Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Droga do celu

459865_38700383

Większość ludzi na świecie dążąc do osiągnięcia swoich celów skupia się tylko i wyłącznie na końcu ich drogi. Zapominają cieszyć się samą drogą, która tak naprawdę może dać im dużo więcej szczęścia niż osiągnięcie ostatecznego celu.

Poniżej obejrzysz fragment filmu „Siła spokoju”, który w metaforyczny i bardzo trafny sposób opisuje to, co powinieneś zrozumieć zanim wykonasz kolejny krok w kierunku swoich celów.

[aktualizacja 2015r.: Niestety, film z tym fragmentem wygasł i nie jest nigdzie dostępny. Cały film, w wersji z lektorem polskim znajduje się tutaj.]

Krótkie wyjaśnienie powyższego filmu dla osób, które nie widziały fragmentu lub nie zrozumiały wypowiedzi w języku angielskim: pan z siwymi włosami to Sokrates, duchowy nauczyciel przystojnego młodzieńca – Dana, sportowca, który pożegnał się z karierą po wypadku na motocyklu. Sokrates zaprosił Dana na wyprawę, mówiąc mu, że na końcu czeka go coś wspaniałego. Szli ponad 3 godziny pod górę, męcząc się przy tym niesamowicie. Na końcu Sokrates pokazuje Danowi kamień i mówi, że to był cel ich podróży.

Mimo, że Dan początkowo nie mógł się pogodzić się z tym, że został oszukany, w końcu zrozumiał, że to nie cel jest najważniejszy ale sama podróż. To ona daje nam największe szczęście.

 

Zastanów się teraz, jakie ma to odniesienie do Twojego życia. Masz zapewne jakieś cele i chcesz coś osiągnąć. Być może nawet zaplanowałeś, że gdy już osiągniesz te cele, będziesz szczęśliwy. Że gdy uda Ci się je zrealizować, odetchniesz z ulgą i wreszcie będziesz mógł sobie pomyśleć: „jestem czegoś wart”.

Ale co z drogą, którą właśnie teraz podążasz? Dlaczego miałbyś ją traktować tylko i wyłącznie jako środek do osiągnięcia jakiegoś celu, kiedyś w przyszłości? Nie dążysz przecież do osiągnięcia swoich celów po to, aby przez 99% czasu ciężko pracować, a 1% czasu cieszyć się efektem tej pracy.

 

Jeśli radość życia uzależniasz od tego czy osiągniesz swoje cele czy nie, nie łudź się, że gdy dotrzesz do swojego celu będziesz umiał się radować. Prawda jest taka, że zaraz znajdziesz sobie nowy cel i tak jak wcześniej będziesz pracować przez 99% czasu, mając nadzieję na przypływ szczęścia gdy tylko go osiągniesz. Ono się pojawi, ale będzie tak krótkotrwałe, że ledwo je zauważysz.

Wyobraź sobie, że wybierasz się na wycieczkę rowerową nad jezioro w gorący, letni dzień. Twoim celem jest kąpiel w chłodnej, przyjemnej wodzie. Ale myśląc tylko i wyłącznie o samej kąpieli możesz stracić całą masę niesamowitości, które mogą wydarzyć się podczas jazdy rowerem. Widoki, napotkani ludzie, ciekawe rozmowy, cudowne przygody. Kto wie, być może to podróż będziesz najbardziej wspominał, nie samą kąpiel.

 

Zatrzymaj się więc na moment i spójrz na to, gdzie jesteś teraz w swoim życiu. Bez względu na to, czy jeszcze nie wiesz w którym kierunku iść, czy dopiero postawiłeś sobie cele, czy może jesteś o krok od ich osiągnięcia – jesteś w podróży. Stawiając kolejne kroki, patrzysz gdzieś do przodu i robisz wszystko aby dotrzeć do swojego celu.

Czy cieszysz się tym, gdzie jesteś teraz? Czy cieszysz się swoją podróżą?

Przestań na chwilę myśleć tylko i wyłącznie o tym co Cię czeka na mecie. Zamiast tego skup się na tym, czym zajmujesz się właśnie teraz, za co się zabierzesz za chwilę, czego się podejmiesz jutro.

To jest część Twojego życia dokładnie tak samo jak to, co będzie kiedyś. Jak to „kiedyś” nadejdzie, wtedy się będziesz nim cieszyć. Nie bój się, przyjdzie na to czas. Teraz daj sobie możliwość radowania się swoją podróżą. Możliwość doświadczenia tych przygód, które Ci się właśnie przytrafiają. Ciesz się każdym kolejnym krokiem, każdym oddechem, każdą czynnością.

Bo to podróż daje Ci najwięcej szczęścia, a nie jej ostateczny cel.

 

Zostaw komentarz

  • Posiadanie celu w życiu to piękna sprawa, ale – jak piszesz – droga do owego celu jest jeszcze piękniejsza. Człowiek, który potrafi cieszyć się swoją pracą i wykonywaniem zadań z dużo większą łatwością zrealizuje marzenia.

  • stev1989

    Heh.. Poczciwy i genialny „Peaceful Warrior” (przez jedno „l”:P). Chociaż bardziej polecam książke „Droge miłującego spokój wojownika” Dana Millmana, którego adaptacją jest „Peaceful Warrior”. Książka ta powinna być lekturą obowiązkową na każdym etapie edukacji i na każdorazowo analizowana oraz interpretowana. Niebywale zmieniła jakość mojego życia. Bardzo wszystkim polecam. A biorąc pod lupe Twoje artykuły Michał, pokusiłbym się o stwierdzenie, że też jest Ci ona nieobca(art. „bądź tu i teraz”). Z podobnej tematyki w troszke innym wykonaniu polecam „Potęga teraźniejszości” i „Nowa Ziemia” Eckarta Tolle’a.

    Artykuł jak zwykle wartościowy. Chociaż jak wiadomo sam cel też jest bardzo istotny. Nie można o tym zapominać. Bo to właśnie on nakazuje wybranie takiej a nie innej trasy ku niemu… Wszystkimi trasami – jak można się domyśleć – nie da się iść…

  • Julia

    A co jeśli na swojej drodze napotkamy kłody, które oddalaja nas od celu?
    Czy można realizować plan osiągniecia swojego celu nie będąc jescze przekonanym do czego tak naprawdę dążymy?
    Skoro podróż jest ważniejsza od mety to po co stawiac sobie górnolotne cele?
    Dlaczego dążąc do szczęścia nie zauważamy, że już, tu i teraz jesteśmy szczęśliwi?

  • stev1989

    @Julia

    „A co jeśli na swojej drodze napotkamy kłody, które oddalaja nas od celu?”
    Moim skromny zdaniem kłody nie oddalają nas od celu, tylko co najwyżej utrudniają drogę ku niemu.

    „Czy można realizować plan osiągniecia swojego celu nie będąc jescze przekonanym do czego tak naprawdę dążymy?”
    Myśle, że najlepiej zrobisz najpierw znajdując to do czego chcesz dążyć. Nie można dążyć do czegoś czego nie ma

    „Skoro podróż jest ważniejsza od mety to po co stawiac sobie górnolotne cele?”
    Cele mają głównie motywować do działania. A sam artykuł ma przypomnieć, że sam w sobie cel nie jest najważniejszy. Ważne żeby żyć danym etapem, daną chwilą a nie jedynie wizją celu jako tego co da Ci szczęście. Bardzo łatwo odnieść to do przykładu, w którym człowiek ustanowionego celu nie osiągnie – np. wcześniej umrze. Czy jego życie miało zatem większy sens gdy żył chwilą czy gdy pluł jadem licząc że szczęście przyjdzie z chwilą osiągniętego celu?

    „Dlaczego dążąc do szczęścia nie zauważamy, że już, tu i teraz jesteśmy szczęśliwi?”
    Wszystko zależy od tego, czy sama nie ustanawiasz sobie pewnych warunków, które musisz spełnić żeby osiągnąć owe „szczęście”. Jeżeli tak nie jest i potrafisz nie myśleć o zdarzeniach z przeszłości czy hipotetycznych w przyszłości, to będziesz szczęśliwa „już tu i teraz”.
    Najważniejsze to nie warunkować szczęścia. Tylko wtedy będzie naturalne i prawdziwe.

  • Paweł Kuriata

    “Czy można realizować plan osiągniecia swojego celu nie będąc jescze przekonanym do czego tak naprawdę dążymy?”

    Jasne, że tak! Życie polega na tym, aby próbować, eksperymentować, doświadczać, przeżywać – oto chodzi, aby zaczynać drogę nie będąc do końca przekonany. Nigdy nikt nie będzie przekonany na 100% i po to podąża tą drogą, aby czerpać radość, a jeśli się nie uda, jeśli nie wypali, cel wyda się miałki to mamy za sobą drogę pełną doświadczeń i radości, dróg jest wiele, zawsze możemy zmienić ją na inną!

    “Dlaczego dążąc do szczęścia nie zauważamy, że już, tu i teraz jesteśmy szczęśliwi?”
    Dlaczego liczba mnoga? :)
    Ja zauważam, ale to dobrze, aby być zadowolonym i chcieć jeszcze więcej – to sprawia, że mamy chęć rozwijać się, chęć do postępu.

  • DrRobol

    Moim zdaniem bycie szczęśliwym i pogodnym jest po prostu praktyczniejsze w codziennym życiu :)

    A droga nie tylko prowadzi do miejsca, sama w sobie też jest miejscem!

  • heavygunner

    Film jest z 2006 roku, ale zdecydowanie wart obejrzenia. Świetnie zagrana rola Sokratesa przez tego pana. Natomiast jeszcze bardziej polecam książkę „Droga miłującego pokój wojownika” z ‚9x któregoś roku. Można przeczytać jednym tchem, a wynieść całą górę prześwietnych rad. Jedną z nich jest właśnie to, że nie liczy się cel, ale wędrówka ku niemu i chyba każdy się o tym przekonał, kto czegoś kiedykolwiek pragnął i zdał sobie z tego sprawę.

  • ALI

    Z jednej strony masz rację, ale z drugiej – należy też pamiętać o tym, że jeśli wyznaczamy sobie cele i intensywnie o nich myślimy, to działamy razem z zasadą siły przyciągania propagowanej przez Joe Vitale (zresztą, sam wybieram się na szkolenie z tym Panem, bo teraz będzie w Wawie). Może więc nie do końca powinno się tak negować tego myślenia o swoich celach?

  • Leszek Cyfer

    Jak Joe w swojej ostatniej książce „Zero Ograniczeń” stwierdził – wyznaczanie celów i przyciąganie ich do siebie jest jak przedszkolne zabawy – prawdziwa jazda zaczyna się gdy przestajesz wymuszać na świecie zdarzenia które sobie wymarzyłeś a zaczynasz podążać za intuicją ze „stanu zerowego” – dzieją się wtedy bez wysiłku rzeczy które przekraczają twoje najśmielsze wyobrażenia.

    Dążenie do celu oddziela nas od tu i teraz, co powoduje że kiedy ten cel osiągamy i jest on „tu i teraz” jesteśmy tak odzwyczajeni od przebywania w tym stanie że nie jesteśmy w stanie się cieszyć z jego osiągnięcia.

    Rozwiązanie tego problemu jest znane od tysięcy lat – należy pozostawać ściśle tu i teraz – poprzez koncentrację na swoim ciele, dochodzących do nas bodźcach z otoczenia odseparować się mentalnie od myśli – obserwować je jak intruzów pozostając w stanie spokoju ducha – wewnętrznej ciszy. Kiedy w tej ciszy pojawi się intuicyjny impuls zaczynasz działać bez dywagowania i myślenia o nim.

    Normalnie myśli zagłuszają intuicję, odcinając nas od głębokich pokładów wiedzy i potęgi która kryje się w „tu i teraz”.

  • ALI – Nikt nie mówi, abyś negował myślenie o celach. Tutaj chodzi przede wszystkim o to, abyś nie przywiązywał do celów największej wagi i abyś pamiętał o tym, jak istotna jest sama droga do celu.

  • Bartek

    Najważniejszym w życiu jest to, by robić z kolei to – co się kocha. Droga do osiągnięcia celu jest zwykle długa i wymaga dużo poświęcenia, determinacji, konsekwencji i wielu innych czynników. Wydawać się to może proste, gdy na kartce wypisane mamy zadania do wykonania, jednak wielu z nas wie, że realizacja tego, jest niezwykle trudna – pokonanie bariery jaką w sumie jesteśmy tylko my sami. Tak jak napisałeś wytłuszczonym – cel jest wisienką na torcie, natomiast najbardziej fascynująca jest droga do niego.

    I także zgodzę się z kolegą, post jak każdy – dużo wnoszący, wartościowy.

    Pozdrawiam.

  • Marlena

    Michale dziękuje za to, że stworzyłeś tego bloga, za wszystkie inspirujące artykuły i video. Teraz czuję, że chce i mam podstawy pomagające mi zmienić swoje życie na lepsze. Jak dobrze że tu trafiłam (ps. wierzę że to nie był przypadek) :)

  • Dzięki za te słowa, myślę, że są bardzo potrzebne. Wielu z nas mierzy osiągnięcia wynikiem, najlepiej liczbowym. Ktoś, kto nie potrafi swojego osiągnięcia zawrzeć w konkretnej liczbie, pozostawia innych z przekonaniem, że jego działanie nie było nic warte.

    Przypomina mi to dzień, kiedy po wielu miesiącach podróży przez kilka krajów, okupionej dużym wysiłkiem fizycznym i psychicznym, dotarłem do celu – dużego miasta. Stanąłem wtedy na końcu drogi odkrywając, że nie czuję kompletnie nic. Pustka. Żadnej euforii, wybuchów szczęścia, szalonego skakania do góry. Po prostu ulga i spokój. Potrzebowałem czasu aby zrozumieć, że początek i koniec podróży są tylko drogowskazami, a nie celem do zrealizowania. Znak przy drodze nie jest niczym innym, jak tylko znakiem, to nie on stanowi cel wędrówki. Cel to to, co przydarza nam się w drodze, co sprawia, że wracamy do domu innymi ludźmi niż wyruszaliśmy. Od kilku podróżujących znajomych dowiedziałem się później, że mieli takie same chwile pustki, kończąc jakąś długą i trudną wyprawę.

    Jeszcze kilka lat temu byłbym zupełnie przeciwny idei, że droga może być
    celem. Dziś jestem dokładnie odwrotnego zdania. Wiele osób zadaje mi pytanie „ile krajów przejechałeś”, mało kto jednak pyta „czego nauczyła Cię ta podróż?” co jest jednak znacznie ważniejsze.