120 dni bez mediów społecznościowych

W sierpniu 2019 roku zdecydowałem się zawiesić swój osobisty profil na Facebooku. Zrezygnowałem też z zaglądania na inne portale społecznościowe. Od tego momentu minęło już ponad 120 dni i poczułem, że to dobry czas, aby opisać swoje doświadczenia z życia bez mediów społecznościowych.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nigdy nie byłem bardzo aktywnym użytkownikiem takich portali. Poza dwutygodniowym okresem używania Instagrama i sporadycznymi wizytami na Linkedinie, nie spędzałem czasu na innych portalach niż Facebook.

Na Facebooku, jeśli nie liczyć działalności zawodowej, byłem niemal wyłącznie konsumentem treści tworzonych przez moich znajomych i ciekawe strony, które polubiłem. Pomimo mojej niskiej aktywności jako osoba dzieląca się treściami na prywatnym profilu, ilość czasu przeznaczana na czytanie, oglądanie i komentowanie bywała całkiem spora.

Dlaczego zdecydowałem się zrezygnować z mediów społecznościowych?

Zacznijmy od tego, skąd w ogóle taka decyzja. Co sprawiło, że zdecydowałem się na usunięcie mojego konta na Facebooku? Skłoniły mnie do tego cztery rzeczy:

1. Kilka miesięcy temu zauważyłem, że zacząłem wchodzić na Facebooka w każdym wolnym momencie. W poczekalni u lekarza, w korku, przed snem. Każdy moment, w którym nie byłem czymś zajęty, automatycznie stawał się dla mnie chwilą z telefonem. Gdy zacząłem obserwować co się dzieje we mnie zanim kliknę w ikonkę „F”, zauważyłem, że nie mając nic do zrobienia, czuję pewien dyskomfort. Ta emocjonalna niewygoda była dla mnie bodźcem do tego, aby jak najszybciej czymś się zająć. Aby uciec od bezczynności. Facebook był idealnym sposobem na odwrócenie uwagi od tego uczucia. Zdałem sobie sprawę z tego, że jestem… uzależniony. Robię coś, czego wcale nie chcę robić, tylko po to, aby poczuć się trochę lepiej.

2. W pewnym momencie zacząłem zastanawiać się, czy mój czas spędzony na Facebooku wnosi jakąś wartość do mojego życia. Czy ten nawyk faktycznie zaspokaja jakieś moje potrzeby? Sprawia, że czuję się lepiej? Moja pierwsza odpowiedź brzmiała „nie”, natomiast doszedłem do wniosku, że dopóki nie doświadczę życia bez mediów społecznościowych, nie mogę być tego taki pewien. Być może będzie mi brakować czasu spędzonego na czytaniu wpisów moich przyjaciół i znajomych? Być może będę tęsknił za mentalnym pobudzeniem napędzanym ciekawostkami z moich ulubionych stron o psychologii?

3. Ciągle brakowało mi czasu na rzeczy, które są dla mnie naprawdę ważne. Zbyt często musiałem rezygnować z przeczytania choćby kilku stron książki, wyjścia na krótki spacer, rozmowy z kimś, z kim dawno nie rozmawiałem. 2 minuty tu, 3 minuty tam, 5 minut jeszcze gdzieś indziej w ciągu dnia spędzone na Facebooku - w sumie każdego dnia zabierały mi wystarczającą ilość czasu, aby nie starczyło mi go na inne, ważniejsze dla mnie aktywności.

4. Wpływ na moją decyzję miały również afery związane z Facebookiem (np. Cambridge Analytica) oraz moja potrzeba ochrony moich danych osobowych i prywatności. Twórcy Facebooka zarabiają na reklamach, a żeby zarobić jak najwięcej, muszą oni zrobić wszystko co w ich mocy, abyś na te reklamy klikał. Chętniej klikamy na reklamy, które pasują do naszych potrzeb, aby więc portal mógł dopasować takie reklamy do nas, musi zgromadzić na nasz temat jak największą ilość informacji (łącznie z tym, co lubimy zjeść na niedzielny obiad na mieście). Facebook musi też sprawić, abyś spędził na tej stronie jak najwięcej czasu - stąd portal projektowany jest w taki sposób, aby obecność na nim była jak najbardziej uzależniająca.

W tym artykule skupiam się głównie na moim osobistym doświadczeniu uwalniania się od Facebooka - na tym, jakie to dla mnie było z psychologicznego punktu widzenia. Nie wchodzę w szczegóły praktyk związanych z gromadzeniem danych czy zarządzaniem prywatnością użytkowników przez społecznościowego giganta. Dla części z Was ta problematyka może być równie ważna lub nawet ważniejsza, dlatego jeśli chcesz poczytać o tym więcej, zachęcam do lektury tych artykułów: Yes, You Should Delete Facebook. Here’s Why oraz What You Don’t Know About How Facebook Uses Your Data (oba w języku angielskim).

Jak to zrobiłem?

Jako, że na innych portalach i tak nie byłem w żaden sposób aktywny, moje pożegnanie z mediami społecznościowymi polegało na zawieszeniu osobistego profilu na Facebooku. Myślałem o tym przez kilka miesięcy ciągle zwlekając z tą decyzją. Na pewnym etapie stało się już dla mnie oczywiste, że jak tak dalej pójdzie, to nigdy tego nie zrobię. Dlatego w końcu stwierdziłem, że zrobię eksperyment i na jakiś czas zawieszę swoje konto.

Facebook daje taką możliwość dla osób niezdecydowanych - jeśli nie jesteś pewien, czy chcesz całkowicie usunąć swoje konto, możesz je zawiesić. Cóż za wspaniałomyślność - zawsze jest szansa, abyś wrócił do swojego uzależnienia. Po zawieszeniu konta wszystkie Twoje komentarze znikają, cały Twój profil zostaje ukryty przed resztą świata - natomiast gdybyś chciał lub chciała zmienić zdanie, jest jeszcze szansa na reanimację Twojego wirtualnego awatara.

Muszę tutaj zaznaczyć, że nie posiadając już profilu osobistego, nadal korzystam z Facebooka w swojej pracy - w celach czysto zawodowych. Zminimalizowałem tu moją aktywność do minimum - zaglądam na swój profesjonalny fanpage średnio raz na 3 dni, na ok. 5 minut. Robię tam 3 rzeczy - wrzucam wpisy, czytam i odpowiadam na komentarze, oraz czytam i odpowiadam na wiadomości prywatne od czytelników. Czasami też zaglądam na jedną ze stworzonych przeze mnie grup na temat terapii IFS.

Nie mając profilu osobistego, nie mam żadnej tablicy, którą mógłbym przewijać. Nie mam też żadnych znajomych (jakie było to miłe zaskoczenie, gdy się okazało, że po usunięciu profilu wciąż miałem ich w świecie rzeczywistym…). Nie mam żadnych polubionych stron. Nie ma więc okazji do konsumpcji treści - moja aktywność ogranicza się do interakcji z Wami, z czego bym za żadne światy nie zrezygnował. Tak się składa, że bardzo wielu z Was korzysta z Facebooka i dla wielu jest to łatwiejsze i wygodniejsze miejsce do pozostawiania swoich komentarzy. Zależy mi na tym, aby dzielić się tym, co dla mnie ważne, i czytać o tym, co jest dla Was ważne.

Tak na marginesie - nie jest to może najlepszy krok z punktu widzenia marketingowego. Moja ograniczona aktywność sprawia, że zasięgi moich wpisów mniejsze, a co za tym idzie - moje słowa docierają do mniejszej liczby osób. Ubolewam nad tym. Jednocześnie pocieszam się, że algorytm Facebooka i tak pozwoli moim treściom dotrzeć do osób, które są nią najbardziej zainteresowane, a co za tym idzie wchodzą w największą interakcję z moimi wpisami.

Poza tym, gdy tylko myślę o ewentualnym zwiększeniu mojej aktywności, to mając doświadczenie niemal pełnej wolności od tego portalu, wcale nie mam na to ochoty. Czuję, że to, co moje życie zyskało dzięki tej zmianie jest zbyt cenne, aby teraz to sobie odbierać. Co więc dokładnie zyskałem?

Efekty

Efekty tego eksperymentu są dość wyraźne i namacalne. Te korzystne przeważają, choć są też pewne minusy mojej decyzji.

  • Przede wszystkim mam nieodparte wrażenie, że w mojej głowie panuje teraz większy porządek. Nie czuję się przytłoczony mnogością bodźców i informacji stale wymagających mojej uwagi. Większość spraw i tematów, które wymaga mojej uwagi, otrzymuje ją. W przerwach między jednym zadaniem a drugim lub w tych chwilach, gdy po prostu niczym nie mogę się zająć, moje myśli mogą dotknąć tych ważnych, jeszcze nieprzemyślanych spraw. To miła odmiana, bo do tej pory w mojej głowie było dość tłoczno - dziesiątki myśli stale walczyły o swoje 5 minut.
  • Eksperyment z rezygnacją z mediów społecznościowych idealnie zgrał się z procesem pogłębiania mojej praktyki medytacji. Regularna, poranna, 30-minutowa medytacja sprawia, że w dość naturalny sposób, w chwilach gdy kiedyś klikałem w aplikację Facebooka ma moim smartfonie, teraz skupiam się na otaczających mnie dźwiękach, oddechu i odczuciach w ciele. Takie krótkie medytacje (czasami trwające 15 sekund, czasami 3 minuty) pozwalają mi być bardziej uważnym i obecnym przez cały dzień.
  • Życie płynie wolniej. To czysto subiektywne wrażenie związane z tym, że w mojej głowie nie dzieje się tak dużo, jak do tej pory. Dużo łatwiej jest mi zatrzymać się, wziąć głęboki oddech, zwolnić lub zrobić pauzę.
  • Mam więcej czasu dla siebie. Co prawda nie spędzałem na Facebooku dużej ilości czasu, ale jednak jak doda się te wszystkie minuty spędzone na przewijaniu tablicy, często wychodzi z tego całkiem niezła sumka. Nawet te 15-20 minut więcej dziennie to dla mnie bezcenna wartość. To czas, który mogę poświęcić na rozmowę, spacer, zabawę, czytanie książki czy słuchanie muzyki. To proste rzeczy, dzięki którym moje życie ma więcej kolorów, a na które tak często brakowało mi czasu.
  • Zauważyłem, że zdarzają mi się chwile, w których nie mając nic do zrobienia, sięgam po inne dystraktory. Na szczęście zdarza się to sporadycznie - w innym wypadku wiedziałbym, że zastąpiłem jeden nałóg innym. Ważne jest dla mnie, aby dawać sobie przestrzeń na impulsy, pragnienia i zachcianki, jeśli nie w żaden sposób nie odbierają mi mojego spokoju i świadomości.
  • Kilka razy zapytałem Marysi, czy mogę wziąć jej telefon i przejrzeć jej tablicę na Facebooku. Byłem ciekawy jakie to będzie uczucie, na przykład po miesiącu nieobecności na tym portalu. Efekt był zawsze podobny - przez pierwsze kilkanaście sekund czułem ciekawość i z szeroko otwartymi oczami pochłaniałem pojawiające się wpisy, lecz po kilku chwilach moje zainteresowanie spadało… aż do zera.

Co straciłem?

Tak, są rzeczy, których mi brakuje, lub za którymi tęsknię.

  • Nie wiem, co słychać u niektórych znajomych. Czasami mam wrażenie, że jestem nieco poza bieżącymi wydarzeniami i dotyczy to różnych społeczności czy kręgów znajomych. Zdarza się, że przypadkiem w rozmowie z innym znajomym dowiaduję się o czymś, o czym ktoś inny napisał na Facebooku. Czuję wtedy, że chciałbym wiedzieć o tym wtedy, gdy ta osoba się tym podzieliła ze światem. Z drugiej strony, po chwili zdaję sobie sprawę z tego, że, to co ważne, i tak do mnie dociera, tylko nieco innymi drogami i z pewnym opóźnieniem.
  • Nie jestem na bieżąco z tym, co się obecnie dzieje na świecie. Jako, że telewizji nie oglądam od wielu lat, a na portale informacyjne też już nie zaglądałem od dłuższego czasu, Facebook był dla mnie jednym z niewielu miejsc, na którym dowiadywałem się o tym, co się dzieje na świecie. Ponownie, tutaj też mam delikatne uczucie bycia poza głównym nurtem wydarzeń. Czasami zdarzy mi się zajrzeć na inne strony, aby zobaczyć, czy stało się coś wartego uwagi. Jednak po dłuższym namyśle - są w tym też pewne plusy. Teraz to ja mogę wybierać, o jakich aspektach życia społeczeństwa się dowiem, a które pominę. Czuję, że to ważny aspekt mojej higieny psychicznej.
  • Czasami, najzwyczajniej w świecie, zjada mnie od środka ciekawość. Ciekawość tego, co ominęło mnie przez te wszystkie dni z setkami publikacji na Facebooku.

Kończąc ten krótki bilans zysków i strat zadaję sobie pytanie: Czy chcę wrócić do używania Facebooka? Odpowiedź jest dla mnie jasna i nie muszę się nad nią zastanawiać.

Nie, nie chcę.

Czuję, że moje życie bez Facebooka i innych mediów społecznościowych jest lepsze. A to, co straciłem żegnając się z tymi portalami, mogę zdobyć innymi drogami.

Nie planowałem tego robić już teraz, ale wygląda na to, że na moje zawieszone konto, które jeszcze miało szansę na odratowanie, nadszedł już czas. Loguję się więc na Facebooka po raz pierwszy od 3 miesięcy i po raz ostatni w ogóle. Wchodzę w ustawienia, znajduję „czerwony przycisk”… i usuwam swoje konto. Raz na zawsze.