Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Wybaczanie

2842941601_66ef8dd667_z

Photo by Auzigog

Złość i żal skierowane ku innym to emocje, których efektem jest nie tylko utrudnione budowanie relacji z tymi osobami. To uczucia, które przede wszystkim niszczą od środka samego nosiciela.

Szczere wybaczanie wymaga wielkiej odwagi, ale jest też niesamowicie oczyszczające. W tym artykule przedstawię Ci technikę, za pomocą której będziesz mógł wybaczać innym, odnajdując jednocześnie wewnętrzny spokój dla siebie.

 

Wybaczanie to sztuka, dzięki której możesz się uwolnić od więzienia, które obarczając kogoś winą sam sobie czynisz. Wybaczenie bliskiej osobie oczyści Twoje wnętrze i pozwoli przywrócić odpowiedzialność za problemy, z którymi nie mogłeś sobie poradzić. Pamiętaj, że tu nie chodzi tylko o zwolnienie kogoś z winy – przede wszystkim chodzi tutaj o to, abyś Ty stał się wolny.

Co ciekawe, aby w ogóle rozważyć wybaczanie, najpierw musisz uznać, że ktoś jest czemuś winny.

Żeby uznać, że jest czegoś winny, musisz mieć określone zasady i ramy związane z konkretną sytuacją. Pytanie brzmi – czy te zasady są podzielane przez osobę, której starasz się wybaczyć? Czy z perspektywy tej osoby jest w ogóle co wybaczać? Zastanów się, czy przypadkiem nie jesteś „sędzią”, który wedle własnych wytycznych ocenia osobę, która się w określony sposób zachowała.

 

Widzisz, wszystko się sprowadza do jednego z podstawowych założeń w NLP – każdy ma swój własny, indywidualny model świata. Plus – ludzie dokonują najlepszych dla siebie w danej chwili wyborów. Czyli ich zachowania mają zawsze pozytywną intencję (niekoniecznie dla Ciebie, ale dla nich samych z pewnością tak). Więcej o tym przeczytasz w artykule Odkryj pozytywną intencję.

Czy możesz zatem oczekiwać od ludzi, że będą zawsze idealni? Czy możesz oczekiwać od nich, że zawsze będą wiedzieli jak się zachować w konkretnej sytuacji? Czy możesz oczekiwać, że zawsze będą stawiali Twój interes na pierwszym miejscu?

Jako istoty ludzkie jesteśmy tak skonstruowani, aby zawsze nade wszystko dbać o własne dobro – bo dzięki temu mamy większe szanse na przetrwanie.

 

Często jednak ludzie w związkach zachowują się tak, jakby to wszyscy wokół mieli żyć tylko dla nich. Gdy ludziom brakuje poczucia własnej wartości, zaczynają oczekiwać od innych, że Ci będą o nich dbali – głaszcząc, chwaląc, pomagając, cały czas o nich myśląc. Gdy te oczekiwania są niespełnione, nagle pojawia się wina – „on nie powinien był tego zrobić!”. I to przekonanie jest największym błędem, jaki możesz zrobić. Bo musisz wiedzieć jedno – skoro ktoś tak zrobił, to widocznie tego potrzebował. Nawet jeśli popełnił błąd, być może potrzebował takiego błędu aby zrozumieć coś ważnego.

Wybaczanie wymaga więc głębokiego zrozumienia – nie możesz patrzeć tylko na to co jest na powierzchni. Musisz zastanowić się nad motywami tej osoby i zrozumieć co ją kierowało. Dopiero wtedy możesz zaakceptować taki stan rzeczy odkładając na bok swoje własne oczekiwania. Możesz też wtedy zrozumieć, że nie ma nic do wybaczania, bo nie ma nawet winnego. Wina nie istnieje – jest tylko sztucznym tworem stworzonym przez umysł, który wierzy w dualistyczne pojęcie dobra i zła.

 

Zrozumienie powyższego to pierwszy, bardzo ważny krok do nauczenia się prawdziwego wybaczania. Teraz pora na drugi, równie istotny – w formie konkretnego procesu, dzięki któremu dokonasz transformacji własnego podejścia.

Wybaczanie

1. Wybierz osobę, której chcesz wybaczyć. Pomyśl o sytuacji, która jest przedmiotem sporu.

2. Najpierw pomyśl o sobie i zadaj sobie pytanie: „Czy to, co się wydarzyło, w jakikolwiek sposób umniejszyło to kim jestem?” Odpowiedź zapisz na kartce.

3. Teraz pomyśl o tej drugiej osobie. Jak sądzisz, czym się kierowała? W co wierzyła, zachowując się określony sposób? Co chciała osiągnąć swoim czynem? Określ jej pozytywną intencję i zapisz ją na kartce.

4. Czego brakowało tej osobie w tamtej konkretnej sytuacji aby postąpić inaczej? Jakich zasobów jej brakowało? Jakiej emocji, uczucia, przekonania? Być może brakowało jej bezpieczeństwa? Być może brakowało jej zrozumienia albo zaufania? Być może brakowało jej przekonania, że sobie poradzi sama? Wypisz brakujące zasoby na kartce.

5. Wyobraź sobie tą osobę w tej konkretnej sytuacji. Pomyśl o jej pozytywnej intencji. Wręcz jej teraz brakujące zasoby i zobacz jak zmienia się jej zachowanie, gdy to ma. Zobacz jak ta sytuacja trwa i dobiega końca.

6. Teraz wyobraź sobie, że pojawiasz się tam – mając okazję spojrzeć tej osobie w oczy i jej wybaczyć. Uśmiechnij się, przytul się do niej i powiedz „Wybaczam Ci całym swoim sercem. Wybaczam sobie to, że zatruwałem się złością i żalem. Dziękuję.”

7. Otwórz oczy a następnie sprawdź rezultat – pomyśl o tej osobie i o tej konkretnej sytuacji i zobacz jak się czujesz.

Jeśli chcesz komuś wybaczyć, przetestuj powyższy proces od razu i daj znać o efektach. Niech Twoje relacje będą pełne ciepła i zrozumienia – naucz się prawdziwie wybaczać, a będziesz gotów na kolejny krok. Jest nim zrozumienie, w którym odrzucasz koncept winy – a wtedy już z założenia wybaczasz każdemu, zawsze.

Tematyka wybaczania jest szczególnie żywa w rodzinie, gdzie czasami ludzie latami chowają do siebie urazy za rzeczy, których już nawet nie pamiętają. Paradoksalnie, to właśnie najbliższym najtrudniej jest wybaczyć. Ale tak długo, jak będziesz nosić w sobie te uczucia, nie zaznasz prawdziwego spokoju ani szczęścia. Chcesz się uwolnić? Zajrzyj do naszego 10-dniowego kursu Szczęśliwa rodzina. Pomoże Ci na nowo zbudować dobre relacje z tymi, których kochasz.

Spodobał Ci się ten artykuł? Jego doskonałym uzupełnieniem jest: Odpowiedzialność, do którego lektury gorąco Cię zachęcam.

 

 

Zostaw komentarz

  • Dominik Pawlik

    Bardzo dobry artykuł. Znalazłem również nieco inny artykuł http://religia.tv/index.php?typ=beatyfikacjanews&id=539 ale o podobnej wymowie. Wybaczenie sobie jak i innym jest zdjęciem pewnego brzemienia z nas samych. W przypadku rozwoju osobistego, rozwoju własnej świadomości ma to wielkie znaczenie.

  • Niekiedy potrzebny jest również czas. I gdy emocje już opadną zastanawiam się czy było warto.

  • SteV

    Pewnych rzeczy nie powinno się wybaczać nawet jeżeli ceną za nie jest żal i złość…

  • Jakiś czas temu robiłem podobną rzecz, o której tu pisałeś, ale do tego było zaangażowane ruchy rękami. Nie mogę teraz znaleźć artykułu ani nazwy, ale muszę przyznać, że zadziałało.

  • Dexter

    Zrozumienie intencji osoby, postawienie się w jej sytuacji – owszem, trzeba o tym pamiętać, nie patrzeć tylko na siebie i swoje uczucia, ale co, jeśli ta osoba zwyczajnie nie rozumie, że zachowuje się niezbyt fair? Albo jeszcze gorzej: rozumie, ale nie ma ochoty tego zmieniać?

  • Prawdziwe pytanie brzmi: jak żyć by nie tworzyć w swojej głowie iluzji pt. poczucie krzywdy, obarczanie kogoś winą, żal do drugiej osoby.

    W buddyzmie istnieje idea zwana „współczuciem bez przywiązań”. Opiera się ona na zrozumieniu, że wszystkie zachowania drugiej osoby, które my odbieramy jako destruktywne i toksyczne, są wynikiem źle funkcjonujących programów mentalnych.

    Wszystkich naleciałości, które zgromadziła przez całe życie na swoim idealnym, nieskazitelnym duchowym wnętrzu.

    Odbierając drugą osobę ze szczerym współczuciem i akceptacją komunikujemy się z nią przez pryzmat miłości i automatycznie utleniamy wszelkie „przykrości”, „zawiści” i inne negatywne emocje.

    W sytuacji gdy już czujemy do kogoś żal proponuję praktykowanie zaczerpniętej z japońskiej psychologii techniki Naikan.

    Wspaniale działa w kontekście uzdrawiania relacji. Jest prosta a daje na prawdę odczuwalne efekty.

    Ciekawe jest podejście prezentowane przez hunę.

    Każdy człowiek jest odbiciem Ciebie. To co Cię boli w kontaktach z nim jest tak na prawdę w Twoim wnętrzu. Ty sam się ranisz. Ty sam się krzywdzisz. Ty sam masz żal do samego siebie.

    Rzeczy, których nienawidzimy u innych ludzi istnieją w nas samych. Są po prostu lustrzanym odbiciem naszych wewnętrznych brudów.

    Biorąc pełną odpowiedzialność za swoje życie powinniśmy się stale oczyszczać ze wszystkiego co w naszym świecie odbieramy jako „toksyczne zachowanie innych ludzi”. Bo to istnieje w nas.

    Gdybyśmy dzisiaj wieczorem mieli umrzeć.

    To jakie znacznie miałyby te wszystkie „krzywdy” i „żale”?

    Pozdrawiam serdecznie
    Rafał

  • Jakub Królikowski

    Albo jeszcze inaczej ;)

    Spójrz na świat mechanistycznie.

    Ludzie to tylko elementy świata wokół nas. Czy czułbyś żal do krzesła, które kopnąłeś w nocy i zabolała Cię noga? Do psa, ktory Cię pogryzł?

    Więc dlaczego miałbyś inaczej spojrzeć na ludzi? Człowiek jest tylko zespołem algorytmów umieszczonych w ciele.

    Jeśli zrobił coś, co Ci nie odpowiada, to zrozum, że po prostu wprowadzono do układu „On”/”Ona” takie informacje, że te informacje które wyszły, Tobie akurat nie odpowiadały.
    Nie znaczy to, że zawsze mogłeś zrobić tak, aby uzyskać na wyjściu informacje, które Ci się spodobają(mimo, że przeważnie tak jest).

    Oddziel świat wewnętrzny od zewnętrznego.

    Ustal na spokojnie jak radzić sobie z człowiekiem tak, aby zachowywał się tak jak Ci to odpowiada dokładnie w ten sam sposób, w jaki uczysz się używać noża tak, aby nie zrobić sobie krzywdy i obchodzić się z psem tak, aby Cię nie pogryzł.

    Ustal jakie emocje chcesz czuć i zrób tak, aby je dostać.

    Czy na pewno chcesz poczuć, że wybaczasz?

    Enjoy.

  • Damian

    @SteV

    „Pewnych rzeczy nie powinno się wybaczać nawet jeżeli ceną za nie jest żal i złość…”

    Poniżej proponuję Ci inny punkt widzenia, możesz go, jak zawsze, przyjąć albo odrzucić.

    To, co się powinno robić i to, czego się nie powinno robić, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość to to, co odbierasz zmysłami. To, co w tej chwili widzisz, jest rzeczywiste. Jednak na to, jak postrzegasz rzeczywistość, wpływają również Twoje myśli (Twoja interpretacja). Jeżeli wierzysz w to, że w tej chwili w Japonii Gargamel zjada smerfy, to tak jest w Twojej rzeczywistości, w Twoim matrixie. Tu nie chodzi oczywiście o Prawo Przyciągania ani nic takiego. Chodzi o to, że nie możesz sprawdzić, co się w tej chwili dzieje w Japonii, ale jeżeli wierzysz w to, że w tej chwili w Japonii Gargamel zjada smerfy, to nie ma znaczenia co się dzieje w Japonii, bo Ty i tak bez względu na to, co się dzieje w Japonii, doświadczasz Gargamela zjadającego smerfy, jeżeli w to wierzysz, lub nie doświadczasz Gargamela zjadającego smerfy, jeżeli w to nie wierzysz. Tak samo, jeżeli kogoś uważasz za idiotę, to w Twojej rzeczywistości będzie on idiotą bez względu na to, czy nim jest czy nie jest. W rzeczywistości on nie może być idiotą, bo rzeczywistość definiuję jako to, czego doświadczasz, gdy nie interpretujesz rzeczywistości. Jeżeli nie interpretujesz rzeczywistości, nie możesz nikogo postrzegać jako idioty, a więc w rzeczywistości świat nie dzieli się na idiotów i nie-idiotów. Tak samo jest z każdym innym określeniem na człowieka (głupi, mądry, fajny, niefajny). Jeżeli w nie wierzysz, zniekształcasz swoją rzeczywistość (nie ma w tym nic złego).

    To, co napisałem powyżej, to moje myśli na temat rzeczywistości, moja interpretacja rzeczywistości, która wpływa na to, jak postrzegam świat. Sposób w jaki definiuję słowo „prawda” sprawia, że nie sądzę by moja interpretacja była prawdziwa, również nie sądzę by Twoja była prawdziwa, dlatego napisałem że możesz przyjąć powyższy punkt widzenia lub go odrzucić.

    W szczególności to, co powinno się robić i to, czego nie powinno się robić, nie jest częścią rzeczywistości, tylko Twoją interpretacją rzeczywistości. Nie możesz odebrać swoimi zmysłami, że coś się powinno robić lub, że czegoś się nie powinno robić. Interpretacja nie jest rzeczywistością, nie jest prawdą. Zatem najrozsądniej (jak sądzę) dobierać swoją interpretację w taki sposób, żeby Ci służyła, pod kątem tego, co chcesz osiągnąć.

    „Pewnych rzeczy nie powinno się wybaczać nawet jeżeli ceną za nie jest żal i złość…”

    Jak taka interpretacja rzeczywistości wpływa na Twoje życie? Czy taka interpretacja rzeczywistości Ci służy?

  • mumbasa

    Pierdu, pierdu. Jeden sku* oszukał mnie na 15k zł. Teraz wegetuję i muszę spłacać długi. Gdybym tylko mógł to bym gnoja zabił na miejscu.

    I weź tu teraz wybaczaj codziennie harując 14h aby spłacić długi.

    Z jednym się tylko zgadzam: ta nienawiść wykańcza mnie i dla swojego spokoju powinienem odsunąc od tego emocje, najlepiej zapomnieć, robic swoje. Choc oczywiście w takiej sytuacji jet to niezwykle trudne.

  • „Pewnych rzeczy nie powinno się wybaczać nawet jeżeli ceną za nie jest żal i złość…”

    Zgadzam się. Jeśli cos już jest dawno za nami, nie warto wracać do osób, miejsc, które przyniosły tylko ból. Po co na nowo to rozgrzebywać?

    Jestem święcie przekonana, że przynajmniej mnie na dobre by to nie wyszło. Wręcz przeciwnie. Bez oczyszczenia, o którym pisze Michał.

    Tymczasem, gdy jest to wykluczone, poza moim obecnym życiem, nie zawracam sobie tym głowy.

    Pozostawmy każdemu wolność wyboru, bez narzucania tego, „co się powinno”.

    Pozdrawiam!

  • m.j.podb

    Przyłączam się do pytań Dextera. Jestem ciekaw Waszego zdania.

  • SteV

    @Damian

    Bardzo ciekawy wywód..

    Weźmy przykład Gargamela zjadającego smerfy w Japonii.. To jest owszem kwestia wiary. Jeżeli ja w to wierze to cokolwiek by się nie działo w tej Japonii to i tak będe przekonany że Gargamel zjada smerfy w Japonii. Chociaż na przyszłość użyłbym jednak bardziej praktycznego przykładu.

    Jeżeli np jestem w delegacji to mogę wierzyć, że moja żona właśnie w tej chwili mnie zdradza. Będe tego doświadczał cokolwiek by się w moim domu nie działo.. Nawet gdyby była mi w 100% wierna to i tak będe się gryzł myślami, katował wewnętrznie i doświadczał bardzo nieprzyjemnych emocji. Z kolei mogę również wybrać w to nie wierzyć. Wybrać zaufanie i mieć spokój ducha. Na pewno druga opcja jest znacznie bardziej korzystna.

    Rozumiem, że o coś takiego Ci chodziło. O wybór takiej interpretacji z którą łatwiej się żyje? Jeżeli tak to w 100% się zgadzam.

    Co się tyczy jednak tego co napisałem. Są pewne rzeczy, które są w nas bardzo głęboko zakorzenione. Których ŚWIADOMIE nie da się zmienić. Które tworzą się PODŚWIADOMIE.

    Już tłumacze… Np jeżeli ktoś ma rodzeństwo, z którym dorastał przez lata. Z którym przechodził przez życie.. Czy też partnerke/partnera z którym lata był w związku.. I np zdarzy się sytuacja, w której stanie się coś bardzo złego. Twoja siostra/dziecko/żona zostanie zgwałcona, pobita, skatowana, okaleczona…. Złapiesz miłość swojego życia na gorącym uczynku jak Cie zdradza.. Zobaczysz to własnymi oczyma..

    To wtedy coś w Tobie pęka.. Nie działasz już świadomie. Budzi się pierwotny instynkt zwierzęcy. Coś podobnego jak instynkt przetrwania.. I wtedy nie myślisz.. Działasz odpowiednio do danej sytuacji. Idziesz zabić, opuszczasz kogoś, odchodzisz… NA PEWNO NIE WYBACZASZ! Jeżeli zrobisz to jakimś cudem to na pewno nie będzie Ci lepiej. Będzie gorzej.

    Czy mi się dobrze żyje z moją interpretacją?

    Jak najbardziej dobrze. W pewnych rzeczach powinno zostać się prostym człowiekiem który robi to co każe mu serce w danej chwili, a nie jakieś wymyślone zasady, techniki, religie czy filozofie..

    Pozdrawiam serdecznie :)
    SteV

  • DrRobol

    Zwykle nie zdobywam się na komentowanie jakiejś kwestii, ponieważ najczęściej moje zdanie nie wniosłoby zbyt wiele do tematu. Jednak tym razem wydaje mi się, że jest inaczej. Chciałbym zwrócić Wam uwagę na to, że wybaczanie to nie to samo co zapominanie. Wybaczanie to zdjęcie emocjonalnego ładunku (negatywnego, oczywiście) z jakiegoś wspomnienia, zaś pamiętać o nim zawsze warto, bez względu na to jak mocno bolało. Jeżeli przebaczyłeś/aś to ponowne wspominanie czegoś już nie boli.

    @ Dulcynea
    „Zgadzam się. Jeśli coś już jest dawno za nami, nie warto wracać do osób, miejsc, które przyniosły tylko ból. Po co na nowo to rozgrzebywać?”

    Właśnie po to, by pozbyć się tego bolesnego ładunku raz na zawsze.

    „Pozostawmy każdemu wolność wyboru, bez narzucania tego, „co się powinno”.”

    Oczywiście, masz prawo tkwić w okowach cierpienia, ja jednak uważam, że „powinno” się żyć zdrowo – oznacza to mniej bólu także dla Twoich bliskich.

    Nawet od najokropniejszych przeżyć można się zdystansować – oczywiście nie od razu , nie bez bólu, no i bez „dolewania oliwy do ognia”, czyli bez rozpamiętywania i pielęgnowania mentalnych ran. Zgodzę się jednak odrobinę ze SteV – łatwiej wybaczyć gdy ma się poczucie sprawiedliwości (skrucha winnego, a w przypadku jej braku – zemsta), jednak po co napędzać spiralę nienawiści?

  • Damian

    @SteV, jak tak to spoko. Czytając Twój pierwszy komentarz po prostu potraktowałem to jako „niektóre rzeczy są tak złe, że nie powinno się ich wybaczać”.

  • Fox

    SteV, choć nie zgadzam się, że po wybaczeniu może być jeszcze gorzej (o ile jest rzeczywiście szczere) to jednak muszę przyznać Ci rację, że w przypadku tych najboleśniejszych i najokrutniejszych rzeczy wybaczenie może nie być dla każdego rozwiązaniem. Wybaczyć to tak jakby powiedzieć – skrzywdziłeś mnie, ale ok, miałeś swoje powody, itd. Jak to przełożyć na kogoś kto, jak napisałeś, np. skatował osobę, którą kochasz? Ja bym chyba nie potrafiła a przynajmniej nie prędko.

    W takiej sytuacji zamiast wybaczyć oprawcy chyba bardziej próbowałabym się ogólnie pogodzić z tym, że coś takiego się stało. Pogodzić się z tym, że zło jest na świecie i czasem dopada niezasługujących na coś takiego ludzi. Próbować odbudować wiarę, że istnieje też dobro.

    To mi przypomina książkę, której autorką jest matka zamordowanej dziewczyny. Jej córka była „dzieckiem szczęścia” – ładna, mądra, lubiana, kochana, utalentowana itd. Właśnie dlatego morderczyni odebrała jej życie. Ludzka zazdrość, zawiść … dramat dla matki, której całe życie po tym wydarzeniu było rozpamiętywaniem tego co się stało. Dramat dla jej dwóch pozostałych córek, które choć przeżyły śmierć siostry to jednak żyły nadal i potrzebowały miłości i wsparcia od rodziców. Ci niestety od tego momentu byli całkowicie pochłonięci myślami o nieżyjącej córce i tym samym niszczyli życie dwóm pozostałym.

    Dla mnie trzeba starać się albo komuś wybaczyć a jeśli nie można to pogodzić się z czymś / daną sytuacją, bo jak widać to nie tylko zżera nas samych, ale i przez to sami krzywdzimy ludzi wokół nas.

  • paulina

    Tym razem wyjątkowo świadoma część mnie zgadza się z Jakubem w kwestii techniki.
    Jeśli ktoś mnie zranił jest to prosty przekaz, że nadałam tej osobie znaczenie emocjonalne. Po co?
    Czy ta osoba jest tego warta, żeby mnie bolało?
    Czy ta sytuacja jest tego warta, żeby mnie bolało?
    Czy jest taka potrzeba, żeby mnie bolało?
    Błagam :)

    Najczęściej jest to wynikiem tego, że ta osoba nadaje mi mniejsze znaczenie, niż ja jej – w tym wypadku masz prosty feedback, żeby zredefiniować znaczenie tej osoby w Twoim systemie wartości.
    Jeśli sytuacja dotyczy stricte zachowania – prosty feedback, że albo nadaję zbyt duże znaczenie pierdołom, albo, jeśli sprawa jest większa, np. zdrada – trudno mi się wypowiedzieć, bo ja tak ustalam zasady, żeby mieć wolność i nie interesuje mnie ktoś, kto chce, żebym się czuła przywiązana. Zresztą to też pierdoła, której ludzie nadają znaczenie emocjonalne. Jeśli tak ustalają zasady – ich rzecz, ale muszą liczyć się z konsekwencjami. Nie zawsze inni robią to, co my chcemy i to nawet, jeśli deklarują się w zbieżny naszym wartościom sposób. To nie jest nic dziwnego, czy nienormalnego. Widzę po sobie – deklaruję istotność nie krzywdzenia innych osób, po czym wykorzystuję człowieka, który nadaje mi duże znaczenie emocjonalne po to, by zaspokoić potrzeby fizjologiczne. I to też jest dobry przykład – ja nie jestem odpowiedzialna za emocje drugiej osoby, jeśli zrobi sobie tym krzywdę to na własne życzenie. Wtedy odeślemy ją do arta Michała :)

  • Grzegorz :: programowanierozwoju.pl

    Rzadko ludzie rozumieją, że zarówno wybaczając jak i nie robiąc tego, wpływają tylko i wyłącznie na siebie. Wybaczenie komuś nie ma nic wspólnego z nim, bo kto odczuwa ból, gdy nie chce wybaczyć?

    Mogę zrobić wiele rzeczy, za które ludzie mi nie wybaczą i będą mnie mieli za śmiecia. Ale gdy uznam, że było to ok, lub wybaczę sam sobie, to nikt inny, jak tylko oni robią sobie tą krzywdę po raz kolejny. Tak to działa, ale wielu wydaje się, że pamiętając i ciągle odtwarzając sytuację w swojej głowie „zabezpieczają” się przed czymś podobnym na przyszłość.

    Nic bardziej mylnego – jeśli ma się zdarzyć coś podobnego, to się i tak zdarzy. Gdyby tak się nie działo, to nie mówili byśmy o popełnianiu dwa razy tego samego błędu.

    Nie istnieje schemat „Wybacz mi”, ale „wybacz sobie” – jeśli nie wybaczasz, to strzelasz sobie w kolano, nie ma to nic wspólnego z „karaniem” tej drugiej osoby. Bo jeśli ona ma głęboko to, co myślisz – wszystko wraca jak bumerang i poza poczuciem krzywdy (polecam poczytać o mechanizmie kat-ofiara) dostajesz także zawód, bo nie udało Ci się wywołać w kimś poczucia winy :) To nie brzmi, jak wolność emocjonalna :)

  • Cinex

    Wybaczanie tak jak piszesz Michale jest nie jest proste. Oczywiście mogłoby być, ale przez zacietrzewienie i brak umiejętności dopuszczenia jakiejkolwiek myśli „że po naszej stronie też może leżeć część winy”, nie pozwala odpuszczać.

    Myśli związane z jakąś kłótnią, czy inną sytuacją generują nerwy, gniew. A to tylko pogarsza sprawę i zżera od środka osobę, która czuja się przez kogoś urażona i zła. Podczas gdy sam winowajca może już zapomniał i wszystko olał.

    Dlatego tak istotną rzeczą jest umiejętność na spojrzenie na to wszystko z dystansu. Co Michale opisujesz jako metoda wybaczania umieszczona w ramce. Takie schematy w tego typu sprawach są bardzo przydatne. Myśli nie błądzą gdzieś tam nie wiadomo gdzie, szukając wymówek, usprawiedliwień, lub przyczyn dla których spirala wrogości się nakręca. Po prostu zadajemy pytania i subiektywnie oceniamy, że tak na prawdę nic się nie stało. Albo nawet jeżeli coś się stało, to jest to niewspółmierne do naszej emocjonalnej reakcji.

    I nagle wszystko opada.. bo tak na prawdę nie było się o co złościć i gniewać. :)

  • SteV

    @Lisico

    Generalnie chodziło mi o to, że ludzie zbyt idealistycznie podchodzą do pewnych spraw. Mają pewne szkice, schematy zachowań i reakcji.. I starają się na ich podstawie osądzić co jest „dobre” a co „złe”. Starają się zrobić i być bardziej odpowiedni w danej chwili pod to co aktualnie jest popierane przez większość.. Mają swoje ideały na podstawie przeczytanych książek, obejrzanych filmów, wygłoszonych kazań, wychowania rodziców.. I dla nich to jest wyznacznikiem tego co w danej sytuacji byłoby idealne.. Nie to co czujesz ze chcesz/powinnaś zrobić..

  • Bardzo ciekawy artykuł. Brian Tracy często mówi, że należy brać na siebie pełną odpowiedzialność za własne życie i nie obarczać winą innych za to co nam się nie udało, nawet jeśli to „obarczenie” miało by mocną podstawę (osoba którą obarczamy rzeczywiście zawiniła). Po pierwsze czujemy wtedy większą kontrolę nad własnym życiem, a po drugie nie dajemy się wypalić od środka negatywnym emocją. Moim zdaniem również wybaczanie jest niesamowicie ważne i zgadzam się z Tobą w stu procentach, Michale!

    Pozdrawiam,
    Jakub Lewek
    http://jakublewek.pl/

  • HTD

    który powoduje szkodzące działanie. A co jeśli nie można dać tej osobie tego zasobu? A co jeśli jej konstrucja i braki zasobów szkodzą? Osoba owszem, nie postępuje wprost i świadomie przeciwko mnie, ale wyobrażając sobie siebie w jej skórze robie wszystko tak samo jak ona. Popełniam te same błędy, tak samo szkodzę innym dokładnie z tych samych powodów.
    Chciałoby się czasem tej osobie coś powiedzieć, ale przecież dobrze wiem, że to odniosłoby odwrotny skutek. Spróbuj powiedzieć komuś, że komuś czegoś brakuje. To dopiero sposób na wojnę.
    Niektórzy ludzie są „zaprojektowani”, żeby szkodzić innym. Tzw „wredni ludzie”. Oczywiście nie będę naiwnie twierdził, że źli. Koncepcja zła jest w tym przypadku zwyczajnie naiwna i nieprzydatna. Ale powiedziałbym – nieszczęśliwi, konfliktowi i toksyczni ludzie. Tacy którym czegoś bardzo brakuje. Ale przecież wiesz, że nam wszystkim brakuje najczęściej zrozumienia i wiedzy, a nie rzeczy z zewnątrz. Tak więc im brakuje. Tak więc tracą – zrażając innych do siebie. Zrażając akurat nas, psując nam nerwy.
    Metoda opisana nie wydaje mi się działać na takich właśnie ludzi. A już w szczególnie na ludzi, na których ktoś jest skazany i widzi za często.
    Chociaż, może nie potrzebuję im wybaczać? Może to wcale nie jest kwestia żalu czy obwiniania? Przecież nie obwiniam ich. Wiem dlaczego robią to co robią. Niemniej denerwuje mnie to co robią. Mam stres. Wolę ich unikać, czym czasem ich urażam. (Tak – to bywają ludzie z rodziny). Bardziej potrzebuję chyba sposobu na stres. Nie obwiniam pogody za to że jest kijowa. Ale ta kijowa pogoda mnie wkurza. Powiem więcej – nie lubię kijowej pogody. I nie czuję się z tym dobrze. Nie polubię jej. Nie ma co się oszukiwać. Jak od czegoś mam (mogę) być chory, nie będę tego lubić. W sumie jedynym problemem jest stres.

  • KSANA

    Kilka osób mnie bardzo zraniło i ostatnio często wracają do mnie te wspomnienia. Próbuję je wymazać z pamięci i ale i tak wracają. NIEKTÓRYM OSOBOM NIE UMIEM WYBACZYĆ. Jak mogę wybaczyć, jeśli ktoś tak bardzo zawiódł moje zaufanie?… Skrzywdził mnie ?… A na domiar złego mimo upływu czasu te osoby nie czują, że zrobiły coś złego… Te osoby nie mają uczuć tak myślę, bo jeśli ja zrobię coś złego to mam wyrzuty sumienia, a oni żyją dalej jakby nigdy nic się nie wydarzylo i oczerniaja za plecami…

  • Joanna

    Bardzo ciekawy, wartościowy artykuł. Najchętniej ,,podrzuciłabym,, go kilku znajomym, którzy cierpią. A to w relacji z mamą, a to z mężem…Sądząc, że wina na pewno leży po tej drugiej stronie, brną w zaparte raniąc się wzajemnie…Najgorsze jest to, że to nie prowadzi do poprawy sytuacji, lecz pogłębia żal i zgorzknienie…Bardzo pomocny proces przebaczania przedstawiłeś Michale, dziękuję:-)

  • gabriela

    Ja chcialam bardzo podziekowac za ten tekst. Ktory mi baedzo pomogl. Nareszcie zrozumialam jak mechanizm wybaczania powinien prawidlowo dzialac. Juz sie nie niszcze przeszloscia. Zycie jest piekne i chwytam je garsciami. Uwielbiam twoja strone! Jest tu wiele naprawde madrych rzeczy napisanych jezykiem dla „ludzi”.

  • gabriela

    Nareszcie zrozumialam jak mechanizm wybaczania powinien prawidlowo dzialac. Juz sie nie niszcze przeszloscia. Zycie jest piekne i chwytam je garsciami. Uwielbiam twoja strone! Jest tu wiele naprawde madrych rzeczy napisanych jezykiem dla „ludzi”.

  • agata

    Dzień dobry Panie Michale:) trafiłam tutaj nie przez przypadek (chyba) – poszukiwałam w Internecie porady. Tak się składa, że nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać. Wystukałam dokładnie takie hasło: jak wybaczyć komuś, kto nas oszukał. M.in. znalałam ten artykuł. Myślę, że rozumiem istotę, tego, co tu napisane. Czytałam też komentarze (nie wszystkie), nie mam siły się tak skupić, bo siedzę i płaczę.
    Mamy bardzo trudną ostatnio sytuację materialną. Postanowiliśmy temu zaradzić. Mąż wyjechał zagranicę, bo grozi nam eksmisja, jesli nie wpłacimy pewnej kwoty do administracji w stosownym czasie. Mamy dzieci. Osobę, która zaoferowała nam pracę sprawdziliśmy dość dokładnie – wiemy, jak jest, jak bywa… Nawet znajoma była w firmie i rozmawiała z gł. menedżerem. Pracodawca męża wydawał się w porządku. Wierzyłam, że dzięki zarobionej sumie ida się na wyjśc na prostą. Niestety okazało się, ze ten ktoś nas oszukał. Mąż pracował po 10 godzin dziennie 6 dni w tygodniu. Dostał zaledwie połowę pensji i pod pretekstem zbyt „wolnej pracy” (jest to bardzo naciągana teoria tego Pana, który wymyśla takie rzeczy nie tylko – jak się okazało – w stosunku do mojego męża, ale i do innych. Dla zysku czimś kosztem.
    Oszukał nas. Mąż miał jechać na pół roku, po wykonaniu zlecenia musiał wracać do kraju ze śmiesznymi pieniędzmi. Teraz grozi nam eksmisja, bo nie mamy możliwości uzbierania tej kwoty. Nie obwiniam tego Pana za wszystkie nasze niepowodzenia, ale w tym przypadku… w tym przypadku… oszukał nas… I jest, tak obecnie czuję, wspólodpowiedzialny za ew. naszą eksmisję. Ściągnął męża, obiecał pracę, dobre zarobki… Teraz nie poczuwa się w żadnym wypadku do odpowiedzialności, nie odpowiada na maile. Zaległa, niewypłacona suma bardzo by na m pomogła. Skasował ją do kieszeni. On wiedział, że tak postąpi już przed wyjazdem męża. Mąż był u niego w domu, przejechał kilkaset kilometrów, żeby spotkać się z nim osobiście. Ten Pan patrzył mu w oczy i wiedział. Wiedział, że tak będzie, bo to nie pierwszy raz, jak okazało się później. Czuję się bardzo oszukana i czuję żal, że nikt nie ponosi moralnej/wewnętrznej odpowiedzialności. Czuję ogromny żal, złość. Jak mam mu wybaczyć skoro nas zwyczajnie okradł? I to jeszcze w tak trudnej sytuacji. Czasem myślę, że jesteśmy przeklęci. Staramy się dobrze żyć, jesteśmy życzliwi, niekonfliktowi. Nie wiem już co mam o tym wybaczaniu myśleć, skoro po drugiej stronie zero autorefleksji… Więc co – żadnych konsekwencji dla tego Pana? Mam mu ot tak wybaczyć, że potraktował nas jak śmieć?Nie, nie czuję się śmieciem, ale przyznam, że nie ogę zrozumieć takiego postępowania i chciałabym, żeby ten ktoś poniósł karę. Nie jestem osobą wierzącą, więc też i nie oczekuję sprawiedliwości w następnym życiu. Wiem, mogę iść na policję, zgłosić, ale mnie chodzi, żeby on miał świadomość, że zrobił krzywdę. Żeby się do tego przyznał. Nie oceniajcie mnie z góry, wstydzę się, ale i gubię…

  • zosia

    Do procesu wybaczania trzeba wg mnie poprostu „dojrzec”. Gdy rany sa zbyt swieze nic z tego nie wyjdzie. Te zalegle zale trzeba sobie jak najszybciej wymazac – przez przebaczenie. Latwiej. Jesli nam ktos cos powiedzial, to pytam sie ,ile razy to mowil? Raz, trzy, czy piec?? A ile razy my sobie w myslach to mowilismy? Prosty rachunek, to my bardziej sie ranimy niz ten ktos. Ja sobie zrobilam liste do wybaczenia mowiac w duchu- wybaczam ci bo nie pozwalam wiecej aby wspomnienia mnie zzeraly i psuly zycie”. Podzialalo super. Czasem cos tam wraca we wspomnieniach i natyczmiat powtarzam swoja stara zasade. Wracajac do swiezych ran, faktycznie trudno, ale gdy tak z drugiej strony uczciwie z reka na sercu zrobimy zyciowy przeglad krzywd to dojdziemy do wniosku, ze „nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo”. Czegos nas te krzywdy nauczyly, cos sie potem takiego stalo, ze wyszlo na nasze. W kazdym razie ja mam tak u siebie. Dam tylko jeden ze swoich przykladow. Kiedys sie rozeszlam. Lzy, poczucie krzywdy, siniaki na ciele, horror rozwodu / 12 razy w sadzie!!!!!/. Myslalam sobie, nigdy ci tego draniu nie wybacze! Dzis z perspektywy czasu doszlam do wniosku, ze to byla super lekcja. No i czego mnie nauczyla? Otoz pewnosci siebie, uporu, samodzielnosci, odpornosci. Dzis mam sie o niebo lepiej, duzo, duzo lepiej. Wiec wybaczylam dawno draniowi bo o co sie mam teraz na niego pieklic? Bez sensu, raczej podziekowac. Tak tak podziekowac. Bo gdybym przy nim zostala, bylabym wrakiem ludzkim lub trupem. Dzis kwitne i mam tyle pozytywnych mysli o samej sobie, ze ho ho. Gdy cos sie dzieje aktualnie to mysle sobie, wtedy dalas sobie rade to i tym razem tez. Wiec wybaczajmy, naprawde warto, jesli chcemy zasypiac spokojnie, nie chodzic z nosem przy ziemi. Przeciez to nie nasza wina, ze ktos jest zlosliwy, brak mu elementarnych zasad wychowania, manier, ma fure kompleksow, ego rowne zeru, zazdrosci wszystkim wszystkiego. Moze ten ostatni argument jest dla kogos pomocny? Powodzenia.

  • iwona

    hej!
    gdybyśmy przestali sobie wybaczać nie było by miłości,na świecie był by wieczny chaos.
    Nie istnieje schemat „Wybacz mi”, ale „wybacz sobie” – jeśli nie wybaczasz, to strzelasz sobie w kolano, nie ma to nic wspólnego z „karaniem” tej drugiej osoby. Bo jeśli ona ma głęboko to, co myślisz – wszystko wraca jak bumerang i poza poczuciem krzywdy (polecam poczytać o mechanizmie kat-ofiara) dostajesz także zawód, bo nie udało Ci się wywołać w kimś poczucia winy :) To nie brzmi, jak wolność emocjonalna :)

    pozdrawiam
    iwona
    :)

  • iwona

    kocham cię michał
    :) :)

  • zosia

    do Iwony- mam w nosie, ze nie wywolalam w kims poczucia winy. Czy ma mnie gdzies czy nie, dla mnie to zero znaczenia. Wybaczylam tylko i WYLACZNIE dla siebie. Na marginesie sobie w pierwszej kolejnosci wiele rzeczy wybaczylam i to jest bardzo dobra sprawa. Nienawisc zzera dusze gorzej jak kwas solny. Jak jestes taka madra to wywolaj poczucie winy u pijaka? Poki taki sam od siebie nie zacznie sie leczyc nikt, powtarzam nikt go do tego nie zmusi. Tak samo z poczuciem winy. Zmusisz kogos aby mial poczucie winy? Zawsze „taki” znajdzie milion kontrarumentow do obalenia naszych racji. Walka z wiatrakami. Jedynie osoba na tyle inteligentna z duza doza empatii jest w stanie cokolwiek pojac. Na koniec, szkoda mojej energii na cos co nie ma juz zupelnie znaczenia i zdazylo sie 30 lat temu. Powiem krotko mam to w dupie. Jest tyle rzeczy z ktorych moge sie cieszyc, swiat jest taki ciekawy. Mam na szczescie mozliwosci aby pozwiedzac i poszerzac swoje horyzonty. Jest tak duzo ciekawych ksiazek, ktore warto przeczytac. Wole pobawic sie z wnuczetami, niech patrza na autentycznie zadowolona babcie a nie na na jakas jedze, ktora zgorzkniala zyje przeszloscia i piekli sie, ze nie wywolala w kims poczucia winy. No w takim przypadku owszem masz racje ale to ja bym siebie ukarala przez wlasna glupote.Jak ktos tak lubi- droga wolna, kazdemu wedlug potrzeb. Dla mnie to masohizm. Pomimo wszystko ciekawie poczytac rozne komentaze, punkty widzenia. Na koniec – mam 60 lat i mam inne potrzeby. Nie wiem jak jeszcze dlugo mi pisane chodzic po swiecie i co mam sie przejmowac, ze ktos z przeszlosci czy aktualnie cos o mnie nie tak mysli. Iwonko uwiez mi, naprawde z tego sie wyrasta. Poczucia krzywdy nie mam. Wprost przeciwnie. Wyszlam drugi raz za maz, za czlowieka jakiego ci z calego serca zycze. Powodzenia.

  • Grzegorz

    „Wina nie istnieje – jest tylko sztucznym tworem stworzonym przez umysł, który wierzy w dualistyczne pojęcie dobra i zła.”

    Takie twierdzenie jest dla mnie nie do przyjęcia!!!
    SS-man zabijający bliźnich w komorach gazowych z pewnością miał dobre intencje. Był wierny wodzowi, wykonywał rozkazy, działał dla dobra czystości rasy aryjskiej, zabijał podludzi…Więc jeżeli w rzeczywistości chciał dobrze to na jakiej podstawie sądzono i skazywano zbrodniarzy wojennych??? To, że ktoś myśli że robi dobrze wcale nie oznacza, że tak jest w istocie.

    Apostoł Paweł, zanim został chrześcijaninem z wielką gorliwością ,zapałem i w dobrej wierze, z dobrą intencją prześladował naśladowców Jezusa.
    Bóg (istota mądrzejsza od nas i doskonała) powiedział co jest dobre a co złe. I warto dowiedzieć się co jest co- żeby nie robić takich błędów.
    Wybaczenie to anulowanie długu jaki ktoś ma u nas. Pogodzenie się ze stratami. Wybaczyć trzeba zawsze aby normalnie, sprawnie funkcjonować. Ale nie zawsze idzie się pojednać. Bo do tego potrzebna jest zmiana postawy drugiej osoby. A to od nas nie zależy.Jest ona potrzebna po to aby nie pozwolić się krzywdzić. W ten sposób działamy roztropnie- chronimy samych siebie.
    Pozdrawiam

    • zosia

      Grzegorz- wybaczylam aby normalnie funkcjonowac ale sie nie pojednalam. Wszystko zalezy od kalibru spraw. Do pewnych ludzi nie mam juz zaufania a o szacunku nie wspomne. Nie maja miejsca w moim zyciu.

  • lelkonson

    Hmm, po przeczytaniu tego artykułu stwierdzam z własnego doświadczenia, że wybaczanie to bardzo trudny proces, dziwi mnie to, że piszesz jeden krótki artykuł, robisz na nim kasę, ale on akurat nie pomaga. Uważam jak Ty, że dbamy o siebie, stawiamy swoje priorytety ponad innych, najlepiej dopasować się do osoby, której priorytety nie będą znacznie odbiegały od Naszych, może wtedy nie będziemy mieli czego wybaczać? Czytałem nie jedną książkę, nie jeden artykuł, mówiąc krótko LIFE IS BRUTAL. Zrób sobie test, coś dla autora, żyj sobie z kobietą, zostaw ją, a później spróbuj wrócić, masz niemalże jak w banku, że jesteś spalony :) I kobieta, która widziała w Tobie faceta życia widzi naiwną ci.kę… i uwierz, że Ci nie wybaczy, bo już nie będzie miała do Ciebie szacunku, w jej oczach Twoje przeprosiny nic nie będą znaczyły, Twoja wartość spadnie. I dupa z przebaczeniem… Pewnych rzeczy się nie wybacza

  • Daga

    Dla mnie pewne sprawy są niezrozumiałe. Jeżeli wierzysz, ze cos jest złe to tak się dzieje w Twojej rzeczywistości. A teraz np. ktoś zabił mi dziecko a ja wierzę że zemsta jest dobrem i zabijam osobe która zabiła moje dziecko. Sory ale to jakiś bełkot.Po co w takim razie nam uczucia, ktoś napisał, że czy mam przeżywać, że krzesło się połamało, żeby traktować wszystko jak atomy czy zes[pół atomów.Po co nam natura dała uczucia? To tez iluzja?A może jak złamię rękę i mnie boli to też iluzja.Wszystkiemu można przyporządkować dobro i zło.Jeżeli ktoś wierzy że dawanie dziecku wszystkiego co chce jest dobre to tak jest, a jak ktoś wierzy ze lanie dziecka za przyniesiona dwóje jest dobre to tak jest i tak do wszystkiego można dojść.Jeśli wierzysz albo usłyszysz od kogoś ze musisz się rozwijać ciagle sam dla siebie to jak slepy to robisz może nawet z presja.Bądź oświecony, bo masz uprany mózg, bądź świadom.Mnie to przeraza bo wpadam w jakiś obłęd czy to ja czy nie ja.Każdy z nas ma coś nie swojego. Czyjeś myśli, zachowanie i takie czuwanie nad sobą to może do schizy doprowadzić.Czy ja myslę poprawnie? czy to ja myslę czy to myśli matki? Można przesadzić i wtedy klops.Przecież to co nam wpojono w dzieciństwie nie wszystko jest głupie.Przeciez na tym blogu też wpajamy sobie jakieś poglądy, przekonania Czyli też pierzemy mózgi. Dlaczego mam do wszystkiego podchodzić bez zadnego nastawienia typu, że cos jest dobre lub złe. Jeżeli coś jest miłe ciepłe to ja to lubie i jest to dla mnie dobre, a jak ktoś mi tylko gwoździe rozsypuje pod stopami i ja nie mam na to wpływu, to zwyczajnie unikam tej osoby. ja bym jeszcze dodała że fajnie by było odważyć się powiedzieć tej osobie , że rani innych, no chyba że to moja iluzja a ta druga osoba uważa że robi dobrze.Na tym blogu jest bardzo przeciwstawnych sprzecznych artykułów. Kochaj, wybaczj, pomagaj, dobro i zło wraca, spełniaj swoje marzenia a za chwilę artykuł pozbądź się pragnień marzeń(buddyści, przebudzenie) Bądź jak skała żeby nikt Cię nie skrzywdziłitd.chaos mam w głowie,pozdrawiam tych oświeconych i tych nieoświeconych Sokrates kiedyś napisał, ze woli jak ktoś świadomie krzywdzi kogos, niż nieświadomie:)Każdy ma swoja teorię.

  • Daga

    A jeszcze przyszła mi taka myśl, żeby np. nie dawać żadnych łatek czemuś lub komuś, bo te coś jest ani złe ani dobre jest konsekwencja czegos.To czemu obwiniać i karać zabójców, przecież to co zrobili nie jest ani dobre ani złe więc czemu ma mi to wpłynąć na moje uczucia??nie rozumiem tego

  • JSTI

    a jak wybaczyć sobie? zarzucam sobie że mogłam zrobić coś więcej, chodzi o chłopaka, ale on wybrał inną. Nie umiem sobie poradzić z tym, a minelo wiele lat, on się z nią ożenił a ja dalej nie umiem ulozyć sobie życia. Wracam do tego czasu i rozmyślam co zrobiłam nie tak, może mogłam bardziej się postarać. Wiem że to bez sensu ale boje się że nie uwolnię się od tego poczucia winy. Szukając partnera porównuję go z tamtym i nigdy to nie jest „to”. Poznając kogoś nie umiem pokochać go całym sercem, jakby coś mnie blokowało. Jak mam się uwolnić, jak sobie wybaczyć i zapomnieć?

    • Anonim

      zastanów się może, w pierwszej kolejności jakim uczuciem darzyłaś swojego byłego na samym początku znajomości, przecież nie mogał to być od razu wielka miłość, bo taka jest zwykle ślepą i w sumie nierealną miłością. Spróbuj sobie przypomnieć jaki wtedy miałaś rozterki i nastawienie do świata. I popatrz teraz przez ten pryzmat na swoje obecne kontakty z płcią przeciwną, czy nie są one choć trochę dojrzalsze, cieżko się tak momentalnie zakochać, zwłaszcza go człowiek już się „przejechał” na kimś. Dojrzała miłość to silna relacja z dwóch stron, akceptacja i głównie ciągła rozmowa o swoich myślach i uczuciach. Moze postaraj się więcej rozmawiać z chłopakami i bardziej uważnie prowadzić te rozmowy, a nagle ten jedyny wyrośnie spod ziemi;) pozdrawiam

  • Daga

    Moim skromnym zdaniem uzależniłaś się od jakichś myśli , które trzymają Cie przy nim. Może , że on jest idealny, bez niego nie ma życia, nikt mnie nie pokocha, Może do tego dochodzi myśl że on sobie ułożył życie i zazdrościsz mu a jej nienawidzisz? Moim zdaniem przypatrz się uczuciom i myślom na jego temat i swój, ale to tylko moja rada, może inni coś od siebie dodadzą. Z tego wszystkiego wiem, ze najłatwiej to pisać i radzić innym a jak człowiek się w cos w plącze, to w rzeczywistości nie jest to takie proste.

  • Rena

    Co robic, kiedy prawdziwie wybaczylo sie bliskiej osobie krzywdy, ktore nam wyrzadzila w przeszlosci i odzyskalismy wewnetrzny spokoj ale ta osoba nadal wyrzadza nam krzywde i nie poczuwa sie do odpowiedzialnosci, a jednoczesnie oczekuje, ze bedziemy utrzymywac z nia pozytywne relacje??? dodam, ze chodzi o jednego z rodzicow. Wybaczylam ogromna krzywde, nauczylam sie (dzieki ciezkiej wewnetrznej pracy oraz pomocy terapeuty) utrzymywac dobry kontakt z ta osoba, a tu nagle okazuje sie, ze ta osoba nadal krzywdzi. Ja juz nie potrafie tego ogarnac. Jak to zrobic, zeby pozbyc sie zalu i zlosci, uniezaleznic sie od negatywnego wplywu tej osoby? Na chwile obecna wydaje mi sie, ze jedyne wyjscie to totalne odciecie sie od tej osoby, no ale przeciez to wiaze sie z negatywnymi emocjami, odrzuceniem kogos. A te negatywne emocje jak wiadomo powoduja wewnetrze zniewolenie tego, kto je odczuwa. Dodam, ze dialog z ta osoba jest niemozliwy. Probowalam i po kazdej probie jest jeszcze gorzej. Niech mi ktos madrzejszy powie jak to ugryzc.

  • odrodzona

    Jestem szesnastolatką. W skrócie moja historia brzmi tak, że ponad 1,5 roku temu miałam bliższą relację z pewnym chłopakiem. Niestety nie przetrwaliśmy długo. Przez cały ten czas coś między nami wisiało w powietrzu. Rzadko decydowaliśmy się na bezpośredni kontakt, ale nasze czyny się pokrywały. Nie mogłam obie poradzić z gniewem i tym, że mnie „upokorzył” przed szkołą. Jestem osobą wybuchową i z dość niską samooceną, ale dzięki pracy nad tym, dzięki po części temu blogowi (który jest praktycznie ułożeniem w zdania tego, co ja zawsze doradzałam przyjaciołom i znajomym w trudnych chwilach, a sobie nie potrafiłam pomóc) zaczynam się „rodzić” :) . Efekt tego eksperymentu jest zadziwiający, po prostu mu wybaczyłam i przestałam bać się tego słowa. Dziękuję :)