Artykuły, które otwierają umysł

Edukacja • Rozwój osobisty • Coaching

Zacznij tutaj

Jak zakończyć toksyczny związek w 11 krokach

Jak zakończyć toksyczny związek w 11 krokach

A więc podjąłeś decyzję. Postanowiłeś zakończyć toksyczną relację, w której tkwisz. Pytanie brzmi, jak to zrobić - krok po kroku? W tym artykule znajdziesz 11 sposobów, dzięki którym mądrze, spokojnie i skutecznie zakończysz swój toksyczny związek.

 

Ten artykuł jest kontynuacją tekstu o toksycznych związkach. Cała seria będzie składać się z trzech artykułów:

Jak pomogą Ci opisane w tym tekście wskazówki?

  • proces rozstania będzie łatwiejszy i mniej angażujący emocjonalnie (co oczywiście nie zawsze jest możliwe) zarówno dla Ciebie, jak i dla Twojego partnera lub partnerki;
  • rozstanie będzie skuteczniejsze, a więc pozwoli Ci uniknąć ponownych zejść i niepotrzebnych powtórek zrywania więzi;
  • po rozstaniu się z partnerem będziesz mógł szybko odbudować swoje życie, bez ciągnięcia za sobą ogona wspomnień i emocji.

Oczywiście nie wszystkie kroki będą odpowiednie dla Ciebie i Twojej relacji. Każdy z nas ma inne podejście do życia i związków. Każda relacja działa na innych zasadach. Jednak jest tu na tyle dużo pomysłów, że na pewno wybierzesz dla siebie to, czego potrzebujesz – tak, aby móc w przemyślany sposób, raz na zawsze zakończyć toksyczny związek.

Krok 1 – Sprawdź swoją decyzję

Jeśli faktycznie chcesz zakończyć ten związek, to zanim podejmiesz jakiekolwiek działanie – upewnij się, że rzeczywiście podjąłeś tę decyzję. Że głęboko w sercu zdecydowałeś się to zrobić i całym sobą tego chcesz. To ważne, bo pewność tego, co robisz, pozwoli Ci przejść przez proces dużo sprawniej.

Utrzymywanie przy życiu wszelkich wątpliwości może tylko sprawić, że przy pewnych zachowaniach ze strony partnera możesz po prostu zmienić zdanie i będziesz musiał wszystko zaczynać od nowa. Może być to emocjonalnie wyniszczające, dlatego lepiej zrobić to raz, a dobrze.

Jeśli nadal masz w sobie wątpliwości, to albo sobie odpuść, albo tu i teraz zamknij oczy, skieruj całą uwagę do środka i powiedz sobie “Bez względu na wszystko, robię to. Taka jest moja decyzja”. Jeśli trudno jest Ci powiedzieć to zdanie w spójny i zobowiązujący sposób, wróć do artykułu Toksyczny związek i popracuj nad podjęciem tej decyzji.

To, że nie zdecydujesz się tego zrobić, nie jest wcale oznaką słabości. Może przecież okazać się, że wciąż jest co ratować. W takim przypadku, pomocny może okazać się nasz 10-dniowy kurs Sztuka rozwiązywania konfliktów i budowania trwałego porozumienia, dzięki któremu nauczysz się, w jaki sposób mądrze się kłócić i wychodzić ze sporów – tak, by obie strony czuły się wygrane.

Krok 2 – Odnajdź w sobie spokój

Skoro podjąłeś już decyzję o rozstaniu, w Twojej głowie ten związek już nie istnieje. Ważne, abyś na tym etapie sobie to uświadomił – jesteś już wolnym człowiekiem. Owszem, czeka Cię trudne zadanie – zakomunikowanie tego swojemu byłemu partnerowi – ale nie zmienia to faktu, że związek został już zakończony. Weź głęboki oddech i znajdź w sobie przestrzeń i spokój wewnętrzny. To pozwoli Ci się skoncentrować na tym procesie, podejść do niego uważnie i mądrze.

Jeśli potrzebujesz więcej pomysłów na uspokojenie swoich emocji, wybierz się na całodniową, samotną wycieczkę – bez telefonu i komputera. Poświęć ten czas na to, aby przewietrzyć swój umysł, przyzwyczaić i pogodzić się z decyzją, którą podjąłeś.

Krok 3 – Przygotuj się mentalnie

Pamiętasz destruktywne przekonania, które wymieniłem w poprzednim artykule o toksycznych związkach? To jeden z ważniejszych etapów w tym procesie, dlatego przytoczę je tutaj ponownie. Jeśli są one częścią Twojego sposobu myślenia, warto, abyś podważył ich prawdziwość. Są one składnikami Twojego psychicznego uzależnienia, od którego warto się uwolnić jeszcze zanim zakończysz toksyczną relację. Zmuszają Cię do bierności i odbierają siłę, która jest teraz jest Ci szczególnie potrzebna.

  • On/Ona się na pewno zmieni i w końcu będziemy szczęśliwi;
  • To wszystko przeze mnie;
  • Stracenie tej osoby jest gorsze niż życie w samotności;
  • Samotność jest straszna;
  • Cierpienie jest częścią prawdziwej miłości;
  • Gdy zakończę ten związek już nigdy nie znajdę nikogo dla siebie.

Zapisz każde z nich na osobnej kartce, po czym symbolicznie je podrzyj na małe kawałeczki. Jedna po drugiej, żegnając się z tymi ograniczającymi nawykami myślenia. Możesz też zapisać na nowej kartce przekonania, które są przeciwieństwem powyższych, np. “Samotność jest wspaniała”. Do każdego takiego przekonania wymień 3 powody, dla których ta myśl jest prawdziwa.

Krok 4 – Wyobraź sobie życie bez tej osoby

Jednym z powodów, dla którego rozstanie jest tak trudne, jest wspólny obraz przyszłości, który utrzymujemy w swojej głowie. Niezależnie od tego, ile lat jesteście już razem – wizja wspólnej przyszłości to naturalna część nawet tych nieszczęśliwych związków. Gdy nagle ten obraz ma się rozsypać w drobny mak, co zostaje na jego miejscu? Przerażająca, czarna dziura.

Z psychologicznego punktu widzenia normalne jest to, że boimy się tego, czego nie znamy. Dlatego kluczem do uwolnienia się od trudnych emocji jest zbudowanie nowego obrazu życia – tym razem bez partnera. Takie wyobrażenie da Ci poczucie bezpieczeństwa i sprawi, że łatwiej będzie Ci stawiać kolejne kroki.

Daj sobie trochę czasu w ciszy i spokoju, usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie jak mogłoby wyglądać Twoje życie, gdy już będziesz wolny od toksycznej relacji. Jak ta wolność wpłynie na Twoją pracę i samopoczucie na co dzień? Co będziesz robić w czasie wolnym? Jak będzie wyglądało Twoje życie za parę lat od teraz? Uzupełnij swoją wyobraźnię dziesiątkami obrazów z przyszłości, w których jesteś szczęśliwy – jako singiel lub w innej, zdrowej relacji partnerskiej.

Krok 5 – Przygotuj to, co chcesz zakomunikować

Odpowiednie przygotowanie się do rozmowy, w której oznajmisz wszystko swojemu byłemu partnerowi jest kluczowym etapem całego procesu. Klarowne wyrażenie swoich uczuć i bezpośrednie zakomunikowanie swojej decyzji pomoże Ci uwolnić się od tej osoby raz na zawsze. Warto zapisać sobie na kartce wszystko, co chcesz powiedzieć. Jak pierwszy raz podejdziesz do tego ćwiczenia to po prostu pisz to, co Ci przychodzi do głowy. Nie zastanawiaj się czy warto o czymś mówić czy nie, pomyślisz o tym w kolejnym etapie. Teraz po prostu przelej na papier wszystko, co leży Ci na sercu.

Odłóż to na dzień lub dwa, po czym wróć do napisanego tekstu. Teraz możesz to ponownie przemyśleć. Zastanów się, które kwestie są dla Ciebie ważne, a które nie są tak istotne i możesz je pominąć. Przepisz cały tekst od nowa lub zrób sobie notatkę, używając słów kluczy. Taka forma przygotowania ułatwi Ci przeprowadzenie trudnej rozmowy.

Przygotowując treść Twojej wypowiedzi zwróć uwagę na trzy rzeczy:

– Zachęcam Cię do tego, abyś zaczął rozmowę od tego, że decyzja została już podjęta i że nic jej nie zmieni. Daj byłemu partnerowi do zrozumienia, że przemyślałeś to wzdłuż i wszerz i że jesteś pewien tego, co robisz. Poproś, aby ta osoba nie próbowała Cię przeciągnąć na swoją stronę – wyraźnie zaznacz, że już nie zmienisz swojej decyzji. To ważne, ponieważ to choćby w pewnym stopniu zniechęci partnera do stosowania manipulacyjnych trików mających na celu wytrącenie Cię z równowagi.

– Odpuść sobie wszelkie toksyczne komunikaty w stylu „to wszystko przez ciebie” lub “zniszczyłeś mi życie”. To to tylko utrudni proces, zarówno dla Ciebie jak i dla drugiej osoby. Może to też zapoczątkować tzw. odbijanie piłeczki i zamiast dążyć do wyrażenia tego, co leży Ci na sercu wpadniesz w sieć wzajemnego obwiniania się.

– Jeśli naprawdę czujesz, że potrzebujesz wylać z siebie wszystko, co przez ostatnie miesiące lub lata w sobie tłumiłeś, to jak najbardziej – zrób to. Jednak nie oceniaj drugiej osoby, a mów tylko i wyłącznie o swoich emocjach (zamiast “Jesteś beznadziejny bo mnie nie wspierałeś” powiedz “Czułam się samotna, bo brakowało mi w Tobie oparcia”).

Krok 6 – Napisz maila

Ten punkt jest opcjonalny. Wiem, jak trudne potrafią być takie rozmowy. Czasami nawet będąc świetnie przygotowanym, z powodu emocji nie będziesz w stanie powiedzieć choćby połowy rzeczy, które sobie zapisałeś na kartce. Jeśli Ci to pomoże, przed spotkaniem możesz napisać maila. Napisz w nim, że chcesz się spotkać porozmawiać, ale że zaczniesz od maila – bo tak jest ci łatwiej wyrazić i poukładać swoje myśli.

Opisz wszystko co czujesz. Przedstaw motywy Twojej decyzji. Podkreśl, że klamka już zapadła i że tego właśnie chcesz. Zaproponuj spotkanie na neutralnym gruncie. Warto spotkać się w miejscu publicznym, aby uniknąć krzyków i rzucania talerzami.

Dzięki takiej formie pierwszego komunikatu późniejsza rozmowa będzie już oparta na tym, że druga osoba wie wszystko, co chcesz jej przekazać. Będziesz mógł na spokojnie powtórzyć to, co jest dla Ciebie najważniejsze, omówić formalności i “oficjalnie” zakończyć związek.

Krok 7 – Nie daj się wciągnąć w gierki emocjonalne

Istnieje duża szansa, że podczas rozmowy o rozstaniu Twój partner zrobi wszystko, aby zatrzymać Cię przy sobie. Będzie Ci utrudniał zakończenie związku na wszelkie możliwe sposoby. Może głośno płakać i mówić, że sam sobie nie poradzi. Może robić z siebie ofiarę i budować w Tobie poczucie winy. Może Cię obrażać i nazywać egoistą lub egoistką. Może Cię nawet szantażować.

Pamiętaj, że to wszystko są gierki, które mają na celu manipulować Twoimi emocjami. Powtarzaj, że mimo tych wszystkich zagrywek nie zmienisz zdania. Jeśli Twój partner ma potrzebę rozstać się w sposób głośny i pełen łez, zaakceptuj to. Już nie jesteś związana z tą osobą – pozwól mu lub jej radzić sobie z tym tak, jak potrafi.

Krok 8 – Zaplanuj 2 tygodnie po rozstaniu

Dobry plan pozwoli Ci uniknąć poczucia zagubienia, z którym często wiąże się silna chęć powrotu do partnera. Przede wszystkim pamiętaj o tym, aby po rozstaniu mieć jak najmniej kontaktu z Twoim byłym partnerem lub partnerką. Zrób wszystko, aby unikać rozmów i spotkań. Na tym etapie to bardzo ważne, bo każda rozmowa może na nowo otworzyć ranę, która dopiero zaczęła się goić.

Od razu zaplanuj jak największą ilość różnych aktywności. Poumawiaj się ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną. Weź dodatkowy projekt w pracy. Wyjedź na parę dni. Zapisz się na jogę, lekcje tańca, lekcje sztuk walki. Wypełnij czas, który mógłbyś spędzić na leżenie w łóżku i myślenie o swoim zakończonym związku aktywnościami, które zajmą Twój umysł.

Krok 9 – Przypominaj sobie powody rozstania

Wspominanie tych najlepszych chwil to coś, co powoduje największy ból po rozstaniu. Wystarczy drobny przedmiot, aby wywołać lawinę obrazów związanych z cudownymi momentami z życia z tą osobą. Jednak musisz pamiętać o tym, że jest to przebiegły sposób Twojej podświadomości na zmuszenie Cię do powrotu do starego, “bezpiecznego” schematu. Miłe wspomnienia tworzą iluzję, że w tym związku było lepiej, niż w rzeczywistości.

Dlatego Twoim ćwiczeniem będzie coś zupełnie odwrotnego. Regularnie wizualizuj te najbardziej przykre momenty, które leżały u podstaw Twojej decyzji o rozstaniu. Przypominaj sobie o tym, dlaczego postanowiłeś zakończyć ten związek. Dzięki temu łatwiej będzie Ci zrealizować następny krok:

Krok 10 – Nie zmieniaj swojej decyzji

Przynajmniej przez pierwsze 2 miesiące. Jeśli później uznasz, że nie umiesz żyć bez tej osoby i że bardzo chcesz spróbować jeszcze raz, w porządku. Będziesz mógł to rozważyć i odpowiednio przygotować się na pracę nad związkiem (oczywiście jeśli druga strona wyrazi taką chęć). Jednak zbyt szybki powrót do partnera po rozstaniu prawie zawsze oznaczać będzie katastrofę.

Prawdopodobnie będzie bolało podwójnie i prawdopodobnie będziesz musiał jeszcze raz przechodzić przez rozstanie. Daj sobie czas na zerwanie z uzależnieniem od tej osoby. Daj sobie czas na to, aby nauczyć się żyć samemu, aby odzyskać równowagę i wewnętrzny spokój. Potem możesz robić co chcesz, ale gdyby przyszło Ci do głowy wrócić do partnera, z którym byłeś w toksycznym związku – zastanów się dwa razy, zanim mu o czymkolwiek powiesz.

Krok 11 – Ciesz się wolnością

Odnajdź radość w byciu wolnym od emocjonalnej manipulacji, kłótni i wzajemnego obwinania się. Naucz się oddychać pełną piersią i skup się na sobie. Zacznij o siebie dbać na różne sposoby. Początkowo może być to trudne, ale im bardziej się na tym skoncentrujesz, tym szybciej przypomnisz sobie czym jest szczęście.

A co, jeśli mamy dzieci, dom, kredyt?

Jeśli oprócz toksycznej relacji łączy Cię z partnerem coś więcej, masz przed sobą trudniejsze zadanie. Spokojna głowa, wszystko da się zrobić. W końcu nie ma nic gorszego niż tkwienie w związku tylko dlatego, że macie dziecko, wspólny dom lub kredyt do spłacenia. Często te rzeczy są tylko wymówką, która nie pozwala Ci na podjęcie trudnej decyzji.

Dom i kredyt to dość ”prosta” sprawa – wszystko jest kwestią organizacji i ustalenia pewnych zasad. Jeśli partner nie chce się dogadać, być może będzie potrzeba, aby rozstrzygnąć to przed sądem. To nie jest nic strasznego, setki tysięcy par przez to przechodziło i pozwoliło im to zakończyć relację raz na zawsze.

Co z dziećmi? Tak często słyszę: “Nie możemy tego zrobić naszemu dziecku”. Owszem, możecie. Powiem więcej, powinniście. To, czego nie możecie zrobić to tkwić w toksycznym związku i kazać dziecku na to patrzeć – i się od Was uczyć. Będzie ono bowiem powielać wzorce poznane w domu rodzinnym gdy tylko dorośnie.

Dawanie mu takiego wzoru relacji partnerskiej to najgorsza rzecz, którą możesz mu zrobić. To jednak nie wszystko, czego go uczysz pozostając w takiej relacji. Uczysz go też uległości, życia w strachu i stanie wegetacji. Pokazujesz mu, że nie warto dbać o swoje szczęście. Uczysz go krzywdzenia ludzi, których kochasz i pozwalania na bycie skrzywdzonym.

Rozstanie jest częścią życia – może spotkać każdego. Rezygnacja z rozstanie wcale nie chroni dziecka. Wręcz przeciwnie, naraża go na powielanie Twoich błędów. Dlatego jeśli chcesz być najlepszym rodzicem dla swojego dziecka, zadbaj o swoje szczęście i pokaż mu, że nie warto godzić się na życie w przeciętności. Pokaż mu jak wybrnąć z trudnych sytuacji. Naucz go wyciągać wnioski ze swoich błędów i stawać ponownie na nogi. Rodzic, który odważnie żyje w zgodzie ze sobą to dla dziecka najlepszy nauczyciel życia.

Szczęśliwa rodzina to nie zawsze rodzina „pełna”. Wielu z nas nosi w sobie błędne opinie dotyczące życia rodzinnego. To właśnie było inspiracją dla 10-dniowego kursu Szczęśliwa rodzina. Pozwala on pozbyć się destrukcyjnych nawyków i przekonań związanych z budowaniem relacji z naszymi najbliższymi.

 

Masz już wszystko, czego potrzebujesz, aby zakończyć swój związek. Daj sobie na to tyle czasu, ile potrzebujesz. We własnym tempie wprowadź w życie 11 opisanych przeze mnie kroków i uwolnij się z kajdan toksycznej relacji.

Jeśli jesteś już po rozstaniu, podziel się w komentarzach swoimi doświadczeniami. Co najbardziej Ci pomogło? Co sprawiło, że skutecznie i sprawnie zakończyłeś tę relację? Jak się czułeś dzień po, tydzień po, miesiąc po? A jeśli się nie udało – gdzie popełniłeś błąd i jaki wyciągasz z tego wniosek? Każdy komentarz będzie wsparciem dla osób, które rozstanie mają dopiero przed sobą.

Zostaw komentarz

  • Muszę podesłać ten artykuł kilku znajomym, które notorycznie uskarżają się na to, jak są traktowane w swoich związkach, ale nic z tym nie robią, „wspólne mieszkanie, kredyt i już na pewno nikogo lepszego nie znajdę”. Smutno się na to patrzy…

  • d

    Zakończyłem swój dziewięcioletni związek kilka dni przed tym jak napisałeś swój pierwszy artykuł na ten temat. Tak na prawdę, gdzieś w sobie, decyzje podjąłem dużo wcześniej. Ostatni rok była to właśnie wegetacja. Zwlekanie tłumaczyłem sobie troską o tą bądź co bądź najbliższą mi osobę, której dalej życzę jak najlepiej. Nie dziś, nie teraz, nie przed sesją, nie przed wakacjami, aż coś pękło i w końcu to zrobiłem. Mam świadomość, że wróci to do mnie jeszcze nie raz i będzie ciężko, ale póki co czuje się ze wszystkim naprawdę dobrze. Wszystko to nie było tak tragiczne jak sobie wyobrażałem. Najtrudniej jest sobie poradzić z troską o byłego partnera/partnerkę. Nie mam ochoty na spotkania, ale chciałbym wiedzieć, że u Niej ok.

    • Karolina

      Ja niestety także zakończyłam swój związek zanim pojawiła się ta seria i 
      bardzo żałuję, bo wtedy na pewno postąpiłabym inaczej i nie miałabym
      „kaca moralnego”, ale mimo wszystko wiem, że podjęłam dobrą decyzję.
      Podjąłeś ciekawy wątek – jak poradzić sobie z zamartwianiem się o 
      osobę, od której odeszliśmy? Ja także często mam ochotę napisać,
      zadzwonić do swojego byłego partnera z zapytaniem co u niego i czy na 
      pewno wszystko w porządku?
      Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale z drugiej strony mój były partner nie przejawia takiej troski o mnie. Ma stały kontakt z niektórymi członkami mojej rodziny i ani raz nie zapytał co u mnie, jak się mam, czy wszystko ok…

      Myślę, że po prostu trzeba odpuścić, zaakceptować to, że tej osoby nie ma już w naszym życiu. Niech każdy pójdzie w swoją stronę i nie ciągnie za sobą tych wszystkich negatywnych emocji, zmartwień… Ja wiem, łatwo się pisze. Ja swój związek zakończyłam ok. 4 miesiące temu i nadal bywają momenty, gdy tęsknię, myślę, wspominam…. Ale z dnia na dzień jest coraz łatwiej.

      Zaraz po zakończeniu związku nadal miałam kontakt z „byłym” (ze względu na wspólne zobowiązania) i to była uczuciowa i emocjonalna tortura. Choć to drastyczne i często ze względu właśnie na wspólne sprawy niemożliwe to jednak ostatecznie to najlepsze i najzdrowsze dla nas wyjście z sytuacji.

      Głowa do góry, teraz może być już tylko lepiej :)

    • sroka

      zrobiłam dokładnie to samo. po 11-u latach. zbierałam się 2 lata. zawsze zwyciężał strach…. bo kredyt, bo sama… Myślałam, że będę cierpieć. jedyne co poczułam :ULGA.

  • Nie wiem na ile adekwatne, w kontekście tematu, będzie określenie tego tekstu jako świetny, ale tak go postrzegam. Zrobił na mnie duże wrażenie i choć nie mam podobnych doświadczeń, myślę, że może być pomocny w poradzeniu sobie z taką sytuacją.

  • Sądzę, że ten artykuł pomoże niejednej osobie, podjąć decyzję o tym, by zacząć wszystko na nowo :)

  • Dart

    Po co 11 kroków?
    Wystarczyłby 1 – zakończyć związek.

    • Kayleigh

      A więc pokaż, jak to sie robi, żołnierzu :)

      Ten wpis nigdy nie powstałby, gdyby nie było problemów z zakończeniem trudnych związków.

  • Zaneta

    Michał napisałeś kolejny bardzo dobry artykuł, miałabym jednak jeszcze pytanie odnośnie dzieci w takim związku. Jak rozmawiać o ustaleniu kontaktów z dzieckiem z dzieckiem, gdy prawie napewno będzie robił z tym problemy.

  • Kama

    Trafiłam na te artykuły w dobrym momencie :) Jestem jeszcze przed rozstaniem, ale tak naprawdę nie wiem czy ono (w końcu) nastąpi, bo czuję, że nie podjęłam jeszcze do końca tej decyzji, nie jestem do niej tak na 100% przekonana. Mam wątpliwości. Zastanawiam się czy kiedyś się utwierdzę w mojej decyzji, czy nastąpi taki „klik” czy po prostu działać, nie będąc do końca pewną? Czekam jeszcze na ostatni artykuł z serii :)

    • Kayleigh

      Porozmawiaj z bliską osobą (z matka, ojcem, bratem, siostra, przyjaciółka, przyjacielem itd). Opowiedz o dobrych momentach, a wypłacz się nad tymi złymi wspomnieniami.
      Zastanów się, jak się czujesz w różnych sytuacjach. Czy z rodziną/przyjaciółmi czujesz się swobodnie, tak jakby nic ani nikt Cię nie związywał?
      A czy gdy spędzasz czas z partnerem, czujesz się, jakbyś znajdowała się w strutym otoczeniu? Jakby coś odbierało Ci siły? Czy w jego towarzystwie czujesz, że Cię ogranicza? Czy czasami masz tak, że czujesz się szczęśliwa, ale w zetknięciu z partnerem wszystko z Ciebie „wyparowuje”? Czy liczy sie z Twoimi uczuciami, czy tez skupia sie głownie na sobie? Szanuje Cie?
      Jesli na wszystkie pytania oprócz pierwszego odpowiedziałaś „tak”? Jeżeli tak, masz już odpowiedz czy powinnaś sie rozstać.
      Rozstanie zawsze jest trudne. Jesli nie umiesz przebrnąć przez to sama (wymówki typu „bede egoistka”, „moze to okres przejściowy” „to ja sie musze poprawić” itd) poproś kogos bliskiego, by pomógł Ci w tej trudnej chwili.
      Jesli podjęłaś decyzje, poproś ta osobę, by za każdym razem, gdy masz watpliwości, przypominała Ci, dlaczego chcesz sie rozstać. Wsparcie, choćby emocjonalne, jest bardzo pomocne.
      Nie bój sie prosić o pomoc.
      Gorąco pozdrawiam i życzę powodzenia :)

  • Pingback: Jak zakończyć związek w 4 krokach. | Krzysztof Bulski Blog()

  • Rav

    85% przestępstw kryminalnych popełnianych jest przez dzieci z rozbitych rodzin;
    80% seryjnych morderców pochodzi z rozbitych rodzin;
    80% pacjentów szpitali psychiatrycznych to dzieci, których rodzice się rozwiedli;
    75% samobójców to dzieci z rozbitych rodzin;
    75% osób uzależnionych od narkotyków to dzieci z rozbitych rodzin;
    80% gwałcicieli powodowanych przeniesionym gniewem pochodzi z rozbitych rodzin;
    71% dzieci, które porzucają szkołę, pochodzi z rozbitych rodzin.

    Ponadto spadek własnej wartości, gorsze wyniki w nauce, brak poczucia bezpieczeństwa…

    Michał: nie dokładaj cegiełki do tych nieszczęść. Jak są dzieci, to należy bezwzględnie ratować związek. Jedynie w skrajnych przypadkach np. uzależnienia, znęcanie się należy odejść, a nie gdy związek jest toksyczny wg definicji, z poprzedniego artykułu.
    Wg tej definicji związek jest toksyczny gdy: rezygnuje się ze swoich celów, nie rozwija się, jest się krytykowanym, nie czyje się swobodnie. Zauważyłeś ile w tym wszystkim jest JA, JA, JA? A gdzie miejsce na bezinteresowną miłość? Jeżeli druga połowa poważnie zachoruje, będą dzieci, do których trzeba wstawać nocą, dopadną problemy ekonomiczne to ma odejść tylko dlatego że nie realizuje swoich planów i nie rozwija się?

    Człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy jeżeli tylko będzie skupiał się na sobie i swoich potrzebach, gdyż zawsze mu będzie czegoś brakowało, zawsze będzie miał czegoś mało.

    Problemy jakie w większości przeżywają związki bardzo często wynikają z różnic między kobietami i mężczyznami. Po d poprzednim artukułem napisałem, gdzie można o tym posłuchać.

    Nie można też wrzucać traktować jednakowo dwuletnie „chodzenie” i dwudziestoletnie małżeństwo, gdyż to zupełnie inne etapy.

    • gosie

      do Rav:) Dziekuję za Twoją wypowiedź.

    • Kayleigh

      To już Twoja decyzja, jak postąpisz. Michał do niczego nikogo nie zmusza. Podsuwa tylko sugestię. Pamiętaj, nie musisz, a chcesz. To duża różnica.
      Rzeczywiście, dziecko jest skrzywdzone taką sytuacją. Ale Ty również jesteś ważny i masz prawo do szczęścia. Nie ma sytuacji bez wyjścia.
      Moi rodzice miewali ciężkie momenty, gdy byłam mała. Ale dla mnie o wiele boleśniejsze było patrzeć jak się kłócą. O wiele lepiej się czułam, gdy widziałam, że mama jest szczęśliwa (z tatą w tamtych czasach byłam mniej związana emocjonalnie). Wiec prawdę mówiąc, gdyby rodzice się rozwiedli, potem się przyjaźnili i byli szczęśliwi, nie miałabym nic przeciwko. Pamiętaj, że dziecku również zależy na szczęściu rodziców i choć czasem nie rozumie pewnych sytuacji to z czasem do nich dorasta.
      A ankiety i wykresy zostaw dla siebie – zwykle do nich się bierze 100 osob i na tym się kończy :)

    • Adam

      Same rozstanie nie jest najgorsze tylko brak jednego z rodziców po rozstaniu. Jeżeli związek się rozpada, ale rodzice dogadują się i dbają o dobo dziecka to jest ok. Najgorsze jest kiedy z powodów najróżniejszych jeden z rodziców traci kontakt z dzieckiem. Jestem już dorosły ale to było dla mnie najbardziej bolesne.

    • Kayleigh

      Przepraszam, wypowiedz do gosie miała być do Ciebie.
      Dopowiem jeszcze, że ja też mogę wyszukać ankietę mówiącą o tym, że większość morderców itd pochodzi z rodzin, w których są niezdrowe relacje. Nie każde rozstanie musi wyglądać tak, że dziecko jest skrzywdzone, oddzielone od jednego rodzica i wgl brzydko, palcem pomachać. W tym momencie wszystkie takie sytuacje wrzucasz do jednego worka. To nie rozstanie krzywdzi dzieciaka. To późniejsze poczynania obojga rodziców. Jeśli oboje dbają dziecko, niekoniecznie będąc razem, to ono nie będzie się czuło pokrzywdzone, przeciwnie, będzie podziwiać, że rodzice mimo zgrzytów w związku, dbają o to, by ono nie czuło się w tym wszystkim zranione.
      Pozdrawiam.

    • ag

      Zgadzam się, ten artykuł może zniszczyć życie wielu osobom, jeśli przeczyta go i zastosuje sie do wskazowek nieodpowiedzialny egoista. Małżeństwa z dziećmi warto ratować. Życie to nie same przyjemności. To odpowiedzialność za rodzinę i poświęcenie. I takich decyzji nie powinno się podejmować po przeczytaniu jakiegoś artykułu. Wcześniej powinny być rozmowy, rozmowa z psychologiem, ….

    • toksyny i dzieci

      Dzieci czują złe relacje rodziców. Moje są już tragiczne, a dziecko widzi to, nawet gdy skrzętnie próbujesz to ukrywać. Mam przykłady z życia. Nie ma w domu awantur, tylko cisza lub docinki między wierszami. Pewnego cichego dnia usłyszałam: „Tata już Cię nie chce, chodź ja Ciebie przytulę”. Czterolatek. Takie i wiele innych. Mimo nieprowadzenia otwartej wojny. Przygotowuję się do rozstania, ze względu na siebie i syna. Nie chcę w przyszłości patrzeć na jego partnerkę, którą w subtelny sposób „sprowadza na jej miejsce”.

  • a

    Wg mnie krok 9 jest o stopień wyżej, bo w każdym z kroków trzeba pamiętać o powodach.
    Dla mnie to było b. trudne, jestem urodzoną optymistką i osobą b. empatyczną, dlatego jak już podjęłam decyzję to spis powodów miałam zawsze pod ręką.

  • Y.

    Oba artykuły z tego cyklu bardzo dużo mi dały i pozwoliły inaczej popatrzeć na kilka spraw.
    Przyznam, że z niecierpliwością wyczekuję ostatniego, i dla mnie chyba najważniejszego, artykułu.

  • żyję?

    Uwierzycie, że po pół roku od rozstania wciąż cierpię?

    • a

      Uwierzymy! Im dalej tym lepiej !

  • xxx

    A w moim związku toksyczna osoba jest była dziewczyna mojego chłopaka która ciągle nam przeszkadza i rozwala go emocjonalnie. Nie mogę już dłużej tego słuchać, że takie silne uczucia ich łączyły a on wprost nie potrafi jej powdziec że ją jestem dla niego ważniejsza. Widocznie nie jestem. Jesteśmy razem pół roku dłużej nie wytrzymam. Podjęła decyzję…

  • Iwona

    No dobrze… A co jeśli ta druga osoba szantażuje nas, że po naszym odejściu popełni samobójstwo? Wiem, że mogą to być tylko groźby, ale wierzcie mi znam mojego partnera od 5 lat i jestem całkowicie przekonana, że jest do tego zdolny. Chcę się uwolnić, ale nie chcę żeby on stracił przez to życie! Jestem w sytuacji bez wyjścia…

    • Martens

      Hej Iwona!!
      Samobójstwo partnera to jego własna decyzja, za którą ponosi odpowiedzialność tylko on sam. Nie możesz być jego niewolnikiem/zakładnikiem przez całe życie a jego życie nie może zależeć od tego czy jesteś przy nim czy nie. Twój partner ma ogromny problem ze sobą ale najbardziej tak naprawdę cierpisz na tym Ty. W Twojej głowie pojawia się strach, że będziesz obwiniać się do końca życia o to, że on zrobił sobie krzywdę. Wyraźnie piszesz: ” chcę się uwolnić, ale nie chcę żeby on stracił przez to życie!”. No właśnie. To jest moment na podjęcie decyzji i ocenę co dla Ciebie jest ważniejsze: Ty sama czy Twój partner? Wyobraź sobie kolejnych 30 lat u jego boku, w takiej relacji jaką masz teraz (choć pewnie z każdym rokiem będzie coraz gorzej). Dasz radę to przetrwać?? I to tylko dlatego, że się o niego boisz?? Nie sądzę..
      Życzę Ci odwagi życia Twoim własnym życiem.

  • klara

    Jeśli w związku od dłuższego czasu źle sie dzieje, polecam zapisywanie wad partnera na kartce. Moja przyjaciółka uznała, że to głupie, ale teraz, kiedy się rozstaliśmy, mam niezbite dowody na to, że to była słuszna decyzja. Dzięki tym zapiskom w chwilach, kiedy oszukuję samą siebie „o rok temu tutaj spacerowaliśmy, powiedział mi wtedy, że mnie kocha, źle zrobiłam zrywając relację” wyciągam je i czytam na głos. Wtedy świadomość wygrywa z podświadomością.

  • Zagubiony

    Jestem 2 lata w związku z dziewczyna. Uważam że jestem na każdym kroku manipulowany przez nią. Kluby , alkohol, zresztą jej przyjaciółki takie same.3 miesiące temu dokonała okropnej dla mnie zdrady.Ja jako że jestem wrażliwy – wybaczyłem jej bo gra moimi emocjami.
    Co mam zrobić.??? Jestem zagubiony i mam coraz więcej wątpliwości.

    • Martens

      Hej Zagubiony! Odpowiedź jest prosta – rozstań się z nią i zacznij oddychać świeżym powietrzem bez toksyn. Uwolnij się od manipulacji jakie Twoja dziewczyna Ci serwuje każdego dnia. Wątpliwości, które masz, to oznaka braku zaufania. A gdy zaufania brak – na czym zbudować zdrowy związek? Odpowiedz sobie na pytanie: „co tak naprawdę jeszcze mnie przy niej trzyma?” Wszystko, co jest wartościowe (zaufanie) podważyła przecież zdradą. Jeśli odpowiesz sobie: „kocham ją” to zostań przy niej ale jednocześnie spróbuj zwalczać w sobie wszelkie wątpliwości. Spróbuj odbudować zaufanie. Lecz jeśli będziesz się zastanawiał co jest powodem, że wciąż z nią jesteś lub Twoja odpowiedź będzie związana z jej fizjonomią czy też relacją intymną – to chyba czas się rozstać i poszukać miłości prawdziwej, szczerej, bez manipulacji, bez zdrady, takiej, która doda Ci skrzydeł a nie takiej, która codziennie odbiera Ci siły do życia. Miłość czeka na Ciebie. Czai się za każdym rogiem. Czasem trzeba jej tylko odrobinkę pomóc otwierając się na nią, czyli zamykając stare rozdziały naszego życia.
      Powodzenia Zagubiony!!

  • pollyyy

    Niewiem czy jeszcze ktos to przeczyta.
    Mieszkam w Anglii i oprocz meza i corki niemam tutaj nikogo. Oprocz znajomych….
    Nie zawsze było kolorowo ale staraliśmy sie razem i jakos przetrwalo 5 lat. Mamy córkę 4.5 roku. Zawsze byly jakies flirty z dziewczynami ale mieszkam w UK i w czasie kiedy nie dawalam juz rady poszlam do psychologa ktory wytlumaczyl mi ze sposob w jaki sie odzywa tutaj do drugiej osoby jest dosc zrozumialy ivtak samo jak on odzywa sie do kobiet ja moge do mezczyzn. Jak pisalam jakos to zawsze bylo. Staralismy sie razem glowie po moich rozmowach i otwartym stawianiu sprawy typu co mnie boli i czrgo oczekuje. Maz jest samozatrudniony wiec ma elastyczne godziny pracy. Taz potrafi być w domu caly dzien a raz odwrotnie. Czasem w weekendy pracuje w klubie ktorego jest współwłaścicielem. Niby siedzi i oglada w biurze kamery. Klub ma od 2 lat a bylam tam moze 3 razy nie luczac okresu budowy i przygotowan a na moje proby zawsze mowi innym razem. Poniewaz zdarzaly sie flirty przez wiadomosci czasem sprawdzam mu telefon. 2 miesiace temu znalazlam wiadomosc od dziewczyny o 6.38 rano ze czekala i wlasnie wychodzi z mieszkania a on ma wiecej do niej nie pisać. Do domu wrocil o 5 rano. Poczekalam az wstanie i wybuchlam. Powiedzoal ze to tylko kolezanka i nic miedzy nimi nie było. Nie uwierzylam ale staralam sie wierzyc ze mowi prawde. Gdy pakowal swoje rzeczy po tym jak kazalam mu sie wynosic doszlo do szarpaniny po czym wyszedl z domu a najgorsze bylo to ze nasza corka byla tego swiadkiem i widzac go wychodzacego powiedziala mi mamo nienawidze cie. To zabolalo najbardziej. Poniewaz nadal mi zalezalo i po długich wyjasnieniach wrocil do nas obiecujac ze zerwie kontakt z ta dziewczyna bo nic dla niego nie znaczy i do niczego miedzy nimi nie doszlo. Dwa miesiace mnie oklamywal a ich kontakt nadal byl i chyba nadal jest na roznych czatach i portalach z tym ze zapisana jest pod innym imieniem w jego tel. I znow obietnice i tlumaczenia ze to ona do niego wydzwania z innych numerów a skoro on niewie ktp to odbiera. Oczywiscie byla tez odpowiedz typu niejestesmy wrogami wiec czasem rozmawiamy. I znow na moje gadanie i stwierdzenie ze rani mnie tym i ze ja niechce wybierac mu znajomych bo ma duzo kolezanek o ktore powinnam a nie jestem zazdrosne odpowiedział znow ze obiecuje…. teraz codziennie musze sie zastanawiac co robi gdzie jest i gdy pisze z kims badz odzuca polaczenia znow czarne mysli w glowie. Maz nie jest osoba z ktora akurat o tej dziewczunie i tej sytuacji da sie normalnie porozmawiac i wszystko sobie wyjasnic bo zaraz wychucha klotnia po czym albo wychodzi z domu ale zaczyna sie drzec. Corka jest w zerowce mozna tak powiedziec o od wrzesnia startuje z pierwsza klasa. Maz zawozi ja do szkoly i odbiera 3 dni a ja ostatnie dwa poniewaz pracuje na caly etat. Finansowo tez pomaga wiec narzekac nie moge z tym ze czasem wydaje mi sie ze on mysli ze finansowa pomoc to wszystko co musi mi ofiarować. Rzadko spedzamy czas razem bo jest często zajety praca. Zawsze do wyjsc ja musze popychac i wybierać miejsce
    Kwiaty sie zdarzaja ale tak na przyslowiowy ruski rok i do z dokladnoscia. Niechce by corka była swiadkiem tego wszystkiego bo cierpi na tym najbardziej. Mysle nad rozstaniem ale boje sie sytuacji kiedy zapragne jednak do niego wrocic bo niewytrzymam. Boje sie ze ni3bedzie mi pomagal z mala i z finansami i ze sobie noe poradzę. Tutaj prawo jest troszeczke inne niz w polsce. Czasem sa chwile ze wiem ze trzeba zerwac ale jednak sa tez te ktore mowia nie dasz sobie rady itp. Chodze do psychologa od tych 2 miesiecy wizyta raz w tygodniu mam znajomych ale kazdy wie jak to jest z radami od innych…. człowiek koniec koncow zrobi i tak po swojemu…. niewiem jak to bedzie i tego sie obawiam….. jako mloda dziewczyna mialam kilka prob samobójczych w zwiazku z silna depresja. Psycholog powiedzial ze jestem w grupie silnego ryzyka i nad tym tez pracujemy. Mam czesto bardzo brzydkie mysli ale vorka mnie trzyma przed ich realizacja…. a co jesli mysl o niej mie bedzie wystarczajaco silna. ….
    Niewiem co mam robic. Pogubilam sie juz a od niego wsparcia brak….

    • M

      Hej, przykro mi że nikt Ci nie odpowiedział.. Przeczytałam Twój post :) ja też jestem w podobnej sytuacji, bardzo podobnej…zbieram sie na odwagę, na decyzję, powiem Ci tak… wyobraź sobie, ze tą całą historię opowiada Ci Twoja najblizsza przyjaciółka i pyta Cię o radę, co jej mówisz?
      I masz już odpowiedź, swoją własną i dla siebie, najlepszą z najlepszych, zatroszcz się o siebie jakbyś była swoja najlepszą przyjaciółką.
      Wierzę, że jesteś silna, nawet jeśli kiedyś było inaczej, nie było córci przecież, kiedyś to historia, teraz jest teraz,
      polecam Ci EFT Brad Yates,
      ps znam realia UK, finansowo bez obaw, nie strasz siebie, to jedna z zasad ludzi kochających siebie :))

    • Lillka

      Dziękuję za odpowiedź mimo takiego czasu dalej nie jest latwo i niepotrafie tak poprostu odejść bo sie boje. Wiem że każdemu lepiej poradzić bo moja siostra była w podobnej sytuacji i radziłam jej to samo to ona mnie teraz ale kto radzić coś komuś może dostosować się do swoich rad…. narazie czekam co przyniesie czas cicho wierząc że się wszystko ułoży.

  • mikron_20

    witam. Jestem w związku z dziewczyną. Jest to związek na odległość i to dużą. jest to związek toksyczny, ponieważ jest ona niestabilna psychicznie. Na początku było wszystko dobrze no ale teraz się rozpadło i wiem, że już jej nie kocham. Powiedziałem jej to ale straszyła mnie samobójstwem, po paru dniach i prośbach jej koleżanki napisałem do niej no i teraz piszemy ona mówi że mnie kocha no ale ja tego nie czuję. Boję się że jak jej powiem że jej nie kocham i zakończę to ona sobie coś zrobi. Co robić ?

  • Ula

    Witajcie , na świeżo po zakończonym związku , dwa miesiące … niby nie dużo i dużo . Każdego boli co innego , zależy od tego z jakich powodów rozstajemy się z partnerem . Najbardziej żal mi dwóch lat zbierania się do tej decyzji , strata czasu , nie da się uratować związku na siłę . Dzieci to bardzo trudny temat , mamy córkę , ale jestem zdania ze dla dzieci właśnie powinno się wybrać rozstanie zamiast chorej relacji z która dziecko styka się na codzień , lepiej mieć jednego rodzica z uśmiechem na twarzy i spokojnym nerwami niż oboje dla zasady wiecznie skaczacych sobie do gardła , dziecko widzi więcej niż nam się wydaje .

  • mm

    a jesli jestes w drugim zwiazku? pierwszy nie wyszedl i jest dziecko, dorosle juz ale jest , drugi nie wyszedl ale juz wiesz ze gadanie o tym ze taki zwiazek to lipa i dzieci na to patrza to belkot. wybacz ale moja corka powiedziala po latach ze wolalaby widziec jak sie klocimy niz zyc bez rodzicow razem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • karola

      a od kiedy to dziecko wie, co dla niego lepsze?

    • A.

      Przez pierwsze kilka lat mojego zycia wychowywala mnie tylko mama. Moj ojciec ja zostawił. Bo byl za młody na dziecko, rodzinę. Po 2 latach znów został ojcem, tym razem poczul sie do odpowiedzialności. Niestety ich związek nie przetrwał, rozwiedli sie. Co mysle? Ze wolalam wychować sie bez niego niż przechodzi przez piekło rozwodu swoich rodziców. Widząc cierpienie mamy, jej zmarowane życie. Mama ma obecnie męża. To ten człowiek jest moim prawdziwym ojcem.

  • Alicja

    Jestem w takim toksycznym związku, po rozwodzie z mężem, poznałam mężczyznę „po przejściach” po kilku miesiącach znajomości wprowadził się do mnie, wtedy odkryłam, ze pisze na skypie z kilkoma kobietami, twierdził że to kwestia przyzwyczajenia, ponieważ wiele lat był samotny, powiedział że zakończy to, po kilku miesiącach sytuacja się powtórzyła, wybłagał u mnie wybaczenie, widzę że się bardzo stara (dodam, że w życiu na co dzień jest wyjątkowo dobrym i ciepłym człowiekiem). Jednak nie potrafię zapomnieć tego co się wydarzyło i chce się z nim rozstać, próbowałam wiele razy, tak wiele, że on już nie traktuje poważnie tego co mówię, do tej pory zawsze dawałam się przebłagać, czasem po kilku dniach, chciałabym żeby zniknął natychmiast i dał mi spokój. Nie potrafię być z kimś do kogo nie mam kompletnie zaufania, a nie chce się zadręczać, czy on dalej coś nie robi.

  • Ania

    A jak mam rozumieć zachowanie mojego męża, który wyprowadził się do matki dwa miesiące temu? Zabrał ze sobą łóżko, telewizor i część mebli, bo jego zdaniem „i tak mi się nigdy nie podobały”, zostawił mnie z dzieckiem i 400zł na miesiąc, twierdząc, że teraz będę sobie żyła tak jak chciałam i jego już nic nie obchodzi. Jednak potrafi do mnie dzwonić pięć razy dziennie, zapewnia, że bardzo mu zależy i naprawdę mnie kocha i moglibyśmy żyć normalnie, gdybym tylko się zmieniła. To nic, że nazwał mnie szmatą, suką itp. i że podniósł na mnie rękę, to ja jestem nienormalna. Moim przewinieniem jest tylko to, że mu powiedziałam, że mam prawo czasem spotkać się z przyjaciółmi (których on nie toleruje) i zrobić coś bez niego. Tyle razy już rozmawialiśmy o rozstaniu, ale jego zdaniem muszę po prostu zmądrzeć i będziemy szczęśliwi.
    A jesteśmy dopiero 1,5roku po ślubie. Czy to jest relacja, która da się ratować? Ja już nie mam ochoty…

    • Agnieszka

      Jeżeli jest tak jak piszesz, to uciekaj tak szybko jak się da i ciesz się, że to on się wyprowadził, TO JEST TOKSYCZNA RELACJA!!! Nikt nie ma prawa, podnosić na Ciebie głosu, obrażać ani stosować przemoc fizyczną. Takie sytuacje się nie poprawiają, może gdyby zgodził się na terapię, ale pewnie się nie zgodzi…

    • Anna

      Dziękuję za odpowiedź. Coż, powiedział, że pójdzie tylko do tej pani, z którą mieliśmy spotkanie w ramach nauk przedmałżeńskich. Podejrzewam, że dlatego, że mówiła, że mąż jest najważniejszy dla żony, a żona dla męża. To jest oczywiste i on był dla mnie najważniejszy, dla niego zrobiłam wiele rzeczy wbrew sobie. Jednak ta pani okazała się nie do namierzenia. Teraz już za nic nie chce się zgodzić na rozmowę z psychologiem we dwoje. A poruszanie tego tematu jest bardzo ryzykowne. Ja natomiast powinnam jak najszybciej iść sama, żeby ktoś mnie naprostował. Ale widzę już, że sytuacja się tylko pogarsza i nic tu nie pomoże.
      Chciałabym tutaj zwrócić uwagę tych osób, które nie są pewne, czy są w normalnym związku. Jeśli macie wątpliwości, a co najważniejsze, jeśli mają je Wasi bliscy, którzy widzą więcej, to lepiej się poważnie zastanowić.

  • Barbara

    Witam. Niestety ja mam dużo większy problem i nie tyle jeśli chodzi o partnera ale o jego dzieci. Krótko opiszę swój związek. Poznaliśmy się rok temu na jednym z portali społecznościowych- w tym czasie byłam 3,5 roku po rozwodzie z osobą uzależnioną która znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie. Obecny związek był związkiem na odległość (100 km) i to raczej częściej ja do niego jeździłam niż on do mnie, ale to dlatego że on jest osobą niepełnosprawną (po wypadku niesprawna prawa ręka) samotnie wychowującą 3 dzieci. Jest też osobą uzależnioną od alkoholu (chociaż jest ciepły, czuły i wrażliwy). Niestety po jednym toksycznym związku nie mogę wchodzić w drugi taki sam (chociaż partner twierdzi że nie ma problemów z alkoholem, wszelkie symptomy przemawiają za tym że jest i nie chce podjąć leczenia). I tu pojawia się mój największy problem- jak wytłumaczyć jego dzieciom moje odejście – one bojąc się że trafią do domu dziecka- chronią go. Bardzo zżyłam się z tymi dziećmi (2 chłopców- 17 i 14 lat i dziewczyna 12 lat) – uwielbiam je i wiem że one też mnie bardzo lubią. Najstarszy syn już zaczyna mieć problemy z alkoholem i doszła marihuana. Reszta narazie ok. Proszę o radę jk wytłumaczyć tym dzieciom moje odejście i czy powinnam utrzymywać z nimi kontakt?

  • Majk

    Jestem w związku 14 lat, w tym 9 jako mąż. Mam 33 lata. Ciężko mi przelać myśli na ten wirtualny papier, ale czuję, że nie mam – i o zgrozo – nigdy nie miałem wspólnych zainteresowań ze swoją żoną, gdy teraz się nad tym zastanawiam. Nie mam z nią żadnych tematów do rozmów poza tymi, które wynikają z życia codziennego – zakupy, rodzina, itp.. Żona nie dba o dom, naczynia mogą leżeć w zlewie i okolicy kilka dni, do czasu, aż nie uzna, że należy je pozmywać. Ja nie zamierzam tego robić, bo wiem, że jeśli bym zaczął, to oznaczałoby moją zgodę na taki stan rzeczy. Pranie wysypuje się z bieliźniarki, odkurzanie raz na kilka tygodni, kurze pościerane przez pomyłkę… Jako kobieta nie dba o siebie – nie maluje się, nie chce się nauczyć jak o siebie dbać. Pomijając takie rzeczy jak zwyczajna depilacja. „Przecież goliłam nogi 2 dni temu” – co znaczy, że drapią jak mój 2-dniowy zarost… Próbowałem „między wierszami” podpowiedzieć jej, żeby zaczęła zmieniać podejście do tych kwestii, bo mówiąc otwarcie przyjmowała to zawsze jako atak na siebie. Na jedne urodziny kupiłem jej depilator (lata temu), na któreś kolejne jeszcze inny. Niedawno za na prawdę spore jak na moje możliwości (zaskurniak) kupiłem jej depilator laserowy. A gdzie tam. Leży, czasem od wielkiego dzwonu używany. W kwestii ubioru jest tak samo. Fakt, nie przelewa się nam, ale nie jest tak tragicznie, żeby mając 5x więcej ubrań niż ja nie móc ubrać się ładnie, czasem sexownie i odpowiednio do wieku. W zimę paskudne swetry, i płaszcze przypominające wór w który ubrany był Jurand czekając pod murami Malborka… Do tego bluzki rozdekoltowane z zawsze niedobranym stanikiem (nie da sobie powiedzieć, że kupuje złe staniki), że stojąc nad nią gdy siedzi widać jej biust nie przykryty miseczką… Ochoty na sex, który stał się rutyną 2-3 pozycji nie mam od dłuższego czasu. Czasem jest bo jest… Pończochy, sexowna bielizna? Ha! Polarowa pidżama i tyle w temacie. Nie wiem jak z nią rozmawiać, czuję przepaść intelektualną – nie to że ja jestem alfą i omegą i za takiego się uważam, ale żona ma mentalność dziecka i zachowuje się naiwnie jak dziecko. Momentami muszę jej tłumaczyć tak banalne i proste rzeczy, że jestem przerażony, gdy o nie pyta. Nie potrafię określić kiedy zaczęło mi to przeszkadzać, ale chyba zdałem sobie sprawę wtedy, gdy moi znajomi i rodzeństwo zaczęli nieśmiało zwracać na to uwagę. Nie możemy mieć dzieci (wyleczony rak szyjki macicy) a wiem, że ona bardzo by chciała je mieć. Ja wręcz przeciwnie, nie chcę mieć dzieci i nie wyobrażam sobie dziecka w naszym domu, widząc jak wygląda nasze życie.
    Jestem bardzo spokojnym człowiekiem – nie piję, nie palę – ona także, jednak każda kłótnia kończy się napadem jej spazmatycznego płaczu podczas którego zaczyna się dusić. Dlatego unikam kłótni i dialogu, zamykam się w sobie i wolę milczeć niż czekać na jej kolejny atak. Nie planuję przyszłości. Nie potrafię określić co będzie za rok, a perspektywa reszty życia w takim związku niszczy mnie niesamowicie. Tak jak nie potrafię teraz powiedzieć, dlaczego się z nią ożeniłem. Nie pamiętam chwil, które mógłbym nazwać naprawdę szczęśliwymi, takimi, które chce się wspominać. Po tylu latach… Nie wiem co dalej z tym wszystkim robić, momentami mam chęć wstać, wyjść z domu i pójść przed siebie…

  • Zraniona

    Byłam w związku z żonatym przez kilka lat. Czułam się strasznie winna temu, że w tym tkwię i nie potrafię nic z tym zrobić. Zaniedbałam kontakty z znajomymi, bo był zazdrosny o każde wyjście bez niego. Żartując na mój temat, obrażał mnie. Potrafił macać mnie w miejscach publicznych. Godziłam się na ten związek tylko dlatego, ze bałam się samotności. Kilka razy próbowałam zerwać, ale zawsze wracałam z powodu tego lęku. Zaczęłam się uzależniać od tego, że związek ten dawał mi dreszczyk emocji… Na szczęście od jakiegoś czasu tak bardzo miałam go dość, że zalogowałam się na jednym z portali randkowych i poszłam na spotkanie z facetem o wiele bardziej odpowiednim dla mnie. Dopiero po tym spotkaniu byłam w stanie podjąć decyzję o rozstaniu. Mam nadzieję, że uda się mnie uwolnić od tego toksycznego uzależnienia, że do niego nie wrócę. Chcę stworzyć równą partnerską więź z kimś normalnym albo po prostu być szczęśliwą w samotności.

  • ddd

    witajcie
    ja to mam problem i w sumie nie wiem jak z niejgo wyjsc
    Jestem po 40 .Jestem facetem. Kilka lat temu rozwiodłem sie i miedzy czasie poznałem kobiete. Zylismy w układzie w sensie zwiazku, spotykalismy sie dla zabica czasu, dla seksu. Ona była po wieloletnim zwiazku w którym była nieszczesliwa, Jak sie potem okazało była tylko kochanką.
    Rozstawalismy sie kilka razy czesciej to z mojej strony bo …..po prostu jej zachowanie mi nie pasowało. Zakochałem sie w niej lecz niestety bez wzajemnosci. Wiedziałem,ze jest nielojalna wobec mnie. Cos mnie do niej ciągneło i nie wiedziałem co. Było mi z nią zle.
    Potem czasy sie zmieniły . Kupiła mieszkanie i wprowadziłem sie do niej choc poł roku wczesniej nie dopuszczała takiej opcji.
    Bardzo sie zmeniła. po 2 latach oziebłosci wobec mnie.
    Zmiana była na dobre i na złe. Te złe strony to zaborczosc, zazdrosc, podejrzewanie mnie o zdrady romanse,kontrola telefonu,maila,fb ,nawet prowokacje. Kontroluje co sie da. Jej relacje popsuły sie równiez moją rodziną. Moj syn (16 letni) przestał ja lubiec i wrecz odradzał mi z nia zwiazek bo widział jej zachowanie. Jestem teraz na takim etapie,ze nie wiem co do niej czuje. Raz mi sie wydaje,ze cos jest a innym razem chce od niej odejsc. To zaczyna we mnie narastac. Fakt dba o mnie bardzo ,Nikt tak o mnie nie dbał w zyciu, Pierze gotuje,sprząta itd. Jestem obługiwany jak dziecko a dla mnie to cos nowego bo nawet w malżenstwie dbał sam o siebie, W seksie tez sie bardzo porawiła i nie ukrywam,ze lubie z nią seks i sie bardzo zgralismy. Z drugiej strony mam tez swiadomosc tego,ze moze to robic bo .Wie,ze mam firme, jestem niezależny choc cieżko jest na rynku na jakim pracuje. Ona ma kredyt na mieszkanie i po zapłaceniu kosztów zostaje jej 700 zł na zycie. czyli ciuchy,jedzeinie dojazdy do pracy i papierosy.
    to tak po krótce moja historia.
    Problem leży gdzie indziej. Dzieje sie ze mna cos złego.
    Nie mam chęci do niczego, nic mnie nie bawi,nic nie cieszy. Jestem bardzo zdemotywowany A przy prowadzeniu działalnosci to wiadomo jaki skutek to niesie. Nie ukrywam równiez,ze zycie stało mi sie obojętne i to do tego stopnia,ze przestałem sie bac smierci. Nie wiem co jest tego powodem bo z jednej strony chciałbym miec kobiete przy sobie a z drugiej nigdy nie nacieszyłem sie wolnoscią, zyciem dla siebie,pracowaniem na spełnieniem własnych kaprysów. Ciągle byłem z kims zwiazany i tak od 16 r.życia. Boje sie samotnosci ale wyjade mi sie ,ze nie potrafie zyc w zwiazku.
    To bardzo niebezpieczna sytuacja dla mnie i dla mojego zycia
    Nie wiem czy to wina toksycznych relacji czy moja obwa,ze w wieku 42 lat nie spotkam nikogo sensownego. Nie ufam kobietom bo w zyciu mnie oszukiwały. Trafiałem na same złe. Bez róznicy czy były ze swiecznika czy zwykłe proste kobiety. Niby jestem bardzo atrakcyjnym kąskiem dla kobiet ale z drugiej strony zycie zrobiło mnie facetem z second hand z przeszłoscią, dziecmi w tle. Moze to banał. Sam juz nie wiem jak do siebie dotrzec jak pokochac zycie,odnalesc radosc,usmiech i cele w zyciu. Nie potrafie odpowiedziec na proste pytania.
    Moze tresc tej wiadomosci wydawac sie chaotyczną ale pisze tego maila w strachu,ze bede musiał szybko skasowac tresc lub wyłaczyc kompa.
    własnie tez zrozumiałem,ze zyje w strachu, ciagłym strachu o wszystko. gdzie szukac pomocy???pozdrawiam

    • Aniolek

      Ddd chciałabym z Tobą porozmawiać poza forum, jak sie z Tobą skontaktować? Mam podobną sytuację, moze będziemy w stanie sobie pomoc? Pozdrawiam

    • Maria Rydygier

      Ja rowniez mam podobna sytuacje z ktorej nie moge wybrnac.Moze razem udalo by nam sie porozmawiac.Pozdrawiam

    • Aniolek

      Pani Mario, może porozmawiamy poza forum? Proszę o podanie kontaktu, np e-maila. Pozdrawiam

    • Maria Rydygier

      maria.rydyg@gmail.com llub fb.Maria Rydygier-piszukaj.Pozdrawiam

  • Ela

    A co ja mam zrobić? Jesteśmy ze sobą ok 9 lat, mamy rocznego synka. Od bardzo dawna się nie dogadujemy, ciągle się kłócimy, wyzywamy, swego czasu nawet się biliśmy. Uciekałam od niego, on wydzwaniał, płakał, przepraszał, obiecywał poprawę, ja mu wybaczałam i wracałam, później wszystko zaczynało się od nowa. Teraz ze względu na dziecko chce odejść, nie chce żeby mój syn dorastał patrząc na nasze kłótnie tylko ze nie mam dokąd odejść. Nie mam gdzie mieszkać, obecnie mieszkamy w mieszkaniu jego matki, co jakiś czas słyszę od niego że mam stąd wyp…. On bardzo chciał mieć dziecko, wygląda na to że chciał go tylko po to żeby mnie uwięzić bo nie chce się nim zajmować, ciągle na niego krzyczy, przeszkadza mu krzyk dziecka i płacz, wiecznie mu wszystko nie pasuje, nawet jak mały chce się z nim pobawić to się wydziera. Poradźcie mi co mogę zrobić by się uwolnić i nie stracić dziecka? Powiedziałam mu że ze względu na dziecko powinniśmy się rozstać ale on to olał i kompletnie nic nie odpowiedział

    • Bambi

      Mam podobnie…14 lat małżeństwa, zrujnowana psychika. Miałam 16 lat jak zaszłam w ciaze, wzięliśmy ślub, potem całe 10 lat tkwilam w chorobliwej zazdrości, alkohol wyzwiska, popychanie. Po 10 latach poszłam dopiero do pracy, troszkę odzyłam, stalamm się niezależna przeatalam go kochać już całkowicie ale on tego nie rozumie, mówi że jestem na niego skazana. Boję się jego. Boję się podjąć decyzję. Boję się co powiedzą moi rodzice, jego rodzice…Do tego 3 lata temu dla ratowania sama wpadlam na pomysł drugiego dziecka. Więc teraz jest dom, potężny kredyt, dwoje dzieci. A on ciągle powtarza teraz że się tak stara. I nic nie dociera do niego nie widzi że ja już jest tylko fizycznie. I co ja mam zrobić?????

  • Anna

    A co jak mój mąż,ciągle oskarża mnie o wszystko,mówi ,ze jestem psychiczna,ze czepiam sie pierdół,manipuluje moimi emocjami i potrafi powiedzieć,że on ma to wszystko gdzieś,dzieci też jeśli mu mówie ,ze zabronie mu sie kontaktowac z nimi.No i najważniejsze powtarza,że zrobi wszystko,żebym do firmy nic nie miała a prowadzimy ja wspólnie,tylko on jest kierownikiem.Boje sie ze faktycznie zostanę totalnie bez niczego.

    • sara

      Uwierz mi facet jest zdolny do wszystkiego jak kobieta urazi jego męskie ego my kobiety dla nich jesteśmy niczym przechodziłam to raz miałam męża z którym się rozwiodlam okazal się tyranem jakiego nieznalam przez dwa lata niszczyl mnie dzień w dzien telefonami co rusz z innego numeru smsami typu zniszcze cie obleje kwasem zakopie w lesie i nikt cię nawet nie znajdzie miałam swoją firmę i zrobił wszystko żeby mnie wykończyć śledził mnie dzień w dzień zajezdzal mi drogę jak jechałam do pracy wyciągał z auta i lal piesciami w pół roku schudłam 20 kg wygladalam jak cień a mam dziecko którym musiałam się zajmować i wozić do szkoły ja nie żyłam to był horror a policja ? Byłam tam codziennie i nie robili nic a on czul się bezkarnie bo do niczego się nie przyznawał robił ze mnie idiotke a od policji słyszałam tylko musi mieć pani dowody i świadków lecz nawet jak je mialam słyszałam tylko bo takie są procedury które trwają miesiącami
      ………..

  • Smutna aga

    Witam ja niestety również żyje w toksycznym zwiazku i czasami nie nam juz na nic sily bylam energiczna i pozytywna osoba a teraz jestem cieniem tej osoby :( moj partner o kazdy drobiazg mnie obraza i wyzywa stracilam cala pewnosc siebie do tego mamy 6 miesieczna coreczke boje się ze nie podolam wszystkim obowiazka sama ale wiem tez ze tkwiac w tej relacji zniszcze sobie zycie…

    • Ania

      Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji. Moj partner wyniszcza mnie psychicznie każdego dnia a mimo to nie potrafię odejsc. Mamy razem 5 miesieczna corke i tym bardziej nie wiem co powinnam zrobic

    • Aniolek

      Ja mam podobnie, mój maz niszczy mnie psychicznie a pózniej mówi” chcesz zebym mial depresje”. Tez byłam wesola, usmiechnieta i pelna życia a teraz usmiecham sie sztucznie przy rodzinie i udaje szczesliwa. Tkwie w tym bo go kocham mimo wszystko… chociaz mam możliwość zeby odejsc w kazdej chwili. Mam dziecko ale duze, nastoletnie, wiec spokojnie sobie poradzimy nawet w moim trybie pracy. I jak uwolnic sie od tej chorej milosci?

    • Ali

      Jak nie podołasz?To jest tylko jedno dziecko a nie ósemka. Podołasz jeszcze bardziej nie mając u boku faceta który wykańcza Cię psychicznie.

  • Ali

    A JA Z DWÓJKĄ DZIECI ROZOSTAŁAM SIĘ PO 10 LATACH.Książkowy przykład toksycznego związku.W końcu dojrzałam.Miałam zbyt dość.To była wegetacja.Są chwile gdy jest mi smutno ale najlepiej wtedy pomyśleć o przykrościach i robi się lżej.Starszego syna jest mi szkoda ale powyższy tekst dodał mi otuchy.Nie muszę w takim razie użalać się że dzieciak ma spieprzone dzieciństwo bo miałby je gdybym została. Chcę mu pokazać życie takie jak ja postrzegałam w swoim dzieciństwie ,które było piękne i bogatsze o pozytywne wrażenia i świadomość otaczającego piękna niż dzieciństwo jego ojca i wedle tych reguł musielibyśmy żyć.Takim kobietom które się boją -radzę-uciekać jak najdalej.Nie tłumaczyć się, że dziecko lub że ślub, bo to ośmieszanie się.Ewentualnie poczekać jak dzieci podrosną i olejemy to lub pójdziemy do pracy i staniemy się niezależne -wtedy długa!

  • ifka

    Właśnie znalazłam ten artykuł i chcę się podzielić moim skrawkiem zrujnowanego życia…Mam 38 lat( właściwie w listopadzie kończę 39). Przeczytałam ten artykuł i popłakałam się jak bóbr bo doszło do mnie kilka ważnych kwestii ale od początku…mój staż małżeński jest bardzo krótki, wzięliśmy ślub w 2011 roku. Mąż był moją pierwszą ( jak do tej pory jedyną) miłością. W związkach damsko-męskich byłam bardzo powściągliwa nawet wycofana…ale pewnego dnia poznałam jego, był już po 30, facet po przejściach, skrzywdzony przez matkę poźniej przez kobietę, z którą ma dziecko. Imponował mi stanowczością, zdecydowaniem, wiedzą praktycznie na każdy temat, potrafił być opiekuńczy, piekielnie inteligentny z dużym poczuciem humoru do tego świetnie dogadywał się z moja mamą, do tej pory ma świetny kontakt z dzieciakami z mojej rodziny. Zakochałam sie po uszy! Nie zauważyłam niestety,że padłam ofiarą szantażu emocjonalnego. Długo by pisać w każdym razie na początku naszego związku spełniałam wszelkie prośby męża bo uważałam,ze to normalne w związku ale on nie dawał prawie nic w zamian. Jeśli się sprzeciwiałam swoim zachowaniem doprowadzał do tego,ze miałam olbrzymie wyrzuty sumienia, zatapiałam się w tym bagnie, straciłam całą pewnośc siebie, uwierzyłam,we wszystkie epitety skierowane pod moim adresem…ja wykształcona osoba, pewna siebie, wesoła stałam sie wrakiem człowieka…zakładałam maskę dawnej siebie przed rodziną, w pracy- ściągałam po przyjściu do domu…bilans mojego 5 letniego stażu to:strata 2 ciąż, przepłakane noce, kłopoty finansowe ( kredyty wzięte na ratowanie firmy męża) i stwierdzenie,że jestem przyczyną jego choroby psychicznej i wpędzenia w nałóg narkotykowy…3 miesiące temu wyprowadziłam się do moich rodziców,ale nie ucięłam kontaktów z mężem ponieważ bałam się,że nie dam rady pod względem finansowym a on obiecał mi pomoc…mój błąd bo do dziś przechodziliśmy bolesne rozstanie które trwało 3 miesiące. Czytam te 11 kroków i z krwawiącym sercem ( bo jeszcze mam wyryty w głowie i sercu napis z obrączki AMOR Vincit Omnia) mam nadzieję,że skończę ten toksyczny związek.

  • Katarzyna Wnuk

    wiem jak to jest byc w toksycznym związku byłam w nim 10 lat ale nie wiedziałam o tym ,na poczatku była fascynacja i rzekomo miłośc była tak było 8 lat po tym okresie zaszłam w ciąze urodziłam bliżniaki i tu zaczyna sie moja gehanna bo ktos kto był na pierwszym miejscu z szedł na plan dalszy ciągle słyszałam ze jestem tłustą leniwa krową która umie sie tylko uzalac nad sobą byłam wykonczona i sama z bliżniakami wyzwiska i wyzwiska słowo przpraszam juz nie miało znaczenia żadnego bo co z tego ze przeprosił jak po 2 dniach była powtórlka moje łzy i moje prosby na nic sie nie zdały ciagle nie taka nie sraka ,Potem juz było gorzej to ze pastwił sie na demną psychicznie jeszcze znosiłam mówiłam dla dzieci ale w momencie gdy doszła przemoc fizyczna to juz było za duzo najgorszy jest pierwszy raz gdy wzywa sie policje załozono mi niebieską karte dostał pouczenie i po 24 h wróził do domu czułam fizyczny ból jak go wyprowadzali powiedzmy ze spokoj był około 3 mies a potem była powtórka tylko gorsza bo juz nie tylko groził mi ale moim dzieciom ze poderżnie nam gardła ale ja juz sie przygotowałam miałam to nagrane na komórce bałam sie o dobro moich synków zadzwoniłam drugi raz poi policje znowu było to samo kolejna karta to juz mamy dwie wystraszył sie policji i uciekł z domu jak tylko radiowóz odjechał pan starał sie wejsc do domu walił groził demolował wszystko zniszczył drzwi bo zawszelką cene chciał sie dostac do srodka poraz kolejny policja przyjechała mnie spakowali i dzieci i zabrali do osrodka bo on znowu uciekł po zeznaniach moich nastepnego dnia wróciłam do domu gdyż jego złapali dopiero nastepnego dnia w pracy , został zatrzymany za grozby karalne i osadzony w wiezieniu .moja sytuacja była bez nadziejna bo nie miałam zadnego wsparcia zadnych oszczednosci , zaczełam szukac pomocy dla siebie i dzieci było mi bardzo ciezko ale dałam rade miał zakaz zblizania sie do nas tak dałam rade gdy juz myslałam ze wyszłam z tego bagna on wyszedł z wiezienia i czekał na wyrok nie mieszkał z nami 4 mies alde prosił błagał karta przetargową jakiej uzywał były nasze dzieci po ogłoszeniu wyroku dostał tylko prace społeczne zniesli zakaz zblizania i tak moj partner wrócił do domu zmieniłam sie nie wdawałam sie z nim w potyczki słowne nie odzywałam sie i nie reagowałam juz na wyzwiska po miesiącu wyjechałam do polski zmusiła mnie do tego sytuacja rodzinna sadziłam ze jak juz bedziemy osobno to moze zrozumie cos ze bedzie tesknił za mną lub za dziecmi nic bardziej mylnego , Zagranicą zostawiłam swoje nie pozamykane sprawy w Polsce jestem juz 7 mies i tez nie jest lekko ale wiem ze nie zniose juz wiecej tych obrazliwych tekstów dla niego jestem zbyt leniwa tłusta krowa która umie sie tylko uzalac nad sobą nie uzalam sie jest mi ciezko sama w obcym miescie z dwojka malych dzieci jestem poprostu zmeczona szukałam zrozumienia a dostałam hmmm… no własnie dostałam kolejną doze wyzwisk teraz jak juz rozmawiamy to jak tylko bluzga to sie wyłaczam nie mam ochoty na słuchanie jaka to jestem be bo wiem ze i tak mnie nie doceni i tak co bym nie zrobiła bedzie zle podwazał zawsze moją samoocena ,zawsze byłam ta gorsza zawsze wybrakowana a ja nie jestem taka trzeba miec odwagę na to aby zakonczyc taka relację robie to przedewszystkim dla dzieci by nie musiały słuchaj jaka mają matke kretynkę i leniwą dz..kę bo te epitety były na początku dziennym , Jak sie czuje no coz powiem tak przychodzi wieczór a moja poduszka jest mokra od łez które wylewam ze załozyłam ze dzieci moga cos zmienic nie moga cieszę sie ze je mam bo jest mi ciut łatwiej sa moja radoscia sa moim sensem zycia sa moim lekarstwem na zbolała dusze .Mam o co walczyc i dla kogo a eks no coz zyje dalej w przeswiadczeniu ze to ja jędza leniwa krowa do niczego sie nie nadaje … mnie jego opinia juz nie interesuje . Mam przyjaciól rodzine która mnie wspiera i dąze do celu aby moc zapewnic moim synom sama to co najlepsze w przyszłosci taki jest moj cel na przyszłosc a, moje serce jest wtej chwili zdeptane i poranione ale na to trzeba czasu wiec Kobieto nie trwaj w czyms co niszcy i zjada ciebie od srodka nie warto dasz rade musisz to zrobic dla swojego dziecka .zadaj sobie pytanie czy jestes szczesliwa troche egoizmu dla siebie dobra mama to szczesliwa mama pomysl o tych rzeczach i o czasie który mozesz poswiecic swoijemu dziecku bez wyzwiski spokoju błogim spokoju gdzie nikt cie nie ocenia … pozdrawiam

  • nikusia26

    Witam dołączę się do dyskusji. Ja ze swoim toksycznym partnerem żyłam 9 lat. Mamy dziecko ma 7 lat. rozstałam się z nim z rok temu. Po bardzo ciężkich latach. ZNosiłam jego obelgi poniżanie niemal codziennie. Do tego również pił a po alkoholu jego zachowanie było nieobliczalne. Nie wiem czy wcześniej z „przywyknięcia” że tak to nazwę nie zauważałam tego jak się zachowuje tzn zauważałam ale zawsze jego ataki na mnie wiązałam z alkoholem. Może dlatego że jak wtaczał się nawalony do domu to rozpętywał piekło. Wyzwiska grożby czasami siadał obok dziecka wtedy 5 lat i mówił że mama jest nienormalna. głupia leniwa itp… znacie to na pewno z własnych doświadczeń. wyjechał od nas byłam w rozsypce BYŁAM totalnym psychicznym wrakiem. Brałam leki żeby móc dalej jakos żyć pracować i zajmować się dzieckiem. niestety nie trwało to długo wrócił do miasta gdzie mieszkam i zadręcza mnie dalej. przychodzi niby do dziecka a cały czas się żremy nie daje już sobą pomiatać jak kiedyś ale to nie dobre do dziecko tego słucha. do tego konntroluje mnie sprawdza czy przypadkiem kogoś nie mam bo przecież inna jestem, bo jak ja śmiem go nie chcieć. bo jestem jego i należe do niego.Nie wiem jak mam się pozbyć co zrobić żeby zniknął z naszego życia. nasze dziecko raz każe mu się wynosić zdarzało jej się mówić ze wolała by żeby nie żył żeby tu nie przychodzil bo krzywdzi ją i mamę. Ona go tu nie chce. A on mi grozi że ją spakuje i wywiezie jak go nie wpuszcze. to nie miłość do dziecka broń boże to coś chorego. jakby prawo własnośći. a ja nie mam prawa mu zabronic. nie ma odebranych ani ograniczonych praw ale chciała bym sie odwazyc kiedys i zrobic to bo naprawde sie boje.

  • aniluap69

    A może założymy na fb jakąś wspólną zamkniętą grupę dla wtajemniczonych toksycznych związków. Prościej będzie rozmawiać i wymieniać się poradami, doświadczeniami, wsparciem?

  • Marek Markowski

    Co prawda przedstawię punkt widzenie ze strony faceta, jednak wydaje mi się, ze podejście powinno być podobne. Akurat w moim przypadku proces zakończenia relacji z moją narzeczoną był dosyć długotrwały i męczący. Działo się wtedy duży dziwnych rzeczy i w moim przypadku konieczne było całkowite zakończenie znajomości.
    Szerzej opisałem to na swoim blogu. Akurat o zakończeniu totalnym zakończeniu relacji wspomniałem w ostatnim wpisie.
    Gdyby ktoś miał chęć poczytać i podzielić się swoim podejściem to zachęcam do zajrzenia na blog. Piaskownica Meksa i cykl „Z życia Meksa” :)

  • Dorothy Schwalk

    Wiele godzin spędziłam na szukaniu winy w sobie. Tyle pytań rozbrzmiewało w mojej głowie każdej nocy, a na żadne prawie nie znajdowałam odpowiedzi. Analizowałam wciąż swoje zachowania, bo tak bardzo chciałam na nie wszystkie odpowiedzieć. Naiwnie próbowałam zmienić coś w sobie z nadzieją, że zmienię tym samym toksycznego partnera. I nawet kiedy czasem wydawało mi się, że wszystko idzie ku lepszemu – szybko docierało do mnie, że zmiana nie była spowodowana zrozumieniem przez toksyka istoty rzeczy. Zmianę powodował tylko chwilowy szok i niepewność. Toksyk tylko przez chwilę nie mógł złapać gruntu pod nogami, a ja wracałam do punktu wyjścia.

    Dziś z niedowierzaniem sięgam wstecz pamięcią – tyle tych powrotów było… Jak to możliwe, że dajemy się nabierać tyle razy? Skąd wiara, że będzie lepiej? Dlaczego tak długo wierzymy, że uda nam się zmienić toksyczną osobę? Bo kiedyś przyrzekaliśmy, że do grobowej deski? W zdrowiu i chorobie puki śmierć nas nie rozłączy? Może niektórzy kierują się właśnie tą ślubną obietnicą, którą składali w przeszłości. Ale ja wspominając moment sprzed dwudziestu lat wracam bardziej pamięcią do słów

    ” szanuj męża swego i żonę swoją…”.

    Nie sposób budować prawidłowych więzi bez wzajemnego szacunku. Każdy rodzaj relacji międzyludzkich musi się opierać na przyjaźni, lojalności i zaufaniu. Przyrzekając sobie uroczyście, że będziemy dla siebie ostoją wykazujemy wobec partnera ogromną dozę zaufania. Takim samym zaufaniem zostajemy obdarzeni my sami.

    Co zatem powoduje, że z czasem tyle rzeczy zmienia się na gorsze? Czyżbyśmy nie poznali się dość dobrze? Czy przeoczyliśmy istotne sygnały mogące wskazywać, że nasz partner okaże się w przyszłości tyranem? Czy on po prostu z biegiem lat się zmienia? A może to nasza wina – on zmienia się na gorsze i my to powodujemy?

    Nigdy! Nigdy tak nawet nie myślcie! A jeśli zdarzy Wam się po raz kolejny potraktować siebie jako winnego natychmiast weźcie zimny prysznic! Po którymś z kolei takie myśli Was opuszczą. Nie pozwólcie się źle traktować i zacznijcie działać! Wokół jest tyle smutnych historii. Tylko my sami możemy dokonać zmian we własnym życiu i tylko my możemy przerwać toksyczny krąg, który jak pętla coraz bardziej zaciska się wokół nas.

    Bez względu bowiem na to, jakiego rodzaju przemocy doświadczamy odnosimy rany. Są one niewątpliwie bolesne i trudno je ukryć przed innymi. Szczególnie osoby dotknięte przemocą fizyczną mają przed sobą po każdej akcji przemocowca niełatwe zadanie. Najlepsze pudry i róże nie są w stanie pokryć śladów „miłości”, jakie na skórze ofiary zostawia agresor. Z otwartą raną w sercu i często wieloma równie głębokimi na ciele wychodzimy do swoich prac, bo nie mamy innego wyjścia. Spuszczony wzrok i zażenowanie własnym wyglądem powodują, że dzień w pracy ciągnie się w nieskończoność. Pytania współpracowników i historie z otwierającymi się nagle drzwiczkami od kuchennych szafek są na porządku dziennym. Nasze myśli – zamiast na pracy skoncentrowane są tylko na tym, czy aby makijaż nie spłynął. Wyszła by wtedy przecież na jaw prawda, którą tak bardzo staramy się ukryć.

    Efekty przemocy fizycznej są jednak widoczne gołym okiem. Chwila nieuwagi ofiary lub powtarzające się historie z wpadaniem na meble i nawet średnio inteligentny obserwator może się zorientować w sytuacji. Może sam zdecydować, że potrzebujemy pomocy. Może zgłosić swoje podejrzenia odpowiednim instytucjom lub próbować z nami porozmawiać celem zorientowania się w sytuacji. Innymi słowy – może być świadom tego, że sami nie potrafimy poprosić o jakąkolwiek pomoc. W przypadku jednak przemocy emocjonalnej nic nie jest takie proste jak się wydaje, a my sami musimy o siebie zawalczyć.

    Osobiście – podczas tylu lat trudnej relacji z „exem” – czułam przez cały czas wewnętrzne zdenerwowanie, które nie opuszczało mnie ani na chwilę. Pozornie szczęśliwa, uśmiechnięta, towarzyska żona i matka, w środku roztrzęsiona jak źle stężona galareta – nie dająca sobie prawa do szczęścia niemota. Dobrze opanowałam sztukę ukrywania go pod fasadą masek, których z biegiem czasu posiadałam więcej niż najlepsi sprzdawc w Wenecji. I mogłabym powtórzyć za Jackiem Getnerem te słowa:

    ” Popatrz – oto moja maska, prawie zawsze taka sama. Doskonała, całkiem płaska. Nie ma cieni i załamań.

    Tak jest lepiej proszę nie rusz. Twarz ukrywać nie jest zbrodnią. Trochę farby i papieru – nie chcę wiedzieć co jest pod nią.

    Może zresztą nic już nie ma – pozostały tylko kości. Może wciąż mnie zżera trema? Nie dotykaj – tak jest prościej.

    Popatrz – oto moja maska, prawie zawsze taka sama. Doskonała, całkiem płaska. Wcale nie ma w niej załamań.

    Tylko czasem w środku nocy biegnę sprawdzić to do lustra. Czy mam ciągle sztuczne oczy? Brwi, powieki, nos i usta?

    Czy zostało po staremu? Czy na twarzy jeszcze ją mam? Czy nie spadło? Pytasz – czemu? Przecież jutro także coś gram.

    Popatrz – oto moja maska, prawie zawsze taka sama. Doskonała, całkiem płaska, bo nie widać w niej załamań „

  • Mon

    Nie wiem co powiedzieć jestem z facetem prawie 8 lat 3 lata po ślubie mamy 3 letniego synka. Na początku byłam dobrą delikatną dziewczyną na wszystko się zgadzałam teraz wiem że to była manipulacja (przecież kochałam) pozwalałam na kumpli piwka itd jak przychodził o 2 w nocy 4 nad ranem gdzie już dawno spałam to mówił że kocha najbardziej na świecie itd . Sam chciał dziecko kiedy już się mały urodził mówił że to ja za nim chodziłam że chce dziecko. To nie prawda ale w gruncie rzeczy zgodziłam się wszystko miało być pięknie. w ciąży szarpał mnie dwa razy ja głupia mu wybaczyłam ciąże miałam zagrożoną. Na szczęście mały urodził się zdrowym chłopcem. mówił że wszystko się zmieni natomiast nie pomagał mi jak przyjeżdżał to raz na miesiąc rzucił jakieś śmieszne 70 zł czasami może raz na dwa miesiące…. z jego strony i rodziny nie miałam żadnego wsparcia on ani nikt od nich nawet nie kupił jednych śpiochów wiedząc że szykuje wyprawkę (on miał odkładać na wesele) 2 dni przed ślubem prawdopodobnie chciał się wieszać (tego nie wiem) bo nie ma kasy na wesele . moi rodzice zadłużyli się na dużą kwotę jego rodzice do moich powiedzieli żeby wyłożyli połowę za nich że wszystko oddadzą. Nie dołożyli do wesela ani złotówki . do dzisiejszego dnia nie oddali moim rodzicom pieniędzy. Po ślubie mieszkaliśmy nadal osobno myślałam że coś się zmieni że będzie ze mną ze synkiem . raz trzymając dziecko na rękach kopnął mnie mówił do synka widzisz jaką masz jeb mamusie itd zdarzyło się że powiedział do mnie ty szm ty kur od sierpnia zeszłego roku zamieszkaliśmy razem próby odejścia od niego były marne chodził przepraszał płakał później się cieszył i znowu to samo . więcej bawi się z dzieckiem mój ojciec niż jego własny. o wszystko ma pretensje boli go że jak może być dziecko na pierwszym miejscu zamiast mąż . Ja mojemu synkowi dała bym wszystko a on tak jak by mu zazdrościł że o niego dbam . Rzadko kiedy sobie coś kupuję a jak kupię to chowam u rodziców bo będzie miał pretensje wiem że nie jestem szczęśliwa ciągle mnie kontroluje dziecko tak czy inaczej odchowałam ja teraz jest tylko plus tego że pracuje nic poza tym potrafi spać cały dzień cała noc bo on był w pracy potrafi się kłócić przeprosić i znowu kłotnia nawet nie wiem czy go kocham a jak odchodzi to mi go brakuje czy czuje wine nie wiem już sama bardzo mi przykro. jakaś kłótnia to zaraz pakuje się i już go nie ma na 3 dni bo jedzie do mamuśki i do kumpli przyjeżdża to wali od niego jak z gorzelni. mi robi wyrzuty za konto na fb fryzjerskie ( nie mam tam ani jednego swojego zdj same zdjęcia fryzur) to ma już pretensje że fryzjerzy (mężczyźni) mnie zapraszają robi mi wyrzuty sumienia że mogę pisać sobie z nimi a ja z nikim nie pisze ma hasła ode mnie zawsze może wejść bo ja nic nie ukrywam jak mówie że robi sobie co chce że jeździ sobie na cały weekend do swojej mamy (która zawsze go broni i pomaga mu w intrygach) i kumpli i nie wiadomo co tam robi to zaraz mówi że ja też robię co chcę bo do miasta pojechałam (często z dzieckiem) nie wiem jak to zakończyć i nie wiem jak w tym związku żyć . Alimenty złożyłam gdyż wyprowadzał się co drugi dzień i bałam się że zostawi mnie bez pieniędzy. na rozprawę nie przyszedł teraz znowu jesteśmy pokłóceni jak chciałam rozmowy w realu to powiedział mi że my nie mamy o czym rozmawiać a ja czy jest tego pewien a on że tak i na tym się skończyło . A jak zobaczył że nie dzwonię do niego z prośbami by wrócił to on dzwoni i pyta czy ja się zmienię jeżeli ja to on też że mam mu odpowiedzieć jak nie odp to dzwonił z pretensjami jak mówiłam że nie mam czasu to bo mały broi to mówił że na fb masz czas na komentarze a ja naprawdę mało korzystam. i powiedziałam mu przez tel że ma ze mną porozmawiać na reala a nie przez tel bo zachowuje się jak dzieciuch i że ja nie będę o takich poważnych sprawach rozmawiać to on że jutro wpada i wypada że tylko rzeczy weźmie że nie będzie nic deskutował a wiem że przyjedzie i będą pretensje a ja że setny raz się złamię…. przepraszam za tak długi wpis ( zal tylko mi synka go kocha dupka kocham cie tatusiu) żeby tylko on go kochał tak jak ten mały szkrab jego i mi wtedy serce mięknie i pękam .

  • hary

    dziewczyno zycie masz jedno i to i tak bardzo krotkie,to jest zwykly truten, dupek,wyjdz z tego domu i nigdy niewracaj,on za ciebie nie umrze

  • Anna

    hej a gdzie w uk mieszkasz ?

  • Acer

    Hej.Ja właśnie zakończyłem związek z dziewczyną która ma problem z alkoholem i hazardem. Mamy dziecko. Co mi pomogło żeby skończyć związek to napewno to ze o tym związku mam wyobrażenie takie jestem na tytaniku i on tonie i teraz pytanie uciekać i się ratujesz bo całe życie przede mną czy zatonąc. Mam 30 lat przeanalizowaliśmy swoje życie jestem wartościowym facetem. Odcięlem się całkowicie z kontaktem z partnerka bo to co na mnie stosowała to w komunikacji to poniżenie,strach,manipulacje, agresję. Trzeba jak w szachach myśleć o jeden krok do przodu bo chory partner zrobi wszystko żeby Cię udobruchac.Wieczne nie dotrzymane obietnice.Nic nie słuchać zerwać kontakt. Jeśli są dzieci tak jak w moim przypadku lepiej myśleć ze że będzie dobrze bo po co myśleć źle lekac się. 98%tego co sobie byobrarzamy nie sprawdza się. Pomysl sobie ze możesz spotkać w swoim życiu wartościowego partnera i spedzic życie w spokoju w miłości zaufaniu szczęściu. Mogę powiedzieć więcej zawalcz o swoje szczęście nie daj się.Dasz rade życie singla nie jest źle przypomnij sobie mlodość źle Ci było. Powodzenia

  • Acer

    Zawalcz o siebie.Wynajmij pokój i wyprowadzić się. Dzwon po usługo dawcach prąd woda gaz i powiedz ze robisz stop i podaj jego numer konta.Nie odpisuj nie odbieraj uciekaj dziewczyno on Cię zniszczy a życie ma się tylko jedno.

  • Mario

    Witam,mam 32 lata,od 4 lat jestem w toksycznym związku,jestem mężczyzną.Nie mam już siły na te wyzwiska,wyklinania na mnie,rozstawania,powroty.Staram się jak mogę ale wszystko co jest źle ona mówi że przezemnie,nie wiem już co mam robić,to mnie zabija,świat wali mi się na głowę,wieczne awantury o drobnostki,krzyki,wrzaski,pojawiają się też inni faceci,nie jestem zadrosny jak nie mam do tego powodu ale ona mi je chętnie dostarcza i gdy zapytam kochanie kto to taki to mam awanturę że dramat.Kocham ją bardzo,nie widzę świata i życia poza nią,nie potrafię tego zakończyć,to tak jakbym miał się nauczyć od nowa chodzić.Prosze was o kontakt,proszę o pomoc,chciałbym to wyleczyć z niej.Wychowała się bez ojca tu też jest problem bo nie widziała dorastając relacji miedzy matką a ojcem.Szukam powodów na jej zachowanie od 4 lat już bo nie rozumiem jak można kochać i tak jednocześnie niszczyć.Jestem w stanie zrobić dla niej wszystko a ona nic kompletnie nic ale mówi że kocha a po paru godzinach znowu nienawidzi i wyklina.Gdy podaje jej argumenty że nie jest to normalne to nawet ich przeczytać nie chce,nic do niej nie dociera.Proszę was o pomoc bo nie daje już rady:(

    • GoSia

      Mam 34 lata, dwójkę dzieci i męża – znamy się 16 lat. Żyję w toksycznym związku, czuję się gorsza, kiedyś coś co mi imponowało w mężu teraz mnie niszczy, czyli jego inteligencja, wiedza, dążenie do celu. Widzę, że nie nadążam za nim. Razem pracujemy… ja nie lubię naszej pracy, on to widzi, ale mówi, że razem pracujmy, bo w tym widzi kasę, ale mi ta kasa nawet szczęścia już nie daje. Nie oglądamy tv. Przez męża, bo on w niej nic wartościowego nie widzi, za to całymi dniami siedzi przy komputerze i pracuje ( no bo ktoś musi). Czasami chciałabym sobie włączyć tv i nawet jakąś pierdołę oglądnąć albo posłuchać muzyki dla odprężenia, ale odrazu jest nakaz założenia sobie słuchawek na uszy. Lubiłam kiedyś 1 z 10 ,ale w obecnej sytuacji nawet boję się puszczać owy teleturniej, bo przecież jak można nie znać odpowiedzi na pytania. Skoro on zna, no to przecież każdy zna. Czuję się jak debil przy nim, nieduacznik życiowy i jak to ostatnio określił mnie „tępa dzida”. Jestem nerwowa, impulsywna, mam myśli samobójcze. Nawet nie wiem czy ja Go kocham. Jestem z nim, bo tak naprawdę nie mam gdzie się podziać i tak tkwię w tym i czuję, że umiera we mnie uczucie do niego…… Przykre to, niestety.

    • Anna Chomicz

      Hej Mario:) jezeli ty juz nie dajesz rady i umiesz to sam przed soba i nami czytelnikami przyznac …to chyba sam juz widzisz ze zrobiles tyle ile mogles i o co chcesz jeszcz walczyc…granice zostaly przegiete ublizanie, krytykowanie, obwinianie ile jeszcze potrzebujesz?? Chyba ze w lozku wam sie uklada i yo czasami wygrywa….moze wspolna terapia by pomogla…ale zmusic partnerki nie mozesz…powodzenia na lepsze:)

    • Mario

      Ona nie dawno obiecała mi poprawę,że się zmieni.Nie wiem jak to w ogóle już odbierać,w złości nie raz już słyszałem okropne rzeczy,ostatnio pojawiły się nowe że wróciła tylko dlatego że ją o to prosiłem hmmm ale później że naprawdę kocha i chce tylko mnie.W co wierzyć a w co nie?Jeśli chodzi o innych facetów to jest podobnie,zawsze slysze parę wersji i też nie mam co na szczerość liczyć.Nie potrafię odejść,tak dużo się stało i dzieje nadal chodziaż po ostatniej obietnicy się pilnuje.Nie wiem czego jeszcze potrzebuje,jakieś pomysły na mój temat?

    • gocha

      Właśnie rozstalam sie z mężczyzna który raz był najukochanszym człowiekiem by za chwilę powedzec ze jestem szmat.kur..I galy wszystkim robie bo ktoś na mnie spojrzał albo odezwal siedo mnie albo poszłam do pracy.. kocham go ale juz nigdy nie chce tego wszystkiego slyszec..były rozstania i powrotu po których było jeszcze gorzej. Nie uratujesz tego ona widzi że bezwzgledu na to co zrobi i tak bedzesz z nią i będzie posuwac się coraz dalej…zniszczy Ciebie jak mnie mój luby. Życie masz tylko jedno pamiętaj o tym. Ja powtarzam sobie to co chwilę bo chce znów przytulić się do niego ale wiem ze już nie mogę…nie pozwolę niszczyć siebie….chodzę i rycze ale tak musi być muszę przejść ten etap aby zacząć nowy i tej myśli trzymam sie bardzo mocno bo inaczej wszystko zacznie się od Nowa…przeczytaj sobie o zespole otella…

    • Elżbieta

      Bardzo ją kochasz, ona czuję się zagubiona, walcz o nią. Troszcz się, jak będzie czegoś potrzebować pomóż jej. Gdy wychowuję się dziewczyna bez ojca potrzebuję wsparcia, ona to z czasem doceni. O miłość trzeba walczyć, bo kocha się tylko raz. Najważniejsze nie słuchaj osób trzecich, skup się na swoim sercu, ono najlepiej czuje.

    • Elżbieta

      Najważniejsze, też byłam w toksycznym związku i można go wyleczyć, ale w życiu trzeba chcieć. W naszym przypadku wchodziła w grę rodzina. Wiecznie ktoś się wpier…, a mój facet skupiał się na rodzinie. Gdy odciął pępowinę wszystko się ustabilizowało. Walcz bo będziesz żałować, a życie ma się jedno. Wsparcie i pomoc jest najważniejsza. Spójrz na siebie bo nie do końca wierzę że ty jesteś bez winy. Czy może ty ją jakoś skrzywdziłeś

    • Elkos

      Kochany odezwij sie jak chcesz pogadac xls1984@interia.pl to co piszesz to wg mnie u niej jakas choroba..ona sie nie zmieni..nie ma co sie ludzic..uwiklala cie w relacje z wmawianiem Twojej winy

  • Pol

    Często kobieta z zespołem pięciu objawów jest toksyczna bo nie może pogodzić się z rozwodem. Dlatego zamiast iść po pomoc do specjalisty znęca się nad kolejnymi partnerami.

  • Asia

    Witam. jestem w związku od 2lat. ja po rozwodzie, on też. od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy i jestem przygaszona, niedoceniana, niekochana. Ciągle tylko krytyka albo wyśmiewanie, makijaż nie taki, bluzka nie ta, buty nie takie, a czemu tak a nie tak…. Partner nie okazuje mi jakichkolwiek uczuć, gestów, nie rozmawia na nasz temat i ucieka od wypowiedzi. Bardzo duzo pracuje, ciągle zmęczony nie ma sił na spotkania. nie mieszkamy razem. Nie mam jakichkolwiek odczuć ze on cokolwiek do mnie czuje. Gdy sie do niego przytulam stoi jak słup. namiętny pocałunek to tylko czasem podczas seksu raz na 2 tygodnie czasem tydzień. Gubie sie w tym wszystkim bo mnie izoluje od siebie i nie wiem na czym stoje. straciłam zaufanie i chęci.z wielu rzeczy rezygnuje bo on tego nielubi. ogranicza mnie. Gdy chcę porozmawiać o tym co czuje twierdzi ze robie sceny i ucieka. to mój 3-ci związek który się wali a ja juz nie mam sił.Popadłam w paranoje i czesciej zastanawiam sie czy lepeij rozbić się samochodem czy zagazować. jestem w związku samotna i bez jakichkolwiek uczuć. chyba bede niedługo na etapie przerwy bo nie wiem czy to ratowac czy kończyć. Jeśli on nie bedzie chciał pracować to nie bedzie sensu, bo on nie widzi problemu.

    • Magdalena

      Czesc
      Nie łudź się,ja łudziłam się tak 6 lat!!! Wręcz mi wmawiał,że to moja wina,że jestem nikim,że nie potrafię sama żyć itd. Wiej od niego jak najprędzej,bo potem jest tylko ciężej.
      Jesteś cudowna,piękna i mądra i stać Cię na dobrego partnera,nie wypaczonego tyrana!!!! Co dzień sobie to powtarzaj!
      Życzę mądrych decyzji. Pozdrawiam

    • zyczliwa

      mov byly byl taki sam, z autopsji moge ci powiedziec, ze nie beierzecie na prawde pod uwage i prawdopodamnie mial albo ma albo zamierza miec romans, lepiej uciekaj nize odkryjesz po dwoch latach jak ja

    • Elkos

      Tez jestem w takiej sytuacji..on nie ma dla mnie czasu..oboje jestesmy po rozwodzie.on ma dziecko ja tez..ciagle wymowki…ze musi duzo pracowac..ze syn a on ma prawie 16 lat a mi sie eydaje jakby mial 5 i nic nie potrafil..ze zajecia domowe..brak czasu..nie wie jak to pogodzic..pracuje jako kierowca jak swieci slonce zmeczony bo goraco jak pada ze bloto..a to 2 miesiac naszej znajomosci..boli mnie serce i ryczec mi sie chce bo tak to nie powinno wygladac..ostatnio stwierdzil ze moze powinien mi dac wolnosc i nie zabierac mi czasu..ja czuje ze mu na mnie nie zalezy..jest coraz gorzej..ludze sie ze cos sie zmieni ale chyba to zludzenie bo boje sie znow byc sama..moze ktos chcialby pogadac Xls1984@interia.pl czuje ze powinnam sie z tego otrzasnoc i go pogonic bo poczatki znajomosci tak nie wygladaja..i chyba strach przed samotnoscia mnie boli

  • Gosia

    Witajcie, wczoraj podjęłam decyzje kolejna na przestrzeni dwóch lat o rozstaniu z moim partnerem z naszej bardzo toksycznej relacji bo inaczej tego nazwać nie można .
    W związku z tym, nie tylko kończę samą relacje , w moim wypadku zmieniam mieszkanie a nawet znajomych których i tak po dwóch latach prawie nie mam .
    Czuje się tak samotna jak nigdy dotąd .
    Rok temu w tym samym czasie tez podjęłam te decyzje ale ugielam się po trzech miesiącach ponieważ mój partner zmienił się nie do poznania .( tak się wydawało ) Trraz tez nie odpuści będzie pisał dzwonił i szukał ale również próbował się dowiedzieć gdzie mieszkam .( tak bulo rok temu ).
    Przynosił kwiaty obiady zabierał na spacery o co nie mogłam sie doprosić przez rok .

    Nie umiem sobie poradzić . Może ktoś z was wesprZe złota radą na to fatalne uczucie bezsensu strachu i potwornej samotności . Dodam iż wszsyscy moim obecni znajomi to jego przyjaciele i bliscy ….

  • Jolanta Piter

    Witam. Jestem w toksycznym związku chyba od samego początku czyli od 10 lat. Miałam wtedy 19 lat. Byłam wtedy pewną siebie odważna dziewczyną. Poznałam mojego obecnego męża. To on zabiegał o mnie od początku. On pierwszy mi powiedział nawet bardzo często że mnie kocha. Ja się bałam tego słowa aż w końcu mu to powiedziałam. Pomimo wielu wad cały czas myślałam, że się zmieni. Podobno się zmienił przy mnie. Był mniej nerwowy. Przestał grać na maszynach. I tak minęło 7 lat jak jak wzięliśmy ślub. W sumie to ja go chciałam. Ślub zorganizowałam prawie tak jak chciałam. Po prawie roku starań zaszlam w ciążę. Piękny okres ale też nie obyło się bez zalaman. Gdy urodził się nasz synek wszystko wydawało się że jest pięknie. Macierzyństwo miło wspominam. Gdy wróciłam do pracy wszystko się skończyło. Mąż wiecznie mi zarzuca, że za długo jestem w pracy i powinnam więcej czasu spędzać z dzieckiem. Jak nie zdarze posprzątać to mi to wygarnie. Uważa że powinnam więcej zarabiać. Krytykuje mnie jako żonę matkę i kobietę. Jestem tym wszystkim zmęczona. Podczas ostatniej kłótni powiedziałam mu to że jestem zmęczona bo chodzę do pracy dom muszę ogarnąć dziecięce się zająć. Mały ma półtora roku i budzi się min 2razy w nocy. On uważa że to co robię to przecież nic wielkiego. Myślałam że na drugi dzień przemysli moje słowa. Ale chyba się przeliczylam. Jestem wypalona emocjonalnie nie mam już sił na ratowanie tego związku. Chcę się wyprowadzić ale się boję. Nie mam z kim o tym szczerze porozmawiać.

  • Ona

    Witam,
    Jestem żona od dwóch lat. W związku z mężem już jakieś 9 lat. Jakiś czas temu zachorowałam na nowotwór. Zostałam sama. Już wcześniej nie układało się nam. Czuje się bardzo samotna i nie potrafię uciąć kontaktu z nim, ani nie mam odwagi wnieść o rozwód. Jemu najwyraźniej nie jest to potrzebne. Żyje swoim życiem wmawiając mi, ze mnie kocha i nie wie co robić. Jednocześnie prowadząc normalne życie realizując siebie oraz utrzymując kontakty przyjacielskie z różnymi kobietami. Chyba nie muszę dodawać jak czuje się w tej całej sytuacji w chorobie. Pomocy! Chce się uwolnić, ale nie wiem jak ….

    • Ona

      Dodam, ze bardzo się staram żyć swoim życiem. Chodzę na terapie, spotykam się z ludźmi, szukam sobie zajęcia, nowych pasji, nawet biorę leki antydepresyjne… niestety przy najmniejszym kontakcie pękam na nowo. Jeśli się nie odzywam on szuka kontaktu ze mną. Kiedy wykazuje się dobra wola i zaintetesowaniem on traktuje mnie podle i obwinia za całe zło w naszym związku… nie potrafię przeżyć, ze wciąż szuka nowych znajomosci, albo podsyca już istniejące, a mnie trzyma sobie na boku. Najgorsze, ze ja wszystko to rozumiem, ale nie potrafię się uwolnić :(

  • Ewa Pe

    Masz podobnie jak ja… Ja mieszkam od 3lat w Nienczech. Ja w swoim komentarzu opisujac swoja historie bardzo dyskretnie napisałam, ze bywało jak pil z ojcem po pracy. A to wyglądało dużo gorzej. Potrafili pic cały dzień jeśli wolne bylo.. Jego ojciec go rozpil, odkąd zaczęli razem pracować. Jak ja sie wprowadziłam on jeszcze pamiętam trenował, był anty na % a teraz?… Brak komentarza. Mamy razem dziecko chciałam odejść juz dwa razy. Bezskutecznie. Zastraszana byłam przez niego i jego ojca- walka o dziecko a dwa bo czują wladze, gdyż jestem zależna finansowo od meza. Dla niego zostawiłam w Polsce dobra prace rodzinę wszystkich. A teraz? Siedzę w domu, kura domowa i 24h na dobę mama. Nic z życia a tylko jego niezadowolenie, wymogi itp. Musimy znaleźć spsob, zebt sie uwolnić!

  • Monika Garcia

    Trafilam tutaj probujac zakonczyc zwiazek, ktory przechodzi powazne problemy juz 8 miesiecy. Zaczelo sie od popelnienia bledu przeze mnie i wykrycie go przez partnera ( przejrzenie mojej korespondencji), potem od kontroli i braku zaufania po obwinianie i agresje w kazdej mozliwej i nie pasujacej mu sytuacji. Kazdy powod w jego oczach urasta do rangi konkretnego problemu, ataku i totalnego braku checi rozwiazania tego na innych zasadach niz przystanie na jego warunki. Pomimo tego, ze klotnie sa coraz bardziej hardkorowe i coraz mniej sensowne, nie potrafie wyprowadzic sie z naszego wspolnie wynajmowanego mieszkania, ani wyrzucic go za drzwi przy kolejnej probie uswiadomienia mi jak bardzo to ja ¨skopalam¨ w tym zwiazku. Z pewnej siebie osoby, ktora bylam zanim sie poznalismy powoli znika jakiekolwiek poczucie bezpieczenstwa i wartosci. Meczy mnie sytuacja w ktorej sie znajduje jednoczesnie nie potrafie jasno odpowiedziec sobie czy jestem w stanie wypelnic krok 1. z tego artykulu.

    • Morela

      Hej! U mnie to byla podobna chyba historia – na samym poczatku naszej relacji zawinilam calujac na imprezie mojego kolege co polozylo się cieniem na naszej relacji… Mimo że moj chlopak mi „wybaczyl” i zdecydowalismy się pozostać razem, faktycznie nigdy tego nie zrobił… Stalo się to dla niego argumentem do chorobliwej zazdrości- kontrolowania telefonu, ograniczania mi kontaktu ze znajomymi, oskarzania mnie o kolejne wystepki, mimo ze nigdy nie dalam mu powodu do takich podejrzeń. Dalam mu troche czasu aby się z tym uporał. Niestety po 3 wspolnych latach, w ktorych pojawialy sie okropne sytuacje- klotnie, wyzwiska, dalej nie potrafi mi tego wybaczyc i nie ma do mnie zufania ani szacunku.. Zdecydowalam ze zakończę ta relację i tym razem mi się uda. Trzymajcie za mnie kciuki! I duzo sily i przekonania dla tych, ktorzy jeszcze nie są zdecydowani!

    • Monika Garcia

      Trzymam kciuki mocno, to jest bardzo podobna sytuacja do tej, w ktorej ja sie znajduje…niestety jesli tylko jedna strona probuje to naprawic, to w koncu brakuje pradu. Ciesze sie ze podjelas taka decyzje, daj koniecznie znac jak Ci poszlo!

    • J.Z.

      Jaki związek przetrwa bez zaufania? Odpowiedzialność niestety leży po stronie osoby, która to zaufanie złamała. Mówi się, że czas leczy rany, ale czasami okazuje się, że mimo upływającego czasu, wbrew najlepszym chęciom i staraniom nie udaje się jednak zaufać osobie, która dogłębnie zraniła. Skoro zraniła raz, może przecież zranić i drugi, bo jej system wartości pozostaje raczej taki sam. Współczuję osobom, które dają takim ludziom drugą szansę. Jak ciągnie do innych osób niż partner/ka, odważny człowiek po prostu by to przed sobą przyznał i szukał szczęścia gdzie indziej.

    • Morela

      Co za bzdury!!! Jesli decyduje sie na wybaczenie to wybacza, a nie kolejne trzy lata dreczy i wypomina. Chyba niezbyt uwaznie przeczytalas/les co napisalam. Jak mozna okreslic mianem „najlepszych checi” wyzywanie od „dziwek i szmat”, wyrzucanie z domu i kontrolowanie zycia?? Wlasnie tych checi ze strony partnera zabraklo i pomimo moich najlepszych checi i poświęcenia nie udalo się niestety pozostać razem.

    • Morela

      Dasz radę! Znajdz bliską osobę ktora wesprze cię w tej decyzji! Dalej jesteś tą samą silną i niezależna kobietą!

  • Nina

    Nina

  • Nina

    Dziewczyny, polecam Wam terapię przez czytanie. Mnie bardzo pomogło. Jest wiele książek np. „Toksyczni mężczyźni”, „Moje dwie głowy”, „Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje”, „Kobiety, które kochają zbyt mocno”. To takie podstawowe pozycje. Nie musicie inwestować w nowe książki, bo nie są zbyt tanie. Znajdziecie je używane np. na Olx. Wyjście z toksycznego związku jest bardzo trudne. Musicie znaleźć w SOBIE moc. Mnie naprawdę pomogło czytanie. 3mam za Was kciuki.

  • Acia

    Witam. Ja również jestem a może można powiedzieć już ze byłam w takim toksycznym związku od 5 lat. Z tego związku mam dwójkę małych dzieci. Mój partner nigdy nie pomagał mi w opiece nad dziećmi. Często nazywał je ” bachorami”. Kiedy byłam w ciąży z młodszą córeczką on dał mi pieniądze na aborcję. W szpitalu po urodzeniu starszego dziecka czy też nawet młodszego odwiedził nas tylko raz. Często nazywał mnie wywloka, kur**, szma** itp. Zdradzal mnie wiele razy z czego na 3 zdradach go przylapalam. W jego oczach byłam nikim. Zwykła biedaczka. W nocy bardzo często bił mnie za to że za głośno oddychalam, nawet gdy byłam w ciąży. Często nie spałam całą noc bo nie chciałam aby mnie bił. W złości potrafił łamać dzieciom zabawki, łóżeczka i wszystko co miał pod ręką. Prawie codziennie byl pijany i pod wplywem jakichs srodkow odurzajacych. Ponizal mnie w obecności mojej rodziny nawet za co ze mu jakiś danie nie smakowało i był dalej głodny. Ja się na to wszystko godzilam bo kochałam, bo wierzyłam że się wkoncu kiedyś zmieni. Ale dziś już wiem, wkoncu zrozumiałam że to się nigdy nie skończy. U niego to jest chyba rodzinne bo jego ojciec jest taki sam. Dziś czuję się wolna i wkoncu szczęśliwa. Nie żyje już w strachu i ciągłej niepewnosci czy mu coś dziś nie odbije.

    • Jusi G

      Dziekuję Ci za to wyznanie. Moja historia bardzo przypomina Twoja tyle, że ja jestem na początku mojej drogi walki o siebie, dziecko i normalny spokojny dom. To co mnie czeka czasem mnie przeraza dlatego przeczytanie o tym iz nie ejst to niemozliwe dodaje mi otuchy:)

  • kaja1504

    U mnie taka sama sytuacja….5 lat męki. Niestety partner pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny i uważa że to jak jest między nami to normalne a inni udają tylko. Wiecznie czepia się o wszystko, poprawia mnie na każdym kroku, nie rozmawiamy prawie wcale, nie robimy nic wspólnie bo nie mamy wspólnych zainteresowań. …w sumie gdy nawet coś proponuje to zawsze coś co mu nie pasuje. Okłamuje mnie na każdym kroku, ma problemy z alkoholem -zapewne spowodowane też tym iż zwyczajnie nikt go nie lubi. Gdy jestem zadowolona wyśmiewa to, uciszyć mnie, często zaczyna jakiś przykry dla mnie temat by tylko mnie zgnębić. Uciekam od niego kiedy tylko się da….do normalnych osób. Nie okazujemy sobie uczuć, kochamy się raz na 6 miesięcy. ..zapewne całowania i przytulania . Proszę go by mnie nie niszczył. …nie musimy się kochać ale chociaż się tolerujmy. On uważa że mnie kocha. Niestety nie mam wsparcia, nie mam dokąd iść, mamy też dziecko. Codziennie mam nadzieje że zniknie z mojego życia. Nie myślałam że można być takim człowiekiem jak on, niczym wampir energetyczny wysysa ze mnie życie. Chce by zniknął