3 sposoby na radzenie sobie z bólem psychicznym

Większość z nas została na jakimś etapie życia zraniona. Efektem tego może być powracający, odbierający chęci do życia ból psychiczny i emocjonalny. Bez wątpienia najlepszą metodą uwalniania się od niego są sesje u psychoterapeuty lub spotkanie z dobrym przyjacielem. Jednak nie zawsze jest to możliwe. Jak więc poradzić sobie z takim bólem samodzielnie?

Kultura wypierania emocji

Gdybym miał wybrać tylko jedną rzecz, której chciałbym być nauczony w dzieciństwie - byłaby to umiejętność akceptowania i wyrażania swoich emocji.

Po latach mojej pracy dochodzę do wniosku, że to właśnie kultura wypierania i negowania naszych uczuć czyni najwięcej szkód w naszej psychice. Większość tych problematycznych części naszej osobowości formuje się jako naturalna odpowiedź na brak umiejętności radzenia sobie z emocjami.Niektóre części naszej psychiki są bowiem zmuszone do utrzymywania nieakceptowanych emocji poza naszą świadomością (robią to poprzez najróżniejsze dystraktory, od pogoni za sukcesem, przez perfekcjonizm, aż po emocjonalną obojętność), inne natomiast są zmuszone gasić pożary, gdy emocje wypływają na powierzchnię (najczęściej robią to poprzez różne uzależnienia).

Dlatego też w naszym społeczeństwie bardzo powszechny jest stan bycia wewnętrznie “naładowanym” wypartymi, destrukcyjnymi emocjami, które za wszelką cenę chcą się wydostać na powierzchnię świadomości.

Aby się od nich uwolnić, musimy pomóc im wydostać się na zewnątrz. Musimy je wyrazić.jak poradzić sobie z bólem psychicznym

Terapia bliskości

Badania jasno pokazują, że ludzie, którzy posiadają bliskich, szczerych przyjaciół, są szczęśliwsi od tych, którzy takich ludzi w swoim życiu nie mają. Jednym z najważniejszych powodów tego wzmożonego poczucia szczęścia jest to, że dzięki bliskim możemy znacznie łatwiej uwalniać się od emocjonalnego bólu i cierpienia, które tak często trawi nas od środka.

Przyjaźń może działać jak dobra terapia. Jak to możliwe? Otóż do zrzucenia ciężkiego balastu emocjonalnego czasami (choć nie zawsze) wystarczą trzy etapy, które w przypadku bliskich i pełnych wzajemnego zaufania relacji są zwykle obecne:

  1. Przestrzeń do wyrażenia tego, z czym jest nam tak ciężko,
  2. Bycie uważnie wysłuchanym,
  3. Bycie zaakceptowanym niezależnie od tego, co powiedzieliśmy.

Obecność tych trzech elementów może czynić cuda. Gdy ktoś nas zaakceptuje oraz da nam bliskość i miłość niezależnie od tego, czego doświadczamy, emocjonalne rany goją się znacznie szybciej.

Jednak abym nosząc w sobie jakiś ciężar mógł zdać się na odwagę i zwierzyć się swoim bliskim z tego, co jest dla mnie takie trudne, warunkiem koniecznym jest pełne zaufanie do drugiego człowieka. Warunkiem koniecznym jest pewność, że punkt 2 i 3 będą tam obecne.

Jeśli podejrzewam, że nie zostanę uważnie wysłuchany lub to, czego doświadczam nie będzie zaakceptowane, nie mam najmniejszego zamiaru się niczym dzielić.ból emocjonalnyNiestety o relację, w której te ciemniejsze aspekty naszej osobowości będą zawsze przyjmowane z empatią i miłością jest niezwykle trudno. Niektórzy z nas mają bliskich przyjaciół, którzy ze względu na brak akceptacji samych siebie nie potrafią akceptować innych ludzi lub ich wewnętrznych trudności. Inni nie mają zdolności uważnego słuchania, cały czas chcąc zwracać uwagę na siebie.

Niektórzy z nas w ogóle nie mają w swoim otoczeniu na tyle bliskich osób, aby móc się w ich towarzystwie otworzyć.

Co wtedy? Czy jedyną opcją na uwolnienie się od emocjonalnego bólu jest spotkanie z psychologiem lub terapia?

Nie oszukujmy się - w wielu przypadkach właśnie tak jest. Jeśli ból jest naprawdę silny, a czasem wręcz związany z jakąś traumą - spotkanie ze specjalistą może być konieczne.

Jednak zaskakująco często możemy sobie poradzić z takim bólem samodzielnie.

Poniżej opisuję trzy proste (choć w praktyce nie zawsze łatwe) i praktyczne sposoby na uwalnianie się od emocjonalnego bólu.

1. Napisz list

Może to być list do osoby, która sprawiła Ci cierpienie. Może to być list do samego siebie lub do tej części Ciebie, która nosi w sobie ten ciężar. Wylej na papier wszystko to, co czujesz i co myślisz. Nie ograniczaj się. Klnij, jeśli masz taką potrzebę. Płacz, jeśli łzy do Ciebie przychodzą. Nie będziesz musiał tego listu nikomu wysyłać ani czytać. Potraktuj to jako eksperyment - usiądź z kartką papieru i długopisem i po prostu przelej swoje uczucia na papier.cierpienieCzasami warto rozważyć wysłanie lub wręczenie tego listu osobie, z którą jest związany Twój ból. W niektórych sytuacjach mamy poczucie, że druga osoba powinna dowiedzieć się, jakie cierpienie nam sprawiła. Jeśli mamy odwagę, aby podzielić się tym z kimś, kto nas zranił - warto to zrobić.

Jeśli zdecydujemy się na taki krok, ale list, który pierwotnie napisaliśmy, jest zbyt emocjonalny lub nawet wulgarny, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy napisali jeszcze jeden. Pierwszy list pozwoli Ci wylać wszystko ze swojej głowy, spojrzeć na to z boku i poukładać myśli, a drugi będzie okazją do tego, aby ubrać to wszystko w odpowiednie słowa. Tak, aby druga osoba mogła zrozumieć to, czego doświadczasz.

2. Wyrzuć to z siebie

Często całą naszą energię kierujemy na zatrzymanie emocji, których nie chcemy doświadczać. Oczywiście bezskutecznie - raz za razem niewyrażone uczucia przejmują nad nami kontrolę. To strategia, która prowadzi nas donikąd.

Amerykański psychiatra i psychoterapeuta Alexander Lowen proponuje zupełnie odwrotne podejście. Jego metoda polega na wchodzeniu w trudne emocje całym sobą, tak aby poprzez zaangażowanie naszego ciała wyrzucić z siebie to, co czujemy.wyrażanie emocjiJak to zrobić?

Zamknij się w swoim pokoju i włącz głośną muzykę, tak aby nikt z Twoich domowników lub sąsiadów Cię nie słyszał. Następnie daj sobie chwilę na to, aby wczuć się w cały ten ból, który w sobie nosisz. Wczuj się w te emocje najbardziej, jak to możliwe. A potem popłyń z nimi. Płacz, krzycz, uderzaj pięściami w poduszki. Wyrzuć to z siebie.

I nie chodzi tutaj o to, abyś uronił kilka łez, ale abyś głęboko, prawdziwie szlochał lub abyś krzyczał każdą komórką swojego ciała (albo jedno i drugie). Rób to tak długo, jak czujesz, że jest to potrzebne.

Uwolnienie energii z ciała w ten sposób często wystarcza, aby ciężar, który nosisz, całkowicie zniknął lub choćby stał się wyraźnie lżejszy.

3. Zaopiekuj się zranioną częścią siebie

Często to, czego tak potrzebujemy od innych, możemy dać sobie sami.

Nasza osobowość składa się z wielu części, tzw. subosobowości. Każda część jest odpowiedzialna za określone zachowania, przekonania, uczucia. Niektóre części (np. wewnętrzne dziecko) mogą nosić w sobie cierpienie, które powstało w czasie dzieciństwa (lub w innym, dowolnym momencie życia). Okazuje się, że spotykając się ze zranioną częścią naszej osobowości możemy uwolnić ją od tego bólu.

Każdy z nas może mieć dostęp do stanu umysłu, w którym nie utożsamia się z żadną z tych części. W terapii IFS (Internal Family Systems) ten stan nazywa się ”Self”. To stan pełen empatii, otwartości i ciekawości. Z tej pozycji możemy zaopiekować się zranioną częścią, wysłuchując jej i dając jej wsparcie, tak jak przyjaciel wspiera przyjaciela.

Zamknij oczy i daj sobie chwilę na to, aby się wyciszyć. Weź kilka głębokich oddechów i znajdź w sobie spokojną przestrzeń. Następnie przywołaj swój emocjonalny ból - zwróć uwagę na to, w którym miejscu w Twoim ciele odczuwasz te emocje. Jak już nawiążesz kontakt z tymi uczuciami, zobacz jaki obraz się pojawia. Być może w Twojej wyobraźni ujrzysz jakąś postać, kolor, kształt, przedmiot. Nie wymyślaj nic na siłę - pozwól, aby obraz do Ciebie przyszedł samoistnie.

Wyobraź sobie, że przytulasz się do tej części siebie i pocieszasz ją. Daj jej opiekę, miłość i obecność. Pobądź z nią około 10 minut. Możesz z nią posiedzieć, porozmawiać, zachęcić do tego, aby opowiedziała Ci o tym, czego doświadczyła. Wesprzyj ją dokładnie tak, jak ona tego potrzebuje. Zapytaj, czy możesz dla niej zrobić coś jeszcze. Na koniec pożegnaj się i powiedz, że od teraz będziesz ją odwiedzać regularnie.

Jeśli czujesz, że Twój ból jest na tyle silny, że nie będziesz w stanie nad nim pracować sam - w porządku, nie zmuszaj się do niczego. Poszukaj profesjonalnego wsparcia i zajmij się tym pod okiem psychologa lub psychoterapeuty.

Jeśli wypróbowałeś opisane metody, ale żadna nie zadziałała - nic nie szkodzi, istnieje duża szansa, że mimo wszystko proces leczenia ran się rozpoczął i wkrótce odczujesz tego efekty. Warto, abyś wrócił do tych ćwiczeń za kilka dni.

Pamiętaj, że smutek, żal, złość, jakakolwiek forma cierpienia - to zwykle strach, który ma wielkie oczy. Konfrontacja z tymi ciemniejszymi aspektami naszej osobowości najczęściej pokazuje, że nie było czego się bać i że uwolnienie się od bólu jest naprawdę możliwe.

Jeśli chciałbyś poznać metody radzenia sobie z trudnymi emocjami i uwolnić się od nich, zainteresuje Cię 30-dniowy kurs , który nagrałem- "4 kroki do wolności emocjonalnej". To proces, podczas którego każdorazowo będziesz pracować nad konkretnymi emocjami, schematami myślenia i sytuacjami z Twojego własnego życia, przechodząc przez swoją własną wewnętrzną przemianę. A to wszystko, z moją pomocą, w zaciszu Twojego domu.

Napisz w komentarzach, co myślisz o tych sposobach i jakie masz odczucia po wykonaniu ćwiczeń.

Napisz komentarz

  • Tasha

    fajne - szczególnie to trzecie :)

  • Krzysiek

    Myśle że śmiało można by tu było dodać jeszcze jedna pozycję mianowicie Medytację , w moim przypadku to właśnie medytacja pomaga mi sobie radzić z z rożnego rodzaju bólami psychicznymi, praktykuje medytacje od 3 miesięcy ale efekt jest bardzo pozytywny ... Wierzę że z czasem efekt będzie jeszcze lepszy ...

    • Krzysiek, zgadzam się! Dzięki za komentarz.

    • Anna

      Uważam , że radzenie sobie z bólem to indywidualna sprawa , każdy przeżywa to inaczej.Ja uważam , że nie da się od tak napisać list i już po bólu, bo osoba do której to napiszemy może zareagować gwałtownie i okaże się , że całkiem się pogrążymy mówię to z własnego doświadczenia.Uważam tak czy siak , że ten ból jest po coś, czegoś nas uczy i musimy po prostu go przerobić .Potrzeba na to czasu. W takiej sytuacji koncentruje się na sobie i mówię sobie , ja jestem dla siebie najważniejsza , muszę zadbać o siebie, na taki ból pomaga wysiłek fizyczny . Trzeba pamiętać , że jest źle by było dobrze , każdy ma swój kawałek tortu i tylko od nas zależy czy będzie słodki. Przeszłam w życiu bardzo wiele, w większości przypadku ból sprawiali mi mężczyźni , kobiety rzadziej, po prostu oni nie mają takiej wrażliwości jak my kobiety więc po co o tym kminać, trzeba robić wszystko by o tym bólu nie myśleć. Zamiast robić sobie wczyty złych emocji zamieńmy je na dobre emocje rozdajmy puchate i akceptujmy to czego nie możemy zmienić.

    • Bozena Łępa

      Właśnie- akceptacja tego, czego nie można zmienić.To bardzo ważne,szkoda, że często uczymy się tego dopiero w wieku średnim.Gdy to zrozumiałam,życie stało się lżejsze i o dziwo, ciekawsze.

    • Tak mi medytacje też pomaga zatrzymać negatywny słowotok i zmniejsza opór emocjonalny. Zdarzyło mi się parę razy takie napięcie emocjonalne i przez pewien okres bóle migrenowe, że medytacja już mi nie pomagała.
      Duża pomocą okazała się modlitwa Hoopopono.

  • Helcia

    Ciekawe jest to co piszesz. Z mojego doświadczenia wychodzenie z ogromnego cierpienia wymaga duzo, duzo więcej. Tylko wiara, wiara w Boga jest podstawowa. Jestem typem który musi widzieć czarno na bialym. Wielu tzw. radców pisze tylko ogolnikowo, nie nazywa pewnych rzeczy po imieniu i trudno się połapać. Szukanie czasami wyjścia z "bagna", gdzie ma się gromadke niewinnych a poranionych dzieci znacznie wydłuża cały proces. Bez determinacji, samozaparcia, ale przede wszystkim wiary w Boga nie wiem gdzie bylabym dzis. Bóg szeptal mi czasami i pomagał nieustannie. Miłość i prawda. Tak wlasnie potrafić mówić prawdę innym ale i sobie samemu. Kochac siebie i nieustawac w wierze, wyciągać wnioski z nawet bolesnych doświadczeń.Do wszystkiego potrzebny jest czynnik - czas.

    Z całego serca życzę wszystkim cierpiącym uleczenia ran, a Panu Michałowi dziękuję za dobro, które rozsiewa.

    • Helcia, oczywiście wychodzenie z "ogromnego cierpienia" wymaga dużo więcej pracy niż to, co proponuję w artykule. Napisałem o tym, że jeśli ból jest przejmujący, trudno będzie samodzielnie sobie z nim poradzić - potrzebna jest wtedy pomoc psychoterapeuty.

    • Aaaaaahhh

      Psychoterapia w bdaniach wykzuje małą skutecznosc. Jezeli jej pomaga Bóg to niech sie tego 3ma. Nie szkodzi innym chodzac do kos iola i zyjac wg X przykazan

    • Aaaaaahhh

      Jezeli wiara Ci pomaga to sie tego 3maj. Panietajmy,ze zeby krytykowac musimy wiedziec co krytykujemy-nie krytykujemy instytucji Koscioła czy kleru na przestrzeni qiwków tylko zalozenia jej wiary-jezeli ktos podejmie sie krytyki. Wiele lat bylam przeciwniczka chrzescijan-mylilam sie w wielu przypadkach-nie widze nic złego w nawoływania do szacunku,tolerancji,milosci,wiernosci

    • Aaaaaahhh

      Jezeli wiara Ci pomag to bardzo dobrze,uwazam ze w dobrze pojmowanej wierze nie ma nic zlego. Wiele lat bylam przeciwnikiem Kościoła ale nie mowie o instytucji tylko o samej wierze i wartosciach jakie przekazuje-uwazam tak samo, ze skromne zycie,nauka milosci,zycie w czystosci bez uzywek i konserwacja zabytkow-klasztorow,katedr,kosciołów to nic złego. Ubolewam,ze nie ma kobiet-księży a klasztory meskie są inne niz kobiece i sporo w nich nieprawidlowości,ze jest wielu zlych ludzi w Kosciele -jak wszedzie-ideałów nie ma,ale same załozenia wiary-nie ma w nich nic zlego i nawet zakaz se..su przesmalzenskiego wcale nie jest taki głupi. Postanowilam koedy poznac dokladnie swojwgo wroga i odkrylam,ze nie ma tam nic złego a nawet jest wiele mądrości. Historie religijne to symbole-nie czyta sie ich doslownie.Pozdrawiam

  • Anna

    Do napisania listu zachęca mnie też pani psycholog. Jednak ja czuję wewnętrzny opór, boję się że będzie to coś jak otwarcie puszki Pandory...

    • Anna, przed napisaniem listu zadbaj o to, aby mieć dużo czasu i przestrzeni dla siebie. Możesz na przykład zaplanować, że zrobisz sobie cały dzień wolny tylko dla siebie, w samotności, i zaczniesz pisać list z samego rana, Wtedy masz pewność, że jeśli wyleją się z Ciebie jakieś emocje, będziesz mogła z nimi pobyć, przemyśleć, zająć się sobą.

      Czasami otwarcie puszki Pandory jest dobre i potrzebne, a czasami okazuje się, że w tej puszce wcale nie ma tak wiele rzeczy, jak nam się wydawało.

      Jeśli jednak czujesz, że naprawdę może Cię to obezwładnić - być może bezpieczniej będzie otworzyć się przy terapeucie. Gdy już poczujesz się lepiej z tym co w sobie masz, wtedy możesz kontynuować pracę samodzielnie.

  • Iwa

    Trafne wskazówki :)
    Czasami należy nauczyć się od nowa kochać siebie. Tak często zapomina się o tym ... :( Powrót do swojego wnętrza.
    Bardzo fajny tekst!!!

  • Natalia Kozłowska

    Ciekawe propozycje. Osobiście często praktykuję pisanie.. może niekoniecznie listu ( choć rozważę tą opcję), ale często zadręczam się sprawami, które gdzieś podświadomie wiem, że są bez sensu.. że np. martwię się czymś co nigdy się nie wydarzy i że logicznie to nie możliwe, ale jednak moje lęki są silniejsze ode mnie... i wtedy właśnie piszę na kartce czego się boję i dlaczego myślę, że jednak to się nie stanie - konkretne argumenty przeciw - i zawsze po wypisaniu ich wszystkich jak ręką odjął mój strach i nagle wszystko jest proste... to naprawdę skuteczna metoda. Mój błąd jest taki, że niekiedy nie mam siły, ani ochoty zabierać się za to i rozkładać na czynniki pierwsze kolejnej "głupoty" bo jestem zmęczona sama sobą.. ale jeśli już się za to wezmę, efekt jest - polecam :)

    • Aaaaaahhh

      To napisz wiersz prześmiewczy o samej sobie,o swoich lękach aby sie zdystansowac-kazdy potrafi pisac wiersze moze byc bez rymów np
      Kasia bawiąc sie dzis na dworze
      Myslała czy boska moc jej dopomoże
      Czy kometa na nią dziś jakas spadnie
      Czy może znajdzie się dziś na jeziora dnie
      Czy szalbierz jaki jej nie zbałamuci
      I nie bedzie przy tym wesoło nucił
      Czy się bawiąc na całego
      Nie obudzi wilka złego
      Czy życzliwi jej rodacy
      Nie pogryzą jej dziś w pracy
      Czy po złym przemówieniu
      Nie poddadzą jej całopaleniu
      Czy jej książe przekochany
      Nie ucieknie dziś do mamy
      Lub do jakiej czarownicy
      I się czepi jej spódnicy
      I tak Kasia rozmyslała
      A jej główka już za mała
      Czy równia za bardzo pochylna nie jest
      Czy co było nie pisze się w rejestr
      Dokąd polityka zmierza
      Czy jest pociąg z Warszawy do Zgierza
      Czy pająk do buzi włazi w nocy
      I ile na zimę potrzeba kocy
      Co dziś w sklepie podrożeje
      I dlaczego nie szumią knieje
      Lecz nie wpadła Kasia mała
      Czemu wciąż się wszystkiego bała

      Koniec :) pisanie wiersza to autoterapia i kupa zabawy sprobuj sama lub z kimś-polecam,ja sie usmialam,nawet jezeli tylko ja bede 1 osobą ktorej sie ten gupi wierszyk na kolanie napisany podoba to i tak mnie cieszy :)

  • Julia Marszałek

    Mi pomaga pisanie wierszy. Wszystkie nagromadzone emocje i myśli przelewam na papier. Nie raz mi to pomagało w cofnięciu się znad krawędzi. Przyjaciółka próbuje mnie namówić na wydanie tych wierszy, ale według mnie nadają się tylko do szuflady

  • Aśka Jarzębowska

    Bardzo ciekawe, takie nieoczywiste dla laika propozycje 1 i 3, a na pewno pomoże przepracować te emocje. Super pomysł, dzięki!

  • J.

    Zostalam wychowana w duchu zaprzeczania.Kiedy komunikowalam ze jeste nieszczęśliwa,natychmiast slyszalam:nieprawda jest dokladnie odwotnie.
    Wszystkie komunikaty typu czuje ból,strach,smutek były odwracane.
    Oczywiście wiem także ze nalezy znależć usprawiedliwienie dla tego kto krzywdzi i pod żadnym pozorem sie nie skarżyć a juz zwlaszcza nie pisemnie bo nic tak nie plami jak atrament.
    Nie napisze listu,ani nawet wiersza.Ale wierze,ze nasz organizm jest w stanie przerobić złe doświadczenia na swój,indywidualny dla każdego, sposób.

  • Daria Brandys

    Długo czytam Michale Twojego bloga i szalenie podoba mi się Twoje podejście do życia i rozwoju. Ten artykuł jest mi szczególnie bliski. Wiele z tego co tu piszesz jest obecne w moim życiu. Pisanie listów jest fajną metodą, bo pozwala na "wywalenie" tego co chciałoby się powiedzieć osobie, która skrzywdziła bez krzywdzenia jej- jeśli ma się taki dylemat(a ja mam). Strach, że kogoś wręcz zabijemy wyznaniem swoich uczuć bywa paraliżujący i wpędza w straszne poczucie winy. Myślimy wtedy, że jesteśmy złymi ludźmi, bo mamy takie myśli np. jesteśmy na kogoś tak wściekli że sami chcemy dokopać(by choć trochę sobie ulżyć), ale myślenie i czucie nie sprawia, że stajemy się źli. Mamy prawo myśleć i czuć to co w nas siedzi. Niestety zakorzeniono w nas przekonanie że nawet "złe myśli" są grzechem. Pracę metodą Lowena uważam za najlepszą i najbardziej uwalniającą. Poznałam ją kilka lat na jednej z sesji coachingu oddechu i dała mi zdecydowanie najwięcej. Oczywiście niełatwo się do niej przemóc, bo w głowie pojawia się milion wykrzykników" "co o mnie pomyślą, nie jestem wariatem!"Itd. ale jeśli dobrze się w to wczuje to efekt uzdrawiający jest bardzo skuteczny. Niemal od razu czuć ulgę! I jeśli nasze cierpienia przepracujemy w ten sposób, to odejdą one w niebyt. Możemy uleczyć sie bez krzywdzenia drugiego człowieka, tu nie ma znaczenia obiekt, tylko fakt że wyrzucimy cały nasz ból, choćby po kawałku, bo często jest tego dużo że za jednym razem nie da rady. Bardzo cieszę się, że napisałeś o tej metodzie, bo pracując z ciałem możemy najlepiej sobie pomóc to moja opinia), gdyż to tam magazynują się wszystkie nasze lęki, cierpienia i to najszybsza droga do wyzdrowienia, choć jest to wyzwanie, bo trzeba się ponownie zmierzyć z tym przed czym uciekamy i wypieramy. Ostatnia metoda też godna uwagi. Dobra na codzień, zwłaszcza dla bardzo wrażliwych osób. Ja to nazywam "bycie dla siebie dobrym", bo dajemy sobie to czego nam w przeszłości odmówiono, traktujemy się z miłością i szacunkiem. I chodzi tu nie tylko o to co było kiedyś. Dla mnie to takie małe programowanie na nowo, na codzień, uczenie wewnętrznego ja że np ma prawo do błędów, ważne by się na nich uczyło, ma prawo do wyrażania swoich uczyć i potrzeb, bycia sobą, mieć gorszy dzień, nie mieć sił czy ochoty na coś itd. zamiast autokrytyki i mieszania z błotem akceptacja, zrozumienie. Dla mnie to budowanie nowej, wspierającej komunikacji. Patrząc z perspektywy czasu widzę jak zmienia to moje życie na lepsze. Dodaje sił i odwagi, coraz mniej czuję, że nie powinnam tu być, czy że muszę sobie zasłużyć na wszystko albo że jestem nic niewarta. Wychodzenie z cierpienia i traum to długi i złożony proces, ale jak najbardziej możliwy. Im dłużej żyję i pracuję nad sobą tym bardziej wierzę, że możliwe jest szczęśliwe życie bez względu na to kim, jakim i skąd , jakie się miało przeżycia. Nigdy bym nie uwierzyła, gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że będę potrafiła czuć się ze sobą dobrze, docenię swoje życie. Michale, bardzo dziękuję za ten artykuł, myślę, że wiele osób jest Ci wdzięcznych, w tym i ja :) Prawie wszyscy piszą o tym jak być super i mieć super życie, ale bardzo często zapominają o tym, że zanim to życie będzie super, najpierw trzeba uporać się z ogromnym bólem, cierpieniem i lękami, zaprzyjaźnić się z samym sobą, a dopiero potem robić rewolucje. Dziękuję :)

    • Aaaaaahhh

      A ja uwazam ze zle mysli sa grzechem i trzeba tak kierowac swoimi myslami aby w ogole sie nie rodziły. Wiesz dlaczego? Nie jestem fanatyczka-na logikę: im o czyms czesciej myslisz tym mocniejsze powiazanie neuronowe sie staje a takze jezeli myslisz o zemscie podczas pracy i w domu to te sfery wiąża sie z tym negatywnym odczuciem-emocją w formie biologicznej w mozgu i tym trwalsze połączenia im częściej o tym myslisz-tworzy sie nawyk a potem nałóg. Takze uwazaj o czym myslisz bo z tego powstają twoje emocje-nagle poczujesz gniew w pracy i chec dokopania komus nie wiadomo dlaczego lub zrobisz to nieswiadomie. Nie sadze zeby michalowi hodzilo o zezwolenie na złe mysli-zemstę,przeklinanie ciagle w głowie itd chodzi o pozbycie sie ich przez wyladowanie w zdrowy sposob,najlepszą formą jest sztuka moim zdaniem,pisanie listu to mniej abstrakcyjna i mniej przemyslana forma wiersza, ale wiersz pozwala na przeanalizowanie bardziej obiektywne,głębokie i poszukiwanie odpowiedzi oraz zdystansowanie sie- nie kazdy to potrafi ale pamietnik i list wcale nie jest gorszą formą-ale po jego napisaniu trzeba juz nie wracać do tematu,nie mielic go w glowie-dac sobie czas na nalize wtedy-ja pisze listy takze-sama na to wpadlam 20 lat temu ale piszac je nie tylko wywalałam zale i pretensje analizowalam dlaczego ktos sie tak zachowal i staralam wczuc w jego sytuqcje i usprawiedliwic. Jak bylo mi smutno to wlaczalam smutna muzyke i płakałam lub spiewalam smutne piosenki ale rozladowywalam samą emocje -smutek a nie uzalałam sie nad sobą,to był czas na to-czulam sie potem wypruta ale nastepnego dnia lżejsza. Złość-bieganie,plywanie,gra na perkusji,szybka jazda na rowerze,krzyk w lesie, a nie mordowanie i przeklinanie kogos w myslach-to są mysli-nie emocja. Ja tak przynajmniej uwazam. A zeby wzbudzic pozytywne emocje robilam to co lubię ale zeby je kontrolowac; spiewałam-cwiczylam godzinami zeby wyrazic,wzbudzic: wlaczyc i wylqczyc emocje kiedy chcę ale bez myslenia i balaganu w glowie-czysta emocja, gra w teatrze,na instrumentach,malarstwo,taniec-dlatego ja rozrozniam emocje od agresji,czy poczucia beznadziei,bycia oszukanym,wykorzystanym,brzydkim itd-nie wiem jak to zrozumiale wyjasnic

  • Marta

    Muszę powiedzieć, że Cię uwielbiam. Ciebie i to, jak piszesz i co robisz. Twój artykuł zachęcił mnie do zmiany życia - od stycznia jestem wegetarianką, przekonałam do tego także mojego chłopaka i zasiałam ziarnko przemyśleń w mojej Mamie i przyjaciółce. Teraz z chłopakiem myślimy o weganizmie. Poza tym obydwoje chodzimy na terapię, Twój blog pomaga mi wtedy, gdy się zatrzymam, bo czuję zbyt duży ból. Piszę Ci to, żebyś wiedział, jak cudowną robotę robisz i jak wiele znaczysz dla wielu osób, których nawet nie znasz. Dziękuję Ci.

    • Marta, miło mi to słyszeć :) Dziękuję za komentarz i dobre słowo :)

  • Ja piszę blog i to mi jakoś pomaga uporać się z tym czymś, co jest takim cierniem na osobowości.

  • Katarzyna.

    Często najcięższą pracą lecz i najbardziej opłacalną jest praca nad sobą. Zgadzam się, że w naszym społeczeństwie nie jesteśmy uczeni akceptacji naszych emocji. Nie raz od rodziców słyszeliśmy "tylko nie płacz", od znajomych "jak możesz być smutny skoro inni mają gorzej?". Tylko, że wszystko co czujemy o czymś nas informuje i warto się wsłuchać co ten wewnętrzny głos do nas krzyczy. Sama jeszcze nie dawno tego nie robiłam i nie mogłam wyjść z depresji. Wyzdrowiałam dopiero gdy zaczęłam stosować metody uwalniania traum z dzieciństwa. Były tak głęboko ukryte, że te wydarzenia zaczęłam sobie przypominać dopiero w trakcie terapii. Sama ją na sobie przeprowadziłam. Stosowałam wszystkie powyższe metody (nieco zmodyfikowane gdyż robiłam to jeszcze przed przeczytaniem tego tekstu) dokładając do tego EFT. Nie było lekko ale na pewno warto. Myślę, że więcej można zyskać niż stracić, dlatego każdemu polecam wypróbować.

    Panie Michale chciałam także gorąco pozdrowić. Pana blog był jednym z drogowskazów na mojej ścieżce do lepszego życia. Dziękuję!

    • Asia

      Katarzyna, czy EFT robiłaś sama czy z pomocą trenera? Korzystałaś z jakiś pomocy, opracowań w tym zakresie? Chciałabym nauczyć się tej techniki.

  • a mozna wylać z siebie to w formie np. bloga ?

  • Aleksandra T

    Dziękuję za świetny post. Znalazłam w nim wiele wskazówek dla siebie.
    Tak samo jak w książce "Zatrzymać dzień" - ta książka bardzo motywuje ale i również uczy jak radzić sobie z bólem...
    Pozdrawiam

  • Anika

    Pomagają dwie dwie sprawy:
    1. pomyśl, za co możesz być wdzięczny, mimo tego cierpienia, coś jest dobre, np. piękne niebo, kojący spacer, przespana noc
    2. pomóż komuś bezinteresownie.

  • dobra sekta

    Zgadzam się z całym artykułem.Mi pomogła terapia. Później dopiero w ramach gorszych dni stosuję dzienniczek wdzięczności, jogę i ogólnie ćwiczenia. Zawsze mamy tak wiele dobrego, tylko czasem o tym zapominamy.

  • Iwona Anna Aleksandrowa

    Słyszeliście o floatingu? to rodzaj terapii Float Rest polegający na unoszeniu się w kabinie floatingowej, w odcięciu od bodźców zewnętrznych. Przypomina to środowisko w łonie matki. Amerykanie mają sporo dowodów na to, że taka terapia pomaga w depresji, w zaburzeniach odżywiania. Warto spróbować przekonać sie na własnej skórze:) Ja byłam i wyszłam z kabiny baaardzo zd5relaksowana i spokojna:)

  • Aleksandra

    Bardzo Panu dziękuję za ten wpis. Aktualnie jestem na etapie "nie akceptacji swoich emocji". Emocje wylewają się ze mnie w tak dużych ilościach, że nie nadążam za nimi... Nie kontroluję ich co przyprawia mnie o złość. W życiu dostatecznie dużo wycierpiałam będąc dzieckiem ale także w ostatnim czasie. Mam 22 lata i miałam cudowny, pełen planów związek ale wszystko psuje przez swoją stronę emocjonalną :( Nie rozumiem siebie i moich emocji. Potrafię wybuchnąć strasznym płaczem i płakać parę godzin aż się uspokoję - potem czuję ulgę. Mój chłopak tego nie rozumie - nie winię go, ale jest mi ciężko i chciałabym nauczyć się nad tym panować. Dodam, że chodzę do psychoterapeuty ale chciałabym już teraz się polubić i dać wypłynąć emocjom i siebie zaakceptować. Chcę być stabilna emocjonalnie.

  • Aaaaaahhh

    Witam wszystkich serdecznie. Dla mnie pomocą zawsze była sztuka,spiew,taniec,pomaganie innym i robienie czegoś wspólnie z ludzmi: warsztaty,festiwale,zajęcia,kursy,sztuki walki itd. Przez wiele lat to funkcjonowało i zawsze byłam otoczona dobrymi ludźmi,ktorzy wspierali sie nawzajem i sam kontakt z zyczliwymi ludzmi wiele mi dawał. Chodzilam na rozne szkolenia,podrozowałam,nie ogladalam sie za chlopakami. Jednak wielu znajomych zalozylo rodziny,kontakty sie pourywaly przez podroze i zmiany adresu. Utrzymywałam się z wolnych zawodów,jednak kiedy poszłam do pracy zdziwiłam się jak wrogo i rywalizujaco ludzie potrafią być do siebie nastawieni,jak plotkować i wydrapywać sobie oczy z powodu nawet nie podwyzki,nie dodatkowych przywilejów tylko uznania w oczach szefa i przez chwile poczucia sie kimś-nie rozumiem teho. Nie rozumiem także tego jak wielu osobom potrafi pracować wyobraźnia,nakrecane przez media paranoje ale z 2 strony oszustwa i walki rodzinne o parę marnych groszy itd. Nie rozumiem tego swiata,czuję,ze do niego nie pasuję a wielu ludzi nie wie co to milość,myla ja z niewolnictwem i podziwem oraz zadowoleniem seksualnym,jak wielu ludzi nie wie co to szczęście i na widok radosnego czlowieka na ulicy krzycza,ze nacpany albo pijany. Jak wiele ludzi szuka pocieszenia w alkocholu i przypadkowych seksualnych przygodach,jak wielu szuka pozytywnych emocji w zakupach,wydawaniu pieniedzy i chwaleniu sie egzotycznymi wycieczkami,drogimi zakupami i autami,gadgetami dla siebie i dziecka,dyplomami,drogimi szkolami,zajeciami czy spa-o wiele bardziej wolę kapać się w jeziorze,spac w namiocie lub gorskim schronisku i piec kielbasę na ognisku niz jechac do spa-mimo,iz bylam w wielu spa. O wiele bardziej wole zjesc obiad z przyjacielem niz w deogiej prestizowej restauracji-mimo,iz w wielu bywałam. O wiele bardziej wazni są dla mnie ludzie niz pieniadze. O wiele bardziej wolę komuś pomóc niż skorzystać na jego cierpieniu,bo wolę zyskać przyjaciela niz wroga. Nie wiem dlaczego ludzie robią sobie swinstwa z wyobrażonych powodów,dlaczego pozwalają aby ich strach nimi kierował,dlaczego wola narzucac i zdeptać niż poznać kogoś i powody jakimi się kierował. Dlaczego panuje tak duza tendencja do narzucania swojegi zdania i sposobów na zycie oraz wykonywanie czynnosci zamiast wyboru kreatywnosci,uczenia sie od innych, lepszej komunikacji i współtworzenia zamiast negowania tego co obce,poznania zamiast atakowania. Zawsze dziwiło mnie dlaczego ludzie tak boja sie innych ludzi,do momentu az nie zostalam skrzywdzona przez najblizszą mi osobę i kiedy lawina złych zdarzeń wydarzyła się w moim zyciu. Wtedy poprostu zmienilam otoczenie i utwierdziłam sie tylko w tym,ze jezeli jestes uczciwy i nie pijesz ani nie uzywasz,masz pasję,zdobywasz wiedze a nie uznanie-nikt nie moze ci zaszkodzić. Jednak wiele z ludzi zrobi wszystko zeby zakryć swoje błędy,chronić kariery,dobre imię,rodziny-jednak czesto te blędy wynikają z lenistwa,nalogow i niepochamowanego apetytu na nowe niepotrzebne rzeczy swiadczace o statusie i pozycji spolecznej- ludzie oszukują i kradną zeby zdobyc uznanie i aby poczuc trochę wladzy,zdobyc uznanie w oczach innych-popelniaja glupie błędy aby zdobyc chwilowe substytuty szcześcia lub nagromadzić masę niepotrzebnych rzeczy legalnie lub nie,sprawiedliwie lub nie ,aby na 5 min stac się legendą biura czy zdobyc sztuczny podziw-bo nie chciało im się boegac 20 km dziennie zeby zdobyc uznanie na zawodach albo uczyc spiewu czy gry na instrumentach-ludzie bez konczyn malują stopami i są bardziej szczesliwi niz nie jeden zdrowy,ktory kombinuje a pozniej przez resztę zycia boją się własnego cienia,bo skoro oni byli zdolni do oszustw i swinstw tzn ze reszta tez,wystarczy,ze na chwile stracą czujność i lepiej atakowac niz zostac zaatakowanym-cale zycie zyja w paranoi i strachu. Czy nie lepiej żyć prosto i uczciwie,mieć pasje,cieszyć się na całego i nie patrzeć na to co mysla o tym inni,a uznanie miec w oczach najbliższych? Tyle wokół zdrad-czy nie lepiej przytulic się do ukochanej osoby? Nie lepiej postarać się,schowac dume do kieszeni,przeprosić,zapomnieć,wybaczyć,postarac się,pracować nad sobą i zasluzyc na miłość-wyrzucic konwenamse i nie zyc wg oczekiwan innych? Dlaczego normą w tylu rodzinach są krzyki,zakazy,kontrola,niewolnictwo oraz udowadnianie sobie nawzajem kto głupszy i przepychanie racji-poczawszy od tego co zjemy na kolacje do gdzie weźmiemy slub i gdzie pojedziemy na wakacje i z jakimi znajomymi wolno nam sie spotykać? Czy nikt z Was nie widzi,ze to nie jest ani milośc ani szczęscie,ze to jest chore? A dlaczego przyjete jako norma? Agresja wzgledem siebie i dzieci,krzyki,bicie,szarpaniny,naduzywanie alkocholu a potem wyladowywanie frustracji na przypadkowych ludziach i obwinianie ich za swoj podły chumor i nieszczescia. Czy juz naprawdę ludzie nie potrafia ze sobą rozmawiać? Nie potrafia wybaczac,zapominać,rezygnowac ze swoich potrzeb-brat z siostrą malo co sie nie zabije o laptopa-dlaczego nie wolą pograc razem w piłkę,kto ponosi za to odpowiedzialność? Zastanawialiscie sie kiedys nad tym,ze nie mozna ufać swoim emocjom,ze nie kazdy jest idealny i nie kazdy,ktory nie odpowiada naszym wyobrazeniom ideału musi zostac za to ukarany-pretensjami,marudzeniem i agrejsą-bo miesza zupę w lewo a nie w prawo, bo ma inne zdanie na temat religii czy polityki,bo myslelismy,ze jest kims innym a okazał sie byc inny-co nie znaczy zły? Bo mielismy dla kogos plan w glowie ale nie wypalił? To wszystko to nasze niespelnione ambicje,nadzieje,zale,lęki,krzywdy i kilka zbior z romantych filmów,kina akcji i sztucznych bochaterów, kompleksy od patrzenia na wyfotoszopowane modelki i modeli,brak odpowiedzialnosci za swoje zycie i lenistwo,oczekiwania innych wzgledem nas te pozytywnw i negatywne-to wybuchowa mieszanka,tak postrzegamy innych,halucynujemy,snimy na jawie...np. syna sasiadki ugryzl pies tzn,ze wszystkie psy gryzą,boimy się ich-ale to nasz lęk a to nie rzeczywistość. Nie tylko trzeba wyzwolic emocje w zdrowy sposób i je sobie uswiadomić ale takze zdać sobie sprawę z tego,ze emocje to iluzja i nie kierowac sie nimi. Co pielegnujesz to wyrasta-kto sieje wiatr zbiera burzę. Skąd się biorą nasze emocje,nadzieje i wyobrazenia-kto dyktuje nam co mamy lubić,a czego nie,co jest modne a co passe etc? Dlaczego ogladamy tyle przemocy w mediach? Dlaczego w gazetach wciąz piszą o morderstwach i oszustwach zamiast o tym co dobrego się wydarzyło na swiecie? To co czytamy i ogladamy-tego sie uczymy i to chloniemy,takie archetypy obieramy-termin znany z liteteratury klasycznej i dawno przeterminowanej pomimo aktualizacji,a co mamy dziś: archetyp jamesa bonda,biznesmana bez skrupółów,kubicy-króla szos,imprezowicza,bochatera wojennego,sebiksona-gangstera,lalki barbie,zimnej łowczyni majątków, frytki, niezależnej singielki,bizneswoman,fanatyka religijnego,przemadrzalego wyksztalciucha-to są wszystko wyobrazenia a rzeczywistość jest inna niz ja sobie wyobrazamy-zawsze i ta roznieznosć budzi w nas frustrację,ktora sprawia,ze gonimy za szczesciem,ktorego nie ma i uciekamy przed nieszczesciem,ktore sami sobie stwarzamy. Ludzie sa ciagle nieszczesliwi z glupich powodow-bo nie stac ich na nowa konsolę albo buty, bo nie mają własnego basenu-a ci co maja przeklinaja go i problemy oraz koszta jakie generuje posiadanie basenu,blondynki chcą byc czarne i odwrotnie-chcemy zyc jak gwiazdy hollywoodu a one pija i cpaja zeby uciec od swojego zycia z paparazzi,psychofanami,niepewnym zarobkiem,plotkami,przymusowymi bankietami,wzbudzaniem skandalów,malzenstwami dla slawy i kasy otd -zadroscimy zawsze tego czego sami nie mamy,bo nie potrafimy sie cieszyc ttm co mamy. Zona beznadziejna bo gruba,mąż tez bo lysy zamiast bujny blondyn,żona glupia,bo nie recytuje encyklopedii i nie wie co to spalony ale ze ty nie wiesz jak zrobić kluski sląskie i włączyć pralkę to juz glupotą nie jest. Ludzie-blagam ocknijcie się,bo zaden kurs wam nie da szcześcia jesli sie nie ockniecie.