Tony Guru Robbins

Światowej sławy guru motywacji przyjeżdża do Polski. Rozwój osobisty w amerykańskim stylu szturmuje umysły Polaków za pomocą pop-motywacyjnego, sprzedażowego seminarium. Jak takie eventy działają od kuchni i dlaczego może (choć nie musi) być to dla Ciebie szkodliwe?

Nie mam zwyczaju krytycznie opisywać działań innych trenerów czy znanych osobistości w świecie szkoleń i rozwoju osobistego. Jednak w ostatniej ankiecie wielu z Was zaznaczyło, że ważne jest zdrowe, realistyczne podejście do rozwoju osobistego, bez ślepej wiary we wszystko, co nam się poda na tacy.

Zdecydowałem się na napisanie tego artykułu, bo moim celem jest uczyć ludzi samodzielnego myślenia. Jestem świadom, że wiele osób nie zgodzi się z treścią tego artykułu. Akceptuję to. Część czytelników tego bloga traktuje Tony’ego Robbinsa jako autorytet. Niektórzy będą ratować swojego guru walcząc o jego dobre imię. Inni poczują się tak, jakby właśnie mama im powiedziała, że mikołaj jednak nie istnieje. A niektórzy uświadomią sobie, jak działają guru-sprzedawcy i dlaczego eventy motywacyjne nie działają.

Niezależnie od tego, jaki będzie Twój odbiór, zawsze warto poznać inny punkt widzenia. Być może dostrzeżesz rzeczy, których wcześniej nie widziałeś, albo wręcz przeciwnie - utwierdzisz się w swoim przekonaniu.

Zanim zaczniemy, chcę zaznaczyć, że:

1. Nie byłem na żadnym z seminariów Tony’ego Robbinsa. Artykuł jest napisany w oparciu o moją znajomość nagrań jego seminariów, doświadczenia moich znajomych i fragmenty świetnej książki “Ciszej proszę” autorstwa Susan Cain. Miałem okazję uczestniczyć w innych seminariach motywacyjnych, które są oparte na podobnych mechanizmach.

2. Nie twierdzę, że Tony Robbins jest w 100% czarnym charakterem. Nic nie jest albo czarne albo białe. Wiele z jego działań zmienia życia ludzi na lepsze i chwała mu za to. Sam przeczytałem jego książkę “Obudź w sobie olbrzyma” i wyciągnąłem z niej sporo wartościowych wskazówek. Część jego twórczości jest wartościowa i nie podważam tego w żaden sposób. W tym artykule opisuję jeden konkretny typ działań - jego sprzedażowe (ups, “motywacyjne”) seminaria, które z mojej perspektywy są czymś nieetycznym, a w wielu przypadkach wręcz szkodliwym.

Platform selling

Wszędzie o tym głośno - Tony Robbins, guru motywacji, przyjeżdża w przyszłym roku do Polski. Poprowadzi 3-dniowe seminarium The Way Ahead, które potencjalnie ma zmienić Twoje życie na lepsze.

Jak w rzeczywistości wyglądają takie seminaria i na czym polegają?

Głównym celem tego typu seminariów jest tzw. platform selling, czyli sprzedaż ze sceny. Trener swoim wystąpieniem robi wszystko, aby pobudzić pozytywne emocje uczestników i nakręca ich na wiele różnych sposobów. Tysiące ludzi skaczą, przybijają sobie piątki, chodzą po rozżarzonym węglu, krzyczą rzeczy typu “Jestem zwycięzcą” i przez kilka chwil naprawdę czują, że mogą wszystko.

Taka impreza była podczas seminarium Unleash the Power Within w Londynie:

W kluczowym momencie Tony rozpoczyna sprzedaż - mówi o innych, dużo droższych szkoleniach i na fali zbiorowej euforii daje ludziom silny impuls do podjęcia decyzji o zakupie. Jeśli znasz techniki wywierania wpływu, na takim seminarium doświadczysz wielu z nich na własnej skórze.

Seminaria Tony’ego Robbinsa są nasycone sprzedażą. Susan Cain w swojej książce “Ciszej proszę” pisze:

“W czasie popołudniowej przerwy Tony pozostaje na estradzie w towarzystwie pięknej blondynki, swojej uroczej żony Sage, zaglądając jej głęboko w oczy, głaszcząc ją po włosach i szepcząc jej coś do ucha. (...) po przerwie na wielkich telebimach oglądamy dłuższe video, zachęcające nas do udziału w prowadzonym przez Tony’ego seminarium na temat tworzenia i podtrzymywania związków.”

“W innej, równie znakomicie wyreżyserowanej części seminarium, Tony mówi przez dłuższy czas o finansowych i emocjonalnych korzyściach związanych z otaczaniem się w życiu “właściwymi ludźmi”, osobami reprezentującymi ten sam status społeczny i materialny, co my (tzw. peer group) - po czym jeden z członków jego ekipy przystępuje do zachwalania oferty “Platynowe partnerstwo za 45000 dolarów. Te osoby, które wykupią jedną z dwunastu kart uczestnictwa, staną się, jak słyszymy, członkami “najbardziej elitarnej peer group” - grupy wybrańców, prawdziwej śmietanki, creme de la creme.”

Żeby było jasne - nie widzę nic złego w informowaniu swoich klientów o innych produktach i usługach, jakie mamy w ofercie. Sam w trakcie swoich warsztatów wspominam o pozostałych warsztatach lub narzędziach coachingowych, które sprzedajemy w Life Architect.

Jest jednak duża różnica między takim podejściem, a tworzeniem całego seminarium, którego głównym celem jest sprzedaż droższych szkoleń, i na którym jest to robione za pomocą dziesiątek metod wywierania wpływu.

Trafnie ujął to Artur Król w swoim artykule Anty-guru: Tony Robbins:

“Wszelkie emocje, które wywołuje na swoich seminariach mają jeden podstawowy cel – uczynić jego klientów bardziej podatnymi na zakup jego produktów.”

(we wspomnianym wyżej artykule dowiecie się też trochę o historii Anthony’ego J. Mahavoricka (tak, Tony Robbins to pseudonim), a także o jego sprzedażowej przeszłości)

Pop-motywacja

Dla niektórych taki ładunek pozytywnej energii jest faktycznie przydatny - podejmą oni bowiem decyzje, których sami nie byli w stanie podjąć. Niektórzy postanowią sobie, że zmienią swoje życie i faktycznie to zrobią. Skorzystają na tym ludzie, którzy już mają w sobie siłę do zmiany i potrzebują tylko kopa w tyłek, który da im energię do ruszenia z miejsca.

Niestety dla większości uczestników tego typu seminariów happy endu nie będzie. Przez parę dni (przy odrobinie szczęścia przez parę tygodni) będą na fali, która stopniowo będzie zanikać. Wtedy zwykle pojawia się myśl o tym, aby wybrać się na kolejne seminarium - i tak zaczyna się uzależnienie od guru. Ludzie tęsknią za stanem “mogę wszystko” i nie umieją go samodzielnie wywołać (okazuje się, że niestety skakanie i klaskanie przed lustrem nie działa tak dobrze, jak miało). Muszą wybrać się na kolejny event, na którym poskaczą i pokrzyczą trochę motywacyjnych oczywistości.

Nazywam to pop-motywacją i jest to stan powierzchowny i krótkotrwały. Każdy z nas doświadczył motywacji, która uchodzi z nas jak powietrze z balonu. Tak się bowiem składa, że prawdziwa + naturalna + wewnętrzna motywacja wymaga głębszej, dokładniejszej i dłuższej pracy nad sobą, niż jeden energetyczny weekend. To zupełnie inna bajka i temat na inny artykuł.

Dlaczego chodzenie na takie seminaria może być szkodliwe? Bo trenerzy zwykle prezentują na nich niepełny obraz tego, czym jest motywacja i jak się powinno nad nią pracować. W ogóle nie uczą, jak korzystać z narzędzi pracy nad motywacją i tym samym uzależniają uczestników od wracania na swoje eventy (czyli zamieniają ich w dobrych klientów, a nie samodzielnie myślących ludzi). To oducza ludzi świadomego myślenia i w żadnym wypadku nie daje im możliwości samodzielnego zmieniania swojego życie na lepsze.

Podważaj autorytety

Problem z guru jest taki, że zwolennicy takich postaci biorą je w 100% bezkrytycznie. To głupota. Zawsze podważaj autorytety i ucz się samodzielnego myślenia.

Pamiętaj też, że najważniejszy jest balans i zdrowe podejście. Nie musisz teraz wybierać między:

nienawidzę Tony’ego, to oszust VS. kocham go, jest moim wielkim guru

Możesz być po prostu świadom praktyk, które stosuje i wciąż korzystać z materiałów, które tworzy. Kto wie, być może wiedząc to, co teraz wiesz - mógłbyś poskakać na jednym z jego seminariów nie poddając się zbiorowej manipulacji i nie uzależniając się od guru.

Tony napisał wartościową książkę “Obudź w sobie olbrzyma” i choć jest ona dużą cegłą i ma w sobie sporo banałów, znajdziesz w niej przydatne i pomocne wskazówki i ćwiczenia.

Nie bez powodu seminarium Tony’ego Robbinsa pojawia się w Polsce dopiero teraz. Rynek w końcu jest “gotowy” na przyjęcie masowej odmiany rozwoju osobistego w amerykańskim stylu.

Dla wielu Polaków będzie to pierwszy kontakt z rozwojem osobistym. Niektórych na zawsze to zniechęci do pracy nad sobą (już teraz wielu ludziom rozwój osobisty kojarzy się z bezmyślnym wmawianiem sobie pozytywnych afirmacji), a dla innych będzie to początek nowego rozdziału w życiu.

Z całego serca życzę ludziom z tej drugiej grupy, aby potrafili się uchronić przed uzależnieniem od motywacyjnych zastrzyków, bezmyślną wiarą w każde słowo guru i nachalną sprzedażą podczas seminariów. Tylko wtedy będą mogli świadomie wykorzystać (bez wątpienia ogromną) wiedzę Tony’ego w celu dokonania realnych zmian w swoim życiu.

Ten artykuł jest gotowy w połowie. Druga połowa to Wasza opinia na temat bohatera dzisiejszego artykułu. Jeśli byłeś na jednym z jego seminariów i odmieniło ono Twoje życie - podziel się swoim doświadczeniem. Jeśli byłeś, ale tydzień później po wewnętrznym ogniu motywacji nie było śladu - również opisz swoje wrażenia.

Zapraszam do dyskusji.

Napisz komentarz

  • Grażka

    Witaj Michał,
    Po przeczytaniu Twojego artukułu mogę Ci tylko przekazać, że czytając go miałam wrażenie jakbyś przelał moje własne opinie i przekonania na temat tego typu imprez...Dla mnie osobiście rozwój osobisty to głęboka podróz w głąb siebie, piękna, subtelna i na pewno wymagająca wielkiej uwagi i spokoju....A czy w takim chaosie można się usłyszeć? Nie sądzę...
    Michał, Twój blog jest naprawdę fantastycznym miejscem...to tutaj zaczęłam swoją wędrówkę i tutaj odnalazłam siebie i bardzo Ci za to dziękuję:)
    Grażka

    • Grażka, trafnie to ujęłaś - rozwój osobisty to podróż w głąb siebie, która wymaga wielkiej uwagi i spokoju.

      Dziękuję za komentarz i cieszę się, że moje materiały są dla Ciebie pomocne :)

    • Grażka

      Michał, Twoje materiały są przede wszystkim bardzo wartościowe i szczerze żal mi ludzi, którzy mają zamknięte umysły na tak ważne życiowe tematy. Naprawdę myślę, ze ogromnie dużo tracą...a ja uwielbiam słuchac mądrych ludzi...mogłabym to robić bez końca:)
      Pozdrawiam Cię serdecznie i rób to co robisz bo jesteś w tym świetny:)....żeby nie użyć innego słowa:)))

    • Paweł Jabłoński

      Każdy z nas ma na tyle otwarty umysł na ile ma w danej chwili. Do pewnych rzeczy trzeba 'dorosnąć'.

    • Grażka

      Pawle, całkowicie się z Tobą zgadzam:) Pozdrawiam serdecznie.

  • Ewa

    Zgadzam się całkowicie z tymi słowami. Dla mnie rozwój osobisty to głównie codzienna PRACA nad sobą w pokonywaniu trudności. To radość z każdego kolejnego kroku, który z trudem udało mi się zrobić. Ale za to bardzo głęboka radość wypływająca z wnętrza mnie. I o ile na co dzień nie karmię się takim rodzajem motywacji to jednak są momenty kiedy świadomie tego szukam. Tony i jemu podobni ludzie są niezastąpieni w chwilach zwątpienia, zmniejszonej chęci do pracy, w stanach obniżonej energii. W takich właśnie sytuacjach celowo szukam pop-motywacji aby dać sobie kopa i wrócić na wcześniej obraną ścieżkę. I o ile będziemy świadomie korzystać z tego rodzaju inspiracji to z pewnością nie wyrządzi nam ona żadnej krzywdy. Niemniej jednak kluczem w tym zdaniu jest słowo ŚWIADOMIE.
    Pozdrawiam
    Ewa

    • Ewa, zgadza się - dobry kop energetyczny przydaje się w chwilach zwątpienia. Warto stosować taką formę doładowania, tak długo jeśli robimy to świadomie (nie oczekując jednocześnie cudów od takiej formy motywowania się).

    • Marian

      Piękna lingwistyczna manipulacja. "Nie twierdzę że Tony jest w 100% zły" ha ha ha jakie niskie zagrywki. Michał być może owce które nie mają pojęcia o nlp które zręcznie stosujesz uwierzą ale nie ludzie inteligentni. Lubię Tonyego tak kupilem bilet bo jest legendą w momencie gdy on był na szczycie ty byłeś co najwyżej w kołysce. Straciłem szacunek do Ciebie jakikolwiek stosujesz bardzo niskie i wredne metody.

    • Marian, muszę rozczarować, we współczesnym NLP nikt nie zwraca uwagi na te stare lingwistyczne odloty typu "podświadomość nie rozumie słowa nie". Wiadomo po prostu, że są do kitu i fałszywe.

  • ard

    Nie sposób się nie zgodzić, że spędy w "amway-owym" stylu służące do nakręcania podatnych jednostek to jakieś nieetyczne okropieństwo.
    Ale z drugiej strony czy ten wpis nie jest przypadkiem znacznie bardziej subtelną intrygą Tonnego Robinsa, by sprzedać swoją książkę tym, na których entuzjastyczne krzyki i machanie kończynami nie działają? :)

  • ezz

    Więkość ludzi dookoła mnie bardzo sceptycznie podchodzi do takich rzeczy jak "rozwój osobisty", uważają, że to banalne zdania owinięte w ładny papier i sprzedane, chciaż nie znaczą w zasadzie nic. Kiedy im mówię, np.: że polecam produkty Michała, mówią, że uległam wpływowi dyskretnej, aczkolwiek skutecznej manipulacji. Że tylko przeczytam i zaraz rzucę w kąt, ciesząc się mądrymi zdaniami w tym jednym momencie, za chwilę zapominając o nich, bo tak naprawdę nie mają odzwierciedlenia w życiu, albo są wypisanymi pragnieniami, którymi się karmimy, łudząc się, że uda się to wprowadzić w życie. No bo, przybędzie mi pewności siebie od czytania o tym? Od samego czytania pewnie nie ;)
    Nie wiem Michał, czy stosujesz jakiekolwiek techniki żeby przemycić swoje produkty, ale nie przeszkadza mi to, bo rzeczywiście widzę u siebie efekty stosowania proponowanych przez Ciebie ćwiczeń. Widzę, że to "działa", metody umożliwiają mi pracę ze swoim umysłem, co się odbija w moim podejściu do życia i zmienia mój świat.
    Robisz kawał wartościowej roboty.
    Pewien coach napisał książkę, zapytał czytelników jaka powinna być cena, żeby nie wydała się za mała, co od razu dałoby sygnał potencjalnemu czytalnikowi "jeśli jest taka tania- to nie ma wartości", ale żeby każdy mógł sobie na nią pozwolić. Cena została ustalona. Jeśli ktoś naprawdę nie jest w stanie sobie na nią pozwolić, może do niego napisać, książka zostanie mu podarowana. Tyle, że większość tego nie robi, z szacunku do pracy którą włożył w książkę.
    Puentą jest to, że nie każdy coach, na fali tego zajęcia, jest wyłudzaczem pieniędzy. Ludzie są nadal bardzo nieufni - może to i dobrze. Tylko czasami brakuje im impulsu, żeby przyjrzeć się dokładniej, zanim odrzucą.
    Tak w ogóle, z niecierpliwością czekam na Twoją książkę o selfcoachingu :)
    Pozdrawiam

    • Ania Warminska

      zgadzam się w pełni - właśnie też z szacunku do pracy coach'ów, psychologów, trenerów - wszystkich, którzy ciężką pracą (w którą wierzą i którą kochają) pragną pomagając innym, zarobić na życie. pozdrawiam serdecznie.

    • Kamila

      Trudno się dziwić osobom, które tak uważają. Ja również tak uważałam - kiedyś przeczytałam dwie książki o rozwoju osobistym i poza "pozytywną energią" w trakcie czytania nie wyniosłam z nich nic. Zresztą treść też była stekiem banałów bez konkretnych wskazówek - "bądź pewny siebie" - ok, ale JAK?, "codziennie zmieniaj swój świat na lepsze" - ok, ale SKĄD WIEDZIEĆ CO MAM ZMIENIĆ?, "uśmiechaj się do ludzi" - jak to, tak wbrew sobie? PO CO? Wiedziałam, że rozwój osobisty może być skuteczny, bo sama wymyślałam różne sposoby na przełamywanie swoich ograniczeń, które działały, ale każdego coacha postrzegałam już naturalnie jako wyłudzacza pieniędzy. :) Dopiero Michał mnie przekonał, że jest inaczej.

  • Tomasz

    Swego czasu bywałem (przez okres 3-4 lat) na tego typu spędach. Jeśli się nie mylę to zaliczyłem ich około 8-10. Będąc w otoczeniu takich WARIATÓW na pewno każdy po chwili do nich dołączy. Tak, także ten, który mówi, że "w życiu nie zachowałbym się jak te przygłupy" (cytat znajomego). To POTĘŻNA siła oddziaływania, więc podejrzewam, że gdyby Guru zaczął (zaczęła) się powoli rozbierać i krzyczała do innych, aby robili to samo, to niemal wszyscy by poszli za niepodważalnym głosem.

    Natomiast co do efektu to "niestety" (?!) Michale masz rację. Dają one bardzo mocną dawkę adrenaliny, człowiek przez kilka dni (u mnie po najdalej po 2 tygodniach kończyła się ta faza "haju") chodzi jakby był supermanem (przynajmniej tak mu się wydaje! Ba! jest o tym przekonany, że może wszystko). Potem twój lider (albo kolejny guru) organizuje kolejne spotkanie, więc ładujesz się na nowo. Zwykle wmawiano mi, żeby na takie spotkania jeździć nie rzadziej niż co 2-3 miesiące.

    Do czego mogę je (tego typu eventy) porównać? Myślę, że do elektrowstrząsów. Jeśli czujesz, że przygasasz, to jedziesz na tego typu spotkanie i energia ludzi sukcesu (jakkolwiek definiowanego) po prostu cię obezwładnia. Wiem po sobie, bo bywały chwile w których jechał, bo tak kazał mój lider. Na początku prawie wcale nie żyłem takim eventem, ale po godzinie czy dwóch... nie dało się ani zasnąć ani tym bardziej "odciąć" od grupy tego typu wariatów. Dlatego potwierdzam, że na pewno jest to bardzo dobry sposób, aby podnieść kogoś "do pionu", czy chociażby podładować.

    Co do efektów to na szczęście reguła jest prosta i uczciwa: nie ma solidnej pracy - nie ma odpowiednich rezultatów. I tutaj magiczna pigułka w postaci "doładowania" takimi sesjami... nic nie wskóra.

    I jeszcze do zjawiska i wpływu oddziaływania na innych. Moje stanowisko jest bardzo proste: im bardziej jesteśmy ŚWIADOMI tego jakie techniki stosują inni wobec nas (w tym także najbliżsi), tym lepsze decyzje możemy podjąć. Pod pojęciem lepsze rozumiem te, które są w pełni świadome i przemyślane, a nie na podstawie (za)działania "sztuczek manipulacyjnych".

    Przy okazji dziękuje Michale za to co robisz i czym się dzielisz. Myślę, że będę częściej tu zaglądał i dzielił się swoimi przemyśleniami. Pozdrawiam!
    PS. Zdaję sobie sprawę, że bardzo wiele ludzi nie jest w stanie nawet pomyśleć o tym, że mogliby mieć PRAWO (a nie samą myśl, o działaniu nie wspominając) do tego, aby krytycznie wypowiedzieć się czy pomyśleć o swoim guru. Myślę, że dobrze byłoby opisać fenomen przywiązania i ślepego zaufania, którymi ludzie obdarzają guru (chyba, że jest już taki artykuł na blogu to proszę o linka).

  • Dejfix

    Od kilku dni zastanawiałem się czy warto wybrać się na to wydarzenie. Już miałem zakupić bilet, a tu nagle pojawił się Twój wpis i zrezygnowałem. Mam przekonanie, że w życiu nic nie dzieje się przez przypadek, więc wydaje mi się, że Twój wpis po mojej burzy mózgów miał mi coś przekazać.

    Michał, mam tylko pytanie co sądzisz o Nicku Vujicicu. Miesiąc po Robbinsie będzie miało miejsce jego wystąpienie i też zastanawiam się, czy się wybrać. Cena biletów na jego występ jest 10 razy mniejsza więc pewnie się tam zjawię, ale chciałbym się dowiedzieć co o nim sądzisz. Pozdrawiam!

    • Michał

      Dejfix, również zgadzam się z Tobą i Michałem jednak bycie na takim wydarzeniu to... to niesamowite przeżycie - przemyśl to. :)

      Po tym wydarzeniu i z wiedzą, którą nabyłeś z artykułu być może posuniesz się do bardzo ciekawych wniosków na temat motywacji, emocji itd.

      Pozdrawiam

    • Dejfix, nie mam wystarczających informacji na temat Nicka Vujicica, aby się wypowiadać. Obawiam się, że jego seminaria mogą mieć podobną formę, ale wcale nie musi tak być.

    • Wojtek

      Michał, jeśli nie byłeś na spotkaniu z Vujicicem, to nie powinieneś mówić rzeczy w stylu, który ma subtelne ale jednak negatywne zabarwienie. Niech każdy kto jest tym naprawdę zainteresowany sam się o tym przekona i wyrobi sobie zdanie.

    • Radek Olszak

      Można zastanowić się co uslyszysz od duetu Vijic- Brown. Brown jest sympatycznym człowiekiem, fajnie sie go słucha pewnie znowu opowie jak to miał ciężko w dzieciństwie ale dał radę. A Vijic? Jest sensacja. To taki obwoźny cyrk aby ludzie go zabaczyli. Patrzcie kaleka ale jednak dał radę. Dlaczego wy nie możecie? Nie wiem czy motywacja przez analogię . "ON kaleka dał radę to ty zdrowy tym bardziej dasz" nie wiem czy to działa. Podejrzewam ,że nie. Może vijic powie coś ciekawego o wierze w boga.
      Czy organizator zbierze cały stadion 40 tysięcy ludzi? Nie wiem. Ludzie chodzą na jakieś dziwny surfing na narodowym to może i pójdą zobaczyć vujica? Plany są ambitne 10000 ludzi na Robbinsie. 40000 na vijicu. Jeżeli to wypali to ktoś tu zostanie milionerem :) Ale tym kim nie będziesz ty tylko organizator :).

    • Karolina

      Radek Olszak, nie rozumiesz. Vujcic to nie guru rozwoju osobistego. To osoba, która doświadczyła cierpienia w życiu. Dzięki wierze zrozumiał sens swojego istnienia. Zrozumiał, że chce pomagać ludziom cieszyć się życiem i doceniać to co mają, tak w skrócie. Nick Vujcic jest wyjątkowym człowiekiem, przez niektórych nie potrzebnie postrzeganym jedynie przez pryzmat niepełnosprawności. Ci ludzie być może z pozoru mają podobną ideę, ale jedynie z pozoru. Porównanie Robinns`a z Vujciciem nie jest trafne. Karolina

    • Ela

      Karolina chyba chciałaś powiedzieć że chce zarabiać na ludziach a nie im pomagać :) Szczerze te spotkania motywacyjne to totalna bieda i sposób zainkasowania pieniędzy z naiwnych i mało rozgarniętych życiowo osób które nie skonkretyzowały się zawodowo i społecznie.

    • Ania Warminska

      w tekście było kluczowe dla mnie zdanie - chodzi o to, by każdy potrafił myśleć za siebie... dlatego uważam, że jeśli komuś potrzeba motywacji i tych wszystkich cennych rad, które daje Robbins, by sobie lepiej wszystko w głowie poukładać (a nie tylko 'po raz kolejny dać się zmanipulować') to jest to właściwe miejsce...
      Vujicic - to nie jest 'obwoźny cyrk' - ten człowiek zaskakuje hartem ducha i tym, w jaki sposób poradził sobie sam ze wszystkim. Za swój cel uznał konieczność pokazania światu, że naprawdę wszystko zależy od tego, czy się chce czegoś i wierzy, że można to osiągnąć....
      oczywiście możemy przyjąć teorię, że świat jest przeciw nam i wszyscy chcą w jakiś sposób nas oszukać... (najlepiej tylko po to, by się samemu wzbogacić!), ale... czy naprawdę?
      pozwolę sobie zadać jedno pytanie - co to znaczy uczciwa praca? czy to nie jest dostarczanie innym tego co jest im potrzebne?, tego co sami umiemy robić najlepiej?, dawać innym wiarę, pozytywne myślenie i cenne rady?... moim zdaniem nie jest niczym złym pomaganie innym i robienie tego z głębi serca i przekonania.

      Były tu głosy, że myślenie zero-jedynkowe nie jest najwłaściwsze. Zarówno Robbinsa jak i Vujcica (po przeczytaniu ich książek) uważam za ludzi wartościowych, od których mogę się czegoś nauczyć. Organizatorom jestem wdzięczna za organizację tych wydarzeń (bo realizują swoje marzenia, a nie są krwiożerczymi istotami nastawionymi na kasę...) - dzięki nim decyzja o tym, by pójść i samemu wyrobić sobie zdanie, czy tego potrzebuję, czy nie stała się realna i w zakresie moich możliwości finansowych...

      wydaje mi się, że problemem nie jest to, czy ktoś próbuje oszukać wszystkich innych, ale to czy idąc/uczestnicząc w takim szkoleniu potrzebujesz wskazówki, w którą stronę pójść (patrz - umiesz samemu myśleć), czy też jadąc tam oczekujesz, że ktoś poda Ci gotowe danie, rozwiązanie Twoich problemów - a najlepiej zrzuci z nieba worek pieniędzy... naprawdę? w tym drugim przypadku rzeczywiście gorąco odradzam 'uzależnianie' się od takiego guru (bardziej konkretnie w ogóle odradzam uzależnianie się od czegokolwiek, a zwłaszcza od guru).

    • Artur Kubik

      Niech zostanie nawet multimilionerem bo za wartość jaką wniesie do życia dla tych 50000 tysięcy ludzi należy mu się. Może Ci ludzie później stworzą lepszą Polskę...

    • motherator

      Ci ludzie w wikszości nie stworzą potem nawet lepszej wersji siebie a co dopiero lepszej Polski :)

    • To i ja dodam swoje trzy grosze :-) Gdzieś tam wyżej ktoś napisał, że powinno się mieć twarde radykalne zdanie. Otóż nie. Myślenie zero-jedynkowe jest bardzo ograniczające.

      Robbins faktycznie stosuje platform-selling w mocnym wydaniu, ale swego czasu bardzo dużo jeździłem samochodem i słuchałem jego "Personal Power". Nie tylko podszkoliłem swój angielski, ale rzeczywiście w mniejszym lub większym stopniu te nagrania pomogły mi przetrwać trudne chwile.

      Bo niby wiedziałem, że będzie ciężko (każdy mówi i pisze, że będą gorsze chwile), ale jak to dotyczy Ciebie, to już nie jest tak łatwo ;) Słuchałem, nasiąkałem i mówiłem do siebie: "no dobra, jeszcze raz". Aż w końcu zaskoczyło.

      Druga sprawa: na takich wydarzeniach warto bywać nawet nie dla samych prezenterów, czy dla motywacji (bo tak jak napisał Michał lepiej sięgnąć po to, co o samej motywacji mówi nauka) ale dla ludzi. Jeśli nie siedzi się w kącie, tylko rozmawia z ludźmi, wymienia wizytówkami itp. to jest szansa, że wyjdzie z tego coś ciekawego.

      Wiele osób kojarzy się z internetu, a tam można podejść, porozmawiać, zjeść wspólnie obiad czy kolację, pomyśleć co możemy wspólnie zrobić.

      Większość osób, z którymi współpracuję (a są to naprawdę bardzo owocne współprace) poznałem właśnie na różnych szkoleniach i eventach.

      Zabrakło mi tej kwestii w artykule i komentarzach, a sądzę, że warto wziąć to pod uwagę. Na Robbinsa nie wiem czy pojadę, ale na Nicka się wybiorę :-)

    • Przemysław Styrna

      Dokładnie :-) Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Można ich poznać na takich szkoleniach setki i często właśnie z tymi ludźmi później nawiązuje się współpracę przy ciekawych projektach.

    • Anna R. Hess

      Przemysław Styrna... i to jest właśnie znacznie wiecej warte niz te 4200 PLN ;)

    • Astara

      tu też wydaje mi się chodzi o zarobienie dużej kasy. jak sobie policzyłem ceny biletów razy ilość miejsc na vujiciciu to mi wyszło, że pi razy oko przychód z biletów to około 15 milionów złotych. kupa kasy.

    • Ania Warminska

      a policzyłeś koszty? wynajem stadionu Inei, przeloty, media, materiały, wszystkie inne grupy, które tego dnia będą w tym wydarzeniu uczestniczyć (także niepełnosprawnych)... budżet takiego wydarzenia to jest kupa kasy... ale to nie znaczy, że jest to przychód organizatorów.

    • Iza

      Tak to jest ich przychód ale juz nie dochód (czyli zysk) ten bedzie po odliczeniu ... Kosztow

    • motherator

      policzyłem to dokładnie bo też organizuję eventy - kosztów będzie 10 mln. Reszta to zyski :) więc jest się czym dzielić...

  • Zosia

    Cześć :)) Bardzo dziękuję Ci za ten artykuł. Szczerze mówiąc poczułam się lepiej, widząc, że nie tylko ja mam takie przemyślenia na temat tego typu "rozwojowych motywatorów". (Hihi, jak zwykle pomyślałam, że ze mną coś nie jest tak, skoro znów znajduję w czymś jakieś "ale"). Właśnie dlatego obserwuję Twój blog od jakiegoś czasu i zaczęłam korzystać z Twojego Life Architect, bo Twoje podejście do rozwoju opiera się na gruntownym poznaniu siebie i ciągłej pracy, jest wyważone i pozbawione tych wszystkich amerykańskich "hurra" i za to Ci dziękuję. Wiem, że przede mną długa droga, jeśli chodzi o rozwój, ale fajnie jest mieć świadomość, że można polegać na kimś "normalnym" w tym całym rozwojowym szumie. Dziękuję i pozdrawiam życząc wszystkiego co najlepsze :)))))))))

  • Maciej

    Świetny artykuł Michale ,daje do myślenia. Czy mógłbyś mi wyjaśnić jedną kwestię? " Niektórych na zawsze to zniechęci do pracy nad sobą (już teraz wielu ludziom rozwój osobisty kojarzy się z bezmyślnym wmawianiem sobie pozytywnych afirmacji)" Na jakie elementy według Ciebie składa się rozwój osobisty ? :)

    • Maciej, na rozwój osobisty składa się wiele elementów i jest to temat na osobny artykuł. Ogólnie rzecz biorąc rozwój osobisty polega bardziej na odkrywaniu tego co w nas jest, uświadamianiu sobie ograniczających schematów myślenia i przekształcaniu je w takie, które są zgodne z rzeczywistością; a nie na wpychaniu sobie do głowy różnych pozytywnych rzeczy.

    • Maciej

      Dziękuje bardzo za odpowiedź :) Widać ,że dbasz o swoich czytelników i ogarniasz komentarze :)

  • Piotr Rymar

    Michał jeśli nie zaakceptujesz mojego wpisu, absolutnie to zrozumiem. Nie mam prawa uderzać w Twoją osobę w taki sposób, choć moja intencja jest szczera. Mam nadzieję, że przeczytanie tego przyczyni się do Twojego rozwoju również i wyciągnięcia może wniosków, które pomogą Ci w życiu, jeśli tak mój wpis spełnił swoje zadanie. Pozdrawiam serdecznie.

    • Piotr, Twój poprzedni komentarz został automatycznie usunięty przez system antyspamowy z powodu linku reklamującego Twojego bloga.

  • Paweł Jabłoński

    Byłem na szkoleniu Pawła Jana Mroza, które utrzymywane jest w tej samej otoczce. Pojechałem ze względu na merytorykę i strasznie się zawiodłem. Być może ma to związek z tym, że z rozwojem osobistym związany jestem ponad 10lat, jednak skakanie przez 2 dni i robienie uśmiechu na zawołanie to nie to.

    Podnoszenie stanu emocjonalnego jest tylko jedną cząstką całej gamy rzeczy, które możemy zrobić aby wzbudzić w sobie motywację.

    Każdy odbierze i zrozumie dane szkolenie na swój własny sposób i użytek. Jest jednak etyka, którą powinniśmy się kierować - zwłaszcza Ci, którzy doskonale wiedzą co robią.

    • Ania

      Paweł powiedz coś więcej bo wybierałam się do PJM na szkolenie z hipnozy i Twój komentarz mnie zdecydowanie ochłodził.

    • Paweł Jabłoński

      Aniu tak jak napisałem wcześniej uważam, że PJM nie jest nawet na porównywalnym poziomie merytorycznym co np. Mateusz Grzesiak a jego szkolenia są nawet droższe !
      Z tego co widziałem na scenie, jego umiejętności pracy z drugim człowiekiem w kontekście NLP (jego specjalność) też mnie nie zachwyciły.

      Nie chcę oceniać całej jego osoby, byłem na jednym szkoleniu. Motywacja, skakanie itd. może być ok przez kilka godzin ale nie całe dwa dni. Czułem przesyt.

      Kiedyś miałem klapki na oczach i byłem zapatrzony w szkolenia Grzesiaka. Teraz wiem, że jest wielu innych trenerów, którzy mają równie dobre szkolenia i dobry poziom.

      I znowu, zależy czego szukasz. Teorii ? Praktyki ? Doznań estetycznych ? Dobrej zabawy ? A może wszystkiego po trochu.

      Ja osobiście na hipnozę wybrałbym się gdzieś indziej. Wystarczy poszukać.

      Nie widzę nawet tego szkolenia o którym mówisz na jego stronie www. Sądzę jednak, że jest dosyć drogie. Ogólnie uważam, że 7 dni szkolenia za np. 12 000zł (jak w przypadku treningu medytacyjnego) to jest o dużo za dużo. Nie ten trener, nie ten poziom.

    • Ania

      Bardzo dziękuję za odpowiedź, pomogła mi w podjęciu decyzji. To nie jest pierwszy coach, z którego warsztatu chciałam skorzystać ale showmania mnie nie pociąga.

      Jestem po szkoleniach NLP u starej gwardii nlp-owców i podnoszenie emocji przez ruch spontaniczny i nakręcanie motywacji przez nachalne wpychanie pozytywów do mnie nie trafia.

      Poszukam hipnozy gdzie indziej :)
      Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam.

    • Z hipnozy sprawdź Michała Cieślakowskiego - sensowny, stojący twardo na ziemi, a jednocześnie pasjonat.

    • Papcio

      Potwierdzam.

  • Jacek Tyrański

    Fajny artykuł . Nie lubię coachów i motywatorów w amerykańskim stylu. Wiem to na 100 % bo byłem na dwóch takich eventach ( bilety wygraem w konkursach ). To co zobaczyłem tam czasami wzbudzało we mnie zdziwienie, czasami strach spowodowany myślą : " Nieeeee , to niemożliwe żeby w Polsce było tylu porąbańców !!! " , czasami miałem tzw. niesmak rympał-marketingowy ale .... No właśnie ... W pewnym momencie uświadomiłem sobie fenomen takich eventów. Na sali siedzi ponad 3000 osób które wybecalowały niemałe pieniądze ( chyba że wygrały bilety tak jak ja i mogą ze spokojem i dystansem przyglądać się fenomenowi ;) ) i oczekują czegoś " dla siebie " . A fenomen polega na tym że KAŻDY znajdzie tam coś dla siebie.... nawet taki sceptyk jak ja. Bo fenomen amerykanów polega na tym że maja już wszystko przetestowane, sprawdzone za pomocą ankiet, badań, testów i bóg raczy wiedzieć czego jeszcze. Jeśli jesteś świadom dyskretnej, mniej dyskretnej czy nachalnej wręcz manipulacji to możesz nieźle się podszkolić i przekonać co jest dla ciebie a co stanowczo odrzucisz w arsenale swoich manipulacji. A jeśli nie jesteś ich swiadom to po prostu zapłacisz frycowe ... a to też jest jakaś nauka. Dlatego jeśi ktoś tego nie widział to stanowczo polecam ... ale na drugie czy trzecie takie wydarzenie nie ma sensu chodzić. Na pierwszym takim evencie trzeba włączyć myślenie a zaraz po nim działanie i naprawdę można zmienić coś w swoim życiu ... oczywiście jeśli posiadasz nieodparta chęć zmiany.
    P.S. Polecam przed takimi " spędami " usiąść na jakimś pieńku w lesie i poważnie się zastanowić czy chcesz coś zmienić w życiu bo na takich spotkaniach może się okazać że ktoś Ci wmówi że twoje życie wymaga zmian a to gówno prawda ;)

  • Michał

    Artykuł przeczytałem do momentu "Nie byłem na żadnym z seminariów Tony’ego Robbinsa." NIe interesują mnie teoretyczne wywody. Na szkolenie do Robbinsa wybieram się. Sprawdzę co jest prawdą i sam sobie wyrobię zdanie.

  • rivFox

    "Zdecydowałem się na napisanie tego artykułu, bo moim celem jest uczyć ludzi samodzielnego myślenia."

    To coś co dla mnie wyróżnia tego bloga i Twoje podejście do rozwoju osobistego. Albo bez chwalenia. Według mnie to czego się uczymy powinniśmy opanować w taki sposób, aby móc co przekazać kiedyś innej osobie. Tak samo jest z praktykowaniem rozwoju osobistego. Powinniśmy swoim działaniem, wiedzą i sposobem myślenia inspirować ludzi do zaglądania w swoje wnętrze. Tak jak Grażka to pięknie ujęła - rozwój osobisty to podróż w głąb siebie, która wymaga wielkiej uwagi i spokoju..

  • Radek Olszak

    Michał możesz napisać co takiego ciekawego znalazłes książce "Obudż w sobie olbrzyma"? Moim zdaniem jest to niestrawna cegła zrobiona metodą kopij wklej. Naprawdę nic tam nie ma godnego uwagi czysta makulatura.
    Nie miałes odwagi odciąć się całkowicie od rozwojego hohsztaplera. Dlaczego? Obawa przed ostracyzmem rozwojego środowiska? a może sam jeszcze pływasz w odmętach rozwoju. Dopiero od niedawna twoje artykuły są "twoje" wcześniej to były jakieś zbitki kopij wklej z książek rozwojowych. Podobnie jak u Bartka Popiela.

    Albo coś jest dobre albo złe . Niech wasza mowa będzie tak tak nie nie :).
    A tak zamieszaleś że robins zły ale napisał dobrą książkę :) heh

    • Radek,

      kopiuj wklej czy nie kopiuj wklej, osoba początkująca w rozwoju osobistym znajdzie tam parę przydatnych rzeczy. Czytałem tę książkę bardzo dawno temu i nie wymienię Ci teraz wszystkich tematów, które uważam za wartościowe, ale na pewno było coś o metaforach, systemach przekonań i zadawaniu sobie pytań.

      Nie rozumiem dlaczego wychodzisz z założenia, że trzeba się opowiedzieć po jednej ze stron barykady - albo jest w 100% fajny, albo w 100% nie. To zero-jedynkowe myślenie, które bardzo ogranicza naszą perspektywę i uniemożliwia nam dostrzeżenie wszystkich odcieni danej sytuacji.

    • Mateusz Żłobiński

      z książki można kilka bardzo fajnych rzeczy wynieść, np. rozdział o braniu odpowiedzialności za swoje życie, bardzo mądre słowa, osobiście podzielam zdanie Michała zarówno jeśli chodzi o książkę, jak i o seminaria

  • Igor

    Fajnie to podsumowałeś. Mam podobne odczucia po szkoleniu Harva EKetra w Londynie. Było fajnie, motywująco, ale nie wiele wyciągnołem ze szkolenia poza pozytywnąenergią. Jeśli miałbym wybrać 2 dni skzolenia vs dwa dni na przeczytatnie ksiażki tego samego autora wybrał bym ksiażkę. Dodatkowo ta ta cała amerykańska sprzedaż jest dla mnie mało etyczna i momentami wręcz hamska.

  • Kamil Jelinek

    Hej Michale! Jak zwykle świetny artykuł! ;)
    Hm co do Robbinsa, nigdy nie byłem na jego szkoleniu ale wg. Twojego opisu porównałbym to do spotkań sprzedażowych firmy sprzedającej naczynia/garnki do gotowania na parze. To techniki stare jak świat, robiące show i teleturniej, woda z mózgu "a TERAZ, Panowie i Panie czas naaaaaaa SPRZEDAŻ!", kto pierwszy ten lepszy, dla każdego coś dobrego, tylko teraz i dziś promocyjna cena blisko o połowę! "Fajerwerki, sztuczne ognie i panie w bikini." xD
    Co ciekawe, osoby które się najbardziej zapierają i obwieszczają że nic nie kupią, zwykle są najbardziej podatne i gdy wylosują super promocję najtrudniej im odmówić. Świadczy to o ich zamkniętości/ignorancji na wiedzę na ten temat i tym samym jak łatwo to właśnie takie osoby nakłonić do czegokolwiek.
    Ja akurat interesuję się sporo wystąpieniami publicznymi, rozwojem osobistym, psychologią etc. I w sumie usiadłem na luzie na takim wystąpieniu, z wielką ciekawością (nie powiem że nie, bo tak) oglądałem wspaniałe wystąpienie bardzo dobrze przygotowanych prezenterów. Fajnie jest ich postudiować, polecam. ;)
    Pozdrawiam, Kamil

  • Paweł Guzik

    Dałem już się wydymać dwóm super Guru polskiej sceny Rozwoju Osobistego Mateusz Grzesiak i Paweł Jan Mróz. Fakt, szkolenia bardzo fajne, dużo przydatnej wiedzy, technologii ale przez cały czas na obu szkoleniach czułem, że siedzę na sali nie dlatego, że chcę tylko dlatego, że zostałem zmanipulowany. Paweł Jan Mróz, zwabił mnie pisząc, że jak przyjdę do niego na szkolenie to uznam całą resztę szkoleń na których byłem do tej pory za zabawę dla dzieci, pisał, że będzie dużo pracy jeden na jeden. Bzdura jak tylko zrobiłem przelew Mróz koncentrował się na innych baranach i na tym jak ich wydymać sprzedając pomoc. Za pracę "jeden na jeden" musiałem zapłacić dodatkowo. Mało tego jeszcze pisał do mnie żeby się upewnić czy aby na pewno zrobiłem przelew. Kolejna sprawa Mróz doradzał mi co i jak mam robić, oczywiście słuchałem rad, które wykierowały mnie na skały. Po całym procesie napisałem do Mroza, że nie jestem zadowolony i chce zwrotu pieniędzy w odpowiedzi dostałem "Paweł nie uczestniczyłeś, nie przykładałeś się na szkoleniu" (instalacja poczucia winy) W skrócie Mróz "wprowadzi Cię w słodziutki trans sprzeda Ci szkolenie wydyma i słodziutko przytuli" Grzesiak mi pokazał swoje dobre intencje tym jak podpisał mi książkę "Obyś nie był kulawy sercu Paweł" Facet który ma lingwistykę opanowaną w stopniu mistrzowskim ;) Mateusz Grzesiak I Paweł Jan Mróz Życzę wam obyście budzili świadomość i otwierali Swoje serca innym dajcie wolność wyboru, przestrzeń oraz inspirację do tego jak żyć.

    • Gość

      ej paweł nie usuwaj komentarza, dobry był.

    • Paweł Guzik

      Kto miał przeczytać ten przeczytał ;)

    • Paweł Guzik

      kto miał przeczytać ten przeczytał ;)

  • Justyna

    Zarówno artykuł jak i komentarze są dla mnie budujące głównie z tego względu, że raczkując w świecie rozwoju osobistego zraziłam się przez "sztuczność" wielu wypowiedzi. Spotykam ludzi, którzy inspirują się wymienionymi w komentarzach "guru" i za każdym razem kiedy staram się wejść w dyskusję "podkopującą piedestały" czuje się odrzucona i oceniona jako zamknięta w tym rozwoju. Odnoszę wrażenie, że teraz trendem jest "uprawiać" rozwój osobisty, a nie go "rozumieć". Po przeczytaniu "Bogaty albo biedny" T.H. Eker zaczęłam bardziej krytycznie i uważnie patrzeć na "rozwojowców". Cała książka (chodź zamysł ciekawy) to wielostronicowa ulotka marketingowa namawiająca do wzięcia udziału w szkoleniu. W jarzmie manipulacji trudno nie upatrywać pozerstwa. Zgodzę się z poprzednimi komentarzami, że na tym blogu łatwiej jest o umiar - forma nie przewyższa treści, a treści, po które tu zaglądam zdecydowanie zachęcają do myślenia. Myślenie jest niczym innym jak rozwojem właśnie :)
    Pozdrawiam komentujących i Ciebie Michale :)

  • Michał, nawet nie wiesz jak się cieszę z tego, jaką reakcje zdobył ten Twój wpis (na FB i na blogu) :)

    Cieszę się, bo wiem że dwa-trzy lata temu proporcje byłyby odwrócone - byłoby 90% fanów/fanatyków Tony'ego i 10% głosów p.t. "masz rację, faktycznie coś w tym jest, w końcu ktoś powiedział coś, o czym myślałem/am".

    To, jak jest dzisiaj jest pięknym świadectwem dla tego, jak daleko przez kilka ostatnich lat zaszedł rozwój osobisty w Polsce, jak wiele się tu zmieniło na lepsze i wyczyściło :)

    • Artur, dzięki za komentarz, mnie również cieszy ta dojrzałość. Przypuszczam, że fanów szybkich rozwiązań opisanych w tym artykule niestety i tak będzie przybywać (głównie osoby, które poznają temat rozwoju osobistego poprzez kontakt z takimi masowymi eventami), ale to i tak nie może trwać w nieskończoność - prędzej czy później ludzie uświadamiają sobie, że to nie daje im długoterminowych efektów.

  • Gość

    "Dałem już się wydymać dwóm super Guru polskiej sceny Rozwoju Osobistego Mateusz Grzesiak i Paweł Jan Mróz. Fakt, szkolenia bardzo fajne, dużo przydatnej wiedzy, technologii ale przez cały czas na obu szkoleniach czułem, że siedzę na sali nie dlatego, że chcę tylko dlatego, że zostałem zmanipulowany. Paweł Jan Mróz, zwabił mnie pisząc, że jak przyjdę do niego na szkolenie to uznam całą resztę szkoleń na których byłem do tej pory za zabawę dla dzieci, pisał, że będzie dużo pracy jeden na jeden. Bzdura jak tylko zrobiłem przelew Mróz koncentrował się na innych baranach i na tym jak ich wydymać sprzedając pomoc. Za pracę "jeden na jeden" musiałem zapłacić dodatkowo. Mało tego jeszcze pisał do mnie żeby się upewnić czy aby na pewno zrobiłem przelew. Kolejna sprawa Mróz doradzał mi co i jak mam robić, oczywiście słuchałem rad, które wykierowały mnie na skały. Po całym procesie napisałem do Mroza, że nie jestem zadowolony i chce zwrotu pieniędzy w odpowiedzi dostałem "Paweł nie uczestniczyłeś, nie przykładałeś się na szkoleniu" (instalacja poczucia winy) W skrócie Mróz "wprowadzi Cię w słodziutki trans sprzeda Ci szkolenie wydyma i słodziutko przytuli" Grzesiak mi pokazał swoje dobre intencje tym jak podpisał mi książkę "Obyś nie był kulawy sercu Paweł" Facet który ma lingwistykę opanowaną w stopniu mistrzowskim ;) Mateusz Grzesiak I Paweł Jan Mróz Życzę wam obyście budzili świadomość i otwierali Swoje serca innym dajcie wolność wyboru, przestrzeń oraz inspirację do tego jak żyć"

  • Paweł Guzik

    Tak się zastanawiam, czy Guru jest Guru dlatego że jest Guru, czy dlatego, że ja robię z niego Guru. Ludzie którzy podążają ślepo za Liderem, tak jak chyba każdy swego czasu, w pewnym momencie mogą się obudzić i uświadomić sobie, że mogę wziąć to co się na uczyłem i iść dalej swoją drogą. Kolejna sprawa to faza Haju poszkoleniowego, ten haj można zmodelować i odpalać w razie potrzeby. Np. idę wczoraj z ze znajomym przez centrum dookoła pełno ludzi i Maciek mówi "Chce się wybrać na Robinsa" Ja do niego, żeby nie wydawał kasy tylko po prostu zaczął robić to na co ma ochotę, a pieniądze zapłaci sobie za efekty. Maciek "no ale Po szkoleniu będę miał więcej energii bo tam ..." , "słuchaj Maciek tam będziesz skakał jak wariat i krzyczał "Say Jest" w tym momencie się tak wydarłem, że zasięgiem objąłem dobre 100m, uczucie rewelacja. Dajcie Mi salę szkoleniową po 10zł i zrobię wam Robinsa albo nie dajcie mi po 30000zł bo tyle kasy podniesie mi energię do takiego poziomu, że przy mnie podniesiecie sobie energię do poziomu którego nie znacie że możecie. Poprawność tego zdania może nie powala, ale w nim jest ukryty bardzo głęboki sens ;) Aloha Barany

  • Paweł Guzik

    Na filmie Barany skaczą, Bo Pasterz powiedział, że można, baran się rozejrzał dookoła zobaczył, że inny baran skacze to dał sobie pozwolenie, sąsiad mnie nie ocenia, też skacze, to mogę skakać Jeeeah, mogę krzyczeć, chwila wolności! Teraz wsadź sobie do głowy głos najpotężniejszego superbohatera, który istniał kiedykolwiek we wszechświecie i powiedz Sobie "Mogę skakać, mogę wszystko !" i zacznij zmywać naczynia ;)

  • Pingback: ChangeMaker » Świat się zmienia()

  • Michał

    Chciałem napisać coś mądrego, ale czego bym nie wystukał na klawiaturze, to od razu to kasuję. Więc może od razu przejdę do rzeczy. Odnoszę wrażenie, że wokół samorozwoju urosła jakaś dziwna społeczność i wydaje mi się, że ostatnio zaczęła przyspieszać ku choremu fanatyzmowi. Mówię tu zarówno o guru jak i zwykłych ludziach zainteresowanych tematem samorozwoju. Nie chcę, żeby ten post miał wydźwięk krytykowania guru, bardziej odnoszę się do społeczności. Wychowywałem się w dość mocno wierzącej rodzinie i w pewnym momencie mojego życia ta wiara zaczęła mi mocno ciążyć. Nie chcę się wdawać w jakieś religijne klimaty, więc wystarczy, że napiszę, że cała ta otoczka wydawała mi się zbędna i sztuczna (kult ludzi, sakramenty itp.). Teraz odnoszę wrażenie, że z samorozwojem dzieje się to samo. Stworzyliście społeczność i przypisaliście role. Mamy guru (świętych), boga (oświecenie), wiernych (większość podjaranych perspektywą lepszego życia, choć oczywiście są wśród nich tacy, którzy na to pracują) i praktyki (metody). Tworzycie otoczkę do czegoś co powinno (w mojej opinii) samo się rozwijać. Licytujecie się dostępnymi narzędziami, robicie szkolenia itd. Z czegoś, co powinno być bardzo personalne robicie uniwersalne produkty. Ja tego nie kupuję.

  • Marcin

    Michale, czytasz w myślach. Ja wiele razy wracam do tej książki, ostatnio szczególnie do rozdziału poświęconego emocjom. Ogólnie wierzyłem w jego hasła typu "zmiana może dokonać się w jednej chwili" itd, jednak bardzo szybko odbijały się od rzeczywistości i pozostawały tylko hasłami. Teraz staram się "przemielić" wszystko co usłyszę przez moje własne postrzeganie rzeczywistości i przez sytuację w której jestem. Wywnioskowałem to po czasie z własnych doświadczeń.

    P.S. Dziękuję za telepatyczne pisanie artykułów na tematy z którymi mam problem :) Uporządkowało mi to trochę w głowie. Dziękuję!

  • Feliks

    Przeczytałem rok temu książkę "Obudź w sobie olbrzyma" i dzisiaj już nic nie pamiętam. Jednakże po jakimś czasie doprowadziła mnie ona do wniosku, iż czytanie treści tego typu jest stratą czasu. I od tamtej pory żyję lepiej i szczęśliwie ;)

  • gosc

    Znam osobę, która była na jego kursach, wydała 90 tys. zł - całe swoje oszczędności, porzuciła pracę i założyła restaurację o której zawsze marzyła - na restauracje musiała wziąc jednak kredyt, bo wszystko wydała na kursach, z wielkimi emocjami i małymi umiejętnościami w tym kierunku ma w tej chwili zawieszoną restaurację i 120 tys. długu. Nie polecam Pana Robbinsa.

  • Feliks

    Rok temu przeczytałem "Obudź w sobie olbrzyma" Robbinsa i z dzisiejszej perspektywy uważam, że to była kompletna strata czasu. Ta książka kojarzy mi się z fast foodami. Jak najwięcej, jak najszybciej...

  • Michał - widzę, że skupiłeś się w swoim artykule przede wszystkim na dwóch rzeczach:

    1. Na tym, że Robbins jest sprzedawcą.
    2. Na tym, że jego "turbodoładowanie" jest nic nie warte.

    1 - Robbins rzeczywiście jest świetnym sprzedawcą i jak inni świetni sprzedawcy stosuje masę technik sprzedaży.

    Gdyby tak nie było, nie stałby się milionerem i nie napisałbyś o nim artykułu :)
    A jeśli Ty też chciałbyś zwiększyć swoje zarobki - nie uda Ci się to bez dobrego marketingu. Z resztą sam także stosujesz techniki sprzedaży, gdy promujesz
    własne produkty. Różnia między Tobą a Robbinsem jest taka, że Ty robisz to na małą skalę, a on na światową.

    Potężne techniki sprzedaży = dotarcie do większej liczby osób = większe zarobki. Ale jednocześnie oznacza to POMOC większej liczbie ludzi. Oczywiście o ile DAJE IM SIĘ COŚ WARTOŚCIOWEGO.

    I tutaj przechodzimy do drugiego punktu.

    2 - To co DAJE Robbins, to nie tylko "turbodoładowanie" i chwilowa motywacja. (On sam twierdzi, że nie jest mówcą motywacyjnym.) Bo rzeczywiście, ktoś kto tylko zobaczył kilka filmików z jego szkoleń może tak sobie pomyśleć.

    Główną wartością, którą przekazaje Robbins JEST NAUKA JAK ZARZĄDZAĆ SWOIM STANEM.

    To skakanie i klaskanie, to przykład, że można łatwo zmienić swój stan. I nie chodzi o to, aby codziennie skakać i klaskać. Trzeba zrozumieć co jest naszym bodźcem do zmiany stanu. A potem korzystać z niego na co dzień.

    Zgadzam się, że takie turbodoładowanie motywacji będzie trwało krótko. Ale wcale nie chodzi o to, aby to trwało długo. Mamy zrozumieć na czym polega zmiana stanu. A jeśli po opadnięciu motywacji będziemy chcieli potem iść na kolejne szkolenie, aby się "podładować" to tylko znak, że nic nie zrozumieliśmy.

    Tak więc Ci, który nie zrozumieli - znów zapłacą. Bo niewiedza i nieumiejętność samodzielnego myślenia - zawsze kosztuje.

    Swoją drogą Robbins wie też inną rzecz. Dziś ludzie chcą nie tylko nowej wiedzy, ale także ROZRYWKI. I on im to dostarcza. Bawi ich, uczy ...i na tym zarabia.

    PODSUMOWUJĄC

    Mam wrażenie, że obdarłeś Robbinsa z jego dobrych cech. Co prawda wspomniałeś, że w jego książkach są wartościowe rzeczy, ale co sobie teraz pomyśli ktoś, kto nie czytał jego książek? Że ten Robbins to jakiś oszust i chce tylko wyciągnąć od człowieka pieniądze - dając w zamian tylko chwilowy wzrost motywacji. To może z kolei zepchnąć takiego człowieka w zero jedynkowe myślenie, o którym była mowa.

    Na zakończenie chciałbym jeszcze dodać, że artykuł jest świetny, bo pisany z sercem, a nie tylko po to, aby coś napisać.

    Skłonił mnie też do przemyśleń i napisania tego komentarza, więc masz u mnie plusa :)

    Pozdrawiam,
    Wizjoner

    • Ewa Pawlowska Pawlowski

      zgadzam sie calkowicie

    • Przemysław Styrna

      Zgadzam się z komentarzem, jednocześnie warto podkreślić, że na takich szkoleniach większość osób nie zdaje sobie sprawy z faktu manipulacji i wpadają w spiralę uzależnienia od trenera-guru. Często nie potrafią wykorzystać wiedzy (czyt. wskazówek do wiedzy) i jeżdżą na te szkolenia regularnie po kolejną dawkę motywacji.

      W tej kwestii zawsze zdania będą podzielone i zero - jedynkowych opinii będzie najwięcej, ponieważ co ma powiedzieć osoba, która np. wydała tysiące złotych na szkolenia i uświadomiła sobie, że nic jej nie dały -> niestety takich komentarzy można w Internecie przeczytać setki, co jest przerażające.

      Wg mnie problemem jest fakt, że ludzie nie jadą tam po wiedzę, tylko rozrywkę i "znajomych". Chcą poczuć, że przynależą do jakiejś większej grupy, która w coś wierzy :-)

    • Damian

      Dobrze mój nauczyciel świadomych snów gada ;)

    • Paweł

      Szacun Artur, swietny komenatrz :)
      Właśnie zakończyl sie 2 dzien The Way Ahead!
      Tematycznie dopisze zarowno Michał jak i Ty Arturze macie rację.
      Skłaniałbym się jednak ku Twojemu artykułowi. Ludzie, którzy nie myślą samodzielnie potrzebują wydać kolejną kasę na kolejne szkolenie, tak, żeby też mogli w końcu się nauczyć i wejść na wyższy poziom. - Takie clue - wiedza kosztuje i dziwię się Michał, że Tego nie akceptujesz podczas gdy sam min. u M.Grzesiaka się rozwijałeś - a to tanie nie jest.

      Pozdrowienia dla Was :)
      Paweł

  • Agnieszka M

    MIchale! Dziekuje za to, ze masz odwage do inspirowania ludzi do krytycznego myslenia i wyrazania na glos swoich mysli. Bylam na jednym takim zbiorowym spotkaniu z ciekawosci w Singapurze (otrzymalam zaproszenie), gdzie mieszkam i pracuje. Organizowane to bylo przez Sucess Resources i glowna gwiazda programu byl NIck Vujcic. Bylo to weekendowe spotkanie z wieloma "guru's", ktorzy nic, tylko promowali siebie, jacy to oni sa fantastyczni i sprzedawali swoje produkty. Bylam bardzo zirytowana,bo nie lubie takich "niemadrych i self-promoting" przemowien. Zostalam jednak do konca by wysluchac i zobaczyc na zywo Vujcica. Jego wystapienie bylo zdecydowanie inne. Pelne dobroci, optimiszmu i wzbudzalo zaufanie, nie staral sie nikomu nic sprzedawac i zachecac do tego bysmy dzielili sie tym co mamy. Naprawde nie zawiodl mnie swoim wystapieniem. Zmotywowal mnie do dzialania i utwierdzil bardziej w przekonaniu ze wlasnie dzieki pozytywnemu nastawieniu, determinacji i wlasnie ciezkiej naszej pracy osiagniemy zamierzony cel. W ten weekend, znow otrzymalam zaproszenie na weekendowe szkolenie dla kobiet, Excel Women's Conference. Bardzo jestem ciekawa jak to bedzie wygladalo. Przemawia Kim Kiyosaki. Mam ochote posluchac co ma do powiedzenia, bo ostatnimi czasy bardzo interesuje sie coachingiem dla kobiet i women leadership. Podziele sie wrazeniami. Osobiscie uwazam, ze tego typu pop-enety nie do konca musza byc zle, jesli nie jestesmy latwo podatni na wplywy , krytycznie myslimy i nie podazamy slepo za jakims guru, ktoremu poprzewracalo sie w glowie i mysli, ze jest niomylny. Musimy czesto nauczyc sie filtrowac informacje, ktore otrzymujemy. na konice chce powiedziec, ze robisz Michale kawal dobrej roboty i zgodze sie w 100% ze tylko od nas samych i naszej wlasnej pracy nad soba samymi zalezy nasz sukces. Dziekuje za Twoja swietna prace i odwage w wypowiadaniu nie zawsze "popularych" opinii!!!

  • Gość 11

    jeśli zrozumiałem intencję, to Michałowi chodziło o równowagę pomiędzy bezrozumnym zachwytem nad guru Anthony R a sensownymi strategiami które proponuje. Przeczytałem 3 książki AR i obejrzałem kilka filmów AR i nie mam potrzeby na udział w 3 dniowym zbiorowym transie. Dla mnie 3 dni chodzenia po górach ma większa wartość.
    Czy warto oczekiwać, że zostanę świetnym lub chociaż dobrym piłkarzem poprzez oglądanie meczu na stadionie? Efekty przynosi codzienny, świadomy, planowy, wytrwały trening! Najlepiej pod okiem mentora(coacha?) doświadczonego w dziedzinie w której chce się rozwinąć.
    Tzw. "rozwój osobisty" to obecnie dobry biznes w którym najważniejsza staje się sprzedaż kolejnych szkoleń a nie efekty osiągane przez uczestników.
    Jak by wyglądał tzw. rynek szkoleniowy gdyby płaciło się trenerowi dopiero wtedy gdy uczeń osiąga zamierzone efekty (mierzone po pewnym czasie)?
    Moim zdaniem najważniejsze to brać odpowiedzialność za swoje myśli-emocje- działania a nie przenosić odpowiedzialności na zewnątrz w oczekiwaniu cudu ( Tony Robbins ;).

  • Ola Domogała

    Witam:) Uczestniczyłam dwa lata temu w UPW w Londynie. Wtedy jeszcze moje myślenie było zero-jedynkowe. Bylam porażona energią Tonego i jego znajomego trenera z którym prowadził szkolenie. Faktycznie niektóre "ćwiczenia" mogły być nieco przerażające dla kogoś patrzącego z boku (szczególnie część związana z łamaniem negatywnych emocji). Myślę, że w zależności od etapu życia ludzie mogą z tego wyciągnąć albo bardzo dużo albo dużo, ale tylko na chwile. Według mnie, tak jak piszesz trwała zmiana to efekt ciągłej pracy nad sobą a nie jednego genialnego ćwiczenia. Jeśli chodzi o platforme sprzedażową to uwierz, że Robbins robi to wyjątkowo subtelnie w porównaniu do innych amerykańskich trenerów. Dla mnie wyjatkowe w tego typie wydarzeniach jest energia, możliwość poznania często bardzo wyjątkowych ludzi, usłyszenia historii, które często mogą być potężną inspiracją:) Plus z każdej treści można "wyłuskać" coś co dla nas będzie działać! Najważniejsze jest jednak to, żeby mieć w sobie tyle zaparcia, żeby korzystać z tego co nauczylismy się i pomału wdrażać to w życie:)

  • Olgierd Swida

    Długo się zastanawiałem czy zabrać tu głos. Dziwi mnie, że Michał Pasterski, dziś rozpoznawalna postać na polskim rynku rozwoju osobistego, wypowiada się o czymś, czego nie widział i nie doświadczył. Szkoda. Niepotrzebnie. Może to taka polska specjalność, mieć zdecydowane opinie na tematy, o których się ma mało wie i polega wyłącznie na tym co napisali inni.

    Przypomina mi się historia znajomej, która spędziła 15 lat w świecie finansów na Wall Street. Przyjechała do Polski w odwiedziny kilka lat temu i była zdziwiona ilością rodzimych „ekspertów” od finansów amerykańskich, którzy to długo jej tłumaczyli powody i konsekwencje krachu finansowego 2007. J. Oczywiście wszystko wiedzieli lepiej nigdy nie będąc w USA, nawet nie będąc w świecie finansów w Polsce. …Ot taki polski chyba kompleks.

    Jako jedyny Polak, jestem od wielu lat członkiem zespołu Anthony Robbins’a. Wspomagam uczestników jego eventów (w USA i Europie) w procesie transformacji. Znam więc jego eventy od podszewki. Wiele bardzo poważnych światowych postaci ma bardzo pozytywną opinie o Tonym i tym co robi.

    Teza, że „…głównym celem tego typu seminariów jest tzw. platform selling, czyli sprzedaż ze sceny..” jest po prostu nieprawdziwe. Nie o to w tym chodzi. Podobnie jest z wieloma innymi tezami zawartymi w artykule. Szeroko cytowany w artykule Artur Król tez nigdy nie był na żadnym evencie Tony Robbins’a. Nie bardzo rozumiem jak tego typu manipulacje mają zachęcać czytelników do „samodzielnego myślenia”.

    Zapraszam Michała Pasterskiego do zapoznania się z postacią Tony Robbins’a i uczestnictwa w jednym z jego eventów.. Założę się że coś pozytywnego z niego wyniesie.

    Pozdrawiam

    • Admon

      Olgierdzie,
      Ładnie piszesz na temat człowieka z którym współpracujesz - po prostu jesteś lojalny co nie jest zbyt częstą cecha u Polaków...

      Słuchałem wielu 'wykładów' TR za granicą i w pełni podzielam opinię Michała ... pomijam drobny fakt, że TR przyjechał do nas zupełnie z innej kultury, ale o tym jakoś cisza ..

  • sebastian

    Bylem, ostanio na podobnym seminarium dla malych firm w Holandii (2dni 100euro) i bylo w stylu T.Robbinsa , skakanie krzyczenie i jakies tanice !!! Dla mnie to glupota ! zachowalem trzezwy umysl, i patrzym troche na to z dystanem, wyciagalem zeczy kotore sa mi przydatne; duzo ciekawostek, ktore mozna wykorzystac, do tego poznajesz mase ludzi czyli zwiekszasz swoj netwerk, Gosciem byl Brian Tracy (moj nr.1) pojechalem tylko po to by moc sie z nim zobaczyc i zamienic pare slow :) . 90% wiedzy ktora tam otrzymalem jest dostepna w internecie za DARMO youtube ewentulanie audiobook (smieszne na szkoleniu proponowano nowe treningi bardzej zawansowane cena 12.000 euro oczywicie tylko tego wyjatkowego weekendu byla specjalna promocja i za 4000 euro moglem brac udzial w zawansowanych trenignach czyli zasypywanie mnie przez rok SPAMem i moze 2 seminarium, wow !!!- 4000 euro za to!!!). Po ty weekendzie wsiadlem do samochodu wlaczylem MP3 z audio bookem na ktorym mialem pare ksiazek o moze lacznej wartosci 600zl z identycznymi tematami ktore mialy byc poruszane na specjalnym zaawansowanym seminarium. (p.s te ksiazki moglem sciganac z netu tez za darmo ale uwazam ze to nie do konca moralne i nie bede nikogo okradal. W moim przypadku po tym seminarimu, zwiekszylem dochod o 100% przez ostanie bynajmiej tak wyglada to przez ostanie dwa miesiace, nie udalo mi sie podwic wolnego czasu :( a tez mailo tak byc, raczej go wogole teraz nie mam, ale musze sie wizasc za zarzadzenie czasem i lepsze planowanie.
    Interesuje sie samorozwojem, biznesem, sprzedaza, etc juz moze 3 lata i chce powiedziec ze od czytania, sluchania i jezdzenia na eminarimu nic sie nie zmienia !!! Tylko CIEZKA PRACA i pokonywanie slabosci kotre bez konca napotykasz !!! ja pare lat temu musialem dobrze kombinowac kase zeby jechac na mazury, dzis sie zastanawiem czy jechac na Maledivy czy moze na Hawaje w zeszlym roku wydalem ponad 60 000zl tylko na wakacjie, zadko kto jest w stanie tyle zarobic przez rok. a osignelm to przedewszytkim DETERMINACJA i CIEZKA PRACA !!!!

    • zyga

      spoko, a teraz odrób matme i gegre bo jutro może być kartkówka.

  • Nabrana

    Nie tak dawno byłam na seminarium ze słowem millionaire w tytule. Nie chcę robić czarnego PR dlatego nie podaję pełnej nazwy, ale osoby zainteresowane będą wiedziały o co chodzi. Polegało ono głównie na sprzedaży masy produktów w międzyczasie. Najbardziej zapadło mi w pamięci namawianie do zakupu płyt CD tuż po krótkiej "hipnozie". Czułam się jak na sprzedaży garnków... I mimo tego, że niektóre rzeczy przekazywane podczas spotkania były w mojej ocenie wartościowe to całokształt wypadł bardzo słabo! sekta i hochsztaplerstwo na maksa! Nie dam się już nabrać. Po 1,5 dniu zrozumiałam czemu całe seminarium trwało 3 dni (od samego rana do wieczora!). Po pierwsze dlatego by mocno zmęczyć uczestników a w efekcie by nakłonić ich do zakupu masy produktów pobocznych. No i tak się właśnie zarabia miliony... W Internecie nie znajdziecie negatywnych
    opinii o tym spotkaniu, ciekawe dlaczego? Michał, dzięki za artykuł. Jak się
    okazuje dobre szkolenie może kosztować tyle samo co złe...

    • Zonk

      Milionaire Mind Intensive Eckera? Organizuje to ta sama firma co seminarium Robbinsa.

  • Niuka

    Do mnie Tony nie przemawia. Nie takiej motywacji w życiu potrzebuję. Ale to jest jego sposób na życie, jakoś zarabiać trzeba ;)

  • Leszek Płatek

    Nie czytałem żadnej książki T. Robbinsa, ani też oprócz kilku wzmianek, na które trafiłem po obejrzeniu dwóch filmików ze spotkań z nim, nie szukałem za bardzo informacji na temat jego osiągnięć. Nie mogę się więc za bardzo wypowiadać na temat jego wiedzy, poziomu oferowanych przez niego materiałów etc. Natomiast oglądając jego "występ" tak właśnie to nazwałem w myślach. To był show ze wspomnianym klaskaniem, entuzjastycznymi okrzykami itp. itd. Naturalnie pewnym osobom może taka forma odpowiadać i w jakiś sposób pomagać. Ja w kwestii rozwoju osobistego wolę rzetelnie przekazaną wiedzę, popartą ćwiczeniami, faktami, interesującą historią.
    Z tych czterech rzeczy w obejrzanych filmikach z udziałem T. Robbinsa znalazłem tylko interesujące historie. Dla mnie trochę za mało, jak na kilkanaście/kilkadziesiąt minut spotkania z guru motywacji.

  • Mateusz Pakowski

    Wiesz trochę sie z Tobą nie zgodze. Ludzie tacy jak Tony odmienili moje życie. 2.5 roku temu pracowałem na magazynie za marne grosze. Bez wiary w siebie i zyjac w klatce strachu. Dzieki tym kilku Guru znalazlem w sobie odwage by to zmienić. Czy wszystko dobrze szlo? Oczywiście ze nie. Dostalem sporo kopniakow ale nie bede sie uzalal nad soba teraz. Chodzi mi o to ze wystapienia na YouTube i te wszystkie mowy motywacyjne daly mi odwage do zmian. Dzis zarabiam 5 razy tyle co 2, 5 roku temu. Zainteresowalem sie inwestowanie, biznesem i swoim wnetrzem. Owszew wymagalo to mnóstwo pracy i poświęcenia. I to jest moja zasluga bo za mnie nikt tego nie zrobil. Ale Ci Guru dali mi sile i pomogli uwierzyc ze moge to zrobić. Na Robbinsa nie jade ale jestem wdzięczny takim ludziom jak on. Nawet jesli przy tym tyle zarabiaja bo robia dobra rzecz. I jesli ktos jedzie na seminarium z nadzieją ze wszystko samo się zmieni to jest po prostu naiwny. Do tego trzeba cholernie duzo pracy w szczegolnosci nad soba. Jednak mi pomoglo to wyjsc z strefy komfortu o kawalek dalej. Teraz bede jechal na MMI ekera. Po motywacje, energie, zabawe, kontakty i na pewno jakas wiedze wynione z tego. Kazdy patrzy na rzeczy z innej perspektywy. Oni pomagaja jak i Ty. Kazdy w sposób jaki uwaza za sluszny. Zastanow sie tylko czy Twoja opinia pomaga? Bo moze kogos właśnie zblokowales. Nie mi to oceniac. Ja mam wielki szacunek do Ciebie Robbinsa i wielu wielu innych bo kazdy kto pomaga innym uwolnic swoj potencjalnal zasluguje na ten szacunek. Pozdrawiam

    • Ali

      Dziękuję ci za ten wpis. Jest mi bardzo bliski. Kiedy pierwszy raz byłam na szkoleniu
      motywacyjnym byłam na początku procesu zmiany. Potrzebowałam siły, wytrwałości,
      determinacji. Od Lesa Browna usłyszałam: "Jeśli robisz rzeczy trudne -
      twoje życie będzie łatwe, jeśli robisz rzeczy łatwe - twoje życie będzie
      trudne." I wiele innych - pięknych, inspirujących słów. Słuchałam z
      zapartym tchem tak jakby wspierający przyjaciel zwracał się bezpośrednio do
      mnie. Od Mroza usłyszałam, że praca stanowi większość naszego życia, dlatego
      nie warto pracować tylko dla pieniędzy. A ja właśnie podjęłam wyzwanie -
      podniosłam rękawicę jaką mi rzuciło życie. Oni pomagają ludziom, ale tylko tym,
      którzy wykonują ogromną pracę nad sobą. Ja wiedzę z każdego szkolenia staram
      się wprowadzić w życie i powiem tak: to działa! Za 500 czy 1000 złotych
      dostajesz gotowe strategie, a nawet receptę na sukces. Tylko od ciebie zależy
      co z tą wiedzą zrobisz. Wiele osób tylko uczestniczy w szkoleniu, nic z niego
      nie wynosi, a później opowiada jakie to eventy motywacyjne są beznadziejne.

    • Ania Warminska

      mądry wpis - wiedziałam, że coś mi w tej całej wymianie zdań nie pasowało... chyba właśnie poczucie, że to, co 'robię ja jest lepsze, niż to co robią inni". Praca nad sobą dała mi pokorę i przekonanie, że różni ludzie potrzebują różnych ćwiczeń/sposobu dotarcia do nich. Niektórzy potrzebują bardziej energetycznego przekazu, inni spokojnego, spersonalizowanego podejścia. Mądrość uznania tego i rozróżnienia, że jedni wyciągną bardzo dużo ze spotkania z Robbinsem, inni z Vujcicem a inni z Michałem Pasterskim.... i szacunek do tego faktu jest chyba główną konkluzją, jaką wyciągnę po przeczytaniu tego wpisu.

  • lukas

    Huuuh, już myślałem, że będziesz promował jego przyjazd.
    Podoba mi się określenie pop-motywacja :)

    Mi osobiście ta pop-motywacja na dłuższa metę wysysa energię (jestem trochę tak jakby introwertykiem). Wprawia w euforię ekscytacje po czym wszystko pier***nie i znów pojawia się potrzeba kolejnego pop-motywacyjnego drinka. Tak było kiedyś, bo dziś mam zdrowo-rozsądkowe podejście do rozwoju osobistego, a do osób pokroju Robbina (również polskich robiinsów) jestem bardzo negatywnie nastawiony, gdyż według mnie wyrządzają ludziom na dłuższą metę krzywdę. Nie wszystkim, ale wielu na pewno. Ta pop-motywacja staje się tak naprawdę narkotykiem, destrukcyjnym, bo niby się rozwijasz, ale chyba tylko w swojej głowie...

  • Ali

    W ubiegłym roku byłam na NAC-u i nie żałuję ani złotówki. To wydarzenie naprawdę zmieniło moje życie. Zapoczątkowało proces olbrzymiej życiowej rewolucji. Jeśli jedziesz na tego typu event i po powrocie do domu wprowadzasz w czyn wszystkie nowe, cenne informacje to uważam, że warto. Jeśli jedziesz na szkolenie motywacyjne i po miesiącu czy dwóch szukasz kolejnego to myślę, że mamy tutaj do czynienia z pewnego rodzaju uzależnieniem od pozytywnej energii i adrenaliny. To o czym piszesz Michale (mam na myśli agresywną sprzedaż) za każdym razem wytrąca mnie z równowagi. Niemniej wiedza jaką otrzymuję wszystko wynagradza. Poza tym za każdym razem poznaję fantastycznych, otwartych, pozytywnych ludzi, którzy nie narzekają, nie negują – lubią zmiany.

  • szczery i obiektywny

    dot. PAWEŁ JAN MRÓZ

    byłem w ten weekend na 'Ogniu motywacji'. Szok. Tragedia. Brednie.
    Pajacowanie na poziomie rozgrzewki dzieci w przedszkolu. DOSŁOWNIE. 66%
    (jedna trzecia) z ok stu osób to ludzie z ich grona, z różnych ośrodków
    NLP Pawła Mroza. Ty płacisz kasiorę za szkolenie, a w trzy dni robisz
    tyle merytoryki, ile się mieści na 30 pierwszych stronach jakiejkolwiek
    książki rozowjowej/motywacyjnej. Poza tym odnosisz wrażenie, że Ci
    wszyscy ludzie na sali mega się angażują, więc to musi być prawda. Po 
    czym okazuje się (musiałem sam ich poweryfikowac po szkoleniu) że to
    'ściema', 2/3 z nich to ludzie Mroza. Obsługa też (sali, porządkowi,
    itp) to ludzie, z jego wczesniejszych szkolen, pracownicy,i pełno ich na
    sali wśród gości z identyfikatorami jako nowy klient a nie członek ich
    grupy. Plus jego najbliżsi współpracownicy. Ty ich wszystkich mylisz,
    rozmawiasz i wkręcasz się. Skaczecie jak wściekłe pawiany/wilki, wyjecie
    jak schorowany szaman z indiańskiej wioski. 2/3 czasu to podskoki,
    wycie, udawanie bohatera star-wars lub x-men z odpalanymi ogniami w 
    rękach (śmiałem się, że niedługo użyją stzrelania pajęczyną jak
    Spider-man, wkręcając ludziom, że w ten sposób łapią swój sukces :D). Na
    początku się roześmiałem, później byłem zły, że dałem sięwrobić w takie
    pajacowanie. Oni (ludziska od Mroza, tzn ok 66% całości ludków) bawią
    się super bo większość z nich z racji że są od Polskiej Agensji NLP
    (twór Mroza) są tam za darmo, na TWÓJ KOSZT. Pełno tam nastolatków,
    których 'jara' fikania jak spity idianin. Niektórzy jeżdżą od szkolenia
    do szkolenia (nie tylko u Mroza). Rozmawiałem z jedną dziewczyną, która 
    chwaliła się, że była już na 8 szkoleniach!!!!! Ale ona jeżdzi i jeżdzi i
    nic poza tym nie robi, bo przecież musi zaliczyć jeszcze kilka
    kolejnych szkoleń nim ruszy dupę. Wydała już mnóstwo kasy na pseudo
    kursiki z hiper-podstaw motywacji.
    Jam Mróz kosztem merytoryki
    (ogromnym kosztem merytoryki) zajmuje czas wsicekłymi okrzykami
    szarlatana, lataniem bohaterem z x-mena, bieganiem na przestrzeni 30 cm
    między krzesełkami, szarpaniem sąsiadów z krzesełek obok za i przed,
    gilganiem ludzi z krzesełek obok za i przed, przytulaniem wszystkich
    naokoło jak na klubie AA.
    Cwaniactwem jest też, podstawianie swoich
    ludzi, jako OCHOTNIKÓW z sali do wejścia na scenę. Gdy Jan Mróz jeszcze
    nie kończy zadawać pytania, czy jest jakiś ochotnik - to już biegnie
    jakaś podstawiona kobietka, tak by nikt inny (nie piodstawiony) nie 
    zdążył się zgłosić, co byłoby nie pomyśli PJM. Takich orzypadów było 3
    czy 4, ale one stanowiły 100 całości przypadków ochotników z 
    publiczności w trakcie całego szkolenie. Ci podstawieńcy opowiadali niby
    swój przypadek, idealnie, krok po kroku tak, by pasowało do diagramu
    omaiwanego własnie przez Mroza. Poza tym, Mróz nie pozwala zadawać pytań
    z publiki (poza kilkoma razami, kiedy też szybciuteńko zadawali pytania
    ludzie podstawieni, tak by ktoś obiektywny nie zdążył), a gdy już raz
    komuś udało się zadać krępujące pytanie, Mróz meeeeega umiejętnie
    ZDYSKREDYTOWAŁ tą osobę robić sobie żart z jej podejścia i szybciuteńsko
    zaczynał gadać na inny podoczny wątek, angazując w niego po swojej
    myśli publikę zadając jej pytanie, na które jego zwolennicy śpieszą
    niezwłocznie odpowiadać według ustalonego za kulisami schematu, by tylko
    zapomnieć o niewygodnym pytaniu. Później już Mróz baaaardzi pilnował,
    by do głosu nie doszli 'nieodpowieni' ludzie. Trzeba twardo stąpać po 
    ziemi i mieć wiedzę (jak ja) by to dostrzegać. Dla wtajemniczonego to są
    proste i banalne (aczkolwiek bardzo skuteczne techniki socjo-techniki i
    maniupulacji tłumem).

    Również podstawione były przypadki 5 osób,
    które weszły na scenę w pewnym momencie, jakoby zapoznali sie 2 tygodnie
    temu na jednym ze szkoleni u Mroza. Oczywiście wyśledziłem ich,
    niektórzy to są liderzy Akademii NLP Mroza z poszczególnych województw,
    inni są znajomym narzeczonej Mroza, inny na scenie z tego grona
    to'silent' pracownik Mroza - oni wszyscy znają sie od lat, co można
    wyśledzić na ich facebookach!!!!! Od kilku lat się znają, komentują
    swoje postu na facebooku, razem jeżdzą na wyjazdy wakacyjne z Mrozem - a
    są przedstawieni jako obcy ludzie, którzy niemalże się POKOCHALI na 
    szkoleniu u Mroza 2 tygodnie temu udawadniając jaki to Mróz jest
    świetny.
    Ponadto, spotkanie jest prowadzony jakby klub AA, gdzie
    szczycą się sukcesem jakby wyszli z nałogowego picia denaturatu
    alkoholicy. Jeśli chcesz się czuć jak upadły mentalnie pizduś, który 
    potzebuje pajacowania i hiper-mega podstaw z motywacji o wyjsćiu z 
    doliny - to Paweł Jan Mróz jest dla Ciebie.

    Paweł Jan Mróz -
    pefekcyjny manipulant, dobry biznesman ponieważ zrobił z tej szopki
    naprawdę dochodowy jak mniemam i wysoce rentowny biznes, ale też cwaniak
    i ściemniacz, który pod przykrywką ociupińki dobrej wiedzy (bo sama
    widza rozwojowa jest super, ale w postaci książek) przemyca błazenadę
    dla nastolatków. Od groma tam - uświadom to sobie - subtelnej i mega
    efektywnej socjotechniki, inżynierii społecznej, NLP, manipulacji -
    wyglądającej na wesołe show. Za konkretne pieniądze. Nie dałbym za ten
    cyrk nawet 100 złotych. MASAKRA.
    Służę dalszą radą.

    Odradzam PJM, ABSOLUTNIE!

  • szczery i obiektywny

    doświadczenie z Pawła Jana Mroza :/

    byłem w ten weekend na 'Ogniu motywacji'. Szok. Tragedia. Brednie.
    Pajacowanie na poziomie rozgrzewki dzieci w przedszkolu. DOSŁOWNIE. 66%
    (jedna trzecia) z ok stu osób to ludzie z ich grona, z różnych ośrodków
    NLP Pawła Mroza. Ty płacisz kasiorę za szkolenie, a w trzy dni robisz
    tyle merytoryki, ile się mieści na 30 pierwszych stronach jakiejkolwiek
    książki rozowjowej/motywacyjnej. Poza tym odnosisz wrażenie, że Ci
    wszyscy ludzie na sali mega się angażują, więc to musi być prawda. Po 
    czym okazuje się (musiałem sam ich poweryfikowac po szkoleniu) że to
    'ściema', 2/3 z nich to ludzie Mroza. Obsługa też (sali, porządkowi,
    itp) to ludzie, z jego wczesniejszych szkolen, pracownicy,i pełno ich na
    sali wśród gości z identyfikatorami jako nowy klient a nie członek ich
    grupy. Plus jego najbliżsi współpracownicy. Ty ich wszystkich mylisz,
    rozmawiasz i wkręcasz się. Skaczecie jak wściekłe pawiany/wilki, wyjecie
    jak schorowany szaman z indiańskiej wioski. 2/3 czasu to podskoki,
    wycie, udawanie bohatera star-wars lub x-men z odpalanymi ogniami w 
    rękach (śmiałem się, że niedługo użyją stzrelania pajęczyną jak
    Spider-man, wkręcając ludziom, że w ten sposób łapią swój sukces :D). Na
    początku się roześmiałem, później byłem zły, że dałem sięwrobić w takie
    pajacowanie. Oni (ludziska od Mroza, tzn ok 66% całości ludków) bawią
    się super bo większość z nich z racji że są od Polskiej Agensji NLP
    (twór Mroza) są tam za darmo, na TWÓJ KOSZT. Pełno tam nastolatków,
    których 'jara' fikania jak spity idianin. Niektórzy jeżdżą od szkolenia
    do szkolenia (nie tylko u Mroza). Rozmawiałem z jedną dziewczyną, która 
    chwaliła się, że była już na 8 szkoleniach!!!!! Ale ona jeżdzi i jeżdzi i
    nic poza tym nie robi, bo przecież musi zaliczyć jeszcze kilka
    kolejnych szkoleń nim ruszy dupę. Wydała już mnóstwo kasy na pseudo
    kursiki z hiper-podstaw motywacji.
    Jam Mróz kosztem merytoryki
    (ogromnym kosztem merytoryki) zajmuje czas wsicekłymi okrzykami
    szarlatana, lataniem bohaterem z x-mena, bieganiem na przestrzeni 30 cm
    między krzesełkami, szarpaniem sąsiadów z krzesełek obok za i przed,
    gilganiem ludzi z krzesełek obok za i przed, przytulaniem wszystkich
    naokoło jak na klubie AA.
    Cwaniactwem jest też, podstawianie swoich
    ludzi, jako OCHOTNIKÓW z sali do wejścia na scenę. Gdy Jan Mróz jeszcze
    nie kończy zadawać pytania, czy jest jakiś ochotnik - to już biegnie
    jakaś podstawiona kobietka, tak by nikt inny (nie piodstawiony) nie 
    zdążył się zgłosić, co byłoby nie pomyśli PJM. Takich orzypadów było 3
    czy 4, ale one stanowiły 100 całości przypadków ochotników z 
    publiczności w trakcie całego szkolenie. Ci podstawieńcy opowiadali niby
    swój przypadek, idealnie, krok po kroku tak, by pasowało do diagramu
    omaiwanego własnie przez Mroza. Poza tym, Mróz nie pozwala zadawać pytań
    z publiki (poza kilkoma razami, kiedy też szybciuteńko zadawali pytania
    ludzie podstawieni, tak by ktoś obiektywny nie zdążył), a gdy już raz
    komuś udało się zadać krępujące pytanie, Mróz meeeeega umiejętnie
    ZDYSKREDYTOWAŁ tą osobę robić sobie żart z jej podejścia i szybciuteńsko
    zaczynał gadać na inny podoczny wątek, angazując w niego po swojej
    myśli publikę zadając jej pytanie, na które jego zwolennicy śpieszą
    niezwłocznie odpowiadać według ustalonego za kulisami schematu, by tylko
    zapomnieć o niewygodnym pytaniu. Później już Mróz baaaardzi pilnował,
    by do głosu nie doszli 'nieodpowieni' ludzie. Trzeba twardo stąpać po 
    ziemi i mieć wiedzę (jak ja) by to dostrzegać. Dla wtajemniczonego to są
    proste i banalne (aczkolwiek bardzo skuteczne techniki socjo-techniki i
    maniupulacji tłumem).

    Również podstawione były przypadki 5 osób,
    które weszły na scenę w pewnym momencie, jakoby zapoznali sie 2 tygodnie
    temu na jednym ze szkoleni u Mroza. Oczywiście wyśledziłem ich,
    niektórzy to są liderzy Akademii NLP Mroza z poszczególnych województw,
    inni są znajomym narzeczonej Mroza, inny na scenie z tego grona
    to'silent' pracownik Mroza - oni wszyscy znają sie od lat, co można
    wyśledzić na ich facebookach!!!!! Od kilku lat się znają, komentują
    swoje postu na facebooku, razem jeżdzą na wyjazdy wakacyjne z Mrozem - a
    są przedstawieni jako obcy ludzie, którzy niemalże się POKOCHALI na 
    szkoleniu u Mroza 2 tygodnie temu udawadniając jaki to Mróz jest
    świetny.
    Ponadto, spotkanie jest prowadzony jakby klub AA, gdzie
    szczycą się sukcesem jakby wyszli z nałogowego picia denaturatu
    alkoholicy. Jeśli chcesz się czuć jak upadły mentalnie pizduś, który 
    potzebuje pajacowania i hiper-mega podstaw z motywacji o wyjsćiu z 
    doliny - to Paweł Jan Mróz jest dla Ciebie.

    Paweł Jan Mróz -
    pefekcyjny manipulant, dobry biznesman ponieważ zrobił z tej szopki
    naprawdę dochodowy jak mniemam i wysoce rentowny biznes, ale też cwaniak
    i ściemniacz, który pod przykrywką ociupińki dobrej wiedzy (bo sama
    widza rozwojowa jest super, ale w postaci książek) przemyca błazenadę
    dla nastolatków. Od groma tam - uświadom to sobie - subtelnej i mega
    efektywnej socjotechniki, inżynierii społecznej, NLP, manipulacji -
    wyglądającej na wesołe show. Za konkretne pieniądze. Nie dałbym za ten
    cyrk nawet 100 złotych. MASAKRA.
    Służę dalszą radą.

    Odradzam PJM, ABSOLUTNIE!

    • szczery i obiektywny

      już bardziej wolałem obejrzeć wideo z całego "Milioner jak Ty" lub "system 9 milowych kroków" Michała Wawrzyniaka

  • kora

    Niestety Michał jedni też traktują cię jako jedyny nieomylny autorytet i tu się mylą.Nie ma kogoś takiego.Ty tylko przekazujesz zdobytą wiedzę od innych znanych osobistości,którzy zajmowali się rozwoje i czasem dodajesz coś od siebie lub to transformujesz.Ale prawda jest taka,że należy szukać w głębi siebie ,pomagając sobie czytaniem i inspiracją innym mądrych ludzi.Dlatego nie krytykuj innych ,bo sam podobnie jesteś odbierany przez swój fanclub.Trochę więcej pokory to może dokonasz w życiu to co zamierzasz,bez niej raczej będzie to ładowanie do głów innych co mają robić i myśleć.Powinieneś cały czas zachęcać do samodzielnego myślenia.Jak widzę jesteś młodym człowiekiem i tak naprawdę jeszcze nie musiałeś zmagać się z życiem."Pomówimy" o tym za 35 lat.Ja w swoim życiu spotkalam fascynujące osoby podczas normalnej edukacji.Więc błąd raczej nie tu leży ,ale w pojmowaniu życia i świata oraz samoistnej chęci rozwoju .Jest wielu ciekawych pisarzy i myślę ,że czasem warto sięgnąć do źródeł a nie iść tylko na łatwizna czytając twoje strzeczenia z nich.Pozdrawiam i powodzenia.

  • Mateusz

    Witam jestem pierwszy raz
    na twoim blogu i muszę przyznać ze bardzo zainteresował mnie ten
    wpis i spojrzenie na Robbinsa. Po pierwsze jak wszędzie statystyka
    odgrywa i na szkoleniach bardzo ważną role. Zapewne nie wychodzisz
    z założenia ze jesteś w stanie zmienić życie 100% osób
    odwiedzających twój blog. Jeśli 5% z stałych czytelników było w
    stanie dzięki tobie zmienić swoje życie na lepsze to już jest
    bardzo dobry wynik. Nie zmienisz nikomu życia tylko i wyłącznie
    poprzez rozpowszechnianie wiedzy, jeśli ta osoba nie wprowadzi tego
    co się nauczyła w życie. Nie wykonasz przecież za nią pierwszego
    kroku. To samo jest w przypadku Robbinsa i innych szkoleniowców.
    Zadaniem szkoleniowca jest w pierwszej kolejności edukacja, a
    dopiero potem motywacja. A czy ziarno przyniesie plon, zależy tylko
    i wyłącznie od tego na jaki grunt spadnie. To ze kogoś stać wydać
    … zł na szkolenie nie oznacza ze cokolwiek z niego wyniesie.

  • Nicofisi

    Hah, warto znać opinię moich 3 ulubionych autorów (w kolejności losowej): Michała Pasterskiego, Artura Wójtowicza i Bartka Popiela :D

  • Autobus Pelen Osobliwosci

    Bardzo podoba mi się, że poruszył Pan temat manipulacji w tego rodzaju przekazach. Dodatkowo zastosował pan bardzo rzeczowy sposób argumentacji. Uświadamianie w tym zakresie ma bardzo duże znaczenie, ponieważ pozwala odbiorcom bronić się przed nieuczciwymi taktykami.

  • Michał, cieszę się, że napisałeś ten artykuł. Ja z kolei odrobiłem pracę domową. Jeszcze kilka dni temu nie miałem nic przeciwko platform selling wychodząc z założenia, że "drogi uczniu jako trener mogę być nieetyczny, bo to Ty podejmujesz decyzję".

    Teraz widzę, że "drogi uczniu jako trener moim obowiązkiem jest stworzenie Ci warunków sprzyjających, ale to Ty musisz podjąć decyzję".

    Tak a propos, przekopałem nieco internet i okazuje się, że jest więcej takich showmenów, gdzie jedyną osobą która dzięki takim eventom osiąga wolność finansową jest sam organizator.

    Polecam każdemu poddawać w wątpliwość autorytety, modele, informacje i samodzielnie szukać odpowiedzi na pytania.

    • Przemek

      Robbins nie mówi nic na temat wolności finansowej. Pomyliłeś autorów.

    • Maciek

      Nic nie mówi? Proszę bardzo, choćby książka "7 steps to financial freedom", dostępna na amazonie.

      Dużo mówi o wolności finansowej i zarządzaniu finansami, udziela wywiadów i mówi o tym w wystąpieniach.

  • Ania

    Fajnie, że o tym piszesz, ale ja właśnie tu wyczuwam banał i obłudę. Główny zarzut, jak rozumiem, jest taki, ze Tony zarabia na szkoleniu. Ale przecież dla każdego jest to oczywiste - on nie jest świętym i nie robi tego dobroczynnie. Trudno mieć do niego pretensję, że dba o swój biznes. Jeżeli ma komuś pokazać, jak zamienić to, co się robi, w pieniądze, jak wciągnąć firmę na sam szczyt, to sam też musi zarabiać. To taki proste. To jest rodzaj usługi. Twoje szkolenia tez sa rodzajem usługi. To Wasza - trenerów - praca i tylko od Was zależy, jak nią pokierujecie, żeby zarobić i znaleźć klientów.

    • Michał

      Aniu, jeżeli płacę za udział w seminarium Robbinsa conajmniej 1 700 zł, to oczekuję, że przez 100% czasu będę czegoś uczył się, a nie będę poddawany socjotechnicznym sztuczkom, żebym kupił kolejne produkty Tony'ego. Co innego, gdyby udział w seminarium był bezpłatny. Pozdrawiam

  • Alicja Brzezińska

    Generalnie nie znoszę zarzucania komuś tego, że sprzedaje, bo każdy komuś coś na każdym kroku sprzedaje. Podważając autorytety, nie mogę uznać tego artykułu za rzetelny, gdyż jego autor nie był na ani jednym szkoleniu Thonego Robbinsa - czyli nie wie, o czym mówi. Byłam na MMI i wiem jak to wpłynęło na moje życie. Gdyby nie MMI to teraz bym dalej siedziała, marząc o zakupie biletu na Thonego czy Nicka, a tak bilety na Nicka już mam a na Thonego zarobię . Wiem, że mnie stać, wiem, że wszystko zależy ode mnie i świadomość tego pozostała we mnie. Nie przeminęła z tym początkowym "ogniem".

    To my nadajemy wartość i znaczenie zdarzeniom. Jeśli uznam, że potrzebuje być na Thonym to będę potrzebować, a jeśli uznam, że dam radę bez tego, to dam radę. Nikt nikogo nie zmusza siłą do kupowania, ani nie każe brać kredytów. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i żaden mówca czy coach nie może brać odpowiedzialności za czyjeś decyzje.

    A tak przy okazji to ten artykuł pokazała mi osoba, będąca pod wpływem jego autora - sama uznając go za autorytet, prawdopodobnie nie mając wiedzy o Thonym z żadnego innego źródła. Czy w takim razie jego autor może wziąć odpowiedzialność za to, że ktoś wziął nazbyt pochopnie jego słowa za ostateczne?

  • Monia

    Ja pamiętam jeden moment ze szkolenia na którym byłam... Pod koniec szkolenia kazano nam poszukać kopert pod krzesełkami... Osoba, która miała "coś" w kopercie, musiała wyjść na środek. Przyznam, że wtedy 1 raz się z tym spotkałam. "Szczęście" padło na mnie. Miałam w kopercie jakiś uśmieszek.. i jeszcze jedna osoba. Jeden Pan miał napis, że WYGRAŁ. Co? Super zniżkę na coaching u "super" trenerki, która prowadziła szkolenie z cyklu "pop-motywacja". Nie dość, że na uczelni w której odbywało się szkolenie był ZAKAZ prowadzenia komercyjnych szkoleń, to postawiono nas w bardzo niekomfortowej sytuacji. Nigdy więcej nie poszłam na żadne szkolenie "krzak" i nie pójdę. Pan, który wylosował kopertę z wygraną czuł się strasznie niekomfortowo, szybko powiedział "TAK", bez logicznej analizy sytuacji, zwłaszcza, że obserwowało go ok 50 osób przed którymi "głupio zmarnować taką okazję". Szybko dostał niezbędne formularze umowy do podpisania. Podekscytowany nawet jej nie przeczytał.

    Lubię od czasu do czasu wybrać się na szkolenie, ale ZAWSZE jednak w życiu sama sobie wyznaczam cele, drogę do ich realizacji, czas realizacji. Nie przychodzi to z taką lekkością, o jakiej można usłyszeć na szkoleniach.

    Życie to życie, endorfiny szkoleniowe mijają, gdy wraca się do życia codziennego. Tutaj zaczyna się praca z motywacją, bowiem każdy ma osobisty system motywacji. Każdego motywują inne stymulatory: jednych kasa, innych przymus przełożonego, jeszcze innych możliwość awansu czy utrata stanowiska.

    Najbardziej cieszy mnie fakt, że to sobie przypisuję odpowiedzialność za własne życie. Nigdy również nie dam sobie wmówić, że moje życie i sukces zależą od szkoleniowca. (No właśnie- zależą). Tak wielu ludzi oddaje zasługu różnym guru, nie zaś sobie.

    Jeśli już idę na szkolenie, to tylko po inspirację, dobrą zabawę, wiedzę (jeśli czegoś nowego ono dostarcza). Jestem na etapie korzystania ze szkoleń tematycznych, na prawdę niezbędnych. O wiele ważniejsze dla mnie jest własne działanie. Bez niego żadne szkolenie nie przyniesie efektów.

    Ludzie na potęgę uzależniają się od czynników zewnętrznych, od słów innych ludzi. Jeśli ktoś powie "dasz radę, masz potencjał"- to dopiero zaczynają w siebie wierzyć. Nie twierdzę, że to nie jest pomocne. Jednak nie powinno być jedynym czynnikiem motywacyjnym. Dopóki człowiek nie jest sam przekonany o własnym potencjale, to ów zewnętrzna motywacja ulatuje razem z nim i szkoleniowcem. A życie codzienne znów jest szare, bezbarwne i rozpoczyna się poszukiwanie kolejnego guru, który znów powie "jesteś świetny, masz potencjał". Depresja? Zmiany nastrojów? Wahające się poczucie własnej wartości z zerowego do maksymalnego- to te, które czyhają na tych, który w 100% uzależniają jakość własnego życia od motywacji zewnętrznych.

    Pozdrawiam, M.

  • Michał

    Michale, jeszcze bardziej urosłeś w moich oczach. Jesteś już dla mnie olbrzymem i nie musisz już go budzić. Książkę "Obudź w sobie olbrzyma" czytałem 20 lat temu i faktycznie po krótkim czasie "uniesienie" skończyło się. Zgadzam się z Tobą w 100 %. Nie napisałeś jednej rzeczy. Sam udział w seminarium kosztuje od 1 700 zł. Przykre, ale ściąganiem do Polski takich mówców motywacyjnych zajmuje się firma mojej dobrej znajomej. Wcześniej do Polski ściągnęli jako mówcę oszusta z krwi i kości. Nie pamiętam nazwiska, ale to ten, na kim wzorowano głównego bohatera filmu "Wilk z Wall Street". Co do tego, że proponujesz swoje seminaria, to powiem, że z czegoś musisz żyć. A przecież na tej stronie oferujesz kupę wartościowej wiedzy gratis. Pozdrawiam serdecznie, Twój imiennik.

    • Przemek

      Co to znaczy uniesienie minęło po przeczytaniu książki? Wdrożyłeś to co tam było napisane? Zacząłeś regularnie zadawać sobie inne pytania?
      Zmieniłeś słownictwo jakim na co dzień się posługujesz? Zrobiłeś 10 dniowe wyzwanie?

      Na pewno tego nie zrobiłeś i dalej tkwisz tak, gdzie wcześniej 20 lat temu.

      Nie wystarczy książki przeczytać i dostać chwilowego uniesienia.

      Trzeba to wdrażać w życia a z tym większość ma kłopoty jak widać.

  • Marcin

    Witam - a ja tam byłem i niestety jestem przerażony naiwnością i głupotą ludzi... Jak inni nabiłem mu kasę, wydałem majątek na podóż i nocleg i niestety nic poza ogromnymi wątpliwościami nic mi do nie dało.... To moja opinia i piszę o sobie.

  • Agnieszka

    Jestem na szkoleniu The Way Ahead - zgadzam się całkowicie z artykułem. Niestety szkolenie jest dokładnie takie jakie Michał opisał. Aż żal...

  • Ciekawy post, Michał. :)
    Zgadzam się z Tobą po części. Faktycznie, spotkania motywacyjne działają w sposób, o którym piszesz (tak mi się wydaje, chociaż nigdy nie brałam w takim udziału - śledziłam jednak nagrania, interesowałam się oczywiście nieco tematem). Niemniej nie jestem w stanie zgodzić się z twardym poglądem, że działają krótkoterminowo - myślę raczej, że to, jak wpłynie na nas tego typu show, zależy właśnie od odbiorcy - czy jest to jego pierwszy kontakt z tematem rozwoju osobistego, czy ma jakieś "doświadczenie" - czy to w literaturze, czy słuchaniach czy wpisach tego typu. Oczywiście trzeźwe patrzenie jest kluczowe. Łączenie swoich poglądów z nową wiedzą, krytyczna analiza, próbowanie. :)
    Jedyną osobą, która sprawiła, że czułam bardzo pozytywne emocje i nastawienie jest Brendon Burchard. Czuć od niego taką miłość, że to niemożliwe :) jednocześnie nie ma nabijanie ludzi w butelkę, bo napisał FANTASTYCZNĄ książkę skupiającą wszystko co najważniejsze - każde jej zdanie przekazuje coś bardzo wartościowego. "Motivation Manifesto" - Brendon na cały świat "sprzedaje" ją za koszt dostawy (zapłaciłam jakieś 24zł). Prowadzi bardzo profesjonalne, nasycone praktyką, szkolenia :) coś pięknego - i motywującego. Nawet, jeśli nie stosujemy technik które prezentują motywatorzy - zmieniamy sposób patrzenia na swoje możliwości. Jesteśmy uświadamiani i przypominamy sobie, że wszystko kreujemy sami i nie mamy prawa obwiniać o cokolwiek otoczenia. :)

    ah troszkę się rozwinęłam i chętnie pisałabym jeszcze dłużej. :)
    Dziękuję i pozdrawiam!

  • Edyta Skiba

    Czytając komentarze, zastanawiam się jaki jest cel negatywnych wypowiedzi na temat szkoleń/Robbinsa/Vujcica itd. Większość osób, mimo iż na takich szkoleniach nie była, wypowiada się negatywnie. Chcesz uchronić innych przed czymś czego nie znasz, czy szukasz w opiniach innych potwierdzenia i usprawiedliwienia dla swojego negatywnego nastawienia i braku inicjatywy do działania?
    Co jest z nami, Polakami, że tak lubimy krytykować, narzekać, a tak rzadko chwalimy, cieszymy się, wspieramy?
    Byłam na Robbinsie i innych szkoleniach. Jest tam sprzedaż, ale przede wszystkim jest mnóstwo wartościowej wiedzy, którą przekazują ludzie sukcesu. Uczą o ścieżkach, które przeszli, przeszkodach, które pokonali i są często przykładem, ze można dojść do sukcesów zaczynając od zera.
    Co do sprzedaży, to poprzez obserwację, jak oni to robią, samemu można wyciągać wnioski i podobne techniki wdrążać w swojej pracy.
    Jeśli chodzi o skakanie, tańczenie itd... to początkowo sądziłam, że to strata czasu i wole słuchać o konkretach niż się ,,bawić". Dopiero gdy po wystąpieniach Robbinsa miał na scenie swój wykład inny prelegent, który takich technik nie stosował, zobaczyłam różnice. Ruch, okrzyki aktywują nasz umysł. Po kilkominutowej zabawie byłam maksymalnie skupiona na tym, czego Robbins uczył i ta wiedza została w mojej głowie. Natomiast gdy wykład był prowadzony bez takich technik aktywizujących, to mimo swojej wartości był po prostu nudny. Po 15 min zachciało mi się spać, a moje myśli zaczęły krążyć wokół innych tematów. Niewiele z niego zapamiętałam. Każdy z nas zna to z wykładów na studiach...
    Kolejna rzecz to możliwość poznania fantastycznych ludzi. Ludzi, którzy przyjeżdżają się uczyć, rozwijać i często również odnoszą już duże sukcesy. Bo są tam zarówno stawiający pierwsze kroki, jak i zamożni biznesmeni. Z każdym można się poznać, porozmawiać i nawiązać ciekawe relacje.

    Generalnie dziwi mnie nas, Polaków podejście. Wydajemy pieniądza na imprezy, spotkania, alkohol, ubrania, remonty (by się pokazać) i każdy przyjmuje to za oczywistość. A gdy nasz rynek się otwiera, możemy inwestować w rozwój, naukę, w coś co jest naprawdę wartościowe, to nadchodzi fala krytyki.
    Dajemy zarobić producentom alkoholu, odzieży, seriali, ale gdy ktoś robi wydarzenie rozwojowe, uczy nas, pomaga w rozwoju, to jemu nie wolno dać zarobić. Jednoczymy się w krytyce, bo jak ktoś śmie zarobić na tym, że czegoś nas nauczy?
    Różnica polega na tym, że gdy coś sobie kupimy, to mamy to od razu. Natychmiastowa gratyfikacja. A rozwój? Trzeba włożyć w niego wysiłek i systematycznie pracować, a efekty widzi się często dopiero do dłuższym czasie. Tylko czy damy się kierować swoim emocjom i reklamom w tv czy zaczniemy wreszcie myśleć i wybierać to co dla nas naprawdę dobre w perspektywie długoterminowej?

    Ja wolę stawiać na rozwój, inwestować w siebie, by osiągać więcej, zachodzić dalej, móc pomagać większej liczbie osób.
    Ty też wybierz, czy wolisz przejść przez życie na drodze rozwoju, podejmując próby i działanie, wśród osób pełnych pasji, wiary w siebie i realizację swoich marzeń?
    Czy też z pilotem w ręku, narzekając i krytykując, wśród podobnych osób, bez sukcesów, pełnych frustracji i złości na tych którym się udało ,,bo na pewno ukradli i oszukali". Zapominając, że gdy siedziało się wygodnie i marnowało czas, tamte osoby wkładały mnóstwo wysiłku, czasu, a czasem i pieniędzy we własny rozwój i szkolenia takie jak z Anthonym Robbinsem.

    Pozdrawiam,
    Edyta

  • Ja

    wszystko jest dobre, ale z umiarem - taką zasadą kieruję się w życiu i dotyczy ona WSZYSTKIEGO, w przypadku motywacji, to zasada jest prosta i można o tym przeczytać w każdym poradniku, u każdego coacha - im bardziej ktoś jest nakręcony w 1 etapie, tym szybciej zapał minie, fala opadnie i wróci do swojego - nie udało się, jednak to nie dla mnie, jak zawsze słomiany zapał mnie złapał i znowu nic z tego itd. itp.;

    umiar, regularność, systematyka w zaplanowanym działaniu,

    NIE - hop i skaczę na głęboką wodę, TAK - regularnie, każdego dnia robię kolejne kroki i wspinam się na kolejne szczeble prowadzące do celu. Nie da się osiągnąć CZEGOŚ w chwilę wielkim krokiem, nie mamy butów 7-milowych, ale im szybciej zaczniemy naszą drogę, tym szybciej dotrzemy do mety! :D
    korzystajmy z takich mentorów i guru jak Tony, ale nie wyłączajmy myślenia i zdrowego rozsądku, to one mają kierować naszym życiem, a nie Tony, Mateo, Ania, czy ktokolwiek inny!

    z pozytywnym pozdrowieniem!

  • Darek

    Witam! Świeżo po szkoleniu Toniego Robinsa...Emocje już zeszły zostało zmęczenie i.....i nie wiem co....
    Powienienem być nakręcony a jakoś nie jestem....Być może pora na na nastepny krok- czyli działanie bez ,którego nic się nie zadzieje w życiu. Trudno robić coaching na 7 tys, osobach...Dwa ni skakania, darcia mordy, odpowiedzi na różne pytania...........i zastanawiam sie o co tu chodzi....Czy tylko o kasę...Większe wrażenie zrobił w niedziele Mateusz Grzesiak czy Paweł Mróz....(wglady w siebie ,łzy)....Z jednego się cieszę, że na to szkolenie miałem sponsora...więc i tak wyszło na plus.....czyli byłem, zobaczyłem , złotówki nie wydałem.... Teraz wiem, że lepiej iść na sesje coachingową z indywidualnym coachem.

  • Zosia

    Cześć. Czytam komentarze dotyczące tego artykułu na facebooku po "szkoleniu" Tonego (nie mam własnego konta, więc pozwalam sobie wypowiedzieć się tutaj). Wprost oczom nie mogę uwierzyć jak ludzie, którzy się rozwijają i zdawałoby się mają nieco szersze spojrzenie na różne sprawy potrafią w paskudny sposób wypowiadać się na temat stosunku Michała do tego typu szkoleń. Zastanawia mnie czy te osoby przeczytały TYLKO TEN JEDEN ARTYKUŁ (zresztą moim zdaniem bardzo dobry), żeby wyrobić sobie na jego podstawie opinię, jakoby Autor bloga próbował "podkopać wiarygodność" innych coachów? Ludzie, to się w głowie nie mieści! Chyba jesteście nieco częstszymi bywalcami tego bloga i jeśli czytacie uważnie, a do tego słuchacie SWOJEJ intuicji, to winniście zauważyć, że OSTATNIĄ RZECZĄ jaka mogłaby bić od Autora bloga JEST ZAWIŚĆ!!! TO jest blog Michała i MA ON PEŁNE PRAWO WYRAZIĆ TU SWOJĄ OPINIĘ!!! Nikogo nie obraził, nikomu krzywdy nie zrobił. Kto będzie chciał iść na szkolenie innych Robbinsów i tak na nie pójdzie! Ludzie trochę szacunku do siebie nawzajem! Szanujemy się tylko do tego momentu kiedy ktoś "gra tak jak nam pasuje"? To jest mało rozwojowe;PPPPPP Tak się składa, że mój mąż uczęszcza na takie szkolenia, ja idę inną drogą jeśli chodzi o rozwój. Osobiście nie uważam, żeby w dłuższej perspektywie takie szkolenia mi coś dawały, poza tym jakoś źle czuję się w hałasie i wielkim tłumie, za to wierzę, że dłuższej perspektywie kieszeń prowadzących takie szkolenia, będzie się napełniała a oni sami dzięki temu będą coraz bardziej znani i znani, głównie z tego, że doszli "od zera do milionera". Ale niech każdy wybiera sam i przy tym SZANUJE DRUGIEGO!!!
    Pozdrawiam, życząc WSZYSTKIM SUKCESÓW NIEZALEŻNIE OD TEGO JAKĄ DROGĘ WYBRALI :)))))

  • Zosia

    PS. Moim zdaniem Michał, to "Prawdziwy Nauczyciel", On NAPRAWDĘ CHCE

    POMAGAĆ LUDZIOM! Myślę, że gdyby chciał, to mógłby "trzepać kasę" jak inni, tylko czy to o to chodzi? Pozdrawiam.

  • Marcint

    Chyba pojawila sie tu nutka hipokryzji:),Zaprzeczasz sam sobie. Korzystasz z jego ksiazek , napewno go cytujesz w swoich mowach motywacyjnych i zarabiasz na zycie jak on , wykorzystujesz jego nazwisko obok twojego w poscie by ktos trafil na twoj blog tak jak ja to zrobilem wpisujac nazwisko tony robinson i trafiam na twoja strone .. A do kosciola nie macie pretensji , ktory stosuje psyvhologie tlumu od pokolen? Kazdy szuka inspiracji ,a tacy ludzie jak on ja daja. Wszystko wymaga pracy , jesli wydaje sie wam ,ze same uczeszczanie na takie seminaria zrobi cala robota za was to powodzenia.

    • Marcin,

      to, że korzystałem swojego czasu z jego książek nie oznacza, że nie mogę wyrazić swojej opinii na temat jego obecnej działalności. Jak według Ciebie jedno zaprzecza drugiemu?

      Nie cytuję go i nie zarabiam na życie jak on. Nie napisałem tego artykułu po to, aby ktoś trafił na mojego bloga, ale po to, aby wyrazić swoje zdanie na temat popularnych eventów motywacyjnych.

      Ciekawe zjawisko - wyrażanie krytycznej opinii na temat guru od razu angażuje jego fanów do krytykowania osoby, która wyraziła swoją opinię - na pewno robi to dla kasy, chce wypromować siebie, itp. :)

  • Uroboros

    Michał właśnie jestem pod koniec książki "Obudź w sobie olbrzyma" i jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Mimo,że podchodziłem do niej ze lekko sceptycznym nastawieniem plus patrzyłem na postać Robbinsa przez pryzmat twojego artykułu. Tricki podane w tej książce są naprawdę bardzo przydatne. W łatwy sposób można doprowadzić do szybkiej zmiany.Wcześniej nie sądziłem,że takie coś jest możliwe. I nie wiem czy gość robi to,aby czerpać kokosy czy nie. Książka jest skuteczna. Przynajmniej dla kogoś kto od jakiegoś czasu zajmuje się samorozwojem. Natomiast takie zagranie jak ostrzeganie ludzi przez jego pracami jest niezbyt cool... Takie zaszczepianie niechęci do niego w ludziach.
    Myślę,że tym artykułem straciłeś nie tylko w moich oczach. Ale nie przejmuj się na pewno więcej zyskałeś...

    • Jeśli przeczytałeś mój artykuł uważnie, to zapewne zauważyłeś, że sam kiedyś czytałem tą książkę i z niej sporo wyciągnąłem. Jednak to nie był temat tego artykułu. Dlaczego uważasz, że ostrzeganie ludzi przed czyjąś pracę nie jest cool? A gdybyś dowiedział się, że pewien nauczyciel w szkole Twojego dziecka znęca się psychicznie nad swoimi podopiecznymi to nie chciałbyś ostrzec innych rodziców? Dlaczego w światku rozwoju osobistego wszyscy muszą się głaskać i chwalić, nawet jeśli ktoś działa nieetycznie?

  • Aanka

    1.01.2017
    Ja mam własne doświadczenie z Anthonym Robbinsem. Zaczęło się od "Obudź w sobie olbrzyma" - 1999. W tamtym czasie nie czytałam takich rzeczy. Sięgnęłam po książkę z odrazą (a gość na okładce pogłębiał to wrażenie), ale nie było innych książek (poza Harlekinami), a miałam 3 dni na odludziu. I byłam w dołku. Ta książka, postawiała mnie na nogi. Po przeczytaniu szłam jak burza. Wszystko mi się udawało, ale tak jak pisze Michał, ten stan wygasał. Więc przed jakiś ważnym wyzwaniem, lub kiedy wpadałam w dołek zaczynałam czytać "Olbrzyma". I tak 5 razy, zawsze działało. Do czasu, kiedy w moim mieście wydarzyła się tragedia, zginęło wiele osób, znajomych. Tu AR przestał działać. A nawet odrzucał, bo wydawało mi się niemoralnym "wypieranie" tragedii. Ona wymagała żałoby, żałoba mnie niszczyła, ale to była cena jaką byłam winna osobom, które odeszły, kolegom mojej córki.

    Już po pierwszy czytaniu Olbrzyma rozpoczął się mój kilkuletni romans z poradnikami. Pozwoliły mi "wyczyścić się", uporządkować wnętrze. Podzielić rzeczy na te na które mam (chcę mieć ) wpływ i na inne. Na ważne i nieważne.

    Pozwoliły mi znaleźć narzędzia analityczne do oceny szans, i zagrożeń, do budowania strategii. Pozwoliły mi nabrać dystansu do siebie. Bardzo mi pomogły, ale doszłam do kresu. Przeczytałam wszystko co oferowały lokalne biblioteki i księgarnie i co było dobre. Za słabo znam angielski, żeby iść dalej.
    Zauważyłam, że prócz książek mistrzów (AR, Cialdini), są książki które piszą ich uczniowie. To zwykle strata czasu, podobnie jak publikacje polskich autorów (jedne i drugie są efektem pracy na cudzej koncepcji, nie proponują nic więcej niż proponuje mistrz).

    Poradniki, a szczególnie materiały motywacyjne są niebezpieczne. Uzależniają. Zauważyłam, że nie potrafię bez nich żyć i działać. Że potrzebuję ich jak narkotyku. Odstawiłam te książki, ale pojawił się efekt uboczny. Zawsze byłam osobą o silnym napędzie własnym. Byłam aktywna w pełnym znaczeniu tego słowa. Miałam pomysły i chęć je realizować i nie było dla mnie przeszkód. Po doświadczeniu z poradnikami stałam się osobą reaktywną. Zablokowały mi się pomysły, a jeśli już się pojawiały, to nie miałam ochoty/motywacji ruszyć się z miejsca. Poradniki zniszczyły moją własną motywację. Być może, to nie tylko poradniki. Wraz z wiekiem tracimy motywację, bo jedne cele osiągnęliśmy, a o innych wiemy, że są nierealnie. Znika wiara, że wszystko jest możliwe.
    Po kilku latach przerwy, dziś po raz pierwszy, wracam na pole rozwoju osobistego. Trochę się boję.

    Te lata zweryfikowały rady guru. Uważam, że wszystko, co ma wartość zostało już dawno powiedziane gdzie indziej, ale aby to odczytać, trzeba dużo czytać. Cała literatura światowa (dobra), wszystkie dobre filmy, filozofia, a nawet Biblia, to swego rodzaju poradniki. Motywują, pokazują mechanizmy, które rządzą społeczeństwem, jednostkami. Poradniki to wypisy, skrypty, ściągi. Zabierają mniej czasu niż czytanie wartościowej literatury. Jednak ponieważ są odarte z „wypełnienia” pozostają w nas krótko. Pozostają tak jak instrukcja obsługi, a nie jak np. „We are the world”. I dlatego tak szybko przestają działać. Książka czy film, jeśli nas poruszą i są mądre, pozostają w nas długo, czasem całe życie. Są jak model, jak symulacja sytuacji. Przypominają się, kiedy znajdujemy się w takiej sytuacji. W porównaniu z nimi poradniki i guru motywacji jest jak dopalacz.

    Mimo wszystko uważam, że warto doświadczyć poradników i seminariów, bo poznaje się tam wielu świetnych ludzi. Ich wspólną cechą jest chęć działania, próba zmierzenia się ze swoim losem, z porażkami. Tam nie przychodzą osoby, które się poddają, tylko takie, które walczą w każdej sytuacji. Jest też druga grupa. Czyli osoby „uzależnione”, osoby, które myślą, że na swoje problemy można znaleźć cudowne lekarstwo. Że da nam je guru. Te osoby przegrają, ale te pierwsze wycisną ze spotkania tyle ile się da, i przekują to na własne doświadczenie. To nie zawsze będzie spektakularny sukces, ale doświadczenie też ma dużą wartość. Takie osoby potrafią odróżniać ziarno od plew, i są odporne na manipulację.

    Ja osobiście cenię AR. Oglądałam go tylko na YT. Jest doskonały. Kiedy przyglądam się naszym politykom i widzę ich żałosne próby wywierania na nas wpływu i manipulowania nami, to szlag mnie trafia. Nie dosyć, że nie mają pojęcia o niczym, to jeszcze nie umieją sprzedać ani siebie, ani idei, którą promują. Najlepszym przykładem była debata wyborcza '2015. Zandberg, który chyba przeszedł jakiś kurs mówców, ograł starych wyjadaczy jak dzieci. A gdzie Zandbergowi do Robbinsa?

    Na spotkanie z AR, chciałam się wybrać, ale jednak nie zrobiłam tego.