Jak przestać zadowalać wszystkich wokół

Każdy z nas chce być akceptowany przez innych. Taką mamy naturę. Niestety czasami tak bardzo brakuje nam tego poczucia akceptacji, że sięgamy po różne, nie zawsze konstruktywne sposoby na uzyskanie jej od ludzi. Jednym z takich sposobów jest ciągłe zadowalanie wszystkich wokół. Skąd ten wewnętrzny przymus dogadzania innym i jak możemy się od niego uwolnić?

W swojej pracy spotykam wiele osób, które są wyczerpane silnym, wewnętrznym przymusem uszczęśliwiania innych ludzi. Wciąż robią rzeczy, których nie chcą robić, nie wiedząc jak postawić granicę i powiedzieć “nie”. Wciąż grają zgodnych i uległych, aby wszyscy wokół czuli się dobrze. W ich życiu nie ma miejsca na nich samych - ich potrzeby są zawsze na ostatnim miejscu.

Żeby było jasne - pisząc ten artykuł nie odnoszę się do zdrowej życzliwości, naturalnej chęci pomocy płynącej z wewnątrz czy wsparcia, które szczerze chcemy dawać innym. Takie zachowania są efektem emocjonalnej dojrzałości i jeśli to one przeważają w Twoich relacjach, przyjmij moje gratulacje.

W tym artykule chciałbym się odnieść do tych wszystkich zachowań, które wynikają z naszych własnych braków emocjonalnych i których celem jest ciągłe uzyskiwanie aprobaty i akceptacji poprzez “robienie ludziom dobrze”. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak możesz uwolnić się od tego destrukcyjnego, wewnętrznego przymusu zadowalania innych.

Jak uszczęśliwiamy innych?

Ludzie, którzy są skoncentrowani na takim celu, osiągają go na wiele różnych sposobów. Zapoznając się z tymi najbardziej powszechnymi, które opisałem poniżej, zastanów się, które z tych zachowań odnajdujesz również u siebie:

  • Nie umiesz powiedzieć nie, nawet wtedy, gdy bardzo chcesz odmówić (przykład: wciąż zostajesz po godzinach, wykonując pracę, która nie jest częścią Twojego zakresu obowiązków),

  • Udajesz, że zgadzasz się ze wszystkimi (przykład: podczas rozmowy ze znajomymi ukrywasz swoją prawdziwą opinię bo nie chcesz być jedyną osobą w grupie, która ma inne zdanie),
  • Zbyt często przepraszasz innych,
  • Czujesz się obciążony rzeczami, które masz do zrobienia (a które nie zawsze wynikają z Twojej inicjatywy),
  • Czujesz się odpowiedzialny za to, jak ludzie się czują (przykład: gdy ktoś ma gorszy nastrój, cały czas się zastanawiasz, co mogłeś zrobić źle, myśląc, że to pewnie Twoja wina),

  • Czujesz się bardzo niekomfortowo, gdy ktoś jest na Ciebie zły (i robisz co w Twojej mocy, aby zmienić ten stan rzeczy),
  • Zachowujesz się tak, jak ludzie, z którymi spędzasz czas (przykład: nie lubisz alkoholu, ale skoro wszyscy Twoi znajomi piją, Ty również zachowujesz się tak, jakby sprawiało Ci to przyjemność),
  • Potrzebujesz ciągłych pochwał, aby poczuć się dobrze (przykład: jeśli ktoś Cię nie pochwali, zastanawiasz się, co zrobiłeś źle),
  • Nie przyznajesz się, że Twoje uczucia zostały zranione, gdy ma to miejsce (ponieważ nie chcesz stać się problemem dla drugiej osoby),
  • Zrobisz wszystko co w Twojej mocy, aby uniknąć konfliktu (nawet, gdy będzie oznaczało to całkowite skreślenie swoich własnych potrzeb).

Pierwszym krokiem do uwolnienia się od tego nawyku jest uświadomienie sobie dwóch rzeczy. Po pierwsze, potrzebujesz wiedzieć, jakie psychiczne i emocjonalne konsekwencje ma ciągłe zadowalanie innych. Świadomość tego będzie dla Ciebie źródłem motywacji do podjęcia decyzji o uwolnieniu się od takich zachowań.

Po drugie, potrzebujesz zrozumieć, jakie są Twoje osobiste przyczyny Twojego pragnienia robienia innym dobrze. Znajomość tych przyczyn będzie dla Ciebie wskazówką, dzięki której będziesz wiedział jak sobie poradzić z tym nawykiem.

Nie-zadowalanie siebie

Zacznijmy od tego, co się dzieje w Twoim wnętrzu, jak również w świecie zewnętrznym, gdy wciąż próbujesz zadowalać innych:

  • Tracisz energię życiową. Dogadzanie innym jest dość kiepską inwestycją Twojego czasu i energii witalnej - pomyśl o tym, jak dużo siły poświęcasz na myślenie o tym, co myślą inni lub na planowanie działań, które pozwolą Ci ich uszczęśliwić.
  • Tracisz kontakt ze sobą. Jako efekt powyższego, nie masz czasu, energii ani przestrzeni w swojej głowie, aby myśleć o własnych potrzebach. Nie mają one dla Ciebie praktycznie żadnego znaczenia, dlatego na pewnym etapie po prostu przestajesz być ich świadom. A gdy one próbują dać o sobie znać, robisz wszystko, aby je stłumić, ponieważ przeszkadzają Ci w misji zadowolenia każdego, kto jest w pobliżu.
  • Tracisz szacunek do siebie. Traktujesz siebie jako najmniej ważną osobę w swoim towarzystwie. Twoje potrzeby są zawsze na ostatnim miejscu. Traktujesz je jako mało istotne, bo gdyby było inaczej - toczyłbyś ciągłą walkę wewnętrzną, która jeszcze bardziej by Cię pozbawiała energii. Ponadto, gdzieś w głębi serca możesz być świadom tego, że ludzie mogą lubić Cię nie za to, kim jesteś ale za to, że zawsze im pomożesz.
  • Nikt nie wie, jaki tak naprawdę jesteś. Skoro stale zakładasz maski ukrywając swoje emocje i potrzeby (po to, aby uniknąć bycia przyczyną jakiegokolwiek dyskomfortu u innych), nie dajesz nikomu szansy doświadczenia tej autentycznej wersji Ciebie.
  • Tracisz przyjemność z bycia z ludźmi. Dlaczego? Ponieważ gdy się z nimi spotykasz, Twoim celem nie jest po prostu “być” i czerpać radość ze wspólnie spędzonego czasu. Twoim podstawowym celem jest wypełnienie własnej dziury braku samoakceptacji poprzez robienie wszystkiego co możliwe, aby inni Cię polubili. Wymaga to od Ciebie ciągłego myślenia o tym, jak się czują i co mogą o Tobie myśleć, przez co nie ma już w Tobie miejsca na przyjemność bycia.
  • Tłumisz swoje emocje. Wszystko, co mogłoby być trudne dla innych, jest przez Ciebie ukrywane. Nie wyobrażasz sobie tego, aby być dla kogoś trudnością, dlatego tłumisz w sobie takie stany jak złość, frustrację, smutek, żal czy stres. Robisz wszystko, aby innym było z Tobą fajnie i przyjemnie. A gdy nagromadzonych w Tobie emocji jest więcej i więcej...
  • Narasta w Tobie zniechęcenie do innych. Frustracja, która nie została wyrażona, będzie szukała swojego ujścia. Zwykle znajduje je w zachowaniach pasywno-agresywnych, czyli nieświadomych i ukrytych próbach “wylania” z siebie choćby odrobiny nagromadzonych emocji. W codziennym życiu może przyjąć to formę sarkastycznych komentarzy czy nieprzyjemnych uwag. Takie zachowania niszczą nasze relacje i utrudniają uzyskanie dużej bliskości i intymności w związkach partnerskich.
  • Twoje zaangażowanie we wspieranie innych będzie spadać. Gdy masz niezaspokojone potrzeby będziesz w naturalny sposób niechętny, aby znowu zrobić coś, co zadowoli kogoś innego. Oczywiście zrobisz to, bo chęć bycia lubianym prawie zawsze wygrywa, ale wciąż będziesz mieć w sobie części siebie, które chcą odpocząć, zadbać o siebie, i tak dalej. Te części Ciebie nie będą milczeć - są one odpowiedzialne za zaspokajanie Twoich podstawowych potrzeb. Wewnętrzna walka będzie pozbawiać Cię sił, a Twoje zaangażowanie i chęć pomocy innym będzie niewielkie (co nie znaczy, że zrezygnujesz z zadowalania innych).
  • Stajesz się podatny na bycie wykorzystywanym. Ludzie robią to z wygody i często nie zdają sobie sprawy z tego, jaki koszt za to płacisz. Skąd mieliby wiedzieć, skoro każdą ich prośbę odbierasz z ochoczym “tak!” i uśmiechem na twarzy? Brak wyraźnych granic, niskie poczucie własnej wartości i bardzo silna chęć robienia innym dobrze czyni z Ciebie idealnym obiektem do wykorzystania i wyssania energii życiowej. Jednak nawet gdy wiesz, że jesteś wykorzystywany - uczucie bycia potrzebnym i chcianym, które towarzyszy dogadzaniu innym jest dla Ciebie jak szklanka wody na pustyni, z której nigdy, przenigdy byś nie zrezygnował.

Jeśli doświadczasz choćby części z powyżej opisanych konsekwencji zadowalania innych, uświadomienie sobie tych efektów z pewnością nie było dla Ciebie przyjemne. Jednak żadna zmiana nie przychodzi bez dyskomfortu. Potrzebujesz tego uczucia niewygody, aby odnaleźć w sobie motywację do porzucenia starego schematu zachowania i zbudować nowe, zdrowsze.

Dlatego teraz pójdziemy o krok dalej i zajrzymy jeszcze głębiej. Skąd bierze się ta silna potrzeba dogadzania innym?

Przeszłość, jak zawsze

Gdy mówimy o poczuciu własnej wartości, trudno będzie nam uniknąć zajrzenia w doświadczenia z naszego dzieciństwa. To właśnie tam kształtuje się nasze poczucie tożsamości i to od naszych relacji z rodzicami zależy, czy w dorosłym życiu będziemy szukać akceptacji i aprobaty na zewnątrz, czy może będziemy czuli się kompletni tacy, jacy jesteśmy.

Tam, gdzie potrzeba zadowalania innych jest najsilniejsza, źródło tego pragnienia jest często związane z byciem źle traktowanym przez rodziców w dzieciństwie. Dzieci, które doświadczają przemocy fizycznej lub psychicznej często dochodzą do wniosku, że zadowalanie swoich oprawców sprawia, że są oni łagodniejsi. Wielokrotne próby załagodzenia kary (czasami trwa to miesiące, a nawet lata) stają się nawykiem i nieodłączną częścią osobowości dziecka, które w dorosłym życiu automatycznie chce dogodzić innym nieświadomie chroniąc się przed ewentualną złością czy krytyką.

Innym źródłem silnej potrzeby uszczęśliwiania innych jest często warunkowanie miłości przez rodzica w stosunku do swojego dziecka. Niektórzy rodzice okazują dziecku miłość tylko wtedy, gdy jest ono grzeczne i gdy zachowuje się tak, jak chce tego rodzic. Gdy dziecko robi coś po swojemu, gdy szuka własnej drogi - akceptacja jest wycofywana, co tworzy u dziecka silny schemat - jestem godny miłości tylko wtedy, gdy zadowalam innych. Takie przekonanie może zostać częścią ich sposobu myślenia na całe życie (choć większość nigdy sobie nie uświadomi tego, że tak myśli).

Często przyczyną potrzeby zadowalania innych jest też częsta krytyka ze strony rodzica. Jeśli dziecko jest krytykowane nawet za małe rzeczy, będzie nosiło w sobie silny strach przed popełnianiem błędów. Będzie starało się być zawsze idealne. W dorosłym życiu jedną z manifestacji takiego stanu rzeczy może być chęć uszczęśliwiania innych.

Nie zawsze ten wewnętrzny przymus jest wynikiem trudnej relacji czy traumatycznych doświadczeń. W wielu sytuacjach nawet Ci najbardziej kochający rodzice, którzy okazują swoją miłość i nie krytykują dziecka, wychowują je wymagając od niego, aby zawsze pomyślało o innych, aby zawsze było grzeczne, aby nie sprawiało problemu, i tak dalej.

Podsumowując - zadowalanie innych jest w wielu przypadkach wyrafinowanym mechanizmem obronnym naszej psychiki. Osoby, które dogadzają wszystkim wokół, mogą bać się odrzucenia, surowej kary, czy niesprawiedliwej krytyki. Chronią w ten sposób te najbardziej zranione i odrzucone części osobowości. Jednocześnie szukają akceptacji, aprobaty i miłości, aby choćby na chwilę uwolnić się od tego strachu, że coś jest z nimi nie tak. Zadowalanie innych stało się więc dla jednych jedynym skutecznym sposobem na załatanie emocjonalnych dziur, a dla innych - odziedziczonym po sposobie myślenia rodziców nawykiem bycia grzeczną i bezproblemową osobą.

Wysiłek, który idzie na marne

Niestety prawda jest taka, że efekty takich działań są bardzo krótkofalowe. Jeśli w środku nie czujemy się wystarczająco dobrzy, jeśli nosimy w sobie zranienia z przeszłości, żadne “dziękuję”, żaden uśmiech ani żadna pochwała ze strony drugiego człowieka nie zagoi tych ran. Będziemy się czuli jak dziurawe wiadro, które napełnione świeżą wodą tylko na chwilę dostaje to, czego potrzebuje.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ zadowalając innych nie dostajesz tego, czego naprawdę szukasz. To, czego potrzebujesz, to zrozumienie na głębokim poziomie, że wszystko jest z Tobą OK. Że to, kim tak naprawdę jesteś, jest w porządku. Że nie musisz się stawać kimś innym.

A co otrzymujesz “robiąc innym dobrze”?

Otrzymujesz to, że ludzie Cię lubią - ale nie za to, kim jesteś, a za to, co robisz. Lubią Cię, ponieważ pomagasz im zaspokajać swoje potrzeby. Jesteś dla nich użyteczny. Przydatny. Nie robisz żadnych problemów. Nie jesteś osobą, z którą relacja jest w jakikolwiek sposób wymagająca.

Będąc “zadowalaczem”, nawet nie dajesz im szansy, aby polubili Ciebie za Twoją osobowość, wartości, zwyczaje. Za bardzo jesteś skupiony na byciu bezproblemową jednostką i unikaniem ukazania, co się kryje pod maską, którą nosisz.

Dostajesz więc jedynie namiastkę tego, czego szukasz. Ta namiastka nigdy Ci nie wystarczy, aby poczuć się prawdziwie akceptowanym i kochanym przez innych. Nigdy nie będzie wspierać Twojego poczucia własnej wartości.

Zastanów się nad tym przez chwilę. Czy nie jesteś ciekawy, jak się ludzie będą do Ciebie odnosić, gdy pokażesz im swoją prawdziwą twarz? Gdy zaczniesz mówić to, co myślisz i robić to, co Ci podpowiada Twoje serce?

Zdaję sobie sprawę z tego, że wizja “pokazania prawdziwego siebie” może być dla Ciebie na tym etapie wręcz… przerażająca. Co, jeśli ktoś Cię nie polubi? Co, jeśli zostaniesz odrzucony? Co, jeśli ludzie zaczną Cię krytykować? Co, jeśli… to wszystko, co o sobie myślisz, okaże się prawdą?

Nie ma co się oszukiwać, część z tych lęków może jak najbardziej mieć sens. Nie wszyscy ludzie na świecie poczują ”chemię” po pierwszej rozmowie z Tobą. Nie wszyscy staną się Twoimi przyjaciółmi. Prawdę mówiąc, większość ludzi będzie z innej bajki i pójdzie własną drogą po krótszym lub dłuższym czasie znajomości.

Jednak możesz być pewien, że znajdą się również takie osoby, które będą na tyle podobne do Ciebie, że będą się czuć w Twoim towarzystwie doskonale. Znajdą się osoby, które polubią Cię nie za to, co dla nich robisz, ale za to, jakim jesteś człowiekiem. Będą Cię lubić nawet wtedy, gdy powiesz im “nie”. Nawet wtedy, gdy będziesz chciał zadbać o siebie. Nawet wtedy, gdy powiesz im dokładnie to, co myślisz.

Co więcej, ludzie nie będą Cię akceptować i doceniać POMIMO tego, że żyjesz w zgodzie ze sobą. Będą chcieli być przy Tobie WŁAŚNIE dlatego, że jesteś autentyczny i nie zakładasz przy nich masek.

W momencie, gdy odpuszczasz potrzebę bycia lubianym przez wszystkich, fakt, że nie wszyscy staną się Twoimi kolegami lub koleżankami, przestaje Ci przeszkadzać. Zaczynasz rozumieć, że to jest naturalna kolej rzeczy. Będąc sobą w pewnym sensie filtrujesz osoby, które powinny znaleźć się bliżej Ciebie. Ci, którzy polubią Cię za to, kim jesteś, będą doskonałym “materiałem” na wieloletnie relacje. To z nimi stworzysz szczere i pełne wsparcia znajomości.

I to właśnie takie autentyczne i prawdziwe relacje staną się dla Ciebie jednym z ważniejszych budulców Twojego poczucia własnej wartości. Nic na świecie nie może równać się z uczuciem, które płynie z bycia dostrzeżonym i zaakceptowanym, gdy jesteś w pełni sobą. Każda jedna relacja, w której tego doświadczasz da Ci więcej, niż dowolna ilość relacji opierających się na sympatii płynącej z tego, że jesteś bezproblemową i pomocną osobą. Każda relacja, w której możesz być sobą, nauczy Cię więcej miłości do siebie niż tysiące pochwał i podziękowań za to, że znowu poświęciłeś dla kogoś swój czas.

Oczywiście nie mam tutaj na myśli tego, że potrzebujesz innych ludzi, aby zaakceptować i pokochać siebie. Najważniejsza praca, jaka na Ciebie czeka, to uzdrowienie tych zranionych części Ciebie (jeśli nosisz w sobie takie uczucia) i zbudowanie dobrej, zdrowej relacji z samym sobą.

Jednak nie możemy ulegać złudzeniu, że możemy być w pełni kompletni i szczęśliwi bez innych ludzi. Bliskie relacje są nam potrzebne i nie ma wątpliwości, że mogą nam one bardzo pomóc w odnalezieniu miłości do samego siebie.

Zadowalanie... siebie

Na tym etapie pewnie jest już dla Ciebie jasne, że zadowalanie innych mogło być dla Ciebie tak naprawdę sposobem na to, aby zadowolić siebie - aby uzyskać akceptację, miłość i aprobatę, której tak bardzo Ci brakowało. Wiesz już również, że dogadzanie innym nie jest najlepszą drogą do zrealizowania tego celu. Nie tylko nie jest to dobra strategia, ale co więcej - zmniejsza ona prawdopodobieństwo, że któraś z Twoich relacji będzie prawdziwie zaspokajać Twoją potrzebę przynależności i akceptacji.

Najlepszym wyborem, jakiego możesz teraz dokonać, jest skierowanie swojej uwagi na praktykę bycia sobą. Autentyczność to wynik naszych codziennych decyzji, również tych najmniejszych. To decyzja o tym, aby powiedzieć drugiej osobie o tym, jak się czujesz. To decyzja o tym, aby życzliwie odmówić komuś pomocy, gdy w danym momencie jest coś innego, co jest dla Ciebie ważniejsze. To decyzja o tym, aby dawać swoje emocjonalne wsparcie i cenny czas tym, którym chcesz to dawać, a nie wszystkim, tylko dlatego aby Cię polubili.

Jeśli zaczniesz mądrze zarządzać swoją energią i przestaniesz ją trwonić na lewo i prawo, jakość Twojej uwagi, wsparcia i pomocy błyskawicznie wzrosną. Te relacje, które mają potencjał rozwijania się w Twoim życiu bardzo na tym zyskają, a te, z których i tak by nic nie było… powoli wygasną.

Przygotuj się również na to, że jeśli zaczniesz wyrażać siebie w sposób bardziej szczery i bezpośredni, nie wszystkim może się to spodobać. Ci, którzy są przyzwyczajeni do tego, że zawsze mają Cię na kiwnięcie palcem, lub do tego, że zawsze się ze wszystkim zgadzałeś, mogą być zaskoczeni taką zmianą. Niektórzy mogą nawet poczuć się niezadowoleni faktem, że nie mogą Cię już wykorzystać. Inni mogą stwierdzić, że gdy nie jesteś zawsze zgodny i przytakujący… już nie jesteś dla nich taki fajny.

Choć może to być dla Ciebie trudny proces, jest on niezwykle potrzebny. Ten czas nauczy Cię tego, z jakimi ludźmi chcesz mieć w życiu bliższy kontakt, a z jakimi niekoniecznie. Zrozumiesz, które osoby obecne w Twoim życiu chcesz zatrzymać blisko siebie, a którym pozwolisz odejść. Zmiana Twojego podejścia do relacji z innymi będzie działać jak sitko, które odsieje relacje, które nie są dla Ciebie ważne.

Osoby, które będą wyraźnie komunikować swoje niezadowolenie (na przykład robiąc przysłowiowego focha) mogą używać takich zachowań, aby Tobą manipulować i zmusić Cię do powrotu do swojego starego “Ja” (tego, w którym byłeś dla nich bardziej użyteczny). Oczywiście będą robić to zupełnie nieświadomie, projektując na Ciebie swoje własne braki emocjonalne. Ważne, abyś nie poddał się tym manipulacjom. Jednocześnie, nie krytykuj tych osób za to, że tak się zachowują.

Daj im szansę - wytłumacz im swoją zmianę i powiedz, że widzisz w ich zachowaniu ukryte próby wywarcia na Ciebie wpływu. Jeśli darzą Cię szacunkiem i zajmujesz ważne miejsce w ich sercu, prawdopodobnie wysłuchają Cię i zmienią swoje podejście. Nie zawsze będzie to dla nich łatwe, dlatego warto uzbroić się w cierpliwość. Jednak jeśli pomimo serii prób tak się nie stanie - zadaj sobie pytanie, czy chcesz mieć taką osobę w swoim życiu?

Pamiętaj o tym, aby przede wszystkim - w każdej takiej sytuacji pozostać w zgodzie ze sobą. Szacunek do siebie, jaki płynie z tego, że pozostajesz wierny samemu sobie, jest cudownym i bardzo budującym uczuciem.

Co dalej?

Z mojego punktu widzenia zrozumienie wszystkiego, o czym napisałem powyżej, jest kluczowe, aby nasze podejście się zmieniło i aby zadowalanie innych przestało być tak kuszącym rozwiązaniem. W wielu przypadkach samo spojrzenie na ten proces z nowej perspektywy i zrozumienie jego przyczyn wystarczy, abyś po prostu przestał to robić. Niemniej warto pracować nad każdą zmianą na różnych poziomach, dlatego poniżej proponuję kilka praktycznych wskazówek, dzięki którym wesprzesz swoje nowe nawyki.

Na wstępie zaznaczę, że są przypadki, w których ani zrozumienie źródła problemu, ani praktyczne wskazówki nie pomogą. Gdy Twoja chęć zadowalania innych jest naprawdę silna i może być związana z jakąś traumą z dzieciństwa, najlepszym rozwiązaniem będzie wybranie się na psychoterapię. Poradzenie sobie z zakopanymi głęboko emocjami pozwoli Ci odzyskać emocjonalną wolność i zacząć dbać o swoje potrzeby.

Jeśli czujesz, że Twoja potrzeba dogadzania innym nie ma znamion obsesji, istnieje spora szansa, że poradzisz sobie z tym samodzielnie. Oto jak możesz dodatkowo wesprzeć swoją pracę nad nawykiem zadowalania innych:

  • Zrozum, że dbanie o własne potrzeby i odmawianie innym NIE jest niegrzeczne. Traktowanie asertywności jako postawy egoistycznej jest często powodem, dla którego ludzie stronią od takich zachowań. Prawda jest taka, że możesz odmawiać, jednocześnie będąc miły i życzliwy. Możesz wyrażać swoje potrzeby, nie naruszając granic innych ludzi. Możesz dzielić się swoim zdaniem, nie ryzykując tego, że ludzie przestaną Cię lubić. To ważna umiejętność i swojego czasu stworzyłem kurs o tym, jak odmawiać w sposób życzliwy: Trening asertywności
  • Zacznij od małych kroków. Powiedz “nie” w mało istotnej sprawie. Wyraź swoją opinię na poboczny temat. Opowiedz o swojej potrzebie w najzwyklejszej sytuacji. Nie wrzucaj się od razu na głęboką wodę. Ćwicz wyrażanie siebie tam, gdzie będzie to dla Ciebie łatwe.
  • Zwróć uwagę na to, jak się czujesz gdy mówisz “nie”. Jakich emocji doświadczasz? Wstyd? Poczucie winy? Złość na siebie? To, co się pojawi, to uczucia, którym będziesz chciał później przyjrzeć się bliżej. W ten sposób zrozumiesz, z czym Ci się kojarzy odmawianie lub asertywność i będziesz mógł popracować nad tym skojarzeniem.
  • Zacznij komunikować swoje uczucia i potrzeby w języku miłości. Nie oceniaj drugiego człowieka, a mów tylko o tym, co się dzieje w Twoim wnętrzu. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak to zrobić, poznaj podstawowe zasady “Porozumienia bez przemocy”, które opisałem w artykule Jak wyrażać swoje uczucia i potrzeby?
  • Zacznij pracować nad swoimi potrzebami - od uświadamiania ich sobie, przez obserwowanie, aż po zaspokajanie. Zrób listę swoich potrzeb i znajdź sposoby, za pomocą których będziesz mógł się nimi zająć. Jeśli potrzebujesz wskazówek w tym zakresie, zajrzyj do mojej książki “Insight” - w rozdziale 2 (“Ludzka natura”) znajdziesz ćwiczenia, które Ci w tym pomogą.

Zachęcam Cię do zrobienia małego eksperymentu, dzięki któremu sam sprawdzisz, jak się czujesz, gdy rezygnujesz z zadowalania wszystkich wokół. Zaplanuj, że przez najbliższe 7 dni nie będziesz starał się uszczęśliwiać innych. Oddasz odpowiedzialność za samopoczucie innych ludzi w ich własne ręce, a sam skupisz się tylko i wyłącznie na swoich potrzebach. Po tygodniu daj sobie chwilę na refleksję nad tym, jaki ten tydzień był dla Ciebie.

Taki okres próbny nie wymaga od Ciebie od razu dużych zmian - to tylko niezobowiązujący eksperyment. W trakcie tego tygodnia przeczytaj ten artykuł jeszcze raz lub dwa, aby skierować swoje myślenie na odpowiednie tory, jak również wykorzystaj w praktyce opisane wyżej, praktyczne wskazówki. Trzymam kciuki za owoce tej próby.

Napisz w komentarzach, co zabierasz dla siebie z tego tekstu. Daj też znać, jak Ci się podoba nowa, eksperymentalna forma ilustrowania artykułu.

Napisz komentarz

  • Agnieszka Chmura

    Cześć,
    Od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga. Dzisiaj gdy odebrałam maila z newsleterem poczułam, że to jest temat, który w ostatnim czasie bardziej niż kiedykolwiek dał mi o sobie znać. Dziękuję za to.
    Mimo, że w teorii wiem o tym, co opisałeś to cieszę się, że miałam okazję przeczytać Twój artykuł, w którym tak przejrzyście i spójnie przedstawiłeś zagadnienie traktowania siebie jak robota do uszczęśliwiania innych.
    Zabieram dla siebie propozycję ćwiczenia - tj. 7 dni odmawiania i skupienia się na własnych potrzebach - zaczynając od poznania ich, bo w matni poświęcania uwagi innym zapomniałam jakie one są i co jest dla mnie ważne, czego tak naprawdę ja chcę.
    Forma ilustracyjna moim zdaniem jest b.trafna :) Nieco zabawna ale też dosadnie pokazująca w praktyce na czym polegają poszczególne mechanizmy.

    Pozdrawiam!
    Agnieszka

    • Hej Agnieszka, dziękuję za komentarz i trzymam kciuki za Twoją 7-dniową próbę! :-)

  • Sylwia Rybotycka

    Myślę, że sztuką uzyskania trwałej zmiany w tym zakresie jest stan, w którym odmawianie innym udzielenia pomocy, zaprzestanie dbania o ich dobre samopoczucie, porzucenie zabiegania o ich pozytywne zdanie na nasz temat i skupienie się na własnych potrzebach, będzie zgodny z naszym pragnieniem. Można to ćwiczyć, próbować, ale zmiana będzie tylko krótkotrwała. Jeśli nie poczujemy się dobrze w takiej nowej rzeczywistości, szybko wrócimy do dbania o innych, a nie o siebie. Pytanie, jak sprawić, żeby zmieniły się nasze wartości i pragnienia? Sama świadomość tego zjawiska i jego destruktywnych konsekwencji nie wprowadza takiej zmiany. Co z tego, że ktoś zdaje sobie z tego sprawę, skoro nie może się od tego uwolnić bez wyrzutów sumienia i poczucia winy?

    • Sylwia, czasami ten czas zaraz po decyzji o tym, aby przestać stale zadowalać innych może być dla nas trudny i to naturalne. To trochę jak taki odwyk. Czasami dopiero wtedy, gdy stworzy się ta przestrzeń, możemy się nauczyć jaką wartość ma dla nas dbanie o siebie. Oczywiście jeśli nadal będziemy pomijać swoje potrzeby i skierujemy tej energii na siebie, zapewne szybko wrócimy do starych nawyków.

      Poczucie winy, które się pojawia gdy przestajemy komuś dogadzać to coś, co mamy "na tacy" gdy podejmujemy taką decyzję - i to jest dobry moment, aby nad tym popracować. Oczywiście warto nad tym pracować również wcześniej, niejako przygotowując się do podjęcia takiej decyzji.

    • Sylwia Rybotycka

      Panie Michale! Dziękuję za odpowiedź! Artykuł jest rewelacyjny, bardzo sensowny, przekonujący i pomocny. To jest coś, nad czym obecnie pracuję. Ten eksperyment jest świetnym pomysłem. W ogóle idea dbania o siebie, a nie innych, to niezły szok dla kogoś, kto całe życie skupia swoje poczynania, myśli, reakcje wokół innej osoby i stara się ją zadowolić, udobruchać, dostosować się do niej... co i tak nie wychodzi. Bo brak zadowolenia, wieczne narzekanie i krytyka leżą w naturze tej osoby. Niezmiernie trudno jest uwolnić się z tej sytuacji. Trzeba próbować i tak, jak Pan pisze, pomimo odczuwanego dyskomfortu (wyrzutów sumienia, poczucia winy), trzeba w tym wytrwać i mieć nadzieję, że te uczucia z czasem znikną.

  • Ola

    Praktyka dotyczącą dbania o siebie i swoje potrzeby aktualnie uczyniła ze mnie osobę samotną... przyglądam się osobom z którymi jestem blisko... i sobie... to co zauważam jest dla mnie trudne... są ludzie, rzeczy i sytuacje, które mnie rozczarowały... sama sobą również jestem zaskoczona... (nie wiem co jest normalne, momentami mam wrażenie że ze mną coś nie gra, chciałabym się mylić...) Dużo jeszcze pracy przede mna... może w moim przypadku na tym etapie "budowania" siebie to taki smutny i samotny czas...

    • Sylwia Rybotycka

      Może, po prostu, osoby, które wykorzystywały Twoją "dobroć", odsunęły się od Ciebie, bo nie mogą już Cię wykorzystywać. Może stąd ta przejściowa "samotność". A z czasem przyciągniesz do siebie bardziej wartościowe osoby.

    • Ola, to nieodłączny etap w tym procesie dla niektórych z nas. Trudny, ale potrzebny. Jeśli będąc sobą zostajesz samotna - to znak, że ludzie, którzy wokół Ciebie byli to nie ludzie, z którymi warto budować więzi na całe życie. Gdy będziesz w zgodzie ze sobą, prędzej czy później pojawią się w Twoim życiu osoby, które będziesz chciała wpuścić do swojego serca. Tego Ci życzę!

  • Alicja

    Taak, moja odmowa bycia dobrą, zadowalającą wszystkich i zawsze, żoną i matką bez własnych potrzeb, skończyła się zemstą rodziców, dla których najważniejsze były wnuki i ich potrzeby oraz wspaniały zięć. Odsunęli się ( rodzice) ode mnie na 10lat. W tym czasie zrealizowałam co najmniej trzy swoje marzenia, które pozostałyby na pewno nadal w sferze marzeń gdyby nie mój bunt. Nadmieniam, że rozwiodłam się z mężem, sama wychowałam dwie córki, wykształciłam i wypuściłam w świat. Rodzina stała z boku i przyglądała się. Nie wszystko było usłane różami, nie obyło się bez potknięć, ale niczego nie żałuję. Drugi raz zrobiłabym to samo ale na pewno lepiej, bo jest internet i są tacy ludzie jak Michał Pasterski. Dziękuję

    • Alicja, zdaję sobie sprawę z tego, że to musiało być dla Ciebie ogromne wyzwanie. Jednocześnie gratuluję Ci wielkiej odwagi, dzięki której odzyskałaś siebie!

  • lady_firefly

    Nie wiem, jak poradzić sobie z problemem przyjaźni. Mam z 5-10 bliskich przyjaciół, którzy często chcieliby się ze mną widywać, spotykać na piwo i gadki albo powyżalać się ze swoich problemów przy ciastkach - a jeśli nie spotykać na żywo, to raz na tydzień rozmawiać przez telefon. Jestem introwertykiem i jedno spotkanie w tygodniu jest dla mnie wyczerpujące. Więc stale czuję na karku tą kolejkę ludzi, z którymi się trzeba zobaczyć...
    Mam problem z organizacją czasu, mnóstwo spraw, które chciałabym, ale nie znajduję na to czasu. I co zgromadzę trochę energii, to muszę się spotkać z jakimś przyjacielem. Miałam teraz depresyjne problemy, marzyła mi się pomoc przyjaciół w szukaniu następnej pracy, żeby ktoś usiadł ze mną i po kolei pomógł rozwiązać mi problemy - nie biadolenie, tylko konkretne rozwiązania. No ale nie udało się. A na kawy i ciasteczka po prostu nie miałam siły, więc powiedziałam wszystkim, że potrzebuję przestrzeni. Teraz trochę odżyłam, chciałabym rzucić się w wir obowiązków, ale dostaję już smsy, że kilka przyjaciół potrzebuję wsparcia i wygadania... I boję się, pójdzie mi na to cała zgromadzona energia :/
    Jak rozwiązać ten problem? Nie mam problemu raz powiedzieć nie. Ale jeśli się jest prawdziwym przyjacielem, trzeba mówić "tak" przyjaźniom i byciu dla swoich przyjaciół... Tylko że mnie to tak męczy.
    Aha, jest jeszcze mój brat, który nie bardzo ma innych przyjaciół i codziennie na czacie pisze mi o absolutnie wszystkim co go dzisiaj spotkało, kilkanaście razy dziennie. Jest to ciekawe, ale czuję się zaszczuta tym ciągłym odpowiadaniem, oddzwanianiem, spotykaniem...

    • mira

      dobrze,że wszyscy Ciebie potrzebują ale w pierwszej kolejności zadbaj o siebie.Jak nie pozałatwiasz swoich spraw to nie będziesz mogła skoncentrować się na ich problemach a to jest lipa,udawanie zaangażowania.

  • Magda Dębowska

    Michał, artykuł jest moim zdaniem bardzo, ale to bardzo dobrą pigułą w temacie, a jestem bardzo wymagająca ;) Aż go podlinkuję bliskiej osobie. Mimo, że większość opisanych rzeczy była mi już znana, to pierwszy raz spotkałam się z tak przystępnie napisanym ciągiem przyczynowo-skutkowym, z opisem jak każde zachowanie przekłada się na reakcję i co się z tym potem dalej dzieje. Podoba mi się pomysł z ilustracjami, dzięki nim jeszcze lepiej zapamiętuje się tekst. Z artykułu zabiorę sobie pomysł na 7-dniowy eksperyment, bo jakoś nigdy nie wpadło mi do głowy, że mogłabym przestać zadowalać innych chociaż tak na próbę, zawsze miałam od razu plany, by zerwać z tym na zawsze i oczywiście nic z tego nie wychodziło - robiąc mały kroczek może uda mi się wdrożyć to na stałe.

    • Magda, dziękuję za miłe słowa! I cieszę się, że pomysł na 7-dniowy okres próbny jest dla Ciebie czymś nowym i wartościowym. Trzymam kciuki za to, żeby się udało :-)

  • Paula

    Bardzo fajny, mądry i potrzebny tekst. Relacje nie są latwe, są skaplikowane i nie łatwo o tym pisać. Plusik za rysunki i bardzo dużo przykładów w tekście. Dzięki temu jest on przystępny możne go lepiej zrozumiec, przemawia do wyobraźni odrazu łącząc fakty z takimi życiowymi sytuacjami.

  • Ewa Sosna

    Bardzo ciekawy artykuł. Według mnie nie można jednak samemu tak głęboko wchodzić w temat, bo można sobie z nim nie poradzić.

  • Aneta

    :-) również chcę podjąc eksperyment 7 dniowy że skupiam sie na sobie , swoich potrzebach i nie będę uszcześliwiała innych tylko siebie . Bardzo podoba mi sie ta idea.. przez 7 dni bede skupiala sie na tym :-)

  • Maria

    Tym, którzy się wahają lub nie dowierzają mogę tylko powiedzieć, że warto.

  • Moim zdaniem warto zwrócić uwagę na fakt, iż całe społeczeństwo pokazuje, że wychylanie się oraz działanie inne niż "większość" to coś negatywnego. Właśnie ze względu na to jesteśmy przyzwyczajeni do danego trybu pracy, nauki i tworzenia rzeczywistości. Mało jest osób, które powiedzą "Hej to mi się nie podoba!". Właśnie dlatego ciężko jest się takim osobom przebić własnymi myślami, z chęcią działania i zmiany. :) Im więcej osób będzie zmieniało świat na lepsze tym będzie im łatwiej.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • Katarzyna99

    Tak...Poczucie winy, gdy zajęłam się swoim zdrowiem, po wycofaniu się z opieki prywatnej nad chorym...Chory wrastał w siłę, a ja jak gąbka chłonęłam jego emocje i dolegliwości. W końcu wszystko krzyczało we mnie: - DOŚĆ, CZAS NA ODPOCZYNEK!

  • bryniakk

    Zabieram wszystko, bo jestem malym zlodziejaszkiem, mwahahahaa!!

    A tak powaznie - mialem dziwny problem, gdyz chcialem udac sie na terapie nie bedac pewnym dlaczego mialbym, ale teraz juz wiem na czym skupic swoja uwage. Ogromne dzieki!

  • Kasia

    Czytam wiele tego typu artykułów i zauważam, że większość mówi o doświadczeniu przemocy ze strony rodziców lub ich wygórowanych wymaganiach.
    A to nie jedyne przyczyny zaburzenia tożsamości dziecka. Ja przykładowo dorastałam w domu z matką "wiecznie chorą", a tu głowa, a tu nerwica, a tu depresja. Nie było nigdy słów "kocham Cię", musiałam być cicho, nie przeszkadzać, bo mamę bolli głowa, bo mama się źle czuje. Chodziłam na paluszkach, żeby mama nie była zła. Potem "uciekałam z domu" do koleżanek, w pracę, naukę. Cud, że wyrosła ze mnie w miarę ogarnięta osoba :)
    Powyższe dopiero uświadomił mi terapeuta. Całe życie próbowałam zadowalać innych. W innych szukałam aprobaty i akceptacji. NIe akceptowałam siebie sama. Mam 33 lata ale ciągle nad tym pracuję. Najgorsze jest to, że moja matka nie widzi swojej winy i nadal obarcza, teraz tylko Tatę, swoimi "chorobami", w których czuje się dobrze, bo ciągle może się nad sobą użalać. Mimo, że to ona ma i miała problem, to ja jako dziecko bardzo na tym ucierpiałam...
    Także, podsumowując, nie tylko przemoc ale też rodzic, który jest skupiony na sobie, i sam ma problem psychiczny potrafi mocno zaburzyć poczucie własnej wartości.

  • Natalia Nowak

    Mam prawie 20 lat na karku i dopiero po tym artykule przyznałam przed sobą, że jestem taką osobą. Zaczęło się od rodziny. Między mną, a resztą rodzeństwa jest duża różnica wieku, nigdy do nich nie pasowałam, byłam inna. Zaczęłam więc co raz bardziej wtapiać się. Potrzebowałam bliskości, nie mam żalu do mamy, może nie była z tym obyta,a może po prostu sama tego nie słyszała, więc nie okazywała mi miłości . I tak to się zaczęło. Co roku przyjeżdżam do siostry, mimo że tego nie chcę, bo tego wymaga ode mnie rodzina. Wprost nigdy mi tego nie powiedzą, ale da to się bardzo łatwo odczytać z ich słów. Wywierają na mnie presję. Przyjeżdzanie tu tylko pogarsza sprawę, jestem co raz bardziej samotna, i cały czas czuję się winna, bo siostra mnie utrzymuje więc czuję potrzebę ciągłego zgadzania się z nią. Jak powiem nie, robi dokładnie to co napisał Pan w tekście, najpierw foch, potem udaje że to akceptuje i próbuje mnie przekonać do zmiany zdania na jej korzyść, jeśli do tego czasu nie wymiękne to jest zła. I o ile co roku zgadzam się na to, w tym roku z resztą też, to wiem już że za rok tego nie powtórzę. To moja decyzja i inni nie mogą ode mnie tego wymagać. Planowałam kłócić się z rodziną, co do najlepszych pomysłów nie należy bo siostra miała depresję i bulimię.Trudno mi zwalczyć w sobie potrzebę ciągłego niańczenia i zadowolania jej, ale to moje życie i nie spędzę go co raz bardziej się dobijając. Także życzcie mi szczęścia, a Panu dziękuję za ten tekst, w końcu zrozumiałam to co mi tyle lat ciążyło na sercu i mogę to zmienić.

  • Daria

    Ja nie byłam świadoma tego, że bardziej jestem zajęta uszczęśliwianiem innych niż siebie. Zrodziło to we mnie zgorzknienia ( bo ludzie, którym się pomaga i dla których się jest miłym nie zawsze to doceniają a czasami zaczynają traktować jako tylko i wyłącznie kogoś, kto pomoże), Zdecydowałam się na psychoterapię i coaching. Dopiero tam uświadomiłam sobie, że... myślę o wszystkich tylko nie o sobie. Gdy powoli zaczęłam wprowadzać zmiany - dbać o siebie, nie zgadzać się na wszystko, rozwijać siebie wiele osób, które były dla mnie ważne po prostu przestała mnie lubić. Za takie rzeczy jak - odmowa pożyczenia pieniędzy, odmowa wzięcia pewnego obowiązku na siebie, aby pomóc, czy zwyczajne mówienie "stop" - ucinanie rozmowy, gdy ktoś zaczynał wygłaszać o mnie swoje krytyczne zdanie. To było trudne i łatwe zarazem. Zaczęłam wreszcie rozwijać miłość do samej siebie. Pojawił się czas na moje zainteresowania, na słodkie lenistwo i więcej czasu na tych prawdziwych przyjaciół. Szczerze polecam :)

  • Agnieszka Kwiatkowska

    Panie Michale, bardzo ciekawy artykuł. Czy zastanawiał się Pan nad jeszcze jedną przyczyną (i rozwiązaniem) zadowalania wszystkich wkoło poprzez zgadzanie się na ich propozycje i nie zgłaszanie swoich obiekcji, jaką jest "brak siły przebicia"? Jestem najstarszą z rodzeństwa i od dzieciństwa rodzice kazali mi ustępować młodszemu rodzeństwu dla (rodziców) świętego spokoju i zapewne to spowodowało, że teraz nawet nie mam ochoty mówić o swoich potrzebach, bo wiem, że nie będą brane pod uwagę. Tak jest w rodzinie, która przyzwyczaiła się do mojej ugodowości, ale nawet jeśli jest to zupełnie nowa grupa nigdy nie jestem w stanie przekonać innych do swoich racji, czy propozycji, więc wolę się nie odzywać. Jeśli już spróbuję wyrazić "sprzeciw" albo zaproponuję coś innego, to przeważnie ponoszę porażkę albo - jeśli już mi się uda (co się prawie nie zdarza) - mam poczucie, że wszyscy są niezadowoleni z mojego pomysłu. W opisywanej przez Pana sytuacji z alkoholem potrafiłabym powiedzieć, że dziękuję, nie piję, ale gdyby ktoś przyniósł mi piwo czy drinka, to wypiłabym, żeby nie robić mu przykrości czy nie odstawać.
    Jak przekonać siebie, że "moje" jest dobre i wcale nie musi oznaczać, że inni będą niezadowoleni?