Kryzys zdrowia psychicznego

Jak bardzo wzrosła liczba chorych na zaburzenia psychiczne przez ostatnie kilkadziesiąt lat i co ma z tym wspólnego Zygmunt Freud? Jakie zmiany są konieczne w globalnym podejściu do leczenia zdrowia psychicznego i dlaczego musimy zacząć działać natychmiast?

Jesteśmy społeczeństwem, które postawiło na rozwój wszystkiego, co zewnętrzne. Budynki są coraz wyższe, majątek coraz większy, technologie coraz nowsze, a warunki życia - coraz lepsze (przynajmniej dla niektórych). Płacimy za to jednak ogromną cenę, którą jest pogarszający się stan naszego świata wewnętrznego.

Statystyki bardzo wyraźnie pokazują, że zdrowie psychiczne ludzi na całym świecie nie polepsza się razem ze wzrostem PKB. Wręcz przeciwnie - w samych Stanach Zjednoczonych, w 2017 roku było 47,000 samobójstw oraz 1,4 miliona prób samobójczych. To najwyższe liczby od II Wojny Światowej!

W naszym kraju sytuacja również nie jest różowa. Co czwarty Polak doświadcza problemów psychicznych na jakimś etapie życia (zaburzenia nastroju, depresja, uzależnienia, napady paniki, itp.).[1]

Te liczby to tylko kropla w morzu - już niedługo zobaczysz ich więcej, bo mam dla Ciebie (dużą) garść dość poruszających statystyk.

Zanim jednak do nich zajrzymy, chciałbym, abyśmy cofnęli się o jakieś 100 lat… Przyjrzymy się jednej z przyczyn (w mojej subiektywnej ocenie najważniejszej przyczynie) kryzysu zdrowia psychicznego w naszym społeczeństwie.

Historia naszego nieszczęścia

Jak znaleźliśmy się w tak trudnym miejscu?

Trochę przypadkiem i z pewnością nie mając takich intencji, przyczynił się do tego Zygmunt Freud, ojciec psychoanalizy. To człowiek, który zmienił sposób, w jaki myślimy o nas samych. Odrzucił on racjonalność ludzkich zachowań, uważając, że naszym życiem kierują irracjonalne i emocjonalne lęki i pragnienia, skrywające się w naszej podświadomości. Jego koncepcje związane z funkcjonowaniem ludzkiego umysłu wywarły ogromny wpływ na całą kulturę oraz na przyszłość psychologii i psychoterapii.

I choć o Freudzie mógłbym napisać wiele, to dzisiaj chciałbym się skupić na jego bratanku. Urodzony w 1891 roku Edward Bernays połączył idee mówiące o psychologii tłumu z pomysłami swojego wuja Zygmunta. Uważał on, że manipulowanie społeczeństwem jest konieczne, ze względu na to, że ludzie są nieracjonalni i w wyniku działania “instynktu stadnego” mogą dopuścić się niebezpiecznych czynów. Mianowany przez media "ojcem public relations”, Bernays trafił na listę 100 najbardziej wpływowych Amerykanów XX w. magazynu Life.

Bernays był pionierem propagandy. Już na początku swojej kariery zrozumiał, że to, czego ludzie potrzebują, jest czymś zupełnie innym od tego, czego pragną. Zaczął więc współpracować z korporacjami i rządami wykorzystując zapożyczone od Freuda techniki.

Efekty jego pracy były spektakularne. Jednym z przykładów jest historia tego, jak kobiety zaczęły palić papierosy. W latach 20’ ubiegłego wieku koncerny produkujące papierosy zdały sobie sprawę z tego, jak bardzo wzrosłyby ich zyski, gdyby tylko palenie stało się powszechne wśród płci pięknej (w tamtym czasie w Ameryce palili niemal wyłącznie mężczyźni). Prezes American Tobacco Company zatrudnił więc Edwarda Bernaysa, który postanowił wyeliminować społeczne tabu związane z kobietami palącymi w przestrzeni publicznej.

Kobiety walczyły w tamtym czasie o swoje prawa i jednym z ich najgłębszych pragnień było uzyskanie większej wolności i równouprawnienia. Bernays powiązał więc papierosy z “pochodniami wolności”, przyrównując palenie do wyzwolenia kobiet w stworzonej przez siebie kampanii społecznej. Zatrudnił nawet kobiety, aby paliły papierosy podczas pochodu Easter Sunday Parade w Nowym Jorku w 1929 roku. Zatrudnił nawet fotografów, aby odpowiednio wykadrowane zdjęcia wyzwolonych i delektujących się dymem papierosa kobiet były później publikowane w gazetach na całym świecie.

Liczby mówią same za siebie - w 1923 roku kobiety kupowały tylko 5% sprzedawanych papierosów. W 1929 roku było to już 12%, a w 1935 roku aż 18%.[2]

Przytoczony przykład jest jednym z wielu sukcesów Edwarda Bernaysa. Gdy świat biznesu zrozumiał, jaka potęga tkwi w wykorzystywaniu technik Freuda we wpływaniu na masy, korporacje zaczęły organizować tzw. “grupy fokusowe”, których celem było zrozumienie głębokich, nieświadomych pragnień ludzi.

"Świadome i inteligentne manipulowanie zorganizowanymi przyzwyczajeniami i opiniami mas jest ważnym elementem w demokratycznym społeczeństwie." - EDWARD BERNAYS

Po kolejnych sukcesach Edward Bernays zaangażował się we współpracę z rządem, wykorzystując swoje techniki w kierowaniu opinią publiczną. W jednym z udanych projektów sprawił, że Gwatemala sprawiała dla społeczeństwa wrażenie komunistycznego zagrożenia dla Ameryki, co pozwoliło na obalenie rządu Gwatemali przy aprobacie mieszkańców Stanów Zjednoczonych.

Udoskonalanie i rozprzestrzenianie się technik public relations miało katastrofalne skutki dla dobrobytu społeczeństwa. Prawdziwe potrzeby ludzi zeszły na dalszy plan. Bardzo wyraźnie wybrzmiewa to w słowach Paula Mazura, wiodącego bankiera Wall Street pracującego w 1927 dla Lehman Brothers: “Musimy zmienić Amerykę z kultury opartej o potrzeby na kulturę opartą o pragnienia. Ludzie muszą zostać nauczeni pożądać, chcieć nowych rzeczy, nawet zanim ich stare rzeczy nie zostały jeszcze w pełni skonsumowane. [...] Ludzkie pragnienia muszą przyćmić jego potrzeby.” [3]

Nastały czasy, w których świat polityki i biznesu przestał być zainteresowany wspieraniem ludzi w zaspokajaniu ich własnych potrzeb na rzecz tworzenia sztucznych potrzeb i trafiania niemal wyłącznie do ich podświadomych pragnień.

Jakie są tego konsekwencje z punktu widzenia jednostki? Co się dzieje w naszej psychice, gdy wszystko wokół mówi nam o tym, czego potrzebujemy i co powinniśmy robić?

Oddalanie się od swojego “ja”

Słynny psychoterapeuta Carl Rogers opisał mechanizm powstawania fałszywego obrazu własnego „ja”. Według niego jesteśmy autentyczni wtedy, gdy słuchamy sygnałów płynących z naszego ciała. Tymi sygnałami są uczucia i emocje, które działają dla nas jak kompas, wskazując nam nasze niezaspokojone potrzeby.

Jednak gdy ktoś zaczyna polegać na nie swoich uczuciach tak jak na swoim własnym doświadczeniu, zaczyna tracić zaufanie do przeżyć własnego organizmu.

Tworzymy w ten sposób fałszywe „ja”. Przykładowo, gdy zakochana nastolatka słyszy od swoich rodziców, że jej wymarzony chłopak nie jest dla niej dobry i nie powinna się z nim zadawać, jej silne zaufanie do rodziców wygra z zaufaniem do samej siebie.

W ten sposób przestajemy ufać swojemu wewnętrznemu kompasowi, tracimy kontakt ze sobą i zaczynamy polegać na innych ludziach, którzy dyktują nam, co powinniśmy czuć i jak postępować.

W książce "Sposób bycia” Rogers pisze, że wraz ze stopniowym upadkiem zaufania do własnych doświadczeń podupada nasze poczucie własnej wartości, aż w końcu nasze osobiste doświadczenia przestają odgrywać dla nas jakąkolwiek rolę.[4] Przestajemy kierować naszym życiem w zgodzie z naszymi potrzebami i zaczynamy opierać się na tym, co inni uważają dla nas za dobre. Nieuniknionym efektem takiego oddalania się od siebie jest narastające poczucie zagubienia, pustki i nieszczęścia.

Jaki ma to związek z globalnym kryzysem zdrowia psychicznego?

Ogromne tempo rozwoju gospodarki i silna konkurencja między korporacjami zmusiła firmy do wymyślania coraz to lepszych sposobów na wpływanie na psychikę konsumenta. Zespoły składające się z najwybitniejszych neuropsychologów i najnowsze technologie neuroobrazowania mózgu pozwalają korporacjom włączać u konsumentów pragnienie zakupu jak za dotknięciem magicznej różdżki. Reklamy są teraz jak małe dzieła sztuki, które wywołują emocje jak niejeden oscarowy film.

Strategie wpływu stały się tak wyrafinowane, że miliony ludzi używają produktów, które nie tylko nie zaspokajają ich potrzeb, ale wręcz im szkodzą i uniemożliwiają osiągnięcie wewnętrznego spokoju i satysfakcji z życia. Od małego jesteśmy uczeni życia w społeczeństwie, w którym walka o popularność jest ważna, a bycie celebrytą to najwyższy szczebel na drabinie sukcesu. W którym z niemal każdego ekranu telewizji, komputera i smartfonu wylewają się przekazy mówiące o tym, co jest dla nas dobre i jak powinno wyglądać nasze życie. Nasz umysł jest wciąż programowany - nawet wtedy, gdy świetnie zdajemy sobie z tego sprawę (więcej o tym przeczytasz w artykule Programowanie społeczne).

Wpływ świata biznesu na psychikę jednostki to z pewnością nie jedyny powód pogarszającego się zdrowia psychicznego w naszym społeczeństwie. Uważam jednak, że to powód najważniejszy. Nie chodzi już bowiem tylko o skuteczniejsze reklamy czy rzucające się w oczy ulotki.

Największym problemem nie jest bowiem fakt, że kupujemy rzeczy, które nie są nam potrzebne. Źródłem największej szkody jest proces kształtowania na przestrzeni dziesiątek lat całych kultur oraz postaw wśród różnych grup społecznych. Najlepszym tego przykładem jest wszechobecny w zachodnim świecie konsumpcjonizm i materialistyczne podejście do życia.

Celem dużej części świata biznesu jest wywoływanie i pielęgnowanie wśród ludzi takich stanów wewnętrznych, w których prawdopodobieństwo zakupu czegoś, co nie jest im potrzebne, będzie najwyższe.

Do tych stanów należą uczucia i sposoby myślenia związane z brakiem, pustką, samotnością i niskim poczuciem własnej wartości. To dlatego z okładek tak wielu czasopism patrzą na nas dopieszczone w Photoshopie twarze idealnie wyglądających modelek. Gdy czuję się brzydszy, gorszy, mniej inteligentny, słabszy - zrobię co w mojej mocy, aby to uczucie ugasić zaproponowanym mi szybkim rozwiązaniem (widziałeś już reklamę szamponu, który dodaje pewności siebie?).

Tymczasem rządy zamiast mierzyć współczynnik szczęścia skupiają się na PKB. Ekonomista Joseph Stiglitz, który jest autorem raportu “Błędne mierzenie naszych żyć: dlaczego PKB się nie kalkuluje” napisał: “To, co mierzymy, wpływa na to, co robimy, i jeśli mierzymy złe rzeczy, będziemy robić złe rzeczy. Jeśli skupiamy się tylko na materialnym dobrobycie - na przykład na produkcji dóbr, raczej niż na zdrowiu, edukacji i środowisku - nasz punkt widzenia staje się zniekształcony w ten sam sposób, w jaki te mierniki są zniekształcone; stajemy się bardziej materialistyczni.”

Gdy dorzucimy do tego destrukcyjne dla dziecięcej psychiki mechanizmy systemu edukacji oraz brak jakiejkolwiek psychologicznej edukacji w szkołach, kulturę wychowywania dzieci zgodnie z ideą negowania i wypierania trudnych emocji, zaskakująco niskie środki na rozwój opieki zdrowia psychicznego, brak zainteresowania władz wiedzą na temat traumy i jej wpływu na ludzką psychikę… to, co dzieje się w naszym społeczeństwie staje się nieco bardziej zrozumiałe.

Przyjrzymy się zatem twardym faktom.

(Duża) garść statystyk

Zanim zaprezentuję Ci te poruszające dane, jest coś, co warto, abyś wziął pod uwagę. Otóż w ubiegłym wieku temat zdrowia psychicznego nie był czymś, o czym ludzie mówili swobodnie. Trudne emocje i zaburzenia psychiczne stanowiły tabu i istnieje spore prawdopodobieństwo, że przeprowadzane wtedy badania miały pewien margines błędu.

Im bliżej teraźniejszości, tym otwartość naszego społeczeństwa, a więc i szczerość w tego typu badaniach, rosła, co mogło częściowo przyczynić się do wzrostu niektórych współczynników. Niemniej, nawet jeśli takie zjawisko faktycznie miałoby wpływ na przedstawione statystyki, różnice między przeszłością a teraźniejszością są zbyt wysokie, aby przejść obok nich obojętnie.

Gotowy? Zapnij pasy. Zaczniemy od Stanów Zjednoczonych (najwięcej dostępnych danych).

Stany Zjednoczone

  • Przypominając to, o czym już napisałem na początku tego artykułu - w 2017 roku było w tym kraju 47,000 samobójstw oraz 1,4 miliona prób samobójczych,
  • Współczynnik samobójstw wzrastał o 1% od roku 2000 do 2006 i o 2% w latach od 2006 do 2016,
    W roku 2017 było 70,000 przedawkowań, a 17,3 miliona osób (7% społeczeństwa) miało co najmniej jeden epizod depresyjny,
  • Najbardziej powszechną przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych (wśród osób poniżej 50 lat) jest przedawkowanie. Co 3 tygodnie mamy równowartość wydarzeń z 11 września w zakresie tego, ile ludzi umiera,
  • Koszty tego stanu rzeczy są szacowane na od 80 do 100 miliardów dolarów roczne,[5]
  • Liczba mieszkańców Stanów Zjednoczonych zabitych przez członków swojej rodziny jest wyższa od liczby ludzi, których ten kraj stracił w obu wojnach światowych,
    2/3 ludzi cierpiących na zaburzenia psychiczne lub uzależnienie od substancji nie otrzymuje żadnego leczenia,
  • Według badań opublikowanych w Journal of Abnormal Psychology,[6] między 2009 a 2017 rokiem, współczynnik depresji dla dzieci w wieku od 14 do 17 lat, wzrósł o ponad 60%,
  • Dla dzieci w wieku od 12 do 13 wzrost wynosił 47%, a dla dzieci w wieku od 18 do 21 - 46%,
  • Wśród młodych ludzi, współczynnik osób mających myśli samobójcze, planujących samobójstwo i posuwających się do prób samobójczych wzrosła drastycznie, a w niektórych przypadkach podwoiła się pomiędzy rokiem 2008 i 2017,
  • Pół miliona dzieci i młodzieży w Stanach Zjednoczonych bierze leki antypsychotyczne, a liczba prywatnie ubezpieczonych dzieci w wieku od 2 do 5 lat biorących takie leki podwoiła się w latach od 2000 do 2007.

Wielka Brytania

  • W Wielkiej Brytanii więcej niż 9 milionów ludzi doświadcza uczucia samotności często lub bez przerwy,[7]
  • Liczba leków psychotropowych przypisanych na depresję, nerwicę, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i ataki paniki wzrosła z 31 milionów w 2006 roku do 65 milionów w 2016 roku (wzrost o 108.5%).[8]

A co słychać w Polsce?

  • Polek i Polaków dotkniętych depresją jest około 4 miliony (10% społeczeństwa),
  • Większość z nich nie szuka pomocy. Od pierwszego objawu depresji do pierwszej wizyty u lekarza mija średnio 11 lat.

Kilka statystyk z całego globu:

  • W Indiach i Chinach (które stanowią jedną trzecią populacji całego świata), ponad 80% ludzi z problemami psychicznymi nie szuka pomocy,[9]
  • Według WHO (Światowa Organizacja Zdrowia), co roku niemal 800 tysięcy ludzi popełnia samobójstwo (to druga wiodąca przyczyna śmierci wśród osób w wieku między 15 a 29). To więcej, niż liczba osób umierająca na skutek malarii, raka piersi, zabójstw czy wojen. Tylko 38 krajów wdraża sposoby na przeciwdziałanie pladze samobójstw.
  • Liczba ludzi z depresją wzrosła o 450% od 1987 roku.[10] Na każdą osobę, która wzięła lek przeciwdepresyjny w 1987 roku, teraz mamy więcej niż 5 osób.
  • Według WHO, samobójstwa częściej popełniają mężczyźni niż kobiety. Wyjątkiem są Bangladesz, Chiny, Lesotho, Maroko i Birma. Aż 79% samobójstw jest popełnianych w krajach biedniejszych.
  • WHO przewiduje, że do 2030 roku depresja będzie na całym świecie najbardziej powszechną chorobą.

Co możemy zrobić?

Patrząc na te wszystkie przygnębiające dane, dużym zaskoczeniem może być fakt, że media i rządy nie ogłosiły globalnego stanu kryzysowego. Mogłoby to zmobilizować całą planetę do szukania skutecznych rozwiązań tego problemu. Jednak gdy przypomnimy sobie pierwszą część artykułu, milczenie z ich strony staje się nieco bardziej zrozumiałe.

Na szczęście w ostatnich latach zaczęło pojawiać się światełko w tunelu - rządy niektórych państw zaczynają dostrzegać potrzebę przyjrzenia się psychicznemu zdrowiu swoich obywateli.

Przykładowo, premier Nowej Zelandii zapowiedział zaskakująco duży budżet na opiekę zdrowia psychicznego - 1,9 miliarda nowozelandzkich dolarów. To pierwszy kraj, który zaprojektował swój budżet, traktując dobrobyt swoich mieszkańców jako priorytet. Z kolei od stycznia 2018 roku w Wielkiej Brytanii funkcjonuje Ministerstwo Samotności, mające na celu poradzenie sobie z plagą samotności w tym kraju (badania pokazują, że uczucie samotności jest gorsze dla naszego zdrowia niż palenie 15 papierosów dziennie).

Niestety to wciąż kropla w oceanie potrzeb. Poniżej przyjrzymy się najbardziej palącym problemom w zakresie opieki zdrowia psychicznego oraz potencjalnym rozwiązaniom tych problemów (proponowane rozwiązania są moją subiektywną opinią na temat tego, jak możemy podejść do poradzenia sobie z opisanymi wyzwaniami. Jeśli zauważasz jakieś błędy w moim rozumowaniu lub widzisz lepsze drogi do rozwiązania tych kwestii, podziel się proszę swoją wiedzą/opinią w komentarzach lub napisz do mnie e-mail).

Problem #1

Brakuje nam naprawdę efektywnych metod leczenia psychologicznego. Skuteczność antydepresantów pozostawia wiele do życzenia, a efekty uboczne i trudności z odstawieniem nie zachęcają do stosowania tej formy leczenia (choć często jest to nieuniknione. Badania nowych, obiecujących metod terapii nie są czymś, na co przeznacza się środki publiczne.

Rozwiązanie #1

Potrzebujemy przeznaczyć więcej środków na poszukiwanie i badanie nowych metod leczenia.

Problem #2

Mniej niż połowa dotkniętych zaburzeniami psychicznymi otrzymuje leczenie (w wielu krajach mniej niż 10%). Jakie są tego powody? Brak środków na refundację leczenia, brak wykwalifikowanych profesjonalistów, społeczny ostracyzm związany z problemami ze zdrowiem psychicznym oraz brak wystarczającej świadomości i edukowania ludzi na temat zaburzeń psychicznych i możliwości uzyskania profesjonalnej pomocy.

Rozwiązanie #2

Potrzebujemy globalnej kampanii społecznej uświadamiającej skalę problemu i istotność leczenia psychologicznego. Dotyczy to nie tylko krajów zachodnich, ale przede wszystkim krajów biedniejszych i rozwijających się, gdzie ten problem ma jeszcze większe rozmiary. Przydałaby się nam również osobna kampania zachęcająca młodych ludzi do wybrania ścieżki kariery w zakresie wspierania osób z problemami tej natury (psychiatrzy, psychoterapeuci, psycholodzy). Ponadto, potrzebujemy sieci placówek leczenia zdrowia psychicznego, tak aby wsparcie było dostępne dla ludzi żyjących w miejscach, w których nie ma na to szans.

Problem #3

“Trudni” pacjenci są często odrzucani w procesie leczenia, ponieważ zajmowanie się nimi pogarsza statystyki placówek. To problem zauważony i opisany w Stanach Zjednoczonych, gdzie dostrzega się wręcz obsesję na punkcie wyników (dobre wyniki pozwalają na uzyskiwanie dodatkowych środków na rozwój działalności danej placówki). Miejsca, które radzą sobie najlepiej w tym zakresie to te, które zwykle skupiają się na ludziach z “lżejszymi” problemami, ponieważ ich leczenie jest łatwiejsze i szybsze. Każdy wyleczony polepsza statystyki placówki, a więc osoby, których leczenie jest trudne, długotrwałe i kosztowne, są po prostu odrzucane. Brak poprawy po uzyskanym leczeniu jest często wystarczającym powodem dla placówki, aby odmówić choremu dalszego leczenia.

Rozwiązanie #3

Potrzebna jest zmiana sposobu funkcjonowania placówek leczenia osób z zaburzeniami psychicznymi z nastawienia na wyniki i liczby, w kierunku nastawienia na człowieka. Środki, którymi zasilane są takie placówki nie powinny być uzależnione od wyników, ponieważ rodzi to takie patologie jak odrzucanie trudniejszych pacjentów.

Problem #4

Większość diagnoz wystawianych przez psychiatrów jest błędnych. Opublikowane w Psychiatry Research badanie przeprowadzone przez naukowców z University of Liverpool pokazuje, że diagnozy psychiatryczne są naukowo bezwartościowe jako narzędzia do identyfikacji chorób psychicznych.[11] Okazuje się bowiem, że różne objawy doświadczanie przez pacjentów nakładają się pomiędzy różnymi zaburzeniami, a znaczenie traumy jest niemal całkowicie pomijane przy wystawianiu diagnoz.

Kierująca pracami dr Kate Allsopp powiedziała: “Choć diagnostyczne nazwy stwarzają iluzję wyjaśnienia problemu, z naukowego punktu widzenia są pozbawione znaczenia i mogą wywoływać stygmatyzację oraz uprzedzenia.” Prof. John Read używa nieco bardziej dosadnych słów: “Być może już czas, abyśmy przestali udawać, że medycznie brzmiące nazwy cokolwiek wnoszą do naszego rozumienia złożonych przyczyn ludzkich problemów i tego, jaka pomoc jest potrzebna, kiedy się pojawią.”

Warto też wspomnieć tutaj o mnogości sytuacji, w których pacjenci, którzy są w jakiś sposób postrzegani jako trudni, otrzymują niesprawiedliwą i nie trafną diagnozę jakiegoś rodzaju zaburzenia osobowości (najczęściej borderline).[12] Dzieje się to najczęściej wtedy, gdy sfrustrowany brakiem odpowiedniej opieki w danej placówce pacjent okazuje swoje niezadowolenie. Ich zachowanie jest szybko oceniane jako manipulacyjne lub świadczące o zaburzeniu.

Rozwiązanie #4

Pozwolę sobie tu zacytować słowa już wcześniej cytowanej kierującej pracami badaczy dr Kate Allsopp: “Mam nadzieję, że te wyniki zachęcą zajmujących się zdrowiem psychicznym specjalistów, aby wychodzili poza takie diagnozy i rozważali inne wyjaśnienia psychicznych problemów, takie jak trauma i niekorzystne zdarzenia życiowe.”

Z pewnością pomogłoby postrzeganie człowieka bardziej holistycznie. Wymagałoby to większej współpracy specjalistów z różnych dziedzin, co pozwoliłoby nam uzyskać głębsze zrozumienie różnych zaburzeń psychologicznych. Przykładowo, w ostatnich latach pojawiło się wiele badań na temat wpływu stanu flory bakteryjnej na nasze samopoczucie. Okazuje się, że u części ludzi depresja jest związana z zaburzeniami mikrobioty jelitowej. Warto odejść od nadawania etykiet w postaci jednostek chorobowych, które zubażają osobę i zawężają pole oddziaływań terapeutycznych, a zamiast tego skupić się na objawach i trudnościach, których doświadcza osoba, i indywidualnie dopasowywać formy terapii.

Problem #5

Leczenie symptomów zamiast leczenia przyczyny problemu. Według znanego psychoterapeuty, autora książek o traumie i uzależnieniach, Gabora Mate, profesja medyczna, prawna i polityczna nie rozumieją traumy i jej połączenia z uzależnieniami. Większość studentów medycyny nie słyszy słowa “trauma” podczas 4 lat swojej edukacji. W wyniku tego staramy się radzić sobie tylko z symptomami, efektami - próbujemy kontrolować zachowanie, nie rozumiejąc jego przyczyny.

Rozwiązanie #5

W ostatnich latach stało się dla nas jasne, że przyczyną różnych zaburzeń i chorób psychicznych są traumatyczne doświadczenia życiowe. W zależności od różnych czynników - wieku, w którym byliśmy, gdy doznaliśmy traumy, genów jakie odziedziczyliśmy czy charakteru samej traumy - będziemy doświadczać różnych form zaburzeń i chorób. Jednak to leczenie traumy, a nie jej objawów powinno leżeć w centrum zainteresowania specjalistów od zdrowia psychicznego. Potrzebujemy więc popularyzacji wiedzy o traumie i mechanizmach leżących u jej podstaw.

Dotyczy to również traumy przez małe “t”, czyli mniej dotkliwych, ale wciąż trudnych doświadczeń życiowych, których nagromadzenie w naszej historii może w znaczący sposób wpłynąć na rozwijanie się depresji, uzależnień czy innych problemów natury emocjonalnej.

Problem #6

Brak fundowanych przez rządy państw projektów edukacyjnych na temat wychowania dzieci dla rodziców. Efektem są powielane przez rodziców błędy, które mogą mieć katastrofalne skutki. Przykładem jest koncepcja „wypłakiwania się” niemowlęcia, co ma oduczyć dziecko płakania, gdy zostaje samo w łóżeczku. Badania pokazują, że długotrwały płacz może spowodować nieodwracalne, negatywne zmiany w mózgu dziecka.[13] Niestety, wielu rodziców wciąż nie jest tego świadomych, tak samo jak nie zdają sobie sprawy z konsekwencji wielu innych zachowań (np. dawania klapsów albo stosowania przemocy słownej).

To samo dotyczy samych dzieci - w szkołach brakuje edukacji psychologicznej. Dzieci nie rozumieją swoich emocji i nie wiedzą jak dbać o higienę psychiczną. Z kolei nauczyciele często nie zdają sobie sprawy ze złożoności procesów kierujących rozwojem psychiki dziecka.

Rozwiązanie #6

Potrzebujemy przemyślanych i szeroko zakrojonych programów szkoleniowych skierowanych zarówno do dzieci, jak i do rodziców i nauczycieli, a także decydentów kształtujących system szkolnictwa. Każda z tych grup potrzebuje zrozumieć procesy leżące u podstaw rozwoju dziecięcej psychiki, tak aby budować bardziej wspierające relacje z dziećmi i uniknąć powszechnych błędów popełnianych w procesie wychowania i edukacji. Rodzice i nauczyciele sami mogą potrzebować najpierw wsparcia w przepracowaniu swoich własnych trudnych doświadczeń (większość z nas była raczej przedmiotem niż podmiotem w edukacji i wychowaniu), tak aby byli w stanie budować dobrą relację z dziećmi. Samo to pozwoli nam zapobiec ogromnej liczbie przyszłych zaburzeń, które najczęściej rodzą się właśnie w pierwszych latach życia człowieka.

Jak widzisz, do zrobienia jest naprawdę wiele. Dobra wiadomość jest taka, że na tym etapie wiemy już naprawdę dużo o naturze i przyczynach zaburzeń i chorób psychicznych i potrzebujemy, aby to zrozumienie było możliwie jak najszybciej rozpowszechniane wszędzie, gdzie tylko się da.

To, co mnie osobiście najbardziej interesuje, to tworzenie, rozwijanie i popularyzowanie innowacyjnych i skuteczniejszych metod terapii. W ostatnich latach powstaje naprawdę wiele nowych podejść do leczenia naszego umysłu i niektóre z nich są bardzo obiecujące. Jedną z metod, w którą bardzo wierzę (a która w Polsce niewątpliwie wywoła spore kontrowersje) przedstawię szerzej w jednym z następnych artykułów.

Jeśli sam jesteś w sytuacji, w której potrzebujesz wsparcia psychologicznego - nie próbuj sobie poradzić samodzielnie, sięgnij po pomoc! Możesz zacząć od zapoznania się z artykułem Psychoterapia. Kompletny przewodnik

Podziel się w komentarzach swoimi odczuciami po przeczytaniu tego tekstu. Jak się czujesz z tym, czego się tutaj dowiedziałeś lub dowiedziałaś? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Co według Ciebie możemy jeszcze zrobić, aby wyjść z tego kryzysu?

Jeśli czujesz, że to co tutaj przeczytałeś jest ważne - proszę, udostępnij ten artykuł lub prześlij go do swoich znajomych. Dziękuję!

Przypisy

1. Badania przeprowadzone kilka lat temu przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, Akademię Medyczną we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny.
2. O'Keefe, Anne Marie; Pollay, Richard W. (1996). "Deadly Targeting of Women in Promoting Cigarettes". Journal of the American Medical Women's Association. 51 (1–2).
3. Cytat pochodzi z opublikowanego w 1927 roku artykułu autorstwa Paula Mazura w Harvard Business Review.
4. C. Rogers, Sposób bycia, tłum. Maciej Karpiński, REBIS, 2002
5. Dane Center for Workplace Mental Health
6. Badania opublikowane w Journal of Abnormal Psychology: Link
7. Raport z 2017 opublikowany przez Jo Cox Commission on Loneliness
8. The National Ambulatory Medical Care Survey (NAMCS): Link
9. Raport Lancet z października 2018
10. NHS Digital, Statystyki dla Anglii, 2006-2016
11. Link
12. Link
13. Link

Napisz komentarz