Jak zmieniać swoje zachowania za pomocą uważności

Czy uważność i medytacja mogą służyć jako narzędzia do zmiany własnych zachowań? Okazuje się, że dla wielu z nas regularne obserwowanie swoich reakcji, myśli i emocji może stanowić wręcz fundament skutecznej pracy nad sobą. W jaki sposób możemy zmienić swoje wnętrze poprzez praktykę medytacji?

Medytacja jest jedną z tych technik, której korzyści nie ograniczają się do jednego czy dwóch obszarów naszego życia.

Gdy zaczynałem regularną praktykę, moim celem było poradzenie sobie ze stresem i odnalezienie wewnętrznego spokoju.

Bez wątpienia udało mi się to osiągnąć, ale stało się wtedy coś jeszcze. Zauważyłem, że jestem dużo bardziej skoncentrowany w ciągu dnia. Nie tylko na pracy, ale generalnie na wszystkim. Gdy czytam książkę, jestem w 100% w świecie tej książki. Gdy rozmawiam z drugą osobą, jestem całym sobą w tej rozmowie. Bez ciągłego rozpraszania chaotycznymi myślami w końcu mogłem być tam, gdzie jestem i robić to, co robię. W znaczący sposób poprawiło to jakość mojego życia, ponieważ każde doświadczenie się pogłębiło i wyostrzyło.

Wewnętrzny spokój, wyższa koncentracja i umiejętność życia w teraźniejszości stały się częścią mojej codzienności. Medytuję już kilka lat i już prawie pamiętam, jak to było żyć z chaotycznym umysłem. Jednak dopiero niedawno zauważyłem, że regularna medytacja przyniosła mi jeszcze jedną, bezcenną korzyść.

Jest nią ogromny wkład w pracę nad sobą.

Początkowo tego nie widziałem, ponieważ równolegle z medytacją praktykowałem rozwój osobisty z pomocą najróżniejszych metod i technik. Bez wątpienia medytacja mi pomagała, ale nie sądziłem, że (oprócz jej oczywistych korzyści) sama w sobie mogłaby stanowić sposób na zmianę moich zachowań.

Jednak od jakiegoś czasu, gdy po ukończeniu mojej książki skupiłem się na rozwoju firmy, moja regularność w stosowaniu rozmaitych technik pracy nad sobą znacznie zmalała. Co było zaskakujące - nie wpłynęło to na tempo mojego rozwoju wewnętrznego. Zauważyłem, że regularna medytacja pozwala mi na ciągły wgląd we własne wnętrze. Moje codzienne obserwacje przynoszące większą świadomość i zrozumienie pozwalają mi powoli, ale praktycznie bez wysiłku zmieniać swoje myślenie, postawy i zachowania.

Wygląda na to, że medytacja ma jeszcze większy potencjał, niż się do tej pory tego spodziewałem. Okazuje się, że może być niezwykle skutecznym narzędziem wewnętrznej zmiany, nawet jeśli nie stosujemy przy tym innych metod pracy nad sobą.

uważność

Jak to możliwe?

Jedną z nieodłącznych cech ludzkiej natury są automatyzmy. Nasz mózg automatyzuje większość naszych zachowań, tak abyśmy nie musieli cały czas myśleć o tym, jak oddychać, myć zęby, czy reagować na trudne sytuacje. Zachowania, które nie są dostępne dla naszej świadomości, leżą poza zasięgiem naszej kontroli.

Zwykle dopiero po fakcie zauważamy, że zrobiliśmy coś, czego wcale nie chcieliśmy zrobić. Jednak bez świadomości tego, co się w nas dzieje przed i w trakcie tego zachowania, niewiele możemy z nim zrobić.

Gdy medytujesz, Twoja świadomość się poszerza.

Stajesz się bardziej uważny - nie tylko w trakcie samej praktyki medytacji, ale w ciągu całego dnia. Zaczynasz słyszeć swoje myśli i stajesz się ich świadomy. Zaczynasz lepiej dostrzegać swoje odczucia i emocje i masz z nimi lepszy kontakt. Zauważasz też swoje zachowania - już nie tylko po fakcie, ale jeszcze w trakcie lub nawet zanim jeszcze coś zrobisz (na przykład uświadamiasz sobie, że chcesz na kogoś nakrzyczeć na chwilę przed tym, jak to zrobisz).

jak zmieniać swoje zachowania

W jaki sposób ta samoświadomość może Ci pomóc zmieniać swoje nawyki, automatyczne reakcje i zachowania?

Opiszę to na przykładzie z mojego życia. Kiedyś miałem problem ze zbyt impulsywnym reagowaniem złością w konfliktach z moją żoną Marysią. Zdarzało mi się, że dotknięty jakimiś raniącymi słowami lub zachowaniami traciłem nad sobą kontrolę i wpadałem w pewnego rodzaju furię, z której nie było mi łatwo wyjść.

Pokażę Ci teraz krok po kroku, w jaki sposób tylko za pomocą medytacji i uważności uwolniłem się od tej destrukcyjnej i często krzywdzącej reakcji. To, o czym piszę poniżej działo się na przestrzeni dwóch lub trzech lat - na szczęście nie mieliśmy tak wielu okazji do konfliktów, aby przejść przez ten proces zmiany w krótszym czasie.

1

1. Na początku o utracie kontroli nad sobą zdawałem sobie sprawę dopiero po fakcie. Gdy już zdążyłem się uspokoić, miałem chwilę na refleksję nad tym, co się właśnie wydarzyło. Uświadamiałem sobie wtedy, że po raz kolejny wpadłem w złość, mimo, że bardzo chciałem tego unikać. Czułem, jak by wstąpił we mnie jakiś demon, który przejął nade mną stery i robił ze mną co tylko zechciał.

2

2. Regularna medytacja sprawiała, że zacząłem zauważać moje destrukcyjne zachowania trochę wcześniej. Na pewnym etapie uświadamiałem sobie tą złość jeszcze w momencie, gdy ona trwała. Niestety to w żaden sposób nie zmieniło moich reakcji. Przyzwyczajenie było na tyle silne (a świadomość na tyle niska), że kontynuowałem swoje zachowanie i nie umiałem przestać.

3

3. Po pewnym czasie światło świadomości zaczęło rozbłyskać w mojej głowie coraz mocniej. Coraz wyraźniej też mówił do mnie ostrzegawczy głos „Zobacz, znowu to robisz! Przestań, bo będziesz tego potem żałować!”. Pozwoliło mi to (choć z dużym wysiłkiem) przerywać moje zachowania w trakcie ich trwania. Czasami szybciej, czasami wolniej, czasami w ogóle - byłem jednak bardzo zadowolony z wyraźnego postępu. Stawałem się coraz lepszy w kontrolowaniu swoich destrukcyjnych stanów.

4

4. Na końcu wydarzyło się coś niesamowitego. Świadomość zaczęła pojawiać się jeszcze zanim pojawiła się złość. Na pewnym etapie zacząłem mieć po prostu bieżący kontakt ze swoimi emocjami, nawet jeśli wplątanie się w kłótnię było bardzo kuszące i pewna część mnie bardzo chciała to zrobić. Było dla mnie oczywiste, że stoję na krawędzi wejście w to, co było mi tak bardzo znane - złość i chęć zranienia drugiej osoby.

I co najważniejsze - miałem w głowie przestrzeń do tego, aby wybrać inną drogę. Mogłem podjąć decyzję o tym, że zamiast złości wczuję się w sytuację drugiej strony i skieruję tory naszej rozmowy na dążenie do porozumienia.

Oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się, że pojawi się we mnie złość. Choć zwykle jestem oazą spokoju, są pewne rzeczy, które mogą mnie wytrącić z równowagi. Jednak gdy to się dzieje, intensywność tych emocji jest znacznie niższa i zdecydowanie szybciej umiem z nich wyjść. W większości przypadków mogę zgasić pożar, jeszcze gdy jest on wielkości palącej się zapałki. Daje mi to niezwykłe poczucie kontroli nad sobą i chroni moją relację przed niepotrzebnymi turbulencjami.

Przez podobny proces zmiany możesz przejść przy praktycznie każdym niechcianym zachowaniu.

Pobudzana w ten sposób samoświadomość (która od codziennej, 15-minutowej medytacji rozprzestrzenia się na nawyk bycia uważnym przez cały dzień) ma bardzo szerokie zastosowanie w rozwoju osobistym.

Obgryzanie paznokci, nawyk samokrytyki, rozpraszanie się w pracy portalami społecznościowymi, wchodzenie w rolę ofiary w konflikcie z partnerem. Niektóre z nich będą wymagać większej uważności i praca nad nimi potrwa dłużej - od innych możesz się uwolnić już po 2 lub 3 tygodniach.

Jeśli zdecydujesz się pracować w ten sposób nad swoimi zachowaniami, zapoznaj się z tymi wskazówkami:

1. Medytuj. Obserwacja samego siebie w ciągu dnia bez regularnej praktyki medytacji (choćby raz dziennie) jest niezwykle trudna, a dla wielu wręcz niemożliwa. Ćwiczenie medytacji sprawia, że nasz mięsień samoświadomości jest poddawany codziennemu treningowi, dzięki czemu bez większego wysiłku zaczynamy zauważać wiele rzeczy, które dzieją się w naszym świecie wewnętrznym. Jeśli szukasz sposobu na naukę medytacji, zachęcam Cię do zapoznania się z 5-dniowym kursem Medytacja dla początkujących. Ich autorką jest Sandra Lasek, moja przyjaciółka, współpracowniczka od lat i największy znany mi ekspert od medytacji (Sandra medytuje regularnie od… 26 lat).

2. Bądź cierpliwy i wyrozumiały dla siebie. Prawdopodobnie wiele razy uświadomisz sobie destrukcyjne zachowanie w trakcie, gdy będzie ono mieć miejsce, ale to nie wystarczy, aby je zatrzymać. To normalne. Daj sobie czas i bądź konsekwentny. Zobaczysz, że w pewnym momencie będziesz gotowy na to, aby zatrzymać się i wybrać inną drogę. Nie krytykuj się za porażki w tym zakresie, bo poczucie winy jest jak wirus, szybko zabijający Twoją świadomość.

3. Sama medytacja i uważność bez intencji pracy nad danym problemem może nie wystarczyć. Zdecyduj, nad jakim zachowaniem chcesz pracować i zwracaj szczególną uwagę na chwile, w których pojawia się ta reakcja. Regularnie myśl o tym, że chcesz to zmienić i przypominaj sobie o tym na wszelkie możliwe sposoby.

4. Pomyśl o alternatywnym zachowaniu. Gdy ja nauczyłem się zatrzymywać moją złość, zawsze skupiałem się na wyrażeniu własnych emocji - na tym, aby w rozmowie z Marysią opowiedzieć o tym, co właśnie czuję (w sposób zdrowy i konstruktywny). Jeśli nie masz alternatywy dla niechcianego zachowania, zmiana będzie dużo trudniejsza. Dlatego jeśli obgryzałeś paznokcie - chwyć piłeczkę do ściskania, jeśli krytykowałeś siebie - zacznij mówić do siebie same miłe rzeczy, a jeśli ulegałeś pokusie wejścia na facebooka podczas pracy - wstań i patrz przez okno przez 60 sekund.

Zmiana zachowań za pomocą uważności to tylko jedno z wielu zastosowań medytacji w pracy nad sobą. Tych korzyści jest znacznie więcej.

Przykładowo, gdy regularnie medytujesz, zaczynasz odnajdywać źródło swoich problemów. Zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, która dokładnie myśl lub która emocja leżą u podłoża tego, co chcesz w sobie zmienić.

Innym zastosowaniem uważności jest poznawanie siebie - gdy obserwujesz swoje reakcje w różnych sytuacjach życiowych, zaczynasz rozumieć, przy jakich ludziach / w jakich sytuacjach / w jakich miejscach / z jakimi zadaniami w pracy czujesz się dobrze, a z jakimi nie. Z taką wiedzą będziesz podejmować lepsze decyzje. Będziesz dobierać cele, które są w zgodzie z Tobą.

Medytacja jest bez dwóch zdań najlepszym treningiem umysłu, jaki został kiedykolwiek wymyślony. Za nic nie oddałbym mojej porannej, 15-minutowej praktyki. Mam nadzieję, że udało mi się Ciebie zainspirować do włączenia tego jednocześnie prostego i trudnego ćwiczenia do swojej codzienności.

Jeśli jeszcze nie medytujesz, ale chcesz zacząć… zdeklaruj swoją wolę w komentarzach, publiczne zobowiązanie z pewnością pomoże Ci w zrobieniu pierwszego kroku. A jeśli już medytujesz - jakie zauważasz efekty medytacji w swoim życiu?

Napisz komentarz

  • Tata Beby i Beba

    Wchodzę w projekt codziennego porannego czasu na medytacje. Przyjmuję wyzwanie.

  • Piotrek

    Świetny artykuł, dokładnie to o czym myślałem w dniu wczorajszym. No i od dawna chcę regularnie medytować, ale wszystko powolutku. Narazie kończę kurs Dobre nawyki, regularnie czytam Insight i wykonuję ćwiczenia. W swoim czasie dojdzie do tego trening uważności :)

  • Iwona R

    Czy najlepszy na medytacje jest poranek? Czy równie dobry każdy wolny czas w ciągu dnia?

    • Iwona, nie ma najlepszego czasu na medytację - to kwestia indywidualna. Ja wolę medytować rano, bo gdy medytuję wieczorem, to potem nie mogę zasnąć :) Wypróbuj różne opcje i sprawdź co jest dla Ciebie najlepsze.

  • Oktawia

    Od kilku miesięcy medytuję 2 x dziennie po 15 min - rano i wieczorem. Zgadzam się w pełni, że medytacja ma ogromny wpływ na zmianę świadomości, a co za tym idzie zmianę myślenia, reagowania, postrzegania i odbierania zachowań ludzi czy też zaistniałych wydarzeń. Jestem na etapie, że nie wyobrażam sobie nie medytować. Często medytuję razem z mężem, a od niedawna zachęciliśmy również naszego 11-letniego syna do wspólnego "posiedzenia" :) Szczerze polecam!!!

  • edyta

    Przy okazji trudnej relacji z partnerem natrafiłam na Twój blog. Czytając post o toksycznych związkach byłam przerażona, jakbym czytała o sobie... 2 lata temu podjęłam decyzję o realizacji SWOICH celów wbrew oczekiwaniom innych, świadomość życia według własnych zasad przyniosła upragniony spokój ducha aż tu nagle taki wstrząs. Krótki związek doprowadził do wewnętrznej destrukcji - na szczęście miniony czas nie jest stracony. Twoje posty "otrzeźwiły" mój umysł i powoli wracam do wewnętrznej równowagi :) Medytacja będzie kolejnym wyzwaniem na mojej ścieżce do samorealizacji. Dopiero raczkuję w tej dziedzinie ale codziennie nastawiam budzik 15 minut wcześniej i przed "porannym szaleństwem" wyciszam się, tak samo robię przed zaśnięciem. Myślę, że w powyższym tekście wiele osób odnalazłoby siebie, ja również często dawałam się ponieść emocjom a jeszcze częściej tłumiłam je w sobie, co w konsekwencji przyniosło chyba gorsze rezultaty. Ale wczoraj, podczas trudnej, pierwszy raz poczułam, że mam wpływ na swoje emocje! Niesamowite uczucie! kontrolujesz słowa, ton głosu, zbierasz myśli i ze spokojem odpowiadasz. Nie wiem czy to zasługa medytacji, w której przyznaję jeszcze jest trochę chaosu czy głębszej świadomości, której doświadczam. Jedno jest pewne, Twoje artykuły trafiają do mnie w 100% i dlatego bardzo dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu!

    • Edyta, cudownie się czyta takie komentarze. Dziękuję i życzę powodzenia w dalszych odkryciach :)

  • Katarzyna Rejmonciak

    A ja jakoś boję się zacząć medytować choć nie raz chciałam zacząć bo słyszałam wiele dobrego. Powstrzymuje mnie przykład mojego męża, który w młodosci zaczą medytować i doszedł do momentu , jak to on opisuje, "jakby wpadł w czarną odchłań", wtedy wytraszył się i juz nigdy nie próbował. Inna moje znajoma , która zna się na medytowaniu, mówiła mi , że nie wszyscy mogą medytowac samemu, bez osoby nadzorującej. I tak cały czas się zbieram do tej medytacji, ale nie moge dojśc do żadnych informacji które by rozwiały moje wątpliwości i pokazały jak medytowac i nie narobić sobie jakiś problemów. Jesli tutaj ktoś mógłby mi wytłumaczyć dlaczego mąż miał takie doswiadczenie podczas medytacji albo dlaczego czasem nie powinno sie samemu medytować, to byłabym wdzięczna za wyjasnienie. :)

    • Katarzyna, subiektywne odczucie "wpadania w otchłań" może być swojego rodzaju interpretacją nieznanego nam uczucia pustki. Takiej interpretacji może dokonać ta część nas, która jest przywiązana do posiadania kontroli i która boi się stanu nie-myślenia. Wizja "wyłączenia" umysłu na chwilę i utraty tej ciągłości racjonalnego myślenia może być dla tej części nas wręcz przerażająca. Warto mimo wszystko małymi kroczkami smakować tego nowego doświadczenia i się do niego przyzwyczajać.

      Nie spotkałem się osobiście, jak również nie spotkałem wśród osób, z którymi rozmawiam o medytacji, aby taka praktyka mogła w jakikolwiek sposób wpływać negatywnie na naszą psychikę.

    • Katarzyna Rejmonciak

      Dziękuję Michale za odpowiedź. Powiedz zatem, prosze od czego byś w moim wypadku zaczął , jeśli do tej pory nie miałam żadnego kontaktu z medytacją?

    • Możesz zacząć od krótkich ćwiczeń polegających na wsłuchiwaniu się w swoje myśli. Usiądź na 5 minut i obserwuj myśli, które przepływają przez Twoją głowę. To dobry pomysł na pierwszy krok.

      Jeśli byś potrzebowała szerszego wprowadzenia z całym zestawem ćwiczeń na start, zajrzyj do naszego 5-dniowego kursu "Medytacja dla początkujących": http://www.lifearchitect.pl/lifearcadia/medytacja-dla-poczatkujacych

  • Marcin

    Orientuje się ktoś może, czy istnieją jakiekolwiek efekty uboczne, zagrożenia związane z regularnym medytowaniem?

    • Paulina Woźniak

      Takim pośrednich efektem ubocznym poszerzania świadomości może okazać się fakt, że towarzystwo osób, które do tej pory ceniłeś, przestanie Ci odpowiadać :) chociaż nie postrzegam tego jako zagrożenie, mimo że czasem na początku bywa trudne.
      Poza tym, jeszcze żadnych innych nie dostrzegłam, chociaż nie jestem zaawansowana w medytacji... Więc może poczekajmy na odpowiedź jakiegoś eksperta :)

    • Marcin

      Całe szczęście, zawsze można znaleźć nowe, odpowiadające nam środowisko - mam nadzieję, że Tobie się udało. Pozdrowienia

    • Marcin, jedynym zagrożeniem, jakie znam jest fakt, że regularna medytacja może sprawić, że zaczniesz sobie uświadamiać pewne niewygodne prawdy na swój własny temat - prawdy, przed którymi do tej pory uciekałeś, lub które skutecznie chowałeś przed sobą. Dla niektórych może to być trudne doświadczenie, jeśli takich "ciemnych" stron osobowości jest więcej i są one przez wiele lat wypierane. Jednak w przypadku medytacji raczej nie jest to nic, co nas nagle "zalewa", ale raczej systematycznie i powoli się nam ujawnia.

    • Marcin

      Bardzo dziękuję za odpowiedź i uświadomienie, będę mieć to na uwadze w przyszłości. W zasadzie taka samoświadomość 'ciemnych stron' w dłuższym czasie objawia się jako zaleta:)

  • Czy zauważenie braku kropki nad z to już uważność, czy tylko uwazność? :)

    • To był test na Waszą uważność ;)

      A tak na poważnie, dzięki za spostrzeżenie!

  • Marcin

    Ja z kolei postanowiłem sobie, że od stycznia zacznę medytować regularnie i jakoś nie mogę się zmotywować, choć cały czas o tym myślę :/

  • Wojtek

    Ja staram się medytować cały dzień, gdzie przez medytację rozumieniu jak bycie świadomym, tu i teraz. Zgadzam się z jednym wpisem Sandry, gdzie napisała, że jakby miała udzielić jednej rady swojemu znajomemu, wybrałaby "medytuj".
    Co do efektów ubocznych.. pewną drogę trzeba przejść, aby uwolnić się od ego i oczyścić umysł z nawyku myślenia. Nie zawsze będzie łatwo, jednak przez stałą medytację odnajdziemy prawdziwe "ja":)

  • Zastanawianie się nad swoimi celami, marzeniami oraz funkcjonowaniem to bardzo dobry sposób na to by trochę zwolnić :)
    Medytacja może być świetnym sposobem na to, by dowiedzieć się czego naprawdę chcemy i w jaki sposób najlepiej to zrobić.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • hubert

    Ja medytuje już prawie rok, początki były dosyć trudne. Ciężko było siedzieć i wytrzymać ze swoimi myślami i ciszą. Stopniowo sesje robiły sie dłuższe. Zaczynałem od 5 min co 3 dni a aktualnie to jest godzina codziennie. Tylko że od niedawna poszedlem do szkoły Karma Kaygu. Poznałem tam zupełnie inny rodzaj medytowania niż stosowany dotychczas. Każdemu polecam medytacje, nie potrzeba żadnych innych ćwiczeń z rozwoju osobistego, medytacja wystarczy. Ja sam po sobie zauważyłem że stałem się spokojniejszy, bardziej skoncentrowany, a co najważniejsze szcześliwszy. Niestety dla większosci osob kojarzone jest to z religijnym rytuałem, czymś egzotycznym. często słyszę że ja sie do tego nie nadaje, że ja to tak nie wysiedzę itp. Niestety to tylko wymówka, ludzie chcą lepiej żyć, ale nie chcę im się poświecić troche czasu, aby zmienić to życie na bardziej owocne. Mimo to że często ktoś podsuwa im rozwiązanie pod nos!! Ja niestety sam wszystkiego sie musiałem nauczyć, a o wiele latwiej by mi było z pomocą kogoś. Ale tak jak napisałeś w książce o czyszczeniu swojego diamentu, niektórzy po prostu wolą przykryć ten brud pod ładnymi "szmatkami"

  • Shynom

    Od dziś medytuje, w środku dnia

  • jrszs

    Michał, jakiego rodzaj medytacji stosowales odnosnie poprawy twoich emocji odnosnie kontaktu z zona?

  • Anytsuaf S

    O, świetnie ten artykuł mi trafia - właśnie w tą chęć urzeczywistniania się , przestania rozmieniania się i gubienia się, uciekania w nieproduktywne, a przyjemne działania. Wyzwanie podejmuję!;)

  • Paweł Ś

    O dziwo ten artykuł odnosi się do moich ostatnich przeżyć. Od jakiegoś czasu (ok. tygodnia, może trochę więcej) chodzi mi po głowie powrót do medytacji :)
    Prawie zawsze, gdy przed popołudniową drzemką, mam medytować znajdę jakieś wymówki (a to jutro, teraz jestem zmęczony itp) i nie wiele z tego wychodziło. Do tego wszystkiego powrócił negatywny nawyk - znów klnę - i to przy najprostszych sytuacjach np. gdy długo otwiera się program na komputerze. Ale do rzeczy.
    Po pierwsze, ten artykuł zasiał we mnie myśl, aby ponownie i bardziej zaangażować się w praktykę medytacji.
    Po drugie, wykorzystam ją, aby zapanować nad dość paskudnym nawykiem przeklinania.
    i po trzecie, wypracować nowy nawyk przeciwstawny powyższemu :)

    Nadmienię, kiedy zaczynałem przygodę z medytacją, a było to blisko kilka lat temu, nie potrafiłem zatrzymać zachwytu i radości z niemal każdego dźwięku pochodzącego z otoczenia - szczególnie, jak balsam, był śpiew ptaków.

    Pozdrawiam
    Paweł

  • M@mut

    Medytuję regularnie od jakichś 2 lat i czuję że od pewnego czasu tak jakbym stanął w miejscu. Obserwuję oddech i wiadomo, po takim czasie jest lepiej niż na początku ale niestety, większość sesji jest do siebie podobna. Wpadam w urojenia swojej głowy kilka razy, czasami na dłużej i średnio to wychodzi koniec końców. Być może jest to postęp w postaci broniącego się umysłu który zaczyna zalewać moją świadomość wszelkiej maści wyobrażeniami. Może powinienem pomyśleć o innych rodzajach medytacji. Na pewno nie o zakończeniu bowiem jedno muszę przyznać - nieważne czy jest dobrze czy nie, medytacja jest subtelna i chociaż na chwilę obecną może wydawać się, że nic nie daje to po zaprzestaniu praktyki człowiek z pewnością zauważy różnicę. Sprawdzone w praktyce. Chyba stworzę sobie plan biorący pod uwagę więcej rodzajów medytacji niż tylko obserwacja oddechu bo pamiętam do dziś niesamowite stany gdy zaczynałem gdy wszystko na zewnątrz było jakieś takie bardziej wyraźne, soczyste albo potem, niestety już rzadziej występujące gdy czułem że dotarłem do samego sedna swojej istoty i mogę absolutnie wszystko. Niesamowite. Chyba rozumiem czemu niektórzy wspominają o nagłym śmiechu czy innych dziwnych reakcjach podczas mitycznego oświecenia. Może nie doświadczyłem tego na 100% jednak krótkie momenty w czasie siedzenia podczas których umysł był pusty, czysty, cichy wlewały w człowieka spokój, pewność i...radość, autentyczną ochotę do śmiechu. Takie coś zostaje w pamięci na stałe podobnie jak niektóre sny podczas treningu mającego pomóc w osiągnięciu LD i dlatego zamierzam dalej praktykować pomimo odczucia zastoju od pewnego czasu, który dotyczy też samego życia - ciężko o świadomość na co dzień. Praktyka praktyką ale po wszystkim często wracam do trybu takiego trochę robota.

    Mam więc takie 2 pytania do Ciebie Michale:
    - czy też miałeś taki moment lub momenty zastoju? Jak sobie z nimi poradziłeś?
    - zastanawia mnie także kwestia cięższych chwil. Dokładnie chodzi mi o to kiedy np. złość przemienia się w coś innego, pozytywnego a kiedy jest tylko spychana do głębi by mogła się dalej żarzyć. Mam wątpliwości czasami. Kiedyś w jednej książce o medytacji autor był pod wrażeniem gdy jeden mistrz został obrażony przy czym wytrzymał obelgi a po wszystkim gdy wyszli na korytarz, zaczął głęboko oddychać. Niesamowita kontrola umysłu. Tym niemniej ja to widziałem właśnie jako spychanie autentycznej złości do głębi siebie a nie beztroskiego luzu który rozwiewa nieprawdziwe słowa jaki jest często przytaczany przy okazji tekstów o Buddzie. Wspominam o tym bo czuję że sam mam sporo ukrytej, tzw. wypieranej złości i to zbieranej lata co jest pokłosiem niskiego poziomu asertywności i strachu z czego powoli, powoli wychodzę. Jestem ciekawy co sądzicie o tych kwestiach.

    • M@amut, miałem takie momenty. To, co jest pomocne to właśnie zmiana techniki medytacji, albo raczej - rezygnacja z techniki. Obserwacja oddechu jest techniką - koncetrujesz się na obiekcie medytacji. Na pewnym etapie techniki warto odpuścić i przestać kierować uwagę na obiekt medytacji, ale pozwolić się jej rozproszyć. Obecnie praktykuję medytację uważności z otwartymi oczami, w której staram się otwierać na wszystkie sygnały zmysłowe, jakie do mnie napływają. Moim zadaniem w medytacji jest utrzymywanie czystego umysłu i bycie tu i teraz, bez skupiania się na żadnym konkretnym obiekcie.

      Pomóc może też praktyka medytacji w ciągu dnia, w trakcie najzwyczajniejszych czynności. Takie "momenty uważności" sprawiają, że przyjmujesz medytacyjny stan umysłu nie tylko podczas "formalnej" praktyki. To może wnieść praktykę medytacji na nowy poziom.

      Odnośnie złości - jeśli faktycznie masz w sobie jakąś złość, którą wypierasz, te emocje, które pojawiają się na bieżąco, mogą się "łączyć" z taką złością - sprawiając, że trudno Ci będzie być jak przezroczysty obłok, przez który ta emocja po prostu swobodnie przepływa i ulatnia się. Każda sytuacja, która rodzi złość, w pewnym sensie dotyka słabego punktu i budzi emocje, które są głęboko ukryte. Gdy raz a dobrze uwolnisz te schowane emocje, dużo łatwiej Ci będzie nie reagować na uczucia, które pojawiają się na co dzień.

    • M@mut

      Z uważnością na co dzień jest ten problem, że umysł tak łatwo się nie poddaje. Stale napływają jakieś myśli, obrazy i owszem, widać że są i można wtedy na nowo wejść w tu i teraz ale człowiek zaczyna być zmęczony gdy zauważa jak często natłok myśli zaczyna przejmować stery.

      Rozumiem cały układ odnośnie ukrytej złości jednak nie pomaga fakt przebywania w otoczeniu, które jest jednym z budulców tej złości a póki co nie ma jak się wydostać. Pozostaje więc żmudna praca nad sobą. Zastanawiło mnie jednak kiedy kończy się przekierowanie złości w "nieszkodliwy teren" by się rozpłynęła a kiedy zaczyna zwykłe zduszanie jej pod przykrywką radzenia sobie z nią.

    • Co do uważności na co dzień - wystarczą krótkie momenty, dosłownie kilkanaście sekund, kilkanaście razy dziennie. Z czasem będzie coraz łatwiej wydłużać czas tych uważnych chwil. Przyda się tutaj jakiś przypominacz, np. sznurek na nadgarstku, przypomnienie w telefonie, kamyk w kieszeni.

      Co do złości - różnica pomiędzy rozpływaniem się złości w świadomości a zduszaniem jej w sobie jest dość łatwa do rozpoznania. Uczucie uwalniania destrukcyjnego uczucia jest zupełnie inne niż uczucie będące efektem chowania go na siłę w zakamarkach świadomości.

    • Krzysztof

      Nie wychodzi Ci bo stawiasz sobie wymóg!Nie oczekuj od medytacji poprawy, trwaj w czystej uwaznosci i trzymaj uwagę na jednym punkcie.Rezultaty się pojawia, subtelne poprostu to poczujesz.

  • Nigdy nie medytowałem. Nie uważam tego za pomocne, ponieważ według mnie jest sposobem na wmówienie sobie jak dużo się zmieni. Można się uspokoić na wiele innych sposobów.

    • Patryk, medytacja jest przeciwieństwem wmawiania sobie czegokolwiek, jest wręcz uwalnianiem się od tego, co sobie wcześniej wmówiliśmy (lub co inni nam wmówili) :)

    • Jak to działa, siedzenie w ciszy ma pomóc zmienić rozumowanie?

  • Grzesiek

    Witam.weszłem na Twoj blog bo czuje ze zycie mi przelatuje przez palce,zacząłem od kursu nawyków.. a moim glownym nawykiem który chcialbym wprowadzić jest własnie medytacja bo stres i brak organizacji mi coraz bardziej doskwiera,ale fakt poczatki trudne bo wszystko mi wiruje w glowie gdy próbuje sie skupić..pzdr.

  • Rafał

    Czy nie lepszym rozwiązaniem byłaby medytacja wieczorem?
    Wieczorem spoglądamy na nasze poczynania na świeżo.
    Rano pojawia się już jakiś dystans do tego co było.
    (Pewnie też zależy to od osoby i od tego co chcemy przez medytację osiągnąć)

  • Adrian

    Drogi Michale, pozwolę sobie opisać moje ostatnie dni, które także będą mówić co nieco o medytacji.

    W ciągu ostatnich trzech dni przez cały czas siedziałem w rodzinnym domu na prośbę mojej mamy, która wyjechała na ferie. Z tego powodu nie wychodziłem absolutnie nigdzie (także dlatego, że obecnie mieszkam na wsi), zaś moim jedynym zajęciem było spożywanie kolejnych posiłków, rozpalanie pieca, czytanie książek oraz przeglądanie internetu. W powyższej sytuacji pomyślałem, iż jest to czas najwyższy aby wrócić do regularnej medytacji, którą dwa tygodnie temu porzuciłem. W końcu, siedzenie przez trzy dni w absolutnej ciszy lub przy akompaniamencie głosów z YouTube'a może temu sprzyjać.

    Okazało się, że nic z tego. Nie mam ani trochę chęci na medytację. A skoro czuję, jak gdybym miał się do tego zmuszać, nie zamierzam za to się brać.

    Wtedy przypomniałem sobie słowa jednego z buddyjskich mnichów, tudzież uczonych (nie pamiętam) znalezione w internecie, nie wykluczone, iż w jednym z Twoich artykułów. Otóż powiedział on, że "każdemu zaleca medytację dwadzieścia, zaś osobom wyjątkowo zapracowanym: czterdzieści minut dziennie". Zgodnie z tą myślą, biorąc pod uwagę fakt, iż obecnie nie pracuję, nie uczę się a moje życie opiera się na miłości do mojej ukochanej, która znajduje się na drugim końcu kraju, stwierdziłem, że w takim razie tym nieprzepracowanym, medytacja niekoniecznie musi służyć, lub (co bardziej prawdopodobne) nie będą oni do jej praktyki w żadnym wypadku przekonani.

    Więc jak to jest: czy medytacja naprawdę jest dla wszystkich? I, może nawet ważniejsze pytanie: czy postanowienie "siedzenia tych nawet tylko 10 minut za wszelką cenę nawet jeżeli zupełnie tego stanu się nie czuje", czyli swego rodzaju zmuszanie się do robienia tego może być jakkolwiek pomocne?

    Dzięki za artykuł. Pozdrawiam.

  • kiedy się ogolisz Michale?

  • Piotr

    Witajcie. Nie widzę tutaj podobnych tematów gdzie ktoś zgłasza się po pomoc ale też nie znalazłem póki co lepszego miejsca gdzie mógłbym znaleźć pomoc. Mam problem z bezsennością. Prawie rok temu przez kilka tygodni spędzałem noce w stanie czuwania, miałem chorą nogę i nie mogłem zmieniać pozycji co mnie mocno stresowało. Pewnego razu sąsiedzi w nocy zaczęli strasznie hałasować około 2 w nocy a ja się obudziłem bardzo wystraszony i zlany potem, serce mi kołatało mimo że byłem świadomy że nic mi nie grozi. Od tamtej pory co noc o tej samej porze powtarza się ten schemat. O drugiej w nocy się budzę i mam wrażenie jakby moje ciało zalewała od środka jakaś substancja, tracę w ciągu kilku sekund jakąkolwiek ochotę na spanie, po pewnym czasie zaczynam być senny ale już do samego rana nie potrafię zasnąć, czasem jest to półsen który nie daje wypoczynku. Nie czuję w związku z tym żadnych emocji poza irytacją że to nie mija. Jak mogę to odprogramować? A może to jest uszkodzenie neurologiczne? W końcu byłem wtedy mocno osłabiony (choroba nogi i przymus czuwania).

  • Krzysztof

    Chciałbym dodać coś od siebie:)

    Medytacja to najlepsze narzędzie do transformacji postrzegania życia.Medytujac obserwujesz myśli które determinują nasze życie.Myśli przepływają przez nasz umysł niczym chmury, są i będą tego nie zmienisz, taka jest natura ludzkiego umyslu.Szkopuł w tym , na ile przywiazujesz emocjonalna reakcję do przepływającej myśli.Większość Społeczeństwa jest uzależniona od swoich wychalucynowanych myśli ktore notorycznie i nagminnie realizuja schemat przetartych sciezek , częsta jest on destrukcyjny dla naszego życia, przykład -> wszelakie formy uzaleznienia, kompulsywne myśli, uleganie złym okazjom ,ludziom-brak asertywności.Ludzie mimo tego iz wiedza ze myśli mają władzę nad nimi , nie są tego świadomi.Medytacja jest kluczem do wyjscia z zaslepionego umysłu, i spojrzenia na myśli z dystansem.

    Co się dzieje kiedy obserwujemy myśli?
    Najzwyczajniej przemijają , a z nimi uwalnia się cały ładunek emocjonalny.

    Czemu punkt uwagi jest taki ważny?
    Taki zabieg wyrabia dyscyplinę, stymuluje korę przedczolowa odpowiedzialna za kontrolę impulsu-> zyskujemy większy dostęp do niezakluconej uwagi.

    Czemu medytacja zmienia życie?
    Zaczynasz świadomie przeżywać każdą chwile - czy nie jest ta esencja życia?Świat wtedy jest jaki jest , akceptujesz to w pełni.Zyskujesz dostęp do bezwarunkowego szczescia, nie uzalezniasz swojego samopoczucia od sytuacji i myśli.Innymi slowy stajesz sie wolny - ja to nazywam stanem zero.Z takiej pozycji możesz gory przenosić, cokolwiek zrobisz i tak będzie dobrze.Czerpiesz feedback ,ale nie ma emocjonalnego przywiązania.
    Najwieksza motywacja bierze sie z niczym nie zakluconej czystej świadomości.

    Czytam sporo powyzszych komentarzy, i sporo osób stawia silne wymogi ,upatruje w medytacji ratunek i przymus ucieczki od bólu.To nie jest tak!
    W procesie medytacji przyjmujesz wszystko i obserwujesz.Nie ważne ile myśli się w głowie kotluje , jakie uczucia się pojawiają, bądź obecny.....Z czasem wszystko się ulotni i zrozumiesz cel medytacji.

  • Moim zdaniem warto znaleźć kompromis pomiędzy pracą, aktywnością a odpoczynkiem oraz spoglądaniem na wszystko w wolniejszym tempie :)
    W dzisiejszych czasach wydaje się to bardzo ciężkie, ale warto pamiętać, że każda zmiana to nie tylko okrzyki motywacyjne i chęć działania, lecz przede wszystkim wewnętrzna chęć zmiany. Taka, które pozwoli nam wstać rano i działać pomimo braku ładnej pogody, czy innych niesprzyjających czynników.

  • Sebastian

    Cześć. Ja medytuję regularnie od pięciu miesięcy 20 minut rano i 20 minut wieczorem - mówię tu o medytacji siedzącej z koncentracją na oddechu. Już po pierwszych kilku sesjach zaczęły się pojawiać u mnie spontaniczne, samorzutne stany uważności podczas wykonywania różnych czynności dnia codziennego. Z początku było to przyjemne i ciekawe doświadczenie - świat i przestrzeń dokoła mnie stawały się bardziej przejrzyste, krystaliczne, barwy bardziej nasycone, dźwięki czystsze itp. Stany te jednak zaczęły pojawiać się tak często, że świadomie starałem się je przerwać - bo odczucie bycia obserwatorem stawało się dla mnie męczące i co tu ukrywać - nudne. Tak, naprawdę zaczęło mnie to nudzić i nie wiem za bardzo, co z tym można zrobić. Wiem, że długo medytujący starają się właśnie w tym stanie uważności przebywać jak najdłużej, no ale ja przebywając w nim np. godzinę lub dwie czuję się zmęczony i znudzony.