Wszyscy mamy traumę, czyli skąd się biorą nasze problemy?

Trauma ma wiele odmian i jestem zdania, że jakaś jej forma jest w każdym z nas. Dlatego spotkanie się w 4 oczy ze swoją przeszłością jest nieuniknionym etapem na drodze do rozwiązania problemów, których doświadczamy w teraźniejszości. Skąd tak naprawdę bierze się trauma i jak możemy zapobiec jej powstawaniu?

Odkąd szkolę się w obszarze psychoterapii i prowadzę sesje wyłącznie w nurcie terapii IFS, nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele tego, co się dzieje w naszym codziennym życiu, ma swoje źródło w przeszłości.

Oczywiście zawsze wiedziałem, jak ważne w rozwoju emocjonalnym dziecka jest dzieciństwo i zdaję sobie sprawę z tego, że nie odkrywam tym Ameryki. Mam jednak wrażenie, że stosunkowo mała część społeczeństwa jest świadoma, jak duża część tego, kim jesteśmy dzisiaj, jest bezpośrednim efektem dziesiątek wydarzeń i sytuacji, których doświadczyliśmy kiedyś.

Myślę też, że wielu z nas żyje w przekonaniu “trauma mnie nie dotyczy”, co w większości sytuacji jest myśleniem błędnym i zniechęcającym do spojrzenia z ciekawością w swoją przeszłość.

W moim gabinecie wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, w której ludzie nie mający historii dotkliwej czy ciężkiej traumy docierali do mogłoby się wydawać prostych i niewiele znaczących wydarzeń z dzieciństwa, które pozostawiały po sobie wyraźny ślad w psychice. Każdy taki ślad, będąc niezagojoną raną emocjonalną, wpływa na nas nawet wtedy, gdy już dawno zapomnieliśmy o trudnej sytuacji (w przypadku, gdy doświadczyliśmy traumy jako płód lub niemowlę, pomimo braku wspomnienia w formie obrazu czy zwięzłej narracji na temat tego, co się wydarzyło, nasze ciało doskonale pamięta emocje związane z danym wydarzeniem).

Gdy zacząłem tego doświadczać również podczas mojej własnej terapii, nie mogłem przejść obok tego obojętnie (przeczytaj więcej o tym, dlaczego poszedłem na psychoterapię). Ku mojemu zaskoczeniu, najróżniejsze trudności w życiu teraźniejszym - perfekcjonizm, pracoholizm, nieśmiałość - miały swoje źródło w sytuacjach, których nie nazwałbym “traumatycznymi” i o których już dawno temu zapomniałem.

  • Podczas jednej z sesji przypomniałem sobie sytuację, w której dostałem niemały ochrzan od taty, bo podpaliłem wysuszoną trawę u sąsiada, gdy bawiłem się na ogrodzie (ogień rozprzestrzenił się w kilkanaście sekund i pożar domu sąsiada był całkiem blisko).
  • Innym razem dotarłem do wspomnienia, w którym wróciłem ze szkoły z “4” po sprawdzianie z matematyki i jedyne, co usłyszałem to “dlaczego nie 5?”. Zrodziło się wtedy we mnie uczucie bycia wciąż “niewystarczająco dobrym”.
  • Dobrze pamiętam też moment, w którym sięgnąłem po wspomnienie jednego z pierwszych, wakacyjnych obozów, na którym wręcz umierałem z tęsknoty i poczucia samotności, gdy wylądowałem w pokoju z chłopakami, którzy mnie nie polubili i przy których czułem się “inny”.
  • Odkryłem też w sobie wspomnienie ze szkoły podstawowej, w którym jeden z moich “kolegów” wymyślił na mnie nieprzyjemne przezwisko, z którego głośno korzystał gdy tylko miał taką okazję.

I choć moi rodzice mieli w sobie mnóstwo miłości i uważam, że zrobili cudowną robotę w wychowywaniu mnie (za co będę wdzięczny do końca życia), nie byli w stanie uniknąć sytuacji, które pozostawiły w mojej psychice trwały ślad na lata. Czasami dlatego, że nie mieli zielonego pojęcia, że coś odbiorę w taki, a nie inny sposób, a czasami dlatego, że po prostu nie było ich cały czas przy mnie. Każde dziecko przeżywa stresujące chwile od czasu do czasu i choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli uchronić przed tym nasze pociechy, nie mamy na to wpływu.

Im bardziej zacząłem rozumieć, jak moje własne, mniej lub bardziej trudne wydarzenia z przeszłości ukształtowały moją osobowość, tym bardziej tematyka traumy zaczęła mnie fascynować. Po odbytym niedawno szkoleniu “Trauma & Neuroscience” (w którym miałem okazję uczestniczyć ucząc się terapii IFS w Wielkiej Brytanii), postanowiłem podzielić się swoimi przemyśleniami na temat traumy na blogu.

Jak powstaje trauma?

Zrozumienie tego, że traumy nie da się uniknąć, jest ważne niezależnie od tego, czy patrzymy na to z perspektywy dziecka, z perspektywy rodzica wychowującego dzieci, czy z perspektywy dorosłego, który nosi w sobie emocjonalne rany. Dotyczy to każdego z nas.

Dobra wiadomość jest taka, że gdy zrozumiemy czym jest i jak naprawdę tworzy się trauma, nie będziemy wcale mieli potrzeby takich sytuacji za wszelką cenę unikać - ponieważ to nie wydarzenie, ale to, co się po nim dzieje, ma kluczowy wpływ na powstanie emocjonalnej rany.

Większość ludzi myśli, że mechanizm jest prosty - doświadczasz czegoś trudnego, raniącego, traumatycznego w dzieciństwie, i pozostawia to po sobie swój ślad. Ślad, który towarzyszy Ci mniej lub bardziej w codziennym życiu.

Okazuje się, że nie do końca tak jest. Samo traumatyczne lub po prostu trudne doświadczenie nie jest powodem, dla którego zmagamy się z uciążliwymi emocjami w dorosłym życiu.

Tak naprawdę to sposób, w jaki radzimy sobie z tym doświadczeniem już po fakcie, ma największe znaczenie.

Wyobraźmy sobie dwa scenariusze. Adam i Artur to dwójka wymyślonych przeze mnie dzieci w wieku 12 lat, które znalazły się w identycznej sytuacji. Każdy w swojej czasoprzestrzeni, budzi się w nocy i słyszy kłótnię rodziców. Pełen strachu, idzie zobaczyć, co się dzieje. Zagląda w szparę w drzwiach od sypialni rodziców i widzi, jak tata uderza matkę i wyzywa ją okropnymi przekleństwami.

Adam

Adam, przerażony, z płaczem ucieka do swojego pokoju. Po jakimś czasie, gdy już jest to dla niej możliwe, mama do niego przychodzi, przytula go, tłumaczy mu co się stało, przyjmuje jego emocje i pozwala mu się wypłakać. Daje mu swoją opiekę i swoje ciepło, choć jej samej nie jest łatwo z tym, co się wydarzyło. Adam ma możliwość “przetrawienia” i zintegrowania trudnego doświadczenia. Po jakimś czasie uspokaja się. Ma w sobie zrozumienie i jest w stanie nadać sens swoim emocjom.

Artur

Artur, również przerażony, też z płaczem ucieka do swojego pokoju. Gdy mama do niego przychodzi, neguje całą sytuację - mówi, że nic się nie stało. Powtarza, żeby nie płakał, bo nie ma do tego powodów. Że ma się natychmiast uspokoić i nie zachowywać się jak dziecko. Każe mu w ten sposób wyprzeć wszystko to, co ono teraz czuje. Zanegować emocje, które się w nim pojawiły. Efektem tego jest zamrożenie emocji w ciele - zamknięcie ich w piwnicy podświadomości, gdzie przez następne lata będą dawały o sobie znać. Artur nie rozumie, co się wydarzyło i nie jest w stanie nadać tej sytuacji sensu.

W przypadku Adama nie ma mowy o doświadczeniu, które będzie wpływać na niego w dorosłym życiu (oczywiście może wpływać na jego przekonania, ale ta konkretna sytuacja nie stworzy głębokiego, niewyleczonego zranienia).

W przypadku Artura mamy do czynienia z traumą - i choć z perspektywy dorosłego możemy pomyśleć - są gorsze rzeczy, których może doświadczyć dziecko - dla niego, w jego świecie, takie wydarzenie jest czymś przerażającym. Jeśli nie będzie mogło zaakceptować swoich emocji, wyrazić ich, dać im odpowiedniej przestrzeni - będzie to coś, z czym zostanie na lata.

Podobnie może być w sytuacji, w której nastolatka zostanie boleśnie zostawiona przez chłopaka, z którym chodziła przez ostatnie kilka miesięcy (i który zdecydował się na wejście w bliższą relację z jej koleżanką). Łatwo sobie wyobrazić scenariusz, w którym rodzice, słysząc to, z lekkim uśmiechem na twarzy zlekceważą emocje swojej córki, podsumowując to zdaniem w stylu “Ach ta młodzieńcza miłość. Wszystko dopiero przed tobą, nie przejmuj się czymś takim.” Dla dziewczyny, dla której właśnie cały świat się zawalił, takie nie-wysłuchanie i niezrozumienie może przyczynić się do tego, że uczucie odrzucenia zostanie w niej na długie lata, głęboko zakopane w podświadomości.

Jak to możliwe, że wszystkie te emocje zamrażają się w naszym ciele na tak długo? Trauma jest energią, która w momencie trudnego przeżycia została zmobilizowana w naszym ciele, aby pomóc nam przetrwać. Jeśli nie została odpowiednio rozładowana od razu po stresującym wydarzeniu, zostanie uwięziona w naszym organizmie, szukając swojego ujścia.

Z punktu widzenia neuronauk - gdy nasza normalna reakcja na traumatyczne wydarzenie jest powstrzymana, nasz prymitywny (gadzi) mózg, również długo po tej sytuacji nie przestaje wydzielać hormonów stresu. To ogranicza aktywność naszej kory przedczołowej, utrzymując nasz myślący mózg w trybie “offline”. W takiej sytuacji jądro migdałowate i układ limbiczny (układy odpowiedzialne za emocje) rządzą naszym życiem. Trauma jest więc procesem, w ramach którego nasze ciało wciąż broni się przed zagrożeniem, które miało miejsce w dalekiej przeszłości.

Między innymi z tego powodu coraz więcej mówi się o tym, że modele psychoterapii oparte na czysto “racjonalnym” podejściu nie są wystarczająco skuteczne w leczeniu traumy (przykładem jest terapia kognitywno-behawioralna - więcej o tym, dlaczego nie jest to najlepszy wybór w przypadku traumy przeczytasz tutajtutaj). Samo uświadomienie sobie i zrozumienie trudnych doświadczeń, choć często jest pomocne, nie wystarczy, aby nasze ciało uwolniło się od uwięzionych w nim napięć.

Wychowanie bez traumy nie jest możliwe

Gdy patrzymy na traumę trochę szerzej niż tylko jako te najbardziej dotkliwe, tragiczne doświadczenia (takie jak śmierć rodziców, gwałt, trudne rozstanie), musimy przyznać się przed sobą - przyczynianie się rodziców do tworzenia się mniejszych lub większych zranień w dziecięcej psychice jest NIEUNIKNIONE. Nie da się wychować dziecka, które nie będzie trzymało w sobie jakiegoś rodzaju traumy (tak samo, jak nie da się uniknąć tego, że dziecko od czasu do czasu wróci do domu z bolesnym siniakiem na swoim ciele).

Nie zdziwiłbym się, gdyby właśnie teraz te części Ciebie, które tak bardzo nie chcą być źródłem cierpienia (tym bardziej swoich własnych dzieci) I które tak bardzo starają się być idealnymi rodzicami, protestowały teraz i krzyczały w Twojej głowie o tym, jakie to ten Michał wypisuje bzdury. To w pełni zrozumiałe. Być może myślisz, że nigdy nie zrobiłeś swojemu dziecku nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób pozostawić po sobie trwały ślad.

Jednocześnie, zachęcam Cię do otworzenia się na tą prawdę, ponieważ gdy już ją przetrawisz, da Ci ona naprawdę dużo spokoju.

Rzecz w tym, że nie jesteś w stanie przewidzieć, co pozostawi ślad w psychice Twojego dziecka. Nie masz na to wpływu, ponieważ dziecięca psychika rządzi się swoimi prawami i również wtedy, gdy to, co robisz robisz z wielkiej miłości, Twoje dziecko może to zrozumieć w zupełnie inny sposób, czując się odrzucone, niechciane, pominięte… może poczuć całą masę różnych rzeczy, o których nigdy w życiu byś nie pomyślał.

Być może chcąc, aby Twoja córka nauczyła się dbać o innych, kilkukrotnie poprosisz ją, aby podzieliła się ze swoją siostrą prezentem, który dostała z jakiejś okazji. Ona natomiast poczuła, że nie zasługuje, aby mieć cokolwiek tylko dla siebie.

Być może chcąc zmotywować swojego syna będziesz oszczędny w pochwałach, powtarzając mu, że stać go na więcej. On natomiast poczuł, że nie poradzi sobie w życiu, bo ciągle robi coś niewystarczająco dobrze.

Wystarczy, że Twoje dziecko usłyszy jakąś raniącą ocenę z Twoich ust, będzie świadkiem jakiejś kłótni, zostanie samo na 20 minut pod sklepem, zostanie krytycznie oceniona przez nauczyciela przy całej klasie - każda z tych sytuacji może pozostawić po sobie ślad, który będzie źródłem rozmaitych blokad i trudności w jego dorosłym życiu. I to nie muszą być rany widoczne na pierwszy rzut oka - najczęściej są to głęboko ukryte emocje, od których uciekamy za pomocą najróżniejszych strategii i mechanizmów obronnych.

Biorąc to wszystko pod uwagę, zapraszam Cię do zaakceptowania faktu, że choćbyś nie wiem jak bardzo się starał tego nie robić, wpływasz i będziesz wpływać na swoje dzieci również w taki, nie zawsze pożądany przez Ciebie sposób.

Empatyczny świadek

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeśli w życiu naszego dziecka pojawią się emocjonalne rany, wciąż mamy bezpośredni wpływ na to, czy i jak się one zagoją. Wszystko zależy od tego, jak potraktujemy emocje, które pojawiają się w efekcie konkretnego wydarzenia. Dopiero to zadecyduje o tym, na ile świeża rana się zagoi. Może być ona bowiem zamrożoną w ciele traumą, która będzie decydować o jego osobowości przez całe życie, lub dawno zapomnianym, nic nie znaczącym emocjonalnie wspomnieniem.

Peter Levine, autor Somatic Experiencing (metoda leczenia traumy poprzez pracę z ciałem) powiedział, że…

"Trauma to nie to, co nam się przytrafia, ale to, co trzymamy w środku, gdy brakuje nam empatycznego świadka."

Innymi słowy, trauma to cierpienie w izolacji. Dlatego jeśli chcesz, aby emocjonalna rana, której doznało Twoje dziecko, naturalnie się zagoiło, przede wszystkim - bądź przy nim i pozwól mu na czucie tego, co czuje. Bądź empatycznym świadkiem tego, co się dzieje w wewnętrznym świecie Twojego dziecka. Przyjmij z otwartymi ramionami wszystkie jego emocje i nie neguj jego doświadczenia. Pozwól mu się wypłakać, pozwól mu na złość, pozwól mu na smutek. Wszystko to jest naturalną reakcją na trudne doświadczenie i te emocje potrzebują bezpiecznej przestrzeni, w której mogą zostać swobodnie wyrażone.

Twoim zadaniem jest zadbać o taką przestrzeń dla swojego dziecka. Nie mów mu, że jego uczucia są niepotrzebne lub nie na miejscu. Powiedz, że rozumiesz, że się tak czuje i że rozumiesz, dlaczego się tak czuje. Powiedz mu, że to jest w porządku się tak czuć. Że może być tak długo smutny, jak tylko zechce. Nie próbuj tego stanu zmienić na siłę.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest łatwe. Każdy rodzic ma wbudowaną chęć uwalniania swoich dzieci od emocjonalnego bólu w trybie natychmiastowym. Jednak dokładnie tak jak z raną po oparzeniu - choć nie wygląda ona ładnie i nie z pewnością przysparza dziecku wiele bólu, nie jesteśmy w stanie przyspieszyć procesu gojenia i jedyne co możemy zrobić, to odpowiednio ją opatrzyć, zapewniając tej ranie dobre środowisko, dzięki któremu proces gojenia będzie mógł przebiegać bez przeszkód. Podobnie jest z psychiką - ona doskonale wie, jak dojść do zdrowia, potrzebuje ku temu tylko odpowiednich warunków.

Wszyscy nosimy w sobie traumę

Zostawmy kwestię rodzicielstwa, ponieważ niezależnie od tego, czy masz dzieci, czy nie, Ty również nosisz w sobie traumy.

Jeśli przeczytawszy te słowa budzi się w Tobie sprzeciw, daj sobie chwilę, zanim zanegujesz to, co chcę Ci przekazać. Nie mam na myśli tutaj bowiem dużych, ciężkich traum, które zwykle rozumiemy mówiąc słowo “trauma”. Mam na myśli wszystkie te sytuacje, które w świecie dziecka, na tamtym etapie jego życia, były dla niego na tyle trudne, że nie umiało ono sobie samodzielnie poradzić z emocjami, które były tej sytuacji konsekwencją.

W psychologii nazywamy to traumą typu II, określanej czasem mianem traumy relacyjnej. Zaliczają się do niej takie sytuacje jak nadużycia fizyczne (np. bycie uderzanym, nawet w mało dotkliwy sposób), przemoc psychiczna, czyli nadużycia emocjonalne (np. zawstydzanie, wyśmiewanie, groźby słowne, karanie), molestowanie lub nadużycia seksualne, jak również emocjonalne zaniedbanie (np. obojętność na emocje dziecka).

Dochodzą do tego traumy międzypokoleniowe. Nawet, jeśli nasze dzieciństwo było sterylnie czyste od stresujących sytuacji, większość z nas nosi w sobie traumy naszych przodków. Kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej odkryto, że wnukowie i wnuczki osób, które przetrwały Holokaust, szukają pomocy psychiatrycznej 3 razy częściej od swoich rówieśników. Odpowiedzialne są za to odziedziczone zmiany epigenetyczne, czyli zmiany ekspresji naszych genów (które zachodzą znacznie szybciej, niż powolna ewolucja zapisu DNA).

Wygląda więc na to, że Twoje problemy mogą mieć swoje źródło w czasie, w którym jeszcze nawet Cię nie było na tym świecie.

A skoro mowa o traumach międzypokoleniowych, to nie zapomnijmy również o traumach prenatalnych. Wszystko, co się przytrafiło Twojej mamie, gdy jeszcze byłeś, lub byłaś w brzuchu, miało na Ciebie bezpośredni wpływ. Gdy ja miałem 4 miesiące, mojej mamie umarł tata. Była z nim bardzo blisko i to wydarzenie było dla niej czymś absolutnie tragicznym (tym bardziej, że była to śmierć, na którą nie była ona przygotowana). Choć nie byłem jeszcze wtedy na świecie, ta trauma jest również czymś, co wpływa na moje życie i nad czym pracuję podczas mojej psychoterapii.

Pracowałem również z kobietą, która na pewnym etapie terapii dotarła do głęboko zakopanego uczucia bycia “niechcianą”. W wyobraźni przyszedł do niej obraz małego płodu i po kilku chwilach nawiązała kontakt z tym przejmującym i niezwykle trudnym uczuciem. Nagle zrozumiała, dlaczego się tak czuje. Kilka lat temu dowiedziała się od rodziców, że była “wpadką” i że jej rodzice bardzo bali się mieć dziecko i mieli dużo wątpliwości względem tej ciąży.

Niejednokrotnie w mojej pracy z klientami docieraliśmy do mogłoby się wydawać prozaicznych sytuacji z przeszłości, które pozostawiły po sobie trwały ślad. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zaraz po sesji usłyszałem słowa w stylu - “Nie spodziewałem się, że tamta sytuacja miała na mnie tak duży wpływ.” Oczywiście, że miała, i oczywiście, że się nie spodziewałeś. To zupełnie naturalne, że nie jesteśmy tego świadomi przez te wszystkie lata naszego życia.

Dzieje się tak dlatego, że gdy (tak jak w przypadku Artura) nasze emocje nie zostały przyjęte z otwartymi ramionami (lub gdy sami nie umieliśmy ich do siebie przyjąć, bo zostaliśmy nauczeni braku akceptacji dla trudnych uczuć), te emocje nie zostały wyrażone, uwolnione, uspokojone. Żyją więc w nas dalej, zamrożone w naszym ciele.

To ładunek energetyczny, który stale szuka swojego ujścia. Te części naszej osobowości, które noszą emocjonalne ciężary, pragną zostać zauważone i usłyszane. Dają więc o sobie znać na najróżniejsze sposoby. Czasami zupełnie bez powodu, w ciągu dnia, możemy poczuć się zalani smutkiem, żalem lub poczuciem winy - to wszystko emocje, które nadal w nas żyją, bo kiedyś zostały potraktowane jako coś złego - coś, co należy w sobie stłumić.

Nasza psychika nie może pozwolić na to, abyśmy każdego dnia doświadczali tych wszystkich emocji. Nie bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować. Dlatego w momencie powstania traumy do straży zostały powołane inne części naszej osobowości - takie, które nas przed nimi chronią. Ich zadaniem jest tłumienie i negowanie trudnych emocji - trzymanie ich w ryzach:

  • Czasami jest to wewnętrzny perfekcjonista, który robi wszystko, aby nie doświadczyć uczucia odrzucenia (gdy ktoś negatywnie oceni moją pracę).
  • Czasami jest to wewnętrzny pracoholik, który chce jak najwięcej osiągnąć, aby nie doświadczyć uczucia bezwartościowości (gdy odniosę porażkę).
  • Czasami jest to nieśmiała część osobowości, która stroni od wchodzenia w głębsze relacje, bo boi się ponownego zranienia, gdy otworzy swoje serce na drugiego człowieka.

Jeśli takich zranień mamy więcej, nasze mechanizmy obronne zaczynają dominować nasze życie wewnętrzne. Czasami do tego stopnia, że jesteśmy zupełnie odcięci od naszych emocji. U niektórych objawia się to jako postawa skrajnie racjonalna, u innych jako chroniczne uczucie obojętności na wszystko, co się dzieje. Wszystko zależy od tego, jakich strategii radzenia sobie z bólem emocjonalnym nauczyliśmy się w ciągu naszego życia.

Jeśli nasze mechanizmy obronne nie radzą sobie z ogromnym ładunkiem trudnych uczuć, które w sobie nosimy, wtedy do pracy zostają powołane te części nas, których celem jest przynoszenie nam ulgi i łagodzenie tego bólu. W ten sposób powstają rozmaite uzależnienia, dzięki którym choćby na chwilę jesteśmy w stanie poczuć się dobrze. Od alkoholu, przez narkotyki, hazard czy słodycze, aż po media społecznościowe i seks - wszystko to może być dla nas ucieczką przed wypływającym na powierzchnię bólem, który jest w nas nadal aktywny.

Traumy, jakich doświadczyliśmy w przeszłości w dużej mierze determinują to, jaką w życiu dorosłym mamy osobowość. Oczywiście dobra wiadomość jest taka, że uzdrawianie traum uwalnia nas od tych aspektów naszej osobowości, które stały się dla nas niewygodne i które zwykle chcemy w sobie zmienić.

Nasze emocjonalne rany z dzieciństwa są często tak dobrze zakopane, że zupełnie tracimy do nich świadomy dostęp. Zapominamy o tym, że coś takiego się w ogóle wydarzyło. Psychoterapia jest okazją do zanurkowania w siebie na tyle głęboko, aby było możliwe wyłowienie tych doświadczeń i przejście przez proces wewnętrznego uzdrawiania.

Besser Van Der Kolk (profesor psychiatrii i dyrektor medyczny “The Trauma Center” w Bostonie) w swojej (świetnej!) książce “Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy” napisał:

“Tak długo, jak utrzymujesz przed sobą sekrety i wypierasz informacje, prowadzisz ze sobą wojnę… Kluczową kwestią jest pozwolenie sobie na uświadomienie sobie tego, co już wiesz. To wymaga ogromnej odwagi.”

Daj sobie to, czego Ci zabrakło kiedyś

Każdy z nas ma rany, które nie nie spotkały się z takim przyjęciem i zaopiekowaniem, z jakim powinny się spotkać.

Co możemy zrobić, aby je uleczyć? Podczas pracy z psychoterapeutą możesz dać sobie wszystko to, czego kiedyś Ci zabrakło w trudnej sytuacji (przeczytaj więcej o tym, czym jest psychoterapia jak wybrać dla siebie odpowiednią metodę). Możesz zajrzeć do swojej przeszłości i zaopiekować się swoimi własnymi emocjami - dać im zrozumienie i współczucie, dać im swoją obecność i przyjąć je z szeroko otwartymi ramionami. To, co nie zagoiło się kiedyś, wciąż może się zagoić. Już sama relacja terapeutyczna dostarczy Ci tego, czego kiedyś mogło Ci zabraknąć. Dla wielu z nas bycie głęboko wysłuchanym i zaakceptowanym jest doświadczeniem, którego nigdy nie mieliśmy jak byliśmy mali.

Wspomniany wyżej Bessel Van Der Kolk również pisze o tym w swojej książce:

“Badania z zakresu neuronauk pokazują, że jedynym sposobem na zmianę tego, jak się czujemy jest stawanie się świadomym naszego wewnętrznego doświadczenia i uczenie się tego, jak zaprzyjaźnić się ze wszystkim, co się dzieje w środku nas.”

Pierwszym krokiem do tego, aby to w ogóle było możliwe - jest zrozumienie, że wszyscy, bez wyjątku, nosimy w sobie takie rany. Dlatego choćbyś nie wiem jak bardzo wzbraniał się przed zajrzeniem w siebie - żeby poradzić sobie z tym, co dla Ciebie trudne w teraźniejszości, w większości przypadków będziesz musiał spotkać się z tymi zapomnianymi emocjami i częściami swojej osobowości, tak aby w końcu puścić je wolno.

Jeszcze kilka lat temu byłem przekonany do tego, że abyśmy mogli wieść szczęśliwe i świadome życie, wcale nie musimy “grzebać w swojej przeszłości”. Dzisiaj wiem, że ta podróż w czasie jest nie tylko wartościowa, ale w większości przypadków wręcz konieczna, jeśli chcemy uwolnić się od ciążących nam napięć i emocji. Co więcej, taka podróż może być również okazją do dokonania nieco głębszej, wewnętrznej przemiany, nie tylko na poziomie czysto “mentalnym”, ale również na poziomie duchowym. Psychoterapia jest dla wielu okazją ponownego zdefiniowania tego, “kim jestem” oraz jakie jest moje miejsce na tym świecie i jaki ma to wszystko dla mnie sens.

To zrozumienie w dość znaczący sposób wpłynęło na to, jak postrzegam swoją misję w tym świecie. Do tej pory skupiałem się na tym, że aby “uzdrowić” nasze zagubione społeczeństwo, musimy dokonać rewolucji w tym, jak rozumiemy i budujemy edukację. Zmiana edukacji nadal jest jednym z moich priorytetów, ale teraz wiem, że to za mało. Potrzebujemy również rewolucji w psychoterapii. Potrzebujemy poradzić sobie z mitami na temat terapii, uświadomić społeczeństwo o wadze i ważności tej metody radzenia sobie z naszymi trudnościami oraz promować i tworzyć nowe metody pomocy terapeutycznej.

W następnych artykułach na temat traumy napiszę więc więcej o tym, jak wpływa ona na naszą psychikę i nasze ciało, napiszę też o kryzysie opieki zdrowia psychicznego na świecie oraz o kilku innowacyjnych, wciąż mało powszechnych formach i metodach leczenia traumy.

Na koniec chciałbym podzielić się z Tobą optymistyczną wizją wspomnianego już wcześniej Peter’a Levine:

“Doszedłem do wniosku, że istoty ludzkie rodzą się z wrodzoną zdolnością do zwyciężenia traumy. Wierzę, że trauma jest nie tylko uleczalna, ale również że proces leczenia może być katalizatorem dla głębokiego przebudzenia - portalem otwierającym nas na emocjonalną i prawdziwie duchową transformację. Nie mam wątpliwości, że jako jednostki, rodziny, społeczności i nawet narody, mamy zdolność nauczenia się jak uzdrawiać i zapobiegać większości zniszczeniom, które czyni trauma. Robiąc to, możemy znacząco zwiększyć naszą zdolność do osiągania zarówno indywidualnych, jak i kolektywnych marzeń.”

Napisz w komentarzach, jakie odczucia są w Tobie po przeczytaniu tego artykułu i czy odnajdujesz w sobie wydarzenia z przeszłości, którym warto byłoby się przyjrzeć bliżej.

Napisz komentarz

  • Ewa Luka

    Dziekuje za ten piekny i jakze prawdziwy tekst! Po raz kolejny czytajac Panskie slowa, czuje jakby wypowiadal Pan moje mysli. Odczuwalam to somo czytajac Insight i z tego wlasnie miejsca chcialabym podziekowac za to!
    Bardzo dobra ksiazka godna polecenia dotyczaca traum jest 'Nie zaczelo sie od Ciebie' Marka Wolynn. Pozdrawiam cieplo! Ewa

    • Dziękuję Ewa za komentarz i cieszę się, że dużo czerpiesz z mojej książki. Dziękuję za rekomendację - słyszałem o tym tytule i chętnie zapoznam się z nim bliżej.

  • Dariusz

    Dziękuję Michał za piękny spójny tekst, osobiście nigdy nie rozważałem nad pojęciem " traumy" - raczej rozumiałem to stereotypowo. Po przeczytaniu czuje że delikatny wiatr zmian odświeżył i poszerzył moje pojmowanie tego zjawiska. Cieszę się że trafiłem na ten artykuł daje wiele do myślenia i buduje ciekawość, sprawia że z pozoru nieistotne wydarzenia mogą okazać się znaczącymi dla mojej teraźniejszości a wiedząc to mogę być bardziej wyrozumiały dla siebie i innych. Podoba mi sie również idea aby akceptować każdą emocje i starać się ją zrozumieć :)

    • Dariusz, bardzo się cieszę, że ten artykuł poszerzył Twoje pojmowanie tego, czym jest trauma.

  • Miałam przeczucie, że pewne drobne wydarzenia z przeszłości, oddziałują na mnie obecnie. Teraz składa się to na spójną całość. Szczególnie uderzył mnie fragment o pozornie nic nie znaczących momentach. Czasem to one pozostają na długo w pamięci, choć ta druga strona nie miała nic złego na myśli.

    • Dokładnie tak! Takie wydarzenia wpływają na każdego z nas, bez wyjątku.

  • Marta

    W miarę jak szłam przez swoje studia (psychologia) rosło we mnie przerażenie jak bardzo łatwo jest "zepsuć" dziecko, niemal na każdym etapie jego życia. Wraz z tym poczuciem rosła we mnie co raz większa złość i rozczarowanie względem moich rodziców - a jeszcze przed studiami nie miałam z nimi najlepszych stosunków. Rodzice nie byli dla mnie autorytetem, nie byli wiarygodnym źródłem wsparcia, niestety wciąż nie są. Narastająca we mnie świadomość, że to przez nich przeżywam swoje trudności i patrzenie jak moje młodsze rodzeństwo odbiera te same "nauki" co ja... Czuję duży wewnętrzny bunt, nie potrafię oddać im tej wdzięczności za to, że mnie wychowali, o czym Ty Michale, napisałeś na początku artykułu. Rozumiem, że moi rodzice "są tylko ludźmi" i zapewne borykali się, wtedy wychowując mnie, z równie silnymi emocjami i trudnościami w życiu. Rozumiem, to co napisałeś, że często nie mamy świadomości jak nasze działania wpływają na nasze dzieci, nie są to dla mnie kwestie nowe. Jednak wciąż, odwołując się do kolejnej części Twojego artykułu - zrozumieć to jedno, a wyzbyć się emocji z tym związanych to drugie. Ciągle mam w sobie "Rozumiem, ale..." . Jestem osobą, która bardzo intensywnie przeżywa emocje i często mimo racjonalnego pojmowania sytuacji, na pewnym etapie emocje i tak biorą górę.
    Dziękuję Ci Michale za ten artykuł, jest w nim dużo treści, które mają potencjał uwrażliwiać nas na drugiego człowieka i dawać nam zrozumienie, które mimo tego, że czasem jest niedostateczne dla nas, aby przejść bez szwanku przez pewne sytuacje, to wciąż jest bardzo ważne.

    • Marta, bardzo trafnie ujęłaś problem, który jest dużym wyzwaniem w leczeniu traumy. Samo zrozumienie nie wystarczy, aby traumę uleczyć, dlatego tak wiele podejść terapeutycznych opartych na świadomości i logicznym zrozumieniu własnych doświadczeń jest nieskuteczne w radzeniu sobie z traumą.

      Dziękuję za komentarz!

  • Sabina Rogozinska

    Mój wówczas przyszły mąż powiedział mi kiedyś, że wszystko mu się we mnie podoba tylko nie moja twarz. Mimo to wyszłam za niego i po 6 latach małżeństwo się rozpadło. Ta trauma jednak siedzi we mnie aż do teraz. Napewno znalazło by się parę innych sytuacji, które są traumatyczne ale to było najgorsze. Nie potrafię w 100% zaakceptować swojej twarzy.

    • Anna K

      A dlaczego ktoś ma akceptować Twoją twarz, a nie Ty? Przecież to Twoja twarz. A dla mnie najbardziej liczy się wyraz twarzy, to, co z niej promienieje. Piękne twarze bywają puste. No i w dobie YT i cudów kosmetycznych każda twarz może być zadbana, zaopiekowana, ukochana i oczywiście zaakceptowana:)))

  • Magdalena Paździor

    Świetny artykuł! Świadomość, że trauma jest w każdym z nas podnosi na duchu ;-)

  • Agnesya

    Życie przynosi nam wiele stresów a co za tym idzie, człowiek ma naturalną skłonność do tworzenia się traum, tego jak Pan zauważył nie zmienimy. Zastanawiające jest, że są osoby które jakoś łatwiej radzą sobie z "rozpuszczaniem tych traum" i osoby które mają swoistą nadwrażliwość emocjonalną i wiele sytuacji postrzega jako te traumatyzujące. Nie wiem może to zależy od odporności psychicznej, umiejętności radzenia sobie ze stresem. Ekstrawertycy mają chyba tutaj lepiej :-)Sama jestem intro- więc mi jest zawsze trudnej.

    • Anna K

      Nadwrażliwcy i intro- to super bystrzaki emocjonalne:) Wystarczy TYLKO!!! nauczyć się obchodzić z tym bogactwem. To podkreślenie oznacza, że jest to dla mnie trudna sztuka, ale jakże cenna:))

    • Często wynika to z traum, których doświadczyliśmy wcześniej. Tzn. jeśli w dzieciństwie doświadczaliśmy wielokrotnie trudnych sytuacji, nawet jeśli nie były to bardzo traumatyczne doświadczenia, dużo trudniej będzie nam sobie poradzić z dużą traumą, niż komuś, kto wcześniej nie doświadczał serii takich trudnych doświadczeń. Traumy w pewnym sensie się kumulują i wcześniejsze doświadczenia mają wpływ na to, jak sobie radzimy z kolejnymi.

  • Magdalena Uroda

    Jak zwykle, czytając Twój tekst Michale, jestem pod wrażeniem, jak całościowo potrafisz spojrzeć na psychikę człowieka. Podążamy podobnym nurtem myślowym i tym samym uświadczam się w przekonaniu, że myśli, które "kursują" w mojej głowie są bardzo podobne. Oby tak dalej!

    • Dziękuję Magdalena! Cieszę się, że nadajemy na tych samych falach :-)

  • Magda Mejer

    Dziękuję za ten artykuł. Dla mnie najważniejsze spostrzeżenie, że trudno jest wystrzec się błędów w postępowaniu wobec dzieci tak aby ich nie ranić. A więc nawet jeśli b się staram, ponieważ nie jestem moim dzieckiem, to nie mogę przewidzieć i nie wiem, jak ono przetworzy mój komunikat bądź moje zachowanie. Chciałabym natomiast od dziś pamiętać o tym żeby pomagać moim synom przejść przez te trudne przeżycia i emocje tak jak opisałeś to w artykule. Jest to dla mnie niezwykle wartościowa informacja i pomoc oraz ulga.

    • Magda, cieszę się, że artykuł Ci pomógł w zrozumieniu, że nie unikniemy błędów w wychowywaniu dzieci, oraz że pomagając przejść dzieciom przez trudne przeżycia możemy wspierać ich w odpowiednim przetwarzaniu trudnych emocji.

  • Katarzyna Pyrz

    Bardzo, ale to bardzo zwracam uwagę na to, żeby bardzo wrażliwy starszy Synek nie trzymał w sobie emocji. Płaczemy ze złości, ze smutku czy nawet z radości ;) Wiem, jakie to jest ważne, ponieważ sama całe dzieciństwo musiałam trzymać w sobie masę smutku i innych emocji - nie pozwalało mi płakać, nie przyjmowano w ogóle moich uczuć i kazano nie zawracać głowy. Czułam się nieważna i niewidzialna - i to przeszło na dorosłe życie. Wiem, że terapia potrafi bardzo dużo pomóc.

    • Brawo Katarzyna! Jesteś przykładem świadomego rodzica, Twój syn ma szczęście :)

  • Sylwia Zwierzynska

    Jakie uczucia wywołało we mnie przeczytanie tego wpisu? Smutek, po prostu smutek. Liczyłam na to, że wiesz co to jest trauma ale zawiodłam się mocno. Nazywasz traumą różne urazy z przeszłości. W takim razie jak nazwiesz to gdy ktoś w wyniku prawdziwej traumy nie jest w stanie normalnie funkcjonować (koszmary senne, fobie, napady paniki, depresja), nie jest w stanie normalnie pracować, spać, tworzyć relacji a jego życie skupia się na tym, żeby jakoś przetrwać kolejny dzień. To ma się nijak do tego o czym piszesz. Jak czytałam książkę Bessela Kolka "Strach ucieleśniony..." to cały czas miałam wrażenie że ten człowiek nawet jeśli osobiście nie przeżył traumy, to nie przypisuje sobie, że wie jak to jest. Gdybyś zamiast słowa trauma używał słowa uraz to byłoby ok. Książka Kolka podnosi mnie na duchu, Twój artykuł dołuje.

    • Sylwia,

      dziękuję za komentarz. Wielu psychoterapeutów to, co Ty nazywasz "urazem", nazywa traumą przez małe "t". Być może nie wybrzmiało to wystarczająco w moim artykule, ale to właśnie na tego typu doświadczeniach skupiam się w tym tekście.

      Do traum przez małe "t" należą między innymi takie doświadczenia, jak rozwód, problemy finansowe, konflikt z rodziną, zdrada. Choć same w sobie nie zawsze powodują symptomy charakterystyczne dla traumy, gdy powtarzają się więcej niż raz, mogą pozostawić po sobie ślad na długie lata i mieć efekt taki sam, jak "większa" trauma (trauma przez duże "T").

      Pytasz: "W takim razie jak nazwiesz to gdy ktoś w wyniku prawdziwej traumy nie jest w stanie normalnie funkcjonować (koszmary senne, fobie, napady paniki, depresja), nie jest w stanie normalnie pracować, spać, tworzyć relacji a jego życie skupia się na tym, żeby jakoś przetrwać kolejny dzień."

      W psychoterapii nazywa się to ciężką lub silną traumą ("severe trauma"). W moim artykule chciałem zachęcić czytelnika do szerszego spojrzenia na zjawisko traumy, tak aby nie kojarzył jej tylko z ciężką traumą (co obecnie jest dość powszechne w naszym społeczeństwie), ale żeby zrozumiał, że pozornie mało znaczące wydarzenia mogą również przyczynić się do wielu trudności doświadczanych w dorosłym życiu.

      Dodałem akapit podkreślający, że w tekście skupiam się na traumie przez małe "t" i nie wgłębiam się w mechanizmy związane z ciężką traumą.

    • Sylwia Zwierzynska

      Na małe t i duże T dzielą traumę tylko ci, którzy nie rozumieją czym jest to duże T. To właśnie dlatego ludzie z Traumą czują się tak bardzo nie rozumiani.

    • Sylwia, zdaję sobie sprawę z tego, że osoby, które doznały ciężkiej traumy nie są w stanie często funkcjonować w życiu codziennym, nie mogą zaznać nawet odrobiny poczucia bezpieczeństwa, mają poczucie jakby zagrożenie było cały czas obecne tu i teraz, a ich pamięć traumatycznego wydarzenia jest podzielona na tak wiele kawałków, że ogarnięcie tego w spójny sposób jest niemożliwe. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje się z tym wiążą (i że często są to ekstremalne symptomy, w tym choroby psychiczne) i że terapia w przypadku takich osób wygląda zupełnie inaczej.

      Jak rozumiem, Tobie chodzi o nomenklaturę i o to, że nazywanie „lżejszych” doświadczeń traumą może sprawić, że osoby o ciężkiej traumie nie będą wystarczająco zrozumiane?

      Napisz proszę więcej o swoim punkcie widzenia, jestem otwarty i ciekawy tego, co chcesz przekazać.

    • Sylwia Zwierzynska

      "Jak rozumiem, Tobie chodzi o nomenklaturę i o to, że nazywanie
      „lżejszych” doświadczeń traumą może sprawić, że osoby o ciężkiej traumie
      nie będą wystarczająco zrozumiane?"Dobrze rozumiesz. Wiem, że wygląda to na czepianie się słów ale nim nie jest. Po prostu takie nazewnictwo pogłębia przepaść między ludźmi którzy tej traumy doświadczyli a tymi którzy nie. A ta przepaść jest i bez tego jest duża. Pewnych rzeczy nie da się wytłumaczyć podam więc trochę analogiczny przykład, może bardziej zrozumiały dla ogółu. Ktoś dostał Oskara za rolę w filmie, najwyższe wyróżnienie jakie może być w tej branży. Wraca do domu i słyszy - "a cóżeś za tandetne badziewie przytachał do domu. Chyba nie masz zamiaru tego postawić na półce?." Totalny brak zrozumienia czym Oskar jest. Jak się w takiej sytuacji może poczuć osoba w która dostała tego Oskara? Bo tak jak za Oskarem stoi prestiż, często lata pracy i wyrzeczeń tak za słowem Trauma stoi coś więcej niż tylko zespół dolegliwości. Wg mnie słowo Trauma jest jedyną częścią wspólną obu stronom, którą obie te strony rozumieją. Poza tym jednym słowem nie ma wspólnej płaszczyzny porozumienia między stronami. Zabierając to słowo nie pozostaje już nic wspólnego między terapeutą a kimś kto doznał traumy.

  • mała drzemka

    Michale, czytając artykuł uświadomiłam sobie skąd wziął się mój sposób na uciekanie od trudnych spraw - czyli spanie, w dzieciństwie jak miała być jakaś trudna rozmowa z mamą lub tatą to zawsze mnie ratowało spanie lub udawanie, że śpię (wydaje się że spanie to u nas świętość, bo śpiącemu nie można przeszkadzać - tak jest do dziś u rodziców). I dziś kiedy mam problem to zaraz chce mi się spać. Odkryłam już że to sztuczka mojego mózgu i starałam się z nią walczyć. Ale teraz przyszedł do mnie obraz z dzieciństwa, właśnie o udawaniu spania. wielkie wow i łzy w oczach - to u mnie oznaka, ze trafiłam w sedno sprawy. Dziękuję Ci za to bardzo.

    Ciekawa jestem też jak sobie poradziłeś z uczuciem "bycia niewystarczająco dobrym", w mojej głowie jak mantra słyszę głos ojca: "A czemu nie szóstka?" Może coś co pomogło Tobie, pomoże mi pokonać ten głos w głowie.

    Piszesz, ze traumy mogą też się brać z z pozoru drobnych wydarzeń, które miały miejsce bardzo dawno temu. Jeśli sięgam pamięcią to moje najwcześniejsze wspomnienia nie są miłe. Te które pierwsze przychodzą mi na myśl to np. wyśmiewanie, kłótnie rodziców, klapsy, mam na myśli pojedyncze sytuacje a nie codzienność, ale jednak - to one przychodzą mi do glowy jako pierwsze i są też takie "niejednoznaczne", czyli np idę z rodzicami na spacer, ale w głębi odbieram to wspomnienie jako negatywne. Zajęło mi bardzo duzo czasu, aż znalazłam jednoznacznie miłe wspmnienie z dzieciństwa. Czyli potencjalnie, każde z tych niejednoznacznych wspomnień mogło wywołać traumę? I nad każdym należałoby się pochylić?

    • Dziękuję za komentarz! Jak najbardziej, ucieczka w sen lub udawanie, że śpisz, często jest mechanizmem obronnym, który pozwala nam uciec od nieprzyjemnych sytuacji.

      Pytasz o to, czy każde z takich niejednoznacznych wspomnień mogło wywołać u Ciebie traumę. Zwykle pojedyncze doświadczenie tego typu, jeśli nie było bardzo dotkliwe, nie będzie źródłem traumy, jednak jeśli będzie się ono powtarzało przez jakiś okres, jak najbardziej może w przyszłości być to powodem symptomów charakterystycznych dla traumy (np. jeśli dostawałaś klapsy od rodziców przez kilka miesięcy lub lat, regularnie).

      Pytasz też o to, co pomogło mi poradzić sobie z uczuciem bycia niewystarczająco dobrym. Pomogła mi psychoterapia w nurcie Internal Family Systems.

  • Anna K

    Noooo ! Michał ! Jak zwykle super. Też piękne zdjęcia. Dla mnie najważniejsze przesłanie to fakt, że nasza psychika może się uleczyć, gdy dostanie od nas przestrzeń na te traumatyczne emocje i akceptację oraz zrozumienie. Dzięki:)))

  • Sabina

    Pierwszy raz tu jestem, koleżanka podrzuciła mi link i przeczytałam tekst na jednym wdechu... całe moje życie. Po 3 latach odstawiłam sama antydepresanty tydzien temu wbrew zakazom. Po co się truć bez żadnej poprawy? Kilku psychoterapeutów się przewinęło, ale nikt do mnie nie dotarł- Raczej nikomu na to nie pozwoliłam. Ale w Twoim tekście wyczuwam osobiste zrozumienie- ciężko to opisac. Tylko gdzie jeszcze znalezc tak dobrego psychologa... Wielu z nas naprawdę pragnie tej pomocy i jej szuka, ale wciąż jest Was za mało. Pozdrawiam serdecznie
    Sabina

    • Sabina, temat antydepresantów jest złożony i trudno jest wyrazić opinię nie rozważając przypadku konkretnej osoby. Czasami leki są potrzebne, przynajmniej przez jakiś czas, aby zmniejszyć symptomy i aby praca psychoterapeutyczna była możliwa. Oczywiście często leki są nadużywane i przypisywane również wtedy, gdy nie jest to konieczne.

  • To prawda. To często praca na lata, ale warto ją zacząć jak najwcześniej!

  • Monia

    Aboslutnie fanstastyczny artykuł pełny wartości i merytoryki! Uwielbiam Pana czytać - wspomnę, że jako jednego z nielicznych na moim e-mailu.

    Zawsze wiem, że jak Pan Paterski pisze to warto wejść... :)
    Gorąco pozdrawiam, mam Pana książkę! Chętnie poznam Pana osobiście. Pozdrawiam z Częstochowy :)

  • Angelus

    Ja jestem po poważnych traumach, ale ten artykuł pomógł mi zrozumieć jak ważne jest żeby być blisko siebie "dziś". Żeby nie negować, żeby pozwolić sobie czuć - czego w ostatnich latach się uczę.
    I jeszcze jedną ciekawą rzecz zauważyłam - że potrzebuję, żeby wracając do sytuacji traumatycznych pobyć ze swoją wewnętrzną Alą - z Dzieckiem, które jest pokrzywdzone i pozwolić Jej czuć - wbrew temu, czego była uczona. Bardzo dziękuję!

  • Ciężko się pozbyć traumy, dobrze że coraz więcej mówi się o takich sprawach i potrzeba pomocy i akceptacji przestaje być tematem tabu. Świetny blog!

    Pozdrawiam

  • Iwona

    Za bardzo przejmujemy się życiem... Bawmy się doświadczeniami ! Tylko dlaczego to takie trudne...?

  • Ania Zielinska

    Bardzo cenny artykul, dziekuje z serca! Podczas praktykowania Yogi i medytacji wracaja do mnie zamrozone wspomnienia z dziecinstwa. Siadam wtedy w ciszy, zadaje sobie pytania i ukochuje siebie w bolu. Pozwala mi to na uwolnienie traumy zamrozonej w ciele. Czuje sie wtedy lzejsza i jakby wolna emocjonalnie. Kiedys bardzo uciekalam przed tym bolem, rozczarowaniem, samotnoscia...teraz nauczylam sie siadac z tymi emocjami i obdarzam sie miloscia i zrozumieniem, ktorych nie doswiadczylam w dziecinstwiei mlodosci. Im bardziej zaglebiam sie w uczucia i pozwalam im wyplynac na powierzchnie, tym wolniejszym czlowiekiem sie staje, akceptuje siebie i swoje zachowania, obdarzam siebie zrozumieniem i pozwalam sobie byc soba. Dziekuje Michale za tak cenny artykul! Podsune go mojej mamie, moze i jej pomoze lepiej radzic sobie z emocjami :)

  • maya

    A ja mam takie pytanie troche z innej beczki, które gnębi mnie od lat. Jak myslisz, co może być przyczyną gadulstwa? Jak sobie z tym poradzić? Nigdzie nie znalazłam niczego na ten temat ani nie dowiedziałam sie tego na terapii. No okej, moze tylko tyle, ze w dzieciństwie mnie nikt nie słuchał, ale teraz mam osoby, które mnie słuchają, a gadulstwo nie ustępuje, chociaz na rozne sposoby probuje sobie z nim poradzić, narzucając sobie pewne zasady, ze np nie muszę komentować jakiejs sytuacji, nie muszę odpowiadać wiecej ponad to o co mnie zapytano albo ze w ogóle nie muszę sie odzywac, gdy mnie sie nie pyta. Probuje wprowadzić zasadę "nie muszę", nie muszę sie odzywac, nie muszę zwracać na siebie uwagi, kiedy to nie jest potrzebne, nie muszę zapełniać ciszy, ktora zapada, gdy rozmawiam z druga osoba (chociaz przyznam ze okropnie boje sie tej ciszy) zeby wyrobić sobie taki nawyk, że po prostu nie muszę. Rozne sa efekty, bo kiedy zaskoczy mnie spotkanie z kimś, jakaś niespodziewana rozmowa, to jakoś od razu przełączam sie na jakis automat i działam kompletnie intuicyjnie czyli z panika :) i uruchamia sie gadulstwo nad którym tracę kontrole. A bardzo chciałabym zniwelować, z dwóch powodów - chce nauczyć sie słuchać, by rownież wnosić cos do relacji, które sa dla mnie ważne oraz dlatego ze czuje zawsze poczucie winy, bo mam wrażenie ze jestem taka "ekspansywna" a bardzo chciałabym, zeby ludzie w moim towarzystwie czuli sie komfortowo, a nie zeby byli przeze mnie zdominowani. Na obecna chwile probuje im to wynagrodzić troche inaczej - nie umiem skupić sie na problemach moich przyjaciół, ale czesto o nich pamietam, nawiązuje do nich, pytam jak sobis z tym radzą, zapamiętuje co lubią, by wiedziec jak sprawić im przyjemność, jak ich zaskoczyć i dac do zrozumienia, że nie sa dla mnie czymś w rodzaju echa... wiele osób ignoruje moje zapytania o gadulstwo mówiąc, ze taka cecha charakteru i nic nie poradzisz...