Antykariera

Ponad 70% Polaków nie lubi swojej pracy. Większość naszych rodaków przyjmuje niezadowolenie z pracy jako coś oczywistego i normalnego. Ja uważam, że to nienormalne. Jak więc wyjść z wyścigu szczurów i znaleźć swoje miejsce na świecie?

Ten artykuł jest skierowany głównie do osób, które myślą o zmianie swojej pracy. Jeśli naprawdę lubisz to, co robisz każdego dnia, rób to dalej.

Zawodowe zombie

Jeśli średnia życia wynosi ok. 75 lat, każdy z nas ma do dyspozycji około 657 tysięcy godzin. Osobie 30-letniej zostaje jeszcze jakieś 394 tysięcy godzin. Połowę czasu poświęcamy na spanie, jedzenie, toaletę i domowe obowiązki.

Jeśli doliczymy do tego czas spędzony w pracy... no cóż, nie wiele nam pozostaje na życie. Tym bardziej, że dla wielu to „życie“ to odpoczynek i potrzeba odreagowania od ciężkiej i nieprzyjemnej pracy, w której się spędziło cały dzień.

Ludzie stają się tak świetni w zagłuszaniu swojego wewnętrznego głosu, że tkwią w znienawidzonej pracy przez lata, wmawiając sobie, że to jest normalne. Głos krzyczy „Nie rób tego! Nie lubisz tej pracy! Zmień ją jak najszybciej, zanim staniesz się zombie!“. Ale to nic nie daje. Bo przecież zmiana pracy to taka ciężka, trudna, niemożliwa do zrobienia rzecz...

Mieszkańcy USA zmieniają pracę średnio 12 - 14 razy w ciągu całego życia. Na tym to polega – szukasz swojego miejsca na ziemi dopóki go nie znajdziesz.

Czas na przykład numer 1:

Sheldon Adelson. W wieku 12 lat zaczął sprzedawać gazety. Następnie obsługiwał wynajmowane maszyny do przekąsek. Później sprzedawał zestawy toaletowe dla hoteli. Po tym zajął się sprzedażą płynu do spryskiwaczy dla szyb samochodowych.

Następnie postanowił organizować wycieczki. Kolejnym jego pomysłem była organizacja targów komputerowych. Wtedy zaczął zarządzać kasynem. Po czym wybudował hotel. Wystartował ze swoją gazetą. Otworzył swoje kasyno. I wybudował Sky Park resort. Ufff... to już chyba wszystko.

"Biznesowe okazje są jak autobusy. Zawsze przyjedzie następny."RICHARD BRANSON

W Polsce zmiana pracy to zwykle długi, żmudny i pełen stresu proces, na który decyduje się niewielka część społeczeństwa.

Szkoda, bo według badań CBOSu najlepiej swoją pozycję na rynku pracy postrzegają osoby, które w ostatnich latach przynajmniej raz zmieniały pracę.

Niestety wielu z nas podporządkowało się systemowi edukacji, który jest fabryką ludzi godzących się na nisko płatną, nudną pracę, często w stresujących i nieprzyjemnych warunkach.

Mamy tysiące przykładów na to, że wykształcenie nie musi determinować docelowego zawodu. Mimo to, wciąż większość ludzi nawet przez chwilę nie poddaje w wątpliwość swojej ścieżki zawodowej, bez zastanowienia szukając pracy zgodnej z kierunkiem studiów.

Problem w tym, że ludzie:

1) Nie są świadomi tego, co jest możliwe – zostali nauczeni, że tak trzeba, że praca z pasją i satysfakcja z wykonywanego zawodu jest zarezerwowana tylko dla tych, którym sprzyja los,

2) Nawet jeśli są świadomi tego, co możliwe... to im się po prostu nie chce! Naprawdę wolą robić coś nudnego i nieprzyjemnego, niż ruszyć tyłek i zabrać się do roboty, aby zbudować sobie życie z bajki.

Do której grupy Ty należysz? Do tych nieświadomej? Do tej leniwej? A może do... tak, jest jeszcze jedna grupa. To osoby, które są świadome tego, co jest możliwe i jednocześnie widzą światełko w tunelu.

W ich głowach tli się myśl, że gdyby zabrali się za swoje życie, być może i byliby wstanie zrobić z nim coś więcej. Badania pokazują, że w ostatnich latach w Polsce znacząco wzrosła wyrażana gotowość do podnoszenia swoich kwalifikacji i uczenia się nowych zawodów.

Antykariera

Jeśli nie podoba Ci się miejsce, w którym teraz jesteś, odpuść sobie robienie tradycyjnej kariery. Zrób coś odwrotnego. Zatrzymaj się na chwilę i zrezygnuj z wyścigu szczurów. Zamiast tego zrób coś dla siebie. Zastanów się jakie masz opcje, wybierz ekscytujący Ciebie cel i zastanów się, jak w rok lub dwa możesz mieć pracę swoich marzeń.

Niemożliwe? Oto przykład numer 2:

Dominik napisał komentarz pod jednym z moich wpisów na Facebooku. Brzmi on tak: „Tak właśnie spędziłem ostatnie 12 miesięcy - nauczyłem się podstaw pracy przy realizacji oświetlenia na koncertach. Dzięki temu mam w kieszeni dodatkowe zajęcie, które daje całkiem sensowne dochody no i masę satysfakcji. Wystarczył rok.“

Zgadzam się z Dominikiem. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich zawodów, bo w niektórych lata edukacji są niezbędne. Jednak zdecydowanie częściej niż Ci się może wydawać, wystarczy rok (lub dwa) intensywnej pracy, aby w wystarczającym stopniu nauczyć się zupełnie nowego zawodu (nawet, gdy celujesz w zupełnie inną niż do tej pory branżę).

Przećwiczyłem to na sesjach coachingowych w temacie kariery i mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem – zmiana pracy, a nawet zupełna zmiana specjalizacji czy branży jest nie tylko możliwa, ale jest bardzo, bardzo realna.

Piszę ten artykuł, aby Ci pokazać, że zmiana pracy, zmiana kariery, zmiana rzemiosła którym się trudnisz wcale nie musi być tak wielkim i trudnym wydarzeniem. Antykariera to filozofia, która mówi: naprawdę możesz wybrać dla siebie inne życie. Naprawdę możesz całkowicie zmienić to, co robisz na co dzień. Tak, to nie będzie łatwe. Tak, będzie wymagać od Ciebie poświęceń i czasu. Ale to gra warta świeczki, bo pomyśl tylko – ile jeszcze lat życia spędzisz pracując?

Odkąd pamiętam, z radością wypatruję poniedziałku. Nie mogę się doczekać aż zajmę się pisaniem kolejnych artykułów, odpisywaniem na maile od czytelników i klientów, planowaniem kolejnego warsztatu, prowadzeniem sesji coachingowej czy nagrywaniem nowych materiałów. Choć zajęło mi to dużo czasu, zbudowałem takie życie własnoręcznie.

Popełniłem wiele błędów i wyciągnąłem z nich wnioski. Teraz wiem, jak dokładnie w czasie znacznie krótszym niż ja, możesz zbudować nową (anty)karierę. Taką, która nie ma nic wspólnego z wyścigiem szczurów. Taką, w której jest miejsce na pasję, głębszy sens, wolność, niezależność, frajdę i satysfakcję. Taką, która będzie skrojona idealnie pod Twoją osobowość i styl życia, o jakim marzysz.

Znajdź swój pomysł na życie

Opcji jest nieskończona ilość i ważne, abyś rozważył wszystkie. Możesz być szczęśliwym etatowcem pracującym poza biurem, albo mieć własną, dochodową działalność gospodarczą. Możesz być niezależnym freelancerem pracującym dla wybranych firm, lub mieć internetowy startup wykorzystujący nowoczesne modele biznesowe. Możesz być artystą mądrze sprzedającym swoje prace, możesz jeździć po całym świecie za grosze.

Możesz przeprowadzić się do tańszego kraju pracując zdalnie i żyjąc na co dzień w raju.

Niemożliwe? Pora na przykład numer 3:

Gosia i Michał. Nauczycielka i programista. Przeprowadzili się do Tajlandii, na wyspę Koh Phangan. Spędziłem tam w zeszłym roku wspaniałe chwile, raj na ziemi. „Tutaj za wynajęcie naszego domku z tarasem płacimy 600 złotych miesięcznie. Internet i woda są już w cenie.“ No cóż... kto rezerwuje bilety? Zachęcam do przeczytania wywiadu z Gosią i Michałem.

Jeśli jesteś gotów na duże zmiany, od razu zaakceptuj jeden fakt - to będzie wymagać od Ciebie dużo pracy i jeszcze więcej czasu. Jeśli od samego początku się z tym pogodzisz i przyjmiesz wyzwanie z pokorą, Twój sukces jest tylko kwestią miesięcy (lub lat, w zależności od branży).

Jeśli chcesz, dalej sobie wmawiaj, że zmiana pracy jest trudna i ryzykowna. Twoje myślenie to Twój wybór.

Wiedz jednak, że właśnie w tej chwili setki, tysiące ludzi na tym świecie wybiera coś innego. Kończą się czasy utartych schematów życia zawodowego. Ludzie pozbywają się kajdan, które sami sobie założyli.

Zmiana pracy, zmiana specjalizacji, zmiana branży NIE JEST trudna, jeśli tylko:

1. Dobrze się do tego przygotujesz. Zdobędziesz wiedzę na temat skutecznych modelów zarabiania na swoich umiejętnościach. Poznasz dokładnie wszystkie możliwości i zastanowisz się, która będzie najlepsza dla Ciebie;

2. Zasięgniesz pomocy u innych, którzy już przez to przeszli i wiedzą co krok po kroku zrobić aby w krótkim czasie zmienić swoje życie zawodowe o 180 stopni. Nie będziesz popełniać ich błędów i znajdziesz najkrótszą i najlepszą drogę do osiągnięcia swojego celu.

3. Będziesz cierpliwy i dasz sobie odpowiednią ilość czasu, tak, abyś spokojnie i we własnym tempie mógł zbudować coś od podstaw, co będzie miało silny fundament i będzie procentować przez resztę Twojego życia;

Jasne, to zawsze wiąże się ze strachem, bo musisz opuścić strefę swojego komfortu i nigdy nie masz pewności, że się uda. Ale ze swojego doświadczenia mogę Ci powiedzieć tylko jedno - jeśli pójdziesz w stronę swoich prawdziwych pragnień to prędzej czy później osiągniesz to, czego chcesz. Decyzje podejmowane z otwartym umysłem i sercem to zawsze właściwe decyzje. Praca marzeń czeka na Ciebie. Jeśli wciąż jest w Tobie mnóstwo pytań i wątpliwości, zajrzyj do naszego 5-dniowego kursu Jak zdobyć pracę marzeń? Nauczysz się dzięki niemu jak zaplanować zawodową zmianę.

Na koniec odpowiedz sobie szczerze na dwa pytania. Czy ścieżka Twojej kariery to świadomie zaplanowana droga, która daje Ci spełnienie, satysfakcję i radość z tego co robisz na co dzień? Czy raczej jest to wypadkowa przeszłych, nie zawsze dobrych decyzji i trudna droga pod górę, z której najchętniej byś zrezygnował?

Szczera odpowiedź to idealny momentem do tego, aby podjąć się pierwszego kroku. Ja swój pierwszy krok zrobiłem na drugim roku studiów, gdy zdecydowałem, że będę robić w życiu to, co kocham. To była najlepsza decyzja w moim życiu.

Życzę Ci tego samego!

P.S. Jakiś czas temu miałem sesję coachingową z 63 latkiem, który postanowił coś zrobić ze swoim życiem. Nigdy nie jest za późno. Na dobrą decyzję zawsze jest dobry czas. Napisz w komentarzach, do jakiej decyzji zmotywowało Cię przeczytanie tego artykułu.

Napisz komentarz

  • andrzej

    Pytanie tylko czy taki Sheldon Adelson zaczął pracę w wieku 12 lat i tak często ją zmieniał ponieważ chciał czy musiał? I czy prace wybierał kierując się zainteresowaniami czy pieniędzmi? Widząc całkowitą rozbieżność w tym czym się zajmował śmieć twierdzić, że to drugie.

    • Andrzej, kilka lat temu razem z moją dziewczyną ściągnęliśmy z Chin hawajskie naszyjniki - po to, aby sprzedawać je na plaży w Sopocie. Nie robiliśmy tego, bo było to nasze hobby. Robiliśmy to po to, aby zarobić na wymarzone wakacje. I zgadnij co - mieliśmy masę frajdy z tego i nie brakowało nam motywacji. Co jest złego w pracy dla pieniędzy, jeśli przy okazji się rozwijasz, zmieniasz swoją codzienność i dobrze się przy tym bawisz?

    • przestrzeń wyobrażona

      Myślę Michale, że te boi się straty pracy 70% Polaków nei zmieni pracy bo są niewykwalifikowani do innej (kwalifikacje+doświadczenie ostatnio często wymagane). Dlaczego się nie przekwalifikują? Bo poprzez brak kwalifikacji i doswiadczenia są na straconej pozycji, a dlaczego nie włożą całych sił by to robić? Bo mają np. rodzinę, której wola poświęcić czas i ostatnie pieniądze ze swojej pracy. A za nocleg i jedzenie w Sopocie też trzeba zapłacić

    • Rafał

      Mam rodzinę, nie mam życia. Można by z tego zrobić zabawnego mema. Jak się nie chce to się szuka powodów, jak się chce to się szuka powodów. Problemy można mnożyć i mnożyć. Ja myślę nad rozwiązaniami i jak na razie dobrze na tym wychodzę. Mniej użalania się nad sobą, więcej pracy.

    • Darek

      Moim zdaniem ważne tu jest, aby odpowiednio skoncentrować swoje myśli na swoim celu i na możliwościach a nie na przeszkodach. Jeśli się uprzemy, to wszędzie znajdziemy jakąś lukę i coś, co nie gra, ale czy o to tutaj chodzi ?.
      Zawsze jest jakieś wyjście. Druga sprawa to to, że powyższy artykuł to komunikat do szerokiego grona odbiorców. Niektórzy nie mają jeszcze swoich rodzin, do późnego wieku, dzięki czemu po przeczytaniu takiego artykuły mogą odmienić swoje Życie na zawsze . A taki jest przekaz tego artykułu.

      Co do Sheldona i zmieniania jego pracy, to uważam, że zmiana mogła być powodowana wewnętrznym głosem, intuicją. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak niezwykłymi jesteśmy istotami :).

      Ja ze swojej strony dziękuję za ten artykuł, był pisany jakby dla mnie, w tym właśnie momencie, kiedy tego potrzebuję :).
      Pozdrawiam

  • Kara

    Nigdy nie patrzyłam na swoje życie z perspektywy praca - przeżycie. Raczej marzyłam o tym żeby zdobywać wiedzę i umiejętności ot tak dla siebie, żeby móc tworzyć. Za każdym razem kiedy myślę o swoich ,nawet jeszcze nie zaczętych, projektach mam fazę jakbym się naćpała. Fajne uczucie. No ale z ludźmi jest zazwyczaj tak że ich największym problemem jest niechęć do zmiany myślenia i wielka niewiedza jeśli chodzi o rozwój osobisty, czy o to że w ogóle chcą cokolwiek zmieniać. I jeżeli takiemu będzie dobrze z utartymi schematami to takie będzie stosować... z drugiej strony, rynek też potrzebuje zwykłych pracowników przy taśmie produkcyjnej. Nie każdy będzie wizjonerem, dlatego są w cenie. Artykuł bardzo fajny, może zdoła przekonać do zmiany nastawienia ludzi, którzy się jeszcze wahają, czy boją. Co do Andrzeja, bywa że żeby mieć swoją wymarzoną pracę trzeba najpierw wykonywać tą mało ciekawą, ważne jest to czy ten człowiek skończył z tym z czym chciał skończyć. Pozdrowienia.

  • Marek

    Czepiam się, ale to rzutuje na to jak się czyta cały artykuł: zmiana o 360 to pełny obrót i powrót do punktu wyjścia. Zmiana całkowita to zmiana o 180 stopni.

    Dzięki za artykuł!

  • mi

    360 stopni to powrót do pkt wyjścia. trochę błędów stylistycznych i kolokacyjnych się trafiło np. obdarzonych losem?
    ale treść merytoryczna świetna i inspirująca.

  • Bartek

    Dobry artykuł ! :D
    Zamierzałem napisać dłuższa wypowiedź ale wiecie co ... zrezygnowałem ; ) nie ma czasu na siedzenie przed kompem idę do banku i AIP dowiedzieć się więcej o tym jak założyć firmę , czas działać a nie ciągle planować :)

    Dziękuje Michał za ten artykuł ;)

    PS. Podczas czytania tego artykuł wpadł mi pomysł na pracę z której będę się utrzymywać z nim wystartuje z biznesem ! :)

  • valdi

    Skoro artykuł o takiej tematyce to ja mogę polecić ten blog

    http://www.mrmoneymustache.com/

    Pzdr. Valdi

  • sis

    A ja mam właśnie problem troszkę innego rodzaju. Od dawna wiem, że chcę diametralnie zmienić swoje życie i pracować samodzielnie. Tylko nie mam konkretnego pomysłu na to - co dokładnie chcę robić. Tak się miotam trochę wybierając różne biznesy, jednak za każdym razem okazuje się, że to jednak nie to. Nie mam żadnej konkretnej pasji, nie wiem do końca w czym byłabym najlepsza. A mam już 40 lat. Jednak długi czas nie pracowałam zawodowo i teraz staram się osiągnąć wreszcie swój sukces. Ciągle wierzę, ze w końcu mi się to uda, że znajdę coś, co będę kochać i wykonywać z pasją. Jednak ostatnio mam wrażenie, ze kręcę się w kółko i że czas mi ucieka.... Często dopada mnie zniechęcenie... I jestem zła na siebie, że nie wiem co mam robić.

    • Bartek

      Mam połowę lat co Ty więc nie powinienem się mądrzyć, jednakżę mi pomogło w tej kwestii wypisanie wszystkich pomysłów na kartce i szczere, paru godzinne pobycie sam na sam ze sobą. bez telefonu, komputera i innych rzeczy.
      Być może i Tobie to pomoże ! : )
      Dodatkowo pomogła mi mocno książka Kiyosakiego, bogaty ojciec biedny ojciec, jak znajdziesz na nią chwile, warto ! :)
      Trzymam kciuki i powodzenia ! ;)

    • Jestem Twoja rowniesniczka i tez z przerwa zawodowa...(przez co kompletnie zatracilam wiare w siebie i mocno obnizyla sie moja samoocena-bliska zeru..) ale znalazlam pasje!!! co zreszta utrzymalo mnie przy zyciu(depresja) to tworzenie w 3d w programie Maya:)...zupelnie mnie pochlania....tylko nie wiem czy znzjde chetnych na moje umiejetnosci... a tyle jest jeszcze tego do nauczenia! W kazdym badz razie nie poddawaj sie!!! przesylam dobra energie-i szukaj jeszcze -bo to niech bedzie pasja:)...
      aaaaaa moja druga to robienie na drutach-choc tez dopiero co zaczelam,-)

    • kon

      znajdz jakies targi wystawy sympozja gdzie sie zajmuja 3d i zacznij tam drazyc uczesczac ogladac rozmawiac z ludzmi itd..

  • Dorota

    Otoczenie uważa osoby, które szukają "tego czegoś" w swoim życiu za... lekko myślne, nie dojrzałe, skaczące z kwiatka na kwiatek! Przez okres 5 lat studiów ciągle szukałam czegoś co mnie zainteresuje (tak na poważnie zainteresuje), poznałam wiele dziedzin naukowych - nie koniecznie związanych z kierunkiem który ukończyłam. W każdą angażowałam się na jakiś czas aby ją lepiej poznać. Jeszcze przed chwilą uważałam, że to był błąd, bo zmarnowałam tyle czasu ... Każdy mi tak mówił, ciągle słyszałam że powinnam się wreszcie zdecydować, bo nie można tak całe życie. A teraz właśnie, po przeczytaniu tego artykułu zrozumiałam, że jednak intuicja dobrze mi podpowiadała ;) Nie zawaham się nigdy zmienić obranego kursu, choć by miało to kosztować dużo pracy i wysiłku. Dzięki za drogowskaz!

    • zZ

      To, że zdołałaś poświęcić tyle czasu na szukanie, to czysta odwaga.
      Ja studiuję coś, co mnie nie bardzo interesuje, spośród ofert uczelni nie mogę znaleźć niczego dla mnie ciekawego. A wszyscy powtarzają, że przecież muszę mieć jakiś papier... Wiem, że siedząc w czymś, co daje mi poczucie marnowanego czasu robię źle, ale nie mam odwagi tego zmienić.
      Pracuję nad tym :)
      Gratuluję odwagi, bo myślę, że warto poświęcić dużo czasu, ale w końcu znaleźć coś, co będzie strzałem w dziesiątkę.

  • Marcin

    Odnośnie przeprowadzki do Tajlandii i całego artykułu dodaje ciekawy materiał z JM : http://joemonster.org/art/24829/A_moze_by_tak_to_wszystko_rzucic_w_cholere_

    Zajrzyjcie sami, fajny motywator, aczkolwiek odradzam czytanie komentarzy, bo jakakolwiek pozytywna energia szybko Was opuści. Wyróbcie sobie własne zdanie.

    • Super. Moim zdaniem właśnie na tym polega życie. Żeby nie dać się zniewolić we własnej podświadomości. Z dala od kredytów, używek. Do przeżycia wystarczą tylko powietrze, woda, jedzenie i schronienie. Zajęcia, które wypływają z ciebie, a nie dla pieniędzy. Natomiast komentarze mnie nie dziwią, bo wiele jest takich negatywnych osób. Ci ludzie NIGDY do niczego nie dojdą. I nie chodzi mi o rzeczy materialnie tylko o cel życia. Bardzo mi otworzył oczy ten link. A myślałem, że to ja jestem szalony. Dzięki.

  • Andrzej

    Interesujący wpis.
    Czytając Twojego bloga, wyrobiłem sobie nawyk, że jeśli mnie coś interesuje to ide tego spróbować i zobaczyć czy mi się spodoba.
    Rok temu studiowałem mechanikę, jednak po pierwszym półroczu stwierdziłem, że mnie to nie interesuje, w miedzyczasie posmakowałem pracy w sklepie i fast-foodzie. Nie uważam tego za czas stracony, ponieważ już wiem jak taki rodzaj pracy wygląda i czego wymagają pracodawcy.
    W tym roku zaczynam studiować elektronikę, która interesuje mnie od dzieciństwa i już wiem że to strzał w 10 :)
    A z innych rzeczy które mnie zainteresowały, to idąc ostatnio przez miasto, zobaczyłem plakat sztabu ratowniczego, zachęcający do wstąpienia w szeregi wolontariuszy. Zapisałem się i przejdę zaawansowany kurs pierwszej pomocy, dzieki temu będę mógł lepiej pomagać ludziom i jeździć ambulansem (marzenie z dzieciństwa).

    Pozdrawiam i dziekuję za artykuł :)

  • Paweł

    Dziękuję za świetny i absolutnie wartościowy artykuł!

    Kilka tygodni temu podjąłem decyzję, że rezygnuję ze żmudnego poszukiwania pracy, która jak kilka poprzednich jest nietrwała, niebezpieczna i ciągle zależna od ludzi, którzy chcą tylko i wyłącznie wycisnąć ze zmotywowanych pracowników, jak najlepszy wynik, jak najmniejszym kosztem.
    Zawsze marzyłem o własnej firmie, nawet takiej dającej początkowo małe pieniądze, ale dzięki temu żyłbym ze świadomością, że to co robię jest najlepsze dla mnie!
    Na razie walczę z myślami i brakiem pomysłów odnośnie tego w co mógłbym się zaangażować, ale mimo wszystko wolę żyjąc bardzo skromnie czuć to co teraz, niż tracić kolejne lata (mam 24, od 6lat pracowałem jednocześnie studiując) dorabiając ludzi, którzy prócz jakiegoś doświadczenia, udowodnili mi, że większość pracodawców nie szanuje pracowników. (swoją drogą wielu pracowników sama się nie szanuje)

    Jestem święcie przekonany, że powiedzie mi się, motywacji i chęci na pewno mi wystarczy ;)
    Oczywiście jeżeli masz jakieś pomysły, metody, które mogłyby mi jakoś pomóc w tworzeniu własnej wizji biznesu- byłbym ogromnie wdzięczny! :)

    Paweł.

    • Bartek

      Gratuluje takiej odważnej decyzji ! ;)
      Czytałeś kioysakiego ? Mi tak ksiązka otworzyła bardzo mocno oczy i nakierowała na pare pomysłów biznesowych. GORĄCO Ci ją polecam ! :)

  • Monika

    Niedawno rozpoczęłam pracę, w branży, która była zawsze gdzieś na samym końcu moich marzeń zawodowych.

    Początkowo się cieszyłam, że kilka tygodni po obronie znalazłam zajęcie, ale teraz widzę, że jedyne co z tego mam to pieniądze i to niewielkie, o utracie pewności siebie i poczucia wartości nie wspomnę

    Ranek, ze świadomością dziś kolejny dzień pracy, doprowadza do apatii, dzień wolny jest dla mnie zbawieniem, a nie tak sobie wyobrażam moje życie.

    Wracając do domu chcę w pozytywny sposób myśleć o nawet może i długim ale dobrze wykorzystanym dniu, gdzie spełniam się w zawodzie, wykorzystuję moje talenty i wiem, ze jestem w odpowiednim miejscu. Po pracy pogłębiam wiedzę nie z przymusu, ale z własnej woli bo podoba mi się to co robię.

    Już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że dni w tej moje pierwszej pracy są policzone, ten artykuł tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził.

    Pieniądze to rzecz względna, szczęście pożądana.

  • ala

    A mój głos codziennie do mnie wrzeszczy "uciekaj stąd, to nie jest miejsce dla ciebie", czytam wszystkie artykuły na tej stronie, pragnę zmiany, potrzebuję jej, nawet wydaje mi się, że zasługuję na nią i nadal perspektywa pustego garnka mnie przeraża...

  • Wpis naprawdę bardzo bardzo fajny. Ja również miałem kiedyś takie podejście, że "nie da się" " To za trudne" "poco się wychylać" itd. Na szczęście zmieniłem sposób postrzegania niektórych rzeczy i cieszę się z tego niezmiernie. Ten post utwierdził mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że DA SIĘ robić wszystko, trzeba tylko chcieć :-)
    Pozdrawiam serdecznie

  • May

    Mam 20 lat. Rok temu pisałam maturę i musiałam wybrać kierunek, w którym dalej będę się kształcić. Od 15 roku życia wiedziałam, że pójdę na politechnikę, na coś technicznego. Bo zazwyczaj idą na to faceci, a ja zawsze idę pod prąd. Bo przecież po polibudzie będzie praca. Bo iść na uniwerek to taki wstyd i brak perspektyw. W liceum byłam na klasie matematyczno-chemiczno-fizycznej, więc było oczywiste, że wyląduję na uczelni technicznej. Wiedziałam, że będę zaciskać zęby, wyrywać włosy i motać się sama ze sobą, próbując walczyć ze ścisłymi przedmiotami, które lubię, ale radzę sobie na poziomie tylko trochę wyższym niż przeciętny.
    W ciągu jednego dnia, przed rejestracją na studia stwierdziłam, że idę do zupełnie innego miasta, niż miałam do tej pory zamiar. Na uniwersytet. Na ekonomię. Na swój sposób się przekwalifikowałam, to jest coś nowego, do tej pory same zadania, a tutaj muszę czasem coś przeczytać, zupełnie inny system.
    Znów poszłam pod prąd, ale samej sobie ;) Można powiedzieć, że ludziom na około też, bo przecież jak to, ekonomia? Przez jakiś czas wstydziłam się swojego wyboru, ale studia jak dla mnie są łatwe, perspektywy też są, wystarczy poszukać. Ja mam zamiar któregoś dnia otworzyć jakąś kawiarnię, małe bistro, więc studia pokażą mi to trochę od strony technicznej.
    Teraz nie żałuję. Mam dużo czasu dla siebie, a mam zajęcia, z których naprawdę mogę coś wynieść. Na przykład dzięki poprawce z historii gospodarczej dowiedziałam się czegoś z historii, o której do tej pory nie miałam bladego pojęcia i która mnie przerażała ;)

    Warto zrobić coś na przekór, zmienić całkowicie kierunek. Czuję, że to nie jedyna moja taka zmiana. Może kiedyś zawitam na medycynie? Zawsze chciałam pracować w kostnicy ;)

  • Kuba

    Chociaż poruszany przez artykuł wątek jest banalny, to jednak sama świadomość tego co dzieje się wokoło oraz w nas samych jest ważna. Według mnie to właśnie w świadomość powinien mierzyć ten artykuł.

    Idąc myślami dalej, lecz trzymając się polskich warunków, chciałem powiedzieć, że ty drogi Michale oraz wszyscy inni którzy mają możliwość uświadamiania młodych ludzi powinni uderzyć w zamek, który powinien był runąć już dawno - polska edukacja, system, mentalność. Problem atakuje się u źródła, które w tym wypadku może znajdować się na pograniczu liceum/studiów. Już wtedy (17-20 lat) młodzi Polacy mogą nie tyle co błędnie, ale pochopnie szufladkować się do roli bankiera, lingwisty, pediatry z różnorakich powodów: a bo rodzice lekarze, a bo ekonomia jest trendy, a bo tylko z języków byłem/am dobra.

    Biorąc pod lupę trudności zakładania biznesu i jego rozwijania w Polsce, system finansowy i emerytalny, a zaczynając na edukacji niejako rodząc się w tym kraju stajemy się niewolnikami przekonań, przez które w wieku sędziwym będziemy mogli jedynie westchnąć, że zmarnowało się swoje życie.

    Sam jestem po licencjacie i nadal "szukam" przy okazji nie odwracając się od moich predyspozycji, pasji i atrybutów. Drogi Michale oraz wszyscy pozostali zachęcam do atakowania polskiej mentalności, do rozmów z młodymi, których wyróżniające się zdolności są równane ze średnią krajową i którzy w przyszłości będą żyli pod sztucznym przymusem. "Pracuj z pasją"? Jak dla mnie to: "Żyj pasją!"

    Pozdrawiam,
    Kuba

  • Z mojego prawie 30 letniego życia wynika, że nie jest to taka prosta sprawa, bo większość rzeczy i działań determinują pieniądze - niestety. Jest to pewna blokada, którą ma większość ludzi. Jak człowiek siedzi i rozmyśla, to do niczego dobrego to nie prowadzi - tylko działanie daje sens i poczucie spełnienia. Teraz zacząłem działać żeby zmienić swoje życie - rodzina, nowa praca, ale czuję że się spinam i chyba to nie jest dobra droga...Uważam, że za dużo możliwości tak naprawdę komplikuje sprawę, bo nie można się skupić nam tym co jest najważniejsze. Odpowiadałem sobie na pytania kim jestem, co jest dla mnie najważniejsze, czy czuję się wolny itp. Chodziłem do różnych prac i albo sam rezygnowałem albo po jakimś czasie byłem zwalniany. I Nie wiem czy jest to wynik tego, że moja podświadomość fałszywie zakodowana kieruje mnie do miejsc, które nie dają mi spełnienia czy jednak moja podświadomość chcę dla mnie dobrze i komunikuje mi że dana praca nie jest dla mnie. Większość ludzi tak żyje - w strachu przed zwolnieniem, przed pracodawcą, że nie będzie z czego żyć. A tu nie chodzi o to żeby zmienić pracę i zarobić 200 zł więcej tylko o to żeby robić coś co przynosi frajdę. Uważam, że to nie jest kwestia tylko odwagi, ale właśnie tego celu, którego każdy z nas szuka. Jakby każdy go miał, to uwierz mi Michale, że ludzie działaliby inaczej. W głowie zakodowana jest rodzina, praca na etacie i najlepiej mieszkanie na kredyt. To jest najkrótsza droga do blokady szczęścia, choć nasza podświadomość twierdzi inaczej. Wiem jakie mam pasję, ale nie potrafię ich spieniężyć i tu jest problem. Wtedy w głowie pojawia strach żeby robić cokolwiek. Jeśli mam takie cel, że chcę by szczęśliwy, ale też mieć rodzinę, to jedno może wykluczać drugie. Załóżmy, że robię coś dla pieniędzy, ale powiedzmy, że tak trzeba, bo mam na utrzymaniu rodzinę i koło się zamyka. Jestem gotowy pójść na maksa, ale nie wiem dokładnie do chcę robić nie będąc jednocześnie podświadomie zniewolonym w pracy etatowej. Myślałem o marketingu sieciowym, ale to nie dla mnie - trudno. Na tym świat się nie kończy. Przez mętlik myśli człowiek pół życia spędza na zastanawianiu się, a niektórzy mając 50 lat dopiero zrozumieli na czym sens życia polega. Obecnie uczę się języka - niby chcę wyjechać, coś robię w tym kierunku, ale tak naprawdę jadę po większe pieniądze. Wmawiam sobie, że pouczę się języka bez względu na to jakie decyzje zapadną w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Pisze sobie książkę, stosuję hipnozę, ale dalej gdzieś głęboko podświadomość nie pozwala mi się cieszysz. Stawia warunek, że muszę znaleźć jakąkolwiek pracę wtedy będę szczęśliwy, co nie jest prawdą. Tak to u mnie wygląda. Pozdrawiam i proszę o odpowiedź.

    • mało_mleka

      Hej, Rysiek rozumiem Twoje rozterki, bo miałem podobne. Dodam tylko, że jestem starszy o te 8 lat i powiem tak:
      1. primo po pierwsze zrób wszystko aby decyzji o tej ważnej zmianie nie odkładać za długo (bo gdy tak się stanie to np. za 10 lat możesz być w tym samym miejscu, nadal być unhappy i mówić sobie: cholera gdybym to zrobił 10 lat temu to już bym do czegoś doszedł) Na pewno ważna jest determinacja i nie poddawanie się w dążeniu do zmiany. Mi osobiście pomaga (może to głupie :-)wyobrażenie sobie, że jestem w oddziale specjalnym Navy Seals i wykonuje trudne zadanie, gdzieś w dżungli jaką jest życie i jeśli chcę przeżyć to nie ma dla mnie odwrotu!
      2. primo po drugie ;-), jeśli nie ma innej możliwości, to faktycznie, czasowe ale tylko czasowe rozstanie się z rodziną, która jest najwyższą wartością, po to aby gdzieś zagranicą zarobić forsę na start. Po kilku miesiącach masz więcej forsy w rezerwie i więcej komfortu, a może nawet ten pobyt otworzy inną furtkę, o której istnieniu nie wiedziałeś (ale najczęściej tak to tylko na filmach się zdarza, więc jeśli nastąpi cud to ok., jeśli nie to działam dalej zgodnie z planem)
      3. wreszcie primo po trzecie ultimo ;-) co do samego tematu, który pozwoli zarobić. W pewnym momencie zadałem sobie, wbrew pozorom nie takie głupie pytanie: z czym ja mam właściwie problem, czego szukam w tym życiu? Twoje słabości, z którymi się zmagasz i które znasz tak dobrze jak nikt inny, stają się twoimi silnymi stronami. I na tym paradoksalnie, możesz próbować budować biznes, który często rodzi się na skutek frustracji lub niezadowolenia z tego, że nie ma tego czego byś chciał (usługa, produkt itp.)
      I to by było tyle. Pamiętaj: nie poddawaj się i więcej działania, mniej filozofowania bo czas ucieka tik, tak, tik, tak ;-) Pomyśl o nagrodzie po całym dniu zmagań w dżungli czyli zimny kisiel z lodówki, albo herbatka z dobrym ciastkiem u babci ;-) Trzymaj się!

    • No 1 pierwsze jest oczywiste - im wcześnie zaczniemy działać, tym lepiej.
      2 - chyba nie ma, bo już bym to znalazł
      3 - Jak odpowiem sobie na kilka pytań i zajrzę głębiej do mojej podświadomości, to wtedy wiem co robię źle i już jestem blisko. Potem chciałbym podzielić się ta wiedzą z innymi, ale nie w formie bloga czy długich książek pani Beaty Pawlikowskiej którą czytam, ale konkretny e-book na 20 stron. Nie tylko teoria, bo jestem przekonany, że jakaś część ludzi szuka szczęścia w internecie, ale czytając coraz więcej można dostać mętliku w głowie, a podświadomość i tak będzie się bronić przed zmianami. Będzie tak dlatego, bo jej dominującą siłą jest strach i tak żyję większość ludzi.

  • aiwlys

    Jestem wlasnie w trakcie takiej zmainy! Sama nie wierze w to co zrobilam, dlam wymowienie z calkiem niezlej pracy zeby wzasc inna, mniej platna. Za to bede robila to co lubie I za jakis czas znowu zmienie prace na nowa, zeby juz nigdy nie zatrzymac sie w miejcu. Troche sie boje ale z drugiej strony jestem niezmiernie szczesliwa i mam nagle bardzo duzo energii!! Ludzie mysla ze oszalalam ;-))

    • AnnnS

      mam tak samo.

  • Ola

    Zmiana myślenia i utartych schematów może przynieść zmiany w życiu ale niekoniecznie pozytywne.
    Osoba, które zdarzyło się być bezrobotnym w obliczu konieczności zapłacenia raty kredytu, czynszu i kupieniu butów dziecku wie, że rynek pracy nie daje zbyt dużo możliwości, nasza kreatywność może zderzyć się ze ścianą a konieczność posiadania pieniędzy na kupno chleba może zmusić do jakiejkolwiek pracy.
    Poza tym co w sytuacji gdy postanawiam zmienić pracę którą nie znoszę i moja decyzja okaże się pomyłką? Po 3 miesiącach z przyczyn niezależnych ode mnie zostanę zwolniona i zostanę bez środków do życia?

  • PanOs

    "Ola " Według mnie zmiana utartych schematów i sposobu myślenia przynosi ze sobą bardzo dużo korzyści ale wszystko musimy odpowiednio zaplanować .Zmieniając prace musimy posiadać tak zwaną "poduszkę bezpieczeństwa " czyli kapitał który pozwoli nam przeżyć od 3-6 miesięcy bez jakiejkolwiek pracy. Co daje nam większy luz psychiczny. Odnośnie rynku pracy , jeżeli wszystko wcześniej zaplanujemy , przygotujemy się odpowiednio do zmiany pracy ,posiądziemy odpowiednia wiedzę i umiejętności będzie nam dużo łatwiej. Ja tak to widzę , ale to jest tylko moje osobiste zdanie.

    Pozdrawiam PanOs

    • Ola

      PanOs, masz rację:)

  • W jednym nie do końca się zgadzam - zmiana nie jest taka łatwa, szczególnie jeżeli dotyczy mnie osobiście. Gdy patrzę na innych wiem, co powinni zrobić i zastanawiam się dlaczego marnują swój potencjał, nie wykorzystują swoich możliwości, gdy patrzę na siebie - niekiedy nie starcza mi wiary we własne umiejętności, możliwości, etc. I chyba wiara w siebie, pozytywne nastawienie do własnych działań, dobra energia, wewnętrzna pewność siebie są fundamentem zmian. Zdecydowanie ważniejszym, niż pieniądze!

  • Ola

    Tak jak stare porzekadło mówi: "wszystko jest dobrze jak jest dobrze". Nigdy nie uważałam, że pieniądze są najważniejsze ale nikomu nie trzeba powtarzać, że bez nich trudno się żyje.
    Pozytywne nastawienie jest niewątpliwie bardzo potrzebne ale różne, trudne sytuacje życiowe mogą zabrać nam spokój i rozważne podejście do sprawy.
    Jak ludzie, którzy właśnie stracili pracę, nie mający "poduszki bezpieczeństwa" a mający rodzinę na utrzymaniu mają w sobie wykrzesać pozytywne nastawienie, myśleć o nabywaniu wiedzy i umiejętności - myślę, że jedyne co może się w ich głowach zrodzić to lęk. Owszem, nie można się poddawać ale to nie jest takie proste. Czasami niektórych ludzi takie sytuacjie motywują do działania ale to taka stresująca motywacja zatem wg mnie łamanie schematów, wprowadzanie zmian jest bardzo potrzebne i wskazane ale najlepiej je robić gdy mamy do tego warunki. Jednak co mają zrobić ludzie, którzy tych komfortowych warunków nie mają, i jak wtedy łamać schematy, jak zmienić pracę, która pozwala na zapłacenie rachunków?

    • joanb

      zgadzam sie z tym, latwo komus powiedziec ze trzeba myslec pozytywnie, ale zrobic to kiedy okolicznosci nie sprzyjaja nie jest tak latwo

  • lokaty

    If some one desires to be updated with newest
    technologies after that he must be pay a quick visit
    this website and be up to date daily.

  • Ciekawy punkt widzenia. Fajny wpis. Pozdrawiam!

  • Panie Michale, bardzo dziękuję za ten artykuł :)

    Jestem dopiero w drugiej klasie liceum, ale już ponad rok temu zrozumiałem, że nie zamierzam powielać tego utartego schematu o zdobyciu "pewnej i dobrze płatnej pracy". Jednak dopiero teraz uświadomiłem sobie, że ciągle poświęcam zbyt dużo czasu i energii na dobre opanowanie przedmiotów, które najprawdopodobniej nigdy nie przydadzą mi się w życiu, a robię to kosztem tych, które lubię, a także swoich pasji. I robię to nie dlatego, że uważam to za ważne, ale dlatego, że zostałem zaprogramowany, aby mieć wysokie oceny ze wszystkich przedmiotów, zdać dobrze maturę, iść na studia i zdobyć "dobrą pracę".

    Pora wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć żyć własnymi pasjami i własnym życiem, a nie spełniając oczekiwania otoczenia. Jeszcze raz bardzo dziękuję :)

  • joanb

    Prawda jest taka ze latwo jest powiedziec zmien prace ale w praktyce nieraz wymaga to tak wiele wysilku, zmian, przekwalifikowywania ze nie zawsze jest to do wykonania (a przynajmniej nie tak szybko), szczegolnie ze trzeba z czegos zyc, a pieniadze z nieba nie spadaja, niektorzy maja jeszcze rodziny na utrzymaniu. I to jest powod dla ktorego tak wielu ludzi tkwi w pracach ktorych nie lubi. Zmina niejednokrotnie nie jest na pstrykniecie palcem. Moze byc takze tak ze nawet jak sie zastanawiasz wciaz nie wie sie co innego mogloby sie robic co by sprawialo satysfakcje, wiec tkwi sie w tym co jest dopoki okazja do zmiany sie nie pojawi.

  • W Polsce długo jeszcze minie zanim dojdzie to tak płynnych zmian profesji jak choćby w stanach. Być może nie jestem doświadczony, ale jeśli się uczysz cały czas i rozwijasz. Co ważniejsze próbujesz i wyciągasz wnioski to nie jest jakiś szczególny wyczyn zarobić dziś pieniądze. Kwestia przedsiębiorczości.

  • Ewelina

    Ten artykuł to coś czego właśnie potrzebowałam! Wprawdzie nie popchnął mnie do decyzji, bo tą podjęłam już jakiś czas temu, ale upewnił mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam. Jakiś czas temu zaczęłam studia, trudne i pomimo tego że byłam świadoma że nie do końca jestem dobra z technicznych przedmiotów skusiła mnie perspektywa wysokich zarobków i wielu ofert pracy. Praktycznie od początku czułam że coś jest nie tak, ale jakoś brnęłam przez następne semestry. Po pewnym czasie stwierdziłam, że już nie mogę. Mimo tego, że połowę studiów i masę wydanych pieniędzy mam za sobą, uważam że to dobra decyzja. Po co brnąć dalej w coś co odbiera Ci chęci do życia i sprawia, że ciężko jest podnieść się z łóżka z rana? Mam nadzieję, że dowiem się czym jest ta pasja o której piszesz i że stanie się ona moim sposobem na życie. Serdecznie pozdrawiam

    • tomo

      Ewelina jestem w tym samym wieku i mam identyczne rozterki. Gratuluje wyboru sam mam ochotę rzucić ta polibude w cholerę :-P

  • Alek

    Ja w mojej firmie pracuje już rok i jestem bardzo zadowolona z mojej aktualnej pracy. Aczkolwiek kiedy rozmawiam ze znajomymi wszyscy mi powtarzają, że za rok i tak mi się znudzi. Czy to jest tak że po pewnym czasie przestajemy lubić naszą pracę? Może człowiek po prostu potrzebuje zmian?

  • ja tam jestem zadowolony z tego co robie, bo robie to co lubie
    szczerze nie rozumim ludzi, któzy poświęcają czas na robienie czegoś co ich nie pasjonuje, co ich dręczy, męczy itp itd
    ludzie czas na zmiany, na podsumowanie swojego życia

  • Bea

    ehh, mam 42 lata, wyuczony zawód, pracę za grosze i szefa który traktuje pracowników jak śmieci. 6 lat temu skończyłam studia na kierunku który mnie interesował, niestety studia mnie rozczarowały i nie otworzyły żadnej furtki do lepszej pracy ponieważ najczęściej w ofertach które się - rzadko bo rzadko- ale pojawiały był wymóg doświadczenia... a ja studia zrobiłam w zupełnie innym kierunku niż wyuczony zawód. A czas ucieka. Do tego dochodzi -niestety- brak własnego pomysłu na życie...

  • Mania

    Moje życie pełne jest złych wyborów. Staram się nie winić za to nikogo, jednak rodzice mają na nas ogromny wpływ. U mnie pokutowało zawsze przekonanie, że po prostu studia trzeba skończyć. Jakiekolwiek, najlepiej jakieś elitarne, ale trzeba skończyć. Tak oto skończyłam 3-letnie studia. Na 3 roku zacisnęłam pięści i poszłam na farmację. Zaczęłam od października tego roku. Od początku. Kolejny błąd, tragedia. Męczę się na tych studiach, stresuję się, nie są dla mnie. Dziś podjęłam decyzję, że zostawiam to. Jutro nie idę na zajęcia. Czuję się jakbym robiła coś strasznego, niepoważnego!
    Ale zacznę robić to co kocham. Pójdę na tańce, zacznę sie uczyć angielskiego i hiszpańskiego, nauczę się szyc i projektować ubrania. Mam wrażenie, ze to szaleństwo, ale chyba to jedyna droga, żebym była kiedykolwiek szczęśliwa.
    Pozdrawiam

    • Mania - myślę, że masz rację. Żeby Ciebie pocieszyć byłem na 3 kierunkach studiów i nic nie skończyłem, a nie uważam siebie za kogoś gorszego - po prostu złe wybory albo mnóstwo matematyki i fizyki czyli coś nie dla mnie. Po wielu miesiącach interesowania się szczęściem stwierdzam, że jest to stan, który wymaga: robienia tego co się lubi i wypływa z wewnątrz nas plus zdrowy tryb życia oraz miłość, którą trzeba znaleźć do samego siebie. Pozdrawiam.

    • Krzysiu

      Doskonale powiedziane Rysiu :)

    • Ewa

      Ja próbowałam już 3 kierunków studiów i 2 kierunków zawodowych, ale także nic nie skończyłam, ponieważ wybierałam głową, a nie sercem i unieszczęśliwiał mnie już sam fakt, że będę tkwić w danym zawodzie do końca życia. Mam 25 lat, średnie wykształcenie i pracę w handlu za marne grosze, gdzie ledwo wystarcza mi na czynsz i jedzenie, ale niczego nie żałuję. Wszystko było po coś, z każdego 'doświadczenia', bo to już dla mnie nie porażka :), coś wyniosłam i powoli dochodzę co chcę tak naprawdę w życiu robić i dodaje mi to energii do działania :) Polecam każdemu pójść swoją drogą, a nie robić coś, bo tak ktoś Ci każe, albo tak wypada.
      Idź swoją drogą!
      Pozdrawiam.
      Ewa

  • Wojciech F.

    No to biorę się za zmianę!!! Jako buddysta zen wdrożę kaizen; w swoim życiu :)

  • Inez

    Witam,

    ja jestem po dużej zmianie w tym roku, zmieniłam branżę na taką, która zawsze mnie "intrygowała". O dziwo na rozmowie poszło super, spodobały im się moje pomysły i od razu zajęłam stanowisko kierownika projektów i... Zaczynam żałować, mam masę pracy o której nie mam pojęcia, brakuje mi doświadczenia na każdym kroku, firma niby wiedziała kim jestem, ale najwidoczniej zakodowali sobie obraz mojej osoby inaczej i teraz wymagają bardzo dużo. I mnie to przeraża, na myśl o tym, że mam tam pójść robi mi się słabo.. Stres nie pozwala czasem spać, jeść. Próbowałam rozmawiać z szefem, ale uświadamianie mu mojej sytuacji raczej do niczego dobrego dla mnie nie prowadzi. I co tu zrobić? Zrezygnować (ja, albo oni ze mnie) czy pracować po 12 h na dobę, żeby nadrobić luki (a i tak "frycowe") muszę płacić. Moja rada, zmieniajcie pracę, ale rozsądnie, z głową i... mierzcie siły na zamiary!

  • Dave

    Niestety problem niskich stanowisk w polsce jest zawsze taki sam. Debilizm i upośledzenie umysłowe osób zajmujących najniższe szczeble. Zmierzam do tego, że kiedy jesteś młody i pojawiasz się w takim środowisku starych wilków, którzy pamiętają pierwsze maszyny w zakładzie często wiąże się to z wykorzystywaniem (nie seksualnym :P) i znięchęcaniem z ich strony do robienia czegokolwiek. Przynieś, podaj, pozamiataj. Jak Tomek z W11. Chamstwo, prostactwo i buractwo bardzo często osób które są ledwo kilka lat starszych od Ciebie. A przyjdź jeszcze z brakiem doświadczenia. Woo hoo to dopiero się zaczyna. Może po prostu źle trafiłem i zbytnio uogólniam. Może są miejsca gdzie szeregowi pracownicy są mili dla nowych. I nie każdy fizol to półgłówek. Jak do tej pory takie właśnie doświadczenia zniechęcaja mnie do zmiany pracy. Zwłaszcza w której chamstwem i darciem mordy wypracowałem sobie pozycje w której traktuje się mnie równo. Przykre bo póki co moje doświadczenie zawodowe nie pozwala mi iść wyżej a dopóki się to nie zmieni czeka mnie obracanie się w środowisku niskiego szczebla co wiąże się z obracaniem się wsród idiotów.
    Chcę wierzyć, że nie wszędzie tak jest.

    Pozdrawiam.

  • Piotr

    Szkoła, studia, praca, stabilizacja, bezpieczeństwo ... a wszystko to w strachu przed nędzą i biedą. Czy nie gorsze jest to, że można w tym strachu utkwić całe życie? O nie! moi rodzice zawsze wmawiali mi, że stabilna praca jest najważniejsza itd, a ja ich słuchałem. Rodzice: kocham ich a oni mnie. Problem rodziców polega na tym, że kochając mogą skrzywdzić. Wychowanie powinno wg mnie zakończyć się jeszcze w gim. Poszedłem do liceum, namówili mnie; poszedłem na studia, bo tak było trzeba. Dziś dziękuje Bogu za to wszystko, mimo, że nie robie tego o czym marzę, dojrzałem do tych myśli i życie potoczyło się w dobrym kierunku. Moją pasją jest motoryzacja, motorsport. Od dziecka skakałem z radości a ciarki miałem na całym ciele, kiedy zobaczyłem samochód sportowy, kiedy przejechała obok mnie rajdówka, myślałem, że odlece.
    Teraz do sedna sprawy. Najlepszą moją decyzją było posłuchanie głosu serca. Głos ten mówił mi ... skończ już te studia, obronisz inż i weź się do pracy, studia magisterskie nie są Ci do niczego potrzebne. Kończysz kierunek 'technika motoryzacyjna...' masz wiedze, teraz idź sam, odwagi! idź do automobilklubu, do pzm dowiaduj sie, pytaj ludzi, rób cokolwiek w tym kierunku! Najlepiej jeden mały krok na dzień. W tej pasji potrzebne są pieniądze, cholera, co teraz? Po inż rzucilem studia,znalazłem pracę jako technolog w firmie produkcyjnej maszyn rolniczych, udało się, teraz pracuje od 7 do 15. W pracy myślę tylko o 1 co zrobić z marzeniami, może i ta praca mnie blokuje. W głowie zakotwiczyla mi sie jedna myśl, nią żyję. Wierzę, że ona mnie poprowadzi. Ryzykuj, nie bój się, zobacz w tył, Twoje decyzje były dobre. Jeśli życie stoi przed Tobą otworem, nie pozwól by te drzwi zamknęły Ci się przed nosem, przekrocz ten próg z rozpędu! :)

  • Sasa

    Ja mam aż za dużo pomysłów :) Ale udaje mi się spełniać marzenia. Z mojego doświadczenia wiem, że najpierw trzeba pomarzyć. Pomyśleć nad tym co jest najważniejsze i realizować. AHA warto jeszcze znaleźć przyjaciół którzy cię będą wspierać a nie uziemiać.

  • Dwudziestka

    Mam 20 lat jestem studentką 1 roku matematyki poszłam na nią bo nie dostałam sie na wymarzony Uniwersytet Warszawski na informatyke.Rezygnuje teraz mimo ,że mam jeszcze terminy na uczelni.Chce robić w życiu coś co będe lubić a nie się męczyć.

  • Łukasz Kozioł

    "Opcji jest nieskończona ilość i ważne, abyś rozważył wszystkie."

    To całkiem interesująca perspektywa: nieskończoną ilość opcji można równie dobrze rozważać w nieskończoność... :D
    To propozycja robienia "analysis-paralysis".

  • Himmler

    A jak zostać psychoterapeutą bez studiów? :)

  • alex

    Chcę zmienić pracę! Jestem obecnie na stażu w bankowości...ma początku były fajerwerki bo totalnie się na ty nie znam, ale teraz przyszło zniechęcenie i myśl "to nie to". Problem w tym, że nie wiem co chcę w życiu robić, a moje CV jest właśnie wypadkową przypadkowych decyzji...i rzeczy, których tak naprawdę nie chciałam w głębi duszy robić...Odnalazłam swoja pasję poza pracą, ale boję się, że nie jestem wystarczająco dobra i za stara na zarabianie na niej...to fotomodeling a ja mam 26 lat...;/

    Ale mimo wszystko dziękuję za artykuł.

  • Tomasz Ksobiak

    Osobiście mogę podpisać się pod tym wpisem całym sobą! Przez 12 lat działałem w branży usług finansowych. Stworzyłem i wykreowałem, a także zarządzałem lub wchodziłem w skład zespołów zarządzających kilka firm na terenie Polski oraz poza jej granicami. Poświęciłem tym przedsięwzięciom przeszło dekadę mojego życia, a jako, że jestem kilka lat po 30-stce, to z tego, co pisze Michał pozostało mi już niewiele czasu :D.
    Moja "była" już praca dawała mi wiele satysfakcji. Niestety wyłącznie w dwóch aspektach: finansowym i dzięki możliwości pracy z ludźmi (niestety tylko w początkowej fazie - później w coraz mniejszym stopniu). Niemniej ciągle miałem to nieodparte przeświadczenie, że coś nie do końca działa; nie do końca jestem w pełni szczęśliwy. I może większość z Was czytających moją wypowiedź uznają mnie za "życiowego samobójcę", ale wiecie co? ... po 12 latach postanowiłem rzucić to wszystko i zacząć robić coś, na co od zawsze (jeszcze od czasów liceum) miałem prawdziwą ochotę. Zacząłem pokazywać ludziom jak żyć, aby uczynić swoje życie lepszym.
    Mogę zaświadczyć własnym "Ja", że decyzja o zmianie pracy i całkowitym, kompleksowym przebranżowieniu dała mi wreszcie pełną satysfakcję mimo, że moje dochody (jak się zapewne domyślacie) dość mocno spadły. Dlatego z całego serca polecam zmieniać zajęcie tak długo, jak będzie to potrzebne do zrozumienia, że życie to nie tylko pensja, świadczenia, ubezpieczenie i spełnianie wymagań względem innych osób!