Czego Dove nauczy Cię o rozwoju

dove1_wideweb__470x367,0

W przekonaniu wielu osób, z którymi pracowałem indywidualnie akceptacja samego siebie jest równoznaczna z pasywnością i niechęcią do jakichkolwiek zmian. Ten jakże nieprawdziwy schemat sabotuje prawdziwy rozwój i dlatego jego zmiana zawsze jest dla mnie pierwszym etapem pracy z takimi osobami.

Za pomocą świetnej kampanii marketingowej firmy Dove pokażę Ci dziś w jaki sposób działa ten mechanizm i co to oznacza dla Twojego rozwoju. Dziś zburzymy ostatnie przeszkody, które stoją na drodze do pełnej akceptacji siebie.

 

Kilka dni temu trafiłem na artykuł opisujący badania związane z akcją marketingową firmy Dove.  Film będący rdzeniem tej kampanii obnaża sztuczny sposób kreowania idealnego wizerunku modelki reklamującej kobiece kosmetyki. Zanim zaczniesz czytać dalej, zobacz ten film poniżej:

 

 

Jako że reklama i marketing to dziedziny, którymi się pasjonuję od wielu lat, zawsze zastanawiam się nad schematami, z których korzystają twórcy tego typu akcji. Ta kampania szczególnie przykuła moją uwagę, gdyż pokazana tutaj zmiana perspektywy pozwala zrozumieć coś ogromnie ważnego w kontekście rozwoju osobistego. Coś, czego uświadomienie sobie może w Twoim życiu sporo zmienić.

Jak zapewne miałeś już okazję zauważyć wielokrotnie, główna zasada jaką kieruje się większość reklam kosmetyków ma podobny schemat. Jest modelka z idealną figurą i przekaz (bardziej lub mniej bezpośredni), który brzmi: „Kup ten kosmetyk, a staniesz się taka jak ja”. Takie reklamy lansują tożsamość, do której później dążą klientki danej firmy. Tworząc sobie w głowie obraz tego kim chcą się stać (a co za tym idzie czując się źle z tym kim są teraz) stają się konsumentkami konkretnego produktu.

To samo dzieje się w przypadku reklam skierowanych dla mężczyzn – gość wypsikany nowym dezodorantem Axe zlicza zalotne spojrzenia kobiet kreując jednocześnie tożsamość samca alfa, którym chce być każdy młody facet. Warto zauważyć, że w tym samym czasie w głowie tworzy się schemat, który brzmi: „Jak nie mam Axe to jestem zwykłym szaraczkem”.

 

Wielu z Was może tutaj powiedzieć, że i tak nie jesteście podatni na reklamę, ale większość z tych procesów dzieje się na poziomie podświadomym, więc na pewnym etapie nie jesteś wstanie na to nic poradzić. Oczywiście świadomość tych mechanizmów jest pierwszym krokiem do zmniejszenia wpływu działania tego typu reklam.

Tak czy inaczej, takie działania reklamowe mają pewną dozę skuteczności gdyż wykorzystują motywację OD i DO („Nie chcę być szaraczkiem, chcę być macho!”) jako motor do kupowania reklamowanych produktów (więcej o motywacji OD i DO znajdziesz w artykule o metaprogramach). Mimo to, ta skuteczność jest na raczej średnim poziomie – tego typu reklamy zazwyczaj nie sprawiają, że naprawdę chcemy mieć ten produkt.

Jak widać, do tego samego wniosku doszli marketingowcy firmy Dove. Stwiedzili, że wywoływanie uczucia słabości i potrzeby bycia lepszym nie jest już wystarczającym sposobem na reklamę, może więc warto spróbować czegoś innego. Postanowili zrobić coś zupełnie odwrotnego – zwiększyć poczucie własnej wartości osoby oglądającej reklamę!

 

Z początku takie działanie może wydawać się bez sensowne… Bo po co miałbyś cokolwiek kupować, skoro już jesteś piękny i doskonały? Są jednak konteksty, w których logika po prostu nie działa. Wystarczy bowiem zobaczyć reklamę Dove i od razu ma się wrażenie, że to naprawdę dobry sposób na wywołanie sympatii do swojej marki.

Teraz najważniejsze, czyli jak to się ma do rozwoju osobistego? Otóż tak, że bardzo wiele osób wierzy w to, że brak akceptacji siebie jest jedynym możliwym motorem do rozwoju. Według tych osób myśl „Nie jestem wystarczająco dobry” bez względu na to czy wywołana reklamą czy wychowaniem rodziców jest im potrzebna, aby chcieć być lepszym i mieć motywację do zmiany. Do pewnego momentu to działa, tak samo jak reklamy kosmetyków z pięknymi modelkami. Ale tylko do pewnego momentu. Doświadczenie w pracy zarówno ze sobą jak i z innymi ludźmi pokazuje mi od wielu lat, że przekonanie typu „Jak przestanę o sobie źle myśleć, to przestanę się rozwijać. Przecież jak się zaakceptuję to nie będzie mi już zależeć na tym aby być lepszym.” jest absolutną nieprawdą, a co więcej skutecznie sabotuje rozwój.

 

Ten schemat jest pewnego rodzaju „ostatnim bastionem” nie pozwalającym ludziom zmienić ograniczających przekonań (więcej o przekonaniach w artykule Przekonania a Twoje zachowanie). Jest on jak najbardziej logiczny, bo brzmi sensownie, że akceptując siebie przestanie Ci zależeć na zmianach. Mimo to w praktyce się zupełnie nie sprawdza, czego dowodem jest reklama Dove oraz to co przeczytasz za chwilę.

Jakiś czas temu miałem okazję prowadzić coaching z dziewczyną, która od wielu lat wierzyła w to, że jest za gruba. Gdy zapytałem ją „Czy coś złego by się stało, gdybyś przestała w to wierzyć?” ona odpowiedziała mi „Oczywiście. Wtedy bym siebie zaakceptowała i już by mi nie zależało na trzymaniu się diety, a więc już zupełnie bym się roztyła”. Popracowaliśmy nad weryfikacją tego przekonania – okazało się, że wierząc w „Jestem gruba” czuła się ciągle źle, przez co jedyne ćwiczenia jakie robiła wykonywała z przymusu, a jej dieta była przerywana dniami obżarstwa. Będąc cały czas w dołku z powodu niskiego poczucia własnej wartości nie była wstanie o siebie dbać.

 

Popracowaliśmy więc nad tym i doprowadziliśmy do momentu, w którym udało jej się zaakceptować siebie w pełni. Co się stało dalej? Akceptując siebie nagle zyskała motywację do biegania, do dbania o zdrowie, do prawidłowego żywienia się.

Wniosek jest bardzo prosty - pozytywne emocje są o wiele silniejszym motorem do zmiany niż negatywne. Najpierw się zaakceptuj i poczuj dobrze ze sobą, a to da Ci masę motywacji i chęci do dokonywania zmian.

 

Gdybym miał zawrzeć cały przekaz tego artykułu w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: „Akceptacja nie równa się pasywności”. W istocie jest wręcz przeciwnie, akceptacja jest najlepszym motorem zmian. Dlaczego? Otóż dlatego, że nagle znika „MUSZĘ być lepszy”, a pojawia się „CHCĘ być lepszy”. Różnica jest ogromna.

Poszukaj w swoim życiu kontekstów, w których jeszcze nie do końca siebie akceptujesz i zmień to. Ja jeszcze niedawno znalazłem u siebie przekonanie „Za wolno się rozwijam”, co paradoksalnie bardzo blokowało mój rozwój. Zmiana tego dała mi więcej luzu i możliwość stuprocentowego skupienia się na tym co w danej chwili robię.

 

Gdy już znajdziesz te czułe miejsca i zmienisz je na swoje silne strony, poza rozwojem który będzie naturalnie miał miejsce, dostaniesz masę frajdy i radości z życia. I tego Ci życzę!

Na koniec, co sądzisz o reklamie Dove? Czy według Ciebie akceptacja może zmienić sposób, w jaki się rozwijasz? O zdanie głównie proszę czytelniczki, ale jeśli męskie grono również ma coś do powiedzenia – śmiało! :)



Chcesz wiedzieć więcej?
+ Otrzymuj raz na dwa tygodnie skuteczne techniki, przydatne
sposoby i rozwojowe porady - prosto na Twojego maila,


+ Dodatkowo, za darmo dostajesz 18 minutowe nagranie audio prowadzonego przeze mnie ćwiczenia na motywację do działania!


 
Dbamy o Twoją prywatność

Subskrybuj artykuły:


Komentarze (24)

  1. Szef:

    Generalnie mówienie sobie że coś „MUSZĘ” wyzwala u mnie pewien stres i wydaje mi się że nie tylko u mnie. W szczególności jeśli jest to „MUSZĘ” w kontekście „…coś osiągnąć”. Problem polega na tym, że stres jednych motywuje do działania a innych hamuje. I samo to „muszę” stanowi problem. Jak zauważyłeś wynika ono często z braku samoakceptacji właśnie.

    Akceptacja siebie luzuje złe napięcie przez co znacznie poszerza horyzonty.

  2. Jedyna skuteczna metoda motywacji, to ciągłe nagradzanie. Sam nagradzam się bardzo często, wystarczy mi myśl: wykonałem dobrą robotę, jestem najlepszy.
    Naprawdę takie mentalne pochwały dają bardzo dużo siły.

  3. Błażej:

    A jaka jest najlepsza ”technika” by zaakceptować siebie?
    ;)

  4. Paweł Kuriata:

    „Jedyna skuteczna metoda motywacji, to ciągłe nagradzanie.”
    Bzdura. Motywowanie kogoś polega na karaniu za brak zachowania oczekiwanego, a nagradzanie za zachowanie oczekiwane (oczywiście to spore uproszczenie).

    Pozatym ta reklama Dove… Cholernie jej nie lubiłem. :)
    Te śmiechy i chichy tych Pań wydawały mi się tak samo nienaturalne jak ładny wygląd super modelki, tylko innego rodzaju.

  5. @Paweł Kuriata: Źle to napisałem; jedyna skuteczna, która działa na mnie. Żadnej kary się nie boję, za to lubię walczyć o nagrody.

  6. Julia:

    Media wykreowały ideał kobiety, ktory w większości przypadków jest niemożliwy do osiągnięcia. Wszystko za sprawą firm kosmetycznych, farmaceutycznycznych, oferującuch ,,lepszą Ciebie” podobną do tej pani z plakatu.
    REKLAMY UNIESZCZĘŚLIWIAJĄ. Stwarzaja poczucie winy , poczucie, że czegoś nam brak.
    Zaakceptowanie siebie w dzisiejszym świecie, gdzie jesteśmy bombardowani reklamami jest niezwykle trudne.

  7. @Julia: nie mogę się zgodzić z tym, co napisałaś.
    Media pokazują to, co klienci (widzowie) chcą oglądać. Generalnie większość z nas woli oglądać ludzi ładnych i zadowolonych, ładne samochody, nowoczesny sprzęt itd. Boimy się tandety, brzydoty, chorób, biedy.
    Jeżeli takie są nasze oczekiwania co do reklam, spoty są dostosowane do tych wymagań by maksymalizować efektywność.

  8. Kasia:

    Michał – ja Ci przyznaję 100% rację – w momencie akceptacji i polubienia siebie wszystkiego się dla siebie chce. I wcale nie mają znaczenia reklamy (to nie pierwszy film pokazujący oszustwa w reklamie) – chce się po prostu jeszcze bardziej siebie dopieścić, bo to sprawia przyjemność.

  9. Julia:

    Co do reklamy Dove, rózni sie tym od innych, że zestawiono w niej kilka różnych typów urody, pokazano, że nie ma jednego ideału, każda z tych kobiet jest piekna, bo tak siebie postrzega.
    To również był chwyt, bo skoro dzięki Dove zaakceptuje swoje ciało, będę się czuć jak jedna z tych uśmiechniętych tryskających energią modelek.
    Reklamy to temat rzeka. Warto obserwować jak na nas wpływają, co mają na celu i jakimi środkami posługuja się ich twórcy. Dzięki temu możemy stać się badziej świadomi i mniej podatni na ich wpływ.

  10. czaki:

    @Błażej
    moim zdaniem najlepszym sposobem na akceptacje siebie jest metoda THE WORK.
    Nie akceptujesz siebie poniewasz tworzysz nieprawdziwe historię na swoj temat i w nie wierzysz a one powodują stres i napięcie THE Work likwiduje napięcie a ty uświadamiając sobie ze ta historia to bzdura tworzysz w głowie lepszy obraz siebie jednocześnie wywołujesz akceptację :) ta technika jest gdzies na blogu (nie podam linka bo jestem ma operze mini:))

  11. pan krytykant:

    Artykuł nie podoba mi się. Ile można w kółko powtarzać to samo? Czy naprawdę ten blog jest skierowany do takiej grupy, której nie wystarczy jeden czy dwa artykuły o akceptacji, by samodzielnie wyciągnąć wnioski? W ten sposób ta strona przestaje być miejscem, gdzie można się rozwijać, bo wciąż rozpastwiamy się nad banałami i podstawami (o których już była mowa tutaj lub na forum). Może ominąłem istotną zmianę targetu?

  12. @pan krytykant
    Jeszcze nie zauważyłem, aby Michał podchodził do kwestii akceptacji od tej strony, ale to prawda, jest to pewnego rodzaju powtórzenie.

  13. Akceptacja jest tutaj ważnym pojęciem, ale kluczem do akceptacji jest rozpoznanie swoich dążeń, po co się żyje, co jest dla mnie najważniejsze. Stąd bierze się motywacja. Jeżeli potrafię się sobie przyglądać, to wiem, że życie to nie tylko piękne ciało i młodość, ale też cierpienie, ból, uczucia smutku itd. Jeżeli akceptuję ten stan rzeczy i nie podważam jego istnienia, to akceptuję siebie w tym świecie.
    Świat reklam i tv to świat nierealny, bo dobierany. Wybiera się to co przynosi pieniądze stacji, a nie to co naprawdę jest ważne dla człowieka. Jeżeli jest akceptacja siebie, to nie ogląda się telewizji by znaleźć tam ukojenie.
    Nie bardzo mogę się jednak zgodzić ze sposobem na akceptację. Raczej zamiast szukania w sobie blokad i zmieniania ich, skłoniłbym się w kierunku pytania, czy warto się czymś zajmować czy nie. Może po prostu poświęcamy zbyt dużo uwagi na ograniczenia, które nas otaczają, zamiast przyjąć, że na szczęście po prostu od nich nie zależy. Czy ktoś powstrzyma efekt starzenia albo cierpienie? To jest niezależne od nas, więc nie warto z tym walczyć, a skupić się na doświadczaniu pozytywnych stron życia.

  14. Błażej- Akceptacja to naturalny stan rzeczy, który jest po prsotu zakryty przez negatywne przekonania na temat samego siebie. Wypisz wszystkie „powinienem być…”, „jestem niewystarczająco…”, i tak dalej, a potem zabierz się za zmianę tych przekonań.

    pan krytykant- Zgadzam się z Tobą że przydałoby się więcej bardziej zaawansowanych materiałów o czym myślałem już niejednokrotnie – wraz ze startem nowej wersji bloga raczej odejdę od podstaw rozwoju i skupię się na czymś więcej.

    granby

    Czy ktoś powstrzyma efekt starzenia albo cierpienie? To jest niezależne od nas

    Jesteś o tym absolutnie przekonana, że cierpienie nie jest zależne od nas?

  15. Tak, jestem o tym przekonany, że nie da się z życia wyeliminować zupełnie cierpienia, więc nie warto szukać „schronienia” przed nim w życiu, w tym sensie nie jest zależne od nas. Natomiast oczywiście warto szukać odpowiedzi na pytanie „jaki ono ma sens dla nas” i nasza odpowiedź na cierpienie jest już zależna od nas, tzn. co my z nim robimy.

  16. To grandby nie pozostaje nic innego jak pracować nad bzdurnymi przekonaniami. ;)

    Skąd bierzesz to, że cierpienie jest nieuchronne? Każdy człowiek ma być w życiu męczennikiem?

    Wiadomo, że są chwile lepsze i gorsze w życiu KAŻDEGO, ale cierpienie? Bez przesady z wyolbrzymianiem.

  17. ana:

    Granby nie zgodzę się z Tobą. Cierpienie tak naprawdę jest zależne od nas i to w dużym stopniu. Tak naprawde to my w naszym umysle tworzymy sobie myśli ,które powodują ,że czujemy się zle i cierpimy.

  18. Błażej:

    Michał i czaki, dziękuje za wskazówki ;)

    Tez uważam że, nie da sie zupełnie wyeliminować cierpienia,są sytuacje takie na które, możemy nie mieć dużego wpływu.

    „Skąd bierzesz to, że cierpienie jest nieuchronne? Każdy człowiek ma być w życiu męczennikiem?”

    wydaje mi sie, ze tu nie chodzi o to by zostać „męczennikiem”
    uważam ze,człowiek bez cierpienia nigdy nie poznał by prawdziwej radości,miłości, żeby poznać jedno musi być drugie.Znam ciekawe opowiadanie, ale jest za długie by tu wklejać więc zacytuje morał :

    „Bo nigdy nie zaznasz prawdziwego szczęścia jeżeli nie poczujesz bólu. Nigdy nie zobaczysz jak piękna jest miłość jeżeli nie będziesz cierpiał z jej powodu. Nigdy nie poznasz radości życia, jeżeli nie będziesz miał świadomości ze umrzesz… ”

    myślę ze o to chodzi granbiemu.
    ;D

  19. Błażej – dzięki za rozwinięcie sensu cierpienia

    Paweł – „Skąd bierzesz to, że cierpienie jest nieuchronne? Każdy człowiek ma być w życiu męczennikiem?”

    Biorę to z obserwacji życia :) Czyżby ciebie to ominęło ?
    Ja nie powiedziałem, że każdy ma być męczennikiem, bo to jak będziesz to postrzegał zależy od Ciebie. Ja postrzegam to jako łaskę, tak jak napisał Błażej, bez cierpienia nie mógłbym dostrzec innych rzeczy.

    Ana – wszystko rozgrywa się w naszym umyśle na poziomie rozumu albo uczuć, ale jeżeli umiera mi bliska osoba, to nie mogę sobie tego całkowicie wyprzeć na poziomie uczuć i udawać, że cierpienia nie ma. Grozi to odczłowieczeniem. Mogę sobie lepiej lub gorzej poradzić z tą sytuacją, ale cierpię. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

  20. Mnie po prostu słowo „cierpienie” tutaj nie pasuje, cierpienie to chyba przeżywanie ogromnego bólu, może cierpienie=depresja (jeśli chodzi o cierpienie umysłowe)? Jeśli tak, to raczej nie cierpiałem…

  21. W Wikipedii: „Cierpienie psychiczne wiąże się z doświadczaniem negatywnych emocji takich jak lęk, poczucie krzywdy, smutek, czy żal”

    Paweł, nadal twierdzisz, że nigdy nie cierpiałeś i jesteś tego w stanie całkowicie uniknąć?

  22. Miodu:

    Ból idzie z ciała;
    Cierpienie idzie z umysłu.

  23. Z cierpieniem jest tak, że nie da się go uniknąć czy wyeliminować, ale można się przed nim chronić i je ograniczać. Znam ludzi, którzy mając niską ocenę wszędzie słyszą tylko negatywne rzeczy na swój temat, krytykę dostrzegają nawet w neutralnych faktach i żyją w przekonaniu, że wszyscy się na nich uwzięli. Ich życie jest pasmem cierpienia i to takiego, którego nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Problem natomiast tkwi wyłącznie w ich głowie. Inne nieszczęścia – np. wypadek doprowadzi kogoś do załamania i życia w cierpieniu – kalectwie. Ktoś inny przewartościuje swój świat, zmieni cele w życiu i dokona czegoś wielkiego jako niepełnosprawny. Ten sam stan ciała dla jednego będzie cierpieniem a dla drugiego.. no właśnie – stanem ciała tylko. Uważam, że stosunek cierpienia, które pochodzi z naszej głowy do takiego, które atakuje nas z zewnątrz to 9 do 1. Innymi słowy zgadzam się ze stwierdzeniem, że cierpienie zależy od nas – dodając słowo „zwykle”. Dokładnie jak na zasadzie, że to czy zginiemy w wypadku samochodowym zależy od nas. Nie zawsze przecież tak jest, ale stwierdzenie, że nie mamy na to wpływu jest nadużyciem.

  24. Masterstwo:

    Reklama dała wrażanie że można być kimś niezależnie od wyglądu (Np modelką) :).

Zostaw komentarz