam w planach żyć tylko z tańca orientalnego ;)) Pozdrawiam wszystkich szczęśliwie :)

  • e-l – gratuluję odwagi, bo większość ludzi na świecie nigdy nie zdobędzie się na odwagę porzucenia czegoś, co im nie pasuje a w co zainwestowali już dużo swojego czasu. Niestety w wieu przypadkach jest to skazanie siebie na powolną śmierć. Świetnie, że Tobie udało się podjąć decyzję, aby wziąć od życia więcej :)

    anetka18

    Artykuł dał mi troche do myslenia,może w marcu zapiszę się tam gdzie chce mimo moich wszystkich ale.

    Polecam to „może” zmienić na „na pewno”, bo istnieją ogromne szanse, że w krótkim czasie zdasz sobie sprawę, że to była najlepsza decyzja w Twoim życiu :)

    siljana – również gratuluję decyzji i życzę jak najszybszego przeskoczenia na pracę marzeń!

  • Krystian Derdziński

    dalo do myslenia, bardzo dalo.

    Jako dopelnienie wpisu proponuje wam obejrzec film „into the wild”, najpiekniejszy obraz porzucenia wszystkiego po to, zeby robic to, co sie kocha, jaki kiedykolwiek widzialem.

  • Iza

    Jestem studentką I roku fizjoterapii. Od pierwszych zajęć ciągle mam wrażenie, że to nie jest „to”. Interesuję się bardzo wieloma dziedzinami życia (polityką, sportem, językami obcymi, filmami, muzyką, literaturą, podróżami i wiele innych). To było chyba główną przyczyną, dla której nie byłam pewna, najpierw wyboru profilu klasy w liceum ogólnokształcącym a teraz kierunku studiów. Po prostu nie potrafię wybrać jednej dziedziny, w której chciałabym się najbardziej rozwijać. Jestem osobą bardzo ciekawą świata, wiecznie pytającą, szukającą nowych informacji, i niestety nie potrafię podjąć decyzji odnośnie mojej przyszłości… Tak bardzo chciałabym wreszcie skupić się na jednej rzeczy i osiągnąć wewnętrzny spokój, teraz jestem ciągle rozdarta i niepewna przyszłości. Proszę o napisanie artykułu, co robić po podjęciu decyzji o zmianie swojego zajęcia. Pozdrawiam, i dziękuję za poprzednie artykuły, dają wiele do myślenia. ;)

  • Marta

    hm… Twój artykuł daje do myślenia i to bardzo… ja praktycznie od jakiś 2 lat wiem, że moja praca to nie „to” ale co z tego??? przekonaniem nie zapłacę rachunków, czesnego, nie nakarmię dzieci..

    póki co szukam.. szukam innego zajęcia tkwiąc w posadzie bez przyszłości ale to już coś ;) jestem coraz bliżej znaczy mam taką nadzieje :) wiem, że największym ,,kopem” byłoby po prostu zwolnienie się ale brakuje mi odwagi…

    dzięki za artykuł :)

  • Michal

    Ja wlasnie mam problem z rozroznieniem niespojnosci i ograniczajacym watpliwosciami.
    Jestem fizykiem i mimo ze zawsze mi sie wydawalo ze to zawod pelen wyobrazni, kreatywnosci i odkrywania nowego, ja tej pieknej strony nie odkrylem.
    Fakt nauczylem sie wiele – miedzy innymi bardzo rozwinelo sie umnie abstrakcyjne myslenie. Co wiecej ciesze sie ze wiecej w zyciu kieruje sie logika i nie kupuje wszystkiego „na wiare”, ale z drugiej strony chcialbym pracowac wiecej z ludzmi. Uwielbiam rozmawiac – to mnie rozwija. Czasem mysle ze ‚to’ lezy gdzies w pracy z ludzmi. Zawsze pasjonowala mnie psychologia. Czytalem do poduszki podreczniki akademickie mojej wspolokatorki w czasie studiow… ale nie chcialbym studiowac kolejne lata…
    Zastanawiam sie jak rozwiazac ten problem

  • Bartek

    Dzięki za fajny artykuł. Dopiero stosunkowo niedawno uświadomiłem sobie, że pierwsze lata mojej ‚kariery zawodowej’ były związane z ogromnymi męczarniami i strachem, że nic się w moim życiu nie zmieni, że tak jak jest będzie już do końca mojego życia. Te kilka lat temu myślałem, że wybrane zajęcie da mi mnóstwo radości jednak po upływie kilku miesięcy zacząłem odczuwać niepokój i trudny do opisania niesmak. Całe szczęście, że teraz wiem co oznacza to uczucie i nauczyłem się w porę ‚ewakuować’ z niewygodnych zawodowych zobowiązań.
    Ciekawą rzeczą jest to, że podświadomości nie da się oszukać…

  • Mikulew

    „Kiedy zacząłeś się interesować barmaństwem?” ho ho ho – na pewno później niż PS. PS to była moja pierwsza prawdziwa pasja z którą miałem tyle przygód, że na prawdę gdyby ktoś mi powiedział na początku, że będę miał multum wydarzeń związanych z PS to bym nie uwierzył. To było tak – na początku miałem iść w kierunku artystycznym – zostać architektem czy rysownikiem. Rysowałem od dzieciństwa – rodzice zauważyli mój talent zaczęli inwestować pieniądze w moją umiejętność rysunku. Od dzieciństwa chodziłem na różne zajęcia plastyczne – miałem zawsze 6 z plastyki – chodziłem 5 lat na martwe natury i 3 lata na akta. Wszyscy mówili, że jestem zajebisty w rysunku, chwalili, cieszyli się, koledzy zazdrościli na zajęciach. Robiłem to dla aprobaty – dostawałem uwagę i to był mój pokarm z dzieciństwa. Każdy chciał, żebym coś narysował, namalował, zamawiali i czasem dostawałem pieniążki. Miałem iść na architekta (w dzieciństwie mama gdy byłem mały powiedziała mi, że cieszyłaby gdybym został architektem i chciałem sprawić jej przyjemność). Po pewnym zauważyłem sobie, że to nie jest spójne ze mną – nic dziwnego jak człowiek robi żeby coś mieć od zewnątrz zauważa po pewnym czasie, że to jest marna inwestycja. Malować dla innych i żeby coś odzyskać. Wtedy zacząłem się interesować samorozwojem i pracować nad swoimi przekonaniami. Zauważyłem, że nie robię to dla siebie tylko na rzecz innych (babcia jest happy, mama jest happy). I pamiętam 16 czerwca 2008r wszystko rzuciłem – od tego dnia nie miałem ołówka w ręce. W rodzinie szok – babcia mówiła mi ile ludzi na 10 ma talent artystyczny i próbowała mnie przekonywać do powrotu. Zrezygnowałem. I się zastanawiałem co mogę robić w życiu co mi sprawia radość, ba, za darmo (polecam artykuł co wczoraj przeczytałem. Przypomniałem sobie występ I edycji Mam Talent Flair Factory i właśnie to było TO! To plus penspinning i żonglerka równa się mega frajda. Efektym ubocznym było oczywiście zainteresowanie się alkoholami (chodzi o recepty) oraz szukanie kursów barmańskich i rozwój w kierunku barmaństwa. Po kilku miesiącach oszczędzania kasy kupiłem butelkę potem kupiłem shaker i zacząłem ćwiczyć podstawowe ruchy (jest konto na yt który gościu pokazuję podstawowe rutyny). To był okres szkolny przedmaturalny więc nie mogłem 100% potencjału wykorzystać na to (ale się wkręcałem!) w sumie skończyło na tym, że trenowałem flair penspinning i juggling. Niestety nie wchodziłem w nieznane i mój poziom flair był jaki był – przeciętny. Ostatnio ostro wziąłem za siebie i zacząłem dużo spędzać przy flair i iść w nieznane – uczyć się nowych rutyn – bardziej się interesować tą sztuką. Trochę mnie demotywowało gdy pytałem się profesjonalnych flair bartenderów ile siedzą nad tym i mówili 5h minimum. Myślałem, że nie dam rady i nie możliwe jest żebym miał sukcesy w tym kierunku. Ale od paru miesięcy zmieniłem przekonania i uwierzyłem w to, że jestem w stanie mieć życie takie jakie chcę mieć i robię wszystko w tym kierunku. Na razie nie stać mnie na kursy flair nawet na I stopień barmaństwa, żeby załapać doświadczenia od doświadczonych barmanów jak pracować przy barze (musiałem sam się nauczyć a na kursie z OHP to było minimum z minimum) – aktualnie szukam pracy w tym zawodzie. Trenując flair trenuje się w sali treningowej ja takiej nie mam więc zostaje tylko mój pokój. Trenuję nad łóżkiem i ściany mam porozwalane, panele mają odciski od butelki, sufit od shakera, krzesło, biurko szafki mają wgniecienia od butelki i nawet mały zarys na monitorze od komputera od shakera. Mama weszła i zrobiła mi piekło z tego powodu, próbowała mnie poniżać i grozić mi, że zabierze moje butelki jak jeszcze raz usłyszy spadającą butelkę i wyrzuci mnie z domu i mam znaleźć pracę i sam się utrzymywać. Uśmiechnąłem się i jak wyszła ponowiłem treningi i teraz chowam butelkę tam gdzie moja mama nie znajdzie. Plus w penspinningu był taki, że mogę na łóżku trenować i nikt się nie przyczepi ale butelka waży i robi rozpiernicz w pokoju. Pomimo małych przeszkodach dalej trenuję i się nie poddaję choć mój poziom jest jaki jest. Na pewno jeszcze sporo brakuje do takich profesjonalnych co rzucają kilkoma butelkami i shakerami.

  • JESTEM CZŁOWIEKIEM BLOG!

    Ciekawe. Łatwo jest zoriętować się czego potrzebujemy gdy zrzucimy z siebie fałszywe przekonania którymi karmiło nas społeczeństwo.

  • Kris

    Przypominam sobie pewną sytuację z mojego życia. Swego czasu dostałem się, dość przypadkowo, na studia na Wydziale Chemicznym. Chemia była dla mnie wówczas czarną magią, a w szkole średniej w ogóle się do niej nie przykładałem. Jak tylko zaczęły się zajęcia, zacząłem szukać sposobu, aby przenieść się na jakiś inny wydział. Zmiana kierunku wewnątrz wydziału, nie interesowała mnie bo wszędzie była chemia, a interesowało mnie wówczas coś takiego jak ochrona środowiska. Znalazłem ciekawy kierunek na Wydziale Budownictwa. Aby jednak się przenieść musiałem pozaliczać przedmioty. Po pierwszym roku myślenia, jak tu się wyrwać, po wizytach w dziekanatach, wreszcie dostałem zgodę na przeniesienie się. Musiałem jednak zaczynać wszystko od początku (drugi pierwszy rok :) ). Co się okazało? Już po pierwszych dniach, może tygodniach, zdałem sobie sprawę, że to NIE JEST „TO”. Zaczynałem się tam męczyć. Ślęczenie nad rysunkami mnie wykańczało, nie miałem do nich cierpliwości. Doszedłem do wniosku, że się tam zamęczę. Po pierwszym semestrze, zdecydowałem, że chcę wrócić na… chemie! Wiedziałem, że nie będzie to łatwe. Najpierw musiałem wszystko zaliczyć, a potem… po raz kolejny odwiedzić dziekana i zapytać czy czasem nie przyjmie mnie spowrotem. Możecie sobie wyobrazić jak się czułem, stojąc przed surową p. Dziekan i prosząc o przyjęcie, haha. Wiedziałem też, że będę postrzegany przez kolegów, znajomych jako osoba niezdecydowana i nie wiedząca czego chce. Wiedziałem, że ciężko będzie, ale w końcu się udało – Wróciłem na Wydział, ale na inny kierunek, który bardziej mnie interesował. Czułem się o niebo lepiej, mając wizję tego, że nie będę musiał się męczyć z czymś co nie było moim przeznaczeniem. Potrzebował stracić rok czasu, aby się przekonać do tego co chcę studiować.
    Teraz, patrząc z perspektywy czasu, nie żałuję tej decyzji.
    Uważam, że warto słuchać swojego wewnętrznego głosu i nie poddawać się przeszkodom, opinii otoczenia itp., gdy ten głos mówi, że coś jest nie tak.
    Pozdrawiam

  • Jarek

    Od ponad 10 lat prowadzę własną firmę handlową i już mam tego serdecznie dość, robię to bo muszę bo trzeba z czegoś żyć i utrzymać rodzinę. Już od dłuższego czasu noszę się z zamiarem zmiany swoje życia na takie jakie ja chcę a nie takie jakie zostało mi wpojone przez rodziców i społeczeństwo że ” żadna praca nie hańbi ” owszem nie hańbi ale czy przynosi satysfakcję gdzie w tym wszystkim jestem JA. Mam dosyć robienia tego z przymusu. Gdy czasami a nawet ostatnimi czasy często zaglądam w głąb siebie to widzę człowieka spokojnego a nie zestresowanego, to widzę człowieka w ciszy i spokoju a nie harmidrze i bałaganie otaczającego mnie świata to widzę człowieka na łonie natury a nie w betonowych bunkrach. I właśnie dlatego że widzę jaki byłem i jakim chcę znów być, rzucę to wszystko mimo tych 10 lat na pewno dużego doświadczenia w tym świecie i zajmę się przede wszystkim sobą i tą ciszą i tym spokojem w okół siebie i innych.

  • stev1989

    @e-l
    Bardzo ciekawa historia, przyjemnie napisana. Działaj tak dalej a na pewno znajdziesz „to coś”. Moja rada (o ile już tego nie zrobiłeś): spróbuj pomyśleć o stworzeniu kombinacji tego co pociągało Cie w komputerach z czymś innym. Hybryda z jakąś inna branżą czy coś w ten deń.

    @Iza
    Miałem dokładnie ten sam problem co Ty. WSZYSTKO i jednocześnie NIC na 100%. Zero zdecydowania przy wyborze gimnazjum, liceum, kierunku studiów. Byłem można powiedzieć uniwersalny. Żadnego specjalnego pociągu w określonym kierunku. Strasznie frustrujące. Moją radą dla Ciebie jest ciągłe próbowanie nowych rzeczy. Sam tak działam.

    Kiedy miałem wizje siebie jako pilota samolotów to chciałem przetestować jej chociażby najmniejszy ułamek. Tak więc wykupiłem w najbliższym aeroklubie 1h przelotu szybowcem za 250zl. Przez połowe przelotu myślałem, że się porzygam. Przez kolejne 2h po przelocie odzyskiwałem pełną zdolność do normalnego funkcjonowania. Co mi to dało? Opłacało się za 250zł mieć takie ponure doświadczenie? Ano te marne 250zł sprawiły, że JUŻ wiedziałem iż jednak nie chce zostać pilotem! Krok naprzód w odnajdywaniu „tego czegoś” lub jak w tym przypadku eliminowaniu tego czym na pewno to nie jest.

    Kiedy podjarałem się dość poważnie filmem dokumentalnym „Steep” chciałem sprawdzić się w narciarstwie. Jako że lubie kontakt z ludźmi postanowiłem, że będzie to licencja na instruktora narciarstwa. Nadal borykam się z pierwszym stopniem, ale co z tego?! Wiem, że robie coś aby się przekonać w realnych odczuciach. Wg mnie żadna nie wiadomo jak bardzo intensywna wizualizacja tego nie zastąpi.

    Kiedy podjarałem się kolejnym filmem „Guardian”, traktującym o ratownictwie wodnym postanowiłem sprawdzić swoich sił jako ratownik. Przystąpiłem do kursu. Znów staram się działać!

    Wizji i pomysłów mam w cholere. Jest jednak jeden szkopuł. Myśle, że każdy tutaj się ze mną zgodzi. Na to wszystko potrzebne są FUNDUSZE. Nikt za darmo nie polata na lotni, nie poskacze na spadochronie i nie wyjedzie do klasztoru w Tybecie itp.

    Stąd doszedłem do wniosku, że dla mnie najlepszym rozwiązaniem będzie wybranie branży w której najszybciej będe w stanie osiągnąć niezależność finansową, tj. żyć pasywnym dochodem z procentów. Wybrałem finanse i inwestycje. Świat finansowy oferuje wręcz niewyobrażalne możliwości baaardzo szybkiego zysku.
    Skąd kapitał?
    Żeby jeszcze bardziej to przyspieszyć obstawiłem durnego akwizytora. Durny, bo większość szczuje go psami. Dla mnie jednak niedurnego bo zarobek jest adekwatny do poświęconego czasu.

    Tak więc wg mnie niezależność finansowa jest tutaj kapitalnym kluczem do rozwiązania problemu. Dodatkowo osiągając takową człowiek nigdy nie będzie już patrzył przez pryzmat pieniądza. Będzie patrzył już tylko przez pryzmat tego co da mu naturalne szczęście. Cokolwiek to nie będzie..;)

    Pozdrawiam z uśmiechem:)

    P.S. Mam nadzieję, że będzie to do przeczytania. Niestety nie mam czasu na poprawienie ewentualnych błędów stylistycznych.

  • Pozytywka

    Bardzo ciekawy artykuł. Może w jakimś stopniu mi pomoże bo mam nie lada mętlik w głowie. Właściwie to wiem czego na pewno nie chcę w życiu robić. Gorzej, że nie mam pojęcia co bym chciała robić. W wielu dziedzinach czuję się po prostu przeciętna a chciałabym odnaleźć coś co zaabsorbuje mnie tak, że stanę się w tym najlepsza. Tylko jak to znaleźć?

    Jest coś co od zawsze lubiłam robić ale nigdy nie poszłam w tym kierunku. Tą dziedzina jest rysowanie. Już w dzieciństwie sprawiało mi to ogromna przyjemność i osiągałam za swoje prace wysokie stopnie w szkole. W piątej albo szóstej klasie podstawówki mama zapisała mnie na zajęcia plastyczne organizowane w osiedlowym domu kultury. Wydawało się to dobrym pomysłem a jednak nie odnalazłam się tam. Uczęszczałam na nie tylko jeden semestr. Powód? Czułam się tam strasznie wyizolowana. Wszyscy siedzieli i rysowali w grupkach gadając i śmiejąc się przy tym a ja zawsze sama. Jakoś z nikim nie udało mi się złapać wspólnego języka. Poza tym żal mi się robiło kiedy pomyślałam sobie, że moi rówieśnicy z klasy po szkole mają już czas dla siebie a ja muszę drałować na dodatkowe zajęcia. Po tym krótkim epizodzie już nigdy na żadne takie zajęcia czy kursy nie chodziłam. Mimo to sporo rysowałam w domu do szuflady. Robiłam to wyłącznie dla relaksu i nigdy nie zwracałam uwagi na to czy są jakieś postępy. Po prostu siadałam nad kartką papieru i mogłam tak siedzieć kilka godzin całkowicie pochłaniając się w tym zajęciu. Z czasem jednak robiłam to coraz rzadziej. Inne rzeczy stały się ważne w moim życiu a poza tym nie było kiedy po prostu. Nadal jednak coś tam rysowałam, choćby był to jeden prosty rysunek na pół roku.

    Pod koniec studiów (kierunek stosunki międzynarodowe) zdałam sobie sprawę, że te studia to jakaś pomyłka. Zaczęłam buszować po necie w poszukiwaniu czegoś co by mnie zainspirowało do odnalezienia swojej pasji. Kręciłam się cały czas wokół tych samych tematów: grafika, rysunek, manga, photoshop, strony www. Pewnego dnia trafiłam na prace pewnej osoby – rysunki wykonane w stylu mangowym i oniemiałam z wrażenia. Zapragnęłam też takie tworzyć i nie tylko takie. Niestety to nie takie proste…

    Całą sobą czuję, że chcę robić coś związanego z rysowaniem, mangą czy grafiką. Na wielu etapach życia mnie do tego ciągnęło i nadal ciągnie i mam wrażenie, że jestem już tak blisko tego a jednak mam pewne wątpliwości.

    Kiedy porównuję się z innymi strasznie obawiam się, że nigdy ich nie doścignę. Wątpię w swój talent. Czasem się zastanawiam czy w ogóle go posiadam. W porównaniach wypadam blado jednak jest to wyłącznie moja ocena. Nie mam w sumie nikogo kto mógłby mnie ocenić. Zwykle na pierwszy rzut oka to co narysuję wydaje mi się niezłe ale po kilku dniach czy miesiącach, kiedy ponownie się temu przyglądam, widzę błędy i zastanawiam się jak w jakikolwiek sposób mogło mi się to podobać. Do tego wszystkiego stworzenie czegokolwiek zajmuje mi bardzo dużo czasu. Okropnie się cackam z każdym rysunkiem. To głupie ale zanim jakiś zacznę mam wielkie obawy co do niego więc odkładam narysowanie go na później a najpierw idę zrobić coś innego, np. obejrzeć coś w telewizji albo zrobić sobie coś do jedzenia. Kiedy już zacznę idzie mi dobrze i nawet dochodzę czasem do tego stanu „flow”, o którym czasem się pisze. Innym razem jednak w trakcie rysowania znowu pojawia się strach i przerywam by zrobić coś innego i znowu do tego wracam.

    I teraz nie wiem czy przy tych wszystkich wątpliwościach a z drugiej strony ciągotach do malowania, powinnam się tym zajmować czy sobie to odpuścić całkowicie. Mam też nieodparte wrażenie, że jak się nie zrobi czegoś w odpowiednim czasie to później jest to bardzo ciężko wykonać. Obawiam się, że w moim wieku mam bardzo małe szanse rozwinąć się artystycznie. Jeszcze kilka lat temu, owszem, ale teraz? Skąd wziąć na to czas? jak pogodzić pracę z pasją i innymi rzeczami takimi jak np. spotkania ze znajomymi?

    @stev1989
    „Tak więc wg mnie niezależność finansowa jest tutaj kapitalnym kluczem do rozwiązania problemu. Dodatkowo osiągając takową człowiek nigdy nie będzie już patrzył przez pryzmat pieniądza. Będzie patrzył już tylko przez pryzmat tego co da mu naturalne szczęście. Cokolwiek to nie będzie..;)”
    Zgadzam się pod warunkiem, że praca, która ma przynosić przede wszystkim dochód, czyli przynosić niezależność finansową, nie wykańcza fizycznie ani psychicznie. Jeżeli jest inaczej to obraz jaki wyłania się w mojej wyobraźni przedstawia człowieka z pieniędzmi u boku co prawda, ale nie mającego już siły na swoją prawdziwą pasję po pracy. Przykład: nie wyobrażam sobie np. siebie wykonującej z zapałem rysunki w godzinach wieczornych w ramach swojej pasji po kilku godzinach ciężkiej wykańczającej pracy na produkcji.