Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Uwolnienie od wewnętrznej presji

Uwolnienie od wewnętrznej presji

Wewnętrzna presja to jeden z najbardziej toksycznych dla nas stanów psychofizycznych. To myślowy i emocjonalny nawyk, który odbiera nam motywację, luz i radość życia. Jak się uwolnić od tego wewnętrznego przymusu i wreszcie odetchnąć pełną piersią?

 

W mojej pracy jako coach często zauważam, że dla wielu osób życie pod presją jest normalnym trybem funkcjonowania. Zupełnie, jakby presja była potrzebna do dobrego i efektywnego życia.

Czym jest dla Ciebie presja?

Zamknij oczy i przywołaj to uczucie. Przypomnij sobie jakąś sytuację lub głos wewnętrzny, który Cię do czegoś przymusza. Jak odczuwasz tę presję w swoim ciele?

Bardzo możliwe, że odczułeś nieprzyjemne napięcie w określonym miejscu w swoim ciele (np. kark, ramiona, klatka piersiowa) lub ogólnie w całym ciele. Presja jest związana z fizycznym napięciem, dlatego tak często ludzie mówią o tym, że są “spięci”.

A teraz pomyśl o tym, jak to uczucie wpływa na różne aspekty Twojego życia. Jak wpływa na Twoją codzienną pracę? Na Twój czas wolny? Na myślenie o przyszłości? Na cieszenie się teraźniejszością?

Wyobraź sobie kilka sytuacji ze swojego życia i zobacz, jak funkcjonujesz gdy odczuwasz presję.

Po co jest presja?

Pierwszym krokiem do uwolnienia się od destruktywnych nawyków emocjonalnych jest zawsze świadomość i zrozumienie. Czy jesteś świadom tego, skąd się bierze presja?

Celem presji jest zmotywowanie nas do działania. Presja mówi: “Musisz to robić szybciej”, “musisz być lepszy”, “przyłóż się bardziej”, “rusz się w końcu”. Jest związana z motywacją OD, czyli z negatywnymi obrazami tego co się może wydarzyć, gdy nie podejmiesz się działania (“Muszę to zrobić, bo inaczej moje życie legnie w gruzach”, “jak tego nie zrobisz to będzie katastrofa”). Presja nas zmusza do działania.

Ważne jest zrozumienie, że uczucie presji faktycznie motywuje do tego, aby w końcu zabrać się do pracy, ale w wyjątkowo krótkiej perspektywie. Presja jest przysłowiowym kopem w tyłek, ale też jednocześnie wielkim i twardym murem, w który z hukiem uderzasz zaraz po tym, jak tego kopa dostałeś.

Pewnie się zastanawiasz, co mam na myśli. Podam Ci przykład. Jeśli motywujesz się presją do pisania pracy magisterskiej, mówiąc do siebie “Muszę w końcu zacząć pisać”, “Powinienem już mieć 3 rozdziały napisane”, faktycznie może Cię to skłonić do tego, aby usiąść przed komputerem i zacząć pisać. Jednak ta presja zostaje z Tobą przez cały czas. Będziesz czuł się spięty i zmuszony, tak jak by ktoś Ci kazał to robić mimo, że wcale tego nie chcesz.

Przymus zawsze rodzi opór. Gdy ktoś Ci każe coś zrobić (lub gdy Ty sam sobie każesz), najczęściej wcale nie chcesz tego robić. Mimo tego, że to presja kazała Ci usiąść do pisania pracy magisterskiej, ta sama presja uniemożliwia Ci kontynuowanie tego zadania. Najpierw kop w tyłek, a po chwili uderzenie w wielki mur.

Stan ciągłego napięcia jest zaprzeczeniem uczucia naturalnej motywacji. Na dłuższą metę presja zabija motywację.

 

Przywiązanie do presji

Dlaczego ludzie są tak przywiązani do presji?

Ponieważ nie wiedzą jak mogą się motywować inaczej. Presja jest dla nich jedynym znanym sposobem motywacji. Osoby, które żyją pod presją boją się, że gdy z niej zrezygnują, to przestanie im zależeć na czymkolwiek. Że stracą wtedy motywację do działania (“Jeśli przestanę się przymuszać do pisania magisterki, czy w ogóle zabiorę się do pisania?”).

Przeczytaj powyższy akapit ponownie, bo to klucz do rozwiązania zagadki.

Ludzie żyjący w presji czerpią realne korzyści z przymuszania się do wszystkiego. Presja jest im potrzebna. Jest dla nich narzędziem do tego, aby się motywować (a raczej zmuszać). To często osoby, które nigdy nie miały okazji doświadczyć czym jest naturalna motywacja płynąca ze środka. Czym jest życie i działanie bez presji.

Utrzymują przekonanie, że “jak przestanę nakładać na siebie presję, to stracę motywację”.

Oczywiście to bardzo błędne przekonanie. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Przymus rodzi opór i zabija motywację, a akceptacja i wewnętrzny luz pozwalają jej rozkwitać. Pozbycie się presji to najlepsza droga do uwolnienia wewnętrznej, niczym nie skrępowanej chęci do życia i działania. Wewnętrzny spokój budzi życiową energię, a jednym z jej aspektów jest właśnie motywacja.

Życie bez presji

Zamknij na chwilę oczy i zadaj sobie pytanie – “Jak bym się czuł, gdyby w moim życiu nie było presji?”. Wyobraź sobie siebie w kilku różnych sytuacjach.

Ja doskonale wiem, jakie to jest uczucie. Coś niesamowitego. Bardzo wyraźnie tego doświadczyłem całkiem niedawno. Zacząłem uczyć się dwóch nowych umiejętności. Dla przyjemności. Zacząłem ćwiczyć jogę i grę na pianinie. Jeszcze zanim zrobiłem swoje pierwsze kroki, z góry założyłem, że nie mam potrzeby, aby zrobić to szybko, efektywnie, w określonym terminie. Robię to dla siebie i chcę mieć z tego frajdę. Zadbałem o to, aby nie było w tym działaniu ani grama presji i oczekiwania konkretnego efektu.

To podejście sprawiło, że proces nauki jest dla mnie niezwykle przyjemny. Uczę się we własnym tempie i nie czuję żadnego przymusu. Dzięki temu naturalna chęć do kontynuowania nauki jest cały czas ze mną. Mimo, że nauka obu umiejętności wymaga czasu i regularnych ćwiczeń.

Oczywiście może się zdarzyć, że gdy presja zniknie to zniknie też motywacja wobec konkretnego działania. Może to jednak nastąpić tylko wtedy, gdy w głębi serca wcale nie chcesz się tego działania podejmować. Przykładowo, gdy nakładasz na siebie presję, aby zmotywować się do pracy, której nie lubisz, pracujesz tam, bo się do tego przymuszasz. Gdy presja zniknie, wewnętrzna motywacja może się wcale nie pojawić – bo w głębi serca czujesz, że nie chcesz tam pracować. Uwolnienie się od presji jest też więc sposobem na poznanie tego, czego tak naprawdę chcesz od życia.

Ciągłe wywieranie na sobie presji utrzymuje Cię w z góry zaplanowanym i wymuszonym sposobie życia. Życie bez presji wymaga zaufania sobie i swojej intuicji. Wymaga zaufania, że Ty sam będziesz najlepiej wiedział co jest dla Ciebie dobre.

Życie bez presji

Jak uwolnić się od presji?

Dla niektórych osób pewna doza presji będzie jak najbardziej pomocna i motywująca. Tak długo, jak ta presja nie jest destruktywna, jeśli taka jest Twoja wola – możesz się nią wspierać.

Według mnie presja nie jest w ogóle potrzebna do szczęśliwego i spełnionego życia, a w większości przypadków jest blokadą. Nie nakładaj jednak na siebie presji, aby od razu pozbyć się całej presji – to proces, który może trochę potrwać i mieć kilka etapów pośrednich.

W wielu przypadkach samo zrozumienie tego czym jest i jak działa presja jest wystarczające, aby się od niej uwolnić. Są jeszcze jednak inne rzeczy, które możesz zrobić, aby zrzucić z siebie ten balast i odetchnąć pełną piersią.

Krótko i konkretnie, w 3 punktach:

1. “Chcę” zamiast “Muszę”. Daj sobie szansę na doświadczenie stanu wewnętrznej, naturalnej motywacji, która rodzi się, gdy się do niczego nie przymuszasz. Umów się ze sobą na parę dni bez “Muszę” i “Powinienem” i zobacz jak to jest, gdy pozwalasz sobie sam zdecydować na co masz ochotę. Taka motywacja może rozkwitać tylko wtedy, gdy znika “muszę”, a pojawia się “chcę”. Zajrzyj do artykułu Zamień „muszę” na „chcę”, aby dowiedzieć się jak zmienić ten kluczowy nawyk odpowiedzialny za wywieranie na sobie presji.

2. Nowy sposób na motywowanie siebie. Aby uwolnić się od potrzeby przymuszania się (która niewątpliwie jest ważna, gdy nie znamy innego sposobu na pielęgnowanie naszej wewnętrznej chęci) możesz wypracować nową strategię na wewnętrzną motywację. Przestań straszyć się negatywnymi konsekwencjami braku działania (to wywołuje presję), ale myśl o tym, dlaczego według Ciebie warto coś zrobić.

Wyobrażaj sobie pozytywne, długoterminowe konsekwencje swoich działań. Życie bez presji jest związane z motywacją DO – czyli z pozytywnymi obrazami tego, co wydarzy, gdy podejmiemy się działania (przyciągamy się DO tych pozytywnych wyobrażeń). Gdy robisz coś, bo cieszysz się na efekty, działanie jest znacznie przyjemne. Wchodzisz wtedy w stan flow i nie jesteś rozpraszany żadnymi napięciami i natrętnymi myślami o możliwych katastrofach.

3. Zarządzanie oczekiwaniami. Zwracaj uwagę na oczekiwania, które stawiasz sam sobie. Jeśli są nierealne, zawsze będą powodować uczucie presji. Twoje oczekiwania wobec siebie powinny być adekwatne do tego, co rzeczywiście jesteś w stanie z siebie dać.

Zapisz na kartce dużymi literami pytanie: “Czego od siebie oczekuję?”. I wypisz wszystko, co przychodzi Ci do głowy. Zweryfikuj te oczekiwania i skreśl te, które są nierealne. Zapisz pod spodem nowe. Takie, które dają Ci poczucie wewnętrznej swobody i luzu.

 

Życie bez presji jest wspaniałe. Lekkie, spokojne, w zgodzie ze sobą. Podziękuj swojej presji za dotychczasową pomoc i pożegnaj się z nią, raz na zawsze.

Zostaw komentarz

  • Magdalena Waniewska-Bobin

    punkt drugi sprowadza się do pytania „co ważnego dzięki temu zyskam?”. działa.

  • AGA

    Doskonale! Cieszę się bardzo, że wplatasz ćwiczenia w swoje artykuły i do tego przez samo czytanie zmienia się myślenie, bo zadajesz w trakcie pytania. Jak zwykle dzięki za dobry i konkretny artykuł ; )

  • Szymon Matuszewski

    Świetnie napisane, dzięki! Mam teraz taki okres, że niby lubię to co robię, ale przymuszam się ze względu na deadline’y. Efekt taki, że wydajność spadła o połowę a wk..wienie wzrosło o 100% ;)

  • Myślę, że warto też się przyjrzeć sobie, czy presja, którą mamy jest naprawdę nasza. Często ulegamy wpływom otoczenia. Społecznych presji.
    W rodzaju:
    – musimy pracować, żeby mieć emeryturę;
    – musimy za wszystko płacić (a przecież można czasem wymienić się ‚barterowo’ czyli ja pomogę Tobie, Ty mnie. Można czasem zrobić coś bezinteresownie, lub taką pomoc otrzymać);
    – bo wmówiono nam za dziecka, że o pomoc proszą mięczaki i prawdziwy facet ogarnia wszystko sam;
    – albo ulegamy presji robienia wszystkiego samemu, bo wmówiono nam, że ludziom nie można ufać;
    – muszę zrobić, wszystko co każą, bo sam sobie nie poradzę;
    – bo w tym wieku, to trzeba mieć dzieci i rodzinny dom;
    – bo studia trzeba skończyć, inaczej nam się w życiu nie ułoży;
    – i wiele, wiele innych. Każdy z nas nosi pewnie swoje.

    Oglądałem ostatnio fajny, krótki film o tym, że w życiu całkiem sporo rzeczy nie jest „naszych”, ale wtłoczono nam jeszcze ich ocenę już za dziecka. Co jest ładne, a co nie. Co jest dobre, a co nie. Co jest szczęściem i sukcesem, a co nie. Często presja rodzi się później z niezrozumienia tych starych przekonań, które nosimy, a nawet o nich nie pamiętamy.

    Pozdrawiam ciepło, i miłego weekendu :)

    • Paula

      Świetnie napisane :) Zgadzam się w 100%, każdy z nas ma swój system wartości i zanim zrobimy coś wbrew sobie tylko dlatego, że wydaje nam się, że tak powinno być, zastanówmy się, czy naprawdę tak trzeba :) pozdrawiam!

    • Marcin, zdecydowanie tak, dzięki za zwięzłe uzupełnienie artykułu!

      Gdy słyszymy w głowie głos „Muszę…” lub „Powinienem…” warto zadać sobie pytanie: „Kto mi każe?”.

    • Paulina

      Jak nazywa się ten film? Czy wiesz gdzie mogę go obejrzeć?

  • ania

    największa presja pochodzi z czasów dzieciństwa i może wpływać na dorosłe życie tj najpierw studia potem ślub, albo sprzątanie w sobotę. Sprawdzcie co w myślach jest Wasze a co nie:)

  • Andrzej

    Michale czy życie pod presją na niemal każdym obszarze zycia może powodować częste wybuchy destruktywnych emocji?
    Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam

    • Mnie się wydaje, ze tak. W końcu ile można w sobie gromadzić frustrację, która wynika z ciągłego życia pod presją. Ciągła presja, jak Michał pisze, nie jest naturalnym stanem. To ciągłe życie w stresie, który gromadzi się w nas. Kiedyś musi ujść. Im go więcej, tym pewnie częściej.

    • Andrzej, jak najbardziej życie pod ciągłą presją może powodować wybuchy, przy czym nie musi to być jedyna ich przyczyna. Emocje się kumulują wtedy, gdy ich nie wyrażamy. Jakie emocje tłumisz w sobie? Jakie dokładnie emocje są treścią wybuchów?

  • Twoje artykuły są super. Dziękuję!

  • Lwoh

    Najlepszy Twój artykuł w ostatnim czasie :) Zaskakujące jak często używałem słowa „presja” nie rozumiejąc dobrze jego znaczenia.Zrozumiałem też dlaczego mam problem z wprowadzaniem zmian w swoim życiu.To nie tylko kwestia słomianego zapału,ale też podejścia że MUSZĘ coś zmienić,zamiast CHCĘ coś zmienić.

  • Monika

    Mnie dosyć często atakuje myśl „Może lepiej pójdź na studia techniczne, bo tylko wtedy dostaniesz pracę”. Mimo, że fascynuje mnie język obcy, czasami mam poczucie, że marnuje swoje życie studiując go, przez lawinę negatywnych głosów dotyczących humanistycznych kierunków studiów. Ech, co robić?

    • Dominika

      Mam podobnie. Kilka lat temu wahałam się nad wyborem studiów:
      medycyna czy weterynaria. Postanowiłam zrealizować moje marzenie z dzieciństwa i wybrać weterynarię. Kocham zwierzęta i zawsze wiedziałam, że chcę całe życie im pomagać. Wiem, że ten zawód da mi więcej satysfakcji. Ale mój wybór spotkał się z ogromnymi pretensjami ze strony mojego otoczenia. Nikt mnie nie rozumiał.
      Po kilku latach studiów nadal mam wątpliwości. Lekarz weterynarii nie zawsze znajduje pracę w zawodzie, natomiast po skończeniu medycyny nie miałabym z tym problemów. Finansowo też powodziłoby mi się znacznie lepiej. Poza tym weterynaria to ciężka, brudna i niebezpieczna praca – zwłaszcza,
      jeśli chodzi o duże zwierzęta. Bardzo boli mnie też to, że czuję się
      niedoceniona.
      Bardzo dużo się uczę, mam wiele przedmiotów wspólnych z medycyną ludzką. Muszę przecież umieć leczyć często skomplikowane schorzenia. A jednak moje otoczenie uważa, że nie znam się na kwestiach zdrowotnych i próbuje mnie
      pouczać i poprawiać. W momencie, gdy zastanawiałam się nad wyborem medycyny – czułam podziw. Lekarze są uważani za „wybrańców” – lepszych i mądrzejszych od innych. Teraz – słyszę tylko, że wybrałam bardzo niewdzięczny zawód.
      Poza tym – w chwili obecnej – jeśli, albo moi bliscy zachoruję – nie będę mogła załatwić im badań, czy miejsca w szpitalu. Gdy tylko ktoś z mojego otoczenia ma problemy zdrowotne – czuję ogromne wyrzuty sumienia.
      Bardzo gryzie mnie ta sprawa. Męczą mnie koszmary, w których próbuję rozwiązać ten dylemat.
      Często zastanawiam się, czy nie rzucić wszystkiego i zacząć studiować medycyny.
      Czuję, że wtedy moje życie byłoby znacznie prostsze.

    • Monika

      Dziękuję za wasze historie dziewczyny. Widać, że ten wybór jest kwestią przekonań i myślenia o świecie.
      Dziś naszła mnie myśl, że mogłabym w przyszłości pracować w Ambasadzie pewnego kraju w Polsce albo w którymś z konsulatów. Wtedy miałabym do czynienia i z moim ukochanym językiem i z krajem, który mnie fascynuje. Mogłabym również promować kulturę tego państwa w Pl.
      Za miesiąc kończę licencjat i chciałabym pójść na specjalizację z dyplomacji.

      Myślicie, że takie połączenie jest idealnym rozwiązaniem dla mnie czy można by było realizować taką fascynację w jeszcze lepszy sposób. Chodzi mi głównie o kulturę

    • An.

      Monika, ja mam zupełnie odmienny problem. Bojąc się, że po kierunku nietechnicznym nie znajdę pracy poszłam na politechnikę. Właśnie kończę 1 rok i wiem, że zmarnowałam ten czas. Chce zmienić kierunek na taki, na którym uczenie będzie sprawiać mi przyjemność, a nie przyprawiać o ból brzucha i masę stresu. Teraz już wiem(cóż, lepiej późno niż wcale), że nie będę chciała pracować w przyszłości w mojej branży, bo bym chyba oszalała. Z resztą przy niechęci do nauki znienawidzonych przedmiotów pomimo ‚dobrego kierunku i dobrej uczelni’ nie będę atrakcyjnym pracownikiem dla potencjalnego pracodawcy, po prostu zbyt mało wiedzy zostanie w głowie. Wolę zmienić kierunek na taki, które mnie interesuje i na którym z chęcią będę siadać do książek, ciągle poszerzać wiedzę i po prostu wiem, że będę w tym dobra. I pomimo, że nie jest to kierunek studiów aktualnie rozchwytywany to wierze, że prędzej po nim dostane prace niż po aktualnym. Nie był to łatwy wybór, ale ufam, że słuszny. Mam nadzieje, że w jakimś stopniu moja historia ci pomoże :)

    • mała

      Właśnie kończę ostatni rok studiów i śmiało mogę powiedzieć, że na dłuższą metę nie ma sensu uciekać od tego co naprawdę chce się robić w życiu na rzecz łatwiejszych czy narzucanych przez innych ludzi wyborów. W końcu i tak studia – choćby nie wiem jak ciekawe i przydatne, staną się męczarnią, jeśli to nie jest to o czym marzysz. Jeśli nie jesteś do tego stworzona. Ja sama poszłam na studia bo to był „bezpieczny” wybór, bo po nich miałabym gwarancję na pracę itp. Odrzucałam myśl o tym, że tak naprawdę chciałabym robić coś innego. Brakowało mi odwagi, żeby od razu pójść w wymarzonym kierunku, bo byłaby to bardziej ryzykowna droga. Oznaczałaby zrezygnowanie ze studiów (a przecież to nie do pomyślenia – w końcu po studiach ma się ten wielce przydatny „papier”) Teraz po 5 latach, zaakceptowałam fakt, że nie ucieknę od swoich pasji i chcę pracować w zawodzie, o którym marzę a nie w tym do którego przygotowały mnie studia. Szkoda tylko, że nie doszłam do tego wniosku 5 lat temu :)

    • Paweł

      mam identyczną sytuację! po prostu sam bym tego lepiej nie opisał.. ehh widzę, że nie jestem sam i że jest nas więcej.. i to też presja wpędziła mnie w takie, a nie inne wybory. Przemęczyłem się 5 lat studiów jednolitych (już po 2 roku studiów zorientowałem się, że nie chcę ich studiować) i teraz zabieram się za to, co kocham! uczę się sam w domu nowych umiejetności które najpewniej, mam nadzieję w bliskiej przyszłości, dadzą mi pracę marzeń:) też mam czasem żal do siebie, że zmarnowałem 5 lat.. mam stres że znajomi już pracują w zawodach a mi się coś ‚poodmieniało’, jednak staram się szukać korzyści w tych studiach a one też jakieś tam są, choćby sam fakt tytułu magistra, w końcu też jestem mądrzejszy o wiedzę nabytą na studiach. może nic straconego, może będzie dobrze:)

  • Presja to największe wyzwanie dla każdego z nas. Ciężko się jej pozbyć, jednakże jest to możliwe i jak najbardziej do urzeczywistnienia. Tak jak napisałeś powyżej na początek wystarczy zmienić słownictwo chcę – zamiast muszę ;)

  • marta

    Ten artykuł to coś czego akurat było mi trzeba :) Dziękuję Michał za idealne wyczucie czasu :D

  • Karolina Furtak

    Idealnie trafiłeś z czasem :) dzięki!

  • Kayleigh

    Jeszcze jestem w takim wieku, że presja dotyczy tylko szkoły.
    Presja mówi: „musisz się uczyć, mieć dobre oceny, bo nie dostaniesz się do dobrego liceum”.
    Troszkę ulegam wpajanym zasadom. Że oceny muszą być śliczne, że szkoła musi być dobra. Rodzice cmokają trochę na moje marzenia, by pójść do plastyka. „Ale z rysowania nie da się utrzymać! Idź na razie do ogólniaka, a potem zobaczymy”. Typowa gra na zwłokę, ja jednak wiem, że to jest to, co chcę robić. Jestem samoukiem. I podświadomie nigdy nie dopuszczałam do siebie presji, gdy rysowałam. Gdy juz zaczynała szeptać „przyłóż się, jakie to brzydkie! Postaraj się! Bez sensu, ciągle ci nie wychodzi!” rzucałam kartki i kredki w kąt, a dłoniom i umysłowi dawałam odpocząć przynajmniej dzień lub dwa. Po tym czasie wracałam do tej czynności, a rysunki znowu wychodziły dobrze.
    Co nie zmienia faktu, że i tak nie wiem, co chce robić w życiu – jest tyle możliwości! :D Masz moze jakieś rady na ten temat, panie Michale?

  • Szymon

    Jeszcze lepiej działa zmiana nawyku myślowego „Chcę” na „Wybieram”. Tak gdzieś słyszałem.

  • Koti

    Jjedna rzecz mi się nie zgadza. W jednym ze swoich artykułów napisane było by stawiać sobie ambitne cele, a nie osiągalne. Jak to pogodzić z punktem 3 by stawiać sobie cele w naszym zasięgu?

    • Amadeusz Czerwiński

      Podpisuję się pod tym, mam dokładnie ten sam problem. Przecież podobno lepiej postawić nawet wg nas nierealny cel, bo dzięki temu nawet jak nie osiągniemy 100% to zawsze będzie to więcej, aniżeli gdybyśmy postawili na samym początku cel ‚realny’

    • Jedno nie wyklucza się z drugim, cel może być jednocześnie ambitny i osiągalny. Nie powinniśmy jednak stawiać sobie celów nierealnych, bo one mogą pozbawić nas motywacji. Jeśli w środku będziesz mocno wątpił czy jesteś w stanie osiągnąć postawiony cel, możesz się sam podświadomie sabotować – aby nie rozczarować się, gdy okaże się, że jednak się nie udało.

      Warto celować wysoko gdy w siebie wierzymy i wiemy, że stać nas na dużo. Jeśli nasza wiara w siebie nie jest stabilna, wtedy stawianie zbyt ambitnych celów może okazać się dla nas przeszkodą.

    • student

      „Warto celować wysoko gdy w siebie wierzymy i wiemy, że stać nas na dużo. Jeśli nasza wiara w siebie nie jest stabilna, wtedy stawianie zbyt ambitnych celów może okazać się dla nas przeszkodą.”

      Ja mam taki problem, że nie wierzę w siebie i mam niskie poczucie własnej wartości(z powodu przeszłości). Ostatnio miałem pierwszą rozmowę rekrutacyjną w firmie, przygotowywałem się do niej solidnie, bo chciałem się dostać na praktyki wakacyjne. Mimo, że dopiero niedawno zacząłem działać w branży informatycznej(w przeciwieństwie do moich kolegów na studiach) to naprawdę zrobiłem duży progres i miałem nadzieję, że się uda. Niestety, nie udało się, spaliłem się ze stresu na rozmowie a pytali jedynie o podstawy, które miałem opanowane. A miałem bo parę dni przed rozmową tłumaczyłem je koledze, który prosił o pomoc. Jemu też zadali podobne pytania i moja pomoc mu się bardzo przydała bo kolega się dostał, ja nie. Tak mam cały czas, na wszystkich ważnych egzaminach decydujących o lepszych szkołach czy innych testach. Ciężka praca po raz kolejny poszła na marne, kolejna porażka. Jak sobie radzić po czymś takim? Mimo, że czekają mnie kolokwia na studiach w przyszłym tygodniu, od rozmowy nie potrafię niczego zrobić, bo nie widzę w tym sensu skoro na końcu zawsze widzę porażkę. Dodam jeszcze, że wsparcia od rodziców też nie mam, bo uznają mnie za mało zdolnego i raczej nie wierzą we mnie.
      Pozdrawiam.

    • Gość

      „Jak sobie radzić po czymś takim? ” Odpowiedzią są emocje… musisz uwolnić
      emocje – przez medytacje i ponowne przeżycie sytuacji w których doświadczyłeś tych momentów które mają kluczowy wpływ na schematy Twojego działania. To MUSI potrwać jakiś czas, jednak warto. Gdy uwolnisz emocje, pozostanie jeszcze kwestia nowej świadomości i nowych nawyków – przekop bloga Michała i książki w bibliotece w dziale psychologia a znajdziesz odpowiedzi na zadane sobie pytania. Tu nikt za Ciebie tego nie zrobi, bo to Twoje życie jest… Głowa do góry przyjacielu i do przodu :)

  • Kurde gościu, o czym mam pisać na swoim blogu, jak ty tyle tematów poruszasz, w tak szczegółowy sposób. Jak mam się wybić pisząc to samo, tylko krócej? :( . Poza tym świetny artykuł, nie mam nic do dodania ;)