Toksyczny związek

Toksyczny związek to coś, co wypełnia życie cierpieniem, walką i poczuciem bezradności. Niektórzy tkwią w takich relacjach latami, nie wiedząc jak je uzdrowić lub sprawnie zakończyć. Z tego artykułu dowiesz się co możesz zrobić, jeśli toksyczny związek odbiera Ci szczęście i radość życia.

Z tego artykułu dowiesz się czym jest toksyczny związek i po czym poznać, że jesteś częścią takiej relacji. Poznasz też przyczyny powstawania takich związków. Dowiesz się w jaki sposób sobie radzić z toksycznością relacji oraz co zrobić, aby podjąć decyzję o jej zakończeniu lub uzdrowieniu.

Jeśli żyjesz w trudnej relacji, czytanie tego artykułu może być dla Ciebie trudnym zadaniem. Możesz znaleźć tutaj dużo bolesnej prawdy o tym, jak wygląda Twój związek. Nie musisz czytać całości na raz. Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz.

Toksyczny związek to relacja, w której partnerzy zamiast dawać sobie energię, okradają się z niej.

Zamiast siebie wspierać, wzmacniać, doceniać - podkładają sobie nogi, podcinają sobie skrzydła, krzywdzą się nawzajem.

Taki związek nie zawsze jest wybuchową, pełną kłótni relacją. Czasami toksyczność jest subtelna, ukryta, trudniejsza do wykrycia. Może polegać na budowaniu w partnerze przeświadczenia, że jest gorszą, nic nie wartą osobą. Może objawiać się jako ciągłe budowanie poczucia winy u drugiej osoby. Taka przemoc psychiczna może mieć daleko idące, często gorsze niż przemoc fizyczna konsekwencje.

Toksyczność w relacjach nie dotyczy tylko i wyłącznie relacji partnerskich. Wiele osób ma takie związki z rodzicami, przyjaciółmi lub współpracownikami. Ten artykuł jest pisany głównie z myślą o związkach partnerskich, ale wszystkie wskazówki świetnie się sprawdzają w każdej innej relacji.

Trucizna

Zacznijmy od podstaw. Pierwszym krokiem jest zlokalizowanie problemu. Po czym poznać, że jesteś w toksycznym związku?

- Rezygnujesz ze swoich celów, planów i marzeń ze względu na swojego partnera lub partnerkę (czasami robimy to nieświadomie, gdy gdzieś w głębi serca wiemy, że nasze plany nie spodobałyby się naszej drugiej połówce);

- Nie rozwijasz się, bo Twój partner w Ciebie nie wierzy. Zamiast wspierać, podcina Ci skrzydła i zniechęca Cię do podejmowania się nowych działań (być może dlatego, że sam nie wierzy w siebie i boi się, że gdy Ty pójdziesz do przodu to zostawisz go w tyle);

- Twój partner na wiele różnych sposobów daje Ci do zrozumienia, że nie jesteś wystarczający taki, jaki jesteś. Jesteś krytykowany za każdym razem, gdy nadarzy się okazja. Czujesz wstyd i wyrzuty sumienia za to, jaką jesteś osobą (utrzymywanie drugiej osoby w takim stanie emocjonalnym jest zwykle sposobem na kontrolowanie jej i na podbudowanie swojego poczucia własnej wartości);

- Twój partner bezustannie stara się zwrócić na siebie uwagę. Twoje uczucia, opinie i potrzeby są pomijane, każda rozmowa sprowadza się do tego co ON lub ONA czuje i myśli;

- Nie czujesz się swobodnie przy tej osobie. Nie umiesz być w 100% sobą. Nie czujesz wolności do mówienia tego co myślisz. Świadomie lub nie dopasowujesz się do tego, czego oczekuje Twój partner. Masz wrażenie, że stąpasz po niepewnym gruncie, nigdy nie wiedząc, co wywoła u niego złość;

- Jakiekolwiek próby spokojnej rozmowy kończą się kłótnią, obwinianiem i wyrzutami.

Wszystko to sprowadza się do zadania sobie jednego pytania - czy mój partner sprawia, że jestem osobą bardziej czy mniej szczęśliwą?

Jeśli mniej, nic się nie martw - dobrze, że teraz jesteś tego świadomy. Pewnie zastanawiasz się jakim cudem Wasz związek wylądował w takim miejscu. Co sprawiło, że jest między Wami tyle negatywizmu, niechęci i destruktywnych emocji?

Oto kilka możliwych powodów toksycznych zachowań w związku:

- brak dopasowania charakterów i próby wymuszenia na partnerze zmiany, tak aby sprostał określonym oczekiwaniom;

- niechęć kontynuowania związku przy jednoczesnym uciekaniu od decyzji o zakończeniu relacji (ze strachu przed samotnością, z przyzwyczajenia, itp.);

- niskie poczucie własnej wartości i brak umiejętności poradzenia sobie ze swoimi problemami, przy jednoczesnym zrzucaniu odpowiedzialności za te problemy na partnera (łatwiej jest obwiniać kogoś niż przyznać się do swoich wad);

- brak umiejętności szczerego i bezpośredniego komunikowania swoich uczuć, potrzeb i oczekiwań. Tworzenie fałszywego obrazu siebie w celu dopasowania się do oczekiwań partnera;

- przekonanie, że krytyką, obwinianiem i wywoływaniem poczucia winy można sprowokować drugą osobę do miłości i poświęcania większej uwagi.

Oczywiście to tylko kilka przykładów, tych powodów może być znacznie więcej.

Toksyczność związku może być związana z jedną z powyższych sytuacji, lub z kombinacją kilku. Zatrzymaj się teraz na chwilę i pomyśl jak to wygląda w Twojej relacji partnerskiej. Co może być powodem destruktywnych emocji, które regularnie pojawiają się w Waszych kontaktach?

Zlokalizowanie przyczyny problemów w związku pomoże Ci podjąć decyzję o tym, co dalej. Łatwiej jest pracować nad uzdrowieniem relacji jeśli przyczyną konfliktów jest nieumiejętność dobrej komunikacji, niż gdy w głębi serca partnerzy wcale nie chcą ze sobą być.

Albo w jedną, albo w drugą

Jednym z najważniejszych problemów osób, które tkwią w takim związku wcale nie jest samo zakończenie związku lub podjęcie wyzwania uzdrowienia go.

Jest nim brak umiejętności podjęcia decyzji.

Ludzie latami trwają w zawieszeniu sparaliżowani strachem przed dokonaniem wyboru. Mają nadzieję na to, że sytuacja rozwiąże się sama. Że nagle stanie się cud i druga osoba się zmieni, albo los obdaruje Cię bezbolesnym zakończeniem tego związku. Nic takiego się nie wydarzy.

Już teraz pogódź się z tym, że jeśli chcesz aby Twoja sytuacja się zmieniła, musisz podjąć decyzję. Albo w jedną, albo w drugą.

Czy daję temu związkowi ostatnią szansę i chcę nad nim pracować razem z partnerem?

Czy kończę ten związek raz na zawsze?

Tak długo jak jesteś niezdecydowany czy dalej trwać w tym związku czy nie, trudno Ci będzie zrobić jakikolwiek krok. Pamiętaj, że brak decyzji to też decyzja. Jednak w tym przypadku - najbardziej dla Ciebie krzywdząca. Nie pozwól sobie dłużej w tym trwać. Teraz, gdy czytasz ten artykuł, jest najlepszy moment, aby coś z tym zrobić. Zasługujesz na szczęście i im szybciej podejmiesz decyzję, tym szybciej uwolnisz się od cierpienia.

Nawet jeśli masz choć cień wątpliwości, warto abyś nabrał dystansu i poświęcił czas na ponowne przemyślenie całej sytuacji. Pewność Twojego wyboru da Ci siłę i wytrwałość w dalszych działaniach.

Toksyczny związek - możliwość wyboru

Nie musisz się bać, że podejmiesz złą decyzję. Jeśli postanowisz walczyć o ten związek i okaże się, że był to zły pomysł - będziesz pewien jak nigdy do tej pory, że czas z tym skończyć. Jeśli natomiast postanowisz zakończyć ten związek, a po jakimś czasie poczujesz, że nie możesz żyć bez tej osoby - będziesz wiedział (jak nigdy do tej pory), że warto zrobić wszystko, aby uratować tę relację.

Co w takim razie możesz zrobić, aby podjąć najlepszą możliwą decyzję na dany moment?

Przerwa

Dopóki jesteś zaplątany w sieć wzajemnych wyrzutów, oczekiwań, poczucia winy i innych destruktywnych emocji, podjęcie świadomej decyzji jest po prostu niemożliwe.

Potrzebujesz dystansu, oddechu, przestrzeni dla siebie. Potrzebujesz czasu, w którym na spokojnie, bez kłótni i toksycznych rozmów będziesz mógł przemyśleć swoje uczucia, potrzeby, oczekiwania.

Najlepszym sposobem na podjęcie dobrej decyzji jest zrobienie sobie przerwy od partnera. Najlepiej na minimum 2 tygodnie (im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście bez przesady). Dlaczego aż tyle? Bo zanim w ogóle zaczniesz myśleć o swoim związku, potrzebujesz kilka dni na odcięcie się od tych wszystkich destruktywnych emocji, które stały się codziennością.

Jak może wyglądać taka przerwa? Opcji jest kilka:

- jeśli możesz, wyjedź do innego miasta. Zrób sobie urlop i pojedź na wakacje;

- wynajmij inne mieszkanie na krótki okres i wyprowadź się (lub zaproponuj to partnerowi);

- poproś przyjaciół lub rodzinę i miejsce noclegowe na ten okres;

- zrób wszystko, aby każdego dnia jak najdłużej być poza miejscem Waszego zamieszkania i aby jak najmniej widywać się ze swoim partnerem (a gdy się z nim widujesz, unikać jakichkolwiek kontaktów). Wytłumacz mu, że potrzebujesz trochę przestrzeni dla siebie i że przez pewien okres czasu będziesz unikał kontaktu.

Zastanów się teraz, która opcja będzie dla Ciebie najlepsza.

Polecam pierwsze dwie propozycje. Wiem, że są najtrudniejsze do zrealizowania. Jednak jest to na tyle ważna decyzja, że warto poruszyć niebo i ziemię aby tylko móc nabrać dystansu i dać sobie warunki do podjęcia decyzji o swojej przyszłości.

Przerwa jest dobrym pomysłem nawet wtedy, gdy już wiesz na pewno, że nie chcesz rozstawać się z partnerem. Nabranie dystansu pozwoli Ci zrozumieć co nie działa w związku i w jaki sposób możecie to naprawić.

Gdy już wybierzesz sposób na zrobienie sobie przerwy, oto kilka rzeczy, które warto zrobić w jej trakcie:

1. Pierwsze kilka dni daj sobie na odzyskanie równowagi. Dbaj o siebie, dużo spaceruj, czytaj książki, słuchaj muzyki. “Przewietrz” swój umysł. Nie myśl zbyt wiele na temat Twojego związku - będzie na to czas później. Odpoczywaj fizycznie i psychicznie.

2. Przez kolejne kilka dni postaraj się spojrzeć na swój związek z boku, jak niezależny obserwator. Co być poradził sobie, gdybyś był nieznajomym obserwującym Twój związek?

3. Wyobraź sobie też możliwe scenariusze. Daj sobie pół godziny czasu, usiądź wygodnie, zamknij oczy, zadaj sobie poniższe pytania i zobacz oczyma wyobraźni co się może wydarzyć:

  • Jak by wyglądała nasza przyszłość, gdybyśmy postarali się o uzdrowienie toksycznej relacji?
  • Co by się stało, gdyby się udało?
  • Co by się stało, gdyby się nie udało?
  • Jak by wyglądała moja przyszłość, gdybym zakończył/a ten związek?
  • Co by się stało, gdybym przez dłuższy czas nie znalazł/a innego partnera?
  • Co by się stało, gdybym szybko zakochał/a się w kimś innym?
  • Co jest mi potrzebne? Czego pragnę od życia? Czego oczekuję od związku?

4. Uwolnij się od mentalnego przywiązania. Zastanów się, które z poniższych przekonań są częścią Twojego sposobu myślenia:

  • On/Ona się na pewno zmieni i w końcu będziemy szczęśliwi;
  • To wszystko przeze mnie;
  • Stracenie tej osoby jest gorsze niż życie w samotności;
  • Samotność jest straszna;
  • Cierpienie jest częścią prawdziwej miłości;
  • Gdy zakończę ten związek już nigdy nie znajdę nikogo dla siebie.

Mentalne przywiązanie jest powodem, dla którego tak wiele osób tkwi w toksycznych związkach, nawet wtedy, gdy widzą czarno na białym, że ta relacja ich krzywdzi. Wierząc w powyższe przekonania sam siebie zmuszasz do bierności.

Oczywiście niektóre z tych przekonań mogą być prawdziwe. Jednak w większości przypadków wszystkie są fałszywe, stanowiąc jednocześnie hamulec dla Twoich działań. Zanim podejmiesz decyzję o zakończeniu związku lub o pracy nad nim, warto abyś uwolnił się od tych przekonań, opierając swój osąd nie na strachu, ale na tym czego tak naprawdę pragniesz.

Pomyśl jak byś spojrzał lub spojrzała na ten związek, gdybyś nie wierzył w żadne z tych przekonań.

5. Odłóż na bok wszystkie powinności i przymusy. Zapomnij o tym, czego oczekuje od Ciebie Twój partner, rodzice i przyjaciele. Na te kilka dni wyrzuć ze swojej głowy to, co jest społecznie uważane jako “słuszne” w takiej sytuacji.

Ważne, aby Twoja decyzja nie była oparta o “Muszę się rozstać” lub “Muszę pracować nad relacją”, ale o “Chcę się rozstać” lub “Chcę uzdrowić ten związek”. Dlatego skup się tylko i wyłącznie na Twoich uczuciach, potrzebach i pragnieniach. Czego tak naprawdę chcesz od życia? Czy Twój związek Ci pomaga, czy przeszkadza w osiągnięciu tego? Co Ci podpowiada Twoja intuicja?

6. Na sam koniec - podejmij decyzję. Na tym etapie powinno już być dla Ciebie jasne, co chcesz zrobić. Zapisz to dużymi literami na kartce papieru i zastanów się, jak tę decyzję wdrożysz w życie.

Jeśli mimo to wciąż nie wiesz co zrobić… również podejmij decyzję. Lepsza jest błędna decyzja niż jej brak. Tak jak powiedziałem wcześniej - niepotrzebne rozstanie pozwoli Ci zrozumieć, że nie chcesz żyć bez tej osoby, a niepotrzebne starania o uratowanie relacji - szybko pokażą Ci, że lepiej się rozstać.

Jak uwolnić się z toksycznego związku?

Co, jeśli zrobienie sobie przerwy nie jest na tą chwilę możliwe? Jeśli nie jesteś w stanie uniknąć codziennego kontaktu? Jeśli planujesz przerwę, ale dopiero za jakiś czas? Weź pod uwagę poniższe wskazówki:

1. Zminimalizuj codzienne rozmowy na tyle, na ile jest to możliwe i ucinaj wszelkie dyskusje, które mogą doprowadzić do kłótni. Bądź zdecydowany lub zdecydowana w ucinaniu wszelkich konfliktów już w zarodku, nawet jeśli czujesz usilną potrzebę poddania się fali złości na partnera;

2. Nie poddawaj się manipulacji emocjonalnej. Twój partner prawdopodobnie będzie próbował wzbudzić w Tobie poczucie winy i wyrzuty sumienia. To jest jego sposób na kontrolowanie Ciebie. Nie daj sobie wmówić czegoś, co nie jest prawdą;

3. Bądź świadom zagrywek, które stosuje Twój partner i pokazuj mu je. Nie daj się wciągnąć w dyskusje, zamiast tego ujawniaj mu jego manipulacje. Pomóż mu uświadomić sobie jego toksyczność;

4. Dąż do przeprowadzenia zdrowej, spokojnej rozmowy. Umów się z partnerem na określony dzień i godzinę i przed rozmową ustal kilka zasad, np. przerywamy rozmowę gdy zamienia się w kłótnię, nie oceniamy drugiej osoby, mówimy tylko o swoich uczuciach, nie przerywamy sobie, itp. Gdy któraś z zasad zostaje złamana, przerwij rozmowę i umów się na inny termin.

5. Sięgnij po wsparcie psychologa lub coacha specjalizującego się w związkach partnerskich;

6. W tym trudnym dla Ciebie okresie szczególnie dbaj o siebie. Szukaj okazji do pobycia sam na sam ze sobą. Spaceruj, czytaj książki w parku lub w kawiarni, spotykaj się z innymi ludźmi;

7. Gdy odzyskasz równowagę i trochę przestrzeni dla siebie, wykonaj dokładnie te same punkty, które zaproponowałem wyżej w ramach przerwy od partnera.

Gdy już wiesz co robić, zabierz się do działania. Nie czekaj ani chwili dłużej. Szkoda Twojego życia. Szkoda Twojego szczęścia. Jesteś zbyt wartościową osobą, aby marnować się w toksycznym związku.

Co, jeśli to Ty jesteś toksyczną częścią tej relacji? Zapytaj partnera o to, które zachowania sprawiają, że on się źle czuje. Zapytaj dokładnie o to, jak te zachowania na niego wpływają i co o nich myśli. Poproś go, aby informował Cię za każdym razem, gdy robisz te rzeczy. Znajdź inne, bardziej konstruktywne i mniej manipulacyjne zachowania i popracuj nad zmianą tych nawyków.

Podziel się w komentarzach swoją historią, swoim wyzwaniem, swoimi wątpliwościami. To temat, przy którym wzajemne wsparcie jest szczególnie ważne - a to jest miejsce, w którym możemy je sobie dać.

Jeśli potrzebujesz wskazówek dotyczących tego jak uzdrowić relację lub jak ją mądrze zakończyć, również daj znać w komentarzach.

Ten artykuł jest pierwszym tekstem o toksycznych związkach. Cała seria składa się z trzech artykułów:

Napisz komentarz

  • Bardzo ciekawe podejście do życia. Wiele w tym prawdy życiowej.
    Taką toksyczność najczęściej widać w pracy, gdzie jeden z drugim rywalizuje o uznanie szefa, awans czy podwyżkę.

    Ja gram w piłkę nożną, więc non stop jestem podcinany, często narażony na obelgi ze strony kibiców przeciwnej drużyny, ale gdybym przyjął do podświadomości to co do mnie krzyczą, nigdy nie wyszedłbym na boisko.

    A co do partnera to można się dla niego poświęcać, swój czas, swoje plany, tak żeby był zadowolony i czujący wsparcie, a nie jakieś podcinanie skrzydeł. Taki związek jest do niczego.

    Ostatnio pytałem swoich klientów czy wiedzą co to jest "Nic" i nikt nie potrafił mi odpowiedzieć :)

  • Jakub

    Nie mogę przeczytać całego artykułu przy jednym podejściu. Bardzo się ciesze widząc ten artykuł ale jednocześnie bardzo mnie boli o czym mówi treść. Mam mętlik w głowie, mimo że minęło już ponad pół roku. Wciąż mam to w głowie i dystans o którym piszesz Michale nie przychodzi. Ja byłem toksyczny w związku i nie umiem sobie tego wybaczyć. Moim celem było zawsze wspierać i być z drugą osobą, wspólnie rozwiązywać problemy(dzisiaj wiem że czasem trzeba pozwolić na rozwiązywanie je samemu). Miałem swoją wizję szczęścia i ją realizowałem, nie czekałem aż samo się pojawi, byłem pewny siebie i pewny naszej przyszłości - cokolwiek obyśmy byli razem. Jedno zdarzenie odwróciło wszystko do góry nogami, jedno śmieszne, nieznaczące zdarzenie, które spowodowało że zacząłem wątpić w pewność uczucia mojej dziewczyny. Ogarnęła mnie wręcz obsesja na punkcie tego czy ona wie czego chce i czy ja jestem tym kogo ona by chciała, zapewniała mnie że tak a ja wciąż nie wierzyłem, bo to co mówiła nie zgrywało się z tym co robiła. Zostawiła mnie mówiąc że się starała ale nie ma już siły. Jak myślę o tym dzisiaj to miała racje, nie potrafię zaprzeczyć że tak było - starała się. Obwiniam się i nawet zapominam o motywach mojego zachowania, uważam je za nieadekwatne i błędne, moje zachowanie to długi ciąg błędnych interpretacji. Nie potrafię wciąż chłodno na to spojrzeć... potężne poczucie winy jakie mi po tym zostało paraliżuje serce do ponownego kochania... żyje z tym dalej, trochę czekam aż czas uleczy rany, trochę podejmuje działań... staram się żyć i rozwijać ale wciąż mam w głowie to że to ja byłem toksyczny i straciłem osobę która była według mnie w każdym calu dla mnie. Ten artykuł po części to wykazał. Wszyscy mówią jak radzić sobie z toksycznymi ludźmi, a jak radzić sobie ze swoją toksycznością? (ot taka historia, która nie wiem czy coś wnosi do artykułu ale...)

  • Kasia

    Bardzo ciężki temat, nie jestem w stanie przeczytać tego artykułu na raz... Płaczę jak czytam, bo dużo w tym widzę mojego partnera :(

  • Zaneta

    Bardzo dobry artykuł, natomiast z pewnością musi nastąpić ciąg dalszy.No powiedzmy ze decydujemy się odejść od toksycznego partnera /parnterki, ale jak to zrobić?? W wielu przypadkach nie da się spakować rzeczy (najlepiej pod jego nieobecność) i wyjechać do innego miasta i tak poprostu z czasem zapomnieć. W takich związkach są dzieci, są kredyty, domy, wspólne sprawy oraz najważniejsze uzależnienie emocjonalne od takiego partnera, czasem finansowe.Brak poczucia pewności siebie , psychika zszargana do granic możliwości po latach takich emocjonalnych "tortur" czasem strach przed partnerem a raczej przed tym do czego będzie zdolny po rozstaniu.

  • Zaneta

    A jeśli już decydować się na ratowanie ( co nie ma sensu) to rozmowa z toksycznym partnerem powinna się odbyć na neutralnym gruncie, nigdy w domu.W domu będzie mógł sobie na wszystko pozwolić a np w kawiarni juz nie, więc większa szansa ze spokojnie pogadacie, no chyba ze nawet w takim miejscu nie będzie umiał się zachować to jasno pokaże ze nie ma czego ratować! Tak mi doradzila znajoma psycholog,niestety ja jestem jeszcze na etapie podejmowania decyzji, chodź w głębi juz ją dawno podjęłam, tylko najgorzej jest zrobić pierwszy krok,choćby taki żeby powiedzieć partnerowi ze to koniec, w złości i żalu wiele razy tak mówiłam a tak na spokojnie to nie umiem, pozatym po tylu latach upokorzenia i zerowego lub znikomego szacunku do mojej osoby problem z podjęciem jakiejkolwiek decyzji jest ogromny, z wyrażeniem uczuć i potrzeb również. Nie wierzę tez w żadne terapie dla takich ludzi, mój partner pół roku chodził na takie , kiedy go niejako matka zmusiła, po takim seansie wracał i robił awanturę, osobiście nie znam ani jednej osoby,czy raczej związku który został po takiej terapii uleczony.Nawet jak czytam na różnych forach historie innych ludzi również nie ma tam dowodów na to, że komuś udało się taka relacje uzdrowić, ale tak naprawdę uzdrowić i być znowu szczęśliwym.Taki związek zwykle musi się skończyć z wielkim hukiem, bólem, problemami, wyrzutami, albo siedzi się w nim biernie latami, czasem do końca życia. Chyba dlatego tyle ludzi boi się i nie potrafi zakończyć takiej chorej relacji( w tym ja) są dzieci, które na to wszystko patrzą i które być może też będą miały w przyszłości problemy natury psychicznej.... Michał napisz tez coś na temat "syndromu ofiary" na który cierpi cały ogrom ludzi żyjących w takich toksycznych relacjach. Pozdrawiam

    • Żaneta, dziękuję za komentarz. Świetny pomysł z tą kawiarnią!

      Jeśli chodzi o uzdrawianie takiej relacji - wszystko zależy od poziomu toksyczności. To prawda, że niektórych toksycznych związków nie warto ratować. Jednak w wielu przypadkach ma to sens i może się zakończyć szczęśliwym związkiem.

      Zakończenie takiej relacji nie musi się kończyć wielkim hukiem i bólem. Jeśli wiemy w jaki sposób samemu się z tym pogodzić i jak zakomunikować to partnerowi, możemy zakończyć taki związek w sposób normalny, nie toksyczny.

      Syndrom ofiary to temat na osobny artykuł, dzięki za inspirację.

    • Vi

      Właśnie jak zakomunikować partnerowi, że to koniec i to tak żeby był to koniec. W ciągu ostatniego tygodnia 4 razy tłumaczyłam, że odchodzę. Bezskutecznie... Telefon już się gotuje od wiadomości, domofon od niezapowiedzianych wizyt... Cały czas mam tłumaczyć dlaczego... Czy można skorzystać z pomocy psychologa żeby się ładnie rozstać...?

      P.S. Przyciągnęłam ten artykuł. Dziękuję!

    • Diana .

      Ja uważam, że toksyczny związek można uzdrowić tylko wtedy kiedy oboje tego chcą.

  • JustynaP.

    Jestem singielką. Mimo, że nie mam partnera, to artykuł nawet dla mnie trudny do przeczytania i wdrożenia w życie. Pewnie kilka dni zajmie mi "wgryzienie się w temat".
    Na pewno część rad wykorzystam w życiu. Czasami takie "spojrzenie z boku" i "na zimno" pomaga rozwiązać nie jeden problem,
    pozdrawiam

  • DanielL

    Super artykuł, wiele ludzi potrzebuje pomocy

  • Monika

    Świetny artykuł. Najbardziej podobają mi się wypisane w punktach, konkretne kroki które należy podjąć. Jestem bardzo ciekawa jak uzdrowić toksyczną relację, ponieważ dałam swojemu związkowi ostatnią szansę i zastanawiam się jak mogę zadziałać, aby go uratować. Dzięki Michał, robisz świetną robotę :)

  • MonaW

    Byłam w toksycznym związku jeszcze 2 tygodnie temu. Zakończyłam go pod wpływem silnych emocji, nie wiem czy byłabym w stanie to zrobić na spokojnie, ale ani krótko po, ani teraz nie żałuję tej decyzji i uważam, że była ona słuszna. Wszystkie wymienione wyżej myślniki, które opisywały toksyczność relacji, u mnie wystąpiły, tkwiłam w tym, bo wróciliśmy do siebie po ponad 2 latach. Myślałam, że czas i to, że oboje staliśmy się bardziej dojrzałymi ludźmi zmieni naszą relację i stworzymy tym razem udany związek. Jednak on się nie zmienił, a jeśli nawet to był gorszy niż kiedyś. Już chciałam poświęcić wszystkie swoje marzenia i szczęście dla założenia rodziny. Na szczęście miarka się przebrała i nawet ja już nie wytrzymałam. Zakończyłam to, teraz jestem spokojna i czekam na lepszą relację.

  • Monika

    Mój mąż przy każdym rozstaniu powtarza mi że jeśli go zostawię to on sobie sam nie poradzi, że jego życie będzie skończone. W jaki sposób pozbyć się poczucia winy i myśli, że jesteś odpowiedzialny za zniszczenie cudzego życia.

    • Monika, wystarczy, że zdasz sobie sprawę z tego, że to jest zwykła zagrywka, manipulacja emocjonalna. Osoba, która boi się samotności, sięgnie po każdą znaną jej technikę manipulacji (najczęściej robiąc to nieświadomie), aby tylko zatrzymać cię przy sobie.

      To nie jest prawda, że jego życie będzie skończone. On może w to wierzyć, ale najważniejsze jest, abyś Ty w to nie wierzyła. Nawet jeśli przez pierwsze dni, tygodnie czy nawet miesiące będzie w rozsypce, w końcu poskłada się do kupy i stanie na nogi. To jest jego życie i nie możesz brać za nie odpowiedzialności. Nie jest możliwe, aby być odpowiedzialnym za życie innej osoby, chyba, że mówimy o małym dziecku. Oddawanie odpowiedzialności drugiej osobie w relacji partnerskiej to esencja toksyczności, manipulacja. Zajmij się sobą i swoim własnym szczęściem.

    • Karina

      Zacząłem wypisywać swoje mądrości ale jednak jak to przeczytałem z dwie kartki zeszytu to pomyślałem "co ja pieprze" i usunąłem.. Zostawie dla siebie swoje nie do końca przemyślane mądrości bo napisał to Michael w krótszej wersji ja lubię się rozpisywać (często nie potrzebnie)
      Michał jak na tak młodego mężczyznę i taką mądrość jaką posiadasz i motywacje należą Ci się grube miliony :)
      Monika pamiętaj "bóg" dał Ci rozum i Twojemu mężowi też i każdy żyje własnym życiem !

    • monika

      Witaj Imienniczko. Byłam w toksycznym związku 3 lata, żałuję, że nie odeszłam wcześniej. Mój partner wielokrotnie powtarzał, że zabije się jeśli od niego odejdę (ba, nawet próbował robić to na moich oczach), że nie będzie umiał beze mnie żyć, itp. Odeszłam kilka miesięcy temu a ten ... znalazł sobie inną ofiarę w niecały miesiąc po odejściu. Jednocześnie pisywał do mnie to samo, co do niej: wyznania miłości, zapewnianie, że tylko mnie kocha. Podobno brał jakieś tabletki i lekarz go ratował (pisał mi relację z pseudoteatrzyka samobójczego a pewnie pił drinki z nową miłością. Do tej pory zdarza mu się coś do mnie napisać na mój stary już nieużywany numer telefonu, choć w Walentynki zaręczył się z moją następczynią. Manipulant poradzi sobie lepiej jak my (niestety) bo on nie czuje tak, jak zdrowy normalny człowiek. Szkoda byś marnowała swoje życie. Uwierz mi, że dasz radę (skoro ja dałam? Myślałam, że jestem skazana na tego człowieka). Nie marnuj swojego życia. Odejdź, to, co najlepsze dopiero przed nami.

  • Horacy

    Mam za sobą kilka lat małżeństwa, mamy świetną kilkuletnią córkę, jesteśmy zadłużeni, powoli wchodzą jakieś dolegliwości fizyczne, dość wszystkiego i brak energii (urazy tak skutkują), więc jak czytam o kwestii trwania za długo bez jednoznacznej decyzji, to sobie myślę "no, tak" i ciężko wzdycham. Najbardziej się obawiam, że nie starczy mi siły, żeby to wszystko poodkręcac na tyle, żeby się jakoś sensownie rozstać, bez długów, z jakimś porozumieniem odnośnie wychowania dziecka itp. Ale jestem zmęczony...

  • Marek Kartkowski

    Ja mam na szczęście cudowną partnerkę, ale sam czasem zachowuję się toksycznie... Jak radzić sobie z własną toksycznością?

    • Marek, zapytaj partnerkę o to, jak Twoje zachowania na nią wpływają. Dowiedz się, które zachowania wpływają na nią destruktywnie. Obserwuj te zachowania. Poproś ją, aby za każdym razem gdy takie zachowanie się pojawi poinformowała Cię o tym. Pracuj nad sobą. Krok po kroku będziesz się uwalniać od tego, jeśli tylko będzie Ci zależało na tym aby przestać ranić drugą osobę.

  • Marta

    A czy osoba toksyczna może się zmienić. Nie pierwszy raz zauważyłam w sobie cechy negatywne, wiem że momentami krzywdze partnera. Jesteśmy ze sobą kilka lat. Cały czas staramy się budować i szlifować nasz związek. Raz się rozstaliśmy, ale wiedziałam, że nie mogę żyć bez niego. Teraz jesteśmy małżeństwem, mamy dzidziusia. Ale do cholery, kłócimy się... I to o pierdoły. A najgorsze jest to, powtarzam, że ja mam cechy osoby toksycznej, że to ja burzę dobre relacje w związku. Chciałabym to zmienić, ale to jest okropnie ciężkie. Chciałabym potrafić zrozumieć, a nie mieć wiecznie swoje zdanie, nawet jak wiem że ja popełniam błąd, nie potrafię się przyznać, a jeszcze zrzucam winę na partnera. Siedzi to we mnie, ciężko się wyzbyć cech które się ma od Bóg wie ile... Może potrzebuje pomocy, po prostu?

  • Figa

    a co jeśli to ja jestem w połowie tą toksyczną osobą? :(

    • Zaneta

      Napewno sama świadomość tego ze jesteś taką osobą dobrze rokuje na przyszłość, gdybym to ja miała taki problem napewno poszukalabym pomocy specjalisty, od tego właśnie są, są fajne kursy/terapie typu angry management, pomysl o tym, a narazie
      sama możesz się starać nad sobą pracować. Tutaj u Michała na blogu jest kilka artykułów z ćwiczeniami, które mogą pomóc a napewno nie zaszkodzą xx pozdrawiam

  • Michał, szkoda, ze nie pisałeś 15 lat temu, kiedy zacząłem próbować
    uzdrowić jakoś swoje relacje z żoną. Poszukiwałem odpowiedzi, co zrobić,
    by zona była ze mną szczęsliwa. Niestety, niskie poczucie wartości,
    sprawiało, że to ja cały czas uważałem się za winnego złych relacji
    między nami. Z drugiej strony, nauczony z domu, uważałem, że o kobietę
    trzeba dbać, stawiać na piedestale. I być może patrząc na relacje
    damsko- męskie nie oczekiwałem niczego w zamian, a w każdym razie nie 
    liczyłem na wiele w zamian. Do niewiele jednak zamieniło się w coś
    bardziej gorszego od nicości, bo zamian za miłośc otrzymywałem pogardę,
    za chęć zmian w swoim postępowaniu, otrzymywałem słowa politowania i 
    jaki to do niczego jestem. Pisząc nawet te słowa, oceniając wszystko na 
    chłodno i tak jak radzisz patrząc z boku, mam wrażenie, że to jednak
    moja wina. Czytając Twoje rady na odseparowanie złych działań partnera,
    zauważyłem, że od jakiegoś czasu tak robię. Unikam rozmów, jakichkolwiek
    kłótni, jednak nie jest to długotrwała i że tak powiem solidna rozłąka,
    bo tylko nie rozmawiamy ze sobą, ale i tak uważam, że sowją rolę
    spełniło i tylko mnie utwoerdziło w przekonaniu, że nie ma co ratować.
    Pomimo dużej pracy nad sobą, nad swoimi kompleksami czy wręcz
    nienawiścią do samego siebie, zacząłęm dostrzegać w sobie dobrego
    człowieka, mam ochotę na życie i nie wiem czy to nie jest tym
    spowodowane (jakieś egoistyczne podejście do partnera), że chcę
    zakończyć ten toksyczny związek. kiedyś gdy byłem bardziej uzależniony
    od opinni żony na swój temat wiedziałem, że jej nie zostawie pomimo, że 
    tak mi źle z nią, bo bywały moemnty, że czułęm się kimś przy niej, ale 
    zazwyczaj bywało to wtedy gdy coś zrobiłem dla niej i jej komplementy
    byo niejako podziekowaniem za to. Natoamiast gdy robiłem coś nie po jej
    myśli to byłem wyzywany od najgorszych. Jednak mając na uwadze, że 
    jedyną swoją wartość upatrytwałem w jej komplementach, nie mogłem z ich
    zrezygnować, bo nie miałem w życiu nic innego, poza jej dobrym słowem,
    co mogło mnie przekonywać do tego, że jednak jestem coś wart
    Z
    Twojego artykułu można wywnioskować, że taka toksyczna osoba robi to 
    świadomie, a może tak być, że ta osoba nie robi tego by mieć nade mną
    władzę i po prostu nie zdaje sobie sprawy, że mnie rani albo jak mocno
    rani? Wielokrotnie mówiłem jej jak mnie bolą jej słowa, zachowanie,
    poniżanie, jednak to nadal się dzieje i ma wrażenie, że nie ma niej
    odrobiny empatii, bo nadal bez skrupułów mnie rani, ale może właśnie to 
    jest podstawą jej toksycznego zachowania, a nie świadoma manipulacja i 
    chęć władania mną?
    Ja już podjąłem decyzję o rozstaniu po 19 latach
    małżeństwa, ale jednak jakiś tam cień wątpliwości jest, tych wątpliwości
    o których piszesz i o których wspomniano w komentarzach (dom, kredyty),
    ale może i na to się znajdzie rada. Zacząłem pragnąć swojego szczęścia,
    szczęścia wolności i mozliowści decydowania o sobie, bez wyrzutów, że 
    nie spodoba się to mojej żonie i czuję, że bez zerwania tego dziwnego
    mechanizmu uzależnienia nie uda mi się tego zraalizować.

    • Zaneta

      To są emocjonalnie chorzy ludzie, tak ranią świadomie, nawet na swoim przykładzie powiem ze gdy już się taka "akcja"dzieje i powiesz, pokażesz partnerowi jak bardzo Cie boli jej/jego zachowanie czy słowa to oni się wtedy jeszcze bardziej podkrecaja, tak jakby dolać oliwy do ognia.oczywiście tak jak Michał wspomniał zależy jak bardzo toksyczna jest taka relacja.Myślę ze jestem na tym samym etapie co Ty, postanowiłam to przerwać, chce odejść, tez mamy dziecko i inne wspólne sprawy, z tym ze odwlekam to wszystko z obawy sama niewiem przed czym..może przed nieznanym... Bo już dawno straciłam nadzieje ze on się zmieni, co zresztą wmawialam sobie przez dluugie lata! Powodzenia i pozdrawiam.

    • Zaneta

      I jeszcze Jankiel74 widzę u Ciebie typowy syndrom ofiary, tez to przerabialam, w sumie to dalej w tym siedzę bo sama świadomość bez działania jest nic nie warta. ciężki bardzo temat.

    • Ano widzisz zapomniałem napisać, że gdy w czasie kłótni albo gdy w ogóle wspomniałem jak jej zachowania mnie ranią, to słyszałem, żę "Jak księciu się nie podoba, to może się wyprowadzić". Tak wyglądały rozmowy gdy próbowałem mówić o swoich uczuciach.

    • Zaneta

      Księciu.. To i tak nieźle, do mnie tylko wulgaryzmy i jeśli mi się nie podoba to mam wypier.....

    • Amanda74

      Czasem to nie jest takie jednoznaczne
      kto jest toksyczny tak naprawdę
      u mnie myślę sobie ze to było sprzężenie zwrotne
      a pierwotna przyczyną był niski poziom komunikacji, tzn mąż b zamknięty w sobie

    • Oczywiście, że może tak być, że ta osoba nie robi tego świadomie. Wiele toksycznych osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że ranią drugiego człowieka. Po prostu nie umieją inaczej, w ich przekonaniu to normalny sposób komunikacji / budowania relacji.

      Ważne, abyś uwolnił się ze schematu opierania swojej własnej wartości o komplementy lub krytykę Twojej żony.

      W Twoim komentarzu widzę sporo rozważań na temat przeszłości - ile to trwa, jak do tego doszło, itp. Warto rozumieć obecną sytuację i widać, że w Twoim toku myślenia jest sporo świadomości. Jednak teraz być może warto byłoby pomyśleć o przyszłości. Wyobraź sobie jak może wyglądać Twoja przyszłość z żoną i jak może wyglądać bez niej. Daj sobie trochę czasu na wizualizację dobrego życia bez obecnej żony. Często ludzie nie mogą wyjść z takiej relacji bo nie wiedzą co się wydarzy dalej. Gdy Ty to zobaczysz, zaplanujesz, określisz - być może łatwiej Ci będzie zrobić krok w kierunku takiej przyszłości. Trzymam kciuki.

    • Michał, dzięki za odpowiedź. No właśnie ta nieznana przyszłość, jakie życie byłoby nudne gdybyś wszystko wiedzieli. :) Jeszcze rok temu nawet nie próbowałbym sobie tej przyszłości bez niej wyobrażać, pomimo tego, że teraźniejszość nie była różowa. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki jestem szczęśliwy dzisiaj, myśląc o tym, że mogę zadecydować o tym, by być szczęśliwym, a wszystko zaczęło się od tego, że zacząłem kochac inną osobę. Tą osobą byłem ja. Przestałem potrzebować jej komplementów czy komplementów innych osób by zobaczyć swoją wartość. Samokrytyka i świadomość różnych niedoskonałości pozostała, ale pojawiła się swiadomość, że po pierwsze nikt nie jest i nie będzie idealny, że zawsze będą lepsi ode mnie, ale co najważniejsze, uświadomiłem sobie, że też jest zem coś wart, a wszystko to stało się wtedy gdy uświadomiłem sobie, że ona już mnie nei kocha, nie szanuje, że nie zależy jej na mnie. Chyba wtedy dotarło do mojego jestestwa, głęboko w środku, że jedyna osoba, która zna moją prawdziwą wartość to ja sam. Nie chcę żebyś pomyślał, że stałem się egoistą czy egocentrykiem. Po prostu zacząłem się cieszyć sobą. Tym, co robię i kim jestem. I jestem prawie pewien, że gdyby nie ta świadomość, Twój test na to czy jestem w toksycznym związku wypadłby negatywnie.

  • Zaneta

    Michał być może masz rację i taki związek nie musi się zakończyć z hukiem, tylko jak się samemu z tym pogodzić i jak to partnerowi zakomunikować? Przecież taki osobnik na swój chory sposób nas kocha... I tutaj tak jak ktoś już tutaj napisał pojawiają się wyrzuty sumienia, bo sobie biedny sobie sam ze swoją samotnością nie poradzi, oj biedaczek! No więc taka próba zakończenia takiej relacji kończy się niepowodzeniem, niejako na własne życzenie.

    Piszesz ze te mniej toksyczne związki można z powodzeniem uratować, pewnie może masz rację,nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, ale wydaje się mi ze tutaj potrzebna a wręcz konieczna będzie pomoc terapety/psychologa i bezwzględnie ogromna i szczera chęć zmiany, bo przecież taki toksyczny partner to zwyczajnie chory człowiek i mimo nawet szczerych chęci nie jest w stanie sam sobie z takim problemem poradzić.Prawdopodobnie właśnie dlatego próby ratowania takiej relacji sie nie udają, ponieważ brakuje tej szczerej chęci do pracy, długotrwałej pracy nad sobą, tak jak było w moim przypadku, poszedł na terapię bo go matka przymusila, ale nie była to jego decyzja, on się tylko zgodził pójść, dlatego to nie miało szansy na powodzenie. Najgorsze ze taki toksyczny partner na swój chory sposób nas kocha....

  • david

    a co jeśli toksyczną osobą jest ktoś z rodziny z kim ciężko zerwać kontakt?

  • Czarn@

    może trochę nie w temacie ale czy pojawi się u Ciebie na blogu albo może już jest artykuł o osobach, które bardzo chciałyby wejść w relację, zbudować związek jednak nie mogą tego zrobić, chodzi mi o to jakie ograniczenia, przekonania, programy mogą być tego przyczyną. sama jestem w takiej sytuacji i dlatego tak bardzo mnie to interesuje. wiem, że jednym z powodów jest na pewno strach przed odrzuceniem, bólem, tym że nie będzie się umiało zbudować dojrzałej relacji i to wszystko wynika z wcześniejszych doświadczeń jednak wcześniej nie miałam też tego świadomości. czy masz jakieś wskazówki dla takich osób? pozdrawiam serdecznie

    • Ja53

      Mam to samo. Znalazłaś gdziekolwiek odpowiedź? Byłam w psychoterapii, ale moje przekonania są tak głęboko zakorzenione, że bardzo trudno mi je zmienić.
      Potrzebuję rozmowy.... Mam stany lękowe.

  • Sandra Piękna

    Wyprowadziłam się od swojego partnera-niepartnera 3 lata temu/żadnych wspólnych zobowiązań/,a mimo to spotykaliśmy się i rozstawaliśmy.Partner-niepartner,bo nie czułam,że z nim jestem ani nie czułam,że z nim nie jestem...Gdy spytałam go,jak on "nas"widzi-zgodził się ze mną:ani tak,ani nie...Właśnie mija rok,jak mu powiedziałam,że przez rok nie chcę się kontaktować...Wtedy,myślałam,że nie dam rady,że nie wytrzymam,że to będzie nie do zniesienia...napisałam wtedy w moim zeszycie:nie wiem czy dam radę,ale spróbuje...W przyszłym miesiącu minie własnie rok,mogę teraz powiedzieć:to była najlepsza decyzja,jaką wtedy mogłam podjąć.Teraz wiem o sobie więcej,wiem jak to jest,jak go nie ma przy mnie...ciekawi mnie,jak zareaguję po roku na kontakt z nim,lecz gdzieś głęboko tkwi we mnie niepokój,czy...dam się wciągnąć i sytuacja się powtórzy...ale chyba to dobrze,że mam tego świadomość...Panie Michale,co Pan o tym sądzi?

  • Marta

    Bardzo ciężko było mi przeczytać artykuł do końca. Jednak dzięki niemu zrozumiałam wiele rzeczy. W moim związku to ja jestem "trucizną", która zachowuje się dokładnie tak jak jest to opisane w artykule. Bardzo ciężko się do tego przyznać, ale tak jest. Wynika to głównie z moich kompleksów, braku pewności siebie i tego, że mój partner daleko odbiega od mojego "ideału". Cały czas robi coś nie tak przez co wkurzam się na niego i mam do niego żal. Myślałam, że uda mi się go zmienić, ale wiem, że to nie ma sensu. Ludzi trzeba zaakceptować takimi jakimi są, albo zakończyć relacje. Jesteśmy razem już 8 lat. Od ponad roku jesteśmy zaręczeni, a ani razu nie rozmawialiśmy o ślubie na poważnie. Uczucie beznadziejności związku i braku szczęścia towarzyszy mi już od 3 lat, ale to partner nie chciał się rozstać pomimo, że mówiłam, że do siebie nie pasujemy. Wierzyłam, że wszystko się ułoży, ale jest coraz gorzej. Żałuję, że tak długo zwlekałam z podjęciem ostatecznej decyzji. Obecnie przebywam w innym mieście niż narzeczony, ale już wiem, że wrócę tylko po swoje rzeczy. Obojgu wyjdzie nam to na zdrowie. Choć chcesz mieć do tego dystans to się po prostu nie da. Jak można nie mówić o przywiązaniu jak z kimś jesteś tak długo? Nie chcę już być taka jak teraz. Chcę być szczęśliwa. Wierzę, że jeśli uporządkuję swoje sprawy i znajdę kogoś kto będzie do mnie pasował to wszystko się ułoży. Pozdrawiam

  • Kacha

    Mam za sobą 25-letni staż małżeński- początkowo wszystko było w normie, ale z czasem nasz związek przechodził poważne kryzysy-powód- odmienność charakterów, temperamentów, marzeń i oczekiwań. Do tej pory łudziłam się, że może to jakoś się poprawi- niestety jest coraz gorzej- praktycznie od roku nasza komunikacja zanikła( nie wspomnę już o innych sprawach, które powinny nas łączyć). Dojrzewam do decyzji, którą powinnam podjąć już jakiś czas temu, ale nie miałam odwagi. W myśl tego, co napisałeś- właśnie wyjeżdżam sama na 3 tygodnie- będę więc miała dużo czasu, aby nabrać sił i odwagi do podjęcia tej ostatecznej decyzji. Mam nadzieję, że mi się to uda. Pozdrawiam.

  • Rav

    Mit dopasowania - to nie tak. Sam kiedyś doświadczyłem kryzysu w małżeństwie. Od tamtego czasu wszystko radykalnie się zmieniło, oczywiście na plus. Podstawą wszystkiego jest miłość, ale nie ta którą lansują media.
    Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej to polecam posłuchać na youtube wykładów Jacka Pulikowskiego. Polecam szczególnie małżeństwom w kryzysie.

  • kaska

    A co jeśli jest dziecko... Kocha bardzo tatusia, a tatuś kocha ja..
    ...ale naszego związku nie ma.... Jest tylko wspólna firma? Co zrobić? Nic.....ZYC DALEJ :-)

    • Zaneta

      U mnie też jest dziecko i tez kocha tatę, ale codziennie ma możliwość zobaczenia jak tata traktuje mamę, co nie pozostanie bez echa na jego psychikę w przyszłość. U mnie np jeśli się zdecyduje na rozstanie to myślę że relacja tata- córka mają szanse ulec znacznej poprawie, ponieważ nie będą się widzieć codziennie, czas spędzony z dzieckiem będzie dla ojca cenniejszy, będzie dbał o to by jak najlepiej go wykorzystać. Teraz nie ma dla niej wogole nigdy czasu, w przeciwieństwie do czasu poświęconemu leżeniu na sofie. Mogę się też mylić..

    • kaska

      Tak mówią...ze dla dziecka lepsze jest rozstanie niz życie w rodzinie toksycznej. Ciężki temat.
      Ale nawet ten artykuł nie pomógł mi odpowiedzieć na pytanie czy moje małżeństwo jest toksyczne.

    • JK

      Ciężki niestety. Moje byłe małżeństwo to wypisz-wymaluj przykład toksycznego związku. Przed rozwodem mój syn powiedział pani z RODiK, że teraz jest (po rozstaniu rodziców) lepiej bo spokojniej i chociaż rodzice są osobno to są lepsi. Czasem nie warto czekac z rozstaniem. A dzieci to wyczują nawet najdrobniejsze uchybienie w relacjach miedzy rodzicami

    • Katarzyna

      Ja również uważam, że w przypadku toksycznego związku lepsze dla dziecka jest rozstanie rodziców, niż życie w takim piekiełku i nabywanie w dodatku złych wzorców. Piszę z pozycji dziecka. W mojej rodzinie dodatkowym problemem był alkoholizm ojca, ale - z perspektywy czasu - jestem głęboko przekonana, że lepiej byłoby gdyby moi rodzice się rozstali. Wbrew pozorom wszyscy członkowie rodziny by na tym zyskali.

    • Pytanie brzmi, czy dobre dla dziecka jest obserwowanie takiej relacji i uczenie się schematu tworzenia związków na takim przykładzie? Ja uważam, że dla dziecka zawsze najlepsza jest prawda. Jeśli zarówno tata jak i mama będą bardziej sobą gdy nie będą razem - to dla dziecka będzie zdecydowanie lepsza opcja, niż obserwowanie toksycznego związku.

  • Zaneta

    Wydaje mi się ze odmienność charakterów czy marzeń i oczekiwań nie jest tym co powoduje, ze związek staje się toksyczny.Jeśli dwoje dorosłych ludzi do siebie nie pasuje to się poprostu rozstaja na długo wcześniej zanim pojawia się jakiekolwiek sygnały ze zaczyna być toksycznie. Wogole uważam, że pojęcie toksycznego związku jest dalece nadużywane, "normalne" związki zamiast nad sobą pracować, przyklejaja sobie naklejkę TOKSYCZNY, rozchodzą się i po wszystkim.A w prawdziwej toksycznej relacji, w której podstawą jest brak szacunku do drugiej osoby (ze o innych cechach takiej relacji nie wspomnę) nie jest łatwo tak poprostu się rozstać.

  • Nie wiem czy nie lepszy byłby artykuł pod tytułem "Zdrowy związek". Po co skupiać się na negatywach? :)

    • Mateusz, ponieważ identyfikacja problemu i zrozumienie go jest kluczem do tego, aby znaleźć skuteczne rozwiązanie i w odpowiedni sposób je wdrożyć w życie :)

  • Zawodowo - indywidualnie i prowadząc grupy - pracuję z osobami w toksycznych związkach, uzależnionymi od "miłości", partnera/partnerki i kobietami/mężczyznami 'kochającymi za bardzo' i wiem, że odseparowanie się od drugiej osoby, to tylko połowa rozwiązania (często też nie jest niezbędnym krokiem do wprowadzenia zmian w relacji).

    To co jest ważne, to uświadomienie sobie, że problem leży nie tyle w tej, konkretnej relacji, a w schemacie budowania więzi i relacji, jakiego nauczyliśmy się w domu rodzinnym oraz podjęcie pracy nad sobą.

    Pierwszą decyzją powinno być poszukanie dobrego wsparcia, najlepiej profesjonalnego - dla większości osób jest do droga psychoterapii. Samodzielnie będzie trudno wyjść z błędnego koła myśli, uczuć i zachowań, szczególnie jeśli żyjemy w tym od dawna i nie mamy doświadczeń, bycia w zdrowej relacji.
    Bez pracy nad sobą, zrywając jedną toksyczną relację, z dużym prawdopodobieństwem wejdziemy w kolejny, podobny związek.

    Michał, dzięki za ten artykuł, to ważny temat i warto o nim mówić głośno - dla uświadamiania problemu i jasnego komunikatu, że zmiana jest możliwa jeśli podejmie się odpowiednie działania.

    Pozdrawiam

    • Kinga, dziękuję za cenny komentarz!

      Bardzo trafnie zauważyłaś, że problem leży w schemacie budowania relacji. Każdy człowiek wynosi inne przekonania i nawyki z domu rodzinnego, dla każdego tworzenie relacji oznacza coś innego. Weryfikacja tego schematu i ewentualne skorygowanie go tak, aby był bardziej konstruktywny jest kluczem w pracy nad relacją.

      Jeśli chodzi o przerwę i odseparowanie się od partnera, to pisząc artykuł nie traktowałem tego jako ważny krok do wprowadzenia zmian w relacji. Tutaj przerwa ma służyć tylko i wyłącznie nabraniu dystansu, co ma z kolei pomóc w podjęciu decyzji o tym co dalej. Można to zrobić również bez takiej przerwy, ale jest to trudniejsze ze względu na bieżące uwikłanie w kontakt z toksycznymi zachowaniami partnera.

    • Zraniona

      oku. Od początku coś nas do siebie ciągnęło ale miłość przyszła z czasem. On niestety nie miał dla mnie dużo czasu bo mieszkaliśmy daleko od siebie i on do trgo dużo pracuje. Jakoś po pół roku zerwalam z nim ponieważ zostałam źle potraktowana przez jego matkę. Po tyg chciałam wrócić natomiast on juz nie chciał mnie znać. Po błaganiach żeby się źle mną spotkać uczucie wróciło ale on powiedział ze moze my narazie mieć tylko kontakt. Okazało się po miesiącu (byliśmy już ze soba) ze pisał w tamtym czasie już z nią. Po długim czasie okazało się ze wgl nie taktowanie mnie jako dziewczynę. I skupiał się ba innych koelznakach w pracy. Po długich blaganaich wybaczylam mu to bo nie umiałam bez niego żyć. Niestety były ciągle kłótnie bo mu nie ufałam. Potrm przez jego zdrady co prawda nie fizycznie ale pisał z nimi ja stałam się sobą zazdrosna zaborcza i wgl mu nie ufalam. Po ostrej kłótni jak z nim zerwalam dowiedziałam się że znowu z kimś pisał. Znowu błagania i znowu powrót. Po jakimś czasie wciąż kłótnie nie wierzyłam mu aż w końcu ze mną zerwał. . Powiedział ze od jakiegoś czasu nic nie czuje i nie chce ze mną być z litosci. Ja go błagalam a on tylko mówi ze możemy mieć znowu kontakt i zobaczymy co czas pokaże. . Proszę poradźcie bo bez niego nie umiem normlanie żyć :(

    • sthx23

      Problem zazwyczaj się bierze z braku zaufania.
      Gdybyśmy tylko potrafili obserwować nasze ciało i uczucia i wyciągać trafne decyzje , cała ta otoczka nie miałaby miejsca.
      Wszystko to oczekiwania, EGO , brak miłość DO SAMEGO SIEBIE !!!!!!!!!
      Dlatego polecam ci medytację abyś mogła zaznać spokoju samą sobą bo jawnie nie potrafisz tego.
      Bez szacunku i miłości do siebie nie nie potrafimy kochać i szanować innych.
      Żeby nie było sam tkwię w relacji toksycznej i nie potrafię jej zakończyć raz a dobrze.
      Jestem osobą nerwową i cierpiącą na NERWICE.
      Jestem świadom tego , że miłość to nie cierpienie i nie ból.
      To nie jest wojna , w której wystrzeliwujemy w siebie tonę nic nie wartej amunicji .
      Amunicją tą raniące słowa są.
      Słowa klucze , które uruchamiają w nas mechanizm obronny .
      Ta wojna trwa.
      Wojna trwa dopóty w niej uczestniczymy świadomie.
      Gdy burza się kończy a ogień zostanie przerwany nadchodzi zjazd emocjonalny.
      Taki sam jak po amfetaminie i innych stymulantach.
      Nie możesz żyć bez tego narkotyku.
      Nie możesz żyć bo nie chcesz poznać czegoś innego.
      PRAWDY O SAMEJ SOBIE .
      Zrozumieć , zaakceptować i wyciągnąć wnioski.
      Wszyscy jesteśmy dzieckiem wszechświata i każdy z nas przyszedł tu doświadczać cudu jakim jest ŻYCIE .
      Zycie bowiem jest doświadczeniem i nie bójmy się doświadczać i puszczać się tego czego nie chcemy .
      Wszystko jest kwestią nas.
      Mnie
      Ciebie
      Ich

      .

  • sandrynka-hand made

    bardzo pomocny artykuł, czekałam na niego. jestem w separacji z mężem ponad dwa lata. ilość razy kiedy próbowaliśmy się zejść z powrotem jest nie do wyliczenia chyba. jednak głównie nie potrafienie się skomunikować nam na to nie pozwalało. postanowiłam uciąć kontakty, ale tak dosłownie. i poczekać, co przyniesie czas.w tej chwili mojego życia jestem w totalnej przerwie, od ponad dwóch tygodni. nie ma telefonów, smsów, żadnego kontaktu. pierwsze dni były okropne, cały czas myślałam, że coś mu się stało, że nie wiem co się z nim dzieje. potem zajęłam się sobą, tak dosłownie - czerpię energię ze swojej pasji, czytam, staram się jak najmniej o nim myśleć. bardzo to trudne... paradoksalnie co jest dla mnie największym strachem? że on w czasie tej przerwy kogoś sobie znajdzie. ale natychmiast potem mam taką myśl - że skoro sobie znajdzie - to chyba nie ma o czym mówić tak? widocznie z jego strony miłość do mnie nie istnieje, prawda? i nie ma o co walczyć tak naprawdę...

    • Dokładnie, jeśli partner w czasie przerwy znajdzie sobie kogoś innego, to ten fakt mówi sam za siebie i tylko ułatwia Ci podjęcie decyzji. Pamiętaj, że Twoim celem nie jest za wszelką cenę kogoś mieć tylko po to aby zakleić samotność, ale Twoim celem jest mieć szczęśliwy związek. Trzymanie się partnera tylko ze strachu w żaden sposób nie prowadzi do osiągnięcia tego celu.

  • Ela

    Artykuł idealnie trafił w moją sytuację. Zaproponowałam partnerowi przerwę (on jest aktualnie na delegacji więc było łatwiej - przerwanie kontaktów telefoniczn ych). Powiedziałam partnerowi, że każde z nas powinno dokładnie przemyśleć jakie problemy są w naszym związku i jak moglibyśmy je wyeliminować. Czy chcemy walczyć o naszą realcję czy po prostu to zakończyć, bo aktualna sytuacja wykańcza i mnie i jego. Mój partner stwierdził, że on nie musi nad niczym się zastanawiać, że cała wina leży po mojej stronie, że jeżeli ja się zmienie to problem się rozwiąże, on nie ma sobie nic do zarzucenia. Przykład: często przy znajomych robi mi awantury np. kiedy zwrócę mu uwagę. Stwierdził, że problem stanowię ja, bo jeśli bym mu nie zwracała uwagi, on nie robiłby awantury. Chyba już wtedy pomógł mi odpowiedzieć na pytanie czy warto o to walczyc...

  • Adam

    Chwilowo jestem wolny ale artykuł przeczytałem z zaciekawieniem, ponieważ myślę, że jest on dla każdego i dotyczy każdych relacji między ludzkich, czy to relacja szef - pracownik, rodzic - dziecko, czy innych. Bardzo zainteresował mnie następujący punkt: "Bądź świadom zagrywek, które stosuje Twój partner i pokazuj mu je. Nie daj się wciągnąć w dyskusje, zamiast tego ujawniaj mu jego manipulacje. Pomóż mu uświadomić sobie jego toksyczność". Zastanawiam się, jak mogłoby to wyglądać w praktyce. Załóżmy, że czyjś partner życiowy bezustannie powtarza drugiej osobie, że jest zerem, co nie jest prawdą. I załóżmy, że zdarzają się okoliczności w życiu tej osoby, które zaprzeczają temu. Czy w takich sytuacjach bezustannie powtarzać: "A widzisz, jednak jestem mądry, nie sądzisz?".

    • Adam, niekoniecznie w ten sposób. Nie chodzi o to, aby wchodzić z partnerem w polemikę i udowadniać mu, że nie ma racji. W ogóle nie wchodź w dyskusję z toksycznym komunikatem. Wejdź poziom wyżej.

      Chodzi raczej o to, aby w momencie toksycznego zachowania pokazać mu (tu i teraz), że się tak zachowuje, uświadomić to mu. Jeśli np. w rozmowie druga osoba zaczyna wchodzić w rolę ofiary płacząc i mówiąc "To wszystko twoja wina, zraniłeś mnie, jesteś podły" (i robi to regularnie, w wielu rozmowach), Ty możesz powiedzieć: "Znowu robisz z siebie ofiarę zamiast normalnie ze mną porozmawiać."

      Nawet, jeśli ta osoba w danej chwili to odrzuci, zignoruje lub zaneguje, jeśli w kilku sytuacjach pokażesz jej toksyczne zachowanie - w końcu sama zacznie je sobie uświadamiać. Im więcej razy jej to pokażesz, tym rzadziej będzie korzystać z toksycznego zachowania - ponieważ metoda manipulacji zostanie zdemaskowana.

    • Sandra Piękna

      Gdyby czyjś partner życiowy,mówił do tej drugiej osoby,np:jesteś zerem,do niczego się nie nadajesz...Uważam,że należałoby powiedzieć wtedy/zareagować na te słowa/:teraz stosujesz manipulacje,próbujesz wpłynąć w sposób negatywny na to,jak siebie postrzegam i co o sobie myślę.

  • R o B

    Wiele z tego co przeczytałem w artykule odnoszę do mojej sytuacji .

    Od sierpnia 2014 jestem wdowcem , po niespełna 3 m-cach od samobójczej śmierci żony nawiązałem kontakt z kobietą , która była zawsze w moich myślach , z którą chciałem być w związku . Prawie 30 lat temu opuściłem miasto , w którym mieszka i uznałem wtedy, że związek na odległość nie ma szans . Miałem 18 lat . Przez kilka lat utrzymywaliśmy przyjacielski kontakt .

    Obecnie ona jest 8 lat po rozwodzie , ale w luźnym związku , który określa relacją bardziej bratersko/siostrzaną niż regularnym związkiem . Jej facet dalej mieszka pod jednym dachem z ex-żoną . Po jej służbowej wizycie w moim ówczesnym mieście utrzymywaliśmy stały kontakt , z której wywiązała się zażyłość , choć nie bez zgrzytów . Wiele z jej zachowań odbierałem jako gotowość do zmiany swojej niejasnej sytuacji . Dwukrotnie byłem u niej z wizytą w styczniu i marcu br (ok 500km w jedną stronę). Coś co starałem się tworzyć , ona torpedowała . Ja deklarowałem i oczekiwałem deklaracji z jej strony , ona zwlekała , unikała decyzji . Dawała mi do zrozumienia , że mogę być jej przyjacielem , ale nie partnerem , lecz nigdy do końca nie byłem pewien jej zamiarów .Byłem (nadal jestem ?) w niej zakochany i nie jestem w stanie być TYLKO przyjacielem dla kobiety , którą kocham .

    Przeprowadziłem się do jej miasta , bo zawsze chciałem tam mieszkać , choć nie bez znaczenia też była jej tu obecność . Od dwóch tygodni mieszkam blisko niej . Mimo jej urlopu nie znalazła dla mnie więcej niż 2 godz. Tydzień temu zaproponowała kolacje i w ostatniej chwili poinformowała , że będzie na niej jej ?partner? . Ogromnie wzburzył mnie jej podstęp(?) i nie pojawiłem się u niej .

    Umawialiśmy się przed moim przyjazdem na stałe do jej miasta , że porozmawiamy o naszych uczuciach i co dalej , to miała być kropka nad i .

    Z perspektywy tygodnia to co się wydarzyło taką kropką nad i jest .

    Daje sobie 2 tyg na przemyślenia - bez kontaktu z nią .

    Artykuł poprzez zawarte w nim pytania pomógł mi zrozumieć , że znów brnę w toksyczny związek, jakim były ostatnie 10 lat w związku z moją żoną .

    Czułem się wówczas bez szans wobec depresji żony , ulegałem jej i rezygnowałem niemal ze wszystkiego , jeśli tylko to pomogło by w jej lepszym samopoczuciu .

  • Karina

    Hahaha no sam mógłbym napisać dziś ten artykuł (zapewne nie tak zaje**ście) Ale dokładnie miałem taką sytuacje z moim najlepszym przyjacielem a mieliśmy taką więź między sobą jak bliźniaki x2 i już toksyczność trwała sporo czasu z pół roku ale z dwa miesiące temu postawniłem zrobić przerwę z tą znajomością widzieliśmy się raz na tydzień i nawet wtedy się wkurrrrr**iśmy.. Ąż po miesiącu rozłąki doszedłem do wniosku, że to bez sensu, ja wole tryb energiczny -coś robić- rowerek/woda no po prostu sport a on tryb koczownika albo jakbym to mógł nazwać snajpera.. Z nim czas spędzałem codziennie praktycznie tak samo (oczywiście ja musiałem do niego dojeżdżać, jak on raz na ruski rok podjechał to wypominał mi, że był wtedy i wtedy u mnie.. masakra) więc ja dojeżdzałem kupywaliśmy sztuczke palonka i siedzieliśmy pod blokiem do wieczora i ja powrot i tak codziennie ... A odrazu jak zrobiłem od niego przerwę wszystko się zmieniło rzuciłem palenie papierosów (dzięki core transformation) zacząłem jeździć rowerem po 70+ km co jakiś czas (z nim rowerem najdalej to z 5 km i to i tak z marudzeniem już nie złym) wydawałem cały swój hajs. Jak pomyślę jaki "byłem" miesiąc temu to aż mi się śmiać się chce :D.
    Wkońcu na kacu napisałem wiadomość na facebooku, że przyjaźń się zakończyła, dziekuje za ten czas ale dalej nie widzę sensu. Odrazu po przeczytaniu zadzwonił i chciał się ustawić.. Z 5 godzin walczyłem ze sobą, żeby się spotkać wszystko co przemawiałem do siebie mówiło 'Nie mam ochoty z nim się widzieć" ale przełamałem się i wtedy milutki, łagodniutki dla mnie był jak nigdy w życiu jak normalnie czekałem z 20 minut zanim wyjdzie ze swoich 4 ścian wtedy było to ok. 2-3 minut wow !
    Dzisiaj się znów widzieliśmy, spoko się gadało, zero spin i wysłałem mu ten artykuł i napisałem z trzy rzeczy nad którymi mnie w chuj manipulował. Chciał mnie zmienić na siłe a jak się wkurw**łem to ja byłem tym złym jak moi znajomi mówili ja byłem "agresorem" a ja chciałem być spokojny, wyrozumiały ale on był natrętny ale to ja zawsze byłem tym złym... Dopisałem, że nie mam ochoty o tych sprawach rozmawiać na face ale jak chcesz jeszcze przetrzymać przyjaźń musimy o tym pogadać. Mam nadzieję, że nie przeczyta tego komenatrza, zresztą co mnie to boli to tylko kawałek histroiki z wielkiej księgi :P

    I wtedy nawet nie myślałem o "przerwie" tylko już o rozłące a on jak dostał moją wiadomość na face po miesiącu "trudno, skończyło się" zadzwonił i On myślał, że tylko musimy od siebie od począć kiedy ja już skreślałem go z listy.
    A i dziękuje za artykuł może pomogę "znajomemu" i mojej siostrze w zerwaniu związku albo ulepszeniu go bo to co się tam dzieje u Nich to PAAAATOLOGIA co dwa dni mówią z zapłakaniem, że zrywają ze sobą a rano jak gówno do szambiarki lecą do siebie (nie miałem skojarzenia:)

    A jeżeli kogoś by interesowało to co będzie dalej między mną a moim bratem wydaje mi się, że będzie w dużej mierze ograniczone ja mam w dupie siedzenie w miejscu, SPORT !! A tak propo pomagałem mu dziś rzucić palenie poprzez core transforamtion ale nie chciało mi się z nim tego robić powiedziałem co i jak i powiedział, że jak wstanie to zrobi to i spróbuje rzucić palenie :D

    Dobra idę spać nie dawno wróciłem do domu tak Nam się dzisiaj rozmowa kleiła, że od 23 do 6 rano zleciało jak 20 minut.

    Piszę to z innego konta ponieważ nie każdy musi z mojej okolicy o tym wiedzieć zresztą "nie muszę się tłumaczyć" :D

  • Artykuł bardzo rozbudowany. Po przeczytaniu ma się wrażenie, że wyczerpał temat, a to nie prawda :) Relacje partnerskie tak jak napisano poniżej odnoszą się, do wielu aspektów życia, lecz nie we wszystkich zostają zauważane. Często myśląc, o partnerstwie ma się przed oczami męża i żonę, którzy są "przyzwyczajeni" do swojego związku zaś ich relacje stoją w miejscu. Warto przeanalizować swoje życie pod kątem toksycznych relacji również np. w pracy. bo może się okazać, że wszelkie problemy jakie mamy w domu, pochodzą właśnie z tego miejsca .
    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • zaq12

    Ok, przemyślane, zrobione. Co dalej?
    Po krótce: facet uparty, nigdy nie przeprasza, ile razy dostawał ultimatum i wprost komunikat, że gdy czasem coś pójdzie nie tak to powinien o mnie zawalczyć, to mimo jego częstej winy nie robił tego, a ja z miłości (a może naiwności?) przychodziłam z otwartą dłonią. Wyrósł na dziecko. Specjalnie nie użyłam słów, że jeszcze nie dorósł, bo sama już pogodziłam się z faktem, że wyrósł na człowieka, jakim jest teraz- uzależniony od komputera, rozpieszczony- pod mocnym parciem,żeby za wszelką cenę pokazać rodzicom, że jest lepszy od rodzeństwa, egoista, złośliwy- czasem mam wrażenie, że siedzi i obmyśla gdzie "uderzyć", żeby zabolało. I gdy po raz enty w kłótni odeszłam, zaparłam się w sobie, że teraz nie ustąpię, że chcę w końcu być szanowana. Odezwał się po 5 dniach, uprzednio ustawiając status WOLNY na fb, lajkując wszystkie zdjecia lasek o które byłam zazdrosna; " że dziękuje za moją decyzję, że jestem naiwna, bo co chciał przede mną zataić to zataił (hasła na komputer, telefon, a sam sprawdzał mnie programem szpiegowskim), bo inaczej już dawno nie bylibyśmy razem", czyli znów uderzył. Kilka nocy później wyraził chęć spotkania, żeby sie rozstać jak ludzie, odmówiłam, bo dalej nie usłyszałam przepraszam. To raczej był zamiar wystraszenia mnie, że on to traktuje serio. Po czym odpisał, że życzy mi udanego życia, żebym znalazła szczęście i nigdy już nie płakała, że dziękuje mi i że będzie mu mnie brakować, dodał żegnaj i pieszczotliwie się do mnie zwrócił. Znowu poczułam się słaba, znów nie przeprosił, znów chciał sprawić, żebym wyciągnęła rękę, dałam sobie czas i co? Znowu akcje na fb, pod publikę obserwowanie jakichś kobiet. Wstyd mi za niego. Ciągle walczy jak na bitwie. Gdy mam wrażenie, że chciałabym to naprawić dokłada w taki sposób, że znów mnie krzywdzi, odtrąca. Chyba już rozumiem o czym Michale myślałeś, gdy pisałeś, że jak już podejmie się jakąkolwiek decyzję to będzie się zupełnie pewnym czy była słuszna, czy warto ratować związek czy nie. Chociaż zdarza mi się wahać to poczynania tego człowieka pomagają mi być twardą. Wciąż tylko nie rozumiem dlaczego jego duma i arogancja są ważniejsze od miłości i przywiązania...? a może tak się dzieje, bo on wcale mnie nie kocha?

  • S

    Najpierw zaświtała mi myśl, że małżeństwo nie powinno tak wyglądać ( 4 dzieci i ja sama utrzymująca rodzinę i mąż wiecznie niezadowolony ) i nieśmiała myśl, że może w życiu czeka, mnie jeszcze coś fajnego. Potem usłyszałam, co do mnie mówią ludzie ( wcześniej byłam głucha na ich słowa ). I decyzja, to musi się zmienić. Bałam się przyszłości strasznie, ale jednocześnie wiedziałam, że idę właściwą drogą. Dziś jestem mocna jak nigdy wcześniej i szczęście sprzyja mi jak nigdy w życiu, wiele jeszcze przede mną ale wiem, że dam radę.

    • Agnieszka

      Witam
      Tez mam ogromny problem w zwiazku....
      Nie wiem co mam robic bo od samego początku zle sie to zaczęło...
      I ja i moj partner jestesmy po długich związkach (On prawie 9 lat, ja 7 lat) i od razu z poprzednich związków weszliśmy w nasz... Oboje nie czuliśmy sie dobrze
      W poprzednich i natknęliśmy sie ma siebie w pracy. On, jak twierdził, zakochał sie we mnie jak nigdy wcześniej i od razu wiedział ze chce byc ze mna, ja byłam na etapie myślenia co dalej z moim poprzednim związkiem i przed wyjazdem za granice zeby poukładać sobie wszystko w głowie. Mieliśmy kontakt przez dwa miesiące jak byłam poza granica. Gdy wróciłam, od razu rozstałam sie z byłym facetem i on po jakims tygodniu zrobił to samo. Przez ten czas nie mieliśmy ze sobą kontaktu bo nie chciałam uczestniczyć w tym i poprosiłam go zeby najpierw uporządkował swoje zycie i odezwał sie. I tak zrobił. Tylko po tym czasie bardzo naciskał zebysmy od razu spróbowali. Ja nie byłam przekonana chciałam złapać oddech, ale on mi na to nie pozwolił stosując chyba szantaż emocjonalny typu: nie jestem w stanie czekać bo sobie nie poradzę i jesli nie chcesz to musze zaczac sobie układać życie po swojemu bez Ciebie. Wiec sie wystraszyłam i weszłam w to, bo juz byłam przywiązana do niego i nie chciałam go stracić. Od początku było burzliwie. Wiele kłótni, dziwnych sytuacji podczas imprez. Udowadniania sobie kto ma racje. Wiele bólu i przykrości... Potem mieliśmy miesiąc przerwy ponieważ po alkoholu doszło miedzy nim a koleżanka do pocałunku. Wtedy nie chciałam go znac a on czuł sie jak śmieć. Postanowił wyjechać za grabice i przed wyjazdem spotkaliśmy sie. On nie chcial sie spotkac bo bal sie ze nie poradzi sobie ale ja nalegałam. Powiedziałam mu ze wybaczam i zycze szczęścia. I wtedy w nim cos pękło, zaczal płakać i prosić o wybaczenie, ja z miłości do niego sama zaproponowałam zebysmy spróbowali raz jeszcze. Został i mnie na dwa dni przed wyjazdem. Postanowiliśmy byc ze sobą i ze wyjedzie odkuje sie i wróci do mnie. Na odległość tez było burzliwie. Ja mu nie do końca ufałam i bałam sie ze znow zrobi jakaś głupotę. Ale przetrwaliśmy. Posanowilismy ze jak wróci to zakieszkamy razem. Wrócił i juz po miesiącu był kryzys. Jednak tak duzo czasu spędzaliśmy na telefonach ze sobą jak był za grabiącą, ciągle pytania co kto robi gdzie jest co je, jaki ma plan itd - to uzależnienie od siebie nie pozwoliło nam sie rozstać. Był pozniej kolejny kryzys i wyprowadził sie. To juz miał byc koniec. Jednak po tygodniu wrócił błagał o wybaczenie powiedzieliśmy sobie w czym mamy problem i postaramy sie to zmienić ze to ostatnia szansa... W większości była to jego wina bo nie umiał odpuszczać w kłótniach i odrzucał mnie... Potrafił cały dzien mnie olewać i robic aferę z mało istotnych sytuacji. Jednak po powrocie obiecał to zmienić i popracować nad sobą. Teraz jestesmy juz miesiąc po tym jak wprowadził sie od nowa. Na początku robił tak jak obiecał. Jednak to sie zmieniło... Mysle ze poniekąd tez przeze mnie bo przez to co kiedys mi zrobił ja cały czas go kontrolowałam i miała pretensje ze wprowadził zasady ciagłego kontaktu i mówienia co robimy i gdzie jestesmy a teraz sam sie do nich nie stosuje. Czesto z rozgoryczenia robiłam mu o to wyrzuty. Teraz On uważa mnie za stara zrzede mimo ze jestesmy pol roku ze sobą. A ja nie moge znieść myśli ze osobie której tak strasznie na mnie zalezalo teraz tak zobojetnialo wszystko i teraz to ja biegam za nim i nie moge znieść myśli czemu nie pisze skoro sam tego wymagał, czemu nie adoruje mnie tak jak kiedys, czemu nie patrzy na mnie tak jak kiedys, czemu kiedys wzbudzałam w nim takie podbiecenie a teraz to ja inicjuje wszystkie sytuacje intymne... Wszelkie próby rozmów na ten temat kończą sie kłótnia i on uważa ze podpadłam w paranoje i każda moja uwaga kończy sie tym ze ględzę... Czuje sie bezradna...
      Chce pójść do psychologa. A co tymczasem moge zrobic?

    • magg

      Jak wygląda sytuacja u Ciebie, ktoś Ci pomógł? Mam problemy podobnego typu i nie wie
      m już co robić..

    • Dorota

      Witaj. Czytam twój przypadek i jestem zaskoczona. Mój związek trwa 20 lat, mamy czworo chłopców. Mój mąż pochodzi z rodziny gdzie ojciej robił co chciał, matka nic nie miała do gadania, pił, trwonił pieniądze. Nie wiem jakie relacje musiały w tej rodzinie być ale kłótnie, gniewy, zawiść na porządku dziennym. Całe nasze małżeństwo takie mam wrażenie jest oparte na tych toksycznych relacjach: mąż jeśli do mnie mówi to z krytyką, wyśmiewczo, słowa narzekań to morza jego krzywd a gdy ja zwracam mu uwagę od razu jest ostry atak, awantura, krzyk. Jest tylko wtedy dobrze gdy on atakuje słownie mnie a ja się nie odzywam. Jestem bezsilna, w tym smutnym przekonaniu że jednak jestem tą najgorszą (cała jego rodzina otwarcie mówi mu co o mnie sądzi) choć nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłam. Jestem w punkcie gdy zastanawiam się co robić i nie mogę zbyt długo zwwlekać bo ta trucizna już jest przez niego sączona na chłopców :(

  • Inga

    Mam wiele pytań w zwiazku z tym tematem .. Ja zyję w swoim związku od wielu lat pomimo tego że łzy polały sie nie raz . Co zrobić jeśli partner nie chce współpracować , nabywać wiedzy starając się póżniej wprowadzić ją w czyn aby coś ulepszyć , poprawić . Co robić jeśli konkretnie sprecyzowałam co mnie boli , co moge dać od siebie i jakie są moje oczekiwania czyniąc to oczywiście w duchu miłości i łagodności ? Czesto powodem radykalnych zmian w życiu są nie tyle dzieci co brak pieniędzy . Bo co zrobić jesli sie zarabia minimum . płaci wysokie rachunki mieszkając w bloku i nie ma prawdziwych przyjaciół którzy pomogą bezinteresownie ? Prosiłam latami podsuwając sprawdzone rady aby przemyślał sprubował .. Ze moze warto . Usłyszałam - poczekaj zostało mi pół piwa i koledzy czekają .. To bardzo boli .. Bardzo .

  • Aleksandra K.

    Właśnie stałeś się moim ulubionym, najbardziej podziwianym coachem zaraz za Mateuszem Grzesiakiem! :)

  • Ania

    Ten artykuł sprawił, że mam chęć także podzielić się swoim problemem. Nie wiem, czy taką sytuację można nazwać toksycznym związkiem, i nie chciałabym tego, bo kocham swojego partnera i nie chcę się z nim rozstawać. Może da się coś zmienić i na to liczę. Chodzi o to, że cały czas mam poczucie, że mój partner jest ode mnie lepszy, zdolniejszy, bardziej utalentowany, przedsiębiorczy itd. On zawsze znajduje sobie nowe pasje, które pochłaniają go praktycznie w 100%. Potrafi czasem zrobić z nich mały biznes i na tym zarabiać. Robi dużo ciekawych rzeczy, które dają mu satysfakcję. I niestety zawsze robi to sam. Nigdy mnie do tego nie włącza, a ja nie dość, że czuję się odtrącona i mam wrażenie, że on nie poświęca mi swojej uwagi, to jego sukcesy przestają mnie cieszyć, a wręcz przeciwnie - paraliżują mnie i ciągną w dół. Przez to ja postrzegam siebie jako wieczną niezdarę, osobę, która niczego nie może osiągnąć, która nie ma swojej pasji. Kiedy mam jakiś pomysł na siebie, on zaczyna podawać milion powodów, dla których to jest złe, a kiedy zarzucam mu, że mnie nie wspiera, on zaprzecza i powtarza, że jestem wartościowa, mądra i mogę zrobić coś fajnego. Jednak do tej pory nie wymyśliłam nic tak dobrego, co mogłoby mu się spodobać. A jego wsparcie jest dla mnie bardzo ważne, bo nie mam innych osób, które mogą to robić.
    Był taki okres, kiedy przez około rok czasu nie byliśmy razem. Wtedy czułam się z jednej strony wyzwolona, robiłam dużo ciekawych rzeczy, byłam zadowolona ze swojego życia i miałam poczucie, że do czegoś dąże. Jednak brakowało mi jego, a kiedy teraz mam jego, to nie mam z kolei zadowolenia z życia i nie wiem jak się przełamać i to połączyć.

    • Maciek

      Jest Ci z nim wygodnie, jednak nie daje Ci szczęścia... Najlepiej byłoby popracować nad uzdrowieniem tej relacji - żebyś mu powiedziała, jak się czujesz, może będzie w stanie jakimiś małymi gestami zmienić Waszą relacje?

    • Marek

      "mam poczucie, że mój partner jest ode mnie lepszy, zdolniejszy, bardziej utalentowany, przedsiębiorczy itd. "

      "czuję się odtrącona"

      " ja postrzegam siebie jako wieczną niezdarę, osobę, która niczego nie może osiągnąć,"

      "Jednak do tej pory nie wymyśliłam nic tak dobrego, co mogłoby mu się spodobać"

      Spójrz jak postrzegasz siebie, jako osobę gorsza od innych która chce sie przypodobać swojemu partnerowi. Wchodzisz Aniu w role ofiary i to jest twój wzorzec który musisz wyleczyć aby uzdrowic tą relacje ze swoim partnerem. Powinnaś tez zastanowić sie nad relacja jaką masz ze swoim ojcem
      Ale pierwsze co musisz zrobic to wziąć odpowiedzialnosć za to i ruszyc z miejsca, inaczej albo twój związek sie rozsypie albo Ty bedziesz w nim nieszczęśliwa, a jak sama powiedzialas kochasz Go i nie chcesz zakonczyc tego związku. Ja bym poszedł właśnie w tym kierunku, czyli w kierunku wyjścia z roli ofiary. Warto poszukac informacji na ten temat i zacząć pracowac na d tym. Powodzenia

    • joanna

      w kazdej relacji istnieje element zazdrosci, zazdrosci ze nasz partner jest lepszy, ze jemu wiecej 'wychodzi', lepiej sie cos udaje, ze ma wiecej pomyslow. Za dlugo nie warto tego kontemplowac. Lepiej przelac energie na siebie, robic to na co masz ochote, nie szukac az tak czesto aprobaty. Po prostu byc soba i robic to co daje Ci satysfakcje. Aprobata sama przyjdzie pozniej. Niczyja aprobata nie jest Ci potrzebna aby byc soba! Po prostu badz ta osoba ktora chcesz byc!

  • Jestem facetem, 23 lata, Śp. ojciec alkoholik, matka egocentryczka, która w przeszłości wysysała ze mnie energię jak z jakiegoś napompowanego balona. Obecnie po 2 psychoterapiach grupowych oraz kilku indywidualnych, z diagnozą zaburzeń depresyjno-lękowych. Oczywiście pod kontrolą psychiatry. NIE DA SIĘ OPISAĆ OKROPNOŚCI chwil, kiedy orientujesz się, że całe twoje życie było kłamstwem, a najbliższe Ci osoby wcale nie życzą Ci dobrze. I niech każdy kto uważa, że tylko ból fizyczny zadaje rany niech stąpa po tej ziemi, póki może, a jego dusza unika toksycznych związków. To nie jest takie proste, żyć z brzemieniem toksycznych rodziców. Ale samorozwój, wiara w siebie i szukanie szczęścia w drobiazgach pozwala wyrwać się z chaosu cierpienia, POZDRAWIAM!!!!!!!!

    • Ewe

      o kurcze, mój mąż miał takie dzieciństwo...

    • podobny

      Moja żona żyła w podobnej rodzinie. Ojciec pił, a jej matka obarczała ją odpowiedzialnością typu pilnowanie ojca gdy chleje, zajmowanie schorowaną babcią, zajmowanie potem schorowanym dziadkiem, a teraz jej popieprzona matka wmawia jej, że musi się teraz nią zająć bo ona już jest stara i też qrwa schorowana. DDA, poczytaj troche artykułów na ten temat.....bardzo trudno kochać te osoby gdy same nie chcą tego.

  • Pingback: 6 sposobów na szczęśliwsze życie | simple life()

  • BaRteq90

    Witam,
    też chciałbym się podzielić swoją historią...
    Początki znajomości były niepozorne, nie świadczące, że coś z tego mogłoby być... Po 4 miesiącach ogólnej znajomości, zauważyłem, że zaczęła do mnie "startować" i po kilku spotkaniach wyszło, że zostaliśmy parą.
    Jak to początki: fajnie, cudownie, ohy i ahy. Jak zakończył się rok akademicki i musiałem wrócić do rodzinnej miejscowości i widywaliśmy się tylko na weekendy + był wspólny wyjazd na wakacje. Po 6 miesiącach zauważyłem zmianę w jej zachowaniu: mniej pisała i dzwoniła, gdzie na początku było tego pełno...
    Jasne, próbowałem z nią na ten temat porozmawiać, ale to był ten typ charakteru, który twierdzi, że wszystko jest ok. Raz w tygodniu musiała wyjść jakaś kłótnia o jakąś pierdołę. Zawsze starałem się wszystko załatwiać na spokojnie, bez nerwów, ona miała inny styl... Musiałem uważać na to co mówię, bo wystarczyło słowo klucz/zapalnik i się zaczynało... Po kilku lepszych i gorszych chwilach. Zmierzało to ku końcowi. Źle mnie traktowała, nie wspierała mnie gdy szukałem pracy (a sama mieszkała z mamą i pracowała u niej...), krytykowała mnie, że nie robię tego i owego. W końcu wyszedł straszny materializm, raz w jednej kłótni poleciał tekst: nie tylko miłością człowiek żyje...
    Jak już byłem zdecydowany zakończyć związek i powiedziałem, że nie mogę być przy niej sobą i źle mnie traktuje, i że nie mogę od niej wyegzekwować jednej najprostszej rzeczy, to stwierdziła nagle, że nad pewnymi rzeczami da się popracować, że ludzie się zmieniają itp. bajki. Wiedziałem, że gdybym uległ to na chwilę byłoby znowu "cudownie", a po czasie znowu wróciłaby do swoich starych zachowań. Postanowiłem to zakończyć, bo nie zasługiwałem na takie traktowanie. Bardzo pomogli mi rodzice i przyjaciele. Niedługo miną 4 miesiące od naszego zerwania i myślę o niej, ale jak przypomnę sobie te wszystkie złe chwile, to stwierdzam, że dobrze zrobiłem. Na dodatek to była moja pierwsza dziewczyna. Byliśmy jak ogień i lód. Czasami sprawdzam jej profil na FB (nie wiem po co...) i mam taki miks uczuć i myśli, że nie wiem co robić, ale zwykle na pomoc przychodzi rodzina i przyjaciele i jest dobrze. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu, dziwię się, że tak długo to trwało (13 miesięcy (dla niektórych to pewnie śmieszne, taki staż), ale dla mnie to bardzo dużo.
    Szkoda, że wcześniej nie znalazłem tego artykułu.
    Nie mniej jednak... dziękuję, bo teraz będę miał spokojniejszy umysł (czytam jeszcze inne artykuły radzące sobie z odgonieniem przykrych wspomnień).
    Dziękuję!

    • justabout

      czytając to co napisałeś mam wrażenie, że jak najbardziej dobrze postąpiłeś. Sama mam podobny problem dotyczący sposobu rozwiązywania jakichkolwiek nieporozumień. chęć rozmowy, spokojnej dojrzałej rozmowy niestety zastąpiona jest obrażaniem, podnoszeniem głosu... brakuje mi już sił i nie wiem co robić...

    • BaRteq90

      Po pierwsze, dziękuję za odpowiedź!
      Po diugie: nie chcę tu być jakąś alfą i omegą, ale mogę napisać jak to wyglądało z mojej strony. W pewnym momencie żyłka pękła, dopuszczałem do siebie myśli, że może coś się zmieni. Przeliczyłem się. Po dłuuugich namysłach i zobaczeniu co jest dobre, a co złe. Postanowiłem nie męczyć się dalej. Człowiek powinien kierować się w kategoriach: przyjemność czy cierpienie (jak to wyczytałem w mądrej książce). Ja wybrałem przyjemność płynącą z tego, że wybrałem słusznie. Po co mam się męczyć w związku, który przynosi mi cierpienie? Fakt, zakończenie związku było bolesne i czułem się źle, ale jest "miliard" innych kobiet i któraś z nich może być moją potencjalną partnerką/żoną. Aktualnie mój stan emocjonalny jest wyśmienity i czerpię przyjemność z poznawania nowych kobiet! Nie żałuję decyzji zakończenia toksycznego związku.
      Pozdrawiam Cię!

  • Kuba

    Witam.
    Mam 18 lat kilka dni temu skończyłem swój związek. To nie było byle bo chyba pierwsza taka prawdziwa miłość. Półtorej roku byliśmy razem. Od jakiegoś czasu, mniej więcej od 4 miesięcy, zaczęło się wszystko sypać. Jakieś szkolne egzaminy, rodzinne problemy i wszystko zrzucaliśmy na siebie. Nerwy były na porządku dziennym i nic nie pomagało. Zdecydowaliśmy się na takie dwie przerwy, raz z jej strony, raz z mojej za każdym razem bardzo tęskniłem i bardzo mi brakowało tych relacji. Teraz zauważyłem, że jestem nieszczęśliwy, a już na pewno nie sobą.
    Zakończyłem relacje lecz to nie dało żadnej ulgi. Często wracam do wspomnień bardzo mi też smutno z powodu tego i nie wiem co z tym zrobić. Co prawda ten artykuł bardzo mocno podkreślił moje przeświadczenie że jednak jest toksycznie, że jest pełno złych emocji, a nasz związek nie miał żadnego oparcia bo oboje już jesteśmy zmęczeni. Ale jestem w emocjonalnym szachu. Proszę o pomoc, może warto spróbować kolejny raz?

  • Kayleigh

    Ktoś kiedyś powiedział, że gorsze od bycia samotnym samemu jest przebywanie wśród ludzi, którzy sprawiają, że czujemy się samotnie.
    Cóż, zgadzam się z tą osobą. Będąc sama nie odczuwam tego ciężaru, wyciszam się, patrzę na wszystko inaczej. Za to gdy jestem w otoczeniu, które mnie nie akceptuje, czuję się samotna jak nigdy, nawet kiedy otaczają mnie najbliżsi.
    Trudno nawet powiedzieć, bym miała dobre relacje z rodzicami. Też dużo by opowiadać, a nie mam na to ochoty.
    Powiedzmy, że ja nie rozumiem rzeczywistości, w której oni żyją, a oni rzeczywistości, w której ja żyję.

  • Marcin Makowski

    Artykuł chociaż interesujący wymaga dużej rozwagi w trakcie czytania. Czytając go łatwo dojść do wniosku, że to ktoś inny jest problemem. Już samo pytanie "czy mój partner sprawia, że jestem osobą bardziej czy mniej szczęśliwą?" sugeruje, że to powinnością kogoś (a nie moją własną) jest dbanie o moje szczęście.

    Pytania, które artykuł stawia niebezpiecznie mogą rozbudzić ego i sprawić, że ludzie zaczną wytykać się wzajemnie palcami, co zresztą widać po części komentarzy. Myślę, że bez fachowej pomocy osoby trzeciej bardzo trudno ocenić jest toksyczność związku. Kierowanie myślenia w stronę "co ktoś może dla mnie zrobić" albo "czy to jest dla mnie dobre" może powodować postawę roszczeniową. Po rozbudzeniu takie postawy podjęcie dobrej decyzji może być bardzo trudne.

    Obawiam się, że ten tekst chociaż niewątpliwie pomoże wielu osobom, może również zapoczątkować kilka niepotrzebnych rozstań. Osoba, która nie przepracowała jeszcze swoich schematów i sposobu komunikacji, może podjąć decyzję opierając się na tym tekście, a następnie ponownie wejść w relację, którą po czasie uzna za toksyczną.

    • W pełni zgadzam się z Marcinem. Ten artykuł może zapoczątkować niepotrzebne rozstania zwłaszcza jak dodatkowo przeczyta się komentarze nieszczęśliwych i rozczarowanych osób, którzy zachęcają do jak najszybszego rozstania się z toksycznym partnerem.

  • kuszka72

    Witam mój problem istnieje od 6 lat czyli od początku obecnego związku. Na pierwszym wspólnym weselu ON upił się na całego nie licząc się z tym że nikogo nie znałam i czułam się totalnie zaszokowana sytuacją. To powinien być dla mnie glośny alarm, jednak wygrało dobre serce, bo każdemu się może zdarzyć. W życiu codziennym ON jest bardzo zaradny, dużo umie i jest inteligentny. Docenia mnie. Jednak gdy jest alkohol nie zna umiaru, na nic prośby. Większość wspólnych imprez konczyla się podobnie jak pierwsza. Do tego jego upartość i moja również nie pozwala się dogadać, rozmowy dla niego nie mają sensu. Wiele razy próbowałam dowiedzieć się czemu tak działa- dowiedziałam się żebym przestała się bawić w psychologa amatora. Po okresach dobrych relacji dzieje się coś co ponownie wzbudza moją niepewność co do trwania związku jednocześnie nie potrafię podjąć żadnej decyzji :(

    • nieTA

      jestem dokładnie w taki miejscu na potężnym skrzyżowaniu (jak w UK, gdzie już wjeżdżając musisz wiedzieć dokładnie dokąd chcesz jechać) i nie potrafię podjąć decyzji, w którą stronę dalej. wiem, że z tej drogi nie ma już odwrotu, nie będę powtarzać jak to jest u mnie...wzorzec, scenariusz jak wiele opisanych powyżej...a wracając do skrzyżowania, mam wiele rozsądnych/ racjonalnych argumentów za każdym ze "zjazdów" potrafię wyliczyć "za" i "przeciw" - oboje mieliśmy toksyczne środowiska w domach, toksyczne małżeństwa i dzieci, których nie udało nam się 'wyłączyć' z toksycznych rozwodów, ciągnących się latami...byliśmy dla siebie ratunkiem, rozumieliśmy się ze względu na podobne doświadczenia, oboje obnażyliśmy przed sobą własne słabości/lęki, mieliśmy zbudować razem swoją przyszłość...przez lata byliśmy dla mnie motywacją, napędem do życia, chcieliśmy SIEBIE, nigdy się wcześniej tak nie angażowaliśmy w relację. Przerabialiśmy ze sobą wszystkie scenariusze/układy/konstelacje - nie było łatwo, wręcz przeciwnie była to ciężka praca każdego dnia przez lata...ale się poddaliśmy - każde na swój sposób...próbuje ratować SIEBIE.
      Stoję na tym 'skrzyżowaniu' i wiem, że jak postoję dłużej to ktoś we mnie wjedzie...i chyba na to czekam, bo dzisiaj jest we mnie najwięcej jednej pewności, że dla takich ludzi nie ma ratunku...

  • Przyjemnie się czyta. ;)

  • Ania

    Wspaniały artykuł, dziękuję Michał za wiedzę, którą się dzielisz!

    Muszę spróbować rozmowy z moim partnerem...

  • Wiola Starczewska

    Głęboki tekst. Kiedyś myślałam, że toksyczne relacje na pewno mnie nie dopadną, przecież umawiam się z ludźmi, którzy coś w życiu osiągnęli, skończyli doskonałe szkoły, dobrze się prezentują. A jednak jedna rzecz, o której piszesz, a mianowicie ciągłe próby zwracania na nich mojej uwagi sprawiły, że zapaliła się lampka. Na szczęście ta lampka sprawiła, że nie będę musiała czytać twojego kolejnego wpisu o tym, jak wyjść z toksycznego związku.

  • nietalucyna

    Witam
    Nie dostałam nagłego oświecenia po przeczytaniu tego artykułu, ponieważ uczęszczam na psychoterapie, którą rozpoczęłam wiedząc już z czym mam doczynienia. Ewidentnie tkwie w toksycznym związku, który powoduje, że odechciewa mi się żyć, cieszyć, normalnie funkcjonować. Mam 29 lat, w w/w związku jestem od lat 4. Było wiele rozstań i powrotów, za każdym razem miało się coś zmienić, oczywiście nie zmienilo się nic. Mój partner wyznaje zasadę, że kobieta ma być uległa i posłuszna, gdyż on jest prawdziwym samcem, natomiast ważne też, aby miała własne finanse i nie oczekiwała zbyt wiele. Zawsze liczyło się tylko co on chce, co on czuje lub oczywiście czego nie chce. Moja asertywność jest odbierana jako oportunizm, brak uległości i atak na jego męskość. Każda rozmowa kończy się wpędzanie mnie w poczucie winy, szukanie kozła ofiarnego lub w najlepszym wypadku , że zrobił coś źle, "ale dlatego, ze ja....". Po ostatnim rozstaniu, które wynikło z odkrycia, że mnie oszukuje podobno zrozumiał i docenił (pierwszy raz) moją osobę i chciał wszystko naprawiać, zaskoczona jego postawą, której wcześniej nie znałam zgodziłam się, ale od początku mówiłam, że potrzebuje czasu na to wszystko, bo tak czuje, chodzi o zaufanie w to co robi i mówi. Nie jestem osobą wypominającą i świadomie podjęłam decyzję o powrocie bez wracania do przeszłości. Przez dwa tygodnie było naprawdę dobrze, pomijając fakt wywieranej presji na mnie, że za mało okazuje uczuć, że nie szaleje za nim jak ona za mną, ale znosiłam to, starałam się cieszyć tym jak jego zachowanie się zmieniło i jak się otworzył. Okres ten zakończył się wielką kłótnią o moją pomyłkę w wyznaczeniu trasy przejazdu oraz groźbą i zastraszeniem z jego strony, że jak się nie zamknę, to mi przypier...... - cytuję. Stwierdziłam, że to koniec, tak się nie da. On najpierw się tłumaczył, przepraszał, potem zaczał zrzucać winę na mnie, że go sprowokowałam. Następnie zaczął sprawie umniejszać, bagatelizować ją, że w sumie nic się nie stało i znów wrocił do wielkiej miłości do mnie.
    Generalnie wszystko mi mówi, że powinnam uciekać. Chodzę na terapię, na której niestety póki co mam mieszane uczucia czy to ratować czy nie. Czuje się jak na rollercosterze. Nie potrafię określić czy chce pracować nad tym związkiem, bo z jednej strony kocham tego człowieka i było dużo cudownych wspólnych chwil a z drugiej szczerze boję się, że zmarnuje sobie zycie, bo jest niestabilny emocjonalnie i przejawia syndrom Piotrusia Pana, którego jest kompletnie nieświadomy i nawet nie chce dopuścić problemu do siebie. Ja poszła na terapie, on nie, bo "z nim jest wszystko w porządku, to ja mam problem". Nawet wstyd mi zapytać, co powinnam zrobić... bo wydaje mi się, że dla wszystkich z boku rozwiązanie jest takie oczywiście...

  • Ewa

    Jestem dwa dni po rozstaniu z partnerem który wcześniej nie stworzył nigdy szczęśliwego związku. Żona po 23 latach małżeństwa popełniła samobójstwo. Wczesniej kilka razy próbowała. Poprzednia 8-letnia partnerka zdradzała go. On... jest najmądrzejszy, najbogatszy, najlepszy. Zawsze będzie realizował swoje marzenia i nikt mu w tym nie przeszkodzi (samodzielne wyjazdy i uczestnictwo w róznych imprezach beze mnie, a o tym nie przeszkadzaniu to jego slowa.kilka razy mi wykrzyczał, że nie jestem jego żoną. Potrafi nagle uciąć moją wypowiedź słowami: mowa trawa. Nie jestem typem gadatliwej paniusi i raczej zawsze chodziło coś co ja chciała bym zrealizować. Dorosłe córki uzależnił od siebie finansowo nie pozwalając im się usamodzielnić. Deprecjonuje moich bliskich i znajomych na każdym kroku. Przy czym ja mam bardzo dobre relacje z moimi dorosłymi córkami, mamą i mam wielu znajomych którychmogła bym nazwać przyjaciółmi. On nie ma ani jednego bliskiego znajomego. Czas spędza jako bardzo aktywny internauta poisujący się elokwencją na fb. Bez internetu nie może wytrzymać nawet kilku godzin. Tam jest innym człowiekiem. Dobrym, ciepłym, przyjaznym, komplementującym, szczególnie kobiety. Dwukrotnie z błachego powodu wyrzucił mnie ze swojego domu. Ja.... nie postąpiła bym tak nigdy z nikim. Powód? Np. mój żal, że w tajemnicy poszedł na koncert na którym bardzo mizależało. Oczywiście beze mnie. Cóż, ciężko. Ale to nie ma chyba przyyszości. Lepiej, że teraz a nie np. za 5 lat....

  • Mila

    Michal, Twoje obydwa artykuly sa napisane bardzo mocno z perspektywy Ja, moje potrzeby, moje krzywdy, licze sie tylko ja. Duza dawka egoizmu, wrecz agresji. Za to nie czuc szacunku dla drugiej strony i checi szczerej rozmowy, wspolpracy czy zrozumienia zachowan/motywow drugiej strony. Zgadzam sie z Ravem pod artykulem o zakonczeniu - jak sa dzieci, zawsze trzeba podjac probe uratowania zwiazku - dla siebie i dla nich. Zaczynajac od uswiadomienia drugiej stronie swoich krzywd, ale i nie zamykajac sie na druga strone. Mysle, ze wiecej osob czeka na na zapowiedziany w lipcu artykul jak naprawic toksyczny zwiazek niz jak go zakonczyc. Bedzie nie tylko przeciwwaga do dwoch pozostalych, ale moze pomoze uratowac niejeden zwiazek. Dosc smutku i destrukcji. Myslmy pozytywnie.

  • Mila

    Michal, Twoje obydwa artykuly sa bardzo mocno z perspektywy Ja, moje potrzeby, moje krzywdy, licze sie tylko ja. Duza dawka egoizmu a wrecz agresji. Za to nie czuc szacunku dla drugiej strony i checi szczerej rozmowy, wspolpracy czy zrozumienia zachowan/motywow drugiej strony. Zgadzam sie z Ravem - jak sa dzieci, zawsze trzeba podjac probe uratowania zwiazku - dla siebie i dla nich. Zaczynajac od uswiadomienia drugiej stronie swoich krzywd, ale i nie zamykajac sie na druga strone. Mysle, ze wiecej osob czeka na zapowiedziany w lipcu artykul jak naprawic toksyczny zwiazek niz jak go zakonczyc. Bedzie nie tylko przeciwwaga do dwoch pozostalych, ale moze pomoze uratowac niejeden zwiazek. Myslmy pozytywnie.

  • stefan

    Właśnie wyprowadziłem się od konkubiny - matki mojej 3-miesięcznej córeczki. Przez ostatni miesiąc, jak również w czasie ciąży średnio raz na tydzień kazała mi się wyprowadzać. Prawie codziennością były wyrzuty wobec mnie, oskarżenia jak również kłamstwa na mój temat, generalnie relacje stricte toksyczne. Dwa dni temu w dosadnych słowach kazała mi się znów wyprowadzić, tym razem to zrobiłem - jej reakcją była próba zatrzymania mnie, nie zrobiłem tego. Gdy już się wyprowadziłem zaproponowałem jej terapię - idziemy w przyszłym tygodniu do psychologa. Gdyby nie wizja rozłąki z moją córeczką - nie próbował bym w ogóle tej terapii. Zobaczymy co będzie

  • Tamar

    Dzięki za ten artykuł...
    Szkoda że nie natknęłam się na jakikolwiek artykuł gdy to ja stanęłam przed decyzją o rozstaniu.... poznaliśmy się 5 lat temu nie sądziłam że będziemy razem, ale zawsze intrygował, i tak się zaczęła miłosna historia.
    Okres rozstania to ciągłe powroty i znów rozstania które jeszcze bardziej raniły obolałe serca... minęły 3 lata... a ja dalej tkwię w tym związku ale nie fizycznie ale emocjonalnie....

    wiem że podjęłam dobrą decyzję, bo przecież bycie z kimś, choć jest owiane oczekiwaniami, to sprowadza się do tworzenie związku z odpowiednią osobą z którą można stworzyć coś harmonijnego i zgodnego. Chcąc stworzyć związek trzeba rozumieć na czym to polega i pamiętać że jest to sztuka, związek to nie kajdany bezwiednej egzystencji, to chwile z osoba z którą uczysz się odkrywać każdy nowy dzień tak by był piękniejszy i to wcale nie patrząc przez różowe okulary.
    My nie umieliśmy latać razem.. lecz przywiązanie robi swoje...

    Artykuł jednak jasno mi wykazał że oboje byliśmy toksyczni. Nie zdawałam sobie sprawy, że ja też trochę jestem, więc ciesze ze swojej świadomości. Choć cóż wszystko ma swoje przyczyny każde nas wywodziło się z takiego a nie innego środowiska które lekko nas zdeformowało.

    Ciekawie brzmiały dla mnie 2 poniższe punkty

    "3. Wyobraź sobie też możliwe scenariusze. Daj sobie pół godziny czasu, usiądź wygodnie, zamknij oczy, zadaj sobie poniższe pytania i zobacz oczyma wyobraźni co się może wydarzyć
    4. Uwolnij się od mentalnego przywiązania."

    Pobudziły mnie te punkty do włączenia innego myślenia..
    nie raz zastanawiałam się czy nie tkwię z tego powodu w jakimś stanie depresyjnym... hehehe którego nikt nie widzi bo cóż dobrze się maskuje ze swoimi emocjami. masakra
    jeśli nie poradzę sobie będę musiała szukać już jakiejś konkretnej pomocy bo już sama nie daję rady ze swoimi emocjami..

  • Anka

    Przez 5 lat byłam w związku z kimś, kogo znałam wcześniej bardzo długo i wydawał się idealnym partnerem. Mój ex był osobą bardzo pewną siebie, władczą, bezkompromisową.
    Byliśmy młodzi, niesamowicie imponowało mi jego podejście do życia, piękne plany i umiejętność walczenia o swoje. Wiedziałam, że potrafi wybuchać i zachowywać się w sposób bezwzględny, ale byłam przekonana, że osoby w stosunku do których taki jest na to w pełni zasłużyły. Bo przecież mój ex był mężczyzną pochodzącym ze świetnego domu, doskonale wykształconym, obytym i niezwykle czarującym.
    Przez pierwsze pół roku byłam szczęśliwa, zachłyśnięta miłością i radością. Później mój niezwykle zabiegany partner zaczął wymuszać na mnie rezygnacje z pasji, przyjaciół, kontaktów z rodziną 'dla dobra naszej miłości, bo ON MUSI się rozwijać, ON OSIĄGNIE SUKCES, więc ja powinnam się dostosować do jego trybu życia, bo przecież TAK BARDZO SIĘ KOCHAMY".

    Zaraz później zaczął mnie delikatnie poniżać, pomniejszać osiągnięcia, krytykować wykształcenie, wygląd, wybory życiowe. Kochałam go i z każdym dniem oddawałam mu coraz więcej z siebie, traciłam chęć do prowadzenia swojego życia, bo przecież 'wspólne dobro", "jego pasje są ważniejsze", a "on jest inteligentniejszy i bardziej zaradny".

    Zaczęły pojawiać się pierwsze akty przemocy. Byłam przekonana, że na nie zasłużyłam, bo przecież daleko było mi do bycia kobietą idealną, pozbawioną skaz. Ten cudowny, inteligentny, odnoszący coraz większe sukcesy mężczyzna potrafił wrócić do domu i pod byle pretekstem bić, gryźć, wykręcać ręce, opluwać, niszczyć moje rzeczy, wykrzykiwać w moim kierunku zdania pełne nienawiści. Zaciskałam zęby i trwałam w tym, bo dałam się przekonać, że bez niego będę nikim. Z uśmiechem na ustach opowiadałam wszystkim jak jestem szczęśliwa, wmawiałam sobie, że on się zmieni, bo przecież kiedyś był inny.

    Po 2 latach chciałam odejść. Nie pozwolił mi na to. Prosił o przebaczenie, groził, że sobie coś zrobi, mówił, że nie potrafi beze mnie żyć. Później groził, że zrobić coś mi, że oczerni, zniszczy, pozbawi dobrego imienia.
    Ja za każdym razem wybaczałam. Później zwyczajnie się bałam i trwałam.
    Pewnego dnia po kolejnym upokorzeniu, z ciałem pokrytym nowymi siniakami zrozumiałam, że mam wybór. Mogę dalej z nim być, ukrywać rany, rezygnować z własnego życia, być jego workiem treningowym i być może dać się kiedyś trwale okaleczyć, bądź zabić, albo żyć dalej bez niego. Wiedziałam, że będzie ciężko, ale wyrzuciłam go z domu kilka dni po naszej kolejnej rocznicy. Jednak silne przywiązanie nie pozwoliło mi na pełne odcięcie od niego. Przez kolejny rok spotykałam się z nim, sypiałam z nim, byłam zawsze, gdy mnie potrzebował i co najgorsze CHCIAŁAM BY WRÓCIŁ, przez rok myślałam, że on wkrótce zmądrzeje, dorośnie i znowu będziemy razem. Byłam wrakiem człowieka. Moje życie polegało tylko na śnie, pracy i tęsknocie za ex. Depresja, ciągły smutek, płacz i tylko momentami odżywałam, gdy On znajdował dla mnie chwile czasu. Przez rok wodził mnie za nos, a ja znowu na to pozwalałam. Nie było już przemocy, kontakt był sporadyczny, a ja mamiona byłam wizją naszej dalszej, lepszej już przyszłości, za każdym razem, gdy mogłam mu w czymś pomóc, wyręczyć.

    Pomogło mi dopiero całkowite zerwanie kontaktu. Pewnego dnia przestałam sobie wmawiać, że coś się zmieni, że ta 'separacja' nam pomoże. Zrozumiałam, że to ja jestem ważna, najważniejsza. Odcięłam się od niego, wyrzuciłam wszystkie pamiątki, powiedziałam bliskim o tym co przeżyłam.

    Od pół roku jestem szczęśliwą kobietą, odzyskuję pewność siebie. Robię rzeczy, z których dla dobra związku kiedyś rezygnowałam, próbuję nowych, inwestuję w siebie, w jakość relacji z Rodziną, z przyjaciółmi i tylko czasem jeszcze słyszę w głowie jego głos, który powtarza mi, że jestem nikim...

    Chciałabym poradzić wszystkim osobom, które doświadczyły czegoś takiego jak ja, by odeszły od takiej osoby jak najszybciej. Mimo, że w to nie wierzycie ON/ONA się NIE ZMIENI, nie utrzymacie też po takich przejściach z nimi kontaktu koleżeńskiego, czy przyjacielskiego. Jeśli ktoś raz Was uderzył, poniżył, przekroczył jakąś granicę to będzie to robić już zawsze. Niech nie mylą Was sporadycznie pojawiające się piękne chwile, wyznania miłości i obietnice poprawy. Zakończenie takiego związku będzie boleć, serce będzie pękać Wam na miliony kawałków, ale w pewnym momencie poczujecie spokój i zrozumiecie, że znowu potraficie żyć. Żyć lepiej, szczęśliwiej i pełniej.

    • Anka

      Przepraszam wszystkich za składnie i błędy stylistyczne.
      Wspominanie tamtego okresu budzi we mnie nadal wielkie emocje i stres.
      Mam nadzieję, że moja historia pomoże komuś wyjść z toksycznego związku i odnaleźć w sobie odrobinę siły.

    • Paula

      Hej Anka! Chciałabym z Tobą porozmawiać, wymienić się doświadczeniami. Jestem w podobnej sytuacji.
      Napisz, proszę: palka1802@interia.pl

  • mimi

    Byłam ponad 8 lat w toksycznym związku, z którego bardzo ciężko było mi się wyrwać... On był tym przystojnym, a ja tą niezbyt atrakcyjną. Tak przynajmniej zawsze dawał mi do zrozumienia. Podkreślał, że nie byłam w jego typie, że miał ładniejsze... 3 lata minęło zanim usłyszałam, że mnie kocha, rozpamiętywał swoją miłość z lat szkolnych cały czas. Być może byłam z nim najpierw żeby udowodnić sobie że mnie pokocha gdy to się stało zaczął mi wmawiać jakie to mam szczęście, że jestem z nim. Bo pewnie gdybym z nim się rozstał to byłabym z kimś kto biłby mnie, pił alkohol (chociaż sam był/ jego ojciec był niby alkoholikiem), albo byłby złym człowiekiem. Każdą kłótnię obracał tak, że wychodziło, że to ja jestem winna. Cały czas słyszałam, że nie należę do kobiet które mogą chodzić bez makijażu. Nalegał na mnie abym stroiła się do każdego wyjścia- nawet do sklepu. Kiedyś usłyszałam, że brzydzi się mnie dotknąć bo jestem za chuda. Wiele razy słyszałam, że byłabym fatalną matką... Pewnego dnia zaczęłam planować ucieczkę za granicę, bo wiedziałam, że tylko tak się od niego uwolnię. Jednak w między czasie poznałam kogoś, kto dał mi nadzieję. Nadzieję na to, że co mnie w życiu może dobrego jeszcze spotkać. Rozstałam się z toksycznym partnerem, zostałam w kraju. Nie było to łatwe. Kosztowało mnie wiele zdrowia. Nadal odczuwam skutki wieloletniego gnębienia... Jednak niedługo wychodzę za mąż z kimś kto mnie szczerze kocha i dba o mnie. Gdyby nie wizyta u psychologa, to pewnie nie dotarłoby do mnie, że coś jest nie tak w moim życiu i że to nie jest moja wina.

    • lena

      jestem w prawie identycznej sytuacji z tą różnicą ze on mnie odtrąca robi się wobec mnie obojętny a ja nie umiem sobie z tym poradzić już nie mieszkamy razem on tak zdecydował ja nie jestem wstanie nic robić normalnie ciągle o nim myślę przeżywam (teraz jeszcze wyszło na to ze on prze zemnie poważnie choruje:)chodzę i płacze co chwile,nie mogę się z tym pogodzić ze to koniec,boje się z nim porozmawiać bo ma problemy zdrowotne na tle nerwowym prze zemnie sama sobie nie daje rady ze to koniec

  • Łukasz

    Staram się ostatnio zrozumieć co ze mną jest nie tak. Jestem po rozwodzie w którym teściowa była zwycięzca. w związku byłem 10lat. Mam 2 wspaniałych dzieci, Dwa miesiące temu wyprowadziłem się od partnerki z którą byłem 2,5 roku. W tym okresie chorowałem na nowotwór. Pierwszy rok był super do momentu choroby. Kontakty z teściami jak nigdy w życiu. Wszystko się zmieniło jak dostałem wyniki od lekarza - ziarnica. Gdy oficjalnie poszedłem poinformować teściów pierwsze pytanie ojca partnerki ,,Kto ci będzie płacił". Przez całe leczenie nie usłyszałem żadnego słowa jakbyś potrzebował pomocy to powiedz- mimo, że mieszkali 500m od nas. Chodzi o samo słowo a nie czyny. Partnerka nie była przy mnie na początku weryfikacji choroby, zawsze stała siostra przy boku. Partnerka zapomniała o terminie mojej biopsji - była siostra u boku. W połowie chemioterapii wyczytałem, ze koty mogą ale nie muszą mi zagrażać- to chciałem je eksmitować ( 3 koty na 46metrach). Doszło do takiego momentu, że musiałem się wyprowadzić bo koty okazały się ważniejsze. Po miesiącu wróciłem i zaparłem się w przyspieszeniu ich eksmisji. Do dnia dzisiejszego czuje jaką to ja krzywdę wyrządziłem mojej partnerce z tymi kotami- jej rodzice mogli je wziąć do siebie ale nawet chęci pomocy nie było, Bo ja przecież ten zły jak mógł się wyprowadzić od córeczki skoro ona taka dobra. Dodam, że przestałem chodzić do teściów. raz miałem sytuacje ze podczas chemioterapii ojciec partnerki proponował mi wódkę, innym razem śmiali się ze mnie jak się położyłem odpocząć to już akurat było w trakcie radioterapii. Wyszedłem z choroby ale stosunki z teściami wcale się nie poprawiały i coraz bardziej miałem odczucie, ze się wtrącają w nasze życie. Czułem się niepotrzebny byłem ten 3 po mamusi i tatusiu.Często decydowali za nią. zawsze Szła na skargi do mamusi i po porady. Licząc, ze mnie nie akceptowali to raczej byłem na przegranej. Mnie to denerwowało mogła by tam nawet codziennie przebywać i dzwonić po 15 razy. W domu to zawsze była Ania dla rodziców lat 36, która była najlepsza na świecie tylko zawsze źle trafiała. dodam, że do pewnego czasu jeszcze im się delikatnie stawiała ale gdzieś to zanikło. Ja się wyprowadziłem wiem moja wina. Zacząłem chodzić do psychologa aktualnie aby to wszystko co mnie otacza zrozumieć. Bo ona ogółem dobra dziewczyna jest. Dodam, że jest bliźniaczka a jej brat wciąż mieszka z rodzicami, do dziewczyny jeździ na weekend od 5 lat. Mama robi mu pranie, sprząta, robi obiadek na codzien i na weekendy do dziewczyny. Ledwo dojedzie i już się mamie melduje - dziewczyna mieszka 30km od niego.
    Czy to ze mną coś nie tak. Ja od 22 roku zapierdzielam na siebie i byłą rodzinę, staram się być samodzielny. wygrałem z nowotworem mimo związku czułem się często sam bez wsparcia. nigdy nie podałem dziewczyny w szpitalu jako osoby do ewentualnego kontaktu - bo się bałem, że sobie nie poradzi - zawsze siostra. Tak naprawdę to nawet nie wiem czy by wiedziała do końca z kim tam rozmawiać,
    Nie jestem ideałem, wiem mam wady ale mam również wiele zalet.

  • ktos tam

    I stało się. Dużo modliłem się o prawdę i pomoc w moim związku. I dzisiaj zrobiłem rzecz która otworzyła mi oczy. Otóż z nagrałem rozmowę domową z moją żoną. Trwała ona 10 min, tylko przez cały czas starałem się mówić spokojnie. I później na chłodno obiektywnie przesłuchałem tę rozmowę jak już byłem sam. I masakra, jestem przerażony, przerażony głupotą mojej żony, tak sprytnie maskuje swoją głupotą swoimi wyrażanymi emocjami że jestem zdumiony co ona wyprawia. Nie będę pisał co wyprawia, ale polecam każdemu. Tak umiejętnie prowadzi rozmowę aby postawić mnie w pozycji najgorszego. No prostu stwierdzam że mądrze korzysta ze swoich emocji, aby zakryć swoją głęboko zakorzenioną głupotę. Polecam porozmawiać z własną żoną na temat wspólnych problemów z dużym spokojem, w wielu z Was przekona się jak "pseudo mądre" żony sprowadzają rozmowy tak, aby prawda nie wyszła na jaw.

  • alicja porwisz

    Ja dopiero od niedawna zrozumiałam ze jestem w toksycznym związku juz od 3 lat . Ja mam 25 lat on 34 . Stracił rodziców kiedy miał 18 lat . Myślałam że jeśli sam tak szybko stracił rodzinę będzie jako dojrzały mężczyzna mieć swoją i dbać o nią . Teraz moje życie wygląda tak ze jestem na ostatnim miejscu . Mieszkamy przez te lata i zawsze on uważa że ja coś źle robie w domu moje starania w ogóle są niewidoczne dla niego bo przecież tak ma być . Jak coś źle zrobię to jest afera . Ciągle słyszę denerwujesz mnie musze od ciebie odpocząć . A kończy się to tak ze nie przychodzi do domu często na noc jest niewiadomo gdzie i dobrze się bawi . O pieniądze ciągle martwie się ją . Ciągle słyszę daj mi na to na tamto. Od mojej mamy usłyszałam ze jest on ze mną bo tak wygodnie bo wszystko ma i ma gdzie mieszkać . Porozumieć się nie da bo zawsze kota ogonem odwróci ze przecież to moja wina . Nie umiem tego zakończyć i kompletnie nie wiem czemu . Wiem ze kiedyś było dobrze ale wiem też ze jestem gkebkiem nerwów i nie wiem co zrobić ze swoim życiem

  • XXX

    Witam podzielę się z wami moim problemem a zatem ja i moja była partnerka bylismy ze soba 3 lata(1,5 roku po zaręczynach) bardzo ją kocham ale za kazdym razem jak dochodzi do kłótni wyrzucam ją z domu (mieszkalismy w moim rodzinnym domu) w pewnym momęcie sie wyprowadzila i nie chce mnie znac ani ze mną gadac,(mineło juz 3 tyg) Ona jest mądrą inteligentna Kobieta mielismy toksyczny związek cały czas się klóciliśmy ona mnie poniżała czasem ja Ją. Nie wiem co dalej robić jak ona nie chce a wiem że bardzo mnie kocha i ze jej znajomi odradzają powrót do mnie proszę o jakąś rade pozdrawiam i dziekuję

    • XXX

      Zapomnialem jeszcze dodać ze na Facebook dodaje cały czas jakieś posty że jest podekscytowana, że kocha swoje nowe mieszkanie, jakieś fotki z sentencjami itp...

  • zrozpaczona

    Witam czytam ten artykuł i myślę i nie mam odwagi się rozstać...mam narzyczonego od 6lat
    od 14 lat jesteśmy w związku mieszkam z rodziną a on ze swoją rodziną w jednym bloku.kiedyś mnie bił,groził,poniżał bałam się odejść a lata mijały poszedl na terapię-przestal mnie bić a ja dalej sie go balam...czasem modlilam sie by mnie zdradzil aby bylo mi łatwiej odejść.wiem że nasza przyszłość nie ma sensu mamy inne charaktery,poglądy na życie,on patrzy tylko by mieć super fure i czym sie pochwalić przed ludźmi a mnie to nie kreci-ja chcialabym sie wyprowadzic od rodziców bo mam patologie w domu, a on nie chce bo nie ma umowy na stale i w każdej chwili może stracić pracę.kiedy spotykam się z koleżanką której on nie akceptuje to grozi mi rozstaniem, kiedy chcialabym isc na dyskoteke jest to samo. Z jednej strony męczy mnie to ze nie robię czegoś bo on bedzie zly a z drugiej strony myślę że miłość to wybór i poświęcenie.chodzę do psychologa i choć wiele moich problemów wiąże sie z moim facetem to omijam ten temat i udaje ze to nie przez niego zawsze go tłumaczę...nie mam znajomych, przyjaciół, wsparcia tylko tą koleżankę z którą spotykam sie rzadko ze względu na niego i jej wsparcie to tekst że jestem głupia i marnuje życie...najgorsze że od lat w moim życiu jest tekst nie wiem dlaczego z nim jestem i na wszystko odpowiadam nie wiem. Być może to obawa przed samotnością ale też moje uzależnienie od seksu to powody dla ktorych z nim jestem nie wiem...pomocy :-(

  • Małakasia

    Jestem powodem toksycznego związku, mam, jak mi się wydaje, zalążek obsesji kontrolowania. To juz chyba nie zazdrość, ja musze mu organizować życie, wiedziec co gdzie kiedy i z kim, na większość sie nie zgadzac, wiedzieć i widzieć wszystko. Jestem przyczyną ciągłych kłótni. Kilka dni temu postanowiliśmy o nas walczyc, chce sie zmienic ale jak?

  • lena

    Jestem po rozstaniu,sama to
    prowokowałam a teraz jestem załamana,nie widze sensu mojego
    życia.mój "związek"trwał 8lat od początki był trudny
    ale było widać siłe uczucia walkę o nie od 2 lat było już bardzo
    żle coraz gorzej i coraz większy dystans do siebie.ja sie
    wyprowadziłam i niby sie spotykaliśmy ale nie było tej woli chęci
    "wróć".I tak to było spotykaliśmy się a jak się
    kłóciliśmy to każde do siebie.ja na koniec roku straciłam prace
    powiedział mi żebym zwolniła pokój który wynajmowałam i sie do
    niego przeprowadziła zrobiłam tak,po miesiącu kazał mi się
    wyprowadzać .na początku szukałam pokoju ale nie miałam pracy to
    ciężko było chodzić na rozmowy i szukać pokoju,Pracy nie mogłam
    znal esc wiec w końcu wyprowadziłam się do rodziców,tam mieszkałam
    przez miesiąc i wyjechałam za granice,na początku rozmawialiśmy
    kontakt był.ale z czasem coraz mniejszy kontakt nie miał czasu ze
    mną rozmawiać a jak rozmawiał to tylko narzekała jak ma
    przechlapane jaki on jest chory itp,usuną mnie z fb żebym nie
    czepiała jego wpisów ale ja juz zdążyłam poznać jego przyjaciół
    z którymi on się spotyka wiec jego u nich widziałam i zaczęło się
    od tego ze jak zawsze nie miał czasu ze mną gadać wziął wolne i
    poszedł na koncert.po fakcie mi tylko powiedział ze wziął wolne
    zeby odpocząć a go nękali z pracy a o koncercie nic nie
    wspomniał.a ja widziałam dużo zdjęć gdzie on sie dobrze
    bawił.spytałam się go jak było na koncercie Obużył się ze go
    inwigiluje,zaczęłam pytać czemu nie powiedział o koncercie i co go
    łączy z panią z którą ma dużo zdjęć z koncertów, nic mi nie
    odpowiadał olewał,napisałam mu żeby był szczery.No i pwiedział
    mi wszystko wypluł całą zółć...bardzo dużo złego o mnie
    powiedział.nie chciał rozmawiać tylko pisał,kazał mi się
    odpierdolic od niego bo wystarczająco dużo mu życia zmarnowałam.nie
    mogłam sobie z tym poradzić nadal nie mogę.czuje się
    bezwartosciowa i bezużyteczna .milczy to jest już koniec naprawde
    nie umiem sobie z tym poradzić.on już nie wróci ja nie chce dalej życ.

  • Ewa Mickey

    Nic nie jest twoją winą. Z tego, co piszesz to twoj partner jest toksyczny. Masz prawo do szczescia i do posiadania wlasnego zdania. On nie moze ci wmawiać, że jestes złą stroną w tej relacji i ze to od ciebie wszystko zalezy. Jeśli nie uda sie zmienić partnera, powinnaś zakończyć ta relaje, co nie bedzie latwe ze względu na dzieci. Jednak to iz twoj partner potrafi uderzyć cie przy dzieciach nie jest wcale dla nich dobre. Lepiej zakończyć taka relacje.

  • Zagubiona.26

    Jak tu trafiłam?
    Ze strachu.. brzmi niedorzecznie co? Ale tak właśnie jest.. to strach przed tym co dzieje sie w moim związku, co dzieje się w moim wnętrzu i jakie konsekwencje tego ponosze sprawił, że wpisalam w wyszukiwarkę hasło "toksyczny związek"..
    Czy moj taki właśnie jest? A może to że mną jest coś nie tak? Pomóżcie.. bo mam 26 lat jestem podwójna mama i od pewnego czasu borykam się z czymś co mnie przerasta.. niestety wpędza mnie to w oslupiajacy smutek!
    NIE JESTEM IDEALNA! Nikt z nas nie jest! Jak każdy mam swoje wady i jak każdy popelniam błędy (choć zawsze staram sie je analizować, wyciągać wnioski, jeśli sie da naprawiać, a juz na pewno nie powtarzać!).. wiem że ja również czasami sprawiam Mu przykrość, czasami ranie, niepotrzebnie sie denerwuje.. ale nie wierzę, że istnieją ludzie, którzy nigdy tego nie zrobili.. jednak zachowanie mojego Partnera wydaje mi się niestosowne..choć zapewne nie jest to dobre słowo.
    Opiszę kilka najbardziej bolesnych dla mnie "rzeczy"..

    PRYWATNOSC.. nauczono mnie, ze każdy ma do niej absolutne prawo i tego uczę też swoje dzieci.. ale czuję, ze moje prawo do prywatności zostało mi odebrane.. mój partner systematycznie przegląda mój telefon, cala jego zawartość nie pozostawiając niczego bez komentarza, np: każdy nowy numer jest dokładnie sprawdzany, każdy sms zaczyna sie pytaniem "a po co go napisałam" każda wiadomość czytana i krytykowana. Przegląda moja pocztę zanim mi ja wręczy, a gdy wyjdę z domu i przez długi czas nie zadzwonie konczy sie to straszna afera..
    Jednak gdy próbuję z nim o tym porozmawiać i mowie, że czuje sie z tym źle on mówi stanowczo, ze nigdy tego nie robi, bo nie obchodzi go to, po czym nazywa mnie kłamca, mówi ze szukam pretekstu do kłotni, że znowu cos wymyślam i robię z niego śmiecia, następnie obraża się i traktuje jak powietrze do momentu gdy nie przeprosze..

    PRZYJACIELE, ZNAJOMI, RODZINA.. nie wiele brakuje bym została całkowicie sama! Bo On wścieka sie gdy zagadam się z koleżanką pod szkola i wrócę do domu 20m później, bo mowi mi, że będąc w związku nikt nie spędza u kumpeli pół dnia na kawie raz na 2-3 tyg, bo powtarza, że On nie potrzebuje nikogo poza mną i na tym polega miłość więc skoro mówię, ze Go kocham powinnam to rozumiec i tylko on powinien mi do szczęścia wystarczyć.. co do innych mężczyzn - o każdego, chocby obcego gościa pytającego mnie o godzine na drodze jest chorobliwie zazdrosny.. wysnowa zaraz scenariusze niemal z filmów porno wmawiając mi przy tym, że go zdradzam, albo mam na to ochotę ;(
    Nie rozmawia ze mną kilka dni gdy niedzielne spotkanie u rodziców trwa więcej niz 4-5h.. po każdej z wymienionych sytuacji jest ten sam koniec.. milczenie, unikanie i czekanie az przeprosze..

    WADY, BLEDY.. wytyka mi wszystko! Najmniejsze potyczki.. przy każdej kłótni wszystkie na raz, nawet te, które nie były moje tylko jego.. on nigdy nie popelnia błędów.. choć otwarcie przyznaje sie że tez nie jest idealny..

    ZAPRZECZANIE SAMEMU SOBIE.. mówi jedno, robi drugie, ale na koniec przekonuje, ze zrobił dokładnie co powiedział. Albo mówi, że czegoś nie robi, a to robi otwarcie, ale sie tego wypiera bądź na odwrót, czego nie robi, ale wmawia mi, że jest inaczej..

    OBRACANIE KOTA OGONEM, WMAWIANIE.. zawsze z każdej kłótni bez wyjątku wychodzi obronną ręką budząc e mnie przeogromne poczucie winy i beznadziejności.. zaczelam nawet że to ja jestem powodem każdej afery czy sprzeczki, ale czy to możliwe bym była, az tak zła? Więc dlaczego ze mna jest? Odpowiada - bo cię kocham w przeciwieństwie do ciebie
    Kiedy cos powiem on to zmienia następnie wmawiając mi, że tak właśnie to powiedziałam, a gdy zaprzeczam, bo przecież wiem co mówię on wyzywa mnie od klamcow..

    DZIECI - Główny powód naszych kłótni! Nic więcej nie dam rady na ten temat powiedzieć bo można by było o tym książkę napisać..

    Wiem, ze troche tego jest, i wielu z was zapyta po co ja wogole z nim jestem skoro widze w nim tyle zła.. odpowiem od razu..
    Bo gdzies w środku wiem, że ma ogromne serce i jest dobrym Mezczyzna tylko troche sie pogubił! Bo te wszystkie sytuacje nie trwają 24h/na dobę.. bo kiedy jest dobrze on jest cudowny! Zabawny i opiekuńczy, miły i kochany.. dokladnie taki jakim go pokochałam, kocham i bede kochać.. bo nie umiem przestać wierzyć, ze to nasza beznadziejna finansowo sytuacja sprawia, ze sie pogubił - przeciez nie był taki od początku.. bo chciałabym, bo pragnę by nam sie udało..
    A może i ja już w tym wszystkim sie po prostu pogubilam i nie umiem uciec choć powinnam, albo sama prowokuje ho do tego zachowania jednocześnie wszystko niszcząc ..

    Jednego jestem pewna.. zmieniam się.. odbiegam dalece od własnego 'ja' zamykając sie w sobie coraz bardziej.. ;( potrzebuje pomocy.. dla siebie i w sprawie swojego związku..

    Błagam.. niech ktoś się odezwie...

    • S.

      Nie jestem psychologiem ani kimś kto potrafi dokonać analizy czyjejś osobowości. Po przeczytaniu Twojej historii wiem jednak, że z takim człowiekiem jak Ty żyjesz nie chciałbym spędzić nawet jednego dnia. Dla mnie to chory mężczyzna, który będzie całe życie sprawdzał Cię, aż w końcu zniszczy Cię zupełnie. Może ktoś inny zasugeruje żeby jeszcze spróbować ratować ten związek ale moim skromnym zdaniem podałaś wystarczająco dużo argumentów by zakończyć go jak najprędzej. Pewnie, że to nie jest łatwe i dobrze to powiedzieć komuś postronnemu, ale jeśli chcesz zacząć żyć to chyba innego wyjścia nie ma. Pozdrawiam.

  • Zdecydowanie toksyczne związki zdarzają się nad wyraz często. Bardzo poważnie i szczegółowo podeszłe do tematy. Świetny artykuł który pomoże wszystkim zdefiniować ich związek.

  • Julka

    Mam pewną koleżankę z którą widuje się codziennie w szkole. Dzień w dzień. Nasz związek moim zdaniem jest toksyczny i nie czuje się przy niej w 100% sobą. Okłamuje ją, gdyż wiem, że mowiac jej o jakims moim sukcesie narażam się na złorzeczenie w jej głowie. Nie wiem jak to zakończyć, ponieważ w klasie jest tzw. system dwójkowy, że kazdy ma swoja pare.

  • dyńka

    wszystko pieknie
    ale ja jestem facetem, mam trojke dzieci, trzech chlopcow
    partnerka nie chce isc na terapie nie szuka pracy nie chce sie dokaldac do wydatkow
    na terapi bylismy raz, uslyszala ze musi sie uwolnic emocjonalnie od swojej matki inaczej nie stworzy relacji w swojej wlasnej rodzinie
    ale ona nie rozrozna naszej rodziny od jej rodziny...
    jest pod wplywem rodziny i jest to jedyny kierunek w ktorym wykazuje energie
    (wakacje, odwiedziny rocznice)
    my (ja i dzieci i ona) dla niej nie istniejemy, ona ma problemy z uzywaniem liczby mnogiej w naszym kontekscie
    usmiecha sie tylko kiedy sie kloci
    obraza wyzywa szantazuje (np ze wyjdzie z domu i zostawi mnie z dziecmi jak musze wychodzic do pracy)
    jedyna decyzja tutaj to wstac wyjsc trzasnac dzrzwiami
    ale ona tylko na to czeka, bo wtedy dopiero bedzie miala powod zeby pojsc do sadu i dostac alimenty
    w tej chwili nie ma zadnego powodu

    jedyne wyjscie jakie widze to pojsc do sadu samemu
    bo wszysko inne zawiodlo

    • Agaalo

      Ona ma problemy z używaniem liczby mnogiej ? Ty piszesz : mam dwoje dzieci :-/ powinno byc mamy dwoje dzieci , nie oczekuj czegoś czego sam nie jestes w stanie dac . Pomóż jej , jej nie jest łatwo taka byc , dlaczego musi sie uwolnić emocjonalnie od matki ? A co ty musisz ? Ja zawsze proponuje zacząć od siebie , uwazam ze każdy powinien cos zrobić nie tylko ona sama tylko ty tez , najlepiej wy ! Co sie stało ze przestaliście istnieć ? Przeciez musiało byc inaczej lepiej ? Troje dzieci nie spada z księżyca musieliście sie kochać , walczcie o to !!!

  • Anna MCQ

    Przerwalam toksyczny zwiazek, ale uzaleznienie emocjonalne i fizyczne trwa. Nie moge przestac o nim myslec, sni mi sie kazdej nocy. Nie pozwolilam sobie na odbieranie telefonow i odpowiadanie na smsy, ale jestem bliska zerwania zakazow, ktore sama sobie narzucilam. Prosze, powstrzymajcie mnie, bo znowu sie zacznie cos, co mnie niszczy....jeszcze sie opieram, przeciwstawiam cala sila swojego rozsadku, ale jak zyc ze swiadomoscia, ze nigdy z nikim nie bylo tak dobrze ( chociaz tak zle jednoczesnie ) i pewnie z nikim juz nie bedzie....

  • Magda

    Opisze pokrotce moja sytuacje.Wydaje sie,ze to jasne co zrobic,ale jednak serce swoje, rozum swoje (czy raczej lęki, schematy itp swoje). Jestem w zwiazku od 3 lat, z obcokrajowcem. Nie jakas egzotyka, poludnie Europy. Roznimy sie bardzo.
    Na poczatku nie stanowilo to wielkiego problemu,wiadomo jak to jest na poczatku.Poza tym nie sadzilam, ze ten "romans" rozwinie sie w zwiazek. A jednak tak sie stalo.I teraz sytuacje mamy bardzo nieszczegolna. Poznalismy sie w kraju trzecinm-nie moim, nie jego. W pracy.On od poczatku co kazde 2-3 tygodnie wsiadal w samolot i wracal "do siebie".W miejscu gdzie pracowalismy przez 3 lata nie nawiazal ani jednej znajomosci, nie zbudowal zadnego zycia (towarzystkiego, zadnego innego). Polega to na tym,że (jak mi wyjasnil) "on juz wszystko na u siebie - przyjaciol cala masa, pasje zabierajace cale dnie, rodzine moim zdaniem zaborcza". Ja z kolei w niego w kraju nie czuje sie dobrze (zaborcza matka, ciagle zamieszanie, telefony,wyjscia, sprawy do zalatwienia, zero znajomosci jezykow obcych).Swoja droga - czy znacie jakas osobe, ktora przez doslownie caly dzien ma telefon w rece? (czaty,telefony, bf itp). Moj chlopak zabiera telefon rowniez do toalety, pod prysznic, sprawdza go co doslownie sekunde. Pomyslalam,ze gdy z nim zerwe, to zapamietam go jako osobe, ktora NIGDY nie zostawila na chwile telefonu. Ja natomiast cenie sobie uwaznosc, chwile z partnerem gdy jestesmy skupieni na sobie (nie cale dnie, chwile).Za duzo tych dygresji.. jestesmy obecnie w sytuacji, gdzie niby chcemy tego samego (dom,rodzina),ale nie w tym samym miejscu (nie wyobrazam sobie zycia u niego, ani on "u mnie"). On jest nauczony,ze kobieta robi wszystko (matka w wieku 36lat juz byla na emeryturze, nie pamieta domu bez obslugi), gotuje, zmywa, zabiera brudne ubrania i magicznie przynosi uprane...Ja z kolei lubie dbac o partnera, gotowac ale nie na zasadzie gdy wg niego jest to moj "świnski" obowiazek. I teraz jestesmy pod sciana. Niby sa uczucia,ale roznice w wychowaniu (charakterze?) wydaja sie nie do pogodzenia. Chetnie porozmawialabym z ludzmi z podobnymi problemami.

  • Paulina

    Piszę bo szukałam odpowiedzi ma mój problem z partnerem. Niestety dużo z powyższego artykułu objawia się w moim związku. Nie ukrywam, że przeraziłam się tym jeszcze bardziej. Nie mam do kogo się z moim problemem zwrócić. Nie chcę martwić swojej rodziny, choć widzą co się dzieje. Wciąż chodzę przybita i zdenerwowana. Kocham swojego partnera, lecz nie wiem czy dalej będę w stanie znosić jego wybuchy złości i kłamstwa. Okłamuje mnie na każdym kroku w najbłahszych sprawach. Nie mogę się w domu odezwać, że coś jest nie skończone bo kończy się to kłótnia. Wybuchy agresji przerażają mnie, a nie mam siły temu zaprzestać. Ciągła kontrola, brak możliwości dalszego rozwoju zawodowego - a tylko dlatego, że mam siedzieć w domu. Jestem 30 letnią kobietą z problemem zdrowotnym typu nowotwór. Niestety nie mam wsparcia w najbliższej mi osobie tylko wyrzuty, że użalam się nad sobą. Mam mnóstwo wad i wiem o tym, ale staram się nad nimi panować. Choć coraz trudniej mi to wychodzi, bo brak mi już sił.

  • Basia

    Jutro minie tydzień odkąd wyprowadziłam się od partnera. Podczas kolejnej kłótni o jakąś drobnostkę (to było coś tak drobnego, że teraz już nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć, co to było) nie wytrzymałam, pozbierałam rzeczy i wyszłam.
    Już raz się wyprowadziłam, ale obiecywał cuda wianki, nawet poszliśmy razem na psychoterapię (wiem, że powielam toksyczne zagrywki mojej mamy, ta terapia była moim pomysłem, żebym sobie wreszcie poradziła sama z sobą, a on ze sobą). Jednak wtedy skończyło się na tym, ze tuż przed drugą wizytą wykrzyczał mi, że to tylko ja się muszę leczyć. Jak teraz o tym piszę, to sama się zastanawiam, czemu wtedy nie odeszłam na amen.
    Do obecnej wyprowadzki skłoniło mnie to, że on już nawet nie udawał, że mu przykro, kiedy sprawia mi przykrość. A trochę się ich nazbierało. Za moje przykre uwagi przepraszałam.
    Dzisiaj pojechałam po część rzeczy i zaczął mnie przekonywać, że tym razem będzie inaczej, że mu zależy itd. Mało brakowało, żeby naprawdę mnie przekonał.
    Moje pytanie brzmi: nie chcę wracać do niego, chcę mieszkać osobno, ale chcę dać mu szansę pod tytułem terapia. Ja pójdę na swoją terapię, on na swoją. Jak długo musiałaby ta terapia trwać i po czym mogłabym poznać, że u niego dała jakiekolwiek efekty? (Waham się dlatego, że po kolejnym dniu spędzonym z mamą widzę, że przejęłam po niej płacz na zawołanie i szantaż emocjonalny. Próbuję się tego pozbyć, wina w kwestii tego, jak wygląda nasz związek, leży również po mojej stronie).

  • Rafal Chabiniak

    Rafał 34 lat
    Witam wszystkich. Żyłem wromansie jakieś 13 lat zawsze brakowało mi odwagi zeby pójść dalej obawiałem sie co znajomi i rodzina beda o mnie myslec. Moja partnerka jest odemnie starsza o 6 lat kocham ja z całego serca. Związaliśmy sie i postanowiliśmy zamieszkać razem i tu zaczęły sie problemy. Byłem nałogowym palaczem trawy ale dzieki niej przestałem mieć pociąg i chęć palenia tej substancji zrobiłem to dla niej i dzieki niej ponieważ bardzo to jej przeszkadzało. Teraz słysze od niej ciagle pretensje jaki ja to jestem zły ze nie patrzę na nia nie zwracam uwagi na jej potrzeby ze ciagle pracuje za duzo ze lubie wypic piwko wieczorem ze wszystko i wszyscy sa ważniejsi niz ona. Nie spotykam sie ze znajomymi nie chodzę nigdzie l ze znajomymi nikt z moich znajomych nie przychodzi do nas bo ona uważa ze to sami idioci. ciagle mi wypomina jaki to ja jestem zły ogólnie to mam wrażenie ze wszystko robie złe bo co bym nie zrobił to ciagle jest wmawianie mi ze to moja wina. Staram sie jak moge ale nie rozumie dlaczego tak jest. Mowie jej ze ja kocham a ona ze tego nie widzi. Mowie ze jest piękna a ona żebym nie kpił kiedy chce sie wygłupić zeby ja rozśmieszyć mówi mi ze jestem jebniety. Staram sie pracować zeby jak najlepiej sie nam żyło to mówi ze nie leci na kase. Kiedy mowie ze oglądają sie za nie mężczyźni wyśmiewa mnie ze napewno nie za nia. Co bym nie powiedział daje mi do zrozumienia ze to ona jest nic nie warta. Mam wrażenie ze ma niska ocenę o sobie i sama z sie ie robi ofiarę. Nie jestem
    Poeta i ciezko mi opisać ta relacje. Tak jak to napisaliście :) musze zrobic przerwę i nabrać dystansu to tego wszystkiego. Nie jestem
    Tez święty pewnie nie jedno by mi zarzuciła ale po jakimś czasie pokaże jej co tu napisałem moze to coś zmieni pozdrawiam

  • Danka

    Wielkie dzięki za artykuły!!!!! Myślę ,że to pomoże mi w życiu stać się wolną i szczęśliwą.

  • Jakub

    Nie dzwonilem nie pisalem ale raz nie wytrzymalem i napisalem Jak ci juz nie zalezy i masz mnie gdzies i nie chcesz walczyc o odbudowanie zwiazku to napisz . Ja to zrozumiem . I moja byla odpisala : narazie zostanmy kolegami czas pokaze pa . Ja jej odpisalem : Ja ciebie nie zdradzilem a ty mi piszesz , ze narazie zostanmy kolegami , tylko nie wiem po co napisalas , ze potrzebujesz czasu a teraz , ze zostanmy kolegami…..Czemu mi znowu robisz nadzieje . Dla mnie zostanmy kolegami oznacza spadaj mam juz innego , zabujalas sie w innym i tyle . Nie lepiej tak napisac . Postaw sprawe jasno . A moja byla odpisala : Spotkamy sie jak bede w Polse pogadamy za tydzien i nie mam nikogo ide spac bo nie dawno wrocilam pa jutro napisze . Ja nie wytrzymalem i znowu do niej napisalem , ze ja ciebie nie zdradzilem i jak moglas dasz rade sobie bedzie nastepny pierwszy lepszy kiedys mowilas , ze mnie nie skrzywdzisz , ze mnie kochasz , ze mnie nie zostawisz ja nie zdradzilem nigdy pa oczywiscie napisalem to z przeklenstwami bo bylem w nerwach i ona tez odpisalas z przeklenstwami dodajac do tego to :Jak masz tak pisac to nie pisz juz do mnie

  • Jakub

    Napisalem kolejnego smsa : To dlaczego nie chcesz do mnie wrocic ? Dasz nam szanse czy potrzebujesz wiecej czasu ? Dlaczego nie chcesz byc znowu ze mna co ja ci zrobilem ? Ja nie zdradzilem . Przemyslisz sobie potrzebujesz wiecej czasu czy juz podjelas decyzje i nie ma juz szans ? Nie chcesz odbudowac zwiazku tak ? Odpisz szczerze i odpisala : Chce czasu a ty nie dajesz bo piszesz a ja zla jestem na ciebie nie przechodzi i uwierz sms nic nie dadza rozmowa jak sie spotkamy dobrze mam uraz i h.. ale nie na sms to wszystko dobrze . Napisalem dobrze nie bede pisal . Dam ci czas . Wszystko sobie przemysl na spokojnie . I ja juz od 3 dni do niej nie pisze nie dzwonie . Pomocy moze mi ktos cos doradzi :(:(:(:(

  • Jakub

    Moja byla zadzwonila do mnie i powiedziala , ze potrzebuje czasu bo nie wie czy wroci do zwiazku czy nie wroci . Ja jej powiedzialem , ze dam jej czas ile tylko potrzebuje juz 4 dni czekam i co mam dalej robic dac jej wiecej czasu….czekac az odezwie sie do mnie ???? Moze mi ktos cos doradzi :(:(

  • Jakub

    Napisala mi dzisiaj rano , ze nie podjela jeszcze decyzji pogadamy jak sie spotkamy

  • Jakub

    Zostawiła mnie, co robić ? Juz mnie nie kocha ? Napisala mi , ze potrzebowala czasu ale wszystko nie wie wygaslo nie wie moja wina i nie poszlam do innego bo nikogo nie mam jestem sama i bede juz . Probowalem skontaktowac sie z jej znajomymi i to ja tez wkurzylo…..bo martwilem sie o nia tuz po tym jak z nia zerwalem i poklocilem sie . Napisala , ze byla szczesliwa ze mna i bylem wszystkim co ma . Ja mam pytanie jak mozna odkochac sie tak szybko i juz nie kochac ? Nie rozumiem tego . Ale chce sie spotkac i wyjasnic wszystko . Napisala mi : Jezeli bede chcial to spotkamy sie. Jezeli nie zrozumie szanse dac to nie rozmowa na smsa . Ja jej odpisalem tak : Ja chce zeby bylo jak dawniej . Odbudowac nasze relacje , odbudowac wszystko . Pogadamy o tym na spokojnie bez klotni . Wszystko sie ulozy dajmy sobie szanse . Przemysl to sobie na spokojnie . Daj nam mi , daj nam szanse . Bo ja ciebie kocham i o ciebie walcze . Nie wiem co mam robic…..mam do niej znowu nie pisac…..nie dzwonic…….dac jej znowu czas…….nie wiem……….Mam byc cierpliwy i nie kontaktowac sie z nia . Powstrzymac się więc od pisania tak długo jak tylko potrafię ? Pomocy moze mi ktos cos doradzi :(:(:(:(

  • Jakub

    Nie dzwonilem nie pisalem ale raz nie wytrzymalem i napisalem Jak ci juz nie zalezy i masz mnie gdzies i nie chcesz walczyc o odbudowanie zwiazku to napisz . Ja to zrozumiem . I moja byla odpisala : narazie zostanmy kolegami czas pokaze pa . Ja jej odpisalem : Ja ciebie nie zdradzilem a ty mi piszesz , ze narazie zostanmy kolegami , tylko nie wiem po co napisalas , ze potrzebujesz czasu a teraz , ze zostanmy kolegami…..Czemu mi znowu robisz nadzieje . Dla mnie zostanmy kolegami oznacza spadaj mam juz innego , zabujalas sie w innym i tyle . Nie lepiej tak napisac . Postaw sprawe jasno . A moja byla odpisala : Spotkamy sie jak bede w Polse pogadamy za tydzien i nie mam nikogo ide spac bo nie dawno wrocilam pa jutro napisze . Ja nie wytrzymalem i znowu do niej napisalem , ze ja ciebie nie zdradzilem i jak moglas dasz rade sobie bedzie nastepny pierwszy lepszy kiedys mowilas , ze mnie nie skrzywdzisz , ze mnie kochasz , ze mnie nie zostawisz ja nie zdradzilem nigdy pa oczywiscie napisalem to z przeklenstwami bo bylem w nerwach i ona tez odpisalas z przeklenstwami dodajac do tego to :Jak masz tak pisac to nie pisz juz do mnie

  • Jakub

    Napisalem kolejnego smsa : To dlaczego nie chcesz do mnie wrocic ? Dasz nam szanse czy potrzebujesz wiecej czasu ? Dlaczego nie chcesz byc znowu ze mna co ja ci zrobilem ? Ja nie zdradzilem . Przemyslisz sobie potrzebujesz wiecej czasu czy juz podjelas decyzje i nie ma juz szans ? Nie chcesz odbudowac zwiazku tak ? Odpisz szczerze i odpisala : Chce czasu a ty nie dajesz bo piszesz a ja zla jestem na ciebie nie przechodzi i uwierz sms nic nie dadza rozmowa jak sie spotkamy dobrze mam uraz i h.. ale nie na sms to wszystko dobrze . Napisalem dobrze nie bede pisal . Dam ci czas . Wszystko sobie przemysl na spokojnie . I ja juz od 3 dni do niej nie pisze nie dzwonie . Pomocy moze mi ktos cos doradzi :(:(:(:(

  • Jakub

    Moja byla zadzwonila do mnie i powiedziala , ze potrzebuje czasu bo nie wie czy wroci do zwiazku czy nie wroci . Ja jej powiedzialem , ze dam jej czas ile tylko potrzebuje juz 4 dni czekam i co mam dalej robic dac jej wiecej czasu….czekac az odezwie sie do mnie ???? Moze mi ktos cos doradzi :(:(

  • Jakub

    Napisala mi dzisiaj rano , ze nie podjela jeszcze decyzji pogadamy jak sie spotkamy

  • Jakub

    Tylko nie wiem dlaczego ciagle pisze o spotkaniach jak do nich wcale do nich nie dochodzi:(:(.........

  • Ellle

    Hej moja sytuacja.

    Związałam sie z facetem i jego okropna przeszłością. Nigdy nie poznał ojca, a matka całe życie wysyłała go do prywatnych szkół z internatem, po czym wyrzuciła go z domu.
    Poznał dziewczynę z która męczył sie 5 lat. Wpadli. Rozstał sie z nią ponieważ szantażowała, manipulowała, używała przmocy. Nie ma kontaktu z dzieckiem bo jej sie boi. Sprawa jest na policji moze kiedyś bedzie mogl sadowa sie z nią widywać.ma wyrzuty sumienia ale specjalnie nie zabiega o kontakt z dzieckiem.
    Nie wiedziałam za wiele kiedy go poznałam. Wiedziałam ze ma dziecko i wtedy jeszcze próbował jakos sie dogadywać zeby je widywać.
    Nie wiedziałam ze zwiążemy sie na dłużej.
    Cały czas zmieniał pracę. W końcu wyładował u mnie na mieszkaniu bo nie miał gdzie sie podziać.
    Nie dogadywaliśmy sie, nie kłóciliśmy sie ani nic po prostu nie rozumieliśmy, brakowało komunikacji, ja jestem zabiegana lubię sie rozwijać, a dla niego komputer, jakieś hobby byle by moc długo spać. Na prace zawsze narzekał.
    Nie wiem czemu nadal byliśmy razem. Nie pasowalismy, nie kochaliśmy sie. Po prostu byliśmy.
    Szkoda nam bylo sie rozstać.
    Próbowałam rozmawiać ale zawsze tłumaczył ze to stres itp
    Kiedy zaczął kolejna prace jakaś nastolatka bardzo aktywna seksualnie sie nim zainteresowała było mi przykro, bo ukrywał to przede mna. Mówił ze mam paranoje, ze jego była zdradziła go 3 razy wiec on nigdy by tego nie zrobił. Jakis czas potem dziewczyna przespała sie z jego kumplem i każdego wieczora z innym.
    Powiedział ze ograniczy z nią kontakty ale wciąż z nią pracuje wiec nie musi z nią rozmawiać i nie jest nią zainteresowany.

    Potem zaczęło nam sie układać, niestety przed świetami kiedy pojechaliśmy kupić sobie prezenty. Ta dziewczyna wysłała mu swoje pol nagie zdjęcie.

    Oczywiście chciałam sie rozstać. Ob tłumaczył ze nic takiego wcześniej nie ma miejsca ze ona po prostu che go przelecieć i ze po świętach kończy tam prace. Ze on nie utrzymuje z nią kontaktów ze przecież mieszka ze mna nawet niemialby kiedy. Zablokował ja na telefonie. Ale nie powiedział jej nic na temat tego zdjęcia bo z nią pracował.

    Głupia byłam znowu sprobowalam.

    Po świętach zaliczył tam prace.

    Ja wtedy pojechałam w delegacje i po nowym roku mieliśmy wynająć wspólne mieszkanie.

    Był przemiły wtedy pisał i dziennik każdego dnia chciał wszystko naprawić.

    Kiedy wrocilam starał sie mówił ze mnie kocha. Ze na nowym mieszkaniu wszystko bedzie dobrze, lepiej ze jestem miłością jego życia. Żadnych wiecej sekretów i kłamstw.

    Dopiero w majubdowiedzialan sie od jego byłej ze wtedy kiedy byłam w delegacji mnie zdradził z tamta dziewczyna.

    Wypierał sie, ale w końcu sie przyznał ze poszedł z kumplem był strasznie pijany i w drodze do dominują spotkał. Mieli iść na fajkę a wyładowali w jej łożku.
    Po tym zerwał z nią kontakt strasznie żałował.

    Byłam załamana, miało nie być kłamstw a tu znowu to i osadzał mnie ze to ja mam paranoje a on faktycznie mnie z nią zdradził. Mówił ze sie zabije itp.

    Błagał żebym z nim została probowalam przez kilka miesięcy ale nie mogłam znieść tego.
    Zdecydowałam odejść. Od tygodnia jest załamany nie moze pracowac, mowi ze jestem dla niego wszystkim, ze nigdy nikogo tak nie kochał. W ogóle nie ma sensu żyć. Wszystko co robi to dla mnie itp.

    Pisze tu same te rzeczy, oczywiście poza tym wszystko super.
    Ale cała jego toksyczna przeszłość i to co mi zrobił mnie przerosło. Cos we mnie pękło i chce sie z nim rozstać.

    Mieszkamy razem wiec to trudne ale powiedziałam ze potrzebuje przestrzeni wiec mijamy sie tylko w domu, gdzie ob błaga mnie żebym spróbowała raz jeszcze bo życia poza mna nie widzi.

    Zastanawiam sie tylko czy to jest strach przed samotnością ? Czy dlatego chce mnie tak zatrzymać ? Bo boi sie być sam, po rozstaniu z była szybko związał sie ze mna, chyba zawsze uciekał w związki. Nie potrafił być sam. Ponoć był w szpitalu zanim mnie poznał bo "choal sie zabić" to samo mowi kiedy ja chce sie z nim rozstać raz nawet poszedł mówiąc ze juz joe wróci ale wrócił. Mówiłam z nim o tym, ze wiem ze to manipulacja bo juz to wcześniej robił z była. Ale on mowi ze to był inny powód. Ze on nigdy nie kochał jak teraz i ze nie moze beze mnie żyć. Ze tyle w tym roku osiagnął dzieki temu ze pokazałam mu jak można żyć.
    Ja juz chyba nie dam rady spróbować jeszcze raz. On mowi ze zrobi wszystko żebym była szczęśliwa, ale nie przyjmuje dł wiadomości ze bede szczęśliwa jak pozwoli mi odejść.

    Proszę napiszcie ze jestem głupia, dodajcie mi siły zeby to zakonczyc

  • jjjjjjja

    Z moim narzeczonym jestem od dwóch lat. Mamy uroczą córeczkę, którą oboje bardzo kochamy. Ja bardzo go kocham. Ale wcale nie jest idealnie. Każdy mój błąd zostaje wyolbrzymiony i wypomiany. Dzisiaj np usłyszałam "To ja poprawiam nakrycie, a ty siadasz jak taka krowa". Bardzo mnie to zabolało - tym bardziej, że w ciąży przytyłam, mam problemy z tarczycą i nie mogę schudnąć. Zwróciłam mu uwagę, a on na to, że nie nazywa mnie krową, tylko porównuje. Idiotyczne tłumaczenie.. Kuba bardzo często podnosi głos i mówi mi takie nieprzyjemne rzeczy. Myślałam, że przywykłam i jeśli nie będę na to zwracać uwagi to mu przejdzie. Zamiast tego dałam wejść sobie na głowę i bardzo źle na tym wyszłam. Mój związek to tragedia. Dzisiaj jest nasza druga rocznica, a ja zamiast świętować ją z nim zalewam się łzami. On natomiast śpi sobie jakby nic się nie stało. Czuję się jak nic nieznaczący śmieć.

  • UodN

    Jestem już z nim od ponad 3 lat. Na początku byłam w nim szaleńczo zakochana. Myślałam, że nasz związek był czymś najwspanialszym co mnie mogło w życiu spotkać. Mimo wielu przeciwności jakie spotykaliśmy na swojej drodze. Byłam pewna, że sobie ze wszystkim poradzimy bo jesteśmy wkońcu razem. Ale ta bajka długo nie trwała. Zaczęło się pretensjami o smsy od dawnej koleżanki.Później obrażał się o to, że rozmawiałam z facetami chociaż po części na tym polegała moja praca. Była kłótnia o to, że musiała zostać kwadrans dłużej w pracy. Obwiniał mnie o to, że podobałam się jakiemuś facetowi. Złościł się, że musiałam coś rodzicom pomóc.Zawsze kończyło się to kłótnią. Obwiniał mnie dosłownie o wszystko. Były krzyki, wyzywanie mnie od najgorszych, rzucanie czym popadnie, trzaskanie drzwiami. Kiedyś nawet mnie popchnął na meble. Nie wolno mi się było z nikim spotykać, z nikim rozmawiać.
    Powiedziałam, że mam dosyć. Albo zacznie się zachowywać jak normalny facet albo to koniec. Oczywiście skruszony obiecał co tylko chciałam. A ja durna ciągle wierzyłam, że się zmieni. Na początku może i przestał się wydzierać, trzaskać drzwiami.Ale później było tylko gorzej. Przy setnej kłótni przyznał się, że przez ten cały czas pisał ze swoją byłą. Ale, że urwał z nią kontakt. Byłam mega wkurzona ale oczywiście wybaczyłam. Później były tylko kolejne kłamstwa. Kłamał, że siedzi w domu chociaż chlał z kolegami. Po 3 latach kłamstw nie potrafię mu zaufać już w żadne jego słowa. Obiecuje ciągle, że się zmieni ale w to już też chyba nie wierze.
    Dwa dni temu specjalnie wywołał kłótnie bo chciał iść na imprezę sam. Napił się prawie do nieprzytomności i nie wiem co tam robił. Podejrzewam bo wiem jak się zachowuje w takim stanie. Teraz się kłócimy. Oczywiście jak zawsze kłótnia to moja wina i to ja go zmusiłam do tego, że ma iść na tą imprezę.On biedny od samego początku był nieszczęśliwy.
    Nie chce już tkwić w tym chorym związku ale i nie potrafię go zakończyć. Mam teraz tak chory obraz związku, że boję się, że nikt normalny mnie już nie zechce. A samotności też się boję.

    Mam nadzieję, że moja historia będzie przestrogą i komuś jednak pomoże. Jeżeli od początku widzicie, że wasz związek jest toksyczny nie pchajcie się w to. On się nie zmieni a wy stracicie tylko lata swojego życia. Ja mam 26 lat a po tych 3 latach jestem emocjonalnie wykończona i nie zdolna żeby stworzyć coś normalnego. Zostałam sama bez przyjaciół i znajomych bo on tego chciał. Sam z kolegami się spotykał. Dlatego tak trudno z tego zrezygnować chociaż przepłacam to nerwicą i zryta psychiką.
    UodN

  • Magdalena

    M

  • Magdalena

    Niechcący dodałam dwa komentarze, myślałam że po prostu ten pierwszy się nie pojawił.

  • Tereska

    Nie umiem podjąć decyzji o rozstaniu. Z jednej strony czuję ciągle potrzebę rozwiązania sytuacji z drugiej im bardziej przybliżam się do ostatecznej decyzji czuję się bardzo źle - strach, panika, ból głowy, przerażenie, że sobie nie poradzę. Kręcę się jak chomik w swojej karuzeli. Nie potrafię wyjść z sytuacji, boję się samotności, boję się, że sobie nie poradzę ekonomicznie.Boję się emocji mojego partnera, jego okazywanej rozpaczy, krzyku, obwiniania mnie. Nie stać mnie na drogą psychoterapię. Pół rok chodziłam prywatnie do p. psycholog, Nie twierdzę, że nic mi to nie dało, ale w pewnym momencie wszystko utkwiło w martwym punkcie. Pani psycholog była już mną chyba zmęczona i zniecierpliwiona, że nie podejmuję decyzji. Zrezygnowałam.
    Nie wiem czy mogę nazwać swój związek klasycznym toksycznym związkiem. Mój partner jest osobą, która mnie nie poniżała itp, ale jest człowiekiem, który jest strasznym pesymistą, we wszystkim widzi przeszkody, podcina mi skrzydła, okrada z energii i radości życia. Wiele lat ..ponad 20 tkwił sam w toksycznej relacji w pracy. Tam był stres i mobbing. On to przenosił na dom , odreagowywał, często krzyczał, klął ,trzaskał ,był ostry, zły, depresyjny, zaczął popijać. Podświadomie czułam się winna że ma tak źle w pracy. Przejmowałam większość obowiązków domowych. Po jakimś czasie z bólem brzucha czekałam na jego powroty z pracy. Starałam się być spokojna, unikać konfliktów, podać obiad itp. Ale jeśli przychodził podminowany, to nic nie dawało. W końcu konflikt o coś wybuchał, z byle pretekstu. Codziennie chciał mi opowiadać co znowu złego zdarzyło się w jego pracy. W tych opowiadaniach się zaperzał, krzyczał itp. na początku słuchałam, doradzałam, ale to było na nic. on nie chciał rad, chciał tylko odreagować., Często czułam się jak "śmietnik" na jego złe emocje. Obwiniał o swoje porażki życiowe rodziców, potem czasem mnie.
    To tylko część problemów.
    Nienawidzę go, Boję się odejść. Podaję mu zupę, a mam ochotę, wylać mu ją na głowę. Nienawidzę swojej niemocy decyzyjnej. Nie wiem co robić.
    Właściwie wiem... odejść... ale strasznie się boję. I kiedy próbuję podjąć decyzję dopada mnie znowu ten paraliżujący lęk. i i znowu odkładam decyzję .
    Raz się wyprowadziłam. Z rozpaczy ogolił głowę i pociął się żyletką. Boję się jego silnych emocji, krzyku, nie umiem tego ogarnąć..chyba jestem głupia i nie da mi się pomóc.

  • anonim

    Nie wiem co mam myśleć po przeczytaniu tego artykułu. Jestem ze swoim chłopakiem 9 lat i od jakiś 3 lat wiem ze jestem w toksycznym związku za każdym razem gdy chce to zakończyć ogarnia mnie strach przed samotnością. Mojemu chłopakowi ciągle coś nie pasuje ( ciągle się garbisz, jesteś za gruba, jesteś uzależniona od swojej matki i ojca, mogłabyś robić tak a nie tak,) ciągle tylko pretensje i żale nie szanuje mnie ani mojej rodziny a mimo tego wszystkiego jestem z nim. Mój tata jest alkoholikiem moja mama ciągle ma o wszystko pretensje przebywam za granica ze swoim chłopakiem i swoja mama. Ostatnio omówiłam się na rozmowę do psychologa wzięłam wolne z pracy i oczywiście dziwnym trafem ani mój chłopak ani moja mama nie zostawili mi kluczy od domu mam dość coraz bardziej swojego życia i coraz bardziej spadam w czarna otchłań nie mam ochoty z nikim się spotykać najlepiej zamknęła bym się sama ze sobą gdzieś z dala od codziennych problemow pretensji i obwiniania mnie za cala krzywdę świata.

  • Zosia

    Jestem 16 lat w związku małżeńskim.
    Mój mąż jest kochliwy.
    Po 16 latach nie zna mnie. Dużo czasu pochłania mu budowanie relacji z kobietami, koleżankami z pracy. To je zna, nie mnie.
    Dla niego jestem nikim.
    Mamy 2 dzieci. Najstarsze 13 lat. Ponieważ zawsze dobrze zarabiał postanowiłam zająć się nimi. Wszystko dlatego, aby miały rodzinę. Mąż wracał do domu o 19, 20... z różnych powodów. Bo pracował, bo koleżankę trzeba było odwieźć, . ... bo wyjazdy służbowe - na kilka do kilkunastu dni. To była moja decyzja zostać w domu.
    Od dawna mąż chciał abym wynosiła się z domu, ale żebym zostawiła mu dzieci. I ciągle jestem. On nie składa pozwów. Co by na to jego świat powiedział.
    Powinnam rozwieźć się kiedy dzieci były małe. Teraz jest trudno. Nie chcę rozwalać im życia. Są bardzo świadome tego co mają.
    Do tego mam 40 lat. Jestem za stara aby rozwinąć skrzydła w firmie.
    Karierę rozpoczyna się w trakcie studiów lub zaraz po.
    Takich jak ja. ... chcąc zacząć od zera.
    Ja nie mam nic. Nawet dom wynajmujemy.
    Mąż zawsze wolał wynajem.
    Po rozwodzie nie mam gdzie zabrać z sobą dzieci.
    Pieniądze wspólne.
    Mieliśmy . Ale ostatnio coś się z nimi stało.
    Może założył drugą rodzinę. ? Albo coś innego.
    Nie ma go 5 dni.
    Wraca na weekend. Potrafi wtedy tak mną gardzić przez te dni, że nie wiem, gdzie uciekać.
    Od dawna przestałam odbijać piłeczkę. Szkoda mi tylko dzieci, że muszą tego słuchać. Co będzie za kilka lat. Czy dla nich też będę nikim?
    Szukam pracy. Jak dotąd, to znajduję taką, za zarobki za które zapłacę za paliwo do szkoły dzieci i do pracy. Bilety wychodzą drożej.
    Jeśli założę rozwód i nie zabiorą mi dzieci, to alimenty mogą pokryć tylko koszty najmu mieszkania.
    Drugi niuans.
    Nie chcę dorobić się obwiniania od strony dzieci. Nie wiem, czy dam radę borykać się z obwinianiem dzieci za rozpad ich świata.
    Mąż sobie gdzieś tam układa życie. Wygodnie mu jest jak widać w tej sytuacji.
    Ja też bym chciała, tylko nie potrafię tak działać. To nie mój styl.
    Gdy coś chcę robić, on mnie wyśmiewała, wręcz krzyczy. Nie podejmuj się tego, nie poradzisz sobie. Nie dasz rady. Itd.
    Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości.
    Tyle lat tak tkwię. Jakby mnie ktoś wrzucił do głębokiej pustej studni.
    Nie umiem sobie wyobrazić własnego życia i własnej przyszłości

    • minka

      uciekaj! poproś o pomoc Mamę, Tatę, siostry! poporoś o pomoc bo zniszczysz życie sobie i dzieciom. zostań pielęgniarką, skończ szkołę! miejsce zamieszkania można zmienić, im szkoły też. no i wal do psychologa! źle trafiłaś w życiu ale popra uciekać!

  • Anna

    Michał, bardzo dziękuję Ci za ten artykuł, szukałam takiego klarownego, profesjonalnego poglądu, bo choć od początku coś mi się nie podobało w moim związku, to zawsze spychałam to gdzieś poza świadomość. Znaleźliśmy się w sytuacji, gdzie ani przez chwilę nie możemy ze sobą być, bo od razu, od byle słówka, zaczynają się wyrzuty, oceny, złośliwości. On twierdzi, że to zawsze ja nie doceniam, że się stara, zawsze się zachowuję tak, że się musi zdenerwować. W porządku, przyznaję, nie umiem już zachowywać się przy nim spokojnie, od momentu kiedy wchodzi do domu, jestem zdenerwowana i zestresowana.
    Boję się jego oceny, jego zmiennych nastrojów, a nawet tego, że będzie miał ochotę na seks (bo mówi, że przecież jestem jego żoną i ma do tego prawo). Po wszystkim co od niego usłyszałam i co mi zrobił - potrafił mnie nazwać tępą p**dą, szmatą, wredną s*ką itd., parę razy mnie już też uderzył, nawet przy dziecku - nie mam siły być dla niego miła i go odpycham. Zawsze mówił, że to moja wina i swoim zachowaniem, go do tego doprowadzam, bo nie umiem się w porę zamknąć i nie doceniam tego, co od niego dostałam (ja nie pracuję) . Aby być zupełnie szczerą muszę dodać, że na początku znajomości okłamywałam go, mówiąc, że nie widuję przyjaciół, których on nie akceptuje i w związku z tym mi zabraniał. Zawsze zaprzeczałam, że się spotykamy, a prawda jest taka, że nie umiem zrezygnować dla niego z tych kontaktów. Chociaż przez rok to dla niego zrobiłam, ale na szczęście nie wytrzymałam dłużej. Teraz w nieskończoność mi to wypomina i nazywa kłamcą i oszustką.
    Doszłam do wniosku, że chyba najlepiej będzie to wszystko zakończyć, ale fakt, że mamy razem wspaniałego synka, mnie przy nim jakoś trzyma. Poza tym boję się, co on może zrobić, jeśli go zostawię. Nie raz mówił, że jemu jest beze mnie bardzo dobrze, a innym razem potrafi powiedzieć, że mnie naprawdę bardzo kocha. Obecnie zastanawia się, czy pójść ze mną do psychologa, bo bardzo na to nalegałam.
    Czy w ogóle można jakoś ratować ten związek? Bardzo proszę o jakąś odpowiedź.

  • Eva

    ......znam to z autopsji; znalazlam sie w takim zwiazku choc wydawac by sie moglo ze jestem rozsadna, uporzadkowana osoba. Nie jestem teraz tym bardziej, bo okazuje sie ze facet ktoremu zaufalam niszczy mnie z radoscia. Dla innych mily, i sympatyczny, elegancki i pelen dobrych manier. Dla mnie na odwrot, szczegolnie gdy mam inne zdanie, gdy chce spotkac sie z przyaciolka, gdy chce zrobic cos dla siebie. Nie moge, jestem w klatce. Mam spelniaz zyczenia i niczego nie chciec. Ostatnio nawet zazadal zebm nie farbowala wlosow ( mam tyle lat ze siwizna to norma wiec farbowanie nie jest fanaberlia li tylko) ......I takich zdarzen jest wiele. Wszystko przekreca na swoja korzysc, wszystko jest dla niego i dzieci ( jego, wspolnych nie mamy). Ja jestem za to potworem, oszustka i przemadrzała baba. Et cetera. podjelam decyzje- koniec. Ale formalnie jestem "ugotowana". I nie wiem jak rozwiazac ten gordyjski problem.

  • Irek

    Witam.U mnie sprawa wygląda w ten sposób,że właśnie rozstajemy się z żoną.Znamy się 14 lat,małżeństwem jesteśmy 11.Mamy dwójkę dzieci 10 i 3 lata.Żona zawsze była emocjonalnie związana ze swoją rodziną w szczególności mamą.Ja natomiast z rodzicami moimi miałem poprawny kontakt,ale nie byłem tak blisko emocjonalnie związany.Teściowie mieszkali blisko nas przez co żona często tam chodziła.Ja próbowałem z nią rozmawiać,później już naciskałem,aby te kontakty trochę ograniczyła.Z kim brała ślub?Kazała mi też chodzić do teściów,ale przed wizytą mówiła jak mam się zachowywać.Ja w tych złośliwościach mówiłem zawsze,że zrobię odwrotnie jak żona mówi.W sumie nigdy nie zrobiłem,ale żona zaczęła brać sobie to do "serca". Ja w związku z tym,że teściowa lubi rządzić i wszędzie się wtrącić tak naciskałem małżonkę (wyzywałem jej rodzinę,siostry i ich dzieci). Cały czas próbując uświadomić żonie,że mama wszędzie się miesza.Nie musiała bezpośrednio coś powiedzieć,ale podteksty do żony działały na nią do tego stopnia,że,gdy tesciowie mieli przyjść na kawę żona szybko zaczynała sprzątać pomimo,że było w miarę czysto.Ja pracując na zmiany nieraz gotowałem obiady i sprzątałem (może nie tak dokładnie jak kobieta).Żona podejrzewam przez moje zachowanie broniła się agresją w stosunku do mnie.Ilekroć dzwoniła do swojej kuzynki z którą teściowa często rozmawiała żona zawsze jej pytała,czy teściowa pytała o nas.Miała rację.Wydarzenia,które zaważyły na decyzji żony wydarzyły się około miesiąca temu.Małżonka była w szpitalu.Przy dzieciach pomagała mi moja mama.Po wizycie w szpitalu u żony i rozmowie mojej z jej lekarzem zadzwoniłem do teściowej i powiedziałem jak sprawa wygląda oraz ,że żona mówiła,że jest diagnozowana pod kątem stwardnienia rozsianego.Teściowa zaraz zadzwoniła do żony i powiedziała,że ja twierdzę,że ona już ma to stwardnienie.Żona dzwoni do mnie z pretensją,że opowiadam takie rzeczy jej mamie,a teściowa przeinaczyła wszystko co mówiłem.Małżonce powiedziałem,że jak wyjdzie ze szpitala to porozmawiam z teściową na ten temat,że zrobie z tym porządek.No i stało się.Już w domu i przy żonie trochę podniesionym głosem zwróciłem uwagę teściowej,że tak nie powinna robić z tym co jej powiedziałem.Wtedy teściowa rzuciła się na mnie z rękami i powiedziała,że jestem leń bo tyko za dwa tysiące pracuje,że nic w domu nie robię,że jestem do niczego.Żona doznała szoku i teściowa wypychając ją z domu mimo mojej prośby do żony zabrała do siebie wraz z synem (córka została ze mną).Teraz żona chodzi do psychologa w centrum praw kobiet w Gdańsku i mówi,że ja całe życie gnębiłem ją psychicznie,że ona bała się że wszyscy zobaczą jaki ja jestem i dlatego cały czas była związana z mamą.Wszystkie dobre nasze chwile wymazała sobie z życiorysu,a jej rodzina mnie uważa za tyrana psychicznego.Ja też chodzę do psychologa i pani mi powiedziała co źle robiłem i wyciągam z tego wnioski.Nie wiedziałem,że coś złego w niektórych rzeczach co robiłem jest.złe.Nauczyłem się już rozmawiać normalnie bez "nakręcania się". Żona okazało się,że ma stwardnienie rozsiane.Nie dopuszcza możliwości powrotu mimo tego,że widzi moje zmiany.Tłumaczenia kto się nią zajmie nic nie dają.Teraz po tym co przeżyliśmy pokochałem żonę jeszcze bardziej i nie mam zamiaru odpuścić.Żona składa na dniach pozew.Nienawidzi mnie i twierdzi,że się boi.Ja do swoich błędów się przyznałem i leczę się u psychologa też i dużo to daje.Małżonka nie chce słyszeć o wspólnej psychoterapii.Mówi,że jedynie pójdzie ze mną do mojej pani psycholog powiedzieć dlaczego nie chce ze mną być.Ja chciałem uchronić tylko rodzinę przed teściową nie w złym tego słowa znaczeniu.Co mam robić?Walczyć o żonę,czy dać spokój.Żona mówi,że po rozwodzie ludzie też się schodzą,ale ona mną gardzi i raczej tego nie zmieni dopóki w pobliżu będzie miała mamę.Sprawa zagmatwana,ale czy jest wyjście?Jeszcze raz napiszę,że kocham żonę i dzieci.

  • Toksyczne związki są jak nałóg, a toksyczne osoby nie tylko całkowicie zabijają uczucie, niszczą jednocześnie osobowość drugiej osoby. O tym powinno się mówić jak najwięcej. Dzięki

  • Anna

    Witam, sama nie wiem co mam juz robic. Tkwie w zwiazku od dwoch lat. Moj facet byl w zwiazku z moja pracownica. Ona wiecznie na niego narzekala ze jedynak, len, etc. Ja nie rozumialam jak mozna tak mowic o gosciu z krorym sie mieszka u niego w mieszkaniu i ktoremu nawet sie nie doklada do czynszu... dziewczyna sie od niego wyprowadzila ciagle sie spotkali... az do momentu gdy ja go poznalam na jakiejs imprezie. Milosc totalna. Szybko wyszlo na jaw ze spotyka sie w trakcie z tamta pewnej nocy dostalam nawet zdjecia z ich zabaw... tlumaczyl mi ze to stare zdjecia a on ogladal film u niej a ona to wyslala zeby zniszczyc nasz zwiazek. Uwierzylam wybaczylam. Zaslepiona miloscia wprowadzilam sie do niego po 4 miesiacach znajomosci. I wtedy zaczely sie problemy. Wybuchy agresji gdzie potrafil rzucic telefonem o sciane czy skopac komputer. Ja sie staralam pralam gotowalam zeby on jak tylko wroci z pracy byl szczesliwy. Chcialam mu.pokazac ze jestem inna niz jego ex, dokladalam sie do czynszu kupowalam mu prezenty robilam zakupy placilam w restauracji zeby mial poczucie ze nie jestem pasozytem... tak mowil o bylej.. tak to lecialo teoretycznie wszystko sie ukladalo az do pewnego wieczoru na imprezie firmowej. Kompletnie nieoczekiwanie gdzie nigdy ani siebie ani jego czyli mojego szefa... nie podejrzewalabym zecstac na cos takiego. Wdalismy sie w romans.. jasne zasady z czasem przerodzily sie w przyjazn moze nawet jakies uczucie. Caly czas mimo to mnie ktos adorowal. Postanowilam wynajac mieszkanie. Ale nie powiedzialam mojemu partnerowi o tym wsciekl by sie i wyrzucilby moje rzeczy za okno. Mowilam ze jezdze do mamy a mimochodem pomieszkiwalam na tamtym.mieszkaniu. w koncu to jednak wyszlo na jaw. Moj chlopak pojecia nie mam czemu wybaczyl mi. Ja zwolnilam sie z pracy by zakonczyc relacje z szefem zrezygnowalam z wynajmowania mieszkania wrocilam do partnera. Bylo super przez miesiac... pisze to dzis bo przelala sie czara goryczy. Ja spedzilam 12 godz w pracy pisal mi caly dzien ze czeka na mnie po czym nie zaczekal na mnie nawet jak wejde do domu tylko poszedl do kolegow.... na domiar zlego dzis w pracy odwiedzil mnie moj szef. Wydaje mi sie ze tkwie w totalnie toksycznym zwiazku ale przyzwyczailam sie do zycia z kims mamy wspolne zwierzeta , moj partner czasem wykazuje tez zalety ale mnie jest zle. Czuje bol i przykrosc. Czesto. Nie daje mi tego czego oczekiwalabym od mojego mezczyzny. Wiem ze nie ma idealow ale chcialabym zeby ktos mnie szanowal bo jak na razie trace szacunek do siebie ze tkwie z kims takim i daje sie tak traktowac.

  • Magda

    Witam, potrzebuje czyjejś pomocy. Jestem w toksycznym związku.. Ale nie potrafie zerwać, boję się. Boję się że podejmę złą decyzję, że mama będzie mnie potępiała za tą decyzję tak jak kiedyś jak próbowałam to zrobić. Już wielokrotnie próbowałam uzdrowić ten związek, ale nie da się, nie potrafię.
    Dodam, że mam 19 lat i mieszkam z rodzicami, nadal się uczę. A chłopak z którym jestem pracuje za granicą. Widuję się z nim raz na dwa miesiące.. Wiem, że nie dam rady z nim zerwać prosto w oczy, popłacze sie jak zawsze i w koncu zostaniemy razem.. Ale chyba nie wypada zrywac przez telefon?

  • Alis

    Ja mam taki problem Mój partner z ktorym jestem od pótora roku Zmienił moje życie w koszmar Nie mogę juz tak życ Zabijam się sama Brak juz sił Na jakiekolwiek decyzje Kocham Go nadal Ale wiem że ta miłość niszczy mnie ! Zmienia moje poglądy relacje miedzy rodziną ,znajomymi Stara się zawsze udowodnić swoje racje Jak się okazuję nie umiem gotować ,nie potrafie rzadzić się pieniedzmi ,jestem zła,zapsuta kobieta W ogole kobiety są według jego glupsze Oprócz jego matki o ktorej zlego slowa nie powie !Podrywa na moich oczach inne kobiety Poczym tłumaczy ze to było po alkoholu I nic nie pamieta Kiedys całował sie z moja kolezanką Od tamtej pory nie upił sie Co jest pozytywne chociaz nie wierze zeby to było na stałe Poza tym powinnam pogodzic sie z tym ze mam juz 47 lat I nie jestem juz mloda I nie jestem ladna sa ladniejsze Na przyklad jakaś slawna aktorka Nie mogę mu nic wytłumaczyć Brak porozunienia I te ciagłe pretensje w zasadzie o wszystko odmienne zdanie polityczne Inne poglady na zycie Jedyną rzeczą jaka nam wychodzi dobrze jest sex To jest Naj Naj Naj Z nikim nigdy nie było mi tak dobrze I myslę ze W tym tkwi moj problem Nie moge sie o niego uwolnic Bo wydaje mi sie ze z nikim nie bedzie tak dobrze ....

  • Henryka

    Witam, ja skonczyłam toksyczny związek popóltora miesiąca, moj partner to nie dojrzały męzczyzna.a poczatek był miły jak to zwykle bywa, ale mimo obiecanek zarobienia pieniedzy nic pan zwlekał , zarzucał mi zazdrosc a przegładajac moja komórke to była chec kontroli czy zazdrosc, to był pierwszy , drugi człon ze go zostawiłam trzci to ze stwierzeniem ze wszystko co było dla mnie miłe przytulanie doprowadza tylko do pi...nia/ sory to sa nie moje słowa/ po czwarte, bedac ze mna w jednym domu dzwonił do naszej znajomej poza miejscem pobytu okolo 80 km dalej zeby sie upewnic ze wyjezdam do domu, i ja usłyszałam od mnie ze moj partner owszem twierdzi ze jestem dla niego bardzo wazna ale ze zajmuje w jego sercu tyle samo miejsca co inni. czekałam na drugi dzien rano na rozmowe, partner jej nie podjoł, wiec wyjechalalam . zaledwie 5 minut po odjezdzie busa zaczeły sie sypac esemesy, ze jestem kochana przyjaciólka i chyba nie odejda, i chociaz nie miał grosza to pidał ze przyjedzie z walizka, wpadnie. postanowiłam skonczyc , wiec udałam ze mnie nie ma w domu. wyjechałam. po dwoch tygodniach dowiadduje sie ze ów pan napisał do swojej przyjacilki ze jest głodny i zeby go ugoscic, co gorsza poinformował ja ze ja go okradłam, potem znów ta przyjaciólka dzwoni do mnie o dane firmy zeby ten pan podjoł tam prace ze to dla niego dobre. czyli musiałam mu zakomunukowac raz jeszcze ze dnia tego a tego zakonczyłam definitywnie nasza znajomosc. Niesety zoastały rzeczy tego pana i dług , pieniadze które mu pozyczyłam, wiec dzis poprosiłam o zabranie rzeczy i zwrot długu , tylko przez znajomego. .

  • Renata

    Witam mam problem bardzo duży z moim mężem, pochodzi z bardzo dziwnej rodziny ojciec alkoholik obwiniajacy swoją żonę za wszystko i za to że pije wyzywający córkę od s..k syna od bankietów. Matka mojego męża cały czas powtarza że to ojciec że to ojciec nie ważne co zrobi. Teraz mój mąż zaczyna robić tak samo wpada w szał jak coś jest nie po jego myśli ,jeżeli czegoś nie nie jestem w stanie zrozumieć co do mnie mówi jest awantura ,często mówi do synka ,jak czegoś nie rozumiem"" czy tu jesteś głupi ,nie dorozwiniety,idiotą""" jak zwracam mu uwagę to jest awantura że go bronie że on nie na nic do powiedzenia,i najlepiej jak już nic nie będzie mówił!!! Awantury są o wszystko a naj częściej o małe rzeczy, jest osobą pijącą nie raz przychodził tak pijany i agresywny że prosiłam synka żeby nie wychodził z pokój ,zdążyło się że nie wytrzymałam i go spoliczkowalam to mi oddał tak mocno że wylądowała z odbitym okiem w szpitalu on stwierdził że pierwsza zaczęłam i dlatego oderwałam. Po paru dniach powiedziałam że to koniec ze chce odejść chciał się zabić najpierw powiesić w różny sposób na klamce na wieszaku na ręczniki .. w końcu chwycił nóż ceramiczny i chciał podciąć sobie żyły lekko przejechał po ręce żyły nie trafił ale i tak było mocno.. do szpitala nie poszedł był bardzo pijany jak zasną zrobiłam mu opatrunek. Po tej sytuacji teściowana mnie skoczyła
    ze synuś chciał się zabić! Nie pytała co mi zrobił co się stało tylko do mnie pretensje. Nie odeszłam. Po tym chwilę się uspokoił na chwilę jak chciałam z nim rozmawiać to siadał nadasany i przytakiwal lub nic nie mówił na koniec była awantura. Spacery wspólne z dzieckiem my z tyłu on kilka metrów przed nami już nadasany nigdy inaczej jak ja z synsm zaczynamy się bawić. Jest zazdrosny o syna ,moja siostrę i moje relację z nimi przeszkadza mu że mówię do syna słonko,kotku,myszko,misiu... Ma o to pretensje jak ktoś przychodzi z mojej rodziny to twierdzi że to nie do nas tylko do mnie. Na święta jest zły i robi awanturę jak mamy jechać do mojej rodziny i jego on chce w domu siedzieć i jest awantura,przy każdym wyjściu czy jest to wyjście na spacer ,wesele,urodziny... Jest awantura nie chce iść do mojej koleżanki choć znają się z jej mężem. Zawsze zostaje w domu. Jest zły o wszystko i za wszystko taki tyran . Kiedyś jak nie wracał do domu bo szedł pić ,lub robił mi dzikie awantury z rozwalaniem sprzętu w domu , straszne płakałam było mi źle przykro. Później byłam strasznie zła . Za jakiś czas stwierdziłam że postaram się to jakoś ogarnąć i może nie jestem fer nie chce z nim się "kochać" to może przez to jest taki jaki jest więc kupiła kilka ładnych koszulek to usłyszyszalam że na "dupe chce go zatrzymać" zabolało więc się za wzięłam stwierdziłam koniec. Zacza prosić żeby naprawić to mamy synka i byłam w ciąży, tak wyszło. Powiedziałam że za tyle cierpienia o znęcania się nie potrafię go kochać nie chce . Stwierdził żebym mu dala czas powiedziałam pół roku prosił o rok zgodziłam się,a le nie ułatwiałam mu tego byłam wredną i egoistyczna nie poszliśmy ani razu do łóżka wyremontował mieszkanie gdzie od 7 lat nie mogłam się doprosić ,choć dalej jest wredny i czasami pije to już nie tak jak kiedyś.Dalej ma takie same zagrywki jak kiedyś . Taka osoba się raczej nie zmieni? Teraz były święta przed świętami pokłócilismy o to że nie zrozumiałm co do mnie mówi , krzyczał trząsł drzwiami i koniec rozmowy. Jak poszłam do pokój to mnie z wyzywał od s..k i kazał wy..ć na święta powiedział że nie jedzie do mojej mamy bo po co? Poszłam na wigilię z dziećmi do jego mamy po chwili przyszedł ubrany w najgorsze cichy jakie tylko miał , zignorowałam, uśmiechała się i bawiłam z dziećmi,zjechal z tonu . Dalej twierdząc że do mojej mamy nie jedzie. Wróciłam do domu na chwilę stwierdził że jednak pojedzie. U mamy było w miarę ok . Nikt nic nie mówił o to jak jest ubrany. Ale o koło godzin 1 w nocy jak zaczęła babcia zbierać że stołu jak to babcia spytał czy jest najedzony i bardzo się oburzył na nią i awantura straszna . Musiałam go odwieść do domu bo krzyczał że pujdzie na piechotę. Jak jechalismy to strasznie prowokował zteralam się nie dać . Ja z dziećmi zostałam u mamy na drugi dzień do teściowej gdzie się spotkaliśmy oczywiście od wejścia był agresywny i zły teściowa zaczęła skaksc koło niego gdzie mówiłam że ma go zostawić i nie reagować . Ja nie zwracałam uwagi. Burkną że jego siostra nas zaprosiła powiedziałam że pójdziemy .
    Było ok. Na drugi dzień wróciłam do mamy on został w domu. Nie wiem co robi bo nie odpisał na esemesa nie dzwoniłam jutro wracam bo Sylwester choć wcale mi się nie chce . Dużo napisałam może trochę chaotycznie. Ale ciężko jest w skrócie opisać 14 lat

  • perla

    Witam. Ja mam ogromny problem w zwiazku. Po rozmowach z partnerem i po swoich przemysleniach wiem ze to ja jestem ta toksyczna osoba. Nie mialam dobrych relacji z rodzicami a teraz to juz wogole zadnych, po rozmowach i ustaleniu jak powinien wygladac zwiazek z moim partnerem stalismy sie dla siebie przyjaciolmi i nasze relacje byly bardzo dobre. Ale niestety cos peklo, nasze relacje sie zmienily, nie pptrafimy ze soba juz porozmawiac jak kiedys. Wiem ze w wiekszosci moje zachowania doprowadzily do takiej sytuacji i oboje chcemy to napraeic, ale ja nie umiem znalezc momentu w ktorym to sie zaczelo. Bylo dobrze gdy partner byl stanowczy i wymagajacy a kiedy odpuscil ja przejelam paleczke zaczelam rozkazywac rostawiac po katach, ciagle bylam niezadowolona a on bardzirj odpuszczal i stawal sie bardzirj lagodny i spokojny a ja wykorzystujac sytuacje brnelam w to dalej. Pomocy bo bardzo chcemy uratowac nasz zwiazek.

  • Gosia

    Witam. Jestem w związku od 1.5 roku z alkoholikiem. Każde jego napicie się jest jego zdaniem moja winą. Wcześniej byliśmy w związkach po 20 lat , oczywiście każde z nas ma swoje dzieci. Mój mąż był również alkoholikiem i znęcanie psychiczne w moim domu było codziennością. Mój partner był w związku z dda i uważa , że to przez nią pije. Jest on sierota wychowany przez babcie , a od 9 roku życia przez ciotkę. Jest spokojna i pomocna osoba z dobrym sercem jakby się wydawało. Starał się troszczyć o moją córkę , choć niejednokrotnie usłyszałam , że moje dzieci są niewychowane i jego córka napewno tak by się nie zachowała. Nawet kilka razy usłyszałam , że są niewychowane bahory. Przed ostatnim zapiciem bardzo się mnie o wszystko czepiał , to że mała idzie za późno spać i mało czasu dla siebie (nie mieszkamy razem) to ze mój syn jest dorosły i powinien się wyprowadzić ze próbuje mną manipulować. Mój syn jest bardzo przeciwny naszemu związkowi przez to , że znów wybrałam alkoholika , a tacy ludzie się nie zmieniają. Mój partner przed zapiciem powiedział do mnie , że mam krew na rekach wiedząc , że kilka miesięcy wcześniej zmarł mój były mąż i poniekąd trudno mi i moim dzieciom było się z tym pogodzić ponieważ myśleliśmy , że może kiedyś się zmieni i chociaż dla wnuków będzie dobry jak nie dał rady być dla dzieci. Oczywiście przed wcześniejszym zapiciem groził mi ze zrobi wszystko , żeby odejść z tego świata (partner) i to też mi wytkal , że miałabym podwójna krew. Byłam załamana tymi słowami. Całe moje zaufanie przekreslil. Oczywiście wytrzezwial i niby kocha dalej i ze to przeze mnie pił , że ja nic nie rozumiem. Ja nie wiem jak o tym wszystkim myśleć. Proszę o pomoc

    • Beata Łubińska Łubińska

      Uciekaj

  • pawl

    nie moge znales na kapie jak sie robi a e itp.Mam 33 lat jestem po 8 letnim wyroku i ciezkim dzicinstwie,to sa okropne zeczy.Moja byla dziewczyna z ktora ma corke zdradzala mnie notorycznie ,zylem ztym i nic nie mowilem.Myslalem ze kiedys sie to zmieni moze po dziecku tak sie nie stalo.Po ciazy zamieszkalismy razem z jej rodzicami Tata alkocholoik Mama zimna jak lud.Rodzice zostawili ja gdy sie rozwiala ,ja w tym czsie siedzialem w wiezieniu i to ksztaltowlo moja psychike zmienilo mnie to ale nie na naj gorsze zaplacilem swoja kare.Gdy juz wyszedlem spotkalem Ja wiedzialem ze chcem z nia spedzic cale zycie .wyjechalem z kraju pod namowami Mamy, Jej i Siostry.Dobry mialem start do puki nie poczulem ze JA trace.Oolnie nie byle zbyt lubiana osoba w swym rodzinym miescie to tez kazdy JEJpowtazal nie warto z nim byc.Cale jej srodowisko bylo przeciwko mnie.Jej matka mowila o mnie dzia a ja krytyk stronyowala z kazdej stony .PIEC lat bylem wrogiem w tym domu co dzien wyganiany niechciany krytykowany gdy tylko wychodzilem z domu .D chcinami naszej Corki powiedziala mi ze sie z kims spotyka wiedzialem to powiedzialem jej by zadzwonila na glosniku do niego i to skonczyla.OK tyko opwiedziala mu za dozo o sobje kiedy uslyszalem z telefonu ze spala z jakims gosciem i rano przyniusl jej tablete bo nie wiedzial czy sie w nia spucil zachowalem spokuj.jakos to znioslem do czasu .sumienie mnie gryzlo i to mocno az wybychlem i sie prawie podpalilem a poaniej sie wieszalem wszystko to widziala moja CORKA.wiedziale ze w tym momecie spotyka sie z kims wystarczylo ze jej kolezanka przyjechala i zaczelo sie.Naj gorsze jest to ze ja wiedzialem o wszystkim a gdy pytalem to mi wmawiali ze z dozo cpam ,w tym akorat czasie cwiczylem i mialem forme czysty bylem.Zaczajlem sie w miejscu jch schadzek prze patologja wywalilem dzwi i zbilem wszystkich szal zadzwonila na policje i mnie zamkneli cale szczescie.NAJ lepsze w tym samym dniu gdy mnie zamkneli zabrala obcego goscia do domu i juz tam zamieszkal dowiedzialem sie tego po wyjsciu oczywiscie JEJ rodzice tez tam zyli.(czy to normalne).Znioslem to wszysko bo ludzie gozej maja.kocha JA bardzo ale mnie ponisla ta milosc tam gdzie teraz jestem czyli w dupie.Jest o czym pisac ale nie chcem chcjalbym ja zabrac z tego otoczenia i pojsc do specjalisty RAZEM czy ktos mi moze to wytlumaczyc jakos w miare

  • Ewa

    Witam
    W moim przypadku absolutnie wszystko się zgadza cała "trucizna" którą Pan wymienił. Ale co dalej? Absolutnie nie jestem w stanie myslec już o sobie. Mamy dwoje dzieci mieszkamy u niego mało zarabiam nic nie mam, jak tu myslec o sobie. Nie mam już siły nawet się kłocic w odróżnieniu od mojego męża który chyba też boi się po prostu odejść. Co mam zrobić czy psycholog pomoglby mi?A może psychiatra bo mysle ze wpadłam przez to wszystko w depresję. Nie mam zadnej energii, chęci do zycia. Dziękuje Bogu, że mam te dzieci bo bez nich już wszystko nie miałoby sensu. Proszę o pomoc, ponieważ czuję ze nie jest już ze mną dobrze, ze sama nie poradzę sobie...

  • klara

    Witam . Jestem w zwiazku od ponad trzech lat. Mamy dziecko ma dwa latka. Zyjemy w zwiazku partnerskim. Pierwszy rok byl ok. Ale po urodzeniu dziecka wszystko sie zmienilo. Moj facet zachowuje sie jam kawaler. Nic go nie obchodzi. Caly czas by tylko gdziez chodzil cos zalatwial. W domu nic mi nie pomaga. Zeby cos zrobil musze mu o tym powiedziec.sam z siebie nic nie zrobi. Kiedys potrafil przyniesc sniadanie do lozka zrobic obiad , romantyczna kolacje. Mowic tysiac razy dziennie ze mnie kocha i ze teskni jak jedzie do pracy. Teraz nie ma tego. Czuje sie jakbym zyla z obca osoba a zarazem gdy pomysle ze mialabym sie z nim rozstac to nie potrafie sobie tego zycia wyobrazic bez niego. Teraz sa ciagle klotnie, pretensie , obwinia mnie ze to on sie taki stal przezemnie. Ale zakladajac rodzine powininen wiedziec z czym to sie wiaze. A on jednak zachowuje sie jak gowniarz. Mam wrazenie ze jestem bardziej dojrzala niz on pomimo tego ze on jest odemnie starszy. Zawsze jak pojawia sie oroblem to on zamiast ze mna o tym wszystkim porozmawiac to ucieka od tego. Ciezko mi jest z tym wszystkim nieraz sie czuje jakbym byla sama. Gdy kiedys przechodzilismy ciezkie chwile wspieralam go a on po tym wszystkim nie potrafi mi okazac zrozumienia. Jestem tym wszystkim zmeczona . Ostatnio doszlam do wniosku ze zyje w takim toksycznym zwiazku ale nie potrfie podjac decyzji co mam zrobic. Z jednej strony bym sie chciala uwolnic lecz z drugiej mam przeciez syna marzylismy o powiekszeniu rodziny . I co teraz?

    • Natali

      Rozmawialas na spokojnie z mezem o terapii? Jesli nalezy do osob , które dostaja uczulenia na dzwiek tego słowa, to próbuj sama z nim na spokojnie rozmawiac o swoich odczuciach, jak Ciebie boli ta sytaucja i pytaj co jemu nie odpowiada, dlaczego sie tak zachowuje? Mówi, ze stal sie taki przez Ciebie czyli przez co? Sprobuj rozmawiac bez stosowania jego zagrywek, wykazac zrozumienie, ze on tez ma prawo z cyzms czuc sie zle, nie radzi zsobei z cyzms ii mzoe dlatego stosuje takie mechanizmy? Ucieka, wypiera, atakuje... ale i pokazac, ze tak nie mozna, ze Ty cierpisz przez to... Zycze Wam szczescia a jesli te rozmowy nci nei pomoga to pamietaj, ze MASZ MOC by sie rozstac i jeszcze spotka Cie duzo dobrego!

  • Karolina Paradowska

    Potrzebuje porady. Myślę ze jestem w takim toksycznym związku, mój chłopak oszukiwał mnie zadawał się z moją kolezanka i ukrywał to przede mna, a ja mu wybaczylam. Potem dokuczA mi, a to że remont ogrodzenia w moim domu nie taki, że mój tata powinien to czy tamto, że mój brat też powinien to a nie tamto. Chciałam z nim zerwać ale obiecał poprawę i znów mu wybaczylam. Po pewnym czasie oświadczył mi się z tym ze nic o tych oswiadczynach nie powiedział swoim rodzicom a na moje pytanie dlaczego, odparł no przecież widzą. Ponadto krytykuje mnie o wszystko a to ze się źle odezwalam , źle ubralam, że jestem zestresowana kiedy jestem i niego. A jak mam nie być kiedy czuje ze jego rodzina mnie nie toleruje. Dziwnie na mnie patrzą dogadają a ja niestety nie umiem się odszczeknac. Ostatnio wyjechaliśmy w góry miał to być super wyjazd a okazał się totalna pomyłka twierdzi ze ubierają się jak Wielka dama z miasta (on jest ze wsi) a od innych ludzi słyszę ze jestem bardzo skromna, lubię się ładnie ubrać ale nigdy nie wywyzszalam się swoim zachowaniem czy ubiorem nad innymi. Ciągle starał się mnie wbić w poczucie winy. Czuje ze moje poczucie wartości w tej chwili jest bardzo niskie. Myślę że to ze nie jestem przez niego dowartoscowana sprawia że tak się stresuje w otoczeniu jego rodziny. Nigdy nie powiedział mi nic miłego zawsze coś zrobię źle coś jest nie tak. U niego w domu panuje też dziwną relacją między rodzicami wgl ze sobą nie rozmawiają. Nie mówię ze ja jrsem idealna no tak też nie jest, jestem nerwowa martiwie się o wiele rzeczy. Tak bardzo nie chce w życiu cierpieć bo uważam że na to nie zasluzylam. Proszę o waszą opinię

  • rzdrag

    Prawie wpadłbym w taki związek. Ja po przejściach ona jak wierzyć też. w tydzień zrobiliśmy 5 lat normalnego związku no dobra rok. Zakochani bez pamięci. Świata nie widzieliśmy, ja na pewno nie. to było szaleństwo jak małolaty na mazursikch wakacjach pod namiotami. nie przeszkadzały mi sms-y co pół godziny, ściąganie do siebie z pracy, po pracy i przed pracą. Nie miałem życia prywatnego i wszystko zaniedbałem, a nie należę do lekkoduchów. Z oczarowania wyrwała mnie przyjaciółka, której i osoba i jej niekonwencjonalnie szybkie relacje połączone z zawłaszczaniem mnie się nie podobały ponieważ miała doświadczenie w podobnych sytuacjach. Namówiła mnie do przeprowadzenia doświadczenia w cudzysłowie bo ja i tak byłem w skowronkach tylko dziwny strach i potrzeba ciągłej bliskości z tą dziewczyną mnie niepokoiły. Nigdy tak wcześniej nie odczuwałem.
    Odsunąłem się na jeden dzień i się zaczęły pretensje o wszystko z nieprzebieraniem w słowach. Coś dziwnego i wcześniej nie spotykanego. Po tygodniu znajomości. A co będzie po roku, dwóch a może 10 latach. Solidnie się przestraszyłem i zacząłem trochę czytać na ten temat. Odsunąłem się po jakimś czasie telefony umilkły. Tydzień to za mało lub za dużo zależy. Może popełniam błąd ale w moim wieku lepiej nie sprawdzać co by było. Także rada dla innych spojrzenie kogoś z zewnątrz ale nie laika tylko troszeczkę doświadczonego przez życie może wam pomóc a na pewno nie zaszkodzi. Prawdziwy przyjaciel patrząc z zewnątrz może dostarczyć człowiekowi wiele spostrzeżeń które zaślepienie drugą osobą zasłania.

  • Sade Sefine

    Bardzo dobra jest literatura. Tylko jeszcze trzeba to stosować i umieć rozpoznać gdzie mam problem i jak to zrobić? Lata nieraz zajmuje. Dziwi mnie często jak mało kobiet tak naprawdę chce pomocy. Wiem że toksyka uzależnia dlatego aż wyniszczy organizm dopiero kobieta się decyduje coś zrobić a często i tak potem wchodzi w kolejny chory związek.

    • Beata Łubińska Łubińska

      Nie da się uratować toksycznego związku. Bylam mężatką 15 lat i tak naprawdę bylam szczęśliwa. Zdradzil mnie i nie dalam mu żadnej szansy. Po 5 latach spotkałam innego mężczyznę choć spotykałam się też z innymi wmiędzyczasie. Jesteśmy razem i umieram z bólu. To nie jestem ja. Wszystko robię źle. Nawet jem. Boję się wracać z pracy bo nie wiem co tym razem wymyśli. I mówię mu o tym , ale nie dociera. To najmądrzejszy człowiek na świecie. Wszystko wie lepiej choć ja skończyłam parę dobrych szkół. Czuję się przez niego jak śmieć. Nie mam poczucia niczego choc pracuję i ludzie mówią że jestem i mądra i ładna. A ja czuję że nic nie potrafię.Tęsknię za byłym mężem, ale to już niemozliwe. Mam też propozycje randek ale nigdy nie korzystam bo może nie przeżyje. JUż zadałam mu pytanie czy chce się wyprowadzić. Nie chce.On nawet nigdy się nie usmiecha. Myśli tylko o pieniądzach chociaż zakupy robię ja. I co jest najgorsze? Kocham go. On nigdy tego nie mówi. Czasem pytam dlaczego mnie nie przytula. To nie jest życie. Ja umieram za życia a wiem co mówię.Młoda nie jestem, ale chciałabym normalnie żyć. To tylko kawałek mojego zycia.....Teraz go nie ma i postanowiłam, że czas coś zmienić.

  • Sade Sefine

    Kluczem do wszystkiego jest nie technika i metody jakiekolwiek, większość terapeutów i coachów nie potrafi w praktyce pomóc konkretnej żywej osobie. Czemu: z oczywistego względu: sama nigdy tego nie doświadczyła więc niby jak? i druga ważna sprawa to miłość, trzeba naprawdę kochać ludzi a nie na nich zarabiać!

  • Gab

    Nie jest łatwo rozstać się na chwilę gdy ma się dzieci. Ja po 8 latach związku i roku zastanawiania się, 3 podejścia, wyprowadzilam się . Natomiast trudno mówić o tym abym mogła mieć czas dla siebie. Nie mam go! Nie mam kiedy spacerować, czytać książek. Zostaje jedynie słuchanie muzyki. Nie wiem czy rozstalismy się czy jest to przerwa. Nie ma definitywnej decyzji o rozstaniu Ale też jest mi bardzo trudno ....

  • karolina

    Hej dziewczyny, postanowiłam ze opiszę wam moja historię może dzięki temu poczuje ulgę, bo ostatnio czuje się że sobą bardzo zle. Właśnie zerwalam z chlopakeliem z którym byłam 4 lata od roku byliśmy zareczeni. Zastanawiam się wciaz co ja zrobiłam źle, na początku naszej znajomości oszukiwał mnie bo pisał za moimi plecami z moją kolezanka, gdy się dowiedziałam chciałam się z nim rozstać ale wybaczylam mu. Ogólnie ciągle wytykal mi ze mam kiepskie ogrodzenie ze popekany sufit, że na dachu rakotwórcze eternit. Gdy gdzieś szliśmy kazał mi tańczyć z chopaliem takim pijaczkiem bez zębów, ostatnio zaczął mnie o wszystko obwiniać a to ze źle skręcił przeze mnie ze źle perfumy wybrał przeze mnie, wszystko co mu przygotowywałam do jedzenia zawsze było takie sobie choć inni mówili że pycha, ponadto gdy wybraliśmy się na imprezę na której była jego siostra gdy do nich podeszlismy to oni wstali i odeszli. Ostatnio nawet usłyszałam że jestem dziwna bo nie mam koleżanek ze w domu wszyscy ss nornalni tylko ja taka oficjalna sztywna, ze gram dame. Muszę przyznac że te ciągle przytyki z jego strony spawoaja ze jestem bardzo nerwowa czuje się bezwartosciowa nie zauwazana i nie kochana. Nigdy nie usłyszałam od niego ze ładnie wyglądam że jestem atrakcyjna. O naszych zareczynach w domu nie powiedział a na moje pytanie dlaczego odp ze i nich taka tradycja bo córka też ślub wzięła nie mówiąc rodzicom po kryjomu. A ostatnio podczas wyjazdu powiedział ze nie może na mnie patrzeć niby w zartach. Rozstalam się z nim bo już bardzo zle się z tym wszystkim czułam. Ogólnie inni ludzie mówią mi ze jestem otwarta sympatyczną uśmiechniętą atrakcyjną dziewczyną. Po mimo tego ze się z nim rozstalam czuje się źle, wiem ze nie chce z nim być tyko wciąż zastanawiam się co zrobiłam źle ze tak byłam traktowana. Co jest ze mną nie tak. Ratunku

    • Anna

      Zazdroszczę Ci, że się z tym mężczyzną rozstałaś, że już nie musisz go oglądać i słuchać. Ja mam takie same przejścia z moim mężem, nie rozstałam się z nim jeszcze, bo mamy synka i nie wiem, jak będzie wyglądało nasze życie, gdybym zdecydowała o rozwodzie. Boję się, że będzie jeszcze gorzej. A on pozostawia tę decyzję mi, chociaż w kółko mówi, że nie ma ze mnie żadnego pożytku i jestem do niczego i chce rozwodu natychmiast. Też wszystko co ugotuję, ogląda z każdej strony, a jak już zje to zawsze z jakąś uwagą, nawet jak będzie dobre, to powie, że aż dziwne, że mi wyszło albo coś podobnego... że wzięłabym się do roboty, że w domu jest brudno, że mam koleżanki, z którymi chcę się czasem spotkać.
      Chciałam tylko powiedzieć, że rzeczą, którą zdecydowanie zrobiłam źle, to to, że nie mówiłam od początku otwarcie i odważnie o tym, czego bym chciała. Zwyczajnie zgadzałam się z nim zawsze i zawsze mu ulegałam, bo miał na wszystko argument.
      Nie myśl o tym, rozstaliście się i to najlepsze co mogłaś zrobić, nikt takiego traktowania nie wytrzyma i nie zasługuje na nie. Masz teraz się cieszyć i zająć rzeczami, które są dla Ciebie ważne:)

    • Natalia

      Anno a teraz mowisz otwarcie o tym, ze Ciebie boli takie traktowanie , probujesz do neigo dotrzec, pokazac mu co on robi i dlaczego? Jesli nie to sprobuj stanowczo wyrazac swoje odczucia na ten temat ale bez atakowania go bo to mogloby tylko pogorszyc. Moze jesli bedziesz probowac na spokojnie alestanowczo przerwac jego tyranie to moze cos zrozumie? Jesli nie to uciekaj jak najszybciej... synowi tez taka atmosfera nie pomaga. Moc jest w Tobie, pamietaj! Trzymam kciuki.

  • Alina

    Moje małżeństwo jest tylko cierpieniem. Nigdy nie czułam się bardziej samotna, nieszczęśliwa. Ale tak się boję o tym mówić bo co jeśli go krzywdze? może on jest normalny tylko to ze mną jest coś nie tak? gdyby on wiedział jak jestem nieszczęśliwa w naszym związku to by mnie znienawidzil i byłoby mu przykro, czułby się zraniony, zdradzony a ja nie chce go krzywdzic, nie umiem. A co z dziećmi? Co z przysięgą małżeńską, co z wiarą ? Skoro mam naśladować mojego Ojca, Jezusa to czy On by to opuścił? Czuję się jak w klatce do której sama weszłam. Ja chciałabym walczy o nas związek choć już chyba nic nie czuje i mam wyrzuty sumienia z tego powodu, że już nie kocham. Alewalczyć muszą chciac 2 osoby nie jedna i tu dalej skazana jestem na porażkę bo odejść nie umie a w pojedynkę nic nie zwojuje.

  • PabloMatias

    Opowiem Wam moją historię i moje przemyślenia.
    To było 10 miesięcy temu. Miałem 27 lat, stabilną pracę z zarobkami, które mi w zupełności wystarczały na potrzeby bieżące, spłatę kredytów oraz odłożenie skromnej sumki na własne marzenia. Dodatkowo prowadziłem działalność gospodarczą w zakresie fotografii ślubnej, a to był już spory zastrzyk gotówki w sezonie. Miałem dziewczynę, byliśmy ze sobą 2 lata - aż w pewien majowy poranek oznajmiła mi, że uświadomiła sobie, że nie chciałaby całego życia zmarnować ze mną. Że ma dopiero 19 lat i chciałaby zaznać smaku innego mężczyzny.
    Odeszła, a ja w amoku przez 2 tygodnie robiłem wszystko (w moim odczuciu) byśmy do siebie wrócili. Ciągle mnie odpychała i nawet nie chciała słyszeć o powrocie.
    Stwierdziłem, że dam dziewczynie odejść i zasmakować innego mężczyzny, bo przecież jeśli kocha to wróci.
    Ku mojemu zaskoczeniu poznałem dziewczynę. Rok młodszą ode mnie. Miała synka 2,5 rocznego. Ja - ogromny przeciwnik dzieci - gdy zobaczyłem ich zdjęcie razem to od razu zrobiło mi się cieplej. Stwierdziłem, że nie skreślę dziewczyny tylko dlatego, że ma dziecko.
    Nie mogłem oderwać oczu od ich zdjęcia. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że jej mąż 2 miesiące wcześniej popełnił samobójstwo, więc moje nastawienie i nadzieja zmalały.
    Rozum podpowiadał, że to za szybko, by dziewczyna w ogóle chciała myśleć o związku, natomiast wiedziałem, że muszę mieć z nimi kontakt i się z nimi zaprzyjaźnić.
    Po pierwszym spotkaniu doznałem przedziwnego uczucia, którego nigdy wcześniej nie znałem. To było odczucie, jakbym znał ją całe życie. Jakbym miał w głowie świadomość, że spędziłem z nią kilkadziesiąt lat wspólnie i wiem o niej wszystko.
    Jak się okazało później, z drugiej strony było identycznie. Po drugim spotkaniu zaczęliśmy ze sobą być. Zakochałem się bez pamięci.
    Porzuciłem pracę i nowe mieszkanie, które dopiero co kupiłem i skończyłem remontować. Sprzedałem motocykl, by mieć kasę na przeprowadzkę. Przeprowadziliśmy się 720 km od miejsca, w którym spędziliśmy całe życie - i zaczęliśmy wszystko wspólnie.
    By być uczciwym dzięki niej wiele sobie uświadomiłem. Uświadomiłem sobie jak bardzo toksyczne relacje miałem (mam) z moimi rodzicami i jak wiele złych rzeczy we mnie siedzi, których korzenie sięgają dzieciństwa. Przez 4 miesiące po przeprowadzce miałem problemy ze znalezieniem pracy i kończyły się nam pieniądze. A w zasadzie to żyliśmy dzięki kasie od moich rodziców. To wszystko powodowało, że chodziłem przygnębiony i wszystkie te problemy przerzucałem na nią. Kłóciliśmy się. Przestała się uśmiechać. Rozumiem, że tak na prawdę ją przygniotłem tym wszystkim.
    2 miesiące temu był punkt zwrotny w naszym związku. Rozstaliśmy się. Całą noc nie spałem.
    Marudziłem jej i ją błagałem, żebyśmy się rozstawali. Na minutę przed wyjściem z samochodu do pracy rzuciła szorstko w moją stronę "dobrze, bądźmy razem".
    Ja byłem przekonany, że to i tak już koniec. Że wszystko zepsułem. Tego dnia ją zdradziłem.
    Nazajutrz zaświeciło słońce. My zaczęliśmy się do siebie uśmiechać i rozmawiać. Wyjaśniliśmy sobie wszystko - dosłownie wszystko, a ja zrozumiałem, że przez kilka miesięcy tworzyłem sztuczne problemy, że widziałem świat w czarnych kolorach i że to ja nas obarczyłem tym ciężarem, z którym sobie nie radzimy. Dotarło do mnie wszystko. Przyznałem się jej do tego, co zrobiłem dzień wcześniej. Doszliśmy do kolejnych wniosków - ja zawsze, gdy nie czuję nikogo blisko siebie, gdy czuję się odtrącony uciekam w przypadkowy seks. Poskładaliśmy fakty z mojego życia do kupy i okazało się, że tu tkwi przyczyna. W ten sposób radzę sobie z "problemem" odrzucenia. I tak było od zawsze, gdy spróbowałem tej ucieczki po raz pierwszy.
    Zaczęliśmy nade mną pracować (trochę terapii Magdaleny Różdżki) i trochę oczyściłem swoją duszę z negatywnych doznań i uczuć.
    Minęły 2 miesiące od tego czasu. Wszystko się układa, nie szukam sztucznych problemów i staram się postrzegać świat i życie kolorowo. Nie obarczam niczym mojej partnerki, a jednak między nami dochodzi do sytuacji, które zaraz opisze - stąd też zacząłem się zastanawiać czy ONA nie jest toksyczna.
    Wyjechaliśmy na 3 dni w góry, by uzdrowić naszą relację i zbliżyć się do siebie. Wszystko było ok. Wróciliśmy też było OK. Przedwczoraj pojechałem do pracy, a moja dziewczyna wyjątkowo została w domu (prowadzi firmę - może pracować kiedy jej się chce).
    W mieście pojechałem na obiad - podczas gdy wracałęm do pracy przypomniałem sobie, że nie wziąłem z domu wyników badań, a za 2 godziny mam wizytę u lekarza. Zadzwoniłem do domu i poprosiłem, by je znalazła. Pojechałem, a ona gotuje obiad i prosi żebym zaczekał.
    Mówie, że jadłem 30 minut temu na mieście. Zrobiła mi awanturę, że jadłem na mieście, a przecież skoro ona jest w domu to logiczne, że obiad zrobi. Tłumaczę jej, że miałem do domu wrócić przed 18-stą jak zawsze, ale na nic moje tłumaczenia. Powstała afera, mnóstwo krzyków w moją stronę, wzbudziła we mnie poczucie winy i na koniec powiedziała, że nie będzie mi gotować.
    Do dzisiaj nie widzi w swoim zachowaniu nic dziwnego i uważa, że ma rację.
    Zacząłem myśleć, że skoro teraz ewidentnie chce wzbudzić we mnie poczucie winy, to może tak na prawdę przez te kilka miesięcy też to robiła? Może ja wcale nie przygniatałem jej swoimi problemami? Może wcale fakt, że nie miałem pracy i trochę marudziłem nie przyczynił się do tego, że między nami jest jak jest?
    Nie rozumiem jednego - wybacza zdradę, na pewno kocha jak mało kto, a robi czasem afery o pierdoły? Wczoraj mi powiedziała, że nic nie jest tak jak ona by chciała by było.
    Nic kompletnie. Chciałem, żeby podała przykłady - ale potrafiła tylko skontrować pytaniem "a co niby jest po mojemu?", czyli co jest po jej myśli?
    Kocham ją. Kocham małego. Ale kocham też siebie i bardzo mnie krzywdzi to, że ktoś uważa że nic nie jest robione dla niej, że nic nie jest po jej myśli.
    Zacząłem myśleć, że jej mąż popełnił samobójstwo przez nią. Wiem, że tak myślą wszyscy, którzy ją znają mniej lub bardziej - ale nie chciałem od początku być jak wszyscy.
    Teraz z frajdą chodzę do pracy - przynajmniej jestem 9 godzin wolny od niej.
    Wiem, że to już złe oznaki, ale dopóki ją kocham na pewno nie odejdę. Myślicie, że ona nieświadomie bądź świadomie chce wzbudzić we mnie poczucie winy?

  • Kasia

    Byłam przez ok. 7 lat w związku. Juz na poczatku pojawiły się pierwsze spięcia. Ciągle był chorobliwie zazdrosny, trzymał mnie w "złotej klatce", nie chciał mnie puszczać nawet na spotkania z koleżankami od czasu do czasu, nie podobało mu sie nawet gdy chciałam wyskoczyć na dosłownie godzinke na ćwiczenia, które były moja pasją. Próbował mnie wyizolować od wszystkich znajomych, pozbawić mnie swojego hobby i zainteresowań. "Przeciez w tym czasie cos razem moglibysmy porobic a Ty znowu wychodzisz iz nomu mnie zostawiasz..." A chcial byc ze mna chyba 24h. Jestem osoba aktywna i taki statyczny tryb zycia by mnie tylko unieszczesliwil. "Tylko Ty sie liczysz" - dla mnie ze wszystkiego rezygnowal ale wcale mi na tym nie zalezalo. A sam X tez nie chcial nigdzie ze mna wychodzic, ciezko mi bylo go na cokolwiek namówić czy to na spacer rower, wspolne wyjscie ze znajomymi, wspolne tance. Jak chodzilismy razem na tance to wiecznie byl niezadowolony, wszelkie niepowodzenia zrzucal na mnie. Gdy nie czul sie komfortowo to przybieral taką "maske" nie był soba. Jak juz nawet namowilam go na wspólne wyjscie to sie ciagle upijał, a pod wpływem alkoholu sie strasznie zmieniał.Był on strasznie zakompleksiony i mysle ze te kompleksy przelewał na mnie. "Czemu Ty ZAWSZE to! Czemu ty jestes ZAWSZE taka! Czemu Ty ZAWSZE SIAKA!!!" Była ciągła walka o to kto ma racje... "Bo Ty ZAWSZE musisz postawić na swoim! Bo ZAWSZE musi byc tak jak Ty chcesz! Niech choć raz bedzie po mojemu!" X byl strasznie zakompleksiony. Mysle ze to wynikalo z tego ze od 2r.z. wychowywali go dziadkowie, bo rodzice wyprowadzili sie do innego miasta i go zostawili (ja takich nazywam:"Niedzielni rodzice"), stad ten brak u niego poczucia bezpieczenstwa. Ciagle gdzies mialam w sobie to poczucie winny, a moze to ja robie coś nie tak? Moze rzeczywiscie to ja jestem ta niedobra? Moze mogłam zrobić coś inaczej... Wiem ze idealna nie jestem, wiele rzeczy tez moglam zrobic inaczej... Ale mysle ze tez sie czulam tym wszystkim przytłoczona. Ciągłe telefonowanie, rozmawianie godzinami, a jak nie odbieralam to tez o to pretensje. Mnie takie godzinne przesiadywanie (i czesto milczenie bo ilez mozna rozmawiac) na telefonie tez meczylo, tym bardziej jesli tego dnia mielismy sie zaraz widziec. I tez mowilam o tym wprost ze dla mnie to jest za duzo, ze nie mam takiej potrzeby. W ciagu naszego bycia razem łącznie miałam chyba 2 kryzysy, gdy myslalam o rozstaniu, ale po kazdym takim kryzysie nieco sie poprawiało. Znów sie zmieniło gdy wrocilismy do naszego rodzinnego miasta. Długo szukał stałej pracy. Wmiedzyczasie mi sie oswiadczyl ale teraz mysle ze to chyba bardziej ze strachu, zeby mnie nie stracic. W koncu udalo mu sie znalezc stala i dobra prace, poczul sie doceniony, poznał nowych znajomych z pracy. I mysle ze przestawałam byc mu juz potrzebna. Miał teraz innych którzy mu przyklaskiwali. Ciągle latał do swojej "starszej" kolezanki z pracy pomagac w remoncie,a to wyjscia z kumplami. I nie mialam o to wszystko pretensji, ale dziwil mnie fakt ze tyle czasu minelo a ja wciaz nie poznalam ani jednego jego znajomego, całkowicie mnie od nich izolowal, tym bardziej mysle ze wypadaloby mnie przedstawic swojej "starszej" kolezance z pracy, ktora wcale nie okazala sie taka znowu starsza. A to ciagle rodzice angazowali go do roznych zajec, nawet kosztem naszych wspolnych planow, na ktorych mi zalezalo. I w koncu wyszlo tak ze praktycznie bywalam u niego tylko na noce bo ciagle czasu dla mnie nie mial i sie dziwil ze o tej porze na nic nie mam juz ochoty, tylko spac. Tez zaczelam sie w koncu dopytywac co ze ślubem, tyle czasu jestesmy narzeczenstwem moze sie zastanawial nad tym kiedy by chciał? I na moje pytanie odpowiedział zdziwiony ze go zaskoczylam. Zrobilo mi sie wtedy przykro ale nic nie powiedzialam. Dopiero po jakims czasie wrocialam do tematu moze po ok 3 miesiacach... Stwierdzilam ze skoro przez tyle rzeczy przeszlismy RAZEM to przez wszystko juz przejdziemy :) I sie naprawde cieszylam tym wszystkim tym bardziej ze myslalam ze on tez tego chce. Tym bardziej ze tak zawsze zapewnial mnie o swojej milosci, ze to ON kocha BARDZIEJ... Od poczatku to ja bylam bardziej zaangazowana we wszelkiego rodzaju poszukiwania sal weselnych itd., ale myslalam ze z facetami tak to juz jest.. Pozwolil mi sie w to wszystko zaangazować... Dopiero podczas przedstawienia w wykonaniu jego i jego rodzicow(a wlasciwie matki) doszło do mnie ze on wcale nie chce tego ślubu. Ale tez nie byl w stanie powiedziec tego wprost!!! Musialam sama sie tego wszystkiego domyslec! "o boze to juz!!! Najpierw pomieszkajcie razem, o boze to juz???!!!!" Jak bysmy sie przez tyle lat razem nie poznali, jakbysmy jeszcze wogóle nie mieszkali ze soba, przeciez znalismy sie jak łyse konie! On sie nawet słowem podczas wspolnej rozmowy nie odezwał, tylko sie ze wszystkiego wycofywał i powtarzał słowa matki. Po wspólnej "rozmowie" tego samego dnia zerwałam z nim. Pod wpływem chwili i przez telefon wykrzyczałam mu wszystko co o nim mysle. Coś we mnie pękło. Nie miał odwagi cywilnej ze mna normalnie o tym wszystkim porozmawiac, czego chce czego oczekuje. Nie potrafil rozmawiac na argumenty bo od razy myslal ze sie go atakuje. Próbowalam sie po tym z nim kilka razy spotkac ale nie potrafilam z nim juz normalnie rozmawiac, tyle czulam w sobie goryczy i zalu. Tym bardziej ze nie rozumialam dlaczego on sie tak zachowuje, dlaczego tak postepuje. Mysle ze on po prostu stchórzył, przestraszył sie odpowiedzialności, do tego brak wsparcia rodziców i nowe towarzystwo i praca gdzie go docenili. I juz mnie nie potrzebował. Jak sobie teraz mysle ze to byla chora miłość. Po dłuzszym czasie chciał do mnie wrócic ale ja nie chciałam. Własciwie to zdecydowałam nawet troche wbrew sobie. Tyle rzeczy razem przezylismy, przeciez tak mocno sie kochalismy, chyba to bylo jakies uzaleznienie? Z rozmowy wynikalo ze on sie wcale nie zmienil jak mnie o tym goraco zapewnial. Nie chciałam juz zyc wiecej w toksycznym zwiazku, bo to chyba byl toksyczny zwiazek? Strasznie przezylam to rozstanie, bylam w rozsypce, ciagle szukalam sobie jakiegos zajecia byleby nie myslec. Teraz jestem w nowym zwiazku. W NORMALNYM zwiazku Z NORMALNYM facetem. Mamy wspólne pasje zainteresowania, lubimy wspolnie spedzac czas, wspolne spacery, jazdy na rowerze, wspolnie spotykac sie ze znajomymi a czasem leniwie obejrzec jakis film w domu. Ale kazde tez ma czas na realizacje swoich indywidualnych zainteresowan. Jestesmy RAZEM ale nie jestesmy chorobliwie "opleceni jak bluszcz". Jest tak jak powinno być. Mysle jednak ze w koncu poznalam idealnie nieidealnego faceta dla siebie. Żadnych, sporów, kłotni, wypominania. Poprostu jest rozmowa. Mimo wszystko czasem zdarzaja mi sie gorsze dni gdy wspominam byłego.Moze za szybko weszlam w nowy zwiazek? Czy zrobilam dobrze zrywając? Moze trzeba było wspónie to ratować? W głowie juz mialam zakodowane ze to ten jedyny... Głupie to prawda?

  • Magdalena

    Witam
    Byłam jeszcze w małżeństwie kiedy poznałam JEGO-byl inny, słuchał,rozumiał, akceptował taka jaka jestem,dotykał a ja drżałam.
    Chociaż wiedziałam że na dłużej nie będziemy razem to zaryzykowałam. ON kazał wybierać,to wybrałam JEGO. Moje małżeństwo przechodziło poważny kryzys, więc można by rzec że przyszło mi łatwo (nic bardziej mylnego). Zaszłam w ciążę,a miałam już syna,więc skreslilam na zawsze małżeństwo i wzięłam rozwod. Zamieszkaliśmy razem i czar prysł. Zaczęły się oskarżenia,że to może być nie Jego dziecko, wyzwiska,znęcanie psychiczne i uzależnianie od siebie-potrafi świetnie manipulować umyslem innych. Kiedy urodził się Jego syn,to nawet gdy dostal czkawki to była moja wina i nie umiałam się zajac nim odpowiednio. W ciągu kilku lat niemal nie było dnia bez kłótni albo całkowitego olewania,milczenia czy do mnie czy do dzieci. Wg Niego jestem żałosna, zła matka i "żona",nie umiem zadbać o dom i bez niego nie dam sobie rady.
    Najbardziej bolał mnie Jego stosunek do Mojego syna-jakby go nienawidził.
    Postanowiłam powiedzieć DOŚĆ!!!!!!

    .......ale dopiero postanowiłam i bardzo jest mi ciężko,boję się że nie wytrwam,że znów mnie złamie i przekona..

    • Natalia

      Bądź wytrwała! Jeśli masz taką możliwość to najlepiej się wyprowadź żeby miał mniejszą możliwośc manipulowania Tobą.... Jeśli zauwazy swoje problemy to dla dobra dziecka nie skreslaj go jako ojca moze terapia pomoze... Ale Ty badz wytrwala wiedz, ze masz te siłe w SOBIE i dasz sobie rade! Przed Toba jeszcze tyle dobrego!

  • GW

    Witam Was. Artykuł bardzo mnie zaciekawił dlategoteż postanowiłam podzielić się moją sytuacją, w której obecnie się znajduję. 4 lata temu poznałam żonatego mężczyznę i zakochałam się w Nim od pierwszego wejrzenia. Od tamtej pory rozpoczął się romans i trwał właściwie to teraz. Pokochałam go i wiem i znam siebie, że to jest ten, że to jest miłość mojego życia. Niestety On od samego początku (choć powtarzał i powtarza, że traktował mnie zawsze poważnie i nigdy mną sie nie bawił) nie potrafi podjąć decyzji o rozwodzie. Kilkakrotnie próbowaliśmy być ze sobą, mieszkał ze mną kilka miesięcy lecz za każdym razem gdy próbował te próby okazywały się fiaskiem ponieważ wracał za każdym razem do domu, do niej choć ona o wszystkim wiedziała i wie dalej. Między Nimi nie ma miłośći i nigdy nie było, mają wspólne dziecko, które również ma wpływ na to,że nie może podjąć decyzji albo w jedną albo w drugą. Pomimo uczuć mówi, że jest pogubiony, że ma w sobie wartości, które nie pozwalają mu zostawić dziecka, targają Nim uczucia religijne, moralne, rodzinne. On sie boi zamknięcia rozdziału i rozpoczęcia nowego życia ze mną. Sytuacja jest o tyle trudna, że ja mieszkam poza granicami kraju. Zaproponowałam mu, że przeprowadzę się do PL byle on był przy swoim dziecku jednak on nie chciał tego słuchać. Zbagaletezowal to. Zrobił mi tyle przykrości, ja jednak wziąż go kocham. Czasem mam wrażenie, że czekam na kogoś kto nigdy nie odważy się poświecić siebie dla mnie. Czy dziecko powinno być tego przyczyną? Czy normalnym jest gdy On bawi się, żyje z dala ode mnie, po czym pisze, że tęskni a potem wyjeżdza np. ze znajomymi na koncert, na którym jestem ja sama a on obok ze znajomymi się doskonale bawi? Czy takiego typu wydarzenia nie powinno się spędzać razem? Właśnie tak poczułam się ostatnio - jak nikt. Odszedł od żony, wyprowadził się, miał ze mną wracać tydzień temu - jednak okoliczności i jego rozchwianie doprowadziły do tego, że nie zdecydował sie wrócić ze mną. Na dzień dzisiejszy nie mamy kontaktu. Ma w sobie pesyzmizm wielki, ja zrobiłabym dla Niego wszystko. On potrafi się tylko bawić i żyć beze mnie. A ja czekam i mam nadzieję na niemożliwe... pozdrawiam wszystkich

  • basia

    11 lat temu poznałam mojego męża (7 lat jesteśmy po ślubie ) mamy 2 dzieci 5 i 6 lat. Mój mąż jest ode mnie 10 lat starszy, kiedys mi to nie przeszkadzało ale teraz coraz bardziej.... Jestesmy jak dwoje róznych ludzi z róznymi upodobaniami i innych rzeczy chcemy od zycia. Kiedys tego nie widziałam godziłam sie na wszystko, słuchałam go bo w koncu starszy i pewnie mądrzejszy.
    3 lata temu mąż stracił prace na państwowym stołku i przesłał robić cokolwiek, chciał zmienic srodowisko sprzedaliśmy dom, moja firme i przepeprowadzilismy sie do duzego miasto. Miało być lepiej.... Ale on zamknał sie w sobie i nie chciał wychodzic z domu - myslałąm ze to depresja ze jak ja bede wszystko robic to on odpocznie i bedzie lepiej. Więć założyłam firme i zaczełam zarabiac na godne zycie razem ze wszystkimi obowiazkami domowymi musiałam radzic sobie sama. Pracowałam na 2 etaty zeby jakos związac koniec z koncem... Ale każdego dnia było mi coraz trudniej problemy, kłopoty, ciagły brak gotówki i oparcia w kims powodował że i mnie przestawała chciec się zyc. Prosiłam, błagałam na kolanach zeby znalazł prace ale jemu chyba było tak wygodnie ... no i sie zaczeł zagladanie do kieliszka niby kilka piwek dziennie ale jednak. No i ta agresja po alkoholu - zaczełam sie go bać i unikać. Nie miałam komu sie wyrzalic. Mijały dni ... I w koncu poznałam " kogos" Kogos kto stał sie dla mnie całym swiatem - oczywiscie zaraz po dzieciach. Powiedziałam o romansie mężowi i że chce odejsc - i to było prawdziwe piekło zaczeło sie standardowo - popychanie , wyzwiska, nastawianie dzieci przeciwko mnie, telefony do całej rodziny z jaka " dzi..." się ożenił . Groźby, rękoczyny i w koncu sie poddałam. Zostałam. Zerwałam z facetem swoich marzeń i zostałam w toksycznym związku " dla dobra dzieci "
    Mąż mi nie wybaczył ciagle mnie poniża wyzywa kontroluje .
    Znęca sie psychicznie na demna potrafimy zamykac sie w pokojach i przez tygodnie ze soba nie rozmawiac ...
    Nie tak miało wygladac moje 30 - letnie zycie

    • Milena

      Basia, dzieci tylko beda cierpiec. Bo jakie to dobro dla dzieci??rekoczyny, wyzwiska, zawyanie matki k....?! panuje stereotyp, ze dzieci tylko w rodzinie sa szczesliwe. a guzik prawda. Czasem wlasnie dla dobra dzieci i siebie, trzeba sie rozstac a nie tkwic w toksycznym zwiazku w imie 'ideologii'.

      Idz za miloscia zycia. Jestes nieszczesliwa, maz na Tobie zeruje. Zycie masz jedno. Warto zawalczyc o szczescie!!!

  • JULIANA

    Hej. Mam nadzieję, że jest tutaj jeszcze ktoś aktywny. Potrzebuje pomocy, rady czy tez opini, a moze po prostu porzadnego kopniaka w tyłek..
    5 lat temu związałam się ze swoim aktualnym partnerem. Po ukończeniu szkoły wyjechaliśmy razem za granicę. Początki - pierwsze pol roku bylo jak w bajce. To o czym marzyliśmy od dawna -nasza dwójka,z dala od rodzicow, zylismy tak jak chcielismy pelni milosci do siebie. Jakiś czas pozniej niestety cos sie zmienilo..Zamieszkalismy we wlasnym domu, zmienilismy pracę...Mnie zaczął doskwierać brak rodziny, on zaczął się oddalać...Przyłapałam go 2x na kłamstwie - zaklinał, że tylko ja się liczę...a złapałam go na oglądaniu lasek w necie..na dodatek zapisywał sobie zdjęcia...znajomych dziewczyn. Zabolało mnie, jak nic nigdy wcześniej...Wybaczyłam...ale nie zapomniałam.. Do rzeczy. Po przeprowadzce do nowego domu wszystkie obowiazki spadły na mnie..sprzatanie, pranie, gotowanie. Dodatkowo dzielimy dom ze znajomymi. Wszystkiego - porzadku w domu, rachunkow, podzialu obowiazkow- musze pilnowac sama. Zostałam sama z całym bałaganem na głowie, niemal bez znajomych...Bo wszyscy, którzy nawiązali z nami kontakt..szybko go zerwali. Niestety, to wina JEGO. Potrafi wyzwac mnie od najgorszych, oskarzyc o zdrade, popchnac, uszczypnac dotkliwie nawet w miejscu publicznym..ostatnimi czasy nie waha sie podniesc reki..Niestety nie mam gdzie wrócic...Moja rodzina mysli ze odniose zyciowy sukces, ze wszystko jest w najlepszym porzadku...Kazdy mowi, ze nie wierzy, ze jestem tak bardzo ogarnieta mimo mlodego wieku, ze mam dom, prace i daje rade...Ale nie daje, nikt o tym nie wie...Bo nikt nie wie, ze cale dnie w domu spedzam sama, ON nie chce ze mna rozmawiac bo jest ciagle zajety...wiecznie ma w reku telefon, robi mi na zlosc kiedy go o cos poprosze, ukrywa sie po raz kolejny z telefonem..Tak jak wczesniej..gdy mnie oklamal.. I wiem, ze robi to znowu. Niestety rozmowy nie pomagają. Wszystko zrzuca na moją winę, mowi ze to dlatego,ze nie chce sie z nim kochac...Otwarcie mowi, ze radzi sobie "na wlasna reke" skoro ja go odrzucam..Ale ja nie moge inaczej. Nie mam ochoty na jego bliskosc po tym, jak potrafi mnie wyzwac, oskarzyc o cos, czego nigdy bym nie zrobila. Ciagle powtarza, ze ja nic nie potrafie porzadnie zrobic, ze se nie nadaje doo niczego.. Czuje się beznajdziejnie. Jeszcze 3 lata temu mialam wielkie plany i marzenia...a teraz sie boje. Boje sie przyszlosci z nim, ze bedzie gorzej. Ale boje sie odejsc, boje sie co bedzie z domem, gdzie mialabym wrocic, jak wyjasnic rodzinie....Płacze. Placze pod prysznicem, placze ogladac film kiedy on spi, placze w nocy lezac przy nim..placze piszac to. Bo wiem ze to milosc mojego zycia, ale wiem tez ze ON mnie wypala, a ja ide w dol....

  • Marta

    Od kilku miesiecy jestem w podobnej sytuacji.On-kilkanascie lat starszy ode mnie, nie potrafi zakonczyc pseudozwiazku z kobieta, z ktora nie laczy go ani malzenstwo,ani dzieci, wspolne mieszkanie czy kredyt, nic.Jednoczesnie oswiadcza sie i mowi ze traktuje to co nas laczy powaznie i reaguje agresja slowna na moje watpliwosci.Jednoczesnie zaczyna oceniac, krytykowac i okazywac niezadowolenie na kazdym kroku z blahych powodów-"chleb ktory kupilam jest niesmaczny","za malo sprzatam"-gdy chce poczytac", "za duzo sprzatam"-gdy chce niespodziewanie spedzic ze mna czas, "nie podzielam jego zainteresowań"-kiedy wydzwania do innych"kolezanek???"itd.Ostatnio przez caly czas czuje sie zmeczona, smutna i zawstydzona, a jednoczesnie bardzo boje sie chwili, kiedy powie mi ze ma mnie dosc.Czy to juz toksyczna relacja???Czuję się tak bardzo zagubiona.

    • Iwona Iwona

      Marta mam podobny problem, momentami jestem tak bardzo zagubiona że trace pewnosc siebie co do słusznosci moich decyzji.

    • Milena

      sam fakt, ze czujesz sie zagubiona. To Ty masz barometr w sobie. Sluchaj uczucia, intuicji, tez rozumu. Uwierz w siebie. Ja robie to samo.

    • Milena

      Marta, ja chyba mam podobnie z tym, ze to trwa 3 lata. Bo jak mozna wytlumaczyc, ze facet jedzie o polnocy do swojej bylej zaopiekowac sie kotem a ona akurat bierze kapiel przed jego przyjazdem? Albo to ze pojechal do niej i jak przeczytalam o tym w komputerze, ale udajac greka, mowie, ze mam dziwne przeczucie, ze sie z nia spotkal - a on w odpowiedzi, ze mam 'paranoje' i ze 'jestem nienormalna' az w koncu powiedzialam mu ze albo sie przyzna bo to az smieszne sie robi skoro mam dowod- przyznal. Ale bolalo patrzec jak klamie w zywe oczy. Od tamtej pory juz nie jest to samo. Urwal z nia kontakt ale od tamtego momentu a to 'zly ' makaron wrzucilam do zupy - cala ulica slyszala wrzaski, bo jak mozna powiedziec , ze 'nie widze przyszlosci tego zwiazku ' bo makaron dalam polski a nie jakis karaibski, no prosze Was.

      Pozniej przyczepianie sie o byle co, dystans, 2 razy wyszlismy ze sklepu zostawiajac wozek pelen zakupow - wielki mur miedzy nami, napiecie.

      Od roku. Bo nie gada z byla. Jak to mi powiedzial to juz zwatpilam.
      Mega awantura, to ja cierpie od roku bo on nie 'gada z byla'. Pozniej mowi, ze nie pamieta co dokladnie powiedzial, i ze wcale tak nie powiedzial. To co powiedzial?

      Jak chce byc z byla czy miec z nia kontakt to kim ja tutaj jestem?
      Nie czuje sie priorytetem, a najgorsze jest to, ze on cala wine zwala na mnie.

      Sorry, sklamal, jezdzil o polnocy - moglby przeprosic, jakas skrucha?
      A tu nie - obraza majestatu na rok, ze to ja nie moge zapomniec.

      Nie przeprosil, najlepiej bym siedziala cicho i zyla dalej. Czuje, ze nie bierze odpowiedzialnosci za swoje czyny i kieruje we mnie swoja frustracje.

      Z tego nielogicznego poczucia winy, jakie we mnie wzbudza az wzielam 2 tyg wolnego i wyjechalam, by nabrac sil, dystansu i zobaczyc sytuacje z boku.

      Czas pokarze.

  • gloom

    Byłam w toksycznym związku.Zakończyłam go miesiąc temu. Jednak z perspektywy czasu myślę, że mogłam nad nim jeszcze popracować (choć dystans był potrzebny).
    Ale może są zachowania, które przekraczają granicę i dyskwalifikują partnera na zawsze? Mam na myśli oczywiście przemoc fizyczną (nigdy mnie nie spotkała ze strony chłopaka), ale czy są też inne? Na przykład naśmiewanie się z umiejętności łóżkowych. Były chłopak mówił, że to dlatego, że miał złe mniemanie o sobie i poniżając mnie chciał to sobie zrekompensować. Ale może pewnych zachowań i słów nie powinno się darować?

  • Kasia112

    Od około 2 miesiący jestem w związku z biernym narkomanem . Zakochał się we mnie Wiec dałam mu szanse. Jego sytuacja życiowa jakoś mnie do niego przekonała . Nawet mi się podobał .Myślałam ze się zmieni chociaż nie wzięłam pod uwagę jego powikłań psychicznych po braniu narkotyków . Ma tak jakby dwie osoby jedna bardzo czuła i opiekuńcza a druga jak psychopata i bandyta. Była sytuacja w której ćpał z kolega wtedy był moment do zerwania kontaktów lecz dałam się mu namówić i tak w tym trwam . Nie bierze już zajął się sportem i nawet ma normalna prace do której również chodzi naprawdę zaczął funkcjonować jak normalny facet . Kto by się spodziewał w końcu różne ośrodki nie dawały z nim rady a taka ja nie specjalnie go uleczylam??? Jego wcześniejsze kobiety go zdradzały ja należę do zupełnie innych jak one . Jestem bardzo wierna osoba lecz on przypisuje moja osobę do nich . Miał problem ze idę do pracy jako kelnerka bo przecież będę miala styczność z facetami i kogoś poznam . Idąc po mieście czy galerii pyta się mnie cały czas : co się na niego tak patrzysz ?(chociaż nawet nie zerknęłam na nikogo i nie wiem o kogo chodzi ) lub pytanie czy mi się podoba dana osoba . Gdy osoba z pracy płci męskiej Dodała mnie do znajomych na Facebooku zrobił mi awanturę , szarpał mna i groził . Mówiąc mu że nie chce z nim być i go zostawiam wpada w furię , drze się i płacze . Mówi ze się powiesi. Klęka na kolana błaga mnie wręcz żebym z nim została bo zmieniłam jego życie i stał się przy mnie normalnym facetem. Że żadnej już nie pokocha jak mnie bo pierwszy raz się tak naprawdę zakochał i zobaczył co to miłość . Że był jak lód oschły twardy nic nie czuł a ja to roztopiłam i teraz ma uczucia . I wtedy jest mi go żal i mówię ze go nie zostawię . To straszne bo tak naprawdę nie jestem z nim teraz szczęśliwa . Przez to ze robi mi takie akcje na mieście przy ludziach ze mi jest bardzo wstyd jak się drze lub awanturuje o to ze ustalam przy kasie w sklepie by pakować zakupy przy facecie który był z żona choć on uważa ze to jego matka . Do tego jest zazdrosny o sZefa w pracy z którym mnie zupełnie nic nie łączy . Straszy mnie ze wpadnie i go połamie i cała restauracje rozwali . Powoli zaczynam się czuć nim przytłoczona i popadać w smutek . Jestem silna nie chce żeby doprowadził mnie do depresji lecz wiadomo różnie bywa . Mówiłam mu to ze się go boje i chyba zaczął to wykorzystywać właśnie strasząc ze połamie szefa lub karząc mi wrócić do mieszkania . Rozmawiałam z nim o tym ze to chora zazdrość lecz powiedział ze już tak nie będzie i zacZnie nad tym pracować . Tylko czy się da pracować nad chora zazdrością mając taka przeszłość w której kobiety go zdradzały ? Strasznie mi z tym ciężko na razie z nim jestem lecz wiem ze nie widzę go jako mojego przyszłego męża . Mam tylko nadzieje ze niedługo to zakończę . Wiem ze im dłużej w tym trwam tym będzie gorzej lecz mu tez to mówię . Ze lepiej teraz się rozstać bo później będzie gorzej . Lecz on mówi ze mnie kocha jak zostaje przy swoim zdaniu to robi to co opisałam wyżej -wpada w furię ........

  • Zraniona

    Mam podobny problem. Byłam z moim partnerem prawie półtora roku. Od początku coś nas do siebie ciągnęło ale miłość przyszła z czasem. On niestety nie miał dla mnie dużo czasu bo mieszkaliśmy daleko od siebie i on do trgo dużo pracuje. Jakoś po pół roku zerwalam z nim ponieważ zostałam źle potraktowana przez jego matkę. Po tyg chciałam wrócić natomiast on juz nie chciał mnie znać. Po błaganiach żeby się źle mną spotkać uczucie wróciło ale on powiedział ze moze my narazie mieć tylko kontakt. Okazało się po miesiącu (byliśmy już ze soba) ze pisał w tamtym czasie już z nią. Po długim czasie okazało się ze wgl nie taktowanie mnie jako dziewczynę. I skupiał się ba innych koelznakach w pracy. Po długich blaganaich wybaczylam mu to bo nie umiałam bez niego żyć. Niestety były ciągle kłótnie bo mu nie ufałam. Potrm przez jego zdrady co prawda nie fizycznie ale pisał z nimi ja stałam się sobą zazdrosna zaborcza i wgl mu nie ufalam. Po ostrej kłótni jak z nim zerwalam dowiedziałam się że znowu z kimś pisał. Znowu błagania i znowu powrót. Po jakimś czasie wciąż kłótnie nie wierzyłam mu aż w końcu ze mną zerwał. . Powiedział ze od jakiegoś czasu nic nie czuje i nie chce ze mną być z litosci. Ja go błagalam a on tylko mówi ze możemy mieć znowu kontakt i zobaczymy co czas pokaże. . Proszę poradźcie bo bez niego nie umiem normlanie żyć :(

  • Mieczysław Hermański

    Mam 23 lata, ona też młoda bo lat 20. Byliśmy ze sobą niecały rok. Zacznę od początku... w dzieciństwie byłem bardzo karcony przez ojca, bity, raz nawet trochę za bardzo, nie pił - nic z tych rzeczy. Było ok do czasu gdy urodziła się mi siostra...młodsza o 3 lata. Jak to bywa z dziećmi są zazdrosne o rodzeństwo. Ja byłem do przesady, na wszelkie możliwe sposoby pokazywałem jak nienawidzę wszystkich jako dziecko, tylko dlatego, że siostra była ważniejsza, wzbudzałem poczucie winy w rodzicach, płaczem, krzykiem, jak już wymusiłem czułość to pokazywałem, że już za późno na to... Pamiętam swoje reakcje jako 3-4 latka i w duchu się cieszyłem, że wzbudzam to poczucie winy. Wiem straszny bachor... Jak to bywa między małym rodzeństwem dochodzi do bójek, do zazdrości, że ma młodsze lepiej. Teraz dogaduję się z nią wyśmienicie, mówimy o wszystkim. Później już za darmo dostawałem... bo miałem za co i tak na zaś dla zasady. To co było w dzieciństwie wpłynęło na mój związek... drażniła mnie, to ja produkowałem truciznę, wszystko zniszczyłem, wzbudzałem w niej poczucie winy, wymuszałem płaczem pewne zachowania, nie zawsze, ale wymuszałem. Zdarzyło mi się wymuszać seks. Po każdej większej kłótni płakałem, bo bałem się, że odejdzie, dostałem najostatniejszą ze szans a ją zmarnowałem... wstyd mi za to wszystko. Miałem do niej wszelkie pretensje, do kłótni dochodziło o bele co. Byliśmy swoimi pierwszymi, toteż po raz pierwszy ze sobą się kochaliśmy. Robiliśmy to, ale jakby ona tego za bardzo nie chciała, tzn chciała... ale ja zacząłem to na niej wymuszać, robiłem się wściekły, sfrustrowany gdy kochaliśmy się za rzadko, gdy nie chciała tworzyć sytuacji. Ona też miała ciężkie dzieciństwo, bardzo i miała pewną bardzo traumatyczną sytuację... tylko mi to powiedziała. Z matmą też ma problemy. Chciała przerwy, jakąś tam małą mieliśmy... za małą. W końcu miałem pretensje o to, że nie cieszyła się za bardzo z mojej niespodzianki. I zadecydowała.... Angażowałem się całym sercem w tym związku. Chciałem byśmy się spotykali jak najczęściej, ale nie zawsze tak było... mimo, że pracuję na 3 zmiany i się uczę i jakoś potrafiłem ten czas znajdować nawet kosztem swoich obowiązków, a ona teoretycznie więcej czasu miała...i nie wykazywała takiego zaangażowania to mnie też jakoś wewnętrznie podburzało. Byłem jaki byłem, ale starałem się i byłem z nią zawsze nawet gdy było źle i wiedziałem, że jaka może być dla mnie, ale byłem. Przykro mi, że zachowywałem się tak jak zachowałem. Zależy mi na niej, rozstaliśmy się miesiąc temu, ale nadal ją kocham i będę się jeszcze starał. Ona powiedziała mi, że jestem dla niej ważny, że już mnie nie kocha. To przeze mnie do tego doszło. Nie wiem co robić, bo nie mam raczej problemu z tym by kogoś poznać, ale zależy mi na niej strasznie i coś mi mówi by starać się dalej... by zacząć to z Nią od nowa.

  • Tomasz Edward Szalewicz

    Witam wszystkich , dzieki Michal ze napisales to w taki sposob , piszesz w tak szczegolny sposob, ktory przemowil i trafil do mnie.
    Jestem w zwiazku z kobieta ktora pokochalem od pierwszego wejrzenia od ponad 15 lat. Na poczadku bylo jak w bajce ale z czasem ten stan gdzies sie zacieral. Zdaje sobie sprawe ze jesli cos sie sypie to nie jest to wina jednej a dwoch osob. Wiele rzeczy potrafie zrobic sam ale ta mnie przerasta i szukam pomocy by moc ten nasz zwiazek poukladac na nowo jesli sie da . Maja partnerka tez tego chce ,ale zawsze jest ten pierwszy raz. Czuje sie w tej sytuacji jak uczen ktory pierwszy raz przychodzi do zakladu pracy . Zawsze ten moment jest najgorszy , kazdy zna te uczucie . Niewiesz gdzie co lezy, z kim , o czym rozmawiac. Jesli dostaniesz dobrego przewodnika to ok .. Jakos z czasem sie wgryziesz i rozwiniesz skrzydla. Czuje sie w ten sam sposob. Jak zabrac sie za to by tego czegos nie spickac... Pewnie dobrym rozwiazaniem bedzie pirozmawiac z psychologiem ale tu przychodzi pytanie gdzie go szukac.. Moze ma ktos jakies namiary... Byl byl wdzieczny....

  • An Mad

    Tkwienie w takim związku to niepojęte rzecz niszczy nas a nawet i ludzi wokół. .