Dobra prokrastynacja

Realizowanie zadań w trybie natychmiastowym nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Badania dowodzą, że umiarkowana prokrastynacja czyni nas bardziej kreatywnymi, a przy okazji jest kluczem do poradzenia sobie z uciążliwym nawykiem przesadnego odkładania na później.

Powrót prokrastynacji

Z prokrastynacją (czyli odwlekaniem i odkładaniem zadań na później) poradziłem sobie już dość dawno temu. Co prawda nie zawsze zaczynałem dzień od tego, co na mojej to-do liście było najważniejsze, ale te istotne i pilne zadania nigdy nie były odkładane dłużej niż jeden lub dwa dni. Motywacji do realizowania zaplanowanych celów mi nie brakowało, a dobry i przemyślany plan pozwalał mi systematycznie iść do przodu.

Okazją do tego, aby ponownie spotkać się z nawykiem prokrastynacji był moment, w którym zacząłem pisać moją książkę (ponad trzy lat temu, podczas miesięcznego pobytu na południu Włoch). Mogłem się tego spodziewać. W końcu to był pierwszy raz w moim życiu, gdy podjąłem się tak dużego wyzwania - napisania długiej książki, która wymagała ode mnie wielu tygodni, miesięcy, a ostatecznie… (3) lat pracy.

Gdy wszystko szło po mojej myśli - zabranie się do pisania nie było dla mnie większym problemem. Jednak gdy trafiałem na temat, który był dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia - zaczynały się schody (jednym z takich tematów były filozoficzne rozmyślania na temat tego, czy spójne, trwałe i prawdziwe “ja” istnieje w każdym z nas).

prokrastynacja

Na początku trudno było mi pogodzić się z faktem, że zamiast cały czas pisać, regularnie muszę poświęcać kilka długich godzin na czytanie, analizowanie badań i układanie sobie tego wszystkiego w głowie. Czułem wtedy, jak moje pierwotne założenia czasowe dotyczące premiery książki bezlitośnie rozsypywały się w pył.

I to właśnie wtedy do mojego życia ponownie zawitała prokrastynacja. Gdy czułem się przytłoczony ilością rzeczy do przeczytania i przeanalizowania, odkładałem pisanie na później.

Czy prokrastynacja może być dobra?

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z tego chwilowego kryzysu urodziła się moja mała “eureka” - nowe podejście do procesu twórczego, który o 180 stopni zmienił sposób, w jaki powstała moja książka.

Jak to się stało?

W trakcie pracy nad książką próbowałem wielu różnych strategii pisania. Dość szybko zauważyłem, że gdy pomimo początkowej niechęci zmuszałem się do pisania dużego kawałka tekstu na raz, jego jakość pozostawiała wiele do życzenia i musiałem wielokrotnie do niego wracać w celu modyfikowania spłodzonej przeze mnie treści.

Natomiast gdy wybierałem pisanie etapami i dawałem sobie więcej czasu i przestrzeni do ukończenia określonego rozdziału, efekty mojej pracy były dużo bardziej zadowalające. Byłem zaskoczony, jak ważne okazały się przerwy pomiędzy każdym etapem pracy nad tekstem. Mimo, że w tych przerwach nic konkretnego nie robiłem (odpoczywałem albo zajmowałem się innymi zadaniami) - w mojej głowie powoli układało się wszystko, co zrobiłem do tej pory.

prokrastynować

Zawsze wracałem do tekstu ze świeżym umysłem, nowymi pomysłami i wzbogaconym spojrzeniem na temat. Dość często to sprawiało, że decydowałem się o dodaniu czegoś ciekawego do książki albo o podejściu do tematu w zupełnie inny sposób.

Zadziałał tu tzw. proces inkubacji. Pisałem o nim sporo w książce Insight w kontekście pracy nad sobą, dlatego zacytuję tutaj krótki fragment, abyś wiedział, na czym to zjawisko polega:

“Wyobraź sobie, że intensywnie starasz się rozwiązać jakiś problem. Myślisz bez końca, rozważasz różne możliwości, próbujesz znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. Nic z tego. W końcu masz dość, więc zostawiasz to i idziesz odpocząć. Zajmujesz się czymś zupełnie innym. Świadomie przestajesz o tym myśleć. Ale twój nieświadomy umysł wcale tego nie zostawia. On nadal przetwarza informacje związane z tym problemem.

Zupełnie jakbyś uruchomił na komputerze jakieś skomplikowane wyliczenia, a sam poszedł sobie zaparzyć herbatę. To nieświadome „mielenie” informacji o problemie nazywa się okresem inkubacji. Z definicji jest to proces nieświadomej reorganizacji myśli, które zostały pobudzone poprzez świadome myślenie.”

Twój nieświadomy umysł nie siedzi bezczynnie, gdy przerwałeś pracę nad ważnym dla Ciebie projektem. Tam zawsze coś się dzieje. To dlatego czasami pod prysznicem wpadamy na najlepsze pomysły.

Pewnie znasz zjawisko “deja vu”. To moment, w którym doświadczamy jakiejś sytuacji po raz pierwszy i mamy nieodparte wrażenie, jakbyśmy już kiedyś to przeżywali. Przeciwieństwem “deja vu” jest “vuja de” - gdy patrzysz na coś, co widziałeś już dziesiątki razy, w zupełnie nowy sposób.

odkładanie na później

Wychodzi więc na to, że umiarkowana prokrastynacja, czyli świadome i planowane odkładanie pewnych etapów pracy na później, jest świetnym sposobem na wzbogacenie swojej pracy nową perspektywą i twórczymi pomysłami. Nasza podświadomość robi swoje, gdy dajemy sobie odpocząć od działania.

Działa to jednak tylko wtedy, gdy faktycznie jest to prokrastynacja “umiarkowana”, a nie taka pełną gębą. Umiarkowana, czyli pozwalająca Ci na zabranie się do działania, choć nie wymagająca od Ciebie zrobienia wszystkiego od razu, za jednym zamachem. Odkładanie na później kolejnych etapów pracy jest tutaj jak najbardziej dozwolone.

Jednocześnie, jest to również świetny sposób na uwolnienie się od destrukcyjnego nawyku odwlekania. Gdy pomyślisz sobie: “Usiądę do tego zadania na pół godziny, po czym zajmę się czymś innym” - dużo łatwiej będzie zabrać Ci się do pracy, ponieważ nie jesteś przytłoczony ogromną ilością pracy do wykonania. Skupiasz się na małym kroczku i na ten moment nic innego Cię nie interesuje.

Originals

Dopiero niedawno odkryłem, że podobne przemyślenia miał psycholog Adam Grant, autor świetnej książki “Originals: How Non-Conformists Move the World” (książka niestety nie została jeszcze wydana w języku polskim, ale polski tytuł brzmiałby mniej więcej tak: “Oryginalni. Jak nonkomformiści popychają świat do przodu”).

Grant pisze o tym, że zwykle dzielimy ludzi na dwie grupy - prokrastynatorów (osoby, które czekają do ostatniej chwili z wykonaniem zadania) i ich przeciwieństwo, “prekrastynatorów” (osoby, które robią wszystko tak szybko, jak to tylko możliwe). Żadna z tych grup nie grzeszy kreatywnością. Pierwsza jest zbyt zestresowana terminem, aby mieć dobre pomysły, a druga nie daje sobie wystarczająco dużo przestrzeni, aby proces twórczy mógł mieć w ogóle miejsce.

dobra prokrastynacja

Badania na temat prokrastynacji pokazują, że osoby, które są pośrodku (nie czekają do ostatniej chwili, ale też nie robią wszystkiego od razu) są o 16% bardziej kreatywne niż obie wspomniane wcześniej grupy.

Prokrastynują w umiarkowany sposób. Czasami robią to świadomie, czasami nie - ważne, że ich pomysły i odkrycia są tak dobre, że często pozostawiają ślad w historii naszego świata (Leonardo da Vinci tworzył Mona Lisę przez 16 lat).

Prokrastynacja daje nam przestrzeń do refleksji nad alternatywnymi rozwiązaniami, do myślenia w niestandardowy sposób i patrzenia na naszą pracę z różnych perspektyw.

Dobra prokrastynacja

Jak wykorzystać opisane w tym artykule zjawisko do radzenia sobie z tym skrajnym, destrukcyjnym nawykiem ciągłego odkładania na później?

1. Zmień podejście do pracy nad tym problemem. Zamiast zwalczać prokrastynację, zrozum, że nie musisz się jej całkowicie pozbywać. Sprawdź, w jaki sposób jej umiarkowany poziom może wpłynąć na Twoją pracę i na razie zaplanuj tylko częściową zmianę w przeciwieństwie do dużej rewolucji;

2. Świadomie planuj swoje bloki pracy tak, aby nie zmuszać się do wykonywania dużych zadań na raz. Planuj wystarczająco długie przerwy w pracy nad poszczególnymi projektami wiedząc, że przyczynią się one do zwiększenia jakości tego, co robisz.

W ten sposób nie tylko zmniejszysz poziom swojej prokrastynacji, ale przede wszystkim zaczniesz robić to, co robisz, znacznie lepiej.

Pójście tą drogą było zapewne jednym z powodów, dla których pisałem “Insight” 3 lata, a nie rok (jak pierwotnie planowałem). Jednak w żadnym momencie tej przygody tego nie żałowałem. Długi, wielokrotnie przerywany i niezwykle wzbogacający proces kreatywny pozwolił mi stworzyć coś, z czego jestem prawdziwie zadowolony. Gdybym chciał to zrobić szybciej, bez wątpienia nie czułbym teraz tej samej radości i poczucia dobrze wykonanej roboty.

Życzę Ci mądrego i świadomego planowania swojej prokrastynacji, tak aby odrobinę dłuższy czas osiągania Twoich celów był zrekompensowany przez znacznie lepsze decyzje i zawsze zadowalające efekty pracy.

Daj znać w komentarzach - jak temat prokrastynacji wygląda u Ciebie?

PS. O prokrastynacji pisałem już wcześniej. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do artykułów: