Twój przyjaciel Ego

“Ego jest złe i należy się go pozbyć”. “Ego jest odpowiedzialne za wszystkie najgorsze rzeczy, które się nam przytrafiają i jest nam zupełnie niepotrzebne”. Czy aby na pewno tak jest? Co, jeśli takie podejście do ego jest dla nas bardzo krzywdzące i uniemożliwia nam osiągnięcie wewnętrznej harmonii?

Aby wyjaśnić, dlaczego uważam, że ego jest naszym przyjacielem a nie wrogiem, będę pisać o częściach naszej osobowości, tzw. “subosobowościach”. Dotyczył tego mój poprzedni artykuł Internal Family Systems, czyli Twoja wewnętrzna rodzina i abyś mógł w pełni zrozumieć mechanizmy opisane w tym tekście, zachęcam do przeczytania artykułu o IFS w pierwszej kolejności.

Złe, brzydkie ego

Idea “złego, szkodliwego ego” jest dość solidnie zakorzeniona w naszej kulturze. To sposób myślenia, który przenika nie tylko kręgi ludzi zainteresowanych psychologią czy rozwojem osobistym, ale również inne grupy społeczne. W społecznościach, w których rozwój duchowy jest najwyższą wartością, często mówi się o wyzbyciu ego jako nadrzędnym celu każdego człowieka. Wydaje nam się, że uwolnienie się od ego to recepta na szczęście, życie w teraźniejszości i emocjonalną wolność.

Pojęcie “ego” pojawia się też dość często w naszej codziennej komunikacji i jednym z tego przykładów jest stwierdzenie o “wybujałym ego”, które zwykle pojawia się w naszej głowie, gdy spotykamy kogoś, kto jest nadmiernie pewny siebie.

Nie trzeba szukać daleko, aby takich przykładów zobaczyć więcej. Przed chwilą wpisałem w wyszukiwarkę Google słowo “ego” i kliknąłem w wyszukiwanie grafik. Moim oczom ukazała się mnogość zdjęć z cytatami i tekstami oceniających ego jako coś szkodliwego i niepotrzebnego. Oto kilka przykładów:

  • Śmierć Twojego ego będzie początkiem Twojego prawdziwego życia.
  • Ego jest jak kurz w Twoich oczach. Bez oczyszczenia tego kurzu, nie możemy nic widzieć wyraźnie, dlatego wyczyść ego i zobacz świat.
  • Powinieneś powiedzieć swojemu ego: “Stworzyłeś ogromny problem dla mnie, i nie lubię Cię. Zniszczę Cię.”
  • Gdy ktoś Cię poprawia i czujesz się urażony, masz problem z ego.

Rok temu została nawet wydana książka pod tytułem “Ego to Twój wróg” autorstwa Ryana Holiday’a. Na tylnej okładce możemy przeczytać:

“Niezależnie od tego, czy stoisz u progu sukcesu, czy znajdujesz się na szczycie kariery, czy też właśnie poniosłeś największą porażkę w życiu, Twoje ego może skutecznie doprowadzić Cię do samozniszczenia. (...) Powstrzymasz ego, zanim rozwiną się złe nawyki, wykształcisz w sobie pokorę i dyscyplinę, aby posłużyły Ci w momencie sukcesu, a także nauczysz się pielęgnować siłę i wytrwałość, tak by żadna porażka Cię nie zniszczyła. Ujarzmij Twoje ego, zanim ono Cię pokona!”

Nie czytałem tej książki więc nie wypowiem się na temat treści, ale tytuł i opis tej pozycji niesie dość jednoznaczny komunikat i powiela szkodliwy mit o ego.

Czym tak w ogóle jest ego?

Interesujące jest to, jak wiele ludzi tak ochoczo mówi o ego i ocenia ego innych, tak naprawdę nawet nie wiedząc, czym ono jest. W naszej kulturze przyjął się pewien potoczny sposób rozumienia tego zjawiska, lecz nawet wśród psychologów nie ma jednoznacznej, wspólnej definicji ego.

W najbardziej powszechnym rozumieniu tego słowa ego jest tym, co o sobie myślimy.

To koncept “Ja”, czyli zbiór przekonań o samym sobie, który składa się na odpowiedź na pytanie “Kim jestem?”.

Nie ulega wątpliwości, że znaczna część tego, jak widzimy samych siebie składa się z fałszywych i często destrukcyjnych przekonań. Niejednokrotnie utrudnia nam to ujrzenie naszej prawdziwej natury, czyli tego kim jesteśmy, gdy nie zakładamy maski i gdy nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy.

Z perspektywy filozofii buddyjskiej ego jest rozumiane nieco inaczej. Jest ono wszystkim tym, co pojawia się w naszej świadomości i co zawęża prawdziwą naturę naszego umysłu (esencję, “prawdziwe Ja”, stan, który możemy osiągnąć w medytacji) do fałszywego, ale użytecznego wrażenia “ja”. Każda aktywność mentalna (myśl, wizualizacja, emocja) może być więc określona jako ego, podczas gdy nasza prawdziwa natura znajduje się poza treściami naszego umysłu.

Niezależnie od kręgu kulturowego negowanie istoty ego jest powszechnym zjawiskiem (tak, również w buddyzmie). Jednak czy aby na pewno role, które gramy i maski, które zakładamy faktycznie są czymś zawsze i wszędzie szkodliwym? Czy dobrym pomysłem jest wyzbywanie się naszego ego? I czy jest to w ogóle możliwe? Jakie psychologiczne konsekwencje ma negowanie ego w naszej kulturze? Co, jeśli ego jest tak naprawdę naszym sprzymierzeńcem?

Chronienie wrażliwości

Gdy poznałem model Internal Family Systems Therapy (o którym więcej napisałem tutaj) moje postrzeganie wielu aspektów ludzkiej psychiki zupełnie się zmieniło. Jednym z nich jest zrozumienie tego, czym jest i jak działa nasze ego.

IFS zakłada, że nasza psychika składa się z części, tzw. "subosobowości". Każdy z nas ma w sobie wewnętrzną rodzinę, w skład w której wchodzi np. Wewnętrzny Krytyk, Wewenętrzne Dziecko, Perfekcjonista, Nerwowa część, itp.

Z punktu widzenia IFS ego jest grupą tych części naszej osobowości, które kontrolują nasze codzienne życie i chronią to, co w nas najbardziej wrażliwe. Choć czasami pełnią swoje role w sposób, który wydaje nam się być szkodliwy i destrukcyjny, ich zadanie jest niezwykle ważne i często bardzo trudne.

Przykładowo, jednym z najbardziej utożsamianych z ego sposobów myślenia to zawyżona samoocena: “Jestem super, jestem lepszy od innych”. Część odpowiedzialna za takie myślenie mogła być “zmuszona” do wejścia w taką rolę w chwili, gdy w psychice powstało przeciwne przekonanie: “Jestem nic nie wart, jestem gorszy od innych”. Aby nie żyć w tym poczuciu bezwartościowości, pojawiła się potrzeba na zbalansowanie tego bolesnego poczucia czymś o zupełnie przeciwnym charakterze.

Drogą do uwolnienia się od zawyżonej samooceny nie jest krytykowanie i negowanie ego, czy jakiekolwiek próby “wyplenienia” myślenia o własnej wyższości. To tylko pogłębi problem.

Rozwiązaniem jest zajęcie się źródłem problemu, czyli poczuciem bezwartościowości.

Przyjrzymy się teraz trochę bliżej temu, jak to się dzieje, że w ogóle nasza psychika potrzebuje takich “menadżerów” (bo tak w IFS nazywamy chroniące naszą psychikę części).

Wygnańcy to te części naszej osobowości, które (najczęściej w dzieciństwie) zostały zranione i utkwiły (innymi słowy, zostały “zamrożone”) w jakimś dawnym, bolesnym wspomnieniu. Aby uniknąć konieczności ciągłego odczuwania bólu związanego z takim zranieniem (co znacząco utrudniłoby nam radzenie sobie z codziennością) menadżerowie muszą przejąć kontrolę zamykając wygnańców w piwnicy naszej podświadomości. Tak, aby do naszej świadomości nie docierał ukryty tam ból.

Wygnańcy nie są zadowoleni ze swojego losu. Nie dość, że noszą w sobie wielki ciężar emocjonalnego cierpienia, to jeszcze są zamknięci w ciemności, samotni, zapomniani (wiem, brzmi to trochę bajkowo i metaforycznie, ale to najbardziej zbliżony opis tego, jak działa nasza psychika, jaki znam i jest on powszechnie używany w terapii IFS). Dlatego też wygnańcy robią co w ich mocy, aby dać o sobie znać. Próbują nas zalać swoimi emocjami, gdy tylko to możliwe.

Zastanów się przez chwilę, w jaki sposób różne zachowania innych ludzi mogą stać się bodźcem budzącym w Tobie rozdrażnienie, smutek, złość czy poczucie odrzucenia. Każdy z nas ma te czułe punkty, które gdy tylko są dotknięte, rozpalają się jak gorący ogień. (często sprawiając, że reagujemy nieadekwatnie do danej sytuacji). To dlatego, że jakieś słowo lub zachowanie drugiego człowieka obudziło, wywołało, aktywowało tą część naszej osobowości, która nosi w sobie jakiś ból z przeszłości.

Ego Cię chroni

Często nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego, jak wiele takich części kryje się w zakamarkach naszej psychiki. Nic dziwnego - menadżerowie wykonują naprawdę świetną (i ciężką) pracę. Chronią nas przed zalaniem tymi emocjami bez względu na to, po jakie środki będą musieli sięgnąć. Czasami każą nam rezygnować z podążania za swoimi marzeniami, a czasami chcą, abyśmy nie otwierali swojego serca na innych ludzi. Innym razem krytykują i obrażają, aby odciągnąć uwagę od siebie i przerzucić winę na kogoś innego. Zdarza się też, że ego śpiewa pieśni pochwalne na temat tego, jacy to jesteśmy cudowni, lub zmusza nas do bezustannej pracy w imię lepszej przyszłości.

Bez menadżerów nie bylibyśmy w stanie radzić sobie z wyzwaniami codzienności i przez cały czas bylibyśmy zalani trudnymi emocjami z przeszłości. To tak, jakbyśmy chodzili po świecie z niezagojonymi, otwartymi ranami, narażonymi na ponowne skrzywdzenie.

Ta część ego, którą możemy nazwać wewnętrznym krytykiem, mówi nam o tym, że jesteśmy beznadziejni po to, abyśmy nie zdecydowali się na odważne realizowanie naszych celów. Być może krytyk boi się, że jak podejmiemy ryzyko i poniesiemy porażkę, zaleje nas poczucie bezwartościowości, przed którym krytyk tak starannie nas chroni.

Ta część ego, którą możemy nazwać perfekcjonistą, wmawia nam to, że nasza praca wciąż nie jest wystarczająco dobra. Być może perfekcjonista boi się, że jak ktoś dostrzeże błąd w efektach naszej pracy, wytknie nam go, a nas zaleje poczucie odrzucenia i braku akceptacji, którego doświadczyliśmy, gdy mieliśmy 4 lata.

Ta część ego, którą możemy nazwać nieśmiałą, wycofuje się i stroni od kontaktu z innymi ludźmi. Być może boi się, że gdy będziemy sobą, inni będą się z nas śmiać, dokładnie tak, jak śmiali się z nas koledzy z podstawówki, gdy przy tablicy nie znaliśmy odpowiedzi na pytanie nauczycielki.

Ego to nie tylko ten głos, który podpowiada nam o naszej wielkości. To zarówno te części naszej osobowości, które w nas wierzą, lubią i wspierają (czasami za bardzo) i te części, które nas krytykują, blokują i hamują (również czasami za bardzo).

Wszystkie te części noszą w sobie najróżniejsze przekonania na temat nas samych. W związku z tym powszechne rozumienie ego jako obrazu siebie jest częściowo zgodne z opisaną wyżej koncepcją - choć bez wątpienia jest to bardzo uogólniony i płytki sposób patrzenia na złożoność tego, czym faktycznie ego jest. Perspektywa wielorakości naszej osobowości daje nam możliwość ujrzenia dużo szerszego obrazu, dzięki któremu możemy uwolnić się od nawykowego krytykowania własnego ego. Dlaczego jest to tak ważne?

Konsekwencje negowania ego

Gdy ulegamy powszechnemu zwyczajowi negowania i krytykowania ego dzieje się w naszej wewnętrznej rodzinie kilka rzeczy:

1. Po pierwsze, tracimy możliwość na nawiązanie relacji z tymi częściami siebie, które są odpowiedzialne za destrukcyjne zachowania,

2. Ponadto, sprawiamy, że zachowania menadżerów stają się jeszcze bardziej ekstremalne, ponieważ krytykowanie samego siebie każdorazowo może pobudzać aktywność wygnańców, którzy raz za razem są pobudzani kolejnymi zranieniami (co z kolei wpływa na większą potrzebę aktywności menadżerów),

3. Jakby tego było mało, tworzymy w sobie części, których rolą staje się ocenianie i krytykowanie menadżerów, jeszcze bardziej pogłębiając problem, ponieważ teraz doświadczamy konfliktu wewnętrznego i różne części nas samych walczą ze sobą, marnując energię na konflikt.

Negowanie i krytykowanie ego oddala nas więc od wewnętrznej harmonii i utrudnia uwolnienie się od destrukcyjnych zachowań.

Warto też nadmienić, że oprócz chronienia naszej wrażliwości, ego najzwyczajniej w świecie kieruje naszym codziennym życiem - organizuje, planuje, zarządza. Mój znajomy terapeuta Tomek Kwieciński napisał o ego w ten sposób: “Wyobraźmy sobie zatem, że owo ego, które jest tak potrzebne przy jakichkolwiek działaniach – zostaje przez jakiegoś człowieka porzucone. Wnet znalazłby się on na poziomie noworodka, włącznie z załatwianiem się pod siebie i śmiercią głodową w wypadku braku pomocy. Owszem, nie miałby wprawdzie żadnych pragnień poza fizycznymi, ale nie potrafiłby wykonać najprostszego zadania, a cała rzeczywistość byłaby dla niego chaotyczna jak w śnie.”

Teraz już pewnie rozumiesz, dlaczego “przekroczenie” lub pozbycie się ego to nienajlepszy pomysł (jeśli w ogóle jest to możliwe). To tak jakbyś stwierdził, że woda jest zła, ponieważ możesz się w niej utopić. Albo, że ogień jest zły, bo możesz się nim oparzyć. Zarówno ego, woda jak i ogień wspierają nasze życie i mogą stać się szkodliwe tylko wtedy, gdy używamy ich w nieodpowiedni sposób.

Twój przyjaciel ego

Wróćmy na chwilę do menadżerów. Choć ich strategie na pierwszy rzut oka wyglądają na szkodliwe, ważne jest, aby zrozumieć, że te części SĄ NAM POTRZEBNE. Gdyby menadżerowie nie wykonywali swojego zadania, nie bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować w życiu codziennym!

Dopiero, gdy w trakcie terapii lub innej formy pracy nad sobą uwalniamy (uzdrawiamy) wewnętrzne zranienia z przeszłości (w języku IFS - zdejmujemy ciężary z tych cierpiących części naszej osobowości), menadżerowie odpuszczają i przestają zachowywać się w tak ekstremalny sposób - nie ma już bowiem potrzeby na tak intensywną ochronę. Wtedy ich rola albo się zupełnie zmienia (np. zamiast krytykować zaczynają nas wspierać motywującym dialogiem wewnętrznym), albo pozostaje taka sama, jednak ich działania nie są już tak intensywne i destrukcyjne.

Im więcej wewnętrznych ciężarów uwalniamy, tym bardziej nasze poczucie tożsamości, nasze poczucie “ja”, staje się płynne, spójne, harmonijne. W swojej istocie zawsze takie było, wcześniej po prostu było ono ukryte, tak samo jak błękitne niebo i słońce są czasami przykryte chmurami.

W emocjonalnie i mentalnie dojrzałej psychice grupa menadżerów kierujących naszym życiem (ego) nie jest więc destrukcyjna. Pozwala nam planować, dbać o strukturę w naszej codzienności, organizować nasze działania, pracować. Jednocześnie, menadżerowie mogą takim systemie dawać przestrzeń na te dziecięce, spontaniczne, kreatywne, szczere i radosne części naszej osobowości - dzięki czemu nie czujemy, że ego dominuje naszym życiem lub że jest “przerośnięte”.

Przestajemy myśleć o sobie w negatywny sposób (lub przesadnie pozytywny) i nasz obraz siebie staje się dużo bliższy temu, kim naprawdę jesteśmy.

Jednak to nie oznacza, że pozbyliśmy się ego lub je przekroczyliśmy. Ego po prostu stało się naszym sprzymierzeńcem. Po pierwsze dlatego, że my przestaliśmy je negować i uwolniliśmy się od chęci pozbycia się go. Po drugie dlatego, że zaopiekowaliśmy się wewnętrznymi zranieniami, które menadżerowie tak obsesyjnie chronili przed światem zewnętrznym.

Ego nie jest więc jednolitym tworem - to zespół części naszej osobowości, który na różne sposoby chroni naszej wrażliwości. Każda z tych części może zmienić swoją strategię, gdy poświęcimy jej odrobinę uwagi. Gdy zwrócimy się do niej z życzliwością i otwartością i pokażemy, że możemy uzdrowić zranienia, które te części tak starannie ukrywają.

Gdy zaczniesz się przyglądać tym chroniącym Cię częściom (ego), powoli zaczniesz rozumieć, dlaczego działają one w taki, a nie inny sposób. Zaczniesz widzieć je jako głęboko dbających o Ciebie, odważnych pomocników, którzy służą większej całości (którą jesteś Ty sam). Na pewnym etapie będziesz więc gotowy na to, aby prawdziwie podziękować im za wsparcie - a wtedy one przestaną być Twoim wrogiem i zaczną być Twoim przyjacielem.

Opisany wyżej proces poznawania, pogłębiania swojego zrozumienia i nawiązywania relacji z częścią jest jednym z najważniejszych etapów w pracy metodą IFS. To tzw. “befriending”, czyli zaprzyjaźnianie się z subosobowością - bez tego proces bez wątpienia prędzej czy później utknie w miejscu. Tylko gdy mamy pozytywne nastawienie do części, tylko gdy autentycznie chcemy ją poznać, tylko gdy naprawdę mamy w sobie ciekawość i życzliwość względem niej - ta część otworzy się na nas, będzie chciała z nami rozmawiać i wytłumaczy nam, dlaczego pełni taką, a nie inną rolę (często wskazując nam zranionego Wygnańca, który jest źródłem problemu i na znalezieniu którego nam najbardziej zależy).

Ego jest Twoim przyjacielem. Ma dobre intencje i chce Ci pomóc.

I choć czasami (lub często) nie robi tego w najlepszy sposób (czyniąc przy tym trochę szkód lub utrudniając Ci pewne aspekty życia) dzieje się tak tylko dlatego, że nie umie inaczej.

Nawiązując kontakt z każdą częścią osobowości składających się na Twoje ego i pracując z chronionymi przez nie częściami, możesz sprawić, że ich działania staną się mniej ekstremalne, lub że z wielką chęcią odpuszczą trudne zadanie i przyjmą inną, bardziej konstruktywną rolę w Twojej wewnętrznej rodzinie.

PS. Jeśli interesuje Cię tematyka terapii IFS, dołącz do grupy IFS Polska na Facebooku, gdzie regularnie publikuję treści związane z Internal Family Systems.

Napisz komentarz

  • Kamil

    Witaj Michał, widać, że dzięki IFS zmienia się postrzeganie pewnych aspektów w życiu tak jak np EGO. Biorąc pod uwage naszą fraze " Medal zawsze ma dwie strony". Wydaje mi sie, że patrząc przez pryzmat wlasnie tego na nasze cale zycie jestesmy w stanie dotrzec do wewnetrzengo szczęścia. Będąc w pełnej harmonii z samym sobą, będąc świadomym każdego naszego zachowania jesteśmy bliżej poznania siebie.
    Odkąd przeczytałem ten artykul jak i poprzedni, od razu zmienilem postrzeganie moich "ciemnych stron". To tak jak patrzenie na strach jako negatywna emocje, przeciez ona posiada rownież swoje pozytywne cechy.
    W ostatnią sobotę użyłem stwierdzenia " nakarmiłem swoje ego i już mi lepiej " na zasadzie zdrobienia czegoś nietypowego w tej sytuacji skok przez stojacego kolege z pomocą rąk. Może to wydawać się dziwne, ale po co miałbym się blokować jakimiś przekonaniami typu kto co sobie pomysli gdy to zrobie. Ja po prostu to zrobiłem, poczułem sie lepiej,tym bardziej, że w mojej rodzinej wiosce takie akcje były na porządku dziennym. Po czym natrafiłem na te dwa artykuły, pogłębiłem się w refleksji na ten temat właśnie dzięki Tobie. A wiem, że do dopiero początek przygody z Internal Family System, tym samym początek do lepszego zrozumienia siebie. Pozdrawiam wszystkich, owocnego dnia ! ;)
    ps. Michał wielki szacunek do Ciebie za wszystkie posty. Jestem na bieżąco z Twoimi artykułami już od kilku lat. Dziś mam 21, czuje się świetnie i wiem, że to też dzięki Tobie moja samoświadomość wzrasta!

  • drapik

    Dobra analiza, ale są tu 2 nieścisłości.

    Nie wiem czy dobrze zrozumiałem:

    'Rozwiązaniem jest zajęcie się źródłem problemu, czyli poczuciem bezwartościowości'

    Czyli chodzi o to, że przyczyną zaburzeń ego jest brak poczucia wartości?
    Jeśli tak to jest to co najwyżej półprawda. To może być prawda w niektórych przypadkach, ale nie w stosunku do całości populacji.
    Wiele osób ma poczucie swojej wartości i nic nie osiąga, nie rozwiązuje swoich głębszych problemów, bo źródłem wszystkich problemów są nierozwiązane lęki.
    Ktoś może mieć i znać swoje dobre strony, ale najgłębsze lęki wszystko mogą zdruzgotać.
    I nie da rady czasem skłonić swoje subosobowości do rozmowy, współdziałania, ponieważ jest masa innych przeszkód, przyczyn, która narosła od czasu pojawienia się tego powiedzmy pierwotnego urazu w postaci np wielu skostniałych nawyków, skojarzeń, chronicznych napięć, nieprawidłowego oddechu, wpływu istot duchowych (pożeraczy energii), obciążeń biologicznych, chemicznych i nieznanych czynników, np niepoznanych jeszcze przez naukę czy nieznanych negatywnych interakcji znanych substancji, leków. Tego jest masa. Ile jest ukrytych 'odgórnie' produktów, które nas latami trują..

    Ile jest mini-urazów, które nie wykrywają fachowi terapeuci czy samoobserwacje.

    Poza tym nie da się 'porozmawiać' z niektórymi subosobowościami bo nie są skłonne do rozmowy, a najważniejsze, że są nieuchwytne, zmienne, łączą się z innymi, czy są
    wykorzystywane, być może imitowane przez inne subosobowości czy nawet byty (ale to trudny temat).

    Istnieje wschodnie podanie, które mówi coś w rodzaju, że najważniejsze to nie poczucie wartości, ale poczucie nicości. Wtedy człowiek po latach praktyki resetuje swoje nawyki, urazy i zbliża się do stanu tej czystej niezapisanej karty. Wtedy dopiero nabywa tą najgłębszą siłę z podświadomości i może od nowa rozwijać się już bez fałszywych programów, wpływów czyli mieć czystość, świeżość dziecka i siłę cierpliwości, woli, przejrzystości mędrca czy zaawansowanego praktyka umysłu.
    Inaczej to ujmując - poczucie nicości, ale wypływające ze zrozumienia, nie z wiary - daje coś co można nazwać samoregulacją. Nie twierdzę bynajmniej, że jest to jedyna droga, ale być może dla niektórych czy nielicznych optymalna. Rzecz jasna, w wielu kontekstach, pośpiechu życia, czy mnogości urazów, problemów, rodziny ta droga jest nieosiągalna. To jest taki 'format' kompa (umysłu) w stylu radykalnie wschodnim.

    Druga nieścisłość to teza - Ego jest Twoim przyjacielem. Ma dobre intencje i chce Ci pomóc.

    Ego też szkodzi - miliony palaczy, pijaków, chorych na przewlekłe choroby, samobójców wskazuje, że ich ego jednak ich nie chroni a nawet może zaszkodzić innym. Czasem chroni od gorszego zła, nawyku, ale często to jest jednak sukcesja wyniszczająca 'z deszczu pod rynnę', a potem do piachu..

    Część ego chroni a część szkodzi - to byłaby prawda. U niektórych ego szkodliwe jest za silne, żeby ego wspierające zwyciężyło.

    Ego ma dobre intencje? Uff. To wytłumaczę to tak - jeśli ktoś jest sfiksowany na przekonaniu by dostrzegać zawsze same pozytywy to być może nigdy nie zauważy, tych negatywów, które w taki czy inny sposób rujnują. A rujnowanie można czasem lepiej zauważyć w szerszych kontekstach typu wojny, akty terroru, kataklizmy (ups, to ego przyrody), naciągacze, oszuści. Jeśli fiksat nadal twierdzi, że nawet z najgorszych opresji, kryzysów można znaleźć jakiś pozytyw, naukę to może niech spotka się z ofiarą ekstremalnych kryzysów, chorób, okaleczeń, tortur. Może wtedy poczuje grozę immanentnego zła. Zła pojawiających się szkodliwych grup ego.

    Jeśli zewnętrze ego, czyli osobniki sadystyczne, zabójcze itd są szkodliwe, zdegenerowane, niewyleczalne to tak samo można znaleźć w środku osobowości formaty ego, które są zabójcze, destruktywne, skrajnie zachłanne, zboczone, które nie zawsze można wyleczyć, nie można nawiązać kontaktu i trzeba zniszczyć, bo zginie cała osobowość.

    Jak na okręcie jest fundamentalny terrorysta to będziesz próbował z nim pogadać? Nie ma szans. Szanse miała by magia czy znajomość umysłu na poziomie totalnym czy doskonałym i wytrawne wyczucie sytuacji, kontekstu. I wyjdzie prosty rachunek eliminacji jednostki dla dobra ogółu, czasem poświęcenia swojego czy innego życia. Gorzej jak nie ma możliwości eliminacji czy ma to, ale te inne ego, którym jednak ja nie jestem.

  • Ona

    Jak pięknie napisane.. :)