Dom z daleka od domu

Ktoś kiedyś powiedział, że "dom" to nie jest miejsce na mapie, ale miejsce w nas. Zgadzam się z tym w pełni. Ten artykuł jest moją opowieścią o tym, jak znalazłem kolejne takie miejsce na świecie, w którym poczułem się jak w swoim domu.

To był jeden z moich pierwszych poranków na małej, tajskiej wyspie Koh Phangan. Ktoś mi wcześniej powiedział, abym zjadł śniadanie w Cookies Cafe. Zgodnie z tym, co ta osoba mówiła - jest to miejsce spotkań dla expatów na zachodnim wybrzeżu wyspy. Zaciekawiony, usiadłem przy jednym ze stolików i zamówiłem sałatkę. Moim oczom ukazała się prosta, otwarta przestrzeń z widokiem na ulicę. Na ulicy - skuter za skuterem, na przemian tajowie i przyjezdni z całego świata.

Nie minęło 5 minut, a obok mnie usiadł brytyjczyk. Na oko miał jakoś ponad 40 lat. Siwe włosy, siwa broda, szeroki uśmiech na twarzy.

Zaczął od tego, że w Cookies Cafe to normalne - gdy nie ma wolnych miejsc, przysiadamy się do siebie i poznajemy nowych ludzi. Zaczął opowiadać o sobie i o życiu na wyspie. Było to dla mnie zaskoczeniem - nie doświadczyłem tego nigdzie indziej. Nawet, jeśli ktoś się dosiadał do stolika, bo już nigdzie nie było miejsc - zajmował się wyłącznie sobą i rzadko kiedy nawiązywał rozmowę. Tutaj dało się wręcz wyczuć atmosferę otwartości, rozmowy, bliskiej społeczności.

Podczas kolejnych dni mojego pobytu doświadczyłem tego jeszcze kilka razy, w różnych miejscach. Sprawiło to, że czułem się jak w domu. Z jednej strony cudowni tajowie - uśmiechnięci od ucha do ucha, ciągle zagadujący, rozmowni. Z drugiej strony ludzie z całego świata, którzy postanowili zamieszkać na Koh Phangan. Większość z nich zainteresowana jogą, duchowością, świadomym życiem. Niektórzy przyjeżdżają tu na 2 lub 3 miesiące, inni mieszkają na stałe.

Na Koh Phangan byłem już drugi raz. Wiele lat temu trafiliśmy tu razem z Marysią, gdy przylecieliśmy do Azji po raz pierwszy. Po kilku dniach w głośnym, upalnym i dusznym Bangkoku polecieliśmy na południe. Wyspy Koh Samui i Koh Phangan urzekły nas swoim pięknem. Przez ostatnie lata krajobrazy z tej drugiej, mniejszej wyspy, stale do nas wracały w formie ciepłych, dobrych wspomnień.

Dlaczego tu wróciłem? Bynajmniej nie odpoczywać. Mój cel był bardzo konkretny - sprawdzić jak się mają sprawy na Koh Phangan po tych wszystkich latach i czy jest to miejsce, w którym chcemy zorganizować nasz drugi w Azji warsztat dla Polaków. Nasze warsztaty na Bali okazały się strzałem w dziesiątkę. Udało nam się zorganizować już kilka takich podróży i osoby, które nam zaufały, zaczęły się nas pytać - gdzie możemy z Wami pojechać następnym razem? Choć początkowo nie wiedzieliśmy jak odpowiadać na te pytania, postanowiliśmy taką odpowiedź dla nich znaleźć.

Podróżowanie to moja wielka pasja. Połączenie jej z drugą moją pasją (chyba jednak większą od podróżowania) - psychologią, rozwojem duchowym i pracą z ludźmi stworzyło dla mnie formę pracy zawodowej, w której czuję się jak ryba w wodzie. Spędzanie z jedną grupą ludzi kilku dni na drugim końcu świata, mając przestrzeń na to, aby ich dobrze poznać, wspierając ich w zaglądaniu w siebie i uczestnicząc w tych wszystkich cudownych przemianach to coś, co daje mi ogromne poczucie sensu i spełnienia. Nie mam nic przeciwko, aby mieć tego w życiu jeszcze więcej.

W ten sposób znalazłem się w Tajlandii. Jeździłem więc skuterem tu i tam, wypytywałem ludzi o to, co się ciekawego na wyspie dzieje i co można tutaj zrobić - samodzielnie lub w większej grupie. Okazało się, że możliwości jest wiele - rejsy do parku narodowego z tysiącami małych wysepek, trekking na sekretne plaże, lekcje gotowania, lekcje gry na bębnach Djembe, nurkowanie, doświadczanie kuchni tajskiej w małych, tradycyjnych restauracyjkach, zapierające dech w piersiach plaże z ludźmi grającymi na różnych instrumentach o zachodzie słońca…

Po kilku dniach pobytu miałem poczucie, że chciałbym tam zostać dłużej. Doświadczyłem czegoś, co do tej pory poczułem tylko na Bali - jak to jest czuć się w domu, gdy jesteś od domu tak bardzo daleko.

Tak jak w Indonezji, zacząłem zadawać sobie pytanie - czy moglibyśmy tu mieszkać? Kupić dom, założyć rodzinę? Choć po długim namyśle uznałem, że jednak nie (potrzeba bycia bliżej rodziny i przyjaciół oraz kilka innych kwestii logistycznych wygrało), podjąłem decyzję, że jest to miejsce, do którego chcę wracać.

W projektowaniu wymarzonego stylu życia najważniejsze jest dla mnie, aby nie zatrzymywać się na dłużej tylko w jednym miejscu. Potrzebuję ruchu i poznawania różnych zakątków świata, bo podróże mnie inspirują i są jednym z najlepszych sposobów na rozwój duchowy. Gdy jestem poza domem, wszystkie moje przyzwyczajenia i nawyki są wstrzymane, a ja na nowo staram się odnaleźć w obcym miejscu - za każdym razem ucząc się tego, że “dom” nie jest miejscem na mapie, ale miejscem we mnie. Każde takie doświadczenie jest dla mnie bardzo wzbogacające.

Podczas mojego ostatniego pobytu na Koh Phangan wszystkie zjawiska natury i kultury tajskiej stale mnie kusiły, ale zawsze pamiętałem o moim celu. Byłem tu po to, aby znaleźć sposób na zorganizowanie tu warsztatów i stworzenie dla Polaków głębokiego procesu uwalniania wewnętrznych blokad. Aby to było możliwe, potrzebowałem miejsca. Nie byle jakiego, ale wyjątkowego - takiego, w którym jako grupa będziemy się czuli właśnie jak w domu. To ważne, ponieważ atmosfera bezpieczeństwa i przytulnej przestrzeni ma według wielu psychoterapeutów kluczowe znaczenie w procesie zmiany. Poczucie komfortu przyczynia się do gotowości, aby zajrzeć w siebie.

Przez kilka dni mojego pobytu zobaczyłem w sumie 7 potencjalnych “retreat centers” (rodzaj hotelu przeznaczony na warsztaty np. jogi), ale ze względu na rozmiary żaden nie przypadł mi do gustu. Sprawa stała się oczywista, gdy trafiłem do The Yoga House - domu, który byłby tylko i wyłącznie dla naszej grupy. Poczułem, że to jest to. Wszędzie drewno, cisza i spokój, duże, przestronne przestrzenie, piękny wystrój. Moje poszukiwania zostały zakończone.

Co najważniejsze, to miejsce pasowało do zamysłu, który od pewnego czasu rodził się w mojej głowie na temat tego warsztatu. Kilka miesięcy wcześniej w Polsce zorganizowaliśmy 3-dniowy warsztat Mind/Body/Soul. Połączenie pracy na trzech poziomach - umysłu, ciała i ducha. Taka forma sprawdziła się świetnie i postanowiłem zrobić rozszerzoną wersję takiego warsztatu. Mind/Body/Soul w Tajlandii.

Duża, przestronna sala na górze domu była idealną przestrzenią na poranną jogę, taniec spontaniczny, medytacje oraz na sesje TRE (Trauma Releasing Exercises), które będą gwoździem programu. To cudowna praca z ciałem, podczas której nasze ciało uwalnia się od traum, napięć i stresów, które nagromadziły się w nas przez lata.

Wszystko to będzie połączone z głębokim procesem autoterapii metodą IFS (Internal Family Systems), w ramach której codziennie będziemy spotykać się z różnymi częściami naszej osobowości, uwalniając je od emocjonalnych ciężarów nabytych w dzieciństwie.

Miesiąc temu mieliśmy przyjemność pojawić się na Koh Phangan już po raz trzeci. Wiedząc, że to tutaj odbędzie się nasz tajski warsztat - postanowiliśmy jeszcze raz odwiedzić tę wyspę i zająć się wszystkimi organizacyjnymi sprawami. Sprawdziliśmy na własnej skórze wszystkie aktywności, nawiązaliśmy kontakt z odpowiednimi ludźmi, wybraliśmy restauracje, do których zabierzemy naszą grupę. Wszystko gotowe!

Czuję wielką ekscytację myśląc o tym warsztacie, ponieważ tworzenie tak głębokich i ważnych procesów, w egzotycznych miejscach, ze wspaniałymi ludźmi, było moim wielkim marzeniem. Teraz to marzenie spełnia się już po raz kolejny. Oprócz na Bali, będziemy mogli zaglądać co najmniej raz do roku na piękne, tajskie wyspy.

Jeśli myślałeś kiedyś (lub myślisz teraz), aby wybrać się ze mną na taką podróż - do dalekich krain, ale też w głąb siebie - zapraszam na warsztat Mind/Body/Soul w Tajlandii. Mogę Ci zagwarantować, że jest to niezapomniane przeżycie. Takie, które może Cię zmienić, na różne sposoby. Przybliżyć Cię do siebie, odkryć się na nowo, poznać siebie lepiej.

A jeśli kiedyś wybierzesz się do Tajlandii, tak po prostu, odpocząć - zajrzyj na Koh Phangan. Energia, która tam panuje, natura, którą zobaczysz i kultura, której doświadczysz - na pewno pozostaną w Twojej pamięci na długo.

Napisz komentarz

  • Ciekawe jest to, że na całym świecie jest tyle wspaniałych miejsc gdzie można wypocząć, znaleźć swój cel w życiu, czy po prostu otrzymać naprawdę wielke ilości inspiracji :) Sądzę, że zbyt często zamykamy się nie tylko na podrózowanie, ale również na nowe działania, nowe osoby itd. Słowo nowość powinno występowac w naszym słowniku tak samo jak inne wyrazy.
    Pozdrawiam mega pozytywnie